news
Doda zaapelowała do Polaków na antenie „Dzień Dobry TVN”. To, co powiedziała, daje do myślenia
Na początku roku cała Polska mówiła o jej heroicznej walce o zwierzęta. Teraz piosenkarka mówi wprost, że zapłaciła za to ogromną cenę psychiczną. Dziś była gościem w „Dzień Dobry TVN”, gdzie jeszcze raz otwarcie opowiedziała o najgorszych momentach tej walki i mechanizmach funkcjonowania schronisk, które ją złamały. Co wydarzyło się za kulisami tej batalii i dlaczego jej słowa są tak wstrząsające? Dowiedz się więcej!
Na początku roku, gdy Polskę sparaliżowały siarczyste mrozy i potężne śnieżyce, Doda nie oglądała się na procedury, decyzje urzędników ani tempo działania instytucji. Zareagowała natychmiast, uruchamiając własne środki i własne kanały dotarcia do ludzi. Finansowała zakup bud dla psów, organizowała ich docieplanie, nagłaśniała problem porzuconych zwierząt i apelowała o adopcję. Jej aktywność szybko odbiła się szerokim echem, a piosenkarka stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy walki o los bezdomnych zwierząt w Polsce.
Z czasem okazało się jednak, że nawet największa mobilizacja i zaangażowanie jednostki nie są w stanie naprawić systemu, który od lat działa wadliwie. Doraźna pomoc, choć niezwykle potrzebna, była jedynie kroplą w oceanie potrzeb. Na jaw zaczęły wychodzić wstrząsające informacje o skrajnych zaniedbaniach w niektórych placówkach, które miały chronić zwierzęta, a w rzeczywistości narażały je na cierpienie, choroby i śmierć. Dla Dody był to moment przełomowy – przestała skupiać się wyłącznie na pomocy interwencyjnej, a zaczęła publicznie piętnować patologie i walczyć z systemowymi nieprawidłowościami.
Jednym z pierwszych miejsc, które znalazły się w centrum jej zainteresowania, było schronisko w Bytomiu. Artystka otwarcie mówiła o nieprawidłowościach i domagała się kontroli oraz realnych zmian. Jej głos szybko podchwyciły media, a sprawa zaczęła żyć własnym życiem, stając się symbolem znacznie szerszego problemu zaniedbań w systemie opieki nad bezdomnymi zwierzętami w Polsce. Dzięki presji społecznej temat trafił na najwyższe szczeble debaty publicznej.
Niedługo później Doda udała się do ośrodka „Happy Dog” w Sobolewie, gdzie sytuacja okazała się jeszcze bardziej niepokojąca. Właściciel placówki, Marian D., usłyszał zarzuty dotyczące znęcania się nad zwierzętami, choć sprawa do dziś nie doczekała się prawomocnego rozstrzygnięcia. Mimo to, dzięki medialnej presji i zaangażowaniu aktywistów, udało się doprowadzić do zamknięcia placówki, co wielu uznało za ogromny sukces i dowód na to, że nagłośnienie problemu może realnie zmieniać rzeczywistość.
Choć interwencje przyniosły konkretne efekty, dla samej artystki były one ogromnym obciążeniem psychicznym. Codzienny kontakt z dramatycznymi historiami zwierząt, oglądanie zdjęć i nagrań z miejsc, gdzie panowały skrajnie złe warunki, a także konieczność mierzenia się z krytyką i hejtem, zaczęły poważnie odbijać się na jej zdrowiu. W jednym z najnowszych nagrań Doda przyznała wprost, że musi się zatrzymać i zadbać o siebie.
Dzisiaj spałam trzy godziny. To jest już tydzień, odkąd prawie w ogóle nie śpię. Sytuacje związane z patoschroniskami, z wszystkimi informacjami i obrazami, jakie mnie uderzyły przez ostatnie dni, bardzo mnie psychicznie poturbowały i najnormalniej w świecie nie daje sobie już z tym rady […] To jest dla mnie psychicznie nie do zniesienia, jestem zbyt emocjonalna. Dlatego ja się nie nadaję do polityki, bo ja bym każdemu po mordzie dała. Ja się trzęsę. Dlatego nie mogę dalej w tym zostać, bo mnie to spala od środka i zrobiłam wszystko, co umiałam. Oddałam całe swoje serce, ruszyłam kamień milowy i niech to idzie teraz lawiną, ale nie chcę dalej wgłębiać się, bo dostrzeganie coraz gorszych rzeczy doprowadzi mnie do katastrofy – powiedziała kilka dni temu.
POLECAMY: Doda wyznała prawdę o zachowaniu Małgorzaty Rozenek w Sejmie. Zaskoczeni?
Doda w DDTVN o walce z patoschorniskami
Dziś z kolei Doda gościła na kanapach „Dzień dobry TVN” w rozmowie z Dorotą Wellman i Marcinem Prokopem. I to właśnie ta jej wizyta stała się jednym z najmocniejszych medialnych momentów całej akcji. Artystka jeszcze raz jasno zaznaczyła, że zwierzęta zajmują w jej życiu wyjątkowe miejsce i że nie zamierza milczeć w obliczu systemowych patologii.
Podczas rozmowy przypomniała, jak na początku stycznia Polska zmagała się z mroźną falą, a ona aktywnie włączyła się w pomoc schroniskom, wspierając finansowo ocieplanie bud i zakup niezbędnych materiałów. Wykorzystała też media społecznościowe, zachęcając fanów do adopcji i niesienia wsparcia potrzebującym zwierzakom. Jednak to, co zobaczyła później, przeszło jej najczarniejsze wyobrażenia.
Do tej pory udało się ustalić to, że mamy w Polsce kilka schronisk, z czego tylko 20 procent jest przygotowane na zimę. Psy powinny być przygotowane na tak elementarne i podstawowe potrzeby jak ochrona przed zimnem. Są schroniska i gminy, które o to dbają, ale to jest znikomy procent. Większość czerpie z bezdomności jawne korzyści. W ich interesie jest to, żeby przychodził “nowy towar”, żeby się zwierzęta szczeniły i kociły, bo na tym zarabiają – mówiła o poranku.
Gwiazda nie poprzestała na ogólnych hasłach. W programie szczegółowo wyjaśniła, na czym polegają mechanizmy, które jej zdaniem – pozwalają niektórym placówkom czerpać zyski z cierpienia zwierząt. Wskazała, że schroniska dzielą się na różne grupy, w tym gminne i prywatne, a niektóre z nich działają jak dobrze naoliwione biznesy, a nie miejsca pomocy.
To też jest szokujące, że przedsiębiorca może stanąć do przetargu, nie mając nic kompletnie wspólnego ze zwierzętami i robić sobie z tego biznes. Nie leczyć zwierząt, nie kastrować, patrzeć jak umierają i się męczą. Musimy jako obywatele zdawać z tego sprawę. Albo otrzymują 3 tysiące od każdego zwierzęcia albo dotację od gminy od 1 do 1,5 miliona rocznie. Nie przeznaczają ich na pomoc zwierzętom, tylko idzie to do ich kieszeni. Są fora różnych kierowników schronisk, jak obchodzić system, jak oszukiwać rząd i podatników, by zarabiać na siebie, nie na zwierzęta – tłumaczyła w śniadaniówce.
Wokalistka nawołuje Polaków do aktywnego wsparcia dla zwierząt i większej świadomości społecznej. Jej zdaniem kluczowe są powszechna kastracja, zarówno zwierząt domowych, jak i bezdomnych, a także rygorystyczna kontrola placówek, w których cierpią setki czworonogów. Podkreśla, że bez nacisku obywateli i konsekwentnych działań państwa system nie ma szans się zmienić.
Nie możemy doprowadzić, że za nasze pieniądze, podatników, jest kilkadziesiąt mordowni, które nazywane są schroniskami, fermami zwierząt. Jest od 400 do 500 zwierząt, których nie daje się do adopcji, bo wyszłoby na jaw, że są straszne uchybienia w nieleczeniu ich i katowaniu. Są masowe eutanazje, by na ich miejsca brać kolejne zwierzęta. Musi być kontrola gmin i ogromne kary za znęcanie. Teraz ich praktycznie nie ma – stwierdziła.
Na koniec Doda nie kryła goryczy i poczucia bezsilności wobec skali problemu, z którym przyszło jej się zmierzyć. Choć zamknięcie kilku patoschronisk było ogromnym sukcesem, artystka podkreśliła, że to nie powód do dumy, lecz dowód na porażkę systemu, który dopuścił do takiej sytuacji.
Zamknęłam patoschroniska w tydzień, ja, piosenkarka. To jest porażka, to jest żenada. To nie jest dla mnie powód do dumy tylko bezsilność i poczucie porażki wewnętrznej. Jak mam zamknąć kolejne schroniska, jeśli te psy nie mają gdzie się podziać – dodała.
Jedno nie ulega wątpliwości – wkład Dody w nagłośnienie problemu patoschronisk pozostaje niepodważalny. Dzięki jej determinacji wiele spraw ujrzało światło dzienne, a zamknięcie kilku placówek stało się faktem. Artystka udowodniła, że głos osoby publicznej może realnie zmienić rzeczywistość i wpłynąć na los najbardziej bezbronnych, nawet jeśli koszt tej walki okazuje się ogromny.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kaczorowska i Rogacewicz dostali nową fuchę. Nie uwierzycie, gdzie i kiedy się pojawią
Co uważacie o działaniach Dody? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!









Autor: Szymon Jedynak
news
Zenon wyciągnął rękę do Daniela Martyniuka? Nie uwierzycie, jaki ma plan
Daniel Martyniuk po raz kolejny zdecydował się publicznie przeprosić swoich rodziców za wcześniejsze zachowanie. Teraz głos w sprawie relacji z synem zabrał Zenon Martyniuk, który zdradził, co naprawdę dzieje się między nimi i od czego uzależnia wspólne muzyczne plany. Dowiedz się więcej!
Daniel Martyniuk od lat wzbudza ogromne zainteresowanie mediów. Syn jednej z największych gwiazd disco polo wielokrotnie trafiał na pierwsze strony portali, a jego zachowanie w przeszłości wywoływało sporo emocji. Sam zainteresowany jakiś czas temu postanowił jednak publicznie odnieść się do swoich wcześniejszych działań i przeprosić najbliższych.
W programie „Mówię wam” Daniel Martyniuk mówił wprost o swoim zachowaniu wobec rodziny. Nie próbował usprawiedliwiać swoich słów i przyznał, że był pod wpływem alkoholu, przez co nie pamięta wszystkiego, co się wydarzyło.
“Oczywiście, że żałuję i to bardzo, że obraziłem rodzinę. Obraziłem pod wpływem alkoholu. (…) Ja praktycznie mało co pamiętam. Cokolwiek by się nie stało, to nie powinienem tak reagować. Naprawdę źle postąpiłem. Jest mi bardzo, bardzo wstyd i za to przepraszam” – powiedział w “Mówię wam” w miniony weekend.
POLECAMY: Beata Tyszkiewicz odcięła się od Pavlović? Padły smutne słowa
Zenon Martyniuk chce nagrać piosenkę z Danielem?
O relację z synem został zapytany przez „Super Express” również Zenon Martyniuk. Wokalista zdecydował się odpowiedzieć na pytanie, jak obecnie wygląda jego kontakt z Danielem. Z jego słów wynika, że mimo wszystkich trudnych momentów nie można mówić o trwałym konflikcie między ojcem a synem.
“Nie byliśmy nigdy pokłóceni, także relacje są takie, jak ojciec z synem. Są różne sprzeczki, tak jak w każdej rodzinie, jak w milionach polskich domów” – wyznał król disco polo.
W rozmowie z „Super Expressem” Zenon Martyniuk wypowiadał się o synu bardzo ciepło. Okazuje się, że mimo różnic i kolejnych trudnych sytuacji wciąż ma wobec Daniela pewne muzyczne marzenie. Ojciec i syn od lat mieli bowiem wspólnie muzykować, dlatego wokalista chciałby kiedyś stworzyć z nim wspólny utwór.
“Mieliśmy razem nagrywać piosenki. Często sobie siadaliśmy, ja grałem na gitarze, a on na mandolinie, czy tam ukulele […] Zrobimy petardę, chociaż mamy inne zainteresowania. Ja lubię klimaty lat 60., 70. i 80. Daniel też uwielbia takie klimaty” – zdradził Zenek.
Na wspólną piosenkę trzeba jednak będzie jeszcze poczekać. Zenon Martyniuk jasno dał do zrozumienia, że zanim obaj pojawią się razem w studiu, Daniel musi najpierw uporządkować swoje życie. Dla wokalisty stabilizacja syna jest obecnie ważniejsza niż szybkie zrealizowanie muzycznych planów.
“Z nim się umówisz, a on zaraz za godzinę zmienia decyzję. Nie można w ogóle nic postanowić” – stwierdził.
Wokalista w rozmowie nie unikał również trudnego tematu alkoholu i narkotyków. Zenon Martyniuk otwarcie powiedział, że jego zdaniem właśnie używki mogą mieć wpływ na to, jak Daniel zachowuje się w określonych sytuacjach.
“Wiadomo, jak są narkotyki, alkohol, to troszeczkę w głowie się poprzewraca” – powiedział Martyniuk.
Zenon Martyniuk zwrócił również uwagę na zachowanie syna w internecie. Jego zdaniem Daniel po alkoholu lub zażyciu innych substancji publikuje treści, których później żałuje.
“Jak czegoś się nabierze, czy się napije, to jest dramat. Niepotrzebnie to wszystko wstawia do internetu. Na drugi dzień się opamiętuje, że zrobił źle i to usuwa, ale to jednak wszystko zostaje i później jest afera” – tłumaczy Zenon.
Mimo trudnych doświadczeń Zenon Martyniuk nie zamyka drzwi przed synem. Wręcz przeciwnie – jego słowa pokazują, że wciąż ma nadzieję na wspólny muzyczny projekt, jednak najpierw chciałby zobaczyć u Daniela większą stabilizację. Wokalista nie ukrywa, że rodzinne relacje bywają skomplikowane, ale jednocześnie podkreśla, że nadal pozostają ojcem i synem.
Dziś Daniel Martyniuk jest zresztą aktywny także na ekranie. Widzowie mogą śledzić jego poczynania w programie „Nasi w mundurach”, gdzie mierzy się z kolejnymi wyzwaniami. Z kolei Danuta Martyniuk pojawia się w programie „Eksperyment: Odsiadka”, a już wkrótce ma wziąć udział także w „Królowych przetrwania”. Wygląda więc na to, że rodzina Martyniuków nadal nie znika z telewizji, a kolejne projekty mogą przynieść jeszcze wiele emocji.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Anna Mucha zeznawała przeciwko Paulinie Smaszcz. Tak ją podsumowała
Lubicie rodzinę Martyniuków? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Daniel René o POLSCE i premierze perfum na “LuNiche Warsaw Experience – Avant Garden”- są już w HEBE?
Daniel René o POLSCE i premierze perfum na “LuNiche Warsaw Experience – Avant Garden”- są już w HEBE?
Wywiad zrealizowany podczas wyjątkowego wydarzenia LuNiche Warsaw Experience – Avant Garden.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Doda ma NOWĄ miłość? Fani szybko to wychwycili [ZDJĘCIA]
news
Kasia Warnke o serialu KLARA i Tańcu z Gwiazdami: Iza Kuna NIE znosi UDAWAĆ?
Kasia Warnke o serialu KLARA i “Tańcu z Gwiazdami”: Iza Kuna NIE znosi UDAWAĆ?
Wywiad zrealizowany podczas wyjątkowego wydarzenia LuNiche Warsaw Experience – Avant Garden.
POLECAMY: Anna Mucha zeznawała przeciwko Paulinie Smaszcz. Tak ją podsumowała
news
Anna Mucha zeznawała przeciwko Paulinie Smaszcz. Tak ją podsumowała
Anna Mucha pojawiła się we wtorek w warszawskim sądzie jako świadek w głośnej sprawie Katarzyny Cichopek przeciwko Paulinie Smaszcz. Aktorka po zakończeniu przesłuchania nie unikała pytań dziennikarzy i zdecydowała się opowiedzieć o tym, czego dotyczyły jej zeznania. W pewnym momencie padły wyjątkowo dosadne słowa. Dowiedz się więcej!
We wtorek 6 października Anna Mucha stawiła się w warszawskim sądzie, gdzie została przesłuchana jako świadek w sprawie, którą Katarzyna Cichopek wytoczyła Paulinie Smaszcz. Aktorka od lat zna Cichopek z planu serialu „M jak miłość”, dlatego jej perspektywa była związana między innymi z publicznymi wypowiedziami dotyczącymi koleżanki z planu.
Anna Mucha pojawiła się w sądzie jako jedna z osób, które miały przedstawić swoją perspektywę na medialny konflikt. Po zakończeniu przesłuchania nie zamierzała jednak od razu komentować sprawy jedynie zdawkowymi słowami. Aktorka zatrzymała się przy dziennikarzach i szerzej opowiedziała o tym, czego dotyczyły pytania.
„Jestem świadkiem Katarzyny Cichopek w sprawie przeciwko pani Pauliny Smaszcz. Między innymi były analizowane wypowiedzi pani Pauliny Smaszcz i to, w jaki sposób to się przełożyło na sytuację prywatną, zawodową i odczucia Katarzyny Cichopek. Wysoki Sąd czy mecenas drugiej strony również analizował to, czy to przekłada się na ilość publikacji” – powiedziała Anna Mucha na wstępie.
POLECAMY: Doda ma NOWĄ miłość? Fani szybko to wychwycili [ZDJĘCIA]
Anna Mucha nie zostawiła suchej nitki na Smaszcz
Aktorka zwróciła również uwagę na kwestię liczby materiałów medialnych dotyczących konkretnej osoby. Jej zdaniem samo pojawianie się licznych publikacji na czyjś temat nie musi oznaczać, że osoba, której dotyczą, jest z tego powodu zadowolona lub sama zabiega o zainteresowanie mediów.
„Pozwoliłam sobie zauważyć, że to, że jest duża liczba materiałów na czyjś temat, to jeszcze nie znaczy, że to jest coś, czego byśmy sobie życzyli. Madzia z Sosnowca również nie życzyła sobie publikacji na swój temat, a jednak w pewnej chwili była gorącym tematem” – stwierdziła.
Wypowiedź Anny Muchy była o tyle istotna, że odnosiła się do argumentu dotyczącego zainteresowania medialnego. Aktorka wskazała przykład osoby, która również znalazła się w centrum zainteresowania mediów, choć jak podkreśliła – nie oznaczało to automatycznie, że sama tego chciała.
Najwięcej emocji wzbudził jednak moment, w którym Anna Mucha została zapytana bezpośrednio o publiczne wypowiedzi Pauliny Smaszcz dotyczące Katarzyny Cichopek. Aktorka nie zdecydowała się na dyplomatyczną odpowiedź. Zamiast tego użyła bardzo dosadnego i obrazowego porównania.
„Wypowiedzi pani Pauliny Smaszcz porównałabym tylko obrazowo, chociaż nieco wulgarnie, do tego, że wpadło g***o do wentylatora i po prostu teraz trzeba sprzątać” — podsumowała w rozmowie z mediami” — skwitowała Anna Mucha w rozmowie z mediami.
Tak mocne słowa Anny Muchy z pewnością przyciągnęły uwagę dziennikarzy zgromadzonych przed sądem. Aktorka nie pozostawiła wątpliwości, że w jej ocenie publiczne wypowiedzi Pauliny Smaszcz dotyczące Katarzyny Cichopek wywołały szereg konsekwencji, które później trzeba było uporządkować.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Helena Englert podsumowała taniec z ojcem: „Mamy nadzieję, że…”
Co uważacie o słowach Anny Muchy? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Dodaj komentarz
-
news4 dni temuPrzemysław Branny nie żyje. Przyczyna śmierci
-
news3 dni temuSkolim obniżył ceny paliwa? Tyle zapłacimy na jego stacji
-
news4 dni temuSkolim przekazał radosne wieści. Posypały się gratulacje
-
showbiz5 dni temuTo ON pojawi się u boku Heleny Englert w rodzinnym odcinku „TzG”. Zaskoczeni?
-
news4 dni temuMonika Goździalska OSTRO o Cichopek. Wspomniała, jaka jest poza kamerami
-
news3 dni temu„Hitster” miał być hitem Polsatu. Widzowie szybko wydali werdykt
-
casting4 dni temuTVN podjął decyzję ws. przyszłości „Mam Talent”. Czy powstanie 18. edycja?
-
news5 dni temuKlaudia El Dursi pożegnała się z „Hotelem Paradise”. Będziecie tęsknić?

Dodaj komentarz