Śledź nas

news

Odważne zwierzenia Pauliny Młynarskiej – dziennikarka wydała książkę, w której zdradziła wiele sekretów… nie tylko swoich!

Opublikowano

w dniu

Czterdzieści pięć lat, jedno dziecko, cztery śluby, dwie emigracje, dwadzieścia pięć przeprowadzek. Dziennikarka, felietonistka i feministka Paulina Młynarska, dla przyjaciół Lola, podsumowuje swoje doświadczenia w książce “Poradnik na błędach”. – Wreszcie czuję się dobrze we własnym życiu. Rozliczyłam się z błędami i… jestem gotowa popełniać nowe! – mówi w Twoim STYLU.

Do tej pory książki pisałaś w duetach, a teraz sama, bo…

Wiesz, gdyby ktoś mnie 20 lat temu zapytał, co najbardziej chciałabym w życiu robić, odpowiedziałabym: mieszkać w Kościelisku i pisać książki. Ale od razu bym siebie skarciła: gdzie tam! Ja? Pisać? Długo nie czułam się na siłach.

Ale przecież wyrastałaś w takim domu! Tata Wojciech Młynarski, mistrz słowa, mama Adrianna Godlewska, aktorka. Od dziecka byłaś uczona sztuki narracji. Uśmiałam się, czytając, jak ciebie, wówczas czterolatkę, która opowiadała coś powoli i się zacukała, poganiali: puentuj wreszcie!

Ale pamiętaj też, że latami wypominano, że nie mam matury ani studiów. Uznałam jednak, że teraz już mogę podpisać coś tylko swoim nazwiskiem.

Co takiego się stało?

Po prostu od jakiegoś czasu czuję się dobrze w swoim życiu. Zadziałały trzy rzeczy. Mam za sobą udaną, wreszcie doprowadzoną do końca terapię. Po drugie, na lepsze zmieniło mnie macierzyństwo. Po trzecie medytacja, poświęcam więcej uwagi życiu duchowemu.

Czekaj, po kolei. Co znaczy mieć skończoną terapię?

Wielu ludzi już po kilku sesjach ma wrażenie, że wszystkiego się dowiedzieli. Uważają, że terapia zakończona, bo wcześniej byli w ciemnym pokoju i obijali się o ściany, a teraz mają zapalone światło i widzą. Ja też tak miewałam. Ale tym razem nie tylko pozapalałam światła, ale także posprzątałam, umyłam szyby, wyniosłam śmieci.

To metafora, a tak konkretnie?

Przychodzi moment, że – jak mówią górale na Podhalu – “cas brać się do zycia”. Nie rozpamiętujesz starych błędów. Mało tego, czujesz się gotowa popełnić nowe. Dla mnie najważniejsze okazało się chyba to, że odkryłam, jak odróżnić chorobliwe “rozdawanie siebie”, do którego miałam skłonność, od bezinteresownego dzielenia się z ludźmi. Wiem, że mogę się angażować np. w obronę praw kobiet, ale już nie w opiekę nad osobą uzależnioną. Taka wiedza umacnia.

To teraz “punkt macierzyństwo”. Twoja córka – owoc młodzieńczej miłości – ma dziś 22 lata, z czego od 21 i pół wychowujesz ją sama. Bez litości dla siebie mówisz, że wcześniej byłaś durna, chwiejna, maniakalno-depresyja i leniwa, a Ala nauczyła cię trzymać pion. Aż tak?

Zostałam matką przedwcześnie i bez planu. To Ala tak naprawdę była i jest moją nauczycielką życia. Właściwie dorastałyśmy razem. Dzięki niej nauczyłam się myśleć, a nie tylko reagować, kierując się impulsami. Chociaż nieraz fundowałam jej turbulencje związane z moim życiem osobistym. W Warszawie, w Paryżu, w Kościelisku…

To ma związek z wprowadzonym przez ciebie żartobliwym określeniem “matka składana”?

W latach 70. gdzieś na Helu rodzice kupili wietnamską matę plażową, na której był napis z błędem: “matka składana”. Uśmialiśmy się, ale słowo weszło do domowego języka. A ja potem wymyśliłam sobie, że jestem właśnie taką matką składaną.

Czyli?

–  Mata albo stolik plażowy to są takie rzeczy, które – mimo że dość chwiejne i prowizoryczne – dobrze pełnią swoją funkcję. A w międzyczasie możne je złożyć i odstawić. Ja, gdy tylko mogłam, “składałam” swoje macierzyństwo i odstawiałam w kąt. Inaczej bym zwariowała. Byłam młodą dziewczyną, która chciała szaleć, romansować, pracować. Nie rezygnowałam z uciech, dlatego często zabierałam Alę ze sobą. A ona była nauczona, że wszędzie trzeba zachowywać się na tyle miło, żeby dalej chcieli nas zapraszać. Od dziecka jest dyplomatką, z każdym umie się dogadać. A ja dzięki temu, że byłam matką składaną, a nie umęczoną matką Polką, swoją młodość wycisnęłam do ostatniej kropli, zjadłam każdy okruszek i wylizałam talerz.

Mam wrażenie, że pisząc, bardzo się odsłaniasz. Bez oporu opowiadasz o terapii, o trudnym dzieciństwie, mężach, współuzależnieniu, depresji, traumach. Nawet o długoletniej walce z trądzikiem.

– Nie wiem, czy aż tak bardzo się odsłoniłam. Sprawy intymne pozostały intymne. Myślę raczej, że pisząc tę książkę, byłam uczciwa. A dobór tematów był intuicyjny. Ich wspólnym mianownikiem jest niezależność. Ona była i jest dla mnie bardzo ważna. Także ta finansowa.

Opowiadasz, że momentami klepałaś biedę. Trudno uwierzyć. Zwłaszcza gdy zaznaczasz, że wywodzisz się z zamożnego domu

– Ale wyszłam z tego domu, mając 16 lat, i nigdy nie chciałam prosić rodziców o pomoc. Zwłaszcza że zwiałam do Paryża – z planem zrobienia kariery filmowej – wbrew ich woli. U nas w rodzinie zresztą nie było takiego zwyczaju, żeby rodzice “przepieszczali” dzieci finansowo. Chociaż owszem, kiedy było już naprawdę ciężko – akurat Ala szła wtedy do pierwszej klasy – tata dał mi w prezencie dom. Puciówkę w Kościelisku, w której mieszkam dziś. Ale już utrzymać się musiałam – i chciałam – zawsze sama.

Dużo uwagi poświęcasz kobietom, które finansowo wiszą na mężczyznach. Dla mnie zaskakujące, bo nie znam takich osób.

Bo mieszkasz w Warszawie i masz znajome, które pracują. Ale wystarczy wyjechać w Polskę… Spotkałam wiele kobiet, które muszą się uśmiechać do męża o stówę. Jedna mówiła mi, że jej karierą jest małżeństwo: pracuje za wygodny dom, dobre auto, luksusowe wakacje i że nie poradziłaby sobie sama. A mąż? Ona nie wie nawet, czy go kocha, czy wykorzystuje. Uważam, że to, by kobieta miała własne pieniądze, jest cholernie ważne.

Dla mnie najsmutniejsze zdania książki to: “neurotyczny świat twórców, w którym wyrosłam, przerażał mnie. Mam problem z odbiorem sztuki, za dużo wiem o życiu artystów, żeby się nią cieszyć”.

To prawda. Za dużo widziałam, słyszałam o ciemnej stronie osób, które występują w kinie, telewizji. Mam świadomość, ile ta “sztuka” ich kosztuje i ich rodziny. Trudno wymagać od bogów z Olimpu, żeby podcierali tyłki maluchom. W takich rodzinach jak moja sprawowanie opieki nad małoletnimi dziećmi nie należało do priorytetów. Mnie wychowywała nasza niania Hela, była moją zakazaną miłością, po cichu marzyłam, żeby być jej córką.

Skoro o dzieciństwie – w książce umieszczasz dwie bajki. Po co?

Bo odkryłam tam postaci, które są mi bardzo bliskie. I nie chodzi o Kopciuszka czy Śnieżkę, pasywną królewnę, która leży w szklanej trumnie i czeka na pocałunek. Wiesz, miałam fioła na punkcie Królowej Śniegu w pięknym przekładzie Iwaszkiewicza. Babcia czytała mi ją w kółko. Ale dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że najbardziej podoba mi się w tej bajce nie Gerda, ale Mała Rozbójniczka. Niebezpieczna, ale wielkoduszna i szczera. Na pewno nie wyrośnie na lalę, która czeka na mydłkowatego księciunia. To ja! Też jestem dzikuską i trochę odludkiem.

A druga bohaterka – Kudła?

Postać z pięknej staropolskiej bajki. Leniwa dziewczyna, której się nic nie chce. Ani zadbać o porządek w chacie, ani – jak sama nazwa wskazuje – o fryzurę. Ale jest sprytna, dowcipna i z fantazją.

Jak ty?

Słowo “Kudła” ze mną zostało. Także dlatego, że jest synonimem domowego rozmemłania. Zwłaszcza kiedy dużo piszę i orientuję się, że już wieczór, a ja tkwię przed komputerem w szlafroku, ze skołtunionymi włosami. Gdy w takich chwilach pojawia się w drzwiach moja przyjaciółka Becia, rzuca: “O, Kudła w pełnej krasie! Pracujesz?”.

Ale ty wołasz: “Kudły wszystkich krajów, łączcie się. Macie prawo być leniwe, potargane, siwe, grube i obwisłe. Miłość księcia was nie stworzy, a jej brak nie unicestwi”. Nie bez kozery mówisz o sobie “feministyczny zakapior”.

To jest coś, co przywiozłam z Francji razem ze szpilkami i przepisem na świetny winegret. Kiedy tam mieszkałam jako nastolatka, zaraziłam się tą “francuską” chorobą i nie chcę się z niej leczyć. Więcej, ja chcę nią zarażać. Dlatego zawsze chętnie angażuję się w manify. Czuję, że w trudnych sprawach trzeba pomagać kobietom, zwłaszcza biednym. Najeździłam się jako reporterka po wioskach w Małopolsce, napatrzyłam na prawdziwe dramaty. W Mieście Kobiet też przerabialiśmy niełatwe sytuacje. Bogate i znane panie z telewizji zawsze sobie poradzą. A biedna kobieta z trójką dzieci i pensją minimalną? Uważam, że obowiązkiem nas, właśnie tych pań z TV, jest reprezentowanie kobiet mniej uprzywilejowanych i walka o ich prawa.

Wracając do pogodniejszych tematów: wyszła na jaw historia, jak nie zostałaś “żoną dla Australijczyka”. Taki ognisty romans, a na Pudlu nic nie było.

Bo mówię o tym pierwszy raz. Simona poznałam parę lat temu w Grecji. Wspaniały człowiek, pracuje w parku narodowym. Ja go nazywam “erudytą przyrody”, bo umie rozpoznać każdą roślinkę, każde zwierzę. Piękny romans, który będę wspominać do końca życia. Próbowaliśmy być razem na odległość, przez ponad dwa lata spotykaliśmy się w połowie drogi, czyli w Azji. Ale te 15 tysięcy kilometrów okazało się przeszkodą nie do pokonania. Każde z nas jest tak wrośnięte w swoje życie prywatne i zawodowe, że nie sposób tego pogodzić z byciem razem.

À propos facetów: uśmiałam się, kiedy wspominasz, jak młody chłopak próbował cię uwodzić pytając, czy podobał ci się Alchemik Paulo… Koleho(!!!).

Przeciwstawiam się mitowi, że młody kochanek odmładza kobietę. Wiem też na pewno, że nie chciałabym znów mieć 20 czy 30 lat. Zwłaszcza że dziś wyglądam i czuję się lepiej niż kiedyś.

Zaskoczyłaś mnie odważnymi “wyznaniami anonimowej celebrytki”, która żyje w terrorze wyglądu, a i tak co chwilę zalicza – o zgrozo! – tak zwaną modową wpadkę.

Kiedy jestem w Warszawie, żyję w kołowrocie makijażu i demakijażu. Paznokcie, fryzura, sukienki wybierane na wizję przez stylistki… Ale poza nagraniami odpuszczam. Miałam jednak taki okres w życiu, kiedy wygląd był dla mnie bardzo ważny. Na jakiś czas poddałam się nawet dyktaturze ścianki. Uważałam, że muszę chodzić na imprezy i pozować, żeby promować program, który prowadziłam. I wiesz co? Okazało się, że to nie ma znaczenia. Mało tego, na zdjęciach sprzed kilku lat ta cała zbroja – umalowana twarz, zrobiona fryzura, szpilki, sukienki – przykrywa wielki smutek i rozkład życia osobistego.

Nigdy nie pokazać słabości?

Tak byłam nauczona. Wiesz, że ja ze wszystkich związków wychodziłam z walizką w ręku, dzieckiem za rękę, czerwoną szminką na ustach i potrząsając grzywą? Miało być z godnością. I było.

Przepraszasz byłych mężów: “mieliście swoje za uszami, ale to ja nie mogłam z Wami wytrzymać”. Dziś już masz do tego dystans. To widać w humorystycznych komentarzach, np. że po rozstaniu nabywałaś “zestaw Syzyf” do nowego, wynajmowanego mieszkania.

Czyli zestaw krzeseł, po które jechałam do Ikei. Te wściekle różowe krzesła, które żadną miarą nie dawały się złożyć, były alegorią mojego losu. Co podokręcałam, to się rozwaliło. Dlatego nazwałam je: “zestaw Syzyf”.

Piszesz: mój bilans to czterdzieści pięć lat, jedno dziecko, cztery śluby, dwadzieścia pięć przeprowadzek, dwie emigracje i trzy kariery. Myślisz, że to już daje ci mandat, żeby udzielać rad?

Myślę raczej, że mamy prawo błądzić, mylić się, źle wybierać. Nie musimy być idealne. Przeżyłam ileś pouczających historii. I po prostu mam nadzieję, że komuś dodadzą otuchy. I może trochę rozbawią.

Źródło: Twój Styl/ www.styl.pl/ Joanna Nojszewska/Fot. screen z facebooka

news

Marta Nawrocka powiedziała, na co przeznacza pieniądze Karola Nawrockiego

Opublikowano

w dniu

przez

Marta Nawrocka w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim uchyliła rąbka tajemnicy na temat codziennego życia swojej rodziny. Pierwsza dama opowiedziała, jak wygląda zarządzanie pieniędzmi w jej małżeństwie z Karolem Nawrockim. Zdradziła również, co daje jej poczucie finansowego bezpieczeństwa po przejściu na emeryturę.

Marta Nawrocka wzięła udział w obszernym wywiadzie, w którym nie zabrakło pytań dotyczących zarówno życia publicznego, jak i prywatnej sfery jej codzienności. Bogdan Rymanowski poruszył między innymi temat funkcjonowania rodziny prezydenckiej, domowych obowiązków oraz pieniędzy. Jedno z pytań dotyczyło tego, kto w domu Nawrockich zajmuje się finansami. Choć małżonkowie mają wspólny budżet i nie wydzielają sobie pieniędzy, to właśnie ona odpowiada za opłacanie rachunków i bieżące gospodarowanie środkami.

Rozmowa zeszła również na temat zawodowej przeszłości Marty Nawrockiej. Zanim jej mąż objął urząd prezydenta, przez 18 lat pracowała w służbach celno-skarbowych. Na emeryturę przeszła w związku ze zmianą sytuacji rodzinnej i nowymi obowiązkami wynikającymi z pełnienia przez Karola Nawrockiego funkcji głowy państwa.

POLECAMY: Marta Nawrocka komentuje aferę ze Skolimem. Jej słowa mogą zaskoczyć

Marta Nawrocka zdradziła, kto zarządza pieniędzmi w domu

Bogdan Rymanowski zapytał Martę Nawrocką wprost, kto w jej małżeństwie odpowiada za domowy budżet. Pierwsza dama nie próbowała unikać odpowiedzi. Z jej słów wynika, że w rodzinie obowiązuje wspólnota finansowa, jednak za codzienną organizację wydatków odpowiada przede wszystkim ona.

Ja trzymam kasę. Mamy wspólne pieniądze, nikt nikomu nie wydziela, ale rachunki ja płacę, ja obracam tymi pieniążkami / powiedziała.

Nie oznacza to jednak, że oboje zajmują się dokładnie tymi samymi obowiązkami. To pierwsza dama pilnuje rachunków, kontroluje wydatki i decyduje o tym, na co w danym momencie przeznaczane są pieniądze.
Prowadzący postanowił dopytać, czy zdarza się, że Karol Nawrocki prosi żonę o pieniądze. Marta Nawrocka przyznała, że takie sytuacje rzeczywiście miały miejsce.

Tak się zdarzało. (…) Rachunki ja płacę, ja obracam tymi pieniążkami — dodała.

Jej odpowiedź sugeruje, że w domu Nawrockich funkcjonuje dość tradycyjny podział obowiązków związanych z finansami. Wspólne środki pozostają do dyspozycji obojga małżonków, ale jedna osoba zajmuje się ich praktycznym rozplanowaniem. W tym przypadku jest nią Marta Nawrocka.

POLECAMY: Blanka Lipińska MIAŻDŻY pomysł Karola Nawrockiego o darmowym prawie jazdy. „W życiu nic nie ma za darmo”

Pierwsza dama o emeryturze

W dalszej części rozmowy pojawił się temat wynagrodzenia dla pierwszej damy. Małżonka prezydenta nie otrzymuje pensji za sam fakt pełnienia funkcji reprezentacyjnej. W przeszłości pierwsze damy nie miały również zagwarantowanego ubezpieczenia zdrowotnego związanego z wykonywaniem tej roli. Marta Nawrocka zaznaczyła, że pytanie o ewentualne wynagrodzenie dla pierwszej damy nie jest bezpośrednio skierowane do niej. Jednocześnie wyjaśniła, że jej sytuacja różni się od sytuacji kobiet, które wcześniej pełniły tę funkcję.

To nie jest pytanie do mnie. Nigdy pierwsza dama nie miała pensji, wcześniej nie miały też ubezpieczenia. Ja mam. Jestem w tak komfortowej sytuacji, że jestem emerytką, więc mam wynagrodzenie — stwierdziła.

Marta Nawrocka przez wiele lat była aktywna zawodowo. Przez 18 lat pracowała w Służbie Celnej oraz Krajowej Administracji Skarbowej. Dzięki temu po zakończeniu pracy zawodowej uzyskała prawo do świadczenia emerytalnego.
W rozmowie podkreśliła więc, że jej poczucie bezpieczeństwa finansowego nie wynika z wynagrodzenia za pełnienie funkcji pierwszej damy. Jest ono związane przede wszystkim z wcześniejszą pracą i emeryturą, którą obecnie otrzymuje.

Temat pieniędzy w rodzinie prezydenckiej może budzić zainteresowanie, ponieważ życie Marty i Karola Nawrockich od momentu objęcia urzędu przez prezydenta znajduje się w centrum uwagi opinii publicznej. Tym razem pierwsza dama opowiedziała jednak nie o wielkich decyzjach czy oficjalnych obowiązkach, lecz o zwyczajnych sprawach — płaceniu rachunków, zarządzaniu domowym budżetem i finansowym zapleczu rodziny.

POLECAMY: Piotr Mróz o Nawrockim: „To dobry prezydent”. Podzielacie jego zdanie?

Marta Nawrocka Instagram
Marta Nawrocka Instagram
Marta Nawrocka Instagram
Marta Nawrocka Instagram
Kontynuuj czytanie

news

Ida Nowakowska jako Cher w „TTBZ ”. Reakcja Gąsowskiego może zaskoczyć [WIDEO]

Opublikowano

w dniu

przez

W trzecim odcinku „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” uczestnicy ponownie zmierzą się z wymagającymi metamorfozami. Jedna z gwiazd już wzbudziła ogromne zainteresowanie przed emisją, a widzowie zobaczą kolejne wcielenia największych światowych i polskich artystów. Kto tym razem zachwyci jurorów i publiczność? Dowiedz się więcej!

W ubiegłym tygodniu widzowie zobaczyli drugi odcinek „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Zwycięzcą został 20-letni Marcin Maciejczak, który wcielił się w Korę i wykonał utwór „O! Nie rób tyle hałasu” z repertuaru zespołu Maanam. Jego występ spotkał się z ogromnym entuzjazmem jurorów, a szczególnego zachwytu nie kryła Justyna Steczkowska.

“Szał! Wyglądasz, jak młoda Kora, ale widać, że poświęciłeś bardzo dużo czasu na to, żeby wcielić się w jej postać. To znaczy, każdy twój ruch, głos, który zrobiłeś prawie 1:1, ale też cała aparycja i energia tej fantastycznej wokalistki. Bardzo się postarałeś, naprawdę trzeba przyznać, że to kawał dobrej roboty. Bardzo ci gratuluję, bo to było coś” – mówiła.

Za zwycięstwo Marcin Maciejczak otrzymał 15 tysięcy złotych. Artysta przekazał wygraną na rzecz Fundacji Itaka – Centrum Ludzi Zaginionych.

POLECAMY: „Taniec z Gwiazdami” bez Sykut-Jeżyny i Ibisza? Te wieści mogą zaskoczyć

Ida Nowakowska zaskoczy wcieleniem w Cher? [WIDEO]

W trzecim odcinku czeka nas kolejna porcja wymagających wcieleń. Marcin Maciejczak tym razem zmierzy się z postacią Damiano Davida, Rafał Brzozowski wcieli się w Pink, a Bryska spróbuje swoich sił jako Taylor Swift. Gabriel Fleszar zaprezentuje się jako Maggie Reilly, Ula Milewska wcieli się w Piotra Kupichę, Maria Sadowska zmierzy się z repertuarem Ewy Demarczyk, a Marcin Miller stanie przed zadaniem odwzorowania Kenny’ego Logginsa.

Szczególne emocje może wzbudzić jednak występ Idy, która ponownie otrzymała możliwość zmierzenia się z jedną z dwóch zaproponowanych gwiazd. W ramach zasady „masz wybór” uczestnik może dostać dwie propozycje i sam zdecydować, w kogo chce się wcielić. Z jednej strony jest to dodatkowa możliwość wpływania na swoją metamorfozę, z drugiej – decyzja pomiędzy dwiema wymagającymi postaciami może okazać się prawdziwym wyzwaniem.

W przypadku Idy w poprzednim losowaniu pojawiły się dwie wielkie gwiazdy – Shakira i Cher. Uczestniczka nie ukrywała, że marzy jej się pełna energii, taneczna metamorfoza w Shakirę. Ostatecznie musiała jednak zdecydować, czy wybrać właśnie ją, czy postawić na znacznie bardziej wymagające wcielenie w Cher.

Ostatecznie Ida zmierzyła się z utworem „Welcome to Burlesque”. Jej zadaniem było nie tylko zaśpiewanie piosenki, ale również oddanie charakterystycznego klimatu całego występu i stworzenie na scenie prawdziwego burleskowego show. Metamorfoza wymagała od niej pracy zarówno nad wokalem, jak i ruchem oraz sceniczną osobowością.

Występ Idy zrobił ogromne wrażenie na Piotrze Gąsowskim. Juror nie ukrywał emocji po zakończeniu wykonania i zdecydował się na wyjątkową reakcję.

“Byłaś fantastyczna, Ida! To mnie rozłożyło na łopatki, dlatego specjalnie chciałem cię zaskoczyć i nie wstawać po wykonaniu. Teraz za to stoję, klaszczę i się wzruszam. Jesteś fantastyczna, dziękuję bardzo” – zachwycał się Piotr Gąsowski.

Trzeci odcinek „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” zapowiada się więc wyjątkowo różnorodnie. Na scenie pojawią się zarówno światowe gwiazdy, jak i polscy artyści, a uczestnicy po raz kolejny będą musieli udowodnić, że potrafią całkowicie zatracić się w swoich metamorfozach. Czy kolejny odcinek ponownie przyniesie niespodziewanego zwycięzcę? Odpowiedź widzowie poznają już w piątek o 19:55 w Polsacie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Julia Suryś trafiła do lekarza po „Tańcu z gwiazdami”. Co z jej dalszym udziałem?

Lubicie oglądać “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Ida Nowakowska jako Cher (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ida Nowakowska jako Cher (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ida Nowakowska jako Cher (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ida Nowakowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ida Nowakowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ida Nowakowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ida Nowakowska jako Cher (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Piotr Gąsowski (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
Piotr Gąsowski (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Helen Mirren usłyszała, skąd pochodzi dziennikarz. Jej reakcja na „Lalkę” zaskoczyła

Opublikowano

w dniu

przez

Helen Mirren, fot. Instagram

Helen Mirren zdradziła, że zamierza obejrzeć nową serialową adaptację „Lalki” Bolesława Prusa przygotowaną przez Netfliksa. Brytyjska aktorka doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak ważne miejsce powieść zajmuje w polskiej kulturze. O produkcji usłyszał od niej dziennikarz Artur Zaborski, który spotkał gwiazdę podczas festiwalu w Toronto.

Nowa ekranizacja „Lalki” wzbudza zainteresowanie nie tylko w Polsce. O przygotowywanej przez Netfliksa serialowej wersji dzieła Bolesława Prusa mówi się również za granicą, a jednym z jej potencjalnych widzów jest sama Helen Mirren. Aktorka, znana z licznych ról filmowych i telewizyjnych, miała przyznać, że planuje zapoznać się z polską produkcją. Co więcej, użyła oryginalnego tytułu powieści „Lalka” i podkreśliła, że zna znaczenie tej książki dla polskiej kultury.

Informację przekazał Artur Zaborski, dziennikarz i krytyk filmowy, który spotkał Helen Mirren podczas festiwalu w Toronto. Rozmowa odbyła się po premierze filmu „A Talent for Murder” w reżyserii Antona Corbijna. Aktorka wciela się w nim w Patricię Highsmith, autorkę powieści „Utalentowany pan Ripley”. W trakcie spotkania pojawił się również temat Polski oraz nowej adaptacji klasycznej powieści.

Zainteresowanie Helen Mirren nie jest przypadkowe. Jak wynika z relacji Zaborskiego, aktorka wiedziała, jak istotną pozycję zajmuje „Lalka” w polskiej literaturze. Przyznała także, że o Polsce i jej kulturze dużo dowiedziała się od swojego męża, amerykańskiego reżysera Taylora Hackforda. Mężczyzna miał wielokrotnie odwiedzać nasz kraj i darzyć go dużą sympatią.

POLECAMY: Miłosna bomba na Netflixie! „Lalka” Bolesława Prusa w wersji 2026 – sprawdź, kto zagra Łęcką i Wokulskiego

Helen Mirren zna „Lalkę”

Do spotkania Helen Mirren i Artura Zaborskiego doszło podczas bankietu po premierze filmu „A Talent for Murder” w reżyserii Antona Corbijna. Aktorka wciela się w nim w Patricię Highsmit, autorkę powieści „Utalentowany pan Ripley”. Rozmowa szybko zeszła jednak na tematy związane z Polską oraz nową produkcją Netfliksa. Jak relacjonował Artur Zaborski, Helen Mirren powiedziała, że zamierza obejrzeć serialową „Lalkę”. Co istotne, użyła polskiego tytułu powieści i podkreśliła, że zna jej znaczenie. Aktorka miała więc świadomość, że nie chodzi wyłącznie o kolejną ekranizację literacką, lecz o dzieło mocno zakorzenione w polskiej historii i kulturze.

Zgadnijcie, co dame Mirren powiedziała, gdy usłyszała, że jestem z Polski? Że ma zaznaczony w Netfliksie do obejrzenia ten serial „Doll”, bo wie, jak ważną książką w historii polskiej kultury jest — i tu wymieniła po polsku tytuł — „Lalka” – napisał dziennikarz.

Zainteresowanie gwiazdy można uznać za ciekawostkę towarzyszącą premierze serialu. „Lalka” Bolesława Prusa jest bowiem powieścią kojarzoną przede wszystkim z polskim kanonem literackim, choć poruszane w niej tematy pozostają uniwersalne. Nieszczęśliwa miłość, społeczne podziały, ambicje, rozczarowania i nierówności między klasami sprawiają, że historia Stanisława Wokulskiego oraz Izabeli Łęckiej wciąż może być odczytywana na nowo. Nowa adaptacja Netfliksa ma przedstawić znaną historię z perspektywy odpowiadającej współczesnym widzom. Twórcy skupiają się nie tylko na romantycznym wymiarze relacji bohaterów, ale również na jej bardziej skomplikowanych i niepokojących aspektach.

Bo mój mąż kocha Polskę, był w niej wiele razy”. Jej mężem jest amerykański reżyser Taylor Hackford, który wielokrotnie odwiedzał nasz kraj.

POLECAMY: Polska lalka Barbie, Anella ma konkurentkę! Zobaczcie jak wygląda

Za serial odpowiada Paweł Maślona

Serialowa „Lalka” będzie składać się z sześciu odcinków. Za reżyserię odpowiada Paweł Maślona, a scenariusz przygotowali wspólnie Paweł Demirski i Jagoda Dutkiewicz. Produkcja ma skoncentrować się na relacji Stanisława Wokulskiego i Izabeli Łęckiej, pokazując ją nie tylko jako romantyczną historię, ale również jako opowieść o obsesji, nierównościach społecznych i toksycznym uczuciu. W nowej wersji Izabela ma zostać przedstawiona jako postać bardziej złożona i wielowymiarowa. Twórcy zamierzają spojrzeć na bohaterów z nieco innej perspektywy, bez ograniczania ich wyłącznie do tradycyjnych ról znanych z literackiego pierwowzoru. Ważnym elementem serialu ma być również obraz XIX-wiecznej Warszawy odtworzonej z dużą dbałością o szczegóły i pokazanej jako przestrzeń pełna kontrastów.

Produkcja zwróciła uwagę także zagranicznych mediów. „The New York Times” pisał o powieści Prusa, określając ją jako możliwie „najmniej znaną wielką powieść XIX wieku”. Zainteresowanie międzynarodowej publiczności może sprawić, że historia Stanisława Wokulskiego i Izabeli trafi do widzów, którzy wcześniej nie mieli okazji zetknąć się z polską literaturą.

Helen Mirren może być jedną z takich osób, choć jej słowa sugerują, że nie podchodzi do „Lalki” całkowicie bez kontekstu. Jak wynika z relacji Artura Zaborskiego, aktorka zna znaczenie powieści, a wiedzę o Polsce czerpała między innymi od swojego męża, amerykańskiego reżysera Taylora Hackforda. Helen Mirren miała podkreślić, że on darzy Polskę dużą sympatią i wielokrotnie odwiedzał nasz kraj.

AUTORKA: Klaudia Smyk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

POLECAMY: Długo wyczekiwana premiera filmu “Piłsudski” – kto pojawił się na ściankach?

Helen Mirren, fot. Instagram
Kontynuuj czytanie

news

Skolim ponad politycznymi podziałami! Najpierw zagrał dla prezydenta, chwilę później dla rządu. Artysta ma jasny przekaz

Opublikowano

w dniu

przez

Skolim w ostatnich tygodniach pojawił się na dwóch wydarzeniach organizowanych przez państwowe instytucje. Najpierw 29 sierpnia wystąpił w Juracie podczas „Przyszłość.pl”, wydarzenia z udziałem prezydenta Karola Nawrockiego. Zaledwie 15 dni później zaśpiewał podczas Dożynek Polskich w Spale, organizowanych przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Jedno się nie zmieniło, niezależnie od miejsca, pod sceną pojawili się ludzie, którzy przyszli przede wszystkim po muzykę i dobrą zabawę.

Najpierw Jurata i koncert dla młodzieży

29 sierpnia Skolim wystąpił podczas wydarzenia „Przyszłość.pl” w prezydenckiej rezydencji w Juracie. Dwudniowe spotkanie było skierowane do młodych ludzi w wieku od 18 do 26 lat, a w jego programie znalazły się m.in. debaty, rozmowy, aktywności sportowe oraz koncerty. Wśród zaproszonych artystów znalazł się właśnie Skolim. Występ wokalisty wzbudził sporo dyskusji jeszcze przed wydarzeniem. Ostatecznie jednak, kiedy artysta pojawił się na scenie, najważniejsza okazała się muzyka i reakcja publiczności. Skolim od lat konsekwentnie buduje swoją pozycję przede wszystkim jako artysta koncertowy. Jego występy przyciągają ludzi niezależnie od tego, kto organizuje dane wydarzenie i jaki charakter ma impreza. Sam też stara się przede wszystkim być jak najbardziej obecny dla publiczności, dlatego zarówno przed koncertami, jak i po jeszcze długo rozmawia z fanami i rozdaje autografy.

Kilkanaście dni później… scena Dożynek Polskich

I tutaj nastąpił ciekawy zwrot. Zaledwie 15 dni po występie w Juracie Skolim pojawił się na scenie Dożynek Polskich w Spale. Wydarzenie odbyło się 13 września i było organizowane przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Skolim wystąpił o godzinie 15.00, a w programie znaleźli się również m.in. Zenek Martyniuk z zespołem Akcent, MIG czy Maestro Chives. To właśnie zestawienie dwóch występów – najpierw w wydarzeniu związanym z prezydentem, a następnie na imprezie organizowanej przez resort rządu, pokazuje, że kalendarz koncertowy Skolima nie ogranicza się do jednej strony sceny publicznej. I być może właśnie na tym polega jego fenomen.

POLECAMY: Skolim znów na państwowej scenie. Najpierw prezydent, teraz Ministerstwo Rolnictwa. Co jeszcze?

Nie polityka, tylko scena

Skolim nie jest politykiem i nie startuje w wyborach. Jest wokalistą, który ma przede wszystkim dostarczać publiczności emocji, muzyki i rozrywki. Dlatego jego obecność na różnych wydarzeniach można odczytywać przede wszystkim, jako element działalności koncertowej, a nie deklarację polityczną. W Juracie śpiewał dla młodych ludzi uczestniczących w „Przyszłość.pl”. W Spale dla uczestników ogólnopolskiego święta plonów. W obu przypadkach jego rolą było dostarczenie ludziom dobrej zabawy, a ta jest gwarantowana, kiedy na scenie pojawia się Skolim z zespołem. I właśnie publiczność wydaje się dla niego najważniejszym punktem odniesienia. Dożynki Polskie w Spale miały otwartą formułę i bezpłatny wstęp, a organizatorzy podkreślali, że wydarzenie ma być skierowane do rolników, mieszkańców i lokalnych społeczności. Kiedy więc Skolim wychodzi na scenę, trudno sprowadzić jego koncert wyłącznie do tego, kto znajduje się na liście organizatorów. Dla widzów liczy się przede wszystkim artysta, jego piosenki i atmosfera koncertu.

Skolim jednym z najbardziej rozchwytywanych wokalistów!

Nie jest tajemnicą, że Skolim należy obecnie do grona artystów, których nazwisko bardzo często pojawia się na plakatach koncertowych. Jego popularność przekłada się na zainteresowanie organizatorów wydarzeń, a charakterystyczne połączenie muzyki tanecznej, latino i disco polo sprawia, że jego koncerty mają bardzo szeroką grupę odbiorców. W ostatnich tygodniach mogli zobaczyć go zarówno młodzi uczestnicy wydarzenia w Juracie, jak i publiczność Dożynek Polskich w Spale. Dwa różne wydarzenia, dwa różne środowiska i dwie różne okazje. Jeden Skolim. W międzyczasie gwiazdor i jego zespół zagrał szereg innych koncertów plenerowych i klubowych.

Dla niego liczy się przede wszystkim człowiek pod sceną

W czasach, gdy niemal każda obecność osoby publicznej na wydarzeniu organizowanym przez państwo może zostać natychmiast wpisana w polityczny kontekst, Skolim zdaje się pozostawiać sobie przede wszystkim rolę wokalisty. Nie musi opowiadać się po jednej stronie, żeby występować dla ludzi. Może pojawić się tam, gdzie jest zapraszany, wejść na scenę, zaśpiewać swoje największe przeboje i zejść z niej bez deklarowania politycznych sympatii. A publiczność? Ta pozostaje publicznością, niezależnie od tego, kto jest gospodarzem wydarzenia. Być może właśnie dlatego w przypadku Skolima znacznie ciekawsze od tego, dla kogo zagrał, jest to, dla kogo faktycznie śpiewa, a śpiewa przede wszystkim dla ludzi. I patrząc na tempo jego koncertowej kariery, wygląda na to, że takich ludzi, którzy chcą go słuchać na żywo, wciąż przybywa. Publiczność naprawdę go kocha.

Fot. archiwum prywatne Skolim
Tekst: SM

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością