news
„Po czterdziestce zaczyna się wolność”. Katarzyna Jungowska o wierze, relacjach i sztuce, która ma znaczenie
Zbliża się do pięćdziesiątki i mówi wprost, że to najlepszy czas w jej życiu. Artystka, córka Grażyny Szapołowskiej, opowiada o duchowym przebudzeniu po śmierci ojca, walce z lękami i alkoholem oraz o śnie, który wszystko zmienił. W rozmowie nie unika trudnych tematów, od skomplikowanej relacji z mamą, przez kryzys wiary, po własną drogę do samoakceptacji. Dziś chce tworzyć sztukę z przesłaniem i jak sama mówi – już nigdy nie zwątpić w swoją misję.
Kobietom wieku się nie wypomina, ale 29 czerwca kończysz 48 lat. Niedawno wspomniałaś, że nie ukrywasz, iż zbliżasz się do pięćdziesiątki. Czyżbyś zaczęła już czynić jakieś prywatne i zawodowe podsumowania?
Do pięćdziesiątki jeszcze trochę mi brakuje, choć rzeczywiście zbliżam się do niej dużymi krokami. I powiem szczerze, że bardzo się z tego cieszę. To piękny etap. Po czterdziestce przychodzi inny rodzaj wolności. Człowiek przestaje żyć pod dyktando cudzych opinii, przestaje obsesyjnie analizować, kto co powiedział czy napisał. Zaczyna słuchać siebie i żyć przede wszystkim w zgodzie ze sobą.
Jesteś dojrzałą kobietą z ogromnym doświadczeniem artystycznym. Jak przez lata zmieniała się twoja twórczość, sposób myślenia o filmie, teatrze, bohaterach?
Na początku skupiałam się przede wszystkim na rzemiośle. Interesowały mnie techniczne aspekty filmu, konstrukcja scen, tempo, akcja, dowcip. Chciałam, żeby było dynamicznie, atrakcyjnie, sprawnie. Z czasem jednak zaczęłam coraz mocniej wchodzić w głąb człowieka, w metafizykę, w duchowość, w pytania o sens istnienia. Dziś interesuje mnie to, co niewidzialne. To, co dzieje się pod powierzchnią słów i obrazów. Więc łączę technikę, tak jak w serialu Dzielnica Strachu, gdzie reżyserowałam pościgi, gwałty, strzelaniny… z duchowością tak jak zrobiłam to w sztuce teatralnej o Wisławie Szymborskiej.
Tak, Widać to w sztuce teatralnej o Wisławie Szymborskiej, zatytułowanej „Wisławie – Grażyna”, którą wyreżyserowałaś.
Tak, tekst o Wisławie Szymborskiej powstał w niezwykłych okolicznościach. Pisałam go w ogromnym natchnieniu, właściwie bez przerwy przez trzy dni. Nie miałam pewności, dokąd mnie to zaprowadzi. Ostatecznie wyszła z tego sztuka bardzo metafizyczna, taka, w której Wisława przemawia do widza z perspektywy z innego wymiaru. Jakby chciała coś jeszcze dopowiedzieć, może się pożegnać, może wyjaśnić swoje wybory. Mam wrażenie, że sama Wisława pomogła mi to napisać. Szukamy sceny na stałe w Warszawie. Nawet miałam pomysł, żeby Szapołowska wróciła na deski Teatru Narodowego, na małą scenę chociażby, ale nie mają przestrzeni na spektakl o naszej Noblistce.
ZOBACZ TAKŻE: Szapołowska, Olbrychski i Węgrowska na premierze mistycznego filmu “Wiedźma – Mirakl”
W rolę Szymborskiej wciela się Natalia Lesz, którą podobno obsadziłaś po warunkach zewnętrznych.
Natalia Lesz okazała się w stu procentach podobna do młodej Szymborskiej. To było niemal zrządzenie losu. Zobaczyłam ją przypadkiem, kiedy spotkaliśmy się z Panem Michałem Rusinkiem właśnie w sprawie tej sztuki. Spojrzałam na okładkę książki o Wisławie, gdzie widniało zdjęcie poetki i pomyślałam: to ona. Może nie ma jednak przypadków… Na dodatek zagrała znakomicie. W każdym spektaklu jej kwestie są odtwarzane multimedialnie, natomiast moja mama, Grażyna Szapołowska, recytuje na żywo wiersze naszej noblistki. Sztuka jest wartościowa zarówno dla miłośników twórczości poetki, jak i dla młodzieży. Zależało mi, aby wyreżyserować spektakl, który przyciągnie do teatrów także młodszego widza, by uczniowie mogli poznać jej historię w sposób żywy i nienudny.
Czy sztuka jest opłacalna?
Nie tylko metafizyka jest u mnie w głowie. Studiowałam biznes w USA oraz pracowałam w agencjach reklamowych, więc łączę sztukę z biznesem, komercją i tym co widza będzie nie tylko inspirować ale również bawić i interesować. Trzeba to łączyć, bo trzeba zadbać o inwestorów. Martyna, sama wiesz kto wymyślił film biograficzny o Zenku bo ty pisałaś książkę. Szkoda tylko, że nie użyto jego piosenek, bo to powinien być film-koncert.
Jak oceniasz etap życia, na którym jesteś obecnie?
Po czterdziestce jest naprawdę dobrze. Człowiek przestaje przejmować się drobiazgami, a zaczyna skupiać się na konkretach. Bardziej akceptuje też siebie. Ponadto po 45. roku życia wróciłam też do wiary w Boga, do jasnego rozróżniania dobra i zła. W zeszłym roku pochowałam tatę. To był dla mnie ogromny cios. Gdyby nie wiara, przeżywałabym to znacznie ciężej.
Chodzisz do kościoła?
Do kościoła chodzę rzadko. Czasem wchodzę wtedy, gdy jest pusty, żeby pobyć w ciszy. Najczęściej rozmawiam z Bogiem, czy jak to inni mówią ze wszechświatem, podczas spacerów w parku, bo skoro jest wszędzie to sama sobie z nim buduję relację a nie przez pośredników. To chodzi chyba o uczciwość przed samym sobą. Wiem co robię, mam sumienie. Nie potrafię wytłumaczyć spowiedzi, bo tak naprawdę sami powinniśmy być swoimi sędziami. Zaczęły mnie interesować pytania o sens życia, o duszę, o to, czy coś istnieje po śmierci. Wierzę, że jesteśmy stworzeni na podobieństwo Boga. A Bóg jest miłością, i ta energia to my, czyli nasza dusza. Że jesteśmy duszą, która ma ciało, a nie ciałem, które ma duszę. Nasze ciało to tylko nasz pojazd. Dlatego nie oceniam ludzi po wyglądzie. Ale po miłości jaką dają innym. I mówię tutaj o „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. Uważam, że nasza energia nie znika, nie umieramy. Dusza trwa. Zmienia się tylko nasza świadomość i postać fizyczna.
Deklarujesz, że chcesz tworzyć sztukę z przesłaniem. O czym będzie twój kolejny spektakl lub film?
Pragnę, by to, co kreuję miało swego rodzaju głębię. Mam scenariusz właśnie o przejściu na drugą stronę i o osobistym sądzie ostatecznym. To opowieść o tym, co naprawdę jest ważne. Bohaterowie muszą zdecydować czy to pieniądze i kariera czy czas spędzony z bliskimi. Nawiązuję w niej do zdarzeń z własnego życia. Pojawia się tam postać mnie jako dziecka i aktorki, która bezkompromisowo dąży do sukcesu. To projekt bardzo osobisty.
W jednym z wywiadów wyznałaś, że twoja mama, ceniona aktorka Grażyna Szapołowska jest lepszą babcią niż była matką.
Tak powiedziałam, bo tak czułam. Taka jest zresztą prawda w większości przypadków. Myślę, że jej wątek w moim scenariuszu mógłby ją zaciekawić.
Często pojawiacie się w mediach we trójkę: ty, twoja mama Grażyna Szapołowska i córka Karolina Matej. Wszystkie jesteście artystkami. Jak obecnie naprawdę rysuje się wasza relacja?
Do tanga trzeba trojga, bo u nas to relacja trzech kobiet: ja, mama i moja córka. W pewnym momencie zdecydowałam się odpuścić pewne rzeczy. Trzeba dojrzeć do dorosłości i zrozumieć, że nasi rodzice też po raz pierwszy w życiu są rodzicami. Mama walczyła o nasze przetrwanie finansowe, więc nie mogła poświęcić mi tyle uwagi, ile by chciała. Mężczyźni w naszym życiu bywali nieobecni. Ona robiła to, co uważała za konieczne. Kiedyś się buntowałam, dziś staram się ją zrozumieć. Myślę, że teraz tworzymy bardzo fajne trio, które wzajemnie się wspiera, choć każda z nas jest odrębną jednostką i silnym charakterem.
Kochasz samą siebie?
Teraz tak, ale ta miłość przyszła do mnie bardzo późno. Długo zajadałam stres, napięcie, smutek. Myślę, że to była częściowo depresja, częściowo bunt i poczucie braku uwagi. Czasem też sięgałam po alkohol. Co prawda nie upijałam się do utraty świadomości. Właśnie na tym polegał podstęp, że można codziennie sięgać po wino i funkcjonować normalnie. Ale to wciąż była ucieczka. Na szczęście „obudziłam się” w porę i nie popadłam w destrukcję. Kiedy zmarł tata, moje lęki osiągnęły apogeum. Wtedy pomodliłam się. Chyba już z braku nadziei. I wtedy, w nocy, przyśnił mi się Jezus, który stał przede mną, a bijące od niego światło przechodziło przeze mnie. Cały mrok zniknął. Po tym śnie coś się we mnie zmieniło. Z dnia na dzień przestałam zaglądać do kieliszka. Odeszły też lęki. Bardziej zagłębiłam się myślami w sens istnienia. Nastąpiła u mnie głęboka przemiana, jednocześnie fizyczna, psychiczna jak i duchowa. Jak to się mówi, proście a dostaniecie… Tematy wiary i metafizyki same mnie znajdują. Robiłam również serial „Cuda”, który obecnie jest dostępny na Polsat Box. W moje ręce wpadł serial o tym, że cuda się zdarzają i nie należy tracić wiary w najtrudniejszych i najcięższych momentach życia. Kręciliśmy go w dosyć trudnych warunkach. Na koniec zdjęć w Warszawie dostałam nagrodę od ekipy, za bycie fajnym szefem i człowiekiem. Taka nagroda wiele znaczy gdyż, bycie dobrym „przewodniczącym” to jednak dar. Uważam, że ludzi powinno się doceniać, bo film to praca zespołowa.
Zdecydowałaś się nawet na dietę. Efekty są widoczne gołym okiem. Przestrzegasz jej regularnie?
Po prostu któregoś dnia pomyślałam: dość. Życie jest jedno i ciało jest jedno. Koniec umartwiania się nad sobą. To jak wyglądamy świadczy o naszym podejściu do samych siebie. O tym czy kontrolujemy co wkładamy do buzi, czy kontrolujemy własne życie i emocje. Jak wyglądamy… tak mamy poukładane w głowie i w sercu… Odstawiłam alkohol, węglowodany i cukier. Jem głównie mięso, warzywa, jajka, orzechy. To była decyzja o uporządkowaniu i pokochaniu siebie. Ale myślę, że nie ja sama ją podjęłam, ktoś tam z góry mi dopomógł.
Podjęłaś też współpracę z kliniką medycyny estetycznej Aura Cilnic.
Staram się walczyć z upływającym czasem w sposób mało inwazyjny, ale skuteczny. Aura Clinic to energia człowieka. Kiedy dobrze wyglądamy, mamy więcej pozytywnej energii, czujemy się pewniej i więcej nam się chce. W Aura Clinic znalazłam profesjonalizm, świetną atmosferę i realne efekty. Dorastając u boku mamy, znanej gwiazdy filmowej, więc od zawsze obserwowałam, jak dba o siebie z klasą i naturalnością. To ona nauczyła mnie, że życie jest sztuką, a prawdziwa sztuka polega na świadomym, naturalnym dbaniu o wygląd. Chcę dorównać mamie podejściem do siebie. Dlatego wybieram miejsca takie jak klinika Aura, gdzie piękno podkreśla się subtelnie i z szacunkiem do każdego wieku. Wierzę, że piękność można ukazać na każdym etapie życia. Wystarczy zadbać o nią mądrze i z sercem. Dzisiejsza pięćdziesiątka to kiedyś trzydziestka.
Wiem, że pracujesz też nad pewnym projektem poruszającym temat hejtu. Czy możesz już zdradzić jakieś szczegóły?
Współpracuję z fundacją „Małolat”. Walczymy z depresją i samobójstwami wśród dzieci i młodzieży. Sztuką teatralną czy filmem, jesteśmy w stanie dotrzeć do sporej liczby widzów. Rzeczywiście mamy bardzo ważny pomysł na tapecie. Ale współpracując z Fundacją wracam również do mojego filmu „Piąte. Nie odchodź!”, za który otrzymałam nagrodę Perspektywa za debiut reżyserski. Nagroda im. Janusza „Kuby” Morgensterna „Perspektywa” to prestiżowe polskie wyróżnienie filmowe przyznawane za najbardziej obiecujący debiut reżyserski z dużym potencjałem na przyszłość. Na premierze była obecna, jak się okazało, jedna Pani psychiatra, która powiedziała, że poleciłaby go jako element terapii. To było dla mnie ogromne dodatkowe wyróżnienie. Teraz wraz z Fundacją Małolat organizujemy spotkania z młodzieżą i omawiamy relacje ludzkie, robimy warsztat o tym, kiedy zwrócić się po pomoc. Można nas zaprosić do lokalnego domu kultury czy kina. Sama byłam zbuntowaną nastolatką, przeszłam przez załamanie. Myślę, że potrafię ich zrozumieć. Również mamy w planie film, można powiedzieć edukacyjny, o młodzieży, marzeniach, rywalizacji, hejcie oraz tragedii, do której to potrafi doprowadzić. Są już poważne rozmowy z jedną ze stacji.
Kiedy po raz pierwszy usłyszałaś od mamy „kocham cię” tak, że naprawdę to poczułaś?
Ona mówiła mi to zawsze, tylko często poprzez prezenty, którymi próbowała wynagrodzić swoją nieobecność i brak taty. Każdy kocha tak, jak umie. I każdy po raz pierwszy żyje. Zrozumiałam to w pełni dopiero podczas pracy nad „Piąte. Nie odchodź!”, myślę, że widz też, gdyż dostałam za ten film również nagrodę publiczności na festiwalu w Czechach. To było coś za coś, albo skromne życie, albo jej marzenia. Dziś w naszym kobiecym trójkącie jest miłość, która momentami aż unosi się w powietrzu.
A ty zawsze jesteś oparciem dla swojej córki?
Staram się być najlepszą mamą dla Karoliny. Bardzo jej kibicuję i ją wspieram. Ona też wybrała dla siebie artystyczny zawód. Oprócz aktorstwa również pięknie śpiewa i pisze własne utwory. Jestem pod wrażeniem jej ostatniej piosenki, pt. „Fale”, w której opowiada o swojej zakończonej relacji miłosnej.
Chciałabyś już zostać babcią?
Osobiście cieszę się, że zostałam mamą w młodym wieku. Nie naciskam jednak na Karolinę w tej kwestii. Daję córce wolność. Jest mądra, wychowana w miłości. Ma wspaniałego partnera. Niech podejmą decyzję świadomie i we właściwym czasie.
Czego ci życzyć?
Żebym nigdy nie zwątpiła w swoją misję. Żebym wytrwała w postanowieniach, dawała dobry przykład, nie wracała do dawnych schematów i nie straciła wiary w cuda, w przeznaczenie, w miłość, jakkolwiek to nazwiemy, również w Boga. Świat bardzo potrzebuje przewartościowania. Jest za wiele zła. Dobrem zło zwyciężaj. Jeśli mogę w tym uczestniczyć poprzez sztukę, chcę to robić.
Rozmawiała Martyna Rokita






news
TYLKO U NAS: Kto wystąpi w „Azja Express”? Wyciekły kolejne nazwiska
„Azja Express” wraca po miesiącach spekulacji i wszystko wskazuje na to, że nowa edycja może wywołać prawdziwą burzę jeszcze przed premierą. W mediach zaczynają pojawiać się kolejne przecieki dotyczące uczestników, a jedno z nazwisk szczególnie zaskoczyło fanów reality-show. Czy TVN rzeczywiście postawi na gwiazdy programu konkurencyjnej stacji? Dowiedz się więcej!
Program „Azja Express” od lat uchodzi za jeden z najbardziej wymagających formatów rozrywkowych w polskiej telewizji. Od samego początku widzowie pokochali go nie tylko za egzotyczne krajobrazy i dynamiczną rywalizację, ale przede wszystkim za autentyczne emocje uczestników, którzy muszą radzić sobie bez pieniędzy, telefonów i codziennych wygód.
To właśnie ekstremalne warunki sprawiają, że program regularnie dostarcza scen, których nie da się wyreżyserować. Presja czasu, zmęczenie i konieczność współpracy często prowadzą do konfliktów, wzruszeń i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Dzięki temu „Azja Express” od lat utrzymuje status jednego z najgłośniejszych formatów TVN.
Na przestrzeni kolejnych edycji zmieniali się zarówno uczestnicy, jak i prowadzący programu. Pierwsze sezony prowadziła Agnieszka Woźniak-Starak, która według wielu widzów nadała formatowi bardziej surowy i reporterski charakter. Później w roli gospodyni pojawiła się Daria Ładocha, a ostatnio widzowie oglądali Izabellę Krzan w „Afryka Express”.
Ostatnia odsłona programu zakończyła się 22 listopada i przyniosła zwycięstwo Edycie Zając oraz Michałowi Mikołajczakowi. Finał wzbudził ogromne emocje, ale jednocześnie pozostawił fanów z wieloma pytaniami dotyczącymi przyszłości formatu. Przez długi czas wokół programu panowała cisza, co tylko podsycało kolejne spekulacje.
W końcu stało się jasne, że produkcja wraca i ponownie zabierze uczestników do Azji. Informacja błyskawicznie zelektryzowała widzów, którzy od razu zaczęli analizować potencjalne nazwiska nowych uczestników. Jak się okazuje, lista gwiazd może być wyjątkowo mocna.
Oficjalnie mówi się już o udziale takich osób jak Małgorzata Socha, Edyta Herbuś, Naruciak, Michał Danilczuk, Mateusz Banasiuk czy Katarzyna Zillmann. Już sama ta lista wywołała ogromne poruszenie wśród internautów, którzy zaczęli zastanawiać się, jakie duety zobaczą tym razem na ekranie.
POLECAMY: Kto wygrał „The Voice Kids”? Widzowie ostro komentują werdykt
TYLKO U NAS: Oto kolejne gwiazdy nowej edycji?
Największe emocje wzbudzają jednak nazwiska, które nie zostały jeszcze oficjalnie potwierdzone. Jak udało się ustalić naszemu reporterowi Szymonowi Jedynakowi, w kręgu zainteresowań produkcji mają znajdować się także uczestnicy ostatniej edycji programu „Farma”.
Chodzi o Karolinę Urę oraz Rafała Urę, którzy po zakończeniu show Polsatu wciąż wzbudzają duże zainteresowanie widzów. Szczególnie zaskakujące wydaje się to, że Karolina Ura dopiero co zakończyła swoją przygodę z konkurencyjną stacją, docierając aż do wielkiego finału programu i zajmując trzecie miejsce.
Spekulacje dodatkowo podsycił fakt, że oboje zaczęli obserwować profil „Azja Express” w mediach społecznościowych. Internauci błyskawicznie wychwycili ten szczegół i od razu zaczęli łączyć fakty. Czy to przypadek, czy może subtelna zapowiedź udziału w nowym sezonie? Na razie produkcja milczy, a sama zainteresowana w sobotnie południe na swoich mediach społecznościowych powiedziała:
“Słuchajcie zamieszanie mam lekkie, muszę się spakować, muszę się ogarnąć. W środę muszę być w Warszawie, a w czwartek lecę na inny kontynent, więc kurczę jest grubo […] Jutro ogarniam jeszcze sprawy merytoryczne […] Jestem pochłonięta tym wszystkim” – mówiła tajemniczo Karolina Ura.
To jednak nie koniec niespodzianek. W ostatnich dniach uwagę fanów zwrócił również profil programu, który zaczął obserwować Błażej Król. Muzyk i autor tekstów natychmiast znalazł się w centrum spekulacji dotyczących potencjalnego udziału w show.

Widzowie doskonale wiedzą, że twórcy „Azja Express” uwielbiają zaskakiwać nietypowymi duetami i nazwiskami, których nikt wcześniej nie brał pod uwagę. Dlatego każda aktywność w mediach społecznościowych jest dziś analizowana niemal jak oficjalny komunikat stacji.
Nagrania do nowej edycji mają rozpocząć się jeszcze w tym miesiącu, a efekty widzowie zobaczą jesienią na antenie TVN. Wszystko wskazuje na to, że produkcja szykuje jeden z najmocniejszych sezonów od lat, a lista uczestników może jeszcze wielokrotnie zaskoczyć fanów programu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kto wygrał 17. edycję „Mam Talent!”? Finał zaskoczył wszystkich widzów
Myślicie, że małżeństwo z “Farmy” i Błażej Król wystąpią w nowej edycji “Azji Express”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!






Autor: Szymon Jedynak
news
Kto wygrał „The Voice Kids”? Widzowie ostro komentują werdykt
Dziewiąta edycja „The Voice Kids” dobiegła końca, a wielki finał dostarczył widzom ogromnych emocji. Po tygodniach rywalizacji, wzruszających występów i nieoczekiwanych zwrotów akcji wszystko stało się jasne, choć internet jeszcze długo nie przestanie komentować tego werdyktu. Jedni są zachwyceni, inni nie kryją zaskoczenia. Dowiedz się więcej!
Dziewiąta edycja „The Voice Kids” od samego początku przyciągała przed telewizory tłumy widzów. Młodzi uczestnicy po raz kolejny udowodnili, że talent i ogromna sceniczna charyzma nie mają wieku, a poziom tegorocznej rywalizacji był wyjątkowo wysoki. Program dostarczał emocji praktycznie w każdym odcinku, a finał tylko potwierdził, jak wielkie zainteresowanie wciąż wzbudza format Telewizji Polskiej.
W wielkim finale początkowo zaprezentowało się dziewięciu uczestników, jednak po pierwszym etapie walki o zwycięstwo w grze pozostała już tylko trójka finalistów. O tytuł najlepszego głosu walczyli Oliwia, Wiktor oraz Antosia, którzy przez cały sezon byli wymieniani w gronie największych faworytów programu.
Decyzją widzów zwycięzcą dziewiątej edycji „The Voice Kids” został Wiktor Sas z drużyny Tribbsa. Dla debiutującego w roli trenera muzyka był to wyjątkowy moment, ponieważ już w swoim pierwszym sezonie doprowadził uczestnika aż do zwycięstwa. Werdykt wywołał ogromne emocje zarówno w studiu, jak i w mediach społecznościowych.
13-letni Wiktor Sas tuż po ogłoszeniu wyników nie krył wzruszenia i ekscytacji.
“Teraz cała Europa będzie musiała mnie słuchać! Bardzo się cieszę, że miałem szansę występować w programie „The Voice Kids” i poznać wielu wspaniałych ludzi. Dziękuję wszystkim za wsparcie, zaufanie i głosy. Teraz moim największym muzycznym marzeniem jest wygranie Eurowizji Junior i nagranie swojej autorskiej płyty” – wyznał tuż po ogłoszeniu werdyktu 13-letni Wiktor Sas.
Wygrana w programie oznacza dla niego nie tylko ogromną popularność, ale również konkretne nagrody i szansę na międzynarodową karierę. Wiktor Sas otrzymał statuetkę Najlepszego Głosu 9. edycji show, kontrakt płytowy oraz nagrodę pieniężną w wysokości 50 tysięcy złotych na dalszy rozwój muzyczny. Co więcej, już za kilka miesięcy będzie reprezentował Polskę podczas Konkursu Piosenki Eurowizji Junior.
Tuż po finale internet dosłownie eksplodował od komentarzy. Większość widzów nie ukrywała zachwytu zwycięzcą i podkreślała, że to właśnie on najbardziej zasłużył na triumf. „Brawo”, „W końcu chłopak jedzie na Eurowizję Junior, wielkie gratulacje”, „Od początku w Ciebie wierzyłem”, „Trzymałem kciuki”, „Król sceny nam się narodził”, „Nareszcie zasłużona wygrana” – pisali internauci w mediach społecznościowych.
Choć dominowały pozytywne reakcje, nie zabrakło także głosów fanów pozostałych finalistek. Część widzów przyznała, że kibicowała Antosi lub Oliwii i liczyła na ich zwycięstwo. „Niestety, ale Antosia bardziej by zawojowała sceną niż Wiktor”, „Byłem pewny, że Oliwka wygra”, „Antosia była zdecydowanie lepsza” – komentowali niektórzy użytkownicy sieci.
POLECAMY: Kto wygrał 17. edycję „Mam Talent!”? Finał zaskoczył wszystkich widzów
Czy powstanie kolejna edycja „The Voice Kids”?
Finał programu ponownie pokazał, jak ogromne emocje budzi „The Voice Kids” i jak silnie widzowie angażują się w losy młodych uczestników. Dla wielu z nich program stał się początkiem wielkiej kariery, a zwycięzcy poprzednich edycji do dziś rozwijają swoje muzyczne pasje i regularnie pojawiają się na scenie.
Telewizja Polska już teraz myśli o kolejnych odsłonach talent show. Niedawno ogłoszono castingi do nowych edycji „The Voice of Poland”, „The Voice Senior” oraz „The Voice Kids”. Chętni mogą zgłaszać się online do 17 maja 2026 roku do godziny 23:59 za pośrednictwem strony voicecasting.pl.
Aby wziąć udział w programie, kandydaci muszą wybrać format, do którego chcą się zgłosić, następnie wypełnić krótką ankietę i dołączyć nagranie swojego występu. Po zakończeniu procesu castingowego wybrane osoby zostaną poinformowane telefonicznie lub mailowo o dalszym etapie rekrutacji. Wszystkie szczegóły oraz regulamin udziału dostępne są na stronie voicecasting.pl.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Magda Gessler ujawniła kulisy TVN-owych hitów. Padły zaskakujące słowa o Karolu Nawrockim!
Sprawiedliwy werdykt? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!









Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Kto wygrał 17. edycję „Mam Talent!”? Finał zaskoczył wszystkich widzów
12 tygodni emocji, spektakularnych występów i nieoczekiwanych zwrotów akcji doprowadziło do wielkiego finału „Mam Talent!”. Program ponownie przyciągnął przed telewizory miliony widzów, a internet od kilku godzin żył tylko jednym pytaniem – kto wygra 17. edycję show? Sprawdź, kto zwyciężył już teraz!
17. edycja „Mam Talent!” od samego początku wzbudzała ogromne emocje. Produkcja postawiła w tym sezonie na odświeżony skład i nowe twarze, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Widzowie chętnie wrócili przed ekrany, a program ponownie stał się jednym z najgłośniejszych telewizyjnych wydarzeń ostatnich miesięcy.
Przez ostatnie 12 tygodni uczestnicy prezentowali niezwykle różnorodne talenty. Na scenie pojawili się wokaliści, tancerze, akrobaci, performerzy i artyści, którzy wielokrotnie wprawiali jurorów w osłupienie. Wielu fanów programu już teraz twierdzi, że poziom tej edycji był znacznie wyższy niż przed rokiem.
Duże zainteresowanie wzbudził również skład jurorski. Uczestników oceniali ponownie Agnieszka Chylińska, Marcin Prokop oraz Julia Wieniawa, a do programu po latach powrócił Agustin Egurrola. Co więcej, po raz pierwszy w historii polskiej wersji „Mam Talent!” przy stole jurorskim zasiadły aż cztery osoby. Widzowie od początku edycji szeroko komentowali tę zmianę i wielu z nich podkreślało, że obecność Egurroli wniosła do programu energię znaną z dawnych sezonów show.
Za kulisami i na scenie o atmosferę dbali Paulina Krupińska-Karpiel oraz Jan Pirowski. To właśnie Paulina była jedną z największych nowości tej edycji, ponieważ zastąpiła Agnieszkę Woźniak-Starak, która przez lata była związana z programem. Widzowie od początku uważnie przyglądali się nowej prowadzącej, jednak z każdym kolejnym odcinkiem duet zdobywał coraz większą sympatię publiczności.
Tegoroczna edycja okazała się również sukcesem pod względem oglądalności. Według danych portalu Press pierwsze trzy odcinki programu oglądało średnio około 2 milionów widzów, co oznacza wzrost aż o 371 tysięcy względem poprzedniego sezonu. Stacja może więc mówić o ogromnym sukcesie.
W wielkim finale o zwycięstwo walczą: Marcelina Runewicz, Maciej Pałatyński, Liza i Dina, Milena Tesarska, KX, Nina Żubrowska, Mestre, Kaczorex — zdobywca Platynowego Przycisku, Young Generation, Margaryta Reznik oraz Chór Luna Plena, którzy otrzymali Dziką Kartę. Każdy z finalistów ma ogromne wsparcie fanów, a media społecznościowe od kilku godzin są pełne typów dotyczących zwycięzcy.
POLECAMY: Finał „The Voice Kids” doprowadził Cleo do łez. Nagranie obiegło sieć
Kto wygrał 17. edycję „Mam Talent”?
Po godzinie 22.00 wszystko stało się jasne. To właśnie wtedy prowadzący ogłosili, kto zdobył największą liczbę głosów widzów i wygrał 17. edycję „Mam Talent!”. Na triumfatora czekała nie tylko ogromna popularność i szansa na wielką karierę, ale również nagroda główna w wysokości 300 tysięcy złotych.
Zwyciężczyniami 17. edycji „Mam Talent!” okazały się Liza i Dina, które od początku programu wyróżniały się niezwykłą relacją i perfekcyjnym zrozumieniem na scenie. Ich finałowy występ zachwycił publiczność połączeniem precyzji, emocji i niesamowitej energii, co ostatecznie przełożyło się na decyzję widzów.
Dina, czteroletnia suczka rasy border collie, to prawdziwy wulkan energii, inteligencji i wrażliwości. Jej opiekunka, 25-letnia Liza – studentka Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku – poznała ją, gdy Dina była zaledwie dwumiesięcznym szczeniakiem. Od tamtej chwili ich więź rozwijała się każdego dnia, tworząc fundament niezwykłej współpracy.
W finale to właśnie ich duet zdobył największe uznanie widzów, którzy docenili nie tylko techniczne umiejętności, ale przede wszystkim emocjonalną więź między człowiekiem a zwierzęciem. Zwycięstwo Lizy i Diny stało się jednym z najbardziej komentowanych momentów całej edycji programu.
Po ogłoszeniu wyników w sieci natychmiast pojawiły się tysiące komentarzy pełnych emocji i gratulacji. Widzowie masowo podkreślali, że finał dostarczył ogromnych wrażeń, a poziom uczestników był wyjątkowo wysoki. Wiele opinii wskazywało, że niezależnie od końcowego werdyktu, był to jeden z najbardziej widowiskowych i pozytywnie odbieranych finałów ostatnich lat „Mam Talent!”.
“Finał na poziomie; Brawo; Od początku kibicowałam; Najlepsza edycja w historii programu; Dawno nie było takiego poziomu; Nareszcie zasłużona wygrana” – czytamy w social mediach stacji TVN.
Jedno jest jednak pewne – 17. edycja programu przejdzie do historii jako jedna z najbardziej komentowanych odsłon show. Rekordowa oglądalność, mocny skład jury, nowi prowadzący i wyjątkowo utalentowani uczestnicy sprawili, że „Mam Talent!” ponownie stał się jednym z największych hitów tej wiosny.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kto zatańczy w nowym sezonie „Tańca z Gwiazdami”? Lista robi wrażenie
Zasłużona wygrana w “Mam Talent”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!









Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Finał „The Voice Kids” doprowadził Cleo do łez. Nagranie obiegło sieć
Finał 9. edycji „The Voice Kids” miał być przede wszystkim muzycznym widowiskiem, ale szybko przerodził się w emocjonalne wydarzenie, które wymknęło się spod kontrolowanej telewizyjnej formuły. W centrum wszystkiego znalazła się Cleo, która od lat jest jedną z najbardziej zaangażowanych trenerek programu. Tym razem jednak jej reakcje zaskoczyły nawet ekipę realizacyjną. Dowiedz się więcej!
Emocje w studiu narastały z każdym kolejnym występem młodych finalistów, którzy prezentowali nie tylko wysoki poziom wokalny, ale też ogromną dojrzałość sceniczną jak na swój wiek. Publiczność reagowała żywiołowo, a trenerzy coraz trudniej ukrywali wzruszenie. W pewnym momencie jasne stało się, że to nie będzie zwykły finał, w którym liczy się tylko rywalizacja.
Najsilniej przeżywała go Cleo, która już od pierwszych minut programu nie była w stanie zachować pełnego dystansu. Każde wejście jej podopiecznych na scenę wywoływało u niej silne emocje, a kamera wielokrotnie rejestrowała momenty, w których ocierała łzy i próbowała się uspokoić. Widać było, że więź z uczestnikami jest dla niej czymś znacznie głębszym niż telewizyjna rola.
Z czasem emocje zaczęły narastać do tego stopnia, że Cleo przestała je kontrolować. W trakcie jednego z występów jej drużyny wyraźnie drżał jej głos, a łzy pojawiały się niemal bez przerwy. W studiu zapadła wyjątkowa atmosfera – zamiast typowego show pojawiło się poczucie autentycznego, ludzkiego przeżycia.
W pewnym momencie artystka nie była już w stanie kontynuować wypowiedzi bez przerwy. Zwracając się do uczestników, powiedziała:
Mnie do tej pory trzęsą się ręce, bo tak bardzo to wszystko przeżywam dzisiaj z wami. Przepraszam, ale ja się tak z nimi wszystkimi związałam -próbowała opanować emocje Cleo.
Najtrudniejszy moment przyszedł jednak wtedy, gdy Cleo musiała podjąć decyzję o wyborze uczestnika, który przejdzie dalej. Wtedy jej reakcja była już całkowicie spontaniczna i niekontrolowana. Zasady programu wymagały decyzji, ale emocjonalna więź z młodymi wokalistami sprawiła, że była to dla niej wyjątkowo trudna chwila.
To był ogromny zaszczyt z wami pracować… Nie chciałabym, żebyście… zapamiętali mnie jako trenerkę, tylko jako takiego dobrego ducha… Pamiętajcie, że zawsze będę, cokolwiek teraz się nie wydarzy… Ja jestem… Dobra, uspokój się -rozpłakała się w trakcie.
Reakcja uczestników była natychmiastowa – łzy pojawiły się nie tylko u Cleo, ale również u młodych artystów, którzy nie kryli emocji związanych z końcem wspólnej drogi. Po wszystkim Cleo przyznała, że mimo wieloletniego doświadczenia w programie, takie chwile zawsze są dla niej najtrudniejsze.
Jestem już osiem lat w tym programie i ta chwila… Ona jest niezmiennie najtrudniejsza ze wszystkich. Naprawdę przysięgam, to się nie zmienia z czasem – mówiła Cleo łamiącym się głosem.
POLECAMY: Kto zatańczy w nowym sezonie „Tańca z Gwiazdami”? Lista robi wrażenie
Kiedy oglądać wielki finał „The Voice Kids”?
Finaliści z jej drużyny – Leon Skorupski, Oliwia Johnson i Ola Piłat – pokazali w programie nie tylko talent, ale też różnorodne osobowości. Każde z nich reprezentuje inną muzyczną drogę, inne doświadczenia i inne marzenia, co sprawiło, że finał miał wyjątkowo zróżnicowany charakter.
Leon Skorupski imponuje wszechstronnością – łączy śpiew z grą na instrumentach i rozwija niezwykle nietypową pasję do tworzenia zapachów. Oliwia Johnson z kolei zachwyca naturalnością i sceniczną lekkością, a jej doświadczenie aktorskie daje jej dużą swobodę na scenie. Ola Piłat wyróżnia się energią i zamiłowaniem do muzyki ludowej, co nadaje jej występom wyjątkowy charakter.
Każde z nich przeszło ogromną drogę, a finał był dla nich nie tylko rywalizacją, ale też symbolicznym domknięciem kilku miesięcy intensywnej pracy. Właśnie dlatego emocje były tak silne – zarówno u uczestników, jak i u trenerów.
Pełny finałowy odcinek widzowie zobaczą dziś o godzinie 20:30 na antenie TVP2 oraz w TVP VOD. To właśnie wtedy rozstrzygnie się, kto sięgnie po tytuł „Najlepszego Głosu” 9. edycji „The Voice Kids”, a także zdobędzie kontrakt płytowy, nagrodę finansową oraz szansę reprezentowania Polski w Eurowizji Junior 2026.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Magda Gessler ujawniła kulisy TVN-owych hitów. Padły zaskakujące słowa o Karolu Nawrockim!
Podobała Wam się ta edycja “The Voice Kids”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news5 dni temuWiadomo, kto wpłacił kaucję za kierowcę, który potrącił Łukasza Litewkę
-
news2 dni temu„Farma”: Aksel Rumenov zdradził kulisy. Widzowie tego nie widzieli
-
showbiz2 dni temuKto zatańczy w nowym sezonie „Tańca z Gwiazdami”? Lista robi wrażenie
-
news3 dni temuCo za zaskoczenie! Wiemy, kto wygrał 5. edycję “Farmy”
-
news3 dni temuEurowizja 2026: Wyciekło NAGRANIE z prób Alicji Szemplińskiej. Polacy ocenili
-
showbiz4 dni temuPolsat szykuje „Farmę” z gwiazdami? Widzowie odliczają dni
-
news1 dzień temuKto wygrał 17. edycję „Mam Talent!”? Finał zaskoczył wszystkich widzów
-
showbiz4 dni temuSebastian Fabijański wyznał to Suryś przed finałem „TzG”. Miło?

Dodaj komentarz