Śledź nas

news

„Na planie „Wkręconych” często się gotowaliśmy!” – II część wywiadu z Pawłem Domagałą

Opublikowano

w dniu

Twoja wymarzona rola?

Strasznie chciałbym zagrać Holdena z „Buszującego w zbożu”. Przez bardzo długi czas ta postać chodziła mi po głowie, nawet mieliśmy wystawiać sztukę w teatrze, ale nie dostaliśmy praw (śmiech). A poza tym, to nie mam takiej konkretnej postaci, ale myślę, że jak przeczytam scenariusz, to będę wiedział, czy to jest rola moich marzeń. Dość często tak mam – czytam i mówię do siebie: „o kurde! To jest rola moich marzeń” (śmiech) Nie ma jednak takiej jednej, konkretnej. Wszystko też zależy od etapu życia, w którym się znajduję.

Etapu życia?

Czasami coś się dzieje w twoim życiu takiego, że np. mówisz: „kurde, jakbym teraz dostał rolę np. psychopatycznego mordercy, to bym to zrobił tak genialnie!”, a innym razem „Boże, jakbym tak dostał teraz rolę św. Franciszka z Asyżu, to bym to fenomenalnie zrobił” (śmiech) Moim marzeniem właśnie jest dostać rolę w odpowiednim momencie i odpowiednim czasie.

Jak robisz kabarety, albo grasz w komedii, nie chce ci się śmiać z gry twoich kolegów, albo z tego co sam robisz?

Nie, moi koledzy mnie nie śmieszą (śmiech)… Jasne, że chce! Np. na planie „Wkręconych” często się „gotowaliśmy” (śmiech). Nie rzadko nam się to zdarzało, ale później się przyzwyczailiśmy. To jest też praca. Jak cię reżyser opieprzy – pierwszy, drugi, trzeci raz, to ci się już nie chce śmiać.

A w kabarecie?

“Kabaret na koniec świata” to bardzo specyficzne miejsce. Tworzymy go z paczką przyjaciół. Często wydarza się coś nieoczekiwanego podczas trwania spektaklu, reagujemy na publiczność. Uwielbiam pracę w Kabarecie, jest bardzo rozwijająca, mam ogromne szczęście pracować przy nim z ludźmi o nieograniczonej wręcz wyobraźni.

Jak powstaje Wasz Kabaret na Koniec Świata? Skąd wiecie, że to, co stworzycie będzie bawiło publiczność?

Spotykamy się i kombinujemy. Nigdy nie ma pewności, że coś będzie śmieszne. My akurat jesteśmy chyba jedynym kabaretem na świecie, który co miesiąc/dwa tygodnie ma nowy program. Spotykamy się całą ekipą i wymyślamy. Jest burza mózgów, każdy kombinuje, co by było śmieszne. Analizujemy, sami się śmiejemy i potem zapisujemy to mniej więcej. Później dopiero się okazuje, czy to jest rzeczywiście śmieszne, czy nie. Czasem tak wychodzi, że coś jest zupełnie nieśmieszne i takie właśnie momenty bawią mnie najbardziej! Była kiedyś sytuacja, że wystawialiśmy skecz. Strasznie się śmialiśmy na próbie, a na scenie, kiedy wyszedł kolega z koleżanką, usłyszeliśmy totalną ciszę. Nikogo ten skecz nie bawił. Mnie to tak rozśmieszyło, że nie byłem w stanie przez pół godziny się pozbierać!

Śmiałeś się z tego, że się nikt nie śmieje?

Takie mam poczucie humoru właśnie (śmiech) Rozśmieszyło mnie to, że stworzyliśmy coś zabawnego, a nikogo to nie śmieszyło. To też jest na swój sposób zabawne. Robisz skecz, który nie jest w ogóle śmieszny, ale tak radykalnie nieśmieszny, że nawet żadne nosówki nie poszły (śmiech).

O czym opowiadają Wasze skecze?

Poruszamy bardzo różne tematy… Dużo jest w nich absurdu. Bawi nas najbardziej absurd i czarny humor. Mnie śmieszy taki humor na granicy, że jeszcze jeden krok dalej i już będzie przegięcie.

Wrzucacie też na Youtube filmiki… Widziałam np. skecz z piłeczkami.

To jest mój autorski skecz. Zobaczyłem kiedyś Cast Away i mnie rozśmieszyło, że jest koleś z piłką (śmiech) Pomyślałem, że fajnie byłoby mieć kilka piłeczek, które można by wynajmować do filmu.

Bardzo mnie on rozbawił! Improwizowałeś, czy ułożyłeś sobie wcześniej tekst?

Usiadłem na krzesło, poprosiłem o piłeczki i gadałem. Wcześniej miałem mniej więcej poukładane co chcę powiedzieć, ale nie pisałem scenariusza do tego. Cieszę się, że Cię to śmieszy, bo wielu ludzi to w ogóle nie bawi (śmiech).

Wracając jeszcze do teatru – grasz w Teatrze Dramatycznym. Gdzie jeszcze Cię można zobaczyć?

Na wszystkich scenach Teatr Dramatycznego. Serdecznie zapraszam.

Towarzyszy Ci trema przed występami?

Zawsze. Przed spektaklem wydaje mi się, że nie mam siły wyjść na scenę i usnę podczas spektaklu (śmiech). Ale jak już wychodzę, to dostaję zastrzyk energii i jadę (śmiech)

Twoim teściem jest Andrzej Grabowski. Bardzo mnie zastanawia, czy rozmawiacie czasem o aktorstwie, czy udziela Ci może jakiś porad zawodowych?

Czasami zdarzają nam się zawodowe rozmowy, ale sporadycznie. Mamy wiele ciekawszych tematów. Chociaż bardzo szanuję aktorstwo Andrzeja Grabowskiego .A najwięcej w budowaniu postaci pomaga mi osoba, która jest taką moją wyrocznią, z której zdaniem najbardziej się liczę, czyli Zuza – moja żona. To jest osoba, z której rad naprawdę korzystam.

Grasz razem z Zuzą zarówno w teatrze jak i kabarecie?

Tak. Chodziliśmy razem na studia i już tam, jeszcze zanim zaczęliśmy być razem, wszystkie scenki odgrywaliśmy wspólnie. Także jest nam bardzo łatwo i nie mamy problemu żeby cały czas grać razem, zarówno w teatrze jak i w kabarecie.

Założyłeś też kiedyś kapelę „Ginger”.

Tak. Muzyka jest dla mnie bardzo ważna, obok aktorstwa to moja największą pasją. Cały czas tworzę, co jakiś czas wrzucam nowe piosenki do internetu, ostatnio nagrałem moją autorską kolęde “25.12….” Myślę, że przyjdzie czas kiedy wydam płytę i mam nadzieję, że będzie to wcześniej niż później (śmiech)

Skąd w ogóle pomysł na założenie zespołu?

Muzyka jest dla mnie takim niezwykle istotnym rodzajem terapii. Każda piosenka, to jest zupełnie inna historia mojego życia. Czasami są to tylko jakieś moje przemyślenia, modlitwy. W muzyce nie potrafię być śmieszny. Nie znoszę np. piosenki aktorskiej i nie potrafię śpiewać na śmiesznie.

Jak powstają twoje teksty? Siadasz sobie w domu, bierzesz kartkę i piszesz?

To strasznie trudne pytanie… ciężko mi powiedzieć. Zazwyczaj jest tak, że coś mi się przydarzyło, chciałem to opowiedzieć, albo coś komuś przekazać, nie umiejąc wprost, więc pisałem piosenkę.

Jesteś aktorem, chcesz robić filmy, ale też muzykę…

Tak. Ale to jest bardzo proste, jest cała masa ludzi, którzy tak robią. Jest James Franco, Justin Timberlake. Ja robię, to co lubię, bo tego potrzebuję. Nie kalkuluję takich rzeczy.

Jakie są Twoje obecne plany zawodowe?

Cały czas gram i będę grał w teatrze i kabarecie. Wracam też na plan, ale nie mogę nic więcej zdradzić.

 

news

Oliwia ze „ŚOPW” przerwała milczenie. „Prawda jest znacznie bardziej bolesna”

Opublikowano

w dniu

przez

Program miał dać jej szansę na miłość i nowe życie. Zamiast bajkowego zakończenia pojawiły się jednak doświadczenia, które odcisnęły piętno na kolejnych latach. Po latach jedna z najbardziej rozpoznawalnych uczestniczek „Ślubu od pierwszego wejrzenia” zdobyła się na szczere wyznanie. Dowiedz się więcej

„Ślub od pierwszego wejrzenia” od lat budzi ogromne emocje wśród widzów TVN. Jedni traktują program jako niepowtarzalną szansę na znalezienie miłości, inni zarzucają mu zbyt daleką ingerencję w życie uczestników. Bez względu na opinie, kolejne edycje reality show niezmiennie przyciągają przed telewizory tysiące fanów.

Jedną z najbardziej zapamiętanych bohaterek programu była Oliwia Ciesiółka, która w czwartej edycji została połączona z Łukaszem Kuchtą. Ich relacja od samego początku wzbudzała ogromne zainteresowanie widzów. Nie brakowało zarówno romantycznych momentów, jak i trudnych sytuacji, które wystawiały ich związek na próbę.

W trakcie emisji programu wiele osób wierzyło, że para ma szansę stworzyć trwałą relację. Po zakończeniu eksperymentu na świat przyszedł nawet ich syn Franek, co wydawało się potwierdzać, że eksperci trafnie dopasowali uczestników. Z czasem okazało się jednak, że codzienność zweryfikowała te nadzieje.

Po latach Oliwia Ciesiółka wróciła wspomnieniami do udziału w programie. W rozmowie z „Faktem” przyznała, że początkowo naprawdę chciała uwierzyć, że eksperci dokonali właściwego wyboru.

“Na początku chciałam wierzyć, że dobrze nas dobrano. Weszłam w ten program z nadzieją, więc naturalnie szukałam sensu w tym, że połączono akurat nas. Relacja to nie teoria na papierze. Dopiero czas, codzienne sytuacje i to, co wydarzyło się po programie, pokazały mi rzeczy, których na początku nie mogłam zobaczyć” – wyznała w rozmowie z “Faktem”.

POLECAMY: Polsat KOŃCZY produkcję kultowego hitu? Te wieści zasmucą fanów

Oliwia Ciesiółka ujawnia kulisy hitu TVN

Dziś była uczestniczka patrzy na cały eksperyment z dużo większym dystansem. Jak przyznaje, sam casting był jedynie początkiem emocjonalnej drogi, która miała okazać się znacznie trudniejsza, niż mogła przypuszczać. Prawdziwe wyzwanie zaczęło się dopiero wtedy, gdy przyszło jej stanąć na ślubnym kobiercu obok całkowicie obcego człowieka.

W najnowszym wywiadzie Oliwia Ciesiółka podkreśliła również, że nie zamierza obarczać winą za swoje doświadczenia producentów programu ani sposobu montażu odcinków. Jej zdaniem odpowiedzialność za decyzję o wejściu do reality show spoczywa przede wszystkim na samych uczestnikach.

“Nie chcę robić sensacji ani nikogo oskarżać. Mogę mówić tylko o sobie i o tym, jak udział w “Ślubu od pierwszego wejrzenia” wpłynął na moje życie. Weszłam w to z nadzieją na miłość, a wyszłam z dużą lekcją o sobie, relacjach i granicach. (…) Nie jesteśmy ofiarami programu telewizyjnego. Zwalenie wszystkiego na producentów i montaż jest zbyt proste. Prawda jest znacznie bardziej bolesna: sami się tam zgłosiliśmy. Na własne życzenie weszliśmy przed kamery, nie mając zielonego pojęcia, co to z nami zrobi. Byliśmy dwojgiem dzieciaków poturbowanych dzieciństwem, którym wydawało się, że telewizyjny eksperyment uleczy ich braki” – wyznała.

Była uczestniczka zwróciła również uwagę na kwestię wsparcia psychologicznego oferowanego uczestnikom. Choć formalnie taka pomoc była dostępna, jej zdaniem problem pojawiał się w momencie, gdy osoba przeżywająca kryzys sama musiała rozpoznać, że potrzebuje pomocy.

“Mieliśmy numery kontaktowe i możliwość skorzystania ze wsparcia. Tego nie neguję, ale dla mnie problem był inny: w praktyce to uczestnik musiał sam rozpoznać, kiedy już nie daje rady” – dodała.

W rozmowie z „Faktem” Oliwia Ciesiółka nie ukrywała także swojego spojrzenia na mechanizmy rządzące telewizyjnymi formatami. Jak zaznaczyła, programy tego typu powstają przede wszystkim po to, by budzić emocje i przyciągać uwagę widzów.

“Nie udawajmy, że telewizja jest prywatną poradnią małżeńską. Program musi mieć emocje i przyciągać widza” – stwierdziła.

Dziś influencerka twierdzi, że nie żałuje udziału w programie, choć koszt tej decyzji był znacznie wyższy, niż mogła przypuszczać. Swoje doświadczenia opisała w e-booku „BEZ CIĘĆ”, który ma być dla niej symbolicznym zamknięciem tego etapu życia.

“Dzisiaj już nie żałuję [udziału w programie], a e-book “BEZ CIĘĆ” ostatecznie zamyka dla mnie tamten rozdział. To nie jest pamiętnik ofiary. Telewizja dała mi rozpoznawalność i nie zamierzam udawać, że jest inaczej, ale brutalnie szczerze podsumowuję w nim potworny rachunek, jaki musiałam za to zapłacić. To twarda prawda o tym, że można odnieść wizerunkowy sukces, a za zamkniętymi drzwiami zapłacić najwyższą cenę – własnym zdrowiem psychicznym” – wspomniała.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Doda wybuchła po tym pytaniu. Nagle wypaliła ws. wyroków

Lubicie oglądać “Ślub od pierwszego wejrzenia”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Oliwia Ciesiółka (fot. screen Instagram @modrafrelka)
Oliwia Ciesiółka (fot. screen Instagram @modrafrelka)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Polsat KOŃCZY produkcję kultowego hitu? Te wieści zasmucą fanów

Opublikowano

w dniu

przez

To wiadomość, której fani programu z pewnością się nie spodziewali. Po latach nieprzerwanej obecności na antenie jeden z najpopularniejszych formatów rozrywkowo-sportowych znika z jesiennej ramówki Polsatu. Co stoi za tą decyzją i czy to definitywny koniec programu? Dowiedz się więcej!

Przez lata był jednym z najbardziej charakterystycznych programów w ofercie Telewizji Polsat. Widowiskowe tory przeszkód, emocjonująca rywalizacja i spektakularne wyczyny uczestników przyciągały przed telewizory setki tysięcy widzów. Teraz jednak stacja podjęła zaskakującą decyzję dotyczącą przyszłości formatu.

Jak ustalił portal Wirtualnemedia.pl, jesienią na antenie Polsatu nie pojawi się kolejny sezon programu „Ninja vs. Ninja”. To pierwsza taka sytuacja od 2020 roku, gdy produkcja była nieprzerwanie obecna w ramówce nadawcy. Informacja szybko wywołała poruszenie wśród fanów formatu.

Program zadebiutował w Polsacie w 2019 roku pod nazwą „Ninja Warrior Polska”. Format oparty na japońskim pierwowzorze błyskawicznie zdobył popularność i doczekał się kolejnych sezonów. Przez pierwszych dziewięć edycji widzowie śledzili zmagania zwykłych uczestników walczących z wymagającym torem przeszkód.

Z czasem produkcja przeszła metamorfozę. Ostatnie trzy sezony emitowano już jako „Ninja vs. Ninja”. W nowej formule do rywalizacji stawali nie tylko uczestnicy wcześniejszych edycji programu, ale również zawodnicy znani z zagranicznych odsłon formatu. Dzięki temu poziom zmagań był jeszcze wyższy, a emocji nie brakowało do samego końca.

Nieodłącznym elementem programu byli także prowadzący i komentatorzy. Rywalizację uczestników relacjonowali dziennikarz Polsat Sport Jerzy Mielewski oraz zawodnik MMA Łukasz “Juras” Jurkowski. Ich komentarze i energia stały się jednym z symboli programu.

W ostatnich sezonach doszło również do zmiany wśród prowadzących. Miejsce Karoliny Gilon zajęła dziennikarka Polsat Sport Marta Ćwierniewicz, która od jesieni ubiegłego roku współtworzyła program. Za realizację produkcji odpowiadała natomiast firma Jake Vision.

Choć format nadal miał wiernych widzów, jego wyniki oglądalności nie były już tak imponujące jak w najlepszych latach. Dwunasta edycja programu, emitowana tej wiosny we wtorkowe wieczory, gromadziła średnio około 590 tysięcy widzów, o czym informował serwis Wirtualnemedia.pl.

POLECAMY: Doda wybuchła po tym pytaniu. Nagle wypaliła ws. wyroków

Polsat kasuje format „Ninja Warrior Polska”?

Najwięcej pytań pojawiło się jednak wokół przyszłości programu. Jak informuje portal Wirtualnemedia.pl, Polsat nie ogłosił tegorocznych castingów, które tradycyjnie odbywały się przed nagraniami w Arenie Gliwice. Co więcej, nie zaplanowano tam również realizacji kolejnych odcinków.

Nie oznacza to jednak definitywnego końca formatu. Według nieoficjalnych informacji stacja nie zamknęła całkowicie drzwi przed powrotem programu. Po dwunastu edycjach nadawca chce jednak odświeżyć ofertę i zaproponować widzom coś nowego. Obecnie trwają analizy oraz prace nad zagospodarowaniem wtorkowego pasma.

“Polsat zawsze latem w hali w Arenie Gliwice nagrywał po dwa sezony formatu – w tym roku nie ogłoszono castingów i nie zaplanowano tam nagrań. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, stacja nie podjęła jednak decyzji o rezygnacji z formatu całkowicie, ale po 12 edycjach chce zaproponować widzom coś innego. Trwają aktualnie prace nad tym, co umieścić we wtorkowym paśmie” – czytamy na stronie Wirtualnemedia.pl.

Na ten moment nie wiadomo jeszcze, jaki format zastąpi „Ninja vs. Ninja” w jesiennej ramówce. Polsat nie ujawnił swoich planów, dlatego widzowie muszą uzbroić się w cierpliwość. Niewykluczone, że stacja postawi na zupełnie nowy program rozrywkowy lub serial, który ma przyciągnąć przed ekrany jeszcze większą publiczność. Jedno jest pewne – nadchodząca jesień przyniesie spore zmiany w ofercie Polsatu.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Gwiazdor „The Voice of Poland” ogłosił radosną nowinę. W sieci aż wrze

Będzie Wam brakować tego programu w Polsacie? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Edward Miszczak (fot. Marcin Gadomski/AKPA)
(fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
Jerzy Mielewski i Łukasz „Juras” Jurkowski (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
Jerzy Mielewski i Łukasz „Juras” Jurkowski (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
Jerzy Mielewski, Marta Ćwiertniewicz i Łukasz „Juras” Jurkowski (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
Jerzy Mielewski i Łukasz „Juras” Jurkowski (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
Jerzy Mielewski i Łukasz „Juras” Jurkowski (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
Jerzy Mielewski i Łukasz „Juras” Jurkowski (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)
Karolina Gilon (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Doda wybuchła po tym pytaniu. Nagle wypaliła ws. wyroków

Opublikowano

w dniu

przez

Wystarczyło kilka zdań wypowiedzianych ze sceny, by ponownie znalazła się w centrum uwagi. Doda podczas jednego z paneli dyskusyjnych otwarcie wróciła do głośnej sprawy sądowej i relacji z byłym partnerem. Jej słowa natychmiast wywołały falę komentarzy i podzieliły opinię publiczną. Dowiedz się więcej!

Tegoroczne Święto Wolności i Praw Obywatelskich w Gdańsku zgromadziło wielu przedstawicieli świata kultury, mediów i działalności społecznej. W programie nie zabrakło debat dotyczących współczesnych wyzwań związanych z wolnością słowa, odpowiedzialnością społeczną oraz funkcjonowaniem osób publicznych w przestrzeni publicznej.

Jednym z najgłośniejszych punktów wydarzenia okazał się panel zatytułowany „Granice wolności”. Wśród zaproszonych gości znalazła się Doda, która od lat wzbudza zainteresowanie nie tylko swoją działalnością artystyczną, ale również bezkompromisowymi wypowiedziami na tematy społeczne i obyczajowe.

Podczas rozmowy prowadzonej przez dziennikarkę Magdalenę Rigamonti pojawił się temat wyroku, który wokalistka usłyszała w związku z wieloletnim sporem ze swoim byłym partnerem, Emilem Haidarem. Pytanie dotyczyło tego, jak funkcjonuje dziś jako osoba publiczna po zakończeniu głośnego procesu.

Aby zrozumieć kontekst całej sytuacji, warto przypomnieć, że sprawa ciągnęła się przez wiele lat. Na początku 2024 roku Sąd Okręgowy w Warszawie wydał prawomocny wyrok, na mocy którego Doda została skazana na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz grzywnę. Proces dotyczył wydarzeń z 2017 roku związanych z konfliktem pomiędzy wokalistką a biznesmenem.

POLECAMY: Gwiazdor „The Voice of Poland” ogłosił radosną nowinę. W sieci aż wrze

Doda nie gryzła się w język ws. swoich wyroków!

W trakcie debaty artystka nie unikała trudnych tematów i otwarcie odniosła się do swojej przeszłości. Jednocześnie podkreślała, że jej działalność społeczna, charytatywna i zawodowa nie powinna być oceniana przez pryzmat prywatnych konfliktów sprzed lat.

“Nie przypominam sobie, żeby moje kłótnie z moimi byłymi partnerami, po których później dostałam wyrok, w jakikolwiek sposób źle zadziałały na psy w schronisku, albo na dzieci leżące onkologicznie w szpitalu. Czy te dzieci obchodzi jakiś mój były facet, któremu porysowałam samochód? Nie żałuję. Najwidoczniej zasłużył” – powiedziała prosto ze sceny.

Słowa Dody natychmiast zwróciły uwagę uczestników wydarzenia oraz internautów śledzących relacje z debaty. Wielu komentujących zwróciło uwagę na bezpośredni sposób, w jaki artystka mówiła o sprawie, która przez lata była szeroko opisywana przez media.

W dalszej części rozmowy gwiazda podkreśliła, że charakter jej przewinień był związany wyłącznie z życiem prywatnym. Zaznaczyła, że nie utożsamia swojej sytuacji z przestępstwami o znacznie poważniejszym charakterze i nie uważa, by miała być definiowana wyłącznie przez ten epizod.

“Ja nie dostałam wyroku za napaść, rozboje czy morderstwo. To są moje prywatne kwestie z moimi partnerami. No i okej, może jestem trochę nadpobudliwa i za bardzo emocjonalnie podchodzę, ale jestem artystką” – wyjaśniła.

Największe emocje wywołały jednak słowa, które padły pod koniec jej wystąpienia. Doda dała jasno do zrozumienia, że nie zamierza zmieniać swojego charakteru ani przepraszać za emocjonalne reakcje, które jak sama przyznała – są częścią jej osobowości.

“Może jeszcze będę miała 2 albo 3 wyroki, jak mnie jakiś facet wkurzy, ale nadal mam największe serce w tym kraju i największe zaangażowanie. I każdy o tym wie” – stwierdziła Rabczewska.

Wypowiedź wokalistki błyskawicznie obiegła media społecznościowe i portale internetowe, wywołując skrajne reakcje. Jedni chwalili ją za szczerość i odwagę w mówieniu o własnych błędach, inni zwracali uwagę na kontrowersyjny wydźwięk niektórych słów. Niezależnie od ocen jedno jest pewne – Doda po raz kolejny udowodniła, że potrafi przyciągnąć uwagę opinii publicznej i wywołać dyskusję, która jeszcze długo będzie komentowana.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Julia Wieniawa zaśpiewała hit Marka Grechuty. Widzowie TVP wydali werdykt

Doda ma rację? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Doda (archiwum prywatne przeAmbitni.pl)
Doda (archiwum prywatne przeAmbitni.pl0
Doda (fot. Marcin Gadomski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Gwiazdor „The Voice of Poland” ogłosił radosną nowinę. W sieci aż wrze

Opublikowano

w dniu

przez

Jeszcze niedawno mówiło się głównie o jego muzycznych sukcesach i kolejnych ambitnych projektach. Tym razem Dominik Dudek zaskoczył fanów informacją, której nikt się nie spodziewał. W mediach społecznościowych błyskawicznie zaroiło się od gratulacji i emocjonalnych komentarzy. Dowiedz się więcej!

Dominik Dudek należy dziś do grona najbardziej rozpoznawalnych młodych artystów w Polsce. Szeroka publiczność poznała go dzięki 13. edycji programu „The Voice of Poland”, którą wygrał w 2023 roku. Wokalista od początku zachwycał nie tylko swoim charakterystycznym głosem, ale również naturalnością i sceniczną charyzmą, które szybko zdobyły uznanie widzów oraz trenerów.

Podczas muzycznego show trafił do drużyny Tomsona i Barona, a jego występy regularnie zbierały bardzo pozytywne recenzje. Ostatecznie to właśnie on okazał się najlepszy w całej edycji programu, otwierając sobie drzwi do profesjonalnej kariery muzycznej.

Po zwycięstwie Dominik Dudek nie zamierzał spoczywać na laurach. Konsekwentnie rozwijał swoją karierę i prezentował kolejne autorskie utwory. Piosenki takie jak „Wydaje się”, „Be Good”, „Od kiedy jesteś” czy „Hold The Light” szybko znalazły swoich odbiorców i pozwoliły mu zbudować silną pozycję na rynku muzycznym.

Artysta wielokrotnie udowadniał również, że nie boi się ambitnych wyzwań. Już w 2023 roku próbował swoich sił w polskich preselekcjach do Konkursu Piosenki Eurowizji. Wówczas zaprezentował utwór „Be Good”, który spotkał się z dużym zainteresowaniem fanów, choć nie zapewnił mu awansu do konkursu.

To jednak nie zniechęciło młodego wokalisty. W kolejnych miesiącach nadal intensywnie pracował nad nową muzyką i rozwijał swoją twórczość. Rok później ponownie stanął do walki o eurowizyjny bilet, tym razem z utworem „Hold The Light”. Mimo że i tym razem nie udało mu się osiągnąć wymarzonego celu, pokazał, że potrafi wyciągać wnioski z niepowodzeń i konsekwentnie podąża własną drogą.

POLECAMY: Rozdano #Hashtagi Roku. Oto najwięksi zwycięzcy tegorocznej gali [LISTA]

Dominik Dudek wziął ślub. Kim jest jego partnerka?

Tym razem jednak nie jego działalność muzyczna przyciągnęła uwagę internautów. W niedzielne popołudnie Dominik Dudek opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie, które natychmiast wywołało ogromne poruszenie. Na fotografii artysta zapozował w eleganckim garniturze, a u jego boku znalazła się Aleksandra Trzaska w efektownej sukni.

Do zdjęcia wokalista dodał krótki, ale niezwykle wymowny podpis: „Wzięliśmy ślub”. Te dwa słowa wystarczyły, by pod postem w ciągu kilku chwil pojawiły się setki reakcji oraz lawina komentarzy od fanów i znajomych z branży.

„OMG gratulacje. Wszystkiego dobrego dla Was”; „Buziaki dla Was”; „Cudownego życia”; „Wszystkiego co najpiękniejsze”; „Ale nas zaskoczyliście” – pisali zachwyceni internauci, którzy nie kryli wzruszenia i radości z powodu szczęścia swojego idola.

Wśród komentujących znalazła się również Natalia Zastępa, finalistka 9. edycji „The Voice of Poland”, która postanowiła w żartobliwy sposób odnieść się do tej wyjątkowej wiadomości. Pod wpisem zostawiła komentarz: „ONA TEMU WINNA ONA TENU WINNA”, czym rozbawiła zarówno samych nowożeńców, jak i obserwatorów.

Nie zabrakło również typowego dla fanów poczucia humoru. Jeden z internautów zwrócił uwagę na charakterystyczny element wizerunku wokalisty i zapytał: „Tak bez czapki?”. Komentarz szybko przyciągnął uwagę innych użytkowników, ponieważ Dominik Dudek od lat kojarzony jest właśnie z nakryciem głowy, które stało się jego znakiem rozpoznawczym.

Choć para przez długi czas chroniła swoją prywatność, nie jest tajemnicą, że Dominik Dudek i Aleksandra Trzaska, która na co dzień pracuje jako lekarz, od lat tworzyli szczęśliwy i zgodny związek. Teraz postanowili zrobić kolejny ważny krok i podzielić się swoim szczęściem z fanami. Wszystko wskazuje na to, że dla zwycięzcy „The Voice of Poland” rozpoczął się właśnie jeden z najpiękniejszych rozdziałów w życiu – zarówno prywatnym, jak i zawodowym.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Julia Wieniawa zaśpiewała hit Marka Grechuty. Widzowie TVP wydali werdykt

Którą piosenkę Dominika Dudka lubicie najbardziej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Dominik Dudek i Aleksandra Trzaska (fot. screen Instagram Dominik Dudek)
Dominik Dudek i Aleksandra Trzaska (fot. screen Instagram Dominik Dudek)
Dominik Dudek i Aleksandra Trzaska (fot. screen Instagram Dominik Dudek)
Dominik Dudek (fot. screen YouTube TVN Talent Show)
Dominik Dudek (fot. screen YouTube Telewizja Polska)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością