news
„Po czterdziestce zaczyna się wolność”. Katarzyna Jungowska o wierze, relacjach i sztuce, która ma znaczenie
Zbliża się do pięćdziesiątki i mówi wprost, że to najlepszy czas w jej życiu. Artystka, córka Grażyny Szapołowskiej, opowiada o duchowym przebudzeniu po śmierci ojca, walce z lękami i alkoholem oraz o śnie, który wszystko zmienił. W rozmowie nie unika trudnych tematów, od skomplikowanej relacji z mamą, przez kryzys wiary, po własną drogę do samoakceptacji. Dziś chce tworzyć sztukę z przesłaniem i jak sama mówi – już nigdy nie zwątpić w swoją misję.
Kobietom wieku się nie wypomina, ale 29 czerwca kończysz 48 lat. Niedawno wspomniałaś, że nie ukrywasz, iż zbliżasz się do pięćdziesiątki. Czyżbyś zaczęła już czynić jakieś prywatne i zawodowe podsumowania?
Do pięćdziesiątki jeszcze trochę mi brakuje, choć rzeczywiście zbliżam się do niej dużymi krokami. I powiem szczerze, że bardzo się z tego cieszę. To piękny etap. Po czterdziestce przychodzi inny rodzaj wolności. Człowiek przestaje żyć pod dyktando cudzych opinii, przestaje obsesyjnie analizować, kto co powiedział czy napisał. Zaczyna słuchać siebie i żyć przede wszystkim w zgodzie ze sobą.
Jesteś dojrzałą kobietą z ogromnym doświadczeniem artystycznym. Jak przez lata zmieniała się twoja twórczość, sposób myślenia o filmie, teatrze, bohaterach?
Na początku skupiałam się przede wszystkim na rzemiośle. Interesowały mnie techniczne aspekty filmu, konstrukcja scen, tempo, akcja, dowcip. Chciałam, żeby było dynamicznie, atrakcyjnie, sprawnie. Z czasem jednak zaczęłam coraz mocniej wchodzić w głąb człowieka, w metafizykę, w duchowość, w pytania o sens istnienia. Dziś interesuje mnie to, co niewidzialne. To, co dzieje się pod powierzchnią słów i obrazów. Więc łączę technikę, tak jak w serialu Dzielnica Strachu, gdzie reżyserowałam pościgi, gwałty, strzelaniny… z duchowością tak jak zrobiłam to w sztuce teatralnej o Wisławie Szymborskiej.
Tak, Widać to w sztuce teatralnej o Wisławie Szymborskiej, zatytułowanej „Wisławie – Grażyna”, którą wyreżyserowałaś.
Tak, tekst o Wisławie Szymborskiej powstał w niezwykłych okolicznościach. Pisałam go w ogromnym natchnieniu, właściwie bez przerwy przez trzy dni. Nie miałam pewności, dokąd mnie to zaprowadzi. Ostatecznie wyszła z tego sztuka bardzo metafizyczna, taka, w której Wisława przemawia do widza z perspektywy z innego wymiaru. Jakby chciała coś jeszcze dopowiedzieć, może się pożegnać, może wyjaśnić swoje wybory. Mam wrażenie, że sama Wisława pomogła mi to napisać. Szukamy sceny na stałe w Warszawie. Nawet miałam pomysł, żeby Szapołowska wróciła na deski Teatru Narodowego, na małą scenę chociażby, ale nie mają przestrzeni na spektakl o naszej Noblistce.
ZOBACZ TAKŻE: Szapołowska, Olbrychski i Węgrowska na premierze mistycznego filmu “Wiedźma – Mirakl”
W rolę Szymborskiej wciela się Natalia Lesz, którą podobno obsadziłaś po warunkach zewnętrznych.
Natalia Lesz okazała się w stu procentach podobna do młodej Szymborskiej. To było niemal zrządzenie losu. Zobaczyłam ją przypadkiem, kiedy spotkaliśmy się z Panem Michałem Rusinkiem właśnie w sprawie tej sztuki. Spojrzałam na okładkę książki o Wisławie, gdzie widniało zdjęcie poetki i pomyślałam: to ona. Może nie ma jednak przypadków… Na dodatek zagrała znakomicie. W każdym spektaklu jej kwestie są odtwarzane multimedialnie, natomiast moja mama, Grażyna Szapołowska, recytuje na żywo wiersze naszej noblistki. Sztuka jest wartościowa zarówno dla miłośników twórczości poetki, jak i dla młodzieży. Zależało mi, aby wyreżyserować spektakl, który przyciągnie do teatrów także młodszego widza, by uczniowie mogli poznać jej historię w sposób żywy i nienudny.
Czy sztuka jest opłacalna?
Nie tylko metafizyka jest u mnie w głowie. Studiowałam biznes w USA oraz pracowałam w agencjach reklamowych, więc łączę sztukę z biznesem, komercją i tym co widza będzie nie tylko inspirować ale również bawić i interesować. Trzeba to łączyć, bo trzeba zadbać o inwestorów. Martyna, sama wiesz kto wymyślił film biograficzny o Zenku bo ty pisałaś książkę. Szkoda tylko, że nie użyto jego piosenek, bo to powinien być film-koncert.
Jak oceniasz etap życia, na którym jesteś obecnie?
Po czterdziestce jest naprawdę dobrze. Człowiek przestaje przejmować się drobiazgami, a zaczyna skupiać się na konkretach. Bardziej akceptuje też siebie. Ponadto po 45. roku życia wróciłam też do wiary w Boga, do jasnego rozróżniania dobra i zła. W zeszłym roku pochowałam tatę. To był dla mnie ogromny cios. Gdyby nie wiara, przeżywałabym to znacznie ciężej.
Chodzisz do kościoła?
Do kościoła chodzę rzadko. Czasem wchodzę wtedy, gdy jest pusty, żeby pobyć w ciszy. Najczęściej rozmawiam z Bogiem, czy jak to inni mówią ze wszechświatem, podczas spacerów w parku, bo skoro jest wszędzie to sama sobie z nim buduję relację a nie przez pośredników. To chodzi chyba o uczciwość przed samym sobą. Wiem co robię, mam sumienie. Nie potrafię wytłumaczyć spowiedzi, bo tak naprawdę sami powinniśmy być swoimi sędziami. Zaczęły mnie interesować pytania o sens życia, o duszę, o to, czy coś istnieje po śmierci. Wierzę, że jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga. A Bóg jest miłością, i ta energia to my, czyli nasza dusza. Że jesteśmy duszą, która ma ciało, a nie ciałem, które ma duszę. Nasze ciało to tylko nasz pojazd. Dlatego nie oceniam ludzi po wyglądzie. Ale po miłości jaką dają innym. I mówię tutaj o „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. Uważam, że nasza energia nie znika, nie umieramy. Dusza trwa. Zmienia się tylko nasza świadomość i postać fizyczna.
Deklarujesz, że chcesz tworzyć sztukę z przesłaniem. O czym będzie twój kolejny spektakl lub film?
Pragnę, by to, co kreuję miało swego rodzaju głębię. Mam scenariusz właśnie o przejściu na drugą stronę i o osobistym sądzie ostatecznym. To opowieść o tym, co naprawdę jest ważne. Bohaterowie muszą zdecydować czy to pieniądze i kariera czy czas spędzony z bliskimi. Nawiązuję w niej do zdarzeń z własnego życia. Pojawia się tam postać mnie jako dziecka i aktorki, która bezkompromisowo dąży do sukcesu. To projekt bardzo osobisty.
W jednym z wywiadów wyznałaś, że twoja mama, ceniona aktorka Grażyna Szapołowska jest lepszą babcią niż była matką.
Tak powiedziałam, bo tak czułam. Taka jest zresztą prawda w większości przypadków. Myślę, że jej wątek w moim scenariuszu mógłby ją zaciekawić.
Często pojawiacie się w mediach we trójkę: ty, twoja mama Grażyna Szapołowska i córka Karolina Matej. Wszystkie jesteście artystkami. Jak obecnie naprawdę rysuje się wasza relacja?
Do tanga trzeba trojga, bo u nas to relacja trzech kobiet: ja, mama i moja córka. W pewnym momencie zdecydowałam się odpuścić pewne rzeczy. Trzeba dojrzeć do dorosłości i zrozumieć, że nasi rodzice też po raz pierwszy w życiu są rodzicami. Mama walczyła o nasze przetrwanie finansowe, więc nie mogła poświęcić mi tyle uwagi, ile by chciała. Mężczyźni w naszym życiu bywali nieobecni. Ona robiła to, co uważała za konieczne. Kiedyś się buntowałam, dziś staram się ją zrozumieć. Myślę, że teraz tworzymy bardzo fajne trio, które wzajemnie się wspiera, choć każda z nas jest odrębną jednostką i silnym charakterem.
Kochasz samą siebie?
Teraz tak, ale ta miłość przyszła do mnie bardzo późno. Długo zajadałam stres, napięcie, smutek. Myślę, że to była częściowo depresja, częściowo bunt i poczucie braku uwagi. Czasem też sięgałam po alkohol. Co prawda nie upijałam się do utraty świadomości. Właśnie na tym polegał podstęp, że można codziennie sięgać po wino i funkcjonować normalnie. Ale to wciąż była ucieczka. Na szczęście „obudziłam się” w porę i nie popadłam w destrukcję. Kiedy zmarł tata, moje lęki osiągnęły apogeum. Wtedy pomodliłam się. Chyba już z braku nadziei. I wtedy, w nocy, przyśnił mi się Jezus, który stał przede mną, a bijące od niego światło przechodziło przeze mnie. Cały mrok zniknął. Po tym śnie coś się we mnie zmieniło. Z dnia na dzień przestałam zaglądać do kieliszka. Odeszły też lęki. Bardziej zagłębiłam się myślami w sens istnienia. Nastąpiła u mnie głęboka przemiana, jednocześnie fizyczna, psychiczna jak i duchowa. Jak to się mówi, proście a dostaniecie… Tematy wiary i metafizyki same mnie znajdują. Robiłam również serial „Cuda”, który obecnie jest dostępny na Polsat Box. W moje ręce wpadł serial o tym, że cuda się zdarzają i nie należy tracić wiary w najtrudniejszych i najcięższych momentach życia. Kręciliśmy go w dosyć trudnych warunkach. Na koniec zdjęć w Warszawie dostałam nagrodę od ekipy, za bycie fajnym szefem i człowiekiem. Taka nagroda wiele znaczy gdyż, bycie dobrym „przewodniczącym” to jednak dar. Uważam, że ludzi powinno się doceniać, bo film to praca zespołowa.
Zdecydowałaś się nawet na dietę. Efekty są widoczne gołym okiem. Przestrzegasz jej regularnie?
Po prostu któregoś dnia pomyślałam: dość. Życie jest jedno i ciało jest jedno. Koniec umartwiania się nad sobą. To jak wyglądamy świadczy o naszym podejściu do samych siebie. O tym czy kontrolujemy co wkładamy do buzi, czy kontrolujemy własne życie i emocje. Jak wyglądamy… tak mamy poukładane w głowie i w sercu… Odstawiłam alkohol, węglowodany i cukier. Jem głównie mięso, warzywa, jajka, orzechy. To była decyzja o uporządkowaniu i pokochaniu siebie. Ale myślę, że nie ja sama ją podjęłam, ktoś tam z góry mi dopomógł.
Podjęłaś też współpracę z kliniką medycyny estetycznej Aura Cilnic.
Staram się walczyć z upływającym czasem w sposób mało inwazyjny, ale skuteczny. Aura Clinic to energia człowieka. Kiedy dobrze wyglądamy, mamy więcej pozytywnej energii, czujemy się pewniej i więcej nam się chce. W Aura Clinic znalazłam profesjonalizm, świetną atmosferę i realne efekty. Dorastając u boku mamy, znanej gwiazdy filmowej, więc od zawsze obserwowałam, jak dba o siebie z klasą i naturalnością. To ona nauczyła mnie, że życie jest sztuką, a prawdziwa sztuka polega na świadomym, naturalnym dbaniu o wygląd. Chcę dorównać mamie podejściem do siebie. Dlatego wybieram miejsca takie jak klinika Aura, gdzie piękno podkreśla się subtelnie i z szacunkiem do każdego wieku. Wierzę, że piękność można ukazać na każdym etapie życia. Wystarczy zadbać o nią mądrze i z sercem. Dzisiejsza pięćdziesiątka to kiedyś trzydziestka.
Wiem, że pracujesz też nad pewnym projektem poruszającym temat hejtu. Czy możesz już zdradzić jakieś szczegóły?
Współpracuję z fundacją „Małolat”. Walczymy z depresją i samobójstwami wśród dzieci i młodzieży. Sztuką teatralną czy filmem, jesteśmy w stanie dotrzeć do sporej liczby widzów. Rzeczywiście mamy bardzo ważny pomysł na tapecie. Ale współpracując z Fundacją wracam również do mojego filmu „Piąte. Nie odchodź!”, za który otrzymałam nagrodę Perspektywa za debiut reżyserski. Nagroda im. Janusza „Kuby” Morgensterna „Perspektywa” to prestiżowe polskie wyróżnienie filmowe przyznawane za najbardziej obiecujący debiut reżyserski z dużym potencjałem na przyszłość. Na premierze była obecna, jak się okazało, jedna Pani psychiatra, która powiedziała, że poleciłaby go jako element terapii. To było dla mnie ogromne dodatkowe wyróżnienie. Teraz wraz z Fundacją Małolat organizujemy spotkania z młodzieżą i omawiamy relacje ludzkie, robimy warsztat o tym, kiedy zwrócić się po pomoc. Można nas zaprosić do lokalnego domu kultury czy kina. Sama byłam zbuntowaną nastolatką, przeszłam przez załamanie. Myślę, że potrafię ich zrozumieć. Również mamy w planie film, można powiedzieć edukacyjny, o młodzieży, marzeniach, rywalizacji, hejcie oraz tragedii, do której to potrafi doprowadzić. Są już poważne rozmowy z jedną ze stacji.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałaś od mamy „kocham cię” tak, że naprawdę to poczułaś?
Ona mówiła mi to zawsze, tylko często poprzez prezenty, którymi próbowała wynagrodzić swoją nieobecność i brak taty. Każdy kocha tak, jak umie. I każdy po raz pierwszy żyje. Zrozumiałam to w pełni dopiero podczas pracy nad „Piąte. Nie odchodź!”, myślę, że widz też, gdyż dostałam za ten film również nagrodę publiczności na festiwalu w Czechach. To było coś za coś, albo skromne życie, albo jej marzenia. Dziś w naszym kobiecym trójkącie jest miłość, która momentami aż unosi się w powietrzu.
A ty zawsze jesteś oparciem dla swojej córki?
Staram się być najlepszą mamą dla Karoliny. Bardzo jej kibicuję i ją wspieram. Ona też wybrała dla siebie artystyczny zawód. Oprócz aktorstwa również pięknie śpiewa i pisze własne utwory. Jestem pod wrażeniem jej ostatniej piosenki, pt. „Fale”, w której opowiada o swojej zakończonej relacji miłosnej.
Chciałabyś już zostać babcią?
Osobiście cieszę się, że zostałam mamą w młodym wieku. Nie naciskam jednak na Karolinę w tej kwestii. Daję córce wolność. Jest mądra, wychowana w miłości. Ma wspaniałego partnera. Niech podejmą decyzję świadomie i we właściwym czasie.
Czego ci życzyć?
Żebym nigdy nie zwątpiła w swoją misję. Żebym wytrwała w postanowieniach, dawała dobry przykład, nie wracała do dawnych schematów i nie straciła wiary w cuda, w przeznaczenie, w miłość, jakkolwiek to nazwiemy, również w Boga. Świat bardzo potrzebuje przewartościowania. Jest za wiele zła. Dobrem zło zwyciężaj. Jeśli mogę w tym uczestniczyć poprzez sztukę, chcę to robić.
Rozmawiała Martyna Rokita






news
Burza po półfinale „Mam Talent”. Występ psa podzielił widzów
To miał być wieczór pełen zachwytów i wielkich emocji, jednak po ogłoszeniu wyników w sieci rozpętała się prawdziwa dyskusja. Widzowie nie tylko ocenili decyzje jury, ale też zaczęli zadawać niewygodne pytania o granice programu. Jedno jest pewne – ten półfinał wywołał znacznie więcej niż tylko chwilowe emocje. Przeczytaj całośc już teraz!
Półfinały „Mam Talent!” od lat stanowią najbardziej wymagający etap całego show, w którym nie ma już miejsca na przypadek. Uczestnicy wychodzą na scenę z dopracowanymi występami, często będącymi efektem wielu miesięcy pracy, a każda sekunda ich prezentacji może przesądzić o dalszym losie w programie. To właśnie tutaj napięcie osiąga najwyższy poziom.
Wraz z kolejnymi występami na żywo rośnie również zaangażowanie widzów, którzy coraz uważniej przyglądają się nie tylko talentom uczestników, ale także decyzjom podejmowanym przez jury. W tym sezonie nie jest inaczej – każda werdykt wzbudza ogromne emocje i natychmiast trafia pod ocenę internautów.
W ostatnim półfinale do finału awansowały duet Liza i Dina oraz Milena Tesarska, co dla części publiczności było zaskakującym rozstrzygnięciem. Szczególnie dużo uwagi skupił występ z udziałem psa, który stał się jednym z najgłośniej komentowanych momentów wieczoru.
W rywalizacji o miejsce w finale udział brali także Maciej Pałatyński, prezentujący swoje umiejętności z jojo oraz Milena Tesarska, specjalizująca się w akrobatyce powietrznej. Ostateczna decyzja należała do jury w składzie: Julia Wieniawa, Agustin Egurrola, Marcin Prokop oraz Agnieszka Chylińska, którzy po naradzie wskazali, kto powinien przejść dalej.
Wybór Mileny Tesarskiej został przyjęty stosunkowo spokojnie, jednak to nie on stał się głównym tematem dyskusji. Najwięcej emocji wzbudził drugi finałowy występ, który błyskawicznie podzielił widzów na dwa obozy.
POLECAMY: Blanka Stajkow wywołała burzę komentarzy “Dziewczyno, co Ty robisz”
Widzowie podzieleni występem psa w “Mam Talent”
Część internautów otwarcie skrytykowała udział zwierząt w programie, podnosząc argumenty dotyczące ich komfortu i etyczności takich występów. W komentarzach nie brakowało ostrych opinii, które szybko zaczęły dominować w sieci.
“Serio ludzie? Już nie było na kogo głosować? Myślałam, że to program dla ludzi, a nie dla skaczącego pieska. Rozumiem gdyby jeszcze wykonał coś niesamowitego, ale takie rzeczy były od dawna w tym programie. Nigdy nie zrozumiem dlaczego oceniacie słodkie zwierzęta i to że właścicielka go kocha i trenuje zamiast skupić się na prawdziwych talentach i umiejętnościach” – napisała jedna z internautek.
“Żaden talent tylko tresura; Porażka. Kto tu ma talent. Pies czy człowiek?; Beznadziejne i coś przekombinowane; Nie zasługiwali na finał” – pisali inni widzowie.
Z drugiej strony pojawiło się również bardzo dużo głosów broniących występu. Widzowie zwracali uwagę, że pokaz był dopracowany, a relacja między właścicielką a psem opierała się na zaufaniu i dobrej komunikacji, co było widoczne na scenie.
“To było cudowne; Oby dziewczyny wygrały; Cudowna relacja jest między nimi; Ten piesek jest przeszczęśliwy; Nie rozumiem hejtu na zwierzęta; Ten występ był lepszy niż te wszystkie dzieciaki; Popłakałam się; Też bym chciała tak nauczyć mojego psiaka; Cudowny pies i niezwykła jego Pani; Obyście wygrały” – czytamy na Facebooku.
Cały półfinał „Mam Talent!” stał się jednym z najgłośniej komentowanych odcinków tej edycji, pokazując, jak bardzo program potrafi dzielić opinię publiczną. Granica między rozrywką a kontrowersją znów okazała się niezwykle cienka. Przed widzami kolejne emocjonujące odcinki, ponieważ półfinały emitowane są w każdą sobotę o 19:45 w TVN. Wielki finał zbliża się wielkimi krokami i wszystko wskazuje na to, że emocje będą tylko rosły.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Zapłakana Julia Wieniawa na Instagramie. Co się stało?
A Wam jak się podobał występ Lizy i Diny? Zasługiwały na finał? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!










Autor: Szymon Jedynak
news
Monika Jarosińska OSTRO o historii FANA DODY u Szalonego Reportera: TRUPÓW w SZAFIE jest WIĘCEJ!?
Monika Jarosińska OSTRO o historii FANA DODY pod Szalonego Reportera: TRUPÓW w SZAFIE jest WIĘCEJ!?
POLECAMY: Blanka Stajkow wywołała burzę komentarzy “Dziewczyno, co Ty robisz”
news
Zapłakana Julia Wieniawa na Instagramie. Co się stało?
Nagranie, które pojawiło się w sieci, natychmiast wywołało ogromne poruszenie i lawinę komentarzy. Widzowie byli przekonani, że wydarzyło się coś poważnego, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Sama zainteresowana postanowiła wszystko wyjaśnić. O co chodzi? Przeczytaj, aby poznać szczegóły!
Julia Wieniawa od kilku lat znajduje się na szczycie popularności i nie zwalnia tempa nawet na moment. Jej kariera rozwija się w imponującym kierunku, a ona sama udowadnia, że można z powodzeniem łączyć wiele ról jednocześnie – od aktorki, przez wokalistkę, aż po osobowość telewizyjną. Taka intensywność pracy sprawia jednak, że emocje często kumulują się w najmniej spodziewanych momentach.
Nie jest tajemnicą, że Julia Wieniawa należy do grona najbardziej zapracowanych artystek młodego pokolenia. Jej grafik wypełniony jest po brzegi, a każdy dzień przynosi nowe wyzwania i zobowiązania. Mimo to gwiazda stara się zachować autentyczność i bliskość z fanami, regularnie dzieląc się z nimi fragmentami swojego życia.
W ostatnich dniach to właśnie media społecznościowe stały się miejscem, gdzie Julia Wieniawa pokazała swoją bardziej emocjonalną stronę. W sobotę opublikowała relację, na której widać, jak płacze, co natychmiast zaniepokoiło jej obserwatorów i wywołało falę spekulacji.
Widok zapłakanej Julii Wieniawy był dla wielu zaskoczeniem, szczególnie że na co dzień prezentuje się jako osoba pełna energii i pozytywnego nastawienia.Sama zainteresowana szybko rozwiała wszelkie wątpliwości. Julia Wieniawa wyjaśniła, że jej łzy nie mają nic wspólnego ze smutkiem, a wręcz przeciwnie – są efektem ogromnej radości i wzruszenia, które przyszły niespodziewanie.
“To są łzy szczęścia, jak coś. Yoga uwolniła moje wszystkie emocje i właśnie je do siebie przytulam, dopiero dochodzi do mnie, jak wspaniale było na ostatnich koncertach i jak się cieszę, że mam dla kogo tworzyć “- napisała.
Jak się okazuje, ogromny wpływ na jej stan emocjonalny miała praktyka jogi. To właśnie ona pozwoliła Julii Wieniawie na chwilę zatrzymania i głębsze przeżycie wszystkiego, co wydarzyło się w ostatnim czasie. Dopiero wtedy dotarło do niej, jak ważne są dla niej reakcje fanów i atmosfera koncertów.
POLECAMY: “Farma”: Janosik zabrał głos po odpadnięciu. Nie gryzł się w język
Julia Wieniawa podbija serca fanów
Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że ostatnie miesiące były dla Julii Wieniawy wyjątkowo intensywne. Artystka jest w trakcie trasy koncertowej „Światłocienie ReLove Tour”, która spotyka się z bardzo ciepłym przyjęciem publiczności. Każdy występ to dla niej ogromny ładunek emocji, który – jak widać – nie zawsze daje się łatwo opanować.
Równolegle Julia Wieniawa nie znika z telewizji, regularnie pojawiając się na żywo w programie „Mam Talent!”. Półfinały emitowane na żywo wymagają od niej pełnego zaangażowania i skupienia, co dodatkowo potęguje presję i zmęczenie.
Warto również przypomnieć, że drugi album studyjny Julii Wieniawy odniósł duży sukces, trafiając na szczyt zestawienia OLiS i zdobywając status złotej płyty. To tylko potwierdza, że jej muzyczna droga rozwija się równie dynamicznie, co pozostałe aspekty kariery.
Mimo ogromu obowiązków Julia Wieniawa znajduje czas, by dzielić się kulisami swojej pracy z fanami. Publikuje nagrania z przygotowań do koncertów, fragmenty występów oraz materiały od słuchaczy, co dodatkowo wzmacnia więź z jej odbiorcami.
Nagranie ze łzami pokazało jednak coś jeszcze – że nawet osoby przyzwyczajone do życia na świeczniku potrzebują momentu zatrzymania i przestrzeni na emocje. W przypadku Julii Wieniawy była to chwila szczerości, która tylko utwierdziła fanów w przekonaniu, że mają do czynienia z autentyczną artystką.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kinga Zawodnik wystąpi w „Tańcu z Gwiazdami”? Padła deklaracja
Podobają Wam się piosenki Julii Wieniawy? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
“Farma”: Janosik zabrał głos po odpadnięciu. Nie gryzł się w język
To miał być jeden z pewniaków do finału, a jednak wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Decyzja uczestników wywołała burzę wśród widzów, którzy nie kryją rozczarowania i złości. Sam zainteresowany nie milczy i odsłania kulisy tego, co naprawdę wydarzyło się na planie. Sprawdź, co wyznał Janosik z “Farmy”.
Reality-show „Farma” od dłuższego czasu utrzymuje stabilną i wysoką oglądalność, przyciągając przed ekrany widzów spragnionych autentycznych emocji i nieprzewidywalnych zwrotów akcji. Formuła programu oparta na odcięciu uczestników od świata i przeniesieniu ich do wymagających warunków sprawia, że każda decyzja nabiera szczególnego znaczenia, a napięcia szybko eskalują.
Właśnie ta surowa rzeczywistość powoduje, że relacje między uczestnikami zmieniają się dynamicznie. Sojusze, które jednego dnia wydają się trwałe, następnego potrafią się rozsypać, a decyzje podejmowane pod presją mają realny wpływ na dalszy przebieg gry. Widzowie z kolei z ogromnym zaangażowaniem analizują każdy ruch uczestników.
Na tle pozostałych wyróżniał się Łukasz „Janosik” Januszczak, który od początku budował swój wizerunek jako osoba spokojna, konkretna i lojalna wobec innych. W świecie pełnym napięć i konfliktów jego postawa była czymś wyjątkowym, co szybko przełożyło się na sympatię widzów.
To właśnie dlatego jego eliminacja okazała się dla wielu ogromnym zaskoczeniem. Łukasz „Janosik” Januszczak był typowany jako jeden z głównych kandydatów do zwycięstwa, a jego silna pozycja była dostrzegana nie tylko przez widzów, ale również przez innych uczestników programu.
W momencie, gdy przegrał pojedynek, sytuacja diametralnie się zmieniła. Pozostali farmerzy wykorzystali okazję, by wyeliminować potencjalne zagrożenie, co tylko potwierdziło, jak bardzo strategiczna potrafi być gra w tym formacie.
Po emisji odcinka Łukasz „Janosik” Januszczak zdecydował się zabrać głos i podczas transmisji na Instagramie podzielił się swoimi emocjami z widzami. Nie ukrywał, że powrót do tych wydarzeń po czasie był dla niego trudnym doświadczeniem.
“Uczucia wróciły po tym czasie. Po tym odcinku czuję te emocje, to wszystko wraca na nowo. Co Paulina czuje, no jest tak… Wcześniej tego nie widziałam, więc mocniej mnie uderzyło na nowo. Jeszcze bardziej mi smutno teraz” – wyznała.
Nie pominął również wątku swojej porażki w pojedynku, który przesądził o jego dalszym losie w programie. Jak podkreślił, choć sytuacja była trudna, stara się ją zaakceptować.
“Niby tylko minuta albo aż minuta, ale trzeba to wziąć na klatę. Stało się, jak stało” – dodał.
POLECAMY: Kinga Zawodnik wystąpi w „Tańcu z Gwiazdami”? Padła deklaracja
Janosik ujawnia kulisy “Farmy”. Tego nikt nie wiedział
Duże emocje wzbudził także temat sojuszy, które – jak się okazało – nie przetrwały próby czasu. Łukasz „Janosik” Januszczak odniósł się do tego wprost, wskazując, że decyzje uczestników były podyktowane strategią.
“Jak widać w ostatnich odcinkach, sojusz się unieważnił i jednak jest nieaktualny. Jednak wszyscy postawili na mnie, żeby mnie wyeliminować. Taka gra. […] Z tego, co widziałam, jednak byłem większym zagrożeniem niż pozostali do nominacji. Była okazja, żeby się mnie pozbyć to się pozbyli”- wyznał.
Szczególne kontrowersje wywołała relacja z Agnieszką, która po emisji odcinka znalazła się w centrum krytyki. Widzowie zarzucali jej złamanie wcześniejszych ustaleń, co tylko podgrzało atmosferę wokół całej sytuacji.
“Z Agnieszką nie wszystko było widać, ale mieliśmy naprawdę dobre relacje, trzymaliśmy się ze sobą, dlatego też tak poniekąd ”zdrada” mnie zabolała, bo cały czas czułem, że Agnieszka jest ze mną i z Akselem tutaj. Ale jak mówię… ja w pewnym czasie zapomniałem, że jesteśmy w programie, czułem się jak na jakimś obozie harcerskim, a tutaj każdy myśli o taktyce, więc stało się jak się stało” – stwierdził.
Mimo wszystko uczestnik podkreśla, że nie żywi urazy do pozostałych i zdaje sobie sprawę z realiów programu. Dla niego granica między relacjami a grą okazała się jednak trudniejsza do utrzymania, niż początkowo zakładał.
“Nie mam do nikogo urazy, ja się trochę zatraciłem w tym wszystkim. […] Wyszło jak wyszło. Program to program, a relacje to relacje i tyle w temacie” – dodał.
Dodatkowo Łukasz „Janosik” Januszczak pojawił się dziś w porannym programie „Halo tu Polsat”, gdzie miał okazję szerzej opowiedzieć o swoich doświadczeniach z udziału w show. W rozmowie wrócił do najtrudniejszych momentów na „Farmie”, zdradzając, jak z jego perspektywy wyglądały relacje z innymi uczestnikami oraz emocje towarzyszące eliminacji.
“Kocham klimat „Farmy”, taki kolonialny, więc naprawdę zaangażowałem się emocjonalnie. Będę kibicował młodym wilkom i mojej Paulince” – wspomniał o poranku.
Przyznał również, że dopiero po czasie w pełni uświadomił sobie, jak intensywnym przeżyciem był udział w programie i jak bardzo wpłynął on na jego podejście do ludzi i samego siebie.
“Pozostaną piękne wspomnienia, fajne chwile i super ludzie. Połączyła nas natura. Tylko ci, którzy byli w środku potrafią to poczuć” – dodał w “Halo tu Polsat”.
Nie ulega wątpliwości, że jego odejście jeszcze długo będzie tematem dyskusji wśród fanów „Farmy”. Program wciąż można oglądać od poniedziałku do czwartku o 20:30 oraz w piątki o 19:55, a wielki finał zaplanowano już na 7 maja, co oznacza, że emocje wchodzą w decydującą fazę.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Marcelina Zawadzka przerwała milczenie po „Farmie”. Wystosowała apel do widzów
Przykro Wam, że Janosik odpadł z programu? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!





Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news5 dni temuJan Pirowski zabrał głos ws. 10-latka. Co działo się po półfinale „Mam Talent”?
-
news4 dni temuDawid Kwiatkowski stracił cierpliwość na planie „Must Be The Music”
-
showbiz3 dni temuPolsat wydał komunikat ws. „Tańca z Gwiazdami”. Widzowie podzieleni
-
showbiz5 dni temuPiotr Mróz wypalił o Janachowskiej. Tak skomentował jej rolę w „TzG”
-
news4 dni temuMichał Piróg dołącza do gwiazd Polsatu? Właśnie dostał nową fuchę
-
news4 dni temuPola Wiśniewska opublikowała wymowny wpis. To aluzja do Michała?
-
news2 dni temuMarcelina Zawadzka przerwała milczenie po „Farmie”. Wystosowała apel do widzów
-
news3 dni temuPiotr Rubik na wózku inwalidzkim. Co się stało? [FOTO]

Dodaj komentarz