Film, który oficjalnie do kin wejdzie 27 lutego nie jest zły. Ogląda go się całkiem nieźle, aktorzy dobrze grają, jest muza, momentami bywa zabawnie. Krótko mówiąc efekt rozrywkowy został osiągnięty. Czegoś tu jednak brakuje, a pewne elementy nie pasują do całości!

Wbrew pozorom fani muzyki disco polo nie są wcale debilami i z pewnością zauważą, że mimo ogromu muzyki, coś jednak nie gra. Produkcja, pt. “Disco Polo” ukazuje w dość dziwny sposób prawdę o początkach tej muzyki w naszym kraju. Rozumiem, że film nie jest dokumentem o tym gatunku muzycznym, ale jako osoba, która żyła w latach 90-tych i wówczas mimowolnie oglądała programy rozrywkowe w których ją nadawano, a nawet z obowiązku szkolnego, śpiewała na lekcjach muzyki discopolowe kawałki, zauważam wiele sprzecznych z ówczesną rzeczywistością spraw.

Daniel Polak, czyli odpowiednik Sławomira Skręty, założyciela słynnej wytwórni Blue Star, grany przez Tomasza Kota został ukazany jako niezbyt zrównoważony psychicznie furiat, mający powiązania z mafią. Czy rzeczywiście w tle tej muzyki przewijały się gangsterskie porachunki?

W filmie polska rzeczywistość miesza się z Dzikim Zachodem, a Polska jest zbyt kolorowa jak na tamte czasy, ale tu nie będę się czepiać, bo twórcy reklamują tę ekranizację jako komediowy triller, szalony romans oraz film drogi podany z lekkością i w oparach absurdu. Niestety tego absurdu jest trochę za wiele. W jednej ze scen dwóch artystów zostaje rozstrzelanych (wśród nich Tomasz Niecik). Natomiast w jednej z końcowych scen siedzą na widowni i oklaskują występujących na scenie Ankę i Tomka.

Sam Filmowy Tomek, założyciel zespołu Laser, jak i repertuar tej grupy jest pełen sprzeczności. Chłopaki nie mają swojego repertuaru, nie skupili  się też na piosenkach jednego zespołu. Wykonują utwory Boysów, Akcentu, Bayer Fulla oraz nieistniejącego jeszcze w latach 90-tych Weekendu! Co ciekawe image, a szczególnie fryzura Dawida Ogrodnika mogłaby wskazywać, że jest on odpowiednikiem właśnie Zenka Martyniuka z zespołu Akcent, jednak zbyt duży bałagan w repertuarze każe odsunąć te skojarzenia na dalszy plan.

Piotr Głowacki, czyli klawiszowiec Rudy to bardzo zabawna postać. Nie jest frontmenem, więc za bardzo sie nie wychyla. Ma za to bardzo barwną babcię – w tej roli doskonała Iwona Bielska, która bardzo wierzy w talent muzyczny swego wnuka i każe mu zaryzykować współpracę z nieco narwanym Tomkiem. Rodzina Rudego mieszka w luksusowych przyczepach, usytuowanych w górskiej scenerii.

Ani raz w ekraznizacji nie pada określenie “królowa disco polo”. Jedyną kobietą w discopolowym światku filmu jest grana przez Joannę Kulig Anka, diva muzyki disco polo ukrywająca się pod pseudonimem Gensonina. Również trudno określić, którą z rzeczywistych gwiazd przypomina. Jej repertuar, podobnie jak repertuar Tomka to pomieszanie z poplątaniem. Kulig wykonuje piosenki zarówno z repertuaru Violetty Villas, jak i słynnej w latach 90-tych Kasi Zawadzkiej, znanej jako La Strada – partnerki życiowej Sławomira Skręty. Trochę to dziwne, bo wówczas było kilka charakterystycznych wokalistek, których kasety w milionowych nakładach wydawała firma z Reguł pod Warszawą, w tym jedna niezapomniana gwiazda tego gatunku, czyli Shazza. Brak tu jednak jakichkolwiek nawiązań do słynnej wokalistki.

Pojawia się za to zespół Weekend (co prawda pod inną nazwą), o którym świat w latach 90-tych nie słyszał, a uważny widz zauważy neonowe logo Polo TV, które przez film przewija się kilka razy – ot, taka mała reklama stacji, która jest patronem medialnym filmu. W latach, kiedy disco polo święciło swoje pierwsze tryumfy nie było stacji nadającej wyłącznie tę muzykę. Fani mieli jedynie godzinę “Disco relaxu” w niedzielne przedpołudnie i “Disco Polo Live” w sobotnie wieczory, a wszystko przeplatane reklamami.

Generalnie film warto zobaczyć.

Fot. materiały prasowe


Nie ma więcej wpisów