Śledź nas

showbiz

Syn Stanisława Soyki opublikował przejmujący wpis. Tak żegna swojego tatę

Opublikowano

w dniu

Wiadomość o odejściu jednego z najważniejszych polskich wokalistów rozeszła się błyskawicznie i pogrążyła fanów w żałobie. Nieoczekiwane przerwanie transmisji na żywo, poruszone gwiazdy oraz wzruszający gest syna – to wszystko sprawiło, że ta tragedia zapisała się w historii polskiej muzyki. Dowiedz się więcej, co napisał Marcin Sojka!

Stanisław Soyka od dekad był uważany za ikonę polskiej sceny muzycznej – zarówno jazzowej, jak i popowej. Jego kariera rozpoczęła się jeszcze w wieku czternastu lat, gdy dołączył do chóru kościelnego. Z czasem jego charakterystyczny głos, niezwykła muzykalność i emocjonalne interpretacje utworów uczyniły go jednym z najbardziej cenionych wokalistów w kraju. Publiczność pokochała takie hity jak „Życie to krótki sen” czy „Czas nie czeka na nas”, które wciąż rozbrzmiewają na koncertach i w radiu.

W ubiegły czwartek nadeszła wiadomość, która wstrząsnęła światem kultury. Stanisław Soyka odszedł nagle w wieku 66 lat. Informacja spadła na fanów niczym grom z jasnego nieba, bo jeszcze tego samego dnia artysta miał pojawić się na scenie podczas „Top of The Top Sopot Festival”. Wydarzenie było od dawna zapowiadane, a jego występ miał należeć do kluczowych momentów festiwalu.

Podczas koncertu „Orkiestra Mistrzom” publiczność i widzowie przed telewizorami zauważyli jednak, że jednego z najważniejszych wykonawców zabrakło. Atmosfera szybko się zmieniła, gdy prowadzący zamiast zapowiadać kolejnych artystów, podziękowali widzom za wspólnie spędzone dni festiwalowe. Zaskoczenie było ogromne, zwłaszcza że w ramówce zapowiadano jeszcze koncert hip-hopowy. Zamiast tego TVN nagle przerwał transmisję i wprowadził film „1800 gramów”.

Kilka minut później stacja wydała oficjalne oświadczenie.

Dziś podczas koncertu „Orkiestra Mistrzom” dotarła do nas smutna wiadomość o śmierci Stanisława Soyki, który miał także wystąpić podczas dzisiejszego wieczoru. Poruszeni tragedią i ze względu na ogromny szacunek dla Artysty i rodziny przerwaliśmy transmisję telewizyjną z festiwalu. W imieniu wszystkich artystów i twórców festiwalu składamy najbliższym najszczersze wyrazy współczucia – brzmiało oświadczenie stacji.

Nie wszyscy od razu zrozumieli tę decyzję. Widzowie komentowali w internecie, że byli zaskoczeni nagłym zakończeniem relacji i zmianą w programie. Niektórzy zarzucali stacji brak transparentności, inni byli po prostu zdruzgotani faktem, że nie zobaczą zapowiadanego koncertu. Dopiero później wszyscy dowiedzieli się, że powodem była śmierć legendarnego artysty, co całkowicie zmieniło odbiór całego wydarzenia.

Warto zaznaczyć, że sam koncert w Operze Leśnej w Sopocie nie został przerwany. Artyści i publiczność kontynuowali muzyczne święto, jednak atmosfera uległa drastycznej zmianie. Smutek i poczucie straty były widoczne zarówno wśród wykonawców, jak i wśród zgromadzonych widzów. Dla wielu osób była to wyjątkowo symboliczna chwila, w której muzyka stała się formą pożegnania.

Śmierć Stanisława Soyki nie była całkowicie zaskakująca dla osób, które znały jego stan zdrowia. Już w 2022 roku pojawiły się doniesienia o poważnych problemach, które uniemożliwiły mu udział w jubileuszowej trasie Grażyny Łobaszewskiej. Wówczas artystka w oficjalnym komunikacie poinformowała, że jej przyjaciel z powodów zdrowotnych nie może wystąpić. To była pierwsza poważna oznaka, że wokalista zmaga się z trudnościami.

POLECAMY: Anja Rubik zaskoczyła odważnym zdjęciem – TAK spędza wakacje supermodelka

Syn Stanisław Soyki pożegnał ojca na Instagramie

Jego odejście to nie tylko strata dla fanów, ale również dla całego środowiska artystycznego. Przez lata współpracował z największymi nazwiskami polskiej sceny, a jego twórczość była dowodem na to, że można łączyć komercję z prawdziwą sztuką. Dla wielu osób był przykładem muzyka, który nigdy nie szedł na kompromisy i zawsze stawiał artystyczną jakość na pierwszym miejscu.

W ostatnich dniach wiele gwiazd uczciło jego pamięć. Beata Kozidrak, Anna Rusowicz, Kayah czy nawet polityk Szymon Hołownia oddali mu hołd w mediach społecznościowych i we wzruszających wpisach. Wspomnienia o artyście pokazały, jak wielki wpływ miał na polską kulturę i jak wiele osób czuło z nim silną więź.

Najbardziej poruszający gest wykonał jednak syn muzyka. Marcin Sojka dwa dni po śmierci ojca opublikował na Instagramie wymowny wpis. Była to grafika z wykresem przypominającym bicie serca lub puls muzyki, nad którym unosiła się emotikonka białego gołębia. W opisie pojawiło się tylko jedno słowo – „fly”. Post został opatrzony oryginalnym nagraniem, które – jak można się domyślać – jest autorską kompozycją syna.

Marcin Sojka poszedł śladami ojca i również poświęcił swoje życie muzyce. Studiował perkusję jazzową na Akademii Muzycznej w Łodzi, a dziś spełnia się jako perkusista, producent i kompozytor. Jego subtelny gest był nie tylko osobistym pożegnaniem, ale także symbolicznym pokazaniem, że muzyczna tradycja rodziny Soyków będzie trwała dalej.

Odejście Stanisława Soyki to symboliczny koniec pewnej epoki. Jego twórczość wciąż będzie obecna w sercach fanów, a takie piosenki jak „Tolerancja” czy „Życie to krótki sen” pozostaną wiecznie żywe. Muzyka była dla niego nie tylko zawodem, ale sensem życia – i tak też zostanie zapamiętany.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Izabela Krzan i Małgorzata Tomaszewska BIJĄ SIĘ o pracę w „Dzień dobry TVN”? Wyciekło nagranie

Mieliście okazję na żywo słuchać Stanisława Soyki? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Stanisław Soyka (fot. screen YouTube TVN.pl)
Stanisław Soyka (fot. screen YouTube TVN.pl)

Autor: SJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

1 komentarz

1 komentarz

  1. Hania

    26 sierpnia 2025 at 15:59

    Pierwszy raz na koncercie Stanisława Soyki byłam ok. 35 lat temu w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Koncert trwał 2,5 godziny bez żadnej przerwy. To było niesamowite przeżycie. Później jeszcze dwa razy miałam okazję posłuchać Mistrza. 23 października tego roku miałam być na czwartym z kolei koncercie. Trudno uwierzyć, że więcej nie będzie…

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Baron odpowiada na doniesienia o rozwodzie z Sandrą Kubicką. Wyjawił, co zrobi jako pierwsze

Opublikowano

w dniu

przez

W ciągu jednego dnia internet zapłonął od doniesień o rzekomym rozpadzie jednego z najgorętszych małżeństw polskiego show-biznesu. Choć para od dawna chroni swoją prywatność, to tym razem burza była na tyle duża, że oboje musieli zabrać głos. Ich reakcje tylko podsyciły emocje, a to, co powiedzieli, otworzyło zupełnie nowy rozdział w tej historii. Dowiedz się więcej!

Od chwili, gdy Sandra Kubicka i Aleksander Milwiw-Baron ogłosili, że wzięli tajny ślub, ich związek był przedmiotem nieustannego zainteresowania. Para konsekwentnie budowała wizerunek zakochanych, którzy żyją na własnych zasadach, unikają medialnego zgiełku i celebrują każdą wspólną chwilę. Dlatego wiadomość o ich domniemanym rozwodzie uderzyła w opinię publiczną jak grom z jasnego nieba i błyskawicznie stała się tematem numer jeden w mediach.

Mimo że internet zalewały kolejne artykuły, domysły i „sensacyjne przecieki”, Sandra Kubicka nie czekała długo, by zareagować. W krótkim, stanowczym oświadczeniu podkreśliła, że nie zamierza prowadzić swojego życia prywatnego na oczach publiczności. Jej komunikat był chłodny, zdystansowany, ale jednocześnie wyraźnie sugerował, że medialny szum już dawno przekroczył akceptowalne granice.

Jeszcze większe poruszenie wywołało nagranie opublikowane przez Aleksandra Milwiwa-Barona. Muzyk, który dotąd pozostawał niemal całkowicie offline, nagle postanowił zabrać głos i to w sposób, który zaskoczył nawet jego najwierniejszych fanów. Nie było w nim sensacji, nie było półsłówek ani taniej dramaturgii. Zamiast tego pojawiła się szczerość i ton człowieka zmęczonego medialną nagonką.

Baron zaczął od wdzięczności wobec fanów, którzy zasypali go wiadomościami pełnymi troski. Szybko jednak przeszedł do sedna.

Znowu dużo o mnie w mediach, kompletnie tego nie potrzebuję, a wręcz tego nie chcę, ale rok w terapii dał mi zupełnie inną perspektywę na tę sytuację, dlatego po prostu to akceptuję. Niech sobie to wisi. Wszystkim zatroskanym dziękuję bardzo za dużo wiadomości, wsparcie i wiedzcie, że wszyscy jesteśmy zdrowi, uśmiechnięci, szczęśliwi – mówił.

Nagranie szybko obiegło wszystkie portale, zwłaszcza że Baron w kolejnych stories pokazał nagrania oraz zdjęcie z synem, podkreślając, że najważniejszą wartością jest dla niego rodzina – realna, nie ta przedstawiana w nagłówkach. Jego wyjaśnienie, że „wszyscy jesteśmy zdrowi, uśmiechnięci, szczęśliwi”, było jasnym sygnałem, że nie zamierza dopuszczać prasy do życia swojej rodziny.

POLECAMY: Krzysztof Zalewski i Julia Kaffka wzywają do BOJKOTU Eurowizji. TVP pod ostrzałem

Baron zabrał głos po informacjach o rozwodzie

Najbardziej stanowcze było jednak jedno zdanie:

Co do naszych prywatnych relacji z Sandrą – są one prywatne i takie pozostaną, także nie szukajcie tutaj sensacji – wyjaśnił.

Ta deklaracja zamykała temat, ale jednocześnie sprawiała, że część internautów wyczuła w niej niepokojący niedopowiedzenie. W świecie mediów, gdzie każde słowo jest analizowane jak dowód w śledztwie, taki komunikat tylko zwiększa czujność komentujących.

W dalszej części nagrania Baron ujawnił decyzję o cyfrowym detoksie. Stwierdził, że jego konto będzie od teraz prywatne, a obserwatorów ograniczy, by chronić własną „higienę głowy i serducha”. Taka decyzja w przypadku jednego z najbardziej rozpoznawalnych muzyków w Polsce to gest rzadko spotykany – z jednej strony odważny, z drugiej wymowny.

Postanowiłem zrobić sobie detoks od social mediów dla higieny głowy i serducha. W związku z tym ten profil zrobię prywatny. Jak ktoś będzie bardzo potrzebował wiedzieć, co u mnie, to serdecznie zapraszam. Zawsze będzie można to zrobić, natomiast troszkę przefiltruję ilość spamu na mój temat, bo tylko tak można to nazwać – tłumaczył.

Na koniec Baron dał fanom wgląd w swoje plany na najbliższe dni – nie związane z dramatami, nie z kryzysami, lecz z normalnym życiem i odpoczynkiem.

Pojeżdżę na snowboardzie, nie jeździłem dwa sezony, tak bardzo tego potrzebuję. To jest trochę jak taka medytacja w ruchu dla mnie – dodał.

Choć para konsekwentnie unika ujawniania szczegółów z życia rodzinnego, jedno jest pewne – nie zamierzają podporządkowywać swojej codzienności medialnej presji. A to sprawia, że każde ich słowo i każdy gest tylko mocniej rozgrzewa wyobraźnię internautów, którzy chcieliby wiedzieć więcej, niż gwiazdy mają ochotę ujawnić.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Monika Richardson wydaje WYROK na telewizję. Nagle zwróciła się do swoich kolegów z TVP

Śledzicie losy Sandry Kubickiej i Barona? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Baron (fot. screen Instagram Stories Baron) – 11 grudnia 2025
Sandra Kubicka (fot. screen Instagram Stories Sandra Kubicka) – 11 grudnia 2025

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Krzysztof Zalewski i Julia Kaffka wzywają do BOJKOTU Eurowizji. TVP pod ostrzałem

Opublikowano

w dniu

przez

Decyzja Europejskiej Unii Nadawców dotycząca udziału Izraela w Eurowizji 2026 wywołała jeden z największych kryzysów w historii konkursu. Państwa, które od miesięcy apelowały o uwzględnienie konsekwencji politycznych, nie wytrzymały i demonstracyjnie wycofały się z jubileuszowej edycji wydarzenia. Wybór Telewizji Polskiej, by pozostać w stawce, rozpalił emocje jeszcze bardziej. Dowiedz się więcej, jak na tę decyzję zareagował Krzysztof Zalewski i Julia Kaffka!

Po ogłoszeniu decyzji EBU atmosfera wokół konkursu stała się wyjątkowo napięta, a debata o granicy między muzyką a polityką ponownie wybuchła z ogromną siłą. Wielu europejskich nadawców uważa, że organizatorzy ignorują dramatycznie zaognioną sytuację geopolityczną, próbując udawać, że udział wszystkich państw można rozpatrywać w oderwaniu od realiów. To właśnie z tego powodu udział Izraela wzbudził tak intensywną reakcję, której skali EBU najwyraźniej się nie spodziewało.

Najostrzej zareagowały kraje, które od miesięcy apelowały o większą odpowiedzialność organizatorów. Przedstawiciele Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Słowenii i Islandii wielokrotnie podkreślali, że decyzje dotyczące uczestnictwa nie mogą ignorować napięć społecznych i międzynarodowych. Po specjalnym posiedzeniu, które miało przynieść kompromis, nadawcy wrócili do swoich krajów wściekli i z poczuciem, że ich argumenty zostały zlekceważone.

Kulminacją frustracji stało się ogłoszenie, że wszystkie te państwa – jedno po drugim – wycofują się z 70. edycji Eurowizji. To najpoważniejszy masowy bojkot od czasu powstania konkursu. Eksperci podkreślają, że to symboliczny cios w wizerunek wydarzenia, które przez dekady miało być „strefą apolityczną” i „świętem jedności kulturowej”. Teraz te hasła wielu komentatorom wydają się zwykłą fasadą.

W Polsce sytuację dodatkowo zaogniły spekulacje dotyczące ewentualnego przyłączenia się TVP do bojkotu. Choć na początku listopada nadawca zapowiedział udział i planowane preselekcje, część komentatorów liczyła, że trwająca presja międzynarodowa zmieni decyzję. Nic takiego się jednak nie stało. Telewizja Polska ostatecznie potwierdziła udział w Eurowizji 2026, mimo że inne państwa demonstracyjnie odmówiły.

POLECAMY: Monika Richardson wydaje WYROK na telewizję. Nagle zwróciła się do swoich kolegów z TVP

Krzysztof Zalewski i Julia Kaffka apelują do TVP!

Decyzja TVP momentalnie wywołała w sieci falę niezadowolenia, która zaczęła narastać w tempie lawinowym. Jeden z najsilniejszych głosów krytyki popłynął ze środowiska artystycznego, gdzie wielu twórców otwarcie sprzeciwia się politycznemu otoczeniu konkursu. W centrum tego protestu błyskawicznie znaleźli się Krzysztof Zalewski i Julia Kaffka, którzy zdecydowali się przekształcić gniew internautów w zorganizowaną akcję.

Wokalista i aktywistka zamieścili w sieci wideo, w którym otwarcie wezwali Polaków do bojkotu Eurowizji i wywierania nacisku na Telewizję Polską. W swoim apelu wypisali numery telefonów do przedstawicieli stacji, a nawet stworzyli gotową formułkę, którą można wykorzystać podczas rozmowy. Ich post szybko zaczął krążyć po mediach społecznościowych, zbierając tysiące udostępnień. W sieci zawrzało.

Kulminacyjnym momentem było cytowane szeroko oświadczenie opublikowane na profilu aktywistki.

TVP ogłosiło dziś, że choć jest świadome skali napięć, to Polska wystartuje w Eurowizji, do której został dopuszczony Izrael (???). Bojkot ogłosiły do tej pory Hiszpania, Islandia, Holandia, Irlandia i Słowenia. TVP pls ogarniecie się już teraz czy będziemy to ciągnąć? Besties, dołączajcie do oddolnego bojkotu! Wczoraj z Krzyśkiem Zalewskim obdzwanialiśmy wszystko i wszystkich – rzecznikowi nagraliśmy się na skrzynkę, bo niestety nie odebrał – napisała.

Internauci masowo podzielili się na dwa obozy: jedni wspierają bojkot i uważają, że decyzja TVP jest szkodliwa politycznie i moralnie, inni twierdzą, że konkurs powinien trwać bez względu na globalne konflikty. W obu grupach emocje są ogromne, a dyskusja daleka od merytorycznej. Jednak jedno jest pewne – Eurowizja 2026 już teraz przechodzi do historii jako najbardziej kontrowersyjna edycja konkursu.

Eksperci zauważają, że masowy bojkot to nie tylko kwestia jednorocznej edycji, ale poważny sygnał ostrzegawczy dla EBU. Jeżeli organizacja nadal będzie ignorować stanowiska państw członkowskich, Eurowizja może utracić swój symboliczny status międzynarodowego wydarzenia, a zacznie być postrzegana jako projekt obarczony konfliktem i niespójnością. Taki scenariusz jeszcze kilka lat temu wydawał się nie do pomyślenia.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Joanna Przetakiewicz wystąpi w “Tańcu z Gwiazdami”? Padła konkretna deklaracja

A Wy jesteście za wycofaniem Polski z Eurowizji? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Krzysztof Zalewski (fot. screen YouTube “Dzień dobry TVN”)
Julia Kaffka (fot. screen Instagram Julia Kaffka)
Julia Kaffka i Krzysztof Zalewski (fot. screen Instagram Julia Kaffka)
Krzysztof Zalewski (fot. screen Instagram Julia Kaffka)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

WonerS ZASKAKUJE! Nowy teledysk „Choć Dam Ci Znak” to emocjonalna petarda

Opublikowano

w dniu

przez

WonerS, znany z hitów: „Baby”, „Perfekcyjna” czy „Daj mi serce” powraca w zupełnie nowej odsłonie! W sieci właśnie pojawił się teledysk do jego najnowszego singla „Choć Dam Ci Znak” – utworu, który już od pierwszych sekund pokazuje, że artysta nie boi się muzycznych zmian i eksperymentów. Fani, którzy przyzwyczaili się do jego wcześniejszych, energicznych numerów, mogą być naprawdę zaskoczeni. Tym razem WonerS postawił na intymność, minimalizm i emocje podane w najczystszej formie.

„Choć Dam Ci Znak” to kawałek o momentach, w których serce i rozum idą w dwie różne strony. O zagubieniu, o emocjonalnym chaosie, ale też o tej jednej, subtelnej wskazówce, która potrafi przesądzić o wszystkim. WonerS opowiada o szukaniu odwagi, o zawieszeniu między „jeszcze nie” a „już prawie”, o wewnętrznym impulsie, który w końcu popycha do działania. To lekki, szczery i bardzo osobisty utwór, zdecydowanie inny od jego dotychczasowych propozycji.

Klimatyczny klip w studyjnej scenerii

Za teledysk odpowiada trio reżyserskie: Marcin Gryszan, Wojciech Woner i sam Szymon Woner. Całość powstała w minimalistycznej, nastrojowej przestrzeni studyjnej, gdzie główną rolę wizualną odgrywa… fortepian, na którym gra wokalista. Ten prosty, symboliczny zabieg dodaje klipowi elegancji, a jednocześnie podkreśla emocjonalny wydźwięk piosenki. Kamera skupia się na subtelnych gestach, świetle i detalach. Zamiast fajerwerków i rozbudowanej scenografii mamy tu spokój, przestrzeń i szczerość. To idealne tło dla historii, którą opowiada muzyka. Oglądając klip warto skupić myśli na słowach utworu, które napisał sam 16-letni wokalista. Słychać w nich niezwykła wrażliwość i dojrzałość nastolatka. WonerS jest również współkompozytorem „Choć Dam Ci Znak”. Stworzył go razem z Jackiem Markuszewskim.

POLECAMY: Nastoletni gwiazdor latino disco i gwiazda programu „Projekt Lady” razem! Co wykombinowali WonerS i Maluba?

„Choć Dam Ci Znak” to dowód na to, że WonerS wchodzi w nowy etap twórczości – dojrzalszy, bardziej refleksyjny, ale wciąż bardzo autentyczny. Wszystko wskazuje na to, że ten singiel może stać się jednym z najważniejszych punktów w jego muzycznej drodze. Fani już komentują, że to „najbardziej emocjonalny numer WonerSa”, a teledysk zbiera same pochwały za klimat i nastrojową prostotę. I trudno się dziwić, bo to zdecydowanie jedna z najciekawszych muzycznych premier ostatnich dni.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Post udostępniony przez Szymon Woner (@woners_official)

Fot. archiwum prywatne
Tekst: SM

Kontynuuj czytanie

news

Monika Richardson wydaje WYROK na telewizję. Nagle zwróciła się do swoich kolegów z TVP

Opublikowano

w dniu

przez

Przez lata była jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Telewizji Polskiej, a jej nazwisko kojarzyło się z sukcesem, profesjonalizmem i niepodrabialnym stylem prowadzenia. Dziś Monika Richardson zaskakuje szczerym i brutalnym osądem tego, co dzieje się z telewizją, której oddała sporą część kariery. Jej słowa mogą zaboleć całą branżę. Dowiedz się więcej już teraz!

Choć Monika Richardson od kilku lat nie pojawia się na antenie TVP, jej popularność nie słabnie – wręcz przeciwnie, każda jej wypowiedź odbija się szerokim echem. Dziennikarka przez lata współtworzyła najważniejsze formaty Telewizji Polskiej, a miliony widzów kojarzą ją przede wszystkim z kultowym programem „Europa da się lubić”, który święcił triumfy w czasach, gdy telewizję oglądała cała Polska. Później stała się jedną z najważniejszych prowadzących „Pytanie na śniadanie”, a jej odejście z TVP dla wielu było końcem pewnej epoki.

Dziś jednak, zamiast wielkich telewizyjnych projektów, Richardson wybiera internet. Social media stały się jej głównym narzędziem kontaktu z odbiorcami, a sama dziennikarka coraz częściej otwarcie komentuje zarówno swoje życie zawodowe, jak i zmiany zachodzące w branży. Jej głos jest słyszany, bo rezonuje doświadczeniem i bezkompromisowością, która od zawsze była jej znakiem rozpoznawczym.

Ostatnio Monika Richardson pojawiła się w podcaście Anny Gwiazdowskiej, gdzie padły słowa, które można nazwać symbolicznym „pożegnaniem” z wielką telewizją. Dziennikarka nie owijała w bawełnę i jasno podkreśliła, że nie zamierza już wracać do dużych formatów. To jednak, co powiedziała dalej, wprawiło wielu w osłupienie.

Nie mam ambicji na stworzenie wielkiego, ogólnopolskiego programu, ponieważ uważam, że telewizja naziemna umiera i nawet nie mam takich ambicji, żeby partycypować w czymś, co odchodzi do lamusa – wyznała otwarcie.

POLECAMY: Joanna Przetakiewicz wystąpi w “Tańcu z Gwiazdami”? Padła konkretna deklaracja

Richardson ostro o kondycji telewizji naziemnej

To ostra diagnoza, szczególnie z ust osoby, która przez lata była jednym z filarów stacji publicznej. Richardson zaznaczyła jednak, że nie żywi urazy do dawnych kolegów. Wręcz przeciwnie – wszystkim życzy dobrze, ale nie widzi sensu angażować się w medium, które według niej nie ma już przyszłości.

Życzę moim kolegom z TVP jak najlepiej, tak samo TVN i Polsat jeszcze parę lat pociągną, a potem to się wszystko rozmieni na drobne – twierdzi.

W jej opinii przyszłość mediów to fragmentaryzacja. Telewizja – ta tradycyjna, liniowa, straciła swoją potęgę. Dzisiaj widz podejmuje decyzję sam: wybiera, kiedy ogląda, co ogląda i gdzie ogląda. Według Richardson, różnice między byciem gwiazdą TVP, TVN czy Polsatu zacierają się, bo ostatecznie liczy się treść, osobowość i autentyczność twórcy, a nie szyld stacji, pod którym pracuje.

Fragmentaryzuje już tak, że nie będzie miało żadnego znaczenia, czy rozpoczynasz swoją karierę w TVP, w Polsacie, w TVN czy na YouTubie, bo i tak to, co masz do zaoferowania, przebije się do tej świadomości wcześniej czy później. Może nie tak szybko jak w moim przypadku, bo mieliśmy wtedy dwa kanały telewizji polskiej i tyle, ale no sorry, to se ne vrati, trzeba walczyć z tym, co się ma – dodała.

Z jednej strony trudno odmówić jej racji – wyniki oglądalności od lat nieubłaganie pokazują, że tradycyjne media tracą swoją pozycję. Z drugiej jednak telewizja wciąż jest dla wielu Polaków ważnym źródłem informacji i rozrywki, szczególnie dla starszych odbiorców. To medium żyje, ale ewoluuje, choć może nie tak szybko i nie w takiej formie, jak chciałby rynek.

Nie zmienia to faktu, że słowa Moniki Richardson są mocne i jednoznaczne. To nie tylko osobista refleksja – to diagnoza całej branży medialnej, która jeszcze kilka lat temu nie dopuszczała takiej myśli. Tym bardziej poruszająco brzmią słowa: „to se ne vrati”. Dla wielu to zdanie będzie bolesne, ale niezwykle trafne.

Jej wyznanie pokazuje również zmianę podejścia samej dziennikarki. Z osoby związanej z telewizją przez lata przekształca się w twórczynię internetową. Stawia na niezależność, wolność słowa i bezpośredni kontakt z odbiorcami, których ma wokół siebie coraz więcej i którzy doceniają jej autentyczność.

Niektórzy mogą interpretować tę wypowiedź jako symboliczne zamknięcie drzwi do telewizji. Inni – jako odważny manifest kobiety, która jasno widzi, gdzie zmierza rynek. Jedno jest pewne: głos Moniki Richardson znów wywołał dyskusję, której w mediach dawno brakowało.

W czasach, gdy stacje walczą o przetrwanie, jej słowa wybrzmiewają szczególnie mocno. Czy telewizja naprawdę umiera? Czy internet przejmie wszystko? A może te dwa światy w końcu nauczą się współistnieć?

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Przerażona Małgorzata Tomaszewska sama na mrocznym peronie? To, co opisała, brzmi jak scena z horroru

Zgadzacie się ze słowami Moniki Richardson? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Monika Richardson (fot. screen YouTube Agata Gwiazdowska | co przekazuJESZ)
Monika Richardson (fot. screen YouTube Kanał Zero)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością