Śledź nas

news

„Po czterdziestce zaczyna się wolność”. Katarzyna Jungowska o wierze, relacjach i sztuce, która ma znaczenie

Opublikowano

w dniu

Zbliża się do pięćdziesiątki i mówi wprost, że to najlepszy czas w jej życiu. Artystka, córka Grażyny Szapołowskiej, opowiada o duchowym przebudzeniu po śmierci ojca, walce z lękami i alkoholem oraz o śnie, który wszystko zmienił. W rozmowie nie unika trudnych tematów, od skomplikowanej relacji z mamą, przez kryzys wiary, po własną drogę do samoakceptacji. Dziś chce tworzyć sztukę z przesłaniem i jak sama mówi – już nigdy nie zwątpić w swoją misję.

Kobietom wieku się nie wypomina, ale 29 czerwca kończysz 48 lat. Niedawno wspomniałaś, że nie ukrywasz, iż zbliżasz się do pięćdziesiątki. Czyżbyś zaczęła już czynić jakieś prywatne i zawodowe podsumowania?

Do pięćdziesiątki jeszcze trochę mi brakuje, choć rzeczywiście zbliżam się do niej dużymi krokami. I powiem szczerze, że bardzo się z tego cieszę. To piękny etap. Po czterdziestce przychodzi inny rodzaj wolności. Człowiek przestaje żyć pod dyktando cudzych opinii, przestaje obsesyjnie analizować, kto co powiedział czy napisał. Zaczyna słuchać siebie i żyć przede wszystkim w zgodzie ze sobą.

Jesteś dojrzałą kobietą z ogromnym doświadczeniem artystycznym. Jak przez lata zmieniała się twoja twórczość, sposób myślenia o filmie, teatrze, bohaterach?

Na początku skupiałam się przede wszystkim na rzemiośle. Interesowały mnie techniczne aspekty filmu, konstrukcja scen, tempo, akcja, dowcip. Chciałam, żeby było dynamicznie, atrakcyjnie, sprawnie. Z czasem jednak zaczęłam coraz mocniej wchodzić w głąb człowieka, w metafizykę, w duchowość, w pytania o sens istnienia. Dziś interesuje mnie to, co niewidzialne. To, co dzieje się pod powierzchnią słów i obrazów. Więc łączę technikę, tak jak w serialu Dzielnica Strachu, gdzie reżyserowałam pościgi, gwałty, strzelaniny… z duchowością tak jak zrobiłam to w sztuce teatralnej o Wisławie Szymborskiej.

Tak, Widać to w sztuce teatralnej o Wisławie Szymborskiej, zatytułowanej „Wisławie – Grażyna”, którą wyreżyserowałaś.

Tak, tekst o Wisławie Szymborskiej powstał w niezwykłych okolicznościach. Pisałam go w ogromnym natchnieniu, właściwie bez przerwy przez trzy dni. Nie miałam pewności, dokąd mnie to zaprowadzi. Ostatecznie wyszła z tego sztuka bardzo metafizyczna, taka, w której Wisława przemawia do widza z perspektywy z innego wymiaru. Jakby chciała coś jeszcze dopowiedzieć, może się pożegnać, może wyjaśnić swoje wybory. Mam wrażenie, że sama Wisława pomogła mi to napisać. Szukamy sceny na stałe w Warszawie. Nawet miałam pomysł, żeby Szapołowska wróciła na deski Teatru Narodowego, na małą scenę chociażby, ale nie mają przestrzeni na spektakl o naszej Noblistce.   

ZOBACZ TAKŻE: Szapołowska, Olbrychski i Węgrowska na premierze mistycznego filmu “Wiedźma – Mirakl”

W rolę Szymborskiej wciela się Natalia Lesz, którą podobno obsadziłaś po warunkach zewnętrznych.

Natalia Lesz okazała się w stu procentach podobna do młodej Szymborskiej. To było niemal zrządzenie losu. Zobaczyłam ją przypadkiem, kiedy spotkaliśmy się z Panem Michałem Rusinkiem właśnie w sprawie tej sztuki.  Spojrzałam na okładkę książki o Wisławie, gdzie widniało zdjęcie poetki i pomyślałam: to ona. Może nie ma jednak  przypadków… Na dodatek zagrała znakomicie. W każdym spektaklu jej kwestie są odtwarzane multimedialnie, natomiast moja mama, Grażyna Szapołowska, recytuje na żywo wiersze naszej noblistki. Sztuka jest wartościowa zarówno dla miłośników twórczości poetki, jak i dla młodzieży. Zależało mi, aby wyreżyserować spektakl, który przyciągnie do teatrów także młodszego widza, by uczniowie mogli poznać jej historię w sposób żywy i nienudny.

Czy sztuka jest opłacalna?

Nie tylko metafizyka jest u mnie w głowie. Studiowałam biznes w USA oraz pracowałam w agencjach reklamowych, więc łączę sztukę z biznesem, komercją i tym co widza będzie nie tylko inspirować ale również bawić i interesować. Trzeba to łączyć, bo trzeba zadbać o inwestorów. Martyna, sama wiesz kto wymyślił film biograficzny o Zenku bo ty pisałaś książkę. Szkoda tylko, że nie użyto jego piosenek, bo to powinien być film-koncert.

Jak oceniasz etap życia, na którym jesteś obecnie?

Po czterdziestce jest naprawdę dobrze. Człowiek przestaje przejmować się drobiazgami, a zaczyna skupiać się na konkretach. Bardziej akceptuje też siebie. Ponadto po 45. roku życia wróciłam też do wiary w Boga, do jasnego rozróżniania dobra i zła. W zeszłym roku pochowałam tatę. To był dla mnie ogromny cios. Gdyby nie wiara, przeżywałabym to znacznie ciężej.

Chodzisz do kościoła?

Do kościoła chodzę rzadko. Czasem wchodzę wtedy, gdy jest pusty, żeby pobyć w ciszy. Najczęściej rozmawiam z Bogiem, czy jak to inni mówią ze wszechświatem, podczas spacerów w parku, bo skoro jest wszędzie to sama sobie z nim buduję relację a nie przez pośredników. To chodzi chyba o uczciwość przed samym sobą. Wiem co robię, mam sumienie. Nie potrafię wytłumaczyć spowiedzi, bo tak naprawdę sami powinniśmy być swoimi sędziami. Zaczęły mnie interesować pytania o sens życia, o duszę, o to, czy coś istnieje po śmierci. Wierzę, że jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga. A Bóg jest miłością, i ta energia to my, czyli nasza dusza. Że jesteśmy duszą, która ma ciało, a nie ciałem, które ma duszę. Nasze ciało to tylko nasz pojazd. Dlatego nie oceniam ludzi po wyglądzie. Ale po miłości jaką dają innym. I mówię tutaj o „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. Uważam, że nasza energia nie znika, nie umieramy. Dusza trwa. Zmienia się tylko nasza świadomość i postać fizyczna.

Deklarujesz, że chcesz tworzyć sztukę z przesłaniem. O czym będzie twój kolejny spektakl lub film?

Pragnę, by to, co kreuję miało swego rodzaju głębię. Mam scenariusz właśnie o przejściu na drugą stronę i o osobistym sądzie ostatecznym. To opowieść o tym, co naprawdę jest ważne. Bohaterowie muszą zdecydować czy to pieniądze i kariera czy czas spędzony z bliskimi. Nawiązuję w niej do zdarzeń z własnego życia. Pojawia się tam postać mnie jako dziecka i aktorki, która bezkompromisowo dąży do sukcesu. To projekt bardzo osobisty.

W jednym z wywiadów wyznałaś, że twoja mama, ceniona aktorka Grażyna Szapołowska jest lepszą babcią niż była matką.

Tak powiedziałam, bo tak czułam. Taka jest zresztą prawda w większości przypadków. Myślę, że jej wątek w moim scenariuszu mógłby ją zaciekawić.

Często pojawiacie się w mediach we trójkę: ty, twoja mama Grażyna Szapołowska i córka Karolina Matej. Wszystkie jesteście artystkami. Jak obecnie naprawdę rysuje się wasza relacja?

Do tanga trzeba trojga, bo u nas to relacja trzech kobiet: ja, mama i moja córka. W pewnym momencie zdecydowałam się odpuścić pewne rzeczy. Trzeba dojrzeć do dorosłości i zrozumieć, że nasi rodzice też po raz pierwszy w życiu są rodzicami. Mama walczyła o nasze przetrwanie finansowe, więc nie mogła poświęcić mi tyle uwagi, ile by chciała. Mężczyźni w naszym życiu bywali nieobecni. Ona robiła to, co uważała za konieczne. Kiedyś się buntowałam, dziś staram się ją zrozumieć. Myślę, że teraz tworzymy bardzo fajne trio, które wzajemnie się wspiera, choć każda z nas jest odrębną jednostką i silnym charakterem.

Kochasz samą siebie?

Teraz tak, ale ta miłość przyszła do mnie bardzo późno. Długo zajadałam stres, napięcie, smutek. Myślę, że to była częściowo depresja, częściowo bunt i poczucie braku uwagi. Czasem też sięgałam po alkohol. Co prawda nie upijałam się do utraty świadomości. Właśnie na tym polegał podstęp, że można codziennie sięgać po wino i funkcjonować normalnie. Ale to wciąż była ucieczka. Na szczęście „obudziłam się” w porę i nie popadłam w destrukcję. Kiedy zmarł tata, moje lęki osiągnęły apogeum. Wtedy pomodliłam się. Chyba już z braku nadziei. I wtedy, w nocy, przyśnił mi się Jezus, który stał przede mną, a bijące od niego światło przechodziło przeze mnie. Cały mrok zniknął. Po tym śnie coś się we mnie zmieniło. Z dnia na dzień przestałam zaglądać do kieliszka. Odeszły też lęki. Bardziej zagłębiłam się myślami w sens istnienia. Nastąpiła u mnie głęboka przemiana, jednocześnie fizyczna, psychiczna jak i duchowa. Jak to się mówi, proście a dostaniecie… Tematy wiary i metafizyki same mnie znajdują. Robiłam również serial „Cuda”, który obecnie jest dostępny na Polsat Box. W moje ręce wpadł serial o tym, że cuda się zdarzają i nie należy tracić wiary w najtrudniejszych i najcięższych momentach życia. Kręciliśmy go w dosyć trudnych warunkach. Na koniec zdjęć w Warszawie dostałam nagrodę od ekipy, za bycie fajnym szefem i człowiekiem. Taka nagroda wiele znaczy gdyż, bycie dobrym „przewodniczącym” to jednak dar. Uważam, że ludzi powinno się doceniać, bo film to praca zespołowa.

Zdecydowałaś się nawet na dietę. Efekty są widoczne gołym okiem. Przestrzegasz jej regularnie?

Po prostu któregoś dnia pomyślałam: dość. Życie jest jedno i ciało jest jedno. Koniec umartwiania się nad sobą. To jak wyglądamy świadczy o naszym podejściu do samych siebie. O tym czy kontrolujemy co wkładamy do buzi, czy kontrolujemy własne życie i emocje. Jak wyglądamy… tak mamy poukładane w głowie i w sercu… Odstawiłam alkohol, węglowodany i cukier. Jem głównie mięso, warzywa, jajka, orzechy. To była decyzja o uporządkowaniu i pokochaniu siebie. Ale myślę, że nie ja sama ją podjęłam, ktoś tam z góry mi dopomógł.

Podjęłaś też współpracę z kliniką medycyny estetycznej Aura Cilnic.

Staram się walczyć z upływającym czasem w sposób mało inwazyjny, ale skuteczny. Aura Clinic to energia człowieka. Kiedy dobrze wyglądamy, mamy więcej pozytywnej energii, czujemy się pewniej i więcej nam się chce. W Aura Clinic znalazłam profesjonalizm, świetną atmosferę i realne efekty. Dorastając u boku mamy, znanej gwiazdy filmowej, więc od zawsze obserwowałam, jak dba o siebie z klasą i naturalnością. To ona nauczyła mnie, że życie jest sztuką, a prawdziwa sztuka polega na świadomym, naturalnym dbaniu o wygląd. Chcę dorównać mamie podejściem do siebie. Dlatego wybieram miejsca takie jak klinika Aura, gdzie piękno podkreśla się subtelnie i z szacunkiem do każdego wieku. Wierzę, że piękność można ukazać na każdym etapie życia. Wystarczy zadbać o nią mądrze i z sercem. Dzisiejsza pięćdziesiątka to kiedyś trzydziestka.

Wiem, że pracujesz też nad pewnym projektem poruszającym temat hejtu. Czy możesz już zdradzić jakieś szczegóły?

Współpracuję z fundacją „Małolat”. Walczymy z depresją i samobójstwami wśród dzieci i młodzieży. Sztuką teatralną czy filmem, jesteśmy w stanie dotrzeć do sporej liczby widzów. Rzeczywiście mamy bardzo ważny pomysł na tapecie.  Ale współpracując z Fundacją wracam również do mojego filmu „Piąte. Nie odchodź!”, za który otrzymałam nagrodę Perspektywa za debiut reżyserski. Nagroda im. Janusza „Kuby” Morgensterna „Perspektywa” to prestiżowe polskie wyróżnienie filmowe przyznawane za najbardziej obiecujący debiut reżyserski z dużym potencjałem na przyszłość. Na premierze była obecna, jak się okazało, jedna Pani psychiatra, która powiedziała, że poleciłaby go jako element terapii. To było dla mnie ogromne dodatkowe wyróżnienie. Teraz wraz z Fundacją Małolat organizujemy spotkania z młodzieżą i omawiamy relacje ludzkie, robimy warsztat o tym, kiedy zwrócić się po pomoc. Można nas zaprosić do lokalnego domu kultury czy kina. Sama byłam zbuntowaną nastolatką, przeszłam przez załamanie. Myślę, że potrafię ich zrozumieć. Również mamy w planie film, można powiedzieć edukacyjny, o młodzieży, marzeniach, rywalizacji, hejcie oraz tragedii, do której to potrafi doprowadzić. Są już poważne rozmowy z jedną ze stacji.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałaś od mamy „kocham cię” tak, że naprawdę to poczułaś?

Ona mówiła mi to zawsze, tylko często poprzez prezenty, którymi próbowała wynagrodzić swoją nieobecność i brak taty. Każdy kocha tak, jak umie. I każdy po raz pierwszy żyje. Zrozumiałam to w pełni dopiero podczas pracy nad „Piąte. Nie odchodź!”, myślę, że widz też, gdyż dostałam za ten film również nagrodę publiczności na festiwalu w Czechach. To było coś za coś, albo skromne życie, albo jej marzenia. Dziś w naszym kobiecym trójkącie jest miłość, która momentami aż unosi się w powietrzu.

A ty zawsze jesteś oparciem dla swojej córki?

Staram się być najlepszą mamą dla Karoliny. Bardzo jej kibicuję i ją wspieram. Ona też wybrała dla siebie artystyczny zawód. Oprócz aktorstwa również pięknie śpiewa i pisze własne utwory. Jestem pod wrażeniem jej ostatniej piosenki, pt. „Fale”, w której opowiada o swojej zakończonej relacji miłosnej.

Chciałabyś już zostać babcią?

Osobiście cieszę się, że zostałam mamą w młodym wieku. Nie naciskam jednak na Karolinę w tej kwestii. Daję córce wolność. Jest mądra, wychowana w miłości. Ma wspaniałego partnera. Niech podejmą decyzję świadomie i we właściwym czasie.

Czego ci życzyć?

Żebym nigdy nie zwątpiła w swoją misję. Żebym wytrwała w postanowieniach, dawała dobry przykład, nie wracała do dawnych schematów i nie straciła wiary w cuda, w przeznaczenie, w miłość, jakkolwiek to nazwiemy, również w Boga. Świat bardzo potrzebuje przewartościowania. Jest za wiele zła. Dobrem zło zwyciężaj. Jeśli mogę w tym uczestniczyć poprzez sztukę, chcę to robić.

Rozmawiała Martyna Rokita

news

2026 rok przyniósł bolesne pożegnania. Tych znanych osób nie ma już z nami

Opublikowano

w dniu

przez

Ich nazwiska znała cała Polska, a ich talent, osiągnięcia i działalność na stałe zapisały się w pamięci milionów. W 2026 roku pożegnaliśmy wiele wyjątkowych postaci ze świata kultury, muzyki, telewizji i życia publicznego. Dziś nie ma ich już wśród nas, ale pozostawili po sobie dorobek, którego nie sposób zapomnieć. Przypomnij sobie te nazwiska!

Dziś, 1 listopada, obchodzimy dzień Wszystkich Świętych. To szczególny moment, w którym wspominamy tych, którzy odeszli, wracamy myślami do wspólnych chwil i przypominamy sobie osoby, których obecność miała dla nas znaczenie. Wśród nich są również znane postacie, które przez lata towarzyszyły nam na ekranach telewizorów, scenach i estradach. Z okazji tego dnia przypominamy sylwetki osób, które zmarły w 2026 roku oraz ich najważniejsze dokonania.

Edward Linde-Lubaszenko należał do grona aktorów, których dorobek trudno przecenić. Choć początkowo rozważał zupełnie inną ścieżkę zawodową i myślał o medycynie, ostatecznie postawił na scenę i ekran. Od 1973 roku był związany ze Starym Teatrem w Krakowie, gdzie przez lata współpracował z uznanymi twórcami. Zagrał w ponad stu przedstawieniach teatralnych, a jego talent można było podziwiać także w licznych spektaklach Teatru Telewizji. Widzowie zapamiętali go z takich produkcji jak „Kroll”, „Psy”, „Sztos”, „Chłopaki nie płaczą” czy „Poranek kojota”. Był również cenionym pedagogiem i przekazywał swoją wiedzę kolejnym pokoleniom aktorów na Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie. Zmarł 8 lutego 2026 roku w wieku 86 lat.

Edward Linde-Lubaszenko (fot. screen YouTube “Dzień dobry TVN”)

Kolejną wielką stratą dla polskiej kultury była śmierć Bożeny Dykiel. Aktorka przez dekady zachwycała charakterystycznym temperamentem, energią i wyrazistą osobowością. Współpracowała z Andrzejem Wajdą, występując między innymi w „Weselu” oraz „Ziemi obiecanej”. Ogromne wrażenie zrobiła również jako Goplana w „Balladynie” w inscenizacji Adama Hanuszkiewicza – szczególnie zapamiętano jej wjazd na scenę motocyklem. Szeroka publiczność pokochała ją jako Miećkę Aniołową w kultowych „Alternatywach 4”, a później jako Marię Ziębę w serialu „Na Wspólnej”, z którym była związana w latach 2003–2025. Na swoim koncie miała także role w „Domu” i „Wyjściu awaryjnym”. Odeszła 12 lutego 2026 roku, mając 77 lat.

Bożena Dykiel (fot. screen “Pytanie na śniadanie”)

W 2026 roku pożegnaliśmy również Łukasza Litewkę, który dla wielu osób był przede wszystkim społecznikiem gotowym angażować się w sprawy innych. Był socjologiem, samorządowcem, posłem X kadencji i politykiem związanym z Sosnowcem. Szczególnie mocno angażował się w pomoc osobom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej, a także zwierzętom potrzebującym opieki. Swoje zasięgi i rozpoznawalność wykorzystywał do nagłaśniania zbiórek oraz historii ludzi, którzy potrzebowali wsparcia. Jego działalność wielokrotnie mobilizowała internautów do działania. Zginął 23 kwietnia 2026 roku w wypadku drogowym, niespełna trzy tygodnie przed swoimi 37. urodzinami.

Łukasz Litewka (fot. screen Instagram Łukasz Litewka)

W tym roku odeszła od nas także Stanisława Celińska, artystka, która przez lata udowadniała, że równie mocno potrafi poruszać widzów na ekranie, jak i słuchaczy podczas koncertów. Jej talent aktorski został dostrzeżony między innymi dzięki występowi w „Krajobrazie po bitwie” Andrzeja Wajdy. Później pojawiła się w takich filmach jak „Noce i dnie”, „Panny z Wilka”, „Spis cudzołożnic” oraz „Pieniądze to nie wszystko”. Z czasem coraz większą część jej artystycznej działalności zajęła muzyka. Szczególną popularność zdobyła dzięki albumowi „Atramentowa”, a następnie kolejnym wydawnictwom, w tym płycie „Jesienna”. W swoich utworach potrafiła opowiadać o emocjach, miłości, przemijaniu i codziennych doświadczeniach w sposób niezwykle osobisty. Zmarła 12 maja 2026 roku, niedługo po 79. urodzinach. Przyczyną śmierci była zapaść krążeniowa, czyli ostra niewydolność krążenia.

Stanisława Celińska (fot. screen YouTube TVP VOD)

POLECAMY: Anna Dymna wspomina zmarłego Jana Frycza. Jej słowa chwytają za serce

Te osobowości odeszły od nas w 2026 roku [PAMIĘTAMY]

Swoje miejsce w historii polskich mediów zapisał również Andrzej Morozowski. Dziennikarz przez około 25 lat był związany z TVN24, gdzie stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy stacji. Widzowie kojarzyli go przede wszystkim z programem „Tak jest”, w którym prowadził rozmowy dotyczące polityki, bieżących wydarzeń i najważniejszych problemów społecznych. Przez lata rozmawiał z politykami, ekspertami i osobami kształtującymi polskie życie publiczne. Jego profesjonalizm doceniono licznymi nagrodami. Otrzymał między innymi Wiktora i Telekamerę, a w 2006 roku został uhonorowany tytułem Dziennikarza Roku Grand Press. Zmarł 4 sierpnia 2026 roku w wieku 69 lat, pozostawiając po sobie ogromny dorobek dziennikarski.

Andrzej Morozowski (fot. screen YouTube TVN24)

W 2026 roku świat muzyki stracił także Bonnie Tyler, której charakterystyczny, zachrypnięty głos znały miliony słuchaczy. Walijska wokalistka zdobyła międzynarodową sławę dzięki takim przebojom jak „It’s a Heartache”, „If You Were a Woman (And I Was a Man)” oraz „Total Eclipse of the Heart”. Jej potężne ballady stały się jednym z symboli muzyki lat 80., a sama artystka przez lata pozostawała rozpoznawalną postacią światowej sceny. W ostatnich miesiącach życia zmagała się z poważnymi problemami zdrowotnymi. W maju informowano o pilnej operacji jelit, którą przeszła w szpitalu w Faro w Portugalii. W czerwcu bliscy przekazali, że nie przebywała już w śpiączce, ale nadal wymagała intensywnej opieki medycznej. Mimo nadziei na poprawę jej stan pozostawał poważny. Artystka zmarła 8 lipca 2026 roku w wieku 75 lat.

Bonnie Tyler (fot. screen Instagram Bonnie Tyler)

Jednym z najbardziej poruszających pożegnań w świecie polskiego aktorstwa była śmierć Jana Frycza. Artysta potrafił tworzyć postacie niezwykle różnorodne – od bohaterów wrażliwych i zagubionych po ludzi budzących respekt samą swoją obecnością. Przez lata występował na najważniejszych polskich scenach, między innymi w Starym Teatrze w Krakowie i Teatrze Narodowym w Warszawie. Widzowie pamiętają go z filmów „Pornografia”, „Pręgi” oraz „Nigdy w życiu!”. Szczególne miejsce w jego dorobku zajęła również rola Daria w serialu „Ślepnąc od świateł”, która przyniosła mu uznanie także wśród młodszej publiczności. Jan Frycz odszedł 15 sierpnia 2026 roku w wieku 72 lat. Do ostatnich tygodni pozostawał aktywny zawodowo, a jego kreacje na długo pozostaną częścią historii polskiego kina i teatru.

Jan Frycz (fot. screen YouTube Zwierciadło)

Wśród osób, które pożegnaliśmy w tym roku, znalazł się również Adrian Szymaniak, znany widzom z trzeciej edycji programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”. To właśnie przed kamerami rozpoczęła się jego historia z Anitą Szydłowską-Szymaniak. Po zakończeniu telewizyjnego eksperymentu para postanowiła kontynuować wspólne życie, a z czasem doczekała się dwojga dzieci – Jerzego i Bianki. W lipcu 2025 roku życie rodziny zmieniło się diametralnie, gdy u Adriana zdiagnozowano glejaka IV stopnia, jeden z najbardziej agresywnych nowotworów mózgu. W walce z chorobą nieustannie wspierała go żona, która towarzyszyła mu w najtrudniejszych chwilach i dzieliła się z internautami informacjami o jego stanie zdrowia. Adrian Szymaniak zmarł 4 września 2026 roku w wieku zaledwie 39 lat.

Adrian Szymaniak (fot. screen YouTube TVN.pl) – wywiad w “Dzień dobry TVN”

Wspominając osoby, które odeszły w 2026 roku, nie sposób pominąć również Mariusza Komendy, którego widzowie poznali dzięki programowi „MasterChef”. Gotowanie było jego pasją od najmłodszych lat, dlatego w 2019 roku zdecydował się spróbować swoich sił w popularnym formacie TVN. Jego kulinarne umiejętności pozwoliły mu dotrzeć aż do półfinału, a uczestnicy programu mieli okazję rozwijać swoje zdolności również podczas wyjazdu do Meksyku. Choć Mariusz Komenda nie znalazł się w wielkim finale, udział w show otworzył przed nim kolejne możliwości. Z czasem wracał do „MasterChefa” już w innej roli – jako gość i juror, dzieląc się doświadczeniem oraz wiedzą z kolejnymi uczestnikami. Odszedł 7 października 2026 roku w wieku 44 lat. 

Mariusz Komenda (fot. screen YouTube TVN Kuchnia)

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Anastazja Jakubiak wróciła wspomnieniami do męża. Te słowa łamią serce

Którą rolę Jana Frycza wspominacie najmilej? Dajcie znać w komentarzu!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Autor artykułu: Szymon Jedynak

Kontynuuj czytanie

news

Anna Dymna wspomina zmarłego Jana Frycza. Jej słowa chwytają za serce

Opublikowano

w dniu

przez

Dziś, 1 listopada, w dniu Wszystkich Świętych, Polsat przypomni postać jednego z najwybitniejszych polskich aktorów. Jan Frycz odszedł zaledwie kilka miesięcy temu, ale jego dorobek artystyczny i niezwykłe kreacje wciąż pozostają żywe w pamięci widzów. Stacja przygotowała wyjątkowy materiał, w którym głos zabiorą osoby, które znały go przez lata. Dowiedz się więcej!

Jan Frycz był aktorem, którego trudno było pomylić z kimkolwiek innym. Charyzmatyczny, nieprzewidywalny i zawsze prawdziwy – zarówno na scenie, jak i przed kamerą potrafił przyciągać uwagę publiczności. Choć od jego śmierci minęło zaledwie kilka miesięcy, role, które stworzył, nadal pozostają ważną częścią polskiej kultury. Właśnie dlatego Polsat postanowił przypomnieć jego postać w najnowszym odcinku programu „Być Gwiazdą”.

Specjalny reportaż będzie poruszającą opowieścią o artyście, który przez kilkadziesiąt lat zachwycał kolejne pokolenia widzów. Twórcy programu wrócą do najważniejszych momentów jego kariery, ale nie skupią się wyłącznie na zawodowych osiągnięciach. W materiale pojawią się również wspomnienia osób, które miały okazję poznać aktora prywatnie i współpracować z nim na przestrzeni lat.

Jedną z osób, które zabiorą głos, będzie Anna Dymna. Aktorkę i Jana Frycza łączyła wieloletnia znajomość sięgająca dzieciństwa. W reportażu wróci do ich pierwszych spotkań w krakowskim teatrze i opowie o wyjątkowej więzi, która pozostała z nimi na lata. Jej słowa pokazują, jak osobistą relacją była ta znajomość.

„Kocham go miłością 11-letniej dziewczynki. Poznaliśmy się w „Kocim Teatrze”, w teatrze improwizacji dziecięcej” – mówi aktorka.

O początkach artystycznej drogi Jana Frycza opowie również reżyser Mikołaj Grabowski. Poznali się jeszcze przed egzaminami do szkoły teatralnej, kiedy przyszły aktor dopiero przygotowywał się do realizacji swoich marzeń. Już wtedy miał wyróżniać się nie tylko talentem, ale również prezencją i doskonałym przygotowaniem.

„Bardzo młody, bardzo przystojny, z nienaganną dykcją” – wspomina przyszłego gwiazdora reżyser.

POLECAMY: Anastazja Jakubiak wróciła wspomnieniami do męża. Te słowa łamią serce

Polsat uczci pamięć Jana Frycza już dzisiaj. Kiedy emisja?

Jan Frycz był absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Przez niemal pięć dekad współtworzył historię polskiego teatru, występując na najważniejszych scenach w kraju. Jego droga zawodowa prowadziła od debiutu w „Damach i huzarach” Aleksandra Fredry, przez Teatr Narodowy, Teatr Polski, Stary Teatr w Krakowie i Teatr im. Juliusza Słowackiego, aż po kolejne wybitne kreacje na deskach Teatru Narodowego w Warszawie.

Widzowie zapamiętali go również z ról filmowych i telewizyjnych. Ogromne uznanie przyniosły mu występy w „Pornografii”, „Pręgach” czy „25 latach niewinności. Sprawie Tomka Komendy”. Szczególne miejsce w jego dorobku zajmuje także rola Daria w serialu „Ślepnąc od świateł”. Stworzył tam postać pełną tajemnic, niepokoju i wewnętrznej siły, po raz kolejny udowadniając, że potrafił przyciągnąć uwagę widza nawet najmniejszym gestem.

W reportażu nie zabraknie również wspomnień Jana Englerta. Aktor podkreśli, że Jan Frycz był artystą wymykającym się prostym kategoriom, a aktorstwo stanowiło dla niego coś znacznie więcej niż tylko wykonywany zawód.

„Frycz wymyka się wszystkim kategoriom. Był stuprocentowym aktorem. To była treść jego życia. Scena i kamera” – mówi Jan Englert.

Najnowszy odcinek „Być Gwiazdą” ma być nie tylko przypomnieniem najważniejszych ról Jana Frycza, ale przede wszystkim osobistym portretem człowieka, którego talent i pasja inspirowały innych artystów. Wspomnienia przyjaciół i współpracowników pozwolą spojrzeć na niego z różnych perspektyw – jako wybitnego aktora, wymagającego profesjonalistę i człowieka, który na trwałe zapisał się w ich życiu.

Polsat pokaże reportaż w szczególnym dniu. Dziś, 1 listopada, stacja uczci pamięć Jana Frycza, przypominając widzom jego dorobek i niezwykłą osobowość. Premiera odcinka programu „Być Gwiazdą” odbędzie się o godz. 19:30, tuż przed kolejnym wydaniem „Dancing with the Stars. Taniec z Gwiazdami”. To będzie okazja, by jeszcze raz przypomnieć sobie aktora, którego scenicznej obecności i ekranowych kreacji nie da się zapomnieć.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Sebastian Fabijański zabrał głos ws. TK: „Walka o władzę powinna mieć jakieś granice”. Ma rację?

Którą rolę Jana Frycza wspominacie najmilej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Jan Frycz (fot. zdjęcie prasowe Polsat)
Anna Dymna (fot. zdjęcie prasowe Polsat)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Anastazja Jakubiak wróciła wspomnieniami do męża. Te słowa łamią serce

Opublikowano

w dniu

przez

Śmierć Tomasza Jakubiaka pozostawiła ogromną pustkę w życiu jego najbliższych i tysięcy fanów. Teraz, tuż przed dniem Wszystkich Świętych, jego żona Anastazja opublikowała wyjątkowo osobisty wpis, w którym wróciła wspomnieniami do ukochanego męża. Jej słowa dają do myślenia i pokazują, jak wygląda życie po tak bolesnej stracie. Dowiedz się więcej!

Śmierć Tomasza Jakubiaka, do której doszło 30 kwietnia ubiegłego roku po długiej i ciężkiej walce z chorobą, była ogromnym ciosem dla jego bliskich, przyjaciół oraz widzów. Przez lata kucharz i osobowość telewizyjna zdobywał sympatię publiczności swoją energią, poczuciem humoru i ogromną pasją do gotowania. Potrafił opowiadać o jedzeniu w taki sposób, że nawet najprostsze potrawy nabierały wyjątkowego znaczenia. Jego odejście pozostawiło pustkę, którą szczególnie mocno odczuwa jego rodzina.

Choć Tomasz Jakubiak nie ukrywał przed opinią publiczną, że zmaga się z poważną chorobą, i regularnie informował o kolejnych etapach leczenia, nie wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, jak wiele kosztowała go ta walka. Nawet w najtrudniejszych momentach starał się zachować optymizm i dodawać otuchy innym. Do końca szukał kolejnych możliwości terapii i wierzył, że uda mu się wrócić do normalnego życia. Za uśmiechem, który tak dobrze pamiętali widzowie, kryły się jednak ogromne cierpienie, zmęczenie i niepewność.

Po śmierci kucharza jego żona zaczęła opowiadać o tym, co działo się za zamkniętymi drzwiami i z czym naprawdę mierzyła się ich rodzina. W jednej z rozmów z serwisem Viva.pl Anastazja wróciła do marca, kiedy przyszły wyniki badań, które miały ogromny wpływ na dalszy przebieg wydarzeń. Wspominała, że właśnie wtedy coś zmieniło się w zachowaniu jej męża. „Jakby coś w nim pękło” – powiedziała jakiś czas temu w rozmowie z Viva.pl.

Anastazja opowiadała również, że jej mąż, dotychczas będący niepoprawnym optymistą, zaczął zupełnie inaczej patrzeć na swoją sytuację. Kolejne operacje, długotrwała rekonwalescencja i perspektywa następnych lat leczenia stawały się dla niego coraz trudniejsze do zaakceptowania.

“Wszystko odbierał pesymistycznie, a przecież to było nie w Jego stylu. On był wiecznym optymistą. A potem… potem powiedział, że koniecznie musi wyjechać z domu. Może już wtedy czuł, że nadciąga koniec? […] Karmiłam się tymi chwilami, gdy było lepiej. Wciąż szukałam kolejnych metod leczenia, a on patrzył na to zupełnie inaczej. Mówił: „Ile jeszcze? Kolejna operacja? Dochodzenie do siebie. Kolejne dwa lata, zanim zacznę jeść, zanim się odbuduję”. A ja mówiłam: „Ale co znaczą dwa lata w perspektywie całego życia?”. Czułam jednak, że jest już po prostu zmęczony. I rozumiem to, bo gdybym ja znalazła się na jego miejscu, nie wytrzymałabym jednej trzeciej tego cierpienia, które spadło na niego. Wiesz, że on nie jadł od października, a cały czas gotował dla mnie i dla Bąbelka?” – opowiadała.

POLECAMY: Fabijański zabrał głos ws. TK: „Walka o władzę powinna mieć jakieś granice”. Ma rację?

Anastazja Jakubiak wprost o żałobie po stracie męża

Teraz, w sobotę 31 października, dzień przed Wszystkimi Świętymi, wdowa po kucharzu ponownie zabrała głos. Tym razem opublikowała refleksję dotyczącą żałoby, pierwszych świąt i ważnych dat przeżywanych już bez ukochanej osoby. Nie ukrywa, że takie momenty bywają szczególnie trudne, ponieważ przypominają o tym, jak bardzo zmieniło się życie po stracie. Jednocześnie przyznała, że z upływem czasu zaczęła odnajdywać w swoich wspomnieniach nie tylko smutek, ale również radość.

“Myślę, że po stracie bardzo trudne są te wszystkie pierwsze razy. Pierwsze święta, urodziny, ważne daty. Jeszcze nie wiesz, jak to będzie bez tej osoby. Czy dasz radę usiąść przy stole, pojechać w znajome miejsce, przeżyć dzień, który zawsze był Wasz. A potem powoli zaczyna być trochę łatwiej… Przynajmniej u mnie tak jest. Nadal tęsknię, mam trudne momenty, ale coraz częściej wspomnienie wywołuje też uśmiech” – napisała.

W dalszej części wpisu Anastazja podzieliła się przemyśleniami na temat miłości, która nie kończy się wraz ze śmiercią drugiej osoby. Jak przyznała, potrzebowała dużo czasu, aby oswoić się z nową rzeczywistością i nauczyć się funkcjonować bez męża. Dziś coraz częściej potrafi wracać do wspólnych chwil z wdzięcznością za to, co razem przeżyli. Nie oznacza to jednak, że przestała tęsknić.

“Teraz myślę o Tomku i o tym, co było między nami dobre. O tym, ile dostałam od niego tej miłości. Czego się przy nim nauczyłam, co razem przeżyliśmy. Coraz częściej potrafię się przy tych wspomnieniach zatrzymać, zamiast myśleć tylko o tym, czego już nie będzie. Powrót do życia nie przekreśla miłości. To, że się śmiejesz, że na coś czekasz, że znowu jest Ci dobrze, nie sprawia, że ta osoba staje się mniej ważna. Nie musisz udowadniać swojej miłości cierpieniem. Możesz pamiętać o tym, co Was łączyło, i korzystać z tego, co ta relacja Ci dała. Z bliskości, której doświadczyłaś. Z rzeczy, których się przy sobie nauczyliście. To wszystko może Ci towarzyszyć również wtedy, kiedy idziesz dalej” – czytamy.

Wdowa po Tomaszu Jakubiaku zwróciła również uwagę na to, że każdy człowiek przeżywa żałobę inaczej. Nie ma jednego właściwego sposobu na poradzenie sobie ze stratą ani określonego czasu, po którym ból powinien minąć. Anastazja podkreśliła, że nie warto narzucać sobie presji ani zmuszać się do powrotu do codzienności, zanim będzie się na to gotowym. Jednocześnie zaznaczyła, że pozwolenie sobie na szczęście nie oznacza zapomnienia o osobie, której już z nami nie ma.

“Powrót do życia to odwaga. Czasem zaczyna się od jednego małego planu. I jeśli czujesz, że masz na niego ochotę, możesz sobie na niego pozwolić. We własnym tempie, bez poczucia, że kogoś w ten sposób zostawiasz” – dodała.

Wpis Anastazji pojawił się w szczególnym momencie – tuż przed dniem Wszystkich Świętych, kiedy wiele osób wraca myślami do tych, których już z nimi nie ma.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Halloween 2026: Maffashion jako Miszczak, Bagi jako Skolim. Kto wypadł najlepiej?

Jak wspominacie śp. Tomasza Jakubiaka? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Anastazja Jakubiak i Tomasz oraz Tomuś Jakubiak (fot. screen Instagram Tomasz Jakubiak)
Anastazja Jakubiak i Tomasz Jakubiak (fot. screen Instagram Tomasz Jakubiak)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Fabijański zabrał głos ws. TK: „Walka o władzę powinna mieć jakieś granice”. Ma rację?

Opublikowano

w dniu

przez

Piątkowe wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego wywołały ogromne emocje i błyskawicznie stały się jednym z najgorętszych tematów w kraju. Głos w sprawie zabrał również Sebastian Fabijański, który do tej pory raczej unikał publicznych komentarzy dotyczących polityki. Tym razem nie zamierzał jednak milczeć. Dowiedz się więcej!

Piątkowy wieczór przyniósł gwałtowne zaostrzenie trwającego od miesięcy sporu o Trybunał Konstytucyjny. Informacje o odsunięciu dotychczasowego kierownictwa instytucji, wnioskach o uchylenie immunitetów oraz obecności policji przed gmachem przy alei Szucha zdominowały przekazy medialne. Wydarzenia wywołały liczne komentarze i ponownie rozpaliły dyskusję na temat sytuacji politycznej w Polsce.

Do sprawy postanowił odnieść się Sebastian Fabijański. Aktor opublikował w mediach społecznościowych zrzut ekranu z relacji na żywo Kanału Zero, a następnie podzielił się osobistą refleksją. Jego wpis szybko zwrócił uwagę internautów, szczególnie że artysta nie należy do osób, które regularnie komentują bieżące wydarzenia polityczne.

Sam Sebastian Fabijański przyznał zresztą, że dotychczas świadomie powstrzymywał się od publicznego zabierania głosu w takich sprawach. Nie chciał dokładać kolejnych emocji do i tak mocno podzielonej dyskusji. Tym razem jednak uznał, że nie potrafi przejść obojętnie obok tego, co dzieje się w kraju.

“Nigdy nie wypowiadałem się na tematy polityczne, bo moje zdanie nie ma żadnego znaczenia i jedyne, co może zdziałać, to podzielić, ale… Tym razem nie umiem się powstrzymać” – napisał na InstaStories.

POLECAMY: Halloween 2026: Maffashion jako Miszczak, Bagi jako Skolim. Kto wypadł najlepiej?

Sebastian Fabijański nie mógł dłużej milczeć

W dalszej części publikacji aktor nie ukrywał oburzenia eskalacją konfliktu politycznego. Zwrócił uwagę na atmosferę napięcia, która od dłuższego czasu towarzyszy polskiemu życiu publicznemu. W jego ocenie kolejne działania prowadzące do zaostrzenia sporu nie są tym, czego społeczeństwo potrzebuje w obecnej sytuacji.

“Komuś chyba się na Halloween w 🎃 poprzewracało. Mało nam napięć? Mało wojen? Mało nienawiści? Mało polaryzacji? Walka o władzę powinna mieć jakieś granice. Dziś prawie przestała mieć” – stwierdził.

Słowa Sebastiana Fabijańskiego były mocne, ale aktor nie ograniczył się wyłącznie do krytyki konkretnych wydarzeń. W swoim wpisie wyraźnie zaznaczył, że nie zamierza stawać po żadnej ze stron politycznego konfliktu. Jego komentarz dotyczył przede wszystkim samego mechanizmu pogłębiania społecznych podziałów i wykorzystywania napięć do walki o wpływy.

Artysta podkreślił, że w jego opinii w obecnych, niespokojnych czasach szczególnie niebezpieczne jest podejmowanie działań, które mogą jeszcze bardziej zaostrzać atmosferę w społeczeństwie. Nie wskazał przy tym jednej konkretnej formacji jako odpowiedzialnej za sytuację. Zamiast tego zwrócił uwagę na konsekwencje politycznych decyzji dla zwykłych obywateli.

“I nieważne, kto jest autorem tego, co się dzieje – jaka frakcja polityczna. Ważne, że takie ruchy, w tych bardzo niespokojnych czasach, to po prostu igranie z ogniem, którego nikt dziś nie potrzebuje. Po raz kolejny namacalnie się przekonujemy, czym są nasze potrzeby w zestawieniu z politycznymi interesami” – dodał.

Wpis Sebastiana Fabijańskiego pokazuje, że weekendowe wydarzenia wywołały reakcje nie tylko wśród polityków i komentatorów życia publicznego. Do dyskusji dołączył również aktor, który do tej pory unikał podobnych deklaracji. Tym razem zdecydował się jednak zabrać głos i jasno wyraził swoje zaniepokojenie rosnącymi napięciami.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Edyta Górniak BRONI Nawrockiego. „Granice zostały przekroczone”. Zgadzacie się?

A Wy co uważacie o tej sytuacji? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Sebastian Fabijański (fot. screen Instagram Stories Sebastian Fabijański) – 31.10.2026
Sebastian Fabijański (fot. screen Instagram Stories Sebastian Fabijański) – 31.10.2026
Sebastian Fabijański (fot. screen YouTube TVN.pl)
Karol Nawrocki (fot. screen Maciej Berek) – 31.10.2026

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością