Śledź nas

news

„Kamienie na szaniec” – wywiady z bohaterkami filmu, Magdaleną Koleśnik i Sandrą Staniszewską

Opublikowano

w dniu

„Kamieni na szaniec” ciąg dalszy! :) Tym razem zapraszamy do przeczytania wywiadów, z tą drugą – żeńską połówką filmu, czyli Magdaleną Koleśnik (Monią) oraz Sandrą Staniszewską (Halą).

Magdalena Koleśnik – Monia

kamienie-na-szaniec-key-NEW-teaser-NET-MONIA-713x1024

Wcieliłaś się w „Kamieniach na szaniec” w postać Moni…

Zgadza się. Ten film opiera się jednak bardziej na chłopakach, niż na kobietach. Jest o ich męskim szaro-szeregowym świecie. Wydaje mi się , że w tym prawdziwym świecie, kobiety jednak odgrywały bardzo ważną rolę. Nie czuję się pominięta, nie czuję mniejszej roli z racji tego, że nie jestem główną osią wydarzeń. Zawsze miałam poczucie, że Monia jest bardzo potrzebna Rudemu, że przynosi mu słońce. Tak jak za oknem są wybuchy, umierają ludzie, tak Monia jest taką oazą. Faktem jest, że Monia to dziewczyna – wulkan, ale Rudemu jest przy niej dobrze.

Czyli Twoja postać jest po to, aby wspierać Rudego?

Tak myślę. Można walczyć zbrojnie , można walczyć też wspierając drugą osobę – to bardzo waleczne zadanie.

Jak się przygotowywałaś do tej roli? Chyba jako jedyna miałaś najmniej dokumentów i materiałów na temat swojej bohaterki…

Tak, rzeczywiście nie ma za wiele dokumentów o Marynie, chociaż jak się dobrze poszuka, to można coś znaleźć. Monia wydawała mi się niezwykle ciekawa, elektryzująca. Była akurat brunetką, ale myślę, że kolor włosów jest tutaj najmniej istotny. Z racji, że nie było tak dużo tych materiałów, mogłam puścić wodze fantazji. Moja postać była świetnie napisana w scenariuszu, więc wystarczyło tylko dodać coś od siebie i ją ożywić.

Pokazałaś na ekranie bardzo wiele emocji – płacz, cierpienie… Zastanawiam się, czy był moment, w którym nie grałaś, lecz były prawdziwe łzy i prawdziwy ból?

Miałam trochę czasu, od momentu, kiedy dowiedziałam się, że mam do zagrania Monię, żeby zrobić research, zdobyć informacje, przetrawić to. Ja tak buduję rolę, że filtruję materiał, a później filtruję wszystko przez siebie. Nie jestem w stanie tego zakłamać, bo ja to będę wykonywać. Te emocje zawsze są prawdziwe. Produkuje się w głowie okoliczności, posługuje się wyobraźnią. Wtedy człowiek na prawdę jest w stanie przenieść się w tamte realia. Do tego scenografia, charakteryzacja, to jak Rudy był zrobiony, a był totalnie zmasakrowany, to wszystko działało na wyobraźnię i wystarczyło tylko z tego skorzystać. Płakałam, krzyczałam, bo to się naturalnie pojawiało. Ta postać się we mnie zakorzeniła.

Ale miłość była już udawana…

Ja tę miłość akurat udawałam, ale np. wiele czerpałam z życia prywatnego. Jestem szczęściarą, że dotknęłam miłości, więc oczami wyobraźni może widziałam troszeczkę co innego (śmiech).

Jak dostałaś tę rolę?

Kończę teraz Krakowską Szkołę Teatralną, jestem na roku dyplomowym i zaczynam chodzić na castingi. Na ten zostałam zaproszona przez panią Małgosię Adamską, która robiła casting i dostałam tę rolę. Miałam do zagrania te ekstremalne sceny – z Halą i Zośką, kiedy go szantażowałam, że musi odbić Rudego. Miałam też scenę z pistoletem, kiedy zdecydowałam, że to ja zabiję tych wszystkich, którzy go katowali. Więc na dzień dobry były to rzeczy ekstremalne. Ale stawka była wysoka, a ja wierzę w to, że kiedy człowiek czuje, że to jest dla niego praca, to zadanie, to daje z siebie wszystko. Ja czułam, że ona czeka na mnie, więc warto było walczyć. To nie był tylko krzyk i darcie łacha (śmiech) Było też wiele przyjemnych emocji.

Jak Ci się podoba efekt końcowy „Kamieni…”?

Ja na to patrzę trochę jak na laboratorium. Porównuje swoje marzenie, swoje wyobrażenie z tym, co udało mi się uzyskać. Nie jestem obiektywna i nie potrafię powiedzieć, czy mi się podoba czy nie. Patrzę na to bardzo analitycznie, jestem za bardzo emocjonalna. Ciągle myślałam, że tutaj mogłam więcej, a tutaj mniej. Nigdy nie może być mowy o takim pełnym zadowoleniu z siebie na ekranie, ale polubiłam Monię i od momentu, kiedy mnie zafascynowała czytając scenariusz, nadal ją lubię. Zostałyśmy kumpelami (śmiech)

Myślisz, że młodzież byłaby w stanie zachować się dziś równie bohatersko, jak bohaterowie „Kamieni…”?

Ciężko mi stwierdzić, czy tak czy nie. Ja się urodziłam w ’90 roku, w wolnej Polsce. Nigdy na własnej skórze nie przeżyłam ekstremalnych, wojennych wydarzeń. Ciężko mi powiedzieć co by było. Chcę wierzyć, że zachowalibyśmy się godnie. Wychowujemy się w cieplarnianych warunkach, nie wiem czy nie byłoby tak, że mielibyśmy dwie lewe ręce. A może byśmy się zebrali, byli solidarni, udałoby się nam odzyskać wolność? Mam nadzieję, że się nie dowiemy, czy byśmy podołali czy nie. To, co się dzieje u sąsiadów jest dla mnie totalną abstrakcją i egzotyką. Dopóki nie zapuka to do naszych drzwi, to zawsze będziemy to wypierać. Wojna jest przerażająca…

Jakie są Twoje obecne plany?

Grałam epizod sanitariuszki Klary w „Mieście 44”, która będzie miała swoją premierę w sierpniu. Oprócz tego robię teraz dyplomy – jestem w trakcie przygotowania „Murzynów”, także zapraszam na mój dyplom do Krakowa. Oprócz tego gram akrobatkę, wnuczkę dyrektora cyrku, w teatrze Ateneum w Warszawie.
Sandra Staniszewska – Hala

kamienie-na-szaniec-key-NEW-teaser-NET-HALA-1-713x1024

Postać Hali, w którą się wcieliłaś była Twoim debiutem. Jak Ci się oglądało siebie po raz pierwszy na wielkim ekranie?

Teraz już dobrze, ale jeszcze przed premierą trochę się stresowałam. Teraz już czuję, że zrobiliśmy z chłopakami kawał dobrej roboty, że mamy świetną pamiątkę.. To jest film młodych ludzi, czyli tak naprawdę nasz film. I to jest super, że nawet jeśli się zadebiutuje jakimś małym epizodem, albo rolą drugoplanową, to jest to jakaś nasza wspólna, fajna praca, która pozostanie Polakom w pamięci na bardzo długo i pozostawi jakiś materiał wychowawczy.

Jak Ci się podoba efekt końcowy?

Ciężko jest mi go ocenić, bo pierwszy raz go oglądałam i bardzo emocjonalnie do tego podeszłam, ale mogę powiedzieć, że ten film trafia do bardzo różnego grona odbiorców. Podczas emisji miałam przyjemność siedzieć pomiędzy 70-letnią kobietą, a 14-letnią dziewczynką. Wszystkie trzy wyszłyśmy zapłakane z kina i bardzo przeżywałyśmy wszystkie sceny podczas seansu. Często podobnie reagowałyśmy, więc cieszę się, bo od tego zależy, czy dzieło artystyczne ma sens. Trafia ten film do odbiorcy i ewidentnie do każdego pokolenia, więc jestem z tego bardzo zadowolona.

Jak się przygotowywałaś do swojej roli? Była ona bardzo emocjonalna…

Hala cały czas gdzieś walczyła… Dla mnie najważniejszym punktem było to, żeby nie wystraszyć Zośki. Gdybym była kobietą, która była bardzo emocjonalna, bardzo kochliwa, bardzo zaborcza, to on by się ze mną w życiu nie zadał. Ja byłam na poziomie chłopaków, kiedy byłam twarda, pozwalałam mu chodzić na te akcje, kiedy go wspierałam i towarzyszyłam mu podczas zadań, to wtedy był blisko. Na tym mi zależało, żeby dopuścić do jakiejś kwestii przyjaźni, rozmowy z drugim człowiekiem, na poziomie kumpla, a nie kochanki bądź nieświadomej dziewczyny. To była bardzo świadoma kobieta, lojalna, wyrozumiała, wspierająca i niezwykle wrażliwa.

Czy były takie momenty, kiedy te Twoje emocje były prawdziwe, niekoniecznie zagrane?

Wszystko było prawdziwe. Jak weszłam w rolę Hali, nie miałam problemu, jeśli chodzi o kwestię prawdy. Bardzo łatwo było to sobie wyobrazić, przez to, że tworzyliśmy wspólnie klimat tego filmu. Na planie była odpowiednia muzyka, scenografia i reżyser, który bardzo fajnie się odnosił do tamtych czasów i jeżeli chodzi o kwestię prawdy, to nie czuliśmy żadnych zakłamań. Były trudne emocje do wydobycia…

Bardzo to widać, że są prawdziwe…

My tego nie odgrywaliśmy. Te emocje się działy. Miałam scenę, kiedy mój chłopak chciał popełnić samobójstwo. Weszłam do łazienki, gdzie siedział z pistoletem… Jeżeli spotyka Cię coś takiego naprawdę, to jest to niezwykle emocjonalny moment w życiu. Nie jesteś w stanie sobie tych emocji wyobrazić. One po prostu się wydarzały, tam nie było nic reżyserowane. Nie było tak, że reżyser mówił, że tam mam płakać. Nie – po prostu miałam reagować, tak jak Hala by zareagowała w tym momencie…

Jaka jest rola kobiet w tym filmie?

Bardzo duża. W książce jest skupiona na chłopakach. Jeżeli by popatrzeć szerzej, mówi się o „Powstańcach”, a nie „Powstankach”. To jest kojarzone z rodzajem męskim, co jest interesujące, bo kobiety miały bardzo duży udział w Powstaniu. To one przekazują tę historię dalej, to one tak naprawdę w tym momencie, we wszystkich wspomnieniach opowiadają tę historię. Cudowne jest to, że żadna nie przedstawia siebie w roli bohaterki, tylko swoją koleżankę. To jest bardzo interesujące że one były na tyle skromne, na tyle szczęśliwe, że przeżyły, na tyle wspierały się na wzajemnie, że niosą tę historię. Pomagały organizować chłopakom akcje, przekazywały informacje, dbały o ich mundury, przyszywały im guziki, gotowały im obiady. Kamuflowały tajne akcje swym wyglądem. W momencie przygotowywania się do filmu, znalazłyśmy z Magdą (filmową Monią), bardzo dużo inspiracji, kim były te kobiety. Film niestety trwa ile trwa, a reżyser zrobił ten film o mężczyznach, a kobiety były po to, by ich wspierać, były przy nich cały czas.

Jak Ci się współpracowało z całą ekipą?

Bardzo dobrze, bardzo się zżyliśmy na planie. Jesteśmy w podobnym wieku, przyjaźnimy się. Mówimy do siebie pseudonimami z filmu, więc to też gdzieś zapadło w naszych sercach. Z reżyserem i operatorem też była świetna atmosfera, to samo z całą ekipą techniczną. Na prawdę, nie było ani jednej sytuacji, z której mogłabym być dzisiaj niezadowolona albo mogłabym mieć o coś żal. Wszystko było bardzo profesjonalne.

W okresie kręcenia filmu, nie raz musiałaś z planu jechać prosto na uczelnię i na odwrót. Jak Ci się udawało „wyjść” z tej roli?

Siedziała ta postać cały czas w mojej głowie… Gorzej było z moim ciałem, musiałam je później rozedrgać. Często przed jakąś sceną krzyczałam, albo prowadziłam monologi wewnętrzne, żeby uruchomić ciało na zasadzie jakiejś kwestii niebezpieczeństwa, czy krótkiego spięcia.

Teraz już chyba wyszłaś z roli Hali?

Wczoraj się to we mnie obudziło, bo obejrzałam film i mi się wszystko przypomniało. Ukłuło mnie to jeszcze i myślę, że dziś też będę jeszcze „nosić Halę ze sobą”. Ta Hala będzie jeszcze ze mną, ale na pewno to nie jestem ja, więc czas też ponownie wrócić do Sandry, która jest zupełnie inna od mojej bohaterki. Ale bardzo się cieszę, że miałam przyjemność zapoznania się z taką postacią i zaprzyjaźnienia się z nią wewnętrznie.

news

Ida Nowakowska OSTRO o Halloween. „Dla mnie nie jest świętem”. Ma rację?

Opublikowano

w dniu

przez

Halloween od lat wywołuje w Polsce gorące dyskusje. Jedni widzą w nim okazję do zabawy i przebierania się w kostiumy, inni nie chcą mieć z nim nic wspólnego. Ida Nowakowska postanowiła opowiedzieć, jak sama podchodzi do tej tradycji i dlaczego nie stawia jej na równi z polskim świętem. Dowiedz się więcej!

Halloween od lat budzi emocje i dzieli opinię publiczną. Z każdym rokiem coraz więcej znanych osób zabiera głos w sprawie obchodzenia tego dnia, a ich wypowiedzi często stają się pretekstem do kolejnych dyskusji. Tym razem o swoim podejściu opowiedziała Ida Nowakowska, która w rozmowie z Plejadą nie ukrywała, że jej spojrzenie na Halloween jest związane z doświadczeniami z życia w Stanach Zjednoczonych.

Prezenterka podkreśliła, że nie zamierza porównywać Halloween ze Świętem Wszystkich Świętych. Dla niej są to zupełnie różne okazje, którym przypisuje się odmienne znaczenie.

“Dla mnie Halloween nie jest świętem, więc jakby zupełnie tego nie mogę porównywać. Dla mnie to nie miałoby sensu. Mieszkając przez połowę życia w Stanach, Halloween jest pretekstem do spotkania, do imprezy, do przyjęcia, więc ja też się przebierałam w kostiumy. Uważam, że one powinny być fajne, takie naśmiesznie bardziej, nie lubię tych strasznych, przerażających” – wyznała.

Ida Nowakowska zaznaczyła jednocześnie, że szczególne miejsce w jej życiu zajmuje polska tradycja związana z początkiem listopada. Nie ukrywa, że Święto Wszystkich Świętych ma dla niej bardzo osobisty wymiar.

“Mogę powiedzieć z własnej perspektywy, jak ja to przeżywam, bo zawsze celebruję zwycięstwo życia nad śmiercią i dla mnie życie jest czymś niesamowitym” – dodała.

POLECAMY: TVN podjął decyzję ws. Rozenek-Majdan. Klamka zapadła

Ida Nowakowska wprost o Halloween: “Odkąd mam synka nie lubię …”

Prezenterka zwróciła uwagę, że polskie zwyczaje związane z odwiedzaniem grobów robią ogromne wrażenie również na osobach z zagranicy. Sama chętnie zaprasza swoich znajomych ze Stanów do Polski właśnie w tym okresie.

“Święto Wszystkich Świętych to są niezwykłe dni w Polsce. Naprawdę wszystkich znajomych, których mam z zagranicy, ze Stanów zapraszam w tym okresie właśnie. Mówię: “Przyjdźcie tutaj, pójdźcie z nami na groby, bo to jest coś tak wyjątkowego”. Chyba każdy to w ten sposób przeżywa niezależnie od tego, co myśli o różnych sprawach. Jest w tym głębia, przeżywamy przeszłość, ale w taki sposób, który jest naprawdę żywy” – wyjaśniła reporterce Plejady.

W rozmowie pojawił się również bardzo osobisty wątek. Ida Nowakowska wspomniała o swoim ojcu, znanym pisarzu Marku Nowakowskim, który spoczywa na warszawskich Powązkach. Jak przyznała, odwiedzanie jego grobu wiąże się dla niej z ogromnymi emocjami, a rodzinne wspomnienia wracają szczególnie mocno właśnie w tych dniach.

“Zawsze się wzruszam. Spędzamy czas na Starych Powązkach, też na Powązkach Wojskowych, bo tam mój tata jest pochowany w Alei Zasłużonych. Reszta mojej rodziny właśnie na Starych Powązkach. Tam jest tak pięknie. Z moim synkiem chodzę i przypominam sobie, jak chodziłam z moim tatą” – wspominała.

Prezenterka podkreśliła, że tradycja odwiedzania cmentarzy jest dla niej także okazją do rozmowy z synkiem o przemijaniu, pamięci i znaczeniu życia. Sama pamięta, jak jako dziecko chodziła na groby razem z rodzicami. Dziś wraca do tych chwil, przekazując kolejnemu pokoleniu rodzinne historie i wartości, które są dla niej ważne.

“Chodziliśmy razem z rodzicami na groby i w tym czasie było coś nieludzkiego — myślisz o egzystencji tutaj i myślisz, że to wszystko jest tak naprawdę na chwilę i że to, co robimy tutaj, żyje tylko, jeśli jest w sercach innych ludzi, bo ci, którzy są właśnie tam na cmentarzach, na które my chodzimy, w moim sercu są żywi, dlatego że czynili tutaj piękne rzeczy, czynili dobro, wspominamy ich, mówimy o nich, więc jest coś niezwykłego po prostu w tym święcie” – dodała w tej samej rozmowie.

Na koniec prezenterka wyjaśniła, że jej podejście do Halloween zmieniło się również po narodzinach synka. Nie przepada za tłumaczeniem dziecku niektórych elementów tej tradycji i podkreśla, że z jej perspektywy jest to przede wszystkim okazja do wspólnej zabawy.

“Odkąd mam synka nie lubię, bo trudno mu to wszystko wytłumaczyć. Halloween to jest costume party [impreza kostiumowa], każdy ma się po prostu dobrze bawić i przebrać. Moja perspektywa jest trochę inna z tej polsko-amerykańskiej strony” – zakończyła Ida.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23 ”: Kto wystąpi w finale? Poznaj wyniki

A Wy obchodzicie Halloween? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Ida Nowakowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ida Nowakowska (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Ida Nowakowska (fot. Piętka Mieszko/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

„Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23 ”: Kto wystąpi w finale? Poznaj wyniki

Opublikowano

w dniu

przez

Wczoraj widzowie zobaczyli półfinałowy odcinek „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, a na scenie nie brakowało spektakularnych metamorfoz, wzruszeń i zaskakujących ocen jurorów. Uczestnicy walczyli o miejsce w wielkim finale, a stawka była naprawdę wysoka. Po dziewięciu odcinkach poznaliśmy czwórkę szczęśliwców, którzy powalczą o zwycięstwo. Nie obyło się jednak bez niespodzianek. Dowiedz się więcej!

Wielkie półfinałowe widowisko rozpoczęła „Dziewczyna Szamana”. Na scenie pojawiła się osobiście Justyna Steczkowska, która wykonała swój wielki przebój, a następnie szybko wróciła na miejsce przy stole jurorskim. Już od pierwszych chwil emocje sięgały zenitu, a uczestnicy musieli udowodnić, że zasługują na miejsce w decydującym starciu. Każda kolejna metamorfoza mogła bowiem przesądzić o ich dalszym losie w programie.

Jako pierwsza oceniona została Ida Nowakowska, która musiała zmierzyć się z wyjątkowo trudnym zadaniem. Wylosowała utwór „Winna” Agnieszki Chylińskiej, a sama perspektywa wcielenia się w tak charakterystyczną artystkę mocno ją stresowała. Sceniczny wizerunek, barwa głosu i wymagające wokalne rejestry stanowiły niemałe wyzwanie. Mimo obaw uczestniczka stanęła na wysokości zadania, a jej występ docenił Piotr Gąsowski.

„To było tak kompletne, ja miałem takie ciary od początku do końca. Zrobiłeś to tak jak ona.” – powiedział pewnie juror.

Prawdziwą muzyczną niespodziankę przygotowała Maria Sadowska, która wcieliła się w Sam Brown i wykonała jej przebój „You Better Stop”. Przygotowania do występu przyniosły jej nieoczekiwane odkrycie. Okazało się, że potrafi wydobyć z siebie charakterystyczny dźwięk, który wcześniej wydawał jej się nieosiągalny. Dzięki temu zyskała większą pewność siebie, choć tuż przed wyjściem na scenę pojawił się dodatkowy stres. Agnieszka Hyży zasugerowała bowiem, że właśnie ta metamorfoza może zapewnić jej miejsce w finale. Występ zrobił ogromne wrażenie na Małgorzacie Walewskiej.

„Marysiu, ja w ogóle nie będę tego oceniać, bo to jest uważa, poza jakąkolwiek oceną. Ja ci tylko powiem, że od pierwszej frazy miałam dreszcze. Dziękuję bardzo.” – oceniła wzruszona jurorka.

Niełatwe zadanie czekało również Rafała Brzozowskiego. W poprzednim odcinku stracił wylosowany utwór na rzecz Gabrysia, który zwyczajnie mu go ukradł. W rezultacie musiał zmierzyć się z repertuarem Bonnie Tyler, a konkretnie z jej wielkim przebojem „Holding Out for a Hero”. Artysta znał wokalistkę osobiście i bardzo ją lubi, ale sympatia nie ułatwiła mu zadania. Wykonanie wymagało ogromnego wysiłku wokalnego i dosłownie zdarcia sobie głosu. Ostatecznie Justyna Steczkowska doceniła jego pracę.

„Powiem ci, że cały czas byłeś Bonnie. Minimalnie w męskiej wersji, ale jeśli chodzi o zachowanie barwy, głos i jej sposób śpiewania, to wszystko było super” – podsumowała.

Z kolei Gabriel Fleszar wcielił się w Lewisa Capaldiego i wykonał utwór „Bruises”. Okazało się, że repertuar szkockiego wokalisty jest mu wyjątkowo bliski, dlatego same przygotowania były dla niego prawdziwą przyjemnością. Największym wyzwaniem była charakterystyczna chrypka artysty, którą musiał odtworzyć na scenie. Jego interpretacja spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem Stefano Terrazzino.

“To co mnie najbardziej ujęło, to to, że to było takie kruche, ale z ogromną siłą pod spodem. Te dwie przeciwne emocje powodowały, że to było takie pełne, kompletne. Czekałem na taki hit od Gabriela Fleszara” – skomplementował juror.

Dużym zaskoczeniem okazała się również metamorfoza Bryski, która początkowo nie była przekonana do wylosowanego utworu. Tym razem musiała wcielić się w Piotra Sołoduchę, lidera zespołu Enej i wykonać „Skrzydlate ręce”. Efekt zachwycił Małgorzatę Walewską, która wstała z miejsca.

“Co za pewność siebie! Jaka w ogóle radość bycia na scenie! Bryska, no po prostu jestem zachwycona tym występem, super!” – ogłosiła jurorka.

POLECAMY: Michał Szpak ROZCZAROWANY występem w „Voice of Poland” [PRZED PREMIERĄ]

Poznaj finalistów tegorocznej edycji programu [WYNIKI]

W zupełnie innym klimacie zaprezentowała się Ula Milewska, która wcieliła się w Lisę Minnelli. Wykonanie kultowego utworu „Cabaret” wymagało nie tylko umiejętności wokalnych, ale przede wszystkim odpowiedniego oddania emocji i scenicznej klasy. Jej występ szczególnie poruszył Justynę Steczkowską.

„Ona w tym kabarecie była tak doskonała, tak wzruszająca, tak świetnie śpiewająca, tak rozbrajająca, tam było po prostu wszystko. To jest bardzo smutna opowieść o życiu artystów tamtych czasów. I ty Ula wspaniale to zrobiłaś, naprawdę. Gratulacje” – oceniła jurorka.

Marcin Maciejczak zabrał widzów prosto do nieba, wcielając się w Bryana Adamsa i wykonując jego wielki przebój „Heaven”. Po spektakularnej metamorfozie w Justynę Steczkowską musiał tym razem pokazać zupełnie inne oblicze i odnaleźć w sobie rockową męskość. Choć jego występ został doceniony, Piotr Gąsowski miał pewne zastrzeżenia.

“Otóż tak – bardzo mi się podobało, ale nie zachwyciło. Wszystko zrobiłeś znowu wspaniale, ele poszedłeś w melodię, a nei w treść. Zatem nie był to Bryan Adams, co nie zmiania tego, że jestem pełen podziwu dla twojej pracowitości i talentu, bo jesteś bardzo utalentowany – stwierdził juror.

Ostatnią z opisanych metamorfoz zaprezentował Marcin Miller, który przeistoczył się w Gene’a Simmonsa, charyzmatycznego frontmana legendarnej grupy Kiss. Wykonał kultowy utwór „Rock and Roll All Night”, pokazując publiczności zupełnie nowe, rockowe oblicze. Występ szczególnie zaskoczył Justynę Steczkowską.

„Marcinku, ty mnie tak zaskakujesz, a przecież ja cię znam też prywatnie. A tu mnie tak zaskoczyłeś, bo patrzę na tego mojego kolegę i mówię – nie wierzę. Nie wierzę, bo nie wyobraziłabym sobie nigdy ciebie w tej muzyce, a poszło ci fantastycznie, naprawdę. Kawał głosu, chrypa taka jak w Kiss, jest energia i jest też dobra zabawa. Wszystkich nas rozbawiłeś, publiczność bawiła się wspaniale, więc o to chodziło w tym wykonaniu. Naprawdę brawo” – mówiła.

Po wszystkich występach przyszedł czas na rozstrzygnięcia. Zwyciężczynią półfinałowego odcinka została Maria Sadowska, która otrzymała nagrodę w wysokości 15 tysięcy złotych i postanowiła przekazać ją Fundacji One Day, wspierającej dzieci opuszczające domy dziecka. Drugie miejsce po raz kolejny zajął Gabriel Fleszar, który otrzymał 5 tysięcy złotych i ponownie przeznaczył je na Fundację Puchaczówka.

Po dziewięciu odcinkach poznaliśmy także finałową czwórkę. Do decydującego starcia awansowali Maria Sadowska z dorobkiem 249 punktów, Rafał Brzozowski z 241 punktami, Marcin Maciejczak z 237 punktami oraz Ula Milewska, która zgromadziła 230 punktów.

Tuż za nimi znaleźli się Ida Nowakowska (220 punktów), Gabriel Fleszar (218 punktów), Marcin Miller (210 punktów) i Bryska (179 punktów). To właśnie ta czwórka powalczy o zwycięstwo w wielkim finale „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” już w najbliższy piątek.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki

Będziecie oglądać wielki finał “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Ida Nowakowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Maria Sadowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Gabriel Fleszar (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ula Milewska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Bryska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Bryska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Maria Sadowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ida Nowakowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ida Nowakowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Maciejczak (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Maciejczak (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Miller (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Miller (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Marcin Miller (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Rafał Brzozowski (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Justyna Steczkowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Justyna Steczkowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Justyna Steczkowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Justyna Steczkowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Agnieszka Hekiert (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Małgorzata Walewska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Aga Hyży (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Agnieszka Hyży (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Agnieszka Hyży i Maciej Rock (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Agnieszka Hyży i Maciej Rock (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ida Nowakowska jako Agnieszka Chylińska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Ida Nowakowska jako Agnieszka Chylińska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Piotr Gąsowski (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Małgorzata Walewska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Małgorzata Walewska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Stefano Terrazzino (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Finaliści (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Justyna Steczkowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Justyna Steczkowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
(fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Piotr Gąsowski, Małgorzata Walewska, Justyna Steczkowska i Stefano Terrazzino (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Piotr Gąsowski, Małgorzata Walewska, Justyna Steczkowska i Stefano Terrazzino (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Piotr Gąsowski, Małgorzata Walewska, Justyna Steczkowska i Stefano Terrazzino (fot. zdjęcie prasowe Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Michał Szpak ROZCZAROWANY występem w „Voice of Poland” [PRZED PREMIERĄ]

Opublikowano

w dniu

przez

Po tygodniowej przerwie „The Voice of Poland” wraca z kolejnymi emocjonującymi „Bitwami”. Tym razem na scenie doszło do sytuacji, która wyraźnie poruszyła jednego z trenerów. Michał Szpak nie ukrywał, że występ jego podopiecznych nie spełnił oczekiwań, a później zdobył się na zaskakujące wyznanie. Dowiedz się więcej i zobacz przedpremierowe nagranie!

Już w sobotni wieczór widzowie TVP2 ponownie zobaczą zmagania uczestników 17. edycji „The Voice of Poland”. Program wraca po tygodniowej przerwie związanej z Eurowizją Junior i od razu zaserwuje kolejną dawkę muzycznych emocji. W nadchodzących „Bitwach” nie zabraknie trudnych decyzji, wymagających pojedynków i ocen, które mogą zaważyć na dalszym losie uczestników. Jedna z takich sytuacji szczególnie mocno dotknęła Michała Szpaka.

Na scenie stanęły Julia Matczak i Wiktoria Zjawiony, reprezentujące drużynę popularnego wokalisty. Zgodnie z decyzją swojego trenera uczestniczki zmierzyły się z utworem „II Most Wanted”, znanym z repertuaru Beyoncé i Miley Cyrus. To wymagająca kompozycja, która potrzebuje nie tylko odpowiednich umiejętności wokalnych, ale również wyczucia i dobrej współpracy między wykonawczyniami. Niestety, wspólny występ nie okazał się takim sukcesem, na jaki liczył ich szkoleniowiec.

Jako pierwsi swoje opinie przedstawili pozostali trenerzy, czyli Kuba Badach, Baron i Tomson. Ich komentarze nie pozostawiały złudzeń, że występ nie był pozbawiony problemów. Zwrócili uwagę na nierówny poziom prezentacji, co z pewnością nie ułatwiło sytuacji dziewczynom. W końcu przyszedł jednak moment, na który czekali wszyscy – głos zabrał Michał Szpak, który musiał odnieść się do występu swoich podopiecznych.

Trener nie ukrywał, że cała sytuacja jest dla niego wyjątkowo trudna. Przyznał, że miał wobec dziewczyn bardzo duże oczekiwania i liczył na znacznie więcej.

“Trudne to jest bardzo dlatego, że właśnie przez tę całą sytuację (…) moje oczekiwania względem tego, co ma się wydarzyć dzisiaj były naprawdę największe ze wszystkich” – wyjaśnił.

POLECAMY: Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki

Michał Szpak ROZCZAROWANY występem swoich podopiecznych? [ZOBACZ PRZED PREMIERĄ]

Największe zaskoczenie przyszło jednak chwilę później. Michał Szpak nie próbował zrzucać odpowiedzialności na uczestniczki ani tłumaczyć wszystkiego stresem czy trudnością wybranego utworu. Zamiast tego zaczął zastanawiać się nad własnymi decyzjami jako trenera.

“Mnie to trochę personalnie uderza, bo może to była zła decyzja, że sparowałem Was. Może to była zła decyzja, że ten utwór, że po prostu było to trudne do zinterpretowania” – kontynuował.

Wokalista otwarcie przyznał więc, że być może to właśnie jego wybory przyczyniły się do takiego rezultatu. Dobór uczestniczek do jednej bitwy i decyzja dotycząca piosenki to przecież odpowiedzialność trenera, który powinien odpowiednio dopasować repertuar do możliwości swoich podopiecznych. Tym razem Michał Szpak zaczął mieć wątpliwości, czy dobrze poradził sobie z tym zadaniem. Nie ukrywał przy tym emocji, a jego wypowiedź wyraźnie odbiegała od typowych komentarzy po muzycznych pojedynkach.

Najbardziej poruszające okazały się jednak słowa, w których trener wprost przyznał się do własnych błędów.

“Ja się biję w pierś po prostu, jako trener, że może tym razem – w ciągu tych siedmiu edycji – po prostu najzwyczajniej w świecie ja też sobie nie poradziłem z tą sytuacją” – dodał ze smutkiem.

Pozostaje jednak najważniejsze pytanie: co stanie się z Julią Matczak i Wiktorią Zjawiony? Ostateczna decyzja dotycząca ich dalszego udziału w programie należy do trenera, dlatego widzowie będą musieli poczekać na sobotni wieczór, by poznać rozstrzygnięcie. Kolejne „Bitwy” 17. edycji „The Voice of Poland” zostaną wyemitowane w sobotę o godz. 20:30 w TVP2, tuż po premierowym odcinku „Rodzinki.pl”.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jolanta Kwaśniewska NOWĄ jurorką w „Tańcu z Gwiazdami”. Tak mówi o roli u boku Santor

Będziecie oglądać nowy odcinek w TVP? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Baron, Michał Szpak, Edyta Bartosiewicz, Tomson, Kuba Badach (fot. zdjęcie prasowe TVP)
Michał Szpak (fot. zdjęcie prasowe TVP)
Michał Szpak (fot. zdjęcie prasowe TVP)
Michał Szpak (fot. zdjęcie prasowe TVP)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki

Opublikowano

w dniu

przez

To jedna z tych historii, które idealnie pokazują, jak nieprzewidywalne potrafi być życie artysty. Joanna Kołaczkowska miała na sobie kozaczki kupione za zaledwie 26 złotych, ale tuż przed występem odkryła coś, czego zupełnie się nie spodziewała. Kulisy legendarnego skeczu „Egzamin” zostaną przypomniane w wyjątkowym programie Polsatu. Dowiedz się więcej!

Skecz „Egzamin” Kabaretu Hrabi na stałe zapisał się w historii polskiej rozrywki. Śp. Joanna Kołaczkowska potrafiła rozbawić publiczność do łez, a jej charakterystyczna kreacja do dziś pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych odsłon kabaretowego talentu artystki. Niewielu widzów zdawało sobie jednak sprawę, że za jednym z najbardziej charakterystycznych elementów tego występu kryje się historia, która mogłaby posłużyć za scenariusz kolejnego skeczu. Wszystko zaczęło się od butów kupionych za niewielkie pieniądze.

Kozaczki, które miały pojawić się na scenie, kosztowały zaledwie 26 złotych. Joanna Kołaczkowska nie przymierzyła ich jednak przed zakupem, a konsekwencje tej decyzji poznała w najmniej odpowiednim momencie. Dopiero tuż przed występem okazało się, że buty są za ciasne i nie mieszczą się na jej stopach. W takich okolicznościach niejeden artysta zdecydowałby się na zmianę stroju lub rezygnację z niewygodnego elementu garderoby. Ona jednak nie zamierzała się poddawać.

Historia słynnych kozaczków zostanie przypomniana w programie „Póki my żyjemy”, który Polsat pokaże z okazji 1 listopada. To specjalne spotkanie poświęcone pamięci artystów, których nie ma już z nami, ale których twórczość i poczucie humoru wciąż pozostają żywe. Wśród wspomnień nie zabraknie opowieści o Joannie Kołaczkowskiej, jej wyjątkowej osobowości i sytuacjach, które za kulisami potrafiły rozbawić jej kabaretowych przyjaciół.

Artyści Kabaretu Hrabi zdradzą, jak wyglądały kulisy powstania jednego z najbardziej lubianych skeczy grupy. Widzowie zobaczą również fragment legendarnego „Egzaminu”, dzięki czemu będą mogli ponownie przypomnieć sobie komediowy talent Joanny Kołaczkowskiej. Tym razem jednak występowi będą towarzyszyć dodatkowe emocje, bo za dobrze znaną kreacją kryje się anegdota, której wielu fanów mogło dotąd nie znać. Okazuje się, że czasami nawet najbardziej kultowe sceniczne pomysły rodzą się zupełnie przypadkowo.

W programie pojawią się także wspomnienia o Zbigniewie Wodeckim. Grupa MoCarta przypomni jego słynne dowcipy i opowie o koncertowych przygodach muzyka. Jedna z historii dotyczyła sytuacji, w której artysta potrafił przyjąć zaproszenie na dwa występy tego samego dnia. Powód? Zawsze istniała przecież szansa, że jeden z koncertów zostanie odwołany. Takie opowieści pokazują, jak wielki dystans do rzeczywistości i poczucie humoru towarzyszyły mu również poza sceną.

POLECAMY: Jolanta Kwaśniewska NOWĄ jurorką w „Tańcu z Gwiazdami”. Tak mówi o roli u boku Santor

„Póki my żyjemy” – kiedy i gdzie oglądać?

Nie będzie to jednak wyłącznie spotkanie poświęcone dwóm wielkim postaciom polskiej rozrywki. Widzowie usłyszą również wspomnienia o Krzysztofie Respondku, Wojciechu Młynarskim i Krzysztofie Jaślarze. Każdy z tych artystów pozostawił po sobie dorobek, który na trwałe wpisał się w historię polskiej kultury. Ich twórczość, charakterystyczny styl i wyjątkowe poczucie humoru wciąż są obecne w pamięci publiczności oraz kolegów z branży.

Na scenie pojawią się znane i cenione kabarety oraz artyści, którzy wspólnie oddadzą hołd nieobecnym już mistrzom. Wśród zaproszonych wykonawców znajdą się między innymi Kabaret Ani Mru-Mru, Kabaret Moralnego Niepokoju i Kabaret Hrabi. Nie zabraknie również Waldemara Malickiego, Wojtka Kamińskiego oraz Klementyny Umer. To właśnie oni zadbają o to, by wieczór wypełniły zarówno humorystyczne wspomnienia, jak i chwile skłaniające do refleksji.

„Póki my żyjemy” ma być czymś więcej niż tylko programem rozrywkowym. To spotkanie z ludźmi, którzy przez lata tworzyli polską scenę kabaretową i muzyczną, a ich występy pozostawiły ślad w pamięci kolejnych pokoleń widzów. Wspominanie zmarłych artystów nie musi oznaczać wyłącznie smutku. Czasami najlepszym sposobem na oddanie im hołdu jest właśnie przypomnienie żartów, anegdot i momentów, dzięki którym tak wielu ludzi potrafiło się uśmiechnąć.

Szczególne miejsce w tym wieczorze zajmie Joanna Kołaczkowska, której talent i niepowtarzalna osobowość przez lata były znakiem rozpoznawczym Kabaretu Hrabi. Historia kozaczków za 26 złotych to tylko jedna z anegdot, które przypomną jej przyjaciele. Za kulisami scenicznych występów kryły się bowiem nie tylko próby i przygotowania, lecz także nieprzewidziane sytuacje, które z czasem stawały się częścią kabaretowej legendy.

Specjalny program „Póki my żyjemy” zostanie wyemitowany w sobotę 31 października o godz. 19:55 w Polsacie tuż przed dniem Wszystkich Świętych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Anna Mucha ZNIKNIE z „M jak miłość”? Jest oficjalny komentarz

Będziecie oglądać? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Joanna Kołaczkowska (fot. screen YouTube Polsat)
Joanna Kołaczkowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością