Śledź nas

news

Tomasz Samborski: Po dziesięciu latach znów prowadzi swój kultowy program!

Opublikowano

w dniu

Wywiad został przeprowadzony w marcu 2012 roku na zlecenie jednego z poczytnych tygodników, który zamieścił tylko jego fragmenty. Dotąd nigdzie nie ukazł się w całości. Dziś publikujemy wszystko, na ogromną prośbę i liczne listy wielkiej fanki Tomka i Shazzy – Karoliny Tryniszewskiej.

Życzymy przyjemnej lektury!

Niezapomniany prezenter „Disco relaxu” ma powody do radości, bowiem jego bijący w latach 90 – tych rekordy oglądalności program znów powrócił na antenę. Prywatnie najlepszy przyjaciel i menager Shazzy, szczęśliwy ojciec trzech córek, człowiek pełen pomysłów. Z pewnością jeszcze nie raz nas zaskoczy.

W 2002 roku telewizja Polsat wyemitowała ostatni odcinek programu „Disco relax”. Wraz z nim pan również zniknął z ekranu. Co się z panem działo w ciągu dziesięciu lat medialnego niebytu?

Można powiedzieć, że przez ostatnie dziesięć lat zajmowałem się wychowywaniem dzieci (uśmiech). Z perspektywy czasu uważam, że wcale źle się nie stało. Dzięki temu, że Polsat postanowił zrezygnować z programu, który prowadziłem, zyskałem sporo czasu dla rodziny. Poza tym ciągle zajmowałem się muzyką, komponowałem nowe piosenki, produkowałem utwory dla dzieci, grywałem koncerty z Shazzą.

Niewiele osób wie, ale ma pan aż trzy córki. W jakim wieku są dziewczynki?

Tak, mam trzy wspaniałe córki. Dominika ma 12 lat, Martynka 7 i Lena 3. Dzieci to wielka radość w życiu.

Odziedziczyły po tacie miłość do muzyki?

Najstarsza – Dominika bardzo lubi śpiewać, gra na gitarze, potrafi też coś zagrać na instrumencie klawiszowym, ale nie chodzi do szkoły muzycznej. Cieszy mnie, że robi to spontanicznie. Najważniejsze, żeby muzyka była przyjemnością, a nie przymusem. Szkoła muzyczna to są jednak godziny spędzone na ćwiczeniach i ograniczenia jeśli chodzi o uprawianie sportów.

Otaczają pana same kobiety, w domu cztery, pracuje pan z piątą. Szczęściarz z pana.

Nie mam konkurencji. To jest strasznie fajne (śmiech). Zdążyłem przyzwyczaić się do takiego stanu rzeczy i powiem więcej – cieszy mnie ta sytuacja. Moje dziewczyny zapewniają mi wiele atrakcji.

Jak reagują dziewczynki, kiedy widzą tatę w telewizji?

Dla nich to jest oczywiście nowość. Kiedy prowadziłem „Disco relax” w Polsacie, to najstarsza była zbyt mała, żeby cokolwiek pamiętać. W każdym razie teraz wszystkie są bardzo zainteresowane tym, co robię. Niedawno miała miejsce bardzo zabawna sytuacja, kiedy wszedłem do domu, a one oglądały jakąś powtórkę programu. Wtedy średnia wstała, zaczęła mi się przyglądać i mówi: „tata, dlaczego ty jesteś tu i jesteś tam… Tam masz inną koszulkę, tu masz żółtą, a tam masz czerwoną”. Ona nie mogła zrozumieć, że ojciec może być w tym samym czasie w telewizorze i w domu. Zresztą do tej pory nie mogę jej tego wytłumaczyć (śmiech).

Podobno każdy mężczyzna marzy o tym by mieć syna. Pan także?

Gdybym miał syna to z pewnością też bym się bardzo cieszył, ale muszę się uczciwie przyznać, że zawsze chciałem mieć córki… i mam (uśmiech).

Uważa pan, że „Disco relax” w nowej formule powtórzy sukces tego sprzed lat?

Obecny „Disco relax” na pewno nie będzie miał tak licznej widowni, jak ten nadawany przed laty przez Polsat, m.in. dlatego, że stacja Polo Tv, w której jest emitowany ma nieco inne dotarcie do społeczeństwa. Wielu ludzi jeszcze nie zna tego kanału, jednak mimo wszystko mamy bardzo dobrą oglądalność.

Pamięta pan swoją reakcję na wiadomość, że program, który cieszy się kilkumilionową oglądalnością nagle trzeba przestać nagrywać?

Przyjąłem to bardzo spokojnie. Poprzedni „Disco relax” gościł na antenie Polsatu przez siedem lat. Tak naprawdę zawsze liczyłem się z tym, że ten moment kiedyś musi nastąpić. Nie przeżywałem z tego powodu żadnych stresów. Od początku byłem świadomy faktu, że „nic nie może wiecznie trwać”… Polsat, kojarzony w dużej mierze z muzyką disco polo w pewnym momencie podjął decyzję, że należy zmienić wizerunek stacji, więc trzeba było po prostu zakończyć współpracę.

Zanim został pan prowadzącym „Disco relax” był zespół Toy Boys, w którym pan grał i śpiewał. Szło wam całkiem nieźle. Dlaczego zawiesiliście jego działalność?

Ktoś mi delikatnie wytłumaczył, że trochę nie wypada prowadzącemu puszczać swoich video clipów. Musiałem zdecydować, czy śpiewam, czy prowadzę program. Wybrałem to drugie i dziś z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nie żałuję tej decyzji.

Zabiegał pan o to, żeby „Disco relax” ponownie pojawił się w telewizji?

Nie. Propozycja powrotu wyszła od stacji Polo Tv, nastawionej  przede wszystkim na promowanie muzyki disco polo. Później zaczęliśmy prowadzić rozmowy, aż w końcu doszło do współpracy, która póki co układa się pomyślnie.

Nie obawiał się pan, że obecny program okaże się klapą?

Był mały stres, czy po dziesięciu latach wciąż ludzie będą chcieli oglądać program w nieco odmienionej formule i czy wszystko inne będzie oky. Na szczęście nowy „Disco relax” zyskał aprobatę wśród widzów, więc moje obawy zostały rozwiane.

Jest pan autorem największych hitów Shazzy, m.in. „Bierz co chcesz”, „Tak bardzo zakochani”, „Noc róży”. Ma pan swój sprawdzony przepis na przebój?

Muzykę trzeba przede wszystkim czuć. Wydaje mi się, że nie istnieje sprawdzony przepis na przebój. Czasem artysta siada przy instrumencie ze z góry założonym planem, iż skomponuje przebój. Później okazuje się, że napisał dziesięć utworów, ale żaden nie porywa. Innym razem ktoś pisze utwory, bo taką ma potrzebę serca i później jeden, czy dwa z nich stają się hitami. Często jest to kwestia przypadku, nieraz talentu, albo doskonałego wyczucia rynku muzycznego. Pomysły na Magdy piosenki często przychodziły mi w nocy. Potrafiłem wstać z łóżka około godziny trzeciej, włączać sprzęt i komponować. Właśnie w takich nocnych okolicznościach powstało „Bierz co chcesz”.

Ludzie was kochali, a branża muzyczna krytykowała. Trudno było z tym żyć?

Krytyka była ostra, ale czym się miałem przejmować, skoro stało za mną osiem milionów widzów. Miałem publiczność, więc nadal robiłem swoje, a zespoły, które prezentowałem znajdowały tu miejsce na promocję twórczości. Ja robiłem program przede wszystkim dla ludzi. Zespoły mogły prezentować swoje clipy. To, że nagrania były lepsze, czy gorsze nikogo nie dziwiło, tak było i jest nadal. U nas każdy miał okazję się zaprezentować. Byliśmy otwarci na wykonawców z całej Polski, a widzowie pisząc do nas setki listów wybierali najlepszych i tych graliśmy częściej.

Polsat zrezygnował z programów promujących disco polo i nagle o tej muzyce zrobiło się cicho.

Kiedy zdjęto z anteny „Disco relax” to faktycznie nastąpił spadek popularności disco polo, z tego względu, że zespoły straciły miejsce, w którym mogły się prezentować, a w innych kręgach nie miały możliwości. Skoro nie było już programu, to nie było sensu nagrywania płyt, zrobiło się również mniejsze zapotrzebowanie na koncerty.

Jakieś pięć lat temu ogłoszono wielki powrót disco polo. Uważa pan, że ludzie przestali się wstydzić tego, co wnosi radość w ich życie?

Na pewno inaczej do tego podchodzą. W latach 90 – tych pojawiła się swego rodzaju nagonka na disco polo, wszyscy mówili, że to wiocha i obciach, ale po kilku latach przerwy, znów pojawiło się zainteresowanie tą muzyką, szczególnie w kręgach studenckich. Ci ludzie, którzy mieli wtedy po 8, czy po 12 lat, mając lat dwadzieścia kilka mieli miłe wspomnienia z czasów dzieciństwa, kiedy to w niedzielne poranki słuchali sobie nienerwowo melodyjnych utworów i w pewnym momencie jakby na nowo je odkryli i znów zaczęli się przy tym bawić. Młodzi ludzie traktują dziś tę muzykę jako świetną rozrywkę.

Wciąż jednak nie ma was na tzw. salonach.

Wcale się z tym źle nie czujemy. Owszem przychodzą czasem zaproszenia, ale z nich nie korzystamy. Nie lubię sztucznej, napompowanej atmosfery. W Polsce nie ma gwiazd, a jedynie wykonawcy, lepsi, bądź gorsi. Gwiazdą jest ktoś, kto gromadzi na stadionie Wembley sto tysięcy ludzi, tak jak Madonna, czy George Michael, a u nas o czymś takim można sobie jedynie pomarzyć. Wolę spędzić czas z rodziną lub przyjaciółmi niż brać udział w czymś, co przypomina cyrk.

Mówi się, że połowa sukcesu Shazzy to pana zasługa. Jak jest naprawdę?

Naszą przygodę z muzyką, która trwa już blisko dwadzieścia lat i nic nie wskazuje na to, by miała się zakończyć, zaczynaliśmy razem, razem przeszliśmy przez wszystkie trudności i sukcesy, więc z pewnością zasłużyłem na połowę (śmiech)

Czuje się pan odpowiedzialny za karierę Shazzy?

Skoro połowa Shazzy to ja, to oczywiście, że czuję się odpowiedzialny, szczególnie za repertuar i jego następstwa.

Jest pan dobrym menagerem?

Menager to za dużo powiedziane. Magda po prostu ma do mnie zaufanie i zna moje intencje. Wcale nie miałem być żadnym menagerem, stałem się nim naturalną siłą rzeczy i tak już zostało.

Krążą plotki, że Magda jest trudna we współpracy. To prawda?

Kobiety ogólnie są trudne do współpracy i z tego co wiem, to nie jest tylko moja opinia. Jeśli chodzi o Magdę, to zależy jaki ma dzień, ale chyba nie jest tak źle, skoro wytrzymałem aż tyle lat (śmiech). Czasem zaproponuję jej coś, ona się najpierw zgodzi, a potem sobie przemyśli i mówi, że jednak nie. Muszę więc wyłożyć szereg argumentów „za” i przekonywać ją, żeby było tak jak ja chcę, ale nie zawsze mnie słucha (uśmiech).

Pana żona Ola nie jest zazdrosna o Magdę?

Raczej nie. Kiedyś może troszeczkę była zazdrosna, ale później przyzwyczaiła się, że łączy nas jedynie przyjaźń i praca. Jest mądrą kobietą i rozumie, że czasem musimy pojechać razem z Magdą na koncert.

Ludzie nie wierzą w tę waszą przyjaźń.

Plotki zawsze były i będą. Nie będziemy z tym walczyć (uśmiech).

Jakie ma pan palny na przyszłość, zarówno muzyczne, jak i życiowe?

Przyszłość, tak jak i przeszłość wiążę oczywiście z muzyką. Ciągle coś nagrywamy i powoli szykujemy się z Shazzą do letnich koncertów plenerowych. Życie mam w miarę ustabilizowane. Jestem zadowolonym z życia, szczęśliwym człowiekiem. Praca przynosi mi satysfakcję, bardzo lubię to, co robię i dobrze się w tym czuję.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Martyna Rokita 

 

 

 

news

Macudzińska ODPOWIADA Pajączkowskiej po „Królowej Przetrwania”. Ostro?

Opublikowano

w dniu

przez

Choć emocje po finale „Królowej Przetrwania” powinny już opadać, wygląda na to, że najgłośniejsze konflikty dopiero wychodzą na światło dzienne. Jedna z uczestniczek postanowiła publicznie odnieść się do kontrowersyjnych wypowiedzi swojej koleżanki z programu i nie zamierzała owijać w bawełnę. Przeczytaj całość już teraz!

Najnowsza edycja „Królowej Przetrwania” bez wątpienia zapisze się w pamięci widzów jako jedna z najbardziej burzliwych odsłon programu. Przez wiele tygodni uczestniczki dostarczały fanom show ogromnych emocji, a napięcia między nimi wielokrotnie stawały się głównym tematem internetowych dyskusji.

W gronie bohaterek programu znalazły się między innymi Nicol Pniewska, Izabela Macudzińska, Monika Jarosińska, Agnieszka Grzelak, Karolina Pajączkowska, Ilona Felicjańska oraz Dominika Tajner. Każda z uczestniczek miała własny pomysł na grę, jednak nie wszystkim udało się uniknąć konfliktów i nieporozumień.

Po zakończeniu emisji programu szczególnie głośno zrobiło się wokół wypowiedzi Karoliny Pajączkowskiej, która w jednym z wywiadów zdecydowała się opowiedzieć o kulisach produkcji. Jej słowa szybko odbiły się szerokim echem i wywołały falę komentarzy wśród internautów.

Była gwiazda Telewizji Polskiej sugerowała między innymi, że na planie pojawiał się alkohol, a uczestniczki nie zawsze miały zapewnione odpowiednie warunki. Wypowiedź ta nie wszystkim przypadła jednak do gustu, zwłaszcza osobom, które brały udział w tej samej edycji programu.

POLECAMY: Andziaks i Ola Nowak gwiazdami programu „Girls of Warsaw”. Kiedy premiera?

Izabela Macudzińska wyjaśnia Karolinę Pajączkowską

Do całej sytuacji odniosła się Izabela Macudzińska, która pojawiła się w programie „Party u Simony”. Gwiazda nie ukrywała, że nie zgadza się z narracją przedstawianą przez swoją koleżankę z reality show i postanowiła przedstawić własną wersję wydarzeń.

“Z tym wywiadem kompletnie się nie zgadzam. Bardzo nie podobał mi się Karoliny wywiad i mimo, że wyszłam z nią z programu, spędziłam z nią trochę czasu… (…) ja na początku o Karolinie miałam różne zdanie, nie wiedziałam co o niej myśleć, później miałam pieczątkę bo jej zachowanie i jakby wyolbrzymianie tego, że ona jest najlepsza, najcudowniejsza itd. i sztuczny płacz, jak odchodziła Dominika, którą znała dwa dni więc ja już wiedziałam jaka jest” – wyznała gwiazda “Królowych życia”.

Szczególnie dużo emocji wzbudził temat alkoholu na planie. To właśnie ten wątek stał się jednym z najczęściej komentowanych po wywiadzie Karoliny Pajączkowskiej. Izabela Macudzińska postanowiła odnieść się do tych doniesień w bardzo bezpośredni sposób.

Jak przyznała, alkohol rzeczywiście pojawiał się podczas nagrań, jednak jej zdaniem przedstawianie tej kwestii w sensacyjnym tonie jest dużym nadużyciem. Według gwiazdy były to niewielkie ilości, które nie miały większego wpływu na przebieg programu.

Najbardziej wymowny komentarz padł jednak wtedy, gdy Macudzińska zwróciła uwagę na fakt, że sama Pajączkowska również korzystała z dostępnego alkoholu. Tym samym dała jasno do zrozumienia, że nie rozumie obecnych zarzutów kierowanych pod adresem produkcji.

“Karolina też spożywała ten alkohol” – stwierdziła Macudzińska.

Słowa Izabeli Macudzińskiej błyskawicznie obiegły media społecznościowe i wywołały kolejną falę komentarzy. Część internautów stanęła po stronie celebrytki, inni natomiast bronili Karoliny Pajączkowskiej, podkreślając, że każdy uczestnik może mieć własne spojrzenie na wydarzenia, które rozgrywały się za kulisami programu.

Jedno jest pewne – choć finał „Królowej Przetrwania 3” został już wyemitowany, emocje wokół tej edycji wciąż nie słabną. Wręcz przeciwnie, kolejne wywiady uczestniczek ujawniają nowe kulisy programu i pokazują, że była to odsłona pełna napięć, sporów i niezapomnianych dramatów. Wszystko wskazuje na to, że jeszcze przez długi czas fani będą wracać do wydarzeń, które rozegrały się zarówno przed kamerami, jak i poza nimi.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Doda MIAŻDŻY Skolima: „Zajmij się sprzedawaniem swojej kiełbasy”

Polubiliście Karolinę Pajączkowską w “Królowej przetrwania”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Izabela Macudzińska (fot. screen YouTube TVN.pl)
Karolina Pajączkowska (fot. screen YouTube TVN.pl)
Iza Macudzińska-Borowiak (fot. zdjęcie prywatne przeAmbitni.pl)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Andziaks i Ola Nowak gwiazdami programu „Girls of Warsaw”. Kiedy premiera?

Opublikowano

w dniu

przez

Miliony obserwatorów śledzą każdy ich ruch, ale to, co pokazują w mediach społecznościowych, jest tylko częścią rzeczywistości. Już wkrótce widzowie zajrzą za kulisy życia najpopularniejszych influencerek w Polsce i zobaczą to, czego do tej pory nie pokazywały publicznie. Dowiedz się więcej o nowej produkcji!

Prime Video przygotowuje kolejną polską produkcję oryginalną, która może wzbudzić ogromne zainteresowanie zarówno wśród fanów influencerów, jak i osób ciekawych świata mediów społecznościowych. Platforma oficjalnie ogłosiła kolejne bohaterki serialu dokumentalnego „Girls of Warsaw”, którego premiera zaplanowana jest jeszcze na ten rok.

Wcześniej potwierdzono już udział Jessiki Mercedes oraz Klaudii Sadownik, a teraz do tego grona dołączają kolejne znane nazwiska. Bohaterkami produkcji zostały również Angelika Trochonowicz, szerzej znana jako Andziaks oraz Ola Nowak. Obie od lat należą do najbardziej rozpoznawalnych twórczyń internetowych w Polsce i zgromadziły wokół siebie miliony obserwatorów.

Nowy serial dokumentalny ma pokazać znacznie więcej niż tylko kolorowe kadry znane z Instagrama, TikToka czy YouTube’a. Twórcy zapowiadają, że widzowie zobaczą kulisy życia influencerek, ich codzienne obowiązki, zawodowe wyzwania oraz emocje, które zazwyczaj pozostają ukryte przed odbiorcami.

Kamery będą towarzyszyć bohaterkom zarówno podczas pracy, spotkań biznesowych i realizacji kolejnych projektów, jak i w prywatnych momentach. To właśnie te mniej oczywiste sytuacje mają stanowić jeden z najciekawszych elementów całej produkcji.

Szczególne zainteresowanie może wzbudzić udział Andziaks, która od wielu lat buduje swoją pozycję jako jedna z najpopularniejszych influencerek lifestyle’owych w kraju. Internauci śledzą jej podróże, rodzinne życie oraz codzienność związaną z macierzyństwem. Dzięki serialowi będą mieli okazję zobaczyć również kulisy funkcjonowania jednej z największych internetowych marek osobistych w Polsce.

Równie dużą popularnością cieszy się Ola Nowak, która od 2015 roku konsekwentnie rozwija swoją działalność w mediach społecznościowych. Twórczyni znana jest przede wszystkim z treści związanych z modą, urodą oraz lifestylem. Przez lata udało jej się stworzyć silną społeczność wiernych odbiorców, którzy regularnie śledzą jej aktywność.

POLECAMY: Oliwia ze „ŚOPW” przerwała milczenie. „Prawda jest znacznie bardziej bolesna”

„Girls of Warsaw” podbije serca widzów?

Twórcy produkcji podkreślają, że „Girls of Warsaw” nie będzie jedynie opowieścią o sukcesach i luksusowym stylu życia. Serial ma pokazać także mniej widoczną stronę internetowej popularności, w tym presję związaną z nieustanną obecnością w sieci oraz oczekiwaniami milionów obserwatorów.

Widzowie zobaczą bohaterki zarówno w chwilach triumfu, jak i podczas momentów zwątpienia, zmęczenia czy samotności. To właśnie ten kontrast pomiędzy idealnym obrazem prezentowanym w social mediach a prawdziwym życiem ma stanowić główną oś całej produkcji.

Za realizację serialu odpowiada Papaya Films, które ma już na swoim koncie wiele głośnych projektów dokumentalnych. Firma współpracowała wcześniej z Prime Video przy produkcjach „Lewandowski – Nieznany”, „Kuba”, „Szczęsny” oraz serialu poświęconym Dorocie Rabczewskiej, czyli Dodzie.

Producentem serialu został Kacper Sawicki, natomiast funkcję showrunnerki powierzono Magdzie Smoleńskiej. Na ten moment Prime Video nie ujawniło jeszcze dokładnej daty premiery „Girls of Warsaw”. Wiadomo jednak, że serial trafi do widzów jeszcze w tym roku i już teraz zapowiada się jako jedna z najgłośniejszych polskich produkcji dokumentalnych ostatnich miesięcy. Dla fanów influencerek będzie to wyjątkowa okazja, by zobaczyć ich świat bez filtrów, idealnych kadrów i starannie wyreżyserowanych publikacji.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Polsat KOŃCZY produkcję kultowego hitu? Te wieści zasmucą fanów

Będziecie oglądać nowy serial „Girls of Warsaw”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Andziaks i Ola Nowak (fot. zdjęcie prasowe Prime Video)
Ola Nowak (fot. zdjęcie prasowe Prime Video)
Andziaks (fot. zdjęcie prasowe Prime Video)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Doda MIAŻDŻY Skolima: „Zajmij się sprzedawaniem swojej kiełbasy”

Opublikowano

w dniu

przez

Jedna wypowiedź wystarczyła, by w polskim show-biznesie rozpętała się prawdziwa burza. Gdy Skolim skrytykował pomysł wsparcia dla artystów, odpowiedź jednej Dody była natychmiastowa i niezwykle mocna. Dowiedz się więcej, co powiedziała!

Dyskusja wokół planowanego systemu wsparcia emerytalnego dla artystów od kilku tygodni budzi ogromne emocje. Zwolennicy projektu przekonują, że wielu twórców przez lata pracowało bez stabilnych świadczeń i dziś znajduje się w trudnej sytuacji finansowej. Przeciwnicy z kolei uważają, że państwo nie powinno finansować takich rozwiązań z pieniędzy podatników.

Jedną z osób, które zdecydowanie sprzeciwiły się temu pomysłowi, był Skolim. Podczas pikniku w Czeremsze muzyk nie krył swojego oburzenia i w bardzo ostrych słowach odniósł się do idei finansowania emerytur dla artystów z budżetu państwa.

“Pojechałem dzisiaj na live o tych k****ch artystach. Domagają się emerytur, a dzieci oczekują na zbiórki. Państwo polskie nie ma na zbiórki. Artyści albo ci starzy przechlali całą karierę, p*******i, albo ci młodzi robią taką c*****ą muzykę czy obraz, że nikt tego nie chce oglądać, a domagają się naszych pieniędzy. Nie ma na to naszej racji. (…) Nigdy na to nie pozwolę” — mówił.

To jednak nie był koniec. W kolejnym nagraniu artysta ponownie poruszył ten temat, zwracając się bezpośrednio do uczestników wydarzenia. Jego słowa szybko zaczęły krążyć po mediach społecznościowych, wywołując skrajne reakcje.

“Nie możemy się godzić na to, żeby z naszych podatków jakieś k***y miały pieniądze. (…) Takie jest moje zdanie. Przepraszam, jeśli kogoś te słowa urażają” – wyznał.

POLECAMY: Oliwia ze „ŚOPW” przerwała milczenie. „Prawda jest znacznie bardziej bolesna”

Doda REAGUJE na słowa Skolima. Padły ostre słowa

Na reakcję środowiska nie trzeba było długo czekać. Szczególnie mocno na wypowiedzi muzyka zareagowała Doda, która postanowiła zabrać głos za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych. Wokalistka nie ukrywała rozczarowania słowami kolegi z branży.

“Każda osoba, która udostępnia szokującą, obrzydliwą i naprawdę ohydną wypowiedź Skolima, nie spodziewałam się po nim tego, wydawało mi się, że ma trochę więcej empatii, nie wiem może był pod wpływem czegoś, który wyzywa artystów od k***w i n********w, mówiąc, że nie zasługują na żadną pomoc rządu, bo dzieci są chore, przyczynia się do naprawdę ohydnego hejtu, który i tak mamy w nadmiarze od wielu lat i to głównie my” – powiedziała w poniedziałkowe przedpołudnie.

W dalszej części swojej wypowiedzi Doda zwróciła uwagę na to, że środowisko artystyczne jest bardzo zróżnicowane i nie można oceniać wszystkich twórców przez pryzmat pojedynczych przypadków. Jej zdaniem wśród artystów znajdują się zarówno osoby, które osiągnęły ogromne sukcesy finansowe, jak i takie, które mimo wielkiego talentu zmagają się z codziennymi problemami.

“Skolim jest dosyć młodym artystą nie znającym najwidoczniej całej branży i sugerującym się jedynie środowiskiem, z którego się wywodzi, nie mającym najwidoczniej, po tej wypowiedzi wnioskuję, pojęcia co dzieje się w środowisku artystyczny (…). Każda branża dzieli się na k***y i n********w i na osoby bardzo wartościowe, każda! Od polityków, od lekarzy, od policji, od artystów. Wkładanie wszystkich do jednego worka, bo tylko takich zna Skolim, jest bardzo krzywdzące, bo oczywiście ja też jestem 25 lat w show-biznesie i znam luci, którzy przechlali, prze****i swoje majątki, ale znam też ludzi, którzy nigdy w życiu będąc tysiąc razy bardziej utalentowani ode mnie i miliard razy utalentowani od Skolima, nawet nie zarobią 1/100 tego, co ja” – wyznała Doda.

Wokalistka podkreśliła również, że zna wielu utalentowanych twórców, którzy mimo ogromnego dorobku artystycznego nie mogą liczyć na wysokie zarobki ani finansową stabilizację.

“Najbardziej utalentowani, najbardziej wspaniali artyści, którzy mają wiele wartości, czasami nie mają co do garnka włożyć, ja też takich znam” – wtrąciła.

Najostrzejsze słowa padły jednak pod koniec jej relacji. Doda nie kryła emocji i bezpośrednio zwróciła się do Skolima, zarzucając mu brak wiedzy na temat sytuacji wielu artystów działających poza głównym nurtem show-biznesu.

“Zajmij się sprzedawaniem swojej kiełbasy Skolim, a w międzyczasie zapraszamy cię do teatru, musicalu, do miejsc, gdzie są artyści, którzy nie mieli jak prze********ć swoich finansów, bo po prostu ich nie mieli. (…) Bardzo nie sprawiedliwe i smutne słyszeć to od drugiego artysty w takim razie” – wyznała Doda.

Na zakończenie gwiazda zwróciła uwagę na jeszcze jeden aspekt całej dyskusji. Jej zdaniem wykorzystywanie argumentu dotyczącego chorych dzieci w sporze o emerytury dla artystów jest nieetyczne i prowadzi do niepotrzebnego podziału społeczeństwa.

“Wykorzystywanie chorych dzieci w tak okropnej chwili, jest bardzo nieetyczne i niesprawiedliwe. Miejmy dla siebie więcej zrozumienie. Ale żeby mieć zrozumienie, trzeba chcieć zrozumieć i nie być ignorantem. A żeby nie być ignorantem, trzeba przede wszystkim zaznajomić się z historią polskiej sztuki, kultury, muzyki, teatru, filmu” – dodała Rabczewska.

Spór pomiędzy Dodą a Skolimem błyskawicznie stał się jednym z najgłośniejszych tematów w polskim show-biznesie. W sieci nie brakuje zarówno głosów poparcia dla wokalistki, jak i osób zgadzających się z opinią muzyka. Jedno jest pewne – dyskusja o przyszłości artystów i ich zabezpieczeniu emerytalnym jeszcze długo będzie budzić ogromne emocje.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Polsat KOŃCZY produkcję kultowego hitu? Te wieści zasmucą fanów

Kto ma rację – Doda czy Skolim? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Doda (fot. screen Instagram Stories Doda) – 1 czerwca 2026
Doda (fot. screen Instagram Stories Doda) – 1 czerwca 2026
Skolim (fot. Marcin Gadomski/AKPA)
Skolim i Justyna Steczkowska (fot. Dariusz Gałązka/AKPA) – 17 maja 2026
Doda (fot. Marcin Gadomski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Oliwia ze „ŚOPW” przerwała milczenie. „Prawda jest znacznie bardziej bolesna”

Opublikowano

w dniu

przez

Program miał dać jej szansę na miłość i nowe życie. Zamiast bajkowego zakończenia pojawiły się jednak doświadczenia, które odcisnęły piętno na kolejnych latach. Po latach jedna z najbardziej rozpoznawalnych uczestniczek „Ślubu od pierwszego wejrzenia” zdobyła się na szczere wyznanie. Dowiedz się więcej

„Ślub od pierwszego wejrzenia” od lat budzi ogromne emocje wśród widzów TVN. Jedni traktują program jako niepowtarzalną szansę na znalezienie miłości, inni zarzucają mu zbyt daleką ingerencję w życie uczestników. Bez względu na opinie, kolejne edycje reality show niezmiennie przyciągają przed telewizory tysiące fanów.

Jedną z najbardziej zapamiętanych bohaterek programu była Oliwia Ciesiółka, która w czwartej edycji została połączona z Łukaszem Kuchtą. Ich relacja od samego początku wzbudzała ogromne zainteresowanie widzów. Nie brakowało zarówno romantycznych momentów, jak i trudnych sytuacji, które wystawiały ich związek na próbę.

W trakcie emisji programu wiele osób wierzyło, że para ma szansę stworzyć trwałą relację. Po zakończeniu eksperymentu na świat przyszedł nawet ich syn Franek, co wydawało się potwierdzać, że eksperci trafnie dopasowali uczestników. Z czasem okazało się jednak, że codzienność zweryfikowała te nadzieje.

Po latach Oliwia Ciesiółka wróciła wspomnieniami do udziału w programie. W rozmowie z „Faktem” przyznała, że początkowo naprawdę chciała uwierzyć, że eksperci dokonali właściwego wyboru.

“Na początku chciałam wierzyć, że dobrze nas dobrano. Weszłam w ten program z nadzieją, więc naturalnie szukałam sensu w tym, że połączono akurat nas. Relacja to nie teoria na papierze. Dopiero czas, codzienne sytuacje i to, co wydarzyło się po programie, pokazały mi rzeczy, których na początku nie mogłam zobaczyć” – wyznała w rozmowie z “Faktem”.

POLECAMY: Polsat KOŃCZY produkcję kultowego hitu? Te wieści zasmucą fanów

Oliwia Ciesiółka ujawnia kulisy hitu TVN

Dziś była uczestniczka patrzy na cały eksperyment z dużo większym dystansem. Jak przyznaje, sam casting był jedynie początkiem emocjonalnej drogi, która miała okazać się znacznie trudniejsza, niż mogła przypuszczać. Prawdziwe wyzwanie zaczęło się dopiero wtedy, gdy przyszło jej stanąć na ślubnym kobiercu obok całkowicie obcego człowieka.

W najnowszym wywiadzie Oliwia Ciesiółka podkreśliła również, że nie zamierza obarczać winą za swoje doświadczenia producentów programu ani sposobu montażu odcinków. Jej zdaniem odpowiedzialność za decyzję o wejściu do reality show spoczywa przede wszystkim na samych uczestnikach.

“Nie chcę robić sensacji ani nikogo oskarżać. Mogę mówić tylko o sobie i o tym, jak udział w “Ślubu od pierwszego wejrzenia” wpłynął na moje życie. Weszłam w to z nadzieją na miłość, a wyszłam z dużą lekcją o sobie, relacjach i granicach. (…) Nie jesteśmy ofiarami programu telewizyjnego. Zwalenie wszystkiego na producentów i montaż jest zbyt proste. Prawda jest znacznie bardziej bolesna: sami się tam zgłosiliśmy. Na własne życzenie weszliśmy przed kamery, nie mając zielonego pojęcia, co to z nami zrobi. Byliśmy dwojgiem dzieciaków poturbowanych dzieciństwem, którym wydawało się, że telewizyjny eksperyment uleczy ich braki” – wyznała.

Była uczestniczka zwróciła również uwagę na kwestię wsparcia psychologicznego oferowanego uczestnikom. Choć formalnie taka pomoc była dostępna, jej zdaniem problem pojawiał się w momencie, gdy osoba przeżywająca kryzys sama musiała rozpoznać, że potrzebuje pomocy.

“Mieliśmy numery kontaktowe i możliwość skorzystania ze wsparcia. Tego nie neguję, ale dla mnie problem był inny: w praktyce to uczestnik musiał sam rozpoznać, kiedy już nie daje rady” – dodała.

W rozmowie z „Faktem” Oliwia Ciesiółka nie ukrywała także swojego spojrzenia na mechanizmy rządzące telewizyjnymi formatami. Jak zaznaczyła, programy tego typu powstają przede wszystkim po to, by budzić emocje i przyciągać uwagę widzów.

“Nie udawajmy, że telewizja jest prywatną poradnią małżeńską. Program musi mieć emocje i przyciągać widza” – stwierdziła.

Dziś influencerka twierdzi, że nie żałuje udziału w programie, choć koszt tej decyzji był znacznie wyższy, niż mogła przypuszczać. Swoje doświadczenia opisała w e-booku „BEZ CIĘĆ”, który ma być dla niej symbolicznym zamknięciem tego etapu życia.

“Dzisiaj już nie żałuję [udziału w programie], a e-book “BEZ CIĘĆ” ostatecznie zamyka dla mnie tamten rozdział. To nie jest pamiętnik ofiary. Telewizja dała mi rozpoznawalność i nie zamierzam udawać, że jest inaczej, ale brutalnie szczerze podsumowuję w nim potworny rachunek, jaki musiałam za to zapłacić. To twarda prawda o tym, że można odnieść wizerunkowy sukces, a za zamkniętymi drzwiami zapłacić najwyższą cenę – własnym zdrowiem psychicznym” – wspomniała.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Doda wybuchła po tym pytaniu. Nagle wypaliła ws. wyroków

Lubicie oglądać “Ślub od pierwszego wejrzenia”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Oliwia Ciesiółka (fot. screen Instagram @modrafrelka)
Oliwia Ciesiółka (fot. screen Instagram @modrafrelka)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością