news
“Ostro ale w punkt”- Korwin-Piotrowska udostępnia wpis blogera o Jastrzębskiej
Od kilku dni gorącym tematem jest reklama sieci Orange, w której wystąpiła Agnieszka Jastrzębska. Wzbudza ona ogromne emocje.
Polecamy: Oscary 2017: Zobacz wszystkie nominacje -Affleck, Moonlight…
Internauci ostatnio nie pozostawiają suchej nitki na znanej dziennikarce TVN-u oraz na właścicielce portalu plotkarskiego. Do publicznej dyskusji włączyła się Karolina Korwin- Piotrowska. Wczoraj skomentowała reklamy Orange z udziałem Jastrzębskiej, na swoim fanpage’u na Facebooku:
Tu nie chodzi nawet o Jastrzębia, ale o to, jaki idiota patentowany kupuje jakąś szmacianą, kurde bluzę za 500zeta? Na kredyt? Co za debil? Kto wymyślił takie gówno i jeszcze wziął za to kasę? Jaka postawę chorą to lansuje? Jakie gówniane uzależnienie od kawałka szmaty z bawełny, na który mozna wziąć kredyt? Na szmatę kredyt brać? Co za kretyn to wymyślił, niech się ujawni, pośmiejemy się razem z jego bawełnianego mózgu kupionego w butiku znanego celebryckiego projektanta na kredyt…
#problemypierwszegoświata
Kilka godzin później, udostępniła post Bartka Fetysza i podpisała go słowami:
Ostro ale w punkt
Zobaczcie, jak Fetysz skomentował Agnieszkę Jastrzębską i jej udział w reklamach Orange:
DZIDZIA PIERNIK I “SUPER”, CZYLI JASTRZĄB NIELOT.
Tekst: Bartek FetyszAgnieszka Jastrzębska to taki wytwór polskiego show biznesu, którego ja nie rozumiem. Dzidzia piernik zamknięta w kwadratowym łbie z kiteczką na boku, lamerskich kieckach, babcinych dodatkach i skórze, żeby było modniej i z pazurem. Ale nie jest ani modnie, ani z pazurem. Jest po prostu ludzki kisiel. Jak ona się odchyla ze śmiechu, w trakcie wywiadów, to mam wrażenie, że kiedyś tak się odchyli, że pierdolnie mostek. I ten ćwierkot. Bo ona nie mówi. Ona ćwireka. Szczebiocze. Zagubiony skowronek polskiego show biznesu, któremu jakimś cudem udało się spierdolić z klatki. I jest na wolności. Bezkarnie.
Przyjaciółka wszystkich celebrytów, odwiedziła chyba każdy odbyt na polskim podwórku. Językiem. Bo ona ma rimming opanowany do perfekcji. Żadnych lubrykantów, kondomów, gry wstępnej, od razu mikrofon i między dupne zawiasy z serią debilnych pytań. Zawsze standard: cześć, słyszałam, mostek, a powiedz, a tamten, mostek, acha, super, okej, widziałam na snapie, mostek. To, że jej składnia przypomina słowny wyciek piętnastolatki, która zeżarła pierwszą tabletkę ecstasy, to inna kwestia, ale fakt, że telewizja znęca się nad widzem, żeby oglądać to badziewie, ten udawany profesjonalizm i luz w wieku lat 40-tu, to inna bajka. Mnie się wydaje, że w pewnym wieku, trzeba zmienić nawyki językowe i przestać gonić za gimbazą, no bo jak mi panienka w wieku stylizacji Mariah Carey mówi, że lofciam, albo strzela se snapy i inne gówna, to ja myślę, że można mówić o przeterminowaniu kabli umysłowych. Bo gdyby ona jeszcze była jakaś – nosiła te wdzianka jak Anna Wintour nosi ten hełm na łbie, uczyniła z tego znak rozpoznawczy – ale nie – to jest po prostu osobowość instant. Z konserwantami. Czyli sztuczny smak i aromat. I ten śmiech. Skondensowanie nerwowego tiku z przymusem. Ale tak to jest, kiedy ma się udawany i fajny życiorys i radość. I wszystkie przyjaźnie. Bo ja nie wierzę, że wszyscy jej się zwierzają, a ona nie obrabia im potem dupy. Jest przecież nadworną królową plotek w kraju. Na łeb bije nawet Pudelka. Zawsze wie pierwsza, no i język ma w bojach zaprawiony.
Kilka dni temu, Agnieszkę postanowiono zatrudnić do reklamy. W Orange. Chyba finansowo są klapą, skoro sięgnęli po celebrytkę spod poziomu morza. Spot nagrany został u Jemioła, najbardziej przereklamowanego polskiego projektanta, który robi karierę na wycieczce do Azji. Najpierw pozabierał tam kurtki za parę tysiaków, żeby odróżniać się od biednych, teraz szmugluje bluzami LOVE FIRST, SECOND SEX – czy jakoś tak – i jest to metafora, którą rozumie chyba tylko autor. Ale to na plus. Przynajmniej próbuje być artystą. A każdy kto tego nie rozumie jest hejterem. Broń Boże nie odmawiam mu talentu czy łba do biznesu, ale mam swoje “ale” – o czym dalej. Na profilu pyta, która opcja jest komu bliższa: FIRST LOVE SECOND SEX czy FIRST SEX SECOND LOVE. Odpowiedziałem, że Versace. No więc, Jastrzębska, pierwszy jastrząb nielot w historii nauk zoologicznych, pingwinim krokiem wbija do butiku i pyta o cenę bluzki. Przepraszam. Wbija do luksusowego butiku i pyta o cenę luksusowej bluzki. I jakaś tam kobieta odpowiada, że 449 złotych. „Super” – mówi Agniesia. Kwestię tą powtarza parokrotnie, wszak innego zasobu słów nie posiada. Wszystko jest “super”. I kiedy przychodzi do płacenia to okazuje się, że największy polski lizodup jest spłukany i nie stać go na bluzę, więc UWAGA – zamiast dzwonić po rabaty i iść dalej w lizanie to ona sobie bierze szybki kredyt na tę bluzkę. KREDYT NA BLUZĘ. Tysiaczka. TYSIACZKA. W polskich realiach. KREDYT NA BLUZĘ NA TYSIACZKA. 90% Polaków, słysząć, że kawałek jakiejś szmaty kosztuje 449 zeta, przeżegnałoby się i kazało projektantowi wyżyć z przeciętnej pensji od pierwszego do pierwszego. Poza tym, nie rozumiem dlaczego Jemioła kryguje się na luksusową markę. Fakt, że jest to marka dla luksusowych portfeli nie czyni z niej luksusowej marki. Gdybym postawił ją na równi ze wspomnianym chociażby Versace, to Gianni natychmiast by zmartwychwstał z wrażenia. I nie jest to żaden hejt, ale czysty, wyprany fakt. Ale u nas każdy każdemu rączkę, nóżkę, dupkę, dziurkę myje i tak się wspólnie lansuje – oby kasa się zgadzała. Łaźnia rzymska w polskim wydaniu na salonach. Zastanawiam się, kto wpadł na pomysł tej reklamy oraz dlaczego Jastrzębska zgodziła się na udział w takim gównie? To dowód, że albo nie ma za grosz wstydu, rzeczywiście rimming czerwonych dywanów to mało opłacalny zawód, albo nie umie czytać albo ktoś ją wrobił. Czy Orange, Agniesia i Łukasz mają Polaków za debili? Czy naprawdę posiadanie jakiegoś kawałka szmaty warte jest zaciągania kredytów? Jaki przykład daje ten spot ludziom młodym? Że najważniejsza jest marka, luksus, pieniądze, zapożycz się, ale wyglądaj i bądź na czasie? Nie wiem czy na tym chciałbym budować sobie prasę. Gdyby chociaż jeszcze była to suknia haute couture – to może… Nie, nie, nie! Kredyt na jakiekolwiek ubrania nie jest OK. To żenada. “Super”.
Cieszę się, że nie byłem i nigdy nie będę częścią tego polskiego czerwonego sedesu. Bo ten celebrycki światek ocieka myślowym syfem. Jest jakąś sodomą i gomorą. Te pseudo celebrytki, te dziennikareczki, które nie mają NIC do powiedzenia zasiadają na fotelach redaktorek, scenarzystek, reżyserek, migają nam tysiąckrotnie na ekranie, a nie niosą ze sobą żadnego przesłania. Ta reklama to dowód na to, że telewizją rządzą zera – finansowe i umysłowe. Baba lat 40-ści zaciągająca kredyt na bluzkę… Lepiej LSD sobie zapodaj, najlepiej dożylnie, może zetkniesz się wtedy z jakąś rzeczywistością kobieto. Ponoć na kwasie ma się odlot. Może właśnie wtedy, chociaż raz, poderwałabyś ten umysł niegiętki i nielotne ciało do lotu. Najlepiej na tą nowo odkrytą planetę czy tam gwiazdę. Im dalej – tym lepiej.
Co myślicie o wpisie Bartka? Popieracie jego słowa?
Zobacz również: Julia Kamińska zachwyciła na premierze w teatrze – zobaczcie zdjęcia
fot. screen z Facebook
Bądź na bieżąco z show-biznesem i muzyką. Polub nas na Facebooku!
news
Woźniak-Starak ujawniła, co wydarzyło się z Dodą w Opolu
Przez lata ich relacja była jednym z najgłośniejszych konfliktów w polskim show-biznesie. Teraz los ponownie skrzyżował ich drogi podczas Festiwalu w Opolu. Czy między Agnieszką Woźniak-Starak a Dodą doszło do przełomu? Kulisy ich spotkania mogą zaskoczyć wielu fanów. Dowiedz się więcej!
Tegoroczny Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu przyniósł nie tylko muzyczne emocje, ale również moment, na który wielu czekało od lat. Wszystko za sprawą spotkania Agnieszki Woźniak-Starak i Dody, których konflikt przez ponad dekadę regularnie wracał na łamy mediów. Obie gwiazdy pojawiły się na tej samej scenie, a internauci od razu zaczęli zastanawiać się, czy dojdzie między nimi do choćby krótkiej interakcji.
Przypomnijmy, że pierwszego dnia festiwalu Doda otworzyła wydarzenie wyjątkowym wykonaniem utworu „Czas nas uczy pogody”. Chwilę później na scenie pojawiła się Agnieszka Woźniak-Starak, która wspólnie z pozostałymi prowadzącymi przywitała widzów. Już wtedy uwagę wielu zwrócił fakt, że prezenterka niespodziewanie postanowiła skomplementować występ swojej dawnej rywalki.
„To było piękne wykonanie” – powiedziała ze sceny Agnieszka Woźniak-Starak, czym wywołała spore poruszenie zarówno wśród publiczności, jak i internautów śledzących wydarzenie przed telewizorami. Dla wielu był to sygnał, że dawne napięcia mogą należeć już do przeszłości.
Kilka godzin później prezenterka udzieliła wywiadu dla „Faktu”, w którym została zapytana o relacje z wokalistką. Woźniak-Starak nie ukrywała, że patrzy dziś na całą sytuację zupełnie inaczej niż przed laty i nie żywi już negatywnych emocji związanych z dawnym konfliktem.
„Już chyba te emocje minęły dawno. Zawsze powtarzam, że dla mnie to, co się wydarzyło, było jakieś dwa życia temu, więc czas nas uczy pogody, jak śpiewała Doda” – stwierdziła. Chwilę później dodała również: „I te złe emocje rzeczywiście z czasem mijają”.
POLECAMY: Opole 2026: Fabijański i Darya skradli show? Internauci nie kryją rozczarowania
Doda i Woźniak-Starak zakopały topór wojenny?
Na tym jednak temat się nie zakończył. W piątek Agnieszka Woźniak-Starak pojawiła się przed kamerą Pudelka i po raz kolejny została zapytana o spotkanie z Dodą. W ostatnich godzinach w mediach społecznościowych pojawiały się bowiem spekulacje, jakoby organizatorzy mieli celowo unikać sytuacji, w której obie gwiazdy znalazłyby się obok siebie.
Prezenterka postanowiła rozwiać wszelkie wątpliwości. Jak przyznała, rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej, niż sugerowały niektóre internetowe komentarze. Okazuje się bowiem, że obie panie znalazły się bardzo blisko siebie jeszcze przed wejściem na scenę.
„Stałyśmy razem przed wejściem, za sceną, w tunelu, przez który wychodziła najpierw Dorota, później my. Więc nie było takiej sytuacji. Później my wychodziliśmy przez środek, Dorota musiała wyjść bokiem, żeby zrobić nam miejsce, ale to w ogóle nie chodziło o to, żebyśmy się nie spotkały i nie minęły” – wyjaśniła.
Największe zainteresowanie wzbudził jednak moment, gdy reporterka dopytała, czy między gwiazdami doszło do rozmowy. Odpowiedź Agnieszki Woźniak-Starak była krótka, ale wystarczyła, by natychmiast obiec internet.
„Dwa” – odpowiedziała tajemniczo, pytana o liczbę słów, które wymieniła z Dodą. Prezenterka nie chciała jednak zdradzić, czego dokładnie dotyczyła ta krótka rozmowa. Zapewniła jedynie, że „było naprawdę okej”.
Słowa gospodyni Opola szybko wywołały lawinę komentarzy. Wielu internautów przyznało, że jeszcze kilka lat temu trudno byłoby sobie wyobrazić sytuację, w której Doda i Agnieszka Woźniak-Starak spokojnie stoją obok siebie za kulisami jednego z największych wydarzeń muzycznych w Polsce.
Dla samej Agnieszki Woźniak-Starak tegoroczny festiwal ma również wyjątkowe znaczenie. To jej pierwsze tak duże wyzwanie po powrocie do Telewizji Polskiej. Po latach spędzonych w TVN prezenterka ponownie pojawiła się na antenie TVP, gdzie dziś współprowadzi „Pytanie na śniadanie”. Opole stało się natomiast okazją do sprawdzenia się w zupełnie nowej roli gospodyni wielkiego festiwalu muzycznego.
Jedno jest pewne – niezależnie od tego, jakie dokładnie słowa padły między Dodą a Agnieszką Woźniak-Starak, ich spotkanie stało się jednym z najgłośniej komentowanych momentów tegorocznego festiwalu. A fani obu gwiazd już zastanawiają się, czy był to jedynie kurtuazyjny gest, czy może początek całkowitego zakończenia jednego z najbardziej medialnych konfliktów polskiego show-biznesu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Konflikt Cichopek i Hakiela wciąż trwa? Tancerz mówi o kolejnych pismach
Lubicie obie Panie? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!
















Autor: Szymon Jedynak
news
Opole 2026: Fabijański i Darya skradli show? Internauci nie kryją rozczarowania
To miał być jeden z wielu występów konkursowych, a zamienił się w prawdziwe wydarzenie wieczoru. Widzowie natychmiast ruszyli do komentarzy, zasypując artystów komplementami i nie szczędząc zachwytów. Mimo ogromnego wsparcia publiczności finał tej historii okazał się zupełnie inny, niż wielu się spodziewało. Dowiedz się więcej o kulisach drugiego dnia festiwalu!
63. Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu od pierwszego dnia dostarcza ogromnych emocji. Po czwartkowych „Debiutach” przyszedł czas na piątkowy koncert „Premier”, podczas którego artyści zaprezentowali zupełnie nowe utwory i walczyli o uznanie jury oraz publiczności. Wśród wykonawców, którzy pojawili się na scenie drugiego dnia festiwalu, znaleźli się między innymi Poparzeni Kawą Trzy, Jasie Piwowarczyk, Patrycja Markowska, Krzysztof Iwaneczko, Kamil Bednarek, Kuba Szmajkowski, Michał Wiśniewski, a także Sebastian Fabijański.
Szczególnie dużo mówiło się właśnie o występie Sebastiana Fabijańskiego, który od kilku lat konsekwentnie rozwija swoją muzyczną działalność. Aktor i raper pojawił się na opolskiej scenie w duecie z Daryą, prezentując utwór „Nieidealna”. Już od pierwszych sekund było jasne, że ich występ wzbudzi spore emocje wśród publiczności zgromadzonej w amfiteatrze.
Duet postawił na emocjonalny przekaz, nowoczesną aranżację i wyraźną chemię sceniczną. Widzowie szybko zwrócili uwagę nie tylko na sam utwór, ale również na energię, jaką oboje artyści przekazywali ze sceny. W mediach społecznościowych niemal natychmiast pojawiły się setki komentarzy oceniających ich występ.
Nagranie opublikowane przez TVP błyskawicznie zaczęło zdobywać popularność. Internauci nie kryli zachwytu i zgodnie podkreślali, że właśnie ten duet należał do najmocniejszych punktów piątkowego koncertu. Pod filmem zaroiło się od pozytywnych opinii i gratulacji.
“Sebastian nie przestajesz zaskakiwać oczywiście w pozytywnym sensie; Brawo, świetny występ i piosenka, którą chce się przytulić do serca; Najbardziej chwytliwa melodia tego koncertu; Ciary na ciele; Brawo za świetny występ; Rozwaliliście system” – pisali fani w mediach społecznościowych TVP.
Dla Sebastiana Fabijańskiego był to kolejny ważny moment w muzycznej karierze. Choć przez lata kojarzony był głównie z aktorstwem i głośnym życiem prywatnym, coraz częściej pokazuje się publiczności jako pełnoprawny artysta muzyczny. Występ w Opolu był doskonałą okazją, by dotrzeć do jeszcze szerszego grona odbiorców.
Równie dużo ciepłych słów spłynęło pod adresem Daryi, która od kilku sezonów konsekwentnie buduje swoją pozycję na polskim rynku muzycznym. Wspólny występ z Fabijańskim został przez wielu uznany za jeden z najbardziej autentycznych i emocjonalnych momentów całego koncertu „Premier”.
POLECAMY: Konflikt Cichopek i Hakiela wciąż trwa? Tancerz mówi o kolejnych pismach
Sebastian Fabijański bez nagrody. Przykro?
Im więcej pojawiało się komentarzy, tym częściej internauci zaczęli spekulować, że duet może liczyć na jedną z nagród wieczoru. W mediach społecznościowych nie brakowało opinii, że ich występ wyróżniał się na tle konkurencji i zasługiwał na szczególne docenienie.
“Zasługujecie na wygraną; Na bank wygracie; Nie było lepsze propozycji; Jesteście najlepsi; Trzymam kciuki za wygraną” – komentowali internauci.
Ostatecznie rzeczywistość okazała się jednak mniej łaskawa. Mimo ogromnego wsparcia widzów i bardzo pozytywnych reakcji w sieci, Sebastian Fabijański i Darya nie znaleźli się w gronie laureatów tegorocznego konkursu „Premier”. Decyzja ta wywołała spore zaskoczenie wśród części fanów.
Choć artyści wrócili do domu bez statuetki, trudno mówić o porażce. Liczba pozytywnych komentarzy i reakcja publiczności pokazują, że ich występ zapadł widzom w pamięć. Niejednokrotnie to właśnie takie koncerty, a nie zdobyte nagrody, okazują się najważniejszym krokiem w dalszej karierze. Jedno jest pewne – o duecie Sebastian Fabijański i Darya po tegorocznym Opolu mówi się wyjątkowo dużo.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Z „Farmy” do nowego show Polsatu? Ewa Suarez zdradza swoje plany
A Wam jak się podobał ten występ? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!










Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Konflikt Cichopek i Hakiela wciąż trwa? Tancerz mówi o kolejnych pismach
Po latach od głośnego rozstania temat relacji Katarzyny Cichopek i Marcina Hakiela wciąż budzi ogromne emocje. Tancerz niespodziewanie wrócił do bolesnych wspomnień i zdradził szczegóły, o których dotąd mówił bardzo rzadko. Padły mocne słowa o rozwodzie, prawnikach i wydarzeniach, które miały na zawsze zmienić jego życie. Dowiedz się więcej!
Rozstanie Katarzyny Cichopek i Marcina Hakiela było jednym z najgłośniejszych wydarzeń polskiego show-biznesu ostatnich lat. Para przez wiele lat uchodziła za wzór zgodnego małżeństwa, dlatego informacja o zakończeniu związku wywołała ogromne poruszenie wśród fanów. Choć od tamtych wydarzeń minęło już sporo czasu, temat wciąż regularnie wraca do mediów.
Dziś oboje układają sobie życie na nowo. Katarzyna Cichopek jest związana z Maciejem Kurzajewskim, któremu niedawno powiedziała „tak”, natomiast Marcin Hakiel odnalazł szczęście u boku Dominiki Serowskiej. Para doczekała się także syna Romea. Mimo to okazuje się, że nie wszystkie sprawy związane z dawnym małżeństwem zostały definitywnie zamknięte.
W najnowszym wywiadzie udzielonym Julii Izmalkowej w podcaście „Matcha Talks” Marcin Hakiel wrócił wspomnieniami do jednej z ostatnich rozmów z byłą żoną. Jak sam przyznał, nie należała ona do najłatwiejszych i pozostawiła po sobie sporo emocji.
“Nawrzucała mi, że byłem taki, sraki i owaki. Przeanalizowałem sobie to u psychologa i wyciągnąłem z tego jakieś wnioski. […] Nie do końca czułem prawdę, bardziej czułem emocje i chęć takiego dokręcenia mi śruby” – wyznał.
Tancerz nie ukrywał również, że sam rozwód wiązał się dla niego z ogromnymi kosztami. W rozmowie przyznał, że wydatki związane z prawnikami, formalnościami i innymi działaniami sięgnęły bardzo wysokich kwot. Jak podkreślił, był to dla niego wyjątkowo trudny okres nie tylko emocjonalnie, ale także finansowo.
Największe poruszenie wywołały jednak jego słowa dotyczące obecnej sytuacji. Marcin Hakiel twierdzi, że do dziś otrzymuje kolejne pisma związane z wypowiedziami na temat byłej żony. Według jego relacji sprawa wciąż nie została całkowicie zamknięta.
“Początek to około “stówy” się zakręciło to wszystko, jak dodasz detektywów, kancelarię, notariuszy. […] Teraz to tylko dostaję co chwilę jakieś pisma, że coś tam powiedziałem nie tak. Że a tu mam zapłacić byłej 200 tysięcy złotych, 250… Do końca nawet tego nie czytam, wysyłam to do swojej prawniczki i ona odpisuje” – wyznał.
W trakcie rozmowy tancerz zwrócił również uwagę na rolę swojej obecnej partnerki. Jak podkreślił, szczególnie nie spodobała mu się sytuacja, w której korespondencja miała trafić nie tylko do niego, ale również do Dominiki Serowskiej.
“Nie bardzo [się tym przejmuję]. Raz mnie trochę zabolało, jak pismo poszło do mnie i do Dominiki, bo uważam, że Dominika jest bardzo w porządku względem tej całej sytuacji i właściwie nigdy nie powiedziała nic takiego, co byłoby przesadą. Wtedy zadzwoniłem do prawniczki i poprosiłem, by napisała: “Dominiki w to nie mieszajmy”” – dodał Hakiel.
POLECAMY: Z „Farmy” do nowego show Polsatu? Ewa Suarez zdradza swoje plany
Marcin Hakiel wspomina trudny czas
W dalszej części wywiadu Marcin Hakiel wrócił także do kulis rozpadu małżeństwa. Przyznał, że choć rozwód zakończył się za porozumieniem stron, początkowo rozważał zupełnie inne rozwiązanie. Ostatecznie jednak zdecydował się zaufać rekomendacjom prawników.
Jeszcze bardziej osobiste były jego wspomnienia związane z momentem, w którym miał otrzymać informacje dotyczące kryzysu w małżeństwie. Tancerz opowiedział, że początkowo nie chciał wierzyć w to, co usłyszał, dlatego oczekiwał konkretnych dowodów.
“Dostałem wpierw telefon, jakieś tam potwierdzenie, ale powiedziałem, że telefon to za mało. Dostałem na maila różne inne materiały i już nie było o czym rozmawiać” – powiedział.
Najbardziej przejmujące słowa padły jednak chwilę później. Marcin Hakiel przyznał, że moment poznania prawdy był dla niego jednym z najtrudniejszych doświadczeń w życiu i odcisnął na nim ogromne piętno.
“Pamiętam, że byłem wtedy na spacerze nad morzem […], chyba z córką. Pamiętam ukłucie wewnątrz. Gniew to jest delikatne słowo. Myślę, że jakaś część mnie wtedy umarła, ale… narodziła się nowa. […] Mogę powiedzieć tyle, że nie polecam tego większości swoich wrogów, bo myślę, że jak się dowiadujesz, że ktoś, z kim naście lat prowadziłeś życie, coś kombinuje, to jest hardcore. Moją pierwszą myślą było: “To niemożliwe”” – wspomniał.
Choć od rozstania minęły już lata, najnowszy wywiad pokazuje, że emocje związane z zakończeniem małżeństwa wciąż nie wygasły całkowicie. Wiele wskazuje na to, że temat relacji Katarzyny Cichopek i Marcina Hakiela jeszcze długo będzie budził zainteresowanie opinii publicznej, a każde kolejne wyznanie jednej ze stron natychmiast wywoła lawinę komentarzy.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Opole 2026: Agnieszka Woźniak-Starak zachwyciła widzów. Wszyscy mówią o jednym
Kogo częściej śledzicie – Kasię Cichopek czy Marcina Hakiela? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Z „Farmy” do nowego show Polsatu? Ewa Suarez zdradza swoje plany
Emocje po finale „Farmy” nie gasną, a jedna z najbardziej wyrazistych uczestniczek ponownie znalazła się w centrum dyskusji. W szczerym wywiadzie opowiedziała o tym, co działo się po emisji programu, jak zniosła internetową krytykę i jakie ma plany na przyszłość. Jej słowa mogą zaskoczyć wielu widzów. Dowiedz się więcej!
Reality show „Farma” od lat wzbudza ogromne emocje i regularnie rozpala internetowe dyskusje. Widzowie śledzą nie tylko rywalizację uczestników, ale też ich relacje, konflikty i strategie, które często okazują się ważniejsze niż sama gra. Każdy sezon kończy się falą komentarzy, które długo nie pozwalają zapomnieć o uczestnikach.
Jedną z najbardziej charakterystycznych postaci ostatniej edycji była Ewa Suarez, która od początku wzbudzała silne emocje. Jedni zarzucali jej zbyt konfrontacyjne podejście, inni twierdzili, że właśnie dzięki niej program zyskał tempo i wyrazistość. Niezależnie od opinii, trudno było przejść obok jej udziału obojętnie.
Po zakończeniu show Ewa Suarez udzieliła rozmowy Julicie Buczek z „Super Expressu”, w której opowiedziała o tym, jak wyglądała jej rzeczywistość po emisji programu. Jak przyznała, spotkała się z ogromną liczbą komentarzy, z których wiele miało bardzo krytyczny wydźwięk.
Z czasem jak podkreśla – przestała jednak śledzić internetowe opinie, bo zaczęły one mieć negatywny wpływ na jej samopoczucie. W jej ocenie hejt w programach tego typu jest czymś niemal naturalnym i nierozerwalnie związanym z popularnością. Zamiast się tym przejmować, postanowiła skupić się na dalszych krokach.
“Spotkałam się z negatywnymi komentarzami, oczywiście tak. Myślę nawet, że z tysiącami, tylko, że o ile na początku interesowałam się tymi komentarzami, o tyle na dalszym etap już przestałam, bo to nie prowadziło w sumie do niczego, więc negatywnych komentarzy, każdy z nas zgarnął tysiące, naprawdę, dziesiątki tysięcy podejrzewam i to było naturalne i w pewnym momencie to był proces, którego się nie dało zahamować” – mówiła podczas finału Ewa Suarez.
Jak zaznacza Ewa Suarez, nie pozwoliła, by krytyka ją zatrzymała. Wprost mówi, że popularność w reality show zawsze wiąże się z ogromną ekspozycją, a ta z kolei generuje zarówno wsparcie, jak i falę negatywnych opinii. Jej zdaniem kluczowe jest, by umieć się od tego odciąć.
“Oczywiście niczego, nic tak nie napędza tej popularności i tej rozpoznawalności i trzeba w taki sposób do tego podejść, ja w taki sposób do tego podeszłam, więc na pewno nie siedziałam i nie płakałam, bo to jest najgorsza możliwa droga, jaką można obrać” – dodała w tej samej rozmowie.
POLECAMY: Opole 2026: Agnieszka Woźniak-Starak zachwyciła widzów. Wszyscy mówią o jednym
Ewa Suarez poprowadzi nowy program w Polsacie?
W rozmowie uczestniczka wróciła także do finału programu i osób z produkcji, które zrobiły na niej wrażenie. Szczególne znaczenie miała dla niej obecność Edwarda Miszczaka, którego – jak przyznaje – od dawna obserwuje i ceni za jego telewizyjne projekty.
“Bardzo miło mnie zaskoczyła obecność pana Edwarda Mieszczaka, którego jestem prywatnie fanką, słuchałam jego ostatniego podcastu u Żurnalisty” – zdradziła.
Co ciekawe, Ewa Suarez nie ukrywa, że „Farma” była dla niej również ważnym krokiem zawodowym. Jak zdradziła, przed udziałem w programie otrzymała inną propozycję telewizyjną, z której świadomie zrezygnowała, wybierając udział w reality show.
“Przyznaję, żeby pójść na “Farmę” zrezygnowałam z programu telewizyjnego, który miałam prowadzić” – ujawniła.
Dziś patrzy na tę decyzję jako na element większej drogi, którą chce kontynuować. Jej ambicje sięgają dalej niż tylko udział w programach rozrywkowych – marzy o własnym formacie telewizyjnym i pracy po drugiej stronie kamery.
“Nie ukrywam, że takim moim kolejnym planem, moim kolejnym marzeniem jest to, żeby prowadzić swój program telewizyjny. Obecność pana Edwarda Miszczaka, mam nadzieję, że jest jakimś takim omenem pozytywnym i na pewno już zrobiłam kroki w tym kierunku” – powiedziała Ewa.
Nie wiadomo jeszcze, czy Ewa Suarez faktycznie pojawi się w nowej roli w telewizji. Jedno jest pewne – po „Farmie” zrobiło się o niej głośno, a jej dalsze kroki będą uważnie obserwowane przez widzów i media.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Skolim znów na językach. Karolina Pajączkowska ujawnia kontrowersyjną historię
Chcielibyście zobaczyć Ewę w jakimś innym formacie telewizyjnym? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!




Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
moda2 dni temuOpole 2026: Doda skradła show? Widzowie zwrócili uwagę na jedno
-
news5 dni temuRoxie Węgiel przekazała radosną nowinę. Gratulacji nie ma końca
-
news2 dni temuBarbara Bursztynowicz pogrążona w żałobie. Właśnie przekazała smutną wiadomość
-
news5 dni temuAnna Mucha zabrała głos ws. Cichopek. Padły nieoczekiwane słowa
-
news3 dni temuSkolim doczekał się odpowiedzi z ministerstwa: „Kim on de facto jest…”
-
news3 dni temuDoda alarmuje po skandalicznym oszustwie. Chodzi o jej mamę
-
news4 dni temuSkolim przegiął? Anna Rusowicz nie zostawiła na nim suchej nitki
-
news4 dni temuMaryla Rodowicz nie kryje smutku. Jej słowa poruszają



Dodaj komentarz