showbiz
Paulina Smaszcz UDERZA w Miszczaka. Padły mocne słowa
To miała być szczera rozmowa o kulisach telewizji, ale szybko przerodziła się w medialną aferę. Edward Miszczak bez ogródek ocenił znane nazwiska, czym wywołał falę komentarzy i sprzeciwów. Najmocniej zareagowała Paulina Smaszcz, która nie zostawiła na nim suchej nitki. Przeczytaj całość już teraz!
Wywiad Edwarda Miszczaka dla Żurnalisty błyskawicznie stał się jednym z najczęściej komentowanych materiałów ostatnich dni. Dyrektor programowy Polsatu postawił na bezpośredniość, która dla jednych była odświeżająca, a dla innych – zdecydowanie zbyt daleko idąca. Jego opinie o gwiazdach wywołały natychmiastową reakcję środowiska.
W trakcie rozmowy Edward Miszczak odniósł się do wielu postaci związanych z telewizją, komentując zarówno ich kariery, jak i kulisy współpracy. Wypowiedzi o finansach, wymaganiach oraz charakterach medialnych osobowości sprawiły, że wywiad szybko zaczął żyć własnym życiem w sieci.
Najwięcej emocji wzbudziły jednak fragmenty dotyczące Huberta Urbańskiego oraz Kuby Wojewódzkiego. To właśnie te wątki stały się punktem zapalnym, który sprowokował do reakcji osoby z branży. Wśród nich znalazła się Paulina Smaszcz, która postanowiła publicznie zabrać głos.
Na opublikowanym nagraniu Paulina Smaszcz odniosła się do słów Edwarda Miszczaka w sposób zdecydowany, ale jednocześnie zaczęła od podkreślenia ich wcześniejszych relacji. Zaznaczyła, że mimo różnicy zdań nie zapomina o wieloletnich kontaktach i wspólnych doświadczeniach.
“Panie dyrektorze, szanuję Pana. Od wielu lat spotykaliśmy się na wielu różnych eventach. Przypominam, że także pomagałam panu bardzo przy Off Camera, za który odpowiedzialny jest pana syn Szymon i spotykaliśmy się wielokrotnie na różnych rozmowach. Do naszej współpracy nie doszło, ale zawsze kłaniam się panu nisko i zawsze rozmawiam z panem życzliwie. I cieszę się, że ułożył Pan sobie prywatne życie, bo wydaje mi się, że każdy zasługuje na to, żeby kochać i być kochanym. Ale odniosę się do pana narzekania na gwiazdy i pokazania wszystkich gwiazd, które pan wypromował wyłącznie przez pryzmat pieniądza” – wyznała na Instagramie.
Dalsza część jej wypowiedzi była już znacznie bardziej krytyczna. Paulina Smaszcz zarzuciła Edwardowi Miszczakowi, że jego oceny były powierzchowne i sprowadzały się głównie do kwestii finansowych, pomijając faktyczne osiągnięcia i kompetencje ludzi z branży.
“Ten chciał za dużo, ten chciał mniej. Ten się skończył. Nie skupił się Pan na merytoryce” – dodała.
POLECAMY: Jan Pirowski zabrał głos ws. 10-latka. Co działo się po półfinale „Mam Talent”?
Smaszcz oburzona słowami Miszczaka nt. Wojewódzkiego
Najostrzejsze słowa padły jednak w kontekście opinii o Kubie Wojewódzkim. Paulina Smaszcz nie ukrywała oburzenia i jasno zaznaczyła, że nie zgadza się z takim przedstawieniem jego osoby. Jej zdaniem takie sugestie są nie tylko nieprawdziwe, ale i krzywdzące.
“Uderzyła mnie absolutnie krytyka Huberta Urbańskiego, którego mam zaszczyt prywatnie, ale najbardziej uderzyło mnie to, że ktoś na pana poziomie uderza w Kubę Wojewódzkiego. […] Sugerowanie, że Kuba nie lubi kobiet, jest absolutnie bzdurą i doskonale pan to wie. […] Nie zgadzam się ze stygmatyzowaniem Kuby, że nie lubi kobiet. Bo jego wieloletnia praca, m.in. z Małgosią Foremniak i z Agnieszką Chylińską pokazała, że doskonale dogaduje się z kobietami na takim poziomie” – stwierdziła.
W swojej wypowiedzi celebrytka sięgnęła również po ironię, co tylko spotęgowało wydźwięk całej sytuacji. Jej słowa szybko zaczęły krążyć w mediach, wywołując kolejne komentarze i podziały wśród odbiorców.
“Pan jest Mesjaszem prorokiem, pan wszystko wie, co się wydarzy. Pan to wszystko przewidział. Niech pan podziękuje dziennikarzom za to, że również przyczynili się do stworzenia telewizji TVN takim, jakim TVN jest teraz. A udawanie, że nie zna pan Lidki Kazen i krytykowanie jej, pokazało pana poziom. Życzę Panu w życiu prywatnym wszystkiego najlepszego, w życiu zawodowym również” – wtrąciła.
Cała sytuacja pokazuje, jak cienka jest granica między szczerą opinią a publiczną krytyką w świecie mediów. Wystarczy jedno zdanie, by uruchomić lawinę reakcji i sprowokować kolejne osoby do zabrania głosu. Na razie Edward Miszczak nie odniósł się do tej wypowiedzi, co tylko podsyca zainteresowanie całym tematem. Czy zdecyduje się odpowiedzieć i przedstawić swoją wersję wydarzeń? Jedno jest pewne – ta medialna wymiana zdań jeszcze się nie zakończyła.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Piotr Mróz wypalił o Janachowskiej. Tak skomentował jej rolę w „TzG”
Zgadzacie się ze słowami Pauliny Smaszcz? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!


Autor: Szymon Jedynak
news
Mariusz Kozak odchodzi z „Gogglebox”. Fani są załamani: „Już nie będę oglądać”
Przez lata był jedną z najbardziej charakterystycznych twarzy „Gogglebox. Przed telewizorem”. Widzowie długo zastanawiali się, dlaczego Mariusz Kozak nagle zniknął z programu. Teraz wszystko stało się jasne, a jego decyzja wywołała lawinę emocji wśród fanów. Dowiedz się więcej!
Mariusz Kozak od lat pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy stacji TTV. Widzowie pokochali go za bezkompromisowe komentarze, ogromny dystans do siebie i charakterystyczne poczucie humoru, które regularnie prezentował w programie „Gogglebox. Przed telewizorem”. Przez lata jego obecność była jednym ze znaków rozpoznawczych formatu.
Jego kanapa przechodziła zresztą przez lata różne zmiany. Początkowo przed telewizorem zasiadał razem ze swoim byłym partnerem Jackiem Szawiołą. Później, po zmianach w życiu prywatnym, widzowie oglądali go u boku obecnego partnera Sebastiana Szaraty oraz jego mamy, Marioli Kozak. Ta trójka szybko zdobyła sympatię publiczności i stała się jedną z bardziej rozpoznawalnych ekip programu.
Dlatego dla fanów niemałym zaskoczeniem było to, co wydarzyło się podczas najnowszego sezonu „Gogglebox”. Kiedy pod koniec lutego wystartowała kolejna odsłona programu, Mariusz Kozak pojawił się jedynie w pierwszych odcinkach. Później nagle zniknął z anteny, a produkcja przez długi czas nie komentowała jego nieobecności.
Widzowie szybko zauważyli, że z programu zniknęła jedna z jego najbardziej charakterystycznych postaci. W mediach społecznościowych pojawiały się kolejne pytania o to, co stało się z Mariuszem Kozakiem. Fani zastanawiali się, czy jego nieobecność jest jedynie chwilowa, czy może kryje się za nią coś więcej.
Z tygodnia na tydzień pytań było coraz więcej. Im bliżej finału sezonu, tym wyraźniej było widać, że Mariusz Kozak nie wraca na kanapę. Sam uczestnik również długo milczał, co tylko napędzało kolejne spekulacje. Teraz jednak tajemnica została wyjaśniona.
POLECAMY: Rusza „Taskmaster” w TVN! Zasady, uczestnicy, prowadzący. Kiedy oglądać?
Mariusz Kozak ŻEGNA SIĘ z “Goggleboxem”
Mariusz Kozak w poniedziałkowy poranek oficjalnie poinformował, że jego przygoda z „Gogglebox. Przed telewizorem” dobiegła końca. W mediach społecznościowych opublikował emocjonalny wpis, w którym pożegnał się zarówno z widzami, jak i produkcją programu. Jednocześnie wyraźnie zaznaczył, że zamyka ten rozdział.
„No dobra to już OFICJALNIE i zamykamy ten rozdział. Żegnamy się z GOGGLEBOX. Widzowie! Dziękujemy, że byliście i jesteście z nami. To Wy jesteście największą wartością telewizji […] Produkcji programu dziękuję za wspólny czas, emocje i sukcesy! Oczywiście nie mogę nie podziękować również za wszystkie „cenne lekcje”. Trzymam kciuki za TTV” – poinformował.
Wpis Mariusza Kozaka szybko wywołał reakcję widzów. Fani nie ukrywali żalu z powodu jego odejścia i przede wszystkim wspominali jego wspólne występy z Sebastianem Szaratą i Mariolą Kozak. W komentarzach nie brakowało głosów, że bez tej trójki program nie będzie już taki sam.
„Mam nadzieję że zobaczymy Was jeszcze w jakimś innym programie”; „Szkoda, fajnie się waszą trójkę oglądało”; „Strasznie szkoda”; „Bardzo mi przykro”; „Już nie będę oglądać” – pisali widzowie.
Szczególnie wymowny jest fakt, że część fanów otwarcie deklaruje, iż nie zamierza już oglądać programu. Pokazuje to, jak mocno Mariusz Kozak zapisał się w pamięci publiczności. Jego charakterystyczne komentarze i relacje z pozostałymi członkami ekipy przez lata były dla wielu osób jednym z powodów, dla których włączali „Gogglebox”.
Choć Mariusz Kozak pożegnał się z formatem, „Gogglebox. Przed telewizorem” nie znika z anteny. Nowy sezon wystartował wczoraj, a premierowe odcinki można oglądać w poniedziałki o 22:00 w TTV. Widzowie będą więc mogli sprawdzić, jak program wygląda bez jednej ze swoich najbardziej charakterystycznych ekip.
Na razie nie wiadomo, czy Mariusz Kozak pojawi się w przyszłości w innym programie telewizyjnym. Jego pożegnalny wpis nie brzmi jednak jak zamknięcie całej kariery przed kamerą, a jedynie konkretnego rozdziału. Czy zobaczymy go jeszcze w innym formacie? Tego na razie nie wiadomo. Jedno jest pewne – dla wielu widzów jego odejście z „Gogglebox” to koniec pewnej epoki.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Helena Englert i Mandaryna mają problemy przed „Tańcem z Gwiazdami”? Nie jest dobrze
Będziecie oglądać “Goggleboxa” bez udziału Mariusza Kozaka? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Rusza „Taskmaster” w TVN! Zasady, uczestnicy, prowadzący. Kiedy oglądać?
Już dziś wieczorem TVN pokaże pierwszy odcinek polskiej wersji jednego z najpopularniejszych formatów komediowych na świecie. Pięcioro znanych uczestników będzie musiało zmierzyć się z zadaniami, w których kreatywność i spryt mogą okazać się ważniejsze niż zdrowy rozsądek. Nad wszystkim czuwać będą bezwzględny Taskmaster i jego asystent. Kiedy oglądać program i kto powalczy o zwycięstwo? Dowiedz się więcej!
Już dziś, 31 sierpnia o 21:35, na antenie TVN zadebiutuje polska edycja programu „Taskmaster”. Premierowy odcinek zostanie pokazany tuż po „The Floor”, a widzowie będą mogli oglądać program również online – na HBO Max i Player.pl. To jeden z najbardziej oczekiwanych nowych formatów rozrywkowych tej jesieni.
W polskiej edycji programu wystąpi pięcioro znanych i bardzo różnorodnych uczestników. W rywalizacji wezmą udział Wiolka Walaszczyk, Rafał Rutkowski, Kazik Mazur, Żabson oraz Zofia Zborowska-Wrona. Każde z nich będzie musiało wykazać się nie tylko poczuciem humoru, ale przede wszystkim pomysłowością i umiejętnością radzenia sobie w sytuacjach, w których trudno znaleźć jedno właściwe rozwiązanie.
Zasady „Taskmastera” są proste, choć wykonywanie powierzonych zadań już zdecydowanie takie nie jest. Uczestnicy otrzymują serię nietypowych poleceń, które muszą wykonać w określonym czasie i zgodnie z zasadami. Problem w tym, że zadania często są skonstruowane tak, aby zmusić zawodników do nieszablonowego myślenia. Czasem najlepsze rozwiązanie może być zupełnie inne niż to, które jako pierwsze przyjdzie im do głowy.
Liczy się kreatywność, refleks, wyobraźnia, spryt oraz umiejętność improwizacji. Uczestnicy mogą próbować znaleźć własną drogę do wykonania zadania, ale ostatecznie to Taskmaster zdecyduje, kto zrobił to najlepiej. Oznacza to, że nawet najbardziej logiczne rozwiązanie nie musi zagwarantować zwycięstwa.
POLECAMY: Helena Englert i Mandaryna mają problemy przed „Tańcem z Gwiazdami”? Nie jest dobrze
Kto został polskim Taskmasterem? [SZCZEGÓŁY]
W roli polskiego Taskmastera zobaczymy Adama Woronowicza. Aktor będzie oceniał poczynania uczestników i przyznawał im punkty. Jego decyzje nie zawsze będą musiały być zgodne z tym, czego spodziewają się zawodnicy. W świecie „Taskmastera” to właśnie on ustala zasady gry, a jego werdykt jest ostateczny.
Asystentem Taskmastera został natomiast Cezary Sikora. To on będzie czuwał nad przebiegiem poszczególnych konkurencji, obserwował uczestników podczas wykonywania zadań i pilnował przestrzegania reguł. Jego obecność sprawi, że przed Taskmasterem nic nie powinno umknąć.
Co ciekawe, polska wersja jest częścią ogromnego międzynarodowego fenomenu. „Taskmaster” to format stworzony przez brytyjskiego komika Alexa Horne’a, który zdobył popularność na całym świecie. Program został sprzedany do ponad 100 krajów, a lokalne wersje powstały już na wielu rynkach.
Format doczekał się również prestiżowych wyróżnień. „Taskmaster” zdobył między innymi nagrodę BAFTA dla najlepszego programu komediowego, a także liczne nagrody i nominacje związane z telewizją oraz komedią. Jego siłą jest prosta, ale bardzo elastyczna formuła, pozwalająca wykorzystać osobowości uczestników i stworzyć sytuacje, których nie da się łatwo przewidzieć.
Polska edycja ma więc przed sobą spore wyzwanie. Wiolka Walaszczyk, Rafał Rutkowski, Kazik Mazur, Żabson i Zofia Zborowska-Wrona będą musieli udowodnić, że potrafią odnaleźć się w świecie absurdalnych zadań, a Adam Woronowicz jako Taskmaster będzie oceniał ich starania według własnych zasad. Czy polska wersja światowego hitu podbije serca widzów? Pierwszy odcinek już dziś, 31 sierpnia, o 21:35 w TVN, tuż po „The Floor”. Program będzie dostępny również na HBO Max i Player.pl.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Afera wokół „Nigdy w życiu” eskaluje. Grochola UDERZA w Joannę Jabłczyńską
Będziecie oglądać nowy program w TVN? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!









Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
showbiz
Englert i Mandaryna mają problemy przed „Tańcem z Gwiazdami”? Nie jest dobrze
Już 6 września na parkiecie „Tańca z Gwiazdami” rozpocznie się walka o Kryształową Kulę. Choć część uczestników dopiero będzie musiała odnaleźć się w tanecznej rywalizacji, dwie faworytki już na starcie otrzymały wyjątkowo wymagające zadanie. Producenci zdecydowali się na ruch, którego w historii programu jeszcze nie było. Dowiedz się więcej!
Nowa edycja programu „Dancing with the Stars. Taniec z Gwiazdami” wystartuje na antenie Polsatu już w tę niedzielę, 6 września, o godz. 19:55. Za kulisami trwają właśnie intensywne przygotowania do pierwszego odcinka, a uczestnicy od tygodni ćwiczą swoje choreografie. Emocje są ogromne, bo już pierwszy występ może mieć znaczenie dla dalszej rywalizacji.
O Kryształową Kulę oraz nagrodę w wysokości 200 tysięcy złotych zawalczą Izabela Kuna, Helena Englert, Marta „Mandaryna” Wiśniewska, Joanna Jędrzejczyk, Karolina „Kaeyra” Baran, Monika Borzym, Krzysztof Kwiatkowski, Piotr „Guma” Gumulec, Matteo Brunetti, Dominik Rupiński, Jasper Sołtysiewicz i Dominik Smaruj. Każdy z nich będzie musiał udowodnić, że zasługuje na miejsce w kolejnych odcinkach.
Program ponownie poprowadzą Paulina Sykut-Jeżyna i Krzysztof Ibisz. W jury obok Iwony Pavlović, Rafała Maseraka i Tomasza Wygody po raz pierwszy zasiądzie natomiast Julia Wieniawa, która zastąpi Ewę Kasprzyk. Nowy skład jurorski to jedna z największych zmian w tegorocznej edycji.
„Dziękuje Ewie za te pięć edycji „Tańca z Gwiazdami” podczas których z pasją i ogromnym zaangażowaniem pełniła rolę jurorki. Znajomość kunsztu aktorskiego pozwoliła jej oceniać nie tylko taneczne umiejętności naszych gwiazd, ale też ogólny wyraz artystyczny ich występów. Jako jurorka zasłynęła z błyskotliwego poczucia humoru a swoimi komentarzami potrafiła rozładować każdą stresującą sytuację” – mówił dyrektor programowy Polsatu Edward Miszczak.
POLECAMY: Afera wokół „Nigdy w życiu” eskaluje. Grochola UDERZA w Joannę Jabłczyńską
Wielkie wyzwanie dla faworytek programu? Tabloid donosi
Tymczasem największe emocje jeszcze przed premierą wywołują informacje dotyczące pierwszych choreografii. Jak udało się dowiedzieć „Faktowi”, za kulisami zapadły już kluczowe decyzje dotyczące tańców, które uczestnicy zaprezentują podczas premierowego odcinka. Szczególnie wymagające zadanie ma czekać na dwie uczestniczki, które już przed startem programu wymieniane są w gronie faworytek.
Chodzi o Martę „Mandarynę” Wiśniewską i Helenę Englert. Pierwsza z nich ma za sobą doświadczenie taneczne, co od początku było jednym z tematów dyskusji dotyczących tegorocznej edycji. Z kolei Helena Englert również wzbudza ogromne zainteresowanie widzów. Producenci najwyraźniej postanowili jednak zadbać o to, aby żadna z nich nie mogła rozpocząć rywalizacji z łatwiejszej pozycji.
Właśnie dlatego obie uczestniczki już w pierwszym odcinku będą musiały zmierzyć się z sambą. To jeden z najbardziej wymagających tańców latynoamerykańskich, który wymaga od uczestników nie tylko poczucia rytmu, ale również odpowiedniej techniki i ogromnej energii.
„To bezprecedensowa sytuacja. Do tej pory nikt w pierwszym odcinku nie dostawał do nauki tak trudnego tańca” – mówi informator „Faktu”.
Decyzja producentów może być szczególnie istotna w przypadku Mandaryny, która od lat jest kojarzona z tańcem i scenicznym doświadczeniem. Samba może jednak szybko zweryfikować, czy wcześniejsze umiejętności rzeczywiście dają jej przewagę nad pozostałymi uczestnikami. Tym bardziej że ten styl wymaga zupełnie innego rodzaju pracy niż samo poruszanie się po scenie.
„Samba jest trudna, bo wymaga idealnego rytmu, szybkiej pracy nóg, i kontroli bioder. Trzeba połączyć technikę, energię i lekkość ruchu. Jurorzy mogą nie mieć litości” — dodaje informator.
Także Helena Englert będzie musiała od początku udowodnić, że zasługuje na miano jednej z faworytek. Młoda aktorka znajdzie się pod szczególną obserwacją zarówno jurorów, jak i widzów. Samba już w premierowym odcinku oznacza dla niej ogromne wyzwanie, zwłaszcza że uczestnicy mają bardzo niewiele czasu na przygotowanie skomplikowanych choreografii.
Producenci najwyraźniej chcą więc uniknąć sytuacji, w której doświadczenie Mandaryny albo nazwisko Heleny Englert automatycznie dawałoby im przewagę. Zamiast łatwego wejścia w program obie otrzymają od razu taneczną próbę ognia. To może sprawić, że już pierwszy odcinek będzie dla nich niezwykle emocjonujący.
O tym, jak obie faworytki poradzą sobie z tak wymagającym zadaniem, przekonamy się już w pierwszym odcinku 19. edycji „Tańca z Gwiazdami”. Czy samba okaże się dla Mandaryny i Heleny Englert przepustką do walki o Kryształową Kulę, czy brutalnie zweryfikuje ich szanse? O tym przekonamy się już 6 września o 19:55 w Polsacie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: TVN na celowniku? Maciej Rock zaczepił Julię Wieniawę na festiwalu Polsatu
Komu kibicujecie w nowej edycji “Tańca z Gwiazdami”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!





Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Afera wokół „Nigdy w życiu” eskaluje. Grochola UDERZA w Joannę Jabłczyńską
Kontynuacja kultowej komedii miała być wielkim powrotem do historii, którą pokochali widzowie. Zamiast tego wokół produkcji rozpętała się prawdziwa burza, a konflikt dotyczący obsady właśnie wszedł na zupełnie nowy poziom. Teraz głos zabrała sama Katarzyna Grochola i zapowiedziała zdecydowane działania. Dowiedz się więcej!
Informacja o powstaniu kontynuacji „Nigdy w życiu!” ucieszyła fanów popularnej komedii romantycznej. Od premiery pierwszej części minęły już ponad dwie dekady, a historia Judyty wciąż cieszy się dużą sympatią widzów. W nowej produkcji ponownie zobaczymy Danutę Stenkę, która wróci do jednej ze swoich najbardziej rozpoznawalnych ról.
Od początku było jednak wiadomo, że powrót na ekran nie będzie oznaczał ponownego spotkania całej obsady. Jedną z największych niespodzianek okazała się nieobecność Joanny Jabłczyńskiej, która w filmie z 2004 roku wcieliła się w Tosię, córkę głównej bohaterki. Decyzja ta szybko stała się jednym z najgłośniejszych tematów związanych z kontynuacją.
Sama aktorka nie kryła rozczarowania takim obrotem spraw. Joanna Jabłczyńska wprost mówiła, że nie spodziewała się takiej decyzji i czuje się oszukana przez produkcję. Jej słowa spotkały się z ogromnym odzewem internautów, którzy również nie kryli niezadowolenia z faktu, że w kontynuacji zabraknie aktorki znanej z pierwszej części.
“Jest to dla mnie ogromny cios, niesprawiedliwość i cholernie mi jest ciężko się z tym pogodzić […] Kontaktowałam się z produkcją. Inaczej powiem, produkcja ze mną się kontaktowała, więc ja wiem, co tam się wydarzyło i dlaczego. Na razie zostawię to im. Jestem bardzo ciekawa co oni powiedzą, jestem bardzo ciekawa ich narracji” – wyznała aktorka na łamach Plejady.
Przez pewien czas nie było wiadomo, kto ostatecznie przejmie rolę dorosłej Tosi. Joanna Jabłczyńska zdradziła jedynie, że zna nazwisko swojej następczyni, ale nie zamierza go ujawniać. Z czasem jednak informacje zaczęły pojawiać się w mediach i coraz więcej wskazywało na to, że rolę otrzyma inna popularna aktorka.
Jak podał Pudelek, nową Tosię ma zagrać Agnieszka Żulewska. Informację miał potwierdzić serwisowi informator związany z produkcją. Tym samym pojawiło się nazwisko aktorki, która miałaby wcielić się w dorosłą córkę Judyty w kontynuacji kultowej historii.
„Z naszych informacji wynika, że w dorosłą córkę Judyty wcieli się Agnieszka Żulewska. Informację potwierdziła nam osoba z planu” – podał serwis.
POLECAMY: TVN na celowniku? Maciej Rock zaczepił Wieniawę na festiwalu Polsatu
GORĄCO wokół „Nigdy w życiu”! Katarzyna Grochola ostro o Joannie Jabłczyńskiej
Wokół produkcji zaczęły pojawiać się kolejne komentarze. W sprawie głosu zdążyło zabrać już kilka mniej bądź bardziej powiązanych z komedią osób. Teraz jednak sytuacja zrobiła się zdecydowanie bardziej poważna, ponieważ milczenie postanowiła przerwać Katarzyna Grochola. Autorka kultowych powieści, a zarazem producentka projektu, opublikowała w sieci oficjalne oświadczenie.
Katarzyna Grochola stanęła w obronie Agnieszki Żulewskiej i zdecydowanie odniosła się do wcześniejszych wypowiedzi Joanny Jabłczyńskiej. Pisarka zarzuciła aktorce rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji i zapowiedziała podjęcie kroków prawnych w obronie nowej odtwórczyni roli Tosi.
“Szanowni Państwo, w związku z rozpowszechnianiem przez panią Joannę Jabłczyńską nieprawdziwych informacji dotyczących udziału Agnieszki Żulewskiej, znakomitej aktorki i prawego człowieka, postanowiłam jako producentka podjąć stosowne kroki prawne w jej obronie. Będę Państwa informować na bieżąco. Dobrego wieczoru! Katarzyna Grochola” – czytamy w jej oświadczeniu na Instagramie.
Oświadczenie Katarzyny Grocholi natychmiast wywołało falę komentarzy. Pod postem pojawiło się mnóstwo głosów, a choć część internautów poparła stanowisko pisarki, zdecydowana większość komentujących opowiedziała się po stronie Joanny Jabłczyńskiej. Widzowie wyraźnie pokazali, że bardzo mocno utożsamiają aktorkę z postacią Tosi.
- „Szkoda, że zamiast wyjaśnić sytuację, od razu pojawiają się groźby prawne”;
- „Joanna była Tosią. Trudno będzie zaakceptować kogokolwiek innego w tej roli”;
- „Po takim komunikacie jeszcze bardziej jestem po stronie Joanny”;
- „Wstyd Pani Kasiu, trzeba było tylko przeprosić Panią Joannę i zaprosić ją do nowej części, a nie takie cyrki robić”;
- „Po co było publikować takie oświadczenie? Można było rozwiązać to inaczej”;
- „Grochola chyba nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo widzowie pamiętają pierwszą część”;
- „Ten komunikat tylko dolał oliwy do ognia. Teraz afera będzie żyła własnym życiem”.
Burza wokół filmu pokazuje, że zainteresowanie kontynuacją „Nigdy w życiu!” jest ogromne, ale tym razem nie chodzi wyłącznie o samą fabułę czy powrót znanych bohaterów. Nieobecność Joanny Jabłczyńskiej, wybór Agnieszki Żulewskiej oraz zdecydowana reakcja Katarzyny Grocholi sprawiły, że produkcja znalazła się w centrum medialnej dyskusji jeszcze przed premierą.
Teraz wszyscy czekają na dalszy rozwój sytuacji. Zapowiedź podjęcia kroków prawnych może sprawić, że konflikt wokół obsady będzie miał swój ciąg dalszy. Jednocześnie przed twórcami pozostaje trudne zadanie przekonania widzów, że nowa wersja historii będzie w stanie dorównać sentymentowi, jakim publiczność darzy pierwszą część. Czy afera wokół Tosi wpłynie na odbiór filmu? I jak zakończy się spór między twórcami a Joanną Jabłczyńską?
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Skolim wygłosił ORĘDZIE u prezydenta. Padł apel do Polaków [WIDEO]
Co uważacie o braku angażu Jabłczyńskiej do “Nigdy w życiu 2”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news3 dni temuNowy prowadzący „Dzień dobry TVN”. Kiedy zadebiutuje?
-
news2 dni temuEdward Miszczak ocenił męża Roxie Węgiel: „Teraz rozumiem, dlaczego go wzięła”
-
news5 dni temuWidzowie zmienili zdanie o festiwalu TVN? Takich opinii dawno nie było
-
news5 dni temuDorota R. z aktem oskarżenia. Prokuratura stawia poważne zarzuty [SZCZEGÓŁY]
-
news4 dni temuWidzowie zachwyceni Marylą Rodowicz. Jednocześnie mają żal do TVN
-
news3 dni temuFani „Nigdy w życiu” będą wściekli. Korwin-Piotrowska dosadnie o aferze z Jabłczyńską
-
news5 dni temuZaskakujące sceny na koncercie Kayah. Wypłynęło nagranie
-
news4 dni temuMagda Gessler stanowczo o OBOWIĄZKOWYCH napiwkach. Zaskoczeni?

Dodaj komentarz