Śledź nas

news

Mariusz Kozak odchodzi z „Gogglebox”. Fani są załamani: „Już nie będę oglądać”

Opublikowano

w dniu

Przez lata był jedną z najbardziej charakterystycznych twarzy „Gogglebox. Przed telewizorem”. Widzowie długo zastanawiali się, dlaczego Mariusz Kozak nagle zniknął z programu. Teraz wszystko stało się jasne, a jego decyzja wywołała lawinę emocji wśród fanów. Dowiedz się więcej!

Mariusz Kozak od lat pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy stacji TTV. Widzowie pokochali go za bezkompromisowe komentarze, ogromny dystans do siebie i charakterystyczne poczucie humoru, które regularnie prezentował w programie „Gogglebox. Przed telewizorem”. Przez lata jego obecność była jednym ze znaków rozpoznawczych formatu.

Jego kanapa przechodziła zresztą przez lata różne zmiany. Początkowo przed telewizorem zasiadał razem ze swoim byłym partnerem Jackiem Szawiołą. Później, po zmianach w życiu prywatnym, widzowie oglądali go u boku obecnego partnera Sebastiana Szaraty oraz jego mamy, Marioli Kozak. Ta trójka szybko zdobyła sympatię publiczności i stała się jedną z bardziej rozpoznawalnych ekip programu.

Dlatego dla fanów niemałym zaskoczeniem było to, co wydarzyło się podczas najnowszego sezonu „Gogglebox”. Kiedy pod koniec lutego wystartowała kolejna odsłona programu, Mariusz Kozak pojawił się jedynie w pierwszych odcinkach. Później nagle zniknął z anteny, a produkcja przez długi czas nie komentowała jego nieobecności.

Widzowie szybko zauważyli, że z programu zniknęła jedna z jego najbardziej charakterystycznych postaci. W mediach społecznościowych pojawiały się kolejne pytania o to, co stało się z Mariuszem Kozakiem. Fani zastanawiali się, czy jego nieobecność jest jedynie chwilowa, czy może kryje się za nią coś więcej.

Z tygodnia na tydzień pytań było coraz więcej. Im bliżej finału sezonu, tym wyraźniej było widać, że Mariusz Kozak nie wraca na kanapę. Sam uczestnik również długo milczał, co tylko napędzało kolejne spekulacje. Teraz jednak tajemnica została wyjaśniona.

POLECAMY: Rusza „Taskmaster” w TVN! Zasady, uczestnicy, prowadzący. Kiedy oglądać?

Mariusz Kozak ŻEGNA SIĘ z “Goggleboxem”

Mariusz Kozak w poniedziałkowy poranek oficjalnie poinformował, że jego przygoda z „Gogglebox. Przed telewizorem” dobiegła końca. W mediach społecznościowych opublikował emocjonalny wpis, w którym pożegnał się zarówno z widzami, jak i produkcją programu. Jednocześnie wyraźnie zaznaczył, że zamyka ten rozdział.

„No dobra to już OFICJALNIE i zamykamy ten rozdział. Żegnamy się z GOGGLEBOX. Widzowie! Dziękujemy, że byliście i jesteście z nami. To Wy jesteście największą wartością telewizji […] Produkcji programu dziękuję za wspólny czas, emocje i sukcesy! Oczywiście nie mogę nie podziękować również za wszystkie „cenne lekcje”. Trzymam kciuki za TTV” – poinformował.

Wpis Mariusza Kozaka szybko wywołał reakcję widzów. Fani nie ukrywali żalu z powodu jego odejścia i przede wszystkim wspominali jego wspólne występy z Sebastianem Szaratą i Mariolą Kozak. W komentarzach nie brakowało głosów, że bez tej trójki program nie będzie już taki sam.

„Mam nadzieję że zobaczymy Was jeszcze w jakimś innym programie”; „Szkoda, fajnie się waszą trójkę oglądało”; „Strasznie szkoda”; „Bardzo mi przykro”; „Już nie będę oglądać” – pisali widzowie.

Szczególnie wymowny jest fakt, że część fanów otwarcie deklaruje, iż nie zamierza już oglądać programu. Pokazuje to, jak mocno Mariusz Kozak zapisał się w pamięci publiczności. Jego charakterystyczne komentarze i relacje z pozostałymi członkami ekipy przez lata były dla wielu osób jednym z powodów, dla których włączali „Gogglebox”.

Choć Mariusz Kozak pożegnał się z formatem, „Gogglebox. Przed telewizorem” nie znika z anteny. Nowy sezon wystartował wczoraj, a premierowe odcinki można oglądać w poniedziałki o 22:00 w TTV. Widzowie będą więc mogli sprawdzić, jak program wygląda bez jednej ze swoich najbardziej charakterystycznych ekip.

Na razie nie wiadomo, czy Mariusz Kozak pojawi się w przyszłości w innym programie telewizyjnym. Jego pożegnalny wpis nie brzmi jednak jak zamknięcie całej kariery przed kamerą, a jedynie konkretnego rozdziału. Czy zobaczymy go jeszcze w innym formacie? Tego na razie nie wiadomo. Jedno jest pewne – dla wielu widzów jego odejście z „Gogglebox” to koniec pewnej epoki.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Helena Englert i Mandaryna mają problemy przed „Tańcem z Gwiazdami”? Nie jest dobrze

Będziecie oglądać “Goggleboxa” bez udziału Mariusza Kozaka? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Sebastian Szarata, Mariola Kozak, Mariusz Kozak (fot. zdjęcie prasowe TVN)
Mariusz Kozak, Mariola Kozak (fot. screen Instagram Mariusz Kozak)
Sebastian Szarata, Mariusz Kozak (fot. zdjęcie prasowe TVN)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Rusza „Taskmaster” w TVN! Zasady, uczestnicy, prowadzący. Kiedy oglądać?

Opublikowano

w dniu

przez

Już dziś wieczorem TVN pokaże pierwszy odcinek polskiej wersji jednego z najpopularniejszych formatów komediowych na świecie. Pięcioro znanych uczestników będzie musiało zmierzyć się z zadaniami, w których kreatywność i spryt mogą okazać się ważniejsze niż zdrowy rozsądek. Nad wszystkim czuwać będą bezwzględny Taskmaster i jego asystent. Kiedy oglądać program i kto powalczy o zwycięstwo? Dowiedz się więcej!

Już dziś, 31 sierpnia o 21:35, na antenie TVN zadebiutuje polska edycja programu „Taskmaster”. Premierowy odcinek zostanie pokazany tuż po „The Floor”, a widzowie będą mogli oglądać program również online – na HBO Max i Player.pl. To jeden z najbardziej oczekiwanych nowych formatów rozrywkowych tej jesieni.

W polskiej edycji programu wystąpi pięcioro znanych i bardzo różnorodnych uczestników. W rywalizacji wezmą udział Wiolka Walaszczyk, Rafał Rutkowski, Kazik Mazur, Żabson oraz Zofia Zborowska-Wrona. Każde z nich będzie musiało wykazać się nie tylko poczuciem humoru, ale przede wszystkim pomysłowością i umiejętnością radzenia sobie w sytuacjach, w których trudno znaleźć jedno właściwe rozwiązanie.

Zasady „Taskmastera” są proste, choć wykonywanie powierzonych zadań już zdecydowanie takie nie jest. Uczestnicy otrzymują serię nietypowych poleceń, które muszą wykonać w określonym czasie i zgodnie z zasadami. Problem w tym, że zadania często są skonstruowane tak, aby zmusić zawodników do nieszablonowego myślenia. Czasem najlepsze rozwiązanie może być zupełnie inne niż to, które jako pierwsze przyjdzie im do głowy.

Liczy się kreatywność, refleks, wyobraźnia, spryt oraz umiejętność improwizacji. Uczestnicy mogą próbować znaleźć własną drogę do wykonania zadania, ale ostatecznie to Taskmaster zdecyduje, kto zrobił to najlepiej. Oznacza to, że nawet najbardziej logiczne rozwiązanie nie musi zagwarantować zwycięstwa.

POLECAMY: Helena Englert i Mandaryna mają problemy przed „Tańcem z Gwiazdami”? Nie jest dobrze

Kto został polskim Taskmasterem? [SZCZEGÓŁY]

W roli polskiego Taskmastera zobaczymy Adama Woronowicza. Aktor będzie oceniał poczynania uczestników i przyznawał im punkty. Jego decyzje nie zawsze będą musiały być zgodne z tym, czego spodziewają się zawodnicy. W świecie „Taskmastera” to właśnie on ustala zasady gry, a jego werdykt jest ostateczny.

Asystentem Taskmastera został natomiast Cezary Sikora. To on będzie czuwał nad przebiegiem poszczególnych konkurencji, obserwował uczestników podczas wykonywania zadań i pilnował przestrzegania reguł. Jego obecność sprawi, że przed Taskmasterem nic nie powinno umknąć.

Co ciekawe, polska wersja jest częścią ogromnego międzynarodowego fenomenu. „Taskmaster” to format stworzony przez brytyjskiego komika Alexa Horne’a, który zdobył popularność na całym świecie. Program został sprzedany do ponad 100 krajów, a lokalne wersje powstały już na wielu rynkach.

Format doczekał się również prestiżowych wyróżnień. „Taskmaster” zdobył między innymi nagrodę BAFTA dla najlepszego programu komediowego, a także liczne nagrody i nominacje związane z telewizją oraz komedią. Jego siłą jest prosta, ale bardzo elastyczna formuła, pozwalająca wykorzystać osobowości uczestników i stworzyć sytuacje, których nie da się łatwo przewidzieć.

Polska edycja ma więc przed sobą spore wyzwanie. Wiolka Walaszczyk, Rafał Rutkowski, Kazik Mazur, Żabson i Zofia Zborowska-Wrona będą musieli udowodnić, że potrafią odnaleźć się w świecie absurdalnych zadań, a Adam Woronowicz jako Taskmaster będzie oceniał ich starania według własnych zasad. Czy polska wersja światowego hitu podbije serca widzów? Pierwszy odcinek już dziś, 31 sierpnia, o 21:35 w TVN, tuż po „The Floor”. Program będzie dostępny również na HBO Max i Player.pl.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Afera wokół „Nigdy w życiu” eskaluje. Grochola UDERZA w Joannę Jabłczyńską

Będziecie oglądać nowy program w TVN? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Rafał Rutkowski (zdjęcie prasowe TVN)
Rafał Rutkowski (zdjęcie prasowe TVN)
Wiola Walaszczyk (zdjęcie prasowe TVN)
Wiola Walaszczyk i Cezary Sikora (zdjęcie prasowe TVN)
Wiola Walaszczyk (zdjęcie prasowe TVN)
Rafał Rutkowski, Kazik Mazur, Adam Woronowicz, Cezary Sikora, Zofia Zborowska, Żabson i Wiola Walaszczyk (zdjęcie prasowe TVN)
Cezary Sikora i Adam Woronowicz (zdjęcie prasowe TVN)
Kazik Mazur i Czarek Sikora (zdjęcie prasowe TVN)
Kazik Mazur (zdjęcie prasowe TVN)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

RINN zaczyna wszystko od nowa! Kim jest artysta, którego singiel „Warto grać” niesie mocne przesłanie?

Opublikowano

w dniu

przez

Marcin Czyżewski rozpoczyna nowy etap swojej muzycznej drogi. Artysta, który dziś występuje pod pseudonimem RINN, właśnie zaprezentował teledysk do utworu „Warto grać”. To nie tylko kolejna premiera w jego dorobku, ale również symboliczny początek nowego rozdziału. Nowa nazwa, nowa estetyka i nowe brzmienie mają pokazać odbiorcom artystę z nieco innej strony.

W świecie muzyki zmiany wizerunkowe nie zawsze oznaczają całkowite odcięcie się od przeszłości. Czasem są naturalną konsekwencją rozwoju artysty, który chce pokazać publiczności, że jego muzyka dojrzewa razem z nim. Tak właśnie jest w przypadku Marcina Czyżewskiego, który obecnie działa pod pseudonimem RINN. Artysta na przestrzeni lat współpracował, m.in. z formacjami: Oddział Zamknięty, Harlem, Azyl P., Emigranci, a także Orkiestrą Piotra Rubika. Został finalistą międzynarodowego konkursu o nagrodę „Bursztynowego Słowika” podczas Sopot Festival TVN z autorską kompozycją „Some Part of Me”, znaną z seriali „Barwy szczęścia”, „Londyńczycy”, „Tancerze”. Dotarł także do końca pierwszej edycji „Must Be The Music” i „The Voice of Poland” 6, gdzie był w drużynie Edyty Górniak. Występował również zagranicą. Rebranding ma być świadomą ewolucją dotychczasowej twórczości. RINN stawia na bardziej dojrzałe, nowoczesne i charakterystyczne brzmienie, jednocześnie pozostawiając za sobą historię, która doprowadziła go do tego momentu.

RINN i „Warto grać”. Nowy klip właśnie trafił do sieci

Jednym z utworów otwierających nowy etap działalności artysty jest „Warto grać”. Właśnie ukazał się teledysk do piosenki, która niesie ze sobą wyjątkowo pozytywne, ale jednocześnie bardzo życiowe przesłanie.

RINN śpiewa o sytuacjach, które zna chyba każdy. O porażkach, rozczarowaniach, chwilach zwątpienia i momentach, kiedy najłatwiej powiedzieć sobie: „mam dość”. Utwór przypomina jednak, że nawet po przegranej można spróbować ponownie. „Warto grać” to historia o tym, że czasami największym zwycięstwem wcale nie jest wygrana. Jest nim sama decyzja, żeby jeszcze raz spróbować. To właśnie ten przekaz stanowi jeden z najważniejszych elementów nowego singla RINN-a. Artysta zachęca, by nie rezygnować z siebie, własnych marzeń i życia, które naprawdę chce się przeżyć.

Nie tylko nowy pseudonim. RINN pokazuje nową muzyczną twarz

Zmiana nazwy artystycznej to dopiero początek. Muzyka RINN-a łączy emocjonalny pop z elementami elektroniki, pop-rocka oraz organicznych instrumentów. Istotną rolę odgrywają melodie, które mają zostać z odbiorcą na dłużej, oraz teksty koncentrujące się na emocjach i doświadczeniach, z którymi łatwo się utożsamić. Relacje, zmiany, nadzieja, ryzyko, podejmowanie trudnych decyzji i odwaga potrzebna do rozpoczęcia wszystkiego od nowa – to właśnie wokół takich tematów budowana jest nowa artystyczna tożsamość RINN-a. „Warto grać” idealnie wpisuje się w ten kierunek. Piosenka nie jest jednak prostym hasłem o sukcesie. Jej przesłanie jest znacznie bardziej osobiste. Chodzi o to, by mimo przeciwności nadal wierzyć, że coś może się zmienić. By nie pozwolić, aby jedna porażka przekreśliła wszystkie kolejne możliwości.

POLECAMY: WonerS u prezydenta Nawrockiego! Młody artysta wystąpił na wyjątkowym wydarzeniu w Juracie

„Warto grać”, czyli szczególnie o siebie

Tytuł singla można odczytywać na wiele sposobów. „Gra” staje się tutaj metaforą życia, z jego nieprzewidywalnością, ryzykiem, wzlotami i upadkami. Czasem podejmujemy decyzje, które okazują się błędne. Czasem ktoś nas zawodzi, a czasem sami tracimy wiarę we własne możliwości. W takich chwilach łatwo się wycofać. RINN przekonuje jednak, że warto dać sobie kolejną szansę. Bo dopóki próbujemy, nic nie jest jeszcze przesądzone. Warto grać o swoje marzenia. Warto grać o własne szczęście. A przede wszystkim – warto grać o siebie. Właśnie taką emocję ma nieść ze sobą najnowszy utwór i towarzyszący mu teledysk.

Nowy rozdział, ale ta sama historia

Choć Marcin Czyżewski zdecydował się na zmianę pseudonimu i kierunku artystycznego, nie oznacza to odcięcia od tego, co było wcześniej. RINN ma być kolejną odsłoną tej samej historii, ale bardziej świadomą, dojrzałą i dopasowaną do tego, gdzie artysta znajduje się dzisiaj. Nowa nazwa, nowa estetyka i nowa energia mają otworzyć przed nim kolejne możliwości. Premiera klipu do „Warto grać” jest więc czymś więcej niż tylko kolejnym muzycznym debiutem. To wizytówka RINN-a w nowej odsłonie i zapowiedź kierunku, w którym chce podążać. Czy właśnie w ten sposób Marcin Czyżewski rozpocznie swoją kolejną muzyczną historię? Wszystko wskazuje na to, że „Warto grać” jest dopiero początkiem.

Fot. archiwum prywatne Rinn

Kontynuuj czytanie

news

Afera wokół „Nigdy w życiu” eskaluje. Grochola UDERZA w Joannę Jabłczyńską

Opublikowano

w dniu

przez

Kontynuacja kultowej komedii miała być wielkim powrotem do historii, którą pokochali widzowie. Zamiast tego wokół produkcji rozpętała się prawdziwa burza, a konflikt dotyczący obsady właśnie wszedł na zupełnie nowy poziom. Teraz głos zabrała sama Katarzyna Grochola i zapowiedziała zdecydowane działania. Dowiedz się więcej!

Informacja o powstaniu kontynuacji „Nigdy w życiu!” ucieszyła fanów popularnej komedii romantycznej. Od premiery pierwszej części minęły już ponad dwie dekady, a historia Judyty wciąż cieszy się dużą sympatią widzów. W nowej produkcji ponownie zobaczymy Danutę Stenkę, która wróci do jednej ze swoich najbardziej rozpoznawalnych ról.

Od początku było jednak wiadomo, że powrót na ekran nie będzie oznaczał ponownego spotkania całej obsady. Jedną z największych niespodzianek okazała się nieobecność Joanny Jabłczyńskiej, która w filmie z 2004 roku wcieliła się w Tosię, córkę głównej bohaterki. Decyzja ta szybko stała się jednym z najgłośniejszych tematów związanych z kontynuacją.

Sama aktorka nie kryła rozczarowania takim obrotem spraw. Joanna Jabłczyńska wprost mówiła, że nie spodziewała się takiej decyzji i czuje się oszukana przez produkcję. Jej słowa spotkały się z ogromnym odzewem internautów, którzy również nie kryli niezadowolenia z faktu, że w kontynuacji zabraknie aktorki znanej z pierwszej części.

“Jest to dla mnie ogromny cios, niesprawiedliwość i cholernie mi jest ciężko się z tym pogodzić […] Kontaktowałam się z produkcją. Inaczej powiem, produkcja ze mną się kontaktowała, więc ja wiem, co tam się wydarzyło i dlaczego. Na razie zostawię to im. Jestem bardzo ciekawa co oni powiedzą, jestem bardzo ciekawa ich narracji” – wyznała aktorka na łamach Plejady.

Przez pewien czas nie było wiadomo, kto ostatecznie przejmie rolę dorosłej Tosi. Joanna Jabłczyńska zdradziła jedynie, że zna nazwisko swojej następczyni, ale nie zamierza go ujawniać. Z czasem jednak informacje zaczęły pojawiać się w mediach i coraz więcej wskazywało na to, że rolę otrzyma inna popularna aktorka.

Jak podał Pudelek, nową Tosię ma zagrać Agnieszka Żulewska. Informację miał potwierdzić serwisowi informator związany z produkcją. Tym samym pojawiło się nazwisko aktorki, która miałaby wcielić się w dorosłą córkę Judyty w kontynuacji kultowej historii.

„Z naszych informacji wynika, że w dorosłą córkę Judyty wcieli się Agnieszka Żulewska. Informację potwierdziła nam osoba z planu” – podał serwis.

POLECAMY: TVN na celowniku? Maciej Rock zaczepił Wieniawę na festiwalu Polsatu

GORĄCO wokół „Nigdy w życiu”! Katarzyna Grochola ostro o Joannie Jabłczyńskiej

Wokół produkcji zaczęły pojawiać się kolejne komentarze. W sprawie głosu zdążyło zabrać już kilka mniej bądź bardziej powiązanych z komedią osób. Teraz jednak sytuacja zrobiła się zdecydowanie bardziej poważna, ponieważ milczenie postanowiła przerwać Katarzyna Grochola. Autorka kultowych powieści, a zarazem producentka projektu, opublikowała w sieci oficjalne oświadczenie.

Katarzyna Grochola stanęła w obronie Agnieszki Żulewskiej i zdecydowanie odniosła się do wcześniejszych wypowiedzi Joanny Jabłczyńskiej. Pisarka zarzuciła aktorce rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i zapowiedziała podjęcie kroków prawnych w obronie nowej odtwórczyni roli Tosi.

“Szanowni Państwo, w związku z rozpowszechnianiem przez panią Joannę Jabłczyńską nieprawdziwych informacji dotyczących udziału Agnieszki Żulewskiej, znakomitej aktorki i prawego człowieka, postanowiłam jako producentka podjąć stosowne kroki prawne w jej obronie. Będę Państwa informować na bieżąco. Dobrego wieczoru! Katarzyna Grochola” – czytamy w jej oświadczeniu na Instagramie.

Oświadczenie Katarzyny Grocholi natychmiast wywołało falę komentarzy. Pod postem pojawiło się mnóstwo głosów, a choć część internautów poparła stanowisko pisarki, zdecydowana większość komentujących opowiedziała się po stronie Joanny Jabłczyńskiej. Widzowie wyraźnie pokazali, że bardzo mocno utożsamiają aktorkę z postacią Tosi.

  • „Szkoda, że zamiast wyjaśnić sytuację, od razu pojawiają się groźby prawne”;
  • „Joanna była Tosią. Trudno będzie zaakceptować kogokolwiek innego w tej roli”;
  • „Po takim komunikacie jeszcze bardziej jestem po stronie Joanny”;
  • „Wstyd Pani Kasiu, trzeba było tylko przeprosić Panią Joannę i zaprosić ją do nowej części, a nie takie cyrki robić”;
  • „Po co było publikować takie oświadczenie? Można było rozwiązać to inaczej”;
  • „Grochola chyba nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo widzowie pamiętają pierwszą część”;
  • „Ten komunikat tylko dolał oliwy do ognia. Teraz afera będzie żyła własnym życiem”.

Burza wokół filmu pokazuje, że zainteresowanie kontynuacją „Nigdy w życiu!” jest ogromne, ale tym razem nie chodzi wyłącznie o samą fabułę czy powrót znanych bohaterów. Nieobecność Joanny Jabłczyńskiej, wybór Agnieszki Żulewskiej oraz zdecydowana reakcja Katarzyny Grocholi sprawiły, że produkcja znalazła się w centrum medialnej dyskusji jeszcze przed premierą.

Teraz wszyscy czekają na dalszy rozwój sytuacji. Zapowiedź podjęcia kroków prawnych może sprawić, że konflikt wokół obsady będzie miał swój ciąg dalszy. Jednocześnie przed twórcami pozostaje trudne zadanie przekonania widzów, że nowa wersja historii będzie w stanie dorównać sentymentowi, jakim publiczność darzy pierwszą część. Czy afera wokół Tosi wpłynie na odbiór filmu? I jak zakończy się spór między twórcami a Joanną Jabłczyńską?

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Skolim wygłosił ORĘDZIE u prezydenta. Padł apel do Polaków [WIDEO]

Co uważacie o braku angażu Jabłczyńskiej do “Nigdy w życiu 2”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Joanna Jabłczyńska (fot. screen Instagram Joanna Jabłczyńska)
Katarzyna Grochola (fot. screen YouTube Radio Chillizet)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

TVN na celowniku? Maciej Rock zaczepił Wieniawę na festiwalu Polsatu

Opublikowano

w dniu

przez

Transfer Julii Wieniawy z TVN do Polsatu wywołał spore zamieszanie w świecie show-biznesu. Aktorka po trzech sezonach w „Mam talent!” rozstała się ze stacją, by chwilę później pojawić się w konkurencyjnej telewizji w zupełnie nowej roli. Podczas kieleckiego koncertu padły słowa, które trudno było uznać za przypadkowe. Dowiedz się więcej!

Julia Wieniawa od lat była związana z TVN. Aktorka regularnie pojawiała się podczas wydarzeń i koncertów organizowanych przez stację, a z czasem otrzymała także miejsce za jurorskim stołem programu „Mam talent!”. Choć jej obecność w jury od początku wzbudzała mieszane reakcje widzów, ostatecznie spędziła w programie trzy sezony.

Po zakończeniu współpracy z TVN długo nie było wiadomo, jaki będzie kolejny telewizyjny krok Julii Wieniawy. Szczególne zainteresowanie wzbudzało pytanie, kto zastąpi Ewę Kasprzyk w jury „Tańca z gwiazdami”. Ostatecznie Polsat oficjalnie potwierdził, że nową jurorką programu zostanie właśnie Wieniawa. Transfer aktorki ogłoszono w czasie, gdy dużo mówiło się o jesiennej ramówce jej byłej stacji, co dodatkowo podgrzało atmosferę.

“W życiu wszystko ma swój czas. Każdy rozdział kiedyś się kończy, żeby mógł zacząć się kolejny. Odchodzę z wdzięcznością, pięknymi wspomnieniami i ogromną ciekawością tego, co przede mną. Dziękuję za tę przygodę. Do zobaczenia” – informowała Julia Wieniawa w oświadczeniu.

POLECAMY: Skolim wygłosił ORĘDZIE u prezydenta. Padł apel do Polaków [WIDEO]

Kolejne szpilki w stronę TVN na festiwalu Polsatu

W niedzielę Julia Wieniawa pojawiła się na scenie podczas Festiwalu Magiczne Zakończenie Wakacji Radia ZET i Polsatu. Koncert poprowadziła Ida Nowakowska, która również jest nowym nabytkiem Polsatu. Wieniawa wykonała jeden ze swoich utworów, a następnie na scenie pojawiła się również Kaeyra, którą już za tydzień aktorka zacznie oceniać w „Tańcu z gwiazdami”.

Sporo emocji wzbudził już sposób, w jaki Polsat zapowiedział nową rolę Julii Wieniawy. W specjalnym nagraniu Iwona Pavlović zwróciła się do aktorki słowami: „Słyszałam, że masz talent”. W filmiku pojawiła się odpowiedź Wieniawy: „Mam, dlatego wybrałam “Taniec z gwiazdami”. Dla wielu osób trudno było nie odczytać tego jako delikatnego nawiązania do jej transferu z TVN.

Podczas kieleckiego koncertu temat nowej roli Julii Wieniawy powrócił za sprawą Macieja Rocka. Prezenter postanowił w charakterystyczny dla siebie, żartobliwy sposób zapytać aktorkę o jej debiut w jury. Jedno z jego zdań szczególnie zwróciło uwagę publiczności.

„Za tydzień Julia Wieniawa debiutuje w roli jurorki “Tańca z gwiazdami”. Juleczko, czy to jest stres dla ciebie, czy niekoniecznie? Dotychczas oceniałaś amatorów, a teraz kolegów i koleżanki będziesz oceniała” – stwierdził Maciej Rock.

Julia Wieniawa nie zamierzała jednak pozostawić tej uwagi bez odpowiedzi. Aktorka zareagowała śmiechem, a następnie szybko sprostowała słowa prowadzącego. Jej odpowiedź była krótka, ale bardzo wymowna.

„Nie amatorów, mistrzów świata, więc bez przesady…” – ucięła wątek.

Wieniawa najwyraźniej podeszła do całej sytuacji z dystansem. Chwilę później opowiedziała jednak o swoich prawdziwych emocjach związanych z dołączeniem do „Tańca z gwiazdami”. Jak przyznała, jest ogromnie podekscytowana nową rolą i od dawna darzy program dużą sympatią.

„Ogromna ekscytacja, kocham ten program od zawsze. Nawet ostatnie edycje obserwowałam po cichu z kanapy. Nie spodziewałam się, że będę oglądała wasze poczynania zza stołu jurorskiego. Tego nawet nie było w sferze moich marzeń” — odparła.

Na koniec do rozmowy włączyła się Ida Nowakowska, która szybko podsumowała sytuację jednym zdaniem: „Polsat spełnia marzenia”. Trudno o bardziej wymowne zakończenie historii transferu Julii Wieniawy. Aktorka jeszcze niedawno zasiadała w jury programu TVN, a już za chwilę będzie oceniała uczestników konkurencyjnego show Polsatu.

Przed Julią Wieniawą stoi więc zupełnie nowe wyzwanie. Już wkrótce przekonamy się, jak poradzi sobie w roli jurorki „Tańca z gwiazdami” i jak widzowie przyjmą ją po zmianie stacji. Jedno jest pewne – jej przejście do Polsatu wywołało sporo emocji, a żart Macieja Rocka tylko dolał oliwy do ognia. Czy Wieniawa odnajdzie się za jurorskim stołem? Jej debiut już za tydzień!

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Edward Miszczak ocenił męża Roxie Węgiel: „Teraz rozumiem, dlaczego go wzięła”

Kto mógłby zastąpić Julię Wieniawę w “Mam Talent”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Marcin Prokop, Julia Wieniawa, Agnieszka Chylińska, Agustin Egurrola (fot. zdjęcie prasowe TVN)
Ida Nowakowska, Kaeyra, Julia Wieniawa, Maciej Rock (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Ida Nowakowska, Kaeyra, Julia Wieniawa, Maciej Rock (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Ida Nowakowska, Kaeyra, Julia Wieniawa, Maciej Rock (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością