Śledź nas

prze.tv

Co Olek Sikora przekazał Idzie Nowakowskiej przed udziałem w „TTBZ”? Kulisy wyszły na jaw

Opublikowano

w dniu

Od radia po śniadaniówkę, od marzeń z dzieciństwa po zawodowe ambicje sięgające siedmiu dni w tygodniu – duet Ola Filipek i Olek Sikora nie zwalnia tempa. Podczas wiosennej konferencji ramówkowej opowiedzieli o swojej „lepszej połowie dnia”, pracy w „Halo tu Polsat” i planach, które mogą namieszać na rynku. Nie zabrakło też wątków o dyrektorze, „Tańcu z gwiazdami” i rad dla Idy Nowakowskiej. Dowiedz się więcej!

Od września ubiegłego roku Ola Filipek i Olek Sikora tworzą ekranowy duet w „Halo tu Polsat”, ale ich współpraca wykracza daleko poza studio telewizyjne. W każdy piątek można ich usłyszeć w RMF FM w audycji „Lepsza połowa dnia”, która jak sami przyznają – stała się dla nich przestrzenią absolutnej swobody. O kulisach tej współpracy i swoich dalszych planach opowiedzieli w rozmowie z naszym reporterem Szymonem Jedynakiem podczas konferencji ramówkowej Polsatu. Zapytani o to, jak wygląda ich „lepsza połowa dnia”, nie uciekali w ogólniki.

Do tej pory tą naszą ulubioną porą dnia była taka 8 do 11, ale teraz to się zmieni. Od 14:00 do 19:00 będziemy mówić, że ta połowa dnia jest lepsza – powiedziała Ola.

My jesteśmy jeszcze w wieku po prostu tak zwanym produkcyjnym, czyli musimy wyrobić co najmniej 300% normy. Nie chcemy zatrzymać się właściwie na jednej częstotliwości. Uważamy, że nadajemy na tych samych falach, więc stwierdziliśmy, że skoro tak dobrze nam idzie, to musimy mieć kolejne częstotliwości, na których jeszcze więcej będziemy mogli sobie pogadać – wyznał Olek.

W rozmowie szybko stało się jasne, że radio to dla Olka Sikory spełnienie wieloletnich marzeń, a nie chwilowa przygoda. Wspominał dzieciństwo w Krakowie, spacery w okolicach Kopca i siedziby RMF FM, a nawet młodzieńcze epizody, które dziś wspomina z przymrużeniem oka.

Natomiast prawdą jest, że ja sobie wychodziłem ten RMF, bo po pierwsze jestem z Krakowa, rodzice wozili mnie w takim wózku spacerowym tam w okolicach Kopca, gdzie mieści się główna siedziba RMF-u. Tam chodziliśmy na spacery. Później jak byłem już starszym chłopakiem, to piłem jakieś pierwsze tanie wino na murku. Świetnie się tam pije. Nie róbcie tego […] Natomiast to co najważniejsze, później zostałem zaproszony na nagranie demo faktów RMF FM, ale w tak zwanym międzyczasie pojawiła się inna, wtedy bardziej intratna dla mnie praca, bo chciałem pozostać przed kamerą i marzenie się nie spełniło i widzisz na najlepsze rzeczy po prostu czasem trzeba poczekać. Ja się doczekałem – powiedział z uśmiechem Sikora.

Nie zabrakło też humoru i dystansu do siebie. Olek Sikora przyznał otwarcie: „Olka, musisz mi zrobić takie szkolenie, żebym ja po prostu w końcu medialnie dojrzał”. To wyznanie pokazuje, że mimo rosnącej popularności nie boi się mówić o swoich brakach i potrzebie rozwoju. Ola Filipek z kolei podkreśliła, że marzenia są po to, by je realizować, a nie odkładać na półkę. – „Nie no, marzenia są po to, żeby je spełniać, więc jak pomyślicie o czymś, to po prostu to róbcie” – stwierdziła stanowczo.

POLECAMY: Taka prywatnie jest Sanah. Alicja Majewska nie gryzła się w język

Ola Filipek i Olek Sikora o pracy w “Halo tu Polsat”

Wątek marzeń naturalnie przeszedł w temat „Halo tu Polsat”. Od pół roku są stałą parą prowadzących i jak sami mówią – czują się w tej roli swobodnie. „Doskonale.” – odpowiedzieli, zapytani o atmosferę pracy. Choć w trakcie ferii zimowych zdarzyły się zmiany duetów, oboje podkreślili, że takie doświadczenia tylko utwierdziły ich w przekonaniu, że razem tworzą wyjątkową chemię. W ich wypowiedziach wyraźnie wybrzmiewała lojalność i przywiązanie do wspólnego projektu.

Chociaż Olek ostatnio miał taki mały skok w bok. Ja też. Ferie były zimowe, więc faktycznie pary były zmiksowane, ale to nam pokazało tylko, że fajnie jest z innymi, ale jednak co Olki to Olki – dodała Ola Filipek.

My jesteśmy po prostu stali w uczuciach. To już pewnie takie niemodne dzisiaj patrząc na to jak ludzie wiążą się ze sobą. My jednak takim starym modelem związaliśmy się ze sobą bardzo emocjonalnie i zawodowo. I no znowu to będą jakieś pewnie takie głodne kawałki, ale prawdziwe, że dobrze nam ze sobą – dodał Olek Sikora.

Duet nie ukrywa, że ma większe ambicje i coraz odważniej mówi o przyszłości śniadaniówki.

Marzy nam się, ale chyba każdemu się marzy, żeby “Halo tu Polsat” było 7 dni w tygodniu. Mamy nadzieję, że Wy również chcielibyście oglądać nas w takim wymiarze. My jesteśmy gotowi jak coś wstawać od poniedziałku do piątku – powiedziała z uśmiechem Ola Filipek.

Olek Sikora rozwinął tę myśl, mówiąc o potrzebie budowania stałej relacji z widzem i konsekwentnej obecności na antenie.

Natomiast to, co mnie najbardziej interesuje, to czy w przyszłym sezonie faktycznie “Halo tu Polsat” wejdzie w cudzysłowie na dni siedem, bo żebyśmy się mogli porównywać z konkurencją i startować w duchu fairplay, no to musimy być siedem dni w tygodniu. Chcemy też po prostu budować taką trwałą relację z widzem. Związku nie zbudujesz mając go z doskoku. Niektórym może to odpowiada jak na weekendy jeżdżą do swoich partnerów i partnerek, ale my już mówiliśmy Ci wcześniej, że jesteśmy stali w uczuciach i żeby zbudować prawdziwą relację, z której będą dzieci, no to musimy być siedem dni w tygodniu – powiedział Olek Sikora.

Co ciekawe, w trakcie rozmowy tuż obok stał dyrektor programowy stacji, Edward Miszczak, który w tym samym czasie udzielał wywiadu Maksowi Behrowi dla „Halo tu Polsat”. Ta sytuacja stała się idealnym pretekstem do żartobliwego komentarza. – „Uważaj jak mówisz o marzeniach, bo tutaj Pan Miszczak stoi” – rzuciła Ola Filipek, po czym Olek Sikora dodał: „Właśnie, mówimy głośniej […] My mamy kwity podpisane już mam nadzieję na siedem dni, więc musimy mówić głośno”.

Na tym jednak nie poprzestał. Nawiązując do relacji z dyrektorem, opowiedział anegdotę, która momentalnie rozładowała atmosferę. „A ja właśnie a propos naszego dyrektora, miałem takie proste marzenie, bo jestem prosty chłopak, żeby sobie po prostu skrócić włosy. Wziąłem maszynkę, ogoliłem się na zero i później usłyszałem od dyrektora, że włosy muszą rosnąć. To już jest zresztą riposta Oli wraz z oglądalnością Halo to Polsat.” – żartował dziennikarz.

POLECAMY: „Farma 5”: Co wydarzyło się w premierowym odcinku? Te zmiany zaskoczyły widzów

Czy „Taniec z Gwiazdami” to program o zasięgach?

W rozmowie nie mogło zabraknąć tematu „Tańca z Gwiazdami”, w którym zarówno Ola Filipek, jak i Olek Sikora mieli okazję sprawdzić się na parkiecie. Oboje podchodzą do tego doświadczenia z dużym dystansem, ale i wdzięcznością. Zamiast lukrować rzeczywistość, postawili na szczerość i konkretne wskazówki dla nowych uczestników. „Cieszyć się póki jeszcze nie jesteście zmęczeni. (…) Wyśpijcie się na zapas póki możecie” – radziła dziennikarka, dając jasno do zrozumienia, że za kulisami błyszczącego show kryje się ogromny wysiłek fizyczny i psychiczny.

Podkreślali przy tym, że program tylko z nazwy jest o tańcu. „Najmniej w tym programie to chodzi o sam taniec. Chodzi przede wszystkim o relacje” – mówił Olek Sikora. Padło też pytanie o zasięgi i medialną popularność. Czy „Taniec z gwiazdami” to dziś bardziej walka o sympatię widzów w internecie niż taneczna rywalizacja? Ola Filipek odpowiedziała wprost: „Nie myślę, że to jest program przede wszystkim o byciu sobą, o takiej autentyczności, o budowaniu relacji z widzem i mam wrażenie, że też trochę o sięganiu po marzenia. Czy zasięgi są tutaj ważne? Na pewno istotne, bo przekładają się na głosy widzów, ale myślę, że ostatnia edycja pokazała, że były gwiazdy, które tych zasięgów nie miały wielkich, a i tak były w finale, więc nie jest to klucz”.

Z kolei Olek Sikora dodał, że nawet jeśli zasięgi pomagają, to bez prawdziwych emocji nie mają znaczenia. – „Ale ale to tylko dlatego, że po prostu te emocje, które budują się na tych salach treningowych i na parkiecie są prawdziwe, a zasięgi robisz na prawdzie. To jest przynajmniej moja obserwacja, chociaż nie jestem jakimś mistrzem internetu”.

POLECAMY: Steczkowska chwyciła za telefon. Tak wyglądała jej ostra rozmowa z Wojewódzkim

Olek Sikora o “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Jakie ma rady dla Oli Filipek i Idy Nowakowskiej?

Rozmowa naturalnie zeszła również na „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” – program, w którym Olek Sikora miał okazję wystąpić i który wspomina z ogromnym sentymentem. Zapytany, jak namówiłby Olę na udział w tym show, bez wahania rzucił: „Nie zastanawiaj się. Podpisuj umowę” – czym wywołał śmiech.

Sam przyznał jednak, że choć była to fantastyczna przygoda, wysiłek w „Tańcu z gwiazdami” bywa jeszcze bardziej wymagający: „Jeśli chodzi o taki wydatek energetyczny, takie zakulisowe smaczki, to wydaje mi się, że “Twoja Twarz”, pomimo że to była wspaniała przygoda, to są, mówiąc w obcych językach, kanikuły przy “Tańcu z gwiazdami”.

W kontekście medialnych doniesień o możliwym udziale Idy Nowakowskiej w „Twoja twarz brzmi znajomo” Olek Sikora zachował klasę i dyplomację, choć w jego głosie było słychać nutę ekscytacji. Warto przypomnieć, że w momencie rozmowy były to jeszcze nieoficjalne informacje – plotka krążąca w kuluarach. Dziś wiemy już, że doniesienia się potwierdziły, co nadaje tamtym słowom dodatkowego znaczenia.

Ja wszystko jej powiem, jak ona do mnie zadzwoni, powie, że zasila skład tego programu. Jeśli te plotki się potwierdzą, to wtedy zrobię to z wielką przyjemnością chociażby dla przeAmbitnych i naprawdę przyłożę się do tej zapowiedzi. Ona będzie przeAmbitna, to będzie taka rada, którą wyślę przez Wasz serwis, że Ida wtedy poszłaby na finał – zapowiedział Olek Sikora w naszej rozmowie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ida Nowakowska ujawniła to, na co wszyscy czekali – gratulacje płyną strumieniem

Chcielibyście zobaczyć Olę Fillipek w “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Ida Nowakowska-Herndon (fot. Piętka Mieszko/AKPA) – “Halo tu Polsat”/15 luty 2026
Ola Filipek i Olek Sikora (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Aleksandra Filipek (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Olek Sikora (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Edward Miszczak (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Edward Miszczak i Maks Behr (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Ola Filipek i Olek Sikora (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Tomasz Wygoda odpowiada Sebastianowi Fabijańskiemu – pokaże siebie w „Tańcu z Gwiazdami”?

Opublikowano

w dniu

przez

Tomasz Wygoda odpowiada Sebastianowi Fabijańskiemu – pokaże siebie w „Tańcu z Gwiazdami”?

POLECAMY: Taka prywatnie jest Sanah. Alicja Majewska nie gryzła się w język

Kontynuuj czytanie

news

Paulina Gałązka pracowała z DODĄ. Mówi wprost o jej akcji – PR, czy DOBROĆ?

Opublikowano

w dniu

przez

Paulina Gałązka o ekscytacji i tremie przed udziałem w „Tańcu z Gwiazdami”- zdradza czego boi się najbardziej.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kim jest Jeremi Sikorski? Tak powstały „Cienie przeszłości” na Eurowizję 2026

Będziecie kibicować Paulinie Gałązce w „Tańcu z Gwiazdami”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Kontynuuj czytanie

prze.tv

Dawid Ogrodnik uderza w polski system edukacji. Rodzice muszą to usłyszeć

Opublikowano

w dniu

przez

Jeden z najbardziej cenionych polskich aktorów ostatnich lat wrócił na ekrany w trzeciej części głośnej serii, ale to nie filmowa rola wywołała największe emocje. Podczas premiery padły słowa, które mogą wstrząsnąć nie tylko środowiskiem filmowym, ale i rodzicami w całej Polsce. Co takiego wyznał Dawid Ogrodnik? Dowiedz się więcej!

Dawid Ogrodnik od lat należy do absolutnej czołówki polskiego aktorstwa. Zachwycił rolą Rahima w „Jesteś Bogiem”, za którą otrzymał Złotego Lwa za najlepszą drugoplanową rolę męską. Kolejne kreacje w „Idzie”, „Chce się żyć” oraz „Ostatniej rodzinie” przyniosły mu uznanie krytyków i widzów nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Drugiego Złotego Lwa zdobył za rolę Adama w „Cichej nocy” Piotra Domalewskiego. Dziś jest nie tylko wielokrotnie nagradzanym artystą, ale też jednym z najbardziej lubianych i szanowanych aktorów swojego pokolenia.

Podczas premiery trzeciej części filmu „Piep*zyć Mickiewicza 3” nasza reporterka Dosia Brzozowska miała okazję porozmawiać z aktorem na czerwonym dywanie. Już na początku rozmowy dało się wyczuć, że Dawid Ogrodnik podchodzi do tej produkcji bardzo osobiście. Kiedy zapytano go o to, jak zmieniła się jego rola na przestrzeni trzech części filmu, odpowiedział bez wahania:

Bardzo się zmieniła, bo każda kolejna edycja tego filmu to zupełnie inny rozdział życia. I ten myślę co za który za chwilę ujrzymy jest mi najbliższy, bo opowiada o bardzo takim intymnym momencie życia, kiedy zaczynamy o związku myśleć poważnie, zaczynamy widzieć siebie zupełnie w innej roli. Naprawdę zaczynamy traktować drugą osobę poważnie i myśleć jak to będzie, czy nam się uda, czy wybór szkoły ma znaczenie, czy jak ona będzie w Krakowie, a ja będę w Poznaniu, czy my damy radę, całe mnóstwo pytań – mówił o emocjach związanych z filmem.

Aktor podkreślił, że ta część filmu jest mu szczególnie bliska, bo dotyka momentu życia, w którym młodzi ludzie stają przed pierwszymi naprawdę poważnymi decyzjami. To czas niepewności, lęku, ale też intensywnych emocji, które potrafią całkowicie zdominować codzienność. Z perspektywy dorosłego łatwo te uczucia zlekceważyć, jednak jak zaznacza Dawid Ogrodnik – nie wolno tego robić.

Z perspektywy czasu łatwo się o tym opowiada. Z perspektywy ojca już szczególnie. Natomiast kiedy sobie przypominałem na planie jak moi wspaniali koledzy to grali to właśnie miałem takie momenty że się tak zastanawiałam: “Kurczę no tak było, że dany problem był tym największym problemem jaki mogłem sobie wtedy wyobrazić i nie ma co mu umniejszać i mówić o Jezus, a jak będziesz w naszym wieku no to nie są problemy” […] Właśnie tylko żeby się wsłuchać w człowieka i pochylić się nad tym, że to może być taki duży problem, żeby nie bagatelizować, bo z pozycji osoby dorosłej też często nasze problemy w oczach dziecka nie wydają się wcale takie takie duże, a my też je wyolbrzymiamy, bo są z tej kategorii tych problemów, które nas dotyczą w tym wieku – tłumaczył.

Zapytany o pracę z młodymi aktorami, Dawid Ogrodnik podkreślił, że na planie nie ma mowy o dystansie czy zamykaniu się w „kamperze”. Wręcz przeciwnie – tworzą wspólnotę.

Nie no co ty? [..] Te osoby się tutaj powtarzają, pojawiają się nowi, ale tworzymy już jakiś taki kolektyw i ludzie, którzy dochodzą to też są osoby, które chcą być w tym projekcie, które chcą tutaj grać, chcą występować. To są ludzie, którzy nie są tutaj przez przypadek. Oni oglądali pierwszą, drugą część, znają te historie, powygrywali jakieś konkursy, dzięki którym znaleźli się na planie. Dzisiaj będą na na premierze i będziemy wspólnie ten sukces świętować – tłumaczył.

POLECAMY: Karolina Gilon komentuje casting do „Mam Talent”. Ma żal do Lidii Kazen?

Dawid Ogrodnik bez ogródek o braku empatii i telefonach wśród młodzieży

Wątek szkoły powrócił, gdy aktor został zapytany o swoich dawnych nauczycieli. Okazało się, że do dziś utrzymuje z nimi kontakt, a nawet zaprasza ich na premiery swoich filmów. Dla niego są oni nie tylko pedagogami, ale przede wszystkim ważnymi postaciami z młodości.

Jednocześnie są dla mnie tym flashbackiem z tamtych czasów, a jednocześnie zawsze mi przypominają skąd ja pochodzę, skąd jestem, z jakim problemami się mierzyłem będąc w ich wieku, że nie jestem nikim lepszym, nie jestem nikim gorszym, tylko jestem tym chłopakiem z ulicy Solnej, który czasami przetrwał, czasami dawał radę, czasami nie dawał rady i wtedy znajdowali się ludzie, którzy mi pomagali – mówił.

Jednak najbardziej zaskakujące były jego wspomnienia związane z wywiadówkami. Aktor przyznał, że jako nastolatek przeżywał je skrajnie emocjonalnie i robił wszystko, by rodzice się o nich nie dowiedzieli.

Miałem ogromny [czyt. stres]. Ja jak kradłem pocztę ze szkoły, czekałem aż przyjdzie listonosz, żeby tylko wykraść ten liścik ze szkoły, że jest wywiadówka. Udawało mi się. Ja byłem bardzo tam z tymi szpileczkami, z tymi kluczykami. Pilnowałem kiedy o której godzinie on chodzi. Notowałem sobie, żeby tylko przejąć tą pocztę. I oczywiście mama potem się dziwiła, ale czemu nie przyszła ta poczta? Co się znowu stało? Była wywiadówka, nic nie wiedziałem – mówił z uśmiechem.

Choć dziś mówi o tym z humorem, przyznał, że wspomnienia szkolnych stresów wciąż potrafią do niego wracać w snach.

Zdarza mi się, że śni mi się taki koszmarny sen, że wracam do tej skrzynki pocztowej i próbuję spod numeru siedem wyciągnąć tą karteczkę z zawiadomienia, że jest wywiadówka – dodał.

Rozmowa nabrała jeszcze poważniejszego tonu, gdy Dawid Ogrodnik zaczął mówić o systemie edukacji jako takim. Bez wahania stwierdził:

Absolutnie porażająco stresujący. Tak, absolutnie. Poza tą częścią powiedzmy społeczną, rozwoju społecznego z koleżankami, z kolegami i tak dalej, no to cała w ogóle ta infrastruktura szkolnictwa jest mi daleka od mojego sposobu myślenia i od chęci uczestnictwa w czymś takim, bo w ogóle uważam, że a priori powinno się szkołę traktować jako miejsce, do którego chodzimy z przyjemnością, bo czerpiemy z tego miejsca wiedzę, żeby się rozwijać – stwierdził.

Aktor mówił także o hejcie, przemocy i braku empatii wśród młodzieży. Podkreślił, że nie można milczeć wobec krzywdy, niezależnie od tego, kogo ona dotyczy.

Empatia, wsparcie nie mają rasy, nie mają koloru, nie mają wyznania, tylko są po prostu przemocą, są hejtem, który powinniśmy, jak to ładnie nazwać, żeby nie używać tego samego języka, co właśnie hejt i przemoc. Powinniśmy to w zarodku, zgłaszać, mówić, rozmawiać i edukować – wyjaśnił.

Na pytanie o wpływ telefonów i mediów społecznościowych na młodych ludzi odpowiedział w sposób, który może zaskoczyć wielu rodziców:

Sposób jest chyba jeden i właściwy. To jest poprzez miłość. Pokazywać dzieciom, że wartości, które są poza telefonem są ciekawsze, są bardziej wartościowe i że życie jest nie do oglądania, tylko życie jest do przeżywania – stwierdził.

Na koniec padło pytanie o wiek, w którym dzieci powinny wchodzić w świat smartfonów i mediów społecznościowych. Dawid Ogrodnik nie miał wątpliwości:

12 lat minimum – dodał.

Te słowa mogą wywołać burzliwą dyskusję wśród rodziców, nauczycieli i wychowawców. Jedno jest jednak pewne – Dawid Ogrodnik po raz kolejny udowodnił, że nie boi się trudnych tematów i mówi o nich z bezkompromisową szczerością, która porusza, inspiruje i zmusza do refleksji.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Doda odpaliła bombę o północy. Wybuchła lawina komentarzy [WIDEO]

Zgadzacie się ze słowami Dawida Ogrodnika? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Dawid Ogrodnik (fot. Adam Stępień/zdjęcie prasowe Next Film)
Dawid Ogrodnik (fot. Adam Stępień/zdjęcie prasowe Next Film)
Premiera filmu (fot. Adam Stępień/zdjęcie prasowe Next Film)
Premiera filmu (fot. Marek Gorczyński/zdjęcie prasowe Next Film)
Dosia Brzozowska i Dawid Ogrodnik (fot. Marek Gorczyński/zdjęcie prasowe Next Film)
Dosia Brzozowska i Dawid Ogrodnik (fot. Marek Gorczyński/zdjęcie prasowe Next Film)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

prze.tv

TYLKO U NAS: Doda odpowiada Miszczakowi. Padły ostre słowa o Rozenek-Majdan

Opublikowano

w dniu

przez

Wieczór w warszawskim hotelu przerodził się w coś więcej niż zwykłe wydarzenie artystyczne. Padły mocne słowa i deklaracje, które mogą realnie odmienić los tysięcy zwierząt. Co dokładnie wydarzyło się podczas aukcji i co Doda powiedziała o Edwardzie Miszczaku oraz Małgorzacie Rozenek-Majdan? Dowiedz się więcej tylko u nas!

10 lutego 2026 roku w Warszawie nie chodziło tylko o sztukę – tego wieczoru miasto żyło sprawą, która dotyczy tysięcy bezbronnych zwierząt. Wszystko dzięki inicjatywie Dody i Joanny Sarapaty, które zorganizowały charytatywną aukcję „Łapy i pędzle” we współpracy z domem aukcyjnym Art in House. Cały dochód trafił do fundacji „Szare, bure i łaciate”, która od lat walczy z bezdomnością zwierząt i ratuje te w najtrudniejszej sytuacji. Spotkanie artystów, celebrytów i miłośników sztuki szybko zamieniło się w mocny głos sprzeciwu wobec zaniedbań systemowych i braku realnej ochrony dla zwierząt w Polsce.

Na miejscu pojawił się nasz reporter Daniel Stelmach, który porozmawiał z Dodą o jej działaniach, emocjach i dalszych planach. Już na samym początku rozmowy artystka została zaskoczona życzeniami urodzinowymi oraz kwiatami. „Dziękuję bardzo” – odpowiedziała krótko, ale z wyraźnym wzruszeniem. Ten wieczór był jednak dla niej czymś więcej niż świętowaniem – był kolejnym krokiem w walce o prawa zwierząt.

Kiedy padło pytanie o skalę zainteresowania aukcją wśród gwiazd i artystów, Doda nie kryła zaskoczenia.

Nie, nie w życiu. Przyjaźnię się z Joanną Sarapatą już od paru lat i wiem, że jest niesamowitą, jedną z lepszych malarek w Polsce i tak naprawdę to był jej pomysł i ona przyszła do mnie z tą inicjatywą, żeby właśnie pomóc mi w zebraniu funduszy na na kastrację i na to, żeby pomóc zwierzętom w zwalczaniu bezdomności. Więc ja nic nie organizowałam. To wszystko jest tylko i wyłącznie praca Joasi, także wielkie brawa dla niej. Ja tylko wskazałam cel – wyznała szczerze.

Choć artystka stanęła również w roli licytatorki, sama nie była z tego w pełni zadowolona. „W ogóle się do tego nie nadaje. Mam wrażenie, że przeze mnie nie poszło tak jak powinno” – przyznała z rozbrajającą szczerością. Gdy zasugerowano, że mogłaby zachęcić kupujących autografem, stanowczo odmówiła: „W życiu nie będę pisać po czyimś obrazie”. Ten gest pokazuje jej ogromny szacunek do sztuki i twórców.

Rozmowa szybko zeszła na temat realnych zmian prawnych. Doda od początku zimy aktywnie działa na rzecz zwierząt, co zaowocowało nawet jej udziałem w pracach sejmowych komisji. „Jutro będziemy procedować chyba nad trzema, więc włącznie z tą 700, czyli tą obywatelską, taką która wszystko tam ma, nawet zwierzęta cyrkowe, więc dużo pracy przed nami” – mówiła. I dodała bez ogródek: „Ten pet biznes, świat tego okrutnego interesu na krzywdzie zwierząt jest mi bardzo dobrze znany na ten moment”.

Artystka nie ukrywała satysfakcji z reakcji polityków, z którymi miała okazję się spotkać. „No minister sprawiedliwości okazał się również bardzo słowny” – zaznaczyła. Z dumą mówiła też o zaangażowaniu prezydenta Karola Nawrockiego: „Jestem bardzo zadowolona z reakcji z polityków, z którymi się spotkałam, zarówno ministra sprawiedliwości, jak i prezydenta, który zrobił rolkę na sociale na temat zakazu zamykania schronisk i traktowania ich jako prywatny folwark przed wolontariuszami czy ludźmi do adopcji, mimo że wyjeżdżał na Olimpiadę” – zaznaczyła.

Nie zabrakło również wątku politycznych napięć. Doda jasno postawiła granice: „Ja jako osoba y, która walczy o prawa zwierząt, muszę bardzo asertywnie czasami tupnąć nogą, kiedy przeciwległe obozy próbują przyciągać mnie lub wciągać w jakieś wojenki polityczne, ponieważ wtedy wszystko to dzieje się na krzywdę zwierząt”. I dodała: „Jeżeli doprowadzę do jakiekolwiek rysu politycznego na tym na tej krzywdzie zwierząt, to nie dojdziemy do żadnego porozumienia”.

Podkreśliła również, że jej celem nie są układy, sympatie ani relacje towarzyskie w Sejmie. Na pytanie o to, czy była przestrzeń na rozmowę z Małgorzatą Rozenek-Majdan odpowiedziała: „Nie, ona ze mną nie rozmawia poza kamerami […] Nie, nie, nie, nie mamy, ale ja nie szukam koleżanek w Sejmie. Ja szukam sprawiedliwości dla zwierząt” – powiedziała wprost, jasno pokazując, że jej zaangażowanie nie jest elementem gry wizerunkowej, lecz wynika z głębokiego poczucia odpowiedzialności.

POLECAMY: Iza Miko zaskoczyła Olgę Frycz i Alberta Kosińskiego po porodzie. Miło?

Doda o przykrych słowach Edwarda Miszczaka

W rozmowie pojawił się również temat jej relacji z mediami i głośnych słów dyrektora programowego Edwarda Miszczaka. Na pytanie o jego wypowiedź: „Nie ma krzty lojalności, krzty pamięci”, Doda odpowiedziała krótko i ironicznie: „Droczy się, bo tam gdzie jestem ja na sylwestra zawsze wygrywa sylwester oglądalność. Pewnie dlatego”. A gdy padło pytanie o ewentualnego „bana”, dodała: „No to trzeba byłoby się go zapytać jakie ma plany”.

Nie zabrakło też refleksji osobistych. Artystka została zapytana o to, czego najbardziej bała się w życiu, a co dziś ją zbudowało. „Bałam się samotności, ale chyba można tak powiedzieć jak byłam młodsza im jestem starsza tym bardziej sobie ją cenię i bardzo mnie zbudowała” – wyznała. Zapytana o prawdę, której nauczyła się o sobie z czasem, dodała: „Warto odkrywać takie dobre, miękkie części swojej duszy. Wcześniej bardzo to chroniłam ze względu na pracę, w której jestem”.

Na koniec rozmowy padły słowa, które najlepiej podsumowują jej obecną postawę wobec krytyków. Gdy zapytano, co chciałaby przekazać osobom, które przez lata ją krytykowały, odpowiedziała bez wahania: „Nadal mam to w dupie”.

Wieczór aukcyjny pokazał jedno: działania Dody przestały być jedynie symbolicznym gestem. To dziś realna walka o zmiany w prawie, systemie i świadomości społecznej. Sztuka stała się narzędziem, a emocje – paliwem do dalszych działań. Co wydarzy się dalej i jak daleko sięgną skutki tej inicjatywy? Dowiemy się wkrótce.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ewa Makówka zdradziła prawdę o Julii Wieniawie. Te słowa zaskoczyły fanów

Co uważacie o słowach Dody? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Edward Miszczak (fot. screen YouTube Polsat)
Hubert Urbański (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Doda (fot. zdjęcie prywatne przeAmbitni.pl)
Doda (fot. zdjęcie prywatne przeAmbitni.pl)
Małgorzata Rozenek-Majdan (fot. screen YouTube Żurnalista)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością