Śledź nas

news

Edward Miszczak nie lubi Huberta Urbańskiego? Prawda wreszcie wyszła na jaw

Opublikowano

w dniu

Powrót „Milionerów” okazał się jedną z najbardziej zaskakujących decyzji programowych ostatnich miesięcy. Za tą zmianą stały nie tylko kwestie biznesowe, ale też osobiste napięcia i nieoczywiste wybory. Dowiedz się więcej o zaskakujących słowach Edwarda Miszczaka!

Program „Milionerzy” przez lata uchodził za jeden z najważniejszych formatów w historii polskiej telewizji. Po debiucie w 1999 roku doczekał się dziesiątek sezonów i na trwałe wpisał się w popkulturę. Choć na przestrzeni lat bywały przerwy w emisji, zawsze wracał, bo widzowie nie potrafili się z nim rozstać. Decyzja TVN-u o rezygnacji z licencji w 2025 roku była dla wielu sygnałem, że era tego teleturnieju właśnie się kończy. Niewielu spodziewało się wtedy, że to dopiero początek nowego rozdziału.

Innego zdania był Edward Miszczak, który uznał, że „Milionerzy” wciąż mają ogromny potencjał. Jako dyrektor programowy Polsatu postanowił sięgnąć po format, który jego poprzednia stacja uznała za wypalony. Co więcej, od początku wiedział, że nie może pozwolić sobie na zmianę prowadzącego. Dla niego jedno nazwisko było nierozerwalnie związane z tym programem – Hubert Urbański. To właśnie ta decyzja uruchomiła lawinę wydarzeń, o których mówiła cała branża.

Przeprowadzka „Milionerów” do Polsatu została opakowana w medialny spektakl. Symboliczne tiry sunące przez Warszawę miały pokazać skalę transferu i znaczenie formatu dla nowej stacji. Ten ruch był jasnym komunikatem: Polsat nie tylko przejmuje program, ale zamierza nadać mu nową rangę. Dla Miszczaka był to dowód na to, że klasyczne formaty wciąż mogą generować emocje i zainteresowanie, jeśli tylko zostaną odpowiednio wykorzystane.

Początki Edwarda Miszczaka w Polsacie nie były jednak pasmem sukcesów. Postawił na kilka nowości, które miały odmienić ramówkę, ale nie spełniły oczekiwań. „Temptation Island Polska” czy „Żony Warszawy” szybko zniknęły z anteny, a widzowie nie zareagowali na nie tak, jak zakładano. Z czasem jednak Miszczak zmienił strategię i zamiast ryzykownych nowości zaczął sięgać po formaty sprawdzone i rozpoznawalne.

W ramówce Polsatu zaczęły pojawiać się programy, które widzowie dobrze znali i lubili. „Taniec z gwiazdami” od momentu jego powrotu stał się jednym z najmocniejszych punktów stacji. „Randka w ciemno” z Piotrem Gąsowskim miała odwoływać się do nostalgii, a „Awantura o kasę” z Krzysztofem Ibiszem szybko okazała się jednym z największych hitów ostatnich lat – do tego stopnia, że castingi do kolejnej edycji ruszyły jeszcze przed zakończeniem obecnej. W tym kontekście powrót „Milionerów” wydawał się logicznym krokiem.

Sam Edward Miszczak otwarcie przyznaje, że jego decyzje są przede wszystkim biznesowe.

Jestem dumny z tej ramówki, z tego, że podoba się ona ludziom, mimo że nie ma nowości, bo zawartość kontentu nigdy do końca nie zależy od dyrektora programowego, bo albo są finansowi decydenci, albo są zarządy, które decydują. To jest biznesowe podejście i zawsze nowość to ryzyko. Mamy bardzo uniwersalne programy, które były hitami przez wiele lat, nawet w innych stacjach – tłumaczył podczas ramówki „Super Expressowi” Edward Miszczak.

POLECAMY: Andrzej Zieliński wspomina zmarłego Edwarda Linde-Lubaszenko. Te słowa łamią serca

Hubert Urbański nie lubi się z Edwardem Miszczakiem

Największe emocje wzbudziły jednak jego słowa o relacji z Hubertem Urbańskim. Okazało się, że obaj panowie od lat nie darzą się sympatią, co tylko podgrzało atmosferę wokół zeszłorocznego transferu.

Huberta Urbańskiego kochają wszyscy i nikt nie wyobraża sobie, żeby prowadził inny program niż „Milionerzy” czy też żeby inna gwiazda niż on go prowadziła. Przyznam się pani, że on ma inne tęsknoty, o których trochę wiem. W dodatku, proszę zobaczyć, my nie przepadamy za sobą. Ani ja za Hubertem, ani Hubert za mną. Rozstaliśmy się w „Tańcu z gwiazdami” bardzo emocjonalnie, wiele lat temu – zaczął Miszczak w tej samej rozmowie.

Mimo osobistych animozji Miszczak jasno daje do zrozumienia, że prywatne uczucia nie mają znaczenia, gdy w grę wchodzi dobro programu i widzów.

Ale jak zobaczyłem, że konkurencja nie chce już korzystać z „Milionerów”, to pomyślałem sobie, że to jest ogromny błąd, że ktoś nie odczytał siły tego programu, że on dalej jest atrakcyjny, że nie ma lepszego prowadzącego niż Hubert Urbański. Lubię go czy nie lubię, ale wiem, że widzowie go lubią i to jest dla mnie najważniejsze. Jeśli ktoś dobiera gwiazdy, bo je np. lubi… Boże, trzeba się trochę nauczyć pokory – dodał „Super Expressowi” dyrektor Polsatu.

Co więcej, Edward Miszczak nie ukrywa, że widzi w Hubercie Urbańskim potencjał znacznie większy niż tylko rola gospodarza „Milionerów”.

Zabiegam bardzo o ludzi, jeśli czuję, że oni są niezbędni dla jakiegoś formatu. Myślę, że jak rozpocząłem negocjacje z Hubertem Urbańskim, to on nie wierzył w ani jedno słowo. A dzisiaj pracujemy razem i myślę, że to jest jakaś nowa era Huberta. On był jedną z pierwszych, czyli po latach ostatnią, gwiazdą, niezapraszaną, niepromowaną. A u nas jest pierwszy – dodał Miszczak.

Na koniec pojawia się pytanie, które dziś zadaje sobie cała branża: czy to dopiero początek współpracy tej nietypowej pary? „Nie jest powiedziane, że tak nie będzie. Proszę pamiętać, że w TVN-ie Hubert prowadził chyba wszystkie moje wielkie produkcje” – kończy swoją wypowiedź Edward Miszczak. Choć obaj panowie nie przepadają za sobą, wszystko wskazuje na to, że dla dobra telewizji i widzów są gotowi odłożyć emocje na bok. A to może oznaczać, że Hubert Urbański wkrótce zaskoczy widzów kolejnym projektem.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kuba Szmajkowski wraca z utworem, którego nie przestaniesz nucić

Chcielibyście zobaczyć kolejny teleturniej z udziałem Huberta Urbańskiego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Edward Miszczak, Maks Behr (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Hubert Urbański (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Hubert Urbański, Elżbieta Romanowska (fot. Paweł Wrzecion/AKPA)
Hubert Urbański (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Doda WBIJA SZPILĘ Lewandowskiej i Chodakowskiej. Ostro?

Opublikowano

w dniu

przez

Doda ruszyła z własnym projektem, który ma być odpowiedzią na popularne obozy organizowane przez gwiazdy świata fitnessu. Wokalistka nie ukrywa, że przed startem sprawdziła konkurencję, a teraz przytoczyła krytyczne opinie uczestniczek innych campów. Jej słowa mogą wywołać niemałe poruszenie. Dowiedz się więcej!

Doda od lat udowadnia, że nie zamierza ograniczać swojej działalności wyłącznie do muzyki. Wokalistka regularnie angażuje się w nowe projekty, a tym razem postanowiła wykorzystać swoje wieloletnie doświadczenie związane ze sportem, dbaniem o sylwetkę i zdrowym stylem życia. Tak narodził się autorski projekt „Doda Mega Camp”, który ma być czymś znacznie więcej niż klasycznym obozem fitness.

Pierwsza edycja wydarzenia rozpoczęła się 12 lipca i została skierowana do kobiet, które chcą zadbać nie tylko o wygląd swojego ciała, ale również o samopoczucie i wewnętrzną równowagę. Program obejmuje intensywne treningi, zajęcia rozwojowe oraz czas przeznaczony na regenerację. Wszystko odbywa się w luksusowych warunkach, które mają sprzyjać zarówno pracy nad sobą, jak i odpoczynkowi.

Na miejsce pierwszej edycji „Doda Mega Camp” wybrano pięciogwiazdkowy hotel w Gródku nad Dunajcem. Jak się okazało, zainteresowanie wydarzeniem było ogromne. Liczba chętnych przekroczyła liczbę dostępnych miejsc, dlatego organizatorzy stworzyli nawet listę rezerwową. Doda od początku podkreślała, że zależy jej jednak na zachowaniu stosunkowo kameralnej formuły.

Wokalistka chce, aby uczestniczki mogły liczyć na indywidualne podejście i rzeczywiste wsparcie osób zaangażowanych w projekt. Z tego powodu liczba miejsc została ograniczona do 60. Zdaniem Dody większa grupa mogłaby utrudnić trenerkom oraz ekspertkom odpowiednie skupienie się na każdej z kobiet i jej indywidualnych potrzebach.

POLECAMY: Sylwia Peretti uczciła pamięć syna. Jej słowa chwytają za serce

Doda MOCNO o campach Lewandowskiej i Chodakowskiej. „Harmider i bałagan”

Nie da się jednak uniknąć porównań do podobnych przedsięwzięć organizowanych od lat przez Annę Lewandowską i Ewę Chodakowską. Obie trenerki zbudowały wokół aktywnego stylu życia ogromne społeczności i regularnie organizują własne wyjazdy. W rozmowie z Plotkiem Doda została więc zapytana, czy przed stworzeniem własnego campu przyglądała się ofertom swoich znanych poprzedniczek.

“Orientowałam się, jakie są ceny rynkowe. Wiem też, co mają w swojej ofercie i zdaję sobie sprawę, że mam dwa razy więcej. Albo trzy” – wyznała.

Doda ujawniła również, ile kosztuje udział w jej autorskim przedsięwzięciu. W zależności od wybranego wariantu uczestniczki muszą zapłacić od 7,5 do 10 tysięcy złotych. Choć kwota może robić wrażenie, artystka przekonuje, że za ceną ma stać bardzo rozbudowana oferta oraz ograniczona liczba uczestniczek.

Najwięcej emocji mogą jednak wzbudzić kolejne słowa Dody. Wokalistka opowiedziała bowiem o uczestniczkach swojego campu, które wcześniej miały brać udział również w wydarzeniach organizowanych przez Annę Lewandowską i Ewę Chodakowską. Jak wynika z jej relacji, nie wszystkie miały być w pełni zadowolone z wcześniejszych doświadczeń.

“Od samego początku mamy 60 uczestniczek. Więcej nie dałybyśmy rady ze względu na to, że chcemy z trenerkami i osobami, które są odpowiedzialne za ich progres mentalno-merytoryczny w różnych kwestiach, po prostu skupić się na każdej z nich. (…) Niektóre osoby, które przyjeżdżają do nas, były również na campach osób, o których wspomniałeś. [Anny Lewandowskiej i Ewy Chodakowskiej przyp. red.] I głównym problemem tych campów było to, że było tam za dużo osób. Był za duży chaos, nie czuły się odpowiednio zaopiekowane, za duży harmider i bałagan w treningach nie pozwolił im się skupić na tym, co najważniejsze” – stwierdziła.

Choć Doda przekazywała relacje uczestniczek, jej wypowiedź z pewnością może zostać odebrana jako mocne porównanie własnego projektu z campami dwóch najbardziej znanych trenerek w Polsce. Artystka wyraźnie podkreśla, że w jej przypadku najważniejsza ma być ograniczona liczba osób oraz możliwość skupienia się na każdej uczestniczce z osobna.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dietetyk PRZEŚWIETLIŁ parówki Skolima. Jego ocena może zaskoczyć

Ile maksymalnie zapłacilibyście za obóz z Dodą? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Doda (fot. screen Instagram Doda)
Ewa Chodakowska (fot. screen Instagram Ewa Chodakowska)
Anna i Robert Lewandowscy (fot. screen Instagram Anna Lewandowska)
Ania Lewandowska (fot. screen Instagram Anna Lewandowska)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Sylwia Peretti uczciła pamięć syna. Jej słowa chwytają za serce

Opublikowano

w dniu

przez

Minęły trzy lata od tragicznej nocy, która na zawsze zmieniła życie Sylwii Peretti. W rocznicę śmierci ukochanego syna celebrytka opublikowała niezwykle osobisty wpis, w którym opowiedziała o bólu, z jakim żyje każdego dnia. Jej słowa trudno czytać bez emocji. Przeczytaj całość już teraz!

Sylwia Peretti trzy lata temu przeżyła największą tragedię swojego życia. W nocy z 14 na 15 lipca 2023 roku zginął jej 24-letni syn, Patryk Peretti. Od tamtej chwili życie celebrytki całkowicie się zmieniło, a ona sama wielokrotnie dawała do zrozumienia, że strata jedynego dziecka pozostawiła w niej ranę, której nie sposób zagoić.

Do tragicznego wypadku doszło w Krakowie. Patryk Peretti podróżował samochodem wraz z trzema kolegami. Żółte, sportowe renault megane, którym kierował 24-latek, z dużą prędkością zjechało z mostu Dębnickiego, dachowało, a następnie uderzyło w mur. W wypadku zginęły wszystkie cztery osoby znajdujące się w pojeździe – Patryk, Marcin, Olek i Michał.

Okoliczności tragedii przez wiele miesięcy były szeroko komentowane w mediach. Późniejsze badania wykazały, że Patryk Peretti miał w chwili wypadku ponad 2,3 promila alkoholu we krwi. Dla rodzin wszystkich czterech młodych mężczyzn najważniejszy pozostał jednak fakt, że tamtej nocy stracili swoich najbliższych, a ich życia już nigdy nie wróciły do dawnego porządku.

Sylwia Peretti po śmierci syna wycofała się z życia publicznego i przez długi czas przeżywała żałobę z dala od blasku fleszy. W mediach społecznościowych od czasu do czasu dzieli się jednak wspomnieniami związanymi z Patrykiem i pokazuje, że mimo upływu kolejnych miesięcy pamięć o nim pozostaje nieodłączną częścią jej codzienności.

POLECAMY: Dietetyk PRZEŚWIETLIŁ parówki Skolima. Jego ocena może zaskoczyć

Sylwia Peretti została sama w żałobie

Łukasz P., przebywa obecnie w areszcie po zatrzymaniu przez CBA na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Jest podejrzany w sprawie dotyczącej wyłudzenia dofinansowania ze środków Unii Europejskiej, pochodzących z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.

W trzecią rocznicę śmierci syna Sylwia Peretti opublikowała w mediach społecznościowych niezwykle osobisty materiał. Pokazała nagranie ze swojego klimatycznego ogrodu, który nocą został oświetlony licznymi lampkami. Spokojne kadry stanowiły tło dla poruszających słów skierowanych do zmarłego syna.

Celebrytka opisała, jak zmieniło się jej postrzeganie strachu od chwili, gdy straciła Patryka. W swoim wpisie przyznała, że po doświadczeniu śmierci własnego dziecka inne lęki straciły dla niej znaczenie. Jak podkreśliła, największy strach, jaki może przeżyć matka, w jej przypadku już się spełnił.

“Północ na cmentarzu nie przeraża. Przeraża tylko świat, w którym od trzech lat nie mogę cię przytulić. Dziś nie boję się już niczego. Bo matka, która przeżyła śmierć własnego dziecka, zna ból większy niż wszystkie ludzkie lęki. Od dnia, w którym odszedłeś, przestałam bać się o siebie. Bo największy strach już się spełnił. Tak bardzo cię kocham dzieciaku” – napisała na InstaStories.

Słowa Sylwii Peretti pokazują, że mimo upływu trzech lat ból po stracie syna nadal pozostaje ogromną częścią jej życia. Celebrytka nie próbuje ukrywać emocji ani udawać, że czas całkowicie zabliźnił ranę. Kolejne rocznice są dla niej momentem szczególnie trudnym, ale także okazją do publicznego pielęgnowania pamięci o Patryku.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Iwona Pavlović komentuje odejście Ewy Kasprzyk z „TzG”. Te słowa mogą zaskoczyć

Sylwia Peretti (fot. screen “Dzień dobry TVN”) – wydanie z 18 marca 2026
Patryk i Sylwia Peretti (fot. screen Instagram Sylwia Peretti)
Sylwia Peretti (fot. screen Instagram Stories Sylwia Peretti)
Sylwia Peretti (fot. screen Instagram Stories Sylwia Peretti)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Dietetyk PRZEŚWIETLIŁ parówki Skolima. Jego ocena może zaskoczyć

Opublikowano

w dniu

przez

Skolim podbija już nie tylko listy przebojów i sceny koncertowe, ale również… sklepowe półki. Produkty spożywcze sygnowane nazwiskiem gwiazdora wzbudzają ogromne zainteresowanie, a teraz ich składowi przyjrzał się profesjonalny dietetyk. Jego werdykt może zaskoczyć największych sceptyków. Dowiedz się więcej!

Skolim od dawna pokazuje, że doskonale odnajduje się nie tylko na scenie, ale również w świecie biznesu. Choć jego kalendarz koncertowy wypełniony jest niemal po brzegi, a na niektóre występy dociera nawet helikopterem, nie przeszkadza mu to w rozwijaniu kolejnych przedsięwzięć. Muzyk konsekwentnie buduje własną markę i coraz odważniej wchodzi na zupełnie nowe rynki.

Skolim, a właściwie Konrad Skolimowski, swoją karierę rozpoczynał jako aktor. Widzowie mogli oglądać go między innymi w takich serialach jak „Barwy szczęścia”, „Dziewczyny ze Lwowa” czy „Druga szansa”. Z czasem postawił jednak na muzykę i szybko stał się jednym z najpopularniejszych wykonawców w kraju. Dziś jego koncerty przyciągają tłumy, a napięty grafik sprawia, że artysta potrafi jednego dnia pojawić się na kilku różnych scenach.

Ogromną popularność Skolim postanowił wykorzystać również w biznesie. Artysta prowadzi już stację benzynową i otwarcie przyznaje, że w planach ma kolejne inwestycje. W oficjalnym sklepie wokalisty można znaleźć między innymi perfumy, koszulki, kosmetyki samochodowe i inne gadżety sygnowane jego pseudonimem. Niedawno do tej listy dołączyła nawet bielizna z własnym logo.

Na tym jednak nie koniec. Skolim nawiązał również współpracę z producentem wędlin, dzięki czemu do sprzedaży trafiły sygnowane jego nazwiskiem produkty spożywcze, w tym parówki i kiełbasy. Ten nietypowy pomysł odbił się szerokim echem w mediach i pokazał, że gwiazdor nie boi się odważnych, a czasem wręcz zaskakujących decyzji biznesowych.

POLECAMY: Iwona Pavlović komentuje odejście Ewy Kasprzyk z „TzG”. Te słowa mogą zaskoczyć

Dietetyk WZIĄŁ POD LUPĘ parówki Skolima. Takiej oceny mało kto się spodziewał

Produkty sygnowane nazwiskiem Skolima szybko zaczęły wzbudzać zainteresowanie klientów. „Skolimki” można znaleźć nie tylko w polskich sklepach, ale również za granicą. Wraz z rosnącą popularnością celebryckich parówek pojawiło się jednak pytanie, czy za rozpoznawalnym nazwiskiem i marketingiem idzie również jakość. Odpowiedzi postanowił poszukać dietetyk Patryk Chmielarz, który dokładnie przyjrzał się składowi produktu.

“Dobry skład czy tylko dobry marketing z słabym składem? Na opakowaniu znajdziemy sporo chwytów marketingowych, ale po odwróceniu produktu widać, że te parówki mają serio okej skład. Skład: mięso z kurczaka 90%, woda, skrobia ziemniaczana, sól, aromaty, przyprawy” – ocenił dietetyk.

Dietetyk zwrócił uwagę między innymi na zawartość białka oraz stosunkowo niewielką liczbę kalorii na tle innych produktów z tej kategorii. Jak wynika z jego analizy, „Skolimki” mogą wypadać korzystniej od wielu innych parówek dostępnych na rynku.

“Całkiem sporo białka, niedużo kalorii jak na parówki (jedne z niższych wartości), mogą być wygodnym dodatkiem do śniadania lub kolacji, lepszy wybór niż wiele parówek” – wymieniał plusy “Skolimków”.

Nie oznacza to jednak, że Patryk Chmielarz uznał produkt Skolima za idealny element codziennej diety. Jego końcowa ocena była znacznie bardziej złożona. Choć na tle innych parówek dostępnych na rynku produkt wypadł naprawdę dobrze, dietetyk zdecydowanie surowiej ocenił go w szerszym kontekście zdrowego odżywiania. Ostatecznie „Skolimki” otrzymały więc dwie zupełnie różne noty.

“Moja ocena? Na rynku parówek takie 8/10. Znajdziemy takie z lepszym składem np. od Pikoka czy Tarczyńskiego, ale te mają już dobry skład. Jednak jako produkt spożywczy to daje maks 3/10. Jak już lubisz parówki i na pewno będziesz po nie sięgać, to obowiązkowo dodaj do nich dużą pęcie warzyw” – dodał dietetyk.

Wygląda więc na to, że „Skolimki” pozytywnie przeszły test specjalisty, przynajmniej na tle innych parówek dostępnych na rynku. Ocena 8/10 w swojej kategorii może być sporym zaskoczeniem dla osób, które traktowały produkt wyłącznie jako kolejny celebrycki gadżet. Skolim po raz kolejny udowadnia tym samym, że potrafi wzbudzić zainteresowanie daleko poza sceną muzyczną. Pozostaje pytanie, czym jeszcze zaskoczy swoich fanów i w jaką branżę wkroczy następnym razem.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Co z majątkiem Michała i Poli Wiśniewskich? Nowe ustalenia zaskakują

Jedliście parówki od Skolima? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Skolim (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polska)
“Skolimki” (fot. screen Facebook Dietetyk Patryk Chmielarz)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Co z majątkiem Michała i Poli Wiśniewskich? Nowe ustalenia zaskakują

Opublikowano

w dniu

przez

Rozwód Michała Wiśniewskiego i Poli Wiśniewskiej wzbudza ogromne zainteresowanie, a kolejne informacje dotyczące rozpadającego się małżeństwa trafiają do mediów. Tym razem na jaw wyszły szczegóły dotyczące finansów pary, rozdzielności majątkowej oraz alimentów na ich dwóch synów. Sprawa nie jest jednak tak oczywista, jak mogłoby się wydawać. Dowiedz się więcej!

Michał Wiśniewski jest obecnie w trakcie rozwodu ze swoją piątą żoną, Polą Wiśniewską. Rozstanie małżonków od miesięcy budzi ogromne zainteresowanie mediów, szczególnie że w ostatnim czasie głośno zrobiło się również o życiu uczuciowym lidera Ich Troje i jego relacji z drugą żoną, Mandaryną. Tymczasem postępowanie rozwodowe z matką jego dwóch najmłodszych synów nadal trwa.

Michał Wiśniewski i Pola Wiśniewska są rodzicami pięcioletniego Falco Amadeusa oraz trzyletniego Noëla Cloé. Byli partnerzy spotkali się już na sali sądowej, gdzie jednym z najważniejszych tematów była kwestia opieki nad dziećmi oraz wysokości alimentów. To właśnie finanse od początku wzbudzały największe emocje wokół postępowania.

Według relacji Michała Wiśniewskiego jego żona miała początkowo domagać się alimentów w wysokości 33 tysięcy złotych miesięcznie. Ostatecznie sąd miał jednak zdecydować o znacznie niższej kwocie. Obecnie lider Ich Troje jest zobowiązany do przekazywania łącznie 11 tysięcy złotych miesięcznie na rzecz swoich dwóch najmłodszych synów.

To jednak nie musi być ostateczna wysokość świadczenia. Kwestia alimentów pozostaje bowiem otwarta, a finalna decyzja ma zapaść w toku postępowania rozwodowego. Dopiero wtedy sąd ostatecznie rozstrzygnie najważniejsze kwestie dotyczące formalnego zakończenia małżeństwa Michała Wiśniewskiego i Poli Wiśniewskiej.

POLECAMY: Julia Wieniawa ŻEGNA SIĘ z „Mam Talent”? Paulina Krupińska przerwała milczenie

Jest decyzja ws. podziału majątku Wiśniewskiego i Poli? Wyszły na jaw nowe fakty

Jak się jednak okazuje, kwestia alimentów może być jednym z niewielu poważniejszych tematów finansowych, które wymagają rozstrzygnięcia między małżonkami. Redakcja Pudelka nieoficjalnie potwierdziła, że Michał Wiśniewski i Pola Wiśniewska funkcjonują w ramach rozdzielności majątkowej. W praktyce oznacza to, że każde z nich odpowiada za własne zobowiązania i zachowuje uzyskiwane przez siebie dochody.

Takie rozwiązanie może znacząco uprościć kwestie finansowe przy rozwodzie. Podział wspólnego majątku często staje się bowiem jednym z najbardziej skomplikowanych i konfliktowych elementów rozstania małżonków. W przypadku Michała Wiśniewskiego i Poli Wiśniewskiej sytuacja ma wyglądać inaczej, ponieważ obowiązująca ich rozdzielność majątkowa ogranicza zakres potencjalnych sporów dotyczących wspólnych finansów.

Co ciekawe, najnowsze ustalenia wskazują, że małżonkowie nie zdecydowali się jednak na zawarcie klasycznej intercyzy. Redakcja „Faktu” dotarła do informacji znajdujących się w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej, dotyczących firmy Poli Wiśniewskiej, która została reaktywowana pod koniec ubiegłego roku.

Z informacji, do których dotarł „Fakt”, wynika, że Pola Wiśniewska i Michał Wiśniewski nie są objęci wspólnością majątkową. Co ciekawe, małżonkowie nie zdecydowali się jednak na podpisanie intercyzy. Oznacza to, że choć każde z nich dysponuje własnym majątkiem i odpowiada za swoje zobowiązania, rozdzielność majątkowa nie została ustanowiona na podstawie zawartej między nimi umowy majątkowej małżeńskiej.

Dla rozwodzących się małżonków najważniejszą nierozstrzygniętą kwestią finansową pozostają więc alimenty na dzieci. Obecnie Michał Wiśniewski ma przekazywać 11 tysięcy złotych miesięcznie na dwóch synów, jednak ta kwota może jeszcze ulec zmianie. Ostateczne rozstrzygnięcie będzie należało do sądu.

Rozwód Michała Wiśniewskiego i Poli Wiśniewskiej wciąż nie dobiegł końca, dlatego przed byłymi partnerami mogą być jeszcze kolejne spotkania na sali sądowej. Choć rozdzielność majątkowa może oszczędzić im długiego sporu o wspólny majątek, kwestia alimentów nadal pozostaje otwarta. Dopiero decydujące rozstrzygnięcia pokażą, na jakich warunkach formalnie zakończy się małżeństwo lidera Ich Troje i jego piątej żony.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: SZOK! Dominika Tajner wiedziała wcześniej o Wiśniewskim i Mandarynie?

Jesteście zaskoczeni powrotem Michała do Mandaryny? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Pola Wiśniewska (fot. screen Instagram Pola Wiśniewska)
Michał Wiśniewski (fot. screen YouTube Michał Wiśniewski)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością