Śledź nas

news

Odważne zwierzenia Pauliny Młynarskiej – dziennikarka wydała książkę, w której zdradziła wiele sekretów… nie tylko swoich!

Opublikowano

w dniu

Czterdzieści pięć lat, jedno dziecko, cztery śluby, dwie emigracje, dwadzieścia pięć przeprowadzek. Dziennikarka, felietonistka i feministka Paulina Młynarska, dla przyjaciół Lola, podsumowuje swoje doświadczenia w książce “Poradnik na błędach”. – Wreszcie czuję się dobrze we własnym życiu. Rozliczyłam się z błędami i… jestem gotowa popełniać nowe! – mówi w Twoim STYLU.

Do tej pory książki pisałaś w duetach, a teraz sama, bo…

Wiesz, gdyby ktoś mnie 20 lat temu zapytał, co najbardziej chciałabym w życiu robić, odpowiedziałabym: mieszkać w Kościelisku i pisać książki. Ale od razu bym siebie skarciła: gdzie tam! Ja? Pisać? Długo nie czułam się na siłach.

Ale przecież wyrastałaś w takim domu! Tata Wojciech Młynarski, mistrz słowa, mama Adrianna Godlewska, aktorka. Od dziecka byłaś uczona sztuki narracji. Uśmiałam się, czytając, jak ciebie, wówczas czterolatkę, która opowiadała coś powoli i się zacukała, poganiali: puentuj wreszcie!

Ale pamiętaj też, że latami wypominano, że nie mam matury ani studiów. Uznałam jednak, że teraz już mogę podpisać coś tylko swoim nazwiskiem.

Co takiego się stało?

Po prostu od jakiegoś czasu czuję się dobrze w swoim życiu. Zadziałały trzy rzeczy. Mam za sobą udaną, wreszcie doprowadzoną do końca terapię. Po drugie, na lepsze zmieniło mnie macierzyństwo. Po trzecie medytacja, poświęcam więcej uwagi życiu duchowemu.

Czekaj, po kolei. Co znaczy mieć skończoną terapię?

Wielu ludzi już po kilku sesjach ma wrażenie, że wszystkiego się dowiedzieli. Uważają, że terapia zakończona, bo wcześniej byli w ciemnym pokoju i obijali się o ściany, a teraz mają zapalone światło i widzą. Ja też tak miewałam. Ale tym razem nie tylko pozapalałam światła, ale także posprzątałam, umyłam szyby, wyniosłam śmieci.

To metafora, a tak konkretnie?

Przychodzi moment, że – jak mówią górale na Podhalu – “cas brać się do zycia”. Nie rozpamiętujesz starych błędów. Mało tego, czujesz się gotowa popełnić nowe. Dla mnie najważniejsze okazało się chyba to, że odkryłam, jak odróżnić chorobliwe “rozdawanie siebie”, do którego miałam skłonność, od bezinteresownego dzielenia się z ludźmi. Wiem, że mogę się angażować np. w obronę praw kobiet, ale już nie w opiekę nad osobą uzależnioną. Taka wiedza umacnia.

To teraz “punkt macierzyństwo”. Twoja córka – owoc młodzieńczej miłości – ma dziś 22 lata, z czego od 21 i pół wychowujesz ją sama. Bez litości dla siebie mówisz, że wcześniej byłaś durna, chwiejna, maniakalno-depresyja i leniwa, a Ala nauczyła cię trzymać pion. Aż tak?

Zostałam matką przedwcześnie i bez planu. To Ala tak naprawdę była i jest moją nauczycielką życia. Właściwie dorastałyśmy razem. Dzięki niej nauczyłam się myśleć, a nie tylko reagować, kierując się impulsami. Chociaż nieraz fundowałam jej turbulencje związane z moim życiem osobistym. W Warszawie, w Paryżu, w Kościelisku…

To ma związek z wprowadzonym przez ciebie żartobliwym określeniem “matka składana”?

W latach 70. gdzieś na Helu rodzice kupili wietnamską matę plażową, na której był napis z błędem: “matka składana”. Uśmialiśmy się, ale słowo weszło do domowego języka. A ja potem wymyśliłam sobie, że jestem właśnie taką matką składaną.

Czyli?

–  Mata albo stolik plażowy to są takie rzeczy, które – mimo że dość chwiejne i prowizoryczne – dobrze pełnią swoją funkcję. A w międzyczasie możne je złożyć i odstawić. Ja, gdy tylko mogłam, “składałam” swoje macierzyństwo i odstawiałam w kąt. Inaczej bym zwariowała. Byłam młodą dziewczyną, która chciała szaleć, romansować, pracować. Nie rezygnowałam z uciech, dlatego często zabierałam Alę ze sobą. A ona była nauczona, że wszędzie trzeba zachowywać się na tyle miło, żeby dalej chcieli nas zapraszać. Od dziecka jest dyplomatką, z każdym umie się dogadać. A ja dzięki temu, że byłam matką składaną, a nie umęczoną matką Polką, swoją młodość wycisnęłam do ostatniej kropli, zjadłam każdy okruszek i wylizałam talerz.

Mam wrażenie, że pisząc, bardzo się odsłaniasz. Bez oporu opowiadasz o terapii, o trudnym dzieciństwie, mężach, współuzależnieniu, depresji, traumach. Nawet o długoletniej walce z trądzikiem.

– Nie wiem, czy aż tak bardzo się odsłoniłam. Sprawy intymne pozostały intymne. Myślę raczej, że pisząc tę książkę, byłam uczciwa. A dobór tematów był intuicyjny. Ich wspólnym mianownikiem jest niezależność. Ona była i jest dla mnie bardzo ważna. Także ta finansowa.

Opowiadasz, że momentami klepałaś biedę. Trudno uwierzyć. Zwłaszcza gdy zaznaczasz, że wywodzisz się z zamożnego domu

– Ale wyszłam z tego domu, mając 16 lat, i nigdy nie chciałam prosić rodziców o pomoc. Zwłaszcza że zwiałam do Paryża – z planem zrobienia kariery filmowej – wbrew ich woli. U nas w rodzinie zresztą nie było takiego zwyczaju, żeby rodzice “przepieszczali” dzieci finansowo. Chociaż owszem, kiedy było już naprawdę ciężko – akurat Ala szła wtedy do pierwszej klasy – tata dał mi w prezencie dom. Puciówkę w Kościelisku, w której mieszkam dziś. Ale już utrzymać się musiałam – i chciałam – zawsze sama.

Dużo uwagi poświęcasz kobietom, które finansowo wiszą na mężczyznach. Dla mnie zaskakujące, bo nie znam takich osób.

Bo mieszkasz w Warszawie i masz znajome, które pracują. Ale wystarczy wyjechać w Polskę… Spotkałam wiele kobiet, które muszą się uśmiechać do męża o stówę. Jedna mówiła mi, że jej karierą jest małżeństwo: pracuje za wygodny dom, dobre auto, luksusowe wakacje i że nie poradziłaby sobie sama. A mąż? Ona nie wie nawet, czy go kocha, czy wykorzystuje. Uważam, że to, by kobieta miała własne pieniądze, jest cholernie ważne.

Dla mnie najsmutniejsze zdania książki to: “neurotyczny świat twórców, w którym wyrosłam, przerażał mnie. Mam problem z odbiorem sztuki, za dużo wiem o życiu artystów, żeby się nią cieszyć”.

To prawda. Za dużo widziałam, słyszałam o ciemnej stronie osób, które występują w kinie, telewizji. Mam świadomość, ile ta “sztuka” ich kosztuje i ich rodziny. Trudno wymagać od bogów z Olimpu, żeby podcierali tyłki maluchom. W takich rodzinach jak moja sprawowanie opieki nad małoletnimi dziećmi nie należało do priorytetów. Mnie wychowywała nasza niania Hela, była moją zakazaną miłością, po cichu marzyłam, żeby być jej córką.

Skoro o dzieciństwie – w książce umieszczasz dwie bajki. Po co?

Bo odkryłam tam postaci, które są mi bardzo bliskie. I nie chodzi o Kopciuszka czy Śnieżkę, pasywną królewnę, która leży w szklanej trumnie i czeka na pocałunek. Wiesz, miałam fioła na punkcie Królowej Śniegu w pięknym przekładzie Iwaszkiewicza. Babcia czytała mi ją w kółko. Ale dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że najbardziej podoba mi się w tej bajce nie Gerda, ale Mała Rozbójniczka. Niebezpieczna, ale wielkoduszna i szczera. Na pewno nie wyrośnie na lalę, która czeka na mydłkowatego księciunia. To ja! Też jestem dzikuską i trochę odludkiem.

A druga bohaterka – Kudła?

Postać z pięknej staropolskiej bajki. Leniwa dziewczyna, której się nic nie chce. Ani zadbać o porządek w chacie, ani – jak sama nazwa wskazuje – o fryzurę. Ale jest sprytna, dowcipna i z fantazją.

Jak ty?

Słowo “Kudła” ze mną zostało. Także dlatego, że jest synonimem domowego rozmemłania. Zwłaszcza kiedy dużo piszę i orientuję się, że już wieczór, a ja tkwię przed komputerem w szlafroku, ze skołtunionymi włosami. Gdy w takich chwilach pojawia się w drzwiach moja przyjaciółka Becia, rzuca: “O, Kudła w pełnej krasie! Pracujesz?”.

Ale ty wołasz: “Kudły wszystkich krajów, łączcie się. Macie prawo być leniwe, potargane, siwe, grube i obwisłe. Miłość księcia was nie stworzy, a jej brak nie unicestwi”. Nie bez kozery mówisz o sobie “feministyczny zakapior”.

To jest coś, co przywiozłam z Francji razem ze szpilkami i przepisem na świetny winegret. Kiedy tam mieszkałam jako nastolatka, zaraziłam się tą “francuską” chorobą i nie chcę się z niej leczyć. Więcej, ja chcę nią zarażać. Dlatego zawsze chętnie angażuję się w manify. Czuję, że w trudnych sprawach trzeba pomagać kobietom, zwłaszcza biednym. Najeździłam się jako reporterka po wioskach w Małopolsce, napatrzyłam na prawdziwe dramaty. W Mieście Kobiet też przerabialiśmy niełatwe sytuacje. Bogate i znane panie z telewizji zawsze sobie poradzą. A biedna kobieta z trójką dzieci i pensją minimalną? Uważam, że obowiązkiem nas, właśnie tych pań z TV, jest reprezentowanie kobiet mniej uprzywilejowanych i walka o ich prawa.

Wracając do pogodniejszych tematów: wyszła na jaw historia, jak nie zostałaś “żoną dla Australijczyka”. Taki ognisty romans, a na Pudlu nic nie było.

Bo mówię o tym pierwszy raz. Simona poznałam parę lat temu w Grecji. Wspaniały człowiek, pracuje w parku narodowym. Ja go nazywam “erudytą przyrody”, bo umie rozpoznać każdą roślinkę, każde zwierzę. Piękny romans, który będę wspominać do końca życia. Próbowaliśmy być razem na odległość, przez ponad dwa lata spotykaliśmy się w połowie drogi, czyli w Azji. Ale te 15 tysięcy kilometrów okazało się przeszkodą nie do pokonania. Każde z nas jest tak wrośnięte w swoje życie prywatne i zawodowe, że nie sposób tego pogodzić z byciem razem.

À propos facetów: uśmiałam się, kiedy wspominasz, jak młody chłopak próbował cię uwodzić pytając, czy podobał ci się Alchemik Paulo… Koleho(!!!).

Przeciwstawiam się mitowi, że młody kochanek odmładza kobietę. Wiem też na pewno, że nie chciałabym znów mieć 20 czy 30 lat. Zwłaszcza że dziś wyglądam i czuję się lepiej niż kiedyś.

Zaskoczyłaś mnie odważnymi “wyznaniami anonimowej celebrytki”, która żyje w terrorze wyglądu, a i tak co chwilę zalicza – o zgrozo! – tak zwaną modową wpadkę.

Kiedy jestem w Warszawie, żyję w kołowrocie makijażu i demakijażu. Paznokcie, fryzura, sukienki wybierane na wizję przez stylistki… Ale poza nagraniami odpuszczam. Miałam jednak taki okres w życiu, kiedy wygląd był dla mnie bardzo ważny. Na jakiś czas poddałam się nawet dyktaturze ścianki. Uważałam, że muszę chodzić na imprezy i pozować, żeby promować program, który prowadziłam. I wiesz co? Okazało się, że to nie ma znaczenia. Mało tego, na zdjęciach sprzed kilku lat ta cała zbroja – umalowana twarz, zrobiona fryzura, szpilki, sukienki – przykrywa wielki smutek i rozkład życia osobistego.

Nigdy nie pokazać słabości?

Tak byłam nauczona. Wiesz, że ja ze wszystkich związków wychodziłam z walizką w ręku, dzieckiem za rękę, czerwoną szminką na ustach i potrząsając grzywą? Miało być z godnością. I było.

Przepraszasz byłych mężów: “mieliście swoje za uszami, ale to ja nie mogłam z Wami wytrzymać”. Dziś już masz do tego dystans. To widać w humorystycznych komentarzach, np. że po rozstaniu nabywałaś “zestaw Syzyf” do nowego, wynajmowanego mieszkania.

Czyli zestaw krzeseł, po które jechałam do Ikei. Te wściekle różowe krzesła, które żadną miarą nie dawały się złożyć, były alegorią mojego losu. Co podokręcałam, to się rozwaliło. Dlatego nazwałam je: “zestaw Syzyf”.

Piszesz: mój bilans to czterdzieści pięć lat, jedno dziecko, cztery śluby, dwadzieścia pięć przeprowadzek, dwie emigracje i trzy kariery. Myślisz, że to już daje ci mandat, żeby udzielać rad?

Myślę raczej, że mamy prawo błądzić, mylić się, źle wybierać. Nie musimy być idealne. Przeżyłam ileś pouczających historii. I po prostu mam nadzieję, że komuś dodadzą otuchy. I może trochę rozbawią.

Źródło: Twój Styl/ www.styl.pl/ Joanna Nojszewska/Fot. screen z facebooka

news

Oliwia ze „ŚOPW” przerwała milczenie. „Prawda jest znacznie bardziej bolesna”

Opublikowano

w dniu

przez

Program miał dać jej szansę na miłość i nowe życie. Zamiast bajkowego zakończenia pojawiły się jednak doświadczenia, które odcisnęły piętno na kolejnych latach. Po latach jedna z najbardziej rozpoznawalnych uczestniczek „Ślubu od pierwszego wejrzenia” zdobyła się na szczere wyznanie. Dowiedz się więcej

„Ślub od pierwszego wejrzenia” od lat budzi ogromne emocje wśród widzów TVN. Jedni traktują program jako niepowtarzalną szansę na znalezienie miłości, inni zarzucają mu zbyt daleką ingerencję w życie uczestników. Bez względu na opinie, kolejne edycje reality show niezmiennie przyciągają przed telewizory tysiące fanów.

Jedną z najbardziej zapamiętanych bohaterek programu była Oliwia Ciesiółka, która w czwartej edycji została połączona z Łukaszem Kuchtą. Ich relacja od samego początku wzbudzała ogromne zainteresowanie widzów. Nie brakowało zarówno romantycznych momentów, jak i trudnych sytuacji, które wystawiały ich związek na próbę.

W trakcie emisji programu wiele osób wierzyło, że para ma szansę stworzyć trwałą relację. Po zakończeniu eksperymentu na świat przyszedł nawet ich syn Franek, co wydawało się potwierdzać, że eksperci trafnie dopasowali uczestników. Z czasem okazało się jednak, że codzienność zweryfikowała te nadzieje.

Po latach Oliwia Ciesiółka wróciła wspomnieniami do udziału w programie. W rozmowie z „Faktem” przyznała, że początkowo naprawdę chciała uwierzyć, że eksperci dokonali właściwego wyboru.

“Na początku chciałam wierzyć, że dobrze nas dobrano. Weszłam w ten program z nadzieją, więc naturalnie szukałam sensu w tym, że połączono akurat nas. Relacja to nie teoria na papierze. Dopiero czas, codzienne sytuacje i to, co wydarzyło się po programie, pokazały mi rzeczy, których na początku nie mogłam zobaczyć” – wyznała w rozmowie z “Faktem”.

POLECAMY: Polsat KOŃCZY produkcję kultowego hitu? Te wieści zasmucą fanów

Oliwia Ciesiółka ujawnia kulisy hitu TVN

Dziś była uczestniczka patrzy na cały eksperyment z dużo większym dystansem. Jak przyznaje, sam casting był jedynie początkiem emocjonalnej drogi, która miała okazać się znacznie trudniejsza, niż mogła przypuszczać. Prawdziwe wyzwanie zaczęło się dopiero wtedy, gdy przyszło jej stanąć na ślubnym kobiercu obok całkowicie obcego człowieka.

W najnowszym wywiadzie Oliwia Ciesiółka podkreśliła również, że nie zamierza obarczać winą za swoje doświadczenia producentów programu ani sposobu montażu odcinków. Jej zdaniem odpowiedzialność za decyzję o wejściu do reality show spoczywa przede wszystkim na samych uczestnikach.

“Nie chcę robić sensacji ani nikogo oskarżać. Mogę mówić tylko o sobie i o tym, jak udział w “Ślubu od pierwszego wejrzenia” wpłynął na moje życie. Weszłam w to z nadzieją na miłość, a wyszłam z dużą lekcją o sobie, relacjach i granicach. (…) Nie jesteśmy ofiarami programu telewizyjnego. Zwalenie wszystkiego na producentów i montaż jest zbyt proste. Prawda jest znacznie bardziej bolesna: sami się tam zgłosiliśmy. Na własne życzenie weszliśmy przed kamery, nie mając zielonego pojęcia, co to z nami zrobi. Byliśmy dwojgiem dzieciaków poturbowanych dzieciństwem, którym wydawało się, że telewizyjny eksperyment uleczy ich braki” – wyznała.

Była uczestniczka zwróciła również uwagę na kwestię wsparcia psychologicznego oferowanego uczestnikom. Choć formalnie taka pomoc była dostępna, jej zdaniem problem pojawiał się w momencie, gdy osoba przeżywająca kryzys sama musiała rozpoznać, że potrzebuje pomocy.

“Mieliśmy numery kontaktowe i możliwość skorzystania ze wsparcia. Tego nie neguję, ale dla mnie problem był inny: w praktyce to uczestnik musiał sam rozpoznać, kiedy już nie daje rady” – dodała.

W rozmowie z „Faktem” Oliwia Ciesiółka nie ukrywała także swojego spojrzenia na mechanizmy rządzące telewizyjnymi formatami. Jak zaznaczyła, programy tego typu powstają przede wszystkim po to, by budzić emocje i przyciągać uwagę widzów.

“Nie udawajmy, że telewizja jest prywatną poradnią małżeńską. Program musi mieć emocje i przyciągać widza” – stwierdziła.

Dziś influencerka twierdzi, że nie żałuje udziału w programie, choć koszt tej decyzji był znacznie wyższy, niż mogła przypuszczać. Swoje doświadczenia opisała w e-booku „BEZ CIĘĆ”, który ma być dla niej symbolicznym zamknięciem tego etapu życia.

“Dzisiaj już nie żałuję [udziału w programie], a e-book “BEZ CIĘĆ” ostatecznie zamyka dla mnie tamten rozdział. To nie jest pamiętnik ofiary. Telewizja dała mi rozpoznawalność i nie zamierzam udawać, że jest inaczej, ale brutalnie szczerze podsumowuję w nim potworny rachunek, jaki musiałam za to zapłacić. To twarda prawda o tym, że można odnieść wizerunkowy sukces, a za zamkniętymi drzwiami zapłacić najwyższą cenę – własnym zdrowiem psychicznym” – wspomniała.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Doda wybuchła po tym pytaniu. Nagle wypaliła ws. wyroków

Lubicie oglądać “Ślub od pierwszego wejrzenia”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Oliwia Ciesiółka (fot. screen Instagram @modrafrelka)
Oliwia Ciesiółka (fot. screen Instagram @modrafrelka)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Polsat KOŃCZY produkcję kultowego hitu? Te wieści zasmucą fanów

Opublikowano

w dniu

przez

To wiadomość, której fani programu z pewnością się nie spodziewali. Po latach nieprzerwanej obecności na antenie jeden z najpopularniejszych formatów rozrywkowo-sportowych znika z jesiennej ramówki Polsatu. Co stoi za tą decyzją i czy to definitywny koniec programu? Dowiedz się więcej!

Przez lata był jednym z najbardziej charakterystycznych programów w ofercie Telewizji Polsat. Widowiskowe tory przeszkód, emocjonująca rywalizacja i spektakularne wyczyny uczestników przyciągały przed telewizory setki tysięcy widzów. Teraz jednak stacja podjęła zaskakującą decyzję dotyczącą przyszłości formatu.

Jak ustalił portal Wirtualnemedia.pl, jesienią na antenie Polsatu nie pojawi się kolejny sezon programu „Ninja vs. Ninja”. To pierwsza taka sytuacja od 2020 roku, gdy produkcja była nieprzerwanie obecna w ramówce nadawcy. Informacja szybko wywołała poruszenie wśród fanów formatu.

Program zadebiutował w Polsacie w 2019 roku pod nazwą „Ninja Warrior Polska”. Format oparty na japońskim pierwowzorze błyskawicznie zdobył popularność i doczekał się kolejnych sezonów. Przez pierwszych dziewięć edycji widzowie śledzili zmagania zwykłych uczestników walczących z wymagającym torem przeszkód.

Z czasem produkcja przeszła metamorfozę. Ostatnie trzy sezony emitowano już jako „Ninja vs. Ninja”. W nowej formule do rywalizacji stawali nie tylko uczestnicy wcześniejszych edycji programu, ale również zawodnicy znani z zagranicznych odsłon formatu. Dzięki temu poziom zmagań był jeszcze wyższy, a emocji nie brakowało do samego końca.

Nieodłącznym elementem programu byli także prowadzący i komentatorzy. Rywalizację uczestników relacjonowali dziennikarz Polsat Sport Jerzy Mielewski oraz zawodnik MMA Łukasz “Juras” Jurkowski. Ich komentarze i energia stały się jednym z symboli programu.

W ostatnich sezonach doszło również do zmiany wśród prowadzących. Miejsce Karoliny Gilon zajęła dziennikarka Polsat Sport Marta Ćwierniewicz, która od jesieni ubiegłego roku współtworzyła program. Za realizację produkcji odpowiadała natomiast firma Jake Vision.

Choć format nadal miał wiernych widzów, jego wyniki oglądalności nie były już tak imponujące jak w najlepszych latach. Dwunasta edycja programu, emitowana tej wiosny we wtorkowe wieczory, gromadziła średnio około 590 tysięcy widzów, o czym informował serwis Wirtualnemedia.pl.

POLECAMY: Doda wybuchła po tym pytaniu. Nagle wypaliła ws. wyroków

Polsat kasuje format „Ninja Warrior Polska”?

Najwięcej pytań pojawiło się jednak wokół przyszłości programu. Jak informuje portal Wirtualnemedia.pl, Polsat nie ogłosił tegorocznych castingów, które tradycyjnie odbywały się przed nagraniami w Arenie Gliwice. Co więcej, nie zaplanowano tam również realizacji kolejnych odcinków.

Nie oznacza to jednak definitywnego końca formatu. Według nieoficjalnych informacji stacja nie zamknęła całkowicie drzwi przed powrotem programu. Po dwunastu edycjach nadawca chce jednak odświeżyć ofertę i zaproponować widzom coś nowego. Obecnie trwają analizy oraz prace nad zagospodarowaniem wtorkowego pasma.

“Polsat zawsze latem w hali w Arenie Gliwice nagrywał po dwa sezony formatu – w tym roku nie ogłoszono castingów i nie zaplanowano tam nagrań. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, stacja nie podjęła jednak decyzji o rezygnacji z formatu całkowicie, ale po 12 edycjach chce zaproponować widzom coś innego. Trwają aktualnie prace nad tym, co umieścić we wtorkowym paśmie” – czytamy na stronie Wirtualnemedia.pl.

Na ten moment nie wiadomo jeszcze, jaki format zastąpi „Ninja vs. Ninja” w jesiennej ramówce. Polsat nie ujawnił swoich planów, dlatego widzowie muszą uzbroić się w cierpliwość. Niewykluczone, że stacja postawi na zupełnie nowy program rozrywkowy lub serial, który ma przyciągnąć przed ekrany jeszcze większą publiczność. Jedno jest pewne – nadchodząca jesień przyniesie spore zmiany w ofercie Polsatu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Gwiazdor „The Voice of Poland” ogłosił radosną nowinę. W sieci aż wrze

Będzie Wam brakować tego programu w Polsacie? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Edward Miszczak (fot. Marcin Gadomski/AKPA)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
Jerzy Mielewski i Łukasz „Juras” Jurkowski (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
Jerzy Mielewski i Łukasz „Juras” Jurkowski (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
Jerzy Mielewski, Marta Ćwiertniewicz i Łukasz „Juras” Jurkowski (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
Jerzy Mielewski i Łukasz „Juras” Jurkowski (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
Jerzy Mielewski i Łukasz „Juras” Jurkowski (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
Jerzy Mielewski i Łukasz „Juras” Jurkowski (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
Karolina Gilon (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Doda wybuchła po tym pytaniu. Nagle wypaliła ws. wyroków

Opublikowano

w dniu

przez

Wystarczyło kilka zdań wypowiedzianych ze sceny, by ponownie znalazła się w centrum uwagi. Doda podczas jednego z paneli dyskusyjnych otwarcie wróciła do głośnej sprawy sądowej i relacji z byłym partnerem. Jej słowa natychmiast wywołały falę komentarzy i podzieliły opinię publiczną. Dowiedz się więcej!

Tegoroczne Święto Wolności i Praw Obywatelskich w Gdańsku zgromadziło wielu przedstawicieli świata kultury, mediów i działalności społecznej. W programie nie zabrakło debat dotyczących współczesnych wyzwań związanych z wolnością słowa, odpowiedzialnością społeczną oraz funkcjonowaniem osób publicznych w przestrzeni publicznej.

Jednym z najgłośniejszych punktów wydarzenia okazał się panel zatytułowany „Granice wolności”. Wśród zaproszonych gości znalazła się Doda, która od lat wzbudza zainteresowanie nie tylko swoją działalnością artystyczną, ale również bezkompromisowymi wypowiedziami na tematy społeczne i obyczajowe.

Podczas rozmowy prowadzonej przez dziennikarkę Magdalenę Rigamonti pojawił się temat wyroku, który wokalistka usłyszała w związku z wieloletnim sporem ze swoim byłym partnerem, Emilem Haidarem. Pytanie dotyczyło tego, jak funkcjonuje dziś jako osoba publiczna po zakończeniu głośnego procesu.

Aby zrozumieć kontekst całej sytuacji, warto przypomnieć, że sprawa ciągnęła się przez wiele lat. Na początku 2024 roku Sąd Okręgowy w Warszawie wydał prawomocny wyrok, na mocy którego Doda została skazana na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz grzywnę. Proces dotyczył wydarzeń z 2017 roku związanych z konfliktem pomiędzy wokalistką a biznesmenem.

POLECAMY: Gwiazdor „The Voice of Poland” ogłosił radosną nowinę. W sieci aż wrze

Doda nie gryzła się w język ws. swoich wyroków!

W trakcie debaty artystka nie unikała trudnych tematów i otwarcie odniosła się do swojej przeszłości. Jednocześnie podkreślała, że jej działalność społeczna, charytatywna i zawodowa nie powinna być oceniana przez pryzmat prywatnych konfliktów sprzed lat.

“Nie przypominam sobie, żeby moje kłótnie z moimi byłymi partnerami, po których później dostałam wyrok, w jakikolwiek sposób źle zadziałały na psy w schronisku, albo na dzieci leżące onkologicznie w szpitalu. Czy te dzieci obchodzi jakiś mój były facet, któremu porysowałam samochód? Nie żałuję. Najwidoczniej zasłużył” – powiedziała prosto ze sceny.

Słowa Dody natychmiast zwróciły uwagę uczestników wydarzenia oraz internautów śledzących relacje z debaty. Wielu komentujących zwróciło uwagę na bezpośredni sposób, w jaki artystka mówiła o sprawie, która przez lata była szeroko opisywana przez media.

W dalszej części rozmowy gwiazda podkreśliła, że charakter jej przewinień był związany wyłącznie z życiem prywatnym. Zaznaczyła, że nie utożsamia swojej sytuacji z przestępstwami o znacznie poważniejszym charakterze i nie uważa, by miała być definiowana wyłącznie przez ten epizod.

“Ja nie dostałam wyroku za napaść, rozboje czy morderstwo. To są moje prywatne kwestie z moimi partnerami. No i okej, może jestem trochę nadpobudliwa i za bardzo emocjonalnie podchodzę, ale jestem artystką” – wyjaśniła.

Największe emocje wywołały jednak słowa, które padły pod koniec jej wystąpienia. Doda dała jasno do zrozumienia, że nie zamierza zmieniać swojego charakteru ani przepraszać za emocjonalne reakcje, które jak sama przyznała – są częścią jej osobowości.

“Może jeszcze będę miała 2 albo 3 wyroki, jak mnie jakiś facet wkurzy, ale nadal mam największe serce w tym kraju i największe zaangażowanie. I każdy o tym wie” – stwierdziła Rabczewska.

Wypowiedź wokalistki błyskawicznie obiegła media społecznościowe i portale internetowe, wywołując skrajne reakcje. Jedni chwalili ją za szczerość i odwagę w mówieniu o własnych błędach, inni zwracali uwagę na kontrowersyjny wydźwięk niektórych słów. Niezależnie od ocen jedno jest pewne – Doda po raz kolejny udowodniła, że potrafi przyciągnąć uwagę opinii publicznej i wywołać dyskusję, która jeszcze długo będzie komentowana.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Julia Wieniawa zaśpiewała hit Marka Grechuty. Widzowie TVP wydali werdykt

Doda ma rację? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Doda (archiwum prywatne przeAmbitni.pl)
Doda (archiwum prywatne przeAmbitni.pl0
Doda (fot. Marcin Gadomski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Gwiazdor „The Voice of Poland” ogłosił radosną nowinę. W sieci aż wrze

Opublikowano

w dniu

przez

Jeszcze niedawno mówiło się głównie o jego muzycznych sukcesach i kolejnych ambitnych projektach. Tym razem Dominik Dudek zaskoczył fanów informacją, której nikt się nie spodziewał. W mediach społecznościowych błyskawicznie zaroiło się od gratulacji i emocjonalnych komentarzy. Dowiedz się więcej!

Dominik Dudek należy dziś do grona najbardziej rozpoznawalnych młodych artystów w Polsce. Szeroka publiczność poznała go dzięki 13. edycji programu „The Voice of Poland”, którą wygrał w 2023 roku. Wokalista od początku zachwycał nie tylko swoim charakterystycznym głosem, ale również naturalnością i sceniczną charyzmą, które szybko zdobyły uznanie widzów oraz trenerów.

Podczas muzycznego show trafił do drużyny Tomsona i Barona, a jego występy regularnie zbierały bardzo pozytywne recenzje. Ostatecznie to właśnie on okazał się najlepszy w całej edycji programu, otwierając sobie drzwi do profesjonalnej kariery muzycznej.

Po zwycięstwie Dominik Dudek nie zamierzał spoczywać na laurach. Konsekwentnie rozwijał swoją karierę i prezentował kolejne autorskie utwory. Piosenki takie jak „Wydaje się”, „Be Good”, „Od kiedy jesteś” czy „Hold The Light” szybko znalazły swoich odbiorców i pozwoliły mu zbudować silną pozycję na rynku muzycznym.

Artysta wielokrotnie udowadniał również, że nie boi się ambitnych wyzwań. Już w 2023 roku próbował swoich sił w polskich preselekcjach do Konkursu Piosenki Eurowizji. Wówczas zaprezentował utwór „Be Good”, który spotkał się z dużym zainteresowaniem fanów, choć nie zapewnił mu awansu do konkursu.

To jednak nie zniechęciło młodego wokalisty. W kolejnych miesiącach nadal intensywnie pracował nad nową muzyką i rozwijał swoją twórczość. Rok później ponownie stanął do walki o eurowizyjny bilet, tym razem z utworem „Hold The Light”. Mimo że i tym razem nie udało mu się osiągnąć wymarzonego celu, pokazał, że potrafi wyciągać wnioski z niepowodzeń i konsekwentnie podąża własną drogą.

POLECAMY: Rozdano #Hashtagi Roku. Oto najwięksi zwycięzcy tegorocznej gali [LISTA]

Dominik Dudek wziął ślub. Kim jest jego partnerka?

Tym razem jednak nie jego działalność muzyczna przyciągnęła uwagę internautów. W niedzielne popołudnie Dominik Dudek opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie, które natychmiast wywołało ogromne poruszenie. Na fotografii artysta zapozował w eleganckim garniturze, a u jego boku znalazła się Aleksandra Trzaska w efektownej sukni.

Do zdjęcia wokalista dodał krótki, ale niezwykle wymowny podpis: „Wzięliśmy ślub”. Te dwa słowa wystarczyły, by pod postem w ciągu kilku chwil pojawiły się setki reakcji oraz lawina komentarzy od fanów i znajomych z branży.

„OMG gratulacje. Wszystkiego dobrego dla Was”; „Buziaki dla Was”; „Cudownego życia”; „Wszystkiego co najpiękniejsze”; „Ale nas zaskoczyliście” – pisali zachwyceni internauci, którzy nie kryli wzruszenia i radości z powodu szczęścia swojego idola.

Wśród komentujących znalazła się również Natalia Zastępa, finalistka 9. edycji „The Voice of Poland”, która postanowiła w żartobliwy sposób odnieść się do tej wyjątkowej wiadomości. Pod wpisem zostawiła komentarz: „ONA TEMU WINNA ONA TENU WINNA”, czym rozbawiła zarówno samych nowożeńców, jak i obserwatorów.

Nie zabrakło również typowego dla fanów poczucia humoru. Jeden z internautów zwrócił uwagę na charakterystyczny element wizerunku wokalisty i zapytał: „Tak bez czapki?”. Komentarz szybko przyciągnął uwagę innych użytkowników, ponieważ Dominik Dudek od lat kojarzony jest właśnie z nakryciem głowy, które stało się jego znakiem rozpoznawczym.

Choć para przez długi czas chroniła swoją prywatność, nie jest tajemnicą, że Dominik Dudek i Aleksandra Trzaska, która na co dzień pracuje jako lekarz, od lat tworzyli szczęśliwy i zgodny związek. Teraz postanowili zrobić kolejny ważny krok i podzielić się swoim szczęściem z fanami. Wszystko wskazuje na to, że dla zwycięzcy „The Voice of Poland” rozpoczął się właśnie jeden z najpiękniejszych rozdziałów w życiu – zarówno prywatnym, jak i zawodowym.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Julia Wieniawa zaśpiewała hit Marka Grechuty. Widzowie TVP wydali werdykt

Którą piosenkę Dominika Dudka lubicie najbardziej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Dominik Dudek i Aleksandra Trzaska (fot. screen Instagram Dominik Dudek)
Dominik Dudek i Aleksandra Trzaska (fot. screen Instagram Dominik Dudek)
Dominik Dudek i Aleksandra Trzaska (fot. screen Instagram Dominik Dudek)
Dominik Dudek (fot. screen YouTube TVN Talent Show)
Dominik Dudek (fot. screen YouTube Telewizja Polska)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością