Śledź nas

news

„Stresuję się bardziej niż uczestnicy! Bolał mnie brzuch podczas każdego odcinka!” – wywiad z Marią Sadowską

Opublikowano

w dniu

Scenarzystka, reżyser, piosenkarka, a także matka – od dwóch lat biologiczna, a od roku przyszywana, związana z uczestnikami programu The Voice of Poland, w którym jest jurorką. Jak sama mówi traktuje swoich podopiecznych jak własne dzieci, a ich występami przejmuje się niemal jak swoimi własnymi.

O wyjątkowo silnym przywiązaniu do uczestników, bezinteresownej pomocy, o korzyściach jakie wynikają z bycia jurorem w popularnym programie talent show porozmawiałyśmy w pierwszej części wywiadu z Marią Sadowską!

Czy  przed finałem Voice of Poland miałaś parcie na to, aby wygrał twój podopieczny? Rywalizowałaś z innymi jurorami?

Mała rywalizacja między nami zaczyna się na ostatnim etapie, kiedy każdy z nas zostaje z jednym zawodnikiem bo zależy nam na tym, żeby ci najlepsi osiągnęli szczyt. Wcześniej –szczególnie na Bitwach, gdzie jest największa i najbardziej bolesna dla wszystkich selekcja nie było takiej sytuacji. Mamy też tzw. kradzieże, które służą temu, żeby nie odrzucać bardzo dobrych solistów.

A bitwy?

Specyfika Bitew jest taka, że musimy zestawiać ze sobą najlepszych z najlepszymi. Muszą to być ludzie o podobnych szansach. Byłoby to niesprawiedliwe, gdyby ktoś, kto jest równie dobry odpadł, dlatego mamy też kradzieże. Staramy się robić tak, żeby jak najwięcej dobrych ludzi przeszło dalej i żeby nikogo nie przegapić. Niestety życie jest bezlitosne i zarówno w programie, jak i w życiu trzeba mieć nie tylko talent, ale też odrobinę szczęścia.

Miałaś kiedyś wyrzuty sumienia, że kogoś odrzuciłaś?

Powiem szczerze, że nigdy nie żałowałam swoich decyzji. Każda z nich ma dwie strony medalu i wydaje mi się, że każdego, kogo wybrałam zasługiwał na to, choć może nie dla wszystkich widzów wydawało się to oczywiste. Ja się nie kieruję tylko tym, co widzimy w telewizji i tylko, że tak brzydko powiem – jednym wykonem. Biorę pod uwagę całość, czyli to jak się z kimś pracuje i jakim jest człowiekiem. Jeśli czuję, że ktoś nie ma dobrej energii, lub sprawia problemy wynikające z niekoniecznie dobrych cech charakteru, to ani ja, ani nikt inny pracujący przy programie, nie będzie chciał z nim współpracować. Live’y to jest ogromny stres, więc musi to być też osoba odporna psychicznie, jest to jedno z moich kryteriów.

Na co jeszcze zwracasz uwagę oceniając uczestników?

Ważne jest dla mnie to, co ktoś robi poza programem. The Voice ma jedną wadę – prócz ostatniego odcinka, uczestnicy śpiewają wyłącznie covery. Jest to dla mnie szalenie ważne, co ktoś robi na co dzień. Covery to są świetnie napisane piosenki, w których często łatwo jest dobrze zabrzmieć. O wiele trudniej jest stworzyć swój własny repertuar, w którym się zabrzmi równie dobrze. Ja swoje decyzje często też podejmuję pod kątem tego, czy ktoś przyszedł do programu z jakimś planem oraz czy jest gotowy, żeby ten program mu pomógł. Jeśli ktoś przychodzi tylko po to, żeby sobie pośpiewać i nie ma na siebie pomysłu, to nawet jeżeli lepiej zaśpiewa od kogoś, kto ma swoje kompozycje, to ja zawsze wybiorę tego, kto ma już plan i pomysł na siebie. Taka osoba jest bardziej świadoma.

Tęsknisz za uczestnikami poprzedniej edycji?

Bez wątpienia. Jest cała masa osób, za którymi tęsknię.

W ogóle nie traktujesz uczestników jak juror…

Absolutnie nie jak juror. Uważam, że miano trenera bardzo zobowiązuje. My nie jesteśmy jurorami – nie mówimy „tak” lub „nie”. Staramy się nie oceniać ludzi bardzo surowo, bo zależy nam na tym, żeby nie podcinać nikomu skrzydeł. Nawet jeśli coś się nie udało, coś nie wyszło, ktoś nie przeszedł przesłuchań w ciemno, chcemy żeby się nie poddawał, żeby wyciągnął z tej sytuacji jakąś naukę dla siebie. Czujemy, że takie podejście jest bardzo ważne dla tych wszystkich, którzy do nas przychodzą.

unnamed-1

Czy konsultujesz z pozostałymi jurorami, kto może odpaść w następnym odcinku, albo kto ma szansę na finał?

Oczywiście. Każdy ma też swoich faworytów. Na odcinkach live’owych niewiele mamy do zrobienia, bo to ludzie głosują i od razu widać, kto podczas bitew zdobył serce publiczności. My spekulujemy, chociaż wiemy jak może być… Rok temu w przypadku Mateusza, ciężko było obstawić. To była bardzo zacięta walka z Ernestem i nikt do końca nie miał pewności kto zwycięży. W tej edycji było podobnie. Juan Carlos Cano był faworytem i wcale mnie to nie dziwi. Ma niepowtarzalną charyzmę.

Czy z edycji na edycję poziom jest coraz wyższy?

Myślę, że nie można generalizować. To jest sprawa indywidualna. Ten program tworzą uczestnicy. Tak jak różni są ludzie, jak różne mają głosy, osobowości, tak różne są te edycje.

Jak wygląda wybór piosenki do odcinka na żywo? Czy utwory są z góry narzucone przez producentów?

Po to jesteśmy trenerami, żeby świadomie wybierać piosenki. Nie są one absolutnie podsuwane przez producentów.

Padło to pytanie, ponieważ często się słyszy, że uczestnicy talent show po zakończeniu programu, narzekają, że wszystko było im z góry narzucone.

Na tym polega różnica pomiędzy „The Voice” a innymi programami. Po to jesteśmy trenerami, żeby im pomóc wybrać najlepszą dla nich opcję. Często jest tak, że ktoś mówi, że w życiu tego nie zaśpiewa, że się nie nadaje, po czym się decyduje i okazuje się, że nie wiedział, że potrafi coś takiego zaśpiewać. Miałam taką sytuację z Michałem Rudasiem – nie był niezadowolony, bo był bardzo pokorny, ale po bitewnej piosence z Juanem, przyszedł do mnie i powiedział, że nie sądził, że ma w sobie takiego diabła rockowego (śmiech). Z kolei Monika Pilarczyk, kojarzona głównie z rockiem zaśpiewała „Na językach” Kayah i okazało się, że dużo lepiej śpiewa soul i ma w nim lepsze wypracowanie, niż w muzyce rockowej.

Czyli sami podejmujecie decyzję, jaki utwór uczestnik zaśpiewa na kolejnym live?

TVP pozostawia nam trenerom bardzo duże pole do popisu.

Towarzyszy ci stres na live’ach?

Straszny! Ja się chyba bardziej stresuję niż uczestnicy (śmiech). Brzuch mnie bolał podczas każdego odcinka. Bardzo przeżywam występy swoich podopiecznych – niemalże jak swoje. Mateusz się ze mnie śmiał, że ja się bardziej denerwuję niż on. Nie wyobrażam sobie żeby podchodzić do tego na chłodno. Trzeba iść na całość, albo nie robić tego wcale.

Co wniósł do Twojego życia The Voice Of Poland?

Na pewno dał mi dużo energii, z kolei wszyscy uczestnicy pozwolili mi odkryć w sobie powołanie pedagogiczne (śmiech).  Nie sądziłam, że będę potrafiła przekazywać ludziom swą wiedzę i doświadczenie, myślałam, że może będę bardziej zamknięta. Muzyka jednak powoduje, że wszystkie emocje się potęgują. To jest diaboliczna mieszanka.

Z tego co mówisz, bardzo się zżywasz ze swoimi podopiecznymi.

Tak. Kocham wszystkich swoich podopiecznych, traktuję ich jak swoje dzieci (śmiech).

Czy The Voice Of Poland pomógł jakoś Twojej muzyce?

The Voice dał mi szansę pokazania siebie szerszej publiczności, ponieważ konsekwentnie od wielu lat robię muzykę niekomercyjną i jestem w pewnej niszy. Cieszy mnie, że był to jeden z powodów zaproszenia mnie do tego programu, żeby pokazać młodym ludziom, że wcale nie trzeba być gwiazdą pierwszych stron gazet i nie trzeba mieć piosenek na pierwszych miejscach list przebojów, żeby być muzykiem i odnosić sukcesy. Moja droga była trochę pod górę. Już jako dziecko mogłam iść na skróty i robić karierę popowej gwiazdy, ale nigdy tego nie chciałam i płacę za to do dzisiaj swoją cenę. Kiedy dochodzę do takiego punktu, w którym właśnie jestem, to satysfakcja jest ogromna. Powtarzam też ciągle swoim uczestnikom, że sukces musi być wypracowany. Musi być czymś, w co się wkłada wiele konsekwencji, a nawet kilka lat życia. Jak coś się dzieje szybko, to jest niepewne. Ja wierzę w ciężką pracę i dążenie do celu. Jak się naprawdę czegoś chce i  wyznacza się jakiś cel, to można ten cel osiągnąć. Bardzo się cieszę, że dzięki The Voice mogę propagować mój styl muzyki, który jest w Polsce traktowany trochę po macoszemu…

Można chyba jednak zauważyć, że bardzo się też rozwija i powoli się to zaczyna zmieniać.

Zgadzam się, bardzo się rozwija i myślę, że zmienia to całe pokolenie młodych ludzi, które chce iść w moje ślady i robić muzykę funkową, jazzową, soulową, r’n’b i nie chce iść na łatwiznę. Od bardzo wielu lat Polską rządzi rock. Przepraszam, że to powiem ale muzyka rockowa jest dla mnie nudna… Trudno jest w niej wymyślić coś nowego. Polska nie jest przyzwyczajona do tych bujających rytmów, ale widzę, że powoli coś zmienia się na lepsze. Na przykład przebój „My Słowianie” – bit, który się buja, jest zaśpiewany w sposób bardzo nowoczesny i stał się ogromnym hitem w kraju gdzie zawsze wszystko było „umpa umpa”. Bardzo mnie to cieszy. Wierzę, że to jest jakiś rodzaj nici, którą tutaj tworzymy i że przyniesie to rezultaty za parę lat. Tak naprawdę ja już je dostrzegam, zwłaszcza w młodych ludziach, którzy przychodzą do programu.

Nie masz czasem dosyć tego programu? Poświęcasz mu bardzo dużo czasu i energii.

The Voice wprowadził w moje życie wiele pozytywów. Mimo, że jest czasochłonny daje mi mnóstwo energii. Fakt, że mam o wiele mniej czasu dla siebie, rodziny czy na kolejne autorskie projekty, zwłaszcza te filmowe. Program wyczerpuje też emocjonalnie – bez dwóch zdań. Męczące momentami jest też to, że nie mogę spokojnie wyjść do sklepu bez zakładania ciemnych okularów. Ale to tak naprawdę drobiazgi w porównaniu z tym, co dostaję od uczestników, z którymi mam wielką przyjemność pracować w programie.

Naprawdę bez okularów ani rusz?

Tak, chociaż ja już tego doświadczałam nie raz. Teraz jest to nasilone ponieważ co tydzień jestem gościem w domach ludzi. Jestem na billboardach, tracę swoją anonimowość, którą bardzo lubię w mieście i na ulicy. Na co dzień chodzę w dresie i bez makijażu.

Czy oznacza to, że możesz nie pojawić się w kolejnej edycji?

Nie chcę mówić tak lub nie. Zastanawiam się nad tym… Mam dużo swoich planów artystycznych i póki co nie mam siły i czasu na ich realizację. Jesienią czeka mnie również druga część trasy „Jazz na ulicach Live Tour”, podczas której muszę dać z siebie 200% a to wymaga wielu przygotowań i dobrej kondycji.  Dostaję też mnóstwo listów od fanów, żebym została… Wiem, że liczy na mnie sporo osób, być może ich nie zawiodę. Zobaczymy co czas pokaże.

unnamed-2

Niektórzy potrafią być jurorami nawet przez kilka lat z rzędu.

Dla mnie to jest tylko pewien etap w życiu. Nie chciałabym przez kolejne 10 lat być jurorem, tak jak niektórzy koledzy utknęli na tych jurorskich fotelach. Ja strasznie nie lubię szuflad i bardzo ich unikam.

Pytanie czy już się tak powoli nie stało…

Dla takiego szerokiego społeczeństwa, które nie sięga po ambitniejszą muzykę, na pewno trochę tak. Natomiast cieszę się, kiedy doświadczam na koncertach, czy zwyczajnie po wiadomościach, jakie dostaje od fanów, że osoby które nie słuchały wcześniej moich płyt, dzięki programowi, sięgają po moją muzykę i nie boją się otwarcie mówić o tym, że dzięki mnie poznali nowe rejony, że moja muzyka jest dla nich odkryciem. Co więcej, spotykam później tych ludzi na koncertach i mam świadomość, że są ze mną  i czekają na nowe nagrania.

Udział w talent show, to chyba obecnie najkrótsza droga do zrobienia muzycznej kariery…

Uważam, że to wcale nie jest krótka droga. Jedynie dla zwycięzcy.

Wielu muzyków grających muzykę undergroundową, albo inna niż popową, uważa, że udział w takim programie to brzydko mówiąc – „zeszmacenie się”.

Bardzo nie lubię mówienia w ten sposób. Nie wiem co w tym złego, że idziesz do talent show i grasz swoją muzykę. Nawet jeśli to jest cover, to jest to twoje wykonanie i pokazanie siebie. Zeszmacenie się byłoby gdyby ktoś kazał Ci iść i śpiewać disco polo, czy pokazywać się w jakikolwiek sposób, który niezgodny jest z Twoim światopoglądem. Moja mama, która również jest muzykiem nauczyła mnie, że każdą publiczność trzeba szanować. Najważniejsze żebyś była z siebie zadowolona i dbała o to by mieć dobry poziom artystyczny. Wszędzie można wystąpić – nawet na jarmarku i przekonać  ludzi do swojej muzyki. Ja obserwuję zupełnie coś innego – mnóstwo ludzi i to bardzo poważnych muzyków, jak i moich bardzo poważnych kolegów reżyserów, ogląda takie programy. Nie podoba mi się  ta hipokryzja. To jest dobra rozrywka na wysokim poziomie i nie ma w tym nic złego. Nie uważam, że robienie dobrej muzyki w programie, który ogląda kilka milionów ludzi w tym kraju jest jakimkolwiek rodzajem zeszmacenia się.

Słyszy się, że muzycy narzekają, że muszą grać np. utwór popowy, kiedy to sami komponują rock/soul itp…

W The Voice jest etap, gdzie można zagrać swój utwór.  To samo Must Be The Music – tam było mnóstwo zespołów bardzo undergroundowych. Bardzo wiele uczestników tego typu programów wcale nie będzie robiło muzyki komercyjnej. Większość z nich traktuje przyjście tutaj, jako rodzaj lekcji. Granie coverów jest świetną nauką. Jak chcesz grać na fortepianie, to musisz grać gamy. Później musisz pograć Bacha, żeby móc potem zagrać Chopina i wszystkie inne rzeczy. Ja też grałam covery z zespołem – w knajpach, do kotleta. Nie uważam, że to było dla mnie jakąkolwiek ujmą, wręcz przeciwnie – wiele mnie to nauczyło i było świetną lekcją pokory. Śpiewanie coverów absolutnie nie przeszkadza w tym, aby pozostać sobą i nadal być alternatywnym wykonawcą. Tutaj uczymy się warsztatu, to jest show biznes w pigułce. Jeśli chcemy być wykonawcą, funkcjonować w Polsce jako wokalista, to niejednokrotnie w zależności od okoliczności będziemy śpiewać covery. To jest też umiejętność, by przerobić czyiś utwór na swoją piosenkę i pokazać swoją interpretację. Podejście do utworów już skomponowanych i zrobienie ich na swój sposób jest poważną formą twórczości.

Wróćmy jeszcze do twojej pomocy uczestnikom. Zawsze myślałyśmy, że po zakończeniu talent show, każdy idzie w swoją stronę. Jurorzy chyba rzadko pomagają dalej swoim podopiecznym.

Może mało się o tym mówi… Marek Piekarczyk również zaprasza swoich uczestników na swoje koncerty. Ja mam do tego dość specyficzne podejście, przyszłam do tego programu z myślą, że jeśli zaangażuję się w pomoc swoim uczestnikom to zrobię to w pełni. Również po programie. Po zakończeniu poprzedniej edycji, zaprosiłam do współpracy Beatę Orbik i Gosię Janek. Dziewczyny wystąpiły ze mną podczas poprzedniej trasy „Dzień Kobiet” śpiewając w chórku. Nagrały również część chórków na płytę „Jazz na ulicach”. Beata pojechała z nami również w trasę „Jazz na ulicach Live Tour” i świetnie sobie radzi. Pomagam jej również w pracy nad autorską płytą. Staram się w tej chwili o kontrakty dla kilku innych uczestników ale to jest proces, który jeszcze trochę potrwa. Już teraz pracuję również z Martą Dryll z ostatniej edycji. Wraz z całym moim zespołem współpracowników, naprawdę bardzo się staramy. Wie o tym, każdy kto jest w mojej programowej drużynie. Ale to zależy nie tylko od nas. Zaznaczam swoim uczestnikom, że mają ze mną kontakt i w każdej chwili mogą zadzwonić do mojego managera, poprosić nas o pomoc, poradzić się. Jeśli nie dzwonią i się nie odzywają, poszli w swoją stronę to inna sprawa… Jest nawet kilka takich osób, do których mam mały żal, że się nie odzywają, nie mówią co robią. Oni dostają swoją szansę. Ci którzy są mądrzy, skorzystają z niej. Jeśli idą samodzielnie w swoim kierunku, to ich wybór.

news

TVN, TVP czy Polsat? Polacy wybrali ulubioną śniadaniówkę

Opublikowano

w dniu

przez

Rywalizacja o porannego widza trwa w najlepsze. „Dzień dobry TVN”, „Pytanie na śniadanie” i „Halo tu Polsat” walczą o uwagę telewidzów, wprowadzając kolejne zmiany i nowe twarze na antenie. Najnowsze dane oglądalności pokazują jednak, że lider pozostaje tylko jeden. Dowiedz się więcej!

Od sierpnia 2024 roku trzy największe śniadaniówki w Polsce rywalizują o widza niemal każdego dnia tygodnia. „Dzień dobry TVN”, „Pytanie na śniadanie” oraz „Halo tu Polsat” stawiają na znanych prowadzących, rozmowy z gwiazdami, reportaże i autorskie cykle, próbując przekonać do siebie jak największą liczbę odbiorców.

Najtrudniejszą sytuację ma obecnie „Halo tu Polsat”, które wciąż emitowane jest wyłącznie w weekendy. Program od początku istnienia przechodzi liczne zmiany personalne, a ostatnie tygodnie przyniosły prawdziwą rewolucję w składzie prowadzących. Z formatem pożegnali się Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski, a według medialnych doniesień z programu ma zniknąć również Ewa Wachowicz.

Nie dziwią więc najnowsze wyniki oglądalności. Jak wynika z danych Nielsena, cytowanych przez portal Press, wakacyjne wydania „Halo tu Polsat”, emitowane w soboty i niedziele od godziny 8:30 do 11:20, oglądało średnio 192 tysiące widzów. Przełożyło się to na 3,32 proc. udziału w grupie 4+ oraz 3,8 proc. w grupie komercyjnej 16–59.

POLECAMY: Justyna Pochanke przerwała milczenie. Tak pożegnała Andrzeja Morozowskiego

Ile widzów oglądało “Pytanie na śniadanie” w lipcu?

Znacznie lepiej radzi sobie „Pytanie na śniadanie” emitowane na antenie TVP2. Choć program również przechodził w ostatnich miesiącach spore zmiany i medialne zawirowania, jego pozycja pozostaje stabilna. Jednocześnie dane pokazują, że śniadaniówka straciła rok do roku aż 65 tysięcy widzów.

W lipcu „Pytanie na śniadanie” oglądało średnio 309 tysięcy widzów. Wielu ekspertów wskazuje, że jedną z przyczyn spadku może być decyzja TVN, który po raz pierwszy nie zawiesił emisji wakacyjnych wydań swojej śniadaniówki. W poprzednich latach program TVP2 korzystał z mniejszej konkurencji, natomiast obecnie musi walczyć o widza każdego dnia.

W ostatnich miesiącach w „Pytaniu na śniadanie” doszło również do wielu zmian personalnych. Do programu powróciła Agnieszka Woźniak-Starak, która po latach pracy w TVN ponownie związała się z Telewizją Polską. Dziś jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy porannego pasma.

Co więcej, „Pytanie na śniadanie” może pochwalić się obecnie największym zespołem prowadzących spośród wszystkich śniadaniówek. Program współtworzą między innymi Marzena Rogalska, Łukasz Nowicki, Katarzyna Dowbor, Filip Antonowicz, Beata Tadla, Robert El Gendy, Agnieszka Woźniak-Starak, Łukasz Kadziewicz, Anna Lewandowska, Marta Surnik, Robert Stockinger oraz Grzegorz Dobek.

POLECAMY: Kolejna osoba traci PRACĘ w „Halo tu Polsat”. Będą nowe duety?

TVN bez zmian niekwestionowanym liderem rynku

Liderem pozostaje jednak niezmiennie „Dzień dobry TVN”. Tegoroczne „Dzień dobry wakacje” po raz pierwszy emitowane jest codziennie przez całe lato, co okazało się bardzo dobrą decyzją stacji. W lipcu program oglądało średnio 364 tysiące widzów, co przełożyło się na 7,97 proc. udziału w rynku w grupie 4+ oraz aż 9,89 proc. w grupie komercyjnej 16–59.

Jeszcze lepiej wyglądały wyniki weekendowych wydań „Dzień dobry wakacje”, które przyciągały średnio 418 tysięcy widzów. Choć to o około 7 tysięcy mniej niż rok wcześniej, program nadal utrzymuje bardzo silną i wierną publiczność.

Nie bez znaczenia pozostają także liczne zmiany w formule. Z redakcją pożegnał się Maciej Dowbor, do grona prowadzących dołączyli Izabella Krzan i Jan Pirowski, a w wakacyjnych wydaniach pojawiają się również nietypowe duety z udziałem Mateusza Hładkiego, Marcina Sawickiego czy Małgorzaty Tomaszewskiej.

Dużym zainteresowaniem cieszy się także wakacyjny cykl „Kolonie letnie Dzień dobry TVN”, w ramach którego całe wydania programu współprowadzą znane osobistości spoza redakcji. W ostatnich tygodniach w tej roli widzowie mogli zobaczyć między innymi Tatianę Okupnik, Norbiego, Barbarę Kurdej-Szatan oraz Majkę Jeżowską, a przed nami kolejne nazwiska.

Najnowsze wyniki pokazują, że walka o porannego widza wciąż trwa, jednak to „Dzień dobry TVN” pozostaje zdecydowanym liderem. „Pytanie na śniadanie” nadal utrzymuje mocną pozycję mimo spadków, natomiast „Halo tu Polsat” stoi przed kolejnymi wyzwaniami. Jesienna ramówka i zapowiadane zmiany personalne mogą jednak sprawić, że rywalizacja między śniadaniówkami stanie się jeszcze bardziej zacięta.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kuba Badach OCENIŁ Skolima. Wspomniał nawet Zbigniewa Wodeckiego

Który program śniadaniowy oglądacie najczęściej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Grzegorz Dobek i Marta Surnik (fot. screen Instagram “Pytanie na śniadanie”)
Paulina Sykut-Jeżyna i Tomasz Wolny (fot. Dariusz Gałązka/AKPA) – 2 sierpnia 2026
Paulina Krupińska i Damian Michałowski (fot. screen Instagram “Dzień dobry TVN”)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Justyna Pochanke przerwała milczenie. Tak pożegnała Andrzeja Morozowskiego

Opublikowano

w dniu

przez

Od lat unika mediów, nie prowadzi profili społecznościowych i niezwykle rzadko zabiera publicznie głos. Tym razem Justyna Pochanke zrobiła wyjątek. Była gwiazda TVN24 pojawiła się na antenie, by pożegnać swojego wieloletniego przyjaciela i współpracownika.

Justyna Pochanke od lat uznawana jest za jedną z najwybitniejszych dziennikarek i prezenterek informacyjnych w historii polskiej telewizji. Przez niemal dwie dekady była jedną z twarzy TVN i TVN24, zapisując się w historii jako pierwsza kobieta, która samodzielnie prowadziła główne wydanie „Faktów”.

Po niemal 20 latach pracy w stacji dziennikarka zdecydowała się zakończyć swoją telewizyjną karierę w 2020 roku. Odeszła bez medialnego rozgłosu, pożegnalnych wywiadów i głośnych deklaracji. Od tamtej pory konsekwentnie chroni swoją prywatność, nie udziela się w mediach społecznościowych i niezwykle rzadko pojawia się publicznie.

Wyjątek zrobiła dopiero teraz. Powodem była śmierć Andrzeja Morozowskiego, wieloletniego dziennikarza TVN24 i gospodarza programu „Tak jest”, który zmarł 4 sierpnia po długiej chorobie w wieku 69 lat. Informacja o jego odejściu poruszyła całe środowisko dziennikarskie.

„Po długiej chorobie, w wieku 69 lat zmarł we wtorek Andrzej Morozowski” – przekazała stacja w oficjalnym komunikacie.

Po przekazaniu smutnej wiadomości TVN24 zdecydowało się na emisję specjalnego programu poświęconego pamięci zmarłego dziennikarza. W studiu wspomnieniami dzielili się między innymi Tomasz Sianecki, Marta Kuligowska, Arleta Zalewska, Bożena Walter, a także Edward Miszczak, który przez lata współpracował z Andrzejem Morozowskim. Telefonicznie z widzami połączyła się również Justyna Pochanke.

POLECAMY: Kolejna osoba traci PRACĘ w „Halo tu Polsat”. Będą nowe duety?

Justyna Pochanke wspomina śp. Morozowskiego

Dziennikarka nie kryła wzruszenia. Przyznała, że Andrzej Morozowski towarzyszył jej praktycznie przez całą zawodową drogę i pozostanie dla niej postacią absolutnie niezapomnianą.

“Dla mnie przede wszystkim on jest niezapomniany. Przeszłam z Andrzejem u boku całą swoją zawodową drogę. Pracowaliśmy ze sobą w Radiu ZET. Razem odchodziliśmy z Radia ZET (…). Przyszliśmy do TVN24, on zresztą ciągnął nas, tę grupę dziennikarzy (…) On był dziennikarzem niezwykłym” – mówiła Pochanke.

Była prowadząca „Faktów” wróciła również pamięcią do początków TVN24, kiedy nowo powstała stacja dopiero budowała swoją pozycję na rynku.

“Przejechaliśmy w 2001 r., jak stacja powstała, całą Polskę pociągami, drugą klasą (…). To jest morze wspomnień (…). Dla mnie to zawsze będzie człowiek, który będąc wybitnym dziennikarzem (…) był człowiekiem przyzwoitym, tak pełnym pogody ducha. Miał nadzwyczajną (…) umiejętność nierzucania się do gardła (…). On słuchał i wysłuchiwał” – wspominała była gwiazda TVN24.

Po chwili zwróciła uwagę na cechy, które – jej zdaniem – wyróżniały Andrzeja Morozowskiego nie tylko jako dziennikarza, ale przede wszystkim jako człowieka.

“On był po prostu bardzo dobrym człowiekiem (…). W nim nie było grama nienawiści, nie było ani odrobiny wyższości i nigdy nie było lekceważenia człowieka, którego zaprosił” – dodała.

Na zakończenie rozmowy dziennikarka przytoczyła historię, która – jej zdaniem – najlepiej oddawała poczucie humoru i spokój Andrzeja Morozowskiego. Wspomniała sytuację z jednego z jego programów, kiedy w studiu trwała wyjątkowo burzliwa dyskusja.

“To była kakofonia. Patrzę, a Andrzej zamilkł. Mija pół minuty, minuta, dwie-trzy minuty. W pewnym momencie jeden z tych kłócących się gości odwraca się i pyta: “A pan, panie redaktorze się nie wtrąci?!”. “Ja nie muszę, mnie i tak zapłacą” – odpowiedział” – wspominała dziennikarka we wtorkowy wieczór.

Choć okoliczności były niezwykle smutne, wystąpienie Justyny Pochanke stało się jednym z najbardziej poruszających momentów specjalnego wydania TVN24. Jej wspomnienia pokazały Andrzeja Morozowskiego nie tylko jako wybitnego dziennikarza, ale przede wszystkim jako człowieka, którego spokój, życzliwość i profesjonalizm na zawsze pozostaną w pamięci jego współpracowników i widzów.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kuba Badach OCENIŁ Skolima. Wspomniał nawet Zbigniewa Wodeckiego

Brakuje Wam Justyny Pochanke w TVN24? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem?

Justyna Pochanke (fot. screen TVN24)
Andrzej Morozowski (fot. screen YouTube TVN24)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Kolejna osoba traci PRACĘ w „Halo tu Polsat”. Będą nowe duety?

Opublikowano

w dniu

przez

W Polsacie trwa prawdziwa przebudowa zespołu prowadzących „Halo tu Polsat”. Po głośnym odejściu Katarzyny Cichopek i Macieja Kurzajewskiego pojawiły się kolejne informacje, które mogą zaskoczyć widzów. Wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek zmian przed jesienną ramówką. Dowiedz się więcej!

Program „Halo tu Polsat” od początku miał być jedną z najważniejszych pozycji weekendowej ramówki stacji. Produkcja postawiła na znane twarze telewizji oraz rozpoznawalne duety prowadzących, które miały przyciągnąć przed ekrany szeroką publiczność i skutecznie rywalizować z konkurencją.

W ubiegłym tygodniu media obiegła jednak zaskakująca wiadomość. Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski opublikowali wspólne oświadczenie, w którym poinformowali o zakończeniu współpracy z Telewizją Polsat.

“Pragniemy poinformować, że wraz z wygaśnięciem dotychczasowego kontraktu podjęliśmy decyzję o zakończeniu naszej współpracy z telewizją Polsat. Czas spędzony w stacji był dla nas niezwykle cennym doświadczeniem i ważnym przystankiem w dotychczasowej karierze zawodowej. Jesteśmy wdzięczni za zaufanie, wspólną pracę oraz możliwość współtworzenia projektów, które na stałe wpisały się w codzienność naszych Widzów” – czytamy w oświadczeniu.

Prezenterzy zapowiedzieli również, że nie zamierzają zwalniać tempa. Najbliższe miesiące chcą poświęcić na rozwój własnych projektów oraz marek osobistych.

“Teraz nadszedł czas na kolejne kroki. Zamykamy ten etap z poczuciem spełnienia i pełną gotowością na nowe wyzwania zawodowe. Najbliższe miesiące zamierzamy poświęcić na intensywny rozwój naszych marek osobistych oraz realizację autorskich projektów, którymi już wkrótce się z Wami podzielimy” – dodali.

Niedługo później pojawiły się jednak nieoficjalne doniesienia, które rzuciły nowe światło na całą sytuację. Według ustaleń Pudelka to nie Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski podjęli decyzję o odejściu. Portal informował, że to Polsat nie przedłużył z nimi wygasających kontraktów.

Jak przekazał informator cytowany przez serwis, prezenterzy do samego końca mieli wierzyć, że wrócą na antenę po wakacyjnej przerwie i pojawią się podczas prezentacji jesiennej ramówki. Ostatecznie ich miejsce ma zająć zupełnie nowy duet prowadzących.

“To nie oni zrezygnowali. To Polsat zdecydował, że nie przedłuży z nimi kontraktu. Jednocześnie nie zaproponowano im żadnego innego projektu, więc ich współpraca ze stacją po prostu się kończy. Ich miejsce w “Halo tu Polsat” zajmie nowy duet prowadzących. Katarzyna i Maciej jeszcze do dziś byli przekonani, że pojawią się na jesiennej ramówce i wrócą na antenę po wakacjach” – wyjaśnił informator Pudelka.

POLECAMY: Kuba Badach OCENIŁ Skolima. Wspomniał nawet Zbigniewa Wodeckiego

Ewa Wachowicz ODSUNIĘTA od “Halo tu Polsat”?

Teraz okazuje się, że to nie koniec zmian przygotowywanych przez stację. Jak ustaliła Plejada, jesienią z programu zniknie kolejna dobrze znana prowadząca. Podczas sesji zdjęciowej promującej nowy sezon pojawili się Krzysztof Ibisz, Aleksander Sikora, Aleksandra Filipek, Paulina Sykut-Jeżyna, Agnieszka Hyży, Tomasz Wolny oraz Maciej Rock.

Uwagę obserwatorów zwrócił jednak brak Ewy Wachowicz, która od zeszłego roku współtworzyła zespół prowadzących „Halo tu Polsat” z u boku Krzysztofa Ibisza. Według ustaleń serwisu to właśnie jej miejsce ma zająć Ida Nowakowska, która w ostatnich miesiącach coraz mocniej związała się z Telewizją Polsat.

Jak wynika z nieoficjalnych informacji, wciąż nie zapadła ostateczna decyzja dotycząca nowych duetów prowadzących. Rozważanych jest kilka wariantów, a jednym z nich ma być ponowne połączenie Idy Nowakowskiej z Tomaszem Wolnym, z którym przez blisko pięć lat tworzyła jeden z najbardziej rozpoznawalnych duetów „Pytania na śniadanie”.

“Na sesji wizerunkowej nie pojawiła się Ewa Wachowicz. To jej miejsce zajmie Ida Nowakowska, ale nie wiadomo jeszcze, czy dołączy do Krzysztofa Ibisza, czy jednak będzie zmiana w parach. Szefowie wiedzą, że duet Nowakowska-Wolny był przez widzów TVP za czasów Jacka Kurskiego bardzo lubiany. Jest szansa, że pojawi się pokusa powrotu do przeszłości w nieco innych warunkach” – ujawnia informator na łamach Plejady.

Warto przypomnieć, że Ida Nowakowska już jesienią pojawi się także w dwóch innych projektach stacji. Poprowadzi nowy teleturniej „Hitster. Muzyczna gra przebojów”, a także wystąpi jako uczestniczka jubileuszowej edycji „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Wszystko wskazuje więc na to, że staje się jedną z najważniejszych twarzy Polsatu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Polsat rusza z NOWYM kulinarnym programem. Zagrozi „MasterChefowi”?

Będzie Wam brakować Ewy Wachowicz w “Halo Tu Polsat”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Krzysztof Ibisz (fot. źródło – informacja prasowa Telewizja Polsat)
Ewa Wachowicz (fot. AKPA/zdjęcie prasowe Polsat) – spot zimowy “Halo tu Polsat”
Agnieszka Hyży, Maciej Rock, Paulina Sykut-Jeżyna, Krzysztof Ibisz, Mateusz Gessler (fot. AKPA/zdjęcie prasowe Polsat) – spot zimowy “Halo tu Polsat”

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Kuba Badach OCENIŁ Skolima. Wspomniał nawet Zbigniewa Wodeckiego

Opublikowano

w dniu

przez

Spór wokół wypowiedzi Skolima o artystach wciąż nie cichnie. Po ostrych komentarzach Dody, Margaret, Ani Rusowicz i Krzysztofa Skiby głos zabrał teraz Kuba Badach, który został zapytany nie tylko o współczesną muzykę, ale również o fenomen jednego z najpopularniejszych wykonawców w Polsce. Jego odpowiedź z pewnością nie przejdzie bez echa. Dowiedz się więcej!

Temat wsparcia socjalnego dla artystów od kilku tygodni pozostaje jednym z najgorętszych tematów polskiego show-biznesu. Wszystko rozpoczęło się od głośnej wypowiedzi Skolima, który podczas jednego ze swoich wystąpień skrytykował pomysł współfinansowania składek emerytalnych dla twórców. Nagranie błyskawicznie obiegło internet i wywołało lawinę komentarzy.

Największe kontrowersje wywołały słowa artysty, który nie przebierał w określeniach, krytykując środowisko twórców.

“Pojechałem dzisiaj na live o tych kuach artystach. Domagają się emerytur, a dzieci oczekują na zbiórki. Państwo polskie nie ma na zbiórki. Artyści, albo ci starzy przechlali całą karierę, przepali, albo ci młodzi robią taką chową muzykę czy obraz, że nikt tego nie chce oglądać, a domagają się naszych pieniędzy. Nie ma na to naszej racji. Jak mają nasze pieniądze iść, to na dzieci, na drogi, a nie na jakieś kuwy i ćp**ów. Dobrze mówię? Bardzo dobrze. Nigdy na to nie pozwolę” – mówił w maju.

Na odpowiedź środowiska artystycznego nie trzeba było długo czekać. Jedną z pierwszych osób, które publicznie odniosły się do tej wypowiedzi, była Doda. Wokalistka w ostrych słowach skomentowała zarówno stanowisko Skolima, jak i sposób, w jaki buduje swoją karierę.

“Zajmij się sprzedawaniem swojej kiełbasy Skolim, a w międzyczasie zapraszamy cię do teatru, musicalu, do miejsc, gdzie są artyści, którzy nie mieli jak prze****ć swoich finansów, bo po prostu ich nie mieli” – powiedziała.

Do dyskusji włączyła się również Ania Rusowicz, która przypomniała, że określenie „artysta” obejmuje znacznie szerszą grupę zawodów niż tylko osoby występujące na największych scenach. W swoim wpisie zwróciła uwagę na twórców, którzy przez całe życie poświęcają się kulturze, często nie osiągając wysokich dochodów.

“Przypomnę, że zanim nazwiemy artystów qr…, ćpunami i rzucimy w nich mięsem, w skład zawodów artystycznych możemy zaliczyć: pisarzy, literatów, dramaturgów, poetów, malarzy, rzeźbiarzy, grafików, choreografów, tancerzy, aktorów, fotografików, reżyserów, scenografów, projektantów mody, architektów, muzyków, ilustratorów, kompozytorów, tekściarzy itp. A artysta głodny to artysta płodny” – napisała wówczas wokalistka.

Mocny głos zabrał także Krzysztof Skiba, lider zespołu Big Cyc. Artysta podkreślił, że jedynie niewielki odsetek twórców może liczyć na wysokie zarobki, podczas gdy ogromna część środowiska przez lata pracuje na niestabilnych umowach i bez gwarancji finansowego bezpieczeństwa.

“Może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale są artyści, którzy nie zarabiają milionów tak jak Ty. Dostać się do uczelni artystycznej jest bardzo trudno i czeka to, tylko tych najbardziej utalentowanych. Studiujesz tam potem pięć lat, a po studiach dostajesz dyplom i grasz w teatrze, czy filharmonii za grosze. A często latami grasz w offowych teatrach lub zespołach na bieda umowy o dzieło” – napisał kilka tygodni temu lider Big Cyc.

Swojego rozczarowania nie ukrywała również Margaret. W rozmowie z Michałem Misiorkiem dla Plejady przyznała, że jeszcze przed wybuchem afery miała o Skolimie zupełnie inne zdanie. Jak sama podkreśliła, jego późniejsze słowa całkowicie zmieniły jej opinię.

“To zabawne, bo ostatnio jechałam busem z moim zespołem i rozmawialiśmy na temat Skolima. To było jeszcze przed aferą z artystami. Pamiętam, że powiedziałam wtedy, że co prawda robi on muzykę, której nie słucham, ale fajnie, że jest taki kulturalny i szarmancki […] “Wydawało mi się, że to spoko koleś, taki słodziak. No ale po tym, co powiedział o artystach, zmieniłam zdanie. Już wiele osób z artystycznego świata wypowiadało się na ten temat. Padło wiele słusznych słów, pod którymi się podpisuję” – powiedziała.

POLECAMY: Polsat rusza z NOWYM kulinarnym programem. Zagrozi „MasterChefowi”?

Kuba Badach nie gryzł się w język. Tak ocenił fenomen Skolima. Zaskoczeni?

Teraz do dyskusji dołączył kolejny ceniony artysta. Kuba Badach, wokalista, kompozytor, producent muzyczny i trener programu „The Voice of Poland”, podczas wydarzenia promującego nowy sezon muzycznego show został zapytany przez Marcina Wolniaka z Plotka o współczesną muzykę oraz wpływ sztucznej inteligencji na jej poziom.

Muzyk podkreślił, że najlepszym sprawdzianem dla każdego wykonawcy pozostaje koncert i umiejętność regularnego występowania na żywo.

“To wszystko weryfikuje bardzo prosta rzecz pod tytułem koncert. Jeżeli ktoś jest w stanie zaśpiewać dobrze koncert, który trwa minimum 90 minut, następnego dnia zaśpiewać kolejny koncert, następnego kolejny i tak przez na przykład 20 dni z rzędu i nie traci głosu, to znaczy, że się na tym zaczyna znać” – stwierdził Kuba Badach.

W pewnym momencie rozmowy pojawił się temat Skolima, który – jak przypomniano – planował zagrać w 2026 roku aż 503 koncerty. Zapytany o fenomen wokalisty, Badach z uśmiechem odpowiedział:

“Ale wydaje mi się, że poziom skomplikowania jego utworów nie jest na tyle wysoki, żebym weryfikował te kryteria, o których powiedziałem przed chwilą. Uważam, że to nie są rzeczy na tyle trudne, żeby… Powiem może inaczej – Zbigniew Wodecki zwykł mawiać, że koncerty to grał Paderewski, my gramy chałtury” – powiedział.

Na zakończenie Kuba Badach przyznał również, że nie zna repertuaru Skolima. Jego wypowiedź z pewnością stanie się kolejnym głośnym głosem w trwającej od tygodni dyskusji o współczesnej muzyce, kondycji rynku i miejscu artystów w Polsce. Wszystko wskazuje na to, że temat jeszcze długo będzie wywoływał emocje zarówno wśród twórców, jak i fanów.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Pola Wiśniewska UDERZA w Michała: „Tam było wszystko celowe”

Lubicie twórczość Skolima? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Skolim (fot. TVP) – “Lato z Radiem i Telewizją Polską” z 11 lipca 2026 roku
Kuba Badach (fot. Waldemar Kompała, TVP) – zdjęcie prasowe “The Voice of Poland”

Autor: Szymon Jeydnak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością