news
„Stresuję się bardziej niż uczestnicy! Bolał mnie brzuch podczas każdego odcinka!” – wywiad z Marią Sadowską
Scenarzystka, reżyser, piosenkarka, a także matka – od dwóch lat biologiczna, a od roku przyszywana, związana z uczestnikami programu The Voice of Poland, w którym jest jurorką. Jak sama mówi traktuje swoich podopiecznych jak własne dzieci, a ich występami przejmuje się niemal jak swoimi własnymi.
O wyjątkowo silnym przywiązaniu do uczestników, bezinteresownej pomocy, o korzyściach jakie wynikają z bycia jurorem w popularnym programie talent show porozmawiałyśmy w pierwszej części wywiadu z Marią Sadowską!
Czy przed finałem Voice of Poland miałaś parcie na to, aby wygrał twój podopieczny? Rywalizowałaś z innymi jurorami?
Mała rywalizacja między nami zaczyna się na ostatnim etapie, kiedy każdy z nas zostaje z jednym zawodnikiem bo zależy nam na tym, żeby ci najlepsi osiągnęli szczyt. Wcześniej –szczególnie na Bitwach, gdzie jest największa i najbardziej bolesna dla wszystkich selekcja nie było takiej sytuacji. Mamy też tzw. kradzieże, które służą temu, żeby nie odrzucać bardzo dobrych solistów.
A bitwy?
Specyfika Bitew jest taka, że musimy zestawiać ze sobą najlepszych z najlepszymi. Muszą to być ludzie o podobnych szansach. Byłoby to niesprawiedliwe, gdyby ktoś, kto jest równie dobry odpadł, dlatego mamy też kradzieże. Staramy się robić tak, żeby jak najwięcej dobrych ludzi przeszło dalej i żeby nikogo nie przegapić. Niestety życie jest bezlitosne i zarówno w programie, jak i w życiu trzeba mieć nie tylko talent, ale też odrobinę szczęścia.
Miałaś kiedyś wyrzuty sumienia, że kogoś odrzuciłaś?
Powiem szczerze, że nigdy nie żałowałam swoich decyzji. Każda z nich ma dwie strony medalu i wydaje mi się, że każdego, kogo wybrałam zasługiwał na to, choć może nie dla wszystkich widzów wydawało się to oczywiste. Ja się nie kieruję tylko tym, co widzimy w telewizji i tylko, że tak brzydko powiem – jednym wykonem. Biorę pod uwagę całość, czyli to jak się z kimś pracuje i jakim jest człowiekiem. Jeśli czuję, że ktoś nie ma dobrej energii, lub sprawia problemy wynikające z niekoniecznie dobrych cech charakteru, to ani ja, ani nikt inny pracujący przy programie, nie będzie chciał z nim współpracować. Live’y to jest ogromny stres, więc musi to być też osoba odporna psychicznie, jest to jedno z moich kryteriów.
Na co jeszcze zwracasz uwagę oceniając uczestników?
Ważne jest dla mnie to, co ktoś robi poza programem. The Voice ma jedną wadę – prócz ostatniego odcinka, uczestnicy śpiewają wyłącznie covery. Jest to dla mnie szalenie ważne, co ktoś robi na co dzień. Covery to są świetnie napisane piosenki, w których często łatwo jest dobrze zabrzmieć. O wiele trudniej jest stworzyć swój własny repertuar, w którym się zabrzmi równie dobrze. Ja swoje decyzje często też podejmuję pod kątem tego, czy ktoś przyszedł do programu z jakimś planem oraz czy jest gotowy, żeby ten program mu pomógł. Jeśli ktoś przychodzi tylko po to, żeby sobie pośpiewać i nie ma na siebie pomysłu, to nawet jeżeli lepiej zaśpiewa od kogoś, kto ma swoje kompozycje, to ja zawsze wybiorę tego, kto ma już plan i pomysł na siebie. Taka osoba jest bardziej świadoma.
Tęsknisz za uczestnikami poprzedniej edycji?
Bez wątpienia. Jest cała masa osób, za którymi tęsknię.
W ogóle nie traktujesz uczestników jak juror…
Absolutnie nie jak juror. Uważam, że miano trenera bardzo zobowiązuje. My nie jesteśmy jurorami – nie mówimy „tak” lub „nie”. Staramy się nie oceniać ludzi bardzo surowo, bo zależy nam na tym, żeby nie podcinać nikomu skrzydeł. Nawet jeśli coś się nie udało, coś nie wyszło, ktoś nie przeszedł przesłuchań w ciemno, chcemy żeby się nie poddawał, żeby wyciągnął z tej sytuacji jakąś naukę dla siebie. Czujemy, że takie podejście jest bardzo ważne dla tych wszystkich, którzy do nas przychodzą.

Czy konsultujesz z pozostałymi jurorami, kto może odpaść w następnym odcinku, albo kto ma szansę na finał?
Oczywiście. Każdy ma też swoich faworytów. Na odcinkach live’owych niewiele mamy do zrobienia, bo to ludzie głosują i od razu widać, kto podczas bitew zdobył serce publiczności. My spekulujemy, chociaż wiemy jak może być… Rok temu w przypadku Mateusza, ciężko było obstawić. To była bardzo zacięta walka z Ernestem i nikt do końca nie miał pewności kto zwycięży. W tej edycji było podobnie. Juan Carlos Cano był faworytem i wcale mnie to nie dziwi. Ma niepowtarzalną charyzmę.
Czy z edycji na edycję poziom jest coraz wyższy?
Myślę, że nie można generalizować. To jest sprawa indywidualna. Ten program tworzą uczestnicy. Tak jak różni są ludzie, jak różne mają głosy, osobowości, tak różne są te edycje.
Jak wygląda wybór piosenki do odcinka na żywo? Czy utwory są z góry narzucone przez producentów?
Po to jesteśmy trenerami, żeby świadomie wybierać piosenki. Nie są one absolutnie podsuwane przez producentów.
Padło to pytanie, ponieważ często się słyszy, że uczestnicy talent show po zakończeniu programu, narzekają, że wszystko było im z góry narzucone.
Na tym polega różnica pomiędzy „The Voice” a innymi programami. Po to jesteśmy trenerami, żeby im pomóc wybrać najlepszą dla nich opcję. Często jest tak, że ktoś mówi, że w życiu tego nie zaśpiewa, że się nie nadaje, po czym się decyduje i okazuje się, że nie wiedział, że potrafi coś takiego zaśpiewać. Miałam taką sytuację z Michałem Rudasiem – nie był niezadowolony, bo był bardzo pokorny, ale po bitewnej piosence z Juanem, przyszedł do mnie i powiedział, że nie sądził, że ma w sobie takiego diabła rockowego (śmiech). Z kolei Monika Pilarczyk, kojarzona głównie z rockiem zaśpiewała „Na językach” Kayah i okazało się, że dużo lepiej śpiewa soul i ma w nim lepsze wypracowanie, niż w muzyce rockowej.
Czyli sami podejmujecie decyzję, jaki utwór uczestnik zaśpiewa na kolejnym live?
TVP pozostawia nam trenerom bardzo duże pole do popisu.
Towarzyszy ci stres na live’ach?
Straszny! Ja się chyba bardziej stresuję niż uczestnicy (śmiech). Brzuch mnie bolał podczas każdego odcinka. Bardzo przeżywam występy swoich podopiecznych – niemalże jak swoje. Mateusz się ze mnie śmiał, że ja się bardziej denerwuję niż on. Nie wyobrażam sobie żeby podchodzić do tego na chłodno. Trzeba iść na całość, albo nie robić tego wcale.
Co wniósł do Twojego życia The Voice Of Poland?
Na pewno dał mi dużo energii, z kolei wszyscy uczestnicy pozwolili mi odkryć w sobie powołanie pedagogiczne (śmiech). Nie sądziłam, że będę potrafiła przekazywać ludziom swą wiedzę i doświadczenie, myślałam, że może będę bardziej zamknięta. Muzyka jednak powoduje, że wszystkie emocje się potęgują. To jest diaboliczna mieszanka.
Z tego co mówisz, bardzo się zżywasz ze swoimi podopiecznymi.
Tak. Kocham wszystkich swoich podopiecznych, traktuję ich jak swoje dzieci (śmiech).
Czy The Voice Of Poland pomógł jakoś Twojej muzyce?
The Voice dał mi szansę pokazania siebie szerszej publiczności, ponieważ konsekwentnie od wielu lat robię muzykę niekomercyjną i jestem w pewnej niszy. Cieszy mnie, że był to jeden z powodów zaproszenia mnie do tego programu, żeby pokazać młodym ludziom, że wcale nie trzeba być gwiazdą pierwszych stron gazet i nie trzeba mieć piosenek na pierwszych miejscach list przebojów, żeby być muzykiem i odnosić sukcesy. Moja droga była trochę pod górę. Już jako dziecko mogłam iść na skróty i robić karierę popowej gwiazdy, ale nigdy tego nie chciałam i płacę za to do dzisiaj swoją cenę. Kiedy dochodzę do takiego punktu, w którym właśnie jestem, to satysfakcja jest ogromna. Powtarzam też ciągle swoim uczestnikom, że sukces musi być wypracowany. Musi być czymś, w co się wkłada wiele konsekwencji, a nawet kilka lat życia. Jak coś się dzieje szybko, to jest niepewne. Ja wierzę w ciężką pracę i dążenie do celu. Jak się naprawdę czegoś chce i wyznacza się jakiś cel, to można ten cel osiągnąć. Bardzo się cieszę, że dzięki The Voice mogę propagować mój styl muzyki, który jest w Polsce traktowany trochę po macoszemu…
Można chyba jednak zauważyć, że bardzo się też rozwija i powoli się to zaczyna zmieniać.
Zgadzam się, bardzo się rozwija i myślę, że zmienia to całe pokolenie młodych ludzi, które chce iść w moje ślady i robić muzykę funkową, jazzową, soulową, r’n’b i nie chce iść na łatwiznę. Od bardzo wielu lat Polską rządzi rock. Przepraszam, że to powiem ale muzyka rockowa jest dla mnie nudna… Trudno jest w niej wymyślić coś nowego. Polska nie jest przyzwyczajona do tych bujających rytmów, ale widzę, że powoli coś zmienia się na lepsze. Na przykład przebój „My Słowianie” – bit, który się buja, jest zaśpiewany w sposób bardzo nowoczesny i stał się ogromnym hitem w kraju gdzie zawsze wszystko było „umpa umpa”. Bardzo mnie to cieszy. Wierzę, że to jest jakiś rodzaj nici, którą tutaj tworzymy i że przyniesie to rezultaty za parę lat. Tak naprawdę ja już je dostrzegam, zwłaszcza w młodych ludziach, którzy przychodzą do programu.
Nie masz czasem dosyć tego programu? Poświęcasz mu bardzo dużo czasu i energii.
The Voice wprowadził w moje życie wiele pozytywów. Mimo, że jest czasochłonny daje mi mnóstwo energii. Fakt, że mam o wiele mniej czasu dla siebie, rodziny czy na kolejne autorskie projekty, zwłaszcza te filmowe. Program wyczerpuje też emocjonalnie – bez dwóch zdań. Męczące momentami jest też to, że nie mogę spokojnie wyjść do sklepu bez zakładania ciemnych okularów. Ale to tak naprawdę drobiazgi w porównaniu z tym, co dostaję od uczestników, z którymi mam wielką przyjemność pracować w programie.
Naprawdę bez okularów ani rusz?
Tak, chociaż ja już tego doświadczałam nie raz. Teraz jest to nasilone ponieważ co tydzień jestem gościem w domach ludzi. Jestem na billboardach, tracę swoją anonimowość, którą bardzo lubię w mieście i na ulicy. Na co dzień chodzę w dresie i bez makijażu.
Czy oznacza to, że możesz nie pojawić się w kolejnej edycji?
Nie chcę mówić tak lub nie. Zastanawiam się nad tym… Mam dużo swoich planów artystycznych i póki co nie mam siły i czasu na ich realizację. Jesienią czeka mnie również druga część trasy „Jazz na ulicach Live Tour”, podczas której muszę dać z siebie 200% a to wymaga wielu przygotowań i dobrej kondycji. Dostaję też mnóstwo listów od fanów, żebym została… Wiem, że liczy na mnie sporo osób, być może ich nie zawiodę. Zobaczymy co czas pokaże.

Niektórzy potrafią być jurorami nawet przez kilka lat z rzędu.
Dla mnie to jest tylko pewien etap w życiu. Nie chciałabym przez kolejne 10 lat być jurorem, tak jak niektórzy koledzy utknęli na tych jurorskich fotelach. Ja strasznie nie lubię szuflad i bardzo ich unikam.
Pytanie czy już się tak powoli nie stało…
Dla takiego szerokiego społeczeństwa, które nie sięga po ambitniejszą muzykę, na pewno trochę tak. Natomiast cieszę się, kiedy doświadczam na koncertach, czy zwyczajnie po wiadomościach, jakie dostaje od fanów, że osoby które nie słuchały wcześniej moich płyt, dzięki programowi, sięgają po moją muzykę i nie boją się otwarcie mówić o tym, że dzięki mnie poznali nowe rejony, że moja muzyka jest dla nich odkryciem. Co więcej, spotykam później tych ludzi na koncertach i mam świadomość, że są ze mną i czekają na nowe nagrania.
Udział w talent show, to chyba obecnie najkrótsza droga do zrobienia muzycznej kariery…
Uważam, że to wcale nie jest krótka droga. Jedynie dla zwycięzcy.
Wielu muzyków grających muzykę undergroundową, albo inna niż popową, uważa, że udział w takim programie to brzydko mówiąc – „zeszmacenie się”.
Bardzo nie lubię mówienia w ten sposób. Nie wiem co w tym złego, że idziesz do talent show i grasz swoją muzykę. Nawet jeśli to jest cover, to jest to twoje wykonanie i pokazanie siebie. Zeszmacenie się byłoby gdyby ktoś kazał Ci iść i śpiewać disco polo, czy pokazywać się w jakikolwiek sposób, który niezgodny jest z Twoim światopoglądem. Moja mama, która również jest muzykiem nauczyła mnie, że każdą publiczność trzeba szanować. Najważniejsze żebyś była z siebie zadowolona i dbała o to by mieć dobry poziom artystyczny. Wszędzie można wystąpić – nawet na jarmarku i przekonać ludzi do swojej muzyki. Ja obserwuję zupełnie coś innego – mnóstwo ludzi i to bardzo poważnych muzyków, jak i moich bardzo poważnych kolegów reżyserów, ogląda takie programy. Nie podoba mi się ta hipokryzja. To jest dobra rozrywka na wysokim poziomie i nie ma w tym nic złego. Nie uważam, że robienie dobrej muzyki w programie, który ogląda kilka milionów ludzi w tym kraju jest jakimkolwiek rodzajem zeszmacenia się.
Słyszy się, że muzycy narzekają, że muszą grać np. utwór popowy, kiedy to sami komponują rock/soul itp…
W The Voice jest etap, gdzie można zagrać swój utwór. To samo Must Be The Music – tam było mnóstwo zespołów bardzo undergroundowych. Bardzo wiele uczestników tego typu programów wcale nie będzie robiło muzyki komercyjnej. Większość z nich traktuje przyjście tutaj, jako rodzaj lekcji. Granie coverów jest świetną nauką. Jak chcesz grać na fortepianie, to musisz grać gamy. Później musisz pograć Bacha, żeby móc potem zagrać Chopina i wszystkie inne rzeczy. Ja też grałam covery z zespołem – w knajpach, do kotleta. Nie uważam, że to było dla mnie jakąkolwiek ujmą, wręcz przeciwnie – wiele mnie to nauczyło i było świetną lekcją pokory. Śpiewanie coverów absolutnie nie przeszkadza w tym, aby pozostać sobą i nadal być alternatywnym wykonawcą. Tutaj uczymy się warsztatu, to jest show biznes w pigułce. Jeśli chcemy być wykonawcą, funkcjonować w Polsce jako wokalista, to niejednokrotnie w zależności od okoliczności będziemy śpiewać covery. To jest też umiejętność, by przerobić czyiś utwór na swoją piosenkę i pokazać swoją interpretację. Podejście do utworów już skomponowanych i zrobienie ich na swój sposób jest poważną formą twórczości.
Wróćmy jeszcze do twojej pomocy uczestnikom. Zawsze myślałyśmy, że po zakończeniu talent show, każdy idzie w swoją stronę. Jurorzy chyba rzadko pomagają dalej swoim podopiecznym.
Może mało się o tym mówi… Marek Piekarczyk również zaprasza swoich uczestników na swoje koncerty. Ja mam do tego dość specyficzne podejście, przyszłam do tego programu z myślą, że jeśli zaangażuję się w pomoc swoim uczestnikom to zrobię to w pełni. Również po programie. Po zakończeniu poprzedniej edycji, zaprosiłam do współpracy Beatę Orbik i Gosię Janek. Dziewczyny wystąpiły ze mną podczas poprzedniej trasy „Dzień Kobiet” śpiewając w chórku. Nagrały również część chórków na płytę „Jazz na ulicach”. Beata pojechała z nami również w trasę „Jazz na ulicach Live Tour” i świetnie sobie radzi. Pomagam jej również w pracy nad autorską płytą. Staram się w tej chwili o kontrakty dla kilku innych uczestników ale to jest proces, który jeszcze trochę potrwa. Już teraz pracuję również z Martą Dryll z ostatniej edycji. Wraz z całym moim zespołem współpracowników, naprawdę bardzo się staramy. Wie o tym, każdy kto jest w mojej programowej drużynie. Ale to zależy nie tylko od nas. Zaznaczam swoim uczestnikom, że mają ze mną kontakt i w każdej chwili mogą zadzwonić do mojego managera, poprosić nas o pomoc, poradzić się. Jeśli nie dzwonią i się nie odzywają, poszli w swoją stronę to inna sprawa… Jest nawet kilka takich osób, do których mam mały żal, że się nie odzywają, nie mówią co robią. Oni dostają swoją szansę. Ci którzy są mądrzy, skorzystają z niej. Jeśli idą samodzielnie w swoim kierunku, to ich wybór.
news
Czy „Ślub od pierwszego wejrzenia” WRÓCI? Pojawiły się nowe informacje
Widzowie „Ślubu od pierwszego wejrzenia” musieli uzbroić się w cierpliwość, ponieważ jesienią zabrakło nowej edycji uwielbianego reality show. Teraz pojawiają się jednak informacje, które mogą ucieszyć fanów programu. Wiadomo już, kiedy format wróci na antenę i kto dołączy do grona ekspertek. Dowiedz się więcej!
„Ślub od pierwszego wejrzenia” od lat należy do najbardziej emocjonujących formatów telewizyjnych. Program opiera się na nietypowym eksperymencie, w którym uczestnicy poznają swoich przyszłych małżonków dopiero podczas ceremonii ślubnej. Za dobór par odpowiadają eksperci, którzy analizują osobowości, wartości oraz oczekiwania kandydatów. To właśnie ich decyzje regularnie wywołują ogromne dyskusje wśród widzów.
Choć format nieustannie budzi kontrowersje, zainteresowanie nim nie słabnie. Widzowie śledzą kolejne historie, zastanawiając się, czy eksperyment rzeczywiście może doprowadzić do prawdziwej miłości. Niektóre pary pozostają razem po zakończeniu programu, inne decydują się na rozstanie. Ta nieprzewidywalność sprawia, że każda edycja przyciąga uwagę i staje się tematem licznych komentarzy.
Ubiegłoroczna, jedenasta edycja mogła pochwalić się naprawdę imponującymi wynikami oglądalności. We wrześniu program osiągnął średni udział na poziomie 14,31 proc. w grupie 20–54 oraz 15,06 proc. w grupie 16–49, dzięki czemu był liderem swojego pasma w kluczowych grupach komercyjnych. Jedenastą serię śledziło średnio przed telewizorami 1,11 mln widzów, co potwierdzało, że format wciąż ma ogromny potencjał.
Tym większe było zaskoczenie, gdy jesienią 2026 roku widzowie nie doczekali się kolejnej odsłony. Castingi do nowego sezonu już trwały, dlatego brak programu w ramówce wywołał pytania o przyszłość produkcji. W redakcji przeAmbitni.pl również postanowiliśmy sprawdzić, co się wydarzyło. Wystąpiliśmy do TVN z prośbą o komentarz i wyjaśnienie, dlaczego dwunasta edycja nie pojawiła się jesienią, choć wcześniej takie były plany. Do momentu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
POLECAMY: Nowe wieści ws. „Dzień Dobry TVN”. Stacja wydała komunikat
Co z kolejną edycją „Ślubu od pierwszego wejrzenia”? Są nowe wieści
Teraz pojawiają się jednak nowe informacje, które mogą rozwiać część wątpliwości. Jak ustaliła Plejada.pl, „Ślub od pierwszego wejrzenia” ma powrócić na antenę TVN już wiosną 2027 roku. Oznaczałoby to, że widzowie nie będą musieli czekać aż do kolejnej jesieni, aby zobaczyć nowe historie uczestników. Na ten moment nie podano jednak dokładnego dnia premiery. Najbardziej prawdopodobnym terminem jest marzec, choć oficjalna data nie została jeszcze potwierdzona.
To nie koniec niespodzianek. Jak wynika z doniesień, w dwunastej edycji mają pojawić się również zmiany w gronie ekspertek. Jedną z nowych twarzy będzie Alina Adamowicz, psycholożka i specjalistka w zakresie psychotraumatologii, neuropsychologii oraz psychologii pozytywnej. Jej obecność może oznaczać nowe podejście do analizowania relacji i dopasowywania uczestników.
Alina Adamowicz zajmuje się wspieraniem ludzi w budowaniu dobrych relacji, wzmacnianiu poczucia własnej wartości oraz dbaniu o dobrostan psychiczny. W swojej pracy łączy wiedzę psychologiczną z doświadczeniem życiowym i biznesowym. Po 17 latach pracy w bankowości zdecydowała się na zmianę zawodowej drogi i poświęcenie się psychologii oraz edukacji w zakresie zdrowia psychicznego. Jest także autorką i współautorką bestsellerowych poradników oraz powieści.
Nowa ekspertka prowadzi również działalność w internecie. Wspólnie z córką realizuje międzypokoleniowy podcast „Obok Siebie”, a także psychologiczny kanał na YouTubie. Jej doświadczenie i zainteresowanie relacjami międzyludzkimi mogą okazać się szczególnie ważne w formacie, w którym uczestnicy powierzają ekspertom jedną z najbardziej osobistych decyzji w swoim życiu.
Powrót „Ślubu od pierwszego wejrzenia” i zapowiadane zmiany z pewnością rozbudzą zainteresowanie fanów programu. Po rekordowych wynikach poprzedniej edycji oczekiwania wobec dwunastego sezonu są wysokie, a nowa ekspertka może wnieść do formatu świeżą perspektywę. Czy wiosenna odsłona okaże się równie emocjonująca i przyciągnie przed telewizory ponad milion widzów? Na odpowiedź trzeba jeszcze poczekać.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Krystyna Janda UDERZA w Nawrockiego: „Podziwiam premiera Tuska”. Zgadzacie się?
Lubicie oglądać “Ślub od pierwszego wejrzenia”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
news
Nowe wieści ws. „Dzień Dobry TVN”. Stacja wydała komunikat
„Dzień Dobry TVN” ma powody do zadowolenia, a najnowsze dane oglądalności pokazują, kto rozdaje karty na rynku programów śniadaniowych. Jesienią stacja postawiła na nowe twarze, eksperymenty i odświeżoną formułę, a widzowie najwyraźniej to docenili. Teraz poznaliśmy liczby, które mówią same za siebie. Dowiedz się więcej!
„Dzień Dobry TVN” od lat pozostaje jednym z najważniejszych programów porannych w Polsce. W tym roku produkcja zdecydowała się na kilka istotnych zmian, a szczególnie głośno było o wakacyjnej emisji programu przez cały tydzień. Po zakończeniu letniego eksperymentu format wrócił do regularnej ramówki, ale nie oznaczało to końca niespodzianek.
Do grona prowadzących dołączył Marcin Sawicki, który zastąpił Macieja Dowbora u boku Sandry Hajduk-Popińskiej. Nowa para szybko zaczęła zbierać pozytywne komentarze widzów, którzy zwracali uwagę na energię i profesjonalizm prezentera. W sieci pojawiały się między innymi opinie: „Świetna para”; „Zupełnie inna energia, ale Pan Marcin jest równie profesjonalny co Dowbor; Fajnie się Was ogląda”.
Jesienią na antenie pojawił się również nowy duet: Izabela Krzan i Jan Pirowski. Stacja konsekwentnie stawia na różnorodność, a kolejne zmiany mają przyciągać zarówno stałych widzów, jak i nowych odbiorców. To jednak nie wszystko, co przygotowano na nowy sezon.
Jednym z najgłośniejszych eksperymentów okazały się „Genialne Duety”. Format zakłada spotkanie dwóch pokoleń, które na co dzień funkcjonują w zupełnie innych światach. Młodsi uczestnicy przybliżają starszym media społecznościowe i cyfrowe trendy, a przedstawiciele starszej generacji pokazują rzeczywistość opartą na doświadczeniu, bezpośrednich relacjach i uważności.
„Młodsze pokolenie pokaże świat mediów społecznościowych, cyfrowych trendów i życia w nieustannym biegu. Przedstawiciele starszej generacji zaproszą swoich partnerów do bardziej analogowej rzeczywistości, opartej na doświadczeniu, relacjach i uważności. Efekty tych spotkań często mogą zaskoczyć nie tylko samych uczestników, ale także widzów” – zapowiedział nadawca.
Wśród uczestników projektu znaleźli się Michał Żebrowski i Zoja Skubis, Joanna Senyszyn i Lesław Dzik, Krzysztof Janczak, znany jako Pan Yapa, oraz Yoshi, czyli Filip Panek. W programie pojawili się również Manuela Michalak i Gawronek, czyli Marcel Gawroński. Tak różnorodne zestawienia ma być jednym z elementów wyróżniających jesienną odsłonę programu.
POLECAMY: Krystyna Janda UDERZA w Nawrockiego: „Podziwiam premiera Tuska”. Zgadzacie się?
Ile widzów ogląda programy śniadaniowe? [WYNIKI]
Najważniejsze pytanie brzmi jednak: czy widzowie docenili te zmiany? Najnowsze dane oglądalności za październik 2026 roku pokazują, że „Dzień Dobry TVN” pozostaje numerem jeden wśród programów porannych. W dni robocze produkcję oglądało średnio 383 797 widzów. To wynik zdecydowanie wyższy od konkurencji.
Na drugim miejscu znalazło się „Pytanie na śniadanie”, które w dni robocze przyciągało 316 648 widzów. Oznacza to, że przewaga „Dzień Dobry TVN” wyniosła aż 67 149 osób. Trzecie miejsce przypadło „Halo tu Polsat”, które osiągnęło 169 601 widzów. Różnica między liderem a programem Polsatu była więc jeszcze bardziej widoczna.

Jeszcze lepiej sytuacja wygląda w weekendy. W soboty i niedziele „Dzień Dobry TVN” oglądało średnio 476 182 widzów, podczas gdy „Pytanie na śniadanie” zgromadziło 344 577 osób. „Halo tu Polsat” osiągnęło natomiast 192 473 widzów. Weekendowa przewaga TVN nad drugim miejscem wyniosła ponad 131 tysięcy widzów, co pokazuje, jak mocną pozycję ma program TVN w tej części tygodnia.

Najnowsze wyniki to dla „Dzień Dobry TVN” bardzo dobry sygnał w trakcie jesiennego sezonu. Nowe twarze, eksperymenty i zmiany w formule nie przeszkodziły produkcji utrzymać pozycji lidera. Konkurencja ma przed sobą trudne zadanie, jeśli chce odrobić tak wyraźną stratę. Czy kolejne miesiące przyniosą równie mocne wyniki? Jedno jest pewne – poranny wyścig o widza wciąż trwa, ale na razie to TVN rozdaje karty.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kuba Wojewódzki wbił Sławomirowi Mentzenowi szpilę: „Jedyna gwiazda tej partii zniknie”
Który program śniadaniowy lubicie najbardziej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Janda UDERZA w Nawrockiego: „Podziwiam premiera Tuska”. Zgadzacie się?
Krystyna Janda nie kryje oburzenia tym, co dzieje się wokół Trybunału Konstytucyjnego. Aktorka w mocnych słowach odniosła się do ostatnich wydarzeń i wypowiedzi najważniejszych osób w państwie. Jej reakcja na słowa Karola Nawrockiego wywołała szczególne emocje. Dowiedz się więcej!
Spór o Trybunał Konstytucyjny ponownie stał się jednym z najgorętszych tematów w polskiej polityce. Po ostatnich wydarzeniach i posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego głos zabrała również Krystyna Janda, która nie ukrywa, jak bardzo poruszyły ją słowa prezydenta. Aktorka szczególnie ostro oceniła zachowanie głowy państwa wobec premiera.
Krystyna Janda była gościem programu „Zawsze na temat” w TVP3 Warszawa, w którym poruszono między innymi kwestię kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Artystka od dawna interesuje się sytuacją polityczną w Polsce i niejednokrotnie zabierała głos w sprawach publicznych. Tym razem jej reakcja była wyjątkowo emocjonalna, a słowa, które padły na antenie, trudno uznać za stonowany komentarz.
Aktorka przyznała, że ostatnie wydarzenia wywołały w niej ogromne zdenerwowanie. Szczególnie mocno zareagowała na wystąpienie Karola Nawrockiego podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Nie ukrywała, że sposób, w jaki prezydent odnosił się do Donalda Tuska, przekroczył jej zdaniem granice akceptowalnej debaty.
“Ja po prostu już nie mogę wytrzymać tego wszystkiego. Strasznie mnie to denerwuje wszystko i „niepokój” to jest za małe słowo. Ja w tej chwili zdążyłam jeszcze usłyszeć to chłostanie premiera przez prezydenta, wyjeżdżając z domu tutaj do państwa, i po prostu myślałam, że śnię. Myślałam, że telewizor wyrzucę przez okno, ponieważ te zarzuty, ten ton i ta arogancja, a jeszcze niepozwolenie na jakąkolwiek odpowiedź po prostu mnie oburzyły” – mówiła Krystyna Janda w programie „Zawsze na temat”.
POLECAMY: Kuba Wojewódzki wbił Mentzenowi szpilę: „Jedyna gwiazda tej partii zniknie”
Krystyna Janda NIE WYTRZYMAŁA po słowach Nawrockiego! „Myślałam, że śnię”
Tłem jej wypowiedzi była ostra wymiana stanowisk między prezydentem a premierem. Karol Nawrocki podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego wskazał Donalda Tuska jako osobę odpowiedzialną za sytuację wokół Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent mówił o działaniach, których nie rozumie i nie akceptuje, a także przypisywał szefowi rządu odpowiedzialność za wydarzenia związane z funkcjonowaniem instytucji.
Donald Tusk wcześniej również nie pozostawił wątpliwości co do swojego stanowiska. W orędziu dotyczącym kryzysu wokół TK odpowiedzialnością za zaistniałą sytuację obarczał prezydenta oraz Prawo i Sprawiedliwość. W ten sposób konflikt między najważniejszymi osobami w państwie ponownie znalazł się w centrum publicznej debaty, a kolejne wypowiedzi tylko podgrzewały atmosferę.
Krystyna Janda nie ograniczyła się jednak wyłącznie do krytyki prezydenta. Aktorka zwróciła uwagę na trudności w znalezieniu porozumienia między stronami sporu. Jej zdaniem coraz bardziej brakuje gotowości do spojrzenia na sytuację z perspektywy drugiego człowieka, a polityczne emocje skutecznie utrudniają jakikolwiek dialog.
“Jak niewielu ludzi potrafi się postawić w sytuacji drugiego człowieka, że te racje są egoistyczne. Z jednej strony jest agresja, a z drugiej strony jest oniemienie, ponieważ ja też mam takie uczucie oniemienia na to wszystko, co słyszę. To, co dzisiaj usłyszałam z ust prezydenta, po prostu wprawiło mnie w taką perturbację. Podziwiam premiera Tuska, że on to wytrzymał” – stwierdziła artystka.
W programie Janda odniosła się również do Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Trybunału Konstytucyjnego. W tym przypadku jej ocena była zdecydowanie bardziej pozytywna. Aktorka zwróciła uwagę na spokojny sposób przedstawiania argumentów przez sędziów, którzy próbowali wyjaśnić podstawy swoich działań i przekonać, że podejmowane decyzje mają uzasadnienie w przepisach.
“Słyszałam też początek tego Zgromadzenia Ogólnego Trybunału Konstytucyjnego, te pierwsze minuty – siedli ludzie, którzy bardzo spokojnie starali się wyjaśnić, że to, co robią i nad czym zamierzają głosować, jest możliwe z punktu widzenia prawa. A prawo jest nieszczelne, niedoskonałe. W wyjątkowych sytuacjach należy je interpretować z dobrą wolą i z tym, żeby cel został osiągnięty, żeby ten Trybunał wrócił do normalnej pracy i żebyśmy wszyscy mieli poczucie bezpieczeństwa. Sześciu sędziów wybrał Sejm, koniec, to jest kropka” – stwierdziła.
Tymczasem konflikt wokół TK pozostaje nierozstrzygnięty, a kolejne działania i wypowiedzi polityków nie przynoszą wyraźnego przełomu. Donald Tusk zapowiedział jeszcze osobne spotkanie z Karolem Nawrockim, podczas którego mają zostać omówione zarówno sprawy wewnętrzne, jak i zagrożenia zewnętrzne. Czy rozmowa prezydenta z premierem przyniesie jakiekolwiek uspokojenie sytuacji? Jedno jest pewne – emocje wokół Trybunału Konstytucyjnego wciąż nie opadają.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kto zatańczy z kim w triach „Tańca z Gwiazdami”? [LISTA NAZWISK]
Zgadzacie się ze słowami Krystyny Jandy? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Kuba Wojewódzki wbił Mentzenowi szpilę: „Jedyna gwiazda tej partii zniknie”
Kuba Wojewódzki ponownie postanowił wykorzystać swoją rubrykę do wbicia szpilki jednemu z polityków. Tym razem na celowniku znalazł się Sławomir Mentzen, a powodem stała się nietypowa decyzja dotycząca samochodu. Dziennikarz nie potrzebował wielu słów, by wywołać uśmiech i jednocześnie uderzyć w polityka. Dowiedz się więcej!
Sławomir Mentzen ponownie znalazł się w centrum zainteresowania, tym razem nie za sprawą politycznych deklaracji czy wystąpień, ale decyzji o sprzedaży luksusowego samochodu. Chodzi o Mercedesa, który towarzyszył mu podczas kampanii prezydenckiej w 2025 roku. Auto przez wiele miesięcy było jednym z charakterystycznych elementów jego podróży po Polsce i spotkań z wyborcami.
Samochód, którym Mentzen przemierzał kolejne miasta i miejscowości, stał się swego rodzaju symbolem kampanijnej aktywności polityka. Teraz jednak luksusowy pojazd ma znaleźć nowego właściciela. Informacja o sprzedaży szybko rozeszła się w sieci, a jej potencjał do żartów dostrzegł również Kuba Wojewódzki.
Dziennikarz od lat słynie z komentowania wydarzeń ze świata show-biznesu i polityki w charakterystyczny, ironiczny sposób. Jego rubryka „Mea Pulpa” w tygodniku „Polityka” regularnie dostarcza czytelnikom krótkich, często kąśliwych komentarzy dotyczących znanych osób. Tym razem postanowił wykorzystać motoryzacyjny wątek, by uderzyć w jednego z liderów Konfederacji.
Pretekstem okazał się oczywiście Mercedes, a dokładniej jego charakterystyczne logo. Wojewódzki błyskawicznie połączył motyw trójramiennej gwiazdy z polityczną pozycją Ment zena i jego ugrupowania. Wystarczyło jedno skojarzenie, by stworzyć komentarz, który trudno przeoczyć.
POLECAMY: Kto zatańczy z kim w triach „Tańca z Gwiazdami”? [LISTA NAZWISK]
Kuba Wojewódzki ZADRWIŁ z Mentzena! Poszło o luksusowego Mercedesa
W najnowszym wydaniu „Mea Pulpy” dziennikarz zamieścił następującą uwagę:
„Sławomir Mentzen sprzedaje Mercedesa, którego wykorzystywał w kampanii prezydenckiej w 2025 r. Szkoda. Jedyna gwiazda tej partii zniknie” – czytamy.
Krótka wypowiedź nie wymagała dodatkowych wyjaśnień, a jej puenta była wyraźnym nawiązaniem do symboliki niemieckiej marki.
To właśnie ostatnie zdanie stało się najmocniejszym elementem komentarza. Wojewódzki zasugerował w ironiczny sposób, że wraz ze sprzedażą samochodu zniknie również „gwiazda” Konfederacji. Nie była to rozbudowana analiza polityczna, lecz typowa dla dziennikarza błyskotliwa szpilka, oparta na grze słów i celnej aluzji.
Nie jest tajemnicą, że Kuba Wojewódzki chętnie komentuje poczynania polityków, szczególnie tych, którzy regularnie pojawiają się w medialnych nagłówkach. Jego rubryka niejednokrotnie stawała się miejscem ostrych, humorystycznych ocen. Tym razem wystarczyła informacja o sprzedaży samochodu, by powstał komentarz, który może wywołać kolejne dyskusje.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Iwona Pavlović zdradziła wysokość emerytury. Ile dostaje z ZUS-u?
Lubicie komentarze Kuby Wojewódzkiego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news3 dni temuDaniel Martyniuk urządził AWANTURĘ pod sklepem: „Otwórz to, ku*wa” [WIDEO]
-
showbiz3 dni temuWpadka w „Tańcu z Gwiazdami”. Wszystko działo się na oczach widzów
-
news3 dni temuJoanna Szczepkowska grzmi po aferze w TK. Czy Nawrocki powinien ustąpić?
-
showbiz2 dni temuKto odpadł w 9. odcinku „Tańca z Gwiazdami”? Widzowie w szoku
-
news4 dni temu„Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23 ”: Kto wystąpi w finale? Poznaj wyniki
-
news5 dni temuMichał Szpak ROZCZAROWANY występem w „Voice of Poland” [PRZED PREMIERĄ]
-
news4 dni temuEdyta Górniak BRONI Nawrockiego. „Granice zostały przekroczone”. Zgadzacie się?
-
news1 dzień temuDOŚĆ! Piotra GUMA Gumulca WYRZUCĄ z „Tańca z Gwiazdami” przez słowa o Trybunale KONSTYTUCYJNYM?

Dodaj komentarz