Śledź nas

news

Czy warto obejrzeć serial “DODA”? Recenzja Jacka Cygana daje do myślenia

Opublikowano

w dniu

Jedna z najbardziej kontrowersyjnych i jednocześnie najgłośniejszych postaci polskiej popkultury doczekała się własnego dokumentu. Produkcja Prime Video o Dodzie już od pierwszych zapowiedzi budziła ogromne emocje – i nic dziwnego. To nie tylko historia kariery artystki, ale także opowieść o mechanizmach show-biznesu, medialnych polowaniach i cenie, jaką płaci się za życie w świetle reflektorów. Czy warto obejrzeć tę produkcję. Posłuchaj wypowiedzi Jacka Cygana!

Od miesięcy spekulowano, co tak naprawdę pokaże zapowiadany z rozmachem dokument o Dorocie „Dodzie” Rabczewskiej. Produkcja, o której mówiło się w branży od kilkudziesięciu miesięcy, wreszcie ujrzała światło dzienne 20 lutego na Prime Video. Twórcy od początku podgrzewali atmosferę, zapowiadając „dogłębny, bezkompromisowy portret” jednej z najbardziej wyrazistych postaci polskiej popkultury. Serial obiecuje pokazać nie tylko karierę artystki, ale i ceny, jakie musiała zapłacić za sławę. To próba zmierzenia się z historią gwiazdy, która przez lata balansowała między uwielbieniem fanów a nieustanną krytyką mediów i opinii publicznej.

Dla jednych była ikoną odwagi, buntu i kobiecej siły, dla innych symbolem przesady i skandalu. Serial pokazuje, jaką cenę zapłaciła za pozycję jednej z najbardziej rozpoznawalnych kobiet w Polsce. Widzowie mogą zobaczyć zarówno triumfy, jak i dramaty życia publicznego – od intensywnych tras koncertowych po publiczne konflikty, które na lata zapisały się w pamięci opinii publicznej. Twórcy starają się uchwycić nie tylko efekty jej działań, ale także kontekst, w jakim musiała funkcjonować w polskim show-biznesie.

W produkcji pojawiają się osoby, które od lat funkcjonują w orbicie życia i kariery Dody. W dokumencie wypowiadają się m.in. Justyna Steczkowska, Maja Sablewska, Maria Sadowska, Nina Terentiew, Edward Miszczak, Elżbieta Zapendowska, Janusz Józefowicz, Michał Wiśniewski oraz pierwszy chłopak artystki, Damian Pikus. Ich wspomnienia i komentarze rzucają zupełnie nowe światło na wiele głośnych wydarzeń – od medialnych konfliktów po zawodowe decyzje, które przez lata wywoływały skrajne reakcje opinii publicznej. Każda z tych osób wnosi unikalną perspektywę – jedni oceniają Dodę jako nieokiełznaną siłę natury, inni wspominają jej początkowe zagubienie i młodzieńcze błędy. Ta różnorodność opinii sprawia, że dokument staje się wielowymiarowy i nieoczywisty.

Nie brakuje w nim mocnych słów i gorzkich ocen. Padają określenia, które mogą szokować, a momentami wręcz burzyć dotychczasowy obraz artystki. Serial pokazuje również młodą dziewczynę, która wchodzi do bezlitosnego świata show-biznesu bez mapy i bez instrukcji obsługi. Widzowie mogą obserwować, jak Doda uczyła się wszystkiego w biegu, często na własnych błędach, pod ostrzałem kamer i nagłówków. Ten wątek pokazuje, że za każdym medialnym skandalem kryje się człowiek – młody, niedoświadczony, stawiający pierwsze kroki w świecie, który nigdy nie wybacza słabości.

POLECAMY: Zaskakujące wieści z domu Marcina Millera. Internet już huczy

Czy warto obejrzeć dokument o Dodzie? Jacek Cygan komentuje

O dokumencie głośno zrobiło się także za sprawą popularnego blogera internetowego i reportera „Dzień dobry TVN” – Jacka Cygana, który zrecenzował serial w krótkiej rolce na TikToku. Już na wstępie zaznaczył:

Nowy serial dokumentalny o Dodzie już jest i uwaga, będzie kontrowersyjnie, ale pogadajmy o tym, dlaczego moim zdaniem naprawdę warto go obejrzeć. Po primo, nawet nie musisz lubić Dody, żeby w to wjechać. Serio. Bo de facto to nie jest tylko jej historia. Ten serial to jest trochę historia polskiego showbiznesu, polskiej sławy. I chyba niezależnie od sympatii możemy powiedzieć, że Doda jest takim, najlepszym case study budowania kariery w polskim showbiznesie. Bo przerobiła wszystko co się da. Reality show, kariera w zespole, kariera solowa, publiczne związki, zdanie na niemal każdy temat i to, że przez tyle lat ona ani razu nie miała jakiejś większej przerwy. Ciągle się o niej mówiło i ona sama ciągle wypowiadała się na różne tematy – zauważył influencer.

Bloger zwrócił również uwagę na społeczny wymiar kariery Dody i na to, jak jej działania zmuszały media oraz opinię publiczną do rozmów o sprawach, które wcześniej były tabu.

Totalnie szczerze, jak się patrzy wstecz na te wszystkie lata kariery Dody, te kontrowersje, wszystko to, co jest w tym dokumencie pokazane, widzi się nagle, że w wielu z nich były naprawdę ważne tematy, o których nie mówiło się w debacie publicznej, których bały się media, których bali się dziennikarze, a przez Dodę wszyscy byliśmy trochę zmuszeni, żeby o tym gadać, no bo o tym było wszędzie – dodał Jacek Cygan.

W jego ocenie dokument obnaża także realia polskich mediów z początku lat 2000-tych.

Trochę rewolucja seksualna na polskim podwórku. Trochę o tym, co to znaczyło być kobietą i co kobietom można było wolno, a czego nie. Trochę o tym, że w Polsce lat dwutysięcznych wcale nie do końca można było być sobą, jak bardzo wąskie były te widełki normalności, ale jak media się zmieniły. Posłuchajcie tych pytań w tym serialu, posłuchajcie tych fragmentów wywiadów, tego prowadzenia rozmowy, traktowania kobiet momentami – zauważył Jacek Cygan.

Nie zabrakło też gorzkiej refleksji nad tym, jak traktowano artystkę i jakie konsekwencje miało to dla jej zachowań i publicznego wizerunku.

Zaczynamy dochodzić do wniosku, że to w sumie nic dziwnego, że Doda traktowała wszystkich czasem z takim absurdem, bo w sumie to, o co ją pytano i jak te rozmowy wyglądały, to był absurd. Twórcom udało się zaprosić sporo osób publicznych, które mają z Dodą wspólną historię, które też mają coś do powiedzenia. Padają tam o niej mocne słowa, takie jak potwór. Widzimy też wielokrotnie dziewczynę, która absolutnie nie wiedziała, co robi, która weszła do tego show biznesu i trochę, wiecie, po omacku tam błądziła. Ale myślę, że ona, i to widać w tym dokumencie, przetrenowała i Polaków i media, i instytucje publiczne i na ten szerszy obrazek patrzy się naprawdę ciekawie – wspomniał Cygan na TikToku.

Na koniec bloger podsumował całość, podkreślając, że warto zobaczyć produkcję z własnej perspektywy:

To tylko trzy odcinki, wszystko jest już dostępne w Prime Video i wydaje mi się, że warto to obejrzeć i wyrobić sobie własne zdanie na ten temat. Spojrzeć z dystansem, bo też, czy lubimy Dodę, czy nie, to wydaje mi się, że jest jedną z najważniejszych osób w polskim show biznesie – mówił Jacek Cygan w rolce zachęcającej do oglądania.

Bez względu na to, czy ktoś od lat kibicuje Dodzie, czy obserwuje jej karierę z dystansem, trudno zaprzeczyć, że jej historia jest jedną z najbardziej wyrazistych opowieści o polskim show-biznesie ostatnich dwóch dekad. Dokument pokazuje nie tylko drogę konkretnej artystki, ale też mechanizmy medialnej machiny, która potrafi wynosić na szczyt i równie szybko bezlitośnie oceniać. Wszystkie odcinki można już obejrzeć na Prime Video.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kim jest Natalia „Natsu” Karczmarczyk? Zobacz, jak trafiła do „Tańca z Gwiazdami”

Obejrzeliście już dokument o Dodzie? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Jacek Cygan (fot. screen Instagram Jacek Cygan)
Jacek Cygan (fot. screen Instagram Jacek Cygan)
Jacek Cygan (fot. screen YouTube “Dzień dobry TVN”)
Doda (fot. Paweł Wrzecion/AKPA) – premiera serialu dokumentalnego Prime Video

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Daniel Martyniuk zniknął z planu „Nasi w mundurach”? TTV ma poważny problem

Opublikowano

w dniu

przez

Program jeszcze nie wrócił na antenę, a już wokół jego nowej edycji zrobiło się wyjątkowo głośno. Daniel Martyniuk miał być jednym z najbardziej kontrowersyjnych uczestników „Nasi w mundurach”, jednak teraz pojawiły się niepokojące informacje dotyczące jego udziału w zdjęciach. Co wydarzyło się za kulisami? Dowiedz się więcej!

Po dwuletniej przerwie na antenę TTV powraca program „Nasi w mundurach”, w którym znane osoby sprawdzają się w warunkach wymagających dyscypliny, odporności i podporządkowania wojskowym zasadom. Czwarta edycja nie miała jeszcze swojej premiery, a już wzbudziła ogromne zainteresowanie. Wszystko za sprawą jednego z uczestników.

W nowym sezonie pojawić się miał bowiem Daniel Martyniuk, syn Zenka i Danusi Martyniuków. Jego udział od początku wzbudzał emocje, ponieważ widzowie doskonale znają jego burzliwe życie prywatne i liczne medialne kontrowersje. Tym razem miał jednak stanąć przed zupełnie nowym wyzwaniem – założyć mundur i sprawdzić się w wojskowych zadaniach.

Premiera programu zaplanowana jest na 3 października, ale zdjęcia do wszystkich odcinków jeszcze się nie zakończyły. Jak udało się ustalić Pudelkowi, od poniedziałku uczestnicy ponownie pojawili się na planie, gdzie realizowana jest kolejna część materiału. Tym razem zabrakło jednak Daniela Martyniuka.

“Daniel nie dotarł w poniedziałek na zdjęcia, próbowaliśmy go ściągnąć. Nie wiadomo też, czy pojawi się dziś. Spodziewamy się niespodziewanego. Jego nieobecność nie przeszkadza jednak w realizacji programu” – mówi osoba z produkcji na łamach Pudelka.

POLECAMY: Doda spotkała Kędzierskiego po słynnej aferze. Tak wyglądało ich spotkanie

Daniel Martyniuk NIE STAWIŁ SIĘ na nagraniach. Tak zareagowała produkcja TTV

Informacja jest o tyle znacząca, że w ostatnich dniach Daniel Martyniuk ponownie bardzo aktywnie działał w mediach społecznościowych. Na Instagramie publikował nagrania, w których ostro wypowiadał się na temat swojej rodziny, pieniędzy, a także stacji TTV, która realizuje „Nasi w mundurach”.

W jednym z nagrań Daniel Martyniuk sugerował, że nie zamierza wracać do Polski i stawiać się na kolejne nagrania bez spełnienia jego oczekiwań finansowych. Wspominał między innymi o kwocie 100 tys. zł oraz prywatnym samolocie.

“Teraz to wam powiem, że takiego ch*ja to mnie w tej Polsce zobaczycie podczas jakichkolwiek, ku*wa, nagrań. Lepiej rozmawiajcie z moimi rodzicami. 100 koła na konto, to wtedy możemy coś ponagrywać. (…) TTV je*ać was, je*ać was” – krzyczał ostatnio na InstaStories.

Wygląda więc na to, że oczekiwania Daniela Martyniuka nie zostały spełnione. Co ciekawe, jego nieobecność – przynajmniej według informatora Pudelka – nie wywołała wśród pozostałych uczestników negatywnych emocji. Wręcz przeciwnie. Źródło związane z produkcją twierdzi, że atmosfera na planie miała dzięki temu być znacznie spokojniejsza.

“Podczas pierwszych dni zdjęciowych Daniel był trzeźwy, bardzo grzeczny i nie sprawiał żadnych problemów. Wszystko zmieniło się jednak podczas przerwy. W sumie dobrze, że nie dotarł na plan, bo jego zachowanie źle wpływa na wizerunek programu i pozostałych uczestników” – dodaje osoba z produkcji na łamach Pudelka.

Teraz największym pytaniem pozostaje to, czy Daniel Martyniuk jeszcze pojawi się na planie „Nasi w mundurach”. Produkcja na razie nie zdradza, jak zamierza rozwiązać sytuację, a jego poniedziałkowa nieobecność nie zatrzymała realizacji kolejnych materiałów. Jeżeli jednak podobne sytuacje będą się powtarzać, udział kontrowersyjnego uczestnika może stać się dla stacji poważnym problemem.

Czy TTV strzeliło sobie w kolano, decydując się na udział Daniela Martyniuka w programie? Z jednej strony jego nazwisko z pewnością przyciąga uwagę i może zapewnić produkcji ogromne zainteresowanie. Z drugiej – kolejne kontrowersje jeszcze przed premierą stawiają pod znakiem zapytania, czy był to ruch, który rzeczywiście opłaci się stacji. Odpowiedź widzowie poznają już jesienią, gdy „Nasi w mundurach” wrócą na antenę.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wieniawa zwróciła się do Andrei Bocellego. Krótki komentarz przyciągnął uwagę fanów

Co uważacie o zachowaniu Daniela Martyniuka? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Daniel Martyniuk (zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery Polska)
Daniel Martyniuk (fot. screen TTV)
Daniel Martyniuk (fot. screen Instagram Stories Daniel Martyniuk)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Doda spotkała Kędzierskiego po słynnej aferze. Tak wyglądało ich spotkanie

Opublikowano

w dniu

przez

Po latach Piotr Kędzierski i Doda ponownie znaleźli się w jednym studiu. Tym razem spotkali się na planie nowego teleturnieju Polsatu, jednak ich wcześniejsza historia sprawiała, że trudno było nie zastanawiać się, jak będzie wyglądało to spotkanie. Dziennikarz zdradził, co wydarzyło się za kulisami. Dowiedz się więcej!

Piotr Kędzierski i Doda spotkali się tym razem przy okazji nowego muzycznego show Polsatu „Hitster. Muzyczna gra przebojów”. Dziennikarz jesienią 2026 roku poprowadzi program wspólnie z Idą Nowakowską, a zdjęcia do produkcji rozpoczęły się już na początku lipca. Wśród gwiazd, które pojawiły się na planie, znalazła się właśnie Doda.

Ich spotkanie wzbudziło zainteresowanie przede wszystkim ze względu na wydarzenia sprzed kilku lat. Relacji tej dwójki nie zawsze było bowiem po drodze. W październiku 2022 roku Doda pojawiła się w podcaście „WojewódzkiKędzierski”, jednak rozmowa nie przebiegła po myśli wokalistki. Artystka opuściła wówczas studio już na początku nagrania, niezadowolona z zadawanych jej pytań.

Później piosenkarka w dosadny sposób skomentowała rolę Piotra Kędzierskiego w podcaście. Nazwała go „broszką na welurowej marynarce”, sugerując, że w programie zdecydowanie większą rolę odgrywa Kuba Wojewódzki, a jego współprowadzący pozostaje raczej w tle. Słowa te zapadły w pamięć i sprawiły, że kolejne spotkanie obojga mogło budzić sporo emocji.

Tym razem okoliczności były jednak zupełnie inne. Piotr Kędzierski jest jedną z twarzy nowego programu Polsatu, a Doda pojawiła się na planie jako jedna z muzycznych gwiazd. W „Hitsterze” dwuosobowe drużyny celebrytów będą rywalizować, próbując rozpoznać, z którego roku pochodzą poszczególne muzyczne hity.

POLECAMY: Julia Wieniawa zwróciła się do Andrei Bocellego. Krótki komentarz przyciągnął uwagę fanów

Piotr Kędzierski WPROST o spotkaniu z Dodą

Czy po dawnych wydarzeniach między Dodą a Piotrem Kędzierskim wciąż jest napięcie? Dziennikarz w rozmowie z „Faktem” postanowił rozwiać wszelkie wątpliwości. Z jego relacji wynika, że tym razem oboje po prostu skupili się na swoich zawodowych obowiązkach.

“Byłem w robocie, Doda też była w robocie. Wiesz, jak ja mogę się ustosunkować… Doda wystąpiła, zaśpiewała, więc się ukłoniłem. Zamieniliśmy dwa słowa i tyle. Ja byłem broszką na welurowej marynarce, a mogłem być mchem na kamieniu albo czymś innym wilgotnym w głupim miejscu” – wyjaśnił w podcaście „Wersja osobista”.

Wypowiedź Piotra Kędzierskiego pokazuje, że dziennikarz najwyraźniej nie zamierza wracać do dawnego konfliktu. Co więcej, sam postanowił obrócić słynne określenie Dody w żart. Zamiast komentować jej wcześniejsze zachowanie, z dystansem nawiązał do słynnej „broszki na welurowej marynarce”.

Na planie „Hitstera” nie doszło więc do żadnej spektakularnej konfrontacji. Doda wykonała swój występ, a Piotr Kędzierski zachował się profesjonalnie. Ich kontakt ograniczył się do krótkiej wymiany zdań, co może sugerować, że oboje nie zamierzają przenosić dawnych wydarzeń na grunt obecnej współpracy zawodowej.

Dla Piotra Kędzierskiego „Hitster” będzie kolejnym ważnym etapem współpracy z Polsatem. Po udziale w wiosennej edycji „Tańca z Gwiazdami” otrzymał własny teleturniej, który poprowadzi razem z Idą Nowakowską. Program ma pojawić się na antenie już 3 października 2026 roku i będzie oparty na popularnej muzycznej grze, w której liczy się przede wszystkim znajomość przebojów i umiejętność umiejscowienia ich w czasie.

Choć spotkanie Dody i Piotra Kędzierskiego nie przyniosło wielkiego pojednania ani telewizyjnego starcia, z pewnością będzie jednym z ciekawszych zakulisowych wątków nowej produkcji Polsatu. Dawne słowa o „broszce na welurowej marynarce” najwyraźniej nie zrobiły już na dziennikarzu większego wrażenia. Teraz pozostaje sprawdzić, jak oboje wypadną przed kamerami, gdy „Hitster. Muzyczna gra przebojów” trafi jesienią na antenę.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tribbs i Blanka zostają w „The Voice Kids”? Wszystko jest już jasne

Lubicie Dodę? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Doda (fot. zdjęcie prywatne serwisu przeAmbitni.pl)
Piotr Kędzierski (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Piotr Kędzierski (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Ida Nowakowska-Herndon, Piotr Kędzierski (fot. Piętka Mieszko/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Arkadiusz Janiczek w niecodziennym wydaniu. Fotografka Danuty Martyniuk namówiła go na odważne zdjęcia!

Opublikowano

w dniu

przez

Kiedy rok temu Danuta Martyniuk wrzuciła do sieci fotki ze swojej pierwszej w życiu, profesjonalnej sesji zdjęciowej, polskie portale show-biznesowe rozgrzały się do czerwoności. Zdjęcia kopiowano tysiące razy, niemal każdy portal o gwiazdach zrobił z nich rolkę i artykuł, a jeden z dzienników zagrzmiał na okładce, że za te fotki należy się Danucie „mandacik za przekroczenie piękności”! Tym razem przed obiektyw utalentowanej fotografki Izabelli Binkowskiej trafił Arkadiusz Janiczek. Efekty sesji są zdumiewające!

Autorką tych wyjątkowych zdjęć jest Izabella Binkowska, fotografka gwiazd z… tytułem doktora nauk przyrodniczych Akademii Rolniczej w Poznaniu! Sama wygląda tak, jakby dostała już cały plik mandatów za przekroczenie piękności i zamiast badać właściwości grzybów leczniczych, o których pisała doktorat z impetem wkroczyła do show-biznesu.

POLECAMY: Młodzieżowa Alicja Węgorzewska i piękna córka Przebindowskiego skradły show podczas premiery sztuki „Dyrektor Teatru”!

Janiczek jak Danuta Martyniuk

Okazuje się, że kilka dni temu Izabella zaprosiła na plan zdjęciowy Arkadiusza Janiczka i zaczęła od… rozebrania aktora! Przywiozła ze sobą mnóstwo ubrań i osobiście czuwała nad tym, co na siebie zakładał. Potulny jak baranek Janiczek poddał się poleceniom fotografki i nie pożałował. Fotkami, które mu zrobiła już chwali się w sieci. – To bardzo miłe dla autora zdjęć, kiedy znany i szanowany model chwali się efektami sesji. Lubię to i cieszę się, że Arek jest zadowolony. Wiem, że przechodzi trudny czas w życiu i chciałam, żeby moja sesja wydobyła cały jego czar i pokazała go z najlepszej strony – powiedziała nam Izabella.

Aktor pozował na pomoście urokliwej tawerny Kapitańskiej w Oławie i zjadł z fotografką obiad. Wyraźnie zrelaksowany opuścił potem to miejsce i wrócił do Chrząstowic pod Opolem, gdzie mieszka jego mama. Izabella Binkowska tak napisała o sesji w swoich mediach społecznościowych:

„Oto końcowy efekt mojej pracy na planie zdjęciowym z Arkiem Janiczkiem – aktorem Teatru Narodowego w Warszawie. W tym roku mija 30 lat odkąd zagrał swoja pierwszą rolę w filmie „Autoportret z kochanką”, więc można powiedzieć, że to taka sesja jubileuszowa. Ten Janiczek to wyjątkowy rozmówca a o kulisach swojej pracy opowiada tak, że ma się wrażenie, że to prywatny spektakl w najlepszym wydaniu. Podczas pozowania do zdjęć, które widzicie recytował mi fragmenty „Hamleta”!!! Najbardziej utkwiła mi w pamięci jego główna rola w „Placu Zbawiciela”, dobrze zagrał też w „Stuleciu Winnych”. Jeden z portretów Arkadiusza trafi do kolekcji moich zdjęć znanych ludzi, które stworzą wyjątkową wystawę. Już dziś szukamy partnerów do tego wydarzenia, które będzie miało swoją premierę w przyszłym roku w Warszawie. Czekajcie na następne „twarze Binkowskiej”… :)”

Rutkowski na zdjęciach z pistoletem

Binkowska fotografowała też Krzysztofa Gojdzia tuż po słynnym liftingu twarzy, Krzysztof Rutkowski mierzył do niej z broni na planie zdjęciowym, a reżyser Mariusz Pujszo powierzył jej zrobienie fotosów z planu powstającej właśnie nowej wersji filmu „Szatan z siódmej klasy”. Fotografka ma na swoim koncie także setki zdjęć ludzi biznesu oraz tytuł „Osobowości roku 2023”.

Foto: Izabella Binkowska
Tekst: SM

Kontynuuj czytanie

news

Wieniawa zwróciła się do Andrei Bocellego. Krótki komentarz przyciągnął uwagę fanów

Opublikowano

w dniu

przez

To był dla niej jeden z najważniejszych momentów w dotychczasowej karierze muzycznej. Julia Wieniawa miała okazję dwukrotnie stanąć na scenie u boku światowej sławy tenora, a teraz po raz kolejny zwróciła się do niego publicznie. Jej krótki komentarz pod wpisem artysty mówi więcej, niż mogłoby się wydawać. Dowiedz się więcej!

Julia Wieniawa od początku nie ukrywała, że możliwość wystąpienia u boku Andrei Bocellego jest dla niej ogromnym wyróżnieniem. Polska wokalistka aktywnie relacjonowała przygotowania do wyjątkowych koncertów, które odbyły się 14 sierpnia w Gdańsku oraz dwa dni później w Warszawie. Dla artystki było to nie tylko kolejne muzyczne wydarzenie, ale również spełnienie jednego z jej zawodowych marzeń.

Podczas obu koncertów Julia Wieniawa i Andrea Bocelli wykonali „Canto della Terra” – jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów w repertuarze włoskiego tenora. Ich wspólne występy spotkały się z bardzo ciepłym przyjęciem publiczności. Widzowie docenili zarówno sam wybór repertuaru, jak i możliwość zobaczenia na jednej scenie młodej polskiej artystki oraz jednej z największych gwiazd światowej muzyki.

Szczególnie emocjonalnie Julia Wieniawa wspominała pierwszy koncert w Gdańsku. Niedługo po występie podzieliła się z fanami osobistą refleksją dotyczącą spotkania z legendarnym tenorem. Nie ukrywała, że atmosfera podczas koncertu zrobiła na niej ogromne wrażenie, a zachowanie samego Andrei Bocellego zapamięta na długo.

“Nadal nie wiem, czy to nie był sen. Zaśpiewać u boku Andrei Bocellego to jedno, ale ciepło, z jakim mnie przyjął, wzruszyło mnie chyba jeszcze bardziej. Dawno nie czułam się tak zaopiekowana na scenie. Są chwile, które zostają w sercu na zawsze. Ta na pewno będzie jedną z nich” — napisała po pierwszym koncercie.

POLECAMY: Tribbs i Blanka zostają w „The Voice Kids”? Wszystko jest już jasne

Julia Wieniawa zaśpiewała u boku Andrei Bocellego

Na tym jednak muzyczna historia Julii Wieniawy i Andrei Bocellego się nie zakończyła. Dwa dni później artyści ponownie spotkali się na scenie, tym razem na PGE Narodowym w Warszawie. Również tam wykonali „Canto della Terra”, a polska publiczność ponownie mogła zobaczyć ich wspólny występ.

Po zakończeniu obu koncertów przyszedł czas na podziękowania. Dzień po warszawskim wydarzeniu Andrea Bocelli opublikował w mediach społecznościowych wpis skierowany do polskiej publiczności. Tenor podsumował swoje występy w naszym kraju i podkreślił, że jeden z wieczorów na długo pozostanie w jego pamięci.

“Ten wieczór na długo pozostanie w mojej pamięci” – czytamy we wpisie Andrei Bocellego. Pod publikacją niemal natychmiast pojawiła się lawina komentarzy od fanów, którzy wspominali wyjątkowe koncerty i dzielili się swoimi emocjami po spotkaniu z włoskim artystą.

Wśród komentarzy znalazła się również krótka wiadomość od Julii Wieniawy. Wokalistka postanowiła jeszcze raz podziękować tenorowi za wspólne występy. Choć jej komentarz składał się zaledwie z kilku słów, trudno o bardziej wymowne podsumowanie całej muzycznej przygody.

“Thank you, Maestro” – napisała Wieniawa.

Jej słowa szybko zwróciły uwagę, szczególnie w kontekście tego, jak wielkim przeżyciem były dla niej oba koncerty. Wokalistka niejednokrotnie podkreślała, że możliwość zaśpiewania u boku Andrei Bocellego traktuje jako ogromne wyróżnienie i ważny moment w swojej karierze.

Nie ma wątpliwości, że występy z Andreą Bocellim były dla Julii Wieniawy nie lada gratką i jednym z najbardziej prestiżowych momentów jej dotychczasowej działalności muzycznej. Polska artystka udowodniła przy okazji, że potrafi odnaleźć się na scenie obok światowej klasy wykonawcy i sprostać ogromnym emocjom, jakie towarzyszą takim wydarzeniom. Dwa koncerty, tysiące widzów i wspólne wykonanie wielkiego przeboju z pewnością pozostaną w jej pamięci na długo.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nie żyje Jan Frycz. Teatr Narodowy przekazał poruszającą wiadomość

Cenicie twórczość Andrei Bocellego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Andrea Bocelli (fot. Jakub Janecki/zdjęcie prasowe Prestige MJM)
Andrea Bocelli (fot. Jakub Janecki/zdjęcie prasowe Prestige MJM)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością