news
Tak pożegnano Adriana Szymaniaka. Przyjaciel zdradził, jakim był człowiekiem
Adrian Szymaniak, znany z programu „Ślub od pierwszego wejrzenia” zmarł 5 wrzesnia 2026 roku.. 9 września odbył się jego pogrzeb 39-latka. Ostatnie pożegnanie miało kameralny, rodzinny charakter. Bliscy wcześniej poprosili o uszanowanie ich prywatności, mimo to po uroczystości pojawiły się poruszające zdjęcia oraz wpis przyjaciela Adriana, który wspomniał, jakim człowiekiem był prywatnie.
Adrian Szymaniak zmarł 5 września 2026 roku w wieku zaledwie 39 lat. Uczestnik trzeciej edycji programu „Ślub od pierwszego wejrzenia” przez ponad rok mierzył się z niezwykle trudną diagnozą. W lipcu 2025 roku dowiedział się, że choruje na glejaka IV stopnia, czyli agresywny nowotwór mózgu. Od tego momentu rozpoczęła się jego długa i wyczerpująca walka o zdrowie i życie. Przechodził kolejne etapy leczenia, a o swojej sytuacji przez długi czas mówił otwarcie w mediach społecznościowych. Pokazywał nie tylko kolejne momenty terapii, ale również to, jak choroba zmieniła codzienność jego i całej rodziny.
W tej walce Adrian Szymaniak nie był sam. U jego boku przez cały czas pozostawała żona Anita Szydłowska-Szymaniak, którą poznał właśnie dzięki „Ślubowi od pierwszego wejrzenia”. Ich historia miłości rozpoczęła się w 2018 roku przed kamerami, gdy po raz pierwszy zobaczyli się dopiero podczas własnego ślubu. Telewizyjny eksperyment okazał się jednak początkiem prawdziwego związku. Adrian i Anita pozostali razem po zakończeniu programu, stworzyli rodzinę i doczekali się dwojga dzieci: syna Jerzego oraz córki Bianki.
Ostatnie miesiące ich wspólnego życia zostały całkowicie podporządkowane chorobie. Rodzina musiała mierzyć się nie tylko z kolejnymi etapami leczenia, ale także z ogromnym lękiem o przyszłość. Jeszcze w sierpniu informowano, że były uczestnik programu przebywał w domu pod całodobową opieką specjalistów. W jego otoczeniu byli lekarze, pielęgniarki, rehabilitanci, a przede wszystkim najbliżsi, którzy każdego dnia starali się zapewnić mu jak najlepsze warunki. 5 września nadeszła wiadomość, której przez wiele miesięcy obawiali się bliscy i osoby śledzące historię Adriana. Anita Szydłowska-Szymaniak poinformowała o śmierci męża. W emocjonalnym komunikacie poprosiła jednocześnie o uszanowanie prywatności rodziny.
Potrzebujemy teraz przede wszystkim spokoju i przestrzeni, aby pożegnać Adriana z miłością, godnością i w ciszy – napisała.
POLECAMY: Jest decyzja ws. pogrzebu Adriana Szymaniaka. Rodzina wystosowała ważny apel
Rodzina chciała przeżyć ten dzień z dala od kamer
9 września w Żołędowie odbyło się ostatnie pożegnanie Adriana Szymaniaka. 39-latek został pochowany w gronie najbliższych, a rodzina od początku podkreślała, że ceremonia ma mieć prywatny charakter. Po śmierci Adriana, to Anita Szydłowska-Szymaniak zwróciła się do osób, które przez ostatnie miesiące śledziły ich historię z prośbą o uszanowanie ich żałoby i możliwość spokojnego pożegnania męża. To szczególnie trudny moment dla Anity. Przez ponad rok towarzyszyła Adrianowi w walce z glejakiem IV stopnia. Była przy nim podczas kolejnych etapów leczenia, trudnych diagnoz i pobytów w szpitalu. Jednocześnie musiała troszczyć się o ich dzieci i próbować zachować dla nich choć namiastkę normalnego życia.
W ostatnich miesiącach Adrian Szymaniak sam pokazywał w mediach społecznościowych, jak wygląda jego codzienność. Nie ograniczał się wyłącznie do informacji dotyczących choroby. Publikował także rodzinne kadry, dzielił się chwilami spędzanymi z dziećmi i pisał o tym, jak bardzo zależy mu na czasie z najbliższymi.
Czas mija szybko, jest bezwzględny, tym samym wspaniały. I zrobię wszystko i więcej, aby mieć go jak najwięcej – pisał Adrian Szymaniak na swoim prywatnym Instagramie.
Dziś te słowa nabierają szczególnie przejmującego znaczenia. Zdjęcia, które pojawiały się wcześniej w internecie przedstawiały zwyczajne rodzinne chwile m.in. uśmiechy, wspólne wyjścia, czas spędzany z dziećmi. Nikt wtedy nie przypuszczał, że niedługo będą one dla bliskich przede wszystkim cennymi wspomnieniami.
Adrian i Anita Szymaniak przez lata pokazywali, że ich relacja, która rozpoczęła się w telewizyjnym programie, stała się prawdziwym małżeństwem. Ich historia zaczęła się od ślubu z nieznajomą osobą, a zakończyła stworzeniem rodziny, o której zawsze marzyli. W 2025 roku para zdecydowała się nawet na ponowny ślub, ale tym razem kościelny. Anita i Adrian nie chcieli już odkładać ważnych dla nich planów na później. Jak tłumaczyli, choroba uświadomiła im, że nie warto czekać na „lepszy moment”.
Cały czas czekaliśmy na ten ‘lepszy moment’, ale okazało się, że on może nie nadejść i że trzeba brać życie takim, jakie jest i nie odkładać swoich marzeń na później – mówiła Anita.
12 grudnia 2025 roku powiedzieli sobie „tak” po raz drugi. Był to dla nich wyjątkowy dzień, który chcieli zachować w pamięci na zawsze.
POLECAMY: Nie żyje Adrian Szymaniak ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia”. Żona przekazała oświadczenie
Przyjaciel pożegnał Adriana
Choć rodzina chciała zachować ceremonię pogrzebową w prywatności, to po uroczystości pojawiły się poruszające słowa poświęcone Adrianowi. Jego przyjaciel Piotr Kęsik zdecydował się publicznie wspomnieć 39-latka i opowiedzieć o nim nie przez pryzmat telewizyjnej popularności czy choroby, ale jako o człowieku, którego znał osobiście. W swoim pożegnaniu podkreślił, że Adrian był człowiekiem radosnym, uczciwym, pogodnym i lojalnym.
Dziś żegnamy dobrego człowieka, Adrian był radosny, uczciwy, pogodny, lojalny. Na jego weselu podszedłem do Adriana, mówiąc, że rozumiem, dlaczego wziął ślub w kościele i wyprawił wesele, uśmiechnął się i odwiedzał: “Cieszę się, bardzo tego chciałem”. I nie mówił tylko o sobie, mówił o swoich dzieciach, żonce, rodzinie i nas wszystkich, biskich mu ludziach. Płakać mi się chce, ale on by pewnie tego nie chciał. Żegnaj przyjacielu… – czytamy na Instagramie.
Przywołał również wspomnienie ich rozmowy związanej ze ślubem Adriana i Anity. Wtedy Adrian Szymaniak miał powiedzieć:
Cieszę się, bardzo tego chciałem.
Wspomnienie to nabiera dziś wyjątkowego znaczenia, ponieważ Adrian Szymaniak przez lata podkreślał, jak ważna jest dla niego rodzina. W jego mediach społecznościowych można było znaleźć zdjęcia i wpisy dotyczące żony oraz dzieci. Jeszcze kilka miesięcy przed śmiercią cieszył się z rodzinnych wydarzeń i starał się wykorzystywać każdą chwilę spędzoną z najbliższymi.
Jak wyżej wspomniane, Adrian i Anita mieli dwoje dzieci: syna Jerzego oraz córkę Biankę. Rodzice starali się chronić ich prywatność, ale od czasu do czasu pokazywali fragmenty rodzinnego życia. W czerwcu 2026 roku Anita Szydłowska opublikowała zdjęcia z siódmych urodzin Jerzego. Na fotografiach z tamtego dnia rodzina była razem, a kobieta napisała:
7 urodzinki Jerzyka! Rodzina w komplecie, chrzestni, przyjaciele, dużo uśmiechu. Kiedy to minęło? Nie mam pojęcia!
Dziś takie wspomnienia są dla rodziny szczególnie cenne, ponieważ Anita wcześniej opowiadała również, że dzieci wiedziały o chorobie taty. Starała się jednak zrobić wszystko, aby ich dzieciństwo nie zostało całkowicie zdominowane przez szpitale i leczenie.
Staram się zapewniać im taką normalną codzienność w tym wszystkim, fundować różnego rodzaju wyjścia i sprawiać, żeby mimo wszystko mieli dzieciństwo nie tylko na szpitalnym korytarzu – mówiła na swoim Instagramie w story.
Dziś Anita musi mierzyć się z życiem bez męża, a Jerzy i Bianka z utratą ojca. Ostatnie pożegnanie Adriana nie było więc zakończeniem medialnej historii, lecz przede wszystkim bardzo osobistym momentem dla rodziny, która przez ostatni rok wspólnie walczyła o jego życie.
AUTORKA: Klaudia Smyk
POLECAMY: Tak dziś czuje się Adrian ze „ŚOPW”. Anita Szydłowska ujawniła prawdę





news
Przykre, co Daniel Martyniuk zrobił żonie. Powiedział TO publicznie
Daniel Martyniuk po raz kolejny zaskoczył szczerym wyznaniem. W rozmowie z Mateuszem Hładkim opowiedział o okresie, w którym stracił kontrolę nad swoim życiem, zdradził żonę i zdecydował się na prywatne leczenie. To jednak nie wszystko, co ujawnił syn gwiazdora disco polo. Dowiedz się więcej!
Daniel Martyniuk od lat pojawia się w mediach rozrywkowych, a zainteresowanie jego osobą wynika przede wszystkim z burzliwego życia prywatnego, głośnych napięć rodzinnych oraz powracających problemów z prawem. Ostatnio ponownie zrobiło się o nim głośno również za sprawą udziału w programie „Nasi w mundurach”, w którym uczestnicy mierzą się z wymagającymi zadaniami. Tym razem jednak uwagę przyciągnęły jego osobiste wyznania. Syn Zenka Martyniuka wystąpił w podcaście „Zbliżenie”, gdzie przed Mateuszem Hładkim opowiedział o trudnym okresie swojego życia, pobycie w Hiszpanii i decyzjach, których konsekwencje odczuwał jeszcze długo później.
W trakcie rozmowy Daniel Martyniuk wrócił wspomnieniami do czasu spędzonego w Hiszpanii. Jak przyznał, wyjazd, który mógł być okazją do odpoczynku i rozpoczęcia nowego etapu, wymknął mu się spod kontroli. Celebryta opowiadał o imprezowaniu, wydawaniu dużych pieniędzy i zachowaniach, których dziś nie przedstawia jako powodów do dumy. Z jego relacji wynika, że przez kilka miesięcy podejmował decyzje, które doprowadziły do poważnych komplikacji w życiu prywatnym. Sam nie próbował przedstawiać tamtego okresu w korzystnym świetle i otwarcie przyznał, że posunął się za daleko.
„Troszeczkę poleciałem za ostro. Długo, chyba osiem miesięcy, spędziłem w Hiszpanii. Dużo pieniędzy wtedy rozwaliłem. Wróciłem, poznałem taką dziewczynę, zdradziłem Faustynę. Wszystko się już potem pogmatwało. Ponagrywałem kupę takich filmików, że jak się obudziłem z rana, to się bałem, czy ja w ogóle zdążę na ten odwyk. Nie chcę też mówić, ale po prostu to był taki czas, że musiałem pójść na odwyk” – wyznał Daniel Martyniuk.
Jednym z najbardziej zaskakujących elementów tej historii było przyznanie się do zdrady Faustyny Martyniuk. Daniel ujawnił, że po powrocie z Hiszpanii poznał inną kobietę i dopuścił się niewierności wobec żony. Jak sam przyznał, później wszystko zaczęło się komplikować.
POLECAMY: 58-letnia Margareta zdradziła, jak przyjęła ją rodzina Mohameda. Łatwo nie było?
4 tysiące euro to za mało? Daniel Martyniuk wyznał, ile co miesiąc daje mu mama
Na tym jednak wyznania Daniela Martyniuka się nie skończyły. W podcaście „Zbliżenie” celebryta poruszył także temat pracy i pieniędzy, a jego słowa mogą wywołać kolejną dyskusję. Martyniuk nie ukrywał, że nie widzi dla siebie motywacji do podejmowania zatrudnienia za wynagrodzenie, które uważa za zbyt niskie. W kontekście wcześniejszych opowieści o wydawaniu dużych sum i problemach finansowych ta deklaracja nabiera szczególnego znaczenia. Syn gwiazdora disco polo jasno wskazał, że wysokość zarobków ma dla niego kluczowe znaczenie przy podejmowaniu decyzji zawodowych.
„Dlaczego nie pracuję? Bo to jest za mała kasa, szczerze mówiąc. 4 tysiące euro” – wyznał młody Martyniuk.
W rozmowie z Mateuszem Hładkim Martyniuk przyznał również, że nadal korzysta z finansowego wsparcia rodziców. Szczególne znaczenie ma w tej historii jego relacja z ojcem, Zenkiem Martyniukiem, jednym z najbardziej rozpoznawalnych artystów disco polo w Polsce. Jak wynika z jego relacji, sytuacja w tej kwestii zmieniła się już jakiś czas temu, a pomoc ze strony ojca przestała być częścią jego codzienności. Sam zainteresowany nie ukrywa, że obecnie większą rolę w jego finansach odgrywa mama.
“Tato od ponad roku nie daje mi żadnych pieniędzy” – przyznał.
To jednak nie oznacza, że Daniel Martyniuk został całkowicie bez wsparcia. W podcaście zdradził, że co miesiąc otrzymuje pieniądze od mamy. Chodzi o 1500 złotych, które – jak wynika z jego wypowiedzi – pomagają mu spłacać długi. Ta informacja rzuca dodatkowe światło na jego obecną sytuację. Z jednej strony Martyniuk mówi o wynagrodzeniu, które uważa za niewystarczające, z drugiej przyznaje, że w regulowaniu swoich zobowiązań korzysta z regularnej pomocy finansowej najbliższej rodziny.
Na tym nie koniec. Daniel Martyniuk zdecydował się również na dość nietypowe porównanie własnego położenia. Swoją sytuację zestawił z losem bohatera tragedii greckiej, który niezależnie od podjętej decyzji nie może liczyć na szczęśliwe zakończenie. W ten sposób opisał poczucie bezradności i przekonanie, że każda dostępna droga prowadzi do niekorzystnego rezultatu. Jego słowa sugerują, że sam postrzega swoje położenie jako wyjątkowo trudne, choć nie wyjaśniają, jakie konkretne rozwiązania rozważa ani co zamierza zrobić, by zmienić swoją sytuację.
“Powiedzmy, że jestem jak bohater takiej tragedii greckiej, wiesz? Cokolwiek bym nie zrobił, w lewo czy w prawo, to i tak będzie beznadziejne” – wypalił.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kamil Kuroczko ujawnił, jaka prywatnie jest Jędrzejczyk. Możecie być zaskoczeni
Myślicie, że Margareta wyjdzie za Mohameda? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
news
58-letnia Margareta zdradziła, jak przyjęła ją rodzina Mohameda. Łatwo nie było?
Małgorzata „Margareta” Jurczak i jej ukochany Mohamed od dawna wzbudzają emocje widzów TTV. Dzieli ich 32 lata różnicy wieku, ale zakochani przekonują, że chcą wspólnie budować przyszłość, a przygotowania do ślubu są kolejnym etapem ich relacji. Teraz uczestniczka programu opowiedziała o spotkaniu, które mogło wiele zmienić w ich związku. Dowiedz się więcej!
Historia Małgorzaty „Margarety” Jurczak i Mohameda od początku przyciągała uwagę widzów programu TTV. Ona ma 58 lat, on zaledwie 26, a ich relacja od pierwszych chwil budziła skrajne emocje. Dla jednych różnica wieku nie powinna mieć znaczenia, jeśli dwoje ludzi naprawdę się kocha, inni od początku podchodzili do tego związku z dużą rezerwą. Mimo krytycznych komentarzy para deklarowała, że chce być razem i planuje wspólną przyszłość. Teraz Margareta postanowiła opowiedzieć o kolejnym ważnym etapie tej historii, czyli spotkaniu z rodziną ukochanego w Tunezji.
Zakochani poznali się podczas wakacji, gdy Margareta wypoczywała w hotelu, w którym pracował Mohamed. Początkowo kobieta nie zakładała, że znajomość przerodzi się w poważny związek. Wydawało jej się, że będzie to jedynie wakacyjna przygoda, która zakończy się wraz z powrotem do Polski. Stało się jednak inaczej. Para nadal utrzymywała kontakt, a Margareta zaczęła regularnie latać do Tunezji, by spotykać się z ukochanym. Z czasem ich relacja nabrała poważniejszego charakteru, a zakochani zaczęli myśleć o wspólnym życiu.
O początkach znajomości Margareta opowiadała już w programie „Dzień dobry TVN”. Nie ukrywała, że sama była zaskoczona rozwojem wydarzeń i tym, jak szybko wakacyjna znajomość przerodziła się w coś więcej.
„Pracował w hotelu, ja pojechałam na wakacje. Tak się poznaliśmy. Ja na początku myślałam, że to jest totalnie wakacyjna przygoda, natomiast nie skończyło się to tak. Zaczęliśmy nadal utrzymywać kontakt, ja zaczęłam latać do Tunezji i miłość kwitła. Jestem starsza od Mohameda o 32 lata” – wspominała w śniadaniówce.
Jednym z wyzwań, z którymi musieli zmierzyć się zakochani, okazała się komunikacja. Mohamed nie zna języka polskiego ani angielskiego, dlatego para musiała znaleźć własny sposób na porozumiewanie się. Margareta przyznawała, że z czasem zaczęła poznawać arabskie słowa, a ich rozmowy stały się mieszanką różnych wyrażeń i językowych przyzwyczajeń.
„Nikt do tej pory chyba tego nie wiedział, że Mohamed nie zna języka angielskiego w ogóle, nie zna języka polskiego, więc zaczęliśmy porozumiewać się w słowach, które między sobą rozumiemy. Ja dużo słów poznałam po arabsku, które wplatam w całą mieszankę tego dziwnego angielskiego, który on zrozumie i z tego wyszło coś bardzo śmiesznego” – wyznała Margareta.
POLECAMY: 4 tysiące euro to za mało? Daniel Martyniuk wyznał, ile co miesiąc daje mu mama
Margareta szczerze o rodzinie Mohameda. Tak przyjęli ją w Tunezji
Szczególnie ważnym momentem dla Margarety okazała się pierwsza wizyta w rodzinnym domu ukochanego w Tunezji. Kobieta chciała sprawdzić, jak będzie czuła się w jego otoczeniu i jak na ich relację zareagują najbliżsi Mohameda. Jak opowiedziała w podcaście TTV prowadzonym przez Sylwię Bombę, już na początku znajomości jej partner poinformował rodziców, że poznał kobietę znacznie od siebie starszą. Margareta postanowiła pojechać do niego na kilka dni, by lepiej poznać jego codzienność i rodzinę. Nie wiedziała jeszcze, jak zostanie przyjęta, ale reakcja bliskich ukochanego okazała się dla niej bardzo ważna.
“Ja tak naprawdę, jak poznałam Mohameda, no to pojechałam później po miesiącu właśnie do niego na takie cztery dni, żeby zobaczyć, jak to będzie przez te cztery dni, żeby nie przesadzać dłużej. I on mi już wtedy powiedział, że on już swoim rodzicom powiedział o tym, że mnie poznał, że jestem starsza” – wyznała.
Jak się okazało, rodzice Mohameda mieli podejść do wyboru syna ze zrozumieniem. Margareta zdradziła, że usłyszał od nich, iż najważniejsze jest jego szczęście.
“Jego rodzice mu powiedzieli, jeżeli ty jesteś szczęśliwy, to my jakby tutaj nie mamy nic do powiedzenia. I oni naprawdę bardzo mnie kochają” – opowiedziała.
Kobieta chciała jednak wiedzieć, co konkretnie sprawiło, że rodzina Mohameda tak dobrze ją zaakceptowała. W końcu różnica 32 lat jest czymś, co w ich przypadku od razu przyciąga uwagę i staje się tematem rozmów. Margareta postanowiła więc zapytać bliskich partnera o powody ich sympatii. Odpowiedź, którą usłyszała, miała dla niej szczególne znaczenie.
“Pokochaliśmy cię za to, że jesteś taka dobra, że w ogóle dla nas to nie ma znaczenia, ile ty masz lat” – wtrąciła.
Mimo pozytywnego przyjęcia przez rodzinę Mohameda para nadal musi mierzyć się z komentarzami osób, które sceptycznie podchodzą do ich relacji. W internecie pojawiają się sugestie, że młody Tunezyjczyk może kierować się korzyściami materialnymi albo chęcią uzyskania wizy. Takie opinie towarzyszą ich historii od dłuższego czasu, a różnica wieku sprawia, że niektórzy internauci podważają szczerość uczuć mężczyzny. Margareta nie ukrywa jednak, że ufa swojemu narzeczonemu i nie podziela podejrzeń pojawiających się w sieci. Z jej wypowiedzi wynika, że sama ocenia związek na podstawie własnych doświadczeń, a nie komentarzy osób z zewnątrz.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kamil Kuroczko ujawnił, jaka prywatnie jest Jędrzejczyk. Możecie być zaskoczeni
Myślicie, że Margareta wyjdzie za Mohameda? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Kamil Kuroczko ujawnił, jaka prywatnie jest Jędrzejczyk. Możecie być zaskoczeni
Joanna Jędrzejczyk przez lata zachwycała świat swoimi sportowymi osiągnięciami, ale okazuje się, że poza ringiem ma również zupełnie inne oblicze. O tym, jaka jest prywatnie, opowiedział Kamil Kuroczko, który poznał ją bliżej podczas wspólnego udziału w „Tańcu z Gwiazdami”. W podcaście „Na osobności” tancerz zdradził kulisy ich relacji i przytoczył historie, które pokazują sportsmenkę z nieoczywistej strony. Dowiedz się więcej!
Szósty odcinek „Tańca z Gwiazdami” przyniósł pożegnanie Joanny Jędrzejczyk i Kamila Kuroczki z tanecznym parkietem. Była zawodniczka MMA od początku wzbudzała zainteresowanie widzów, a jej występy pokazywały, że z każdym tygodniem coraz lepiej odnajduje się w nowej roli. Tym większe emocje wywołał werdykt, który zakończył jej udział w rywalizacji. Choć para nie awansowała dalej, wspólna przygoda przyniosła nie tylko taneczne doświadczenia, ale również relację, o której Kuroczko opowiedział teraz znacznie więcej.
W ostatnim występie Joanna Jędrzejczyk i Kamil Kuroczko zaprezentowali tango, za które otrzymali łącznie 33 punkty. Ich choreografia została doceniona przez jurorów, a Tomasz Wygoda zwrócił uwagę na ogromną przemianę uczestniczki. Podkreślił, że od pierwszych odcinków zyskała większą pewność siebie i swobodę na parkiecie.
“Odnajdujesz swoją piękna jakość, pamiętam jak zaczynałaś i miałaś taka niepewność, dziś już zyskałaś osadzenie. My w tańcu wybaczamy sobie pomyłki nie będziemy nikogo rozjeżdżać. Nie widzieliśmy ciebie tak pięknej – zauważył juror.
Równie pozytywnie wypowiedział się Rafał Maserak:
“Zrobiliście minispektakl. Nie chcemy wytykać wam błędy ale są momenty bardzo ciężkie zatańczenia dla amatorów, a Ty to zrobiłaś” – ocenił.
Mimo wysokich not i pozytywnych reakcji publiczności przygoda Joanny Jędrzejczyk z programem dobiegła końca. W mediach społecznościowych nie brakowało komentarzy widzów, którzy podkreślali jej postępy i przekonywali, że zasłużyła na dalszy udział w rywalizacji. Choć werdykt wzbudził emocje, to właśnie poza parkietem miało wydarzyć się coś, co dla Kamila Kuroczki okazało się szczególnie ważne.
POLECAMY: 4 tysiące euro to za mało? Daniel Martyniuk wyznał, ile co miesiąc daje mu mama
Jaka naprawdę jest Joanna Jędrzejczyk? Kamil Kuroczko zdradził kulisy ich relacji
Po zakończeniu tanecznej przygody tancerz pojawił się w podcaście Szymona Jedynaka „Na osobności”, gdzie opowiedział o relacji z Joanną Jędrzejczyk. Prowadzący zapytał go, jaka sportsmenka jest prywatnie, gdy znikają kamery i światła reflektorów.
„Gdybyś miał powiedzieć obcej osobie, która nie zna Asi. Jaka Asia jest prywatnie?” – zapytał Szymon Jedynak.
Odpowiedź Kuroczki pokazała, że wspólna praca przy programie była dla niego czymś więcej niż tylko kolejnym zawodowym wyzwaniem. Tancerz przyznał, że dzięki znajomości ze sportsmenką inaczej spojrzał na to, czym naprawdę jest wielkość człowieka.
„Że jest tak ogromną gwiazdą, że tego w ogóle nie widać. Że cały jej ten blask pada na ludzi, którzy potrzebują trochę podnieść się na duchu” – powiedział Kamil Kuroczko.
Jedną z historii, które szczególnie zapadły mu w pamięć, była wspólna pomoc osobom w kryzysie bezdomności. Kamil Kuroczko opowiedział, że Joanna Jędrzejczyk pokazała mu, jak ważne jest poświęcenie własnego czasu i obecność przy drugim człowieku.
„Asia pokazała mi po raz pierwszy, że mogę być wolontariuszem. Mogę spotkać się z bezdomnymi w kryzysie tego, że nie mają gdzie mieszkać i nie mają czego jeść. Więc co poniedziałek i dzisiaj również widzimy się z Asią przy Dworcu Centralnym, gdzie będziemy rozdawać jedzenie z Fundacją Daj herbatę” – wyznał tancerz.
Na tym jednak nie koniec. Kamil Kuroczko wspomniał również o wizytach wśród dzieci przebywających na oddziałach onkologicznych i o zaangażowaniu Joanny Jędrzejczyk w działalność fundacji Cancer Fighters.
„Pokazała mi, że czasami nie trzeba dawać bardzo dużo, a wystarczy dać swój swój czas, swoją atencję i trochę uśmiechu, bo poszliśmy do Cancer Fighters, gdzie Asią tę fundację od lat wspiera i po prostu siedzieliśmy i bawiliśmy się z dziećmi na onkologii, które tam są. Co zmieniło zupełnie moje patrzenie na to, jak wdzięczny jestem za to co mam” – opowiedział.
Tancerz przywołał też sytuacje, które pokazują, jak Joanna Jędrzejczyk traktuje ludzi, z którymi spotyka się na co dzień. Jak opowiadał, sportsmenka potrafi rozmawiać z pracownikami hotelu tak, jakby byli członkami jej rodziny.
“To jak ona traktuje każdą napotkaną osobę. Czy w hotelu, w którym mieszkała i rozmawiała z każdym pracownikiem tego hotelu jak z członkiem swojej rodziny, pomimo dalej tego statusu, o którym mówimy? Gdzie podczas pierwszego odcinka ludzie z UFC czy najwięksi fighterzy czy gwiazdy Hollywood robiły sobie z nią zdjęcia” – mówił.
Szczególnie zapamiętał również zdarzenie związane z jednym z ochroniarzy pracujących przy produkcji programu w Polsacie. Mężczyzna rozdawał cukierki, a kiedy okazało się, że ma urodziny, reakcja sportsmenki była natychmiastowa.
„A ona pyta się jednego z ochroniarzy, którzy pracują na Łubinowej w Polsacie. Za co te cukierki dzisiaj rozdajesz? Mówię, bo mam urodziny i pierwsze, co robi ona biegnie po kwiaty, przynosi mu kwiaty, śpiewa mu sto lat” – relacjonował Kamil Kuroczko.
W rozmowie pojawił się również kontrast, który szczególnie mocno zapadł tancerzowi w pamięć. Z jednej strony Joanna Jędrzejczyk jest osobą, z którą zdjęcia chcą robić światowej sławy sportowcy, gwiazdy Hollywood i ludzie ze środowiska UFC. Z drugiej – według Kuroczki – potrafi poświęcić uwagę osobom, których inni mogliby nawet nie zauważyć.
“Więc to jest, wiesz, ten typ człowieka, gdzie ja totalnie mam dwie skrajności. Osoby, gdzie gwiazdy Hollywood proszą o zdjęcie, o Asię, o zdjęcie, a z drugiej strony ona dba o każdego i widzi w nim człowieka i człowieczeństwo. Ona zna z imienia i nazwiska osoby, które przychodzą co tydzień o pomoc na Dworzec Centralny i rozdaje im jedzenie i pyta, co u nich w tym tygodniu. Albo jest na telefonie non stop z dzieciakami, które na przykład obiecała im, że spotka się jakiś tam bokser z chłopakiem, który walczył sztuki walki, a teraz walczy przykład z rakiem. Albo dzwoni po kolegach raperach i organizuje wejście na backstage do Okiego w Łodzi pod koniec października, gdzie Asia akurat będzie musiała wylecieć. Ale ja pojadę z tym chłopakiem i wiesz, to jest abstrakcja. Ale z drugiej strony to jest piękne, bo to jest ludzkie” – mówił Kuroczko o Jędrzejczyk.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Matki pingwinów 2” LEPSZE niż pierwszy sezon? Netflix znów to zrobił [RECENZJA]
A Wy polubiliście Joannę Jędrzejczyk? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Dodaj komentarz
news
4 tysiące euro to za mało? Daniel Martyniuk wyznał, ile co miesiąc daje mu mama
Daniel Martyniuk znów znalazł się w centrum zainteresowania mediów, a jego najnowsze wyznania mogą wywołać spore poruszenie. Syn gwiazdora disco polo nie ukrywa, że ma konkretne oczekiwania finansowe i nie zamierza podejmować pracy za stawki, które uważa za niewystarczające. W tle pojawiają się rodzinne pieniądze, długi i zaskakujące porównanie do bohatera greckiej tragedii. Dowiedz się więcej!
Daniel Martyniuk od lat pojawia się w mediach rozrywkowych, a zainteresowanie jego osobą wynika przede wszystkim z burzliwego życia prywatnego, głośnych napięć rodzinnych oraz powracających problemów z prawem. Ostatnio ponownie zrobiło się o nim głośno również za sprawą udziału w programie „Nasi w mundurach”, który stawia uczestników przed wymagającymi zadaniami i sprawdza ich w zupełnie nowych sytuacjach. Choć udział w tego rodzaju formacie może być okazją do pokazania się z innej strony, kolejne publiczne wypowiedzi Martyniuka sprawiają, że uwaga odbiorców ponownie skupia się na jego podejściu do życia i zawodowych obowiązków.
Nie wszyscy wiedzą, że Daniel Martyniuk ukończył Szkołę Morską w Gdyni. Ma więc za sobą edukację, która mogła otworzyć mu drogę do konkretnego zawodu i stabilnego zatrudnienia. W przeszłości rzeczywiście pracował w wyuczonym fachu, jednak obecnie nie ukrywa, że nie widzi dla siebie przyszłości na tej ścieżce zawodowej. Powód? Jak sam przekonuje, oferowane wynagrodzenie nie spełnia jego oczekiwań. Właśnie ta deklaracja stała się jednym z najbardziej wymownych elementów jego ostatniej rozmowy.
W podcaście „Zbliżenie”, prowadzonym przez Mateusza Hładkiego, syn Zenka Martyniuka opowiedział o swoim podejściu do pracy i zarobków. Nie próbował przy tym przekonywać, że nie ma możliwości podjęcia zatrudnienia. Zamiast tego jasno wskazał, że problemem są dla niego pieniądze, jakie mógłby otrzymać za wykonywanie obowiązków. Jego słowa mogą zaskakiwać szczególnie tych, którzy uważają, że w trudnej sytuacji finansowej najważniejsze powinno być znalezienie jakiegokolwiek źródła dochodu.
“Dlaczego nie pracuję? Bo to jest za mała kasa, szczerze mówiąc. 4 tysiące euro” – wyznał młody Martyniuk.
POLECAMY: „Matki pingwinów 2” LEPSZE niż pierwszy sezon? Netflix znów to zrobił [RECENZJA]
Daniel Martyniuk nie pracuje, ale ma wsparcie mamy. Ujawnił miesięczną kwotę
Jeszcze niedawno Daniel Martyniuk zapowiadał, że musi w końcu stanąć na nogi, między innymi ze względu na swoje zobowiązania finansowe. Wydawało się wówczas, że poważniejsze podejście do pracy może być dla niego sposobem na uporządkowanie spraw i stopniowe wyjście z problemów. Na razie jednak w jego publicznych wypowiedziach nie pojawiły się konkretne informacje o działaniach, które miałyby doprowadzić do trwałej zmiany sytuacji. Zamiast tego ponownie pojawił się temat wynagrodzenia i tego, dlaczego dostępne możliwości zawodowe nie przekonują go do podjęcia pracy.
W rozmowie z Mateuszem Hładkim Martyniuk przyznał również, że nadal korzysta z finansowego wsparcia rodziców. Szczególne znaczenie ma w tej historii jego relacja z ojcem, Zenkiem Martyniukiem, jednym z najbardziej rozpoznawalnych artystów disco polo w Polsce. Jak wynika z jego relacji, sytuacja w tej kwestii zmieniła się już jakiś czas temu, a pomoc ze strony ojca przestała być częścią jego codzienności. Sam zainteresowany nie ukrywa, że obecnie większą rolę w jego finansach odgrywa mama.
“Tato od ponad roku nie daje mi żadnych pieniędzy” – przyznał.
To jednak nie oznacza, że Daniel Martyniuk został całkowicie bez wsparcia. W podcaście zdradził, że co miesiąc otrzymuje pieniądze od mamy. Chodzi o 1500 złotych, które – jak wynika z jego wypowiedzi – pomagają mu spłacać długi. Ta informacja rzuca dodatkowe światło na jego obecną sytuację. Z jednej strony Martyniuk mówi o wynagrodzeniu, które uważa za niewystarczające, z drugiej przyznaje, że w regulowaniu swoich zobowiązań korzysta z regularnej pomocy finansowej najbliższej rodziny.
Na tym nie koniec. Daniel Martyniuk zdecydował się również na dość nietypowe porównanie własnego położenia. Swoją sytuację zestawił z losem bohatera tragedii greckiej, który niezależnie od podjętej decyzji nie może liczyć na szczęśliwe zakończenie. W ten sposób opisał poczucie bezradności i przekonanie, że każda dostępna droga prowadzi do niekorzystnego rezultatu. Jego słowa sugerują, że sam postrzega swoje położenie jako wyjątkowo trudne, choć nie wyjaśniają, jakie konkretne rozwiązania rozważa ani co zamierza zrobić, by zmienić swoją sytuację.
“Powiedzmy, że jestem jak bohater takiej tragedii greckiej, wiesz? Cokolwiek bym nie zrobił, w lewo czy w prawo, to i tak będzie beznadziejne” – wypalił.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ciemne chmury nad Sołtysikami? Żona Andrzeja przerwała milczenie
Przykra sprawa? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news3 dni temuPsycholog ocenił związek Margarety i Mohameda. Te słowa otwierają oczy?
-
news5 dni temuAnna Mucha jest w CIĄŻY? Pokazała test, posypały się gratulacje
-
news3 dni temuSkolim ujawnił, ile zarabia. Wystarczyło 11 dni, by zgarnąć fortunę. Zazdrościcie?
-
news4 dni temuEdyta Górniak szykuje się do ŚLUBU syna? Allan Krupa Enso zabrał głos
-
news4 dni temuSmaszcz uderzyła w Macieja Kurzajewskiego. Wypomniała mu wykształcenie
-
news3 dni temuAgata Kulesza stanęła w obronie Heleny Englert. „To jest żenujące”
-
news4 dni temuGwiazdy na premierze „Calineczki” w Teatrze Kultura! Anna Korcz pokazała wnuki i nie kryła zachwytu nad 13-letnim autorem muzyki
-
news3 dni temuKoroniewska przerwała milczenie ws. małżeństwa z Dowborem. Nie jest kolorowo?

Dodaj komentarz