Halina Mlynkova: „Trzeba się liczyć z dzieckiem i jego potrzebami” [wywiad]
Sukcesy zawodowe idą u niej w parze z życiem prywatnym. Tworzy szczęśliwy związek z Leszkiem Wronką. Ich przykład jest dowodem na to, że można tworzyć szczęśliwy związek na odległość. Mimo szumu wokół jej osoby stara się, by syn Piotrek miał normalne dzieciństwo.
Wychowywałaś się na pięknym i malowniczym Zaolziu. Teraz mieszkasz w Warszawie. Trudno było odnaleźć się w stolicy?
Zaolzie to przede wszystkim moje dzieciństwo. Dorosłe życie spędzałam w dużych miastach. Rodzinne strony opuściłam, kiedy poszłam na studia do Krakowa, gdzie mieszkałam przez kolejnych siedem lat. Potem przyjechałam do Warszawy. Chyba się przyzwyczaiłam. Mieszkam tu już prawie dekadę. Nigdy nie miałam problemu, by się zaklimatyzować w stolicy.
Odwiedzasz czasem rodzinne strony?
Z radością wracam na Zaolzie, szczególnie, gdy chcę odpocząć. Wiadomo, u mamy zawsze jest cudownie. Panuje tam niesamowita cisza. Są ludzie, którzy nie potrafią odciąć się od swojego miejsca zamieszkania. Miałam kolegę, który tak bardzo tęsknił za górami, że postanowił zrezygnować ze studiów. Są też tacy jak ja, którzy mogą żyć wszędzie.
Jak jesteś odbierana przez dawnych sąsiadów?
Czas spędzam przede wszystkim z rodziną w ogrodzie, ciesząc się widokiem gór. Zawsze znajdę czas dla kuzynki. Dla nich jestem normalną Haliną, która jest jedną z nich, z którą się wychowali, z ciocią zawsze rozmawiam o show biznesie, przywożę jej gazety. Zawsze pyta mnie, co z tego, co czyta jest prawdą (uśmiech). Tam toczy się bardzo spokojne życie, w które wciąż potrafię się wpasować.
Czy sukcesy Cię zmieniły? Czy przyjaciele wciąż są Ci sami?
Czasem tak bywa, że nasze sukcesy zmieniają przyjaciół. Mam wrażenie, że to nie ja się zmieniłam, ale ludzie, którzy nagle zaczęli spoglądać na mnie innymi oczyma. W momencie, kiedy opuszczamy dane miejsce, rozluźniają się więzy przyjaźni. Życie tak szybko galopuje, że nie mamy czasu na wiele spraw, w tym również podtrzymywanie znajomości. Dawne przyjaźnie często stają się po prostu sentymentalną znajomością sprzed lat. Mam kilka koleżanek, z którymi utrzymuję kontakty. Gdy uda nam się spotkać, z sentymentem wspominamy stare dobre czasy. Niestety nie zdarza nam się to zbyt często, bo rozproszyłyśmy się nieco po świecie. Niemniej jednak jest w moim życiu kilka osób, na których mogę polegać. Prawdziwa przyjaźń to bardzo cenna sprawa. Szczególnie cenię sobie bezinteresowne znajomości.
Masz to szczęście, że Twój wolny zawód nie wymaga od Ciebie siedzenia w jednym miejscu. Tak naprawdę zawsze możesz spakować walizkę i wyjechać, dokąd chcesz i na jak długo.
Nie do końca (śmiech). Nie mogę zapominać o tym, że przede wszystkim jestem mamą. Trochę ogranicza mnie rok szkolny mojego syna.
Nie ma wątpliwości, że tegoroczny Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu należał do Ciebie. Doceniła Cię nie tylko publiczność, ale również dziennikarze. Jaki jest Twój stosunek do nagród, które otrzymujesz?
Nagrody są swego rodzaju ukoronowaniem dotychczasowej pracy i zarazem motorem napędzającym do dalszych działań artystycznych. Choć statuetki nie są moim życiowym celem, przyznam, że miło jest, kiedy inni dostrzegają moje poczynania artystyczne. Koncerty w Opolu na pewno w dużej mierze przyczyniły się do tego, że moja płyta „Po drugiej stronie lustra” została zauważona. Ponadto sukcesy, które odnoszę na scenie, to nie jest tylko i wyłącznie moja zasługa. Na wszystko pracuje cały zespół.
W tym roku masz bardzo napięty grafik koncertowy. Twój kalendarz wręcz pęka w szwach.
To prawda, na brak pracy nie możemy narzekać. Mamy dość dużo występów, które podobają się publiczności, co nas bardzo cieszy.
Wiele osób wciąż łączy Twoją osobę z zespołem Brathanki, choć nie występujesz z nimi już od dziesięciu lat. Czy Ci to przeszkadza?
Trudno jest się dziwić ludziom, którzy muzyką nie żyją na co dzień, ale to prawda, że wiele osób nadal łączy mnie z Brathankami. Nie mam im tego za złe, bo w końcu jako ich wokalistka dałam się poznać publiczności, a że nasze drogi się rozeszły, to już inna sprawa. W radiu nadal można usłyszeć „Czerwone korale”, czy „W kinie w Lublinie” z moim wokalem. Zresztą publiczność na koncertach ciągle domaga się tych utworów, więc mimo własnego repertuaru wykonuję je również.
Jak czujesz się jako solistka?
Czuję swego rodzaju wolność. Cieszę się, że jestem ogniwem niezależnym od innych. Zdałam sobie sprawę, że nie potrafię już być częścią czegoś. Teraz ja sama decyduję o swoich poczynaniach artystycznych i życiowych.
Trudno było wyjść na scenę jako ktoś znany, ale w gruncie rzeczy zupełnie nowy?
Niełatwo było zaczynać wszystko od nowa. Moja droga solowej wokalistki wcale nie jest taka prosta, jakby mogło się niektórym wydawać, ale mam poczucie, że spełniam się. Jestem szczęśliwa. Ludzie powoli przyzwyczajają się do nowej Haliny, która zawsze będzie wokalistką folkową, ale wykonuje bardzo różnorodną muzykę, z różnych stron świata, przeplataną współczesnymi brzmieniami.
Utrzymujesz kontakt z chłopakami z Brathanków?
Nie, ale życzę im jak najlepiej. Kiedyś pojawiła się propozycja reaktywacji dawnego składu zespołu, ale odmówiłam. Jeśli niektóre sprawy przekraczają pewne granice, dwa razy do tej samej rzeki nie wchodzę.
Przez siedem lat nie koncertowałaś. Czy trudno było wrócić na scenę po tym bardzo długim urlopie macierzyńskim?
To nie do końca był urlop macierzyński. Swoje obowiązki dzieliłam pomiędzy syna i pracę, choć nie było jej wtedy widać. W tym czasie muzyka cały czas była obecna w moim życiu i choć niemal nie udzielałam się publicznie, ciągle coś tworzyłam. W czasie tej medialnej przerwy poszukiwałam ludzi, z którymi mogłabym stworzyć projekt od początku do końca, co w dzisiejszych czasach nie jest rzeczą łatwą. Często osoby odpowiedzialne za pewne projekty, nie dotrzymują danego słowa i naprawdę fajne rzeczy nie mają możliwości, by ujrzeć światło dzienne. Trudno jest dobrać ludzi, którzy myślą muzycznie podobnie, nierzadko trzeba czekać na wolne miejsce w studiu nagrań i w ten oto sposób realizacja wielu projektów przeciąga się w nieskończoność. W moim przypadku sześć razy sprawa nie dobiegła końca. Dopiero za siódmym razem uparłam się, że teraz mi się uda. Wówczas powstała „Etnoteka”.
„Kobieta z moich snów” z płyty „Etnoteka” jest piosenką o Tobie?
Może trochę tak (śmiech). Kiedy ją pisałam, miałam przed oczami kobietę, która potrafi pogodzić pracę z rodziną.
Czym byś się dziś zajmowała, gdyby nie wyszło Ci na scenie? Studiowałaś etnografię.
Zawsze chciałam śpiewać, ale nie zakładałam sobie żadnej alternatywy na wypadek, gdyby coś się nie udało. Od początku marzyłam, by studiować muzykę, co bardzo nie spodobało się moim rodzicom. Poszłam więc na Uniwersytet Jagielloński na etnografię z zamiarem porzucenia jej po roku, ale tak mi się spodobało, że postanowiłam ją skończyć.
Na fortepianie zaczęłaś grać w wieku sześciu lat. Czy zawsze chętnie garnęłaś się do ćwiczeń?
Bywało różnie, ale głównie zależało to od nauczycieli oraz ich podejścia. Jak znajdowałam wspólny język z nauczycielką, to grałam koncerty dla najlepszych uczniów, ale były też takie lata, gdzie byłam w grupie najgorszych. Pamiętam też panią, która zamykała mi klapę od pianina na palce. Nie przepadałam za ćwiczeniem gam i innych tzw. podstawowych rzeczy, ale jak już było coś porządnego do zagrania, bardzo chętnie zasiadałam do instrumentu. Lubiłam też sama tworzyć różne melodie. Fortepian był dla mnie światem marzeń. Kiedy tańczyłam w zespole, będąc w liceum, w Sali baletowej był fortepian. Potrafiłam sama z siebie przychodzić na dwie godziny przed próbą i grać.
Czy Piotrek też przejawia zainteresowanie muzyką?
Piotrek jest bardzo zdolny, jednak na chwilę obecną bardziej niż muzyka interesuje go zabawa na podwórku z kolegami. Potrafi coś zagrać, jednak nie chcę na siłę zapisywać go do szkoły muzycznej, bo to może przynieść odwrotny efekt. Na instrumencie trzeba solidnie ćwiczyć, regularnie grać i mieć tego świadomość. Znam mnóstwo muzyków, którzy późno zaczęli grać i udało im się wszystko nadrobić.
Czy po rewelacyjnej płycie „Po drugiej stronie lustra”, pracujesz już nad kolejną?
Kolejna płyta z pewnością będzie, ale na razie trudno jest mi mówić o konkretnych terminach jej wydania. Na pewno nie spocznę na laurach i jeszcze nie raz zaskoczę moją publiczność. Teraz przygotowuję nową piosenkę.
Czyli przebojowa piosenka „Ostatni raz” to na pewno nie jest Twoje ostatnie słowo, jeśli chodzi o muzykę.
Zapewniam, że w kwestii muzyki mam jeszcze sporo do powiedzenia, a przede wszystkim do zaśpiewania. Może zanim ukaże się kolejny album, nagram teledysk do jakiejś piosenki z ostatniej płyty.
Jak dbasz o swój głos?
To jest przede wszystkim sen i unikanie stresowych sytuacji.
Możesz pochwalić się nienaganną figurą. Twierdzisz, że nigdy nie byłaś na żadnej diecie. Wielokrotnie jednak posądzano Cię o bulimię i anoreksję. Jak odnosisz się do nieprawdziwych informacji, które rozpowszechniane są przez media?
Nie mam pojęcia skąd biorą się wszystkie bzdury na mój temat. Wiele z nich, z jednej strony po prostu mnie śmieszy, a z drugiej przeraża, bo ludzka głupota niestety bywa również zatrważająca. Osoby, które rozpisują się w sprawach moich rzekomych schorzeń, posługują się słowami, których znaczenia nie znają.
Swojego narzeczonego Leszka Wronkę poznałaś dzięki gościnnemu występowi z Ewą Farną, która jest jego podopieczną. Czy zgadzasz się z tym, że prawdziwą miłość można spotkać w pracy?
Myślę, że tak. Większość ludzi poznaje się dzięki pracy i nie ma w tym nic dziwnego. Łączą nas wspólne sprawy zawodowe i zainteresowania.
Ty na co dzień mieszkasz w Polsce, a Leszek w Czechach. Zdecydowaliście się na tzw. miłość na odległość?
Trochę tak. W miarę możliwości odwiedzamy się jak najczęściej.
Ciężko znosić rozłąkę?
Dajemy radę. Trzeba się przyzwyczaić do ciągłych podróży. Pewne sprawy wymagają również dużej koordynacji. Muszę brać również pod uwagę Piotrusia, który ma tutaj szkołę, więc nie zawsze mogę zabrać go ze sobą i wyjechać do Pragi.
Podobno Piotruś znalazł wspólny język z najmłodszym synem Leszka.
Tak. Chłopcy się bardzo polubili. Dzięki tej znajomości Piotrek uczy się języka czeskiego.
A jak Ciebie przyjęły dzieci Leszka?
Panują między nami naprawdę zdrowe relacje. Mamy bardzo dobry kontakt. Nasz związek spotkał się z aprobatą, zarówno mojej, jak i Leszka rodziny.
Kilkakrotnie zadeklarowałaś w wywiadach, że nie masz w planach kolejnej ciąży. Dlaczego?
Faktycznie tak mówiłam. Doszłam jednak do wniosku, że chyba muszę zaprzestać tego typu deklaracji, bo nigdy nie wiadomo, co los przyniesie. Nie chcę już się zarzekać, że tak, albo, że nie, bo stanie się odwrotnie niż powiem i później ktoś mnie posądzi, że kłamię w wywiadach (śmiech). Uważam, że ludzie, którzy się kochają nie zawsze muszą mieć wspólne dzieci. Nic na siłę. Jesteśmy szczęśliwi w obecnej sytuacji. Tradycyjny model rodziny nie gwarantuje sielanki. Nie lubię niczego planować, ale wcale nie dlatego, że się do czegoś zraziłam. Zobaczymy co przyniesie życie. Mam nadzieję, że same dobre rzeczy.
Przeczytałam niedawno, że dostałaś od Leszka pierścionek zaręczynowy. Czy zatem będzie ślub?
Będzie, ale jeszcze nie wiemy kiedy. Póki co cieszymy się sobą i nie mamy potrzeby, by coś przyspieszać. Gdy nadejdzie odpowiedni czas, roześlemy zaproszenia (uśmiech).
Wesele będzie huczne, czy raczej skromne? W końcu rodzina i znajomi bawili się już na waszych weselach.
To też kwestia, którą trzeba będzie omówić we właściwym czasie. To prawda mamy już za sobą śluby i przyjęcia weselne, ale też znajomych nam przybyło. Na naszym wspólnym jeszcze nikt się nie bawił, więc, kto wie (śmiech).
Niedawno udzieliłaś dużego wywiadu, w którym powiedziałaś, że nie wyprowadzisz się z Warszawy, dopóki Piotrek nie skończy przynajmniej podstawówki, niedługo po tym powyciągano z kontekstu pewne zdania i rozpisywano się, że zabierasz dziecko do Czech.
Być może kiedyś chciałabym zamieszkać w Czechach, ale nie wyjadę, jeśli syn nie będzie chciał tego tak samo jak ja. Nie wyobrażam sobie, że nagle z dnia na dzień zmienię mu środowisko życia. Trzeba się liczyć z dzieckiem i jego potrzebami. On ma tu kolegów i szkołę – to wszystko jest dla niego bardzo ważne, a ja nie zamierzam zaburzać mu tej rzeczywistości. Nie jestem egoistką. Mam jedynego syna i bardzo bym go nie chciała stracić przez złe lub pochopne decyzje.
Wspomniałaś kiedyś, że Twój syn ma dużo swobody i nie jest dzieckiem chowanym pod tzw. kloszem.
Piotrek ma bardzo silny charakter. Nie dałby się zamknąć w czterech ścianach. Przez moment chodził do społecznej szkoły, ale go stamtąd zabrałam. W zwyczajnej podstawówce czuje się zdecydowanie lepiej. Teraz najważniejsze jest dla niego podwórko i koledzy. Pozwalam mu na wiele, ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku.
Z charakteru jest bardziej podobny do Ciebie, czy do Łuksza?
Myślę, że posiada cechy charakterystyczne dla nas obojga, które w połączeniu z jego indywidualnymi, sprawiają, że jest silną osobowością. Z pewnością da sobie w życiu radę.
Czy Piotrek słucha Twoich piosenek?
Tak, zna dość dobrze moje utwory. Ponadto słucha oczywiście wielu innych wykonawców.
Czy bez problemu dogadujecie się z Łukaszem w sprawach wychowywania Piotrka?
Każde dziecko potrzebuje obojga rodziców, ale niestety wiele kobiet tego nie rozumie i ogranicza ojcom kontakty z dziećmi, krzywdząc je przede wszystkim. U nas tego nie ma. Staram się, żeby Piotrek miał kontakt z tatą w takiej ilości, jak sobie tego życzy. Nam coś nie wyszło, ale nie powinno się to odbijać na dziecku.
Czasopismo „MyMamy” jest dostępne wyłącznie na ipadach i tabletach. Jak radzisz sobie z tego typu urządzeniami?
Mam starszą wersję ipada, ale nie można ściągać na niego załączników, więc dałam go Piotrkowi do zabawy. Natomiast jestem zachwycona tabletem. Przede wszystkim nie waży tyle, co laptop i jest wygodny w podróży, zwłaszcza, że dużo latam samolotami. Mam w nim muzykę swoją oraz taką, której lubię słuchać.
Słyszałam, że świetnie gotujesz.
Mistrzynią kuchni może nie jestem, ale jak tylko mam czas, to lubię coś przyrządzić. Gotowanie bardzo mnie uspokaja i relaksuje.
Rozmawiała Martyna Rokita dla “My Mamy” wyd. Smart Publishing
Fot. Materiały prasowe – Bee Music
news
Doda wykonała hymn Polski w Krakowie. Fani wydali werdykt
Tego nikt się nie spodziewał – wielkie święto zamieniło się w emocjonalne widowisko, o którym mówi dziś cała Polska. Tysiące flag, tłumy ludzi i jeden występ, który przyćmił wszystko inne. Internauci nie mają wątpliwości, a nagranie już żyje własnym życiem. Dowiedz się więcej o wyjątkowym występie Dody!
Krakowskie Błonia na jeden dzień stały się miejscem wyjątkowego spotkania, które przyciągnęło tysiące uczestników. Przestrzeń zamieniła się w imponujące Morze Flag – biało-czerwone barwy ułożyły się w kształt mapy Polski, tworząc spektakularną instalację widoczną nawet z lotu ptaka. Wydarzenie zorganizowane przez RMF FM oraz Miasto Kraków miało nie tylko charakter celebracji, ale również wspólnego przeżywania ważnego symbolu narodowego.
Centralnym punktem całego wydarzenia był występ Dody, który od początku budził ogromne emocje. Artystka pojawiła się na miejscu w charakterystycznym kamperze RMF FM, przyciągając uwagę uczestników jeszcze przed wejściem na scenę. Już wtedy było jasne, że to właśnie jej występ stanie się jednym z najważniejszych momentów dnia.
Gdy Doda stanęła przed publicznością, atmosfera momentalnie się zmieniła. Wraz z uczestnikami wydarzenia wykonała „Mazurka Dąbrowskiego” w specjalnej aranżacji przygotowanej przez Stokłosa Collective Orchestra. To nie było zwykłe odśpiewanie hymnu – to był moment pełen skupienia, emocji i wspólnego przeżywania.
Tuż po występie artystka podzieliła się bardzo osobistą refleksją, podkreślając, jak ważny był dla niej ten moment. Nie kryła wzruszenia, mówiąc o swoich wartościach i rodzinnych emocjach związanych z patriotyzmem.
“Każdy chce wydziwiać, a w hymnie ważny jest mocny postawiony głos, nie interpretacja, ale tak, żeby wzruszyć innych. Mój tata teraz na pewno mocno płacze” – mówiła Doda po występie.
W trakcie rozmowy Doda wróciła także wspomnieniami do sytuacji sprzed lat, kiedy została zaproszona do wykonania hymnu w zupełnie innym kontekście. Jej odpowiedź wtedy jasno pokazała, jak rozumie patriotyzm i jaką wagę przywiązuje do symboli narodowych.
“Chyba żartujesz, ja jestem taką patriotką, że mogę śpiewać tylko nasz Polski hymn” – odpowiedziała wtedy artystka.
Po wykonaniu hymnu Doda nie zakończyła swojego występu. Artystka zaprezentowała także utwór „Pamiętnik”, który – jak podkreśliła – ma dla niej szczególne znaczenie. Tym razem jednak nadała mu jeszcze głębszy wymiar, dedykując go tragicznie zmarłemu Łukaszowi Litewce i jego partnerce.
POLECAMY: Pola Wiśniewska opuściła dom Michała? Nagle wypaliła o sąsiadach
Internauci ocenili występ Dody. Czy mają rację?
Największe poruszenie wywołała jednak reakcja internetu. Nagranie z występu Dody błyskawicznie trafiło do sieci i zaczęło zdobywać ogromną popularność. W komentarzach pojawiła się prawdziwa fala pozytywnych opinii. Oto niektóre z nich:
- “Przyznam szczerze, że ciary”;
- Przepiękny wystep”;
- “Wspaniałe wykonanie!”;
- “Ona naprawdę potrafi śpiewać”;
- “Królowa jest tylko jedna”;
- “Jestem zachwycona tym wykonaniem”;
- “Oby więcej takich występów”.
To tylko część komentarzy, które pokazują, jak mocno występ Dody trafił do odbiorców. Widzowie docenili nie tylko jej głos, ale przede wszystkim autentyczność i emocje, które przekazała ze sceny.
Jedno jest pewne – to wydarzenie na krakowskich Błoniach na długo pozostanie w pamięci uczestników i widzów. A występ Dody stał się jego najmocniejszym, najbardziej komentowanym punktem, który jeszcze długo będzie żył w sieci i wywoływał emocje.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Padły zarobki Łatwoganga ze streamu. Kwota wbija w fotel
Jak Wam się podoba wykonanie hymnu w wersji Dody? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku



Autor: Szymon Jedynak
news
Pola Wiśniewska opuściła dom Michała? Nagle wypaliła o sąsiadach
Jeszcze niedawno próbowali zatrzymać prywatność i uciszyć medialne spekulacje, dziś kolejne fakty zaczynają układać się w spójną całość. Jeden wpis wystarczył, by rozwiać wszelkie wątpliwości. To, co dzieje się teraz, pokazuje, że nie ma już odwrotu. Dowiedz się więcej!
W marcu Michał Wiśniewski zdecydował się na krok, który ostatecznie potwierdził krążące od dawna plotki o kryzysie w jego małżeństwie. Lider Ich Troje opublikował w mediach społecznościowych nagranie, w którym jasno zakomunikował, że jego relacja z Polą Wiśniewską dobiegła końca. Tym samym przeciął spekulacje, które narastały w przestrzeni publicznej i coraz częściej były komentowane przez fanów oraz media.
W swoim oświadczeniu Michał Wiśniewski postawił na szczerość i spokój, unikając sensacyjnego tonu. Wyraźnie zaznaczył, że nie chce budować wokół tej sytuacji dodatkowych emocji ani wskazywać winnych. Jego przekaz miał przede wszystkim uporządkować sytuację i ograniczyć falę domysłów, które niemal zawsze towarzyszą rozstaniom znanych osób.
“Oświadczenia są po to, by uciąć spekulacje na przyszłość. To nie jest żadne tłumaczenie. To jest stwierdzenie po prostu faktu. Nie udało mi się uratować mojego małżeństwa, więc zanim wszyscy napiszą o tym, mówię o tym sam” – powiedział lider Ich Troje.
W swoim wystąpieniu Wiśniewski nie zapomniał również o najważniejszym aspekcie całej sytuacji, czyli o swoich dzieciach.
“To jest jedyny komentarz. Zdaję sobie sprawę, że to jest państwa praca i z tego żyjecie, żeby to komentować, ale bardzo serdecznie, gorąco państwa proszę ze względu na dwójkę moich małoletnich dzieci o wstrzemięźliwość w opiniach do czasu zakończenia postępowania. Z całego serca dziękuję i co mogę powiedzieć? Trzymam za moją jeszcze żonę i za siebie kciuki, żebyśmy przez to przeszli jak najmniej poranieni. Dziękuję bardzo” – zakończył wypowiedź.
POLECAMY: Padły zarobki Łatwoganga ze streamu. Kwota wbija w fotel
Pola Wiśniewska wyprowadziła się z domu. Co dalej?
Choć od tamtej chwili minęło już trochę czasu, temat wciąż pozostaje żywy. Szczególnie że Pola Wiśniewska nie odnosi się bezpośrednio do rozstania, jednak jej aktywność w mediach społecznościowych zaczęła przyciągać coraz większą uwagę. Każdy wpis jest analizowany przez internautów, którzy próbują odczytać między wierszami, co naprawdę dzieje się w jej życiu.
W ostatnich dniach pojawił się jednak wpis, który dla wielu stał się przełomowy. Pola Wiśniewska poinformowała, że spędza majówkę na rozpakowywaniu kartonów, jednocześnie zdradzając, że przeprowadziła się z dziećmi do nowego miejsca. To wyznanie zostało odebrane jako wyraźny sygnał rozpoczęcia zupełnie nowego etapu.
“Nowy rozdział unlocked. Od wczoraj mieszkamy sobie sami. Dużo zmian, ale w końcu da się oddychać” – napisała na InstaStories.
W kolejnych relacjach Pola Wiśniewska podzieliła się także kulisami przeprowadzki, pokazując, że w tym trudnym czasie nie została sama. Podkreśliła, jak duże znaczenie miało dla niej wsparcie ze strony otoczenia, które pomogło jej odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
“Okazało się, ze mogę liczyć na wsparcie starych i nowych sąsiadów. Bez nich nie dałabym rady. Jestem ogromnie wdzięczna” – zakomunikowała Wiśniewska.
Cała sytuacja pokazuje, jak wiele zmieniło się w życiu Wiśniewskich w bardzo krótkim czasie. Choć obie strony starają się zachować klasę i nie eskalować emocji w przestrzeni publicznej, kolejne wydarzenia jasno wskazują, że każdy z nich idzie już własną drogą.
Jedno jest pewne – to rozstanie jeszcze długo będzie budzić zainteresowanie opinii publicznej. Dla jednych to prywatna historia dwojga ludzi, dla innych jedno z najgłośniejszych wydarzeń w polskim show-biznesie ostatnich miesięcy.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Must Be The Music”: To działo się za kulisami pierwszego półfinału [FOTO]
Śledzicie Polę Wiśniewską w mediach społecznościowych? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!





Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Padły zarobki Łatwoganga ze streamu. Kwota wbija w fotel
To miała być akcja charytatywna, która poruszy internet – i tak właśnie się stało. Teraz jednak pojawiają się pytania, o których wcześniej mało kto mówił. Czy za sukcesem stoi coś więcej niż tylko bezinteresowna pomoc? Dowiedz się więcej!
Dziewięciodniowy stream Łatwoganga przejdzie do historii polskiego internetu jako jedno z największych wydarzeń charytatywnych. Początkowo wszystko wyglądało skromnie – młody twórca zapowiedział, że przez dziewięć dni będzie słuchał utworu Bedoesa „Diss na raka”, jednocześnie zbierając środki dla dzieci walczących z chorobami nowotworowymi.
Start był niepozorny, bo cel wynosił zaledwie 500 tysięcy złotych. Jednak z każdym kolejnym dniem skala przedsięwzięcia rosła w tempie, którego nikt się nie spodziewał. W krótkim czasie transmisja zaczęła przyciągać setki tysięcy widzów, a licznik wpłat rósł niemal w czasie rzeczywistym.
Ogromną rolę w rozwoju akcji odegrały znane nazwiska. W mieszkaniu Łatwoganga pojawiali się kolejni goście – od influencerów po gwiazdy show-biznesu. Wśród nich znaleźli się m.in. Friz, Wersow, Agata Kulesza, Kasia Nosowska, Maciej Musiał, Małgorzata Kożuchowska, Tomasz Karolak, Grzegorz Hyży, Oskar Cyms, Dawid Kwiatkowski, Sanah czy Natalia Szroeder oraz Krzysztof Stanowski, którzy wspólnie zachęcali widzów do wsparcia zbiórki.
Dla wielu internautów transmisja szybko stała się czymś więcej niż tylko akcją charytatywną. W sieci pojawiały się komentarze, że to „najlepszy polski serial”, a momentami stream oglądało jednocześnie ponad milion osób. Emocje rosły z każdą godziną, a zainteresowanie nie słabło ani na chwilę.
Po zakończeniu dziewięciodniowego maratonu liczby mówiły same za siebie. Na koncie zbiórki widniała kwota 251 885 518 złotych, która już wtedy robiła ogromne wrażenie. Organizatorzy podkreślali jednak, że to nie koniec, bo wpłaty nadal napływały.
Kilka dni później padł kolejny rekord. Według danych z 27 kwietnia udało się zebrać aż 282 741 778.76 złotych. Tym samym akcja przebiła nawet wyniki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, zapisując się na stałe w historii największych zbiórek w Polsce.
POLECAMY: „Must Be The Music”: To działo się za kulisami pierwszego półfinału [FOTO]
Ile Łatwogang zarobił podczas transmisji? Padły kwoty
Wraz z opadaniem emocji zaczęły pojawiać się jednak nowe pytania. Media i internauci zaczęli dokładniej przyglądać się samemu Łatwogangowi oraz mechanizmom działania transmisji. Analizie poddano nie tylko skalę zbiórki, ale także potencjalne zyski samego twórcy.
Temat podjął m.in. Dominik Bos, twórca kanału Awizo TV, który zwrócił uwagę na fakt, że stream był monetyzowany. Oznacza to, że oprócz wpłat od widzów, pojawiały się również przychody z reklam wyświetlanych w trakcie transmisji.
“To jest najpopularniejszy polski film na YouTubie, nie licząc teledysków. 97 milionów wyświetleń. […] To znaczy, że te sto milionów wyświetleń to są wyświetlenia nabite na zmonetyzowanym materiale. Sto milionów wyświetleń to jest, kurde, ja nie wiem, wydaje mi się, że to jest kasa idąca w miliony już z AdSense” – wyznał.
Na podstawie własnych doświadczeń Dominik Bos pokusił się nawet o konkretne wyliczenia, które dodatkowo rozgrzały dyskusję w sieci.
“Na podstawie stawki, jaką ja z YouTube kojarzę z długich form streamowych, wychodzi mi, że ten stream powinien zarobić równy milion z AdSense” – stwierdził.
Sam Łatwogang od początku podkreśla, że wszystkie środki zebrane w ramach zbiórki trafiają do fundacji Cancer Fighters. Organizacja zapowiedziała również uruchomienie specjalnej platformy, na której będą publikowane szczegółowe informacje dotyczące wydatkowania pieniędzy.
Jedno jest pewne – akcja Łatwoganga stała się symbolem solidarności i dowodem na to, że wspólnymi siłami można osiągnąć coś naprawdę wielkiego. To historia, która pokazuje, że nawet z pozoru prosta inicjatywa może przerodzić się w wydarzenie o ogromnym znaczeniu społecznym.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: TYLKO U NAS: Bagi z kolejną FUCHĄ w Polsacie? Znamy szczegóły
Podobała Wam się akcja Łatwoganga? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
moda
„Must Be The Music”: To działo się za kulisami pierwszego półfinału [FOTO]
Pierwszy półfinał „Must Be The Music” przyniósł nie tylko muzyczne emocje, ale też sporo zamieszania wokół tego, co działo się poza sceną. W centrum uwagi znaleźli się nie tylko uczestnicy, ale również jurorzy, którzy tym razem postawili na odważne stylizacje i wyraziste wejścia na antenę. Sprawdź, co działo się za kulisami i zobacz galerię zdjęć!
Najlepsi z najlepszych stanęli dziś do walki o upragniony finał „Must Be The Music”. Punktualnie o 21:00 na antenie Polsatu wystartował pierwszy półfinał na żywo, który dostarczył widzom ogromnych emocji i muzycznych wrażeń. To właśnie ten etap programu często okazuje się najbardziej wymagający – tutaj nie ma już miejsca na przypadek, liczy się charyzma, talent i umiejętność porwania publiczności.
Na scenie zaprezentowało się ośmiu wyjątkowych artystów, którzy wcześniej zachwycili zarówno jury, jak i widzów. Każdy z nich miał jeden cel – zdobyć miejsce w wielkim finale i zrobić kolejny krok w stronę głównej nagrody. Występy pełne pasji, różnorodnych stylów i emocji sprawiły, że rywalizacja była niezwykle zacięta, a decyzja o tym, kto przejdzie dalej, wcale nie należała do łatwych.
POLECAMY: TYLKO U NAS: Bagi z kolejną FUCHĄ w Polsacie? Znamy szczegóły
Tak zaprezentowały się gwiazdy na ściance [FOTO]
Dziś Dawid Kwiatkowski postawił na elegancję z nutą retro. Artysta zaprezentował się w stylowym, dwurzędowym garniturze w odcieniu przygaszonego błękitu, ozdobionym subtelnymi prążkami. Klasyczny krój został przełamany nowoczesnym podejściem do stylizacji – marynarka o lekko oversize’owym fasonie nadała całości swobodnego, ale wciąż bardzo szykownego charakteru.
Do garnituru dobrał białą koszulę oraz wzorzysty krawat w ciepłych, brązowych tonach, który dodał stylizacji wyrazistości. Całość uzupełnił starannie ułożoną fryzurą i delikatnym zarostem, co podkreśliło jego dojrzały, sceniczny wizerunek.


POLECAMY: Rafał Maserak powiedział to wprost. Tego tematu długo unikał
Edyta Górniak była dziś gościnią muzyczną i na scenie zaprezentowała się w energetycznej, młodzieżowej stylizacji z nutą scenicznego pazura. Artystka postawiła na krótką, plisowaną spódnicę w jasnym odcieniu oraz dopasowany top w kolorze różu z wyraźnym, sportowym nadrukiem „96”, który nadał całości nowoczesnego, nieco streetwearowego charakteru.
Całość uzupełniła jasna, jeansowa kurtka oraz szeroki, czerwony pasek z ozdobnymi detalami, który podkreślił talię i dodał stylizacji wyrazistości. Najmocniejszym akcentem były jednak błyszczące, srebrne botki na obcasie, które idealnie wpisały się w sceniczny klimat i przyciągały wzrok przy każdym ruchu.


Natalia Szroeder na pierwszy półfinał wybrała nowoczesną, mocno sceniczną stylizację łączącą prostotę z błyskiem i wyrazistym przekazem. Artystka miała na sobie dopasowany, biały top bez rękawów z czarnym napisem „ROCK ROYALTY” ułożonym w dekoracyjny, niemal biżuteryjny sposób. Góra stylizacji była minimalistyczna w kroju, ale przyciągała uwagę detalem i scenicznym charakterem.
Całość przełamywała srebrna, mocno połyskująca oversize’owa marynarka oraz szerokie, luźne spodnie w tym samym materiale. Tkanina odbijała światła sceniczne, nadając stylizacji futurystyczny, koncertowy efekt.


ZOBACZ RÓWNIEŻ: Paulina Gałązka wycofa się z „Tańca z Gwiazdami”? Poznaj niepokojące kulisy
Lubicie oglądać “Must Be The Music”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!






Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news4 dni temuTYLKO U NAS: Michał Danilczuk w „Azji Express”. Kto jeszcze wystąpi w nowej edycji?
-
news3 dni temuDoda kontra firma po akcji Łatwoganga. Jest oficjalna odpowiedź
-
news4 dni temuTen kadr podbił sieć i stał się symbolem akcji Łatwoganga. Kim jest jego autor?
-
news4 dni temuTomasz Wygoda DOSADNIE o 25 tyś. od DODY za info o śmierci Łukasza LITEWKI!
-
PRZEłowca3 dni temuWpłaciłeś na akcję Łatwoganga i Cancer Fighters dla dzieci? Urząd Skarbowy odda Ci część pieniędzy
-
news11 godzin temuPadły zarobki Łatwoganga ze streamu. Kwota wbija w fotel
-
showbiz2 dni temuSensacyjne doniesienia przed półfinałem „Tańca z Gwiazdami”. Zaskoczeni?
-
lifestyle4 dni temuNaturalna regeneracja bariery hydrolipidowej









Dodaj komentarz