Śledź nas

news

Edward Miszczak nie lubi Huberta Urbańskiego? Prawda wreszcie wyszła na jaw

Opublikowano

w dniu

Powrót „Milionerów” okazał się jedną z najbardziej zaskakujących decyzji programowych ostatnich miesięcy. Za tą zmianą stały nie tylko kwestie biznesowe, ale też osobiste napięcia i nieoczywiste wybory. Dowiedz się więcej o zaskakujących słowach Edwarda Miszczaka!

Program „Milionerzy” przez lata uchodził za jeden z najważniejszych formatów w historii polskiej telewizji. Po debiucie w 1999 roku doczekał się dziesiątek sezonów i na trwałe wpisał się w popkulturę. Choć na przestrzeni lat bywały przerwy w emisji, zawsze wracał, bo widzowie nie potrafili się z nim rozstać. Decyzja TVN-u o rezygnacji z licencji w 2025 roku była dla wielu sygnałem, że era tego teleturnieju właśnie się kończy. Niewielu spodziewało się wtedy, że to dopiero początek nowego rozdziału.

Innego zdania był Edward Miszczak, który uznał, że „Milionerzy” wciąż mają ogromny potencjał. Jako dyrektor programowy Polsatu postanowił sięgnąć po format, który jego poprzednia stacja uznała za wypalony. Co więcej, od początku wiedział, że nie może pozwolić sobie na zmianę prowadzącego. Dla niego jedno nazwisko było nierozerwalnie związane z tym programem – Hubert Urbański. To właśnie ta decyzja uruchomiła lawinę wydarzeń, o których mówiła cała branża.

Przeprowadzka „Milionerów” do Polsatu została opakowana w medialny spektakl. Symboliczne tiry sunące przez Warszawę miały pokazać skalę transferu i znaczenie formatu dla nowej stacji. Ten ruch był jasnym komunikatem: Polsat nie tylko przejmuje program, ale zamierza nadać mu nową rangę. Dla Miszczaka był to dowód na to, że klasyczne formaty wciąż mogą generować emocje i zainteresowanie, jeśli tylko zostaną odpowiednio wykorzystane.

Początki Edwarda Miszczaka w Polsacie nie były jednak pasmem sukcesów. Postawił na kilka nowości, które miały odmienić ramówkę, ale nie spełniły oczekiwań. „Temptation Island Polska” czy „Żony Warszawy” szybko zniknęły z anteny, a widzowie nie zareagowali na nie tak, jak zakładano. Z czasem jednak Miszczak zmienił strategię i zamiast ryzykownych nowości zaczął sięgać po formaty sprawdzone i rozpoznawalne.

W ramówce Polsatu zaczęły pojawiać się programy, które widzowie dobrze znali i lubili. „Taniec z gwiazdami” od momentu jego powrotu stał się jednym z najmocniejszych punktów stacji. „Randka w ciemno” z Piotrem Gąsowskim miała odwoływać się do nostalgii, a „Awantura o kasę” z Krzysztofem Ibiszem szybko okazała się jednym z największych hitów ostatnich lat – do tego stopnia, że castingi do kolejnej edycji ruszyły jeszcze przed zakończeniem obecnej. W tym kontekście powrót „Milionerów” wydawał się logicznym krokiem.

Sam Edward Miszczak otwarcie przyznaje, że jego decyzje są przede wszystkim biznesowe.

Jestem dumny z tej ramówki, z tego, że podoba się ona ludziom, mimo że nie ma nowości, bo zawartość kontentu nigdy do końca nie zależy od dyrektora programowego, bo albo są finansowi decydenci, albo są zarządy, które decydują. To jest biznesowe podejście i zawsze nowość to ryzyko. Mamy bardzo uniwersalne programy, które były hitami przez wiele lat, nawet w innych stacjach – tłumaczył podczas ramówki „Super Expressowi” Edward Miszczak.

POLECAMY: Andrzej Zieliński wspomina zmarłego Edwarda Linde-Lubaszenko. Te słowa łamią serca

Hubert Urbański nie lubi się z Edwardem Miszczakiem

Największe emocje wzbudziły jednak jego słowa o relacji z Hubertem Urbańskim. Okazało się, że obaj panowie od lat nie darzą się sympatią, co tylko podgrzało atmosferę wokół zeszłorocznego transferu.

Huberta Urbańskiego kochają wszyscy i nikt nie wyobraża sobie, żeby prowadził inny program niż „Milionerzy” czy też żeby inna gwiazda niż on go prowadziła. Przyznam się pani, że on ma inne tęsknoty, o których trochę wiem. W dodatku, proszę zobaczyć, my nie przepadamy za sobą. Ani ja za Hubertem, ani Hubert za mną. Rozstaliśmy się w „Tańcu z gwiazdami” bardzo emocjonalnie, wiele lat temu – zaczął Miszczak w tej samej rozmowie.

Mimo osobistych animozji Miszczak jasno daje do zrozumienia, że prywatne uczucia nie mają znaczenia, gdy w grę wchodzi dobro programu i widzów.

Ale jak zobaczyłem, że konkurencja nie chce już korzystać z „Milionerów”, to pomyślałem sobie, że to jest ogromny błąd, że ktoś nie odczytał siły tego programu, że on dalej jest atrakcyjny, że nie ma lepszego prowadzącego niż Hubert Urbański. Lubię go czy nie lubię, ale wiem, że widzowie go lubią i to jest dla mnie najważniejsze. Jeśli ktoś dobiera gwiazdy, bo je np. lubi… Boże, trzeba się trochę nauczyć pokory – dodał „Super Expressowi” dyrektor Polsatu.

Co więcej, Edward Miszczak nie ukrywa, że widzi w Hubercie Urbańskim potencjał znacznie większy niż tylko rola gospodarza „Milionerów”.

Zabiegam bardzo o ludzi, jeśli czuję, że oni są niezbędni dla jakiegoś formatu. Myślę, że jak rozpocząłem negocjacje z Hubertem Urbańskim, to on nie wierzył w ani jedno słowo. A dzisiaj pracujemy razem i myślę, że to jest jakaś nowa era Huberta. On był jedną z pierwszych, czyli po latach ostatnią, gwiazdą, niezapraszaną, niepromowaną. A u nas jest pierwszy – dodał Miszczak.

Na koniec pojawia się pytanie, które dziś zadaje sobie cała branża: czy to dopiero początek współpracy tej nietypowej pary? „Nie jest powiedziane, że tak nie będzie. Proszę pamiętać, że w TVN-ie Hubert prowadził chyba wszystkie moje wielkie produkcje” – kończy swoją wypowiedź Edward Miszczak. Choć obaj panowie nie przepadają za sobą, wszystko wskazuje na to, że dla dobra telewizji i widzów są gotowi odłożyć emocje na bok. A to może oznaczać, że Hubert Urbański wkrótce zaskoczy widzów kolejnym projektem.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kuba Szmajkowski wraca z utworem, którego nie przestaniesz nucić

Chcielibyście zobaczyć kolejny teleturniej z udziałem Huberta Urbańskiego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Edward Miszczak, Maks Behr (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Hubert Urbański (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Hubert Urbański, Elżbieta Romanowska (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Hubert Urbański (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

„Farma 5”: Co wydarzyło się w premierowym odcinku? Te zmiany zaskoczyły widzów

Opublikowano

w dniu

przez

Nowy sezon wystartował i już w pierwszym odcinku nie było miejsca na sentymenty. Uczestnicy szybko przekonali się, że to nie wakacyjny obóz, a brutalna gra o przetrwanie i realne pieniądze. Czy piąta odsłona okaże się najbardziej bezwzględna w historii? Dowiedz się więcej, co wydarzyło się w premierowym odcinku!

„Farma” od czterech lat pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych reality-show Polsatu. Format, w którym uczestnicy rezygnują z wygód cywilizacji i trafiają do surowego gospodarstwa bez internetu, kontaktu z bliskimi i codziennych udogodnień, konsekwentnie przyciąga setki tysięcy widzów. To właśnie odcięcie od świata i konieczność funkcjonowania w prymitywnych warunkach sprawiły, że program stał się telewizyjnym fenomenem.

Ostatnia edycja tylko potwierdziła, że widzowie wciąż łakną tej formy rozrywki. Zwycięstwo Bronisława Bandyjka, znanego jako „Bandi”, stało się symbolem czwartej odsłony show. Jego determinacja, spryt i umiejętność odnalezienia się w trudnych warunkach podbiły media społecznościowe. Według danych przytaczanych przez Wirtualne Media średnia oglądalność wyniosła 1,14 miliona widzów, co oznacza wzrost o 187 tysięcy. To wyraźny sygnał, że „Farma” nie słabnie – wręcz przeciwnie, rośnie w siłę.

Tym razem jednak widzowie musieli uzbroić się w cierpliwość. Choć nagrania odbyły się latem zeszłego roku, program nie wystartował jak zwykle – na początku stycznia. Piąty sezon stał się flagowym show wiosennej ramówki i zadebiutował dziś, 16 lutego o 20:30. Oczekiwania były ogromne, a apetyt fanów wyraźnie podsycony zapowiedziami większej stawki i jeszcze trudniejszych warunków.

POLECAMY: Taka prywatnie jest Sanah. Alicja Majewska nie gryzła się w język

Co wydarzyło się w pierwszym odcinku?

Już pierwszy odcinek pokazał, że producenci nie zamierzają oszczędzać uczestników. Widzowie poznali nowych śmiałków, którzy dobrowolnie zamienili wygodne łóżka na słomiane posłania, a poranną pielęgnację – na miskę zimnej wody i zapach obory o świcie. Pierwsze rozmowy ujawniły ambicje, strategie i ukryte napięcia, które zaczęły buzować niemal od progu gospodarstwa.

Nowi Farmerzy szybko zderzyli się z rzeczywistością. Teoria okazała się czymś zupełnie innym niż życie w rytmie zwierząt i codziennych obowiązków. Już w premierowym epizodzie pojawiły się pierwsze zadania, podział pracy oraz pierwsze zgrzyty. Kontakt ze zwierzętami, karmienie, sprzątanie i organizacja dnia obnażyły, kto faktycznie ma doświadczenie, a kto liczył wyłącznie na spryt i dobrą autoprezentację.

W pierwszym odcinku uczestnicy stanęli przed wyzwaniem i pojedynkiem, który choć z pozoru techniczny – w rzeczywistości odsłonił ich strategie oraz ambicje. Nieświadomie zdradzili swoje podejście do gry, pokazując, kto chce budować autorytet, a kto zamierza działać po cichu. Już na starcie było widać, że waluta w tej edycji nie będzie opierać się wyłącznie na sile fizycznej czy pracowitości, lecz na zdolności budowania wpływu.

Tym razem zmienił się również jeden z kluczowych elementów gry – czas spędzony na gospodarstwie został wydłużony. To oznacza większe zmęczenie, więcej konfliktów i większą presję psychiczną. W takich warunkach nawet najlepiej funkcjonująca grupa może zacząć się rozpadać, a drobne nieporozumienia szybko urosnąć do rangi poważnych sporów. O tym, jak bardzo ta zmiana wpłynie na relacje i strategie uczestników, widzowie zapewne przekonają się w kolejnych odcinkach, gdy zmęczenie zacznie zbierać swoje żniwo, a emocje wezmą górę nad rozsądkiem.

Motywacja jest również potężniejsza niż zwykle. W grze znajdują się Złote Widły, tytuł Farmera Roku oraz 100 tysięcy złotych – z możliwością podwojenia tej kwoty. „Farma zarabia!” – to hasło wybrzmiało wyjątkowo mocno w zapowiedziach. Pieniądze stały się realnym czynnikiem napędzającym rywalizację, a wizja wyższej wygranej może okazać się zapalnikiem dla jeszcze ostrzejszej walki między uczestnikami.

Piąty sezon rozpoczął się z przytupem i już teraz widać, że emocje będą tylko rosnąć. Wydłużony czas pobytu oraz większa stawka finansowa sprawiają, że gra od samego początku nabiera zupełnie innego ciężaru. Choć w pierwszym odcinku uczestnicy dopiero się poznawali i starali się odnaleźć w nowej rzeczywistości, nad farmą od początku unosiło się napięcie związane z tym, jak wymagająca okaże się ta edycja.

Jeśli premierowy epizod był jedynie wstępem do tego, co czeka Farmerów w najbliższych tygodniach, widzowie powinni przygotować się na sezon pełen presji, trudnych decyzji i zwrotów akcji, które pokażą, kto naprawdę potrafi przetrwać w surowych warunkach i zawalczyć o najwyższą stawkę w historii programu. Warto więc oglądać kolejne odcinki programu od poniedziałku do czwartku o 20:30, a także w piątki “Finały tygodnia” o 19:55.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Andżelika Wójcik oskarża kadrę o brak wsparcia. Prezes PZŁS odpowiada na zarzuty

Oglądaliście premierowy odcinek “Farmy”? Jeśli tak, to jakie są Wasze pierwsze wrażenia? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Ilona i Milena Krawczyńskie (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Taka prywatnie jest Sanah. Alicja Majewska nie gryzła się w język

Opublikowano

w dniu

przez

Plotki krążyły od dawna, a w branży szeptano różne scenariusze. Czy między divą z ogromnym dorobkiem a współczesną królową stadionów mogło dojść do napięcia? Teraz wszystko stało się jasne, a słowa, które padły zaskoczyły nawet największych sceptyków. Dowiedz się więcej, jaka naprawdę jest Sanah!

Sanah, czyli Zuzanna Grabowska, w ciągu zaledwie kilku lat przeszła drogę, na którą inni artyści pracują całe dekady. Od spektakularnego debiutu w 2020 roku konsekwentnie buduje swoją markę, łącząc popową przebojowość z literacką wrażliwością i charakterystyczną estetyką. Jej utwory momentalnie wspinają się na szczyty list przebojów, a kolejne albumy rozchodzą się w imponującym tempie. Dziś trudno wskazać drugą artystkę młodego pokolenia, która równie skutecznie połączyłaby mainstream z ambitniejszym repertuarem.

Najlepszym dowodem jej fenomenu są koncerty na PGE Narodowym. Ponad 65 tysięcy osób zgromadzonych na stadionie, wspólny śpiew od pierwszych minut i atmosfera niemal muzycznego misterium – to obrazy, które na stałe zapisały się w historii polskiej sceny. Wydarzenia te pokazały, że Sanah nie jest jedynie gwiazdą internetu czy radia, ale artystką zdolną porwać tłumy w skali porównywalnej z największymi światowymi nazwiskami.

Jednak jej ambicje wykraczają daleko poza tworzenie chwytliwych singli. Jednym z ostatnich projektów była niecodzienna kolekcja poezji śpiewanej w duetach z ikonami polskiej muzyki. Na albumie znalazły się interpretacje tekstów Tadeusza Różewicza, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Adama Mickiewicza czy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. To odważny ruch, który dla jednych był artystycznym objawieniem, dla innych ryzykowną próbą zmierzenia się z klasyką.

Do współpracy zaprosiła prawdziwe legendy – wśród nich znalazła się Alicja Majewska, a także inne uznane nazwiska sceny w tym m.in. Michał Bajor, Kasia Kowalska czy Kasia Nosowska. Szczególne emocje wzbudził utwór „Oczyszczenie”, czyli wokalna wersja wiersza Tadeusza Różewicza nagrana właśnie z Alicją Majewską. Spotkanie dwóch pokoleń artystek zostało odebrane jako symboliczny dialog tradycji z nowoczesnością, doświadczenia z młodzieńczą wrażliwością.

POLECAMY: Andżelika Wójcik oskarża kadrę o brak wsparcia. Prezes PZŁS odpowiada na zarzuty

Alicja Majewska ujawnia prawdę o Sanah

Wielu zastanawiało się jednak, co naprawdę myśli o niej 77-letnia legenda. Czy w branży, gdzie konkurencja bywa bezwzględna, mogło pojawić się napięcie? W rozmowie z reporterem Pomponika podczas finału „The Voice Senior” Alicja Majewska rozwiała wszelkie wątpliwości i nie zostawiła miejsca na niedomówienia.

Urocza dziewczyna, bardzo kulturalna, dobrze wychowana. I to, czego gratuluję jej czy jej otoczeniu, jej rodzinie, to że mimo osiągnięcia takiego sukcesu, bo ona osiągnęła ogromny sukces, te wyprzedawane stadiony i tak dalej, wydaje mi się w kontakcie z nią, że nie zmieniło to jej osobowości, jej hierarchii wartości – wyznała.

Te słowa wybrzmiały szczególnie mocno, bo w świecie show-biznesu komplementy między artystkami z różnych pokoleń nie zawsze przychodzą łatwo. Alicja Majewska nie tylko doceniła sukces Sanah, ale też podkreśliła jej skromność i stabilność wartości mimo ogromnej popularności. To rzadkość w czasach, gdy błyskawiczna kariera potrafi zmienić nawet najbardziej poukładane osobowości. Legenda sceny spróbowała także odpowiedzieć na pytanie, skąd bierze się fenomen młodej gwiazdy.

Nie wiadomo, co sprawia, że ktoś robi karierę, bo to kariera ogromna. Podstawa jest taka, że Sanah jest bardzo muzykalną osobą, jest muzykiem. […] Sama sobie komponuje bardzo zgrabne melodie. Mnie się wydaje, […] że ona się wyróżniła stylem, zewnętrznością również wśród dużego grona świetnie śpiewających młodych piosenkarek. Wyróżniła się jakąś taką prostotą, skromnością – dodała.

Nie zabrakło również oceny wokalnych umiejętności młodszej artystki.

Ona ma skalę, dużą skalę. Jest muzykalna, nie popisuje się jakimiś melizmatami […] wyszukanymi. Śpiewa dosyć prosto. Ma specyficzną barwę głosu, która jak to u każdego z nas – jednego może zachwycić, a drugiego w ogóle nie pociągnąć i odrzucać. To jest zjawisko rzeczywiście, na temat którego myślę, że powstaną prace – wyjaśniła.

Co istotne, Alicja Majewska odniosła się także do plotek o rzekomo trudnym charakterze Sanah za kulisami. W jej opinii profesjonalizm i wymagania wobec współpracowników nie są niczym złym, o ile towarzyszy im kultura osobista.

Ona się okazuje taką zosią samosią trochę. […] Może na etapie pracy jest rygorystyczna i ma opinię wymagającej. Natomiast właśnie o czym powiedziałam – to się nazywa dobre wychowanie: w stosunku do nas, kolegów, i […] myślę, że rówieśników również, absolutnie żadnego cienia zastrzeżenia nie mogłabym zgłosić – dodała.

W świecie pełnym medialnych spięć i domniemanych konfliktów taka wypowiedź ma ogromną wagę. Dwie divy – jedna z wieloletnim dorobkiem i statusem legendy, druga będąca symbolem nowego pokolenia – pokazały, że możliwy jest dialog oparty na szacunku.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Steczkowska chwyciła za telefon. Tak wyglądała jej ostra rozmowa z Wojewódzkim

Którą artystkę cenicie bardziej – Alicję Majewską czy Sanah? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Alicja Majewska (zdjęcie prasowe Telewizja Polska) – “The Voice Senior 7”
Sanah (fot. screen YouTube Empik)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Tomasz Wygoda odpowiada Sebastianowi Fabijańskiemu – pokaże siebie w „Tańcu z Gwiazdami”?

Opublikowano

w dniu

przez

Tomasz Wygoda odpowiada Sebastianowi Fabijańskiemu – pokaże siebie w „Tańcu z Gwiazdami”?

POLECAMY: Taka prywatnie jest Sanah. Alicja Majewska nie gryzła się w język

Kontynuuj czytanie

news

Piotr Mróz ANALIZUJE działania DODY – to przez DEFRAUDACJE?

Opublikowano

w dniu

przez

Piotr Mróz ANALIZUJE działania DODY – to przez DEFRAUDACJE?

POLECAMY: Andżelika Wójcik oskarża kadrę o brak wsparcia. Prezes PZŁS odpowiada na zarzuty

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością