Śledź nas

showbiz

Bartłomiej Kasprzykowski komentuje decyzję o zakończeniu serialu „Przyjaciółki” – padły zaskakujące słowa o ekipie

Opublikowano

w dniu

Decyzja o zakończeniu jednego z największych serialowych hitów Polsatu wywołała w sieci lawinę komentarzy i niedowierzania. „Przyjaciółki”, przez lata uważane za jeden z filarów ramówki, nagle znikają z anteny, a stacja zapewnia, że była to decyzja „trudna, ale konieczna”. Gwiazdy produkcji również zabierają głos, a ich reakcje pokazują, jak wielkie emocje wywołał koniec tego kultowego projektu. Dowiedz się więcej, co powiedział Bartłomiej Kasprzykowski!

Pierwsze doniesienia o zakończeniu emisji „Przyjaciółek” pojawiły się w piątkowe przedpołudnie i wywołały natychmiastowe poruszenie wśród widzów, którzy przez ponad trzynaście lat traktowali serial jak stały element czwartkowych wieczorów. Polsat ogłosił, że decyzja była wyjątkowo trudna, lecz niezbędna, ponieważ stacja przechodzi intensywne zmiany programowe i musi dopasować ramówkę do nowych strategii. Dla fanów była to jednak wiadomość szokująca – wielu nie wyobrażało sobie, że po tylu latach jedna z najpopularniejszych produkcji nagle zniknie.

W oficjalnym komunikacie telewizja wyjaśniła, że wiosną 2026 roku widzowie nie zobaczą ani nowego sezonu, ani nawet kontynuacji wątków znanych bohaterek. Jednocześnie zapowiedziano stworzenie specjalnego odcinka podsumowującego, który ma stać się symboliczny͘m zamknięciem całej opowieści. Taki gest potwierdza, że Polsat nie chce całkowicie odcinać się od marki, która przez lata budowała jego wizerunek, a jedynie uznał, że w obecnej formule serial nie może być dalej rozwijany.

„Przyjaciółki”, które zadebiutowały 6 września 2012 roku, szybko zdobyły ogromną sympatię widzów, stając się jedną z najczęściej oglądanych produkcji obyczajowych w kraju. W ciągu trzynastu lat na ekranie pojawiły się aż 314 odcinki, a 26 sezonów opowiadało o relacjach, problemach i życiu współczesnych kobiet w sposób, z którym Polki mogły się utożsamiać. To właśnie ta autentyczność sprawiała, że serial z każdym rokiem umacniał swoją pozycję.

Polsat w swoim komunikacie podkreślił, że sukces „Przyjaciółek” nie był dziełem przypadku, lecz wynikiem ogromnej pracy dziesiątek osób. Stacja wyróżniła scenarzystów, reżyserów, producentów i całą ekipę realizacyjną, która przez lata dbała o spójność, jakość i charakter serialu. Według przedstawicieli telewizji, właśnie dzięki ich zaangażowaniu produkcja stała się jednym z najważniejszych elementów współczesnej serialowej popkultury.

Najwięcej ciepłych słów trafiło jednak do aktorek wcielających się w tytułowe bohaterki. To Joanna Liszowska, Małgorzata Socha, Anita Sokołowska, Magdalena Stużyńska-Brauer oraz Agnieszka Sienkiewicz-Gauer przez lata nadawały ton całej produkcji. Ich relacje, energia i naturalność sprawiły, że widzowie nie tylko śledzili ich losy, ale wręcz żyli razem z nimi. Dla wielu Polek były nie tylko postaciami z ekranu, lecz inspiracją do walki o swoje marzenia, rodziny i codzienność.

Ogromną rolę odegrali również mężczyźni tworzący drugą połówkę historii. Na ekranie regularnie pojawiali się Bartłomiej Kasprzykowski, Adam Adamonis, Krzysztof Wieszczek, Paweł Deląg i Marcin Korcz. To oni nadawali historii dodatkowych emocji i realizmu, tworząc bohaterów, których widzowie uwielbiali i którym kibicowali. Ich obecność sprawiała, że serial nie był jedynie opowieścią o kobiecej przyjaźni, lecz o całym świecie relacji międzyludzkich.

POLECAMY: Danuta Martyniuk wreszcie się wygadała. Czy Daniel Martyniuk usiądzie przy wigilijnym stole?

Bartłomiej Kasprzykowski komentuje decyzję Polsatu!

Kilka godzin po publikacji oficjalnej decyzji głos zabrał Bartłomiej Kasprzykowski, jeden z najbardziej rozpoznawalnych aktorów związanych z serialem. W poruszającej relacji na Instagramie wyznał, że informacja o końcu „Przyjaciółek” dotarła do niego tego samego dnia, a on sam czuje ogromną wdzięczność wobec zespołu, z którym spędził tak wiele lat. Jego emocjonalne nagranie momentalnie obiegło sieć.

Aktor rozpoczął swoje wyznanie słowami:

Jak wiecie, dzisiaj gruchnęła wiadomość o tym, że “Przyjaciółki” się kończą, że przed nami jeszcze jakiś jeden odcinek podsumowujący wątki. To prawda, ja dzisiaj dostałem kwiaty i karteczkę, w związku z tym wielkie dzięki – zaczął.

Następnie przeszedł do tego, co jak sam podkreślił — było dla niego najważniejsze: docenienia ludzi, którzy pracowali za kulisami. Kasprzykowski z ogromnym wzruszeniem opowiadał o ekipie, którą nazywał swoją serialową rodziną:

Ale to, co chciałem powiedzieć, dlaczego nagrywam ten filmik, to jest to, że jedna rzecz to to, że my kończymy, ale druga rzecz to to, że rozstajemy się ze wspaniałym zespołem, który ten serial od lat tworzył. Wielu się przewinęło przez ten zespół, ale każdy, kto wchodził do nas, do tej rodziny przyjaciółek. Nie mówię tu o aktorach, mówię tutaj o całej tej wspaniałej ekipie, która nas maluje, ubiera, oświetla, pomaga, pomaga merytorycznie, koryguje nas barwowo itd. Wszystkich, których codziennie na planie, kiedy miałem te zdjęcia, spotykałem. To jest fantastyczna ekipa, to jest tak zgrana ekipa i piękni ludzie, że czasami, jak nawet był bardzo ciężki dzień zdjęciowy, to sama świadomość tego, że przychodzę do nich, dodawała mi skrzydeł – powiedział.

Mówił dalej, że najbardziej będzie tęsknił właśnie za tą atmosferą, którą trudno spotkać na innych planach.

I powiem wam, że za nimi będę tęsknił najbardziej, bo o ile z aktorami czasami spotykamy się na różnych innych planach, o tyle takich fajnych ludzi, a szczególnie w takim zestawieniu, jakie tutaj miało miejsce, jest ciężko spotkać – wyznał.

W kolejnych słowach przypomniał, że sukces serialu to przede wszystkim efekt pracy tych, którzy nie pojawiają się na ekranie, ale bez których produkcja nie miałaby sensu.

To ich magia, ich zgranie, ich miłość do tego tematu i do zawodu, który wykonują, sprawiała, że te trzynastoletnia przygoda dla mnie też była niesamowita. Miałem od nich wsparcie, miałem od nich poparcie i to są rzeczy nieocenione – dodał.

Aktor zakończył apelując do branży filmowej, by nie przegapiła okazji i zatrudniła zgraną ekipę, która teraz trafia „na rynek”:

Kończy się jakiś serial, który trwał przez tyle lat i to był wielki sukces, a za tym sukcesem stoją ludzie, którzy teraz będą wolni na rynku. A więc skarb idzie w rynek. Najlepiej, gdyby się ta ekipa wzięli w całości. Ci, którzy planujecie teraz coś robić, robić seriale, chociaż to się robi niemodne teraz, ale jeżeli planujecie coś takiego zrobić, to macie fantastyczną ekipę i to grzech nie brać tych ludzi – powiedział.

Na końcu podziękował całej ekipie i widzom, podkreślając, że emocje dopadły go nagle, w samochodzie, kiedy poczuł potrzebę nagrania tego filmiku:

Wszyscy kochani, moi ludzie z ekipy, kłaniam się Wam najgłębiej, jak potrafię, tutaj w tym samochodzie, w którym mnie dopadła ta emocja i potrzeba nagrania Wam tego filmu. I dziękuję. I wam, widzowie, też. Ale na to chyba jeszcze przyjdzie czas. Dobrego wieczoru – zakończył.

Wszystko to prowadzi do oficjalnego końca: ostatni, 314. odcinek serialu wyemitowano w czwartek 27 listopada o godzinie 21:40. Było to symboliczne zamknięcie trzynastoletniej historii, która na stałe wpisała się w polską telewizję. Teraz widzowie pozostają w oczekiwaniu na odcinek specjalny oraz informację, czym Polsat zastąpi jedną ze swoich najważniejszych produkcji.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Agnieszka Kaczorowska wraca do eliminacji z „TzG”. Ujawniła, jak wyglądały jej pierwsze dni po eliminacji

Będzie Wam brakować serialu “Przyjaciółki” w Polsacie? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Magdalena Stużyńska, Agnieszka Sienkiewicz, Małgorzata Socha, Joanna Liszowska, Anita Sokołowska (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Bartłomiej Kasprzykowski (fot. screen Instagram Stories Bartłomiej Kasprzykowski)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

2026 rok przyniósł bolesne pożegnania. Tych znanych osób nie ma już z nami

Opublikowano

w dniu

przez

Ich nazwiska znała cała Polska, a ich talent, osiągnięcia i działalność na stałe zapisały się w pamięci milionów. W 2026 roku pożegnaliśmy wiele wyjątkowych postaci ze świata kultury, muzyki, telewizji i życia publicznego. Dziś nie ma ich już wśród nas, ale pozostawili po sobie dorobek, którego nie sposób zapomnieć. Przypomnij sobie te nazwiska!

Dziś, 1 listopada, obchodzimy dzień Wszystkich Świętych. To szczególny moment, w którym wspominamy tych, którzy odeszli, wracamy myślami do wspólnych chwil i przypominamy sobie osoby, których obecność miała dla nas znaczenie. Wśród nich są również znane postacie, które przez lata towarzyszyły nam na ekranach telewizorów, scenach i estradach. Z okazji tego dnia przypominamy sylwetki osób, które zmarły w 2026 roku oraz ich najważniejsze dokonania.

Edward Linde-Lubaszenko należał do grona aktorów, których dorobek trudno przecenić. Choć początkowo rozważał zupełnie inną ścieżkę zawodową i myślał o medycynie, ostatecznie postawił na scenę i ekran. Od 1973 roku był związany ze Starym Teatrem w Krakowie, gdzie przez lata współpracował z uznanymi twórcami. Zagrał w ponad stu przedstawieniach teatralnych, a jego talent można było podziwiać także w licznych spektaklach Teatru Telewizji. Widzowie zapamiętali go z takich produkcji jak „Kroll”, „Psy”, „Sztos”, „Chłopaki nie płaczą” czy „Poranek kojota”. Był również cenionym pedagogiem i przekazywał swoją wiedzę kolejnym pokoleniom aktorów na Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie. Zmarł 8 lutego 2026 roku w wieku 86 lat.

Edward Linde-Lubaszenko (fot. screen YouTube “Dzień dobry TVN”)

Kolejną wielką stratą dla polskiej kultury była śmierć Bożeny Dykiel. Aktorka przez dekady zachwycała charakterystycznym temperamentem, energią i wyrazistą osobowością. Współpracowała z Andrzejem Wajdą, występując między innymi w „Weselu” oraz „Ziemi obiecanej”. Ogromne wrażenie zrobiła również jako Goplana w „Balladynie” w inscenizacji Adama Hanuszkiewicza – szczególnie zapamiętano jej wjazd na scenę motocyklem. Szeroka publiczność pokochała ją jako Miećkę Aniołową w kultowych „Alternatywach 4”, a później jako Marię Ziębę w serialu „Na Wspólnej”, z którym była związana w latach 2003–2025. Na swoim koncie miała także role w „Domu” i „Wyjściu awaryjnym”. Odeszła 12 lutego 2026 roku, mając 77 lat.

Bożena Dykiel (fot. screen “Pytanie na śniadanie”)

W 2026 roku pożegnaliśmy również Łukasza Litewkę, który dla wielu osób był przede wszystkim społecznikiem gotowym angażować się w sprawy innych. Był socjologiem, samorządowcem, posłem X kadencji i politykiem związanym z Sosnowcem. Szczególnie mocno angażował się w pomoc osobom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej, a także zwierzętom potrzebującym opieki. Swoje zasięgi i rozpoznawalność wykorzystywał do nagłaśniania zbiórek oraz historii ludzi, którzy potrzebowali wsparcia. Jego działalność wielokrotnie mobilizowała internautów do działania. Zginął 23 kwietnia 2026 roku w wypadku drogowym, niespełna trzy tygodnie przed swoimi 37. urodzinami.

Łukasz Litewka (fot. screen Instagram Łukasz Litewka)

W tym roku odeszła od nas także Stanisława Celińska, artystka, która przez lata udowadniała, że równie mocno potrafi poruszać widzów na ekranie, jak i słuchaczy podczas koncertów. Jej talent aktorski został dostrzeżony między innymi dzięki występowi w „Krajobrazie po bitwie” Andrzeja Wajdy. Później pojawiła się w takich filmach jak „Noce i dnie”, „Panny z Wilka”, „Spis cudzołożnic” oraz „Pieniądze to nie wszystko”. Z czasem coraz większą część jej artystycznej działalności zajęła muzyka. Szczególną popularność zdobyła dzięki albumowi „Atramentowa”, a następnie kolejnym wydawnictwom, w tym płycie „Jesienna”. W swoich utworach potrafiła opowiadać o emocjach, miłości, przemijaniu i codziennych doświadczeniach w sposób niezwykle osobisty. Zmarła 12 maja 2026 roku, niedługo po 79. urodzinach. Przyczyną śmierci była zapaść krążeniowa, czyli ostra niewydolność krążenia.

Stanisława Celińska (fot. screen YouTube TVP VOD)

POLECAMY: Anna Dymna wspomina zmarłego Jana Frycza. Jej słowa chwytają za serce

Te osobowości odeszły od nas w 2026 roku [PAMIĘTAMY]

Swoje miejsce w historii polskich mediów zapisał również Andrzej Morozowski. Dziennikarz przez około 25 lat był związany z TVN24, gdzie stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy stacji. Widzowie kojarzyli go przede wszystkim z programem „Tak jest”, w którym prowadził rozmowy dotyczące polityki, bieżących wydarzeń i najważniejszych problemów społecznych. Przez lata rozmawiał z politykami, ekspertami i osobami kształtującymi polskie życie publiczne. Jego profesjonalizm doceniono licznymi nagrodami. Otrzymał między innymi Wiktora i Telekamerę, a w 2006 roku został uhonorowany tytułem Dziennikarza Roku Grand Press. Zmarł 4 sierpnia 2026 roku w wieku 69 lat, pozostawiając po sobie ogromny dorobek dziennikarski.

Andrzej Morozowski (fot. screen YouTube TVN24)

W 2026 roku świat muzyki stracił także Bonnie Tyler, której charakterystyczny, zachrypnięty głos znały miliony słuchaczy. Walijska wokalistka zdobyła międzynarodową sławę dzięki takim przebojom jak „It’s a Heartache”, „If You Were a Woman (And I Was a Man)” oraz „Total Eclipse of the Heart”. Jej potężne ballady stały się jednym z symboli muzyki lat 80., a sama artystka przez lata pozostawała rozpoznawalną postacią światowej sceny. W ostatnich miesiącach życia zmagała się z poważnymi problemami zdrowotnymi. W maju informowano o pilnej operacji jelit, którą przeszła w szpitalu w Faro w Portugalii. W czerwcu bliscy przekazali, że nie przebywała już w śpiączce, ale nadal wymagała intensywnej opieki medycznej. Mimo nadziei na poprawę jej stan pozostawał poważny. Artystka zmarła 8 lipca 2026 roku w wieku 75 lat.

Bonnie Tyler (fot. screen Instagram Bonnie Tyler)

Jednym z najbardziej poruszających pożegnań w świecie polskiego aktorstwa była śmierć Jana Frycza. Artysta potrafił tworzyć postacie niezwykle różnorodne – od bohaterów wrażliwych i zagubionych po ludzi budzących respekt samą swoją obecnością. Przez lata występował na najważniejszych polskich scenach, między innymi w Starym Teatrze w Krakowie i Teatrze Narodowym w Warszawie. Widzowie pamiętają go z filmów „Pornografia”, „Pręgi” oraz „Nigdy w życiu!”. Szczególne miejsce w jego dorobku zajęła również rola Daria w serialu „Ślepnąc od świateł”, która przyniosła mu uznanie także wśród młodszej publiczności. Jan Frycz odszedł 15 sierpnia 2026 roku w wieku 72 lat. Do ostatnich tygodni pozostawał aktywny zawodowo, a jego kreacje na długo pozostaną częścią historii polskiego kina i teatru.

Jan Frycz (fot. screen YouTube Zwierciadło)

Wśród osób, które pożegnaliśmy w tym roku, znalazł się również Adrian Szymaniak, znany widzom z trzeciej edycji programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”. To właśnie przed kamerami rozpoczęła się jego historia z Anitą Szydłowską-Szymaniak. Po zakończeniu telewizyjnego eksperymentu para postanowiła kontynuować wspólne życie, a z czasem doczekała się dwojga dzieci – Jerzego i Bianki. W lipcu 2025 roku życie rodziny zmieniło się diametralnie, gdy u Adriana zdiagnozowano glejaka IV stopnia, jeden z najbardziej agresywnych nowotworów mózgu. W walce z chorobą nieustannie wspierała go żona, która towarzyszyła mu w najtrudniejszych chwilach i dzieliła się z internautami informacjami o jego stanie zdrowia. Adrian Szymaniak zmarł 4 września 2026 roku w wieku zaledwie 39 lat.

Adrian Szymaniak (fot. screen YouTube TVN.pl) – wywiad w “Dzień dobry TVN”

Wspominając osoby, które odeszły w 2026 roku, nie sposób pominąć również Mariusza Komendy, którego widzowie poznali dzięki programowi „MasterChef”. Gotowanie było jego pasją od najmłodszych lat, dlatego w 2019 roku zdecydował się spróbować swoich sił w popularnym formacie TVN. Jego kulinarne umiejętności pozwoliły mu dotrzeć aż do półfinału, a uczestnicy programu mieli okazję rozwijać swoje zdolności również podczas wyjazdu do Meksyku. Choć Mariusz Komenda nie znalazł się w wielkim finale, udział w show otworzył przed nim kolejne możliwości. Z czasem wracał do „MasterChefa” już w innej roli – jako gość i juror, dzieląc się doświadczeniem oraz wiedzą z kolejnymi uczestnikami. Odszedł 7 października 2026 roku w wieku 44 lat. 

Mariusz Komenda (fot. screen YouTube TVN Kuchnia)

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Anastazja Jakubiak wróciła wspomnieniami do męża. Te słowa łamią serce

Którą rolę Jana Frycza wspominacie najmilej? Dajcie znać w komentarzu!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Autor artykułu: Szymon Jedynak

Kontynuuj czytanie

news

Anna Dymna wspomina zmarłego Jana Frycza. Jej słowa chwytają za serce

Opublikowano

w dniu

przez

Dziś, 1 listopada, w dniu Wszystkich Świętych, Polsat przypomni postać jednego z najwybitniejszych polskich aktorów. Jan Frycz odszedł zaledwie kilka miesięcy temu, ale jego dorobek artystyczny i niezwykłe kreacje wciąż pozostają żywe w pamięci widzów. Stacja przygotowała wyjątkowy materiał, w którym głos zabiorą osoby, które znały go przez lata. Dowiedz się więcej!

Jan Frycz był aktorem, którego trudno było pomylić z kimkolwiek innym. Charyzmatyczny, nieprzewidywalny i zawsze prawdziwy – zarówno na scenie, jak i przed kamerą potrafił przyciągać uwagę publiczności. Choć od jego śmierci minęło zaledwie kilka miesięcy, role, które stworzył, nadal pozostają ważną częścią polskiej kultury. Właśnie dlatego Polsat postanowił przypomnieć jego postać w najnowszym odcinku programu „Być Gwiazdą”.

Specjalny reportaż będzie poruszającą opowieścią o artyście, który przez kilkadziesiąt lat zachwycał kolejne pokolenia widzów. Twórcy programu wrócą do najważniejszych momentów jego kariery, ale nie skupią się wyłącznie na zawodowych osiągnięciach. W materiale pojawią się również wspomnienia osób, które miały okazję poznać aktora prywatnie i współpracować z nim na przestrzeni lat.

Jedną z osób, które zabiorą głos, będzie Anna Dymna. Aktorkę i Jana Frycza łączyła wieloletnia znajomość sięgająca dzieciństwa. W reportażu wróci do ich pierwszych spotkań w krakowskim teatrze i opowie o wyjątkowej więzi, która pozostała z nimi na lata. Jej słowa pokazują, jak osobistą relacją była ta znajomość.

„Kocham go miłością 11-letniej dziewczynki. Poznaliśmy się w „Kocim Teatrze”, w teatrze improwizacji dziecięcej” – mówi aktorka.

O początkach artystycznej drogi Jana Frycza opowie również reżyser Mikołaj Grabowski. Poznali się jeszcze przed egzaminami do szkoły teatralnej, kiedy przyszły aktor dopiero przygotowywał się do realizacji swoich marzeń. Już wtedy miał wyróżniać się nie tylko talentem, ale również prezencją i doskonałym przygotowaniem.

„Bardzo młody, bardzo przystojny, z nienaganną dykcją” – wspomina przyszłego gwiazdora reżyser.

POLECAMY: Anastazja Jakubiak wróciła wspomnieniami do męża. Te słowa łamią serce

Polsat uczci pamięć Jana Frycza już dzisiaj. Kiedy emisja?

Jan Frycz był absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Przez niemal pięć dekad współtworzył historię polskiego teatru, występując na najważniejszych scenach w kraju. Jego droga zawodowa prowadziła od debiutu w „Damach i huzarach” Aleksandra Fredry, przez Teatr Narodowy, Teatr Polski, Stary Teatr w Krakowie i Teatr im. Juliusza Słowackiego, aż po kolejne wybitne kreacje na deskach Teatru Narodowego w Warszawie.

Widzowie zapamiętali go również z ról filmowych i telewizyjnych. Ogromne uznanie przyniosły mu występy w „Pornografii”, „Pręgach” czy „25 latach niewinności. Sprawie Tomka Komendy”. Szczególne miejsce w jego dorobku zajmuje także rola Daria w serialu „Ślepnąc od świateł”. Stworzył tam postać pełną tajemnic, niepokoju i wewnętrznej siły, po raz kolejny udowadniając, że potrafił przyciągnąć uwagę widza nawet najmniejszym gestem.

W reportażu nie zabraknie również wspomnień Jana Englerta. Aktor podkreśli, że Jan Frycz był artystą wymykającym się prostym kategoriom, a aktorstwo stanowiło dla niego coś znacznie więcej niż tylko wykonywany zawód.

„Frycz wymyka się wszystkim kategoriom. Był stuprocentowym aktorem. To była treść jego życia. Scena i kamera” – mówi Jan Englert.

Najnowszy odcinek „Być Gwiazdą” ma być nie tylko przypomnieniem najważniejszych ról Jana Frycza, ale przede wszystkim osobistym portretem człowieka, którego talent i pasja inspirowały innych artystów. Wspomnienia przyjaciół i współpracowników pozwolą spojrzeć na niego z różnych perspektyw – jako wybitnego aktora, wymagającego profesjonalistę i człowieka, który na trwałe zapisał się w ich życiu.

Polsat pokaże reportaż w szczególnym dniu. Dziś, 1 listopada, stacja uczci pamięć Jana Frycza, przypominając widzom jego dorobek i niezwykłą osobowość. Premiera odcinka programu „Być Gwiazdą” odbędzie się o godz. 19:30, tuż przed kolejnym wydaniem „Dancing with the Stars. Taniec z Gwiazdami”. To będzie okazja, by jeszcze raz przypomnieć sobie aktora, którego scenicznej obecności i ekranowych kreacji nie da się zapomnieć.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Sebastian Fabijański zabrał głos ws. TK: „Walka o władzę powinna mieć jakieś granice”. Ma rację?

Którą rolę Jana Frycza wspominacie najmilej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Jan Frycz (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Anna Dymna (fot. zdjęcie prasowe Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Anastazja Jakubiak wróciła wspomnieniami do męża. Te słowa łamią serce

Opublikowano

w dniu

przez

Śmierć Tomasza Jakubiaka pozostawiła ogromną pustkę w życiu jego najbliższych i tysięcy fanów. Teraz, tuż przed dniem Wszystkich Świętych, jego żona Anastazja opublikowała wyjątkowo osobisty wpis, w którym wróciła wspomnieniami do ukochanego męża. Jej słowa dają do myślenia i pokazują, jak wygląda życie po tak bolesnej stracie. Dowiedz się więcej!

Śmierć Tomasza Jakubiaka, do której doszło 30 kwietnia ubiegłego roku po długiej i ciężkiej walce z chorobą, była ogromnym ciosem dla jego bliskich, przyjaciół oraz widzów. Przez lata kucharz i osobowość telewizyjna zdobywał sympatię publiczności swoją energią, poczuciem humoru i ogromną pasją do gotowania. Potrafił opowiadać o jedzeniu w taki sposób, że nawet najprostsze potrawy nabierały wyjątkowego znaczenia. Jego odejście pozostawiło pustkę, którą szczególnie mocno odczuwa jego rodzina.

Choć Tomasz Jakubiak nie ukrywał przed opinią publiczną, że zmaga się z poważną chorobą, i regularnie informował o kolejnych etapach leczenia, nie wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, jak wiele kosztowała go ta walka. Nawet w najtrudniejszych momentach starał się zachować optymizm i dodawać otuchy innym. Do końca szukał kolejnych możliwości terapii i wierzył, że uda mu się wrócić do normalnego życia. Za uśmiechem, który tak dobrze pamiętali widzowie, kryły się jednak ogromne cierpienie, zmęczenie i niepewność.

Po śmierci kucharza jego żona zaczęła opowiadać o tym, co działo się za zamkniętymi drzwiami i z czym naprawdę mierzyła się ich rodzina. W jednej z rozmów z serwisem Viva.pl Anastazja wróciła do marca, kiedy przyszły wyniki badań, które miały ogromny wpływ na dalszy przebieg wydarzeń. Wspominała, że właśnie wtedy coś zmieniło się w zachowaniu jej męża. „Jakby coś w nim pękło” – powiedziała jakiś czas temu w rozmowie z Viva.pl.

Anastazja opowiadała również, że jej mąż, dotychczas będący niepoprawnym optymistą, zaczął zupełnie inaczej patrzeć na swoją sytuację. Kolejne operacje, długotrwała rekonwalescencja i perspektywa następnych lat leczenia stawały się dla niego coraz trudniejsze do zaakceptowania.

“Wszystko odbierał pesymistycznie, a przecież to było nie w Jego stylu. On był wiecznym optymistą. A potem… potem powiedział, że koniecznie musi wyjechać z domu. Może już wtedy czuł, że nadciąga koniec? […] Karmiłam się tymi chwilami, gdy było lepiej. Wciąż szukałam kolejnych metod leczenia, a on patrzył na to zupełnie inaczej. Mówił: „Ile jeszcze? Kolejna operacja? Dochodzenie do siebie. Kolejne dwa lata, zanim zacznę jeść, zanim się odbuduję”. A ja mówiłam: „Ale co znaczą dwa lata w perspektywie całego życia?”. Czułam jednak, że jest już po prostu zmęczony. I rozumiem to, bo gdybym ja znalazła się na jego miejscu, nie wytrzymałabym jednej trzeciej tego cierpienia, które spadło na niego. Wiesz, że on nie jadł od października, a cały czas gotował dla mnie i dla Bąbelka?” – opowiadała.

POLECAMY: Fabijański zabrał głos ws. TK: „Walka o władzę powinna mieć jakieś granice”. Ma rację?

Anastazja Jakubiak wprost o żałobie po stracie męża

Teraz, w sobotę 31 października, dzień przed Wszystkimi Świętymi, wdowa po kucharzu ponownie zabrała głos. Tym razem opublikowała refleksję dotyczącą żałoby, pierwszych świąt i ważnych dat przeżywanych już bez ukochanej osoby. Nie ukrywa, że takie momenty bywają szczególnie trudne, ponieważ przypominają o tym, jak bardzo zmieniło się życie po stracie. Jednocześnie przyznała, że z upływem czasu zaczęła odnajdywać w swoich wspomnieniach nie tylko smutek, ale również radość.

“Myślę, że po stracie bardzo trudne są te wszystkie pierwsze razy. Pierwsze święta, urodziny, ważne daty. Jeszcze nie wiesz, jak to będzie bez tej osoby. Czy dasz radę usiąść przy stole, pojechać w znajome miejsce, przeżyć dzień, który zawsze był Wasz. A potem powoli zaczyna być trochę łatwiej… Przynajmniej u mnie tak jest. Nadal tęsknię, mam trudne momenty, ale coraz częściej wspomnienie wywołuje też uśmiech” – napisała.

W dalszej części wpisu Anastazja podzieliła się przemyśleniami na temat miłości, która nie kończy się wraz ze śmiercią drugiej osoby. Jak przyznała, potrzebowała dużo czasu, aby oswoić się z nową rzeczywistością i nauczyć się funkcjonować bez męża. Dziś coraz częściej potrafi wracać do wspólnych chwil z wdzięcznością za to, co razem przeżyli. Nie oznacza to jednak, że przestała tęsknić.

“Teraz myślę o Tomku i o tym, co było między nami dobre. O tym, ile dostałam od niego tej miłości. Czego się przy nim nauczyłam, co razem przeżyliśmy. Coraz częściej potrafię się przy tych wspomnieniach zatrzymać, zamiast myśleć tylko o tym, czego już nie będzie. Powrót do życia nie przekreśla miłości. To, że się śmiejesz, że na coś czekasz, że znowu jest Ci dobrze, nie sprawia, że ta osoba staje się mniej ważna. Nie musisz udowadniać swojej miłości cierpieniem. Możesz pamiętać o tym, co Was łączyło, i korzystać z tego, co ta relacja Ci dała. Z bliskości, której doświadczyłaś. Z rzeczy, których się przy sobie nauczyliście. To wszystko może Ci towarzyszyć również wtedy, kiedy idziesz dalej” – czytamy.

Wdowa po Tomaszu Jakubiaku zwróciła również uwagę na to, że każdy człowiek przeżywa żałobę inaczej. Nie ma jednego właściwego sposobu na poradzenie sobie ze stratą ani określonego czasu, po którym ból powinien minąć. Anastazja podkreśliła, że nie warto narzucać sobie presji ani zmuszać się do powrotu do codzienności, zanim będzie się na to gotowym. Jednocześnie zaznaczyła, że pozwolenie sobie na szczęście nie oznacza zapomnienia o osobie, której już z nami nie ma.

“Powrót do życia to odwaga. Czasem zaczyna się od jednego małego planu. I jeśli czujesz, że masz na niego ochotę, możesz sobie na niego pozwolić. We własnym tempie, bez poczucia, że kogoś w ten sposób zostawiasz” – dodała.

Wpis Anastazji pojawił się w szczególnym momencie – tuż przed dniem Wszystkich Świętych, kiedy wiele osób wraca myślami do tych, których już z nimi nie ma.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Halloween 2026: Maffashion jako Miszczak, Bagi jako Skolim. Kto wypadł najlepiej?

Jak wspominacie śp. Tomasza Jakubiaka? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Anastazja Jakubiak i Tomasz oraz Tomuś Jakubiak (fot. screen Instagram Tomasz Jakubiak)
Anastazja Jakubiak i Tomasz Jakubiak (fot. screen Instagram Tomasz Jakubiak)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Fabijański zabrał głos ws. TK: „Walka o władzę powinna mieć jakieś granice”. Ma rację?

Opublikowano

w dniu

przez

Piątkowe wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego wywołały ogromne emocje i błyskawicznie stały się jednym z najgorętszych tematów w kraju. Głos w sprawie zabrał również Sebastian Fabijański, który do tej pory raczej unikał publicznych komentarzy dotyczących polityki. Tym razem nie zamierzał jednak milczeć. Dowiedz się więcej!

Piątkowy wieczór przyniósł gwałtowne zaostrzenie trwającego od miesięcy sporu o Trybunał Konstytucyjny. Informacje o odsunięciu dotychczasowego kierownictwa instytucji, wnioskach o uchylenie immunitetów oraz obecności policji przed gmachem przy alei Szucha zdominowały przekazy medialne. Wydarzenia wywołały liczne komentarze i ponownie rozpaliły dyskusję na temat sytuacji politycznej w Polsce.

Do sprawy postanowił odnieść się Sebastian Fabijański. Aktor opublikował w mediach społecznościowych zrzut ekranu z relacji na żywo Kanału Zero, a następnie podzielił się osobistą refleksją. Jego wpis szybko zwrócił uwagę internautów, szczególnie że artysta nie należy do osób, które regularnie komentują bieżące wydarzenia polityczne.

Sam Sebastian Fabijański przyznał zresztą, że dotychczas świadomie powstrzymywał się od publicznego zabierania głosu w takich sprawach. Nie chciał dokładać kolejnych emocji do i tak mocno podzielonej dyskusji. Tym razem jednak uznał, że nie potrafi przejść obojętnie obok tego, co dzieje się w kraju.

“Nigdy nie wypowiadałem się na tematy polityczne, bo moje zdanie nie ma żadnego znaczenia i jedyne, co może zdziałać, to podzielić, ale… Tym razem nie umiem się powstrzymać” – napisał na InstaStories.

POLECAMY: Halloween 2026: Maffashion jako Miszczak, Bagi jako Skolim. Kto wypadł najlepiej?

Sebastian Fabijański nie mógł dłużej milczeć

W dalszej części publikacji aktor nie ukrywał oburzenia eskalacją konfliktu politycznego. Zwrócił uwagę na atmosferę napięcia, która od dłuższego czasu towarzyszy polskiemu życiu publicznemu. W jego ocenie kolejne działania prowadzące do zaostrzenia sporu nie są tym, czego społeczeństwo potrzebuje w obecnej sytuacji.

“Komuś chyba się na Halloween w 🎃 poprzewracało. Mało nam napięć? Mało wojen? Mało nienawiści? Mało polaryzacji? Walka o władzę powinna mieć jakieś granice. Dziś prawie przestała mieć” – stwierdził.

Słowa Sebastiana Fabijańskiego były mocne, ale aktor nie ograniczył się wyłącznie do krytyki konkretnych wydarzeń. W swoim wpisie wyraźnie zaznaczył, że nie zamierza stawać po żadnej ze stron politycznego konfliktu. Jego komentarz dotyczył przede wszystkim samego mechanizmu pogłębiania społecznych podziałów i wykorzystywania napięć do walki o wpływy.

Artysta podkreślił, że w jego opinii w obecnych, niespokojnych czasach szczególnie niebezpieczne jest podejmowanie działań, które mogą jeszcze bardziej zaostrzać atmosferę w społeczeństwie. Nie wskazał przy tym jednej konkretnej formacji jako odpowiedzialnej za sytuację. Zamiast tego zwrócił uwagę na konsekwencje politycznych decyzji dla zwykłych obywateli.

“I nieważne, kto jest autorem tego, co się dzieje – jaka frakcja polityczna. Ważne, że takie ruchy, w tych bardzo niespokojnych czasach, to po prostu igranie z ogniem, którego nikt dziś nie potrzebuje. Po raz kolejny namacalnie się przekonujemy, czym są nasze potrzeby w zestawieniu z politycznymi interesami” – dodał.

Wpis Sebastiana Fabijańskiego pokazuje, że weekendowe wydarzenia wywołały reakcje nie tylko wśród polityków i komentatorów życia publicznego. Do dyskusji dołączył również aktor, który do tej pory unikał podobnych deklaracji. Tym razem zdecydował się jednak zabrać głos i jasno wyraził swoje zaniepokojenie rosnącymi napięciami.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Edyta Górniak BRONI Nawrockiego. „Granice zostały przekroczone”. Zgadzacie się?

A Wy co uważacie o tej sytuacji? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Sebastian Fabijański (fot. screen Instagram Stories Sebastian Fabijański) – 31.10.2026
Sebastian Fabijański (fot. screen Instagram Stories Sebastian Fabijański) – 31.10.2026
Sebastian Fabijański (fot. screen YouTube TVN.pl)
Karol Nawrocki (fot. screen Maciej Berek) – 31.10.2026

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością