Śledź nas

news

Doda wyznała prawdę o zachowaniu Małgorzaty Rozenek w Sejmie. Zaskoczeni?

Opublikowano

w dniu

Na początku roku, gdy Polskę sparaliżowały siarczyste mrozy i potężne śnieżyce, Doda nie oglądała się na procedury ani decyzje urzędników. Działała natychmiast, a jej zaangażowanie w pomoc zwierzętom poruszyło całą Polskę. Co wydarzyło się później w Sejmie i dlaczego doszło do zaskakującego starcia Dody z Małgorzatą Rozenek-Majdan? Dowiedz się więcej!

Na początku roku, gdy Polskę sparaliżowały siarczyste mrozy i potężne śnieżyce, Doda nie oglądała się na procedury, decyzje urzędników ani tempo działania instytucji. Zareagowała natychmiast, uruchamiając własne środki i własne kanały dotarcia do ludzi. Finansowała zakup bud dla psów, organizowała ich docieplanie, nagłaśniała problem porzuconych zwierząt i apelowała o adopcję. Jej aktywność szybko odbiła się szerokim echem, a piosenkarka stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy walki o los bezdomnych zwierząt w Polsce.

Z czasem jej działania zaczęły wykraczać poza interwencje doraźne. Sprawa zwierząt przestała być jedynie społecznym apelem, a zaczęła nabierać realnego, politycznego wymiaru. W mediach coraz częściej mówiło się o konieczności zmian systemowych, o patologiach w niektórych schroniskach i o odpowiedzialności państwa za los bezbronnych istot. Właśnie w tym kontekście doszło do wydarzenia, które wywołało prawdziwą burzę.

30 stycznia 2026 roku w Sejmie RP odbyło się posiedzenie Komisji Nadzwyczajnej ds. zwierząt. Na sali pojawiły się dwie jedne z najbardziej rozpoznawalnych kobiet polskiego show-biznesu: Doda oraz Małgorzata Rozenek-Majdan. Ich wspólna obecność była szeroko komentowana jeszcze przed rozpoczęciem obrad, bo nikt nie miał wątpliwości, że ich głosy przyciągną uwagę mediów i opinii publicznej.

Podczas posiedzenia Doda zabrała głos nie tylko w sprawie schronisk w Bytomiu i Sobolewie, ale także reakcji premiera na zamknięcie placówki. Zapowiedziała również wspólną aukcję z innymi artystami, z której cały zysk ma zostać przeznaczony na kastracje zwierząt. Te słowa spotkały się z aplauzem zgromadzonych i zostały uznane za jeden z najmocniejszych momentów całego posiedzenia.

Zwracam się z ogromną prośbą do wszystkich organizacji, ale też do rządu. Wszystkie organizacje mają od 10 do 35 milionów na lokacie. My obywatele też się na to składamy. Rząd też ma jakieś pieniądze. Zróbmy zrzutkę i zróbmy te cholerne kastracje, wszystkie masowo i już będziemy bliżej końca niż początku, bo na razie to jest pudrowanie pulsującego pryszcza. A ja mam piękną cerę i się na to nie zgadzam – tłumaczyła w piątek Doda podczas komisji.

Na sali obecna była także Małgorzata Rozenek-Majdan, która postanowiła publicznie docenić zaangażowanie Dody. Podkreśliła, że to właśnie dzięki jej determinacji sprawa patologicznych warunków w schroniskach została nie tylko nagłośniona, ale też realnie doprowadziła do zamknięcia placówek. Jej wystąpienie zaskoczyło wielu obserwatorów, którzy spodziewali się raczej chłodnej, oficjalnej postawy.

To, co wydarzyło się w tych dwóch schroniskach, o których dzisiaj rozmawialiśmy, tylko i wyłącznie dzięki obywatelskim ruszeniom również z inicjatywy Dody, to na pewno było bardzo potrzebne – powiedziała Rozenek.

POLECAMY: Kaczorowska i Rogacewicz dostali nową fuchę. Nie uwierzycie, gdzie i kiedy się pojawią

Doda o zachowaniu Rozenek w Sejmie. Zaskoczeni?

Jednak mimo publicznych pochwał, atmosfera między obiema celebrytkami była daleka od sielankowej. Choć na sali sejmowej panował pozór jedności, za kulisami miało być znacznie bardziej napięcie. Początkowo żadna z nich nie komentowała tej sytuacji, co tylko podsycało domysły i spekulacje internautów.

Dzień po posiedzeniu Komisji, w sobotę 31 stycznia 2026 roku, Doda zdecydowała się zabrać głos podczas instagramowej transmisji na żywo. To właśnie wtedy ujawniła kulisy spotkania z gwiazdą TVN i rzuciła zupełnie nowe światło na to, co wydarzyło się w Sejmie. Jej słowa szybko rozeszły się po sieci i wywołały lawinę komentarzy.

Presja społeczna robi cuda. Zobaczcie do czego doprowadziła presja. Nawet do tego, że Małgorzata Rozenek mi pogratulowała na komisji. Mimo, że się nawet ze mną nie przywitała – wyznała w sobotni wieczór Doda na Instagramie.

Obie celebrytki jasno zaznaczyły, że problem zwierząt wymaga nie tylko emocjonalnych apeli, ale przede wszystkim konkretnych, systemowych rozwiązań. W ich wystąpieniach powracał postulat wprowadzenia powszechnych obowiązków dotyczących opieki nad psami, w tym działań ograniczających ich bezdomność oraz poprawiających standardy funkcjonowania schronisk. Małgorzata Rozenek-Majdan zwróciła dodatkowo uwagę na potrzebę uporządkowania całego procesu legislacyjnego – apelowała o jasny plan działania, wyznaczenie etapów prac i podanie realnych terminów zmian, które nie pozostaną jedynie na papierze.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Laluna ujawnia mroczne oblicze patoschronisk. Te szczegóły mrożą krew w żyłach

Myślicie, że kiedyś dojdzie do pojednania Dody i Małgorzaty Rozenek? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Małgorzata Rozenek-Majdan (fot. screen Sejm GOV)
Doda (fot. screen Instagram Doda)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

2 komentarze

1 komentarz

  1. Grzesiek

    1 lutego 2026 at 17:25

    Wszystko wynika z faktu, że osoba Radosława jednocześnie obie panie łączy i dzieli 🙂

  2. Ewa Mońko

    1 lutego 2026 at 14:26

    A kto ta Rozenek wpuszcza do sejmu.to dno zupelne

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Daniel Martyniuk zniknął z planu „Nasi w mundurach”? TTV ma poważny problem

Opublikowano

w dniu

przez

Program jeszcze nie wrócił na antenę, a już wokół jego nowej edycji zrobiło się wyjątkowo głośno. Daniel Martyniuk miał być jednym z najbardziej kontrowersyjnych uczestników „Nasi w mundurach”, jednak teraz pojawiły się niepokojące informacje dotyczące jego udziału w zdjęciach. Co wydarzyło się za kulisami? Dowiedz się więcej!

Po dwuletniej przerwie na antenę TTV powraca program „Nasi w mundurach”, w którym znane osoby sprawdzają się w warunkach wymagających dyscypliny, odporności i podporządkowania wojskowym zasadom. Czwarta edycja nie miała jeszcze swojej premiery, a już wzbudziła ogromne zainteresowanie. Wszystko za sprawą jednego z uczestników.

W nowym sezonie pojawić się miał bowiem Daniel Martyniuk, syn Zenka i Danusi Martyniuków. Jego udział od początku wzbudzał emocje, ponieważ widzowie doskonale znają jego burzliwe życie prywatne i liczne medialne kontrowersje. Tym razem miał jednak stanąć przed zupełnie nowym wyzwaniem – założyć mundur i sprawdzić się w wojskowych zadaniach.

Premiera programu zaplanowana jest na 3 października, ale zdjęcia do wszystkich odcinków jeszcze się nie zakończyły. Jak udało się ustalić Pudelkowi, od poniedziałku uczestnicy ponownie pojawili się na planie, gdzie realizowana jest kolejna część materiału. Tym razem zabrakło jednak Daniela Martyniuka.

“Daniel nie dotarł w poniedziałek na zdjęcia, próbowaliśmy go ściągnąć. Nie wiadomo też, czy pojawi się dziś. Spodziewamy się niespodziewanego. Jego nieobecność nie przeszkadza jednak w realizacji programu” – mówi osoba z produkcji na łamach Pudelka.

POLECAMY: Doda spotkała Kędzierskiego po słynnej aferze. Tak wyglądało ich spotkanie

Daniel Martyniuk NIE STAWIŁ SIĘ na nagraniach. Tak zareagowała produkcja TTV

Informacja jest o tyle znacząca, że w ostatnich dniach Daniel Martyniuk ponownie bardzo aktywnie działał w mediach społecznościowych. Na Instagramie publikował nagrania, w których ostro wypowiadał się na temat swojej rodziny, pieniędzy, a także stacji TTV, która realizuje „Nasi w mundurach”.

W jednym z nagrań Daniel Martyniuk sugerował, że nie zamierza wracać do Polski i stawiać się na kolejne nagrania bez spełnienia jego oczekiwań finansowych. Wspominał między innymi o kwocie 100 tys. zł oraz prywatnym samolocie.

“Teraz to wam powiem, że takiego ch*ja to mnie w tej Polsce zobaczycie podczas jakichkolwiek, ku*wa, nagrań. Lepiej rozmawiajcie z moimi rodzicami. 100 koła na konto, to wtedy możemy coś ponagrywać. (…) TTV je*ać was, je*ać was” – krzyczał ostatnio na InstaStories.

Wygląda więc na to, że oczekiwania Daniela Martyniuka nie zostały spełnione. Co ciekawe, jego nieobecność – przynajmniej według informatora Pudelka – nie wywołała wśród pozostałych uczestników negatywnych emocji. Wręcz przeciwnie. Źródło związane z produkcją twierdzi, że atmosfera na planie miała dzięki temu być znacznie spokojniejsza.

“Podczas pierwszych dni zdjęciowych Daniel był trzeźwy, bardzo grzeczny i nie sprawiał żadnych problemów. Wszystko zmieniło się jednak podczas przerwy. W sumie dobrze, że nie dotarł na plan, bo jego zachowanie źle wpływa na wizerunek programu i pozostałych uczestników” – dodaje osoba z produkcji na łamach Pudelka.

Teraz największym pytaniem pozostaje to, czy Daniel Martyniuk jeszcze pojawi się na planie „Nasi w mundurach”. Produkcja na razie nie zdradza, jak zamierza rozwiązać sytuację, a jego poniedziałkowa nieobecność nie zatrzymała realizacji kolejnych materiałów. Jeżeli jednak podobne sytuacje będą się powtarzać, udział kontrowersyjnego uczestnika może stać się dla stacji poważnym problemem.

Czy TTV strzeliło sobie w kolano, decydując się na udział Daniela Martyniuka w programie? Z jednej strony jego nazwisko z pewnością przyciąga uwagę i może zapewnić produkcji ogromne zainteresowanie. Z drugiej – kolejne kontrowersje jeszcze przed premierą stawiają pod znakiem zapytania, czy był to ruch, który rzeczywiście opłaci się stacji. Odpowiedź widzowie poznają już jesienią, gdy „Nasi w mundurach” wrócą na antenę.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Wieniawa zwróciła się do Andrei Bocellego. Krótki komentarz przyciągnął uwagę fanów

Co uważacie o zachowaniu Daniela Martyniuka? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Daniel Martyniuk (zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery Polska)
Daniel Martyniuk (fot. screen TTV)
Daniel Martyniuk (fot. screen Instagram Stories Daniel Martyniuk)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Doda spotkała Kędzierskiego po słynnej aferze. Tak wyglądało ich spotkanie

Opublikowano

w dniu

przez

Po latach Piotr Kędzierski i Doda ponownie znaleźli się w jednym studiu. Tym razem spotkali się na planie nowego teleturnieju Polsatu, jednak ich wcześniejsza historia sprawiała, że trudno było nie zastanawiać się, jak będzie wyglądało to spotkanie. Dziennikarz zdradził, co wydarzyło się za kulisami. Dowiedz się więcej!

Piotr Kędzierski i Doda spotkali się tym razem przy okazji nowego muzycznego show Polsatu „Hitster. Muzyczna gra przebojów”. Dziennikarz jesienią 2026 roku poprowadzi program wspólnie z Idą Nowakowską, a zdjęcia do produkcji rozpoczęły się już na początku lipca. Wśród gwiazd, które pojawiły się na planie, znalazła się właśnie Doda.

Ich spotkanie wzbudziło zainteresowanie przede wszystkim ze względu na wydarzenia sprzed kilku lat. Relacji tej dwójki nie zawsze było bowiem po drodze. W październiku 2022 roku Doda pojawiła się w podcaście „WojewódzkiKędzierski”, jednak rozmowa nie przebiegła po myśli wokalistki. Artystka opuściła wówczas studio już na początku nagrania, niezadowolona z zadawanych jej pytań.

Później piosenkarka w dosadny sposób skomentowała rolę Piotra Kędzierskiego w podcaście. Nazwała go „broszką na welurowej marynarce”, sugerując, że w programie zdecydowanie większą rolę odgrywa Kuba Wojewódzki, a jego współprowadzący pozostaje raczej w tle. Słowa te zapadły w pamięć i sprawiły, że kolejne spotkanie obojga mogło budzić sporo emocji.

Tym razem okoliczności były jednak zupełnie inne. Piotr Kędzierski jest jedną z twarzy nowego programu Polsatu, a Doda pojawiła się na planie jako jedna z muzycznych gwiazd. W „Hitsterze” dwuosobowe drużyny celebrytów będą rywalizować, próbując rozpoznać, z którego roku pochodzą poszczególne muzyczne hity.

POLECAMY: Julia Wieniawa zwróciła się do Andrei Bocellego. Krótki komentarz przyciągnął uwagę fanów

Piotr Kędzierski WPROST o spotkaniu z Dodą

Czy po dawnych wydarzeniach między Dodą a Piotrem Kędzierskim wciąż jest napięcie? Dziennikarz w rozmowie z „Faktem” postanowił rozwiać wszelkie wątpliwości. Z jego relacji wynika, że tym razem oboje po prostu skupili się na swoich zawodowych obowiązkach.

“Byłem w robocie, Doda też była w robocie. Wiesz, jak ja mogę się ustosunkować… Doda wystąpiła, zaśpiewała, więc się ukłoniłem. Zamieniliśmy dwa słowa i tyle. Ja byłem broszką na welurowej marynarce, a mogłem być mchem na kamieniu albo czymś innym wilgotnym w głupim miejscu” – wyjaśnił w podcaście „Wersja osobista”.

Wypowiedź Piotra Kędzierskiego pokazuje, że dziennikarz najwyraźniej nie zamierza wracać do dawnego konfliktu. Co więcej, sam postanowił obrócić słynne określenie Dody w żart. Zamiast komentować jej wcześniejsze zachowanie, z dystansem nawiązał do słynnej „broszki na welurowej marynarce”.

Na planie „Hitstera” nie doszło więc do żadnej spektakularnej konfrontacji. Doda wykonała swój występ, a Piotr Kędzierski zachował się profesjonalnie. Ich kontakt ograniczył się do krótkiej wymiany zdań, co może sugerować, że oboje nie zamierzają przenosić dawnych wydarzeń na grunt obecnej współpracy zawodowej.

Dla Piotra Kędzierskiego „Hitster” będzie kolejnym ważnym etapem współpracy z Polsatem. Po udziale w wiosennej edycji „Tańca z Gwiazdami” otrzymał własny teleturniej, który poprowadzi razem z Idą Nowakowską. Program ma pojawić się na antenie już 3 października 2026 roku i będzie oparty na popularnej muzycznej grze, w której liczy się przede wszystkim znajomość przebojów i umiejętność umiejscowienia ich w czasie.

Choć spotkanie Dody i Piotra Kędzierskiego nie przyniosło wielkiego pojednania ani telewizyjnego starcia, z pewnością będzie jednym z ciekawszych zakulisowych wątków nowej produkcji Polsatu. Dawne słowa o „broszce na welurowej marynarce” najwyraźniej nie zrobiły już na dziennikarzu większego wrażenia. Teraz pozostaje sprawdzić, jak oboje wypadną przed kamerami, gdy „Hitster. Muzyczna gra przebojów” trafi jesienią na antenę.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tribbs i Blanka zostają w „The Voice Kids”? Wszystko jest już jasne

Lubicie Dodę? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Doda (fot. zdjęcie prywatne serwisu przeAmbitni.pl)
Piotr Kędzierski (fot. Piętka Mieszko/AKPA)
Piotr Kędzierski (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA)
Ida Nowakowska-Herndon, Piotr Kędzierski (fot. Piętka Mieszko/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Arkadiusz Janiczek w niecodziennym wydaniu. Fotografka Danuty Martyniuk namówiła go na odważne zdjęcia!

Opublikowano

w dniu

przez

Kiedy rok temu Danuta Martyniuk wrzuciła do sieci fotki ze swojej pierwszej w życiu, profesjonalnej sesji zdjęciowej, polskie portale show-biznesowe rozgrzały się do czerwoności. Zdjęcia kopiowano tysiące razy, niemal każdy portal o gwiazdach zrobił z nich rolkę i artykuł, a jeden z dzienników zagrzmiał na okładce, że za te fotki należy się Danucie „mandacik za przekroczenie piękności”! Tym razem przed obiektyw utalentowanej fotografki Izabelli Binkowskiej trafił Arkadiusz Janiczek. Efekty sesji są zdumiewające!

Autorką tych wyjątkowych zdjęć jest Izabella Binkowska, fotografka gwiazd z… tytułem doktora nauk przyrodniczych Akademii Rolniczej w Poznaniu! Sama wygląda tak, jakby dostała już cały plik mandatów za przekroczenie piękności i zamiast badać właściwości grzybów leczniczych, o których pisała doktorat z impetem wkroczyła do show-biznesu.

POLECAMY: Młodzieżowa Alicja Węgorzewska i piękna córka Przebindowskiego skradły show podczas premiery sztuki „Dyrektor Teatru”!

Janiczek jak Danuta Martyniuk

Okazuje się, że kilka dni temu Izabella zaprosiła na plan zdjęciowy Arkadiusza Janiczka i zaczęła od… rozebrania aktora! Przywiozła ze sobą mnóstwo ubrań i osobiście czuwała nad tym, co na siebie zakładał. Potulny jak baranek Janiczek poddał się poleceniom fotografki i nie pożałował. Fotkami, które mu zrobiła już chwali się w sieci. – To bardzo miłe dla autora zdjęć, kiedy znany i szanowany model chwali się efektami sesji. Lubię to i cieszę się, że Arek jest zadowolony. Wiem, że przechodzi trudny czas w życiu i chciałam, żeby moja sesja wydobyła cały jego czar i pokazała go z najlepszej strony – powiedziała nam Izabella.

Aktor pozował na pomoście urokliwej tawerny Kapitańskiej w Oławie i zjadł z fotografką obiad. Wyraźnie zrelaksowany opuścił potem to miejsce i wrócił do Chrząstowic pod Opolem, gdzie mieszka jego mama. Izabella Binkowska tak napisała o sesji w swoich mediach społecznościowych:

„Oto końcowy efekt mojej pracy na planie zdjęciowym z Arkiem Janiczkiem – aktorem Teatru Narodowego w Warszawie. W tym roku mija 30 lat odkąd zagrał swoja pierwszą rolę w filmie „Autoportret z kochanką”, więc można powiedzieć, że to taka sesja jubileuszowa. Ten Janiczek to wyjątkowy rozmówca a o kulisach swojej pracy opowiada tak, że ma się wrażenie, że to prywatny spektakl w najlepszym wydaniu. Podczas pozowania do zdjęć, które widzicie recytował mi fragmenty „Hamleta”!!! Najbardziej utkwiła mi w pamięci jego główna rola w „Placu Zbawiciela”, dobrze zagrał też w „Stuleciu Winnych”. Jeden z portretów Arkadiusza trafi do kolekcji moich zdjęć znanych ludzi, które stworzą wyjątkową wystawę. Już dziś szukamy partnerów do tego wydarzenia, które będzie miało swoją premierę w przyszłym roku w Warszawie. Czekajcie na następne „twarze Binkowskiej”… :)”

Rutkowski na zdjęciach z pistoletem

Binkowska fotografowała też Krzysztofa Gojdzia tuż po słynnym liftingu twarzy, Krzysztof Rutkowski mierzył do niej z broni na planie zdjęciowym, a reżyser Mariusz Pujszo powierzył jej zrobienie fotosów z planu powstającej właśnie nowej wersji filmu „Szatan z siódmej klasy”. Fotografka ma na swoim koncie także setki zdjęć ludzi biznesu oraz tytuł „Osobowości roku 2023”.

Foto: Izabella Binkowska
Tekst: SM

Kontynuuj czytanie

news

Wieniawa zwróciła się do Andrei Bocellego. Krótki komentarz przyciągnął uwagę fanów

Opublikowano

w dniu

przez

To był dla niej jeden z najważniejszych momentów w dotychczasowej karierze muzycznej. Julia Wieniawa miała okazję dwukrotnie stanąć na scenie u boku światowej sławy tenora, a teraz po raz kolejny zwróciła się do niego publicznie. Jej krótki komentarz pod wpisem artysty mówi więcej, niż mogłoby się wydawać. Dowiedz się więcej!

Julia Wieniawa od początku nie ukrywała, że możliwość wystąpienia u boku Andrei Bocellego jest dla niej ogromnym wyróżnieniem. Polska wokalistka aktywnie relacjonowała przygotowania do wyjątkowych koncertów, które odbyły się 14 sierpnia w Gdańsku oraz dwa dni później w Warszawie. Dla artystki było to nie tylko kolejne muzyczne wydarzenie, ale również spełnienie jednego z jej zawodowych marzeń.

Podczas obu koncertów Julia Wieniawa i Andrea Bocelli wykonali „Canto della Terra” – jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów w repertuarze włoskiego tenora. Ich wspólne występy spotkały się z bardzo ciepłym przyjęciem publiczności. Widzowie docenili zarówno sam wybór repertuaru, jak i możliwość zobaczenia na jednej scenie młodej polskiej artystki oraz jednej z największych gwiazd światowej muzyki.

Szczególnie emocjonalnie Julia Wieniawa wspominała pierwszy koncert w Gdańsku. Niedługo po występie podzieliła się z fanami osobistą refleksją dotyczącą spotkania z legendarnym tenorem. Nie ukrywała, że atmosfera podczas koncertu zrobiła na niej ogromne wrażenie, a zachowanie samego Andrei Bocellego zapamięta na długo.

“Nadal nie wiem, czy to nie był sen. Zaśpiewać u boku Andrei Bocellego to jedno, ale ciepło, z jakim mnie przyjął, wzruszyło mnie chyba jeszcze bardziej. Dawno nie czułam się tak zaopiekowana na scenie. Są chwile, które zostają w sercu na zawsze. Ta na pewno będzie jedną z nich” — napisała po pierwszym koncercie.

POLECAMY: Tribbs i Blanka zostają w „The Voice Kids”? Wszystko jest już jasne

Julia Wieniawa zaśpiewała u boku Andrei Bocellego

Na tym jednak muzyczna historia Julii Wieniawy i Andrei Bocellego się nie zakończyła. Dwa dni później artyści ponownie spotkali się na scenie, tym razem na PGE Narodowym w Warszawie. Również tam wykonali „Canto della Terra”, a polska publiczność ponownie mogła zobaczyć ich wspólny występ.

Po zakończeniu obu koncertów przyszedł czas na podziękowania. Dzień po warszawskim wydarzeniu Andrea Bocelli opublikował w mediach społecznościowych wpis skierowany do polskiej publiczności. Tenor podsumował swoje występy w naszym kraju i podkreślił, że jeden z wieczorów na długo pozostanie w jego pamięci.

“Ten wieczór na długo pozostanie w mojej pamięci” – czytamy we wpisie Andrei Bocellego. Pod publikacją niemal natychmiast pojawiła się lawina komentarzy od fanów, którzy wspominali wyjątkowe koncerty i dzielili się swoimi emocjami po spotkaniu z włoskim artystą.

Wśród komentarzy znalazła się również krótka wiadomość od Julii Wieniawy. Wokalistka postanowiła jeszcze raz podziękować tenorowi za wspólne występy. Choć jej komentarz składał się zaledwie z kilku słów, trudno o bardziej wymowne podsumowanie całej muzycznej przygody.

“Thank you, Maestro” – napisała Wieniawa.

Jej słowa szybko zwróciły uwagę, szczególnie w kontekście tego, jak wielkim przeżyciem były dla niej oba koncerty. Wokalistka niejednokrotnie podkreślała, że możliwość zaśpiewania u boku Andrei Bocellego traktuje jako ogromne wyróżnienie i ważny moment w swojej karierze.

Nie ma wątpliwości, że występy z Andreą Bocellim były dla Julii Wieniawy nie lada gratką i jednym z najbardziej prestiżowych momentów jej dotychczasowej działalności muzycznej. Polska artystka udowodniła przy okazji, że potrafi odnaleźć się na scenie obok światowej klasy wykonawcy i sprostać ogromnym emocjom, jakie towarzyszą takim wydarzeniom. Dwa koncerty, tysiące widzów i wspólne wykonanie wielkiego przeboju z pewnością pozostaną w jej pamięci na długo.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nie żyje Jan Frycz. Teatr Narodowy przekazał poruszającą wiadomość

Cenicie twórczość Andrei Bocellego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Andrea Bocelli (fot. Jakub Janecki/zdjęcie prasowe Prestige MJM)
Andrea Bocelli (fot. Jakub Janecki/zdjęcie prasowe Prestige MJM)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością