Śledź nas

news

Gala Muzyki Poważnej Fryderyk 2022 ponownie w Operze na Zamku w Szczecinie

Opublikowano

w dniu

Gala Muzyki Poważnej Fryderyk 2022

Najważniejsze nagrody w Polsce – Fryderyki w kategorii muzyki poważnej zostały przyznane!

22 kwietnia jedna z najnowocześniejszych scen muzycznych w Europie ponownie gościła artystów nominowanych do najważniejszych nagród muzycznych – Fryderyków – w kategorii muzyki poważnej. Gala odbyła się w Operze na Zamku w Szczecinie, a uświetniły ją występy najwybitniejszych solistów i zespołów, podzielone na trzy wątki tematyczne: muzyka polska, opera barokowa oraz muzyka romantyczna. Nie zabrakło także muzycznych nawiązań do aktualnej sytuacji na świecie. Na gali wybrzmiał hołd złożony Ukrainie w wydaniu Baltic Neopolis Orchestra. Kameralna orkiestra smyczkowa ze Szczecina wykonała między innymi utwór Jurija Szewczenki “Jesteśmy” na motywach hymnu narodowego Ukrainy, kompozytora, który zginął w Kijowie. Marszałek Olgierd Geblewicz mówił:

Niezwykle miło wspominam muzyczne doznania, które towarzyszyły nam podczas gali Fryderyków w zeszłym roku. Cieszę się, że i tym razem to właśnie w Szczecinie, na Pomorzu Zachodnim wystąpią największe gwiazdy polskiej sceny muzycznej. Jestem przekonany, że te spektakularne wydarzenia na długo pozostaną w pamięci widzów

ZBIÓRKA NA RZECZ UKRAINY

Po raz pierwszy historii miłośnicy muzyki poważnej mogli towarzyszyć artystom w ich święcie. Podczas wieczoru przyznano nagrody w jedenastu kategoriach, ukazujących różne okresy historyczne i stylistykę wykonania: od nagrań solowych i kameralnych po operowe i symfoniczne, od baroku do współczesności. Poznajcie wszystkich nagrodzonych:

NAJWYBITNIEJSZE NAGRANIE MUZYKI POLSKIEJ:

Chopin – Bruce Liu. Reżyserzy dźwięku: Gabriela Blicharz, Lech Dudzik. Wydawca: Narodowy Instytut Fryderyka Chopina / Polskie Radio Program Drugi / Deutsche Grammophon / Universal Music Polska

NAJLEPSZY ALBUM POLSKI ZA GRANICĄ:

Beethoven: Complete Piano Concertos

Krystian Zimerman i London Symphony Orchestra pod dyrekcją Simona Rattle. Reżyser dźwięku: Rainer Maillard Wydawca: Deutsche Grammophon / Universal Music Polska

ALBUM ROKU MUZYKA WSPÓŁCZESNA:

Paweł Mykietyn – II Koncert na wiolonczelę i orkiestrę symfoniczną, Hommage ŕ Oskar Dawicki

Marcin Zdunik, NFM Filharmonia Wrocławska pod dyrekcją Bassema Akiki i Benjamina Shwartza. Reżyserzy dźwięku: Ewa Lasocka, Andrzej Sasin, Aleksandra Nagórko. Wydawca: Narodowe Forum Muzyki im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu / CD Accord

ALBUM ROKU MUZYKA SYMFONICZNA:

Paweł Łukaszewski: III I VI Symfonia

Anna Mikołajczyk-Niewiedział, Orkiestra i Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej pod dyrekcją Mirosława Jacka Błaszczyka

Reżyser dźwięku: Lech Tołwiński, Marcin Domżał. Wydawca: DUX Recording Producers

ALBUM ROKU MUZYKA KONCERTUJĄCA:

Perfectionist – Maksymiuk – Sinfonia Varsovia

Jakub Haufa i Sinfonia Varsovia pod dyrekcją Jerzego Maksymiuka. Reżyserzy dźwięku: Julita Emanuiłow, Joanna Popowicz, Ewa Guziołek-Tubelewicz. Wydawca: Sinfonia Varsovia

HOT NEWS- Racewicz, Bonda i Kuna na premierze książki na rzecz fundacji Rak’n’Roll [foto]

Janusz Marynowski, dyrektor Sinfonia Varsovia przyznał:

To już trzynasty Fryderyk dla Sinfonii Varsovii. Mistrz, Jerzy Maksymiuk, zapytany, co chciałby na 85. urodziny, powiedział: Płytę, ale chcę być i dyrygentem, i kompozytorem, i pianistą, i aranżerem. Spełniliśmy te wszystkie życzenia. Płyta jest naprawdę sympatyczna

ALBUM ROKU RECITAL SOLOWY:

BWV – Bach – Cello Suites 1-6

Karol Marianowski

Reżyser dźwięku: Tomasz Lida. Wydawca: Orphée Classics

ALBUM ROKU MUZYKA KAMERALNA – WIĘKSZE SKŁADY:

Mieczysław Wajnberg – String Quartets Nos. 1, 16 & 17

Kwartet Śląski. Reżyser dźwięku: Beata Jankowska-Burzyńska. Wydawca: CD Accord

ALBUM ROKU MUZYKA KAMERALNA – DUETY:

Ignacy Jan Paderewski: Pieśni

Anna Mikołajczyk-Niewiedział, Marcin Tadeusz Łukaszewski. Reżyser dźwięku: Andrzej Brzoska. Wydawca: Chopin University Press

ALBUM ROKU MUZYKA DAWNA:

Jan Sebastian Bach: Suity Francuskie

Lilianna Stawarz (klawesyn)

Reżyserzy dźwięku: Krzysztof Sztekmiler, Igor Szymański. Wydawca: DUX Recording Producers

ALBUM ROKU MUZYKA ORATORYJNA I OPEROWA:

Aleksander Nowak / Szczepan Twardoch: Syrena. Melodrama aeterna

Ewa Biegas, Bartłomiej Duś, Joanna Freszel, Jan Jakub Monowid, Daniel Popiałkiewicz, Piotr Sałajczyk, Orkiestra Kameralna Miasta Tychy AUKSO pod dyrekcją Marka Mosia. Reżyser dźwięku: Beata Jankowska-Burzyńska. Wydawca: PWM/Anaklasis

ALBUM ROKU MUZYKA CHÓRALNA:

Words of Mystery. Music for Choir And Cello Marcin Zdunik i Zespół Śpiewaków Miasta Katowice “Camerata Silesia” Zespół Śpiewaków Miasta Katowice pod dyrekcją Anny Szostak

Kompozytorzy: Roxanna Panufnik, Marcin Zdunik, Ola Gjeilo, Władysław Leszczyński, Paweł Łukaszewski, John Tavener, Sabina Meck. Reżyserzy dźwięku: Krzysztof Kuraszkiewicz, Jacek Guzowski. Wydawca: Towarzystwo Przyjaciół Muzyki im. Andrzeja Krzanowskiego w Katowicach

Nagrodę Stowarzyszenia Autorów ZAiKS dla najlepszej kompozytorki młodego pokolenia otrzymała Żaneta Rydzewska.

Nagrodzona mówiła:

Komponowanie muzyki współczesnej jest kwestią wyboru, wyboru naszego uczestniczenia w sztuce. Zaczęłam pisać utwory, kiedy miałam kilkanaście lat. Był to dla mnie naturalny proces przy edukacji muzycznej. Zawsze byłam przekonana, że wszyscy, którzy zajmują się muzyką piszą utwory, a potem okazało się, że nie jest to taka popularna ścieżka, ale ja robiłam to dalej. Internet jest dla nas tak samo ważną przestrzenią jak dla muzyki popularnej. Przyznam, że w czasie pandemii, kiedy siedziałam sama w domu, bez kontaktu z publicznością na żywo, zaczęłam nagrywać własne kompozycje solo na klarnet, z elektroniką i udostępniałam je w sieci. Dla mnie to szczególne wyróżnienie. Pracujemy na to przez wiele, wiele lat, a potem przychodzi to piękno chwili, że ktoś nas dostrzega

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustanowił rok 2022 Rokiem Romantyzmu Polskiego. To była szczególna okazja, aby zaprezentować zgromadzonej w Operze na Zamku publiczności mniej znane zdobycze polskiego romantyzmu muzycznego: dzieła kameralne ucznia Józefa ElsneraJózefa Władysława Krogulskiego. Na gali zabrzmiała część III i VI Oktetu fortepianowego d-moll op. 6 Krogulskiego w wykonaniu znakomitych solistów-kameralistów: Jakuba Kuszlika, laureata IV nagrody 18. Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego w Warszawie, Seweryna Zapłatyńskiego (flet), Adriana Jandy (klarnet), Marii Machowskiej (I skrzypce), Kamila Staniczka (II skrzypce), Mateusza Dońca (altówka), Magdaleny Bojanowicz (wiolonczela) i Tomasza Januchty (kontrabas). Na polski wątek gali złożyły się również utwory Grażyny Bacewicz i Mieczysława Karłowicza. Wybitna skrzypaczka Roksana Kwaśnikowska i Łukasz Chrzęszczyk – laureat międzynarodowych konkursów pianistycznych – wykonali finał z IV Sonaty Skrzypcowej Bacewiczówny, a wielokrotny laureat Fryderyków w kategoriach jazzowych – kwartet smyczkowy Atom String Quartet – pieśń Karłowicza Pod jaworem w aranżacji Michała Zaborskiego. W wykonaniu Baltic Neopolis Orchestra zabrzmiała muzyka najnowsza – RIFF na orkiestrę smyczkową Mikołaja Majkusiaka.

Obecność muzyki barokowej wykonywanej na instrumentach historycznych stała się już tradycją Gali Muzyki Poważnej Fryderyk Festiwal. W tym roku uroczystość uświetniła Wrocławska Orkiestra Barokowa pod kierunkiem Jarosława Thiela, która towarzyszyła angielskiemu kontratenorowi Timowi Meadowi. Artysta wykonał arię “Ah, ch’infelice sempre” z kantaty “Cessate, omai cessate” Antonio Vivaldiego. Na scenie pojawił się też wybitny polski bas Adam Palka, solista Staatsoper Stuttgart, występujący na scenach Wiener Staatsoper, Opera National de Paris czy Teatro Real w Madrycie. Artysta wykonał arię Infelice& e tuo credevi& z opery Ernani Giuseppe Verdiego i tzw. “arię z gwizdem” Son lo spirito que nega z opery Mefistofeles Arriga Boita. Soliście towarzyszyła Orkiestra Opery na Zamku pod dyrekcją Jerzego Wołosiuka. Usłyszeliśmy także wybitnego pianistę młodego pokolenia Adama Kośmieję. Wykonał on Balladę Friedricha Guldy, w którą wplótł wątki z utworów Fryderyka Chopina. Gala Muzyki Poważnej Fryderyk Festiwal 2022 wpisała się w obchody 65-lecia Opery na Zamku w Szczecinie. Dyrektor Opery Jacek Jekiel, komentując to wydarzenie, powiedział:

W 1956 r. zaczynaliśmy jako prywatna grupa zapaleńców w małej, zrujnowanej salce, z “pożyczaną” orkiestrą i śpiewakami, a teraz wystawiamy spektakle w supernowoczesnym wnętrzu. Każda generacja artystów wniosła do opery swoją wrażliwość, estetykę, odkrywczość i intelekt. Opera na Zamku jest teatrem pełnym radosnych, kreatywnych ludzi. Mamy to w DNA, odziedziczyliśmy miłość do teatru i pasję po odważnych poprzednikach, którzy go tworzyli

Akademia Fonograficzna wręczyła też statuetki Złotych Fryderyków w muzyce poważnej. Ta szczególna nagroda za całokształt osiągnięć artystycznych w tym roku została przyznana: Januszowi Olejniczakowi – jednemu z najwybitniejszych współczesnych chopinistów oraz Stanisławowi Gałońskiemu – uznanemu dyrygentowi i popularyzatorowi muzyki dawnej. Maestro Stanisław Gołoński przemawiał:

Jestem szczęśliwy, że mogłem brać udział wśród muzyków wielkiej klasy, jak Wanda Wiłkomirska czy Emma Kirkby. Różnych świetnych artystów miałem okazję spotkać w swoim życiu i oni właściwie wywarli na mnie największy wpływ. Bardzo sobie to cenię. I chciałem dziś publicznie podziękować tym wszystkim, którzy żyją i, którzy nie żyją. Jestem troszeczkę wzruszony, ale nie ma się co dziwić, bo to jest wyjątkowa okazja. 12 kwietnia, w tym roku, minęło mi osiemdziesiąt lat pracy artystycznej. To jest wielkie doznanie i to jest historia, w jakimś sensie, wykonawstwa muzyki dawnej. To, co teraz dzieje się w Polsce, nie wszystko warte jest pochwały. Nie ma, proszę państwa, dawnej muzyki. Jest muzyka, obojętnie. Jak powiedział Iwan Monighetti, wspaniały wiolonczelista, muzyka dawna to nie jest muzyka stara, to nie jest muzyka aktualna.

To, co my dziś gramy, to jest aktualne dzisiaj, a jak wyjdziemy za kulisy to już będzie muzyka dawana, bo to już będzie historia. To są bardzo ważne słowa. Bardzo się cieszę, że moda na muzykę dawną tak się rozprzestrzeniła w Polsce, na świecie, bo w historii mojego życia nie była nawet znana w Europie. To, co chciałem powiedzieć, żebyśmy nie dali się tandecie. Muzyka nie straci, jeśli nie damy dymów i kolorowych światełek. Ona nie potrzebuje takiej pomocy. To są rzeczy drugorzędne. Bardzo się cieszę z tej nagrody. Po osiemdziesięciu latach, jest to wielkie zaskoczenie dla mnie, ale tez i wielka radość, bo widać, że to ziarno wykonawstwa muzyki dawnej dalej żyje i przynosi jakieś owoce

Kolejną odsłoną Fryderyk Festiwal 2022 w Szczecinie będzie Gala Muzyki Rozrywkowej i Jazzu, która odbędzie się 29 kwietnia w Netto Arenie.

Retransmisja w TVP Kultura 28 kwietnia odbędzie się o godz. 22:40. Już teraz obejrzyjcie zdjęcia z wydarzenia!

PrzeAmbitni dali dach nad głową dla 30 osób z Ukrainy (w tym 15 małych dzieci) – chcemy pomóc kolejnym, ale potrzebujemy pomocy: wesprzyj ZBIÓRKĘ www.zrzutka.pl/z/przeAmbitniUKRAINA

ZOBACZ RÓWNIEŻ- Ujawniono płeć dziecka Kasi Sokołowskiej!

scena z: Paweł Serafin, Michał Łaszewicz, Damian Żebrowski, Bartosz Gorzkowski, Łukasz Kocur, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Damian Żebrowski, Paweł Serafin, Michał Łaszewicz, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Olgierd Geblewicz, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Katarzyna Sanocka, Andrzej Sułek, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Wrocławska Orkiestra Barokowa, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Wrocławska Orkiestra Barokowa, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Katarzyna Sanocka, Andrzej Sułek, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Olgierd Geblewicz, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Anna Szostak, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Aleksander Nowak, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Aleksander Nowak, Jacek Jekiel, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Aleksander Nowak, Jacek Jekiel, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Aleksander Nowak, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Tim Mead, Wrocławska Orkiestra Barokowa, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Roksana Kwaśnikowska-Stankiewicz, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Anna Mikołajczyk-Niewiedział, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Baltic Neopolis Orchestra, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Liudmyla Tsymbal, Miłosz Bembinow, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Mikołaj Majkusiak, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Żaneta Rydzewska, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Baltic Neopolis Orchestra, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Stanisław Gałoński, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Adam Palka, Orkiestra Opery na Zamku, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Daniel Cichy, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Magdalena Bojanowicz, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Atom String Quartet, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Adam Kośmieja, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Anna Bańkowska, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Adam Opatowicz, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Adam Palka, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Liudmyla Tsymbal, Miłosz Bembinow, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Anna Mikołajczyk-Niewiedział, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Żaneta Rydzewska, Liudmyla Tsymbal, Miłosz Bembinow, Mikołaj Majkusiak, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Stanisław Gałoński, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Anna Szostak, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Piotr Rzeczycki, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Adam Kośmieja, Jakub Kuszlik, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Adam Kośmieja, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Adam Kośmieja, Jakub Kuszlik, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA
scena z: Adam Kośmieja, SK:, , fot. Piętka Mieszko/AKPA

Fot. Akpa

AW

news

Ata Postek wspomina Sonię Szklanowską. Do dziś ma wyrzuty sumienia

Opublikowano

w dniu

przez

Sonia Szklanowska była jedną z najbardziej zapamiętanych uczestniczek „Hotelu Paradise”, a jej nagła śmierć w maju 2025 roku wstrząsnęła zarówno bliskimi, jak i widzami programu. Teraz Ata Postek, która znała ją jeszcze z czasów reality show, zdecydowała się opowiedzieć o ich relacji i o poczuciu winy, które towarzyszy jej do dziś. Padły bardzo osobiste słowa. Przeczytaj całość już teraz!

Kiedy Sonia Szklanowska pojawiła się w drugiej edycji „Hotelu Paradise”, niemal natychmiast zdobyła sympatię widzów. W reality show pełnym emocji, rywalizacji i konfliktów wyróżniała się spokojem, naturalnością i ogromną autentycznością. Fani szybko zwracali uwagę na to, że nie próbuje nikogo udawać, a właśnie dzięki temu wydawała się niezwykle bliska osobom oglądającym program.

Widzowie szczególnie pokochali jej szczerość oraz sposób, w jaki budowała relacje z innymi uczestnikami. Sonia Szklanowska nie szukała skandali ani taniej sensacji, które często stają się przepustką do popularności po reality show. Zamiast tego stawiała na emocje i prawdziwość. Po zakończeniu programu nie zamierzała jednak zniknąć z przestrzeni publicznej.

Sonia Szklanowska konsekwentnie rozwijała swoją karierę i próbowała nowych zawodowych dróg. Szczególnie ważna okazała się dla niej muzyka. Artystka nagrywała własne utwory, a jeden z nich został nawet oficjalną piosenką otwierającą kolejną edycję programu, który przyniósł jej rozpoznawalność. Z czasem zaczęła rozwijać się również telewizyjnie.

Widzowie mogli oglądać ją w programie podróżniczym „Jedziemy na wakacje”, który współprowadziła z Rafałem Cieszyńskim. Dla wielu osób było to kolejne zaskoczenie, ponieważ Sonia Szklanowska bardzo dobrze odnalazła się w roli prowadzącej. Jej energia, spontaniczność i naturalny kontakt z ludźmi sprawiały, że coraz więcej osób zaczynało postrzegać ją jako pełnoprawną osobowość telewizyjną.

Dlatego wiadomość, która pojawiła się 17 maja 2025 roku, była dla fanów ogromnym szokiem. Media poinformowały o śmierci Soni Szklanowskiej, która miała zaledwie 25 lat. W sieci niemal natychmiast pojawiły się tysiące komentarzy pełnych niedowierzania i bólu. Internauci przypominali jej ostatnie zdjęcia, nagrania i plany na przyszłość, które wydawały się dopiero nabierać rozpędu.

Początkowo niejasne były szczegóły śmierci, co potęgowało falę spekulacji i pytań. Dopiero po czterech miesiącach pojawiły się oficjalne ustalenia dotyczące tragedii. Z komunikatów wynikało, że „Bezpośrednią przyczyną śmierci było uduszenie poprzez zadzierzgnięcie, czyli samo powieszenie się”. Te informacje były dla wielu osób szokiem, bo całkowicie nie współgrały z wizerunkiem pełnej życia i planów dziewczyny, jaką znali jej fani.

POLECAMY: Maryla Rodowicz w jury „Tańca z Gwiazdami”. Kto odpadł w 3. odcinku?

Ata Postek wspomina ostatni kontakt z Sonią

Po śmierci Soni Szklanowskiej wiele osób, które znały ją bliżej, zaczęło wracać myślami do ich ostatnich rozmów i wspólnie spędzonych chwil. Jedną z takich osób jest Ata Postek, która również poznała Sonię dzięki „Hotelowi Paradise”. Dziś przyznaje, że dopiero po czasie zaczęła dostrzegać rzeczy, których wcześniej nie potrafiła odczytać jako sygnałów ostrzegawczych. W szczerej rozmowie z Wiktorem Słojkowskim z portalu Kozaczek opowiedziała o ich relacji, codziennych rozmowach i zmianach, które z perspektywy czasu wydają jej się znacznie bardziej znaczące.

Ata Postek podkreśliła jednak, że podczas ich codziennych kontaktów nie otrzymywała jasnego sygnału, że jej przyjaciółka znajduje się w poważnym kryzysie. Ich rozmowy dotyczyły przede wszystkim zwyczajnych spraw, relacji i codzienności.

„Zawsze, jak rozmawiałyśmy, to takie romantyczne rzeczy, chłopaki i bardziej pod tym względem wygląd. A to ona dzwoniła: “O Jezu, znowu przytyłam, o nie, teraz chcę to, a ten, zakochałam się w tym, a nie, już nie chcę” i to było bardziej takie takie gadanie. (…) I tak jak właśnie wcześniej mówiłam, że dopiero jak sobie później pomyślałam, że rzeczywiście zmieniła się i nawet jej głos się zmienił, a ja tego nie zauważałam” – stwierdziła Postek.

Najbardziej bolesny okazał się jednak dla Aty Postek ich ostatni kontakt. Jak wynika z jej relacji, zaledwie dwa tygodnie przed tragedią Sonia napisała do niej i zapytała, jak się czuje. Ata nie odpowiedziała wtedy, ponieważ było już późno. Zakładała, że tak jak wcześniej, będzie jeszcze okazja, aby oddzwonić i spokojnie porozmawiać. Z perspektywy czasu ta sytuacja stała się dla niej źródłem ogromnych wyrzutów sumienia.

„Jeszcze dwa tygodnie wcześniej rozmawiałyśmy co tydzień. I ona wyjechała z rodzicami i mówię, a dobra, to jej nie męczę, bo jest na wyjeździe, to później oddzwonię. I ona do mnie jeszcze coś napisała, jak się czujesz, co tam u ciebie? I zawsze oddzwaniałam. Ja nie oddzwoniłam wtedy, bo już było późno. (…) No i wtedy też myślę, że może bym coś porozmawiała, jeżeli ona już to planowała, może by było inaczej” – wyznała.

Wspomnienia Aty Postek są dziś przede wszystkim bolesnym świadectwem przyjaźni i straty. Sonia Szklanowska pozostawiła po sobie nie tylko wspomnienia z „Hotelu Paradise”, nagrania i muzykę, ale również ludzi, którzy nadal próbują zrozumieć jej odejście. Słowa Aty pokazują, że po takiej tragedii pytania „co by było, gdyby” mogą pozostać z człowiekiem na bardzo długo. I właśnie dlatego jej najnowsze wyznanie wybrzmiewa tak mocno.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Edyta Górniak i Marianna Schreiber napisały do Chajzera po ślubie z 20-letnią Bianką. Miło?

Pamiętacie Sonię z “Hotelu Paradise”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Ata Postek (fot. screen YouTube Kozaczek)
Sonia Szklanowska (fot. screen Instagram Sonia Szklanowska)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Paulina Młynarska obejrzała nową „Lalkę”. Nie gryzła się w język

Opublikowano

w dniu

przez

Nowa „Lalka” Netfliksa od początku budziła ogromne zainteresowanie. Serial inspirowany powieścią Bolesława Prusa pojawił się na platformie 16 września i szybko stał się jednym z szeroko komentowanych tytułów. W produkcji w głównych rolach występują Tomasz Schuchardt jako Stanisław Wokulski oraz Sandra Drzymalska jako Izabela Łęcka. Po premierze swoją opinią podzieliła się Paulina Młynarska. Dziennikarka najpierw zwróciła uwagę na aktorstwo i kostiumy, jednak później jej ocena produkcji stała się zdecydowanie bardziej krytyczna.

Lalka” to sześcioodcinkowy polski serial Netfliksa wyreżyserowany przez Pawła Maślonę. Twórcy przedstawili historię znaną z powieści Prusa, jednocześnie wprowadzając do niej nowe elementy i uwspółcześniając niektóre wątki. Oprócz Sandry Drzymalskiej i Tomasza Schuchardta w obsadzie znaleźli się m.in. Dariusz Chojnacki jako Ignacy Rzecki, Jacek Braciak jako Tomasz Łęcki, a także Magdalena Cielecka, Piotr Adamczyk, Julia Wyszyńska i Piotr Pacek.

POLECAMY: Doda i jej lalka-sobowtór. Podobne!?


Paulina Młynarska zaczęła od pochwał

Paulina Młynarska zdecydowała się obejrzeć serial po premierze i później opublikowała w mediach społecznościowych obszerny komentarz. Dziennikarka podkreśliła, że do produkcji podeszła z pozytywnym nastawieniem, ponieważ zależy jej na polskiej kulturze i rodzimych twórcach.

Obejrzałam „Lalkę” na Netfliksie. Oglądałam życzliwie, ponieważ dobrze życzę polskim twórcom i polskiej kulturze. Uważam też, że mamy w Polsce fenomenalnych aktorów, bijących na głowę niejedną szkołę aktorską w różnych miejscach Europy. To prawdziwa plejada wspaniałych artystek i artystów. I nie inaczej jest w „Lalce”. Pierwsze, co mnie uderzyło, to absolutnie przepiękne, wybitne kostiumy Doroty Roqueplo oraz fenomenalne aktorstwo – zaczęła Paulina Młynarska na Instagramie.

W jej wypowiedzi nie zabrakło więc pozytywnych słów dotyczących strony wizualnej produkcji oraz pracy aktorów. Szczególnie doceniła kostiumy przygotowane przez Dorotę Roqueplo. Na tym jednak pochwały się zakończyły. W dalszej części wpisu Paulina Młynarska skupiła się przede wszystkim na scenariuszu i zmianach, jakie twórcy wprowadzili względem literackiego pierwowzoru.

POLECAMY: Miłosna bomba na Netflixie! „Lalka” Bolesława Prusa w wersji 2026 – sprawdź, kto zagra Łęcką i Wokulskiego

„To jest napisanie tej historii od nowa”

Dziennikarka przyznała, że wraz z kolejnymi odcinkami jej odczucia wobec serialu stawały się coraz bardziej krytyczne. Jej zdaniem zmiany wprowadzone przez twórców wykraczają poza zwykłe dostosowanie klasycznej powieści do wymogów współczesnej produkcji telewizyjnej.

Niestety, w miarę oglądania ręce opadały mi coraz niżej, zaś oczy zachodziły mgłą niedowierzania. Nie chcę być zjadliwie złośliwa, więc postaram się ująć rzecz możliwie kulturalnie i łagodnie: zmiany wprowadzone w scenariuszu nie są zmianami wynikającymi z adaptowania powieści na potrzeby współczesnego serialu. To jest napisanie tej historii od nowa, z wykorzystaniem tytułu należącego do wielkiej klasyki polskiej literatury oraz imion i nazwisk doskonale znanych nam bohaterów i bohaterek – pisała Paulina Młynarska w social mediach.

Paulina Młynarska zaznaczyła również, że jej zdaniem problemem nie byłyby aż tak daleko idące zmiany, gdyby produkcja nie została przedstawiona jako „Lalka”. W jej ocenie wykorzystanie tytułu i dobrze znanych postaci sprawia, że widzowie mają prawo oczekiwać większej zgodności z historią stworzoną przez Bolesława Prusa.

Mam jednak poczucie, że Prus został tutaj potraktowany instrumentalnie. Jego nazwisko, tytuł powieści i jej bohaterowie posłużyli jako marka mająca nabić oglądalność. Bo to nie jest adaptacja „Lalki”. Rozumiem natomiast, że kolejny sezon serialu będzie się już rozgrywał na Dzikim Zachodzie. Skoro Izabela Łęcka może dostać w mordę i wziąć w żyłę, wszystko jest możliwe! – skwitowała Paulina Młynarska.

POLECAMY: Polska lalka Barbie, Anella ma konkurentkę! Zobaczcie jak wygląda

Kontynuuj czytanie

news

Obejrzałem „Girls of Warsaw” na Prime Video. I mam jeden problem: PO CO to powstało?

Opublikowano

w dniu

przez

Na początku roku zapowiadano produkcję, która miała pokazać życie influencerek od zupełnie innej strony. Andziaks, Ola Nowak, Jessica Mercedes i Klaudia Sadownik miały wpuścić kamery nie tylko do swojej pracy, ale również do codzienności, pokazując widzom znacznie więcej niż starannie przygotowane treści z Instagrama, YouTube’a czy TikToka. Obejrzałem cały sezon i mam wrażenie, że „Girls of Warsaw” ostatecznie nie zmienia obrazu bohaterek, który znamy z mediów społecznościowych. Co więcej, momentami trudno nie zadać sobie pytania: gdzie właściwie jest ten serial dokumentalny, który nam obiecywano?

„Girls of Warsaw” to zaledwie sześć odcinków, a pierwsze pięć trwa niewiele ponad dwadzieścia minut. Prime Video udostępnił cały sezon 18 września, więc całość można pochłonąć praktycznie w jeden wieczór. I tutaj pojawia się pierwszy problem. Jeżeli naprawdę chciano stworzyć format, który pokaże influencerki z mniej kontrolowanej strony, to trudno mi uznać, że tak krótka forma pozwoliła wejść wystarczająco głęboko w ich życie. Zamiast dużej, wielowątkowej produkcji dostajemy raczej szybki przegląd kilku sytuacji, spotkań i wyjazdów.

Jeżeli celem „Girls of Warsaw” było odczarowanie stereotypu influencera, który „nic nie robi”, to również nie jestem przekonany, że ten plan się udał. Owszem, dostajemy kilka momentów pokazujących, że taka praca wymaga dużej elastyczności. Partner Oli Nowak narzeka nawet na to, że często musi ona zmieniać plany i odwoływać wcześniej ustalone rzeczy. Klaudia Sadownik jedzie natomiast do Krakowa, aby zobaczyć swoją kolekcję ubrań stworzoną dla znanej sieciówki. Tylko że dla mnie to nadal za mało, żeby całkowicie zmienić sposób postrzegania tej branży.

Tym bardziej że w serialu bardzo mocno wybrzmiewa również druga strona życia bohaterek. W jednym z odcinków Luka, mąż Andziaks, zdradza, że jego żona w 2024 roku zarobiła dwa miliony złotych z samych wyświetleń, podczas gdy on miał zarobić nieco ponad 800 tysięcy. Chwilę wcześniej oglądamy Andziaks, która bez większego problemu jest w stanie wydać niemal 10 tysięcy złotych na halloweenową dekorację w postaci ogromnej dyni. Trudno więc oczekiwać, że widz nie zacznie porównywać swojego życia z rzeczywistością pokazaną na ekranie.

Podobnie jest w przypadku Oli Nowak, która mieszka w warszawskim apartamentowcu Złota 44. W pewnym momencie pada informacja, że jej mąż płaci 20 tysięcy złotych czynszu miesięcznie. I właśnie tutaj „Girls of Warsaw” paradoksalnie robi coś zupełnie odwrotnego do tego, co prawdopodobnie chciało osiągnąć. Zamiast sprawić, że widz pomyśli: „wow, to jednak ciężka praca”, momentami może pomyśleć: „wow, ale one mają życie”. Czy to jest złe? Nie. Czy może budzić emocje? Oczywiście. Ale trudno jednocześnie dziwić się, że przy takim obrazie życia pojawiają się komentarze dotyczące pieniędzy, konsumpcji czy materializmu.

POLECAMY: Joanna Jędrzejczyk chciała odejść z „TzG”? Niepokojące wieści przed 3. odcinkiem

Rok nagrań, sześć odcinków. Coś poszło nie tak?

Do tego dochodzi jeszcze jeden problem: czas. Zdjęcia do „Girls of Warsaw” rozpoczęły się mniej więcej rok temu, a widz dostaje historię, w której obserwuje między innymi końcówkę ciąży Andziaks. Dzisiaj influencerka jest już mamą kilkumiesięcznego Franco. Jeszcze bardziej dziwnie wypada wątek Oli Nowak, bo w serialu oglądamy jej przygotowania do ślubu, rozmowy o wielkim dniu i moment, w którym Ola Nowak mówi, że chciałaby, aby Andziaks została mistrzynią ceremonii. Tyle że ślub Oli Nowak mamy już dawno za sobą – odbył się na początku lipca tego roku.

No sorry, ale oglądając to we wrześniu 2026 roku, trudno nie odnieść wrażenia, że oglądamy wydarzenia, które zdążyły już mocno się zestarzeć. Serial miał pokazywać życie influencerek i ich rzeczywistość, a tymczasem widz dostaje materiał sprzed wielu miesięcy, podczas gdy życie bohaterek zdążyło już pójść kilka kroków dalej. I właśnie ten przeskok czasowy jest w „Girls of Warsaw” wyjątkowo odczuwalny.

Ciekawie wypada za to sam reunion, który poprowadził Maks Behr, reporter „Halo tu Polsat”. Szósty odcinek trwa już około 44 minut i jest właściwie rozmową podsumowującą pierwszych pięć części. Klaudia Sadownik przyznała, że przed zobaczeniem materiału spodziewała się reality-show z lektorem i dynamicznym montażem. Andziaks z kolei mówiła, że spodziewa się wszystkiego. Tylko tutaj pojawia się moje pytanie: czego właściwie miała się spodziewać, skoro sama uczestniczyła w nagraniach i doskonale wiedziała, co zostało zarejestrowane? W dodatku podczas reunionu Andziaks była już po ciąży i nie miała Franco w brzuchu, co tylko jeszcze mocniej przypomina widzowi, jak dawno temu powstawała zasadnicza część programu.

I chyba sam reunion najlepiej podsumowuje problem tego formatu. Jessica Mercedes powiedziała wprost:

„U mnie nie było pikantnych rzeczy, tylko takie luzerskie” – powiedziała Jessica.

I właściwie trudno mi się z tym nie zgodzić. Owszem, wokół „Girls of Warsaw” pojawiały się medialne dyskusje dotyczące między innymi zarobków Andziaks, ale jeśli ktoś włączał ten serial z nadzieją na wielkie sekrety, afery i rzeczy, których bohaterki nigdy wcześniej nie pokazywały, może poczuć niedosyt. Nie ma tutaj wielkiej bomby. Nie ma momentu, po którym człowiek odkłada telefon i mówi: „Okej, tego się nie spodziewałem”.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Andziaks zdecydowała się pokazać również znacznie bardziej osobistą i trudną historię. W jednym z odcinków opowiedziała przed kamerami o swoim dzieciństwie, relacji z ojcem i dziadkiem oraz problemie alkoholu w rodzinie. Andziaks wspominała:

„I słyszałam jak mój dziadek noże ostrzył i mówił, że nas za**je tej nocy […] Mało kto o tym wie, ale no i mój tatuś i mój dziadek lubili alkohol, więc u nas w domu czasami były takie awantury, że moja babcia wiele razy po prostu gdzieś tam ratowała nas z tego wszystkiego, więc przez to też na pewno była taką silną i mocną kobietą. Nas, to też tak ukształtowało, ale na pewno też się na nas odbiło” – mówiła przed kamerami.

I właśnie takich momentów chciałbym w tym programie zobaczyć więcej. Nie kolejnego wyjazdu czy zaaranżowanego spotkania, ale sytuacji, w których bohaterki rzeczywiście odsłaniają kawałek siebie.

Podobnie jest z Jessicą Mercedes, która w serialu opowiada o swoim życiu uczuciowym, złamanym sercu i funkcjonowaniu jako singielka. To również jest coś, czego nie da się sprowadzić wyłącznie do kolejnej stylizacji czy zdjęcia z luksusowego wyjazdu. Problem w tym, że te bardziej osobiste historie są w „Girls of Warsaw” trochę porozrzucane i szybko ustępują miejsca kolejnym, znacznie lżejszym scenom.

I dlatego moje podsumowanie jest chyba prostsze, niż można byłoby się spodziewać. „Girls of Warsaw” nie odmieniło mojego obrazu Andziaks, Oli Nowak, Jessiki Mercedes czy Klaudii Sadownik. Nie powiedziałbym, że produkcja pokazała je w złym świetle, ale też absolutnie nie sprawiła, że nagle zobaczyłem je zupełnie inaczej. To dla mnie po prostu krótka, lekka rozrywka i całkiem niezły „odmóżdżacz”, który można wciągnąć z ciekawości w jeden wieczór. Całość to niewiele ponad 160 minut materiału, więc nawet jeśli po pierwszym odcinku nie jesteście przekonani, nie musicie poświęcać na ten eksperyment całego weekendu.

Mam jednak nadzieję, że jeśli Prime Video zdecyduje się na drugi sezon, produkcja zostanie zrealizowana zdecydowanie szybciej. Bo największym problemem „Girls of Warsaw” jest dla mnie właśnie to, że oglądamy wydarzenia, które zdążyły się już mocno zestarzeć. Jeśli ma to być serial dokumentalny o życiu influencerek, chciałbym zobaczyć ich rzeczywistość znacznie bliżej momentu premiery. Więcej spontaniczności, mniej ustawianych sytuacji, więcej prawdziwego „tu i teraz” i przede wszystkim więcej materiału. Bo sześć krótkich odcinków to zdecydowanie za mało, żeby naprawdę wejść za kulisy życia czterech tak różnych bohaterek. Na pierwszy sezon? Spoko. Na wielkie wydarzenie? Dla mnie zdecydowanie nie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Decyzja trenerów „The Voice of Poland” wywołała oburzenie. „Straszna szkoda”

A Wam się podoba ta produkcja? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Luka i Andziaks (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Klaudia Sadownik, Jessica Mercedes, Ola Nowak i Andziaks (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Jessica Mercedes (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Klaudia Sadownik (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Ola Nowak (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Andziaks (fot. Piętka Mieszko/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Górniak i Schreiber napisały do Chajzera po ślubie z 20-letnią Bianką. Miło?

Opublikowano

w dniu

przez

Filip Chajzer i jego ukochana Bianka mają za sobą jeden z najważniejszych dni w swoim życiu. Para powiedziała sobie „tak” podczas sobotniej uroczystości w Krakowie, a informacja o ślubie szybko zaczęła odbijać się szerokim echem w świecie show-biznesu. Na reakcje znanych osób nie trzeba było długo czekać. Dowiedz się więcej!

Historia związku Filipa Chajzera i Bianki od początku wzbudzała spore zainteresowanie. Para poznała się na początku 2026 roku podczas wspólnej pracy nad projektem podcastowym. Bianka pełniła w nim funkcję producentki, a prezenter szybko zwrócił uwagę na młodą kobietę i poprosił ją o numer telefonu. Ich relacja bardzo szybko nabrała tempa i już po kilku miesiącach zakochani byli zaręczeni.

Od początku sporo emocji budziła także różnica wieku między partnerami. Bianka ma 20 lat, natomiast Filip Chajzer w listopadzie skończy 42 lata. Para wielokrotnie podkreślała jednak, że dobrze się ze sobą dogaduje, a kolejne etapy związku przychodzą im naturalnie. Ślub miał być dla nich kolejnym krokiem w budowaniu wspólnej przyszłości.

Do ceremonii Filip Chajzer i Bianka przygotowywali się przez wiele miesięcy. Dziennikarz, z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru, mówił nawet, że pełnił funkcję własnej „wedding plannerki”. Narzeczeni mieli również za sobą nauki przedmałżeńskie oraz przygotowania do pierwszego tańca.

W sobotę 19 września nadszedł wreszcie długo wyczekiwany dzień. Uroczystość rozpoczęła się punktualnie o godzinie 13:00 w jednym z krakowskich kościołów. Wśród najbliższych pary znalazł się również ojciec pana młodego, Zygmunt Chajzer. Wszystko wskazuje na to, że dla młodych małżonków był to niezwykle ważny i rodzinny moment.

POLECAMY: Joanna Jędrzejczyk chciała odejść z „TzG”? Niepokojące wieści przed 3. odcinkiem

Górniak, Wachowicz i Schreiber gratulują Chajzerowi

Choć ceremonia miała rodzinny i kameralny charakter, wiadomość o ślubie szybko obiegła show-biznes. Znajomi i celebryci zaczęli składać młodej parze życzenia pod opublikowanymi zdjęciami. W komentarzach pojawiły się słowa wsparcia oraz gratulacje dla świeżo upieczonych małżonków.

Wśród pierwszych osób, które pogratulowały parze, znalazła się Ewa Wachowicz. Jej komentarz był krótki, ale bardzo serdeczny:

Gratulacje!!! Miłości nigdy nieustającej

Swoje wsparcie okazał także Krzysztof Gojdź, który pozostawił pod publikacją krótki komentarz:

Grats!!!!

Pod ślubnym postem pojawiła się również Marianna Schreiber, która zwróciła się bezpośrednio do nowożeńców:

Gratulacje kochani

Szczególną uwagę zwróciła jednak reakcja Edyty Górniak. Artystka udostępniła ślubny post pary na swoim profilu, dodając wymowne:

Gratulacje.

Reakcje znanych osób pokazują, że Filip Chajzer i Bianka mogą liczyć na wiele ciepłych słów po swoim ślubie. Para rozpoczyna właśnie nowy etap wspólnego życia, a sobotnia ceremonia w Krakowie stała się jednym z najważniejszych wydarzeń w ich dotychczasowej historii. Teraz przed nimi już tylko kolejne wspólne rozdziały.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Decyzja trenerów „The Voice of Poland” wywołała oburzenie. „Straszna szkoda”

Wy też gratulujecie Filipowi i Biance? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Marianna Schreiber (fot. screen Instagram Marianna Schreiber)
Edyta Górniak (fot. Marcin Gadomski/AKPA) 
Filip Chajzer (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Filip Chajzer (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością