Śledź nas

PRZEłowca

Kuba Szmajkowski wraca z utworem, którego nie przestaniesz nucić

Opublikowano

w dniu

Kuba Szmajkowski zaskakuje swoich fanów kolejnym krokiem w muzycznej karierze. Po latach spędzonych w boysbandzie, telewizyjnych show i preselekcjach Eurowizji, artysta wraca z singlem, który zdradza więcej niż zwykle – dotyka emocji, o których dotąd wolał milczeć. Dowiedz się więcej!

Już jako nastolatek Kuba Szmajkowski udowodnił, że ma wyjątkowy talent muzyczny. Jego udział w pierwszej edycji „The Voice Kids” zakończył się finałem, co dało mu ogromną rozpoznawalność wśród młodszej publiczności. Występy pokazały nie tylko jego możliwości wokalne, ale również charyzmę i pewność siebie na scenie, które stały się jego znakiem rozpoznawczym.

W latach 2018–2021 Szmajkowski był członkiem popularnego boysbandu „4Dreamers”. Zespół szybko zdobył serca młodzieży w całym kraju, a dwa wydane albumy spotkały się z pozytywnym odbiorem krytyków i nominacjami do nagrody Fryderyk. Okres pracy w grupie pozwolił mu rozwijać warsztat wokalny, zdobywać doświadczenie sceniczne i uczyć się pracy zespołowej, co przygotowało go do późniejszej kariery solowej.

Od 2021 roku Kuba Szmajkowski rozwija karierę solową, zyskując coraz większe uznanie młodej publiczności. W 2022 roku jego utwór „Lovesick” zajął czwarte miejsce w finale programu „Tu bije serce Europy! Wybieramy hit na Eurowizję!”, a rok później single „Do the Dance” i „You Do Me” kontynuowały dobrą passę.

Rok 2023 przyniósł Szmajkowskiemu jeden z największych sukcesów w karierze – zwycięstwo w 19. edycji programu „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. To doświadczenie pokazało jego wszechstronność, zdolność wcielania się w różnorodne postacie muzyczne i taneczne oraz umiejętność przyciągania uwagi szerokiej publiczności.

Zimą 2025 roku Kuba Szmajkowski wziął udział w polskich preselekcjach do 69. Konkursu Piosenki Eurowizji z utworem „Pray”, zajmując piąte miejsce. Choć nie udało mu się zakwalifikować, występ był dowodem na jego rosnącą pozycję w polskiej muzyce oraz gotowość do podejmowania ambitnych wyzwań.

Popularność Szmajkowskiego w social mediach jest równie imponująca. Na TikToku śledzi go ponad 553 tysiące osób, a na Instagramie niemal 170 tysięcy. Fani cenią go nie tylko za muzykę, ale też poczucie humoru i bliski kontakt z artystą, który regularnie dzieli się kulisami życia scenicznego i zabawnymi nagraniami.

POLECAMY: Tak wyglądają przygotowania do „Tańca z gwiazdami”. Wypłynęły zdjęcia

Nowy singiel Szmajkowskiego = nowy wizerunek?

Ostatnio Kuba Szmajkowski całkowicie odciął się od swojej dotychczasowej estetyki na Instagramie, usuwając wszystkie wcześniejsze posty. Fani od razu zaczęli spekulować, co stoi za tak drastyczną zmianą – czy to jedynie wizerunkowa zagrywka, czy początek nowego etapu w karierze artysty. Okazało się, że decyzja była powiązana z premierą jego nowego singla „Ale u mnie też” i teledysku, który ujrzał światło dzienne 6 lutego. To wyraźny sygnał, że Szmajkowski wchodzi w nową fazę swojej kariery, w której chce pokazać większą dojrzałość i emocjonalną głębię, a jego wizerunek staje się spójny z muzycznym przesłaniem utworu.

Singiel „Ale u mnie też” prezentuje zupełnie inną stronę Kuby Szmajkowskiego. To utwór o emocjonalnym uwolnieniu i odzyskiwaniu spokoju po trudnych doświadczeniach, który pokazuje, że artysta nie boi się poruszać tematów osobistych i bardziej dojrzałych niż w jego wcześniejszych produkcjach. Dynamiczne, ale jednocześnie refleksyjne brzmienie oraz emocjonalna warstwa wokalna pokazują, że Szmajkowski dojrzewa nie tylko jako wykonawca, ale i twórca, który chce komunikować prawdziwe przeżycia swojej publiczności.

Pierwsze reakcje na teledysk „Ale u mnie też” są bardzo pozytywne. Internauci chwalą zarówno produkcję muzyczną, jak i samą warstwę wizualną: „Extra kawałek, świetnie, że wróciłeś Kuba; Bardzo dobry utwór + teledysk; Wakacyjny banger będzie mówię wam; Jaki fajny beat; Genialny numer; Czuć serce i robotę włożoną w ten projekt” – pisali fani pod teledyskiem. To pokazuje, że odbiorcy doceniają nie tylko zmianę w stylu artysty, ale także jego szczere podejście do muzyki i chęć eksplorowania nowych emocjonalnych obszarów w twórczości.

„Ale u mnie też” to krok w stronę bardziej dojrzałej i świadomej twórczości Kuby Szmajkowskiego. Artysta pokazuje, że potrafi rozwijać swoje emocjonalne brzmienie w nowy, dojrzały sposób, łącząc charakterystyczną wrażliwość z bardziej refleksyjnym i osobistym przekazem. Ta nowa odsłona może zadecydować o jego dalszej pozycji na polskiej scenie muzycznej, a jednocześnie otwiera drzwi do kolejnych ambitnych projektów, w których Szmajkowski pokazuje pełnię swojego artystycznego potencjału.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wieczór z Magdą Gessler i czułe SMS-y. Co naprawdę łączy ją z Michałem Danilczukiem?

Jak Wam się podoba nowa piosenka Kuby Szmajkowskiego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Kuba Szmajkowski (fot. screen TikTok Kuba Szmajkowski)
Kuba Szmajkowski (fot. screen TikTok Kuba Szmajkowski)
Kuba Szmajkowski (fot. screen TikTok Kuba Szmajkowski)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

PRZEłowca

Andżelika Wójcik oskarża kadrę o brak wsparcia. Prezes PZŁS odpowiada na zarzuty

Opublikowano

w dniu

przez

Miało być sportowe święto i walka o medale, a wybuchł konflikt, który wstrząsnął reprezentacją. Jedna z zawodniczek nie wytrzymała i publicznie uderzyła w związek. Odpowiedź prezesa była natychmiastowa i wyjątkowo ostra. Poznaj kulisy sprawy już teraz!

Zimowe igrzyska olimpijskie tradycyjnie przyciągają przed telewizory nie tylko zagorzałych fanów sportu, ale również tych, którzy na co dzień nie śledzą rywalizacji na najwyższym poziomie. To właśnie w czasie olimpijskiej gorączki wiele osób po raz pierwszy zaczyna interesować się łyżwiarstwem figurowym, saneczkarstwem, biegami narciarskimi czy skokami. Atmosfera wielkiego święta sportu sprawia, że nazwiska zawodników w ciągu kilku dni stają się powszechnie rozpoznawalne, a emocje udzielają się nawet najbardziej obojętnym widzom.

Tegoroczne zmagania odbywają się we Włoszech – w Mediolanie, Cortinie d’Ampezzo oraz Predazzo. Każdy dzień przynosi nowe historie: triumfy, dramaty i nieoczekiwane zwroty akcji. Właśnie takie momenty budują legendę igrzysk i zapisują się w pamięci kibiców na długie lata.

Polscy fani mają powody do dumy. Medale zdobyli Kacper Tomasiak oraz Władimir Semirunnij, dostarczając biało-czerwonym ogromnych emocji i radości. Ich sukcesy stały się jednym z najczęściej komentowanych tematów w mediach społecznościowych i programach sportowych. Jednak igrzyska to nie tylko chwile triumfu – to także bolesne rozczarowania.

POLECAMY: Steczkowska chwyciła za telefon. Tak wyglądała jej ostra rozmowa z Wojewódzkim

Andżelika Wójcik uderza w Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego. Co się stało?

Start Andżelika Wójcik w biegu na 500 metrów miał być jednym z ważniejszych punktów dla polskiej kadry łyżwiarstwa szybkiego. Ostatecznie zawodniczka zajęła 11. miejsce. Po przekroczeniu linii mety nie kryła łez. Szybko okazało się jednak, że jej emocje nie wynikają wyłącznie z miejsca w tabeli, ale z głębszego poczucia zawodu i frustracji.

W rozmowie z Eurosportem Andżelika Wójcik zdecydowała się na szczere wyznanie, które wywołało prawdziwą burzę. Zasugerowała, że w kluczowym momencie przygotowań do igrzysk została bez odpowiedniego wsparcia.

Po tak ciężkim czteroleciu i tak ciężkim okresie sportowo już to powiem, bo i tak pojawi się to w mediach. W tym sezonie przygotowywałam się sama, byłam bez trenera. Jest to przykre, po prostu. Na rok olimpijski zostałam sama, bez opieki i przygotowań – powiedziała.

Jej słowa błyskawicznie obiegły media. Kibice zaczęli zadawać pytania o kulisy pracy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego. Czy rzeczywiście jedna z czołowych zawodniczek została pozostawiona sama sobie w najważniejszym sezonie czterolecia?

Na odpowiedź prezesa Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego fani olimpiady nie musieli długo czekać. Rafał Tataruch w rozmowie z Eurosportem stanowczo zaprzeczył wersji przedstawionej przez zawodniczkę. Jego wypowiedź była równie mocna jak wcześniejsze słowa łyżwiarki.

To są kłamstwa albo wymyślone rzeczy. My bardziej się staraliśmy o tę opiekę niż ona jej chciała. To nie jest łatwa osoba, pokłóciła się ze wszystkimi możliwymi trenerami. […] Do Salt Lake City, czyli do końca października, miała opiekę. Tam poprosiła, by odejść z grupy. Ona po prostu w niej nie funkcjonuje. Kłóci się ze wszystkimi, nie realizuje planów treningowych – wyjaśnił.

Prezes zaznaczył, że łyżwiarka nie była pozostawiona bez wsparcia szkoleniowego, a nad przebiegiem jej przygotowań czuwała Agata Jabłońska, pełniąca funkcję team leaderki kadry i wspierająca ją m.in. podczas rozgrzewek oraz kontroli czasów. W jego ocenie narracja o „samotności” nie oddaje rzeczywistego stanu rzeczy i jest raczej konsekwencją rozczarowania po nieudanym występie niż odzwierciedleniem faktów.

Dla kibiców to jednak trudna sytuacja. Z jednej strony chcą wspierać zawodniczkę, która otwarcie mówi o swoich odczuciach. Z drugiej – słyszą stanowcze zaprzeczenia ze strony władz związku. Prawda, jak to zwykle bywa, może leżeć gdzieś pośrodku.

Jedno jest pewne: zimowe igrzyska to nie tylko walka o medale, ale także kulisy, które rzadko wychodzą na światło dzienne. Konflikt wokół Andżeliki Wójcik jeszcze długo będzie komentowany w środowisku sportowym. Tymczasem olimpijskie zmagania trwają dalej, a ceremonia zamknięcia odbędzie się w niedzielę 22 lutego 2026 roku, symbolicznie kończąc jedno z najbardziej emocjonujących wydarzeń sportowych tej zimy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Burza w sieci po wyznaniu Andziaks. Tak nazwała swojego syna

Która dyscyplinę sportową oglądacie najchętniej podczas olimpiady? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Andżelika Wójcik (fot. screen Eurosport Polska)
Rafał Tataruch (fot. screen YouTube Polsat Sport)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

PRZEłowca

Tyle pieniędzy zgarnął Kacper Tomasiak za brązowy medal olimpijski

Opublikowano

w dniu

przez

Jedni przecierali oczy ze zdumienia, inni nie kryli łez wzruszenia. Młody skoczek w kilka dni stał się bohaterem całej Polski i powtórzył wyczyn, o którym marzyło pokolenie kibiców. To historia, która wydarzyła się naprawdę. Dowiedz się, ile zarobi Kacper Tomasiak za kolejny medal olimpijski!

Zimowe igrzyska olimpijskie tradycyjnie elektryzują nie tylko wiernych fanów sportu, ale również tych, którzy na co dzień nie śledzą rywalizacji na najwyższym poziomie. Co cztery lata biały puch i olimpijskie areny przyciągają przed telewizory miliony widzów, a nazwiska sportowców w kilka chwil stają się tematem numer jeden w mediach społecznościowych. Włoskie areny w Mediolanie, Cortinie d’Ampezzo i Predazzo znów stały się sceną wielkich emocji i jeszcze większych historii.

W tym roku oczy polskich kibiców zwrócone były szczególnie w stronę skoczni narciarskich. Wśród bohaterów znalazł się 19-letni Kacper Tomasiak, który już na początku igrzysk pokazał, że nie przyjechał do Włoch wyłącznie po doświadczenie. Najpierw srebro na skoczni normalnej, a kilka dni później brąz na dużym obiekcie – taki scenariusz jeszcze niedawno wydawał się marzeniem.

Po zdobyciu pierwszego medalu Kacper Tomasiak nie krył emocji.

To mój najszczęśliwszy dzień w sportowym życiu, chociaż mam nadzieję, że w całym życiu nie będzie najlepszy, że zdarzą się lepsze chwile – mówił Kacper Tomasiak w rozmowie z Eurosportem w poniedziałek.

Te słowa szybko obiegły media, a kibice zaczęli przeczuwać, że to dopiero początek jego olimpijskiej przygody.

Rywalizacja na dużej skoczni w Predazzo tylko podkręciła napięcie. Po pierwszej serii młody Polak zajmował czwarte miejsce i wciąż pozostawał w grze o podium. W drugiej serii poszybował na 138 metrów, czym zapewnił sobie trzecie miejsce i drugi medal igrzysk. Tym samym dołożył do srebra upragniony brąz, zapisując się złotymi zgłoskami w historii polskich skoków.

Sieć zalała fala entuzjazmu. W mediach społecznościowych natychmiast pojawiły się setki komentarzy:

Ten chłopak jest niesamowity; Brawo Kacper; To nasza duma narodowa; Jesteś mistrzem; Nowy Małysz; Ależ generujesz nam emocje Kacper; Oby tak dalej – pisali internauci.

Porównania do Adama Małysza nie są przypadkowe. Dwa medale podczas jednych igrzysk to wyczyn, który w polskich realiach urasta do rangi legendy. Dla 19-latka to nie tylko sportowy triumf, ale też symboliczny moment zmiany pokoleniowej. Kibice już dziś widzą w nim następcę wielkich mistrzów.

POLECAMY: Kim jest Jeremi Sikorski? Tak powstały „Cienie przeszłości” na Eurowizję 2026

Tyle Kacper Tomasiak zarobi za brązowy medal

Sukces sportowy to jednak nie wszystko. Medale oznaczają również konkretne nagrody finansowe. Za brązowy krążek Polski Komitet Olimpijski przyznaje 300 tysięcy złotych oraz 150 tysięcy złotych w tokenach. Wcześniej, za srebro, Kacper Tomasiak miał już zagwarantowane 400 tysięcy zł i 200 tysięcy złotych w tokenach. Łącznie to kwoty, które dla nastolatka oznaczają prawdziwy przełom.

Do tego dochodzą kolejne bonusy – nagrody rzeczowe, obraz, voucher na wakacje, biżuteria oraz dwuletnie stypendium olimpijskie. Co miesiąc młody skoczek będzie otrzymywał 29 316,60 zł (15 427,26 zł za srebro + 13 889,34 zł za brąz). To jednak nie koniec – czeka go jeszcze premia z Ministerstwa Sportu i Turystyki w wysokości 78 241,68 zł za srebro oraz 61 516,80 zł za brąz.

Dla Kacper Tomasiak to nie tylko finansowy zastrzyk, lecz także potwierdzenie, że droga, którą wybrał, miała sens. Jeszcze niedawno debiutował w Pucharze Świata, dziś jest podwójnym medalistą olimpijskim. Taki start kariery otwiera drzwi do wielkich kontraktów, sponsorów i jeszcze większych sportowych wyzwań.

Zimowe igrzyska wciąż trwają, a kolejne emocje dopiero przed nami. Jedno jest jednak pewne – nazwisko Kacpra Tomasiaka już teraz zapisało się w historii polskiego sportu. A jeśli sam mówi, że to nie był najlepszy dzień jego życia, kibice mogą tylko zastanawiać się, co jeszcze ma w zanadrzu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kto wygrał „The Voice Senior 7”? To nazwisko przejdzie do historii programu

Którą dyscyplinę z Zimowych Igrzysk Olimpijskich lubicie oglądać najbardziej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Kacper Tomasiak (fot. screen YouTube Eurosport Polska)
Kacper Tomasiak (fot. screen YouTube Eurosport Polska)
Kacper Tomasiak (fot. screen YouTube Eurosport Polska)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Marta Nawrocka szczerze o aborcji i in vitro. Jej reakcja wywołała burzę w sieci

Opublikowano

w dniu

przez

Tematy aborcji i in vitro od lat wzbudzają w Polsce ogromne emocje i pozostają przedmiotem gorących debat społecznych oraz politycznych. Kobiety wciąż walczą o swoje prawa, a decyzje dotyczące własnego ciała bywają odkładane w czasie. W tej dyskusji głos zabrała Marta Nawrocka, która w rozmowie z TVN24 opowiedziała o osobistych doświadczeniach i jednoznacznie przedstawiła swoje stanowisko. Dowiedz się więcej!

W sobotni poranek Marta Nawrocka udzieliła wywiadu stacji TVN24. Pierwsza dama w rozmowie z dziennikarką Joanną Kryńską postanowiła zabrać głos w sprawach, które od lat wywołują w Polsce gorące dyskusje – aborcji oraz in vitro. Podczas rozmowy nie unikała osobistych wątków i opowiedziała o własnych doświadczeniach, pokazując, jak jej życie wpłynęło na poglądy. Marta Nawrocka przyznała, że sama zaszła w ciążę w bardzo młodym wieku.

Stałam przed wyborem; różne rzeczy w głowie miałam, ale też ze względu na swoją wiarę, ze względu na wsparcie rodziny, które miałam, urodziłam. Teraz mam wspaniałego 23-letniego syna i nie żałuję ani przez minutę tej decyzji, więc […] jestem za życiem, a przeciwko aborcji – wyznała Nawrocka.

POLECAMY: Michał Kassin ogłosił radosną nowinę. Bursztynowicz nie mogła milczeć

Temat aborcji w Polsce pozostaje niezwykle aktualny. Decyzje kobiet są często utrudniane przez przepisy, a dostęp do świadczeń medycznych wciąż budzi kontrowersje. W tym kontekście stanowisko Marty Nawrockiej wywołało burzę komentarzy w mediach społecznościowych – jedni chwalili jej szczerość i podkreślenie roli rodziny, inni krytykowali brak przestrzeni dla indywidualnego wyboru kobiet.

Nie zabrakło pytań o in vitro, które od lat wywołuje w Polsce emocje równie gorące jak temat aborcji. Choć Marta Nawrocka sama nie musiała korzystać z tej metody leczenia niepłodności, zadeklarowała pełne zrozumienie dla osób starających się o dziecko tą drogą.

Ja nie ograniczałabym, jeżeli ktoś nie może mieć dziecka. Ja nie jestem w takiej sytuacji, jestem szczęśliwą mamą trójki dzieci. Zaszłam naturalnie w ciążę, urodziłam zdrowe dzieci i nie mierzyłam się z tym problemem i nie ograniczałabym drugiemu człowiekowi tego prawa – wyznała pierwsza dama.

Opinie na temat wywiadu pierwszej damy były mieszane. Część internautów doceniła szczerość Marty Nawrockiej, jej podkreślenie znaczenia wartości rodzinnych i roli wsparcia bliskich w trudnych decyzjach, inni zwracali uwagę, że jednoznaczne stanowisko w sprawie aborcji może ograniczać prawa kobiet i zbagatelizować indywidualne dramaty.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Julia Chatys nie kryła łez wspominając Bożenę Dykiel. Te słowa łamią serca

Co uważacie o słowach Marty Nawrockiej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Marta Nawrocka (fot. screen TVN24) – 14 luty 2026
Joanna Kryńska (fot. screen TVN24) – 14 luty 2026
Marta Nawrocka (fot. screen TVN24) – 14 luty 2026

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Kim jest Władimir Semirunnij? To on wywalczył olimpijskie srebro dla Polski

Opublikowano

w dniu

przez

W piątek 13. wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał. Drugi medal dla Polski stał się faktem, a jego autorem jest zawodnik z niezwykłą, poruszającą przeszłością. Ta historia wykracza daleko poza sport. Dowiedz się więcej!

Zimowe igrzyska olimpijskie jak co cztery lata elektryzują kibiców na całym świecie. Nawet ci, którzy na co dzień nie śledzą zmagań sportowców, wciągają się w rywalizację na lodzie i śniegu. Łyżwiarstwo szybkie, skoki czy biegi narciarskie nagle stają się głównym tematem rozmów – w domach, pracy i mediach społecznościowych.

Tym razem centrum wydarzeń stanowią włoskie areny w Mediolanie, Cortinie d’Ampezzo i Predazzo. To właśnie tam rozgrywają się najważniejsze momenty zimy. Każdy dzień przynosi nowe emocje, dramaty i bohaterów, którzy zapisują się w historii.

Wśród nich znalazł się Władimir Semirunnij. 23-letni panczenista wywalczył srebrny medal w biegu na 10 000 metrów, dokładając drugi krążek do dorobku Biało-Czerwonych. Choć dla kibiców to dziś powód do dumy, jego droga na podium była wyjątkowo wyboista.

Jeszcze kilka lat temu startował pod rosyjską flagą. W wieku dziewiętnastu lat przeżył moment, który całkowicie odmienił jego życie. Po inwazji Rosji na Ukrainę zrozumiał, że jego sportowa przyszłość w dotychczasowych barwach narodowych stanęła pod znakiem zapytania.

Zdecydował się na radykalny krok – wyjazd do Polski i budowanie kariery od nowa. Co więcej, publicznie potępił działania swojego kraju. W grudniu 2023 roku mówił w rozmowie z eurosport.pl:

Rodzice muszą wyjaśniać każdemu dziecku, że agresja jest zła, w jakiejkolwiek formie. Mnie rodzice wyjaśnili to szybko. Oczywiście, że nie popieram tej wojny. Wojny, którą rozpoczęła Rosja – wyjaśniał.

Po przyjeździe do Polski podpisał odpowiedni dokument, formalnie potwierdzając swoje stanowisko. Zamieszkał w Tomaszowie Mazowieckim i dołączył do klubu Pilica. Szybko udowodnił, że nie jest tylko symbolem zmian, ale przede wszystkim sportowcem najwyższej klasy.

Sezon 2025 przyniósł mu medale mistrzostw świata w norweskim Hamar – srebro na 10 000 metrów i brąz na 5000. W styczniu triumfował w mistrzostwach Europy, a jego rekord Polski – 12.28,05 s – stał się trzecim wynikiem w historii. Do Włoch jechał jako realny kandydat do podium.

POLECAMY: Nieznane szczegóły życia córek Bożeny Dykiel. Jak dziś wyglądają ich kariery?

Tak Semirunnij wywalczył medal olimpijski!

Bieg na 10 000 metrów to jeden z najbardziej wyczerpujących dystansów w łyżwiarstwie szybkim. 25 okrążeń lodowego toru wymaga nie tylko doskonałej formy fizycznej, ale i żelaznej psychiki. Władimir Semirunnij od startu narzucił mocne tempo, jadąc równo i agresywnie.

Na finiszu opadł z sił, lecz w decydujących momentach potrafił jeszcze przyspieszyć. Czas 12:39.09 dawał nadzieję, ale o wszystkim mieli zdecydować rywale. Ostatnie minuty były prawdziwą próbą nerwów – Polak mógł tylko patrzeć i czekać.

Ostatecznie przynajmniej jeden z konkurentów musiał pojechać wolniej. Tak się stało. Srebro stało się faktem. Mistrzem olimpijskim został Czech Metodej Jilek, a podium uzupełnił Holender Jorrit Bergsma. Dla Polski był to drugi medal tych igrzysk – wcześniej srebro na skoczni normalnej zdobył Kacper Tomasiak.

Historia Władimira Semirunnija pokazuje, że sport potrafi łączyć to, co polityka dzieli. Jego sukces to nie tylko wynik ciężkiej pracy, lecz także dowód odwagi i konsekwencji w podejmowaniu trudnych decyzji. W piątek 13. napisał własny rozdział olimpijskiej historii i dał Polsce powód do ogromnej dumy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Albert Kosiński zdradza, jak czuje się Olga Frycz po porodzie. Wzruszające?

Oglądaliście Władimira Semirunnija walczącego o medal olimpijski? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Władimir Semirunnij (fot. screen TVP Sport)
Władimir Semirunnij (fot. screen YouTube TVP Sport)
Władimir Semirunnij (fot. screen YouTube Eurosport Polska)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością