news
O tej płycie z hitami mówiło się od dawna! W końcu trafiła do sklepów. WonerS zdradza, co dalej z jego muzyczną karierą!
Na ten dzień czekał nie tylko on sam, ale wielu fanów w Polsce i zagranicą. 5 czerwca 2026 roku ukazał się najnowszy album WonerSa zatytułowany „Ciepło Zimno”. Choć 17-letni wokalista przyzwyczaił już swoich fanów do regularnych premier, nowy krążek od samego początku wzbudza ogromne zainteresowanie. Nie tylko ze względu na muzykę, ale również tajemniczy tytuł, który, co ciekawe nie jest nazwą żadnego z utworów znajdujących się na płycie.
WonerS, czyli Szymon Woner znany jest, m.in. z hitów „Choć, dam Ci znak”, „Perfekcyjna”, „Góralski weekend”, „Zanim odejdziesz”, „Baby” czy „Daj mi serce”. Artysta który współpracuje, między innymi z Tomaszem Lubertem, opowiedział o kulisach powstania albumu „Ciepło Zimno”, na którym znalazła się jeszcze gorący hit „Idę na plażę”, planach na kolejne miesiące oraz niespodziankach, które szykuje dla swoich fanów.
Dlaczego „Ciepło Zimno”?
Płyta, pt. „Ciepło Zimno” zawiera 11 kawałków, z których cześć doskonale znana jest odbiorcom młodego wokalisty. Wielu słuchaczy zastanawiało się, skąd wziął się pomysł na taką nazwę albumu. Jak zdradził WonerS, wybór nie był oczywisty. – Jeśli chodzi o pomysł na tytuł, to przeszło mi dużo pomysłów przez głowę np. samo „WS”, z którego potem zrezygnowałem, ale myślę, że w przyszłości go wykorzystam. W końcu wybrałem „CIEPŁO ZIMNO” ze względu na piosenki na albumie. Miał on symbolizować połowę albumu w klimacie letnim, a połowę w bardziej jesienno-zimowym. Mimo, że w efekcie końcowym utworów w tym „zimnym” stylu jest trochę mniej niż zakładaliśmy na początku, to stwierdziłem, że zostawiamy, bo sam pomysł na album wszystkim się spodobał – zdradza WonerS w rozmowie z portalem Przeambitni.
Jak się okazuje, za tytułem kryje się nie tylko muzyczna koncepcja, ale także pewna życiowa refleksja.
Wokalista nie ukrywa, że nazwa albumu może mieć również bardziej osobisty wymiar. – Myślę, że może symbolizować on, że w naszym życiu nie zawsze jest kolorowo, „ciepło” może symbolizować te lepsze momenty, ale też przywoływać jakieś wakacyjne wspomnienia ze względu na klimat piosenek. Za to opisane „zimno” symbolizuje te cięższe chwile i myślę, że piosenka „CHOĆ DAM CI ZNAK” idealnie pasuje do tego klimatu – wyjaśnia WonerS.
To właśnie ten utwór okazuje się najważniejszym punktem całej płyty dla samego artysty. – Zdecydowanie najbliższy mojemu sercu jest utwór „CHOĆ DAM CI ZNAK” co prawda już trochę minęło od jego napisania, ale był to dla mnie w tamtym momencie ważny utwór. Za jego powstaniem kryje się bardzo ciekawa historia. No i dzięki niemu zacząłem naukę gry na pianinie – zdradza Szymon. Warto dodać, że teledysk do tej piosenki osiągnął ponad milion dwieście tysięcy wyświetleń w serwisie YouTube i to z pewnością nie koniec.
Kolejne teledyski? Wszystko zależy od fanów
W dużej mierze na albumie, zawierającym 11 piosenek, znalazły się utwory, które zdążyły już podbić internet i doczekały się własnych teledysków. Czy kolejne piosenki również otrzymają klipy? – Myślę, że wszystko jest możliwe, ale bardzo dużo zależy od tego jak przyjmie się „CHANEL” i „TARARA”. Co prawda mamy już zaplanowane najbliższe single, ale jeśli fani będą bardzo chcieć, to czemu nie – uśmiecha się WonerS.
Tajemnicza współpraca coraz bliżej?
WonerS ma już na swoim koncie wiele muzycznych duetów, ale jak sam przyznaje, lista wymarzonych współprac wciąż nie jest zamknięta, a starsi koledzy i koleżanki z branży coraz częściej doceniają talent i potencjał Szymona. – Jest kilku takich artystów, ale na ten moment nie zdradzę, bo bardzo możliwe, że prędzej czy później z jednym coś wydamy – mówi tajemniczo. Ta krótka odpowiedź wystarczyła, by wśród fanów natychmiast pojawiły się spekulacje dotyczące potencjalnej współpracy. Czy chodzi o jedną z największych gwiazd młodego pokolenia? Na razie artysta pozostawia wszystkich w niepewności.
Druga płyta w rok. Czy w planach jest już trzecia?
Dla wielu obserwatorów imponujące jest tempo pracy młodego wokalisty. „Ciepło Zimno” to już drugi album wydany w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Pierwsza płyta „Melopop” spotkała się z dużą aprobatą i pozytywnym odbiorem. WonerS postanowił iść zaciosem i po roku od premiery debiutanckiego krążka mamy już kolejny. Czy za rok sytuacja się powtórzy? – Dobre pytanie, na pewno rozważam taką opcję, ale wszystko zależy jak będzie wyglądać moja muzyczna droga w następnych miesiącach. Przyszły rok będzie dla mnie szczególnie ważny, ponieważ kończę 18 lat, więc nie jestem jeszcze w stanie zagwarantować czy pojawi się jakikolwiek album, ale na pewno wydarzy się parę specjalnych rzeczy – opowiada WonerS.
Zapowiedź „specjalnych rzeczy” z pewnością rozbudziła wyobraźnię fanów.
Wakacyjne hity już w drodze!
Wokalista nie spoczywa na laurach. Choć album dopiero trafił do słuchaczy, WonerS już myśli o kolejnych premierach. – Chciałbym, żeby w te wakacje wyszło jeszcze kilka „letniaczków” ode mnie, ale to wszystko prawdopodobnie od lipca, bo jednak jesteśmy dopiero po premierze teledysku do „IDĘ NA PLAŻĘ” oraz po premierze albumu – zauważa muzyk.
Wygląda więc na to, że lato 2026 może należeć właśnie do niego. Na zakończenie rozmowy artysta zdradził, że przygotowuje dla swoich odbiorców znacznie więcej niż tylko muzykę. – Szykuje się dużo niespodzianek nie tylko muzycznych z mojej strony. Na 100% pojawi się dużo nowego merchu na moim sklepie z mojej strony, a także od innych osób. Są w planach również nowe wydania na kanale wydawniczym WS CLB, a także DUŻO NIESPODZIANEK – wymienia.
Premiera albumu „Ciepło Zimno” jest więc zaledwie początkiem intensywnego okresu w karierze młodego wokalisty. Jedno jest pewne – WonerS nie zamierza zwalniać, a jego fani już mogą szykować się na kolejne niespodzianki, o których na razie tylko wspomina.
Album możecie nabyć na www.woners.pl a także w sklepach stacjonarnych, w tym salonach Empik.



Fot. archiwum prywatne WonerS
Tekst: SM
news
Ida Nowakowska OSTRO o Halloween. „Dla mnie nie jest świętem”. Ma rację?
Halloween od lat wywołuje w Polsce gorące dyskusje. Jedni widzą w nim okazję do zabawy i przebierania się w kostiumy, inni nie chcą mieć z nim nic wspólnego. Ida Nowakowska postanowiła opowiedzieć, jak sama podchodzi do tej tradycji i dlaczego nie stawia jej na równi z polskim świętem. Dowiedz się więcej!
Halloween od lat budzi emocje i dzieli opinię publiczną. Z każdym rokiem coraz więcej znanych osób zabiera głos w sprawie obchodzenia tego dnia, a ich wypowiedzi często stają się pretekstem do kolejnych dyskusji. Tym razem o swoim podejściu opowiedziała Ida Nowakowska, która w rozmowie z Plejadą nie ukrywała, że jej spojrzenie na Halloween jest związane z doświadczeniami z życia w Stanach Zjednoczonych.
Prezenterka podkreśliła, że nie zamierza porównywać Halloween ze Świętem Wszystkich Świętych. Dla niej są to zupełnie różne okazje, którym przypisuje się odmienne znaczenie.
“Dla mnie Halloween nie jest świętem, więc jakby zupełnie tego nie mogę porównywać. Dla mnie to nie miałoby sensu. Mieszkając przez połowę życia w Stanach, Halloween jest pretekstem do spotkania, do imprezy, do przyjęcia, więc ja też się przebierałam w kostiumy. Uważam, że one powinny być fajne, takie naśmiesznie bardziej, nie lubię tych strasznych, przerażających” – wyznała.
Ida Nowakowska zaznaczyła jednocześnie, że szczególne miejsce w jej życiu zajmuje polska tradycja związana z początkiem listopada. Nie ukrywa, że Święto Wszystkich Świętych ma dla niej bardzo osobisty wymiar.
“Mogę powiedzieć z własnej perspektywy, jak ja to przeżywam, bo zawsze celebruję zwycięstwo życia nad śmiercią i dla mnie życie jest czymś niesamowitym” – dodała.
POLECAMY: TVN podjął decyzję ws. Rozenek-Majdan. Klamka zapadła
Ida Nowakowska wprost o Halloween: “Odkąd mam synka nie lubię …”
Prezenterka zwróciła uwagę, że polskie zwyczaje związane z odwiedzaniem grobów robią ogromne wrażenie również na osobach z zagranicy. Sama chętnie zaprasza swoich znajomych ze Stanów do Polski właśnie w tym okresie.
“Święto Wszystkich Świętych to są niezwykłe dni w Polsce. Naprawdę wszystkich znajomych, których mam z zagranicy, ze Stanów zapraszam w tym okresie właśnie. Mówię: “Przyjdźcie tutaj, pójdźcie z nami na groby, bo to jest coś tak wyjątkowego”. Chyba każdy to w ten sposób przeżywa niezależnie od tego, co myśli o różnych sprawach. Jest w tym głębia, przeżywamy przeszłość, ale w taki sposób, który jest naprawdę żywy” – wyjaśniła reporterce Plejady.
W rozmowie pojawił się również bardzo osobisty wątek. Ida Nowakowska wspomniała o swoim ojcu, znanym pisarzu Marku Nowakowskim, który spoczywa na warszawskich Powązkach. Jak przyznała, odwiedzanie jego grobu wiąże się dla niej z ogromnymi emocjami, a rodzinne wspomnienia wracają szczególnie mocno właśnie w tych dniach.
“Zawsze się wzruszam. Spędzamy czas na Starych Powązkach, też na Powązkach Wojskowych, bo tam mój tata jest pochowany w Alei Zasłużonych. Reszta mojej rodziny właśnie na Starych Powązkach. Tam jest tak pięknie. Z moim synkiem chodzę i przypominam sobie, jak chodziłam z moim tatą” – wspominała.
Prezenterka podkreśliła, że tradycja odwiedzania cmentarzy jest dla niej także okazją do rozmowy z synkiem o przemijaniu, pamięci i znaczeniu życia. Sama pamięta, jak jako dziecko chodziła na groby razem z rodzicami. Dziś wraca do tych chwil, przekazując kolejnemu pokoleniu rodzinne historie i wartości, które są dla niej ważne.
“Chodziliśmy razem z rodzicami na groby i w tym czasie było coś nieludzkiego — myślisz o egzystencji tutaj i myślisz, że to wszystko jest tak naprawdę na chwilę i że to, co robimy tutaj, żyje tylko, jeśli jest w sercach innych ludzi, bo ci, którzy są właśnie tam na cmentarzach, na które my chodzimy, w moim sercu są żywi, dlatego że czynili tutaj piękne rzeczy, czynili dobro, wspominamy ich, mówimy o nich, więc jest coś niezwykłego po prostu w tym święcie” – dodała w tej samej rozmowie.
Na koniec prezenterka wyjaśniła, że jej podejście do Halloween zmieniło się również po narodzinach synka. Nie przepada za tłumaczeniem dziecku niektórych elementów tej tradycji i podkreśla, że z jej perspektywy jest to przede wszystkim okazja do wspólnej zabawy.
“Odkąd mam synka nie lubię, bo trudno mu to wszystko wytłumaczyć. Halloween to jest costume party [impreza kostiumowa], każdy ma się po prostu dobrze bawić i przebrać. Moja perspektywa jest trochę inna z tej polsko-amerykańskiej strony” – zakończyła Ida.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23 ”: Kto wystąpi w finale? Poznaj wyniki
A Wy obchodzicie Halloween? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
news
„Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23 ”: Kto wystąpi w finale? Poznaj wyniki
Wczoraj widzowie zobaczyli półfinałowy odcinek „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, a na scenie nie brakowało spektakularnych metamorfoz, wzruszeń i zaskakujących ocen jurorów. Uczestnicy walczyli o miejsce w wielkim finale, a stawka była naprawdę wysoka. Po dziewięciu odcinkach poznaliśmy czwórkę szczęśliwców, którzy powalczą o zwycięstwo. Nie obyło się jednak bez niespodzianek. Dowiedz się więcej!
Wielkie półfinałowe widowisko rozpoczęła „Dziewczyna Szamana”. Na scenie pojawiła się osobiście Justyna Steczkowska, która wykonała swój wielki przebój, a następnie szybko wróciła na miejsce przy stole jurorskim. Już od pierwszych chwil emocje sięgały zenitu, a uczestnicy musieli udowodnić, że zasługują na miejsce w decydującym starciu. Każda kolejna metamorfoza mogła bowiem przesądzić o ich dalszym losie w programie.
Jako pierwsza oceniona została Ida Nowakowska, która musiała zmierzyć się z wyjątkowo trudnym zadaniem. Wylosowała utwór „Winna” Agnieszki Chylińskiej, a sama perspektywa wcielenia się w tak charakterystyczną artystkę mocno ją stresowała. Sceniczny wizerunek, barwa głosu i wymagające wokalne rejestry stanowiły niemałe wyzwanie. Mimo obaw uczestniczka stanęła na wysokości zadania, a jej występ docenił Piotr Gąsowski.
„To było tak kompletne, ja miałem takie ciary od początku do końca. Zrobiłeś to tak jak ona.” – powiedział pewnie juror.
Prawdziwą muzyczną niespodziankę przygotowała Maria Sadowska, która wcieliła się w Sam Brown i wykonała jej przebój „You Better Stop”. Przygotowania do występu przyniosły jej nieoczekiwane odkrycie. Okazało się, że potrafi wydobyć z siebie charakterystyczny dźwięk, który wcześniej wydawał jej się nieosiągalny. Dzięki temu zyskała większą pewność siebie, choć tuż przed wyjściem na scenę pojawił się dodatkowy stres. Agnieszka Hyży zasugerowała bowiem, że właśnie ta metamorfoza może zapewnić jej miejsce w finale. Występ zrobił ogromne wrażenie na Małgorzacie Walewskiej.
„Marysiu, ja w ogóle nie będę tego oceniać, bo to jest uważa, poza jakąkolwiek oceną. Ja ci tylko powiem, że od pierwszej frazy miałam dreszcze. Dziękuję bardzo.” – oceniła wzruszona jurorka.
Niełatwe zadanie czekało również Rafała Brzozowskiego. W poprzednim odcinku stracił wylosowany utwór na rzecz Gabrysia, który zwyczajnie mu go ukradł. W rezultacie musiał zmierzyć się z repertuarem Bonnie Tyler, a konkretnie z jej wielkim przebojem „Holding Out for a Hero”. Artysta znał wokalistkę osobiście i bardzo ją lubi, ale sympatia nie ułatwiła mu zadania. Wykonanie wymagało ogromnego wysiłku wokalnego i dosłownie zdarcia sobie głosu. Ostatecznie Justyna Steczkowska doceniła jego pracę.
„Powiem ci, że cały czas byłeś Bonnie. Minimalnie w męskiej wersji, ale jeśli chodzi o zachowanie barwy, głos i jej sposób śpiewania, to wszystko było super” – podsumowała.
Z kolei Gabriel Fleszar wcielił się w Lewisa Capaldiego i wykonał utwór „Bruises”. Okazało się, że repertuar szkockiego wokalisty jest mu wyjątkowo bliski, dlatego same przygotowania były dla niego prawdziwą przyjemnością. Największym wyzwaniem była charakterystyczna chrypka artysty, którą musiał odtworzyć na scenie. Jego interpretacja spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem Stefano Terrazzino.
“To co mnie najbardziej ujęło, to to, że to było takie kruche, ale z ogromną siłą pod spodem. Te dwie przeciwne emocje powodowały, że to było takie pełne, kompletne. Czekałem na taki hit od Gabriela Fleszara” – skomplementował juror.
Dużym zaskoczeniem okazała się również metamorfoza Bryski, która początkowo nie była przekonana do wylosowanego utworu. Tym razem musiała wcielić się w Piotra Sołoduchę, lidera zespołu Enej i wykonać „Skrzydlate ręce”. Efekt zachwycił Małgorzatę Walewską, która wstała z miejsca.
“Co za pewność siebie! Jaka w ogóle radość bycia na scenie! Bryska, no po prostu jestem zachwycona tym występem, super!” – ogłosiła jurorka.
POLECAMY: Michał Szpak ROZCZAROWANY występem w „Voice of Poland” [PRZED PREMIERĄ]
Poznaj finalistów tegorocznej edycji programu [WYNIKI]
W zupełnie innym klimacie zaprezentowała się Ula Milewska, która wcieliła się w Lisę Minnelli. Wykonanie kultowego utworu „Cabaret” wymagało nie tylko umiejętności wokalnych, ale przede wszystkim odpowiedniego oddania emocji i scenicznej klasy. Jej występ szczególnie poruszył Justynę Steczkowską.
„Ona w tym kabarecie była tak doskonała, tak wzruszająca, tak świetnie śpiewająca, tak rozbrajająca, tam było po prostu wszystko. To jest bardzo smutna opowieść o życiu artystów tamtych czasów. I ty Ula wspaniale to zrobiłaś, naprawdę. Gratulacje” – oceniła jurorka.
Marcin Maciejczak zabrał widzów prosto do nieba, wcielając się w Bryana Adamsa i wykonując jego wielki przebój „Heaven”. Po spektakularnej metamorfozie w Justynę Steczkowską musiał tym razem pokazać zupełnie inne oblicze i odnaleźć w sobie rockową męskość. Choć jego występ został doceniony, Piotr Gąsowski miał pewne zastrzeżenia.
“Otóż tak – bardzo mi się podobało, ale nie zachwyciło. Wszystko zrobiłeś znowu wspaniale, ele poszedłeś w melodię, a nei w treść. Zatem nie był to Bryan Adams, co nie zmiania tego, że jestem pełen podziwu dla twojej pracowitości i talentu, bo jesteś bardzo utalentowany – stwierdził juror.
Ostatnią z opisanych metamorfoz zaprezentował Marcin Miller, który przeistoczył się w Gene’a Simmonsa, charyzmatycznego frontmana legendarnej grupy Kiss. Wykonał kultowy utwór „Rock and Roll All Night”, pokazując publiczności zupełnie nowe, rockowe oblicze. Występ szczególnie zaskoczył Justynę Steczkowską.
„Marcinku, ty mnie tak zaskakujesz, a przecież ja cię znam też prywatnie. A tu mnie tak zaskoczyłeś, bo patrzę na tego mojego kolegę i mówię – nie wierzę. Nie wierzę, bo nie wyobraziłabym sobie nigdy ciebie w tej muzyce, a poszło ci fantastycznie, naprawdę. Kawał głosu, chrypa taka jak w Kiss, jest energia i jest też dobra zabawa. Wszystkich nas rozbawiłeś, publiczność bawiła się wspaniale, więc o to chodziło w tym wykonaniu. Naprawdę brawo” – mówiła.
Po wszystkich występach przyszedł czas na rozstrzygnięcia. Zwyciężczynią półfinałowego odcinka została Maria Sadowska, która otrzymała nagrodę w wysokości 15 tysięcy złotych i postanowiła przekazać ją Fundacji One Day, wspierającej dzieci opuszczające domy dziecka. Drugie miejsce po raz kolejny zajął Gabriel Fleszar, który otrzymał 5 tysięcy złotych i ponownie przeznaczył je na Fundację Puchaczówka.
Po dziewięciu odcinkach poznaliśmy także finałową czwórkę. Do decydującego starcia awansowali Maria Sadowska z dorobkiem 249 punktów, Rafał Brzozowski z 241 punktami, Marcin Maciejczak z 237 punktami oraz Ula Milewska, która zgromadziła 230 punktów.
Tuż za nimi znaleźli się Ida Nowakowska (220 punktów), Gabriel Fleszar (218 punktów), Marcin Miller (210 punktów) i Bryska (179 punktów). To właśnie ta czwórka powalczy o zwycięstwo w wielkim finale „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” już w najbliższy piątek.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki
Będziecie oglądać wielki finał “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



































Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Michał Szpak ROZCZAROWANY występem w „Voice of Poland” [PRZED PREMIERĄ]
Po tygodniowej przerwie „The Voice of Poland” wraca z kolejnymi emocjonującymi „Bitwami”. Tym razem na scenie doszło do sytuacji, która wyraźnie poruszyła jednego z trenerów. Michał Szpak nie ukrywał, że występ jego podopiecznych nie spełnił oczekiwań, a później zdobył się na zaskakujące wyznanie. Dowiedz się więcej i zobacz przedpremierowe nagranie!
Już w sobotni wieczór widzowie TVP2 ponownie zobaczą zmagania uczestników 17. edycji „The Voice of Poland”. Program wraca po tygodniowej przerwie związanej z Eurowizją Junior i od razu zaserwuje kolejną dawkę muzycznych emocji. W nadchodzących „Bitwach” nie zabraknie trudnych decyzji, wymagających pojedynków i ocen, które mogą zaważyć na dalszym losie uczestników. Jedna z takich sytuacji szczególnie mocno dotknęła Michała Szpaka.
Na scenie stanęły Julia Matczak i Wiktoria Zjawiony, reprezentujące drużynę popularnego wokalisty. Zgodnie z decyzją swojego trenera uczestniczki zmierzyły się z utworem „II Most Wanted”, znanym z repertuaru Beyoncé i Miley Cyrus. To wymagająca kompozycja, która potrzebuje nie tylko odpowiednich umiejętności wokalnych, ale również wyczucia i dobrej współpracy między wykonawczyniami. Niestety, wspólny występ nie okazał się takim sukcesem, na jaki liczył ich szkoleniowiec.
Jako pierwsi swoje opinie przedstawili pozostali trenerzy, czyli Kuba Badach, Baron i Tomson. Ich komentarze nie pozostawiały złudzeń, że występ nie był pozbawiony problemów. Zwrócili uwagę na nierówny poziom prezentacji, co z pewnością nie ułatwiło sytuacji dziewczynom. W końcu przyszedł jednak moment, na który czekali wszyscy – głos zabrał Michał Szpak, który musiał odnieść się do występu swoich podopiecznych.
Trener nie ukrywał, że cała sytuacja jest dla niego wyjątkowo trudna. Przyznał, że miał wobec dziewczyn bardzo duże oczekiwania i liczył na znacznie więcej.
“Trudne to jest bardzo dlatego, że właśnie przez tę całą sytuację (…) moje oczekiwania względem tego, co ma się wydarzyć dzisiaj były naprawdę największe ze wszystkich” – wyjaśnił.
POLECAMY: Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki
Michał Szpak ROZCZAROWANY występem swoich podopiecznych? [ZOBACZ PRZED PREMIERĄ]
Największe zaskoczenie przyszło jednak chwilę później. Michał Szpak nie próbował zrzucać odpowiedzialności na uczestniczki ani tłumaczyć wszystkiego stresem czy trudnością wybranego utworu. Zamiast tego zaczął zastanawiać się nad własnymi decyzjami jako trenera.
“Mnie to trochę personalnie uderza, bo może to była zła decyzja, że sparowałem Was. Może to była zła decyzja, że ten utwór, że po prostu było to trudne do zinterpretowania” – kontynuował.
Wokalista otwarcie przyznał więc, że być może to właśnie jego wybory przyczyniły się do takiego rezultatu. Dobór uczestniczek do jednej bitwy i decyzja dotycząca piosenki to przecież odpowiedzialność trenera, który powinien odpowiednio dopasować repertuar do możliwości swoich podopiecznych. Tym razem Michał Szpak zaczął mieć wątpliwości, czy dobrze poradził sobie z tym zadaniem. Nie ukrywał przy tym emocji, a jego wypowiedź wyraźnie odbiegała od typowych komentarzy po muzycznych pojedynkach.
Najbardziej poruszające okazały się jednak słowa, w których trener wprost przyznał się do własnych błędów.
“Ja się biję w pierś po prostu, jako trener, że może tym razem – w ciągu tych siedmiu edycji – po prostu najzwyczajniej w świecie ja też sobie nie poradziłem z tą sytuacją” – dodał ze smutkiem.
Pozostaje jednak najważniejsze pytanie: co stanie się z Julią Matczak i Wiktorią Zjawiony? Ostateczna decyzja dotycząca ich dalszego udziału w programie należy do trenera, dlatego widzowie będą musieli poczekać na sobotni wieczór, by poznać rozstrzygnięcie. Kolejne „Bitwy” 17. edycji „The Voice of Poland” zostaną wyemitowane w sobotę o godz. 20:30 w TVP2, tuż po premierowym odcinku „Rodzinki.pl”.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jolanta Kwaśniewska NOWĄ jurorką w „Tańcu z Gwiazdami”. Tak mówi o roli u boku Santor
Będziecie oglądać nowy odcinek w TVP? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!




Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki
To jedna z tych historii, które idealnie pokazują, jak nieprzewidywalne potrafi być życie artysty. Joanna Kołaczkowska miała na sobie kozaczki kupione za zaledwie 26 złotych, ale tuż przed występem odkryła coś, czego zupełnie się nie spodziewała. Kulisy legendarnego skeczu „Egzamin” zostaną przypomniane w wyjątkowym programie Polsatu. Dowiedz się więcej!
Skecz „Egzamin” Kabaretu Hrabi na stałe zapisał się w historii polskiej rozrywki. Śp. Joanna Kołaczkowska potrafiła rozbawić publiczność do łez, a jej charakterystyczna kreacja do dziś pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych odsłon kabaretowego talentu artystki. Niewielu widzów zdawało sobie jednak sprawę, że za jednym z najbardziej charakterystycznych elementów tego występu kryje się historia, która mogłaby posłużyć za scenariusz kolejnego skeczu. Wszystko zaczęło się od butów kupionych za niewielkie pieniądze.
Kozaczki, które miały pojawić się na scenie, kosztowały zaledwie 26 złotych. Joanna Kołaczkowska nie przymierzyła ich jednak przed zakupem, a konsekwencje tej decyzji poznała w najmniej odpowiednim momencie. Dopiero tuż przed występem okazało się, że buty są za ciasne i nie mieszczą się na jej stopach. W takich okolicznościach niejeden artysta zdecydowałby się na zmianę stroju lub rezygnację z niewygodnego elementu garderoby. Ona jednak nie zamierzała się poddawać.
Historia słynnych kozaczków zostanie przypomniana w programie „Póki my żyjemy”, który Polsat pokaże z okazji 1 listopada. To specjalne spotkanie poświęcone pamięci artystów, których nie ma już z nami, ale których twórczość i poczucie humoru wciąż pozostają żywe. Wśród wspomnień nie zabraknie opowieści o Joannie Kołaczkowskiej, jej wyjątkowej osobowości i sytuacjach, które za kulisami potrafiły rozbawić jej kabaretowych przyjaciół.
Artyści Kabaretu Hrabi zdradzą, jak wyglądały kulisy powstania jednego z najbardziej lubianych skeczy grupy. Widzowie zobaczą również fragment legendarnego „Egzaminu”, dzięki czemu będą mogli ponownie przypomnieć sobie komediowy talent Joanny Kołaczkowskiej. Tym razem jednak występowi będą towarzyszyć dodatkowe emocje, bo za dobrze znaną kreacją kryje się anegdota, której wielu fanów mogło dotąd nie znać. Okazuje się, że czasami nawet najbardziej kultowe sceniczne pomysły rodzą się zupełnie przypadkowo.
W programie pojawią się także wspomnienia o Zbigniewie Wodeckim. Grupa MoCarta przypomni jego słynne dowcipy i opowie o koncertowych przygodach muzyka. Jedna z historii dotyczyła sytuacji, w której artysta potrafił przyjąć zaproszenie na dwa występy tego samego dnia. Powód? Zawsze istniała przecież szansa, że jeden z koncertów zostanie odwołany. Takie opowieści pokazują, jak wielki dystans do rzeczywistości i poczucie humoru towarzyszyły mu również poza sceną.
POLECAMY: Jolanta Kwaśniewska NOWĄ jurorką w „Tańcu z Gwiazdami”. Tak mówi o roli u boku Santor
„Póki my żyjemy” – kiedy i gdzie oglądać?
Nie będzie to jednak wyłącznie spotkanie poświęcone dwóm wielkim postaciom polskiej rozrywki. Widzowie usłyszą również wspomnienia o Krzysztofie Respondku, Wojciechu Młynarskim i Krzysztofie Jaślarze. Każdy z tych artystów pozostawił po sobie dorobek, który na trwałe wpisał się w historię polskiej kultury. Ich twórczość, charakterystyczny styl i wyjątkowe poczucie humoru wciąż są obecne w pamięci publiczności oraz kolegów z branży.
Na scenie pojawią się znane i cenione kabarety oraz artyści, którzy wspólnie oddadzą hołd nieobecnym już mistrzom. Wśród zaproszonych wykonawców znajdą się między innymi Kabaret Ani Mru-Mru, Kabaret Moralnego Niepokoju i Kabaret Hrabi. Nie zabraknie również Waldemara Malickiego, Wojtka Kamińskiego oraz Klementyny Umer. To właśnie oni zadbają o to, by wieczór wypełniły zarówno humorystyczne wspomnienia, jak i chwile skłaniające do refleksji.
„Póki my żyjemy” ma być czymś więcej niż tylko programem rozrywkowym. To spotkanie z ludźmi, którzy przez lata tworzyli polską scenę kabaretową i muzyczną, a ich występy pozostawiły ślad w pamięci kolejnych pokoleń widzów. Wspominanie zmarłych artystów nie musi oznaczać wyłącznie smutku. Czasami najlepszym sposobem na oddanie im hołdu jest właśnie przypomnienie żartów, anegdot i momentów, dzięki którym tak wielu ludzi potrafiło się uśmiechnąć.
Szczególne miejsce w tym wieczorze zajmie Joanna Kołaczkowska, której talent i niepowtarzalna osobowość przez lata były znakiem rozpoznawczym Kabaretu Hrabi. Historia kozaczków za 26 złotych to tylko jedna z anegdot, które przypomną jej przyjaciele. Za kulisami scenicznych występów kryły się bowiem nie tylko próby i przygotowania, lecz także nieprzewidziane sytuacje, które z czasem stawały się częścią kabaretowej legendy.
Specjalny program „Póki my żyjemy” zostanie wyemitowany w sobotę 31 października o godz. 19:55 w Polsacie tuż przed dniem Wszystkich Świętych.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Anna Mucha ZNIKNIE z „M jak miłość”? Jest oficjalny komentarz
Będziecie oglądać? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
showbiz3 dni temuPiotr Mróz OCENIŁ Julię Wieniawę w „TzG”. Na to zwrócił szczególną uwagę
-
showbiz3 dni temuTo będzie HIT nowej edycji „Tańca z Gwiazdami”. Zgodzi się na udział?
-
showbiz5 dni temuPrzyszłość Wieniawy w „Tańcu z Gwiazdami” przesądzona? Polsat podjął decyzję
-
showbiz4 dni temuZnana aktorka wystąpi wiosną w „Tańcu z Gwiazdami”? „Pani już zakontraktowana”
-
showbiz3 dni temuKamil Kuroczko zdradził prawdę o Ewie Kasprzyk za kulisami „TzG”. Zaskoczeni?
-
news2 dni temuTarnowska i Bagi wygrali milion w „Milionerach”? Zobacz, kiedy oglądać [WIDEO]
-
news3 dni temuMargareta i Mohamed robią furorę w TTV? Wyniki programu dają do myślenia
-
news4 dni temuKinga Rusin WRACA do telewizji? Ujawniła, z kim prowadzi rozmowy

Dodaj komentarz