Śledź nas

news

Doda zaapelowała do Polaków na antenie „Dzień Dobry TVN”. To, co powiedziała, daje do myślenia

Opublikowano

w dniu

Na początku roku cała Polska mówiła o jej heroicznej walce o zwierzęta. Teraz piosenkarka mówi wprost, że zapłaciła za to ogromną cenę psychiczną. Dziś była gościem w „Dzień Dobry TVN”, gdzie jeszcze raz otwarcie opowiedziała o najgorszych momentach tej walki i mechanizmach funkcjonowania schronisk, które ją złamały. Co wydarzyło się za kulisami tej batalii i dlaczego jej słowa są tak wstrząsające? Dowiedz się więcej!

Na początku roku, gdy Polskę sparaliżowały siarczyste mrozy i potężne śnieżyce, Doda nie oglądała się na procedury, decyzje urzędników ani tempo działania instytucji. Zareagowała natychmiast, uruchamiając własne środki i własne kanały dotarcia do ludzi. Finansowała zakup bud dla psów, organizowała ich docieplanie, nagłaśniała problem porzuconych zwierząt i apelowała o adopcję. Jej aktywność szybko odbiła się szerokim echem, a piosenkarka stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy walki o los bezdomnych zwierząt w Polsce.

Z czasem okazało się jednak, że nawet największa mobilizacja i zaangażowanie jednostki nie są w stanie naprawić systemu, który od lat działa wadliwie. Doraźna pomoc, choć niezwykle potrzebna, była jedynie kroplą w oceanie potrzeb. Na jaw zaczęły wychodzić wstrząsające informacje o skrajnych zaniedbaniach w niektórych placówkach, które miały chronić zwierzęta, a w rzeczywistości narażały je na cierpienie, choroby i śmierć. Dla Dody był to moment przełomowy – przestała skupiać się wyłącznie na pomocy interwencyjnej, a zaczęła publicznie piętnować patologie i walczyć z systemowymi nieprawidłowościami.

Jednym z pierwszych miejsc, które znalazły się w centrum jej zainteresowania, było schronisko w Bytomiu. Artystka otwarcie mówiła o nieprawidłowościach i domagała się kontroli oraz realnych zmian. Jej głos szybko podchwyciły media, a sprawa zaczęła żyć własnym życiem, stając się symbolem znacznie szerszego problemu zaniedbań w systemie opieki nad bezdomnymi zwierzętami w Polsce. Dzięki presji społecznej temat trafił na najwyższe szczeble debaty publicznej.

Niedługo później Doda udała się do ośrodka „Happy Dog” w Sobolewie, gdzie sytuacja okazała się jeszcze bardziej niepokojąca. Właściciel placówki, Marian D., usłyszał zarzuty dotyczące znęcania się nad zwierzętami, choć sprawa do dziś nie doczekała się prawomocnego rozstrzygnięcia. Mimo to, dzięki medialnej presji i zaangażowaniu aktywistów, udało się doprowadzić do zamknięcia placówki, co wielu uznało za ogromny sukces i dowód na to, że nagłośnienie problemu może realnie zmieniać rzeczywistość.

Choć interwencje przyniosły konkretne efekty, dla samej artystki były one ogromnym obciążeniem psychicznym. Codzienny kontakt z dramatycznymi historiami zwierząt, oglądanie zdjęć i nagrań z miejsc, gdzie panowały skrajnie złe warunki, a także konieczność mierzenia się z krytyką i hejtem, zaczęły poważnie odbijać się na jej zdrowiu. W jednym z najnowszych nagrań Doda przyznała wprost, że musi się zatrzymać i zadbać o siebie.

Dzisiaj spałam trzy godziny. To jest już tydzień, odkąd prawie w ogóle nie śpię. Sytuacje związane z patoschroniskami, z wszystkimi informacjami i obrazami, jakie mnie uderzyły przez ostatnie dni, bardzo mnie psychicznie poturbowały i najnormalniej w świecie nie daje sobie już z tym rady […] To jest dla mnie psychicznie nie do zniesienia, jestem zbyt emocjonalna. Dlatego ja się nie nadaję do polityki, bo ja bym każdemu po mordzie dała. Ja się trzęsę. Dlatego nie mogę dalej w tym zostać, bo mnie to spala od środka i zrobiłam wszystko, co umiałam. Oddałam całe swoje serce, ruszyłam kamień milowy i niech to idzie teraz lawiną, ale nie chcę dalej wgłębiać się, bo dostrzeganie coraz gorszych rzeczy doprowadzi mnie do katastrofy  – powiedziała kilka dni temu.

POLECAMY: Doda wyznała prawdę o zachowaniu Małgorzaty Rozenek w Sejmie. Zaskoczeni?

Doda w DDTVN o walce z patoschorniskami

Dziś z kolei Doda gościła na kanapach „Dzień dobry TVN” w rozmowie z Dorotą Wellman i Marcinem Prokopem. I to właśnie ta jej wizyta stała się jednym z najmocniejszych medialnych momentów całej akcji. Artystka jeszcze raz jasno zaznaczyła, że zwierzęta zajmują w jej życiu wyjątkowe miejsce i że nie zamierza milczeć w obliczu systemowych patologii.

Podczas rozmowy przypomniała, jak na początku stycznia Polska zmagała się z mroźną falą, a ona aktywnie włączyła się w pomoc schroniskom, wspierając finansowo ocieplanie bud i zakup niezbędnych materiałów. Wykorzystała też media społecznościowe, zachęcając fanów do adopcji i niesienia wsparcia potrzebującym zwierzakom. Jednak to, co zobaczyła później, przeszło jej najczarniejsze wyobrażenia.

Do tej pory udało się ustalić to, że mamy w Polsce kilka schronisk, z czego tylko 20 procent jest przygotowane na zimę. Psy powinny być przygotowane na tak elementarne i podstawowe potrzeby jak ochrona przed zimnem. Są schroniska i gminy, które o to dbają, ale to jest znikomy procent. Większość czerpie z bezdomności jawne korzyści. W ich interesie jest to, żeby przychodził “nowy towar”, żeby się zwierzęta szczeniły i kociły, bo na tym zarabiają – mówiła o poranku.

Gwiazda nie poprzestała na ogólnych hasłach. W programie szczegółowo wyjaśniła, na czym polegają mechanizmy, które jej zdaniem – pozwalają niektórym placówkom czerpać zyski z cierpienia zwierząt. Wskazała, że schroniska dzielą się na różne grupy, w tym gminne i prywatne, a niektóre z nich działają jak dobrze naoliwione biznesy, a nie miejsca pomocy.

To też jest szokujące, że przedsiębiorca może stanąć do przetargu, nie mając nic kompletnie wspólnego ze zwierzętami i robić sobie z tego biznes. Nie leczyć zwierząt, nie kastrować, patrzeć jak umierają i się męczą. Musimy jako obywatele zdawać z tego sprawę. Albo otrzymują 3 tysiące od każdego zwierzęcia albo dotację od gminy od 1 do 1,5 miliona rocznie. Nie przeznaczają ich na pomoc zwierzętom, tylko idzie to do ich kieszeni. Są fora różnych kierowników schronisk, jak obchodzić system, jak oszukiwać rząd i podatników, by zarabiać na siebie, nie na zwierzęta – tłumaczyła w śniadaniówce.

Wokalistka nawołuje Polaków do aktywnego wsparcia dla zwierząt i większej świadomości społecznej. Jej zdaniem kluczowe są powszechna kastracja, zarówno zwierząt domowych, jak i bezdomnych, a także rygorystyczna kontrola placówek, w których cierpią setki czworonogów. Podkreśla, że bez nacisku obywateli i konsekwentnych działań państwa system nie ma szans się zmienić.

Nie możemy doprowadzić, że za nasze pieniądze, podatników, jest kilkadziesiąt mordowni, które nazywane są schroniskami, fermami zwierząt. Jest od 400 do 500 zwierząt, których nie daje się do adopcji, bo wyszłoby na jaw, że są straszne uchybienia w nieleczeniu ich i katowaniu. Są masowe eutanazje, by na ich miejsca brać kolejne zwierzęta. Musi być kontrola gmin i ogromne kary za znęcanie. Teraz ich praktycznie nie ma – stwierdziła.

Na koniec Doda nie kryła goryczy i poczucia bezsilności wobec skali problemu, z którym przyszło jej się zmierzyć. Choć zamknięcie kilku patoschronisk było ogromnym sukcesem, artystka podkreśliła, że to nie powód do dumy, lecz dowód na porażkę systemu, który dopuścił do takiej sytuacji.

Zamknęłam patoschroniska w tydzień, ja, piosenkarka. To jest porażka, to jest żenada. To nie jest dla mnie powód do dumy tylko bezsilność i poczucie porażki wewnętrznej. Jak mam zamknąć kolejne schroniska, jeśli te psy nie mają gdzie się podziać – dodała.

Jedno nie ulega wątpliwości – wkład Dody w nagłośnienie problemu patoschronisk pozostaje niepodważalny. Dzięki jej determinacji wiele spraw ujrzało światło dzienne, a zamknięcie kilku placówek stało się faktem. Artystka udowodniła, że głos osoby publicznej może realnie zmienić rzeczywistość i wpłynąć na los najbardziej bezbronnych, nawet jeśli koszt tej walki okazuje się ogromny.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kaczorowska i Rogacewicz dostali nową fuchę. Nie uwierzycie, gdzie i kiedy się pojawią

Co uważacie o działaniach Dody? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Doda z psiakami (fot. screen Instagram Doda)
Doda (fot. screen TVN) – “Dzień dobry TVN” z 1 lutego 2026
Doda (fot. screen TVN) – “Dzień dobry TVN” z 1 lutego 2026
Doda (fot. screen TVN) – “Dzień dobry TVN” z 1 lutego 2026
Marcin Prokop, Dorota Wellman i Doda (fot. screen TVN) – “Dzień dobry TVN” z 1 lutego 2026
Marcin Prokop, Dorota Wellman (fot. screen TVN) – “Dzień dobry TVN” z 1 lutego 2026
Doda (fot. screen TVN) – “Dzień dobry TVN” z 1 lutego 2026
Doda (fot. screen TVN) – “Dzień dobry TVN” z 1 lutego 2026
Doda (fot. screen TVN) – “Dzień dobry TVN” z 1 lutego 2026

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Łatwogang zebrał 12 MILIONÓW dla 8-letniego Maksia. Tak wyglądały kulisy

Opublikowano

w dniu

przez

To miała być kolejna internetowa akcja charytatywna, ale bardzo szybko zamieniła się w wydarzenie, którym żyły tysiące ludzi w całym kraju. Łatwogang ponownie udowodnił, jak ogromną siłę mają media społecznościowe i internetowa społeczność. Tym razem influencer postawił sobie cel, który wielu wydawał się wręcz nierealny. Dowiedz się więcej o efektach końcowych!

Łatwogang jeszcze kilka tygodni temu zapowiadał, że zamierza zniknąć z internetu i zrobić sobie dłuższą przerwę od mediów społecznościowych. Po gigantycznym sukcesie poprzedniej zbiórki wielu fanów wierzyło, że rzeczywiście na chwilę odetnie się od sieci i odpocznie po ogromnym emocjonalnym wysiłku. Stało się jednak zupełnie inaczej.

23-letni influencer bardzo szybko wrócił z nowym pomysłem, który od pierwszych godzin przyciągnął gigantyczne zainteresowanie internautów. Tym razem Piotr Hancke, bo tak naprawdę nazywa się Łatwogang, postanowił wsiąść na rower i przejechać niemal całą Polskę, by pomóc choremu chłopcu. Akcja błyskawicznie zaczęła rozchodzić się po internecie.

Celem zbiórki była pomoc dla 8-letniego Maksia Tockiego, który choruje na dystrofię mięśniową Duchenne’a. To niezwykle ciężka choroba genetyczna prowadząca do stopniowego zaniku mięśni i pogarszania się stanu zdrowia dziecka. Szansą dla chłopca jest bardzo kosztowna terapia genowa w Stanach Zjednoczonych, której koszt wynosi aż 12 milionów złotych.

Właśnie tę astronomiczną kwotę postanowił zebrać Łatwogang. Influencer wystartował z Zakopanego i ruszył rowerem w stronę Gdańska. Cała trasa liczyła około 700 kilometrów i od początku była ogromnym wyzwaniem fizycznym oraz psychicznym. Internauci niemal bez przerwy śledzili transmisję na żywo, dopingując influencera w mediach społecznościowych.

„W dużym skrócie postanowiłem, że chcę przejechać całą Polskę na raz rowerem i to wszystko odbędzie się na żywo. Ale to nie koniec, ponieważ podczas całej transmisji będziemy zbierać pieniądze dla Maksa. Maks jest to 8-letni chłopak, którego dotknęła choroba, która powoduje zanik mięśni w jego organizmie. Na leczenie Maksa jest potrzebne aż 12 mln zł” – zapowiadał kilka dni temu.

Z każdą kolejną godziną akcja robiła się coraz większa. Na trasie zaczęły pojawiać się tłumy kibiców, którzy wspierali influencera okrzykami, transparentami i wspólną jazdą na rowerach. W wielu miejscowościach ludzie wychodzili z domów tylko po to, by choć przez chwilę zobaczyć przejeżdżającego Łatwoganga i okazać wsparcie całej akcji.

W sieci pojawiały się dziesiątki nagrań pokazujących skalę zainteresowania zbiórką. Internauci publikowali filmy, zdjęcia i relacje z przejazdu influencera przez kolejne miasta. Wiele osób pisało, że dawno żadna akcja internetowa nie zjednoczyła ludzi w tak ogromnym stopniu. Dla wielu widzów był to kolejny dowód na to, że internet może mieć ogromną siłę także w pomaganiu.

Nie brakowało jednak bardzo trudnych momentów. Podczas nocnej jazdy stan zdrowia influencera zaczął budzić niepokój zarówno ekipy, jak i widzów oglądających transmisję. Łatwogang zaczął skarżyć się na problemy z oddychaniem, ogromne zmęczenie i złe samopoczucie. W pewnym momencie musiał nawet zejść z roweru.

“Chwile po 2:30 w nocy Łatwogangowi zrobiło się lekko niedobrze na rowerze. Jak mówi, ciężko brało mu się oddech, więc zsiadł z roweru i przez dłuższą chwilę go prowadził. W trakcie pieszej wędrówki zmierzył sobie tętno, które wyszło bardzo dobrze. Po godzinie 3:00 Łatwogang powiedział, że jest już w porządku, ale ludzie zarówno towarzyszący mu, jak i oglądający transmisję zaczęli się o niego martwić” – przekazał na Facebooku Jakub Charchalis.

POLECAMY: Anna Karwan nie wytrzymała na scenie. Nagle zalała się łzami [RELACJA]

Łatwogang zabrał 12 milionów dla 8-letniego Maksia!

Jeszcze wcześniej influencer zapowiadał, że jeśli przed dotarciem do celu uda się zebrać pełne 12 milionów złotych, podejmie się dodatkowego wyzwania i ruszy dalej w trasę. Ostatecznie jednak przyznał, że jego organizm jest już skrajnie wyczerpany i nie będzie w stanie kontynuować jazdy po zakończeniu podstawowej trasy.

Mimo ogromnego zmęczenia finał akcji zakończył się wielkim sukcesem. O godzinie 8:44 licznik zbiórki pokazał upragnione 12 milionów złotych. W sieci natychmiast wybuchła fala komentarzy, gratulacji i wzruszenia. Wielu internautów pisało, że to jedna z najbardziej poruszających internetowych akcji charytatywnych ostatnich lat.

Sam Łatwogang nie krył emocji po zakończeniu zbiórki. Influencer podziękował wszystkim osobom, które wsparły akcję i zaangażowały się w pomoc dla chorego chłopca. Jego słowa szybko zaczęły krążyć po mediach społecznościowych.

“Piękna rzecz, że udało się tyle uzbierać” – mówił influencer.

Po czym dodał:

“Piękne macie serducha. Maks na pewno to ogląda albo obejrzy. Masa miłości dla ciebie, jesteś niesamowitym chłopakiem. To piękny dzień. Jestem dumny z nas. Brawa dla wszystkich. Pamiętajcie, zrobiliśmy to wszyscy razem. Zjednoczyliśmy się” – wyznał Łatwogang.

Cała akcja ponownie pokazała, że internetowe społeczności potrafią jednoczyć się w ważnych sprawach i realnie zmieniać ludzkie życie. Historia Łatwoganga i Maksia Tockiego już teraz nazywana jest jedną z najbardziej niezwykłych charytatywnych inicjatyw ostatnich miesięcy w Polsce.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Julia Wieniawa olśniła na festiwalu. Wyglądała niczym gwiazda Hollywood?

Podobała Wam się nowa akcja Łatwoganga? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)
Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Anna Karwan nie wytrzymała na scenie. Nagle zalała się łzami [RELACJA]

Opublikowano

w dniu

przez

Koncert „Zostawili nam piosenki” od początku zapowiadał się jako jeden z najbardziej emocjonalnych momentów tegorocznego Polsat Hit Festiwal. W Operze Leśnej wybrzmiały największe przeboje legend polskiej muzyki, a publiczność od pierwszych minut reagowała niezwykle żywiołowo. Największe poruszenie wywołał jednak występ Anny Karwan, która po wykonaniu utworu Violetty Villas nie była w stanie ukryć wzruszenia. Dowiedz się więcej!

Koncert „Zostawili nam piosenki” był wyjątkowym muzycznym hołdem dla największych ikon polskiej sceny. Organizatorzy postawili na ponadczasowe przeboje artystów, których od lat nie ma już z nami, ale których twórczość nadal pozostaje niezwykle ważna dla kolejnych pokoleń słuchaczy. W Operze Leśnej ponownie zabrzmiały utwory takich legend jak Grzegorz Ciechowski, Marek Grechuta, Violetta Villas, Ryszard Riedel, Danuta Rinn czy Irena Jarocka.

Publiczność od początku koncertu reagowała bardzo emocjonalnie. Widzowie śpiewali razem z artystami, nagrywali występy telefonami i komentowali w mediach społecznościowych, że właśnie takie chwile tworzą prawdziwy klimat sopockiego festiwalu. Wielu internautów podkreślało, że połączenie klasycznych przebojów z nowoczesnymi aranżacjami potrafi wywołać ogromne wzruszenie.

Tegoroczna odsłona koncertu była również próbą połączenia różnych pokoleń artystów. Na scenie pojawili się młodzi wykonawcy, którzy zmierzyli się z repertuarem największych legend polskiej muzyki. Wśród nich znaleźli się między innymi Julia Wieniawa, Piotr Rogucki, Wiktor Waligóra, Andrzej Lampert oraz Ania Karwan.

Jednym z pierwszych występów wieczoru był utwór „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał”, który wykonał Wiktor Waligóra, oddając hołd Jackowi Zielińskiemu i zespołowi Skaldowie. Chwilę później na scenie pojawił się Piotr Rogucki, który zmierzył się z utworem „Szare miraże” z repertuaru Kory. Publiczność bardzo ciepło przyjęła nowe interpretacje znanych przebojów.

Duże zainteresowanie wzbudził również występ Julii Wieniawy, która zaśpiewała „Gdzie ci mężczyźni” z repertuaru Danuty Rinn. W dalszej części koncertu artystka wykonała także legendarny utwór Kaliny Jędrusik „Bo we mnie jest seks”. Internauci szybko zaczęli komentować jej sceniczną charyzmę oraz elegancką stylizację inspirowaną klimatem starego Hollywood.

POLECAMY: Julia Wieniawa olśniła na festiwalu. Wyglądała niczym gwiazda Hollywood?

Ania Karwan zalała się łzami na scenie [FOTO]

Najbardziej poruszającym momentem wieczoru okazał się jednak występ Ani Karwan. Artystka wykonała legendarny utwór Violetty Villas „Do ciebie, mamo”. Już od pierwszych dźwięków było widać, że emocje są ogromne. Wokalistka śpiewała niezwykle przejmująco, a publiczność w Operze Leśnej momentalnie zamilkła.

Po zakończeniu występu emocje całkowicie przejęły kontrolę nad artystką. Anna Karwan nie była w stanie powstrzymać łez i zalała się płaczem na oczach publiczności. Widzowie natychmiast zaczęli reagować owacjami, a w sieci pojawiły się setki komentarzy pełnych wsparcia i wzruszenia.

Internauci pisali między innymi: „Najpiękniejszy występ wieczoru”, „To było prawdziwe i szczere”, „Ciarki przez cały utwór”, „Ania zaśpiewała to sercem” czy „Takie momenty pokazują, czym jest muzyka”. Wielu widzów podkreślało, że właśnie występ Ani Karwan był najbardziej emocjonalnym punktem całego koncertu.

W dalszej części koncertu publiczność mogła usłyszeć również „Kawiarenki” w wykonaniu Wiktora Waligóry, „Wehikuł czasu”, który zaśpiewał EMO, a także dwa wyjątkowe wykonania Andrzeja Lamperta„Ta ostatnia niedziela” oraz „Dni, których jeszcze nie znamy”. Każdy z występów wywoływał ogromne emocje i przypominał, jak wielkie znaczenie dla polskiej muzyki mają ponadczasowe przeboje dawnych legend.

Koncert „Zostawili nam piosenki” udowodnił, że muzyka potrafi łączyć pokolenia i wywoływać emocje, których nie da się podrobić. A wzruszenie Ani Karwan na scenie Opery Leśnej bez wątpienia zostanie jednym z najbardziej pamiętnych momentów tegorocznego Polsat Hit Festiwal.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dramatyczne słowa Łatwoganga. Nie ukończy całej trasy rowerowej?

Który występ podczas tegorocznego Polsat Hit Festiwalu podobał Wam się najbardziej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Ania Karwan (fot. Marcin Gadomski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Marcin Gadomski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Marcin Gadomski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Wiktor Waligóra, Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Wiktor Waligóra, Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Dramatyczne słowa Łatwoganga. Nie ukończy całej trasy rowerowej?

Opublikowano

w dniu

przez

Jeszcze kilka dni temu internet żył kolejną szaloną akcją Łatwoganga, który postanowił przejechać rowerem całą Polskę, by zebrać miliony na leczenie chorego chłopca. Wszystko szło zgodnie z planem aż do momentu, gdy influencer niespodziewanie nadał dramatyczny komunikat do swoich widzów. Fani są podzieleni, a w sieci rozpętała się gorąca dyskusja. Dowiedz się więcej!

Łatwogang w ciągu ostatnich tygodni wyrósł na jedną z najgłośniejszych postaci polskiego internetu. Jeszcze niedawno mało kto spodziewał się, że młody twórca internetowy będzie w stanie porwać miliony ludzi do wspólnego działania charytatywnego. Tymczasem jego poprzednia akcja okazała się absolutnym fenomenem, o którym mówiły nawet zagraniczne media. Wydarzenia z niewielkiej kawalerki influencera śledziła cała Polska, a internet praktycznie żył tylko jednym tematem.

Po gigantycznym sukcesie poprzedniej zbiórki wielu zastanawiało się, czy Łatwogang będzie w stanie jeszcze czymkolwiek zaskoczyć swoich odbiorców. Okazało się, że influencer bardzo szybko wrócił z nowym pomysłem. Tym razem postanowił połączyć ekstremalne wyzwanie fizyczne z pomocą dla chorego dziecka. 23-latek wsiadł na rower i zapowiedział trasę przez całą Polskę, aby nagłośnić zbiórkę dla 8-letniego Maksia Tockiego.

Nowa akcja od samego początku budziła ogromne emocje. Internauci śledzili każdy kilometr trasy, regularnie wpłacając pieniądze i motywując influencera do dalszej jazdy. Widzowie szybko zauważyli jednak, że wyzwanie jest znacznie trudniejsze, niż mogło się wydawać na początku. Wielogodzinne transmisje pokazywały zmęczenie, brak snu oraz coraz większe problemy organizmu influencera.

Mimo trudności zbiórka rozwijała się w błyskawicznym tempie. Kwota rosła praktycznie z godziny na godzinę, a tysiące osób ponownie zaangażowały się w akcję charytatywną. W sieci pojawiło się mnóstwo komentarzy wspierających Łatwoganga, a wielu internautów pisało wprost, że podziwia jego determinację i poświęcenie. Wszystko wskazywało na to, że influencer dopnie swego i zrealizuje ambitny plan do samego końca.

Wcześniej twórca zapowiedział, że jeśli przed dotarciem do Warszawy uda się zebrać 12 milionów złotych, pojedzie nie tylko do Gdańska, ale wróci także z nad morza aż do Zakopanego. Dla widzów była to kolejna motywacja do wpłat, a sam challenge zaczął przypominać internetowy maraton emocji, który z każdą godziną przyciągał nowych odbiorców.

„W dużym skrócie postanowiłem, że chcę przejechać całą Polskę na raz rowerem i to wszystko odbędzie się na żywo. Ale to nie koniec, ponieważ podczas całej transmisji będziemy zbierać pieniądze dla Maksa. Maks jest to 8-letni chłopak, którego dotknęła choroba, która powoduje zanik mięśni w jego organizmie. Na leczenie Maksa jest potrzebne aż 12 mln zł” – zapowiadał kilka dni temu.

POLECAMY: Polsat Hit Festiwal 2026: Kto przyciągnął największą uwagę? [FOTO]

Łatwogang przerywa nową akcję. Co się stało?

Sytuacja niespodziewanie zmieniła się jednak w sobotnie popołudnie. Około godziny 15:00 Łatwogang połączył się z fanami na streamie i przekazał wiadomość, której wielu kompletnie się nie spodziewało. Już po pierwszych słowach było widać, że influencer jest wyraźnie wyczerpany i ma problem z kontynuowaniem wyzwania.

“Taki troszeczkę cięższy temat. (…) Słuchajcie, sytuacja jest taka, że wydaje mi się, patrząc na to, jak się czuję i jak wszystko wygląda, biorąc pod uwagę, że mamy 360 kilometrów, to mam poczucie, że to, by wrócić z Gdańska do Zakopanego na cięższej trasie, będzie niemożliwe dla mnie fizycznie” – ogłosił podczas transmisji.

Influencer postanowił od razu szczerze wyjaśnić fanom, z czego wynika jego decyzja. Jak przyznał, organizm zaczął odmawiać mu posłuszeństwa. Długie godziny jazdy, brak odpowiedniej regeneracji i ogromne zmęczenie sprawiły, że dalsza część trasy mogłaby okazać się zwyczajnie zbyt niebezpieczna dla jego zdrowia.

“Chcę Wam powiedzieć to teraz, na tym etapie. Na pewno dojadę do Gdańska z Zakopanego. Dajcie znać, co o tym myślicie. Czy to jest jakkolwiek dla Was okej? (…) Przerosła mnie ta cała sytuacja, już widzę, że od trzech godzin mam problemy żołądkowe, odwadniam się bardzo silnie” – tłumaczył swoim widzom.

Po tych słowach internet momentalnie podzielił się na dwa obozy. Część internautów podkreślała, że zdrowie jest najważniejsze i nikt nie powinien oczekiwać od influencera przekraczania granic własnego organizmu. Inni zwracali jednak uwagę, że wcześniejsze deklaracje dotyczące przejazdu przez całą Polskę były bardzo konkretne i teraz czują się rozczarowani zmianą planów.

Nie zmienia to jednak faktu, że akcja Łatwoganga ponownie zgromadziła wokół siebie gigantyczną społeczność i pomogła nagłośnić zbiórkę dla chorego dziecka. Sam influencer wielokrotnie podkreślał, że najważniejszym celem całego przedsięwzięcia jest pomoc Maksiowi Tockiemu, a nie bicie rekordów czy udowadnianie czegokolwiek za wszelką cenę.

Choć dziś nie wiadomo jeszcze, jak dokładnie zakończy się cała wyprawa, jedno jest pewne – Łatwogang po raz kolejny udowodnił, że potrafi poruszyć internet i zmobilizować tysiące ludzi do działania. A emocje wokół jego rowerowego wyzwania prawdopodobnie jeszcze długo nie opadną.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Burza po występie Michała Wiśniewskiego. Widzowie nie gryzą się w język

Podobają Wam się akcje charytatywne Łatwoganga? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)
Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)
Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Burza po występie Michała Wiśniewskiego. Widzowie nie gryzą się w język

Opublikowano

w dniu

przez

Drugi dzień Polsat Hit Festiwal przyniósł widzom ogromną dawkę nostalgii i największych imprezowych hitów sprzed lat. To jednak właśnie występ Michała Wiśniewskiego i zespołu Ich Troje wywołał największe emocje w sieci. Jedni byli zachwyceni powrotem kultowych przebojów, inni nie zostawili na artyście suchej nitki. Dowiedz się więcej!

Drugi dzień Polsat Hit Festiwal od samego początku zapowiada się niezwykle sentymentalnie. Organizatorzy przygotowali dla widzów koncert „Gdzie się podziały tamte prywatki”, podczas którego scena Opery Leśnej ponownie zamienia się w prawdziwą muzyczną podróż do przeszłości. Publiczność już teraz może usłyszeć największe polskie imprezowe przeboje, które przez lata rozbrzmiewały na domówkach, weselach i wakacyjnych koncertach.

Na scenie pojawiają się gwiazdy doskonale znane polskim słuchaczom. Wśród wykonawców znaleźli się między innymi Wilki, HappySad, Tatiana Okupnik, Mezo, Liber, Wanda i Banda, Piersi oraz Ewelina Lisowska. Każdy z artystów przypomina utwory, które przed laty podbijały listy przebojów i do dziś wywołują ogromny sentyment wśród fanów.

Ogromne emocje budzi również koncert „Zostawili nam piosenki”. To właśnie podczas tego segmentu widzowie mogą usłyszeć nowe interpretacje utworów legend polskiej muzyki, których od lat nie ma już z nami. Na scenie wybrzmią kompozycje takich artystów jak Grzegorz Ciechowski, Marek Grechuta, Violetta Villas, Ryszard Riedel, Danuta Rinn czy Irena Jarocka.

W repertuarze koncertu pojawiają się także młodsi artyści, którzy mierzą się z ponadczasowymi przebojami największych gwiazd polskiej sceny. Publiczność będzie mogła zobaczyć między innymi Julię Wieniawę, Piotra Roguckiego, Wiktora Waligórę oraz Michała Szpaka. Już teraz wielu widzów podkreśla w sieci, że takie muzyczne połączenie pokoleń może okazać się jednym z najmocniejszych punktów tegorocznego festiwalu.

POLECAMY: Edyta Górniak zrobiła furorę na Polsat Hit Festiwal? Sieć zalała fala komentarzy

Widzowie podzieleni występem Michała Wiśniewskiego

Największy szum wywołało jednak otwarcie koncertu przez Michała Wiśniewskiego i zespół Ich Troje. Już od pierwszych sekund było wiadomo, że publiczność doskonale zna każdy wers kultowych hitów grupy. W Operze Leśnej wybrzmiały między innymi utwory “Zawsze z tobą chciałbym być” oraz “A wszystko to”, które natychmiast porwały zgromadzonych fanów do wspólnego śpiewania.

Atmosfera w Sopocie była niezwykle gorąca. Publiczność klaskała, śpiewała razem z zespołem i reagowała bardzo żywiołowo na każdy kolejny refren. Wielu widzów wyciągnęło telefony, by nagrać moment powrotu jednego z najbardziej charakterystycznych zespołów polskiej sceny muzycznej. Widać było, że dla części fanów był to prawdziwy powrót do czasów młodości.

Tuż po występie internet dosłownie zalała fala komentarzy. Pod nagraniami publikowanymi przez Polsat szybko pojawiły się setki opinii widzów. Spora część internautów nie kryła zachwytu nad tym, co wydarzyło się na scenie Opery Leśnej.

“Ta muzyka nie umiera”, “Najlepsza nuta”, “Świetny występ”, “Bombowe otwarcie drugiego dnia”, “Super”, “Szkoda, że tak mało”, “Jak za dawnych czasów” – pisali zachwyceni widzowie pod materiałami z koncertu.

Nie zabrakło jednak także głosów krytycznych. Część internautów zwracała uwagę na kwestie wokalne i problemy z nagłośnieniem. Niektórzy twierdzili nawet, że występ nie dorównywał dawnym koncertom zespołu Ich Troje, które lata temu przyciągały przed telewizory miliony Polaków.

“Położył ten występ”, “Chyba zapomniał jak się śpiewa na żywo”, “Tego się słuchać nie da”, “Gdzie to stare Ich Troje?”, “Czy Wy nie słyszycie, że coś jest nie tak z nagłośnieniem?” – komentowali krytycznie internauci w mediach społecznościowych stacji.

Mimo podzielonych opinii jedno nie ulega wątpliwości – występ Michała Wiśniewskiego i zespołu Ich Troje był jednym z najgłośniej komentowanych momentów drugiego dnia Polsat Hit Festiwal. Nostalgia, emocje i wielkie przeboje po raz kolejny pokazały, że muzyka sprzed lat nadal potrafi wywoływać ogromne emocje i przyciągać przed scenę tłumy fanów.

Tegoroczny Polsat Hit Festiwal ponownie udowodnił, że widzowie wciąż uwielbiają wracać do ponadczasowych hitów, które przez lata towarzyszyły im podczas najważniejszych momentów życia. A emocje po występie Ich Troje prawdopodobnie jeszcze długo nie ucichną w sieci.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Widzowie ZMIAŻDZYLI występ Skolima i Steczkowskiej. Słusznie?

Jak Wam się podobał występ Michała Wiśniewskiego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Michał Wiśniewski (fot. Marcin Gadomski/AKPA)
Ich Troje, Jacek Łągwa, Michał Wiśniewski (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Michał Wiśniewski (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Michał Wiśniewski (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Jacek Łągwa (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Michał Wiśniewski (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Michał Wiśniewski (fot. Przemysław Świderski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością