showbiz
Bartłomiej Kasprzykowski komentuje decyzję o zakończeniu serialu „Przyjaciółki” – padły zaskakujące słowa o ekipie
Decyzja o zakończeniu jednego z największych serialowych hitów Polsatu wywołała w sieci lawinę komentarzy i niedowierzania. „Przyjaciółki”, przez lata uważane za jeden z filarów ramówki, nagle znikają z anteny, a stacja zapewnia, że była to decyzja „trudna, ale konieczna”. Gwiazdy produkcji również zabierają głos, a ich reakcje pokazują, jak wielkie emocje wywołał koniec tego kultowego projektu. Dowiedz się więcej, co powiedział Bartłomiej Kasprzykowski!
Pierwsze doniesienia o zakończeniu emisji „Przyjaciółek” pojawiły się w piątkowe przedpołudnie i wywołały natychmiastowe poruszenie wśród widzów, którzy przez ponad trzynaście lat traktowali serial jak stały element czwartkowych wieczorów. Polsat ogłosił, że decyzja była wyjątkowo trudna, lecz niezbędna, ponieważ stacja przechodzi intensywne zmiany programowe i musi dopasować ramówkę do nowych strategii. Dla fanów była to jednak wiadomość szokująca – wielu nie wyobrażało sobie, że po tylu latach jedna z najpopularniejszych produkcji nagle zniknie.
W oficjalnym komunikacie telewizja wyjaśniła, że wiosną 2026 roku widzowie nie zobaczą ani nowego sezonu, ani nawet kontynuacji wątków znanych bohaterek. Jednocześnie zapowiedziano stworzenie specjalnego odcinka podsumowującego, który ma stać się symboliczny͘m zamknięciem całej opowieści. Taki gest potwierdza, że Polsat nie chce całkowicie odcinać się od marki, która przez lata budowała jego wizerunek, a jedynie uznał, że w obecnej formule serial nie może być dalej rozwijany.
„Przyjaciółki”, które zadebiutowały 6 września 2012 roku, szybko zdobyły ogromną sympatię widzów, stając się jedną z najczęściej oglądanych produkcji obyczajowych w kraju. W ciągu trzynastu lat na ekranie pojawiły się aż 314 odcinki, a 26 sezonów opowiadało o relacjach, problemach i życiu współczesnych kobiet w sposób, z którym Polki mogły się utożsamiać. To właśnie ta autentyczność sprawiała, że serial z każdym rokiem umacniał swoją pozycję.
Polsat w swoim komunikacie podkreślił, że sukces „Przyjaciółek” nie był dziełem przypadku, lecz wynikiem ogromnej pracy dziesiątek osób. Stacja wyróżniła scenarzystów, reżyserów, producentów i całą ekipę realizacyjną, która przez lata dbała o spójność, jakość i charakter serialu. Według przedstawicieli telewizji, właśnie dzięki ich zaangażowaniu produkcja stała się jednym z najważniejszych elementów współczesnej serialowej popkultury.
Najwięcej ciepłych słów trafiło jednak do aktorek wcielających się w tytułowe bohaterki. To Joanna Liszowska, Małgorzata Socha, Anita Sokołowska, Magdalena Stużyńska-Brauer oraz Agnieszka Sienkiewicz-Gauer przez lata nadawały ton całej produkcji. Ich relacje, energia i naturalność sprawiły, że widzowie nie tylko śledzili ich losy, ale wręcz żyli razem z nimi. Dla wielu Polek były nie tylko postaciami z ekranu, lecz inspiracją do walki o swoje marzenia, rodziny i codzienność.
Ogromną rolę odegrali również mężczyźni tworzący drugą połówkę historii. Na ekranie regularnie pojawiali się Bartłomiej Kasprzykowski, Adam Adamonis, Krzysztof Wieszczek, Paweł Deląg i Marcin Korcz. To oni nadawali historii dodatkowych emocji i realizmu, tworząc bohaterów, których widzowie uwielbiali i którym kibicowali. Ich obecność sprawiała, że serial nie był jedynie opowieścią o kobiecej przyjaźni, lecz o całym świecie relacji międzyludzkich.
POLECAMY: Danuta Martyniuk wreszcie się wygadała. Czy Daniel Martyniuk usiądzie przy wigilijnym stole?
Bartłomiej Kasprzykowski komentuje decyzję Polsatu!
Kilka godzin po publikacji oficjalnej decyzji głos zabrał Bartłomiej Kasprzykowski, jeden z najbardziej rozpoznawalnych aktorów związanych z serialem. W poruszającej relacji na Instagramie wyznał, że informacja o końcu „Przyjaciółek” dotarła do niego tego samego dnia, a on sam czuje ogromną wdzięczność wobec zespołu, z którym spędził tak wiele lat. Jego emocjonalne nagranie momentalnie obiegło sieć.
Aktor rozpoczął swoje wyznanie słowami:
Jak wiecie, dzisiaj gruchnęła wiadomość o tym, że “Przyjaciółki” się kończą, że przed nami jeszcze jakiś jeden odcinek podsumowujący wątki. To prawda, ja dzisiaj dostałem kwiaty i karteczkę, w związku z tym wielkie dzięki – zaczął.
Następnie przeszedł do tego, co jak sam podkreślił — było dla niego najważniejsze: docenienia ludzi, którzy pracowali za kulisami. Kasprzykowski z ogromnym wzruszeniem opowiadał o ekipie, którą nazywał swoją serialową rodziną:
Ale to, co chciałem powiedzieć, dlaczego nagrywam ten filmik, to jest to, że jedna rzecz to to, że my kończymy, ale druga rzecz to to, że rozstajemy się ze wspaniałym zespołem, który ten serial od lat tworzył. Wielu się przewinęło przez ten zespół, ale każdy, kto wchodził do nas, do tej rodziny przyjaciółek. Nie mówię tu o aktorach, mówię tutaj o całej tej wspaniałej ekipie, która nas maluje, ubiera, oświetla, pomaga, pomaga merytorycznie, koryguje nas barwowo itd. Wszystkich, których codziennie na planie, kiedy miałem te zdjęcia, spotykałem. To jest fantastyczna ekipa, to jest tak zgrana ekipa i piękni ludzie, że czasami, jak nawet był bardzo ciężki dzień zdjęciowy, to sama świadomość tego, że przychodzę do nich, dodawała mi skrzydeł – powiedział.
Mówił dalej, że najbardziej będzie tęsknił właśnie za tą atmosferą, którą trudno spotkać na innych planach.
I powiem wam, że za nimi będę tęsknił najbardziej, bo o ile z aktorami czasami spotykamy się na różnych innych planach, o tyle takich fajnych ludzi, a szczególnie w takim zestawieniu, jakie tutaj miało miejsce, jest ciężko spotkać – wyznał.
W kolejnych słowach przypomniał, że sukces serialu to przede wszystkim efekt pracy tych, którzy nie pojawiają się na ekranie, ale bez których produkcja nie miałaby sensu.
To ich magia, ich zgranie, ich miłość do tego tematu i do zawodu, który wykonują, sprawiała, że te trzynastoletnia przygoda dla mnie też była niesamowita. Miałem od nich wsparcie, miałem od nich poparcie i to są rzeczy nieocenione – dodał.
Aktor zakończył apelując do branży filmowej, by nie przegapiła okazji i zatrudniła zgraną ekipę, która teraz trafia „na rynek”:
Kończy się jakiś serial, który trwał przez tyle lat i to był wielki sukces, a za tym sukcesem stoją ludzie, którzy teraz będą wolni na rynku. A więc skarb idzie w rynek. Najlepiej, gdyby się ta ekipa wzięli w całości. Ci, którzy planujecie teraz coś robić, robić seriale, chociaż to się robi niemodne teraz, ale jeżeli planujecie coś takiego zrobić, to macie fantastyczną ekipę i to grzech nie brać tych ludzi – powiedział.
Na końcu podziękował całej ekipie i widzom, podkreślając, że emocje dopadły go nagle, w samochodzie, kiedy poczuł potrzebę nagrania tego filmiku:
Wszyscy kochani, moi ludzie z ekipy, kłaniam się Wam najgłębiej, jak potrafię, tutaj w tym samochodzie, w którym mnie dopadła ta emocja i potrzeba nagrania Wam tego filmu. I dziękuję. I wam, widzowie, też. Ale na to chyba jeszcze przyjdzie czas. Dobrego wieczoru – zakończył.
Wszystko to prowadzi do oficjalnego końca: ostatni, 314. odcinek serialu wyemitowano w czwartek 27 listopada o godzinie 21:40. Było to symboliczne zamknięcie trzynastoletniej historii, która na stałe wpisała się w polską telewizję. Teraz widzowie pozostają w oczekiwaniu na odcinek specjalny oraz informację, czym Polsat zastąpi jedną ze swoich najważniejszych produkcji.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Agnieszka Kaczorowska wraca do eliminacji z „TzG”. Ujawniła, jak wyglądały jej pierwsze dni po eliminacji
Będzie Wam brakować serialu “Przyjaciółki” w Polsacie? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!


Autor: Szymon Jedynak
-
Będzie mi bardzo brakowało uwielbiam ten serial
news
Monika Richardson wydaje WYROK na telewizję. Nagle zwróciła się do swoich kolegów z TVP
Przez lata była jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Telewizji Polskiej, a jej nazwisko kojarzyło się z sukcesem, profesjonalizmem i niepodrabialnym stylem prowadzenia. Dziś Monika Richardson zaskakuje szczerym i brutalnym osądem tego, co dzieje się z telewizją, której oddała sporą część kariery. Jej słowa mogą zaboleć całą branżę. Dowiedz się więcej już teraz!
Choć Monika Richardson od kilku lat nie pojawia się na antenie TVP, jej popularność nie słabnie – wręcz przeciwnie, każda jej wypowiedź odbija się szerokim echem. Dziennikarka przez lata współtworzyła najważniejsze formaty Telewizji Polskiej, a miliony widzów kojarzą ją przede wszystkim z kultowym programem „Europa da się lubić”, który święcił triumfy w czasach, gdy telewizję oglądała cała Polska. Później stała się jedną z najważniejszych prowadzących „Pytanie na śniadanie”, a jej odejście z TVP dla wielu było końcem pewnej epoki.
Dziś jednak, zamiast wielkich telewizyjnych projektów, Richardson wybiera internet. Social media stały się jej głównym narzędziem kontaktu z odbiorcami, a sama dziennikarka coraz częściej otwarcie komentuje zarówno swoje życie zawodowe, jak i zmiany zachodzące w branży. Jej głos jest słyszany, bo rezonuje doświadczeniem i bezkompromisowością, która od zawsze była jej znakiem rozpoznawczym.
Ostatnio Monika Richardson pojawiła się w podcaście Anny Gwiazdowskiej, gdzie padły słowa, które można nazwać symbolicznym „pożegnaniem” z wielką telewizją. Dziennikarka nie owijała w bawełnę i jasno podkreśliła, że nie zamierza już wracać do dużych formatów. To jednak, co powiedziała dalej, wprawiło wielu w osłupienie.
Nie mam ambicji na stworzenie wielkiego, ogólnopolskiego programu, ponieważ uważam, że telewizja naziemna umiera i nawet nie mam takich ambicji, żeby partycypować w czymś, co odchodzi do lamusa – wyznała otwarcie.
POLECAMY: Joanna Przetakiewicz wystąpi w “Tańcu z Gwiazdami”? Padła konkretna deklaracja
Richardson ostro o kondycji telewizji naziemnej
To ostra diagnoza, szczególnie z ust osoby, która przez lata była jednym z filarów stacji publicznej. Richardson zaznaczyła jednak, że nie żywi urazy do dawnych kolegów. Wręcz przeciwnie – wszystkim życzy dobrze, ale nie widzi sensu angażować się w medium, które według niej nie ma już przyszłości.
Życzę moim kolegom z TVP jak najlepiej, tak samo TVN i Polsat jeszcze parę lat pociągną, a potem to się wszystko rozmieni na drobne – twierdzi.
W jej opinii przyszłość mediów to fragmentaryzacja. Telewizja – ta tradycyjna, liniowa, straciła swoją potęgę. Dzisiaj widz podejmuje decyzję sam: wybiera, kiedy ogląda, co ogląda i gdzie ogląda. Według Richardson, różnice między byciem gwiazdą TVP, TVN czy Polsatu zacierają się, bo ostatecznie liczy się treść, osobowość i autentyczność twórcy, a nie szyld stacji, pod którym pracuje.
Fragmentaryzuje już tak, że nie będzie miało żadnego znaczenia, czy rozpoczynasz swoją karierę w TVP, w Polsacie, w TVN czy na YouTubie, bo i tak to, co masz do zaoferowania, przebije się do tej świadomości wcześniej czy później. Może nie tak szybko jak w moim przypadku, bo mieliśmy wtedy dwa kanały telewizji polskiej i tyle, ale no sorry, to se ne vrati, trzeba walczyć z tym, co się ma – dodała.
Z jednej strony trudno odmówić jej racji – wyniki oglądalności od lat nieubłaganie pokazują, że tradycyjne media tracą swoją pozycję. Z drugiej jednak telewizja wciąż jest dla wielu Polaków ważnym źródłem informacji i rozrywki, szczególnie dla starszych odbiorców. To medium żyje, ale ewoluuje, choć może nie tak szybko i nie w takiej formie, jak chciałby rynek.
Nie zmienia to faktu, że słowa Moniki Richardson są mocne i jednoznaczne. To nie tylko osobista refleksja – to diagnoza całej branży medialnej, która jeszcze kilka lat temu nie dopuszczała takiej myśli. Tym bardziej poruszająco brzmią słowa: „to se ne vrati”. Dla wielu to zdanie będzie bolesne, ale niezwykle trafne.
Jej wyznanie pokazuje również zmianę podejścia samej dziennikarki. Z osoby związanej z telewizją przez lata przekształca się w twórczynię internetową. Stawia na niezależność, wolność słowa i bezpośredni kontakt z odbiorcami, których ma wokół siebie coraz więcej i którzy doceniają jej autentyczność.
Niektórzy mogą interpretować tę wypowiedź jako symboliczne zamknięcie drzwi do telewizji. Inni – jako odważny manifest kobiety, która jasno widzi, gdzie zmierza rynek. Jedno jest pewne: głos Moniki Richardson znów wywołał dyskusję, której w mediach dawno brakowało.
W czasach, gdy stacje walczą o przetrwanie, jej słowa wybrzmiewają szczególnie mocno. Czy telewizja naprawdę umiera? Czy internet przejmie wszystko? A może te dwa światy w końcu nauczą się współistnieć?
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Przerażona Małgorzata Tomaszewska sama na mrocznym peronie? To, co opisała, brzmi jak scena z horroru
Zgadzacie się ze słowami Moniki Richardson? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
showbiz
Joanna Przetakiewicz wystąpi w “Tańcu z Gwiazdami”? Padła konkretna deklaracja
Choć od lat jest jedną z najbardziej wpływowych kobiet w polskiej modzie, Joanna Przetakiewicz nigdy nie ograniczała się wyłącznie do projektowania. Była twarzą ogromnych formatów, podróżowała po świecie w programach przygodowych i działała społecznie, inspirując tysiące Polek. Teraz jednak ikona stylu ujawnia, czego w swojej karierze nie zrobiłaby za żadną cenę i dlaczego jedna z najpopularniejszych produkcji telewizyjnych zupełnie do niej nie pasuje. Dowiedz się więcej!
Joanna Przetakiewicz, założycielka luksusowego domu mody La Mania, od lat pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych kobiet w polskim show-biznesie. Jej kariera to połączenie elegancji, odwagi, przedsiębiorczości i niezwykłej umiejętności adaptowania się do nowych wyzwań. Choć większość osób kojarzy ją jako ikonę stylu, jej zawodowa droga była znacznie bogatsza, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Projektantka dała się poznać szerokiej publiczności dzięki programowi „Project Runway”, który stał się jej oficjalnym telewizyjnym debiutem. To właśnie tam miliony Polaków mogły przyglądać się jej profesjonalizmowi, surowemu podejściu do mody i wyjątkowemu wyczuciu stylu. W roli jurorki prezentowała się z klasą, ale nigdy nie uciekała od szczerości – jej opinie potrafiły zbudować projektanta albo kompletnie go pogrążyć.
W 2017 roku Przetakiewicz podjęła wyzwanie, którego mało kto się po niej spodziewał – wystąpiła w „Azja Express”. Towarzyszył jej Łukasz Jakubiak, a ich duet przeszedł do historii programu jako połączenie luksusu z determinacją. Gwiazda, przyzwyczajona do wygód i elegancji, musiała mierzyć się z surowymi warunkami, brakiem komfortu i presją czasu. Ku zaskoczeniu wielu, poradziła sobie znakomicie.
Po programie jej popularność wzrosła jeszcze bardziej. Kobiety doceniały ją za autentyczność, poczucie humoru i dystans do siebie. Jednak mimo nowych propozycji telewizyjnych, Przetakiewicz nie ma zamiaru kontynuować przygody z reality show i mówi o tym wprost.
POLECAMY: Przerażona Małgorzata Tomaszewska sama na mrocznym peronie? To, co opisała, brzmi jak scena z horroru
Przetakiewicz w “Tańcu z Gwiazdami”? Nie tak szybko
Największym zaskoczeniem jest jednak to, że gwiazda nigdy nie pojawiła się w kultowym „Tańcu z Gwiazdami”, mimo że przez lata Rinke Rooyens, jej mąż, współtworzył ten format jako producent. Choć celebrytka nie potwierdziła wprost, że otrzymywała oficjalne zaproszenia do udziału, trudno sobie wyobrazić, by tak rozpoznawalna postać i to w dodatku żona wieloletniego producenta – nie znalazła się na celowniku twórców. W rozmowie z portalem Kozaczek.pl dała jednak jasno do zrozumienia, że taneczny show nigdy nie był dla niej opcją, którą w ogóle brałaby pod uwagę.
Nie, no ja w ogóle sobie tego nie wyobrażam, to mówię od razu. W ogóle sobie tego nie wyobrażam, nie wyobrażałam sobie w ogóle tej gigantycznej pracy, bo powiem ci, ja podziwiam, jak wszyscy trenują, tańczą, zżera ich trema, no co zresztą czasami jest wspaniałe, ale naprawdę podziwiam, ponieważ większość z tego, co słyszę, naprawdę wspaniale sobie daje radę i bardzo im tego gratuluję, ale nie, to zupełnie nie jest dla mnie – wyjaśniła.
Gdy reporter zasugerował, że przecież jest wysportowana, projektantka szybko ucięła temat, nie pozostawiając absolutnie żadnych wątpliwości:
Ale ja nie mam w ogóle tam talentu, powiem ci zupełnie szczerze, ja naprawdę nie mam wielkiego talentu do tańca i jakoś nie jest to moja pasja. Ja kocham sport, ja bardzo dużo ćwiczę, ale szczerze mówiąc, to nie jest moje marzenie – ucięła wątek.
Dla fanów może to być rozczarowanie, bo nazwisko Przetakiewicz od lat pojawiało się w spekulacjach dotyczących nowych edycji tanecznego show. Jednak ona sama jednogłośnie ucina plotki: udział w „Tańcu z gwiazdami” pozostanie jedynie w sferze marzeń widzów.
Jej słowa pokazują jednak coś jeszcze, że mimo statusu gwiazdy, jest osobą świadomą swoich możliwości, potrzeb i priorytetów. A odwaga, by odmówić nawet najbardziej prestiżowej propozycji, jest czymś, na co nie każdy celebryta byłby gotowy.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Sandra Kubicka złożyła kolejny pozew rozwodowy. Kulisy małżeństwa z Baronem wychodzą na jaw
Chcielibyście zobaczyć Joannę Przetakiewicz tańczącą w “Tańcu z Gwiazdami”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!




Autor: Szymon Jedynak
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Joanna Przetakiewicz ostro o cenach w cukierni Magdy Gessler. Takiego komentarza nikt się nie spodziewał
Dodaj komentarz
news
Przerażona Małgorzata Tomaszewska sama na mrocznym peronie? To, co opisała, brzmi jak scena z horroru
Jeszcze niedawno wydawało się, że po odejściu z TVP kariera Małgorzaty Tomaszewskiej rozpadnie się na kawałki. Tymczasem stało się coś zupełnie odwrotnego – jej przejście do TVN okazało się spektakularnym odrodzeniem. A jej ostatnia nocna relacja ze Szczecina pokazuje, jak wygląda prawdziwe życie reporterki „Dzień Dobry TVN” poza kamerami. Dowiedz się więcej już teraz!
Kiedy z anteny TVP zniknęły najbardziej rozpoznawalne twarze, wielu widzów zastanawiało się, które z nich dadzą radę odnaleźć się poza strukturą telewizji publicznej. Małgorzata Tomaszewska była jedną z najbardziej rozpoznawalnych prezenterek – elegancką, uprzejmą, z ogromnym doświadczeniem. Dla jednych symbol stabilności, dla innych: twarz epoki, która właśnie dobiegła końca. Nikt nie przewidział, że to właśnie ona okaże się jedną z największych zwyciężczyń tej medialnej rewolucji.
Jej transfer do TVN był wydarzeniem komentowanym w całym kraju. Gdy tylko pojawiła się na ekranie „Dzień Dobry TVN”, było jasne, że jej styl pracy i naturalny urok szybko znajdą nowych fanów. I tak się stało. Widzowie docenili jej rzetelność, ale także niepodrabialną lekkość i ciepło, które wnosiła do każdego materiału. Tomaszewska w krótkim czasie stała się jedną z najbardziej lubianych reporterek stacji.
W międzyczasie jej obecność w social mediach pokazała, że nie ma zamiaru udawać kogoś, kim nie jest. Na Instagramie pokazuje tylko to, co naprawdę chce pokazać – bez przesady, bez sztucznego kreowania życia idealnego. Dzieli się podróżami, fragmentami codzienności, ale wyraźnie widać, że pewne sfery zostawia tylko dla siebie. To właśnie ten balans sprawił, że widzowie mogą jej ufać bardziej niż wielu innym celebrytom.
POLECAMY: Sandra Kubicka złożyła kolejny pozew rozwodowy. Kulisy małżeństwa z Baronem wychodzą na jaw
Tomaszewska przeżyła horror podczas podróży?
Ostatnio relacjonowała swoją służbową podróż do Szczecina – z pozoru zwykły wyjazd, kolejny w jej grafiku, ale szybko okazało się, że wieczorna trasa pociągiem zmieni się w emocjonalną opowieść. Tomaszewska nie ukrywała, że nocne przemieszczanie się po dużych, pustych dworcach wywołuje w niej silny lęk. W szczerym nagraniu ujawniła:
Powiem Wam, że jestem taki cykor, że dla mnie wyjście wieczorem na stacji Szczecin Główny wiąże się z przywołaniem w głowie wszystkich horrorów i wszystkich filmów i seriali kryminalnych, jakie znam – relacjonowała.
Jej słowa zdecydowanie nie były przesadą. Pusty peron późnym wieczorem, mrok otaczający całą stację, cisza przerywana jedynie przejeżdżającymi pociągami i ta nieprzyjemna świadomość, że wokół nie ma żywej duszy – to sceneria, którą zna większość osób podróżujących samotnie. W takich chwilach wyobraźnia zaczyna pracować na najwyższych obrotach, podpowiadając najczarniejsze scenariusze.
Dlatego gdy Małgorzata Tomaszewska mówiła, że boi się, że „zaraz wydarzy się jakaś przerażająca rzecz”, wcale nie brzmiało to jak dramatyzowanie – raczej jak szczere wyznanie kogoś, kto w danej chwili musi walczyć z bardzo realnym lękiem. Nic dziwnego, że tak wiele kobiet, oglądając jej nagranie, mogło pomyśleć: „Tak, dokładnie tak samo czuję się, kiedy wracam wieczorem sama”.
Gdy w końcu dotarła do hotelu, nagrania pokazały zupełnie inną atmosferę – ciepło, ulgę i niespodziewaną gościnność. Tomaszewska opowiadała, że trafiła do starego obiektu z duszą, który od razu ją zauroczył. Wspomniała, że choć uwielbia nowoczesne wnętrza i luksusowe, współczesne hotele, to te zabytkowe miejsca mają w sobie coś wyjątkowego. Coś, co buduje klimat, którego nie da się podrobić.
Dotarłam, bez przygód i jestem zachwycona hotelem. To jest taki stary hotel z duszą. I chociaż lubię te nowoczesne ośrodki luksusowe, to te stare mają duszę – powiedziała.
Najbardziej rozczuliła jednak relacja o kolacji. „Jak przyjechałam i powiedziałam, że jestem trochę głodna, to panie postarały się, mimo że restauracja jest zamknięta, żebym mogła zjeść żurek i pierogi” – zdradziła. Taka zwykła, ludzka serdeczność stała się idealnym kontrastem dla jej wcześniejszego strachu. Reporterka podkreśliła, jak miła była cała obsługa i że aż szkoda, że zostaje tylko jedną noc.
Ta nocna relacja pokazała jedną ważną rzecz: Małgorzata Tomaszewska nie udaje superbohaterki. Jest osobą, która boi się ciemnych peronów, docenia życzliwość i potrafi mówić o swoich emocjach bez filtra. I to właśnie ta autentyczność sprawiła, że widzowie TVN pokochali ją jeszcze bardziej.
Fani doceniają, że mimo intensywnej pracy i medialnego zamieszania wokół jej osoby, Małgorzata Tomaszewska wciąż pozostaje sobą – uśmiechniętą, empatyczną i prawdziwą. Reporterka, która potrafi rozśmieszyć, wzruszyć i opowiedzieć coś, z czym może utożsamić się każdy z nas. Nawet jeśli jest to strach na dworcu albo radość z talerza gorącego żurku.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Viki Gabor źle wspomina udział w “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Tak produkcja traktowała uczestników
A Wy boicie się podróżować sami pociągami w nocy? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!







Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Patrycja Markowska w wielkim finale trasy ‘Obłęd Tour 2025’ w Klubie Stodoła – poznaj szczegóły koncertu!
Patrycja Markowska wraca w wielkim stylu! Artystka, która od lat podbija serca fanów swoimi przebojami, kończy trasę promującą najnowszy album „Obłęd”, a finałowe show odbędzie się 14 grudnia 2025 roku w warszawskim Klubie Stodoła. To będzie wyjątkowy koncert, pełen emocji, energii i muzycznych niespodzianek.
Nowy album „Obłęd” – nowa energia Patrycji Markowskiej
Album „Obłęd”, którego premiera odbyła się 9 maja 2025 roku, to muzyczna podróż łącząca żywe gitarowe brzmienie z nowoczesnymi klubowymi rytmami. Płyta została nagrana „na setkę”, czyli praktycznie na żywo, co nadaje jej autentyczności i wyjątkowego klimatu.
– „Czekałam na taką płytę, ale mogła powstać tylko w tym czasie, z tą dojrzałością, którą mam, kiedy niosło mnie wielkie uczucie i nowe inspiracje muzyczne” – mówi Patrycja Markowska.
Nowe utwory w połączeniu z największymi hitami artystki gwarantują niezapomniane doświadczenie muzyczne i prawdziwe spotkanie z Patrycją w klimatycznych klubach całej Polski.
„Obłęd Tour 2025” – trasa pełna hitów i emocji
Trasa koncertowa „Obłęd Tour 2025” już od miesięcy przyciąga tłumy fanów. Każdy koncert to połączenie energii, emocji i wyjątkowego kontaktu z publicznością. Podczas finału w Warszawie, fani będą mogli usłyszeć zarówno premierowe utwory, jak i największe przeboje, które od lat królują w radiu i na listach przebojów.
Ważne informacje dla uczestników koncertu
- Koncert odbędzie się 14 grudnia 2025 roku w Klubie Stodoła.
- Osoby poniżej 16 roku życia mogą uczestniczyć wyłącznie pod opieką rodzica lub opiekuna prawnego.
- Osoby od 16 do 18 roku życia muszą posiadać pisemną zgodę rodzica lub opiekuna.
- Wszelkie pytania dotyczące wsparcia osób z problemami z poruszaniem się prosimy kierować na adres: kontakt@ticketclub.pl.
Nie przegap finału „Obłęd Tour 2025”!
Jeśli jesteś fanem Patrycji Markowskiej lub po prostu kochasz dobrą muzykę na żywo, finałowa odsłona „Obłęd Tour 2025” w Klubie Stodoła jest wydarzeniem, którego nie możesz przegapić. Bilety są już dostępne – zarezerwuj swoje miejsce i przeżyj niezapomniane muzyczne chwile razem z jedną z największych gwiazd polskiej sceny muzycznej.
https://ticketclub.pl/koncerty/patrycja-markowska-klub-stodola-warszawa-3490

-
showbiz3 dni temuFilip Chajzer uderza w dentystę, a ten demaskuje kulisy współpracy. Padły poważne oskarżenia
-
showbiz4 dni temuTyle pieniędzy zarobił Tomasz Karolak za udział w “Tańcu z Gwiazdami”. Dużo czy mało?
-
news19 godzin temuSandra Kubicka złożyła kolejny pozew rozwodowy. Kulisy małżeństwa z Baronem wychodzą na jaw
-
news4 dni temuPaulina Smaszcz pokazała swojego partnera? To zdjęcie wywołało burzę [FOTO]
-
showbiz4 dni temuPaulina Krupińska-Karpiel z nową fuchą w TVN. Wiemy, z kim walczyła o posadę w „Mam talent”
-
showbiz5 dni temuTYLKO U NAS: Kto poprowadzi Sylwester z Dwójką? Jedno nazwisko naprawdę szokuje
-
showbiz3 dni temuViki Gabor wreszcie mówi prawdę o Roxie Węgiel. Tak szczera nie była nigdy wcześniej
-
news2 dni temuKarolina Gilon liczyła na „Mam Talent”, ale TVN wybrał inaczej. Teraz ujawniła kulisy porażki

Dodaj komentarz