Śledź nas

news

„Stresuję się bardziej niż uczestnicy! Bolał mnie brzuch podczas każdego odcinka!” – wywiad z Marią Sadowską

Opublikowano

w dniu

Scenarzystka, reżyser, piosenkarka, a także matka – od dwóch lat biologiczna, a od roku przyszywana, związana z uczestnikami programu The Voice of Poland, w którym jest jurorką. Jak sama mówi traktuje swoich podopiecznych jak własne dzieci, a ich występami przejmuje się niemal jak swoimi własnymi.

O wyjątkowo silnym przywiązaniu do uczestników, bezinteresownej pomocy, o korzyściach jakie wynikają z bycia jurorem w popularnym programie talent show porozmawiałyśmy w pierwszej części wywiadu z Marią Sadowską!

Czy  przed finałem Voice of Poland miałaś parcie na to, aby wygrał twój podopieczny? Rywalizowałaś z innymi jurorami?

Mała rywalizacja między nami zaczyna się na ostatnim etapie, kiedy każdy z nas zostaje z jednym zawodnikiem bo zależy nam na tym, żeby ci najlepsi osiągnęli szczyt. Wcześniej –szczególnie na Bitwach, gdzie jest największa i najbardziej bolesna dla wszystkich selekcja nie było takiej sytuacji. Mamy też tzw. kradzieże, które służą temu, żeby nie odrzucać bardzo dobrych solistów.

A bitwy?

Specyfika Bitew jest taka, że musimy zestawiać ze sobą najlepszych z najlepszymi. Muszą to być ludzie o podobnych szansach. Byłoby to niesprawiedliwe, gdyby ktoś, kto jest równie dobry odpadł, dlatego mamy też kradzieże. Staramy się robić tak, żeby jak najwięcej dobrych ludzi przeszło dalej i żeby nikogo nie przegapić. Niestety życie jest bezlitosne i zarówno w programie, jak i w życiu trzeba mieć nie tylko talent, ale też odrobinę szczęścia.

Miałaś kiedyś wyrzuty sumienia, że kogoś odrzuciłaś?

Powiem szczerze, że nigdy nie żałowałam swoich decyzji. Każda z nich ma dwie strony medalu i wydaje mi się, że każdego, kogo wybrałam zasługiwał na to, choć może nie dla wszystkich widzów wydawało się to oczywiste. Ja się nie kieruję tylko tym, co widzimy w telewizji i tylko, że tak brzydko powiem – jednym wykonem. Biorę pod uwagę całość, czyli to jak się z kimś pracuje i jakim jest człowiekiem. Jeśli czuję, że ktoś nie ma dobrej energii, lub sprawia problemy wynikające z niekoniecznie dobrych cech charakteru, to ani ja, ani nikt inny pracujący przy programie, nie będzie chciał z nim współpracować. Live’y to jest ogromny stres, więc musi to być też osoba odporna psychicznie, jest to jedno z moich kryteriów.

Na co jeszcze zwracasz uwagę oceniając uczestników?

Ważne jest dla mnie to, co ktoś robi poza programem. The Voice ma jedną wadę – prócz ostatniego odcinka, uczestnicy śpiewają wyłącznie covery. Jest to dla mnie szalenie ważne, co ktoś robi na co dzień. Covery to są świetnie napisane piosenki, w których często łatwo jest dobrze zabrzmieć. O wiele trudniej jest stworzyć swój własny repertuar, w którym się zabrzmi równie dobrze. Ja swoje decyzje często też podejmuję pod kątem tego, czy ktoś przyszedł do programu z jakimś planem oraz czy jest gotowy, żeby ten program mu pomógł. Jeśli ktoś przychodzi tylko po to, żeby sobie pośpiewać i nie ma na siebie pomysłu, to nawet jeżeli lepiej zaśpiewa od kogoś, kto ma swoje kompozycje, to ja zawsze wybiorę tego, kto ma już plan i pomysł na siebie. Taka osoba jest bardziej świadoma.

Tęsknisz za uczestnikami poprzedniej edycji?

Bez wątpienia. Jest cała masa osób, za którymi tęsknię.

W ogóle nie traktujesz uczestników jak juror…

Absolutnie nie jak juror. Uważam, że miano trenera bardzo zobowiązuje. My nie jesteśmy jurorami – nie mówimy „tak” lub „nie”. Staramy się nie oceniać ludzi bardzo surowo, bo zależy nam na tym, żeby nie podcinać nikomu skrzydeł. Nawet jeśli coś się nie udało, coś nie wyszło, ktoś nie przeszedł przesłuchań w ciemno, chcemy żeby się nie poddawał, żeby wyciągnął z tej sytuacji jakąś naukę dla siebie. Czujemy, że takie podejście jest bardzo ważne dla tych wszystkich, którzy do nas przychodzą.

unnamed-1

Czy konsultujesz z pozostałymi jurorami, kto może odpaść w następnym odcinku, albo kto ma szansę na finał?

Oczywiście. Każdy ma też swoich faworytów. Na odcinkach live’owych niewiele mamy do zrobienia, bo to ludzie głosują i od razu widać, kto podczas bitew zdobył serce publiczności. My spekulujemy, chociaż wiemy jak może być… Rok temu w przypadku Mateusza, ciężko było obstawić. To była bardzo zacięta walka z Ernestem i nikt do końca nie miał pewności kto zwycięży. W tej edycji było podobnie. Juan Carlos Cano był faworytem i wcale mnie to nie dziwi. Ma niepowtarzalną charyzmę.

Czy z edycji na edycję poziom jest coraz wyższy?

Myślę, że nie można generalizować. To jest sprawa indywidualna. Ten program tworzą uczestnicy. Tak jak różni są ludzie, jak różne mają głosy, osobowości, tak różne są te edycje.

Jak wygląda wybór piosenki do odcinka na żywo? Czy utwory są z góry narzucone przez producentów?

Po to jesteśmy trenerami, żeby świadomie wybierać piosenki. Nie są one absolutnie podsuwane przez producentów.

Padło to pytanie, ponieważ często się słyszy, że uczestnicy talent show po zakończeniu programu, narzekają, że wszystko było im z góry narzucone.

Na tym polega różnica pomiędzy „The Voice” a innymi programami. Po to jesteśmy trenerami, żeby im pomóc wybrać najlepszą dla nich opcję. Często jest tak, że ktoś mówi, że w życiu tego nie zaśpiewa, że się nie nadaje, po czym się decyduje i okazuje się, że nie wiedział, że potrafi coś takiego zaśpiewać. Miałam taką sytuację z Michałem Rudasiem – nie był niezadowolony, bo był bardzo pokorny, ale po bitewnej piosence z Juanem, przyszedł do mnie i powiedział, że nie sądził, że ma w sobie takiego diabła rockowego (śmiech). Z kolei Monika Pilarczyk, kojarzona głównie z rockiem zaśpiewała „Na językach” Kayah i okazało się, że dużo lepiej śpiewa soul i ma w nim lepsze wypracowanie, niż w muzyce rockowej.

Czyli sami podejmujecie decyzję, jaki utwór uczestnik zaśpiewa na kolejnym live?

TVP pozostawia nam trenerom bardzo duże pole do popisu.

Towarzyszy ci stres na live’ach?

Straszny! Ja się chyba bardziej stresuję niż uczestnicy (śmiech). Brzuch mnie bolał podczas każdego odcinka. Bardzo przeżywam występy swoich podopiecznych – niemalże jak swoje. Mateusz się ze mnie śmiał, że ja się bardziej denerwuję niż on. Nie wyobrażam sobie żeby podchodzić do tego na chłodno. Trzeba iść na całość, albo nie robić tego wcale.

Co wniósł do Twojego życia The Voice Of Poland?

Na pewno dał mi dużo energii, z kolei wszyscy uczestnicy pozwolili mi odkryć w sobie powołanie pedagogiczne (śmiech).  Nie sądziłam, że będę potrafiła przekazywać ludziom swą wiedzę i doświadczenie, myślałam, że może będę bardziej zamknięta. Muzyka jednak powoduje, że wszystkie emocje się potęgują. To jest diaboliczna mieszanka.

Z tego co mówisz, bardzo się zżywasz ze swoimi podopiecznymi.

Tak. Kocham wszystkich swoich podopiecznych, traktuję ich jak swoje dzieci (śmiech).

Czy The Voice Of Poland pomógł jakoś Twojej muzyce?

The Voice dał mi szansę pokazania siebie szerszej publiczności, ponieważ konsekwentnie od wielu lat robię muzykę niekomercyjną i jestem w pewnej niszy. Cieszy mnie, że był to jeden z powodów zaproszenia mnie do tego programu, żeby pokazać młodym ludziom, że wcale nie trzeba być gwiazdą pierwszych stron gazet i nie trzeba mieć piosenek na pierwszych miejscach list przebojów, żeby być muzykiem i odnosić sukcesy. Moja droga była trochę pod górę. Już jako dziecko mogłam iść na skróty i robić karierę popowej gwiazdy, ale nigdy tego nie chciałam i płacę za to do dzisiaj swoją cenę. Kiedy dochodzę do takiego punktu, w którym właśnie jestem, to satysfakcja jest ogromna. Powtarzam też ciągle swoim uczestnikom, że sukces musi być wypracowany. Musi być czymś, w co się wkłada wiele konsekwencji, a nawet kilka lat życia. Jak coś się dzieje szybko, to jest niepewne. Ja wierzę w ciężką pracę i dążenie do celu. Jak się naprawdę czegoś chce i  wyznacza się jakiś cel, to można ten cel osiągnąć. Bardzo się cieszę, że dzięki The Voice mogę propagować mój styl muzyki, który jest w Polsce traktowany trochę po macoszemu…

Można chyba jednak zauważyć, że bardzo się też rozwija i powoli się to zaczyna zmieniać.

Zgadzam się, bardzo się rozwija i myślę, że zmienia to całe pokolenie młodych ludzi, które chce iść w moje ślady i robić muzykę funkową, jazzową, soulową, r’n’b i nie chce iść na łatwiznę. Od bardzo wielu lat Polską rządzi rock. Przepraszam, że to powiem ale muzyka rockowa jest dla mnie nudna… Trudno jest w niej wymyślić coś nowego. Polska nie jest przyzwyczajona do tych bujających rytmów, ale widzę, że powoli coś zmienia się na lepsze. Na przykład przebój „My Słowianie” – bit, który się buja, jest zaśpiewany w sposób bardzo nowoczesny i stał się ogromnym hitem w kraju gdzie zawsze wszystko było „umpa umpa”. Bardzo mnie to cieszy. Wierzę, że to jest jakiś rodzaj nici, którą tutaj tworzymy i że przyniesie to rezultaty za parę lat. Tak naprawdę ja już je dostrzegam, zwłaszcza w młodych ludziach, którzy przychodzą do programu.

Nie masz czasem dosyć tego programu? Poświęcasz mu bardzo dużo czasu i energii.

The Voice wprowadził w moje życie wiele pozytywów. Mimo, że jest czasochłonny daje mi mnóstwo energii. Fakt, że mam o wiele mniej czasu dla siebie, rodziny czy na kolejne autorskie projekty, zwłaszcza te filmowe. Program wyczerpuje też emocjonalnie – bez dwóch zdań. Męczące momentami jest też to, że nie mogę spokojnie wyjść do sklepu bez zakładania ciemnych okularów. Ale to tak naprawdę drobiazgi w porównaniu z tym, co dostaję od uczestników, z którymi mam wielką przyjemność pracować w programie.

Naprawdę bez okularów ani rusz?

Tak, chociaż ja już tego doświadczałam nie raz. Teraz jest to nasilone ponieważ co tydzień jestem gościem w domach ludzi. Jestem na billboardach, tracę swoją anonimowość, którą bardzo lubię w mieście i na ulicy. Na co dzień chodzę w dresie i bez makijażu.

Czy oznacza to, że możesz nie pojawić się w kolejnej edycji?

Nie chcę mówić tak lub nie. Zastanawiam się nad tym… Mam dużo swoich planów artystycznych i póki co nie mam siły i czasu na ich realizację. Jesienią czeka mnie również druga część trasy „Jazz na ulicach Live Tour”, podczas której muszę dać z siebie 200% a to wymaga wielu przygotowań i dobrej kondycji.  Dostaję też mnóstwo listów od fanów, żebym została… Wiem, że liczy na mnie sporo osób, być może ich nie zawiodę. Zobaczymy co czas pokaże.

unnamed-2

Niektórzy potrafią być jurorami nawet przez kilka lat z rzędu.

Dla mnie to jest tylko pewien etap w życiu. Nie chciałabym przez kolejne 10 lat być jurorem, tak jak niektórzy koledzy utknęli na tych jurorskich fotelach. Ja strasznie nie lubię szuflad i bardzo ich unikam.

Pytanie czy już się tak powoli nie stało…

Dla takiego szerokiego społeczeństwa, które nie sięga po ambitniejszą muzykę, na pewno trochę tak. Natomiast cieszę się, kiedy doświadczam na koncertach, czy zwyczajnie po wiadomościach, jakie dostaje od fanów, że osoby które nie słuchały wcześniej moich płyt, dzięki programowi, sięgają po moją muzykę i nie boją się otwarcie mówić o tym, że dzięki mnie poznali nowe rejony, że moja muzyka jest dla nich odkryciem. Co więcej, spotykam później tych ludzi na koncertach i mam świadomość, że są ze mną  i czekają na nowe nagrania.

Udział w talent show, to chyba obecnie najkrótsza droga do zrobienia muzycznej kariery…

Uważam, że to wcale nie jest krótka droga. Jedynie dla zwycięzcy.

Wielu muzyków grających muzykę undergroundową, albo inna niż popową, uważa, że udział w takim programie to brzydko mówiąc – „zeszmacenie się”.

Bardzo nie lubię mówienia w ten sposób. Nie wiem co w tym złego, że idziesz do talent show i grasz swoją muzykę. Nawet jeśli to jest cover, to jest to twoje wykonanie i pokazanie siebie. Zeszmacenie się byłoby gdyby ktoś kazał Ci iść i śpiewać disco polo, czy pokazywać się w jakikolwiek sposób, który niezgodny jest z Twoim światopoglądem. Moja mama, która również jest muzykiem nauczyła mnie, że każdą publiczność trzeba szanować. Najważniejsze żebyś była z siebie zadowolona i dbała o to by mieć dobry poziom artystyczny. Wszędzie można wystąpić – nawet na jarmarku i przekonać  ludzi do swojej muzyki. Ja obserwuję zupełnie coś innego – mnóstwo ludzi i to bardzo poważnych muzyków, jak i moich bardzo poważnych kolegów reżyserów, ogląda takie programy. Nie podoba mi się  ta hipokryzja. To jest dobra rozrywka na wysokim poziomie i nie ma w tym nic złego. Nie uważam, że robienie dobrej muzyki w programie, który ogląda kilka milionów ludzi w tym kraju jest jakimkolwiek rodzajem zeszmacenia się.

Słyszy się, że muzycy narzekają, że muszą grać np. utwór popowy, kiedy to sami komponują rock/soul itp…

W The Voice jest etap, gdzie można zagrać swój utwór.  To samo Must Be The Music – tam było mnóstwo zespołów bardzo undergroundowych. Bardzo wiele uczestników tego typu programów wcale nie będzie robiło muzyki komercyjnej. Większość z nich traktuje przyjście tutaj, jako rodzaj lekcji. Granie coverów jest świetną nauką. Jak chcesz grać na fortepianie, to musisz grać gamy. Później musisz pograć Bacha, żeby móc potem zagrać Chopina i wszystkie inne rzeczy. Ja też grałam covery z zespołem – w knajpach, do kotleta. Nie uważam, że to było dla mnie jakąkolwiek ujmą, wręcz przeciwnie – wiele mnie to nauczyło i było świetną lekcją pokory. Śpiewanie coverów absolutnie nie przeszkadza w tym, aby pozostać sobą i nadal być alternatywnym wykonawcą. Tutaj uczymy się warsztatu, to jest show biznes w pigułce. Jeśli chcemy być wykonawcą, funkcjonować w Polsce jako wokalista, to niejednokrotnie w zależności od okoliczności będziemy śpiewać covery. To jest też umiejętność, by przerobić czyiś utwór na swoją piosenkę i pokazać swoją interpretację. Podejście do utworów już skomponowanych i zrobienie ich na swój sposób jest poważną formą twórczości.

Wróćmy jeszcze do twojej pomocy uczestnikom. Zawsze myślałyśmy, że po zakończeniu talent show, każdy idzie w swoją stronę. Jurorzy chyba rzadko pomagają dalej swoim podopiecznym.

Może mało się o tym mówi… Marek Piekarczyk również zaprasza swoich uczestników na swoje koncerty. Ja mam do tego dość specyficzne podejście, przyszłam do tego programu z myślą, że jeśli zaangażuję się w pomoc swoim uczestnikom to zrobię to w pełni. Również po programie. Po zakończeniu poprzedniej edycji, zaprosiłam do współpracy Beatę Orbik i Gosię Janek. Dziewczyny wystąpiły ze mną podczas poprzedniej trasy „Dzień Kobiet” śpiewając w chórku. Nagrały również część chórków na płytę „Jazz na ulicach”. Beata pojechała z nami również w trasę „Jazz na ulicach Live Tour” i świetnie sobie radzi. Pomagam jej również w pracy nad autorską płytą. Staram się w tej chwili o kontrakty dla kilku innych uczestników ale to jest proces, który jeszcze trochę potrwa. Już teraz pracuję również z Martą Dryll z ostatniej edycji. Wraz z całym moim zespołem współpracowników, naprawdę bardzo się staramy. Wie o tym, każdy kto jest w mojej programowej drużynie. Ale to zależy nie tylko od nas. Zaznaczam swoim uczestnikom, że mają ze mną kontakt i w każdej chwili mogą zadzwonić do mojego managera, poprosić nas o pomoc, poradzić się. Jeśli nie dzwonią i się nie odzywają, poszli w swoją stronę to inna sprawa… Jest nawet kilka takich osób, do których mam mały żal, że się nie odzywają, nie mówią co robią. Oni dostają swoją szansę. Ci którzy są mądrzy, skorzystają z niej. Jeśli idą samodzielnie w swoim kierunku, to ich wybór.

news

Jarosław Kaczyński może spać spokojnie? Tyle wynosi jego emerytura

Opublikowano

w dniu

przez

Debata o dopłatach do emerytur dla artystów rozgrzewa opinię publiczną do czerwoności. Jedni mówią o koniecznym wsparciu twórców, inni o niesprawiedliwym rozdawaniu pieniędzy. W samym środku tej dyskusji uwagę przyciągają także zarobki i świadczenia polityków. Ile naprawdę otrzymuje Jarosław Kaczyński? Dowiedz się więcej!

W ostatnich tygodniach temat zabezpieczenia socjalnego artystów stał się jednym z najgorętszych w przestrzeni publicznej. Wszystko za sprawą projektu ustawy przygotowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który ma objąć osoby wykonujące zawody artystyczne systemem ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych. Dla wielu twórców to długo wyczekiwana zmiana, która może zapewnić im większe poczucie bezpieczeństwa na przyszłość.

Nie brakuje jednak głosów krytycznych. Przeciwnicy projektu zwracają uwagę, że państwo nie powinno wspierać finansowo osób, których działalność nie znajduje odbiorców lub nie przynosi wystarczających dochodów. Dyskusja bardzo szybko wykroczyła poza środowisko artystyczne i stała się tematem politycznym.

Swoje stanowisko w tej sprawie wyrazili przedstawiciele różnych ugrupowań. Szczególnie głośno przeciwko projektowi wypowiadali się politycy prawicy, w tym Sławomir Mentzen, który wielokrotnie podkreślał, że nie popiera finansowania tego typu rozwiązań z pieniędzy podatników.

“Projekt wypłaty emerytur artystom, którym nie chciało się płacić składek, którzy tworzą sztukę, której nikt nie chce, jest niesprawiedliwy względem tych Polaków, którym chce się pracować i którzy muszą płacić składki. Jeżeli artysta nie potrafi na siebie zarobić, to nie jest artystą, tylko hobbystą. Nie tworzy sztuki, tylko badziew. A jeżeli próbuje nas wszystkich do tego orżnąć na kasę, to jest jeszcze złodziejem i niech spada” – mówił Mentzen.

Co ciekawe, temat wsparcia dla artystów nie jest nowy. Już kilka lat temu podobne rozwiązania pojawiały się w zapowiedziach politycznych. W 2021 roku podczas prezentacji programu Polski Ład także Jarosław Kaczyński mówił o potrzebie stworzenia systemu, który poprawi sytuację zawodowych artystów znajdujących się w trudnym położeniu.

POLECAMY: Mandaryna przerwała milczenie ws. Wiśniewskiego. Szykuje się WIELKI powrót?

Tyle wynosi emerytura Jarosława Kaczyńskiego. Kwota może zaskoczyć wielu Polaków

Sam prezes PiS nie musi jednak obawiać się o swoją sytuację finansową po zakończeniu aktywności zawodowej. Z ujawnionych danych wynika, że jego emerytura należy do jednych z wyższych świadczeń wypłacanych przez ZUS osobom pełniącym wcześniej najważniejsze funkcje państwowe.

Jeszcze niedawno emerytura Jarosława Kaczyńskiego wynosiła 9379 zł brutto miesięcznie. Po kolejnych waloryzacjach świadczenie wzrosło do poziomu przekraczającego 11 tysięcy złotych brutto. To jednak nie koniec wpływów, jakie regularnie trafiają do polityka.

Ze względu na ukończony 75. rok życia prezes PiS otrzymuje również dodatek pielęgnacyjny. Obecnie wynosi on 366,68 zł miesięcznie i jest automatycznie przyznawany osobom spełniającym ustawowe kryteria.

Równocześnie Jarosław Kaczyński nadal pozostaje aktywny politycznie. W całym 2025 roku uzyskał ponad 138,3 tysiąca złotych z tytułu uposażenia poselskiego. Do tego doszły również środki wynikające z diety parlamentarnej, których wartość przekroczyła 45 tysięcy złotych.

Na tym lista wpływów się nie kończy. Dodatkowo polityk otrzymał ponad 37,6 tysiąca złotych za pracę wykonywaną w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Łącznie daje to miesięczne dochody znacznie przekraczające średnie zarobki większości Polaków.

Po zsumowaniu wszystkich źródeł przychodu oraz uwzględnieniu świadczenia emerytalnego okazuje się, że na konto Jarosława Kaczyńskiego może trafiać około 20 tysięcy złotych netto miesięcznie. W czasie gdy trwa gorąca dyskusja o przyszłości emerytur dla artystów, wysokość świadczeń i zarobków polityków ponownie staje się tematem publicznej debaty. Jedno jest pewne – emocji wokół pieniędzy, emerytur i państwowego wsparcia jeszcze długo nie zabraknie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Karolina Gilon wystąpi w „Królowej przetrwania 4”? Wyciekły kolejne nazwiska

Chcielibyście mieć taką emeryturę? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Jarosław Kaczyński (fot. screen YouTube Radio Maryja)
Jarosław Kaczyński (fot. screen YouTube Prawo i Sprawiedliwość

Autor: SJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Kontynuuj czytanie

news

Mandaryna przerwała milczenie ws. Wiśniewskiego. Szykuje się WIELKI powrót?

Opublikowano

w dniu

przez

Przez lata byli jedną z najgłośniejszych par polskiego show-biznesu, a ich rozstanie śledziła cała Polska. Dziś znów jest o nich głośno, a słowa Mandaryny tylko podsyciły spekulacje fanów. Czy między nią a Michałem Wiśniewskim wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał? Dowiedz się więcej

Życie uczuciowe Michała Wiśniewskiego od lat budzi ogromne zainteresowanie mediów i fanów. Lider zespołu Ich Troje wielokrotnie trafiał na pierwsze strony gazet za sprawą swoich związków, rozstań i kolejnych małżeństw. Niedawno media obiegła informacja o pierwszej rozprawie rozwodowej artysty z Polą Wiśniewską, co ponownie skierowało uwagę opinii publicznej na jego życie prywatne.

W cieniu tych wydarzeń coraz częściej wraca temat jednej z najbardziej pamiętnych relacji wokalisty. Mowa o związku z Martą „Mandaryną” Wiśniewską, z którą doczekał się dwójki dzieci – Xaviera i Fabienne. Choć ich rozstanie przed laty było niezwykle burzliwe i szeroko komentowane, dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Od pewnego czasu w sieci pojawiają się spekulacje dotyczące rzekomego zbliżenia byłych małżonków. Internauci regularnie analizują ich wypowiedzi i wspólne zdjęcia, doszukując się oznak możliwego powrotu. Każda wzmianka o byłym partnerze natychmiast wywołuje lawinę komentarzy.

Ostatnio Mandaryna pojawiła się w studiu RMF FM, gdzie była gościem podcastu „P.S. I LOVE YOU” prowadzonego przez aktorkę Annę-Marię Sieklucką. W trakcie szczerej rozmowy artystka wróciła wspomnieniami do najbardziej intensywnych momentów swojej kariery i życia prywatnego.

Wokalistka przyznała, że dziś patrzy na przeszłość z zupełnie innej perspektywy niż jeszcze kilka lat temu. Jak podkreśliła, czas pozwolił jej uporządkować emocje i zamknąć wiele trudnych rozdziałów.

“Dzisiaj patrzę na to wszystko zupełnie spokojnie. To są dla mnie zamknięte rozdziały, do których właściwie już nie wracam. Mam cudowne dzieci i wiem, że wyrosły na wspaniałych, wrażliwych ludzi, więc choćby dlatego czuję, że ta droga była wartościowa. Przyjaźnię się z Michałem, więc życie zatoczyło bardzo dobre koło. Człowiek tak naprawdę nie uczy się na teorii, tylko na własnych błędach i doświadczeniach” – powiedziała.

POLECAMY: Karolina Gilon wystąpi w „Królowej przetrwania 4”? Wyciekły kolejne nazwiska

Mandaryna WRÓCI do Michała Wiśniewskiego?

Te słowa natychmiast przyciągnęły uwagę fanów. Szczególnie fragment dotyczący przyjaźni z Michałem Wiśniewskim sprawił, że w mediach społecznościowych znów zaczęły pojawiać się pytania o charakter ich obecnej relacji.

Podczas rozmowy Mandaryna została również zapytana o to, jak udało jej się zbudować tak dobre kontakty z byłym mężem po latach pełnych emocji i medialnego zamieszania. Gwiazda nie ukrywała, że kluczową rolę odegrało dobro dzieci.

“Każdy przechodzi to inaczej, ale dla mnie od początku najważniejsze było jedno – żeby dzieci miały tatę i żeby nasze emocje nigdy nie odbijały się na nich. To oczywiście najtrudniejsze na samym początku, bo wtedy jest najwięcej emocji, a dodatkowo swoje zdanie ma też całe otoczenie. Mi bardzo zależało, żeby to wszystko zatrzymać i nie przenosić tego na dzieci” – wyznała.

Artystka przyznała także, że z biegiem czasu zaczęła patrzeć na byłego męża znacznie szerzej niż tylko przez pryzmat dawnych konfliktów. Pomogła w tym również długoletnia znajomość, która rozpoczęła się jeszcze przed największym sukcesem zespołu Ich Troje.

“Z czasem emocje opadają i zaczynasz patrzeć na drugiego człowieka szerzej. Ja znam Michała od trzydziestu lat, jeszcze sprzed wszystkich sukcesów i całej historii, która wydarzyła się później. Bardzo go cenię, również jako artystę. Nadal słucham jego opinii, czasem się zgadzam, czasem nie, ale szanuję jego perspektywę” – dodała.

Nie zabrakło również pytania o wzajemne wsparcie. Mandaryna przyznała, że mimo upływu lat nadal może liczyć na obecność byłego męża, a ich relacja opiera się dziś przede wszystkim na wzajemnym szacunku.

“Tak i to jest bardzo przyjemne. W ogóle nauczyłam się jednej rzeczy – dużo bardziej wolę zakopywać konflikty niż je pielęgnować. Nie lubię żyć w napięciu. Dziś wiem też, że schowanie dumy do kieszeni często wymaga dużo większej siły niż walka. To nie jest słabość. To jest raczej efekt tego, że znasz swoją wartość i nie musisz niczego nikomu udowadniać” – stwierdziła.

Choć słowa Mandaryny z pewnością ponownie rozbudzą wyobraźnię fanów marzących o jej powrocie do Michała Wiśniewskiego, sama artystka nie pozostawia złudzeń. Dziś łączy ich przede wszystkim przyjaźń, wspólna historia oraz troska o dzieci. A to, jak sama przyznała, jest dla niej największym dowodem na to, że nawet po najtrudniejszych rozstaniach można odnaleźć spokój i zbudować relację opartą na wzajemnym szacunku.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Aktor „Pierwszej miłości” pokazał KLATĘ. Wojciech Szczęsny skomentował [FOTO]

Kogo byście jeszcze widzieli w tym programie? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Mandaryna (fot. screen YouTube “P.S. I LOVE YOU”0
Michał Wiśniewski (fot. screen YouTube Onet)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Karolina Gilon wystąpi w „Królowej przetrwania 4”? Wyciekły kolejne nazwiska

Opublikowano

w dniu

przez

Po miesiącach nieobecności na ekranie wokół jednej z najbardziej rozpoznawalnych prezenterek znów zrobiło się głośno. W kuluarach mówi się o dużym telewizyjnym projekcie, który może oznaczać jej wielki powrót. Czy tym razem uda się dopiąć wszystko na ostatni guzik? Dowiedz się więcej!

Minie wkrótce rok od momentu, gdy Karolina Gilon niespodziewanie pożegnała się z Polsatem. Informacja o zakończeniu współpracy była dla wielu widzów ogromnym zaskoczeniem, a sama prezenterka nie ukrywała emocji. Opublikowane przez nią nagranie, na którym nie potrafiła powstrzymać łez, odbiło się szerokim echem w mediach i wywołało falę wsparcia ze strony fanów.

Od tamtej pory Karolina Gilon konsekwentnie czekała na nową zawodową szansę. Choć skupiała się na życiu rodzinnym i macierzyństwie, nie ukrywała, że telewizja nadal jest jej wielką pasją. W międzyczasie pojawiały się informacje o możliwym transferze do TVN i udziale w castingu do programu „Mam Talent!”, jednak ostatecznie stanowisko prowadzącej przypadło Paulinie Krupińskiej.

Jak wynika z najnowszych doniesień Pudelka, sytuacja może jednak wkrótce ulec diametralnej zmianie. Produkcja programu „Królowa przetrwania” miała skontaktować się z prezenterką i przedstawić jej propozycję udziału w czwartej edycji show. Dla gwiazdy byłaby to okazja nie tylko do powrotu na ekran, ale również do pokazania się widzom w zupełnie nowej odsłonie.

“Karolina usłyszała, że może zostać uczestniczką czwartej edycji. Bardzo ją to ucieszyło, bo ogromnie tęskni za telewizją. Oczywiście spełnia się jako mama i partnerka, bo uważa, że to jej najważniejsze role życia, ale chciałaby już pracować. Według niej nadszedł na to najwyższy czas” – mówi informator Pudelka.

Według informatorów tabloidu rozmowy znajdują się już na zaawansowanym etapie. Wszystko wskazuje na to, że Karolina Gilon bardzo poważnie rozważa udział w programie. Choć sama idea rywalizacji w egzotycznych warunkach budzi w niej pewne obawy, wizja powrotu do telewizji okazuje się niezwykle kusząca.

Największym wsparciem dla prezenterki ma być jej partner, Mateusz Świerczyński. Jak donoszą osoby z ich otoczenia, ukochany gwiazdy zadeklarował pełną pomoc w opiece nad ich synem Frankiem podczas jej ewentualnej nieobecności na planie programu.

“Bardzo spodobały jej się wszystkie warunki, które zaproponowała produkcja “Królowej przetrwania”. Oczywiście trochę przeraża ją dżungla i rywalizacja z innymi kobietami, ale w tym wypadku strach chowa do kieszeni, bo skoro chce wrócić do pracy, to nie może wybrzydzać. Najważniejsze przed podpisaniem umowy jest dla niej teraz zaplanowanie życia rodzinnego pod jej nieobecność. Tak by nie tylko Mateusz opiekował się małym Frankiem, bo on przecież ma swoją pracę” – czytamy.

POLECAMY: Aktor „Pierwszej miłości” pokazał KLATĘ. Wojciech Szczęsny skomentował [FOTO]

Kto jeszcze wystąpi w “Królowej przetrwania”?

Okazuje się jednak, że największym wyzwaniem nie jest sama dżungla czy telewizyjna rywalizacja, lecz kwestie organizacyjne. W domu prezenterki mają obecnie trwać intensywne rozmowy dotyczące podziału obowiązków oraz opieki nad dzieckiem. Każdy szczegół musi zostać dokładnie dopracowany przed podjęciem ostatecznej decyzji.

“To wielkie wyzwanie logistyczne. Chodzi o to, by opiekę nad Frankiem zaplanować rozsądnie. Są wśród niej osoby, które deklarują chęć opieki 24/h, ale ona nie chce nikogo aż tak obciążać. Uważa, że podzielenie się tym obowiązkiem będzie najrozsądniejsze. Od tego tak naprawdę, czy to się uda, uzależnia swój udział w programie” – ujawnia osoba z otoczenia Karoliny Gilon na łamach Pudelka.

Tymczasem jak informuje Pudelek produkcja kompletuje obsadę nowej edycji programu. Oprócz Karoliny Gilon na giełdzie nazwisk pojawiają się także inne znane postacie. Wśród potencjalnych uczestniczek wymieniane są między innymi Tamara Gonzalez Perea oraz Laura Samojłowicz.

Jest duża szansa, że te panie dołączą do czwartej edycji “Królowej przetrwania” – przekazała osoba związana z produkcją.

Na oficjalne potwierdzenie składu programu trzeba jeszcze poczekać, jednak jedno jest pewne – jeśli Karolina Gilon zdecyduje się przyjąć propozycję, będzie to jeden z najgłośniejszych telewizyjnych powrotów ostatnich miesięcy. Fani prezenterki z pewnością z niecierpliwością czekają na moment, w którym ponownie zobaczą ją na ekranie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Doda pokazała za dużo? Kuba Wojewódzki nie miał litości

Kogo byście jeszcze widzieli w tym programie? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Karolina Gilon (fot. screen Instagram Karolina Gilon)
Karolina Gilon (fot. screen Instagram Karolina Gilon)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Aktor „Pierwszej miłości” pokazał KLATĘ. Wojciech Szczęsny skomentował [FOTO]

Opublikowano

w dniu

przez

Jeszcze niedawno mówił o odnajdywaniu siebie i życiu w zgodzie z własnymi uczuciami. Teraz ponownie znalazł się w centrum uwagi, ale tym razem za sprawą fotografii, która błyskawicznie wywołała lawinę komentarzy. Internauci nie kryli zachwytu, a głos zabrał nawet Wojciech Szczęsny. Dowiedz się więcej!

Patryk Pniewski od lat należy do grona najbardziej rozpoznawalnych aktorów młodego pokolenia. Widzowie poznali go dzięki roli w serialu „Pierwsza miłość”, a z czasem mogli oglądać go również w takich produkcjach jak „Barwy szczęścia”, „Zakochani po uszy” czy znakomicie przyjętym pierwszym sezonie „Belfra”.

Choć jego kariera rozwijała się dynamicznie, kilka lat temu aktor niespodziewanie zniknął z ekranów. W jego filmografii pojawiła się kilkuletnia przerwa, która wzbudziła wiele pytań. Jak się później okazało, decyzja o wycofaniu się z życia medialnego była świadomym krokiem i wynikała z potrzeby uporządkowania własnego życia.

W rozmowie w podcaście „P.S. I Love You” radia RMF FM Patryk Pniewski przyznał, że okres pandemii skłonił go do głębokiej refleksji nad sobą, swoimi potrzebami i kierunkiem, w którym chce podążać.

“W pewnym momencie mojego życia potrzebowałem wycofać się z życia medialnego, żeby odnaleźć prawdziwego siebie” – wyznał jakiś czas temu.

Podczas szczerej rozmowy z Anną-Marią Sieklucką aktor zdecydował się również na bardzo osobiste wyznanie. Jak podkreślił, najważniejsza stała się dla niego autentyczność oraz życie w zgodzie z samym sobą.

“Nie chcę się wstydzić bycia sobą, bo każdy ma prawo kochać” – powiedział.

Aktor przyznał, że potrzebował czasu, by uwolnić się od społecznych oczekiwań i presji otoczenia. Dopiero wtedy zrozumiał, że w relacjach z drugim człowiekiem najważniejsze są dla niego bliskość, wsparcie oraz szczerość, niezależnie od płci drugiej osoby.

POLECAMY: Doda pokazała za dużo? Kuba Wojewódzki nie miał litości

Patryk Pniewski pokazał KLATĘ. Jest czego zazdrościć?

W ostatnich dniach o Patryku Pniewskim ponownie zrobiło się głośno. Wszystko za sprawą fotografii opublikowanej w mediach społecznościowych. Aktor zapozował przed lustrem, prezentując swoją imponującą sylwetkę, mięśnie skośne brzucha i umięśnioną klatkę piersiową. Zdjęcie miało promować popularne SPA, a sam zainteresowany podpisał je krótkim komentarzem.

“Moje plecy tego potrzebowały” – napisał.

Internauci błyskawicznie skupili się jednak nie na masażach czy relaksie, ale na świetnej formie aktora. Pod zdjęciem pojawiły się setki komentarzy pełnych zachwytu nad jego wyglądem oraz efektami ciężkiej pracy na siłowni.

Wśród wpisów szczególną uwagę zwrócił komentarz Wojciecha Szczęsnego, który postanowił podejść do całej sytuacji z dużym dystansem i humorem.

“Panie Pniewski, Ty nie udawaj, że wstawiłeś to jako zdjęcie pokoju do masażu, bo nawet najbardziej naiwni Ci nie uwierzą!” – czytamy.

Pod fotografią nie zabrakło również reakcji fanów, którzy wręcz zasypali aktora komplementami. “Wow, jest forma czadzior”, “Śliczne ciacho”, “Sztos przystojniak”, “Gorąco się zrobiło”, “Konkretna sylwetka”, “Słodziak” – to tylko część komentarzy pozostawionych przez obserwatorów.

Nie da się ukryć, że Patryk Pniewski przeżywa obecnie bardzo dobry okres. Powrót do „Pierwszej miłości”, szczere rozmowy o własnych doświadczeniach oraz aktywność w mediach społecznościowych sprawiają, że ponownie znajduje się w centrum zainteresowania fanów.

Jedno jest pewne – najnowsze zdjęcie aktora wywołało ogromne emocje. A patrząc na reakcje internautów, można śmiało stwierdzić, że jego formy i pewności siebie niejeden mężczyzna może mu dziś pozazdrościć.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Michał Wiśniewski komentuje rozpad małżeństwa. Tak dziś mówi o Poli

Chcielibyście mieć taką formę jak Patryk? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Patryk Pniewski (fot. screen Instagram Patryk Pniewski)
Patryk Pniewski (fot. screen Instagram Patryk Pniewski)
Ewa (Ewa Gawryluk), Krystian Patryk Pniewski) – zdjęcie prasowe Telewizja Polsat

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością