news
Tomasz Samborski: Po dziesięciu latach znów prowadzi swój kultowy program!
Wywiad został przeprowadzony w marcu 2012 roku na zlecenie jednego z poczytnych tygodników, który zamieścił tylko jego fragmenty. Dotąd nigdzie nie ukazł się w całości. Dziś publikujemy wszystko, na ogromną prośbę i liczne listy wielkiej fanki Tomka i Shazzy – Karoliny Tryniszewskiej.
Życzymy przyjemnej lektury!
Niezapomniany prezenter „Disco relaxu” ma powody do radości, bowiem jego bijący w latach 90 – tych rekordy oglądalności program znów powrócił na antenę. Prywatnie najlepszy przyjaciel i menager Shazzy, szczęśliwy ojciec trzech córek, człowiek pełen pomysłów. Z pewnością jeszcze nie raz nas zaskoczy.
W 2002 roku telewizja Polsat wyemitowała ostatni odcinek programu „Disco relax”. Wraz z nim pan również zniknął z ekranu. Co się z panem działo w ciągu dziesięciu lat medialnego niebytu?
Można powiedzieć, że przez ostatnie dziesięć lat zajmowałem się wychowywaniem dzieci (uśmiech). Z perspektywy czasu uważam, że wcale źle się nie stało. Dzięki temu, że Polsat postanowił zrezygnować z programu, który prowadziłem, zyskałem sporo czasu dla rodziny. Poza tym ciągle zajmowałem się muzyką, komponowałem nowe piosenki, produkowałem utwory dla dzieci, grywałem koncerty z Shazzą.
Niewiele osób wie, ale ma pan aż trzy córki. W jakim wieku są dziewczynki?
Tak, mam trzy wspaniałe córki. Dominika ma 12 lat, Martynka 7 i Lena 3. Dzieci to wielka radość w życiu.
Odziedziczyły po tacie miłość do muzyki?
Najstarsza – Dominika bardzo lubi śpiewać, gra na gitarze, potrafi też coś zagrać na instrumencie klawiszowym, ale nie chodzi do szkoły muzycznej. Cieszy mnie, że robi to spontanicznie. Najważniejsze, żeby muzyka była przyjemnością, a nie przymusem. Szkoła muzyczna to są jednak godziny spędzone na ćwiczeniach i ograniczenia jeśli chodzi o uprawianie sportów.
Otaczają pana same kobiety, w domu cztery, pracuje pan z piątą. Szczęściarz z pana.
Nie mam konkurencji. To jest strasznie fajne (śmiech). Zdążyłem przyzwyczaić się do takiego stanu rzeczy i powiem więcej – cieszy mnie ta sytuacja. Moje dziewczyny zapewniają mi wiele atrakcji.
Jak reagują dziewczynki, kiedy widzą tatę w telewizji?
Dla nich to jest oczywiście nowość. Kiedy prowadziłem „Disco relax” w Polsacie, to najstarsza była zbyt mała, żeby cokolwiek pamiętać. W każdym razie teraz wszystkie są bardzo zainteresowane tym, co robię. Niedawno miała miejsce bardzo zabawna sytuacja, kiedy wszedłem do domu, a one oglądały jakąś powtórkę programu. Wtedy średnia wstała, zaczęła mi się przyglądać i mówi: „tata, dlaczego ty jesteś tu i jesteś tam… Tam masz inną koszulkę, tu masz żółtą, a tam masz czerwoną”. Ona nie mogła zrozumieć, że ojciec może być w tym samym czasie w telewizorze i w domu. Zresztą do tej pory nie mogę jej tego wytłumaczyć (śmiech).
Podobno każdy mężczyzna marzy o tym by mieć syna. Pan także?
Gdybym miał syna to z pewnością też bym się bardzo cieszył, ale muszę się uczciwie przyznać, że zawsze chciałem mieć córki… i mam (uśmiech).
Uważa pan, że „Disco relax” w nowej formule powtórzy sukces tego sprzed lat?
Obecny „Disco relax” na pewno nie będzie miał tak licznej widowni, jak ten nadawany przed laty przez Polsat, m.in. dlatego, że stacja Polo Tv, w której jest emitowany ma nieco inne dotarcie do społeczeństwa. Wielu ludzi jeszcze nie zna tego kanału, jednak mimo wszystko mamy bardzo dobrą oglądalność.
Pamięta pan swoją reakcję na wiadomość, że program, który cieszy się kilkumilionową oglądalnością nagle trzeba przestać nagrywać?
Przyjąłem to bardzo spokojnie. Poprzedni „Disco relax” gościł na antenie Polsatu przez siedem lat. Tak naprawdę zawsze liczyłem się z tym, że ten moment kiedyś musi nastąpić. Nie przeżywałem z tego powodu żadnych stresów. Od początku byłem świadomy faktu, że „nic nie może wiecznie trwać”… Polsat, kojarzony w dużej mierze z muzyką disco polo w pewnym momencie podjął decyzję, że należy zmienić wizerunek stacji, więc trzeba było po prostu zakończyć współpracę.
Zanim został pan prowadzącym „Disco relax” był zespół Toy Boys, w którym pan grał i śpiewał. Szło wam całkiem nieźle. Dlaczego zawiesiliście jego działalność?
Ktoś mi delikatnie wytłumaczył, że trochę nie wypada prowadzącemu puszczać swoich video clipów. Musiałem zdecydować, czy śpiewam, czy prowadzę program. Wybrałem to drugie i dziś z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nie żałuję tej decyzji.
Zabiegał pan o to, żeby „Disco relax” ponownie pojawił się w telewizji?
Nie. Propozycja powrotu wyszła od stacji Polo Tv, nastawionej przede wszystkim na promowanie muzyki disco polo. Później zaczęliśmy prowadzić rozmowy, aż w końcu doszło do współpracy, która póki co układa się pomyślnie.
Nie obawiał się pan, że obecny program okaże się klapą?
Był mały stres, czy po dziesięciu latach wciąż ludzie będą chcieli oglądać program w nieco odmienionej formule i czy wszystko inne będzie oky. Na szczęście nowy „Disco relax” zyskał aprobatę wśród widzów, więc moje obawy zostały rozwiane.
Jest pan autorem największych hitów Shazzy, m.in. „Bierz co chcesz”, „Tak bardzo zakochani”, „Noc róży”. Ma pan swój sprawdzony przepis na przebój?
Muzykę trzeba przede wszystkim czuć. Wydaje mi się, że nie istnieje sprawdzony przepis na przebój. Czasem artysta siada przy instrumencie ze z góry założonym planem, iż skomponuje przebój. Później okazuje się, że napisał dziesięć utworów, ale żaden nie porywa. Innym razem ktoś pisze utwory, bo taką ma potrzebę serca i później jeden, czy dwa z nich stają się hitami. Często jest to kwestia przypadku, nieraz talentu, albo doskonałego wyczucia rynku muzycznego. Pomysły na Magdy piosenki często przychodziły mi w nocy. Potrafiłem wstać z łóżka około godziny trzeciej, włączać sprzęt i komponować. Właśnie w takich nocnych okolicznościach powstało „Bierz co chcesz”.
Ludzie was kochali, a branża muzyczna krytykowała. Trudno było z tym żyć?
Krytyka była ostra, ale czym się miałem przejmować, skoro stało za mną osiem milionów widzów. Miałem publiczność, więc nadal robiłem swoje, a zespoły, które prezentowałem znajdowały tu miejsce na promocję twórczości. Ja robiłem program przede wszystkim dla ludzi. Zespoły mogły prezentować swoje clipy. To, że nagrania były lepsze, czy gorsze nikogo nie dziwiło, tak było i jest nadal. U nas każdy miał okazję się zaprezentować. Byliśmy otwarci na wykonawców z całej Polski, a widzowie pisząc do nas setki listów wybierali najlepszych i tych graliśmy częściej.
Polsat zrezygnował z programów promujących disco polo i nagle o tej muzyce zrobiło się cicho.
Kiedy zdjęto z anteny „Disco relax” to faktycznie nastąpił spadek popularności disco polo, z tego względu, że zespoły straciły miejsce, w którym mogły się prezentować, a w innych kręgach nie miały możliwości. Skoro nie było już programu, to nie było sensu nagrywania płyt, zrobiło się również mniejsze zapotrzebowanie na koncerty.
Jakieś pięć lat temu ogłoszono wielki powrót disco polo. Uważa pan, że ludzie przestali się wstydzić tego, co wnosi radość w ich życie?
Na pewno inaczej do tego podchodzą. W latach 90 – tych pojawiła się swego rodzaju nagonka na disco polo, wszyscy mówili, że to wiocha i obciach, ale po kilku latach przerwy, znów pojawiło się zainteresowanie tą muzyką, szczególnie w kręgach studenckich. Ci ludzie, którzy mieli wtedy po 8, czy po 12 lat, mając lat dwadzieścia kilka mieli miłe wspomnienia z czasów dzieciństwa, kiedy to w niedzielne poranki słuchali sobie nienerwowo melodyjnych utworów i w pewnym momencie jakby na nowo je odkryli i znów zaczęli się przy tym bawić. Młodzi ludzie traktują dziś tę muzykę jako świetną rozrywkę.
Wciąż jednak nie ma was na tzw. salonach.
Wcale się z tym źle nie czujemy. Owszem przychodzą czasem zaproszenia, ale z nich nie korzystamy. Nie lubię sztucznej, napompowanej atmosfery. W Polsce nie ma gwiazd, a jedynie wykonawcy, lepsi, bądź gorsi. Gwiazdą jest ktoś, kto gromadzi na stadionie Wembley sto tysięcy ludzi, tak jak Madonna, czy George Michael, a u nas o czymś takim można sobie jedynie pomarzyć. Wolę spędzić czas z rodziną lub przyjaciółmi niż brać udział w czymś, co przypomina cyrk.
Mówi się, że połowa sukcesu Shazzy to pana zasługa. Jak jest naprawdę?
Naszą przygodę z muzyką, która trwa już blisko dwadzieścia lat i nic nie wskazuje na to, by miała się zakończyć, zaczynaliśmy razem, razem przeszliśmy przez wszystkie trudności i sukcesy, więc z pewnością zasłużyłem na połowę (śmiech)
Czuje się pan odpowiedzialny za karierę Shazzy?
Skoro połowa Shazzy to ja, to oczywiście, że czuję się odpowiedzialny, szczególnie za repertuar i jego następstwa.
Jest pan dobrym menagerem?
Menager to za dużo powiedziane. Magda po prostu ma do mnie zaufanie i zna moje intencje. Wcale nie miałem być żadnym menagerem, stałem się nim naturalną siłą rzeczy i tak już zostało.
Krążą plotki, że Magda jest trudna we współpracy. To prawda?
Kobiety ogólnie są trudne do współpracy i z tego co wiem, to nie jest tylko moja opinia. Jeśli chodzi o Magdę, to zależy jaki ma dzień, ale chyba nie jest tak źle, skoro wytrzymałem aż tyle lat (śmiech). Czasem zaproponuję jej coś, ona się najpierw zgodzi, a potem sobie przemyśli i mówi, że jednak nie. Muszę więc wyłożyć szereg argumentów „za” i przekonywać ją, żeby było tak jak ja chcę, ale nie zawsze mnie słucha (uśmiech).
Pana żona Ola nie jest zazdrosna o Magdę?
Raczej nie. Kiedyś może troszeczkę była zazdrosna, ale później przyzwyczaiła się, że łączy nas jedynie przyjaźń i praca. Jest mądrą kobietą i rozumie, że czasem musimy pojechać razem z Magdą na koncert.
Ludzie nie wierzą w tę waszą przyjaźń.
Plotki zawsze były i będą. Nie będziemy z tym walczyć (uśmiech).
Jakie ma pan palny na przyszłość, zarówno muzyczne, jak i życiowe?
Przyszłość, tak jak i przeszłość wiążę oczywiście z muzyką. Ciągle coś nagrywamy i powoli szykujemy się z Shazzą do letnich koncertów plenerowych. Życie mam w miarę ustabilizowane. Jestem zadowolonym z życia, szczęśliwym człowiekiem. Praca przynosi mi satysfakcję, bardzo lubię to, co robię i dobrze się w tym czuję.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Martyna Rokita
news
Edyta Górniak BRONI Nawrockiego. „Granice zostały przekroczone”. Zgadzacie się?
Piątkowe wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego wywołały ogromne emocje i stały się tematem gorącej dyskusji w całym kraju. Teraz głos zabrała Edyta Górniak, która nie ukrywała, że nagranie z udziałem Karola Nawrockiego mocno ją poruszyło. Wokalistka zwróciła uwagę na jeden szczegół, który szczególnie ją oburzył. Dowiedz się więcej!
Piątkowy wieczór przyniósł gwałtowne zaostrzenie trwającego od miesięcy sporu o Trybunał Konstytucyjny. Informacje o odsunięciu dotychczasowego kierownictwa instytucji, wnioskach o uchylenie immunitetów oraz obecności policji przed gmachem przy alei Szucha zdominowały przekazy medialne. Wydarzenia wywołały liczne komentarze i ponownie rozpaliły dyskusję na temat sytuacji politycznej w Polsce.
Szczególne zainteresowanie wzbudziły nagrania, które w nocy z piątku na sobotę, 30 i 31 października, obiegły media społecznościowe. Widać na nich Karola Nawrockiego przed wejściem do siedziby Trybunału Konstytucyjnego w Warszawie. Prezydent próbuje przedostać się przez grupę osób stojących w drzwiach budynku. W pewnym momencie zwraca się do jednej z kobiet słowami: „Proszę odejść, przepraszam panią”.
W piątek wieczorem w Trybunale Konstytucyjnym doszło do kolejnego zwrotu w trwającym konflikcie. W opublikowanym komunikacie poinformowano o odsunięciu od wykonywania obowiązków prezesa Bogdana Święczkowskiego i jego zastępcy Bartłomieja Sochańskiego. Tymczasowe kierowanie pracami instytucji powierzono sędzi Annie Korwin-Piotrowskiej, co spotkało się z natychmiastową reakcją i jeszcze bardziej zaostrzyło spór.
Następnie później siedmioro sędziów wybranych przez Sejm weszło na teren Trybunału w towarzystwie funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa. Jak relacjonowała rzeczniczka TK Weronika Ścibor, pracujący na miejscu strażnicy mieli otrzymać polecenie spakowania swoich rzeczy i opuszczenia budynku. Sytuacja szybko stała się przedmiotem politycznych komentarzy, a przed gmachem zaczęli gromadzić się kolejni ludzie.
Na miejscu pojawili się między innymi politycy prawicy, przedstawiciele Konfederacji oraz Grzegorz Braun wraz z sympatykami. Obecna była również policja. Na oficjalnym profilu Trybunału opublikowano komunikat, w którym zakwestionowano legalność podjętych działań i napisano o „bezprawnym przejęciu strony internetowej”. Wydarzenia z piątkowego wieczoru jeszcze bardziej zaostrzyły spór, który od miesięcy dzieli polską scenę polityczną.
POLECAMY: Ukochany pupil Dody nie żyje. Tak wyglądała ich relacja
Edyta Górniak przejęta tym, co spotkało Nawrockiego. Padły mocne słowa
Nagranie z udziałem Karola Nawrockiego wywołało burzliwą dyskusję, a komentujący nie pozostali wobec niego obojętni. Teraz swoją reakcję przedstawiła również Edyta Górniak. Wokalistka przyznała, że obrazy, które zobaczyła, wywołały w niej bardzo silne emocje. Nie próbowała ukrywać, że szczególnie poruszył ją sposób, w jaki – jej zdaniem – potraktowano głowę państwa.
“Nie mam mądrego komentarza na to, co się dzieje, ale mam tyle emocji i bólu i smutku za naszego prezydenta, za to, jak został potraktowany” – powiedziała na InstaStories.
Szczególnie mocno Edyta Górniak zwróciła uwagę na moment, w którym prezydent zwrócił się do kobiety stojącej przy wejściu i poprosił ją o umożliwienie przejścia. To właśnie ten fragment nagrania wywołał u niej największe poruszenie. Wokalistka nie kryła zdziwienia, że w takiej sytuacji Karol Nawrocki miał jeszcze przepraszać osobę blokującą mu drogę.
“I jeszcze, co za absurd, że jeszcze on przeprasza tę panią, że chce przejść. Że on jeszcze mówi: „Przepraszam panią” – skwitowała Górniak.
Artystka zwróciła również uwagę na kulturę osobistą prezydenta, która – w jej ocenie – ujawniła się nawet w bardzo napiętych okolicznościach. Podkreśliła, że sposób, w jaki się zachował, zrobił na niej szczególne wrażenie.
“Jeszcze w takiej sytuacji, w takim napięciu, w takiej niepewności odezwała się w nim kultura osobista” – wypaliła.
Wokalistka jednocześnie zaznaczyła, że nie uważa się za ekspertkę od polityki i nie zamierza rozstrzygać wszystkich prawnych aspektów konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Podkreśliła, że nie musi rozumieć każdego mechanizmu politycznego, aby mówić o własnych emocjach i reakcjach na obejrzane nagranie.
“Ja się nie znam na polityce. Zostawiam to lepszym, mądrzejszym. Nie wszystko muszę rozumieć. Odpowiadam tylko za to, co czuje moje serce” – wyznała.
Na koniec Edyta Górniak jasno wyraziła swoją ocenę tego, co zobaczyła. Wokalistka stwierdziła, że jej zdaniem doszło do przekroczenia granic i złamania prawa. Jej wypowiedź jest osobistą reakcją na nagranie, a prawne i polityczne okoliczności całego wydarzenia pozostają przedmiotem sporu.
“I moje serce widzi, że granice zostały przekroczone i prawo zostało złamane. Jeżeli nie szanuje się prezydenta narodu, to kogo się szanuje?” – wtrąciła.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ida Nowakowska OSTRO o Halloween. „Dla mnie nie jest świętem”. Ma rację?
Co uważacie o słowach Edyty Górniak? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
news
Ukochany pupil Dody nie żyje. Tak wyglądała ich relacja
To miała być walka zakończona szczęśliwym finałem, jednak los napisał najtragiczniejszy scenariusz. Doda przekazała swoim obserwatorom wiadomość, której nikt nie chciał usłyszeć. Wokalistka do samego końca 1, że uda się uratować jej ukochanego pupila …
Ostatnie dni były dla Dody wyjątkowo trudne. Artystka od lat angażuje się w pomoc zwierzętom i wielokrotnie udowadniała, jak ważny jest dla niej ich los. Jej psy, Foxy i Wolfie, są pełnoprawnymi członkami rodziny, dlatego nagłe pogorszenie stanu zdrowia jednego z nich wywołało u wokalistki ogromny strach. Niestety, w sobotę gwiazda przekazała swoim fanom najgorszą możliwą wiadomość.
Jeszcze na początku tygodnia Doda relacjonowała na Instagramie dramatyczne chwile spędzone w warszawskiej klinice weterynaryjnej. Zapłakana artystka prosiła internautów o przesyłanie dobrej energii i modlitwę za zdrowie Foxy’ego. Piesek nagle poczuł się gorzej, a jego stan wymagał natychmiastowej pomocy specjalistów. Każda kolejna godzina była walką o jego życie.
U zwierzaka zdiagnozowano ostre zapalenie płuc. Foxy trafił do inkubatora, a jego organizm musiał zmierzyć się z poważnymi problemami oddechowymi. Sytuacja była na tyle poważna, że w pewnym momencie lekarze nie dawali wokalistce powodów do optymizmu. Doda jednak nie zamierzała się poddawać i szukała kolejnych możliwości pomocy dla swojego ukochanego pupila.
Artystka konsultowała stan zdrowia pieska w kolejnych placówkach weterynaryjnych, licząc na to, że uda się znaleźć sposób na uratowanie jego życia. Do samego końca wierzyła w cud. Choć pojawiły się chwile, które dawały nadzieję, a parametry oddechowe zwierzaka zaczęły się poprawiać, jego organizm był już bardzo osłabiony.
POLECAMY: Ida Nowakowska OSTRO o Halloween. „Dla mnie nie jest świętem”. Ma rację?
Doda straciła ukochanego pupila. Łączyła ich niezwykła relacja
Niestety, nadzieja na szczęśliwe zakończenie nie wystarczyła. W sobotnie przedpołudnie Doda poinformowała, że Foxy nie żyje. Szczególnie przejmujący jest fakt, że piesek odszedł zaledwie dzień po swoich trzecich urodzinach. Wokalistka opublikowała w sieci osobisty wpis, w którym trudno nie dostrzec ogromnego bólu po stracie ukochanego przyjaciela.
“Mój ukochany pies przyjaciel dzień po swoich trzecich urodzinach zmarł. Serce nie wytrzymało, mimo że już poprawiał się oddech. Zabrakło kilku dni… Dziś umarliśmy razem, a tylko tobie przestało bić serce” – napisała na Instagramie.
Na tym jednak Doda nie poprzestała. Po przekazaniu tragicznej wiadomości wróciła do publikowania zdjęć z kliniki weterynaryjnej, na których uwieczniony został Foxy. Pokazała również nagrania, na których widać jej drugiego psa, Wolfiego. Widać, że również on znalazł się w trudnej sytuacji po stracie swojego czworonożnego towarzysza.
Dla wokalistki to szczególnie bolesny moment, ponieważ przez ostatnie dni robiła wszystko, by uratować Foxy’ego. Nie ukrywała łez, dzieliła się z fanami kolejnymi informacjami i prosiła o wsparcie. Kiedy pojawiały się sygnały poprawy, mogła mieć nadzieję, że najgorsze jest już za nimi. Niestety, ostatecznie nie udało się wygrać tej walki.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: TVN podjął decyzję ws. Rozenek-Majdan. Klamka zapadła
Przeżyliście kiedyś podobną stratę? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!






Dodaj komentarz
news
Ida Nowakowska OSTRO o Halloween. „Dla mnie nie jest świętem”. Ma rację?
Halloween od lat wywołuje w Polsce gorące dyskusje. Jedni widzą w nim okazję do zabawy i przebierania się w kostiumy, inni nie chcą mieć z nim nic wspólnego. Ida Nowakowska postanowiła opowiedzieć, jak sama podchodzi do tej tradycji i dlaczego nie stawia jej na równi z polskim świętem. Dowiedz się więcej!
Halloween od lat budzi emocje i dzieli opinię publiczną. Z każdym rokiem coraz więcej znanych osób zabiera głos w sprawie obchodzenia tego dnia, a ich wypowiedzi często stają się pretekstem do kolejnych dyskusji. Tym razem o swoim podejściu opowiedziała Ida Nowakowska, która w rozmowie z Plejadą nie ukrywała, że jej spojrzenie na Halloween jest związane z doświadczeniami z życia w Stanach Zjednoczonych.
Prezenterka podkreśliła, że nie zamierza porównywać Halloween ze Świętem Wszystkich Świętych. Dla niej są to zupełnie różne okazje, którym przypisuje się odmienne znaczenie.
“Dla mnie Halloween nie jest świętem, więc jakby zupełnie tego nie mogę porównywać. Dla mnie to nie miałoby sensu. Mieszkając przez połowę życia w Stanach, Halloween jest pretekstem do spotkania, do imprezy, do przyjęcia, więc ja też się przebierałam w kostiumy. Uważam, że one powinny być fajne, takie naśmiesznie bardziej, nie lubię tych strasznych, przerażających” – wyznała.
Ida Nowakowska zaznaczyła jednocześnie, że szczególne miejsce w jej życiu zajmuje polska tradycja związana z początkiem listopada. Nie ukrywa, że Święto Wszystkich Świętych ma dla niej bardzo osobisty wymiar.
“Mogę powiedzieć z własnej perspektywy, jak ja to przeżywam, bo zawsze celebruję zwycięstwo życia nad śmiercią i dla mnie życie jest czymś niesamowitym” – dodała.
POLECAMY: TVN podjął decyzję ws. Rozenek-Majdan. Klamka zapadła
Ida Nowakowska wprost o Halloween: “Odkąd mam synka nie lubię …”
Prezenterka zwróciła uwagę, że polskie zwyczaje związane z odwiedzaniem grobów robią ogromne wrażenie również na osobach z zagranicy. Sama chętnie zaprasza swoich znajomych ze Stanów do Polski właśnie w tym okresie.
“Święto Wszystkich Świętych to są niezwykłe dni w Polsce. Naprawdę wszystkich znajomych, których mam z zagranicy, ze Stanów zapraszam w tym okresie właśnie. Mówię: “Przyjdźcie tutaj, pójdźcie z nami na groby, bo to jest coś tak wyjątkowego”. Chyba każdy to w ten sposób przeżywa niezależnie od tego, co myśli o różnych sprawach. Jest w tym głębia, przeżywamy przeszłość, ale w taki sposób, który jest naprawdę żywy” – wyjaśniła reporterce Plejady.
W rozmowie pojawił się również bardzo osobisty wątek. Ida Nowakowska wspomniała o swoim ojcu, znanym pisarzu Marku Nowakowskim, który spoczywa na warszawskich Powązkach. Jak przyznała, odwiedzanie jego grobu wiąże się dla niej z ogromnymi emocjami, a rodzinne wspomnienia wracają szczególnie mocno właśnie w tych dniach.
“Zawsze się wzruszam. Spędzamy czas na Starych Powązkach, też na Powązkach Wojskowych, bo tam mój tata jest pochowany w Alei Zasłużonych. Reszta mojej rodziny właśnie na Starych Powązkach. Tam jest tak pięknie. Z moim synkiem chodzę i przypominam sobie, jak chodziłam z moim tatą” – wspominała.
Prezenterka podkreśliła, że tradycja odwiedzania cmentarzy jest dla niej także okazją do rozmowy z synkiem o przemijaniu, pamięci i znaczeniu życia. Sama pamięta, jak jako dziecko chodziła na groby razem z rodzicami. Dziś wraca do tych chwil, przekazując kolejnemu pokoleniu rodzinne historie i wartości, które są dla niej ważne.
“Chodziliśmy razem z rodzicami na groby i w tym czasie było coś nieludzkiego — myślisz o egzystencji tutaj i myślisz, że to wszystko jest tak naprawdę na chwilę i że to, co robimy tutaj, żyje tylko, jeśli jest w sercach innych ludzi, bo ci, którzy są właśnie tam na cmentarzach, na które my chodzimy, w moim sercu są żywi, dlatego że czynili tutaj piękne rzeczy, czynili dobro, wspominamy ich, mówimy o nich, więc jest coś niezwykłego po prostu w tym święcie” – dodała w tej samej rozmowie.
Na koniec prezenterka wyjaśniła, że jej podejście do Halloween zmieniło się również po narodzinach synka. Nie przepada za tłumaczeniem dziecku niektórych elementów tej tradycji i podkreśla, że z jej perspektywy jest to przede wszystkim okazja do wspólnej zabawy.
“Odkąd mam synka nie lubię, bo trudno mu to wszystko wytłumaczyć. Halloween to jest costume party [impreza kostiumowa], każdy ma się po prostu dobrze bawić i przebrać. Moja perspektywa jest trochę inna z tej polsko-amerykańskiej strony” – zakończyła Ida.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: „Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23 ”: Kto wystąpi w finale? Poznaj wyniki
A Wy obchodzicie Halloween? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
„Twoja Twarz Brzmi Znajomo 23 ”: Kto wystąpi w finale? Poznaj wyniki
Wczoraj widzowie zobaczyli półfinałowy odcinek „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”, a na scenie nie brakowało spektakularnych metamorfoz, wzruszeń i zaskakujących ocen jurorów. Uczestnicy walczyli o miejsce w wielkim finale, a stawka była naprawdę wysoka. Po dziewięciu odcinkach poznaliśmy czwórkę szczęśliwców, którzy powalczą o zwycięstwo. Nie obyło się jednak bez niespodzianek. Dowiedz się więcej!
Wielkie półfinałowe widowisko rozpoczęła „Dziewczyna Szamana”. Na scenie pojawiła się osobiście Justyna Steczkowska, która wykonała swój wielki przebój, a następnie szybko wróciła na miejsce przy stole jurorskim. Już od pierwszych chwil emocje sięgały zenitu, a uczestnicy musieli udowodnić, że zasługują na miejsce w decydującym starciu. Każda kolejna metamorfoza mogła bowiem przesądzić o ich dalszym losie w programie.
Jako pierwsza oceniona została Ida Nowakowska, która musiała zmierzyć się z wyjątkowo trudnym zadaniem. Wylosowała utwór „Winna” Agnieszki Chylińskiej, a sama perspektywa wcielenia się w tak charakterystyczną artystkę mocno ją stresowała. Sceniczny wizerunek, barwa głosu i wymagające wokalne rejestry stanowiły niemałe wyzwanie. Mimo obaw uczestniczka stanęła na wysokości zadania, a jej występ docenił Piotr Gąsowski.
„To było tak kompletne, ja miałem takie ciary od początku do końca. Zrobiłeś to tak jak ona.” – powiedział pewnie juror.
Prawdziwą muzyczną niespodziankę przygotowała Maria Sadowska, która wcieliła się w Sam Brown i wykonała jej przebój „You Better Stop”. Przygotowania do występu przyniosły jej nieoczekiwane odkrycie. Okazało się, że potrafi wydobyć z siebie charakterystyczny dźwięk, który wcześniej wydawał jej się nieosiągalny. Dzięki temu zyskała większą pewność siebie, choć tuż przed wyjściem na scenę pojawił się dodatkowy stres. Agnieszka Hyży zasugerowała bowiem, że właśnie ta metamorfoza może zapewnić jej miejsce w finale. Występ zrobił ogromne wrażenie na Małgorzacie Walewskiej.
„Marysiu, ja w ogóle nie będę tego oceniać, bo to jest uważa, poza jakąkolwiek oceną. Ja ci tylko powiem, że od pierwszej frazy miałam dreszcze. Dziękuję bardzo.” – oceniła wzruszona jurorka.
Niełatwe zadanie czekało również Rafała Brzozowskiego. W poprzednim odcinku stracił wylosowany utwór na rzecz Gabrysia, który zwyczajnie mu go ukradł. W rezultacie musiał zmierzyć się z repertuarem Bonnie Tyler, a konkretnie z jej wielkim przebojem „Holding Out for a Hero”. Artysta znał wokalistkę osobiście i bardzo ją lubi, ale sympatia nie ułatwiła mu zadania. Wykonanie wymagało ogromnego wysiłku wokalnego i dosłownie zdarcia sobie głosu. Ostatecznie Justyna Steczkowska doceniła jego pracę.
„Powiem ci, że cały czas byłeś Bonnie. Minimalnie w męskiej wersji, ale jeśli chodzi o zachowanie barwy, głos i jej sposób śpiewania, to wszystko było super” – podsumowała.
Z kolei Gabriel Fleszar wcielił się w Lewisa Capaldiego i wykonał utwór „Bruises”. Okazało się, że repertuar szkockiego wokalisty jest mu wyjątkowo bliski, dlatego same przygotowania były dla niego prawdziwą przyjemnością. Największym wyzwaniem była charakterystyczna chrypka artysty, którą musiał odtworzyć na scenie. Jego interpretacja spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem Stefano Terrazzino.
“To co mnie najbardziej ujęło, to to, że to było takie kruche, ale z ogromną siłą pod spodem. Te dwie przeciwne emocje powodowały, że to było takie pełne, kompletne. Czekałem na taki hit od Gabriela Fleszara” – skomplementował juror.
Dużym zaskoczeniem okazała się również metamorfoza Bryski, która początkowo nie była przekonana do wylosowanego utworu. Tym razem musiała wcielić się w Piotra Sołoduchę, lidera zespołu Enej i wykonać „Skrzydlate ręce”. Efekt zachwycił Małgorzatę Walewską, która wstała z miejsca.
“Co za pewność siebie! Jaka w ogóle radość bycia na scenie! Bryska, no po prostu jestem zachwycona tym występem, super!” – ogłosiła jurorka.
POLECAMY: Michał Szpak ROZCZAROWANY występem w „Voice of Poland” [PRZED PREMIERĄ]
Poznaj finalistów tegorocznej edycji programu [WYNIKI]
W zupełnie innym klimacie zaprezentowała się Ula Milewska, która wcieliła się w Lisę Minnelli. Wykonanie kultowego utworu „Cabaret” wymagało nie tylko umiejętności wokalnych, ale przede wszystkim odpowiedniego oddania emocji i scenicznej klasy. Jej występ szczególnie poruszył Justynę Steczkowską.
„Ona w tym kabarecie była tak doskonała, tak wzruszająca, tak świetnie śpiewająca, tak rozbrajająca, tam było po prostu wszystko. To jest bardzo smutna opowieść o życiu artystów tamtych czasów. I ty Ula wspaniale to zrobiłaś, naprawdę. Gratulacje” – oceniła jurorka.
Marcin Maciejczak zabrał widzów prosto do nieba, wcielając się w Bryana Adamsa i wykonując jego wielki przebój „Heaven”. Po spektakularnej metamorfozie w Justynę Steczkowską musiał tym razem pokazać zupełnie inne oblicze i odnaleźć w sobie rockową męskość. Choć jego występ został doceniony, Piotr Gąsowski miał pewne zastrzeżenia.
“Otóż tak – bardzo mi się podobało, ale nie zachwyciło. Wszystko zrobiłeś znowu wspaniale, ele poszedłeś w melodię, a nei w treść. Zatem nie był to Bryan Adams, co nie zmiania tego, że jestem pełen podziwu dla twojej pracowitości i talentu, bo jesteś bardzo utalentowany – stwierdził juror.
Ostatnią z opisanych metamorfoz zaprezentował Marcin Miller, który przeistoczył się w Gene’a Simmonsa, charyzmatycznego frontmana legendarnej grupy Kiss. Wykonał kultowy utwór „Rock and Roll All Night”, pokazując publiczności zupełnie nowe, rockowe oblicze. Występ szczególnie zaskoczył Justynę Steczkowską.
„Marcinku, ty mnie tak zaskakujesz, a przecież ja cię znam też prywatnie. A tu mnie tak zaskoczyłeś, bo patrzę na tego mojego kolegę i mówię – nie wierzę. Nie wierzę, bo nie wyobraziłabym sobie nigdy ciebie w tej muzyce, a poszło ci fantastycznie, naprawdę. Kawał głosu, chrypa taka jak w Kiss, jest energia i jest też dobra zabawa. Wszystkich nas rozbawiłeś, publiczność bawiła się wspaniale, więc o to chodziło w tym wykonaniu. Naprawdę brawo” – mówiła.
Po wszystkich występach przyszedł czas na rozstrzygnięcia. Zwyciężczynią półfinałowego odcinka została Maria Sadowska, która otrzymała nagrodę w wysokości 15 tysięcy złotych i postanowiła przekazać ją Fundacji One Day, wspierającej dzieci opuszczające domy dziecka. Drugie miejsce po raz kolejny zajął Gabriel Fleszar, który otrzymał 5 tysięcy złotych i ponownie przeznaczył je na Fundację Puchaczówka.
Po dziewięciu odcinkach poznaliśmy także finałową czwórkę. Do decydującego starcia awansowali Maria Sadowska z dorobkiem 249 punktów, Rafał Brzozowski z 241 punktami, Marcin Maciejczak z 237 punktami oraz Ula Milewska, która zgromadziła 230 punktów.
Tuż za nimi znaleźli się Ida Nowakowska (220 punktów), Gabriel Fleszar (218 punktów), Marcin Miller (210 punktów) i Bryska (179 punktów). To właśnie ta czwórka powalczy o zwycięstwo w wielkim finale „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” już w najbliższy piątek.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki
Będziecie oglądać wielki finał “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



































Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
showbiz4 dni temuPiotr Mróz OCENIŁ Julię Wieniawę w „TzG”. Na to zwrócił szczególną uwagę
-
showbiz4 dni temuTo będzie HIT nowej edycji „Tańca z Gwiazdami”. Zgodzi się na udział?
-
showbiz5 dni temuZnana aktorka wystąpi wiosną w „Tańcu z Gwiazdami”? „Pani już zakontraktowana”
-
news2 dni temuAnna Mucha ZNIKNIE z „M jak miłość”? Jest oficjalny komentarz
-
news3 dni temuTarnowska i Bagi wygrali milion w „Milionerach”? Zobacz, kiedy oglądać [WIDEO]
-
showbiz4 dni temuKamil Kuroczko zdradził prawdę o Ewie Kasprzyk za kulisami „TzG”. Zaskoczeni?
-
news3 dni temuMargareta i Mohamed robią furorę w TTV? Wyniki programu dają do myślenia
-
news5 dni temuKinga Rusin WRACA do telewizji? Ujawniła, z kim prowadzi rozmowy






Dodaj komentarz