Ilona Adamska: To miłość dodaje mi skrzydeł!
Redaktor naczelna “Imperium Kobiet” i “Law Business Quality”, Ambasadorka Przedsiębiorczości Kobiet opowiada o swojej najnowszej książce, pt. „Szczęście na wagę złota, czyli jak osiągnąć sukces”, której portal Przeambitni ma zaszczyt być jednym z patronów medialnych oraz o planach wydawniczych na wiosnę.
Ilono, za nami premiera Twojej drugiej książki pt. „Szczęście na wagę złota, czyli jak osiągnąć sukces”. Skąd pomysł na tytuł i samą książkę?
Pomysł na książkę zrodził się w grudniu. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Wróciłam z kolejnej Akademii Law Business Quality, którą od września 2014 roku organizuję dla kobiet biznesu. Kobiet, które chcą od życia czegoś więcej. Które walczą o swoje marzenia, chcą się kształcić, rozwijać. Pomyślałam sobie wtedy, że warto byłoby stworzyć coś na zasadzie zbioru sentencji – aforyzmów dotyczących odpowiedzi na pytanie: czym jest sukces i jak go osiągnąć. Ponieważ bohaterami mojej pierwszej książki „Ona w jego oczach…” byli mężczyźni, tym razem postawiłam na kobiety. Wieść o książce i moim nowym projekcie rozniosła się dość szybko po warszawskich kręgach ludzi biznesu. Zaczęłam dostawać zapytania o to, czy w projekcie mogliby także wziąć udział panowie. Pomyślałam – czemu nie?! Tak więc w książce znajdziemy ponad 70 wypowiedzi zarówno mężczyzn, jak i kobiet na temat recepty na sukces i osiągnięcia szczęścia – zarówno w życiu osobistym, jak i prywatnym. Długo zastanawiałam się nad tytułem. Razem z dziennikarką Imperium Kobiet Dagmarą Nawartek wpadłyśmy na pomysł „Szczęścia na wagę złota…”. Uważam, że tytuł idealnie trafia w samo sedno przesłania książki.
Wstęp do Twojej najnowszej pozycji napisał sam wicepremier Rzeczypospolitej Janusz Piechociński. Wiem, że na karatach pojawia się też sporo znanych nazwisk.
To prawda. Dzięki mojej koleżance, która na co dzień pracuje w Ministerstwie Gospodarki, a która wraz ze mną co miesiąc organizuje pod Krakowem spotkania w ramach Akademii LBQ – udało mi się zaprosić do projektu wicepremiera Piechocińskiego. Pomysł książki bardzo mu się spodobał. We wstępie do niej napisał, że każdy przedsiębiorca powinien wspierać tego typu akcje. Moja książka bowiem – podobnie jak pierwsza – jest akcją charytatywną – tym razem na rzecz Fundacji Sukces. Pieniądze z jej sprzedaży przekazujemy na Fundację, która pomaga samotnym mamom i ich pociechom. W trakcie hucznej premiery książki (na której pojawiło się ponad 200 osób) udało nam się zebrać i przekazać trzy duże kartony prezentów dla podopiecznych Ośrodka Pomocy Ofiarom Przemocy w Rodzinie „Dom”. Wśród upominków znalazła się zarówno elegancka bielizna, kosmetyki, pampersy, środki higieny osobistej, jak i soki, miód, drukarka i dwa ogromne kosze słodyczy dla maluchów. Na gali obecni byli prawie wszyscy bohaterowie mojej książki, z gwiazdami Omeną Mensah, Joasią Jabłczyńską, Izabelą Trojanowską, Mariolą Bojarską-Ferenc, Pauliną Holtz, Ewą Kuklińską, Anną Kalatą na czele.
Twoja pierwsza książka „Ona w jego oczach. Znani mężczyźni o kobietach” odbiła się sporym echem w mediach. Przygotowując się do rozmowy z Tobą, zrobiłam mały research w Internecie. Ponad 40 publikacji na temat samej premiery, ponad 20 wywiadów, gościłaś w TV śniadaniowej, miałaś ponad 10 autorskich spotkań w całej Polsce. Jak wyglądają Twoje plany, jeśli chodzi o promocję drugiej książki?
Podobnie. Po świętach rozpoczynam spotkania i wywiady z portalami i magazynami, które objęły patronat medialny nad książką. A sporo ich (śmiech). Planuję również od kwietnia ruszyć z wieczorami autorskimi w największych miastach Polski. Pierwsze zaplanowane jest na 25 kwietnia w ekskluzywnym salonie Vinicio Pajaro na krakowskim rynku. Kolejne – 28 maja w Łodzi na Festiwalu Łódź Miastem Kobiet i czerwcu na Pomorzu, który stał mi się ostatnio bardzo bliski.
Z tego, co wiem, szykujesz na wiosnę spore zmiany w swoim wydawnictwie?
To prawda. Mamy wiosnę…. Czas na zmiany (śmiech). Zaczęłam od wynajęcia lokalu pod nową siedzibę redakcji. Od kwietnia nasze biuro znajduje się na prestiżowej ulicy Mokotowskiej, tuż obok słynnej tęczy. Jestem szczęśliwa, ponieważ do tej pory pracowaliśmy zdalnie. Po 4 latach wydawania Imperium Kobiet postanowiłam zbudować prawdziwą, profesjonalną redakcję. Wymieniam praktycznie cały zespół dziennikarzy. Zostaje dwie osoby ze „starej gwardii”. Stawiam teraz na mocne, znane nazwiska i dziennikarzy z doświadczeniem. Udało mi się pozyskać nazwiska z takich tytułów jak VIVA, Gala czy Glamour. Staram się o poszerzenie jeszcze i pozyskanie tzw. korespondentów z zagranicy odpowiedzialnych za wywiady z zagranicznymi gwiazdami. Mam już jednego „wysłannika”, który w ostatnim czasie przeprowadził dla IK wywiad z Nicole Kidman i Matthew McConaugheyem. Są to wywiady robione specjalnie dla nas. Nigdzie wcześniej niepublikowane. Do tej pory współpracowaliśmy z Romanem Rogowieckim, który po prostu sprzedaje swoje stare wywiady z gwiazdami do kobiecych magazynów – ale nie były one robione specjalnie dla nich. Czas postawić poprzeczkę jeszcze wyżej i znaleźć osoby, które tak jak Bogdan Kuncewicz (z którym obecnie pracujemy) – będą robić ekskluzywne rozmowy TYLKO dla nas. Poza tym zmieniamy kompletnie szatę graficzną, dodajemy nowe działy, idziemy bardziej w stronę lifestyle’u, świata gwiazd, mody.
Podobno stawiasz teraz na wersje elektroniczne swoich magazynów. Dlaczego? Przyszłość to e-booki?
Imperium Kobiet dostępne jest już w formie e-booka w największej księgarni internetowej publio.pl należącej do grupy mediowej Agory. Podobnie Law Business Quality. Obniżam nakład drukowanych magazynów, ponieważ coraz więcej osób kupuje i zamawia magazyny w formie elektronicznej. Ostatnie badania pokazują drastyczny spadek czytelnictwa. Polacy czytają coraz mniej. I jeszcze mniej kupują, jeśli chodzi o prasę czy książki. Przeglądając ostatnio w sieci artykuły na temat najnowszych badań czytelnictwa, znalazłam takie podsumowanie: „Obecnie czytelnik szuka coraz krótszych informacji. Czyta pobieżnie. Najczęściej tylko tytuł, lead i dwie pierwsze linijki tekstu. Tego nauczył nas Internet. Żyjemy w pośpiechu, nie mamy na nic czasu. To wszystko wpływa na obecną sytuację rynku wydawniczego. (…) Polak kupuje średnio półtorej książki rocznie, Czech – 14”. Nie trzeba chyba tego specjalnie komentować. Nie lepiej jest z prasą. Nadzieją są jednak e-booki, które faktycznie stają się coraz bardziej popularne. Dlatego już teraz wyszłam naprzeciw zapotrzebowaniu rynku i postawiłam na wydania elektroniczne naszych magazynów. Szykujemy aplikacje mobilne i… Tego ostatniego jeszcze nie zdradzam.
Ale papier to papier…
To prawda. Nie rezygnujemy z druku. Sama uwielbiam zapach farby, zapach magazynu, który przyjeżdża do mnie prosto z drukarni. Nie wyobrażam sobie urlopu z iPadem na plaży i moim ulubionym magazynem na ekranie czytnika. Kocham, gdy z magazynu wysypuje się piasek (śmiech). Ale muszę niestety iść zgodnie z duchem czasu. Jakiś czas temu przeprowadzałam wywiad do Law Business Quality z bardzo znanym i cenionym dziennikarzem Gazety Wyborczej, autorem książki „Zawód zwycięzca”. Rozmawialiśmy bardzo długo o rzekomym upadku prasy, o tym, jak Internet wypiera dziś drukowane magazyny. Sam przyznał, że od ponad roku nie kupuje żadnych drukowanych gazet. Ma kilka prenumerat swoich ulubionych tytułów na iPadzie. I przyznał podobnie do tego, co mówiłam wyżej, że dziś z racji tak ogromnego natłoku informacji, mnogości tytułów człowiek nie jest w stanie przeczytać wszystkich magazynów od deski do deski. Czytamy wybiórczo, wybieramy treści, które nas zaciekawią poprzez tytuł czy lead. Prasa całkowicie nie umrze, ale niestety, jak powiedział Josh Tyrangiel, redaktor naczelny potężnego magazynu Bloomberg Businessweek, niegdyś związany z tygodnikiem „Time”: „Nic nie jest dane raz na zawsze. Dobre czasy dla prasy, które właśnie minęły, były historyczną anomalią, ale biznes wciąż tu jest. On się po prostu zmienił (…). Tablety skracają dystans między wydawcą i czytelnikiem, ale nie pozwalają ludziom ogarnąć gazety jako całości. Jeśli jednak ludzie zdecydują, że nie chcą już papierowego wydania, będziemy robić magazyn na tablety”. Wyznaję identyczną zasadę. Poza e-bookami chcemy w tym roku wprowadzić wersję na tablety, by przekonać się, czy rzeczywiście wydania elektroniczne staną się popularniejszą formą od magazynów drukowanych.
Jesteś z pewnością osobą twardo stąpającą po ziemi, wiesz, czego chcesz. Twoje wydawnictwo I.D.MEDIA rozwija się w naprawdę szybkim tempie. Niedawno obchodziłaś jubileusz 10-lecia istnienia swojej firmy. Jak na osobę „po trzydziestce” – dwa magazyny, cztery portale, dwa blogi, dwie książki, agencja PR i eventowa – to naprawdę niezły wynik.
Ja po prostu kocham to, co robię. I myślę, że to jest najlepsza recepta na sukces. Robić to, co sprawia nam największą przyjemność. Wtedy nie czujesz, że pracujesz.
A jak radzisz sobie z konkurencją? Świat mediów bywa bowiem okrutny. A ludzie, gdy widzą, że ktoś odnosi sukces, także potrafią „wbić nóż w plecy”.
Wiesz, wszystko zależy od ludzi. Z wieloma wydawcami fajnie sobie działamy. Nie traktujemy siebie jak konkurencję, wręcz odwrotnie – wspieramy się i promujemy wzajemnie swoje tytuły. Takie małe magazyny jak nasze powinny trzymać się razem, a nie konkurować ze sobą. Dam tu przykład choćby magazynu Eden, który promuje i wspiera nasz coroczny konkurs Imperium SPA. Wydawać by się mogło, że jesteśmy konkurencją dla ich plebiscytu na najlepsze SPA. Jak widać – nie. Relacje z naszych finałów pojawiają się na łamach magazynu Eden, my promujemy ich tytuł u siebie na galach. Podobnie z magazynem Świat Elit, który teraz promuje naszą nową książkę, a który w zasadzie mógłby być konkurencją dla Law Business Quality. Jeśli ludzie są fajni, myślą mądrze i wiedzą, że w grupie siła – można naprawdę zbudować sobie fajne relacje i zdziałać jeszcze więcej niż w pojedynkę. Trzeba być jednak uczciwym wobec siebie. Nie kraść pomysłów, ale wzajemnie się inspirować… Jeszcze pół roku temu przejmowałam się działaniami konkurencji, która często podkradała nam pomysły, wypisywała bzdury w Internecie. Dziś, dzięki współpracy z fantastycznym life coachem Danutą Terpiłowską wiem już, że nie ma co się przejmować ludźmi, którzy obgadują nas, oczerniają, „rzucają kłody pod nogi”, kradną pomysły. Warto odpuścić i wybaczyć drugiemu, mimo wszystko… Nawet jeśli nam nie wybaczono, pokażmy, że nas na to stać, że stać nas na bycie dobrym! Jak mówi Danusia: „Wybaczajmy więc, a wybór nas i naszych produktów pozostawmy innym. Jeśli wybiorą nas – dobrze, jeśli nie – też dobrze. Wszystkiego w świecie jest wystarczająco dużo. Dla każdego jest coś i na wszystko jest odpowiedni czas”. Po co konkurować, skoro taki stan ducha pochłania ogromną ilość energii i sprawia, że stajemy się niezadowoleni, nieufni, zgorzkniali, złośliwi? Słowem: tracimy energię i radość życia. Róbmy swoje. I nie próbujmy uszczęśliwiać wszystkich na siłę. Plotkami na swój temat się nie przejmujmy. Karma wraca!
Pamiętasz najdziwniejszą plotkę rozpuszczoną na temat twojej firmy, która najbardziej Cię dotknęła?
Kiedyś przeczytałam na Facebooku, że mam firmę, która bankrutuje. Pewna osoba, z którą współpracowałam, chciała zapewne rozpuścić nieprawdziwe informacje na mój temat, abym straciła klientów lub nie pozyskałam nowych. Tylko się uśmiechnęłam… Otwarcie drugiego magazynu, dwóch nowych portali, pozyskanie nowych klientów do agencji PR i wynajem nowego biura przy Mokotowskiej raczej temu bankructwu przeczy… Oczywiście biznes to sinusoida. Raz bywa lepiej, raz gorzej… Dopiero po 10 latach prowadzenia firmy mogę powiedzieć, że zaczęłam „poważny biznes”. Z tym rokiem – wreszcie coś naprawdę ruszyło – stąd spore zmiany w redakcji. Będą pracownicy na etatach. Ze stałą pensją. Stałe biuro, kolegia redakcyjne, wspólne planowanie numerów. Do tej pory wszystko robiliśmy zdalnie, a z całym zespołem widziałam się tylko na wigiliach i eventach naszego wydawnictwa. Czas na potężne zmiany! Ludzie się zmieniają, dojrzewają. Kiedyś biegałam na wszystkie branżowe eventy, bo myślałam, że tak trzeba… Bawiłam się, poznawałam ludzi… Dziś chodzę tylko na imprezy organizowane przez moje wydawnictwo. Skupiam się raczej na fajnych konferencjach, kongresach… Odpuściłam zupełnie „świat lansu i taniego showbiznesowego blichtru”. Za moją metamorfozą stoi z pewnością ogromne wsparcie partnera, prawdziwa miłość i poczucie bezpieczeństwa, jakie dostaję każdego dnia. To miłość dodała mi skrzydeł i wiatru w żagle.
Słuchy mnie doniosły, że szykujesz już trzecią książkę?
To prawda, ale szczegółów nie mogę jeszcze zdradzać. Powiem tylko tyle, że premiera przewidziana jest na czerwiec. Trzymam zatem kciuki. Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Monika Leśniak
Fot. Imperium Kobiet
showbiz
Wpadka w „Tańcu z Gwiazdami”. Wszystko działo się na oczach widzów
Niedzielny odcinek „Tańca z Gwiazdami” miał wyjątkową oprawę, a produkcja przygotowała dla widzów sporo niespodzianek. Nie zabrakło znanych przebojów, wyjątkowych gości i zmian przy stole jurorskim. W pewnym momencie doszło jednak do dość niezręcznej sytuacji, która nie umknęła uwadze widzów. Dowiedz się więcej!
Dzisiejszy odcinek „Tańca z Gwiazdami” zdecydowanie różnił się od pozostałych. Tym razem na parkiecie zaprezentowało się sześć par, a każda z nich miała do wykonania aż dwie choreografie. Wyjątkowy charakter programu wiązał się również z obchodzonym 1 listopada Dniem Wszystkich Świętych. Z tej okazji przygotowano specjalną oprawę muzyczną, a uczestnicy mogli zaprezentować się w nieco innych niż zwykle tanecznych odsłonach. W repertuarze pojawiły się między innymi tańce ludowe, które nadały rywalizacji szczególnego klimatu.
Zmiany nie ominęły również jury. Tym razem przy stole jurorskim zabrakło Julii Wieniawy, którą zastąpiła była pierwsza dama Jolanta Kwaśniewska. Jej obecność z pewnością była jedną z największych niespodzianek wieczoru. Widzowie mogli zobaczyć ją w zupełnie nowej roli, a jej komentarze i oceny występów stanowiły dodatkowy element wyjątkowego wydania programu. Produkcja zadbała również o to, aby niedzielny odcinek miał odpowiednią oprawę i nawiązywał do polskiej muzyki oraz tradycji.
Szczególną bohaterką wieczoru była Irena Santor, której największe przeboje towarzyszyły uczestnikom podczas tanecznych prezentacji. Legendarna wokalistka otrzymała specjalne miejsce tuż przy parkiecie. Przygotowano dla niej elegancką, niemal królewską kanapę, z której mogła obserwować występy uczestników. Jej obecność nadała całemu wydarzeniu wyjątkowego charakteru, a możliwość usłyszenia jej piosenek w nowych aranżacjach była jednym z najważniejszych elementów tego odcinka.
POLECAMY: Joanna Szczepkowska grzmi po aferze w TK. Czy Nawrocki powinien ustąpić?
Niezręczne sceny w „Tańcu z Gwiazdami”. Nagle Maserak zerwał się zza stołu. Co tam się wydarzyło?
Po openingu prowadząca Paulina Sykut-Jeżyna postanowiła podejść do specjalnie przygotowanego miejsca i usiąść obok Ireny Santor. Panie rozpoczęły rozmowę, a wszystko wskazywało na to, że będzie to jeden z sympatyczniejszych momentów wieczoru. Jednak bardzo szybko okazało się, że coś nie poszło zgodnie z planem. W tej sytuacji zabrakło bowiem jednego, niezwykle istotnego elementu.
Jak można było zauważyć podczas transmisji, Irena Santor nie miała przy sobie mikrofonu. Wokalistka próbowała wyjaśnić sytuację, a z jej zachowania wynikało, że urządzenie wcześniej znajdowało się na kanapie. W pewnym momencie okazało się jednak, że mikrofon gdzieś się zapodział. Rozmowa z prowadzącą nie mogła więc przebiegać tak, jak pierwotnie zakładano. Na ekranie pojawiła się dość nietypowa sytuacja, której z pewnością nie planowano w scenariuszu programu.
Paulina Sykut-Jeżyna próbowała wybrnąć z niezręcznego momentu. Prowadząca najwyraźniej liczyła na to, że z pomocą przyjdzie jej Krzysztof Ibisz, który przyniesie brakujący mikrofon. Widzowie mogli przez chwilę obserwować oczekiwanie na rozwiązanie problemu. Tymczasem wydarzenia potoczyły się zupełnie inaczej, niż można było przypuszczać. Zamiast drugiego prowadzącego zareagował jeden z jurorów, który postanowił samodzielnie rozwiązać kłopot.
Nagle zza stołu jurorskiego zerwał się Rafał Maserak. Tancerz nie zamierzał czekać, aż ktoś inny zajmie się sytuacją. Szybko ruszył w stronę Ireny Santor i podał jej mikrofon, dzięki czemu rozmowa mogła być kontynuowana. Cała sytuacja trwała zaledwie chwilę, ale była wyraźnie widoczna podczas transmisji.
Takie sytuacje pokazują, że nawet najbardziej dopracowane widowiska na żywo nie są wolne od niespodziewanych problemów. „Taniec z Gwiazdami” to program realizowany w czasie rzeczywistym, dlatego nie wszystko można przewidzieć i przygotować z wyprzedzeniem. Zgubiony mikrofon, zamieszanie na scenie czy konieczność szybkiej reakcji mogą przydarzyć się nawet podczas wyjątkowo uroczystego wydania. Tym razem na szczęście wszystko udało się sprawnie rozwiązać.
Nie da się ukryć, że właśnie takie momenty często przyciągają uwagę publiczności równie mocno, jak same występy uczestników. Widzowie lubią oglądać nie tylko perfekcyjnie przygotowane choreografie, ale również spontaniczne sytuacje, których nie da się wyreżyserować. Wpadki podczas transmisji na żywo stają się później tematem komentarzy w internecie, a krótkie fragmenty programu szybko trafiają do mediów społecznościowych. Niedzielny epizod z udziałem Ireny Santor, Pauliny Sykut-Jeżyny i Rafała Maseraka z pewnością ma szansę zostać zapamiętany właśnie z tego powodu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Daniel Martyniuk urządził AWANTURĘ pod sklepem: „Otwórz to, ku*wa” [WIDEO]
Oglądacie “Taniec z Gwiazdami”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!













Autor: Szymon Jedynak
news
Joanna Szczepkowska grzmi po aferze w TK. Czy Nawrocki powinien ustąpić?
Afera wokół Trybunału Konstytucyjnego wywołała ogromne emocje i kolejną falę politycznych komentarzy. Tym razem głos zabrała Joanna Szczepkowska, która zdecydowała się przedstawić własną relację z nocnych wydarzeń i odpowiedzieć na słowa prezydenta. Aktorka nie zamierzała łagodzić swojego stanowiska. Dowiedz się więcej!
Piątkowy wieczór przyniósł gwałtowne zaostrzenie trwającego od miesięcy sporu o Trybunał Konstytucyjny. Informacje o odsunięciu dotychczasowego kierownictwa instytucji, wnioskach o uchylenie immunitetów oraz obecności policji przed gmachem przy alei Szucha zdominowały przekazy medialne. Wydarzenia wywołały liczne komentarze i ponownie rozpaliły dyskusję na temat sytuacji politycznej w Polsce.
Szczególne zainteresowanie wzbudziły nagrania, które w nocy z piątku na sobotę, 30 i 31 października, obiegły media społecznościowe. Widać na nich Karola Nawrockiego przed wejściem do siedziby Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie. Prezydent próbuje przedostać się przez grupę osób stojących w drzwiach budynku. W pewnym momencie zwraca się do jednej z kobiet słowami: „Proszę odejść, przepraszam panią”.
W piątek wieczorem w Trybunale Konstytucyjnym doszło do kolejnego zwrotu w trwającym konflikcie. W opublikowanym komunikacie poinformowano o odsunięciu od wykonywania obowiązków prezesa Bogdana Święczkowskiego i jego zastępcy Bartłomieja Sochańskiego. Tymczasowe kierowanie pracami instytucji powierzono sędzi Annie Korwin-Piotrowskiej, co spotkało się z natychmiastową reakcją i jeszcze bardziej zaostrzyło spór.
Następnie później siedmioro sędziów wybranych przez Sejm weszło na teren Trybunału w towarzystwie funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa. Jak relacjonowała rzeczniczka TK Weronika Ścibor, pracujący na miejscu strażnicy mieli otrzymać polecenie spakowania swoich rzeczy i opuszczenia budynku. Sytuacja szybko stała się przedmiotem politycznych komentarzy, a przed gmachem zaczęli gromadzić się kolejni ludzie.
Na miejscu pojawili się między innymi politycy prawicy, przedstawiciele Konfederacji oraz Grzegorz Braun wraz z sympatykami. Obecna była również policja. Na oficjalnym profilu Trybunału opublikowano komunikat, w którym zakwestionowano legalność podjętych działań i napisano o „bezprawnym przejęciu strony internetowej”. Wydarzenia z piątkowego wieczoru jeszcze bardziej zaostrzyły spór, który od miesięcy dzieli polską scenę polityczną.
Na oficjalnym profilu Trybunału opublikowano komunikat, w którym zakwestionowano legalność podjętych działań i napisano o „bezprawnym przejęciu strony internetowej”. Do sprawy odniósł się również Karol Nawrocki, który opisał zajście jako próbę siłowego przejęcia konstytucyjnego organu państwa. W swoim oświadczeniu napisał: „Tej nocy doszło do naruszenia porządku konstytucyjnego RP i siłowego przejęcia konstytucyjnego organu państwa”. Słowa prezydenta nie pozostały bez odpowiedzi. Wśród osób, które zdecydowały się publicznie zabrać głos, znalazła się Joanna Szczepkowska.
POLECAMY: Daniel Martyniuk urządził AWANTURĘ pod sklepem: „Otwórz to, ku*wa” [WIDEO]
Joanna Szczepkowska uderza w Nawrockiego. Słusznie?
Aktorka opublikowała na Facebooku wpis, w którym przedstawiła własną wersję nocnych wydarzeń. Wymieniła Zbigniewa Kapińskiego, Stefana Boguckiego, Karola Nawrockiego i Bartłomieja Sochańskiego jako osoby, które miały wejść do budynku. Według jej relacji podczas wejścia doszło do użycia siły, a potrącona miała zostać sędzia Anna Korwin-Piotrowska. Joanna Szczepkowska opisała również, co miało wydarzyć się już po przekroczeniu progu Trybunału. Jej słowa były wyjątkowo stanowcze i z pewnością zwróciły uwagę osób śledzących polityczny konflikt.
“Wczoraj w nocy kilku mężczyzn wdarło się do Trybunału Konstytucyjnego. Ich nazwiska są znane: Zbigniew Kapiński, Stefan Bogucki, Karol Nawrocki, Bartłomiej Sochański. Napastnicy użyli siły, potrącając przy tym kobietę, sędzię Korwin Piotrowską. Po wejściu do budynku stwierdzili, że sędziowie nie są sędziami, potem udali się na piętro do jednego z reprezentacyjnych pomieszczeń. Następnie napastnicy usiedli na kanapie i w fotelach, zrobili sobie zdjęcie i wyszli” – napisała.
Aktorka zakwestionowała również określenie nocnego zajścia mianem siłowego przejęcia. Jej zdaniem do naruszenia porządku konstytucyjnego doszło znacznie wcześniej, kiedy Andrzej Duda powierzył kierowanie Trybunałem Julii Przyłębskiej.
“Do naruszenia porządku konstytucyjnego RP doszło nocą z 19 na 20 grudnia, kiedy Andrzej Duda powierzył kierowanie TK Julii Przyłębskiej i w ten sposób PiS zagarnął politycznie Trybunał. Musiał to zrobić, bo wiedział, że jego władza działa wbrew konstytucji. Nawrocki broni Trybunału z tego samego powodu” – czytamy.
Joanna Szczepkowska nie zgodziła się również z twierdzeniem prezydenta, że za obecność policji przed gmachem odpowiada rząd. Karol Nawrocki wezwał do opuszczenia terenu Trybunału przez funkcjonariuszy skierowanych tam przez władze. W swoim oświadczeniu napisał: „Wzywam do przywrócenia porządku prawnego i opuszczenia terenu trybunału przez siły przymusu skierowane na miejsce przez rząd”. Aktorka odpowiedziała na te słowa wyjątkowo krótko i dosadnie: „Policję wezwali sędziowie. Sędziowie, nie rząd”.
Na tym jednak Joanna Szczepkowska nie zakończyła swojego wpisu. Na koniec zaapelowała o przywrócenie porządku prawnego i wskazała, czego jej zdaniem powinien dokonać prezydent. Aktorka uważa, że Karol Nawrocki powinien wypełnić konstytucyjne obowiązki i zorganizować uroczystość ślubowania legalnie wybranych sędziów. Nie zabrakło również kolejnych mocnych słów pod adresem głowy państwa.
“Trzeba przywrócić. Porządek, a raczej spokój prawny będzie przywrócony przez takiego prezydenta, który spełni konstytucyjne obowiązki. Zorganizuje uroczystość ślubowania legalnie wybranych sędziów i nie będzie używał siły w stosunku do kobiet na oczach całego świata. Batyr najwyraźniej w swoim oświadczeniu wzywa Karola N. do ustąpienia ze stanowiska. Najwyższy czas” – stwierdziła.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: 2026 rok przyniósł bolesne pożegnania. Tych znanych osób nie ma już z nami
Co uważacie o słowach Joanny Szczepkowskiej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Dodaj komentarz
news
Daniel Martyniuk urządził AWANTURĘ pod sklepem: „Otwórz to, ku*wa” [WIDEO]
Daniel Martyniuk ponownie znalazł się w centrum internetowej burzy. Tym razem uwagę zwróciło nagranie opublikowane w mediach społecznościowych, na którym syn Zenka Martyniuka nie kryje emocji i kieruje pretensje pod adresem pracowników popularnej sieci sklepów. Okoliczności całego zajścia mogą zaskakiwać. Dowiedz się więcej!
Daniel Martyniuk od dawna wzbudza zainteresowanie mediów, a jego nazwisko regularnie powraca w kontekście kolejnych kontrowersji. Syn gwiazdora disco polo Zenona Martyniuka wielokrotnie trafiał na nagłówki za sprawą burzliwego życia prywatnego, rodzinnych napięć i problemów z prawem. Ostatnio ponownie zrobiło się o nim głośno również z powodu udziału w programie „Nasi w mundurach”, w którym uczestnicy muszą zmierzyć się z wymagającymi zadaniami i sprawdzić swoje możliwości w nietypowych warunkach. Wydawało się, że ostatnie miesiące przyniosły w jego życiu nieco więcej spokoju, ale najnowsza publikacja w mediach społecznościowych znów skierowała na niego uwagę internautów.
Tym razem do zdarzenia doszło 1 listopada, czyli w dzień Wszystkich Świętych. Podczas gdy wiele osób odwiedzało groby bliskich i spędzało czas na wspominaniu zmarłych, Daniel Martyniuk postanowił wybrać się na spacer do sklepu. Wyprawa zakończyła się jednak nieoczekiwaną sytuacją, którą sam uwiecznił telefonem. Nagranie szybko stało się przedmiotem zainteresowania użytkowników sieci, a zachowanie celebryty wywołało kolejną falę komentarzy.
Syn Zenona i Danuty Martyniuków pojawił się przed jedną z placówek popularnej sieci Żabka w podlaskim Wasilkowie. Na miejscu zastał jednak zamknięte drzwi i wygaszone światła. Dla wielu osób nie byłoby to niczym niezwykłym, biorąc pod uwagę, że 1 listopada jest dniem ustawowo wolnym od pracy i wiele sklepów pozostaje wówczas nieczynnych. Daniel najwyraźniej nie zamierzał jednak zaakceptować takiego obrotu spraw. Zamiast poszukać innego rozwiązania, sięgnął po telefon i zaczął nagrywać swoją reakcję.
POLECAMY: 2026 rok przyniósł bolesne pożegnania. Tych znanych osób nie ma już z nami
Daniel Martyniuk MAMROCZE przed zamkniętym sklepem. Tak zachował się 1 listopada [WIDEO]
Na opublikowanym materiale widać, że mężczyzna jest wyraźnie wzburzony. Jego wypowiedź jest chaotyczna, pojawiają się w niej wulgaryzmy, a kolejne zdania trudno ze sobą połączyć. Sposób mówienia Daniela Martyniuka może zwrócić uwagę odbiorców, jednak na podstawie samego nagrania nie da się jednoznacznie stwierdzić, co było przyczyną jego zachowania ani czy znajdował się pod wpływem jakichkolwiek substancji. Nie zmienia to faktu, że opublikowany film ponownie dostarczył internautom tematu do dyskusji.
Największe emocje wywołała jednak sama treść monologu. Daniel nie krył zdziwienia, że sklep, który kojarzy mu się z placówkami otwartymi przez większą część tygodnia, tym razem nie prowadził sprzedaży. Zaczął zastanawiać się na głos, dlaczego akurat w Wasilkowie nie może zrobić zakupów. Jego wypowiedź szybko przerodziła się w serię pretensji, a frustracja związana z zamkniętymi drzwiami stała się głównym tematem nagrania.
„Wszystkie ku*wa, Żabki w Polsce są otwarte zawsze od 8 czy od 9? Jedyna Żabka w Polsce, gdzie jesteśmy – w Wasilkowie – jest zamknięta. Jakim cudem może być Żabka zamknięta? Co? Szukają pracownika. Ja ci, k*wa, znajdę, ku*wa. Otwórz to, ku*wa” – mówił Daniel na InstaStories.
Nagranie szybko zaczęło krążyć w internecie, a internauci ponownie zwrócili uwagę na zachowanie syna gwiazdora disco polo. Nie jest to zresztą pierwszy raz, kiedy aktywność Daniela Martyniuka w mediach społecznościowych wywołuje duże poruszenie. Jego publikacje regularnie stają się przedmiotem komentarzy, a każda kolejna kontrowersyjna sytuacja sprawia, że zainteresowanie jego osobą nie słabnie. Tym razem powodem zamieszania okazała się pozornie błaha sprawa – zamknięty sklep w dzień świąteczny.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Anna Dymna wspomina zmarłego Jana Frycza. Jej słowa chwytają za serce
Co uważacie o zachowaniu Daniela? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Dodaj komentarz
news
2026 rok przyniósł bolesne pożegnania. Tych znanych osób nie ma już z nami
Ich nazwiska znała cała Polska, a ich talent, osiągnięcia i działalność na stałe zapisały się w pamięci milionów. W 2026 roku pożegnaliśmy wiele wyjątkowych postaci ze świata kultury, muzyki, telewizji i życia publicznego. Dziś nie ma ich już wśród nas, ale pozostawili po sobie dorobek, którego nie sposób zapomnieć. Przypomnij sobie te nazwiska!
Dziś, 1 listopada, obchodzimy dzień Wszystkich Świętych. To szczególny moment, w którym wspominamy tych, którzy odeszli, wracamy myślami do wspólnych chwil i przypominamy sobie osoby, których obecność miała dla nas znaczenie. Wśród nich są również znane postacie, które przez lata towarzyszyły nam na ekranach telewizorów, scenach i estradach. Z okazji tego dnia przypominamy sylwetki osób, które zmarły w 2026 roku oraz ich najważniejsze dokonania.
Edward Linde-Lubaszenko należał do grona aktorów, których dorobek trudno przecenić. Choć początkowo rozważał zupełnie inną ścieżkę zawodową i myślał o medycynie, ostatecznie postawił na scenę i ekran. Od 1973 roku był związany ze Starym Teatrem w Krakowie, gdzie przez lata współpracował z uznanymi twórcami. Zagrał w ponad stu przedstawieniach teatralnych, a jego talent można było podziwiać także w licznych spektaklach Teatru Telewizji. Widzowie zapamiętali go z takich produkcji jak „Kroll”, „Psy”, „Sztos”, „Chłopaki nie płaczą” czy „Poranek kojota”. Był również cenionym pedagogiem i przekazywał swoją wiedzę kolejnym pokoleniom aktorów na Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie. Zmarł 8 lutego 2026 roku w wieku 86 lat.

Kolejną wielką stratą dla polskiej kultury była śmierć Bożeny Dykiel. Aktorka przez dekady zachwycała charakterystycznym temperamentem, energią i wyrazistą osobowością. Współpracowała z Andrzejem Wajdą, występując między innymi w „Weselu” oraz „Ziemi obiecanej”. Ogromne wrażenie zrobiła również jako Goplana w „Balladynie” w inscenizacji Adama Hanuszkiewicza – szczególnie zapamiętano jej wjazd na scenę motocyklem. Szeroka publiczność pokochała ją jako Miećkę Aniołową w kultowych „Alternatywach 4”, a później jako Marię Ziębę w serialu „Na Wspólnej”, z którym była związana w latach 2003–2025. Na swoim koncie miała także role w „Domu” i „Wyjściu awaryjnym”. Odeszła 12 lutego 2026 roku, mając 77 lat.

W 2026 roku pożegnaliśmy również Łukasza Litewkę, który dla wielu osób był przede wszystkim społecznikiem gotowym angażować się w sprawy innych. Był socjologiem, samorządowcem, posłem X kadencji i politykiem związanym z Sosnowcem. Szczególnie mocno angażował się w pomoc osobom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej, a także zwierzętom potrzebującym opieki. Swoje zasięgi i rozpoznawalność wykorzystywał do nagłaśniania zbiórek oraz historii ludzi, którzy potrzebowali wsparcia. Jego działalność wielokrotnie mobilizowała internautów do działania. Zginął 23 kwietnia 2026 roku w wypadku drogowym, niespełna trzy tygodnie przed swoimi 37. urodzinami.

W tym roku odeszła od nas także Stanisława Celińska, artystka, która przez lata udowadniała, że równie mocno potrafi poruszać widzów na ekranie, jak i słuchaczy podczas koncertów. Jej talent aktorski został dostrzeżony między innymi dzięki występowi w „Krajobrazie po bitwie” Andrzeja Wajdy. Później pojawiła się w takich filmach jak „Noce i dnie”, „Panny z Wilka”, „Spis cudzołożnic” oraz „Pieniądze to nie wszystko”. Z czasem coraz większą część jej artystycznej działalności zajęła muzyka. Szczególną popularność zdobyła dzięki albumowi „Atramentowa”, a następnie kolejnym wydawnictwom, w tym płycie „Jesienna”. W swoich utworach potrafiła opowiadać o emocjach, miłości, przemijaniu i codziennych doświadczeniach w sposób niezwykle osobisty. Zmarła 12 maja 2026 roku, niedługo po 79. urodzinach. Przyczyną śmierci była zapaść krążeniowa, czyli ostra niewydolność krążenia.

POLECAMY: Anna Dymna wspomina zmarłego Jana Frycza. Jej słowa chwytają za serce
Te osobowości odeszły od nas w 2026 roku [PAMIĘTAMY]
Swoje miejsce w historii polskich mediów zapisał również Andrzej Morozowski. Dziennikarz przez około 25 lat był związany z TVN24, gdzie stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy stacji. Widzowie kojarzyli go przede wszystkim z programem „Tak jest”, w którym prowadził rozmowy dotyczące polityki, bieżących wydarzeń i najważniejszych problemów społecznych. Przez lata rozmawiał z politykami, ekspertami i osobami kształtującymi polskie życie publiczne. Jego profesjonalizm doceniono licznymi nagrodami. Otrzymał między innymi Wiktora i Telekamerę, a w 2006 roku został uhonorowany tytułem Dziennikarza Roku Grand Press. Zmarł 4 sierpnia 2026 roku w wieku 69 lat, pozostawiając po sobie ogromny dorobek dziennikarski.

W 2026 roku świat muzyki stracił także Bonnie Tyler, której charakterystyczny, zachrypnięty głos znały miliony słuchaczy. Walijska wokalistka zdobyła międzynarodową sławę dzięki takim przebojom jak „It’s a Heartache”, „If You Were a Woman (And I Was a Man)” oraz „Total Eclipse of the Heart”. Jej potężne ballady stały się jednym z symboli muzyki lat 80., a sama artystka przez lata pozostawała rozpoznawalną postacią światowej sceny. W ostatnich miesiącach życia zmagała się z poważnymi problemami zdrowotnymi. W maju informowano o pilnej operacji jelit, którą przeszła w szpitalu w Faro w Portugalii. W czerwcu bliscy przekazali, że nie przebywała już w śpiączce, ale nadal wymagała intensywnej opieki medycznej. Mimo nadziei na poprawę jej stan pozostawał poważny. Artystka zmarła 8 lipca 2026 roku w wieku 75 lat.

Jednym z najbardziej poruszających pożegnań w świecie polskiego aktorstwa była śmierć Jana Frycza. Artysta potrafił tworzyć postacie niezwykle różnorodne – od bohaterów wrażliwych i zagubionych po ludzi budzących respekt samą swoją obecnością. Przez lata występował na najważniejszych polskich scenach, między innymi w Starym Teatrze w Krakowie i Teatrze Narodowym w Warszawie. Widzowie pamiętają go z filmów „Pornografia”, „Pręgi” oraz „Nigdy w życiu!”. Szczególne miejsce w jego dorobku zajęła również rola Daria w serialu „Ślepnąc od świateł”, która przyniosła mu uznanie także wśród młodszej publiczności. Jan Frycz odszedł 15 sierpnia 2026 roku w wieku 72 lat. Do ostatnich tygodni pozostawał aktywny zawodowo, a jego kreacje na długo pozostaną częścią historii polskiego kina i teatru.

Wśród osób, które pożegnaliśmy w tym roku, znalazł się również Adrian Szymaniak, znany widzom z trzeciej edycji programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”. To właśnie przed kamerami rozpoczęła się jego historia z Anitą Szydłowską-Szymaniak. Po zakończeniu telewizyjnego eksperymentu para postanowiła kontynuować wspólne życie, a z czasem doczekała się dwojga dzieci – Jerzego i Bianki. W lipcu 2025 roku życie rodziny zmieniło się diametralnie, gdy u Adriana zdiagnozowano glejaka IV stopnia, jeden z najbardziej agresywnych nowotworów mózgu. W walce z chorobą nieustannie wspierała go żona, która towarzyszyła mu w najtrudniejszych chwilach i dzieliła się z internautami informacjami o jego stanie zdrowia. Adrian Szymaniak zmarł 4 września 2026 roku w wieku zaledwie 39 lat.

Wspominając osoby, które odeszły w 2026 roku, nie sposób pominąć również Mariusza Komendy, którego widzowie poznali dzięki programowi „MasterChef”. Gotowanie było jego pasją od najmłodszych lat, dlatego w 2019 roku zdecydował się spróbować swoich sił w popularnym formacie TVN. Jego kulinarne umiejętności pozwoliły mu dotrzeć aż do półfinału, a uczestnicy programu mieli okazję rozwijać swoje zdolności również podczas wyjazdu do Meksyku. Choć Mariusz Komenda nie znalazł się w wielkim finale, udział w show otworzył przed nim kolejne możliwości. Z czasem wracał do „MasterChefa” już w innej roli – jako gość i juror, dzieląc się doświadczeniem oraz wiedzą z kolejnymi uczestnikami. Odszedł 7 października 2026 roku w wieku 44 lat.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Anastazja Jakubiak wróciła wspomnieniami do męża. Te słowa łamią serce
Którą rolę Jana Frycza wspominacie najmilej? Dajcie znać w komentarzu!
Dodaj komentarz
Autor artykułu: Szymon Jedynak
-
showbiz5 dni temuPiotr Mróz OCENIŁ Julię Wieniawę w „TzG”. Na to zwrócił szczególną uwagę
-
showbiz5 dni temuTo będzie HIT nowej edycji „Tańca z Gwiazdami”. Zgodzi się na udział?
-
news3 dni temuAnna Mucha ZNIKNIE z „M jak miłość”? Jest oficjalny komentarz
-
news4 dni temuTarnowska i Bagi wygrali milion w „Milionerach”? Zobacz, kiedy oglądać [WIDEO]
-
showbiz5 dni temuKamil Kuroczko zdradził prawdę o Ewie Kasprzyk za kulisami „TzG”. Zaskoczeni?
-
news5 dni temuMargareta i Mohamed robią furorę w TTV? Wyniki programu dają do myślenia
-
news4 dni temuEstelle François zdradziła prawdę o „Tańcu z Gwiazdami”. Nie każdy dałby sobie radę?
-
news3 dni temuTak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki



Dodaj komentarz