Śledź nas

news

Blanka Lipińska MIAŻDŻY pomysł Karola Nawrockiego o darmowym prawie jazdy. „W życiu nic nie ma za darmo”

Opublikowano

w dniu

Pomysł finansowania kursów prawa jazdy dla pełnoletnich uczniów wywołał sporo emocji. Do dyskusji dołączyła Blanka Lipińska, która w zdecydowany sposób skomentowała propozycję Karola Nawrockiego.

Pomysł wprowadzenia darmowych kursów prawa jazdy dla pełnoletnich uczniów wywołał szeroką dyskusję. Propozycja zakłada, że młodzi ludzie mogliby zdobyć uprawnienia kierowcy bez ponoszenia kosztów szkolenia, które w wielu miastach sięgają dziś kilku tysięcy złotych. Zwolennicy rozwiązania przekonują, że ułatwiłoby ono młodzieży start w dorosłość i zwiększyło jej szanse na rynku pracy. Nie wszyscy jednak uważają, że państwo powinno finansować tego rodzaju wydatki. Do grona osób krytycznie nastawionych do pomysłu dołączyła Blanka Lipińska. Pisarka w mediach społecznościowych w ostrych słowach odniosła się do inicjatywy przedstawionej przez Karola Nawrockiego.

Autorka popularnych powieści zwróciła uwagę m.in. na to, że finansowanie kursów z budżetu państwa w rzeczywistości oznacza wydatki pokrywane z podatków obywateli. Zastanawiała się, czy prawo jazdy powinno być dla młodzieży najważniejszym priorytetem. Jej komentarz szybko stał się punktem wyjścia do kolejnej dyskusji na temat tego, jak powinno wyglądać wsparcie młodych osób.

Darmowe prawo jazdy dla 18-latków


Kwestia bezpłatnych kursów prawa jazdy dla młodzieży pojawiła się w ramach tzw. Planu 21, o którym Karol Nawrocki mówił jeszcze podczas kampanii wyborczej. W trakcie briefingu w Juracie poinformowano, że prezydencka Rada ds. Młodzieży pracowała nad propozycją ustawy dotyczącą finansowania szkoleń kierowców z budżetu państwa. Zgodnie z założeniami projektu osoby, które ukończyły 18 lat, mogłyby otrzymać opłacony kurs prawa jazdy. Zwolennicy pomysłu podkreślają, że umiejętność prowadzenia samochodu jest dziś przydatna w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Inicjatywa szybko wywołała jednak dyskusję, a wśród jej krytyków znalazła się Blanka Lipińska.

Pisarka w opublikowanej w mediach społecznościowych relacji zakwestionowała sens finansowania młodym ludziom kolejnych świadczeń. Jej zdaniem takie rozwiązania mogą utrwalać przekonanie, że w dorosłym życiu wszystko można otrzymać bez wysiłku, pracy i odpowiedzialności. Celebrytka nie ukrywała swoich wątpliwości i zapytała obserwatorów, czy darmowe prawo jazdy nie jest przypadkiem próbą zdobycia poparcia młodych wyborców.

Co jeszcze damy za darmo, żeby głosowali, a nie musieli się niczego uczyć, o nic starać, na nic zarabiać? — napisała Blanka Lipińska w relacji opublikowanej w mediach społecznościowych.


Pisarka zastanawiała się również, czy prawo jazdy rzeczywiście powinno być traktowane jako podstawowa potrzeba, którą państwo ma obowiązek zapewnić każdemu młodemu człowiekowi. Zwróciła uwagę, że dorosłość wiąże się z samodzielnością oraz koniecznością ponoszenia kosztów własnych decyzji.Co więcej, także, że pieniądze przeznaczone na tego typu programy nie pojawiają się znikąd. W praktyce są to środki pochodzące z podatków obywateli. Dlatego, to rodzice nie powinni postrzegać darmowego kursu jako prezentu od państwa.

Wy się nie cieszcie, że wasze dzieci coś dostaną, bo tak naprawdę to z waszych podatków poszło, więc to wy za to zapłaciliście — stwierdziła pisarka w tej samej relacji na Instagramie.


Blanka Lipińska wskazała, na co państwo powinno przeznaczyć pieniądze


W dalszej części wypowiedzi Blanka Lipińska poruszyła temat innych potrzeb młodych ludzi. Jej zdaniem kurs prawa jazdy niekoniecznie powinien być najważniejszym wydatkiem państwa. Pisarka wskazała między innymi na konieczność zapewnienia dzieciom i nastolatkom lepszego dostępu do pomocy psychologicznej oraz psychiatrycznej. Zwróciła też uwagę na problem uzależnienia młodych osób od telefonów, komputerów i innych urządzeń elektronicznych. W jej opinii właśnie te kwestie wymagają większej uwagi oraz realnego wsparcia.

Ja na przykład uważam, że otoczenie opieką psychologiczną i psychiatryczną dzieci jest dużo bardziej ważne, ze względu na to, że są ciężko uzależnione chociażby od elektroniki — powiedziała Blanka Lipińska w opublikowanym nagraniu.


Pisarka uważa, że prawo jazdy może być wartościową nagrodą, jeśli młody człowiek sam na nie zapracuje albo spełni określone warunki. Jako przykład przywołała własne doświadczenia z domu rodzinnego. Wspominała, że rodzice byli gotowi spełniać jej marzenia, ale wcześniej oczekiwali konkretnych wyników, między innymi poprawy ocen.

U nas na przykład była to kwestia ocen. Wyciągniesz ocenę na wyższą? Proszę bardzo, enjoy — wspominała na opublikowanej relacji na Instagramie.


Według pisarki takie podejście uczy systematyczności, motywuje do działania i pokazuje, że osiąganie celów wymaga zaangażowania. Jej zdaniem młodzi ludzie powinni mieć świadomość, że nie wszystko w życiu otrzymuje się bez wysiłku.

Ale uczy tego, że w życiu nic nie ma za darmo — podsumowała Blanka Lipińska w swojej wypowiedzi w mediach społecznościowych.

AUTORKA: Klaudia Smyk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Na zdj.: Paweł Baryła, Blanka Lipińska, Fot. Piętka Mieszko/AKPA
Na zdj.: Blanka Lipińska, Fot. Piętka Mieszko/AKPA

Autorka: Klaudia Smyk

news

Estelle François zdradziła prawdę o „Tańcu z Gwiazdami”. Nie każdy dałby sobie radę?

Opublikowano

w dniu

przez

Estelle François to jedna z nowych twarzy jesiennej edycji „Tańca z Gwiazdami”. Francuska tancerka szybko zdobyła sympatię widzów, a teraz zdradziła, jak wyglądała jej droga do popularnego show Polsatu. Okazuje się, że casting wymagał od niej znacznie więcej niż tylko zaprezentowania umiejętności tanecznych. Dowiedz się więcej!

Estelle François dołączyła w tej edycji do „Tańca z Gwiazdami” jako trenerka i stworzyła taneczną parę z influencerem Dominikiem Rupińskim. Oboje zdobywają sympatię widzów, a ich występy przyciągają uwagę fanów programu. Dla młodej Francuzki udział w polskim show to ważny zawodowy krok, ale za jej obecnością na parkiecie stoi długa historia treningów, tanecznych doświadczeń i rywalizacji.

Urodzona i wychowana we Francji Estelle François od najmłodszych lat związana jest ze sportem i tańcem. Swoją przygodę rozpoczęła od gimnastyki artystycznej, a taniec towarzyski trenuje od dziewiątego roku życia. Przez kolejne lata rozwijała swoje umiejętności i zdobywała następne sukcesy. Poza salą treningową interesuje się również gotowaniem oraz sztuką, od malarstwa po koncerty. Teraz jej codzienność wypełniają przede wszystkim obowiązki związane z programem.

Polsat poinformował o jej dołączeniu do ekipy jeszcze na początku edycji.

„Przyjmijcie gorąco nową tancerkę w naszej ekipie! Urodzona i wychowana we Francji Estelle François swoją przygodę rozpoczęła się od gimnastyki artystycznej, a taniec towarzyski trenuje od 9-tego roku życia, sukcesywnie zdobywając tytuły taneczne. W wolnym czasie pochłaniają ją gotowanie i sztuka od malarstwa po koncerty, a już niedługo dzięki wygranemu castingowi pochłoną ją treningi do jesiennej edycji “Tańca z Gwiazdami”. Z kim? Tego dowiemy się już niedługo” – komunikowała stacja.

Wówczas widzowie nie znali jeszcze wszystkich szczegółów dotyczących jej udziału w show.

POLECAMY: Julia von Stein zdobyła się na wyznanie. Dwukrotnie chciała odebrać sobie życie

Estelle François opowiedziała o castingu do „TzG”. Kandydaci musieli wykazać się czymś więcej

Teraz Estelle François opowiedziała o kulisach rekrutacji w rozmowie z „Faktem”. Jak się okazuje, casting nie polegał na zaprezentowaniu wcześniej przygotowanego układu tanecznego. Tancerka musiała wykazać się przede wszystkim umiejętnością błyskawicznego reagowania na muzykę i dostosowywania się do poleceń. Wszystko przebiegało spontanicznie, a kandydaci nie mogli po prostu oprzeć się na wyćwiczonej choreografii.

„Poszłam na casting i wszystko działo się bardzo spontanicznie. Przedstawiłam się, a potem był po prostu freestyle. Nie tańczyłam żadnej wcześniej przygotowanej choreografii. Powiedzieli mi na przykład “zatańcz jive’a”, włączyli muzykę i od razu zatańczyłam. Dla nas, tancerzy, to naturalne, leci muzyka i my od razu wiemy, jaki to jest rodzaj tańca” – wyjaśniła Estelle François w rozmowie z „Faktem”.

Na samym tańcu jednak się nie skończyło. Kandydatka musiała również udowodnić, że potrafi przekazywać wiedzę innym, co w programie ma ogromne znaczenie. W końcu trenerzy „Tańca z Gwiazdami” nie tylko prezentują własne umiejętności, lecz także przygotowują znane osoby do występów przed milionami widzów. Estelle François musiała więc pokazać, że umie jasno tłumaczyć podstawy i prowadzić drugą osobę przez kolejne elementy choreografii.

„Zatańczyłam jive’a. No i potem musiałam pokazać, jak kogoś uczę podstaw — ustawienie ramy czy pozycję w paso doble” – dodała.

Dziennikarka zapytała również Estelle François, kto oceniał uczestników castingu. Tancerka nie chciała zdradzać konkretnych nazwisk, ale przyznała, że po drugiej stronie znajdowało się spore grono osób odpowiedzialnych za wybór nowych członków ekipy.

„Osób decyzyjnych było naprawdę sporo. Nie chcę rzucać nazwiskami, ale po drugiej stronie siedział cały sztab ludzi, na moje oko z dziesięć osób” – wspominała.

Niełatwo było jej również określić, jak duża była konkurencja. Kandydaci pojawiali się na castingu o wyznaczonych godzinach, przez co nie mieli okazji zobaczyć wszystkich osób ubiegających się o miejsce w programie. Estelle François wspomniała jednak, że na korytarzu spotkała Kacpra Rutkę, który ostatecznie również dołączył do jesiennej edycji.

„Jeśli chodzi o konkurencję, to nie wiem dokładnie, bo wchodziliśmy po kolei. Każdy miał wyznaczoną swoją konkretną godzinę, więc po prostu mijaliśmy się na korytarzu. Pamiętam, że widziałam wtedy nawet Kacpra, ale dokładnej liczby chętnych nie sposób określić” – wspomniała.

W trwającej edycji „Tańca z Gwiazdami” zadebiutowało troje nowych tancerzy: Estelle François, Kacper Rutka i Krystian Rzymkiewicz, który partneruje Marcie „Mandarynie” Wiśniewskiej.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Magdalena Tarnowska i Bagi wygrali milion w „Milionerach”? Zobacz, kiedy oglądać [WIDEO]

Dobrze, że Polsat stawia na nowe twarze? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Estelle François i Dominik Rupiński (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Estelle François i Dominik Rupiński (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Estelle François i Dominik Rupiński (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Estelle François i Dominik Rupiński (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Estelle François i Dominik Rupiński (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Estelle François i Dominik Rupiński (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Julia von Stein zdobyła się na wyznanie. Dwukrotnie chciała odebrać sobie życie

Opublikowano

w dniu

przez

Julia von Stein od lat pokazuje publicznie swoje życie, ale tym razem zdecydowała się odsłonić jego wyjątkowo bolesną stronę. W programie „Eksperyment: Odsiadka” opowiedziała o wydarzeniach z przeszłości, które do dziś pozostawiają w niej trudne emocje. Podczas szczerej rozmowy nie potrafiła ukryć łez. Dowiedz się więcej! 

Julia von Stein zdobyła popularność dzięki programom „Królowe życia” i „Diabelnie boskie”, w których dała się poznać jako osoba pewna siebie, ekscentryczna i przywiązująca dużą wagę do luksusu. Przez lata budowała swój medialny wizerunek, wzbudzając zainteresowanie zarówno swoim stylem życia, jak i kontrowersyjnymi wypowiedziami. Za telewizyjną osobowością kryje się jednak również historia, o której celebrytka zdecydowała się opowiedzieć dopiero teraz. Jej najnowsze wyznanie pokazuje zupełnie inną stronę jej życia.

Po zakończeniu telewizyjnej przygody Julia von Stein nie zniknęła z przestrzeni publicznej. Przeniosła swoją działalność do internetu, gdzie na YouTubie i Instagramie dzieli się codziennością, opowiada o prywatnych doświadczeniach i pokazuje kulisy swojego życia. Jej aktywność w mediach społecznościowych pozwala obserwatorom śledzić kolejne zmiany, zarówno zawodowe, jak i osobiste. Tym razem jednak celebrytka zdecydowała się na udział w projekcie, który postawił ją w zupełnie nowej sytuacji.

Chodzi o program „Eksperyment: Odsiadka”, emitowany na Canal+, w którym uczestnicy konfrontują się z realiami funkcjonowania zakładu karnego. W trakcie rozmowy z jednym z pracowników placówki Julia von Stein poruszyła temat niezwykle trudnych doświadczeń z przeszłości. Przyznała, że dwukrotnie próbowała odebrać sobie życie. Opowiadając o tych wydarzeniach, nie ukrywała emocji, a jej słowa były wyjątkowo osobistym wyznaniem.

„Pierwsza to próba przez wyskoczenie przez okno. (…) Rodzice zamknęli mnie w apartamentowcu, w którym nie otwierają się okna (…) Druga próba to tabletki, ale mnie odratowali i miałam płukanie żołądka” – wyznała Julia von Stein, nie kryjąc łez.

POLECAMY: Tarnowska i Bagi wygrali milion w „Milionerach”? Zobacz, kiedy oglądać [WIDEO]

Julia von Stein opowiedziała o próbach samobójczych

Podczas rozmowy Julia von Stein nie ograniczyła się wyłącznie do wspomnienia samych wydarzeń. Zdecydowała się również opowiedzieć o okolicznościach, które miały wpływ na jej samopoczucie. Wskazała między innymi na brak akceptacji ze strony otoczenia, poczucie odrzucenia oraz wysokie wymagania, którym nie potrafiła sprostać. Były to doświadczenia, które jak wynika z jej słów – pozostawiły w niej trudne emocje i wpłynęły na sposób, w jaki postrzegała samą siebie.

„Brak akceptacji ze strony środowiska, wytykanie palcami, brak miłości w domu, potężne wymagania w domu. Nie mogłam im sprostać i myślałam, że lepiej będzie beze mnie. Cały czas pracuję nad emocjami. Nie mam przepracowanych tematów samobójstw. Nie jestem do tej pory w stanie siebie zaakceptować” – dodała Julia von Stein.

Jeśli Ty lub ktoś z Twojego otoczenia potrzebuje wsparcia, można skorzystać z bezpłatnych numerów pomocowych:

  • 800 70 22 22 – Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym.
  • 800 12 12 12 – Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka.
  • 116 111 – Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży.
  • 112 – numer alarmowy w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia.

Wyznanie Julii von Stein należy do tych, które pokazują mniej znaną, bardzo osobistą stronę osoby rozpoznawalnej z telewizji. Celebrytka przyznała, że nadal pracuje nad emocjami i nie potrafi w pełni zaakceptować samej siebie. Jej słowa przypominają, że za publicznym wizerunkiem może kryć się historia pełna bólu, a otwarta rozmowa o kryzysie psychicznym może pomóc przełamać milczenie wokół trudnych doświadczeń.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Margareta i Mohamed robią furorę w TTV? Wyniki programu dają do myślenia

Brakuje Wam ‘Królowych życia’ w TTV? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Julia Von Stein (fot. screen YouTube Julia Von Stein)
Julia Von Stein (fot. zdjęcie prasowe Canal+ Polska)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Tarnowska i Bagi wygrali milion w „Milionerach”? Zobacz, kiedy oglądać [WIDEO]

Opublikowano

w dniu

przez

„Milionerzy” po przenosinach do Polsatu szybko przyciągnęli uwagę widzów, a teraz stacja szykuje kolejną niespodziankę. W specjalnym odcinku naprzeciwko Huberta Urbańskiego usiądą zwycięzcy „Tańca z Gwiazdami” – Magdalena Tarnowska i Mikołaj „Bagi” Bagiński. Stawka będzie wyjątkowa, bo cała wygrana trafi na szczytny cel. Czy gwiazdorski duet poradzi sobie z pytaniami? Dowiedz się więcej!

„Milionerzy” po przenosinach do Polsatu od razu przyciągnęli uwagę widzów. Odświeżona formuła sprawiła, że program nabrał nowego tempa i świeżości. Zrezygnowano z eliminacji „kto pierwszy, ten lepszy”, a uczestnicy mogą korzystać z dodatkowego koła ratunkowego – pytania do prowadzącego. Dzięki tym zmianom rozgrywka zyskała nowe możliwości, a każdy odcinek może przynieść niespodziewane zwroty akcji.

Teraz na widzów czeka specjalne wydanie teleturnieju z udziałem gwiazd. Już w czwartek, 29 października, w studiu „Milionerów” pojawią się Magdalena Tarnowska i Mikołaj „Bagi” Bagiński, którzy zdobyli Kryształową Kulę w 17. edycji „Tańca z Gwiazdami”. Tym razem nie będą jednak walczyć o zwycięstwo na parkiecie, lecz zmierzą się z pytaniami sprawdzającymi ich wiedzę ogólną. Na szali znajdzie się nie tylko ich ambicja, ale również szansa na wsparcie ważnej inicjatywy.

Cała wygrana Magdaleny Tarnowskiej i Mikołaja Bagińskiego zostanie przekazana na konto Fundacji Polsat, która w tym roku obchodzi 30-lecie działalności. To właśnie charytatywny cel nadaje temu odcinkowi szczególny charakter. Zamiast zatrzymywać pieniądze dla siebie, uczestnicy będą mogli pomóc potrzebującym, a każda poprawna odpowiedź może przełożyć się na większe wsparcie dla fundacji.

POLECAMY: Margareta i Mohamed robią furorę w TTV? Wyniki programu dają do myślenia

Bagi i Tarnowska w ogniu pytań „Milionerów”. Zobacz przedpremierowy fragment

Gwiazdorska para usiadła naprzeciwko Huberta Urbańskiego, który od lat prowadzi teleturniej i doskonale wie, jak podkręcić atmosferę w studiu. Jedno z pierwszych pytań dotyczyło tego, czy Magdalena i Mikołaj planują zdobyć główną nagrodę. Taki cel brzmi ambitnie, ale uczestnicy nie zamierzali z góry zakładać sukcesu. Magdalena Tarnowska przyznała, że do zadania trzeba podejść z pokorą, zwłaszcza gdy w grę wchodzi wiedza z wielu dziedzin.

Mikołaj „Bagi” Bagiński przypomniał z kolei, że podobnie było podczas ich przygody w „Tańcu z Gwiazdami”. Na początku nikt nie zakładał, że dotrą aż do finału, a jednak udało im się sięgnąć po Kryształową Kulę. To doświadczenie może być dla nich dodatkową motywacją również w teleturnieju. Nie oznacza jednak, że droga do miliona będzie łatwa – tutaj o wyniku decydują zupełnie inne umiejętności niż na parkiecie.

Jak poradzili sobie Magdalena Tarnowska i Mikołaj Bagiński? Wiadomo, że podczas gry wykorzystali wszystkie dostępne koła ratunkowe. Wśród nich znalazło się również pytanie do przyjaciela, a w tej roli wystąpił tata Magdaleny. To właśnie takie momenty potrafią wywołać największe emocje, ponieważ nawet osoby znane z telewizji mogą potrzebować wsparcia, gdy pojawia się pytanie, na które trudno znaleźć odpowiedź.

To nie pierwszy raz, kiedy Polsat zaprasza znane osoby do specjalnych wydań „Milionerów”. Wiosną widzowie mogli oglądać między innymi Olę Filipek i Olka Sikorę, a także Jurasa i Jerzego Mielewskiego. Takie odcinki łączą rozrywkę z pomaganiem, a udział rozpoznawalnych osobowości przyciąga uwagę fanów zarówno teleturnieju, jak i samych gości. Charytatywna formuła sprawia też, że stawka rozgrywki nabiera dodatkowego znaczenia.

Na tym jednak nie koniec. Polsat zaplanował jeszcze dwa specjalne odcinki „Milionerów”, które widzowie zobaczą przed końcem roku. Na razie stacja nie ujawniła wszystkich szczegółów dotyczących kolejnych wydań, ale można się spodziewać, że ponownie nie zabraknie znanych gości i gry o pieniądze przeznaczone na szczytny cel. N

ajbliższy odcinek z udziałem Magdaleny Tarnowskiej i Mikołaja „Bagiego” Bagińskiego zostanie wyemitowany 29 października o godz. 19.55 w Polsacie. Regularne wydania „Milionerów” można oglądać od poniedziałku do czwartku, również o godz. 19.55.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Piotr Mróz OCENIŁ Julię Wieniawę w „TzG”. Na to zwrócił szczególną uwagę

A Wy lubicie oglądać specjalne odcinki “Milionerów” z gwiazdami? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Magda Tarnowska i Bagi (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Magda Tarnowska i Bagi (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Magda Tarnowska i Bagi (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Magda Tarnowska i Bagi (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Magda Tarnowska i Bagi (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Magda Tarnowska i Bagi (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Magda Tarnowska i Bagi (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Magda Tarnowska i Bagi oraz Hubert Urbański (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Hubert Urbański (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Magda Tarnowska i Bagi (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Magda Tarnowska i Bagi (fot. zdjęcie prasowe Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Margareta i Mohamed robią furorę w TTV? Wyniki programu dają do myślenia

Opublikowano

w dniu

przez

O Margarecie Jurczak i jej ukochanym z Tunezji mówi się coraz więcej. Ich historia podbija internet, a widzowie z zainteresowaniem śledzą kolejne odcinki „Kochaj albo wróć”. Czy za ogromnym zainteresowaniem w mediach społecznościowych idą również wyniki oglądalności? Najnowsze dane pokazują, że wydarzyło się coś, czego trudno nie zauważyć. Dowiedz się więcej!

„Kochaj albo wróć” to nowy format TTV, w którym uczestnicy mierzą się z różnicami kulturowymi, dzielącą ich odległością i trudnymi decyzjami dotyczącymi przyszłości swoich relacji. Jedną z najbardziej rozpoznawalnych bohaterek produkcji jest Małgorzata „Margareta” Jurczak, która związała się z pochodzącym z Tunezji Mohamedem. Ich historia szybko przyciągnęła uwagę widzów, a kolejne szczegóły dotyczące ich związku sprawiły, że para stała się jednym z najczęściej komentowanych duetów w programie.

Początek znajomości Margarety i Mohameda przypominał wakacyjny romans. Kobieta wyjechała do Tunezji, gdzie poznała pracującego w hotelu mężczyznę. Początkowo nie zakładała, że ta relacja przerodzi się w poważne uczucie. Po powrocie do Polski zakochani nie zerwali jednak kontaktu, a Margareta zaczęła ponownie odwiedzać ukochanego. Z czasem ich znajomość nabrała zupełnie innego wymiaru, a różnica wieku okazała się jednym z tematów, który szczególnie zainteresował odbiorców.

O początkach tej relacji Margareta opowiedziała podczas wizyty w „Dzień dobry TVN”. Jej wyznanie pokazało, że to, co miało być jedynie wakacyjną przygodą, niespodziewanie zmieniło się w coś znacznie poważniejszego.

„Pracował w hotelu, ja pojechałam na wakacje. Tak się poznaliśmy. Ja na początku myślałam, że to jest totalnie wakacyjna przygoda, natomiast nie skończyło się to tak. Zaczęliśmy nadal utrzymywać kontakt, ja zaczęłam latać do Tunezji i miłość kwitła. Jestem starsza od Mohameda o 32 lata” – wspominała Margareta w śniadaniówce.

Różnica wieku nie jest jednak jedynym elementem ich związku, który wzbudza zainteresowanie. Okazuje się bowiem, że Mohamed nie zna ani języka polskiego, ani angielskiego. Mogłoby się wydawać, że taka bariera mocno utrudni budowanie relacji, zwłaszcza gdy zakochanych dzieli również odległość i różnice kulturowe. Para znalazła jednak własny sposób na porozumiewanie się, tworząc swoistą mieszankę słów i wyrażeń, które oboje rozumieją.

O tej nietypowej komunikacji Małgorzata „Margareta” Jurczak opowiedziała z rozbawieniem.

„Nikt do tej pory chyba tego nie wiedział, że Mohamed nie zna języka angielskiego w ogóle, nie zna języka polskiego, więc zaczęliśmy porozumiewać się w słowach, które między sobą rozumiemy. Ja dużo słów poznałam po arabsku, które wplatam w całą mieszankę tego dziwnego angielskiego, który on zrozumie i z tego wyszło coś bardzo śmiesznego” – wyznała Małgorzata „Margareta” Jurczak.

Historia Margarety i Mohameda zaczęła żyć również własnym życiem w internecie. Fragmenty programu są komentowane na TikToku, a twórcy internetowi chętnie przyglądają się ich relacji. Para stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów nowego formatu, a zainteresowanie mediów sprawia, że o „Kochaj albo wróć” mówi się także poza anteną TTV. Popularność w sieci nie zawsze jednak przekłada się na sukces telewizyjny. W tym przypadku najnowsze dane oglądalności pokazują, że produkcja może mieć powody do zadowolenia.

POLECAMY: Piotr Mróz OCENIŁ Julię Wieniawę w „TzG”. Na to zwrócił szczególną uwagę

Wszyscy mówią o Margarecie i Mohamedzie. TTV może otwierać szampana? Oto wyniki

Jak wynika z danych Nielsen Audience Measurement uwzględniających widownię poza domem, przytoczonych przez serwis Wirtualne Media, pierwszych osiem odcinków „Kochaj albo wróć” oglądało średnio 306,2 tys. widzów. Przełożyło się to na 3,38 proc. udziału stacji w rynku w grupie ogólnej. Początek emisji nie zapowiadał jeszcze tak wyraźnego wzrostu. Premierowy odcinek zgromadził 235 tys. osób, a drugi zanotował spadek do 194 tys. widzów. Kolejne trzy emisje przyciągały od 224 tys. do 256 tys. odbiorców.

Później sytuacja zaczęła się jednak wyraźnie zmieniać. 9 października przed ekranami zasiadło 394 tys. widzów, a tydzień później liczba ta wzrosła do 414 tys. Prawdziwy skok nastąpił 23 października, kiedy najnowszy wówczas odcinek obejrzało już 476 tys. osób. TTV uzyskało wtedy 5,01 proc. udziału w rynku, co było najlepszym wynikiem programu od początku emisji. Oznacza to, że między najsłabszym drugim a ósmym odcinkiem widownia zwiększyła się o około 282 tys. osób, czyli o 146 proc.

Na uwagę zasługują również średnie miesięczne. We wrześniu „Kochaj albo wróć” gromadziło przeciętnie 235 tys. widzów i osiągało 2,59 proc. udziału w rynku. W październiku średnia wzrosła już do 377 tys. osób oraz 4,16 proc. udziału, co oznacza wzrost widowni o około 60 proc. miesiąc do miesiąca.

Według naszych ustaleń program od kilku tygodni znajduje się także w pierwszej dziesiątce najchętniej oglądanych pozycji na Playerze. To sygnały, że zainteresowanie formatem nie ogranicza się wyłącznie do internetowych dyskusji, a historia Margarety i Mohameda może być jednym z czynników przyciągających uwagę odbiorców. Czy to wystarczy, by TTV zdecydowało się na kolejny sezon? Na razie nie ma potwierdzenia w sprawie kontynuacji, ale rosnące wyniki z pewnością dają produkcji powody do optymizmu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kamil Kuroczko zdradził prawdę o Ewie Kasprzyk za kulisami „TzG”. Zaskoczeni?

A Wam się spodobał nowy program TTV? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Margareta i Mohamed (fot. zdjęcie prasowe TVN)
Margareta i Mohamed (fot. screen Instagram TTV)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością