Śledź nas

news

”W ogóle nie marzyłam o tym, aby pracować w telewizji” – I część wywiadu z Omeną Mensah

Opublikowano

w dniu

Jest ekonomistką, byłą fotomodelką, napisała książkę, prowadzi szkolenia, uczy samoakceptacji, autoprezentacji, projektuje meble, a od lat, niemal każdego dnia, zapowiada prognozę pogody. I kto by pomyślał, że dawniej miała kłopoty z dykcją, a swoją telewizyjną przygodę rozpoczęła prowadząc program o zabarwieniu erotycznym? Prawie zapomniałyśmy… Od kilkunastu lat spełnia się w jeszcze jednej, najważniejszej dla Niej roli – roli Mamy.

O trudnych początkach, życiowym szczęściu, różnorodnych zainteresowaniach, pracy w telewizji i wielu innych, rozmawiałyśmy z najbardziej kolorową osobowością, jaką miałyśmy przyjemność poznać – Omeną Mensah.

Ukończyła Pani Akademię Ekonomiczną…

Tak, teraz to już się nazywa Uniwersytet Ekonomiczny (śmiech) Po wejściu do Unii Europejskiej wszystkie akademie przemianowano na Uniwersytety. Obecnie jestem na studiach doktoranckich na SGH w Warszawie, na kierunku ekonomiczno-społecznym. Jako, że na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu ukończyłam zarządzanie, to idę dalej w tym kierunku. Oczywiście te zarządzanie będzie zahaczało o bazę mediów, w których siedzę od 11 lat.

Dlaczego zarządzanie? Interesował Panią ten kierunek?

To był najbardziej humanistyczny kierunek ze studiów ekonomicznych, jaki był możliwy (śmiech). Odnalazłam się w zarządzaniu, co wynikało z tego, że będąc w liceum uczono mnie tak naprawdę głównie praktyki i tylko trochę wiedzy merytorycznej. Pamiętam, że mieliśmy założoną taką firmę w liceum, gdzie każdy miał szansę startować do różnych jej działów. To było ćwiczenie, które trwało kilka miesięcy i każdy mógł zobaczyć w czym jest dobry, a w czym nie. Ja do dzisiaj wspominam, że to liceum mnie bardzo dużo nauczyło. Pokazało mi, że na pewno księgową nie będę, bo to za trudne dla mnie (śmiech). Natomiast pokazało mi też, że jak siedziałam w marketingu, to wymyślałam fajne strategie w tej naszej fikcyjnej firmie. Potrafiłam zarządzać ludźmi, potrafiłam się w tym świecie kreacji lepiej odnaleźć. Stąd też taka decyzja, żeby iść dalej w tym kierunku zarządzania, organizacji, marketingu. Dalej już na uczelni wybrałam europeistykę. Teoretycznie powinnam być dzisiaj dyplomatą, chociaż nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa! (śmiech)

Kiedy podjęła Pani studia ekonomiczne, myślała Pani, że przydadzą się one w pracy w telewizji? Co było najpierw – marzenie o pracy w telewizji, czy ekonomia?

W ogóle nie było marzenia o pracy w telewizji, bo w życiu jest tak, że zazwyczaj rządzi nim przypadek. Jeśli my się do tego przypadku odpowiednio ustosunkujemy i odnajdziemy w tej sytuacji, bądź włożymy bardzo dużo pracy, to może nam się to spodobać. Stwierdziłam wtedy, że to jest fajny pomysł, że tak naprawdę chcę się dalej w tym kierunku rozwijać. A studia zarządzania mi w tym wszystkim pomogły. Po pierwsze, to jest nauka zarządzania, organizacji, współpracy z innymi, a to jest podstawa. Ogólnie studia, to jest świetna sprawa! Uczą nas systematyczności, zmuszają nas do czytania książek, których nie mamy ochoty. Wierzcie mi dziewczyny, że teraz z perspektywy lat, widzę jak bardzo mocno to wpływa na osobę pracującą w telewizji. Wiem, jakimi tematami z pogranicza charytatywności się zajmować. Większość znanych osób w Polsce zajmuje się tematami osób chorych, biednych, potrzebujących. Ja w swojej działalności chcę się skupić na ludziach, którym trzeba pomóc się edukować i rozwijać. Odnajdywać nawet nowe talenty, podnosić świadomość tolerancji w kraju, pokazywać, że to, że świat jest różny i każdy jest inny, nie znaczy, że jest zły.

W jaki sposób Pani pomaga?

Dokonałam ostatnio adopcji serca, czyli zaadoptowałam dziecko z kraju Trzeciego Świata! Czekam z utęsknieniem aż dostanę zdjęcie tej osoby. Wybrałam taką formę, bo tym tematem bardzo mało osób się zajmuje w Polsce. Wszyscy się skupiają na tym, co jest tak naprawdę medialne, umówmy się – bo to fajnie wygląda, jak się pomaga kiedy dziecko jest chore. Mało jest osób, które zajmują się tymi zdrowymi, zdolnymi, chętnymi do zmiany, które później będą leczyć te chore dzieci, będą leczyć nas, będą dla nas pracować. Ja w tym kontekście myślę bardziej globalnie. Może jestem mało polityczna… No ale cóż (śmiech)

Zastanawia nas jak się Pani znalazła w telewizji. Powiedziała Pani wcześniej, że to była kwestia przypadku. Jak wyglądała droga do TVN’u?

Pracowałam kiedyś jako fotomodelka. Byłam już na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu i tak naprawdę  swoją karierę zawodową wiązałam raczej z pracą gdzieś w Unii Europejskiej – w jakiejś korporacji, czymś związanym z managementem, marketingem. Ale oczywiście jako otwarta dziewczyna prowadziłam swój pierwszy biznes – robiłam warkoczyki, dredy (śmiech). Miałam 3 Afrykanki, które były przeszkolone, jeździły po kilku salonach w Polsce i czesały dziewczyny. To była dla mnie fajna forma odnalezienia siebie. Później za zarobione pieniądze kupiłam klub w Poznaniu z dyskoteką i prowadziłam go przez dwa lata. Pojechałam pewnego dnia wraz z koleżankami na pokaz bielizny do Szczecina i wtedy ze strony mojej serdecznej koleżanki, z którą notabene współpracowałam, ponieważ miała ona też agencję modelek, powstała propozycja, czy nie chciałabym wziąć udziału w castingu do telewizji. Był problem, bo prowadziłam ten swój klub w Poznaniu i musiałam w weekendy siedzieć i pilnować pracowników. Na szczęście moja mama powiedziała, że będzie mnie wspierać – dwa tygodnie posiedzi tam ona, dwa tygodnie ja. Zdecydowałam się więc pójść na ten casting. Prawdę mówiąc, dopiero lądując tutaj w Warszawie, dowiedziałam się o co tak naprawdę chodzi w tym całym castingu i jaki to jest program.

Co to takiego było?

To był program o zabarwieniu erotycznym. Pamiętam, że to była najtrudniejszy lekcja autoprezentacji , jaką  przeżyłam przez ten rok czasu. Studentka, grzecznie ułożona dziewczyna, przyjeżdża do Warszawy, siada na kanapie i ma rozmawiać o miłości, seksie itd.

Czyli Pani dopiero siadając na kanapie dowiedziała się o czym będzie program?

Tak, dosłownie!

image

Nie chciała Pani uciec?

(Śmiech) Nie, zadzwoniłam do swojego chłopaka i powiedziałam: „słuchaj…w tym programie chodzi o 0 700 i te sprawy…” (śmiech) W życiu też jest ważne żeby otaczać się ludźmi, którzy mają trochę więcej doświadczenia od nas, od nich się uczyć i brać z nich to, co najlepsze. Pamiętam, że mój chłopak wtedy powiedział: „ty się niczym nie martw, może to jest dopiero początek czegoś fajnego. Jak cię wybiorą, będziesz się martwiła”. Tak też zrobiłam. Przyjechałam, usiadłam i tak się akurat zdarzyło, że poznałam wtedy żonę Liroya – Asię Krochmalską. Siedziałyśmy razem na kanapie i zaczęłyśmy normalnie rozmawiać jak dwie koleżanki – widząc się po raz pierwszy! Ogólnie znalazłam się w grupie 3 dziewczyn, które przeszły ten casting – dziewczyny się zjeżdżały z całej Polski, a ja byłam tak naprawdę najsłabsza. Najgorzej mówiłam, ale postanowiłam sobie, że będę nad sobą ciężko pracować, więc uczyłam się języka, czytałam bardzo dużo książek dotyczących tematyki psychologii człowieka, trochę erotyki itd. W tym programie było tak, że przychodziły do nas znane osoby – pamiętam, że pojawiła się Doda, Andrzej Nejman, Ania Przybylska… Każdy przychodził, siadał i rozmawiał na temat miłości, seksu, lekkiej erotyki itp. Dla mnie to była tak trudna szkoła. Po pierwszym roku pracy wiedziałam, że to na pewno nie jest coś, czym chcę się zajmować do końca swojego życia. Po tym roku pracy, poznałam starszego, bardzo sympatycznego pana, który podszedł do mnie i spytał, czy byłam na castingach do prowadzenia pogody.

Brzmi jak film!

Dokładnie, to było jak film! (śmiech) Zaświeciła mi się taka żaróweczka! O! To jest coś, co będę mogła robić wiele lat, to jest coś fajnego, co pozwoli mi zakończyć temat tego programu. Tak też się stało. Poszłam na ten casting i się okazało, że tym sympatycznym panem był Mariusz Walter – mój mentor, człowiek, który mnie wielu rzeczy nauczył jeśli chodzi o pracę w telewizji. Mogę być mu wdzięczna za wszystkie rozmowy, wszystkie nauki, słowa krytyki i pochwały dotyczące mojej pracy i całego rozwoju zawodowego.

Jak ten casting wyglądał? Nie miała Pani wtedy już problemów z dykcją i mówieniem?

Ależ oczywiście, że miałam (śmiech) Ja miałam ten problem dalej przez 3 lata i się zastanawiałam, jak to się stało, że teraz jestem tutaj, gdzie jestem (śmiech). Słuchajcie, te 11 lat mojej pracy w telewizji minęło jak pstryknięcie palcami! Dosłownie! Życzę wszystkim osobom, studentom, żeby w życiu mieli szanse spróbować czegoś, co wyda im się bardzo trudne, ale będą pewni, że ten trud się opłaca. Bo ta pewność dla mnie wtedy, że to jest coś fajnego, coś w czym mogę się rozwijać, coś w co chcę zainwestować swój czas, jest cenniejsza niż tysiąc innych super propozycji pracy. Ta pewność, to jest ta droga, którą powinniśmy kroczyć i tego naprawdę wam dziewczyny też życzę – żebyście w tej swojej drodze do dziennikarstwa, wiedziały w jakim kierunku chcecie iść. Dziennikarstwo to jest bardzo szeroka dziedzina, to jest lifestyle, to są poważne tematy, tematy związane ze sportem. Tutaj tak naprawdę zaczęła się ciężka harówka, bo prezenter pogody w 90% przypadków występuje na żywo. Nie ma miejsca na pomyłki, nie używamy promptera. Musimy też mieć orientację w terenie, znać się na geografii.

Czy Pani idąc na casting miała tę orientację w terenie? Znała się Pani na geografii?

Tak, dlatego że prowadząc życie modelki, musiałam często podróżować z mapą, co było bardzo praktyczną wiedzą – wierzcie mi (śmiech). Nawet jeżdżąc samochodem po Polsce, docierałam do różnych miejsc, w których później prowadziłam ten swój biznes z warkoczykami. Kiedyś nie było nawigacji, nie było telefonów, żeby sobie szybko trasę wklepać. No i tutaj zaczęła się ciężka praca nad sobą, nad autoprezentacją, nad wystąpieniami i nad stresem – to było najważniejsze.

Na początku był stres?

Stres jest zawsze. Nawet dzisiaj. Tylko, że to jest inny poziom stresu niż kiedyś. Przypuśćmy, że mamy skalę  od 1 do 10. Teraz jest na poziomie 1-2 przy pracy w telewizji, z kolei inny przy wystąpieniach publicznych. O tym też m.in. piszę teraz w swojej książce. Piszę odnośnie autoprezentacji, wystąpień publicznych, interpretacji człowieka, całej tej otoczki związanej z tym, że musimy każdego dnia się w jakiś sposób prezentować.

Dlaczego zdecydowała się Pani napisać książkę?

Ponieważ robię z tego szkolenia. Te 10 lat doświadczenia pozwoliło mi na to, żeby tak dużo wiedzieć na ten temat, być w tak różnych sytuacjach, w których konieczne było się odnaleźć, że myślę, że to jest wiedza, którą trzeba się podzielić, szczególnie z młodymi osobami. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że niestety żyją w XXI wieku i to jak się prezentujemy, w jaki sposób mówimy, jacy jesteśmy w stosunku do innych ludzi, jakie budujemy z nimi relacje, jest w 90% clue naszego bycia na tej planecie i naszego sukcesu. Jeżeli my się zamkniemy na świat, na innych ludzi, to niestety nigdy nie będziemy w stanie z tymi ludźmi współpracować.

Do kogo kieruje Pani swoje szkolenia?

Kieruję je głównie do kobiet. Teraz zaczęłam jeszcze współpracę z taką organizacją, której beneficjentki chcą coś w swoim życiu zmienić, albo np. w ogóle zdobyć pracę. Uczę tego, jak się do tego przygotować, bo to jest ciężka praca. Trzeba najpierw siebie polubić, siebie poznać, dowiedzieć się jakim jest się typem osobowości, co się lubi, jak rozpoznać po drugiej osobie, jaki jest jej typ osobowości, co ona lubi oraz jak czytać mowę ciała drugiej osoby. To jest niesamowita wiedza, która bardzo potrafi pomóc.

Pani jest także psychologiem!

Nie (śmiech), to jest czysta praktyka. To jest to, że ja bardzo lubię ludzi. Lubię ich obserwować, lubię z nimi pracować.

Czy ma Pani czasem takie momenty, że za chwilkę musi wyjść na wizję i uświadamia sobie, że nie jest wystarczająco przygotowana?

Po tylu latach, jak spojrzę na mapę to już wszystko wiem. To jest kwestia doświadczenia. 10 lat pracuję z synoptykiem, to są informację meteorologiczne, wiem co z czego wynika, wiem czym są dane sytuacje podyktowane. Oczywiście, to jest tak, że taka rozmowa z synoptykiem, który to przygotowuje jest konieczna, lecz nawet jeśli by się zdarzyło, że tego synoptyka nie ma, a ja mam jakiekolwiek dane np. z internetu – jestem w stanie je sama odpowiednio zinterpretować na tyle dobrze, żeby przekazać widzowi wiedzę konkretną, merytoryczną.

Pamięta Pani swoje pierwsze wystąpienie jako pogodynka?

Tak (śmiech) Przygotowywałam się do niego 3 miesiące, robiłam wiele prób. Pamiętam, że uczył mnie świętej pamięci prof. Młynarczyk, który uczył wtedy wszystkich prezenterów w Polsce od Lisa, przez Pochanke, Werner itd. Mówił mi zawsze, żebym się nie bała być sobą, że ten człowiek, w tym szklanym okienku ma prawo się pomylić. I nawet dobrze jeśli się czasem pomyli, bo wtedy widz wie, że to nie jest gadająca głowa, tylko człowiek. Akurat to mnie pocieszało, bo ja się wiecznie myliłam (śmiech)

Jak wypadł ten Pani „pierwszy raz”?

Jak teraz oglądam zdjęcia, to widzę, że byłam na maksa zestresowana i zastanawiam się, jakim cudem wpuścili to w ogóle na antenę (śmiech). To jest dowód na to, że naprawdę z takiej zakompleksionej, spokojnej dziewczyny, przez takie wyzwania można poznać siebie i przekraczać jakieś granice, które nam budują życie, albo my je sobie budujemy poprzez to, że nie chcemy czegoś zrobić, bo się tego boimy. Wszystko co nowe, jest dla nas czymś niedostępnym, nie wiemy jakiego kluczyka użyć, żeby otworzyć te wrota i wejść do tego pięknego pokoju.

Czy rozpoczynając pracę w telewizji zdawała sobie Pani sprawę, że będzie osobą publiczną?

Nie, ja szczerze mówiąc wtedy kompletnie o tym nie myślałam. Byłam tak skupiona na tym, żeby poprawić swoją autoprezentację, że w ogóle się nad tym nie zastanawiałam. Taki „boom” przyszedł po „Tańcu z Gwiazdami”. Ja jestem kolorową dziewczyną mieszkającą w kraju blondynek (śmiech) Jest jeszcze kilka innych kolorowych dziewczyn, lecz tak naprawdę od kilkunastu lat jestem konsekwentnie przy stacji TVN i lojalnie wykonuję swoją pracę, oprócz tego oczywiście rozwijam się też na innych polach zawodowych. Prowadzę swój własny biznes, robię szkolenia. Ale szczerze wymiar tej popularności, jaki daje telewizja  jest niesamowity. Teraz to jest kwestia tego, czy nam odwali palma, czy też jesteśmy przygotowani na to. Ja teraz piszę w swojej książce o wszystkich dzieciach talent show. To jest problem. To są osoby, które w ciągu kilku tygodni stają się bożyszczami społeczeństwa, wszyscy ich uwielbiają, kochają, dostają niesamowity zastrzyk adrenaliny, pożądania i uwielbienia, po czym ktoś z nich te powietrze spuszcza i zostają z niczym. O tym się nie mówi w kontekście telewizji, ale zobaczcie ile jest takich osób, które pamiętacie, które brały udział w takich programach? Jest ich niewiele, a brały udział dziesiątki. Co się teraz z nimi dzieje? To nie są kariery budowane latami, rok po roku. Są szczęśliwcy, którzy potrafią tę szansę wykorzystać, potrafią odnaleźć się w tym wszystkim i wiedzą,  jak dalej sobą pokierować. Natomiast jak czasami w życiu nie spotkamy odpowiednich osób, które nam wskażą drogę, albo nie posłuchamy mądrzejszych od nas, nie zamkniemy za przeproszeniem ryja, nie posłuchamy tego co mają do powiedzenia od nas lepsi, to nie ma szansy na to. Ja mówię, że ja się uczę zawsze od lepszych. Zawsze ktoś jest lepszy ode mnie, ktoś jest mądrzejszy, kto ma większe doświadczenie i może mnie czegoś nauczyć i ja zawsze to wykorzystuję.

Często osoby, które wygrywają talent show nie potrafią unieść tego ciężaru…

Dokładnie. To jest trochę tak, że są osoby stworzone do posiadania pieniędzy, są do nich przyzwyczajone, a są też osoby, które nigdy nic nie miały, nagle dostają nie wiadomo ile, ale i tak te pieniądze stracą. A to dlatego, że to nie jest nic zbudowanego konsekwentnie. Dlatego ja zawsze powtarzam wszystkim osobom, żeby budowały konsekwentnie swoje kariery, żeby miały z tyłu głowy informację – co będzie, jeśli byśmy stracili, to co teraz mamy? To jest też bardzo ważne.

Myśli Pani, że takie talent show są dla wszystkich, czy jednak są osoby, które nie powinny brać udziału w takich programach?

Wydaje mi się, że każdy talent się jakoś obroni, ale w życiu niestety poza talentem, ważniejsza jest ciężka praca nad sobą i szczęście. Zobaczcie jak wiele jest osób, które mają wielki talent, ile jest pięknych modelek, a tylko kilka robi wielką karierę. Ile też jest prezenterów, prezenterek, a tylko kilku coś sobą reprezentuje, coś robi. I tak jest w każdej dziedzinie.

news

Dominik Rupiński WPROST o ocenie Iwony PAVLOVIĆ! Czy WYGRA “Taniec z Gwiazdami”?

Opublikowano

w dniu

przez

Dominik Rupiński WPROST o ocenie Iwony PAVLOVIĆ! Czy WYGRA “Taniec z Gwiazdami”?

POLECAMY: Joanna Krupa ostro do Donalda Tuska: „ZŁAŹ Z DROGI”. Popieracie jej słowa?

Kontynuuj czytanie

news

Krzysztof Skiba zakpił z Nawrockiego. „Bokser z pałacu prezydenckiego”. Ma rację?

Opublikowano

w dniu

przez

Krzysztof Skiba nie zamierzał gryźć się w język, komentując ostatnie wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego. Lider Big Cyc w swoim najnowszym felietonie uderzył w Karola Nawrockiego, a jego ironiczne porównania mogą wywołać1 prawdziwą burzę. Artysta poruszył również temat, który od miesięcy wraca w dyskusjach o prezydencie. Dowiedz się więcej!

Piątkowy wieczór przyniósł gwałtowne zaostrzenie trwającego od miesięcy sporu o Trybunał Konstytucyjny. Informacje o odsunięciu dotychczasowego kierownictwa instytucji, wnioskach o uchylenie immunitetów oraz obecności policji przed gmachem przy alei Szucha zdominowały przekazy medialne. Wydarzenia wywołały liczne komentarze i ponownie rozpaliły dyskusję na temat sytuacji politycznej w Polsce.

Szczególne zainteresowanie wzbudziły nagrania, które w nocy z piątku na sobotę, 30 i 31 października, obiegły media społecznościowe. Widać na nich Karola Nawrockiego przed wejściem do siedziby Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie. Prezydent próbuje przedostać się przez grupę osób stojących w drzwiach budynku. W pewnym momencie zwraca się do jednej z kobiet słowami: „Proszę odejść, przepraszam panią”.

W piątek wieczorem w Trybunale Konstytucyjnym doszło do kolejnego zwrotu w trwającym konflikcie. W opublikowanym komunikacie poinformowano o odsunięciu od wykonywania obowiązków prezesa Bogdana Święczkowskiego i jego zastępcy Bartłomieja Sochańskiego. Tymczasowe kierowanie pracami instytucji powierzono sędzi Annie Korwin-Piotrowskiej, co spotkało się z natychmiastową reakcją i jeszcze bardziej zaostrzyło spór.

Następnie siedmioro sędziów wybranych przez Sejm weszło na teren Trybunału w towarzystwie funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa. Jak relacjonowała rzeczniczka TK Weronika Ścibor, pracujący na miejscu strażnicy mieli otrzymać polecenie spakowania swoich rzeczy i opuszczenia budynku. Sytuacja szybko stała się przedmiotem politycznych komentarzy, a przed gmachem zaczęli gromadzić się kolejni ludzie.

Na miejscu pojawili się między innymi politycy prawicy, przedstawiciele Konfederacji oraz Grzegorz Braun wraz z sympatykami. Obecna była również policja. Na oficjalnym profilu Trybunału opublikowano komunikat, w którym zakwestionowano legalność podjętych działań i napisano o „bezprawnym przejęciu strony internetowej”. Wydarzenia z piątkowego wieczoru jeszcze bardziej zaostrzyły spór, który od miesięcy dzieli polską scenę polityczną.

Do sprawy odniósł się również Karol Nawrocki, który opisał zajście jako próbę siłowego przejęcia konstytucyjnego organu państwa. W swoim oświadczeniu napisał: „Tej nocy doszło do naruszenia porządku konstytucyjnego RP i siłowego przejęcia konstytucyjnego organu państwa”. W ostatnich dniach swoje stanowiska w sprawie wydarzeń przedstawiali kolejni znani przedstawiciele świata show-biznesu. Po Joannie Krupie i Joannie Szczepkowskiej głos zabrał również Krzysztof Skiba.

POLECAMY: Joanna Krupa ostro do Donalda Tuska: „ZŁAŹ Z DROGI”. Popieracie jej słowa?

Krzysztof Skiba bez litości dla Nawrockiego! Wytknął mu kolejne sprawy

Lider Big Cyc w swoim najnowszym felietonie skomentował zachowanie Karola Nawrockiego pod siedzibą Trybunału Konstytucyjnego. Tekst zatytułowany „Jak bokser z prawnikiem” nie pozostawia wątpliwości, że artysta nie zamierzał oszczędzać prezydenta. Krzysztof Skiba postawił na wyjątkowo ironiczny język, a w jego publikacji pojawiły się odniesienia do przerwanej podróży do Senegalu oraz relacji Karola Nawrockiego z Jarosławem Kaczyńskim.

„Bokser z pałacu prezydenckiego na wezwanie swego szefa Jarosława “Króla Łupieżu” kazał przerwać lot do Senegalu. Wszyscy zachodzą w głowę, jakich argumentów użył prezes Kaczyński, że Karol zdecydował się odwołać wizytę w kraju, w którym można mieć cztery żony.” – napisał Krzysztof Skiba.

Artysta następnie przedstawił swoją ironiczną interpretację wydarzeń pod Trybunałem, odnosząc się do osób obecnych w budynku i atmosfery, która towarzyszyła całemu zajściu.

„Początkowo twierdzono, że »Vetomat« przekonany został balangą pod Trybunałem Konstytucyjnym. Że tam jest taki bal przebierańców z udziałem panienek, takich jak Matecki, Braun czy Święczkowski, którzy w Halloween przebrali się za wiedźmy na miotłach i fruwają jak po trzech dawkach snusów. (…) Kaczyński powiedział przez telefon, że po prostu jest do wzięcia fajna i duża kawalerka po kilku emerytach i podał adres. Bokser strzelił w ucho kapitana samolotu i już w te pędy wracali. Potwierdza to fakt, że gdy Nawrocki siłą wtargnął do budynku Trybunału, to popchnął tylko wybraną przez Sejm sędzinę Annę Korwin-Piotrowską, bo mu zawadzała i poszedł oglądać metraż i pokoje. Wszyscy byli zdziwieni, że prezydent Nawrocki, tzw. głowa państwa, ani nie negocjował, ani nie dyskutował, ale ludzie, na Boga – o czym miał gadać bokser z prawnikami? O lewym prostym czy o pracy nóg w ringu? Przecież nie o Konstytucji czy o zadaniach Trybunału, bo to za trudne” – dodał Krzysztof Skiba.

Na koniec felietonu lider Big Cyc ponownie wrócił do sprawy tzw. afery kawalerkowej, która od dawna towarzyszy dyskusjom na temat Karola Nawrockiego. W swoim komentarzu artysta nawiązał do kwestii kluczy do budynku Trybunału oraz sytuacji osób, które miałyby znaleźć się w trudnym położeniu po przejęciu instytucji. Nie zabrakło kolejnej ironicznej uwagi, która stanowiła mocne zakończenie jego publikacji.

„O tym, że chodziło tylko o przejęcie nowej »kawalerki«, świadczy fakt, że sam Nawrocki i jego ludzie uporczywie domagali się wydania kluczy od budynku. A co będzie z sędziami po przejęciu przez Nawrockiego siedziby TK? No cóż… Pewien emeryt z Gdańska skończył w DPS-ie” – zakończył Krzysztof Skiba.

Felieton artysty to kolejny przykład tego, jak wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego wywołują reakcje nie tylko polityków, ale również ludzi ze świata kultury i rozrywki. Jego słowa z pewnością nie pozostaną bez echa, a temat konfliktu wokół TK nadal będzie budził ogromne emocje.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Łatwogang szuka nowego pracownika. Nie każdy się nada?

Co uważacie o słowach Krzysztofa Skiby? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Krzysztof Skiba (fot. TVP) – “Lato z Radiem i Telewizją Polską” z 18 lipca 2026
Karol Nawrocki (fot. screen YouTube Karol Nawrocki)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Krupa ostro do Donalda Tuska: „ZŁAŹ Z DROGI”. Popieracie jej słowa?

Opublikowano

w dniu

przez

Joanna Krupa zabrała głos w sprawie jednego z najgłośniejszych politycznych wydarzeń ostatnich dni. Jurorka „Top Model” nie pozostawiła wystąpienia premiera bez komentarza, a jej reakcja szybko przyciągnęła uwagę internautów. Wystarczyło kilka słów, by wywołać kolejne emocje wokół głośnego konfliktu. Dowiedz się więcej!

Joanna Krupa odniosła się w mediach społecznościowych do wypowiedzi Donalda Tuska dotyczącej sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego. Jurorka programu „Top Model” skomentowała nagranie opublikowane przez „Fakt” i odpowiedziała także na wpis jednej z internautek. Jej reakcja pojawiła się w momencie, gdy wydarzenia związane z Trybunałem ponownie zdominowały polityczną debatę w Polsce.

Piątkowy wieczór przyniósł gwałtowne zaostrzenie trwającego od miesięcy sporu o Trybunał Konstytucyjny. Informacje o odsunięciu dotychczasowego kierownictwa instytucji, wnioskach o uchylenie immunitetów oraz obecności policji przed gmachem przy alei Szucha zdominowały przekazy medialne. Wydarzenia wywołały liczne komentarze i ponownie rozpaliły dyskusję na temat sytuacji politycznej w Polsce.

Szczególne zainteresowanie wzbudziły nagrania, które w nocy z piątku na sobotę, 30 i 31 października, obiegły media społecznościowe. Widać na nich Karola Nawrockiego przed wejściem do siedziby Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie. Prezydent próbuje przedostać się przez grupę osób stojących w drzwiach budynku. W pewnym momencie zwraca się do jednej z kobiet słowami: „Proszę odejść, przepraszam panią”.

W piątek wieczorem w Trybunale Konstytucyjnym doszło do kolejnego zwrotu w trwającym konflikcie. W opublikowanym komunikacie poinformowano o odsunięciu od wykonywania obowiązków prezesa Bogdana Święczkowskiego i jego zastępcy Bartłomieja Sochańskiego. Tymczasowe kierowanie pracami instytucji powierzono sędzi Annie Korwin-Piotrowskiej, co spotkało się z natychmiastową reakcją i jeszcze bardziej zaostrzyło spór.

Następnie siedmioro sędziów wybranych przez Sejm weszło na teren Trybunału w towarzystwie funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa. Jak relacjonowała rzeczniczka TK Weronika Ścibor, pracujący na miejscu strażnicy mieli otrzymać polecenie spakowania swoich rzeczy i opuszczenia budynku. Sytuacja szybko stała się przedmiotem politycznych komentarzy, a przed gmachem zaczęli gromadzić się kolejni ludzie.

Na miejscu pojawili się między innymi politycy prawicy, przedstawiciele Konfederacji oraz Grzegorz Braun wraz z sympatykami. Obecna była również policja. Na oficjalnym profilu Trybunału opublikowano komunikat, w którym zakwestionowano legalność podjętych działań i napisano o „bezprawnym przejęciu strony internetowej”. Wydarzenia z piątkowego wieczoru jeszcze bardziej zaostrzyły spór, który od miesięcy dzieli polską scenę polityczną.

Do sprawy odniósł się również Karol Nawrocki, który opisał zajście jako próbę siłowego przejęcia konstytucyjnego organu państwa. W swoim oświadczeniu napisał: „Tej nocy doszło do naruszenia porządku konstytucyjnego RP i siłowego przejęcia konstytucyjnego organu państwa”.

POLECAMY: Łatwogang szuka nowego pracownika. Nie każdy się nada?

Joanna Krupa ostro do Donalda Tuska. Takich słów nikt się nie spodziewał

Z kolei Donald Tusk podkreślił, że nie zamierza wycofywać się ze swoich działań. Mówił, że krzyk, kłamstwa i przemoc nie mogą decydować o kształcie polskiego prawa. Zaznaczył też, że demokracja pozostaje systemem wymagającym stałej ochrony.

Nagranie z orędziem Donalda Tuska zostało opublikowane na profilu „Faktu” w mediach społecznościowych. Wśród komentarzy pojawiła się Joanna Krupa, która krótko, ale wyjątkowo dosadnie oceniła wystąpienie szefa rządu. Jej słowa szybko zwróciły uwagę internautów, a reakcja jurorki „Top Model” stała się kolejnym elementem dyskusji wokół wydarzeń w Trybunale Konstytucyjnym.

„Masakra chłop. Tusk, get out of the way! (ang. “Tusk, złaź z drogi!”)” – napisała Joanna Krupa.

Komentarz celebrytki był jednoznaczny i nie pozostawiał większego pola do interpretacji. Jej reakcja pojawiła się pod nagraniem przedstawiającym wystąpienie premiera, a internauci szybko zwrócili uwagę na stanowczy ton wypowiedzi. To jednak nie był koniec jej aktywności w tej sprawie.

Jedna z internautek napisała: „Prezydent Polski Karol Nawrocki, przypominam, jest nietykalny! Nawet przez pana”. Joanna Krupa postanowiła odpowiedzieć również na ten komentarz. Jurorka „Top Model” ograniczyła się do krótkiego słowa: „Amen”, dodając do niego emotikony serduszek. Tym samym ponownie pokazała, że nie zamierza pozostawać obojętna wobec politycznych wydarzeń, które w ostatnich dniach wywołują ogromne emocje w Polsce. Jej wpisy szybko stały się kolejnym tematem dyskusji w mediach społecznościowych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Taniec z Gwiazdami” rozczarował widzów? W komentarzach prawdziwa burza

Co uważacie o słowach Joanny Krupy? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Donald Tusk (fot. screen YouTube Donald Tusk – kanał oficjalny)
Joanna Krupa (fot. screen YouTube TVN Fashion)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Doda pogrążona w rozpaczy po stracie Foxy’ego. Podjęła ważną decyzję

Opublikowano

w dniu

przez

Ostatnie dni przyniosły Dodzie ogromny dramat, a jej najnowsze nagrania poruszyły fanów. Wokalistka nie ukrywa, że przeżywa wyjątkowo trudne chwile, a strata ukochanego członka rodziny całkowicie ją załamała. W jednym z nagrań zdobyła się na bardzo osobiste wyznanie. Dowiedz się więcej, co powiedziała!

Ostatnie dni były dla Dody wyjątkowo trudne. Artystka od lat angażuje się w pomoc zwierzętom i wielokrotnie udowadniała, jak ważny jest dla niej ich los. Jej psy, Foxy i Wolfie, są pełnoprawnymi członkami rodziny, dlatego nagłe pogorszenie stanu zdrowia jednego z nich wywołało u wokalistki ogromny strach. Niestety, w sobotę gwiazda przekazała swoim fanom najgorszą możliwą wiadomość. Jej ukochany pupil nie przeżył, a okoliczności jego odejścia sprawiły, że artystka znalazła się w wyjątkowo trudnym momencie.

Jeszcze na początku tygodnia Doda relacjonowała na Instagramie dramatyczne chwile spędzone w warszawskiej klinice weterynaryjnej. Zapłakana artystka prosiła internautów o przesyłanie dobrej energii i modlitwę za zdrowie Foxy’ego. Piesek nagle poczuł się gorzej, a jego stan wymagał natychmiastowej pomocy specjalistów. Każda kolejna godzina była walką o jego życie. Wokalistka na bieżąco informowała obserwatorów o sytuacji i nie ukrywała, jak bardzo boi się najgorszego.

U zwierzaka zdiagnozowano ostre zapalenie płuc. Foxy trafił do inkubatora, a jego organizm musiał zmierzyć się z poważnymi problemami oddechowymi. Sytuacja była na tyle poważna, że w pewnym momencie lekarze nie dawali wokalistce powodów do optymizmu. Doda jednak nie zamierzała się poddawać i szukała kolejnych możliwości pomocy dla swojego ukochanego pupila. Liczyła na to, że odpowiednie leczenie i zaangażowanie specjalistów pozwolą mu wrócić do zdrowia.

Artystka konsultowała stan zdrowia pieska w kolejnych placówkach weterynaryjnych, licząc na to, że uda się znaleźć sposób na uratowanie jego życia. Do samego końca wierzyła w cud. Choć pojawiły się chwile, które dawały nadzieję, a parametry oddechowe zwierzaka zaczęły się poprawiać, jego organizm był już bardzo osłabiony. Niestety, nadzieja na szczęśliwe zakończenie nie wystarczyła. W sobotnie przedpołudnie, 31 paździenrika Doda poinformowała, że Foxy nie żyje. Szczególnie przejmujący jest fakt, że piesek odszedł zaledwie dzień po swoich trzecich urodzinach.

POLECAMY: Kto odpadł w 9. odcinku „Tańca z Gwiazdami”? Widzowie w szoku

Doda nie może pogodzić się ze stratą pupila. Zdecydowała się na poważny krok

Wiadomość o śmierci ukochanego pupila była dla wokalistki ogromnym ciosem. Artystka opublikowała w sieci osobisty wpis, w którym trudno nie dostrzec bólu po stracie wiernego przyjaciela. Dla Dody psy od zawsze były kimś znacznie więcej niż tylko zwierzętami domowymi. Wielokrotnie podkreślała, jak ważna jest dla niej ich obecność i jak wiele miłości jej dają. Tym razem jednak żadne słowa wsparcia nie były w stanie odwrócić tego, co się wydarzyło.

W niedzielę, 1 listopada, w Dzień Wszystkich Świętych, piosenkarka ponownie odezwała się do obserwatorów. Na Instagramie opublikowała kilka nagrań, w których podzieliła się swoimi emocjami po odejściu Foxy’ego. Nie próbowała udawać, że wszystko jest w porządku. Wręcz przeciwnie, otwarcie opowiedziała o swoim załamaniu i ogromnym bólu. W pewnym momencie zdecydowała się nawet na bardzo osobiste porównanie, odnosząc stratę ukochanego psa do swoich wcześniejszych rozstań z partnerami.

„Chcę powiedzieć, że nigdy, przenigdy za żadnym facetem tak nie płakałam, jak za moim psem” – powiedziała.

Te słowa pokazują, jak wyjątkową więź łączyła wokalistkę z jej pupilem. Doda przyznała również, że w przeszłości jej byli partnerzy zwracali uwagę na to, jak wiele uczucia okazuje swoim psom. Ich zdaniem, gdyby podobną miłość otrzymywali od artystki, ich związki mogłyby wyglądać zupełnie inaczej. Teraz piosenkarka postanowiła wrócić do tych wypowiedzi i odnieść się do nich z perspektywy obecnych wydarzeń.

„I zwracam honor każdemu z nich, który powiedział i zarzucał mi, że gdybym ich kochała jak swoje psy, to by było dobrze” – dodała.

Chwilę później Doda zdecydowała się na kolejne wyznanie, które szczególnie poruszyło jej obserwatorów. Wytłumaczyła, dlaczego tak trudno jest jej pogodzić się z odejściem Foxy’ego.

„Ale ja nie straciłam psa, ja straciłam taką duszyczkę w futerku, która mi dała więcej miłości niż niejeden człowiek” – wyjaśniła.

Po opublikowaniu kolejnych nagrań piosenkarka poinformowała obserwatorów, że zamierza na pewien czas odsunąć się od mediów społecznościowych. Doda podziękowała fanom za wszystkie wiadomości, słowa otuchy i wsparcie, które otrzymała po pożegnaniu Foxy’ego.

„Odcinam sobie Internet na razie. Dziękuję za pomoc i za wsparcie. I coś, że dostaje masę wsparcia od fanów pod rolką, gdzie pożeganała Foxiego” – wyznała.

Wokalistka najwyraźniej potrzebuje teraz czasu, by przeżyć żałobę z dala od internetowego zgiełku. Jej wyznania pokazują, jak ogromną rolę w jej życiu odgrywały ukochane psy i jak bolesna może być strata tak wyjątkowego przyjaciela.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wpadka w „Tańcu z Gwiazdami”. Wszystko działo się na oczach widzów

Przeżyliście kiedyś podobną stratę? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Doda (fot. screen Instagram Stories Doda) – 1.11.2026
Doda (fot. screen Instagram Stories Doda) – 1.11.2026
Doda i Foxy (fot. screen Instagram Doda) – 1.11.2026
Wolfie i Foxy (fot. screen Instagram Doda)
Wolfie i Foxy (fot. screen Instagram Doda)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością