Śledź nas

showbiz

Burza przed premierą „TzG”. Potocka nie dogaduje się Masłowskim? Znamy kulisy

Opublikowano

w dniu

Jej udział w „Tańcu z Gwiazdami” miał być jedną z największych atrakcji sezonu, ale zamiast tanecznej euforii pojawiły się napięcia i sensacyjne doniesienia zza kulis. W grę wchodzą emocje, ambicje i rzekomy konflikt z młodszym partnerem. Co naprawdę wydarzyło się na parkiecie i poza nim? Dowiedz się więcej!

Małgorzata Potocka od lat uchodzi za jedną z najbardziej charakterystycznych i bezkompromisowych postaci polskiego show-biznesu. Jej nazwisko niezmiennie budzi emocje, bo aktorka nigdy nie należała do grona osób, które idą na kompromisy lub podporządkowują się cudzym oczekiwaniom. Odwaga, temperament i gotowość do mówienia wprost sprawiają, że każda jej medialna obecność automatycznie staje się wydarzeniem. Nic więc dziwnego, że jej udział w „Tańcu z Gwiazdami” od samego początku wzbudził ogromne zainteresowanie i zapowiedź sezonu pełnego napięć.

Dorobek artystyczny Małgorzaty Potockiej obejmuje imponujące role filmowe, teatralne i serialowe, które przez dekady budowały jej silną pozycję w polskiej kulturze. Widzowie pamiętają ją z wielu wyrazistych kreacji kobiet silnych, niejednoznacznych i wymykających się schematom. Szczególne miejsce w jej karierze zajmują „Barwy szczęścia”, gdzie od 2009 roku gra jedną z najbardziej charakterystycznych postaci w historii serialu. Jej role nigdy nie były jedynie tłem – zawsze stanowiły oś emocjonalną wielu wątków.

Nie można też pominąć jej udziału w kultowym serialu „Matki, żony i kochanki”, który przyniósł jej ogromną popularność i ugruntował pozycję aktorki potrafiącej unieść role wymagające emocjonalnej głębi. W ostatnim czasie Małgorzata Potocka dotarła także do młodszej publiczności za sprawą serialu Netflixa „Gang zielonej rękawiczki”. Produkcja ta otworzyła ją na zupełnie nowe grono odbiorców, którzy szybko docenili jej charyzmę, bezpośredniość i wyrazisty sposób bycia. Dzięki temu aktorka ponownie znalazła się w gronie najczęściej komentowanych postaci polskiego show-biznesu. Teraz cała ta energia miała przenieść się na parkiet „Tańca z Gwiazdami”.

Wydawało się, że udział Małgorzaty Potockiej w tanecznym show będzie jednym z najmocniejszych punktów sezonu. Dojrzała, doświadczona artystka konfrontująca się z młodszymi gwiazdami mogła stać się symbolem tego, że w telewizji wciąż jest miejsce dla silnych osobowości niezależnie od wieku. Tym bardziej zaskakujące okazały się informacje, że jeszcze przed oficjalnym startem programu pojawiły się poważne zakulisowe napięcia, które mogą wpłynąć na dalszy przebieg show.

POLECAMY: Karolina Gilon komentuje casting do „Mam Talent”. Ma żal do Lidii Kazen?

Potocka ma konflikt z tancerzem? Jest już komentarz

„Taniec z Gwiazdami” od lat przyzwyczaja widzów do tego, że za kulisami często dzieje się więcej niż na parkiecie. Treningi, przypisania partnerów i pierwsze próby bywają źródłem stresu, frustracji i konfliktów. Wszystkich uczestników połączono już w pary, a produkcja przypisała im trenerów, którzy poprowadzą ich przez program. 72-letniej Małgorzacie Potockiej przypadł 28-letni Mieszko Masłowski, co od razu wzbudziło zainteresowanie ze względu na ogromną różnicę wieku. Przypomnijmy, że tancerz partnerował m.in. Beacie Oldze Kowalskiej czy Blance Stajkow.

Choć aktorka początkowo nie była sceptyczna wobec takiego rozwiązania, pierwsze wspólne treningi szybko wszystko zweryfikowały. Jak donosiły kilka tygodni temu media, między partnerami nie zaiskrzyło i to w sposób, który trudno zignorować. Według informatora „Super Expressu” sytuacja stała się na tyle poważna, że Małgorzata Potocka zaczęła otwarcie wyrażać swoje niezadowolenie i obawy dotyczące dalszej współpracy.

Między nimi nie ma chemii. Owszem, Małgosia uważa, że Mieszko to miły chłopak, prywatnie nie ma nic do niego, ale zupełnie nie czuje się dobrze w tańcu w jego towarzystwie i nie wyobraża sobie, by najbliższe tygodnie spędzać po wiele godzin z kimś, z kimś nie wierzy się w żaden sukces. On według niej dobrze jej nie poprowadzi. A chciałaby być długo w programie, przynajmniej tyle co Barbara Bursztynowicz, która odpadła w ćwierćfinale – zdradził wówczas informator tabloidu.

Według tych samych doniesień Małgorzata Potocka nie pozostawiła tej sprawy bez reakcji i natychmiast zwróciła się do produkcji. Aktorka miała poprosić o zmianę partnera, argumentując swoją prośbę zarówno komfortem pracy, jak i dobrem programu.

Poprosiła stanowczo o zmianę partnera na ciut starszego i bardziej charyzmatycznego. Niestety usłyszała, że inne gwiazdy nie zgłaszają uwag, więc nikt nie jest wolny, a Mieszko jest już niby zakontraktowany. No i klops. Wszyscy nie wiedzą, jak rozwiązać tę sytuację, bo Małgorzata jest bardzo niezadowolona i to trochę od początku psuje pracę w tym duecie i w ogóle przy całym programie. Wyglądała na bardziej wyluzowaną, ale ona ciągle wszystko argumentuje, że walczy o swoje, co też będzie lepsze dla programu – dodał jakiś czas temu informator Super Expressu.

Przełom w tej historii nastąpił dopiero wtedy, gdy do medialnych doniesień odniósł się sam Mieszko Masłowski. W rozmowie z reporterką Jastrząb Post został wprost zapytany o rzekome napięcia z Małgorzatą Potocką. Jego reakcja nie pozostawiała wątpliwości – stanowczo zaprzeczył, jakoby między nimi miało dochodzić do jakichkolwiek zgrzytów.

Tancerz przyznał, że informacje o konflikcie były dla niego kompletnym zaskoczeniem, zwłaszcza że pojawiły się w momencie, gdy para nie miała jeszcze za sobą nawet pełnoprawnych treningów. Podkreślił, że od pierwszego spotkania złapali dobry kontakt, a współpraca przebiega w przyjaznej atmosferze.

Jestem ciekawy, kto to wypuścił, bo jak zobaczyliśmy te artykuły w internecie, to sami się zdziwiliśmy. Nie mieliśmy jeszcze ani jednego treningu, zobaczyliśmy się tylko raz, kręcąc spot i od razu się polubiliśmy, mieliśmy super kontakt. Nagle ktoś mi mówi o tym artykule, wysyłam jej [czyt. Małgorzacie Potockiej] i ona też nie wie o co chodzi. Dopiero zaczęliśmy treningi, jesteśmy po pierwszym tygodniu i jest super. Dlatego jestem ciekawy, skąd takie info bo to nieprawda. […] Też sami zobaczycie, program to zweryfikuje – stwierdził Mieszko Masłowski.

Jak widać, sytuacja wokół Małgorzaty Potockiej i jej tanecznego partnera stała się jednym z najgłośniejszych tematów jeszcze przed emisją pierwszego odcinka. Czy były to jedynie medialne wymysły, czy może rzeczywiście doszło do napięć, które udało się zażegnać? Jedno jest pewne – emocje już teraz sięgają zenitu, a widzowie z niecierpliwością czekają, aż parkiet „Tańca z Gwiazdami” zweryfikuje wszystkie relacje par.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Doda odpaliła bombę o północy. Wybuchła lawina komentarzy [WIDEO]

Komu będziecie najbardziej kibicować w “Tańcu z Gwiazdami”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Mieszko Masłowski, Małgorzata Potocka, Albert Kosiński (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Mieszko Masłowski (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Mieszko Masłowski (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Małgorzata Potocka (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

prze.tv

Co Olek Sikora przekazał Idzie Nowakowskiej przed udziałem w „TTBZ”? Kulisy wyszły na jaw

Opublikowano

w dniu

przez

Od radia po śniadaniówkę, od marzeń z dzieciństwa po zawodowe ambicje sięgające siedmiu dni w tygodniu – duet Ola Filipek i Olek Sikora nie zwalnia tempa. Podczas wiosennej konferencji ramówkowej opowiedzieli o swojej „lepszej połowie dnia”, pracy w „Halo tu Polsat” i planach, które mogą namieszać na rynku. Nie zabrakło też wątków o dyrektorze, „Tańcu z gwiazdami” i rad dla Idy Nowakowskiej. Dowiedz się więcej!

Od września ubiegłego roku Ola Filipek i Olek Sikora tworzą ekranowy duet w „Halo tu Polsat”, ale ich współpraca wykracza daleko poza studio telewizyjne. W każdy piątek można ich usłyszeć w RMF FM w audycji „Lepsza połowa dnia”, która jak sami przyznają – stała się dla nich przestrzenią absolutnej swobody. O kulisach tej współpracy i swoich dalszych planach opowiedzieli w rozmowie z naszym reporterem Szymonem Jedynakiem podczas konferencji ramówkowej Polsatu. Zapytani o to, jak wygląda ich „lepsza połowa dnia”, nie uciekali w ogólniki.

Do tej pory tą naszą ulubioną porą dnia była taka 8 do 11, ale teraz to się zmieni. Od 14:00 do 19:00 będziemy mówić, że ta połowa dnia jest lepsza – powiedziała Ola.

My jesteśmy jeszcze w wieku po prostu tak zwanym produkcyjnym, czyli musimy wyrobić co najmniej 300% normy. Nie chcemy zatrzymać się właściwie na jednej częstotliwości. Uważamy, że nadajemy na tych samych falach, więc stwierdziliśmy, że skoro tak dobrze nam idzie, to musimy mieć kolejne częstotliwości, na których jeszcze więcej będziemy mogli sobie pogadać – wyznał Olek.

W rozmowie szybko stało się jasne, że radio to dla Olka Sikory spełnienie wieloletnich marzeń, a nie chwilowa przygoda. Wspominał dzieciństwo w Krakowie, spacery w okolicach Kopca i siedziby RMF FM, a nawet młodzieńcze epizody, które dziś wspomina z przymrużeniem oka.

Natomiast prawdą jest, że ja sobie wychodziłem ten RMF, bo po pierwsze jestem z Krakowa, rodzice wozili mnie w takim wózku spacerowym tam w okolicach Kopca, gdzie mieści się główna siedziba RMF-u. Tam chodziliśmy na spacery. Później jak byłem już starszym chłopakiem, to piłem jakieś pierwsze tanie wino na murku. Świetnie się tam pije. Nie róbcie tego […] Natomiast to co najważniejsze, później zostałem zaproszony na nagranie demo faktów RMF FM, ale w tak zwanym międzyczasie pojawiła się inna, wtedy bardziej intratna dla mnie praca, bo chciałem pozostać przed kamerą i marzenie się nie spełniło i widzisz na najlepsze rzeczy po prostu czasem trzeba poczekać. Ja się doczekałem – powiedział z uśmiechem Sikora.

Nie zabrakło też humoru i dystansu do siebie. Olek Sikora przyznał otwarcie: „Olka, musisz mi zrobić takie szkolenie, żebym ja po prostu w końcu medialnie dojrzał”. To wyznanie pokazuje, że mimo rosnącej popularności nie boi się mówić o swoich brakach i potrzebie rozwoju. Ola Filipek z kolei podkreśliła, że marzenia są po to, by je realizować, a nie odkładać na półkę. – „Nie no, marzenia są po to, żeby je spełniać, więc jak pomyślicie o czymś, to po prostu to róbcie” – stwierdziła stanowczo.

POLECAMY: Taka prywatnie jest Sanah. Alicja Majewska nie gryzła się w język

Ola Filipek i Olek Sikora o pracy w “Halo tu Polsat”

Wątek marzeń naturalnie przeszedł w temat „Halo tu Polsat”. Od pół roku są stałą parą prowadzących i jak sami mówią – czują się w tej roli swobodnie. „Doskonale.” – odpowiedzieli, zapytani o atmosferę pracy. Choć w trakcie ferii zimowych zdarzyły się zmiany duetów, oboje podkreślili, że takie doświadczenia tylko utwierdziły ich w przekonaniu, że razem tworzą wyjątkową chemię. W ich wypowiedziach wyraźnie wybrzmiewała lojalność i przywiązanie do wspólnego projektu.

Chociaż Olek ostatnio miał taki mały skok w bok. Ja też. Ferie były zimowe, więc faktycznie pary były zmiksowane, ale to nam pokazało tylko, że fajnie jest z innymi, ale jednak co Olki to Olki – dodała Ola Filipek.

My jesteśmy po prostu stali w uczuciach. To już pewnie takie niemodne dzisiaj patrząc na to jak ludzie wiążą się ze sobą. My jednak takim starym modelem związaliśmy się ze sobą bardzo emocjonalnie i zawodowo. I no znowu to będą jakieś pewnie takie głodne kawałki, ale prawdziwe, że dobrze nam ze sobą – dodał Olek Sikora.

Duet nie ukrywa, że ma większe ambicje i coraz odważniej mówi o przyszłości śniadaniówki.

Marzy nam się, ale chyba każdemu się marzy, żeby “Halo tu Polsat” było 7 dni w tygodniu. Mamy nadzieję, że Wy również chcielibyście oglądać nas w takim wymiarze. My jesteśmy gotowi jak coś wstawać od poniedziałku do piątku – powiedziała z uśmiechem Ola Filipek.

Olek Sikora rozwinął tę myśl, mówiąc o potrzebie budowania stałej relacji z widzem i konsekwentnej obecności na antenie.

Natomiast to, co mnie najbardziej interesuje, to czy w przyszłym sezonie faktycznie “Halo tu Polsat” wejdzie w cudzysłowie na dni siedem, bo żebyśmy się mogli porównywać z konkurencją i startować w duchu fairplay, no to musimy być siedem dni w tygodniu. Chcemy też po prostu budować taką trwałą relację z widzem. Związku nie zbudujesz mając go z doskoku. Niektórym może to odpowiada jak na weekendy jeżdżą do swoich partnerów i partnerek, ale my już mówiliśmy Ci wcześniej, że jesteśmy stali w uczuciach i żeby zbudować prawdziwą relację, z której będą dzieci, no to musimy być siedem dni w tygodniu – powiedział Olek Sikora.

Co ciekawe, w trakcie rozmowy tuż obok stał dyrektor programowy stacji, Edward Miszczak, który w tym samym czasie udzielał wywiadu Maksowi Behrowi dla „Halo tu Polsat”. Ta sytuacja stała się idealnym pretekstem do żartobliwego komentarza. – „Uważaj jak mówisz o marzeniach, bo tutaj Pan Miszczak stoi” – rzuciła Ola Filipek, po czym Olek Sikora dodał: „Właśnie, mówimy głośniej […] My mamy kwity podpisane już mam nadzieję na siedem dni, więc musimy mówić głośno”.

Na tym jednak nie poprzestał. Nawiązując do relacji z dyrektorem, opowiedział anegdotę, która momentalnie rozładowała atmosferę. „A ja właśnie a propos naszego dyrektora, miałem takie proste marzenie, bo jestem prosty chłopak, żeby sobie po prostu skrócić włosy. Wziąłem maszynkę, ogoliłem się na zero i później usłyszałem od dyrektora, że włosy muszą rosnąć. To już jest zresztą riposta Oli wraz z oglądalnością Halo to Polsat.” – żartował dziennikarz.

POLECAMY: „Farma 5”: Co wydarzyło się w premierowym odcinku? Te zmiany zaskoczyły widzów

Czy „Taniec z Gwiazdami” to program o zasięgach?

W rozmowie nie mogło zabraknąć tematu „Tańca z Gwiazdami”, w którym zarówno Ola Filipek, jak i Olek Sikora mieli okazję sprawdzić się na parkiecie. Oboje podchodzą do tego doświadczenia z dużym dystansem, ale i wdzięcznością. Zamiast lukrować rzeczywistość, postawili na szczerość i konkretne wskazówki dla nowych uczestników. „Cieszyć się póki jeszcze nie jesteście zmęczeni. (…) Wyśpijcie się na zapas póki możecie” – radziła dziennikarka, dając jasno do zrozumienia, że za kulisami błyszczącego show kryje się ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny.

Podkreślali przy tym, że program tylko z nazwy jest o tańcu. „Najmniej w tym programie to chodzi o sam taniec. Chodzi przede wszystkim o relacje” – mówił Olek Sikora. Padło też pytanie o zasięgi i medialną popularność. Czy „Taniec z gwiazdami” to dziś bardziej walka o sympatię widzów w internecie niż taneczna rywalizacja? Ola Filipek odpowiedziała wprost: „Nie myślę, że to jest program przede wszystkim o byciu sobą, o takiej autentyczności, o budowaniu relacji z widzem i mam wrażenie, że też trochę o sięganiu po marzenia. Czy zasięgi są tutaj ważne? Na pewno istotne, bo przekładają się na głosy widzów, ale myślę, że ostatnia edycja pokazała, że były gwiazdy, które tych zasięgów nie miały wielkich, a i tak były w finale, więc nie jest to klucz”.

Z kolei Olek Sikora dodał, że nawet jeśli zasięgi pomagają, to bez prawdziwych emocji nie mają znaczenia. – „Ale ale to tylko dlatego, że po prostu te emocje, które budują się na tych salach treningowych i na parkiecie są prawdziwe, a zasięgi robisz na prawdzie. To jest przynajmniej moja obserwacja, chociaż nie jestem jakimś mistrzem internetu”.

POLECAMY: Steczkowska chwyciła za telefon. Tak wyglądała jej ostra rozmowa z Wojewódzkim

Olek Sikora o “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Jakie ma rady dla Oli Filipek i Idy Nowakowskiej?

Rozmowa naturalnie zeszła również na „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” – program, w którym Olek Sikora miał okazję wystąpić i który wspomina z ogromnym sentymentem. Zapytany, jak namówiłby Olę na udział w tym show, bez wahania rzucił: „Nie zastanawiaj się. Podpisuj umowę” – czym wywołał śmiech.

Sam przyznał jednak, że choć była to fantastyczna przygoda, wysiłek w „Tańcu z gwiazdami” bywa jeszcze bardziej wymagający: „Jeśli chodzi o taki wydatek energetyczny, takie zakulisowe smaczki, to wydaje mi się, że “Twoja Twarz”, pomimo że to była wspaniała przygoda, to są, mówiąc w obcych językach, kanikuły przy “Tańcu z gwiazdami”.

W kontekście medialnych doniesień o możliwym udziale Idy Nowakowskiej w „Twoja twarz brzmi znajomo” Olek Sikora zachował klasę i dyplomację, choć w jego głosie było słychać nutę ekscytacji. Warto przypomnieć, że w momencie rozmowy były to jeszcze nieoficjalne informacje – plotka krążąca w kuluarach. Dziś wiemy już, że doniesienia się potwierdziły, co nadaje tamtym słowom dodatkowego znaczenia.

Ja wszystko jej powiem, jak ona do mnie zadzwoni, powie, że zasila skład tego programu. Jeśli te plotki się potwierdzą, to wtedy zrobię to z wielką przyjemnością chociażby dla przeAmbitnych i naprawdę przyłożę się do tej zapowiedzi. Ona będzie przeAmbitna, to będzie taka rada, którą wyślę przez Wasz serwis, że Ida wtedy poszłaby na finał – zapowiedział Olek Sikora w naszej rozmowie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ida Nowakowska ujawniła to, na co wszyscy czekali – gratulacje płyną strumieniem

Chcielibyście zobaczyć Olę Fillipek w “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Ida Nowakowska-Herndon (fot. Piętka Mieszko/AKPA) – “Halo tu Polsat”/15 luty 2026
Ola Filipek i Olek Sikora (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Aleksandra Filipek (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Olek Sikora (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Edward Miszczak (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Edward Miszczak i Maks Behr (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Ola Filipek i Olek Sikora (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

„Farma 5”: Co wydarzyło się w premierowym odcinku? Te zmiany zaskoczyły widzów

Opublikowano

w dniu

przez

Nowy sezon wystartował i już w pierwszym odcinku nie było miejsca na sentymenty. Uczestnicy szybko przekonali się, że to nie wakacyjny obóz, a brutalna gra o przetrwanie i realne pieniądze. Czy piąta odsłona okaże się najbardziej bezwzględna w historii? Dowiedz się więcej, co wydarzyło się w premierowym odcinku!

„Farma” od czterech lat pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych reality-show Polsatu. Format, w którym uczestnicy rezygnują z wygód cywilizacji i trafiają do surowego gospodarstwa bez internetu, kontaktu z bliskimi i codziennych udogodnień, konsekwentnie przyciąga setki tysięcy widzów. To właśnie odcięcie od świata i konieczność funkcjonowania w prymitywnych warunkach sprawiły, że program stał się telewizyjnym fenomenem.

Ostatnia edycja tylko potwierdziła, że widzowie wciąż łakną tej formy rozrywki. Zwycięstwo Bronisława Bandyjka, znanego jako „Bandi”, stało się symbolem czwartej odsłony show. Jego determinacja, spryt i umiejętność odnalezienia się w trudnych warunkach podbiły media społecznościowe. Według danych przytaczanych przez Wirtualne Media średnia oglądalność wyniosła 1,14 miliona widzów, co oznacza wzrost o 187 tysięcy. To wyraźny sygnał, że „Farma” nie słabnie – wręcz przeciwnie, rośnie w siłę.

Tym razem jednak widzowie musieli uzbroić się w cierpliwość. Choć nagrania odbyły się latem zeszłego roku, program nie wystartował jak zwykle – na początku stycznia. Piąty sezon stał się flagowym show wiosennej ramówki i zadebiutował dziś, 16 lutego o 20:30. Oczekiwania były ogromne, a apetyt fanów wyraźnie podsycony zapowiedziami większej stawki i jeszcze trudniejszych warunków.

POLECAMY: Taka prywatnie jest Sanah. Alicja Majewska nie gryzła się w język

Co wydarzyło się w pierwszym odcinku?

Już pierwszy odcinek pokazał, że producenci nie zamierzają oszczędzać uczestników. Widzowie poznali nowych śmiałków, którzy dobrowolnie zamienili wygodne łóżka na słomiane posłania, a poranną pielęgnację – na miskę zimnej wody i zapach obory o świcie. Pierwsze rozmowy ujawniły ambicje, strategie i ukryte napięcia, które zaczęły buzować niemal od progu gospodarstwa.

Nowi Farmerzy szybko zderzyli się z rzeczywistością. Teoria okazała się czymś zupełnie innym niż życie w rytmie zwierząt i codziennych obowiązków. Już w premierowym epizodzie pojawiły się pierwsze zadania, podział pracy oraz pierwsze zgrzyty. Kontakt ze zwierzętami, karmienie, sprzątanie i organizacja dnia obnażyły, kto faktycznie ma doświadczenie, a kto liczył wyłącznie na spryt i dobrą autoprezentację.

W pierwszym odcinku uczestnicy stanęli przed wyzwaniem i pojedynkiem, który choć z pozoru techniczny – w rzeczywistości odsłonił ich strategie oraz ambicje. Nieświadomie zdradzili swoje podejście do gry, pokazując, kto chce budować autorytet, a kto zamierza działać po cichu. Już na starcie było widać, że waluta w tej edycji nie będzie opierać się wyłącznie na sile fizycznej czy pracowitości, lecz na zdolności budowania wpływu.

Tym razem zmienił się również jeden z kluczowych elementów gry – czas spędzony na gospodarstwie został wydłużony. To oznacza większe zmęczenie, więcej konfliktów i większą presję psychiczną. W takich warunkach nawet najlepiej funkcjonująca grupa może zacząć się rozpadać, a drobne nieporozumienia szybko urosnąć do rangi poważnych sporów. O tym, jak bardzo ta zmiana wpłynie na relacje i strategie uczestników, widzowie zapewne przekonają się w kolejnych odcinkach, gdy zmęczenie zacznie zbierać swoje żniwo, a emocje wezmą górę nad rozsądkiem.

Motywacja jest również potężniejsza niż zwykle. W grze znajdują się Złote Widły, tytuł Farmera Roku oraz 100 tysięcy złotych – z możliwością podwojenia tej kwoty. „Farma zarabia!” – to hasło wybrzmiało wyjątkowo mocno w zapowiedziach. Pieniądze stały się realnym czynnikiem napędzającym rywalizację, a wizja wyższej wygranej może okazać się zapalnikiem dla jeszcze ostrzejszej walki między uczestnikami.

Piąty sezon rozpoczął się z przytupem i już teraz widać, że emocje będą tylko rosnąć. Wydłużony czas pobytu oraz większa stawka finansowa sprawiają, że gra od samego początku nabiera zupełnie innego ciężaru. Choć w pierwszym odcinku uczestnicy dopiero się poznawali i starali się odnaleźć w nowej rzeczywistości, nad farmą od początku unosiło się napięcie związane z tym, jak wymagająca okaże się ta edycja.

Jeśli premierowy epizod był jedynie wstępem do tego, co czeka Farmerów w najbliższych tygodniach, widzowie powinni przygotować się na sezon pełen presji, trudnych decyzji i zwrotów akcji, które pokażą, kto naprawdę potrafi przetrwać w surowych warunkach i zawalczyć o najwyższą stawkę w historii programu. Warto więc oglądać kolejne odcinki programu od poniedziałku do czwartku o 20:30, a także w piątki “Finały tygodnia” o 19:55.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Andżelika Wójcik oskarża kadrę o brak wsparcia. Prezes PZŁS odpowiada na zarzuty

Oglądaliście premierowy odcinek “Farmy”? Jeśli tak, to jakie są Wasze pierwsze wrażenia? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Ilona i Milena Krawczyńskie (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Taka prywatnie jest Sanah. Alicja Majewska nie gryzła się w język

Opublikowano

w dniu

przez

Plotki krążyły od dawna, a w branży szeptano różne scenariusze. Czy między divą z ogromnym dorobkiem a współczesną królową stadionów mogło dojść do napięcia? Teraz wszystko stało się jasne, a słowa, które padły zaskoczyły nawet największych sceptyków. Dowiedz się więcej, jaka naprawdę jest Sanah!

Sanah, czyli Zuzanna Grabowska, w ciągu zaledwie kilku lat przeszła drogę, na którą inni artyści pracują całe dekady. Od spektakularnego debiutu w 2020 roku konsekwentnie buduje swoją markę, łącząc popową przebojowość z literacką wrażliwością i charakterystyczną estetyką. Jej utwory momentalnie wspinają się na szczyty list przebojów, a kolejne albumy rozchodzą się w imponującym tempie. Dziś trudno wskazać drugą artystkę młodego pokolenia, która równie skutecznie połączyłaby mainstream z ambitniejszym repertuarem.

Najlepszym dowodem jej fenomenu są koncerty na PGE Narodowym. Ponad 65 tysięcy osób zgromadzonych na stadionie, wspólny śpiew od pierwszych minut i atmosfera niemal muzycznego misterium – to obrazy, które na stałe zapisały się w historii polskiej sceny. Wydarzenia te pokazały, że Sanah nie jest jedynie gwiazdą internetu czy radia, ale artystką zdolną porwać tłumy w skali porównywalnej z największymi światowymi nazwiskami.

Jednak jej ambicje wykraczają daleko poza tworzenie chwytliwych singli. Jednym z ostatnich projektów była niecodzienna kolekcja poezji śpiewanej w duetach z ikonami polskiej muzyki. Na albumie znalazły się interpretacje tekstów Tadeusza Różewicza, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Adama Mickiewicza czy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. To odważny ruch, który dla jednych był artystycznym objawieniem, dla innych ryzykowną próbą zmierzenia się z klasyką.

Do współpracy zaprosiła prawdziwe legendy – wśród nich znalazła się Alicja Majewska, a także inne uznane nazwiska sceny w tym m.in. Michał Bajor, Kasia Kowalska czy Kasia Nosowska. Szczególne emocje wzbudził utwór „Oczyszczenie”, czyli wokalna wersja wiersza Tadeusza Różewicza nagrana właśnie z Alicją Majewską. Spotkanie dwóch pokoleń artystek zostało odebrane jako symboliczny dialog tradycji z nowoczesnością, doświadczenia z młodzieńczą wrażliwością.

POLECAMY: Andżelika Wójcik oskarża kadrę o brak wsparcia. Prezes PZŁS odpowiada na zarzuty

Alicja Majewska ujawnia prawdę o Sanah

Wielu zastanawiało się jednak, co naprawdę myśli o niej 77-letnia legenda. Czy w branży, gdzie konkurencja bywa bezwzględna, mogło pojawić się napięcie? W rozmowie z reporterem Pomponika podczas finału „The Voice Senior” Alicja Majewska rozwiała wszelkie wątpliwości i nie zostawiła miejsca na niedomówienia.

Urocza dziewczyna, bardzo kulturalna, dobrze wychowana. I to, czego gratuluję jej czy jej otoczeniu, jej rodzinie, to że mimo osiągnięcia takiego sukcesu, bo ona osiągnęła ogromny sukces, te wyprzedawane stadiony i tak dalej, wydaje mi się w kontakcie z nią, że nie zmieniło to jej osobowości, jej hierarchii wartości – wyznała.

Te słowa wybrzmiały szczególnie mocno, bo w świecie show-biznesu komplementy między artystkami z różnych pokoleń nie zawsze przychodzą łatwo. Alicja Majewska nie tylko doceniła sukces Sanah, ale też podkreśliła jej skromność i stabilność wartości mimo ogromnej popularności. To rzadkość w czasach, gdy błyskawiczna kariera potrafi zmienić nawet najbardziej poukładane osobowości. Legenda sceny spróbowała także odpowiedzieć na pytanie, skąd bierze się fenomen młodej gwiazdy.

Nie wiadomo, co sprawia, że ktoś robi karierę, bo to kariera ogromna. Podstawa jest taka, że Sanah jest bardzo muzykalną osobą, jest muzykiem. […] Sama sobie komponuje bardzo zgrabne melodie. Mnie się wydaje, […] że ona się wyróżniła stylem, zewnętrznością również wśród dużego grona świetnie śpiewających młodych piosenkarek. Wyróżniła się jakąś taką prostotą, skromnością – dodała.

Nie zabrakło również oceny wokalnych umiejętności młodszej artystki.

Ona ma skalę, dużą skalę. Jest muzykalna, nie popisuje się jakimiś melizmatami […] wyszukanymi. Śpiewa dosyć prosto. Ma specyficzną barwę głosu, która jak to u każdego z nas – jednego może zachwycić, a drugiego w ogóle nie pociągnąć i odrzucać. To jest zjawisko rzeczywiście, na temat którego myślę, że powstaną prace – wyjaśniła.

Co istotne, Alicja Majewska odniosła się także do plotek o rzekomo trudnym charakterze Sanah za kulisami. W jej opinii profesjonalizm i wymagania wobec współpracowników nie są niczym złym, o ile towarzyszy im kultura osobista.

Ona się okazuje taką zosią samosią trochę. […] Może na etapie pracy jest rygorystyczna i ma opinię wymagającej. Natomiast właśnie o czym powiedziałam – to się nazywa dobre wychowanie: w stosunku do nas, kolegów, i […] myślę, że rówieśników również, absolutnie żadnego cienia zastrzeżenia nie mogłabym zgłosić – dodała.

W świecie pełnym medialnych spięć i domniemanych konfliktów taka wypowiedź ma ogromną wagę. Dwie divy – jedna z wieloletnim dorobkiem i statusem legendy, druga będąca symbolem nowego pokolenia – pokazały, że możliwy jest dialog oparty na szacunku.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Steczkowska chwyciła za telefon. Tak wyglądała jej ostra rozmowa z Wojewódzkim

Którą artystkę cenicie bardziej – Alicję Majewską czy Sanah? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Alicja Majewska (zdjęcie prasowe Telewizja Polska) – “The Voice Senior 7”
Sanah (fot. screen YouTube Empik)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

PRZEłowca

Andżelika Wójcik oskarża kadrę o brak wsparcia. Prezes PZŁS odpowiada na zarzuty

Opublikowano

w dniu

przez

Miało być sportowe święto i walka o medale, a wybuchł konflikt, który wstrząsnął reprezentacją. Jedna z zawodniczek nie wytrzymała i publicznie uderzyła w związek. Odpowiedź prezesa była natychmiastowa i wyjątkowo ostra. Poznaj kulisy sprawy już teraz!

Zimowe igrzyska olimpijskie tradycyjnie przyciągają przed telewizory nie tylko zagorzałych fanów sportu, ale również tych, którzy na co dzień nie śledzą rywalizacji na najwyższym poziomie. To właśnie w czasie olimpijskiej gorączki wiele osób po raz pierwszy zaczyna interesować się łyżwiarstwem figurowym, saneczkarstwem, biegami narciarskimi czy skokami. Atmosfera wielkiego święta sportu sprawia, że nazwiska zawodników w ciągu kilku dni stają się powszechnie rozpoznawalne, a emocje udzielają się nawet najbardziej obojętnym widzom.

Tegoroczne zmagania odbywają się we Włoszech – w Mediolanie, Cortinie d’Ampezzo oraz Predazzo. Każdy dzień przynosi nowe historie: triumfy, dramaty i nieoczekiwane zwroty akcji. Właśnie takie momenty budują legendę igrzysk i zapisują się w pamięci kibiców na długie lata.

Polscy fani mają powody do dumy. Medale zdobyli Kacper Tomasiak oraz Władimir Semirunnij, dostarczając biało-czerwonym ogromnych emocji i radości. Ich sukcesy stały się jednym z najczęściej komentowanych tematów w mediach społecznościowych i programach sportowych. Jednak igrzyska to nie tylko chwile triumfu – to także bolesne rozczarowania.

POLECAMY: Steczkowska chwyciła za telefon. Tak wyglądała jej ostra rozmowa z Wojewódzkim

Andżelika Wójcik uderza w Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego. Co się stało?

Start Andżelika Wójcik w biegu na 500 metrów miał być jednym z ważniejszych punktów dla polskiej kadry łyżwiarstwa szybkiego. Ostatecznie zawodniczka zajęła 11. miejsce. Po przekroczeniu linii mety nie kryła łez. Szybko okazało się jednak, że jej emocje nie wynikają wyłącznie z miejsca w tabeli, ale z głębszego poczucia zawodu i frustracji.

W rozmowie z Eurosportem Andżelika Wójcik zdecydowała się na szczere wyznanie, które wywołało prawdziwą burzę. Zasugerowała, że w kluczowym momencie przygotowań do igrzysk została bez odpowiedniego wsparcia.

Po tak ciężkim czteroleciu i tak ciężkim okresie sportowo już to powiem, bo i tak pojawi się to w mediach. W tym sezonie przygotowywałam się sama, byłam bez trenera. Jest to przykre, po prostu. Na rok olimpijski zostałam sama, bez opieki i przygotowań – powiedziała.

Jej słowa błyskawicznie obiegły media. Kibice zaczęli zadawać pytania o kulisy pracy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego. Czy rzeczywiście jedna z czołowych zawodniczek została pozostawiona sama sobie w najważniejszym sezonie czterolecia?

Na odpowiedź prezesa Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego fani olimpiady nie musieli długo czekać. Rafał Tataruch w rozmowie z Eurosportem stanowczo zaprzeczył wersji przedstawionej przez zawodniczkę. Jego wypowiedź była równie mocna jak wcześniejsze słowa łyżwiarki.

To są kłamstwa albo wymyślone rzeczy. My bardziej się staraliśmy o tę opiekę niż ona jej chciała. To nie jest łatwa osoba, pokłóciła się ze wszystkimi możliwymi trenerami. […] Do Salt Lake City, czyli do końca października, miała opiekę. Tam poprosiła, by odejść z grupy. Ona po prostu w niej nie funkcjonuje. Kłóci się ze wszystkimi, nie realizuje planów treningowych – wyjaśnił.

Prezes zaznaczył, że łyżwiarka nie była pozostawiona bez wsparcia szkoleniowego, a nad przebiegiem jej przygotowań czuwała Agata Jabłońska, pełniąca funkcję team leaderki kadry i wspierająca ją m.in. podczas rozgrzewek oraz kontroli czasów. W jego ocenie narracja o „samotności” nie oddaje rzeczywistego stanu rzeczy i jest raczej konsekwencją rozczarowania po nieudanym występie niż odzwierciedleniem faktów.

Dla kibiców to jednak trudna sytuacja. Z jednej strony chcą wspierać zawodniczkę, która otwarcie mówi o swoich odczuciach. Z drugiej – słyszą stanowcze zaprzeczenia ze strony władz związku. Prawda, jak to zwykle bywa, może leżeć gdzieś pośrodku.

Jedno jest pewne: zimowe igrzyska to nie tylko walka o medale, ale także kulisy, które rzadko wychodzą na światło dzienne. Konflikt wokół Andżeliki Wójcik jeszcze długo będzie komentowany w środowisku sportowym. Tymczasem olimpijskie zmagania trwają dalej, a ceremonia zamknięcia odbędzie się w niedzielę 22 lutego 2026 roku, symbolicznie kończąc jedno z najbardziej emocjonujących wydarzeń sportowych tej zimy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Burza w sieci po wyznaniu Andziaks. Tak nazwała swojego syna

Która dyscyplinę sportową oglądacie najchętniej podczas olimpiady? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Andżelika Wójcik (fot. screen Eurosport Polska)
Rafał Tataruch (fot. screen YouTube Polsat Sport)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością