Jak zwykle odważnie.

Święta już tuż tuż, ale nie wszyscy jednak podchodzą do nich w sposób tradycyjny. Dla wielu to moment niezwykle rodzinny, wypełniony miłością i radością – to czas magiczny. Takiego podejścia nie ma Maria Czubaszek, choć nie jest to dziwne, satyryczka do świąt podchodzi bardzo sceptycznie.

Czubaszek trafiła na okładkę nowego wydania tygodnika ,,Wprost”. W rozmowie z Magdaleną Rigamonti opowiada min. o ogromnym szumie wokół jej słów o przeprowadzonej aborcji, niechęci do rodziny i świąt Bożego Narodzenia.

A to, wie pani, nawet mi do głowy nie przyszło, bo ja w ogóle świąt nie obchodzę. U nas nawet stołu nie ma, więc nie ma przy czym usiąść. Piszę, siedząc po turecku. Kiedy ktoś jest głodny, to w lodówce są parówki i coś tam jeszcze. Mamy usiąść razem w Wigilię i co? Śpiewać kolędy? Niech pani nie żartuje, nigdy tego nie robiłam. 

Barszcz kupuję w kartonie, rybę solę i czasem znajoma z radia robi dla Karolaka sałatkę śledziową, której się brzydzę. I to są całe nasze święta. Nie jestem rodzinna. Już jako dziecko nie znosiłam świąt. Chciałam się urodzić sierotką Marysią, nikogo nie mieć. Nie cierpię rodziny i jest mi bliższy obcy człowiek, o 40 lat młodszy Artur Andrus, niż moja rodzona siostra, której nie lubię, nie znosimy się i żadnych kontaktów nie utrzymujemy. – czytamy we Wprost

Co sądzicie o takim podejściu?

czubaszek

Zdj – Screen z Facebook/WPROST


Nie ma więcej wpisów