news
“Marzę o robieniu w Polsce kina komercyjnego, na wysokim poziomie“ – I część wywiadu z Pawłem Domagałą
Młody, zdolny, przystojny… Gra w filmach, teatrze, śpiewa piosenki, których sam jest autorem. Planuje również zmienić polskie kino i zacząć robić filmy. Człowiek orkiestra! Jest odkryciem 2014 roku, a przede wszystkim odkryciem polskiego, komediowego kina. Po premierze filmu “Wkręceni”, gdzie zagrał główną rolę u boku Bartosza Opanii i Piotra Adamczyka, jego skrzynka mailowa pęka w szwach, a krytycy są zdumieni jego talentem. Kto widział najnowszą komedię Piotra Wereśniaka, ten doskonale wie, o czym mowa. Postać Szyi, w którą się wcielił totalnie oczarowała widzów i zdobyła serca tysięcy Polaków. Paweł Domagała z hukiem wkroczył na wielki ekran polskiego kina i wszystko wskazuje na to, że prędko z niego nie zniknie. Na nasze szczęście.
Jak zdobyłeś rolę w komedii „Wkręceni”?
Moja agentka powiedziała mi o zdjęciach próbnych, a ja na nie poszedłem. Potem krok po kroku przechodziłem do następnych etapów castingu. Byłem przesłuchiwany mnóstwo razy, próbowałem do różnych ról, z różnymi aktorami. W ostatnim etapie spotkaliśmy się z Piotrkiem Adamczykiem i Bartkiem Opanią i tak już zostało.
Pojechałeś nad morze i dostałeś telefon…
Tak, byłem na wakacjach… Już o wszystkim zapomniałem, byłem przekonany, że gdyby mnie chcieli to już bym o tym wiedział. Ale niespodziewanie dostałem telefon, że reżyser jeszcze raz zaprasza mnie na zdjęcia próbne (śmiech). Co miałem robić? Wróciłem na dzień do Warszawy, a potem z powrotem nad morze, nocnym, najtańszym pociągiem. I to była podróż mojego życia (śmiech). W pociągu było chyba milion osób, bardzo ciekawe doświadczenie. Koniecznie musisz się przejechać takim pociągiem. A przy okazji pozdrawiam Wojtka Solarza (śmiech)
Z Piotrkiem Wereśniakiem znałeś się już wcześniej.
Tak, poznaliśmy się w pracy, na planie serialu „Wszystko przed nami”.
Skoro znaliście się już wcześniej, nie miałeś większej pewności, że dostaniesz rolę Szyi?
Ale Piotrek zna wszystkich (śmiech). Każdy z aktorów mógłby tak myśleć.
Jak Ci się współpracowało z Piotrem Adamczykiem i Bartoszem Opanią. Znaliście się wcześniej?
Tak naprawdę poznaliśmy się na planie. We “Wkręconych” gramy trójkę przyjaciół i prywatnie też się zaprzyjaźniliśmy, co bardzo nam ułatwiło pracę. Bardzo dobrze się rozumieliśmy, i fajnie nam się razem improwizowało. Dużo się od nich nauczyłem. To naprawdę wspaniali aktorzy. Na początku trochę się bałem, bo chłopaki są jednak już doświadczeni , a ja dopiero zaczynam. Zależało mi na tym, żeby na planie czuć się swobodnie, nie bać się czasem pomylić, zrobić coś żenującego i nie być za to ocenianym przez kolegów. Moje obawy okazały się absolutnie bezpodstawne, a chłopaki bardzo mi pomagali.
Znalazłeś się pośród dwóch świetnie wszystkim znanych aktorów, dostałeś główną rolę tuż obok nich… Nie miałeś przeświadczenia, że będziesz musiał dać z siebie dwa razy więcej, bo jesteś od nich mniej znany?
Zawsze daje z siebie dwa razy więcej (śmiech). A poza tym, tak szczerze to nie zastanawiałem się nad tym. Cieszyłem się, że mam takich partnerów i że gram w tym filmie i że codziennie uczę się czegoś nowego.
Łączy cię coś z postacią Szyi?
Wygląd (śmiech), głos i czasem niestety poziom inteligencji (śmiech)
Ty musisz mieć ogromne poczucie humoru. Zagrałeś tak zabawną postać, a poza tym tworzysz również kabaret…
“Ma Pan poczucie humoru?”, “Tak mam” – to tak cytując klasyka (śmiech). Ale poważnie… Wydaje mi się, że w byciu aktorem dystans i poczucie humoru to podstawa. W moim przekonaniu, bez poczucia humoru i naturalności nie ma aktorstwa. Nawet rola dramatyczna, tragiczna zagrana zupełnie bez humoru, dystansu, będzie nie do oglądania, przynajmniej dla mnie. Nie do końca przekonuje mnie aktorstwo “na bebechach”, to nie moja estetyka, ale co ja tam wiem (śmiech), być może nie mam racji.
Jak się przygotowywałeś do roli Szyi?
W kółko czytałem scenariusz i starałem sobie wyobrazić jaki ten Szyja jest – czy mam wśród znajomych kogoś z kim mi się kojarzy, jaki to typ człowieka, jak mówi, jak chodzi. Jak już “złapałem Szyję”, to mogłem się nim trochę pobawić, poimprowizować i to było bardzo przyjemne.
Trochę scen zostało jednak wyciętych… Sam Bartosz Opania zdradził mi, że film mógł być trochę mocniejszy.
Pierwszy układ montażowy trwał 3 godziny, więc trzeba było coś wyciąć i poleciały te “mocniejsze” sceny, ale tu zaznaczam mocniejsze nie znaczy wulgarne… Chodzi tu bardziej o sceny abstrakcyjne. Wypadła np, scena którą z chłopakami uwielbialiśmy (śmiech) naszego słowiańskiego, stepowego śpiewu (śmiech), nam aktorom zawsze żal wyciętych scen… Ale myślę, że przyjdzie czas i we trójkę z Piotrkiem i Bartkiem, zagramy w odważnie abstrakcyjnej komedii (śmiech). A Piotrek Wereśniak wyreżyseruje.
Taki jest Wasz osobisty plan?
Taki jest plan. A plany są po to, żeby je realizować.

Jak się czujesz z tym, że zagrałeś główną rolę we „Wkręconych”?
Bardzo dobrze się czuję. To moja pierwsza tak duża rola w komercyjnym filmie. Cieszę się, bo wydaje mi się że naprawdę rzetelnie wykonałem swoją pracę. Ale przede wszystkim była to dla mnie ogromna przyjemność i nauka. Jestem zadowolony z siebie i z efektu końcowego. Myślę, że “Wkręceni” to bardzo pogodny film, brakuje takich filmów. Ludzie są mile zaskoczeni po obejrzeniu “Wkręconych”. Teraz po premierze jest ogromne szaleństwo, na facebooku mnóstwo osób pisze do nie, że myśleli, że to kolejna beznadziejna polska komedia i że miło się zaskoczyli. Bardzo mnie to cieszy. Nie ma się co oszukiwać, że w ostatnim czasie z polskimi komediami było naprawdę źle i widz niestety stracił do nich zaufanie. Mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej w polskich komediach, przynajmniej tych z moim udziałem (śmiech).
Musisz być z siebie bardzo dumny.
Jasne, jestem bardzo dumny z siebie, ale też z całej ekipy. Jestem strasznie zadowolony i szczęśliwy, że tak to wszystko wyszło.
Stresowałeś się oglądając go po raz pierwszy?
Widzieliśmy wszyscy ten film na premierze w Zamościu i tak się złożyło, że zobaczyliśmy premierę – nie z zaproszonymi gośćmi, tylko z ludźmi, którzy kupili bilety. Zastanawiałem się, czy się będą bawić czy nie. Ale ludzie naprawdę się bawili, naprawdę się śmiali i wyszli zadowoleni. Także myślę, że w swoim gatunku ten film spełnił wszystkie oczekiwania, bo ludzie fajnie, miło spędzają czas. My ich nie skłaniamy do przemyślenia swoich decyzji życiowych. Nie edukujemy ich – czym jest Polska, kim są Polacy, tak jak to jest ostatnio w kinach, ale dajemy im sto minut pogody, uśmiechu i radości. I z tego właśnie jestem bardzo zadowolony i bardzo dumny, że brałem udział w takim projekcie, że ludzie naprawdę dobrze się przy nim bawią i na 100 min mogą zapomnieć o tym kto, gdzie zginął i o tym całym syfie, który nas ciągle atakuje.
Czytałam na filmweb negatywną recenzję odnośnie „Wkręconych” i trochę mnie to zirytowało, bo krytyk chyba zbyt wiele wymagał od tego filmu.
Na filmwebie to chyba raczej nie recenzent (śmiech)… Co mam powiedzieć, każdy ma prawo pisać to co naprawdę uważa i bardzo dobrze. Jeżeli ktoś idzie na “Wkręconych” i oczekuje Almodovara, albo tego, że będzie to film typu “Wilk z Wall Street” to rzeczywiście się rozczaruje, ale jeśli chce dobrze się bawić i nie oczekuje, że film zmieni jego życie to na pewno wyjdzie zadowolony. Ja się nie wychowałem na jakiś prze ambitnych filmach, tylko na komediach Bena Stillera czy Adama Sandlera, a ich filmy nigdy nie mają dobrych recenzji (śmiech). Zresztą najlepiej zobaczyć samemu i ocenić (śmiech).
Potrafisz się zrelaksować oglądając filmy ze swoim udziałem?
To zależy jaki film z sobą oglądam ( śmiech). Na “Wkręconych” się zrelaksowałem. Zawsze staram się oglądać filmy, w których zagrałem nawet po kilkanaście razy. Robię to po to, by zobaczyć dlaczego coś, o czym myślałem, że działa – np. nie działa. Próbuję to później przeanalizować. Zresztą jak jest jakiś film, który wybitnie mi się podoba, to też go oglądam kilkanaście razy i staram się analizować, co ten aktor takiego zrobił, że mi się to tak podoba. Albo odwrotnie – co jest takiego złego w tym filmie, że aż mnie odrzuca. Ja całkiem poważnie podchodzę do tych tematów. Na “Wkręconych” byłem parę razy w kinie (śmiech). Kupiłem bilet, usiadłem z tyłu i oglądałem. Podobało mi się, bo publiczność się śmiała i fajnie reagowała, więc byłem zadowolony.
Inspirujesz się innymi aktorami? Uczysz się oglądając ich na ekranie?
No pewnie, że się uczę i inspiruję. Ben Stiller, Adam Sandler, Bogumił Kobiela, Tadeusz Fijewski to dla mnie mistrzowie, bardzo mnie inspirują. Zresztą mnie inspirują prawie wszyscy, ja buduję swoją karierę na talencie innych (śmiech). Ilu jest wspaniałych aktorów, z którymi pracuję w teatrze, nawet nie sposób ich wymienić. Każdy z nich ma w sobie coś innego, niepowtarzalnego, coś czego nie mam ja. Uczę się od nich innej niż moja wrażliwości, innego poczucia humoru, czerpie z nich garściami, wykorzystuję ich talent do rozwijania mojego (śmiech) i tak to chyba działa. Jest tylu wspaniałych aktorów, aktorek dookoła mnie, że aż mnie to przeraża. Oczywiście uwielbiam DiCaprio, Nortona, Boże mógłbym wymieniać bez końca. Ja praktycznie od dziecka nie robię nic innego jak oglądam filmy, także naprawdę tych inspiracji mam mnóstwo. Ale muszę tu wymienić jeszcze Mela Gibsona, bo do niego mam największy sentyment (śmiech), to ukochany aktor mojego dzieciństwa, a “Braveheart” widziałem już chyba 500 razy.
Chcesz też być reżyserem?
Tak, chcę być reżyserem i producentem, to taki mój plan na najbliższe 20 lat.
Czemu tak późno? Jest przecież cała masa młodszych od Ciebie reżyserów, którzy robią genialne filmy.
Najpierw muszę pograć (śmiech). Muszę się wiele nauczyć, poobserwować jak to wszystko działa, krok po kroczku, nie mam zamiaru robić siary (śmiech), 20 lat to optymalny czas, chyba że stwierdzę, że mogę zaryzykować wcześniej i pokaże ludziom taki produkt jaki sam bym chciał zobaczyć.
Jaki jest Twój aktorski cel?
Ja po prostu chcę grać. Chcę grać we wszystkim będzie miało dla mnie jakąś wartość. Mogę Ci mówić banały, że najbardziej to bym chciał grać skomplikowane psychologicznie postacie, wymagające, trudne role – i chciałbym, pewnie. Ale bardzo byłbym szczęśliwy, gdybym mógł grać w komediach, filmach familijnych, na które przychodziłoby do kina 5mln osób, dobrze się bawiło i zapominało o wszystkich problemach. Żeby po takich filmach ojcowie bardziej kochali dzieci itp, żeby ludziom chciało się żyć (śmiech), żeby te moje rola dawały im nadzieję. Uwielbiam film z Adamem Sandlerem – “Click” – o w takich filmach chciałbym grać (śmiech).
O czym marzysz?
O pokoju na świecie (śmiech). Tak jak mówiłem. Marzę o robieniu w Polsce kina komercyjnego na wysokim poziomie. Według mnie Polacy są tak fantastycznym narodem, z tak fantastycznym poczuciem humoru, że zasługują na fantastyczne komedie, które dorosną do ich poziomu. Teraz większość komedii nie dorasta do poziomu inteligencji i poczucia humoru widza. Tak uważam. Marzy mi się, żeby wprowadzić taki styl, gatunek filmów komercyjnych, które dorosną do poziomu widza.
Przyjąłbyś rolę filmową głównie dla pieniędzy?
To zależy ile w danym momencie miałbym pieniędzy (śmiech). Jakbym miał pieniądze, żeby sobie spokojnie żyć, to bym nie przyjął, a jakbym ledwo wiązał koniec z końcem to bym przyjął. Ja zresztą nie mam wysokich wymagań. Nie muszę mieć domu o wielkości 200 m2 i samochodu za 500 tys zł. Takie coś mnie nie kręci.
Grasz też w serialach. A karierę zacząłeś od… ?
Zacząłem od teatru. Ja w ogóle więcej gram w teatrze niż w filmie. Ale pojawiam się też często w serialach, zgadza się. Są telenowele, które mają z milion odcinków i nie za fajnie się w nich gra, ale czasem trzeba. Trzeba to robić, nie tylko dla pieniędzy, ale też po to, żeby ktoś cię zauważył. Wszędzie można się czegoś nauczyć. Ale są też 13 odcinkowe seriale i uważam, że to są bardzo fajne produkcje! Co więcej – w Stanach więcej pieniędzy idzie na takie seriale niż na filmy. Nie widzę powodu, dla którego miałbym odmawiać gry w serialu, a gdybym dostał rolę w 13 odcinkowym serialu, to bym się bardzo z tego ucieszył.
Może teraz po Twoim dużym debiucie posypią propozycje?
Nie zapeszam, ale póki co nie jest źle (śmiech). Teraz zależy mi na tym, żeby nie brać wszystkiego co mi proponują, tylko wybierać te propozycję w których będę mógł się czegoś nauczyć i które przybliżą mnie do celu jaki sobie postawiłem. Zresztą w serialu też można zagrać genialnie, nawet w telenoweli. Niezależnie od tego w czym się gra, trzeba mieć odpowiednie podejście. Jeżeli grasz w “M jak miłość”, które ogląda 5 mln osób, a nie podchodzisz do tego poważnie i nie robisz tego dobrze, to jest to jakaś totalna amatorszczyzna.
Niestety często, te seriale szufladkują.
Wolę być aktorem “zaszufladkowanym”, ale grającym, niż “niezaszufladkowanym” grzejącym ławę (śmiech). Aktor jest od tego, żeby grać.
Większość Twoich ról jest komediowych. Granie postaci innej niż komediowej, jest dla Ciebie wyzwaniem?
Ja po prostu lubię grać i nie zastanawiam się jaki to gatunek, jeżeli czuję, że mogę coś zrobić dobrze, albo dużo się nauczyć to wchodzę w to na sto procent. Teraz gram np. Berengera w “Nosorożcu”, w Teatrze Dramatycznym i praca nad tą rolę bardzo mnie rozwinęła jako aktora. Pracowałem z aktorami od których mogłem się wiele nauczyć, którzy pokazali mi drogi, którymi wcześniej nie chodziłem i myślę, że to zaowocuje w przyszłości. Jak już jednak wcześniej mówiłem, zawsze staram się “wpuścić trochę powietrza” w postacie które gram. Ważne dla mnie jest również to, żeby nie bać się porażek, nie bać się, że jakąś rolę położę, że się nie spodobam, jeśli zrozumiem dlaczego coś “skopałem” to jest to bezcenna lekcja. Myślę o tym, żeby być w zawodzie przez 50 lat, a nie przez 5. To jest dla mnie najważniejsze.

news
Ukochany pupil Dody nie żyje. Tak wyglądała ich relacja
To miała być walka zakończona szczęśliwym finałem, jednak los napisał najtragiczniejszy scenariusz. Doda przekazała swoim obserwatorom wiadomość, której nikt nie chciał usłyszeć. Wokalistka do samego końca 1, że uda się uratować jej ukochanego pupila …
Ostatnie dni były dla Dody wyjątkowo trudne. Artystka od lat angażuje się w pomoc zwierzętom i wielokrotnie udowadniała, jak ważny jest dla niej ich los. Jej psy, Foxy i Wolfie, są pełnoprawnymi członkami rodziny, dlatego nagłe pogorszenie stanu zdrowia jednego z nich wywołało u wokalistki ogromny strach. Niestety, w sobotę gwiazda przekazała swoim fanom najgorszą możliwą wiadomość.
Jeszcze na początku tygodnia Doda relacjonowała na Instagramie dramatyczne chwile spędzone w warszawskiej klinice weterynaryjnej. Zapłakana artystka prosiła internautów o przesyłanie dobrej energii i modlitwę za zdrowie Foxy’ego. Piesek nagle poczuł się gorzej, a jego stan wymagał natychmiastowej pomocy specjalistów. Każda kolejna godzina była walką o jego życie.
U zwierzaka zdiagnozowano ostre zapalenie płuc. Foxy trafił do inkubatora, a jego organizm musiał zmierzyć się z poważnymi problemami oddechowymi. Sytuacja była na tyle poważna, że w pewnym momencie lekarze nie dawali wokalistce powodów do optymizmu. Doda jednak nie zamierzała się poddawać i szukała kolejnych możliwości pomocy dla swojego ukochanego pupila.
Artystka konsultowała stan zdrowia pieska w kolejnych placówkach weterynaryjnych, licząc na to, że uda się znaleźć sposób na uratowanie jego życia. Do samego końca wierzyła w cud. Choć pojawiły się chwile, które dawały nadzieję, a parametry oddechowe zwierzaka zaczęły się poprawiać, jego organizm był już bardzo osłabiony.
POLECAMY: Ida Nowakowska OSTRO o Halloween. „Dla mnie nie jest świętem”. Ma rację?
Doda straciła ukochanego pupila. Łączyła ich niezwykła relacja
Niestety, nadzieja na szczęśliwe zakończenie nie wystarczyła. W sobotnie przedpołudnie Doda poinformowała, że Foxy nie żyje. Szczególnie przejmujący jest fakt, że piesek odszedł zaledwie dzień po swoich trzecich urodzinach. Wokalistka opublikowała w sieci osobisty wpis, w którym trudno nie dostrzec ogromnego bólu po stracie ukochanego przyjaciela.
“Mój ukochany pies przyjaciel dzień po swoich trzecich urodzinach zmarł. Serce nie wytrzymało, mimo że już poprawiał się oddech. Zabrakło kilku dni… Dziś umarliśmy razem, a tylko tobie przestało bić serce” – napisała na Instagramie.
Na tym jednak Doda nie poprzestała. Po przekazaniu tragicznej wiadomości wróciła do publikowania zdjęć z kliniki weterynaryjnej, na których uwieczniony został Foxy. Pokazała również nagrania, na których widać jej drugiego psa, Wolfiego. Widać, że również on znalazł się w trudnej sytuacji po stracie swojego czworonożnego towarzysza.
Dla wokalistki to szczególnie bolesny moment, ponieważ przez ostatnie dni robiła wszystko, by uratować Foxy’ego. Nie ukrywała łez, dzieliła się z fanami kolejnymi informacjami i prosiła o wsparcie. Kiedy pojawiały się sygnały poprawy, mogła mieć nadzieję, że najgorsze jest już za nimi. Niestety, ostatecznie nie udało się wygrać tej walki.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: TVN podjął decyzję ws. Rozenek-Majdan. Klamka zapadła
Przeżyliście kiedyś podobną stratę? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!






news
Ida Nowakowska OSTRO o Halloween. „Dla mnie nie jest świętem”. Ma rację?
Halloween od lat wywołuje w Polsce gorące dyskusje. Jedni widzą w nim okazję do zabawy i przebierania się w kostiumy, inni nie chcą mieć z nim nic wspólnego. Ida Nowakowska postanowiła opowiedzieć, jak sama podchodzi do tej tradycji i dlaczego nie stawia jej na równi z polskim świętem. Dowiedz się więcej!
Halloween od lat budzi emocje i dzieli opinię publiczną. Z każdym rokiem coraz więcej znanych osób zabiera głos w sprawie obchodzenia tego dnia, a ich wypowiedzi często stają się pretekstem do kolejnych dyskusji. Tym razem o swoim podejściu opowiedziała Ida Nowakowska, która w rozmowie z Plejadą nie ukrywała, że jej spojrzenie na Halloween jest związane z doświadczeniami z życia w Stanach Zjednoczonych.
Prezenterka podkreśliła, że nie zamierza porównywać Halloween ze Świętem Wszystkich Świętych. Dla niej są to zupełnie różne okazje, którym przypisuje się odmienne znaczenie.
“Dla mnie Halloween nie jest świętem, więc jakby zupełnie tego nie mogę porównywać. Dla mnie to nie miałoby sensu. Mieszkając przez połowę życia w Stanach, Halloween jest pretekstem do spotkania, do imprezy, do przyjęcia, więc ja też się przebierałam w kostiumy. Uważam, że one powinny być fajne, takie naśmiesznie bardziej, nie lubię tych strasznych, przerażających” – wyznała.
Ida Nowakowska zaznaczyła jednocześnie, że szczególne miejsce w jej życiu zajmuje polska tradycja związana z początkiem listopada. Nie ukrywa, że Święto Wszystkich Świętych ma dla niej bardzo osobisty wymiar.
“Mogę powiedzieć z własnej perspektywy, jak ja to przeżywam, bo zawsze celebruję zwycięstwo życia nad śmiercią i dla mnie życie jest czymś niesamowitym” – dodała.
POLECAMY: TVN podjął decyzję ws. Rozenek-Majdan. Klamka zapadła
Ida Nowakowska wprost o Halloween: “Odkąd mam synka nie lubię …”
Prezenterka zwróciła uwagę, że polskie zwyczaje związane z odwiedzaniem grobów robią ogromne wrażenie również na osobach z zagranicy. Sama chętnie zaprasza swoich znajomych ze Stanów do Polski właśnie w tym okresie.
“Święto Wszystkich Świętych to są niezwykłe dni w Polsce. Naprawdę wszystkich znajomych, których mam z zagranicy, ze Stanów zapraszam w tym okresie właśnie. Mówię: “Przyjdźcie tutaj, pójdźcie z nami na groby, bo to jest coś tak wyjątkowego”. Chyba każdy to w ten sposób przeżywa niezależnie od tego, co myśli o różnych sprawach. Jest w tym głębia, przeżywamy przeszłość, ale w taki sposób, który jest naprawdę żywy” – wyjaśniła reporterce Plejady.
W rozmowie pojawił się również bardzo osobisty wątek. Ida Nowakowska wspomniała o swoim ojcu, znanym pisarzu Marku Nowakowskim, który spoczywa na warszawskich Powązkach. Jak przyznała, odwiedzanie jego grobu wiąże się dla niej z ogromnymi emocjami, a rodzinne wspomnienia wracają szczególnie mocno właśnie w tych dniach.
“Zawsze się wzruszam. Spędzamy czas na Starych Powązkach, też na Powązkach Wojskowych, bo tam mój tata jest pochowany w Alei Zasłużonych. Reszta mojej rodziny właśnie na Starych Powązkach. Tam jest tak pięknie. Z moim synkiem chodzę i przypominam sobie, jak chodziłam z moim tatą” – wspominała.
Prezenterka podkreśliła, że tradycja odwiedzania cmentarzy jest dla niej także okazją do rozmowy z synkiem o przemijaniu, pamięci i znaczeniu życia. Sama pamięta, jak jako dziecko chodziła na groby razem z rodzicami. Dziś wraca do tych chwil, przekazując kolejnemu pokoleniu rodzinne historie i wartości, które są dla niej ważne.
“Chodziliśmy razem z rodzicami na groby i w tym czasie było coś nieludzkiego — myślisz o egzystencji tutaj i myślisz, że to wszystko jest tak naprawdę na chwilę i że to, co robimy tutaj, żyje tylko, jeśli jest w sercach innych ludzi, bo ci, którzy są właśnie tam na cmentarzach, na które my chodzimy, w moim sercu są żywi, dlatego że czynili tutaj piękne rzeczy, czynili dobro, wspominamy ich, mówimy o nich, więc jest coś niezwykłego po prostu w tym święcie” – dodała w tej samej rozmowie.
Na koniec prezenterka wyjaśniła, że jej podejście do Halloween zmieniło się również po narodzinach synka. Nie przepada za tłumaczeniem dziecku niektórych elementów tej tradycji i podkreśla, że z jej perspektywy jest to przede wszystkim okazja do wspólnej zabawy.
“Odkąd mam synka nie lubię, bo trudno mu to wszystko wytłumaczyć. Halloween to jest costume party [impreza kostiumowa], każdy ma się po prostu dobrze bawić i przebrać. Moja perspektywa jest trochę inna z tej polsko-amerykańskiej strony” – zakończyła Ida.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23 ”: Kto wystąpi w finale? Poznaj wyniki
A Wy obchodzicie Halloween? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
„Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23 ”: Kto wystąpi w finale? Poznaj wyniki
Wczoraj widzowie zobaczyli półfinałowy odcinek „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, a na scenie nie brakowało spektakularnych metamorfoz, wzruszeń i zaskakujących ocen jurorów. Uczestnicy walczyli o miejsce w wielkim finale, a stawka była naprawdę wysoka. Po dziewięciu odcinkach poznaliśmy czwórkę szczęśliwców, którzy powalczą o zwycięstwo. Nie obyło się jednak bez niespodzianek. Dowiedz się więcej!
Wielkie półfinałowe widowisko rozpoczęła „Dziewczyna Szamana”. Na scenie pojawiła się osobiście Justyna Steczkowska, która wykonała swój wielki przebój, a następnie szybko wróciła na miejsce przy stole jurorskim. Już od pierwszych chwil emocje sięgały zenitu, a uczestnicy musieli udowodnić, że zasługują na miejsce w decydującym starciu. Każda kolejna metamorfoza mogła bowiem przesądzić o ich dalszym losie w programie.
Jako pierwsza oceniona została Ida Nowakowska, która musiała zmierzyć się z wyjątkowo trudnym zadaniem. Wylosowała utwór „Winna” Agnieszki Chylińskiej, a sama perspektywa wcielenia się w tak charakterystyczną artystkę mocno ją stresowała. Sceniczny wizerunek, barwa głosu i wymagające wokalne rejestry stanowiły niemałe wyzwanie. Mimo obaw uczestniczka stanęła na wysokości zadania, a jej występ docenił Piotr Gąsowski.
„To było tak kompletne, ja miałem takie ciary od początku do końca. Zrobiłeś to tak jak ona.” – powiedział pewnie juror.
Prawdziwą muzyczną niespodziankę przygotowała Maria Sadowska, która wcieliła się w Sam Brown i wykonała jej przebój „You Better Stop”. Przygotowania do występu przyniosły jej nieoczekiwane odkrycie. Okazało się, że potrafi wydobyć z siebie charakterystyczny dźwięk, który wcześniej wydawał jej się nieosiągalny. Dzięki temu zyskała większą pewność siebie, choć tuż przed wyjściem na scenę pojawił się dodatkowy stres. Agnieszka Hyży zasugerowała bowiem, że właśnie ta metamorfoza może zapewnić jej miejsce w finale. Występ zrobił ogromne wrażenie na Małgorzacie Walewskiej.
„Marysiu, ja w ogóle nie będę tego oceniać, bo to jest uważa, poza jakąkolwiek oceną. Ja ci tylko powiem, że od pierwszej frazy miałam dreszcze. Dziękuję bardzo.” – oceniła wzruszona jurorka.
Niełatwe zadanie czekało również Rafała Brzozowskiego. W poprzednim odcinku stracił wylosowany utwór na rzecz Gabrysia, który zwyczajnie mu go ukradł. W rezultacie musiał zmierzyć się z repertuarem Bonnie Tyler, a konkretnie z jej wielkim przebojem „Holding Out for a Hero”. Artysta znał wokalistkę osobiście i bardzo ją lubi, ale sympatia nie ułatwiła mu zadania. Wykonanie wymagało ogromnego wysiłku wokalnego i dosłownie zdarcia sobie głosu. Ostatecznie Justyna Steczkowska doceniła jego pracę.
„Powiem ci, że cały czas byłeś Bonnie. Minimalnie w męskiej wersji, ale jeśli chodzi o zachowanie barwy, głos i jej sposób śpiewania, to wszystko było super” – podsumowała.
Z kolei Gabriel Fleszar wcielił się w Lewisa Capaldiego i wykonał utwór „Bruises”. Okazało się, że repertuar szkockiego wokalisty jest mu wyjątkowo bliski, dlatego same przygotowania były dla niego prawdziwą przyjemnością. Największym wyzwaniem była charakterystyczna chrypka artysty, którą musiał odtworzyć na scenie. Jego interpretacja spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem Stefano Terrazzino.
“To co mnie najbardziej ujęło, to to, że to było takie kruche, ale z ogromną siłą pod spodem. Te dwie przeciwne emocje powodowały, że to było takie pełne, kompletne. Czekałem na taki hit od Gabriela Fleszara” – skomplementował juror.
Dużym zaskoczeniem okazała się również metamorfoza Bryski, która początkowo nie była przekonana do wylosowanego utworu. Tym razem musiała wcielić się w Piotra Sołoduchę, lidera zespołu Enej i wykonać „Skrzydlate ręce”. Efekt zachwycił Małgorzatę Walewską, która wstała z miejsca.
“Co za pewność siebie! Jaka w ogóle radość bycia na scenie! Bryska, no po prostu jestem zachwycona tym występem, super!” – ogłosiła jurorka.
POLECAMY: Michał Szpak ROZCZAROWANY występem w „Voice of Poland” [PRZED PREMIERĄ]
Poznaj finalistów tegorocznej edycji programu [WYNIKI]
W zupełnie innym klimacie zaprezentowała się Ula Milewska, która wcieliła się w Lisę Minnelli. Wykonanie kultowego utworu „Cabaret” wymagało nie tylko umiejętności wokalnych, ale przede wszystkim odpowiedniego oddania emocji i scenicznej klasy. Jej występ szczególnie poruszył Justynę Steczkowską.
„Ona w tym kabarecie była tak doskonała, tak wzruszająca, tak świetnie śpiewająca, tak rozbrajająca, tam było po prostu wszystko. To jest bardzo smutna opowieść o życiu artystów tamtych czasów. I ty Ula wspaniale to zrobiłaś, naprawdę. Gratulacje” – oceniła jurorka.
Marcin Maciejczak zabrał widzów prosto do nieba, wcielając się w Bryana Adamsa i wykonując jego wielki przebój „Heaven”. Po spektakularnej metamorfozie w Justynę Steczkowską musiał tym razem pokazać zupełnie inne oblicze i odnaleźć w sobie rockową męskość. Choć jego występ został doceniony, Piotr Gąsowski miał pewne zastrzeżenia.
“Otóż tak – bardzo mi się podobało, ale nie zachwyciło. Wszystko zrobiłeś znowu wspaniale, ele poszedłeś w melodię, a nei w treść. Zatem nie był to Bryan Adams, co nie zmiania tego, że jestem pełen podziwu dla twojej pracowitości i talentu, bo jesteś bardzo utalentowany – stwierdził juror.
Ostatnią z opisanych metamorfoz zaprezentował Marcin Miller, który przeistoczył się w Gene’a Simmonsa, charyzmatycznego frontmana legendarnej grupy Kiss. Wykonał kultowy utwór „Rock and Roll All Night”, pokazując publiczności zupełnie nowe, rockowe oblicze. Występ szczególnie zaskoczył Justynę Steczkowską.
„Marcinku, ty mnie tak zaskakujesz, a przecież ja cię znam też prywatnie. A tu mnie tak zaskoczyłeś, bo patrzę na tego mojego kolegę i mówię – nie wierzę. Nie wierzę, bo nie wyobraziłabym sobie nigdy ciebie w tej muzyce, a poszło ci fantastycznie, naprawdę. Kawał głosu, chrypa taka jak w Kiss, jest energia i jest też dobra zabawa. Wszystkich nas rozbawiłeś, publiczność bawiła się wspaniale, więc o to chodziło w tym wykonaniu. Naprawdę brawo” – mówiła.
Po wszystkich występach przyszedł czas na rozstrzygnięcia. Zwyciężczynią półfinałowego odcinka została Maria Sadowska, która otrzymała nagrodę w wysokości 15 tysięcy złotych i postanowiła przekazać ją Fundacji One Day, wspierającej dzieci opuszczające domy dziecka. Drugie miejsce po raz kolejny zajął Gabriel Fleszar, który otrzymał 5 tysięcy złotych i ponownie przeznaczył je na Fundację Puchaczówka.
Po dziewięciu odcinkach poznaliśmy także finałową czwórkę. Do decydującego starcia awansowali Maria Sadowska z dorobkiem 249 punktów, Rafał Brzozowski z 241 punktami, Marcin Maciejczak z 237 punktami oraz Ula Milewska, która zgromadziła 230 punktów.
Tuż za nimi znaleźli się Ida Nowakowska (220 punktów), Gabriel Fleszar (218 punktów), Marcin Miller (210 punktów) i Bryska (179 punktów). To właśnie ta czwórka powalczy o zwycięstwo w wielkim finale „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” już w najbliższy piątek.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki
Będziecie oglądać wielki finał “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



































Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Michał Szpak ROZCZAROWANY występem w „Voice of Poland” [PRZED PREMIERĄ]
Po tygodniowej przerwie „The Voice of Poland” wraca z kolejnymi emocjonującymi „Bitwami”. Tym razem na scenie doszło do sytuacji, która wyraźnie poruszyła jednego z trenerów. Michał Szpak nie ukrywał, że występ jego podopiecznych nie spełnił oczekiwań, a później zdobył się na zaskakujące wyznanie. Dowiedz się więcej i zobacz przedpremierowe nagranie!
Już w sobotni wieczór widzowie TVP2 ponownie zobaczą zmagania uczestników 17. edycji „The Voice of Poland”. Program wraca po tygodniowej przerwie związanej z Eurowizją Junior i od razu zaserwuje kolejną dawkę muzycznych emocji. W nadchodzących „Bitwach” nie zabraknie trudnych decyzji, wymagających pojedynków i ocen, które mogą zaważyć na dalszym losie uczestników. Jedna z takich sytuacji szczególnie mocno dotknęła Michała Szpaka.
Na scenie stanęły Julia Matczak i Wiktoria Zjawiony, reprezentujące drużynę popularnego wokalisty. Zgodnie z decyzją swojego trenera uczestniczki zmierzyły się z utworem „II Most Wanted”, znanym z repertuaru Beyoncé i Miley Cyrus. To wymagająca kompozycja, która potrzebuje nie tylko odpowiednich umiejętności wokalnych, ale również wyczucia i dobrej współpracy między wykonawczyniami. Niestety, wspólny występ nie okazał się takim sukcesem, na jaki liczył ich szkoleniowiec.
Jako pierwsi swoje opinie przedstawili pozostali trenerzy, czyli Kuba Badach, Baron i Tomson. Ich komentarze nie pozostawiały złudzeń, że występ nie był pozbawiony problemów. Zwrócili uwagę na nierówny poziom prezentacji, co z pewnością nie ułatwiło sytuacji dziewczynom. W końcu przyszedł jednak moment, na który czekali wszyscy – głos zabrał Michał Szpak, który musiał odnieść się do występu swoich podopiecznych.
Trener nie ukrywał, że cała sytuacja jest dla niego wyjątkowo trudna. Przyznał, że miał wobec dziewczyn bardzo duże oczekiwania i liczył na znacznie więcej.
“Trudne to jest bardzo dlatego, że właśnie przez tę całą sytuację (…) moje oczekiwania względem tego, co ma się wydarzyć dzisiaj były naprawdę największe ze wszystkich” – wyjaśnił.
POLECAMY: Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki
Michał Szpak ROZCZAROWANY występem swoich podopiecznych? [ZOBACZ PRZED PREMIERĄ]
Największe zaskoczenie przyszło jednak chwilę później. Michał Szpak nie próbował zrzucać odpowiedzialności na uczestniczki ani tłumaczyć wszystkiego stresem czy trudnością wybranego utworu. Zamiast tego zaczął zastanawiać się nad własnymi decyzjami jako trenera.
“Mnie to trochę personalnie uderza, bo może to była zła decyzja, że sparowałem Was. Może to była zła decyzja, że ten utwór, że po prostu było to trudne do zinterpretowania” – kontynuował.
Wokalista otwarcie przyznał więc, że być może to właśnie jego wybory przyczyniły się do takiego rezultatu. Dobór uczestniczek do jednej bitwy i decyzja dotycząca piosenki to przecież odpowiedzialność trenera, który powinien odpowiednio dopasować repertuar do możliwości swoich podopiecznych. Tym razem Michał Szpak zaczął mieć wątpliwości, czy dobrze poradził sobie z tym zadaniem. Nie ukrywał przy tym emocji, a jego wypowiedź wyraźnie odbiegała od typowych komentarzy po muzycznych pojedynkach.
Najbardziej poruszające okazały się jednak słowa, w których trener wprost przyznał się do własnych błędów.
“Ja się biję w pierś po prostu, jako trener, że może tym razem – w ciągu tych siedmiu edycji – po prostu najzwyczajniej w świecie ja też sobie nie poradziłem z tą sytuacją” – dodał ze smutkiem.
Pozostaje jednak najważniejsze pytanie: co stanie się z Julią Matczak i Wiktorią Zjawiony? Ostateczna decyzja dotycząca ich dalszego udziału w programie należy do trenera, dlatego widzowie będą musieli poczekać na sobotni wieczór, by poznać rozstrzygnięcie. Kolejne „Bitwy” 17. edycji „The Voice of Poland” zostaną wyemitowane w sobotę o godz. 20:30 w TVP2, tuż po premierowym odcinku „Rodzinki.pl”.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jolanta Kwaśniewska NOWĄ jurorką w „Tańcu z Gwiazdami”. Tak mówi o roli u boku Santor
Będziecie oglądać nowy odcinek w TVP? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!




Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
showbiz3 dni temuPiotr Mróz OCENIŁ Julię Wieniawę w „TzG”. Na to zwrócił szczególną uwagę
-
showbiz3 dni temuTo będzie HIT nowej edycji „Tańca z Gwiazdami”. Zgodzi się na udział?
-
showbiz5 dni temuPrzyszłość Wieniawy w „Tańcu z Gwiazdami” przesądzona? Polsat podjął decyzję
-
showbiz4 dni temuZnana aktorka wystąpi wiosną w „Tańcu z Gwiazdami”? „Pani już zakontraktowana”
-
news2 dni temuTarnowska i Bagi wygrali milion w „Milionerach”? Zobacz, kiedy oglądać [WIDEO]
-
showbiz3 dni temuKamil Kuroczko zdradził prawdę o Ewie Kasprzyk za kulisami „TzG”. Zaskoczeni?
-
news1 dzień temuAnna Mucha ZNIKNIE z „M jak miłość”? Jest oficjalny komentarz
-
news3 dni temuMargareta i Mohamed robią furorę w TTV? Wyniki programu dają do myślenia

Dodaj komentarz