Śledź nas

Halina Mlynkova: „Trzeba się liczyć z dzieckiem i jego potrzebami” [wywiad]

Opublikowano

w dniu

Sukcesy zawodowe idą u niej w parze z życiem prywatnym. Tworzy szczęśliwy związek z Leszkiem Wronką. Ich przykład jest dowodem na to, że można tworzyć szczęśliwy związek na odległość. Mimo szumu wokół jej osoby stara się, by syn Piotrek miał normalne dzieciństwo.

Wychowywałaś się na pięknym i malowniczym Zaolziu. Teraz mieszkasz w Warszawie. Trudno było odnaleźć się w stolicy?

Zaolzie to przede wszystkim moje dzieciństwo. Dorosłe życie spędzałam w dużych miastach. Rodzinne strony opuściłam, kiedy poszłam na studia do Krakowa, gdzie mieszkałam przez kolejnych siedem lat. Potem przyjechałam do Warszawy. Chyba się przyzwyczaiłam. Mieszkam tu już prawie dekadę. Nigdy nie miałam problemu, by się zaklimatyzować w stolicy.

Odwiedzasz czasem rodzinne strony?

Z radością wracam na Zaolzie, szczególnie, gdy chcę odpocząć. Wiadomo, u mamy zawsze jest cudownie. Panuje tam niesamowita cisza. Są ludzie, którzy nie potrafią odciąć się od swojego miejsca zamieszkania. Miałam kolegę, który tak bardzo tęsknił za górami, że postanowił zrezygnować ze studiów. Są też tacy jak ja, którzy mogą żyć wszędzie.

Jak jesteś odbierana przez dawnych sąsiadów?

Czas spędzam przede wszystkim z rodziną w ogrodzie, ciesząc się widokiem gór. Zawsze znajdę czas dla kuzynki. Dla nich jestem normalną Haliną, która jest jedną z nich, z którą się wychowali, z ciocią zawsze rozmawiam o show biznesie, przywożę jej gazety. Zawsze pyta mnie, co z tego, co czyta jest prawdą (uśmiech). Tam toczy się bardzo spokojne życie, w które wciąż potrafię się wpasować.

Czy sukcesy Cię zmieniły? Czy przyjaciele wciąż są Ci sami?

Czasem tak bywa, że nasze sukcesy zmieniają przyjaciół. Mam wrażenie, że to nie ja się zmieniłam, ale ludzie, którzy nagle zaczęli spoglądać na mnie innymi oczyma. W momencie, kiedy opuszczamy dane miejsce, rozluźniają się więzy przyjaźni. Życie tak szybko galopuje, że nie mamy czasu na wiele spraw, w tym również podtrzymywanie znajomości. Dawne przyjaźnie często stają się po prostu sentymentalną znajomością sprzed lat. Mam kilka koleżanek, z którymi utrzymuję kontakty. Gdy uda nam się spotkać, z sentymentem wspominamy stare dobre czasy. Niestety nie zdarza nam się to zbyt często, bo rozproszyłyśmy się nieco po świecie. Niemniej jednak jest w moim życiu kilka osób, na których mogę polegać. Prawdziwa przyjaźń to bardzo cenna sprawa. Szczególnie cenię sobie bezinteresowne znajomości.

Masz to szczęście, że Twój wolny zawód nie wymaga od Ciebie siedzenia w jednym miejscu. Tak naprawdę zawsze możesz spakować walizkę i wyjechać, dokąd chcesz i na jak długo.

Nie do końca (śmiech). Nie mogę zapominać o tym, że przede wszystkim jestem mamą. Trochę ogranicza mnie rok szkolny mojego syna.

Nie ma wątpliwości, że tegoroczny Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu należał do Ciebie. Doceniła Cię nie tylko publiczność, ale również dziennikarze. Jaki jest Twój stosunek do nagród, które otrzymujesz?

Nagrody są swego rodzaju ukoronowaniem dotychczasowej pracy i zarazem motorem napędzającym do dalszych działań artystycznych. Choć statuetki nie są moim życiowym celem, przyznam, że miło jest, kiedy inni dostrzegają moje poczynania artystyczne. Koncerty w Opolu na pewno w dużej mierze przyczyniły się do tego, że moja płyta „Po drugiej stronie lustra” została zauważona. Ponadto sukcesy, które odnoszę na scenie, to nie jest tylko i wyłącznie moja zasługa. Na wszystko pracuje cały zespół.

W tym roku masz bardzo napięty grafik koncertowy. Twój kalendarz wręcz pęka w szwach.

To prawda, na brak pracy nie możemy narzekać. Mamy dość dużo występów, które podobają się publiczności, co nas bardzo cieszy.

Wiele osób wciąż łączy Twoją osobę z zespołem Brathanki, choć nie występujesz z nimi już od dziesięciu lat. Czy Ci to przeszkadza?

Trudno jest się dziwić ludziom, którzy muzyką nie żyją na co dzień, ale to prawda, że wiele osób nadal łączy mnie z Brathankami. Nie mam im tego za złe, bo w końcu jako ich wokalistka dałam się poznać publiczności, a że nasze drogi się rozeszły, to już inna sprawa. W radiu nadal można usłyszeć „Czerwone korale”, czy „W kinie w Lublinie” z moim wokalem. Zresztą publiczność na koncertach ciągle domaga się tych utworów, więc mimo własnego repertuaru wykonuję je również.

Jak czujesz się jako solistka?

Czuję swego rodzaju wolność. Cieszę się, że jestem ogniwem niezależnym od innych. Zdałam sobie sprawę, że nie potrafię już być częścią czegoś. Teraz ja sama decyduję o swoich poczynaniach artystycznych i życiowych.

Trudno było wyjść na scenę jako ktoś znany, ale w gruncie rzeczy zupełnie nowy?

Niełatwo było zaczynać wszystko od nowa. Moja droga solowej wokalistki wcale nie jest taka prosta, jakby mogło się niektórym wydawać, ale mam poczucie, że spełniam się. Jestem szczęśliwa. Ludzie powoli przyzwyczajają się do nowej Haliny, która zawsze będzie wokalistką folkową, ale wykonuje bardzo różnorodną muzykę, z różnych stron świata, przeplataną współczesnymi brzmieniami.

Utrzymujesz kontakt z chłopakami z Brathanków?

Nie, ale życzę im jak najlepiej. Kiedyś pojawiła się propozycja reaktywacji dawnego składu zespołu, ale odmówiłam. Jeśli niektóre sprawy przekraczają pewne granice, dwa razy do tej samej rzeki nie wchodzę.

Przez siedem lat nie koncertowałaś. Czy trudno było wrócić na scenę po tym bardzo długim urlopie macierzyńskim?

To nie do końca był urlop macierzyński. Swoje obowiązki dzieliłam pomiędzy syna i pracę, choć nie było jej wtedy widać. W tym czasie muzyka cały czas była obecna w moim życiu i choć niemal nie udzielałam się publicznie, ciągle coś tworzyłam. W czasie tej medialnej przerwy poszukiwałam ludzi, z którymi mogłabym stworzyć projekt od początku do końca, co w dzisiejszych czasach nie jest rzeczą łatwą. Często osoby odpowiedzialne za pewne projekty, nie dotrzymują danego słowa i naprawdę fajne rzeczy nie mają możliwości, by ujrzeć światło dzienne. Trudno jest dobrać ludzi, którzy myślą muzycznie podobnie, nierzadko trzeba czekać na wolne miejsce w studiu nagrań i w ten oto sposób realizacja wielu projektów przeciąga się w nieskończoność. W moim przypadku sześć razy sprawa nie dobiegła końca. Dopiero za siódmym razem uparłam się, że teraz mi się uda. Wówczas powstała „Etnoteka”.

„Kobieta z moich snów” z płyty „Etnoteka” jest piosenką o Tobie?

Może trochę tak (śmiech). Kiedy ją pisałam, miałam przed oczami kobietę, która potrafi pogodzić pracę z rodziną.

Czym byś się dziś zajmowała, gdyby nie wyszło Ci na scenie? Studiowałaś etnografię.

Zawsze chciałam śpiewać, ale nie zakładałam sobie żadnej alternatywy na wypadek, gdyby coś się nie udało. Od początku marzyłam, by studiować muzykę, co bardzo nie spodobało się moim rodzicom. Poszłam więc na Uniwersytet Jagielloński na etnografię z zamiarem porzucenia jej po roku, ale tak mi się spodobało, że postanowiłam ją skończyć.

Na fortepianie zaczęłaś grać w wieku sześciu lat. Czy zawsze chętnie garnęłaś się do ćwiczeń?

Bywało różnie, ale głównie zależało to od nauczycieli oraz ich podejścia. Jak znajdowałam wspólny język z nauczycielką, to grałam koncerty dla najlepszych uczniów, ale były też takie lata, gdzie byłam w grupie najgorszych. Pamiętam też panią, która zamykała mi klapę od pianina na palce. Nie przepadałam za ćwiczeniem gam i innych tzw. podstawowych rzeczy, ale jak już było coś porządnego do zagrania, bardzo chętnie zasiadałam do instrumentu. Lubiłam też sama tworzyć różne melodie. Fortepian był dla mnie światem marzeń. Kiedy tańczyłam w zespole, będąc w liceum, w Sali baletowej był fortepian. Potrafiłam sama z siebie przychodzić na dwie godziny przed próbą i grać.

Czy Piotrek też przejawia zainteresowanie muzyką?

Piotrek jest bardzo zdolny, jednak na chwilę obecną bardziej niż muzyka interesuje go zabawa na podwórku z kolegami. Potrafi coś zagrać, jednak nie chcę na siłę zapisywać go do szkoły muzycznej, bo to może przynieść odwrotny efekt. Na instrumencie trzeba solidnie ćwiczyć, regularnie grać i mieć tego świadomość. Znam mnóstwo muzyków, którzy późno zaczęli grać i udało im się wszystko nadrobić.

Czy po rewelacyjnej płycie „Po drugiej stronie lustra”, pracujesz już nad kolejną?

Kolejna płyta z pewnością będzie, ale na razie trudno jest mi mówić o konkretnych terminach jej wydania. Na pewno nie spocznę na laurach i jeszcze nie raz  zaskoczę moją publiczność. Teraz przygotowuję nową piosenkę.

Czyli przebojowa piosenka „Ostatni raz” to na pewno nie jest Twoje ostatnie słowo, jeśli chodzi o muzykę.

Zapewniam, że w kwestii muzyki mam jeszcze sporo do powiedzenia, a przede wszystkim do zaśpiewania. Może zanim ukaże się kolejny album, nagram teledysk do jakiejś piosenki z ostatniej płyty.

Jak dbasz o swój głos?

To jest przede wszystkim sen i unikanie stresowych sytuacji.

Możesz pochwalić się nienaganną figurą. Twierdzisz, że nigdy nie byłaś na żadnej diecie. Wielokrotnie jednak posądzano Cię o bulimię i anoreksję. Jak odnosisz się do nieprawdziwych informacji, które rozpowszechniane są przez media?

Nie mam pojęcia skąd biorą się wszystkie bzdury na mój temat. Wiele z nich, z jednej strony po prostu mnie śmieszy, a z drugiej przeraża, bo ludzka głupota niestety bywa również zatrważająca. Osoby, które rozpisują się w sprawach moich rzekomych schorzeń, posługują się słowami, których znaczenia nie znają.

Swojego narzeczonego Leszka Wronkę poznałaś dzięki gościnnemu występowi z Ewą Farną, która jest jego podopieczną. Czy zgadzasz się z tym, że prawdziwą miłość można spotkać w pracy?

Myślę, że tak. Większość ludzi poznaje się dzięki pracy i nie ma w tym nic dziwnego. Łączą nas wspólne sprawy zawodowe i zainteresowania.

Ty na co dzień mieszkasz w Polsce, a Leszek w Czechach. Zdecydowaliście się na tzw. miłość na odległość?

Trochę tak. W miarę możliwości odwiedzamy się jak najczęściej.

Ciężko znosić rozłąkę?

Dajemy radę. Trzeba się przyzwyczaić do ciągłych podróży. Pewne sprawy wymagają również dużej koordynacji. Muszę brać również pod uwagę Piotrusia, który ma tutaj szkołę, więc nie zawsze mogę zabrać go ze sobą i wyjechać do Pragi.

Podobno Piotruś znalazł wspólny język z najmłodszym synem Leszka.

Tak. Chłopcy się bardzo polubili. Dzięki tej znajomości Piotrek uczy się języka czeskiego.

A jak Ciebie przyjęły dzieci Leszka?

Panują między nami naprawdę zdrowe relacje. Mamy bardzo dobry kontakt. Nasz związek spotkał się z aprobatą, zarówno mojej, jak i Leszka rodziny.

Kilkakrotnie zadeklarowałaś w wywiadach, że nie masz w planach kolejnej ciąży. Dlaczego?

Faktycznie tak mówiłam. Doszłam jednak do wniosku, że chyba muszę zaprzestać tego typu deklaracji, bo nigdy nie wiadomo, co los przyniesie. Nie chcę już się zarzekać, że tak, albo, że nie, bo stanie się odwrotnie niż powiem i później ktoś mnie posądzi, że kłamię w wywiadach (śmiech). Uważam, że ludzie, którzy się kochają nie zawsze muszą mieć wspólne dzieci. Nic na siłę. Jesteśmy szczęśliwi w obecnej sytuacji. Tradycyjny model rodziny nie gwarantuje sielanki. Nie lubię niczego planować, ale wcale nie dlatego, że się do czegoś zraziłam. Zobaczymy co przyniesie życie. Mam nadzieję, że same dobre rzeczy.

Przeczytałam niedawno, że dostałaś od Leszka pierścionek zaręczynowy. Czy zatem będzie ślub?

Będzie, ale jeszcze nie wiemy kiedy. Póki co cieszymy się sobą i nie mamy potrzeby, by coś przyspieszać. Gdy nadejdzie odpowiedni czas, roześlemy zaproszenia (uśmiech).

Wesele będzie huczne, czy raczej skromne? W końcu rodzina i znajomi bawili się już na waszych weselach.

To też kwestia, którą trzeba będzie omówić we właściwym czasie. To prawda mamy już za sobą śluby i przyjęcia weselne, ale też znajomych nam przybyło. Na naszym wspólnym jeszcze nikt się nie bawił, więc, kto wie (śmiech).

Niedawno udzieliłaś dużego wywiadu, w którym powiedziałaś, że nie wyprowadzisz się z Warszawy, dopóki Piotrek nie skończy przynajmniej podstawówki, niedługo po tym powyciągano z kontekstu pewne zdania i rozpisywano się, że zabierasz dziecko do Czech.

Być może kiedyś chciałabym zamieszkać w Czechach, ale nie wyjadę, jeśli syn nie będzie chciał tego tak samo jak ja. Nie wyobrażam sobie, że nagle z dnia na dzień zmienię mu środowisko życia. Trzeba się liczyć z dzieckiem i jego potrzebami. On ma tu kolegów i szkołę – to wszystko jest dla niego bardzo ważne, a ja nie zamierzam zaburzać mu tej rzeczywistości. Nie jestem egoistką. Mam jedynego syna i bardzo bym go nie chciała stracić przez złe lub pochopne decyzje.

Wspomniałaś kiedyś, że Twój syn ma dużo swobody i nie jest dzieckiem chowanym pod tzw. kloszem.

Piotrek ma bardzo silny charakter. Nie dałby się zamknąć w czterech ścianach. Przez moment chodził do społecznej szkoły, ale go stamtąd zabrałam. W zwyczajnej podstawówce czuje się zdecydowanie lepiej. Teraz najważniejsze jest dla niego podwórko i koledzy. Pozwalam mu na wiele, ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku.

Z charakteru jest bardziej podobny do Ciebie, czy do Łuksza?

Myślę, że posiada cechy charakterystyczne dla nas obojga, które w połączeniu z jego indywidualnymi, sprawiają, że jest silną osobowością. Z pewnością da sobie w życiu radę.

Czy Piotrek słucha Twoich piosenek?

Tak, zna dość dobrze moje utwory. Ponadto słucha oczywiście wielu innych wykonawców.

Czy bez problemu dogadujecie się z Łukaszem w sprawach wychowywania Piotrka?

Każde dziecko potrzebuje obojga rodziców, ale niestety wiele kobiet tego nie rozumie i ogranicza ojcom kontakty z dziećmi, krzywdząc je przede wszystkim. U nas tego nie ma. Staram się, żeby Piotrek miał kontakt z tatą w takiej ilości, jak sobie tego życzy. Nam coś nie wyszło, ale nie powinno się to odbijać na dziecku.

Czasopismo „MyMamy” jest dostępne wyłącznie na ipadach i tabletach. Jak radzisz sobie z tego typu urządzeniami?

Mam starszą wersję ipada, ale nie można ściągać na niego załączników, więc dałam go Piotrkowi do zabawy. Natomiast jestem zachwycona tabletem. Przede wszystkim nie waży tyle, co laptop i jest wygodny w podróży, zwłaszcza, że dużo latam samolotami. Mam w nim muzykę swoją oraz taką, której lubię słuchać.

Słyszałam, że świetnie gotujesz.

Mistrzynią kuchni może nie jestem, ale jak tylko mam czas, to lubię coś przyrządzić. Gotowanie bardzo mnie uspokaja i relaksuje.

Rozmawiała Martyna Rokita dla “My Mamy” wyd. Smart Publishing

Fot. Materiały prasowe – Bee Music

showbiz

Steczkowska OCENIŁA Wieniawę w jury „Tańca z Gwiazdami”. Miło?

Opublikowano

w dniu

przez

Jesienna edycja „Tańca z Gwiazdami” zbliża się wielkimi krokami, a wokół programu nie brakuje spekulacji dotyczących uczestników i składu jury. W ostatnich tygodniach w mediach coraz częściej pojawiało się nazwisko Justyny Steczkowskiej, która postanowiła odnieść się do tych doniesień. Dowiedz się więcej!

Jesienna odsłona „Tańca z Gwiazdami” wystartuje już 6 września, a emocje wokół programu rosną z każdym kolejnym tygodniem. Produkcja sukcesywnie odsłania nazwiska uczestników oraz profesjonalnych tancerzy, którzy już wkrótce rozpoczną walkę o Kryształową Kulę. Choć pełna lista par wciąż pozostaje tajemnicą, wszystko wskazuje na to, że widzów czeka wyjątkowo interesujący sezon.

Do tej pory oficjalnie potwierdzono udział Mandaryny, Heleny Englert, Krzysztofa Kwiatkowskiego, Dominika Rupińskiego, Joanny Jędrzejczyk, Moniki Borzym oraz Matteo Brunettiego. Jeszcze przed rozpoczęciem treningów doszło jednak do pierwszej zmiany. Jak wcześniej informowano, w programie miał wystąpić również Andrzej Rosiewicz, jednak artysta zrezygnował z udziału ze względów zdrowotnych.

Równie gorącym tematem pozostają zmiany w składzie jury. Od kilku tygodni media spekulują, kto mógłby dołączyć do grona oceniających uczestników zamiast Ewy Kasprzyk, która pożegnała się z formatem. Wśród najczęściej wymienianych nazwisk pojawiała się Justyna Steczkowska, która sama ma za sobą udział w tanecznym show i doskonale zna jego kulisy.

W rozmowie z „Super Expressem” wokalistka została zapytana wprost, czy otrzymała propozycję dołączenia do jury programu i zajęcia miejsca Ewy Kasprzyk. Jej odpowiedź rozwiała wszelkie wątpliwości.

“Ale ja jestem przecież w “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Jestem tam jurorem i we wrześniu wchodzi teraz jesienią nowy sezon, polecam Państwu. Jest dużo wspaniałych głosów, ludzie śpiewają doskonale. To jest jeden… ja nie wiem, czy to nie jest najlepszy sezon, jaki mieliśmy, ale sami oceńcie. Więc nie mogę być w dwóch komisjach jednocześnie, bo to trochę już za dużo – wyznała w rozmowie z Julitą Buczek na łamach “Super Expressu”.

Tym samym Justyna Steczkowska jasno dała do zrozumienia, że obecnie skupia się na pracy przy programie „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, gdzie od kilku sezonów zasiada w fotelu jurorskim. Artystka nie ukrywa, że właśnie ten projekt jest dziś jej zawodowym priorytetem.

POLECAMY: Barbara Kurdej-Szatan poprowadziła „Dzień dobry TVN”. Widzowie wydali werdykt

Steczkowska OCENIŁA Julię Wieniawa w “TzG”

Jednocześnie piosenkarka nie zamknęła definitywnie drzwi do ewentualnej współpracy z tanecznym show. Zapytana o to, czy w przyszłości mogłaby zmienić decyzję, odpowiedziała krótko, ale bardzo wymownie.

„Na razie tak zostaje, a co będzie potem… zobaczymy” – wyznała z uśmiechem.

Podczas rozmowy pojawił się również temat Julii Wieniawy, której nazwisko od pewnego czasu przewija się w medialnych spekulacjach dotyczących nowego składu jury „Tańca z Gwiazdami”. Justyna Steczkowska nie kryła, że bardzo dobrze ocenia taką kandydaturę.

“Super, jak najbardziej pasuje. Julia Wieniawa pięknie tańczy. Myślę, że jako jurorka, która sama przeszła w tym programie swoją drogę, wie, o co chodzi. Rozumie uczestników i siedząc z drugiej strony, myślę, że będzie miała dużo empatii, bo wie, że to nie jest łatwe” – oceniła.

Jak widać, mimo licznych spekulacji Justyna Steczkowska na razie nie zamierza zamieniać fotela jurorki „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” na miejsce przy stole jurorskim „Tańca z Gwiazdami”. Czy w kolejnych edycjach sytuacja się zmieni? Tego dziś nie wiadomo. Jedno jest pewne – wraz ze zbliżającą się premierą nowego sezonu emocji wokół hitu Polsatu z pewnością nie zabraknie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Sylwia Bomba wydała NOWE oświadczenie po rozstaniu z Collinsem. Zaskoczeni?

Czekacie na nową edycję “Tańca z Gwiazdami”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Justyna Steczkowska (fot. AKPA) – “Lato z Radiem i Telewizją Polską” z 4 lipca 2026 roku
Justyna Steczkowska (fot. AKPA) – “Lato z Radiem i Telewizją Polską” z 4 lipca 2026 roku
Justyna Steczkowska (fot. AKPA) – “Lato z Radiem i Telewizją Polską” z 4 lipca 2026 roku
Marcin Prokop, Julia Wieniawa, Agnieszka Chylińska, Agustin Egurrola (fot. Mirosław Sosnowski/zdjęcie prasowe TVN)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Sylwia Bomba wydała NOWE oświadczenie po rozstaniu z Collinsem. Zaskoczeni?

Opublikowano

w dniu

przez

Rozstanie Sylwii Bomby i Grzegorza Collinsa wywołało ogromne poruszenie w mediach i wśród fanów. Teraz celebrytka postanowiła ponownie zabrać głos i opublikowała szczery wpis, w którym opisała kulisy zakończenia ich związku. Dowiedz się więcej!

Przez wiele miesięcy Sylwia Bomba i Grzegorz Collins uchodzili za jedną z najbardziej zgodnych par polskiego show-biznesu. Wspólne wyjazdy, czułe zdjęcia oraz kolejne projekty sprawiały, że niewiele osób spodziewało się takiego obrotu spraw. Ich relacja wydawała się stabilna, a fani regularnie kibicowali zakochanym w mediach społecznościowych.

Za oficjalny początek ich związku uznaje się pierwsze wspólne wyjścia na branżowe wydarzenia jesienią 2023 roku. Jak później sami przyznawali, ich znajomość rozpoczęła się jednak znacznie wcześniej. Oboje przez długi czas chronili swoją prywatność i dopiero wtedy, gdy uznali, że ich relacja jest naprawdę poważna, zdecydowali się pokazać razem publicznie.

Ponad dwa i pół roku temu para oficjalnie zadebiutowała na czerwonym dywanie podczas Wieczoru Charytatywnego „Gwiazdy Dobroczynności”. Od tamtej chwili Sylwia Bomba i Grzegorz Collins coraz częściej pojawiali się razem na branżowych wydarzeniach, nie ukrywając swojego uczucia. Z każdą kolejną wspólną publikacją zdobywali coraz większą sympatię internautów.

Z czasem ich związek nabierał rozpędu. Grzegorz Collins pojawiał się u boku Sylwii Bomby w programie „Gogglebox. Przed telewizorem”, para wystąpiła również w „Orzeł czy reszka?”, a także zagrała w specjalnym odcinku serialu Stopklatki „Zajazd. Będzie się działo”. Wspólne podróże, zdjęcia i wywiady tylko utwierdzały fanów w przekonaniu, że tworzą szczęśliwy i zgodny związek.

Jeszcze do niedawna nic nie wskazywało na to, że w ich relacji dzieje się coś niepokojącego. Dlatego pierwsze doniesienia o rozstaniu wywołały prawdziwą lawinę komentarzy. W mediach społecznościowych natychmiast pojawiły się pytania, czy to jedynie plotki, czy rzeczywiście doszło do zakończenia jednej z najgłośniejszych relacji ostatnich lat.

Niedługo później wszelkie spekulacje zostały ucięte. Sylwia Bomba opublikowała na InstaStories nagranie, w którym potwierdziła, że ona i Grzegorz Collins nie są już razem. Jednocześnie podkreśliła, że mimo rozstania pozostają w bardzo dobrych relacjach i zaapelowała do internautów, by nie doszukiwali się żadnych sensacji ani konfliktu między nimi.

W międzyczasie głos zabrał również brat Grzegorza CollinsaRafał Collins, który opublikował krótkie oświadczenie w mediach społecznościowych.

“Drodzy Dziennikarze, Szanuję prywatność Grega i Sylwii, dlatego nie czuję się właściwą osobą do komentowania ich życia prywatnego. Ludzie są w związkach, czasem się rozstają, a czasem po pewnym czasie ponownie do siebie wracają – takie jest życie. Oboje proszą obecnie o uszanowanie ich prywatności. Dlatego telefonowanie do mnie w tak delikatnym dla nich momencie i oczekiwanie komentarza uważam za mało eleganckie i po prostu nie fair” – napisał.

POLECAMY: Barbara Kurdej-Szatan poprowadziła „Dzień dobry TVN”. Widzowie wydali werdykt

Sylwia Bomba wydała obszerne oświadczenie po rozstaniu

Teraz Sylwia Bomba ponownie postanowiła zabrać głos. W sobotni poranek opublikowała na Instagramie obszerne oświadczenie, w którym opisała kulisy rozstania i podkreśliła, że wszystko odbyło się z wzajemnym szacunkiem oraz troską o dobro najbliższych.

“Kochani! Rodzina dla mnie zawsze była najważniejsza. Kto mnie obserwuje, ten bardzo dobrze wie. Wiele pytań i trochę czasu upłynęło zanim byliśmy gotowi aby Wam powiedzieć: niestety ktoś nas uprzedził. Tak, to prawda. Nie jesteśmy już w tercecie, tylko w duecie. Od jakiegoś czasu. Nie doszukujcie się dram, bo ich nie ma. Czasem drogi ludzi się po prostu rozchodzą. Moje małe życie które stworzyłam jest bezpieczne i zaopiekowane. Tosia ma wspaniały kontakt z Grzegorzem i wszystko u nas dobrze. Uwierzcie, można się rozstać w spokoju, z klasą i bez prania brudów. Na Grzesia nie pozwolę powiedzieć złego słowa. Przeżyliśmy wspaniałe lata razem. Dziękuję za każdy moment i każdą lekcję. Dziękuję za morze wsparcia. Za każdy telefon wczoraj i wszystkie wiadomości. Tymczasem w duecie: ŚCISKAMY” – czytamy.

Słowa Sylwii Bomby pokazują, że mimo zakończenia związku oboje starają się zachować wzajemny szacunek i dobre relacje. Celebrytka wyraźnie zaznaczyła, że nie zamierza publicznie rozliczać przeszłości ani wdawać się w medialne konflikty. Tym samym zakończyła wszelkie spekulacje i dała do zrozumienia, że dziś najważniejszy jest dla niej spokój, dobro córki oraz zachowanie dobrych relacji z Grzegorzem Collinsem.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Magda Gessler otworzyła NOWĄ restaurację. Tak wyglądało wielkie otwarcie

Jesteście zaskoczeni tym rozstaniem? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Sylwia Bomba i Grzegorz Collins (fot. screen Instagram Sylwia Bomba)
Sylwia Bomba (fot. screen Player.pl) – “Dzień dobry TVN” z 7 grudnia 2025 

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Barbara Kurdej-Szatan poprowadziła „Dzień dobry TVN”. Widzowie wydali werdykt

Opublikowano

w dniu

przez

Barbara Kurdej-Szatan po raz pierwszy poprowadziła wakacyjne wydanie „Dzień dobry TVN” i od razu wywołała lawinę komentarzy. Internauci są zachwyceni jej występem i już zaczęli apelować do stacji o jedną zmianę. Dowiedz się więcej, co piszą!

„Dzień dobry TVN” od 2005 roku pozostaje jednym z najchętniej oglądanych programów śniadaniowych w Polsce. Przez lata w wakacje emitowane były jedynie weekendowe wydania pod szyldem „Dzień dobry wakacje”, jednak w tym sezonie stacja zdecydowała się na dużą zmianę. Program można oglądać codziennie przez całe lato, a redakcja przygotowała wiele nowych formatów oraz specjalnych projektów z udziałem znanych gwiazd.

Jednym z największych hitów wakacyjnej ramówki okazały się „Kolonie letnie Dzień dobry TVN”. W ramach tego cyklu znane osoby wracają do swoich rodzinnych miejscowości, odwiedzają miejsca związane z dzieciństwem i dzielą się wspomnieniami, które miały wpływ na ich dalsze życie.

Jako pierwsza w sentymentalną podróż zabrała widzów Tatiana Okupnik. Artystka opowiedziała o swoim dzieciństwie, a zwieńczeniem jej udziału w projekcie było poprowadzenie jednego z wydań programu u boku Ewy Drzyzgi i Krzysztofa Skórzyńskiego. Jej występ został bardzo ciepło przyjęty przez widzów.

Kolejnym bohaterem projektu został Norbi, który również wrócił do rodzinnych stron i podzielił się historiami ze swojej młodości. Na zakończenie swojej przygody z projektem zadebiutował jako prowadzący „Dzień dobry wakacje” w duecie z Dorotą Wellman. Jego występ mocno podzielił internautów – jedni chwalili jego swobodę przed kamerą, inni uważali, że nie odnalazł się w roli gospodarza śniadaniówki.

W kolejnych tygodniach w projekcie pojawił się także były reprezentant Polski Michał Pazdan, który zabrał widzów do rodzinnych stron. Piłkarz pokazał miejsca ważne dla swojej historii, a później odwiedził studio programu razem z synem. Wspólnie gotowali, pokazując widzom swoje rodzinne oblicze.

Ogromne zainteresowanie wzbudził również występ Ralpha Kaminskiego, który nie pojawił się w programie jedynie jako gość, ale współprowadził całe wydanie u boku Doroty Wellman. Ich duet od początku został bardzo dobrze oceniony przez widzów, którzy docenili naturalność, humor oraz swobodę artysty.

W mediach społecznościowych pojawiły się dziesiątki pozytywnych komentarzy. Internauci pisali między innymi: „Świetny duet z Dorotą Wellman, oglądało się z przyjemnością”, „Kocham luz Ralpha”, „Mega mi się podoba”, „Człowiek orkiestra”, „Jesteście wspaniali”, „Dla Ralpha mogę oglądać”, „Super dobrana para”, „Ciekawy, interesujący i bardzo zdolny człowiek”, „Chcemy więcej Ralpha”, „Radzi sobie bardzo dobrze”, „Uwielbiam Ralpha”, „Duet wyśmienity”.

POLECAMY: Magda Gessler otworzyła NOWĄ restaurację. Tak wyglądało wielkie otwarcie

Basia Kurdej-Szatan zadebiutowała w „Dzień dobry TVN”. Fani wydali jednoznaczny werdykt

Teraz przyszedł czas na kolejną gwiazdę wakacyjnego projektu. W tym tygodniu do swoich rodzinnych wspomnień wróciła Barbara Kurdej-Szatan, która zabrała widzów w sentymentalną podróż do miejsc związanych ze swoim dzieciństwem. Finałem jej udziału było sobotnie wydanie „Dzień dobry TVN”, realizowane z wyjątkowego miejsca – Pol’and’Rock Festival. Aktorka poprowadziła program u boku Krzysztofa Skórzyńskiego, z którym na co dzień duet tworzy Ewa Drzyzga.

Już od samego rana media społecznościowe programu zalała fala komentarzy. Widzowie nie kryli zachwytu występem Barbary Kurdej-Szatan i wielu z nich otwarcie przyznało, że chętnie widziałoby ją w roli stałej prowadzącej śniadaniówki. Oto niektóre z komentarzy:

  • „Basia pasuje do Krzysztofa. Mam nadzieję, że na dłużej zostanie w ‘Dzień dobry TVN’”,
  • „Miło Panią widzieć”,
  • „Coś czuję, że Basia to jest odpowiednia osóbka na tym stanowisku”,
  • „Basia zamiast Ewy to byłby sztos. Tylko trochę mniej śmiania się co zdanie i będzie genialna w roli prowadzącej”,
  • „Genialny pomysł by realizować DDTVN z Pol’and’Rock, gołym okiem widać, że uroku programowi dodaje Basia Kurdej-Szatan”, „Noooo, a z Marcinem Sawickim – gotowa kolejna para prowadzących mogłaby być”,
  • „Basia super babka. Mam nadzieję, że zabawi tu na dłużej. Powodzenia”.

Wszystko wskazuje na to, że wakacyjny projekt „Kolonie letnie Dzień dobry TVN” okazał się prawdziwym sukcesem. Każdy kolejny gość wnosi do programu nową energię, a występ Barbary Kurdej-Szatan tylko potwierdził, że widzowie chętnie oglądają znane twarze w roli prowadzących. Czy TVN zdecyduje się wykorzystać ten entuzjazm i zaprosi aktorkę do kolejnych wydań programu? O tym przekonamy się już w najbliższych miesiącach.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Fanka Skolima przekroczyła wszelkie granice? Straszne sceny przed koncertem

Chcielibyście oglądać częściej Barbarę Kurdej-Szatan w “Dzień dobry TVN”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Barbara Kurdej-Szatan i Krzysztof Skórzyński (fot. screen Instagram Stories “Dzień dobry TVN” – 1 sierpnia 2026
Barbara Kurdej-Szatan i Krzysztof Skórzyński (fot. screen Instagram Stories “Dzień dobry TVN” – 1 sierpnia 2026
Barbara Kurdej-Szatan i Krzysztof Skórzyński (fot. screen Instagram Stories “Dzień dobry TVN” – 1 sierpnia 2026
Barbara Kurdej-Szatan i Krzysztof Skórzyński (fot. screen Instagram Stories “Dzień dobry TVN” – 1 sierpnia 2026
Barbara Kurdej-Szatan i Krzysztof Skórzyński (fot. screen Instagram Stories “Dzień dobry TVN” – 1 sierpnia 2026

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Magda Gessler otworzyła NOWĄ restaurację. Tak wyglądało wielkie otwarcie

Opublikowano

w dniu

przez

Magda Gessler po raz kolejny zaskoczyła swoich fanów i otworzyła nowy lokal gastronomiczny. Na oficjalnym otwarciu pojawiło się wielu zaproszonych gości, a sama restauratorka nie ukrywała radości i porwała uczestników do wspólnej zabawy. Dowiedz się więcej!

Magda Gessler od lat pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej gastronomii. Restauratorka nie tylko prowadzi własne lokale, ale również nieustannie rozwija kolejne projekty kulinarne. Tym razem postanowiła podbić południe Polski i otworzyć nową restaurację NATURA w malowniczych Kluszkowcach, położonych nad Jeziorem Czorsztyńskim.

Nowy lokal powstał przy ulicy Pięknej 3 i jest kolejnym miejscem sygnowanym nazwiskiem gwiazdy TVN. Oficjalne otwarcie restauracji odbyło się w piątek, 31 lipca 2026 roku, o godzinie 15:00. Na miejscu nie mogło oczywiście zabraknąć samej Magdy Gessler, która osobiście przywitała pierwszych gości i zaprezentowała swój autorski koncept kulinarny.

Wydarzenie przyciągnęło wielu miłośników dobrej kuchni oraz sympatyków restauratorki. Goście mieli okazję spróbować przygotowanych potraw, porozmawiać z Magdą Gessler oraz zobaczyć z bliska miejsce, które ma stać się nową kulinarną wizytówką regionu.

Na otwarciu nie zabrakło również wyjątkowej atmosfery. Magda Gessler chętnie pozowała do zdjęć z uczestnikami wydarzenia, rozmawiała z zaproszonymi gośćmi, a w pewnym momencie dała się także porwać muzyce. Restauratorka zatańczyła między innymi z projektantem Rafałem Michalakiem, czym wywołała uśmiechy i brawa zgromadzonych.

To jednak dopiero początek atrakcji przygotowanych dla odwiedzających. Już 1 sierpnia odbędzie się oficjalne otwarcie całego resortu, podczas którego również nie zabraknie znanych nazwisk. Na scenie wystąpi zespół Brathanki, a wśród zaproszonych gości pojawią się między innymi Rafał Sonik oraz Robert Korzeniowski.

POLECAMY: Fanka Skolima przekroczyła wszelkie granice? Straszne sceny przed koncertem

Magda Gessler nie zwalnia tempa. Kolejna restauracja już otwarta

Nowa restauracja Magdy Gessler stawia na kuchnię, która czerpie z lokalnych tradycji, jednocześnie nadając im bardziej współczesny charakter. Wśród propozycji przygotowanych dla gości znalazły się dania inspirowane Podhalem i Pieninami. W karcie można znaleźć między innymi podhalańskie szpecle (59 zł), studzieninę wieprzową (46 zł) oraz aromatyczny krupnik gotowany na cielęcinie, którego cena wynosi 49 zł.

Jednocześnie restauratorka nie ograniczyła się wyłącznie do regionalnych receptur. W menu pojawiły się także potrawy inspirowane kuchnią międzynarodową i nowoczesną gastronomią. Goście mogą zamówić między innymi mus z bobu za 45 zł, klasycznego strogonowa z wołowiny za 99 zł, szaszłyk z jagnięciny podawany z sosem tzatziki za 119 zł, czy tradycyjną francuską tartę tatin za 41 zł. Tak skomponowana karta ma łączyć góralskie smaki z kulinarnymi inspiracjami z różnych stron świata.

Wszystko wskazuje na to, że nowe miejsce ma szansę stać się jedną z największych atrakcji turystycznych regionu. Połączenie wyjątkowej lokalizacji nad Jeziorem Czorsztyńskim, autorskiej kuchni Magdy Gessler oraz licznych wydarzeń sprawia, że już od pierwszych dni restauracja wzbudza ogromne zainteresowanie.

Dla Magdy Gessler to kolejny ważny krok w zawodowej karierze. Restauratorka od lat z powodzeniem rozwija swoje kulinarne przedsięwzięcia, a jej warszawska restauracja U Fukiera niezmiennie cieszy się ogromną popularnością zarówno wśród Polaków, jak i zagranicznych turystów. Nic więc dziwnego, że gwiazda TVN decyduje się na kolejne inwestycje.

Najbliższe miesiące również zapowiadają się dla restauratorki niezwykle intensywnie. Już jesienią widzowie ponownie zobaczą Magdę Gessler na antenie TVN w nowych sezonach „MasterChefa” oraz „Kuchennych rewolucji”. Wygląda więc na to, że mimo kolejnych biznesowych wyzwań restauratorka nie zamierza zwalniać tempa i nadal będzie łączyć rozwój swoich lokali z pracą przed kamerami.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Oskar Cyms doznał KONTUZJI podczas koncertu. Wszystko nagrały kamery

Planujecie wybrać się do nowej restauracji Magdy Gessler? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Magda Gessler (fot. screen Instagram Stories Restauracja Natura) – 31 lipca 2026
Magda Gessler (fot. screen Instagram Stories Magda Gessler) – 31 lipca 2026
Magda Gessler (fot. screen Instagram Stories Magda Gessler) – 31 lipca 2026
Magda Gessler (fot. screen Instagram Stories Rafał Michalak) – 31 lipca 2026

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością