Śledź nas

news

Odważne zwierzenia Pauliny Młynarskiej – dziennikarka wydała książkę, w której zdradziła wiele sekretów… nie tylko swoich!

Opublikowano

w dniu

Czterdzieści pięć lat, jedno dziecko, cztery śluby, dwie emigracje, dwadzieścia pięć przeprowadzek. Dziennikarka, felietonistka i feministka Paulina Młynarska, dla przyjaciół Lola, podsumowuje swoje doświadczenia w książce “Poradnik na błędach”. – Wreszcie czuję się dobrze we własnym życiu. Rozliczyłam się z błędami i… jestem gotowa popełniać nowe! – mówi w Twoim STYLU.

Do tej pory książki pisałaś w duetach, a teraz sama, bo…

Wiesz, gdyby ktoś mnie 20 lat temu zapytał, co najbardziej chciałabym w życiu robić, odpowiedziałabym: mieszkać w Kościelisku i pisać książki. Ale od razu bym siebie skarciła: gdzie tam! Ja? Pisać? Długo nie czułam się na siłach.

Ale przecież wyrastałaś w takim domu! Tata Wojciech Młynarski, mistrz słowa, mama Adrianna Godlewska, aktorka. Od dziecka byłaś uczona sztuki narracji. Uśmiałam się, czytając, jak ciebie, wówczas czterolatkę, która opowiadała coś powoli i się zacukała, poganiali: puentuj wreszcie!

Ale pamiętaj też, że latami wypominano, że nie mam matury ani studiów. Uznałam jednak, że teraz już mogę podpisać coś tylko swoim nazwiskiem.

Co takiego się stało?

Po prostu od jakiegoś czasu czuję się dobrze w swoim życiu. Zadziałały trzy rzeczy. Mam za sobą udaną, wreszcie doprowadzoną do końca terapię. Po drugie, na lepsze zmieniło mnie macierzyństwo. Po trzecie medytacja, poświęcam więcej uwagi życiu duchowemu.

Czekaj, po kolei. Co znaczy mieć skończoną terapię?

Wielu ludzi już po kilku sesjach ma wrażenie, że wszystkiego się dowiedzieli. Uważają, że terapia zakończona, bo wcześniej byli w ciemnym pokoju i obijali się o ściany, a teraz mają zapalone światło i widzą. Ja też tak miewałam. Ale tym razem nie tylko pozapalałam światła, ale także posprzątałam, umyłam szyby, wyniosłam śmieci.

To metafora, a tak konkretnie?

Przychodzi moment, że – jak mówią górale na Podhalu – “cas brać się do zycia”. Nie rozpamiętujesz starych błędów. Mało tego, czujesz się gotowa popełnić nowe. Dla mnie najważniejsze okazało się chyba to, że odkryłam, jak odróżnić chorobliwe “rozdawanie siebie”, do którego miałam skłonność, od bezinteresownego dzielenia się z ludźmi. Wiem, że mogę się angażować np. w obronę praw kobiet, ale już nie w opiekę nad osobą uzależnioną. Taka wiedza umacnia.

To teraz “punkt macierzyństwo”. Twoja córka – owoc młodzieńczej miłości – ma dziś 22 lata, z czego od 21 i pół wychowujesz ją sama. Bez litości dla siebie mówisz, że wcześniej byłaś durna, chwiejna, maniakalno-depresyja i leniwa, a Ala nauczyła cię trzymać pion. Aż tak?

Zostałam matką przedwcześnie i bez planu. To Ala tak naprawdę była i jest moją nauczycielką życia. Właściwie dorastałyśmy razem. Dzięki niej nauczyłam się myśleć, a nie tylko reagować, kierując się impulsami. Chociaż nieraz fundowałam jej turbulencje związane z moim życiem osobistym. W Warszawie, w Paryżu, w Kościelisku…

To ma związek z wprowadzonym przez ciebie żartobliwym określeniem “matka składana”?

W latach 70. gdzieś na Helu rodzice kupili wietnamską matę plażową, na której był napis z błędem: “matka składana”. Uśmialiśmy się, ale słowo weszło do domowego języka. A ja potem wymyśliłam sobie, że jestem właśnie taką matką składaną.

Czyli?

–  Mata albo stolik plażowy to są takie rzeczy, które – mimo że dość chwiejne i prowizoryczne – dobrze pełnią swoją funkcję. A w międzyczasie możne je złożyć i odstawić. Ja, gdy tylko mogłam, “składałam” swoje macierzyństwo i odstawiałam w kąt. Inaczej bym zwariowała. Byłam młodą dziewczyną, która chciała szaleć, romansować, pracować. Nie rezygnowałam z uciech, dlatego często zabierałam Alę ze sobą. A ona była nauczona, że wszędzie trzeba zachowywać się na tyle miło, żeby dalej chcieli nas zapraszać. Od dziecka jest dyplomatką, z każdym umie się dogadać. A ja dzięki temu, że byłam matką składaną, a nie umęczoną matką Polką, swoją młodość wycisnęłam do ostatniej kropli, zjadłam każdy okruszek i wylizałam talerz.

Mam wrażenie, że pisząc, bardzo się odsłaniasz. Bez oporu opowiadasz o terapii, o trudnym dzieciństwie, mężach, współuzależnieniu, depresji, traumach. Nawet o długoletniej walce z trądzikiem.

– Nie wiem, czy aż tak bardzo się odsłoniłam. Sprawy intymne pozostały intymne. Myślę raczej, że pisząc tę książkę, byłam uczciwa. A dobór tematów był intuicyjny. Ich wspólnym mianownikiem jest niezależność. Ona była i jest dla mnie bardzo ważna. Także ta finansowa.

Opowiadasz, że momentami klepałaś biedę. Trudno uwierzyć. Zwłaszcza gdy zaznaczasz, że wywodzisz się z zamożnego domu

– Ale wyszłam z tego domu, mając 16 lat, i nigdy nie chciałam prosić rodziców o pomoc. Zwłaszcza że zwiałam do Paryża – z planem zrobienia kariery filmowej – wbrew ich woli. U nas w rodzinie zresztą nie było takiego zwyczaju, żeby rodzice “przepieszczali” dzieci finansowo. Chociaż owszem, kiedy było już naprawdę ciężko – akurat Ala szła wtedy do pierwszej klasy – tata dał mi w prezencie dom. Puciówkę w Kościelisku, w której mieszkam dziś. Ale już utrzymać się musiałam – i chciałam – zawsze sama.

Dużo uwagi poświęcasz kobietom, które finansowo wiszą na mężczyznach. Dla mnie zaskakujące, bo nie znam takich osób.

Bo mieszkasz w Warszawie i masz znajome, które pracują. Ale wystarczy wyjechać w Polskę… Spotkałam wiele kobiet, które muszą się uśmiechać do męża o stówę. Jedna mówiła mi, że jej karierą jest małżeństwo: pracuje za wygodny dom, dobre auto, luksusowe wakacje i że nie poradziłaby sobie sama. A mąż? Ona nie wie nawet, czy go kocha, czy wykorzystuje. Uważam, że to, by kobieta miała własne pieniądze, jest cholernie ważne.

Dla mnie najsmutniejsze zdania książki to: “neurotyczny świat twórców, w którym wyrosłam, przerażał mnie. Mam problem z odbiorem sztuki, za dużo wiem o życiu artystów, żeby się nią cieszyć”.

To prawda. Za dużo widziałam, słyszałam o ciemnej stronie osób, które występują w kinie, telewizji. Mam świadomość, ile ta “sztuka” ich kosztuje i ich rodziny. Trudno wymagać od bogów z Olimpu, żeby podcierali tyłki maluchom. W takich rodzinach jak moja sprawowanie opieki nad małoletnimi dziećmi nie należało do priorytetów. Mnie wychowywała nasza niania Hela, była moją zakazaną miłością, po cichu marzyłam, żeby być jej córką.

Skoro o dzieciństwie – w książce umieszczasz dwie bajki. Po co?

Bo odkryłam tam postaci, które są mi bardzo bliskie. I nie chodzi o Kopciuszka czy Śnieżkę, pasywną królewnę, która leży w szklanej trumnie i czeka na pocałunek. Wiesz, miałam fioła na punkcie Królowej Śniegu w pięknym przekładzie Iwaszkiewicza. Babcia czytała mi ją w kółko. Ale dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że najbardziej podoba mi się w tej bajce nie Gerda, ale Mała Rozbójniczka. Niebezpieczna, ale wielkoduszna i szczera. Na pewno nie wyrośnie na lalę, która czeka na mydłkowatego księciunia. To ja! Też jestem dzikuską i trochę odludkiem.

A druga bohaterka – Kudła?

Postać z pięknej staropolskiej bajki. Leniwa dziewczyna, której się nic nie chce. Ani zadbać o porządek w chacie, ani – jak sama nazwa wskazuje – o fryzurę. Ale jest sprytna, dowcipna i z fantazją.

Jak ty?

Słowo “Kudła” ze mną zostało. Także dlatego, że jest synonimem domowego rozmemłania. Zwłaszcza kiedy dużo piszę i orientuję się, że już wieczór, a ja tkwię przed komputerem w szlafroku, ze skołtunionymi włosami. Gdy w takich chwilach pojawia się w drzwiach moja przyjaciółka Becia, rzuca: “O, Kudła w pełnej krasie! Pracujesz?”.

Ale ty wołasz: “Kudły wszystkich krajów, łączcie się. Macie prawo być leniwe, potargane, siwe, grube i obwisłe. Miłość księcia was nie stworzy, a jej brak nie unicestwi”. Nie bez kozery mówisz o sobie “feministyczny zakapior”.

To jest coś, co przywiozłam z Francji razem ze szpilkami i przepisem na świetny winegret. Kiedy tam mieszkałam jako nastolatka, zaraziłam się tą “francuską” chorobą i nie chcę się z niej leczyć. Więcej, ja chcę nią zarażać. Dlatego zawsze chętnie angażuję się w manify. Czuję, że w trudnych sprawach trzeba pomagać kobietom, zwłaszcza biednym. Najeździłam się jako reporterka po wioskach w Małopolsce, napatrzyłam na prawdziwe dramaty. W Mieście Kobiet też przerabialiśmy niełatwe sytuacje. Bogate i znane panie z telewizji zawsze sobie poradzą. A biedna kobieta z trójką dzieci i pensją minimalną? Uważam, że obowiązkiem nas, właśnie tych pań z TV, jest reprezentowanie kobiet mniej uprzywilejowanych i walka o ich prawa.

Wracając do pogodniejszych tematów: wyszła na jaw historia, jak nie zostałaś “żoną dla Australijczyka”. Taki ognisty romans, a na Pudlu nic nie było.

Bo mówię o tym pierwszy raz. Simona poznałam parę lat temu w Grecji. Wspaniały człowiek, pracuje w parku narodowym. Ja go nazywam “erudytą przyrody”, bo umie rozpoznać każdą roślinkę, każde zwierzę. Piękny romans, który będę wspominać do końca życia. Próbowaliśmy być razem na odległość, przez ponad dwa lata spotykaliśmy się w połowie drogi, czyli w Azji. Ale te 15 tysięcy kilometrów okazało się przeszkodą nie do pokonania. Każde z nas jest tak wrośnięte w swoje życie prywatne i zawodowe, że nie sposób tego pogodzić z byciem razem.

À propos facetów: uśmiałam się, kiedy wspominasz, jak młody chłopak próbował cię uwodzić pytając, czy podobał ci się Alchemik Paulo… Koleho(!!!).

Przeciwstawiam się mitowi, że młody kochanek odmładza kobietę. Wiem też na pewno, że nie chciałabym znów mieć 20 czy 30 lat. Zwłaszcza że dziś wyglądam i czuję się lepiej niż kiedyś.

Zaskoczyłaś mnie odważnymi “wyznaniami anonimowej celebrytki”, która żyje w terrorze wyglądu, a i tak co chwilę zalicza – o zgrozo! – tak zwaną modową wpadkę.

Kiedy jestem w Warszawie, żyję w kołowrocie makijażu i demakijażu. Paznokcie, fryzura, sukienki wybierane na wizję przez stylistki… Ale poza nagraniami odpuszczam. Miałam jednak taki okres w życiu, kiedy wygląd był dla mnie bardzo ważny. Na jakiś czas poddałam się nawet dyktaturze ścianki. Uważałam, że muszę chodzić na imprezy i pozować, żeby promować program, który prowadziłam. I wiesz co? Okazało się, że to nie ma znaczenia. Mało tego, na zdjęciach sprzed kilku lat ta cała zbroja – umalowana twarz, zrobiona fryzura, szpilki, sukienki – przykrywa wielki smutek i rozkład życia osobistego.

Nigdy nie pokazać słabości?

Tak byłam nauczona. Wiesz, że ja ze wszystkich związków wychodziłam z walizką w ręku, dzieckiem za rękę, czerwoną szminką na ustach i potrząsając grzywą? Miało być z godnością. I było.

Przepraszasz byłych mężów: “mieliście swoje za uszami, ale to ja nie mogłam z Wami wytrzymać”. Dziś już masz do tego dystans. To widać w humorystycznych komentarzach, np. że po rozstaniu nabywałaś “zestaw Syzyf” do nowego, wynajmowanego mieszkania.

Czyli zestaw krzeseł, po które jechałam do Ikei. Te wściekle różowe krzesła, które żadną miarą nie dawały się złożyć, były alegorią mojego losu. Co podokręcałam, to się rozwaliło. Dlatego nazwałam je: “zestaw Syzyf”.

Piszesz: mój bilans to czterdzieści pięć lat, jedno dziecko, cztery śluby, dwadzieścia pięć przeprowadzek, dwie emigracje i trzy kariery. Myślisz, że to już daje ci mandat, żeby udzielać rad?

Myślę raczej, że mamy prawo błądzić, mylić się, źle wybierać. Nie musimy być idealne. Przeżyłam ileś pouczających historii. I po prostu mam nadzieję, że komuś dodadzą otuchy. I może trochę rozbawią.

Źródło: Twój Styl/ www.styl.pl/ Joanna Nojszewska/Fot. screen z facebooka

news

Wydał 90 TYSIĘCY na torebkę. Czy Bart Pniewski nadal utrzymuje córkę?

Opublikowano

w dniu

przez

Bart Pniewski powiedział nam, ile realnie wydaje na ubrania… Czy Nicol Pniewska wciąż jest na jego utrzymaniu?

ZOBACZ TEŻ: Mija rok od śmierci Joanny Kołaczkowskiej. Trudno powstrzymać łzy

Kontynuuj czytanie

news

BUTY ZA 12 TYSIĘCY?! Wojtek Gola i Sofi zdradzają sekrety luksusowego życia

Opublikowano

w dniu

przez

Wojtek Gola i Sofi Sivokha opowiedzieli nam, ile wydawali na ubrania… Czy Gola pojawi się w “Tańcu z Gwiazdami”?

POLECAMY: Doda WBIJA SZPILĘ Lewandowskiej i Chodakowskiej. Ostro?

Kontynuuj czytanie

news

Mija rok od śmierci Joanny Kołaczkowskiej. Trudno powstrzymać łzy

Opublikowano

w dniu

przez

Mija rok od śmierci Joanny Kołaczkowskiej, a emocje wśród jej bliskich wciąż są niezwykle silne. W rocznicę odejścia artystki Dariusz Kamys podzielił się wzruszającymi słowami i pokazał coś, czego przez wiele miesięcy nie był w stanie stworzyć. Dowiedz się więcej!

Joanna Kołaczkowska odeszła 17 lipca 2025 roku w wieku 59 lat po walce z chorobą nowotworową. Informacja o jej śmierci wstrząsnęła nie tylko fanami kabaretu, ale również całym środowiskiem artystycznym. Wieloletnia gwiazda Kabaretu Hrabi pozostawiła po sobie ogromną pustkę, której – jak podkreślają jej najbliżsi współpracownicy – nie da się wypełnić.

Od tamtego dnia minął już rok. Dla wielu osób czas nie zdołał jednak ukoić bólu po stracie jednej z najbardziej charyzmatycznych postaci polskiej sceny kabaretowej. W rocznicę śmierci artystki głos zabrał jej wieloletni przyjaciel i sceniczny partner – Dariusz Kamys.

Artysta opublikował w mediach społecznościowych niezwykle osobisty wpis. Już pierwsze słowa pokazują, jak wielką stratą było odejście Joanny Kołaczkowskiej i jak bardzo wciąż jest obecna w myślach osób, które przez lata dzieliły z nią scenę.

“Rok. 17 lipca 2025 roku, o godzinie 0:18 Aśko wyszłaś z tego świata i przeszłaś tam, gdzie dla nas wszystko pozostaje jeszcze tajemnicą “- napisał.

POLECAMY: Sebastian Fabijański zamiast Julii Wieniawy w „Tańcu z Gwiazdami”? Padła jasna deklaracja

Rok bez Joanny Kołaczkowskiej. Dariusz Kamys opublikował wpis, który chwyta za serce

W dalszej części wpisu Dariusz Kamys przyznał, że choć wszyscy starają się żyć dalej i nadal występują przed publicznością, tęsknota za Joanną Kołaczkowską pozostaje niezmienna.

“Mija rok. Wierzymy, że kiedyś się spotkamy. To przekonanie daje spokój. Ale są chwile, kiedy mimo tej wiary po prostu jest trudno. Bo tęsknota nie słucha rozumu ani kalendarza. Przez ten rok nauczyliśmy się wychodzić na scenę bez Ciebie. Gramy dalej, śmiejemy się dalej, ale każdy z nas wie, że jest na scenie miejsce, którego nikt nie zajmie” – kontynuował.

Do wpisu dołączył także wyjątkowy obraz przedstawiający Joannę Kołaczkowską. Jak wyznał, namalowanie portretu zajęło mu wiele miesięcy. Nie dlatego, że brakowało umiejętności, lecz dlatego, że przez długi czas nie potrafił zmierzyć się z emocjami po jej odejściu.

“Przez ostatnie pół roku próbowałem namalować Twój portret. Stawałem przed płótnem i odchodziłem. Nie byłem gotowy. Było za ciemno. Z tej ciemności udało mi się wydobyć tylko obraz mrocznego Jokera. Myślę, że właśnie tyle wtedy we mnie było. Dopiero teraz zrobiło się jaśniej. I mogłem Cię namalować” – czytamy.

Artysta zdradził również, że nie chciał stworzyć pomnikowego wizerunku swojej przyjaciółki. Zależało mu na uchwyceniu tej Joanny Kołaczkowskiej, którą najlepiej znali członkowie Kabaretu Hrabi – pełnej ironii, błyskotliwego humoru i charakterystycznych min poprzedzających kolejne żarty.

“Nie taką, jaką znali wszyscy. Nie pomnikową. Taką, jaką znaliśmy Cię my- hrAbi. Z tą charakterystyczną miną, która prawie zawsze poprzedzała jakiś żart. Najczęściej sarkastyczny. Patrzę na ten obraz i doskonale wiem, co za chwilę nastąpi. Po tylu wspólnych latach rozpoznawaliśmy tę minę natychmiast. Za moment miało paść jedno zdanie. Celne. Przewrotne. I za chwilę wszyscy mieliśmy się śmiać. Dlatego ten obraz nie jest dla mnie tylko portretem. Jest chwilą zatrzymaną tuż przed puentą” – napisał Kamys.

Słowa Dariusza Kamysa poruszyły internautów, którzy licznie wspominali Joannę Kołaczkowską w komentarzach. Wielu z nich przyznało, że mimo upływu czasu nadal trudno pogodzić się z jej odejściem i że jej występy na zawsze pozostaną symbolem wyjątkowego poczucia humoru oraz niezwykłego talentu.

Śmierć Joanny Kołaczkowskiej była jednym z najbardziej wstrząsających wydarzeń w polskim świecie kabaretu. Choć od tamtych dramatycznych chwil minął już rok, pamięć o artystce pozostaje żywa zarówno wśród jej najbliższych, jak i milionów widzów. Wzruszający wpis oraz portret przygotowany przez Dariusza Kamysa pokazują, że są osoby, których obecności nie da się zastąpić – nawet po upływie wielu miesięcy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Pędził ponad 220 km/h. Sędzia dosadnie podsumował Łukasza Żaka

A Wy jak wspominacie Joannę Kołaczkowską? Dajcie znać w komentarzu!

Joanna Kołaczkowska (fot. screen YouTube Polsat)
Joanna Kołaczkowska (fot. screen YouTube Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Fabijański zamiast Wieniawy w „Tańcu z Gwiazdami”? Padła jasna deklaracja

Opublikowano

w dniu

przez

Czy Sebastian Fabijański odnalazłby się w roli jurora jednego z najpopularniejszych programów rozrywkowych w Polsce? Aktor został zapytany o możliwość oceniania uczestników „Tańca z Gwiazdami” i nie owijał w bawełnę. Jego szczera odpowiedź pokazuje, że nie każdy marzy o miejscu za jurorskim stołem. Dowiedz się więcej, co powiedział!

Sebastian Fabijański od lat należy do grona najbardziej rozpoznawalnych aktorów młodego pokolenia. Widzowie doskonale znają go z takich produkcji jak „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”, „Miasto 44”, „Legiony” czy „Grzechy sąsiadów”. Choć na ekranie odnosił liczne sukcesy, wielokrotnie podkreślał, że jego zawodowa droga nie zawsze była tak łatwa, jak mogło się wydawać.

Przez lata wokół aktora narosło wiele stereotypów. Część osób była przekonana, że udział w głośnych filmach i serialach automatycznie gwarantuje finansową stabilizację oraz spokojne życie. Sebastian Fabijański niejednokrotnie zaznaczał jednak, że rzeczywistość bywa znacznie bardziej skomplikowana, a za sukcesami często kryją się trudniejsze doświadczenia.

Ostatnie miesiące były dla aktora wyjątkowo intensywne. Wiosną pojawił się w finale „Tańca z Gwiazdami”, gdzie wystąpił w pokazowym tańcu z Julią Suryś. Niedługo później wystąpił również podczas 62. Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu, gdzie wraz z Daryą zaprezentował utwór „Nieidealna”. Piosenka zdobyła drugie miejsce w głosowaniu widzów podczas koncertu „Premier”.

POLECAMY: Pędził ponad 220 km/h. Sędzia dosadnie podsumował Łukasza Żaka

Sebastian Fabijański jurorem w “Tańcu z Gwiazdami”?

Niedawno Sebastian Fabijański był także gościem na planie nowego programu Polsatu „Hitster. Muzyczna gra przebojów”. To właśnie tam reporter Plotka zapytał go o temat, który od kilku tygodni rozgrzewa fanów „Tańca z Gwiazdami” – czy widziałby siebie w roli jurora tanecznego show.

W momencie rozmowy produkcja nie ogłosiła jeszcze następcy Ewy Kasprzyk, dlatego pytanie wydawało się wyjątkowo aktualne. Dziś media donoszą już, że jej miejsce ma zająć Julia Wieniawa, jednak odpowiedź Sebastiana Fabijańskiego pozostaje niezwykle wymowna.

“Myślę, że chyba nie jestem na tyle bezczelny, żeby oceniać kolegów. Nie sądzę. To byłoby oczywiście bardzo miłe, gdybym taką propozycję dostał z jakiegokolwiek talent show, ale czułbym się z tym niedobrze. Nie wydaje mi się, że jestem w wieku, w którym jestem w jakikolwiek sposób predysponowany, żeby oceniać kolegów czy też ode mnie starszych ludzi” – powiedziała aktor.

Podczas rozmowy reporter wspomniał również o Julii Wieniawie, która przez ostatnie trzy sezony zasiadała w jury programu „Mam Talent!”. Aktor przyznał, że w jego przypadku ocenianie uczestników talent show wygląda zupełnie inaczej niż ocenianie znanych osób występujących w „Tańcu z Gwiazdami”.

“To są wybory jednostkowe. Ja osobiście nie czułbym się okej na fotelu jurorskim, oceniając kogoś, szczególnie w “Tańcu z gwiazdami”. W “Tańcu z gwiazdami’ jest wielu moich znajomych z tzw. szerokiego show-biznesu. Czułbym się jakoś nie do końca komfortowo. W przypadku “Mam talent!” jest zupełnie inaczej, ponieważ tam masz ludzi z zewnątrz. Nie znasz ich. Zupełnie co innego jesteś w stanie dać od siebie” – dodał Sebastian Fabijański.

Aktor podkreślił, że największym problemem byłaby dla niego konieczność oceniania osób, z którymi prywatnie utrzymuje dobre relacje. Jego zdaniem taka sytuacja mogłaby prowadzić do niepotrzebnych napięć i nieporozumień.

“W przypadku “Tańca z Gwiazdami” wydaje mi się, że nie chciałbym sobie kolekcjonować wrogów po prostu, musząc ich oceniać. Nie wydaje mi się, że mam w tym momencie mam legitymacje do tego, żeby to zrobić” – skomentował.

Słowa Sebastiana Fabijańskiego pokazują, że nie każda medialna propozycja jest dla niego atrakcyjna za wszelką cenę. Choć przyznaje, że możliwość zasiadania w jury byłaby wyróżnieniem, jednocześnie otwarcie mówi o swoich wątpliwościach i granicach, których nie chciałby przekraczać.

Na razie wszystko wskazuje na to, że aktor pozostanie po drugiej stronie sceny – jako artysta, a nie juror. Tymczasem fani „Tańca z Gwiazdami” czekają już na oficjalne potwierdzenie składu jury nowej edycji. Jeśli medialne doniesienia okażą się prawdziwe, miejsce Ewy Kasprzyk zajmie Julia Wieniawa, a Sebastian Fabijański najwyraźniej z ulgą pozostanie w roli obserwatora, a nie osoby wystawiającej oceny.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Polsat rozdziela Cichopek i Kurzajewskiego? Widzowie zobaczą nowe duety w “Halo tu Polsat”

Widzielibyście Sebastiana Fabijańskiego w roli jurora w jakimś programie typu talent-show? Dajcie znać w komentarzu!

Julia Wieniawa (fot. screen Instagram Julia Wieniawa)
Sebastian Fabijański (fot. zdjęcie prywatne przeAmbitni.pl)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością