Śledź nas

news

Burza w sieci po wyznaniu Andziaks. Tak nazwała swojego syna

Opublikowano

w dniu

Przez pięć tygodni Andziaks i Luka trzymali fanów w niepewności, a spekulacje narastały z dnia na dzień. Gdy w końcu padło jedno słowo, internet dosłownie zapłonął. O co tyle zamieszania i dlaczego ta decyzja wywołała aż tak skrajne emocje? Dowiedz się więcej!

Angelika Trochonowicz i Łukasz Trochonowicz od lat należą do najbardziej transparentnych influencerów w Polsce. Ich życie toczy się na oczach setek tysięcy widzów, którzy śledzą każdy vlog, każdą relację i niemal każdą codzienną decyzję. Dla wielu są symbolem pary, która całkowicie zatarła granice między prywatnością a internetowym show. Pokazują luksusowe podróże, rodzinne chwile, wzruszenia i kryzysy – bez filtrowania emocji.

Andziaks, czyli Angelika Trochonowicz, zbudowała swoją pozycję przede wszystkim na YouTubie. Jej kanał to połączenie luksusu i swojskości – drogie torebki, egzotyczne wakacje i designerskie wnętrza przeplatają się z codziennymi obowiązkami i spontanicznymi momentami. Widzowie mają wrażenie, że oglądają „prawdziwe życie”, a nie wyreżyserowany spektakl. To właśnie ta mieszanka autentyczności i świata na wysokim poziomie stała się jej znakiem rozpoznawczym.

Kilka miesięcy temu para ogłosiła, że spodziewa się drugiego dziecka. Radosna nowina natychmiast obiegła internet, a późniejsze gender reveal tylko podgrzało emocje – okazało się, że ich córka Charlotte doczeka się młodszego brata. Starsza Charlie, urodzona w 2020 roku, od dawna jest ważną częścią rodzinnych treści i dorasta na oczach widzów. Tym razem oczekiwanie na narodziny chłopca było niemal medialnym wydarzeniem.

7 stycznia celebrytka urodziła syna. Przez chwilę oboje zniknęli z sieci, ograniczając aktywność, co wywołało lawinę pytań i spekulacji. Szybko jednak wrócili do regularnych vlogów, a Andziaks ponownie zdecydowała się opublikować film z porodu. Pięć lat temu, gdy rodziła córkę, taki materiał wzbudził ogromne kontrowersje i podzielił internet. Tym razem reakcje były znacznie spokojniejsze – widzowie zdają się być bardziej przyzwyczajeni do takiej otwartości influencerów, a granice prywatności w sieci przesunęły się jeszcze dalej.

POLECAMY: Ida Nowakowska ujawniła to, na co wszyscy czekali – gratulacje płyną strumieniem

Jak ma na imię syn Andziaks i Luki?

Największą tajemnicą pozostawało jednak imię chłopca. Angelika Trochonowicz i Łukasz Trochonowicz od dawna sugerowali, że – podobnie jak w przypadku Charlotte – postawią na zagraniczne brzmienie. Fani prześcigali się w pomysłach: Max, Louis, Liam. W pewnym momencie wydarzyło się coś, co dla wielu było „dowodem” nie do podważenia.

W jednym z vlogów Łukasz Trochonowicz zwrócił się do partnerki słowami: „Gdzie położysz Gonzáleza?”. Internet oszalał. Komentarze zalały media społecznościowe, a widzowie byli niemal przekonani, że chłopiec otrzymał właśnie takie imię. Spekulacje trwały tygodniami, a napięcie rosło z każdym kolejnym materiałem.

Prawda okazała się jednak zupełnie inna. Po pięciu tygodniach od narodzin para opublikowała film, w którym wreszcie zdradzili imię syna. Chłopiec otrzymał imię Franco. Decyzja była przemyślana, choć jak przyznała mama – wymagała czasu, by się z nią oswoić.

Chcieliśmy sobie z nim pobyć, oswoić się z tym imieniem i dopiero wam go przedstawić. Ja się chyba oswoiłam tydzień temu – powiedziała Andziaks.

Jak wyjaśniła, od początku planowali latynoskie imię. W grę wchodził między innymi Louis, a tuż po wyjściu ze szpitala mówiła do synka Tiago. Ostatecznie wybór padł na Franco, choć sama przyznała, że długo wahała się ze względu na brak odmiany tego imienia w języku polskim.

Charlie też mówiła do niego Franco. Ale ja nie byłam pewna. Sama wymyśliłam, a potem nie byłam pewna. Długo się zastanawiałam. Z początku było mi ciężko oswoić się z brakiem odmiany – dodała.

Reakcje fanów były skrajne. „Nie spodziewałam się takiego imienia”, „Jaki Franco? To Franek”, „Piękne imię wybraliście dla malucha”, „Świetny pomysł, Charlie i Franco – duet idealny”, „A nie może być po prostu Franciszek?” – to tylko część opinii, które pojawiły się pod filmem. Jedni zachwyceni oryginalnością, inni sceptyczni i przekonani, że polska rzeczywistość i tak zweryfikuje wybór rodziców.

Jedno jest pewne – Angelika Trochonowicz i Łukasz Trochonowicz po raz kolejny udowodnili, że potrafią utrzymać uwagę internetu jak mało kto. Nawet imię dziecka stało się medialnym wydarzeniem, które przez tygodnie elektryzowało fanów. A skoro każdy ich ruch wywołuje tak ogromne emocje, można się spodziewać, że to dopiero początek kolejnych rodzinnych historii, które znów rozgrzeją sieć do czerwoności.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tyle kosztują bilety na koncert Dody na PGE Narodowym. Skusicie się?

Podoba Wam się imię Franco? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Luka, Andziaks i Franco (fot. screen YouTube Andziaks)
Luka, Andziaks i Franco (fot. screen YouTube Andziaks)
Andziaks i Franco (fot. screen YouTube Andziaks)
Luka, Andziaks i Franco (fot. screen YouTube Andziaks)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

„Farma 5”: Co wydarzyło się w premierowym odcinku? Te zmiany zaskoczyły widzów

Opublikowano

w dniu

przez

Nowy sezon wystartował i już w pierwszym odcinku nie było miejsca na sentymenty. Uczestnicy szybko przekonali się, że to nie wakacyjny obóz, a brutalna gra o przetrwanie i realne pieniądze. Czy piąta odsłona okaże się najbardziej bezwzględna w historii? Dowiedz się więcej, co wydarzyło się w premierowym odcinku!

„Farma” od czterech lat pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych reality-show Polsatu. Format, w którym uczestnicy rezygnują z wygód cywilizacji i trafiają do surowego gospodarstwa bez internetu, kontaktu z bliskimi i codziennych udogodnień, konsekwentnie przyciąga setki tysięcy widzów. To właśnie odcięcie od świata i konieczność funkcjonowania w prymitywnych warunkach sprawiły, że program stał się telewizyjnym fenomenem.

Ostatnia edycja tylko potwierdziła, że widzowie wciąż łakną tej formy rozrywki. Zwycięstwo Bronisława Bandyjka, znanego jako „Bandi”, stało się symbolem czwartej odsłony show. Jego determinacja, spryt i umiejętność odnalezienia się w trudnych warunkach podbiły media społecznościowe. Według danych przytaczanych przez Wirtualne Media średnia oglądalność wyniosła 1,14 miliona widzów, co oznacza wzrost o 187 tysięcy. To wyraźny sygnał, że „Farma” nie słabnie – wręcz przeciwnie, rośnie w siłę.

Tym razem jednak widzowie musieli uzbroić się w cierpliwość. Choć nagrania odbyły się latem zeszłego roku, program nie wystartował jak zwykle – na początku stycznia. Piąty sezon stał się flagowym show wiosennej ramówki i zadebiutował dziś, 16 lutego o 20:30. Oczekiwania były ogromne, a apetyt fanów wyraźnie podsycony zapowiedziami większej stawki i jeszcze trudniejszych warunków.

POLECAMY: Taka prywatnie jest Sanah. Alicja Majewska nie gryzła się w język

Co wydarzyło się w pierwszym odcinku?

Już pierwszy odcinek pokazał, że producenci nie zamierzają oszczędzać uczestników. Widzowie poznali nowych śmiałków, którzy dobrowolnie zamienili wygodne łóżka na słomiane posłania, a poranną pielęgnację – na miskę zimnej wody i zapach obory o świcie. Pierwsze rozmowy ujawniły ambicje, strategie i ukryte napięcia, które zaczęły buzować niemal od progu gospodarstwa.

Nowi Farmerzy szybko zderzyli się z rzeczywistością. Teoria okazała się czymś zupełnie innym niż życie w rytmie zwierząt i codziennych obowiązków. Już w premierowym epizodzie pojawiły się pierwsze zadania, podział pracy oraz pierwsze zgrzyty. Kontakt ze zwierzętami, karmienie, sprzątanie i organizacja dnia obnażyły, kto faktycznie ma doświadczenie, a kto liczył wyłącznie na spryt i dobrą autoprezentację.

W pierwszym odcinku uczestnicy stanęli przed wyzwaniem i pojedynkiem, który choć z pozoru techniczny – w rzeczywistości odsłonił ich strategie oraz ambicje. Nieświadomie zdradzili swoje podejście do gry, pokazując, kto chce budować autorytet, a kto zamierza działać po cichu. Już na starcie było widać, że waluta w tej edycji nie będzie opierać się wyłącznie na sile fizycznej czy pracowitości, lecz na zdolności budowania wpływu.

Tym razem zmienił się również jeden z kluczowych elementów gry – czas spędzony na gospodarstwie został wydłużony. To oznacza większe zmęczenie, więcej konfliktów i większą presję psychiczną. W takich warunkach nawet najlepiej funkcjonująca grupa może zacząć się rozpadać, a drobne nieporozumienia szybko urosnąć do rangi poważnych sporów. O tym, jak bardzo ta zmiana wpłynie na relacje i strategie uczestników, widzowie zapewne przekonają się w kolejnych odcinkach, gdy zmęczenie zacznie zbierać swoje żniwo, a emocje wezmą górę nad rozsądkiem.

Motywacja jest również potężniejsza niż zwykle. W grze znajdują się Złote Widły, tytuł Farmera Roku oraz 100 tysięcy złotych – z możliwością podwojenia tej kwoty. „Farma zarabia!” – to hasło wybrzmiało wyjątkowo mocno w zapowiedziach. Pieniądze stały się realnym czynnikiem napędzającym rywalizację, a wizja wyższej wygranej może okazać się zapalnikiem dla jeszcze ostrzejszej walki między uczestnikami.

Piąty sezon rozpoczął się z przytupem i już teraz widać, że emocje będą tylko rosnąć. Wydłużony czas pobytu oraz większa stawka finansowa sprawiają, że gra od samego początku nabiera zupełnie innego ciężaru. Choć w pierwszym odcinku uczestnicy dopiero się poznawali i starali się odnaleźć w nowej rzeczywistości, nad farmą od początku unosiło się napięcie związane z tym, jak wymagająca okaże się ta edycja.

Jeśli premierowy epizod był jedynie wstępem do tego, co czeka Farmerów w najbliższych tygodniach, widzowie powinni przygotować się na sezon pełen presji, trudnych decyzji i zwrotów akcji, które pokażą, kto naprawdę potrafi przetrwać w surowych warunkach i zawalczyć o najwyższą stawkę w historii programu. Warto więc oglądać kolejne odcinki programu od poniedziałku do czwartku o 20:30, a także w piątki “Finały tygodnia” o 19:55.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Andżelika Wójcik oskarża kadrę o brak wsparcia. Prezes PZŁS odpowiada na zarzuty

Oglądaliście premierowy odcinek “Farmy”? Jeśli tak, to jakie są Wasze pierwsze wrażenia? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Ilona i Milena Krawczyńskie (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Taka prywatnie jest Sanah. Alicja Majewska nie gryzła się w język

Opublikowano

w dniu

przez

Plotki krążyły od dawna, a w branży szeptano różne scenariusze. Czy między divą z ogromnym dorobkiem a współczesną królową stadionów mogło dojść do napięcia? Teraz wszystko stało się jasne, a słowa, które padły zaskoczyły nawet największych sceptyków. Dowiedz się więcej, jaka naprawdę jest Sanah!

Sanah, czyli Zuzanna Grabowska, w ciągu zaledwie kilku lat przeszła drogę, na którą inni artyści pracują całe dekady. Od spektakularnego debiutu w 2020 roku konsekwentnie buduje swoją markę, łącząc popową przebojowość z literacką wrażliwością i charakterystyczną estetyką. Jej utwory momentalnie wspinają się na szczyty list przebojów, a kolejne albumy rozchodzą się w imponującym tempie. Dziś trudno wskazać drugą artystkę młodego pokolenia, która równie skutecznie połączyłaby mainstream z ambitniejszym repertuarem.

Najlepszym dowodem jej fenomenu są koncerty na PGE Narodowym. Ponad 65 tysięcy osób zgromadzonych na stadionie, wspólny śpiew od pierwszych minut i atmosfera niemal muzycznego misterium – to obrazy, które na stałe zapisały się w historii polskiej sceny. Wydarzenia te pokazały, że Sanah nie jest jedynie gwiazdą internetu czy radia, ale artystką zdolną porwać tłumy w skali porównywalnej z największymi światowymi nazwiskami.

Jednak jej ambicje wykraczają daleko poza tworzenie chwytliwych singli. Jednym z ostatnich projektów była niecodzienna kolekcja poezji śpiewanej w duetach z ikonami polskiej muzyki. Na albumie znalazły się interpretacje tekstów Tadeusza Różewicza, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Adama Mickiewicza czy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. To odważny ruch, który dla jednych był artystycznym objawieniem, dla innych ryzykowną próbą zmierzenia się z klasyką.

Do współpracy zaprosiła prawdziwe legendy – wśród nich znalazła się Alicja Majewska, a także inne uznane nazwiska sceny w tym m.in. Michał Bajor, Kasia Kowalska czy Kasia Nosowska. Szczególne emocje wzbudził utwór „Oczyszczenie”, czyli wokalna wersja wiersza Tadeusza Różewicza nagrana właśnie z Alicją Majewską. Spotkanie dwóch pokoleń artystek zostało odebrane jako symboliczny dialog tradycji z nowoczesnością, doświadczenia z młodzieńczą wrażliwością.

POLECAMY: Andżelika Wójcik oskarża kadrę o brak wsparcia. Prezes PZŁS odpowiada na zarzuty

Alicja Majewska ujawnia prawdę o Sanah

Wielu zastanawiało się jednak, co naprawdę myśli o niej 77-letnia legenda. Czy w branży, gdzie konkurencja bywa bezwzględna, mogło pojawić się napięcie? W rozmowie z reporterem Pomponika podczas finału „The Voice Senior” Alicja Majewska rozwiała wszelkie wątpliwości i nie zostawiła miejsca na niedomówienia.

Urocza dziewczyna, bardzo kulturalna, dobrze wychowana. I to, czego gratuluję jej czy jej otoczeniu, jej rodzinie, to że mimo osiągnięcia takiego sukcesu, bo ona osiągnęła ogromny sukces, te wyprzedawane stadiony i tak dalej, wydaje mi się w kontakcie z nią, że nie zmieniło to jej osobowości, jej hierarchii wartości – wyznała.

Te słowa wybrzmiały szczególnie mocno, bo w świecie show-biznesu komplementy między artystkami z różnych pokoleń nie zawsze przychodzą łatwo. Alicja Majewska nie tylko doceniła sukces Sanah, ale też podkreśliła jej skromność i stabilność wartości mimo ogromnej popularności. To rzadkość w czasach, gdy błyskawiczna kariera potrafi zmienić nawet najbardziej poukładane osobowości. Legenda sceny spróbowała także odpowiedzieć na pytanie, skąd bierze się fenomen młodej gwiazdy.

Nie wiadomo, co sprawia, że ktoś robi karierę, bo to kariera ogromna. Podstawa jest taka, że Sanah jest bardzo muzykalną osobą, jest muzykiem. […] Sama sobie komponuje bardzo zgrabne melodie. Mnie się wydaje, […] że ona się wyróżniła stylem, zewnętrznością również wśród dużego grona świetnie śpiewających młodych piosenkarek. Wyróżniła się jakąś taką prostotą, skromnością – dodała.

Nie zabrakło również oceny wokalnych umiejętności młodszej artystki.

Ona ma skalę, dużą skalę. Jest muzykalna, nie popisuje się jakimiś melizmatami […] wyszukanymi. Śpiewa dosyć prosto. Ma specyficzną barwę głosu, która jak to u każdego z nas – jednego może zachwycić, a drugiego w ogóle nie pociągnąć i odrzucać. To jest zjawisko rzeczywiście, na temat którego myślę, że powstaną prace – wyjaśniła.

Co istotne, Alicja Majewska odniosła się także do plotek o rzekomo trudnym charakterze Sanah za kulisami. W jej opinii profesjonalizm i wymagania wobec współpracowników nie są niczym złym, o ile towarzyszy im kultura osobista.

Ona się okazuje taką zosią samosią trochę. […] Może na etapie pracy jest rygorystyczna i ma opinię wymagającej. Natomiast właśnie o czym powiedziałam – to się nazywa dobre wychowanie: w stosunku do nas, kolegów, i […] myślę, że rówieśników również, absolutnie żadnego cienia zastrzeżenia nie mogłabym zgłosić – dodała.

W świecie pełnym medialnych spięć i domniemanych konfliktów taka wypowiedź ma ogromną wagę. Dwie divy – jedna z wieloletnim dorobkiem i statusem legendy, druga będąca symbolem nowego pokolenia – pokazały, że możliwy jest dialog oparty na szacunku.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Steczkowska chwyciła za telefon. Tak wyglądała jej ostra rozmowa z Wojewódzkim

Którą artystkę cenicie bardziej – Alicję Majewską czy Sanah? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Alicja Majewska (zdjęcie prasowe Telewizja Polska) – “The Voice Senior 7”
Sanah (fot. screen YouTube Empik)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Tomasz Wygoda odpowiada Sebastianowi Fabijańskiemu – pokaże siebie w „Tańcu z Gwiazdami”?

Opublikowano

w dniu

przez

Tomasz Wygoda odpowiada Sebastianowi Fabijańskiemu – pokaże siebie w „Tańcu z Gwiazdami”?

POLECAMY: Taka prywatnie jest Sanah. Alicja Majewska nie gryzła się w język

Kontynuuj czytanie

news

Piotr Mróz ANALIZUJE działania DODY – to przez DEFRAUDACJE?

Opublikowano

w dniu

przez

Piotr Mróz ANALIZUJE działania DODY – to przez DEFRAUDACJE?

POLECAMY: Andżelika Wójcik oskarża kadrę o brak wsparcia. Prezes PZŁS odpowiada na zarzuty

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością