news
„Kamienie na szaniec” – wywiady z bohaterkami filmu, Magdaleną Koleśnik i Sandrą Staniszewską
„Kamieni na szaniec” ciąg dalszy!
Tym razem zapraszamy do przeczytania wywiadów, z tą drugą – żeńską połówką filmu, czyli Magdaleną Koleśnik (Monią) oraz Sandrą Staniszewską (Halą).
Magdalena Koleśnik – Monia

Wcieliłaś się w „Kamieniach na szaniec” w postać Moni…
Zgadza się. Ten film opiera się jednak bardziej na chłopakach, niż na kobietach. Jest o ich męskim szaro-szeregowym świecie. Wydaje mi się , że w tym prawdziwym świecie, kobiety jednak odgrywały bardzo ważną rolę. Nie czuję się pominięta, nie czuję mniejszej roli z racji tego, że nie jestem główną osią wydarzeń. Zawsze miałam poczucie, że Monia jest bardzo potrzebna Rudemu, że przynosi mu słońce. Tak jak za oknem są wybuchy, umierają ludzie, tak Monia jest taką oazą. Faktem jest, że Monia to dziewczyna – wulkan, ale Rudemu jest przy niej dobrze.
Czyli Twoja postać jest po to, aby wspierać Rudego?
Tak myślę. Można walczyć zbrojnie , można walczyć też wspierając drugą osobę – to bardzo waleczne zadanie.
Jak się przygotowywałaś do tej roli? Chyba jako jedyna miałaś najmniej dokumentów i materiałów na temat swojej bohaterki…
Tak, rzeczywiście nie ma za wiele dokumentów o Marynie, chociaż jak się dobrze poszuka, to można coś znaleźć. Monia wydawała mi się niezwykle ciekawa, elektryzująca. Była akurat brunetką, ale myślę, że kolor włosów jest tutaj najmniej istotny. Z racji, że nie było tak dużo tych materiałów, mogłam puścić wodze fantazji. Moja postać była świetnie napisana w scenariuszu, więc wystarczyło tylko dodać coś od siebie i ją ożywić.
Pokazałaś na ekranie bardzo wiele emocji – płacz, cierpienie… Zastanawiam się, czy był moment, w którym nie grałaś, lecz były prawdziwe łzy i prawdziwy ból?
Miałam trochę czasu, od momentu, kiedy dowiedziałam się, że mam do zagrania Monię, żeby zrobić research, zdobyć informacje, przetrawić to. Ja tak buduję rolę, że filtruję materiał, a później filtruję wszystko przez siebie. Nie jestem w stanie tego zakłamać, bo ja to będę wykonywać. Te emocje zawsze są prawdziwe. Produkuje się w głowie okoliczności, posługuje się wyobraźnią. Wtedy człowiek na prawdę jest w stanie przenieść się w tamte realia. Do tego scenografia, charakteryzacja, to jak Rudy był zrobiony, a był totalnie zmasakrowany, to wszystko działało na wyobraźnię i wystarczyło tylko z tego skorzystać. Płakałam, krzyczałam, bo to się naturalnie pojawiało. Ta postać się we mnie zakorzeniła.
Ale miłość była już udawana…
Ja tę miłość akurat udawałam, ale np. wiele czerpałam z życia prywatnego. Jestem szczęściarą, że dotknęłam miłości, więc oczami wyobraźni może widziałam troszeczkę co innego (śmiech).
Jak dostałaś tę rolę?
Kończę teraz Krakowską Szkołę Teatralną, jestem na roku dyplomowym i zaczynam chodzić na castingi. Na ten zostałam zaproszona przez panią Małgosię Adamską, która robiła casting i dostałam tę rolę. Miałam do zagrania te ekstremalne sceny – z Halą i Zośką, kiedy go szantażowałam, że musi odbić Rudego. Miałam też scenę z pistoletem, kiedy zdecydowałam, że to ja zabiję tych wszystkich, którzy go katowali. Więc na dzień dobry były to rzeczy ekstremalne. Ale stawka była wysoka, a ja wierzę w to, że kiedy człowiek czuje, że to jest dla niego praca, to zadanie, to daje z siebie wszystko. Ja czułam, że ona czeka na mnie, więc warto było walczyć. To nie był tylko krzyk i darcie łacha (śmiech) Było też wiele przyjemnych emocji.
Jak Ci się podoba efekt końcowy „Kamieni…”?
Ja na to patrzę trochę jak na laboratorium. Porównuje swoje marzenie, swoje wyobrażenie z tym, co udało mi się uzyskać. Nie jestem obiektywna i nie potrafię powiedzieć, czy mi się podoba czy nie. Patrzę na to bardzo analitycznie, jestem za bardzo emocjonalna. Ciągle myślałam, że tutaj mogłam więcej, a tutaj mniej. Nigdy nie może być mowy o takim pełnym zadowoleniu z siebie na ekranie, ale polubiłam Monię i od momentu, kiedy mnie zafascynowała czytając scenariusz, nadal ją lubię. Zostałyśmy kumpelami (śmiech)
Myślisz, że młodzież byłaby w stanie zachować się dziś równie bohatersko, jak bohaterowie „Kamieni…”?
Ciężko mi stwierdzić, czy tak czy nie. Ja się urodziłam w ’90 roku, w wolnej Polsce. Nigdy na własnej skórze nie przeżyłam ekstremalnych, wojennych wydarzeń. Ciężko mi powiedzieć co by było. Chcę wierzyć, że zachowalibyśmy się godnie. Wychowujemy się w cieplarnianych warunkach, nie wiem czy nie byłoby tak, że mielibyśmy dwie lewe ręce. A może byśmy się zebrali, byli solidarni, udałoby się nam odzyskać wolność? Mam nadzieję, że się nie dowiemy, czy byśmy podołali czy nie. To, co się dzieje u sąsiadów jest dla mnie totalną abstrakcją i egzotyką. Dopóki nie zapuka to do naszych drzwi, to zawsze będziemy to wypierać. Wojna jest przerażająca…
Jakie są Twoje obecne plany?
Grałam epizod sanitariuszki Klary w „Mieście 44”, która będzie miała swoją premierę w sierpniu. Oprócz tego robię teraz dyplomy – jestem w trakcie przygotowania „Murzynów”, także zapraszam na mój dyplom do Krakowa. Oprócz tego gram akrobatkę, wnuczkę dyrektora cyrku, w teatrze Ateneum w Warszawie.
Sandra Staniszewska – Hala

Postać Hali, w którą się wcieliłaś była Twoim debiutem. Jak Ci się oglądało siebie po raz pierwszy na wielkim ekranie?
Teraz już dobrze, ale jeszcze przed premierą trochę się stresowałam. Teraz już czuję, że zrobiliśmy z chłopakami kawał dobrej roboty, że mamy świetną pamiątkę.. To jest film młodych ludzi, czyli tak naprawdę nasz film. I to jest super, że nawet jeśli się zadebiutuje jakimś małym epizodem, albo rolą drugoplanową, to jest to jakaś nasza wspólna, fajna praca, która pozostanie Polakom w pamięci na bardzo długo i pozostawi jakiś materiał wychowawczy.
Jak Ci się podoba efekt końcowy?
Ciężko jest mi go ocenić, bo pierwszy raz go oglądałam i bardzo emocjonalnie do tego podeszłam, ale mogę powiedzieć, że ten film trafia do bardzo różnego grona odbiorców. Podczas emisji miałam przyjemność siedzieć pomiędzy 70-letnią kobietą, a 14-letnią dziewczynką. Wszystkie trzy wyszłyśmy zapłakane z kina i bardzo przeżywałyśmy wszystkie sceny podczas seansu. Często podobnie reagowałyśmy, więc cieszę się, bo od tego zależy, czy dzieło artystyczne ma sens. Trafia ten film do odbiorcy i ewidentnie do każdego pokolenia, więc jestem z tego bardzo zadowolona.
Jak się przygotowywałaś do swojej roli? Była ona bardzo emocjonalna…
Hala cały czas gdzieś walczyła… Dla mnie najważniejszym punktem było to, żeby nie wystraszyć Zośki. Gdybym była kobietą, która była bardzo emocjonalna, bardzo kochliwa, bardzo zaborcza, to on by się ze mną w życiu nie zadał. Ja byłam na poziomie chłopaków, kiedy byłam twarda, pozwalałam mu chodzić na te akcje, kiedy go wspierałam i towarzyszyłam mu podczas zadań, to wtedy był blisko. Na tym mi zależało, żeby dopuścić do jakiejś kwestii przyjaźni, rozmowy z drugim człowiekiem, na poziomie kumpla, a nie kochanki bądź nieświadomej dziewczyny. To była bardzo świadoma kobieta, lojalna, wyrozumiała, wspierająca i niezwykle wrażliwa.
Czy były takie momenty, kiedy te Twoje emocje były prawdziwe, niekoniecznie zagrane?
Wszystko było prawdziwe. Jak weszłam w rolę Hali, nie miałam problemu, jeśli chodzi o kwestię prawdy. Bardzo łatwo było to sobie wyobrazić, przez to, że tworzyliśmy wspólnie klimat tego filmu. Na planie była odpowiednia muzyka, scenografia i reżyser, który bardzo fajnie się odnosił do tamtych czasów i jeżeli chodzi o kwestię prawdy, to nie czuliśmy żadnych zakłamań. Były trudne emocje do wydobycia…
Bardzo to widać, że są prawdziwe…
My tego nie odgrywaliśmy. Te emocje się działy. Miałam scenę, kiedy mój chłopak chciał popełnić samobójstwo. Weszłam do łazienki, gdzie siedział z pistoletem… Jeżeli spotyka Cię coś takiego naprawdę, to jest to niezwykle emocjonalny moment w życiu. Nie jesteś w stanie sobie tych emocji wyobrazić. One po prostu się wydarzały, tam nie było nic reżyserowane. Nie było tak, że reżyser mówił, że tam mam płakać. Nie – po prostu miałam reagować, tak jak Hala by zareagowała w tym momencie…
Jaka jest rola kobiet w tym filmie?
Bardzo duża. W książce jest skupiona na chłopakach. Jeżeli by popatrzeć szerzej, mówi się o „Powstańcach”, a nie „Powstankach”. To jest kojarzone z rodzajem męskim, co jest interesujące, bo kobiety miały bardzo duży udział w Powstaniu. To one przekazują tę historię dalej, to one tak naprawdę w tym momencie, we wszystkich wspomnieniach opowiadają tę historię. Cudowne jest to, że żadna nie przedstawia siebie w roli bohaterki, tylko swoją koleżankę. To jest bardzo interesujące że one były na tyle skromne, na tyle szczęśliwe, że przeżyły, na tyle wspierały się na wzajemnie, że niosą tę historię. Pomagały organizować chłopakom akcje, przekazywały informacje, dbały o ich mundury, przyszywały im guziki, gotowały im obiady. Kamuflowały tajne akcje swym wyglądem. W momencie przygotowywania się do filmu, znalazłyśmy z Magdą (filmową Monią), bardzo dużo inspiracji, kim były te kobiety. Film niestety trwa ile trwa, a reżyser zrobił ten film o mężczyznach, a kobiety były po to, by ich wspierać, były przy nich cały czas.
Jak Ci się współpracowało z całą ekipą?
Bardzo dobrze, bardzo się zżyliśmy na planie. Jesteśmy w podobnym wieku, przyjaźnimy się. Mówimy do siebie pseudonimami z filmu, więc to też gdzieś zapadło w naszych sercach. Z reżyserem i operatorem też była świetna atmosfera, to samo z całą ekipą techniczną. Na prawdę, nie było ani jednej sytuacji, z której mogłabym być dzisiaj niezadowolona albo mogłabym mieć o coś żal. Wszystko było bardzo profesjonalne.
W okresie kręcenia filmu, nie raz musiałaś z planu jechać prosto na uczelnię i na odwrót. Jak Ci się udawało „wyjść” z tej roli?
Siedziała ta postać cały czas w mojej głowie… Gorzej było z moim ciałem, musiałam je później rozedrgać. Często przed jakąś sceną krzyczałam, albo prowadziłam monologi wewnętrzne, żeby uruchomić ciało na zasadzie jakiejś kwestii niebezpieczeństwa, czy krótkiego spięcia.
Teraz już chyba wyszłaś z roli Hali?
Wczoraj się to we mnie obudziło, bo obejrzałam film i mi się wszystko przypomniało. Ukłuło mnie to jeszcze i myślę, że dziś też będę jeszcze „nosić Halę ze sobą”. Ta Hala będzie jeszcze ze mną, ale na pewno to nie jestem ja, więc czas też ponownie wrócić do Sandry, która jest zupełnie inna od mojej bohaterki. Ale bardzo się cieszę, że miałam przyjemność zapoznania się z taką postacią i zaprzyjaźnienia się z nią wewnętrznie.
news
Pędził ponad 220 km/h. Sędzia dosadnie podsumował Łukasza Żaka
Jedna z najgłośniejszych spraw drogowych ostatnich miesięcy doczekała się finału przed sądem pierwszej instancji. Zapadł wyrok wobec kierowcy, który z ogromną prędkością doprowadził do tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Słowa sędziego podczas uzasadnienia nie pozostawiły wątpliwości, jak ocenił zachowanie oskarżonego. Dowiedz się więcej!
Warszawski sąd ogłosił wyrok w sprawie tragicznego wypadku, do którego doszło na Trasie Łazienkowskiej. Na ławie oskarżonych zasiadł 28-letni Łukasz Żak, który odpowiadał za spowodowanie katastrofalnego w skutkach zdarzenia drogowego. Sprawa od samego początku budziła ogromne emocje ze względu na dramatyczny przebieg wypadku i jego konsekwencje.
Według ustaleń śledczych Łukasz Żak prowadził samochód marki Volkswagen Arteon, poruszając się z prędkością przekraczającą 220 kilometrów na godzinę. Dodatkowo znajdował się pod wpływem alkoholu. W pewnym momencie uderzył w samochód, którym podróżowała czteroosobowa rodzina.
Skutki zderzenia okazały się tragiczne. W wypadku zginął 37-letni mężczyzna, natomiast jego żona oraz dwoje dzieci odnieśli poważne obrażenia. Po zderzeniu sprawca nie udzielił pomocy poszkodowanym i uciekł z miejsca zdarzenia, co dodatkowo obciążyło jego sytuację procesową.
POLECAMY: Nowa jurorka „Tańca z Gwiazdami” ujawniona? To transfer roku
Sędzia nie gryzł się w język. Tak zwrócił się do Łukasza Żaka podczas wyroku
Podczas ogłaszania wyroku sędzia Maciej Mitera odniósł się nie tylko do samego przebiegu wypadku, ale również do wcześniejszego zachowania oskarżonego. W ustnym uzasadnieniu podkreślił, że oskarżony wielokrotnie wystawiał cierpliwość wymiaru sprawiedliwości na próbę.
“Uważam, że będzie to dla pana refleksja, wierzę w polski system penitencjarny. Wierzę, że tam pana nauczą. Przykro mi jest to mówić, ale pana tam powinni nauczyć zwykłej kindersztuby” – mówił sędzia.
Sędzia nie miał również wątpliwości, że wymierzona kara odpowiada wadze popełnionego czynu. W jego ocenie okoliczności sprawy nie pozostawiały miejsca na łagodniejszą ocenę zachowania kierowcy.
“Myślę, że wydałem tutaj orzeczenie sprawiedliwe” – podkreślił sędzia.
W uzasadnieniu wyroku sędzia Maciej Mitera zwrócił szczególną uwagę na prędkość, z jaką poruszał się samochód oskarżonego. Podkreślił, że przy ponad 220 kilometrach na godzinę kierowca praktycznie nie ma możliwości odpowiedniej reakcji na zagrożenie pojawiające się na drodze.
“Co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić Arteona, to jest mały czołg, do prędkości ponad 200 kilometrów na godzinę?” – zapytał sędzia.
Po chwili sędzia dodał również krótkie, ale bardzo wymowne podsumowanie:
“Naprawdę nie ma szans reakcji” – wtrącił sędzia.
Choć wyrok został już ogłoszony, sprawa nie dobiegła jeszcze końca. Orzeczenie nie jest prawomocne, a pełnomocniczka Łukasza Żaka zapowiedziała złożenie apelacji. Oznacza to, że sprawą zajmie się jeszcze sąd wyższej instancji, który ponownie przeanalizuje zgromadzony materiał dowodowy.
Tragiczny wypadek na Trasie Łazienkowskiej stał się jedną z najgłośniejszych spraw dotyczących bezpieczeństwa na polskich drogach. Dramat rodziny, która w jednej chwili straciła bliską osobę, wywołał szeroką dyskusję na temat odpowiedzialności kierowców, nadmiernej prędkości oraz prowadzenia pojazdów pod wpływem alkoholu. Ostateczny finał tej sprawy poznamy dopiero po zakończeniu postępowania odwoławczego.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Polsat rozdziela Cichopek i Kurzajewskiego? Widzowie zobaczą nowe duety




Autor: Szymon Jedynak
news
Nowa jurorka „Tańca z Gwiazdami” ujawniona? To transfer roku
Jesienna edycja „Tańca z Gwiazdami” zbliża się wielkimi krokami, a produkcja wciąż odkrywa kolejne karty. Choć widzowie poznają już nazwiska uczestników, największa tajemnica dotyczy obsady jurorskiego stołu. Do mediów trafiły właśnie zaskakujące informacje, które mogą całkowicie odmienić oblicze programu. Dowiedz się więcej, kto zajmie miejsce Ewy Kasprzyk!
Jesienna edycja „Tańca z Gwiazdami” zapowiada się wyjątkowo emocjonująco. Produkcja sukcesywnie ogłasza kolejne gwiazdy, które już od września zawalczą o Kryształową Kulę. Jednocześnie wśród fanów nie milkną spekulacje dotyczące tego, kto zastąpi Ewę Kasprzyk, która po kilku edycjach pożegnała się z rolą jurorki.
Ewa Kasprzyk była związana z programem od lat. Najpierw sama wystąpiła na parkiecie jako uczestniczka trzeciego sezonu Polsatowskiej odsłony „Tańca z Gwiazdami”, gdzie w parze z Janem Klimentem zajęła czwarte miejsce. Dziewięć lat później wróciła do formatu jako jurorka i zasiadała za stołem jurorskim w latach 2024–2026.
W czerwcu tego roku Polsat oficjalnie poinformował, że aktorka kończy swoją przygodę z programem. Z komunikatu wynikało, że decyzja była związana z jej innymi zobowiązaniami zawodowymi. Niemal natychmiast ruszyła lawina spekulacji dotyczących nazwiska osoby, która zajmie jej miejsce.
Informację o odejściu aktorki potwierdził także sam Edward Miszczak, który nie szczędził jej ciepłych słów. Dyrektor programowy Polsatu podkreślił, że przez ostatnie lata wnosiła do programu nie tylko wiedzę artystyczną, ale także ogromną dawkę humoru i luzu.
„Dziękuje Ewie za te pięć edycji „Tańca z Gwiazdami” podczas których z pasją i ogromnym zaangażowaniem pełniła rolę jurorki. Znajomość kunsztu aktorskiego pozwoliła jej oceniać nie tylko taneczne umiejętności naszych gwiazd, ale też ogólny wyraz artystyczny ich występów. Jako jurorka zasłynęła z błyskotliwego poczucia humoru a swoimi komentarzami potrafiła rozładować każdą stresującą sytuację” – mówi dyrektor programowy Polsatu Edward Miszczak.
W mediach pojawiały się kolejne kandydatury. Wśród potencjalnych następczyń wymieniano między innymi Edytę Górniak, Idę Nowakowską, Agatę Kuleszę, Kayah, Annę Muchę czy Beatę Kozidrak. Żadne z tych nazwisk nie zostało jednak oficjalnie potwierdzone przez produkcję.
POLECAMY: Polsat rozdziela Cichopek i Kurzajewskiego? Widzowie zobaczą nowe duety
Julia Wieniawa nową jurorką w “Tańcu z Gwiazdami”?
Tymczasem, jak ustalił Kozaczek, wybór miał paść na osobę, której wcześniej niemal nikt nie typował. Według zakulisowych informacji nową jurorką „Tańca z Gwiazdami” ma zostać Julia Wieniawa. To właśnie ona miałaby zająć miejsce Ewy Kasprzyk podczas nadchodzącej edycji programu.
Jak przekazuje portal, decyzja miała już zapaść, a Julia Wieniawa otrzymała propozycję, która wiązała się z ważnym wyborem zawodowym. Według informacji zza kulis aktorka miała zdecydować się na współpracę z Polsatem kosztem dalszego udziału w „Mam Talent!”.
“To już jest oficjalne! Julia Wieniawa będzie nową jurorką „Tańca z Gwiazdami”. Aktorka dostała niełatwe ultimatum: albo taneczne show Polsatu, albo „Mam talent!”. Nie wahała się nawet przez chwilę. Sama ma ogromny sentyment do tego programu. Sama zajęła drugie miejsce w 11. edycji „Tańca z Gwiazdami”. Jest po szkole musicalowej, więc wie, jak ważna jest umiejętność łączenia ekspresji z tańcem na scenie” – przekazał informator stacji na łamach Kozaczka.
Nie byłby to zresztą pierwszy kontakt Julii Wieniawy z tanecznym show. Aktorka wystąpiła w 11. edycji programu jesienią 2020 roku. Jej partnerem był Stefano Terrazzino, a para zachwycała zarówno jurorów, jak i widzów. Ostatecznie dotarli aż do finału, zajmując drugie miejsce.
Dodatkowym argumentem przemawiającym za takim wyborem może być również doświadczenie jurorskie Julii Wieniawy. Przez trzy ostatnie sezony zasiadała w jury programu „Mam Talent!”, gdzie oceniała uczestników u boku Agnieszki Chylińskiej, Marcina Prokopa i Agustina Egurroli. Dla wielu widzów była jedną z twarzy odświeżonej odsłony formatu.
Kilka dni temu Julia Wieniawa oficjalnie pożegnała się z programem TVN, publikując emocjonalny wpis w mediach społecznościowych.
“To były trzy lata pełne emocji, wzruszeń, śmiechu i spotkań z niezwykle utalentowanymi ludźmi. Jestem ogromnie wdzięczna, że mogłam być częścią tego programu i przeżyć tyle pięknych chwil. Dziękuję widzom za to, że byliście z nami przez ten czas. Dziękuję wszystkim uczestnikom za odwagę i serce, które zostawiali na tej scenie. I dziękuję całej ekipie — przed kamerą i za kulisami — za wspólnie spędzone sezony. W życiu wszystko ma swój czas. Każdy rozdział kiedyś się kończy, żeby mógł zacząć się kolejny. Odchodzę z wdzięcznością, pięknymi wspomnieniami i ogromną ciekawością tego, co przede mną. Dziękuję za tę przygodę. Do zobaczenia” – informowała Julia Wieniawa.
Na razie Telewizja Polsat nie odniosła się oficjalnie do doniesień dotyczących Julii Wieniawy i nie potwierdziła składu jury 19. edycji „Tańca z Gwiazdami”. Jeśli jednak zakulisowe informacje okażą się prawdziwe, będzie to jedna z największych niespodzianek przed startem nowego sezonu. Była finalistka programu miałaby bowiem wrócić na parkiet w zupełnie nowej roli – tym razem jako osoba oceniająca występy kolejnych gwiazd.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kolejne wieści od Anity i Adriana ze „ŚOPW”. Jest nowe oświadczenie rodziny
Będzie Wam brakować Ewy Kasprzyk? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Muzycznie Zakręceni – nowy projekt łączący koncert, kabaret i spotkanie z artystami. Wielka premiera w Lędzinach
Muzyka na żywo, humor, znani artyści śląskiej sceny rozrywkowej i publiczność, która staje się częścią widowiska – tak zapowiada się premierowa odsłona projektu „Muzycznie Zakręceni”. To autorski format estradowy, który zadebiutuje 27 września w sali Piast w Lędzinach i ma szansę stać się jedną z najciekawszych propozycji koncertowo-rozrywkowych na Śląsku, a także w całej Polsce i zagranicą. Organizatorzy stawiają na emocje, świetną muzykę, spontaniczność oraz atmosferę, która sprawi, że każdy uczestnik będzie czuł się częścią wydarzenia. Zapowiada się prawdziwa muzyczna petarda, o niezapomniane emocje widzów zadbają: Beathris, Edek Dworniczek, Zbyszek Lemański, Krzysztof “Kris” Knapek.
Nowa jakość na scenie rozrywkowej
Rynek wydarzeń kulturalnych nieustannie się rozwija, a publiczność coraz częściej oczekuje czegoś więcej niż klasycznego koncertu. Właśnie z tej potrzeby narodził się projekt „Muzycznie Zakręceni” – autorska inicjatywa, która łączy koncert, program rozrywkowy, humor, rozmowy z artystami oraz aktywny udział publiczności. To wydarzenie stworzone z myślą o widzach, którzy chcą nie tylko posłuchać dobrej muzyki, ale także poznać wykonawców od bardziej prywatnej strony, usłyszeć historie zza kulis, wspólnie się pośmiać i spędzić wieczór w wyjątkowej atmosferze. Premierowa odsłona projektu odbędzie się w sali Piast w Lędzinach przy ul. Lędzińskiej 55, gdzie scena zamieni się w miejsce pełne pozytywnej energii, muzycznych emocji i niezapomnianych spotkań. – Cała nasza czwórka bardzo się lubi. Spotykaliśmy się w różnych programach przy okazji wywiadów i koncertów. Zdecydowaliśmy się połączyć siły i stworzyć wspólny projekt, za którym stoi Divinita Event. Cieszymy się na spotkania z publicznością i już nie możemy się ich doczekać – mówi Beata Jastrzębska, czyli Beathris, znana z takich hitów jak „Bieszczadzkie sny” czy „Krupówki”.
Muzyka i humor – duet idealny
Twórcy projektu wychodzą z założenia, że najlepsze koncerty to te, podczas których publiczność czuje się swobodnie. Dlatego “Muzycznie Zakręceni” nie będzie serią kolejnych występów następujących po sobie, lecz spójnym widowiskiem scenicznym.
W programie znajdą się: największe przeboje zaproszonych artystów, premierowe kompozycje, wspólne wykonania utworów, rozmowy z wykonawcami, anegdoty z życia estradowego, humorystyczne sytuacje, spontaniczne interakcje z publicznością, niespodzianki przygotowane specjalnie na ten wieczór. Całość została zaplanowana tak, aby widz ani przez chwilę się nie nudził. Dynamiczna forma sprawi, że koncert stanie się widowiskiem pełnym emocji, śmiechu i wzruszeń.
Publiczność będzie częścią wydarzenia
Jednym z najważniejszych założeń projektu jest stworzenie wyjątkowej relacji pomiędzy sceną a publicznością. Organizatorzy podkreślają, że widzowie nie będą jedynie obserwatorami wydarzeń. To właśnie oni staną się integralną częścią koncertu poprzez wspólną zabawę, rozmowy, śpiew i spontaniczne reakcje, które stworzą niepowtarzalny klimat każdego występu. Dzięki temu każda edycja “Muzycznie Zakręconych” będzie inna i jedyna w swoim rodzaju.
Projekt, który można zorganizować wszędzie
Choć premiera odbędzie się w Lędzinach, twórcy od początku zakładają, że projekt będzie miał charakter mobilny. Program został przygotowany w taki sposób, aby można było go realizować zarówno podczas kameralnych koncertów, jak i największych wydarzeń plenerowych w Polsce i na świecie. “Muzycznie Zakręceni” doskonale sprawdzą się podczas: wydarzeń organizowanych przez domy i ośrodki kultury, świąt miast i gmin, festynów rodzinnych, imprez plenerowych, koncertów okolicznościowych, wydarzeń firmowych, spotkań integracyjnych, eventów promocyjnych. Każda realizacja może zostać dopasowana do charakteru imprezy oraz oczekiwań organizatora.
Za projektem stoi Divinita Event
Pomysłodawcą i organizatorem projektu jest Divinita Event – firma specjalizująca się w kompleksowej organizacji wydarzeń kulturalnych, koncertów, imprez plenerowych oraz eventów firmowych. Marka od lat realizuje przedsięwzięcia obejmujące nie tylko organizację wydarzeń, ale również pełną obsługę techniczną. W jej ofercie znajdują się profesjonalne sceny, systemy nagłośnienia, oświetlenie koncertowe, ekrany LED oraz kompleksowa realizacja techniczna widowisk. Za Divinita Event stoi Dawid – pasjonat muzyki i organizacji wydarzeń, od wielu lat współpracujący z artystami oraz instytucjami kultury. Misją firmy jest tworzenie wydarzeń, które pozostają w pamięci uczestników, budują emocje i integrują ludzi wokół dobrej muzyki.
“Muzycznie Zakręceni” są naturalnym rozwinięciem tej filozofii, projektem, który ma dostarczać widzom nie tylko koncertowych emocji, ale również wyjątkowych wspomnień.
Gospodarz wieczoru – Maciej Jabłoński
Całość poprowadzi Maciej Jabłoński, jeden z najbardziej doświadczonych konferansjerów współpracujących ze śląską sceną rozrywkową. Jego ogromne doświadczenie sceniczne, błyskotliwość oraz poczucie humoru sprawiają, że potrafi błyskawicznie nawiązać kontakt z publicznością. Przez lata współpracował z wieloma czołowymi polskimi artystami, prowadząc zarówno kameralne wydarzenia, jak i duże koncerty oraz festiwale. To właśnie on będzie spoiwem całego widowiska, łącząc występy artystów z rozmowami, żartami i interakcjami z publicznością.

Więcej o artystach projektu „Muzycznie zakręceni”
Beathris – niesamowita energia prosto z Bieszczad
Jedną z gwiazd projektu będzie Beathris, czyli Beata Izabela Jastrzębska – wokalistka pochodząca z Bieszczad, od wielu lat związana ze Śląskiem. Publiczność zna ją z takich utworów jak „Bieszczadzkie sny”, „Krupówki”, „Wakacje w Bieszczadach”, „Zakochana cała” czy „Chłopca poznałam”. Jej koncerty wyróżniają się ogromną energią, naturalnością oraz znakomitym kontaktem z publicznością.
Artystka aktywnie angażuje się również w działalność społeczną. Jest ambasadorką kilku Domów Pomocy Społecznej, uczestniczy w akcjach charytatywnych i została czterokrotnie wyróżniona w plebiscycie „Osobowość Roku” za działalność artystyczną i społeczną.

Edek Dworniczek – showman z ogromnym doświadczeniem
Na scenie wystąpi także Edek Dworniczek, charyzmatyczny wokalista i twórca projektu Edek Dworniczek Art. Przez dziesięć lat był liderem zespołu Blue Party, koncertując na najważniejszych scenach w Polsce. Publiczność mogła oglądać go m.in. w programie „Must Be The Music”, podczas występów w Amfiteatrze w Opolu czy Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu. Obecnie rozwija autorską działalność muzyczną, współpracując z uznanymi kompozytorami i aranżerami. Jego koncerty słyną z ogromnej energii, profesjonalizmu oraz widowiskowego charakteru.

Zbyszek Lemański – artysta, który od lat tworzy przeboje
Kolejnym uczestnikiem projektu będzie Zbyszek Lemański – wokalista, kompozytor, aranżer oraz producent muzyczny. Jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci śląskiej sceny szlagierowej. Od najmłodszych lat związany z muzyką, stworzył wiele przebojów cenionych zarówno przez publiczność, jak i środowisko muzyczne. Do jego najbardziej znanych utworów należą między innymi „Zapraszam Cię na taras”, „Zróbmy imprezę na sianie” oraz „Jak Anioł stróż”. Na scenie zachwyca nie tylko muzykalnością, ale również niezwykłą łatwością budowania relacji z publicznością. W swoich koncertach łączy tradycję z nowoczesnym brzmieniem, tworząc repertuar trafiający do odbiorców w każdym wieku.

Krzysztof „KRIS” Knapek – nowe spojrzenie na klasykę
Publiczność usłyszy również Krzysztofa „KRIS” Knapka – wokalistę, autora tekstów, muzyka i aranżera. Od ponad osiemnastu lat związany jest z estradą. Brał udział w takich programach telewizyjnych jak „X Factor”, „Must Be The Music”, „Mam Talent” oraz „Mosz Grajfka – Zostań Gwiazdą”. Artysta ma na swoim koncie tysiące kilometrów tras koncertowych u boku wykonawców śląskiej i ogólnopolskiej sceny muzycznej. Od 2022 roku realizuje projekt „Krzysztof K śpiewa Krzysztofa K”, będący muzycznym hołdem dla Krzysztofa Krawczyka. Wydana przy tej okazji płyta „Estyma” spotkała się z dużym zainteresowaniem słuchaczy, a koncerty projektu pokazują, że klasyczne przeboje w nowoczesnej odsłonie wciąż potrafią wzruszać i porwać publiczność.

Początek nowej muzycznej tradycji
“Muzycznie Zakręceni” mają ambicję stać się wydarzeniem cyklicznym, które będzie gościło na scenach domów kultury, podczas miejskich świąt oraz największych imprez plenerowych w całej Polsce. To projekt, który udowadnia, że koncert może być czymś znacznie więcej niż tylko występem muzycznym. To spotkanie ludzi, emocji i dobrej energii, podczas którego śmiech przeplata się z muzyką, a artyści i publiczność wspólnie tworzą wyjątkową atmosferę. Premiera w Lędzinach będzie pierwszą okazją, aby przekonać się, jak wygląda widowisko, którego najważniejszymi bohaterami są muzyka, humor i ludzie kochający dobrą zabawę. „Muzycznie Zakręceni” to propozycja dla wszystkich, którzy cenią dobrą muzykę, uśmiech i spotkania z artystami w niepowtarzalnej atmosferze. To projekt, który już od pierwszej edycji zapowiada się jako jedna z najbardziej interesujących inicjatyw rozrywkowych na Śląsku. Bilety już do nabycia.




Fot. materiały prasowe
news
Polsat rozdziela Cichopek i Kurzajewskiego? Widzowie zobaczą nowe duety
Widzowie „Halo tu Polsat” muszą przygotować się na spore zaskoczenie. W najbliższy weekend na ekranie pojawią się zupełnie nowe pary prowadzących, a Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski po raz pierwszy od dawna nie wystąpią razem. Czy to początek większych zmian? Odpowiedź może zaskoczyć. Dowiedz się więcej!
Program „Halo tu Polsat wakacje” od początku lata odwiedza kolejne zakątki Polski, pokazując widzom najpiękniejsze regiony kraju. W specjalnych wakacyjnych wydaniach prowadzący przenoszą się do plenerowych studiów, skąd łączą się na żywo z głównym studiem w Warszawie. Tym razem ekipa śniadaniówki zawita do malowniczej Szczawnicy.
Już 18 i 19 lipca plenerowe studio programu zostanie zlokalizowane na Placu Dietla – w samym sercu Pienin. To właśnie stamtąd prowadzący będą rozmawiać z gośćmi, prezentować atrakcje regionu i zachęcać widzów do wakacyjnych podróży. Część programu tradycyjnie będzie realizowana również ze studia w Warszawie.
Największą niespodzianką okażą się jednak nowe konfiguracje prowadzących. Produkcja zdecydowała się na zmianę duetów, co z pewnością zwróci uwagę stałych widzów programu.
POLECAMY: Kolejne wieści od Anity i Adriana ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia”. Jest nowe oświadczenie rodziny
Nadchodzą ROSZADY w “Halo tu Polsat” [KULISY]
W najbliższy weekend Katarzyna Cichopek nie pojawi się u boku swojego partnera, Macieja Kurzajewskiego. Aktorka po raz pierwszy poprowadzi wakacyjne wydanie programu razem z Aleksandrą Filipek. To właśnie one będą gospodyniami plenerowego studia w Szczawnicy.
Z kolei Maciej Kurzajewski stworzy zupełnie nowy duet z Pauliną Sykut-Jeżyną. Oboje pozostaną w warszawskim studiu, skąd będą łączyć się z prowadzącymi w Szczawnicy i rozmawiać z zaproszonymi gośćmi. Dla widzów będzie to okazja, by zobaczyć prezenterów w zupełnie nowych konfiguracjach.
Choć zmiana może wydawać się zaskakująca, ma ona związek wyłącznie z wakacyjną formułą programu. W specjalnych letnich wydaniach produkcja często eksperymentuje z duetami prowadzących, dopasowując je do lokalizacji i charakteru poszczególnych odcinków. Nie oznacza to więc, że Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski zostali na stałe rozdzieleni.
Na widzów czeka również imponująca lista gości. W warszawskim studiu pojawi się między innymi Piotr Kędzierski, który opowie o swojej nowej roli prowadzącego program „Hitster. Muzyczna gra przebojów”. Nie zabraknie także znanych twarzy ze świata filmu i telewizji.
Przed kamerami zobaczymy również Barbarę Bursztynowicz z mężem, Annę Dereszowską, Karola Strasburgera oraz Joannę Trzepiecińską. Każdy z gości opowie o swoich aktualnych projektach i planach zawodowych, dzięki czemu weekendowe wydania śniadaniówki zapowiadają się wyjątkowo atrakcyjnie.
Na tym jednak nie koniec niespodzianek. Produkcja przygotowała także coś dla fanów programu „Taniec z Gwiazdami”. Pod koniec niedzielnego wydania Polsat oficjalnie ujawni nazwisko kolejnej gwiazdy, która jesienią zawalczy o Kryształową Kulę. To jedna z najbardziej wyczekiwanych zapowiedzi ostatnich dni.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Gdzie mieszka Michał Wiśniewski z Mandaryną? Są nowe ustalenia
Lubicie oglądać “Halo tu Polsat”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news4 dni temuPola Wiśniewska przerwała milczenie. Tak reaguje na związek Michała z Mandaryną
-
news4 dni temuWiśniewski i Mandaryna przyłapani na POCAŁUNKU. Nowe zdjęcie obiegło media
-
news3 dni temuSyn Wiśniewskiego i Mandaryny spodziewał się powrotu rodziców? Właśnie zabrał głos
-
news4 dni temuMichał Wiśniewski POTWIERDZIŁ związek z Mandaryną. Wydał specjalne oświadczenie
-
news5 dni temuBURZA po występie Skolima w TVP. Fani nie kryli rozczarowania
-
news3 dni temuPolska podróżniczka ZJADŁA PSA w Indonezji. Joanna Opozda ją ZMIAŻDŻYŁA
-
showbiz4 dni temuZ kim Iza Kuna zatańczy w „Tańcu z Gwiazdami”? Właśnie WYPŁYNĘŁO nazwisko
-
news4 dni temuMagdalena Stużyńska schudła 10 kg. Nie uwierzycie, czego NIE robiła

Dodaj komentarz