Śledź nas

news

Małgorzata Rozenek-Majdan zabrała głos po wizycie w schronisku. Te słowa zapadają w pamięć

Opublikowano

w dniu

Tej zimy pomoc zwierzętom nabrała nowego tempa, a celebryci coraz częściej wychodzą poza deklaracje i działają. W centrum uwagi znalazła się Małgorzata Rozenek-Majdan, która po obradach komisji sejmowej ruszyła w teren, by pokazać, jak naprawdę powinna wyglądać opieka nad bezdomnymi zwierzętami. Dowiedz się więcej już teraz!

Małgorzata Rozenek-Majdan zaangażowała się w ostatnie działania na rzecz ochrony zwierząt w sposób, który wykracza poza symboliczne gesty. Tej zimy pomoc zwierzętom wyraźnie wzrosła – zarówno z powodu siarczystych mrozów, jak i dzięki inicjatywom zapoczątkowanym przez Dodę, która rozpoczęła akcję ocieplania bud, nagłaśniania skandali i wyjaśniania nieprawidłowości w patoschroniskach, m.in. w Bytomiu i Sobolewie. Właśnie w tym kontekście działania Rozenek wpisują się w szerszy społeczny ruch, który coraz głośniej domaga się realnych zmian systemowych, a nie tylko chwilowego zainteresowania mediów.

20 stycznia celebrytka wzięła udział w posiedzeniu Komisji Nadzwyczajnej do spraw ochrony zwierząt, pokazując, że temat traktuje poważnie również na poziomie legislacyjnym. Dwa dni później postanowiła jednak wyjść z sal sejmowych i udać się tam, gdzie skutki decyzji władz są najbardziej widoczne – do schroniska. Jej decyzja nie była przypadkowa. Chciała bowiem nie tylko zobaczyć sytuację na miejscu, ale także znaleźć realne, działające rozwiązania, które mogłyby stać się wzorem dla innych gmin i placówek w całej Polsce.

W czwartek Małgorzata Rozenek-Majdan zapowiedziała swoją wizytę w mediach społecznościowych słowami:

Jedziemy obejrzeć schronisko na Marmurowej, łódzkie schronisko, które może być idealnym przykładem tego, jak należy sprawować opiekę nad bezdomnymi zwierzętami. Po co jechać do miejsca, które działa? No właśnie po to, żeby zdobywać know-how, żeby w rozmowach z tymi, którzy twierdzą, że się nie da, pokazywać im realne przykłady schronisk, które działają dokładnie w takich samych warunkach, które potrafią wykorzystywać publiczne środki w prawidłowy sposób, w trosce o zwierzęta – mówiła.

Podczas wizyty w schronisku Rozenek spotkała się z Albertem Kurkowskim, dyrektorem Schroniska dla Zwierząt w Łodzi, oraz z Hanną Zdanowską, prezydentką miasta. Miała okazję nie tylko porozmawiać z osobami zarządzającymi placówką, ale również poznać psy, które wciąż czekają na swoich właścicieli. W kilku relacjach zachęcała swoich obserwatorów do odwiedzenia tego miejsca i adopcji zwierząt, podkreślając, że za każdym statystycznym wynikiem stoją konkretne historie, emocje i żywe istoty, które potrzebują domu.

Po wizycie celebrytka podzieliła się trafnymi przemyśleniami, które jasno pokazały, że nie była to jedynie kurtuazyjna obecność.

Wyszliśmy ze schroniska w Łodzi, schroniska, które pokazuje, że da się przy wykorzystaniu publicznych, bardzo często ograniczonych funduszy, tak tworzyć miejsca, żeby te miejsca były z troską prowadzone dla zwierząt. To jest ważne, żeby te pieniądze publiczne były wydatkowane w odpowiedni sposób, ale żeby to dobro zwierząt było na pierwszym miejscu. To jest jasny dowód też na to, że kiedy współdziałają władze miasta, tutaj pani prezydent Hanna Zdanowska i dyrektorzy tych placówek, tutaj pan Albert Kurkowski, to z takiego działania, plus zaangażowania całego zespołu, dzieją się naprawdę dobre rzeczy – wspomniała.

POLECAMY: Wojewódzki uderza w Kędzierskiego. Ten komentarz wywołał burzę przed startem ”Tańca z Gwiazdami”

Rozenek-Majdan niesie pomoc psiakom

Schronisko, które odwiedziła Rozenek, ma bardzo wysoki odsetek adopcji, co w realiach polskiego systemu opieki nad bezdomnymi zwierzętami wciąż nie jest normą. Celebrytka zachęcała osoby prowadzące podobne miejsca do tego, by korzystały z pomocy i doświadczenia łódzkiego zespołu.

Wszyscy ci, którzy twierdzą, że się nie da, macie idealne, wzorcowe miejsce do tego, żeby podjechać, zapytać się, zadzwonić. Pan dyrektor jest bardzo chętny do tego, żeby dzielić się swoją wiedzą – stwierdziła.

Warto dodać, że Rozenek pojawiła się na miejscu w schronisku z ciepłymi kocami, dużymi zapasami jedzenia i innymi potrzebnymi akcesoriami dla zwierząt. W relacji wspomniała, że mogła liczyć na pomoc firm, które z nią współpracują.

Jadę z darami, a dokładnie dary będą czekały na miejscu. I zobaczcie, jak bardzo te relacje biznesowe przydają się nie tylko po to, żebyśmy ja i firma, z którą współpracuję, mieli korzyści, ale one się przydają właśnie w takich momentach. Słuchajcie, wczoraj wystarczyło wykonać parę telefonów do firm, które przywiozą bardzo ciepłe koce, które przywiozą tony karmy, bardzo dużą ilość innych dodatkowych akcesoriów. To są firmy, które po prostu odpowiedziały na mój telefon, powiedziały: “Tak, wchodzimy w to, oczywiście pomożemy”. To jest rodzaj i sposób prowadzenia biznesu, który jest bardzo pozytywny, bo to nie jest tylko zarabianie, ale również dzielenie się tym dobrem – mówiła na InstaStories.

Działania Małgorzaty Rozenek-Majdan wpisują się w szerszy trend zaangażowania osób publicznych w sprawy ochrony zwierząt, który w ostatnich tygodniach wyraźnie przyspieszył. Obok inicjatyw Dody, która nagłośniła dramatyczne warunki w patoschroniskach w Bytomiu i Sobolewie, pojawiają się kolejne głosy domagające się systemowych reform, a nie jedynie doraźnych kontroli i kosmetycznych zmian. To sygnał, że temat przestaje być niszowy i zaczyna realnie wpływać na debatę publiczną.

Na zakończenie warto jasno powiedzieć jedno: celebrytom można zarzucać wiele, ale jeśli biorą się do pracy i realnie niosą pomoc, nie powinno się sprowadzać ich działań wyłącznie do PR-u czy próby odbudowy wizerunku. Kiedy na szali jest życie i dobro zwierząt, liczą się czyny, a nie intencje przypisywane przez komentatorów. A tych czynów w ostatnich dniach – zarówno ze strony Rozenek, jak i innych zaangażowanych osób – zdecydowanie nie brakuje.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tak Doda skomentowała działania urzędników w Sobolewie. Co dalej z patoschroniskiem?

Co uważacie o działaniach Małgorzaty Rozenek-Majdan? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Małgorzata Rozenek-Majdan (fot. screen Instagram Stories Małgorzata Rozenek-Majdan) – 22 stycznia 2026
Małgorzata Rozenek-Majdan (fot. screen Instagram Stories Małgorzata Rozenek-Majdan) – 22 stycznia 2026
Małgorzata Rozenek-Majdan (fot. screen Instagram Stories Małgorzata Rozenek-Majdan) – 22 stycznia 2026
Małgorzata Rozenek-Majdan (fot. screen Instagram Stories Małgorzata Rozenek-Majdan) – 22 stycznia 2026
Małgorzata Rozenek-Majdan (fot. screen Instagram Stories Małgorzata Rozenek-Majdan) – 22 stycznia 2026
Małgorzata Rozenek-Majdan (fot. screen Instagram Stories Małgorzata Rozenek-Majdan) – 22 stycznia 2026
Małgorzata Rozenek-Majdan (fot. screen Instagram Stories Małgorzata Rozenek-Majdan) – 22 stycznia 2026

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Michał O. zabił sześć osób. Miał pozwolenie na broń. Co jeszcze wyszło na jaw?

Opublikowano

w dniu

przez

Sobotnie wydarzenia w centrum Krakowa wstrząsnęły opinią publiczną. Sześć osób straciło życie, a kilkanaście zostało rannych po dramatycznym ataku na Rynku Głównym. Teraz na jaw wychodzą kolejne informacje dotyczące 24-letniego sprawcy. Michał O. legalnie posiadał broń, a jeszcze szersze uprawnienia miał jego ojciec. Dowiedz się więcej!

Sobotnie popołudnie w Krakowie przyniosło dramatyczne wydarzenia, które na długo pozostaną w pamięci mieszkańców i turystów. Na Rynku Głównym doszło do ataku z użyciem broni palnej. W jednej chwili miejsce pełne spacerujących ludzi zamieniło się w przestrzeń, w której rozegrał się prawdziwy dramat.

Według przekazanych informacji w wyniku strzelaniny życie straciło sześć osób, a 16 zostało rannych. Wśród poszkodowanych znaleźli się również funkcjonariusze policji. Skala tragedii sprawiła, że wydarzenia z Krakowa natychmiast wywołały ogromne poruszenie i pytania o okoliczności ataku.

Jak wynika z opisywanych ustaleń, 24-letni mężczyzna z zasłoniętą twarzą wjechał samochodem na Rynek Główny w Krakowie. Następnie zaczął strzelać do znajdujących się tam osób. Sytuacja była niezwykle dynamiczna, a na miejscu szybko pojawili się funkcjonariusze, którzy podjęli interwencję.

Po starciu z policjantami sprawca został postrzelony i ujęty. Wydarzenia rozegrały się w samym centrum miasta, w miejscu, które każdego dnia odwiedzają tysiące ludzi. Trudno nie zadać sobie pytania, jak doszło do tak dramatycznego ataku i co doprowadziło do tragedii.

POLECAMY: Byli tuż obok miejsca strzelaniny. Kim są lekarze, którzy ruszyli na ratunek rannym policjantom?

Michał O. miał pozwolenie na broń. Nowe ustalenia

Teraz na jaw wychodzą kolejne informacje dotyczące 24-letniego Michała O. Jak potwierdził w rozmowie z „Faktem” podinsp. Andrzej Fijołek, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji, mężczyzna miał aktywne pozwolenie na broń. Co szczególnie istotne, uprawnienia obejmowały zarówno pistolet, jak i karabinek AR-15.

To właśnie karabinek AR-15 najprawdopodobniej został wykorzystany podczas ataku na krakowskim Rynku Głównym. Informacja o legalnym posiadaniu broni przez sprawcę sprawia, że sprawa nabiera kolejnego wymiaru. W kontekście tragedii pojawiają się pytania o zasady przyznawania pozwoleń oraz o to, jak wyglądała sytuacja 24-latka przed sobotnimi wydarzeniami.

“AR-15 to cywilna wersja karabinu stosowanego przez służby i wojsko” – powiedział podinsp. Andrzej Fijołek, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Policji na łamach “Faktu”.

Na tym jednak nie kończą się ustalenia dotyczące rodziny sprawcy. Jak informuje „Fakt”, 53-letni ojciec Michała O. posiadał pozwolenie na wiele sztuk broni. W jego przypadku chodziło o broń sportową, którą mężczyzna miał legalnie, zgodnie z obowiązującymi uprawnieniami. W domu rodziny zabezpieczono siedem jednostek broni. To kolejny element sprawy, który może budzić zainteresowanie opinii publicznej.

Jeszcze bardziej dramatyczne informacje dotyczą najbliższych 24-latka. Jak przekazano, w domu znaleziono martwego 53-letniego ojca sprawcy, jego 52-letnią żonę oraz 20-letnią córkę. Według wstępnych ustaleń najprawdopodobniej zginęli od postrzałów, a na ich ciałach widoczne były rany po kulach.

W rozmowie z „Faktem” pojawiły się również informacje dotyczące wcześniejszej sytuacji rodziny. Jak przekazała policja, w domu nie dochodziło wcześniej do interwencji funkcjonariuszy.

“W ich domu nie było wcześniej interwencji” – potwierdza policja.

W przekazanych informacjach pojawia się również kwestia ewentualnej karalności Michała O. Jak wyjaśnia rozmówca „Faktu”, gdyby 24-latek był karany lub notowany, straciłby pozwolenie na broń.

“Gdyby 24-latek był karany lub notowany, straciłby pozwolenie na broń” — dodaje rozmówca “Faktu”.

Sobotni atak na Rynku Głównym w Krakowie pozostawił po sobie ogromny dramat. Sześć ofiar śmiertelnych, 16 rannych i dwóch poszkodowanych funkcjonariuszy to tragiczny bilans wydarzeń, które rozegrały się w centrum miasta. Każda kolejna informacja dotycząca sprawcy i jego rodziny sprawia, że sprawa budzi jeszcze większe zainteresowanie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Marzena Rogalska zabrała głos po tragedii w Krakowie. Chodzi o jej bliskich

Jak zareagowaliście na te dramatyczne wiadomości z Krakowa? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Michał O. (fot. screen Facebook)
Michał O. (fot. screen Facebook)
(fot. screen Facebook)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Byli tuż obok miejsca strzelaniny. Kim są lekarze, którzy ruszyli na ratunek rannym policjantom?

Opublikowano

w dniu

przez

Strzelanina na Rynku Głównym w Krakowie wstrząsnęła całą Polską. Wśród dramatycznych doniesień pojawiła się jednak historia, która pokazuje niezwykłą odwagę i poświęcenie. Dwóch policjantów, którzy stanęli naprzeciw uzbrojonemu napastnikowi oraz lekarze, którzy natychmiast ruszyli im na pomoc, zostali bohaterami niezwykłych wydarzeń. Dowiedz się więcej, kim są!

W sobotę 7 listopada w centrum Krakowa doszło do dramatycznych wydarzeń, które wywołały ogromne poruszenie. Krótko po godzinie 15:00 uzbrojony mężczyzna miał wjechać samochodem na Rynek Główny i zacząć strzelać do przypadkowych przechodniów. W jednej chwili spokojne centrum miasta zamieniło się w miejsce pełne chaosu i przerażenia. Mieszkańcy oraz turyści w popłochu szukali schronienia w pobliskich restauracjach, kawiarniach i bramach kamienic.

Podczas interwencji policji doszło do wymiany ognia. Funkcjonariusze stanęli naprzeciw uzbrojonemu sprawcy, próbując powstrzymać go przed dalszym atakiem. Według dotychczasowych doniesień w tragedii zginęło sześć osób, a 16 zostało rannych. Dwóch policjantów odniosło bardzo poważne obrażenia, a podejrzany został obezwładniony i przewieziony do szpitala. Śledczy nadal ustalają dokładne okoliczności zdarzenia oraz motywy działania napastnika.

W centrum uwagi znaleźli się st. post. Jakub Kulik i st. post. Artur Morański. To właśnie ci funkcjonariusze mieli ryzykować własne życie, aby uniemożliwić sprawcy strzelanie do kolejnych osób. Ich interwencja, jak wynika z relacji opublikowanych przez „Fakt”, była niezwykle dramatyczna. Jeden z rannych policjantów, mimo odniesionych obrażeń, miał ostatkiem sił obezwładnić napastnika, a następnie klęcząc pilnować go, dopóki sam nie padł na ziemię.

Informacje o stanie funkcjonariuszy przekazała również podinsp. Katarzyna Cisło z małopolskiej policji. Jak poinformowała „Fakt”, obaj policjanci zostali bardzo poważnie ranni. Jeden z nich trafił do szpitala w stanie bezpośrednio zagrażającym życiu. Doniesienia te wywołały ogromne poruszenie, a w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się liczne wyrazy wsparcia dla funkcjonariuszy, którzy podczas interwencji narażali własne bezpieczeństwo.

POLECAMY: Marzena Rogalska zabrała głos po tragedii w Krakowie. Chodzi o jej bliskich

Bohaterowie, o których nie wszyscy wiedzą! Byli blisko miejsca tragedii i ratowali rannych funkcjonariuszy

Na tym jednak nie kończy się niezwykła historia z Krakowa. Jak ustalił „Fakt”, od samego początku ranni policjanci mieli zapewnioną najlepszą możliwą opiekę medyczną. W chwili, gdy funkcjonariusze potrzebowali pilnej pomocy, do akcji wkroczyli również lekarze, którzy znajdowali się w pobliżu miejsca tragedii. Ich reakcja mogła mieć ogromne znaczenie dla dalszego przebiegu dramatycznych wydarzeń.

Z pobliskiej restauracji wybiegło do rannych policjantów dwóch uznanych krakowskich chirurgów. Nie czekali na spokojne warunki ani na możliwość dotarcia do szpitala. Natychmiast ruszyli na pomoc funkcjonariuszom, którzy zostali poważnie ranni podczas walki z napastnikiem. To właśnie ich błyskawiczna reakcja stała się jednym z najbardziej poruszających wątków całej tragedii.

Kilka godzin po strzelaninie w sieci zaczęły pojawiać się informacje dotyczące lekarzy, którzy pomagali rannym policjantom. Internauci przekazywali sobie te doniesienia i próbowali ustalić, kto dokładnie uczestniczył w akcji ratunkowej. „Fakt” miał uzyskać potwierdzenie z wiarygodnego źródła, że chirurdzy nie tylko udzielali pomocy na ulicy, ale również uczestniczyli w dalszym leczeniu poszkodowanych funkcjonariuszy.

Jednym z lekarzy, którzy zaangażowali się w pomoc, jest prof. Michał Pędziwiatr. To uznany specjalista związany z Uniwersytetem Jagiellońskim i Szpitalem Uniwersyteckim w Krakowie. Pełni funkcję kierownika II Katedry Chirurgii UJ oraz kierownika Oddziału Klinicznego Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej, Metabolicznej i Stanów Nagłych. Jak ustalił „Fakt”, profesor miał później operować w szpitalu jednego z rannych policjantów.

Zawodowe osiągnięcia prof. Michała Pędziwiatra również robią wrażenie. Portal Znany Lekarz podaje, że otrzymał Nagrodę Okręgowej Izby Lekarskiej w Krakowie za najlepiej zdany egzamin specjalizacyjny. Uzyskał także najlepszy wynik w kraju w zakresie chirurgii onkologicznej oraz zdał europejski egzamin specjalizacyjny z chirurgii. Drugim lekarzem, który miał ratować policjantów na ulicy, jest prawdopodobnie dr Mateusz Wierdak, również uznany krakowski chirurg.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wielkie emocje w „MasterChef”. Kto powalczy o półfinał? [PRZED PREMIERĄ]

Jak zareagowaliście na te dramatyczne wiadomości z Krakowa? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

prof. dr hab. med. Michał Pędziwiatr (fot. screen YouTube Szpital Uniwersytecki)
(fot. screen X)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Marzena Rogalska zabrała głos po tragedii w Krakowie. Chodzi o jej bliskich

Opublikowano

w dniu

przez

Tragedia na Rynku Głównym w Krakowie poruszyła Marzenę Rogalską, która przez lata była związana z tym miastem. Dziennikarka opublikowała przejmujący wpis, w którym wyznała, co szczególnie mocno ją dotknęło. Okazało się, że dramatyczne wydarzenia miały dla niej również bardzo osobisty wymiar. Dowiedz się więcej!

W sobotę 7 listopada Kraków stał się miejscem dramatycznych wydarzeń, które wstrząsnęły mieszkańcami i całą Polską. Krótko po godzinie 15 na Rynku Głównym doszło do strzelaniny. Według przekazanych informacji uzbrojony mężczyzna wjechał samochodem na centralny plac miasta i zaczął strzelać do przypadkowych przechodniów. W jednej chwili spokojna atmosfera historycznego centrum zamieniła się w chaos, a ludzie desperacko szukali schronienia.

W centrum miasta wybuchła panika. Przechodnie uciekali do restauracji, kawiarni oraz bram kamienic, próbując znaleźć bezpieczne miejsce. Podczas późniejszej interwencji policji doszło do wymiany ognia, w wyniku której rannych zostało dwóch funkcjonariuszy. Podejrzany został obezwładniony i przewieziony do szpitala. Według dotychczasowych doniesień w ataku zginęło sześć osób, a 15 zostało rannych. Śledczy wciąż wyjaśniają okoliczności tragedii oraz motyw działania napastnika.

Dramatyczne doniesienia szczególnie mocno poruszyły Marzenę Rogalską. Dziennikarka przez lata była związana z Krakowem, dlatego miasto zajmuje szczególne miejsce w jej sercu. Jak sama przyznała, kojarzyło jej się przede wszystkim z bezpieczeństwem, spokojem i poczuciem bycia u siebie. Wiadomości o strzelaninie sprawiły, że dotychczasowe wspomnienia zderzyły się z niezwykle bolesną rzeczywistością.

O wydarzeniach na Rynku Głównym Marzena Rogalska dowiedziała się z opóźnieniem. Przez cały dzień była pochłonięta obowiązkami zawodowymi, dlatego nie śledziła na bieżąco dramatycznych doniesień. Dopiero później dotarły do niej informacje o tym, co wydarzyło się w ukochanym mieście. Kiedy poznała szczegóły tragedii, postanowiła podzielić się swoimi emocjami z obserwatorami na Instagramie.

POLECAMY: Wielkie emocje w „MasterChef”. Kto powalczy o półfinał? [PRZED PREMIERĄ]

Przejmujące wyznanie Marzeny Rogalskiej po strzelaninie. „Nie potrafię nawet opisać”

W swoim wpisie dziennikarka zwróciła się bezpośrednio do Krakowa, opisując wyjątkową więź, jaka ją z nim łączy. Jej słowa były pełne emocji i wyraźnie pokazywały, jak trudno pogodzić się z tym, co wydarzyło się w miejscu dotychczas kojarzonym z bezpieczeństwem. Nie ukrywała, że tragedia wywołała w niej ogromny smutek.

„Krakowie, mój kochany… który dawałeś mi tyle poczucia bezpieczeństwa, ile nie dawało mi żadne inne miasto. Ty, w którym zawsze czułam się dobrze, spokojnie, niemal jak w domu” – napisała Marzena Rogalska.

W kolejnych słowach Marzena Rogalska przyznała, że trudno jej zrozumieć, jak mogło dojść do tak strasznych wydarzeń właśnie w Krakowie. Dziennikarka nie kryła, że obraz miasta, które tak dobrze znała i kochała, został w jej oczach naznaczony dramatycznymi wydarzeniami. Krótkie wyznanie doskonale oddawało jej bezradność wobec tragedii.

„Dzisiaj trudno mi pojąć, że wydarzyło się tam coś tak strasznego” – dodała.

Najbardziej poruszający fragment wpisu dotyczył jednak bliskich dziennikarki. Marzena Rogalska ujawniła, że jej przyjaciele znajdowali się na Rynku Głównym zaledwie pół godziny przed tragedią. Ta informacja sprawiła, że dramatyczne wydarzenia nabrały dla niej jeszcze bardziej osobistego wymiaru. Okazało się również, że w czasie strzelaniny w centrum miasta przebywał syn jednej z jej przyjaciółek.

Młody mężczyzna, który jest studentem, znalazł się na Rynku Głównym właśnie wtedy, gdy rozgrywał się dramat. Dziennikarka przyznała, że wiadomość o jego obecności w miejscu strzelaniny wywołała w niej emocje, których nie potrafiła opisać. Świadomość, że tragedia mogła dotknąć osoby z jej najbliższego otoczenia, była dla niej szczególnie trudna.

„Pół godziny przed tragedią byli tam moi przyjaciele. W czasie, kiedy rozgrywał się ten dramat, na Rynku był syn mojej przyjaciółki. Młody chłopak, student. Nie potrafię nawet opisać, co poczułam, kiedy się o tym dowiedziałam” – wyznała dziennikarka.

W swoim wpisie Marzena Rogalska nie ograniczyła się wyłącznie do osobistych przeżyć. Zwróciła się również do rodzin osób, które straciły życie, rannych oraz wszystkich, których dotknęła sobotnia tragedia. Jej słowa były wyrazem solidarności i wsparcia dla tych, którzy w jednej chwili znaleźli się w niezwykle trudnej sytuacji. Dziennikarka podkreśliła, że myślami jest z osobami najbardziej dotkniętymi dramatycznymi wydarzeniami.

„Myślę o wszystkich, których dotknęła ta tragedia. O ofiarach, poszkodowanych, ich bliskich, o rodzinach, dla których ten dzień na zawsze będzie miał inny wymiar. Całym sercem jestem z Wami” – napisała.

Przejmujące wyznanie Marzeny Rogalskiej pokazuje, jak dramatyczne wydarzenia w Krakowie dotknęły również osoby, które nie były bezpośrednimi uczestnikami strzelaniny. Szczególnie mocno wybrzmiewa w nim historia bliskich dziennikarki, którzy znaleźli się w centrum miasta tuż przed tragedią lub w jej trakcie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Startuje NOWY program Polsatu. Czy zagrozi Dorocie Szelągowskiej?

Jak zareagowaliście na te dramatyczne wiadomości z Krakowa? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Marzena Rogalska (fot. zdjęcie prasowe TVP)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Startuje NOWY program Polsatu. Czy zagrozi Dorocie Szelągowskiej?

Opublikowano

w dniu

przez

Polsat szykuje nowość dla miłośników remontów, spektakularnych metamorfoz i nieruchomości. Już w listopadzie na antenie Super Polsat pojawi się format, w którym rodzinne emocje zderzą się z finansami, a decyzja o przyszłości własnego domu może okazać się trudniejsza, niż ktokolwiek przypuszcza. Jedną z prowadzących będzie projektantka, która ma już doświadczenie zdobyte przy produkcjach TVN. Dowiedz się więcej!

Marika Jóźwiak to architektka wnętrz, która doskonale wie, że udana metamorfoza wymaga czegoś więcej niż efektownych dodatków i modnych kolorów. W przeszłości współpracowała przy programach TVN z Dorotą Szelągowską, dzięki czemu zdobywała doświadczenie w telewizyjnych realizacjach związanych z aranżacją przestrzeni. Teraz przed nią kolejne zawodowe wyzwanie. Już 8 listopada na antenie Super Polsat zadebiutuje pierwsza polska edycja światowego hitu „Pokochaj lub sprzedaj”, w którym projektantka pomoże uczestnikom odkryć potencjał ich własnych czterech ścian. Tym razem nie chodzi jednak wyłącznie o odświeżenie wnętrza, ale o decyzję, która może całkowicie zmienić życie całej rodziny.

W nowym formacie Marika Jóźwiak połączy siły z agentem nieruchomości Jackiem Mędralą. Ich zadanie będzie polegało na przekonaniu uczestników do dwóch zupełnie różnych rozwiązań. Projektantka spróbuje odmienić obecne mieszkanie lub dom, dostosowując przestrzeń do potrzeb i możliwości finansowych domowników. Z kolei agent nieruchomości zaprezentuje alternatywne lokale, które mogą skłonić rodzinę do przeprowadzki. Widzowie zobaczą więc nie tylko spektakularne przemiany wnętrz, ale również poszukiwania nowego miejsca do życia i dylematy związane z opuszczeniem dotychczasowego domu.

„Pokochaj lub sprzedaj” nie będzie zwykłym programem o remontach. W centrum każdej historii znajdą się ludzie, ich emocje, przyzwyczajenia i odmienne wyobrażenia o idealnym miejscu do życia. Dla jednych najważniejsza okaże się możliwość pozostania w dobrze znanej okolicy, dla innych — większa przestrzeń, funkcjonalność lub szansa na nowy początek. Do tego dochodzą kwestie finansowe, które mogą skutecznie skomplikować nawet pozornie prostą decyzję. Marika Jóźwiak i Jacek Mędrala będą musieli pokazać uczestnikom, że każda z opcji ma swoje zalety, ale również konsekwencje, z którymi trzeba się liczyć.

POLECAMY: Wołodymyr Zełenski zabrał głos po tragedii w Krakowie. Jedno zdanie przykuwa uwagę

„Pokochaj lub sprzedaj” – kiedy i gdzie oglądać?

Premiera programu odbędzie się w niedzielę 8 listopada o godz. 17:40 na antenie Super Polsat. W pierwszym odcinku poznamy rodzinę z warszawskiego Ursynowa, której obecne mieszkanie przestało odpowiadać zmieniającym się potrzebom. W kolejnych tygodniach widzowie będą mogli śledzić następne historie osób stojących przed podobnym wyborem. Zgodnie z zapowiedzią stacji następne odcinki będą emitowane w niedziele o godz. 18:00. Format ma połączyć rozrywkę z praktycznymi inspiracjami dla osób, które zastanawiają się nad remontem, zmianą aranżacji albo zakupem nowej nieruchomości.

Bohaterką premierowego odcinka będzie Mariola, mieszkająca na Ursynowie z dwójką nastoletnich dzieci – Niną i Mikołajem. Każde z nich ma własny pokój, ale sytuacja samej mamy wygląda zupełnie inaczej. Kobieta śpi i pracuje zdalnie na kanapie w salonie, co utrudnia jej codzienne funkcjonowanie i nie zapewnia odpowiednich warunków do odpoczynku. Do tego dochodzą duża, lecz niefunkcjonalna kuchnia, łazienka wymagająca remontu oraz zagracona przestrzeń. Mieszkanie, które powinno być wygodnym miejscem dla całej rodziny, stało się dla Marioli źródłem frustracji.

Problem nie dotyczy jednak wyłącznie wystroju. Mariola coraz bardziej męczy się życiem w mieście i marzy o domu w okolicach Warszawy, z którego nadal można sprawnie dojechać do centrum. Taka zmiana oznaczałaby dla niej szansę na nową przestrzeń i inny styl życia. Jej dzieci patrzą na sytuację zupełnie inaczej. Nina i Mikołaj nie chcą opuszczać miejsca, w którym mają szkołę, przyjaciół i drużynę sportową. Przeprowadzka wiązałaby się więc nie tylko ze zmianą adresu, ale również z koniecznością porzucenia codzienności, do której nastolatkowie są przywiązani.

W tej sytuacji do akcji wkroczy Marika Jóźwiak, która będzie musiała udowodnić, że nawet problematyczne mieszkanie może zyskać zupełnie nowe oblicze. Jej zadaniem będzie poprawa funkcjonalności wnętrza i dostosowanie go do potrzeb wszystkich domowników. Szczególnie ważne okaże się znalezienie rozwiązania, które pozwoli Marioli wygodniej pracować i odpoczywać, nie odbierając jednocześnie dzieciom ich własnej przestrzeni. Projektantka będzie musiała zmierzyć się z ograniczeniami istniejącego układu i stworzyć wnętrze, które odpowie na codzienne potrzeby rodziny. Sama estetyczna metamorfoza nie wystarczy — liczyć się będzie przede wszystkim praktyczny efekt.

W tym samym czasie Jacek Mędrala rozpocznie poszukiwania nieruchomości, która mogłaby przekonać rodzinę do wyprowadzki z Ursynowa. Nowy dom powinien odpowiadać oczekiwaniom Marioli, ale jednocześnie uwzględniać potrzeby Niny i Mikołaja. Znaczenie będą miały nie tylko metraż i układ pomieszczeń, lecz także lokalizacja oraz dojazd do Warszawy. Znalezienie miejsca, które zadowoli wszystkich, może okazać się trudniejsze, niż się wydaje. Agent będzie musiał pokazać, że przeprowadzka nie musi oznaczać rezygnacji ze wszystkiego, co dla rodziny ważne, ale może otworzyć przed nią nowe możliwości.

Czy Marika Jóźwiak zdoła przekonać Mariolę, że warto pozostać na Ursynowie, a Jacek Mędrala znajdzie dom, który zachwyci całą rodzinę? Odpowiedź poznamy już w premierowym odcinku „Pokochaj lub sprzedaj”, który zostanie wyemitowany w niedzielę 8 listopada o godz. 17:40 na antenie Super Polsat. Kolejne odcinki będzie można oglądać w każdą niedzielę o godz. 18:00.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Karol Nawrocki reaguje na strzelaninę w Krakowie. Podjął decyzję

Będziecie oglądać nowy program Polsatu? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

(fot. zdjęcie prasowe Super Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Super Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Super Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Super Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Super Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Super Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością