news
Trybson i Eliza z “Warsaw Shore” razem z dziećmi na premierze filmu!
Trybson i Eliza z “Warsaw Shore – Ekipa z Warszawy” pojawili się z dziećmi na premierze filmu “Miś Paddington 2”!
Eliza Trybała Wesołowska i Paweł “Trybson” Trybała poznali się kilka lat temu na planie pierwszej edycji reality show – “Warsaw Shore – Ekipa z Warszawy”. Trybson w programie dość nieudolnie starał się zdobyć serce Elizy, natomiast ona nie była kompletnie zainteresowana Pawłem. Dziewyczna nie ukrywała, że Trybson nie jest w jej typie, lecz jeszcze w trakcie nagrań do Ekipy z Warszawy, widzowie mieli okazję śledzić ich przelotny romans. Ten po kilku miesiącach przerodził się w prawdziwą miłość, a para zakochanych ma już dwójkę dzieci! Eliza i Trybson od czasu do czasu pojawiają się sa ściankach. Ostatnio cała rodzina zaprezentowała się na premierze filmu “Miś Paddington 2”!
HOT NEWS – Margaret zapowiada nowy singiel! Kiedy premiera?
Eliza, Trybson, Victoria i Kornelia! Ta czwórka razem wygląda naprawdę pięknie. Widać, że miłość w związku służy parze, a dziewczynki są przeszczęśliwe w towarzystwie rodziców. Na premierze familijnego filmu “Miś Paddington 2” pokazali, że tworzą prawdziwą rodzinę, ciekawe tylko, czy przygody niedźwiadka spodobały się Victorii i Kornelii. Śmiało możemy również stwierdzić, że Trybson i Eliza zupełnienie nie przypominają już siebie sprzed jeszcze kilku lat… Zgadzacie się z nami?
POLECAMY – Patryk Grudowicz o portalach randkowych! Czy sam z nich korzysta?
Zobaczcie, jak cała czwórka prezentowała się na premierze filmu:
[ngg_images source=”galleries” container_ids=”1035″ display_type=”photocrati-nextgen_basic_imagebrowser” ajax_pagination=”0″ ngg_triggers_display=”never” order_by=”sortorder” order_direction=”ASC” returns=”included” maximum_entity_count=”500″]Bądź na bieżąco z informacjami o gwiazdach – polub nas na Facebooku!
fot. StrefaGwiazd/Marcin Kmieciński
news
Andrzej Piaseczny ujawnił sekret po latach. Długo milczał na ten temat
Dla milionów widzów Eurowizja to kolorowe show i przepustka do wielkiej kariery. Jednak dla jednego z najpopularniejszych polskich wokalistów udział w konkursie stał się początkiem wyjątkowo trudnego okresu. Po latach Andrzej Piaseczny wrócił wspomnieniami do wydarzeń, które jak sam przyznaje – mocno odbiły się na jego życiu zawodowym i psychicznym. Dowiedz się więcej!
Wielki finał Eurowizji od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Dla jednych to muzyczne święto, dla innych konkurs pełen politycznych kontrowersji i niespodziewanych rozczarowań. W tym roku oczy fanów ponownie zwrócone są na reprezentantkę Polski – Alicję Szemplińską, która wystąpi w finale 70. Konkursu Piosenki Eurowizji z utworem „Pray”. Jednak zanim młoda wokalistka stanęła przed eurowizyjną publicznością, podobną drogę przeszedł Andrzej Piaseczny, który do dziś bardzo dobrze pamięta emocje związane ze swoim występem.
W 2001 roku Andrzej Piaseczny reprezentował Polskę podczas konkursu w Kopenhadze z utworem „2 Long”. Wokalista był wówczas jednym z największych gwiazdorów polskiej sceny muzycznej i wielu liczyło na spektakularny sukces. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Polska zajęła dopiero 20. miejsce, a występ artysty szybko został uznany za jedno z największych eurowizyjnych rozczarowań tamtych lat. Do dziś najlepszym wynikiem Polski pozostaje drugie miejsce Edyty Górniak z 1994 roku i piosenka „To nie ja!”.
Choć dziś trener “The Voice Senior” podchodzi do tamtych wydarzeń z dużo większym dystansem, nie ukrywa, że sam udział w Eurowizji był dla niego ogromnym przeżyciem. „Oczywiście dla mnie to było wielkie doświadczenie, więc w ogóle nie żałuję tego, co się stało” – przyznał w rozmowie z „Faktem”. Wokalista podkreślił, że mimo wszystko udział w konkursie nauczył go bardzo wiele i pozwolił spojrzeć na swoją karierę z zupełnie innej perspektywy.
Artysta z humorem wspomniał również jeden z najbardziej pamiętnych momentów swojego występu – sceniczne zrzucenie futerka, które po latach stało się wręcz kultowym fragmentem polskiej historii Eurowizji. Andrzej Piaseczny postanowił podejść do sprawy z dystansem i zażartował: „Snoop Dogg zrobił to potem 50 razy i było fajnie. A ja tylko raz i nie poszło”. Ten komentarz błyskawicznie rozbawił fanów i pokazał, że wokalista potrafi dziś patrzeć na swoje eurowizyjne doświadczenie z dużo większym spokojem.
POLECAMY: Gamou Fall i Hanna Żudziewicz przerwali milczenie po finale “Tańca z Gwiazdami”. Ta deklaracja mówi wszystko
Andrzej Piaseczny długo milczał o tym, co przeżył po Eurowizji. Teraz powiedział wszystko
Po zakończeniu eurowizyjnej przygody rzeczywistość okazała się dla Andrzeja Piasecznego znacznie bardziej brutalna, niż mógł się spodziewać. Wokalista przyznał, że zamiast nowych propozycji i zawodowego rozpędu pojawiło się nagłe wyciszenie wokół jego osoby. Przez długi czas mierzył się z poczuciem niepewności i zastanawiał się, czy publiczność nadal chce oglądać go na scenie. To właśnie wtedy przyszły momenty zwątpienia, które jak sam podkreśla – były jednymi z najtrudniejszych w jego karierze.
“Nikt nie pamięta już tej mojej Eurowizji, bo po niej miałem taki moment, że miałem bardzo mocne pytanie w głowie. Choćby dlatego, że przestano mnie zapraszać na koncerty. W ogóle miałem dwa sezony niemalże puste. I wtedy człowiek musi sobie zadać pytanie, czy aby na pewno chcę robić to, co robił z tego powodu” – zaskoczył Piaseczny.
Ogromnym problemem okazał się również stres związany z samym konkursem. Dziś wielu artystów otwarcie mówi o presji, jaka towarzyszy Eurowizji, ale w tamtych czasach temat zdrowia psychicznego praktycznie nie istniał w przestrzeni publicznej. Zapytany o poziom napięcia przed występem, Andrzej Piaseczny odpowiedział krótko: „zdecydowanie za duży”. Wokalista nie ukrywa, że emocje związane z konkursem były momentami wręcz przytłaczające.
W najtrudniejszych chwilach ogromnym wsparciem okazała się dla niego rodzina i najbliżsi. Artysta wielokrotnie podkreślał, że właśnie dzięki nim udało mu się przetrwać zawodowy kryzys i odzyskać motywację do dalszego działania.
“Jeśli chodzi o kwestie osobiste, rodzinne i tak dalej, zawsze rodzina mnie wspierała i cieszę się, że mam takich ludzi, którzy są dla mnie bardzo, bardzo wyrozumiali” – wspomniał.
Andrzej Piaseczny zwrócił również uwagę na to, jak trudne bywa życie muzyka i jak bardzo różni się ono od codziennego rytmu większości ludzi. Artysta przyznał, że pogodzenie kariery scenicznej z życiem prywatnym wymaga ogromnej cierpliwości i zrozumienia ze strony partnerów oraz rodziny.
“My w domach jesteśmy gośćmi. Nie prowadzimy takiego życia rodzinnego jak wiele osób, że macie regularną pracę. Dlatego potrzebujemy partnerów, partnerek, którzy są wyrozumiali i przyjmują nas takimi, jacy jesteśmy. Z tym że często nas nie ma” – stwierdził.
Dziś historia Andrzeja Piasecznego pokazuje, że Eurowizja może być zarówno wielką szansą, jak i niezwykle trudnym doświadczeniem. Za błyszczącą sceną, światłami i milionami widzów często kryją się ogromna presja, stres i zawodowe ryzyko. Mimo bolesnych wspomnień artysta nie odwrócił się jednak od muzyki i udowodnił, że nawet po najtrudniejszych momentach można wrócić silniejszym.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Bogdan Trojanek przerwał milczenie ws. Viki Gabor. Padły mocne słowa
Cenicie twórczość Andrzeja Piasecznego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
news
Gamou Fall i Hanna Żudziewicz przerwali milczenie. Ta deklaracja mówi wszystko
Finał 18. edycji „Tańca z gwiazdami” wywołał ogromne emocje, ale prawdziwe poruszenie zaczęło się dopiero po zakończeniu programu. Zwycięzcy niespodziewanie zdradzili kulisy swojej relacji, a ich słowa natychmiast rozpaliły wyobraźnię widzów. Czy to koniec ich wspólnej przygody, czy dopiero początek czegoś znacznie większego? Dowiedz się więcej!
Finałowy odcinek 18. sezonu „Tańca z Gwiazdami”, wyemitowany 10 maja na antenie Polsatu, jak co roku przyciągnął przed telewizory tysiące widzów. Emocje sięgały zenitu, ponieważ o Kryształową Kulę walczyły aż cztery pary, które przez wiele tygodni zachwycały publiczność swoimi występami. Ostatecznie największy triumf przypadł parze numer 10 – Gamou Fallowi i Hannie Żudziewicz, którzy od początku programu byli jednymi z największych faworytów widzów.
“Brawo; Od początku Wam kibicowałam; Zasłużony wynik; Na takie rozstrzygnięcie czekałam od marca; Wiedziałam, że tak będzie; Ależ się cieszę” – pisali fani pod postem na Instagramie stacji.
Ich zwycięstwo dla wielu fanów było ogromnym wzruszeniem, ale sami zainteresowani wciąż nie mogą uwierzyć w to, co wydarzyło się na parkiecie. Para pojawiła się kilka dni po finale w programie „Halo tu Polsat”, gdzie opowiedziała o emocjach, które towarzyszą im po wygranej. Gamou Fall nie ukrywał, że sukces programu nadal wydaje mu się czymś nierealnym.
“Ogromne to było zaskoczenie. Do mnie w dalszym ciągu to chyba nie doszło. Tak patrzę na to wszystko i mam takie poczucie, że to nie przydarzyło się nam” – powiedział Gamou Fall w rozmowie z Krzysztofem Ibiszem i Ewą Wachowicz w piątkowym wydaniu “Halo tu Polsat”.
Dla wielu widzów największym zaskoczeniem okazało się jednak to, że sam aktor wcale nie zakładał, iż zajdzie w programie tak daleko. Jak przyznał na antenie, od początku zależało mu przede wszystkim na autentyczności i dobrej zabawie, a nie na samym zwycięstwie.
“My zawsze mieliśmy taką zasadę, że skupialiśmy się na kolejnym kroku, nigdy nie myśleliśmy o finale. Zależało nam na tym, żeby kilka fajnych pamiątek z tego programu zrobić sobie i widzom” – mówił Gamou Fall.
POLECAMY: Bogdan Trojanek przerwał milczenie ws. Viki Gabor. Padły mocne słowa
Już dłużej tego nie ukrywają. Gamou i Hanna ujawnili, co dalej po programie
Ogromną rolę w sukcesie aktora odegrała oczywiście Hanna Żudziewicz, która od pierwszych treningów wierzyła w potencjał swojego partnera. Tancerka podkreślała, że mimo braku doświadczenia tanecznego, Gamou Fall od początku imponował jej pracowitością i determinacją.
“[Był] bardzo pojętnym i pracowitym, bo jak my się pierwszy raz spotkaliśmy, to widziałam, że on nigdy nie miał styczności z tańcem” – mówiła na antenie Polsatu.
Finał programu był wyjątkowy również z innego powodu. Prywatnie Hanna Żudziewicz od dwóch lat jest żoną Jacka Jeschke, który w tej samej edycji programu tańczył z Magdaleną Boczarską. Obie pary spotkały się w wielkim finale, co dla widzów było jednym z najbardziej emocjonujących momentów całego sezonu. W sieci pojawiło się mnóstwo komentarzy zachwyconych fanów, którzy podkreślali, że dawno nie widzieli w programie tak prawdziwych emocji.
Sama Hanna Żudziewicz nie ukrywała, jak wiele znaczyło dla niej wsparcie męża podczas finałowego wieczoru. Tancerka bardzo emocjonalnie opowiadała o chwili ogłoszenia wyników i o tym, jak wygląda ich relacja poza kamerami.
“Jak widać po tym momencie, kiedy ogłoszono wyniki, bardzo się cieszył. My jesteśmy małżeństwem, więc się wspieramy i takie momenty, ze dzielimy ten parkiet w finale ‘Tańca z gwiazdami, ja życzę każdemu takich momentów. To jest naprawdę moment do zapamiętania. Wiem, że mój mąż mnie kocha i wspiera zawsze”– mówiła Żudziewicz.
Choć rywalizacja była niezwykle zacięta, uczestnicy programu podkreślają, że za kulisami panowała wyjątkowa atmosfera. To właśnie relacje między uczestnikami okazały się dla wielu z nich największą wartością całej przygody. Gamou Fall przyznał wprost, że najbardziej będzie wspominał właśnie ludzi i emocje, które towarzyszyły wszystkim przez ostatnie tygodnie.
“Największą pamiątką będzie dla mnie ta atmosfera między nami. Do samego końca byliśmy zgraną ekipą, to było naprawdę piękne” – stwierdził.
Po finale nie mogło zabraknąć również pytań o przyszłość zwycięskiej pary. Widzowie od dawna spekulują, czy taneczna chemia między aktorem a tancerką może oznaczać kolejne wspólne projekty. Odpowiedź Gamou Falla natychmiast rozbudziła emocje fanów. „Na pewno nie chciałbym tego porzucać” – przyznał tajemniczo aktor, dając jasno do zrozumienia, że taniec stał się dla niego czymś znacznie więcej niż tylko telewizyjną przygodą.
Jeszcze więcej emocji wywołały słowa Hanny Żudziewicz, która również nie zamknęła drzwi do dalszej współpracy z aktorem. „Na pewno jeszcze razem zatańczymy” – zapowiedziała z uśmiechem.
Jedno jest pewne – 18. edycja „Tańca z Gwiazdami” przejdzie do historii jako jedna z najbardziej emocjonalnych odsłon programu. Zwycięstwo Gamou Falla i Hanny Żudziewicz pokazało, że widzowie wciąż najbardziej kochają autentyczność, prawdziwe emocje i historie, które rodzą się na ich oczach.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kto wygrał 13. edycję „Must Be The Music”? Widzowie wybrali [RELACJA]
Czy Gamou Fall zasłużenie wygrał “Taniec z Gwiazdami”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!









Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Bogdan Trojanek przerwał milczenie ws. Viki Gabor. Padły mocne słowa
Wokół życia prywatnego Viki Gabor od miesięcy narasta ogromne zamieszanie. Gdy wydawało się, że temat tajemniczego „romskiego ślubu” powoli ucichł, pojawiły się nowe słowa, które ponownie wywołały lawinę komentarzy. Tym razem głos zabrał sam Bogdan Trojanek i powiedział wprost, jak dziś wygląda sytuacja młodej wokalistki. Dowiedz się więcej!
Jeszcze do niedawna Viki Gabor kojarzona była przede wszystkim z muzycznymi sukcesami, koncertami i rozwijaniem międzynarodowej kariery. Młoda wokalistka przez lata budowała wizerunek artystki skupionej głównie na scenie i nowych projektach zawodowych, unikając większych kontrowersji czy publicznego opowiadania o życiu prywatnym.
Wszystko zmieniło się jednak pod koniec ubiegłego roku. To właśnie wtedy internet obiegły zaskakujące informacje dotyczące rzekomego ślubu wokalistki z Giovannim – wnukiem romskiego celebryty Bogdana Trojanka. Temat błyskawicznie stał się jednym z najgłośniejszych w polskim show-biznesie i wywołał ogromne poruszenie wśród fanów.
Iskrą zapalną okazały się słowa samego Bogdana Trojanka, który zdecydował się publicznie opowiedzieć o całej sytuacji. Jego wypowiedź momentalnie rozeszła się po mediach społecznościowych i wywołała lawinę spekulacji dotyczących relacji młodej wokalistki.
“Tak miało być i tak się stało. Chciałem pastwo poinformować, że jesteśmy w Krakowie. Viki Gabor i mój wnuczek Giovani pobrali się według tradycji romskiej. Nie złamali prawa romskiego. Uciekli sobie, tak jak ich dziadkowie i pradziadkowie, tak i oni sobie uciekli. Od dzisiaj mój wnuczek jest w rodzinie Viki Gabor, a Viki jest w mojej rodzinie. A teraz jedziemy do jej dziadków i rodziców, żebyśmy zrobili tradycję cygańską. Czekajcie na cygańskie, piękne wesele” – mówił mężczyzna pod koniec grudnia.
Internauci byli kompletnie zaskoczeni nie tylko samą informacją o „ślubie”, ale również tym, że Viki Gabor miała być w tak poważnej relacji. Wokalistka wcześniej niezwykle rzadko dzieliła się szczegółami dotyczącymi życia uczuciowego, dlatego w sieci niemal natychmiast pojawiły się dziesiątki teorii i spekulacji.
Jedni gratulowali młodej artystce i kibicowali zakochanym, inni podchodzili do całej sytuacji z dużym dystansem. Wielu fanów zwracało uwagę, że sama Viki Gabor nie odnosiła się jednoznacznie do medialnych doniesień, co tylko jeszcze bardziej podgrzało atmosferę wokół całej sprawy.
POLECAMY: Kto wygrał 13. edycję „Must Be The Music”? Widzowie wybrali
Wokół Viki Gabor znów zrobiło się głośno. Nowe słowa o „romskim ślubie”
Teraz temat ponownie wrócił do mediów. Bogdan Trojanek udzielił wywiadu „Faktowi”, podczas którego został zapytany o to, czy kwestia ślubu młodej wokalistki nadal jest aktualna. Jego odpowiedź okazała się wyjątkowo tajemnicza.
“Na razie jest zamknięty. Nie chcę się wypowiadać na temat jej rodziny. To mnie teraz nie interesuje” – wyznał.
Dopytywany o kontakt z Viki Gabor, dodał:
“Kontakt to jedno, a rodzina to drugie. Dla mnie najważniejszy jest wnuk i wnuczka. Reszta mnie nie interesuje. Nie czuję takiej potrzeby, żeby się kontaktować” – wyznał.
Podczas rozmowy nie zabrakło również pytań dotyczących samego związku Viki Gabor i Giovanniego. Bogdan Trojanek został zapytany wprost, czy zakochani nadal są razem i jak według romskiej tradycji wygląda ich relacja.
“Tak, od pierwszego dnia. U nas to jest proste, jeśli dwoje ludzi jest razem i dzieli życie, to są już mężem i żoną. Według prawa romskiego to małżeństwo. Nie urząd ich połączył, tylko miłość” – powiedział.
Chwilę później celebryta jeszcze mocniej rozwinął swoją wypowiedź i podkreślił, że według romskiej tradycji formalne dokumenty nie mają największego znaczenia, jeśli pomiędzy dwojgiem ludzi istnieje prawdziwe uczucie.
“Ona ma obowiązki jako żona, a on ma obowiązki jako mąż. Dokument jest potrzebny do spraw urzędowych, ale to nie on ich połączył. Połączyła ich miłość. Miłość do siebie, a nie papier. A jeśli jej nie ma, żaden urząd nie sprawi, że ludzie będą razem. Dzisiaj widzimy, że ludzie mają dzieci, mają dokumenty, śluby kościelne, podpisane zobowiązania, a mimo to się rozstają. Miłość nie musi mieć dokumentu. Ona mieszka w sercu, nie w papierach” – kontynuował.
Choć wokół całej sytuacji nadal pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi, jedno jest pewne – temat życia prywatnego Viki Gabor wciąż wzbudza ogromne emocje. Fani z uwagą śledzą każdy nowy komentarz i zastanawiają się, czy wokalistka w końcu sama zdecyduje się publicznie opowiedzieć o swojej relacji i medialnym zamieszaniu, które od miesięcy nie schodzi z nagłówków portali plotkarskich.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Aleksander Sikora przerwał milczenie ws. zwolnienia z TVP: „Bałem się”
Co uważacie o słowach Viki Gabor? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Kto wygrał 13. edycję „Must Be The Music”? Widzowie wybrali
Po ponad 11 tygodniach pełnych wzruszeń, kontrowersji i muzycznych zderzeń światów widzowie w końcu poznali zwycięzcę 13. edycji „Must Be The Music”. Jednak finał programu pokazał coś znacznie większego niż zwykły konkurs talentów – na scenie rozgrywały się prawdziwe emocje, nieoczekiwane konflikty jury i występy, po których publiczność długo nie mogła dojść do siebie. Kto zachwycił absolutnie wszystkich, a kto podzielił jurorów? Dowiedz się więcej!
Wielki finał 13. edycji „Must Be The Music” od pierwszych minut miał atmosferę wydarzenia, o którym będzie mówić się jeszcze długo. Program po raz kolejny udowodnił, że muzyka nie zna granic ani jednego przepisu na sukces. W tym sezonie na scenie spotkali się artyści reprezentujący zupełnie różne światy – od folku, przez alternatywę i rock, aż po nowoczesny pop czy autorskie eksperymenty muzyczne. Każdy z finalistów przywiózł ze sobą własną historię, emocje i marzenia, które w finałowy wieczór wybrzmiały ze zdwojoną siłą.
Wieczór rozpoczął się od specjalnego występu finalistów poprzedniej edycji – Kuba & Kuba, którzy wykonali utwór „Stygnie lato”. Chwilę później prowadzący: Patricia Kazadi, Maciej Rock i Adam Zdrójkowski oficjalnie otworzyli finał, przypominając zasady głosowania oraz przedstawiając jurorów – Natalię Szroeder, Sebastiana Karpiela-Bułeckę, Dawida Kwiatkowskiego i Miuosha. Już od początku było jasne, że emocje tego wieczoru będą ogromne, a jury nie zamierzało rozdawać pochwał na wyrost.
Jako pierwszy na scenie pojawił się Piotr Odoszewski, który wykonał utwór „Nad ranem”. Towarzyszył mu kwartet smyczkowy i rozbudowany skład instrumentalny, ale to nie aranżacja była najważniejsza. Artysta zaśpiewał o zmarłym ojcu, a jego występ wywołał autentyczne wzruszenie zarówno wśród publiczności, jak i jurorów. Szczególnie mocno zareagowała Natalia Szroeder, która powiedziała: „Jesteś moim faworytem, myślę, że czujesz to. (…) Ty już nie jesteś żadnym uczestnikiem. Jesteś kompletnym artystą. Życzę Ci zwycięstwa”. Po tych słowach wielu widzów było przekonanych, że finał ma już swojego zwycięzcę.
Ogromne emocje wzbudził również występ młodej Julii Gawlik, która po raz pierwszy zaprezentowała autorski numer „NVM”. Choć publiczność przyjęła występ bardzo ciepło, jury było wyraźnie podzielone. Natalia Szroeder doceniła autentyczność młodej wokalistki, ale zaznaczyła, że artystka wciąż musi się rozwijać. Z kolei Dawid Kwiatkowski i Miuosh zagłosowali na „NIE”, co wywołało falę komentarzy wśród widzów. Dla wielu osób był to jeden z najbardziej kontrowersyjnych momentów całego finału.
Na scenie pojawiła się także Asia Smajdor, która wykonała utwór „Motyle”. Towarzyszący jej Grzegorz Urban Band oraz kwartet smyczkowy stworzyli niezwykle emocjonalny klimat. Artystka postawiła na delikatność i szczerość, które poruszyły jurorów niemal natychmiast. Szczególnie wzruszające słowa padły z ust Sebastiana Karpiela-Bułecki: „Masz niezwykły dar opowiadania emocji bez przesadnych ozdobników. To było bardzo prawdziwe i przez to tak poruszające”. Publiczność nagrodziła występ owacją na stojąco.
POLECAMY: Aleksander Sikora przerwał milczenie ws. zwolnienia z TVP: „Bałem się”
Kto wygrał 13. edycję „Must Be The Music”? [RELACJA]
Jednak prawdziwa eksplozja emocji nastąpiła, gdy na scenę weszła Marcelina „Marcycha” Ruczyńska. Artystka wykonała utwór „Staś Wokulski”, ponownie udowadniając, że jest jedną z najbardziej nieoczywistych i magnetycznych osobowości tej edycji. Jej alternatywny styl, delikatność i gra na skrzypcach całkowicie zahipnotyzowały jury. Największe poruszenie wywołały słowa Dawida Kwiatkowskiego:
„Ja myślałem, że w jednym człowieku można zakochać się raz, a ja już w Tobie raz, drugi, trzeci…. Chce Cię kochać cały czas Marcycha!” – skomentował.
Widzowie nie kryli zachwytu także podczas występu Duetu z Pienin, który zaprezentował „Stare melodie tradycyjne”. W czasach zdominowanych przez nowoczesną produkcję i elektroniczne brzmienia folkowe wykonanie okazało się jednym z najbardziej autentycznych momentów wieczoru. Sebastian Karpiel-Bułecka podkreślił:
„Wy pokazaliście, że folklor potrafi być jednocześnie prosty, emocjonujący, a wręcz hipnotyzujący” – mówił.
Nie zabrakło również mocniejszych, rockowych akcentów. Robert Wiewióra, zdobywca dzikiej karty Radia Zet, wykonał autorski utwór „Czerwiec”. Choć jury doceniło jego konsekwencję i klimat występu, pojawiły się także krytyczne uwagi. Najbardziej dosadny okazał się Miuosh, który stwierdził:
„Ja oczekuje od finałowego występu, jeżeli sięgamy po coś takiego klasycznego, że to będzie trochę rozszarpane tym 2026 rokiem, a tu było bardzo bezpiecznie, bardzo konsekwentnie, bardzo solidnie, ale kurde przypraw trochę…, wiesz o co chodzi? Tą sadzą z tego komina jakbyś to jeszcze ubrudził mocniej. Ja bym chciał czegoś takiego od Ciebie” – ocenił.
Jednym z najmocniejszych punktów finału był występ zespołu Imasleep, który wykonał utwór „Lepiej”. Alternatywne brzmienie, nowoczesna produkcja i wyrazista estetyka sceniczna sprawiły, że grupa po raz kolejny udowodniła swoją wyjątkowość. Jury jednogłośnie zagłosowało na „TAK”, a Natalia Szroeder podkreśliła: „Nie gracie pod schematy, tylko budujecie konsekwentnie własną tożsamość”.
Finałową stawkę zamknęła Wiktoria „Vicky” Konończuk, która wykonała utwór „Manifestacja, sens, muzyka”. Artystka postawiła na energię i mocny przekaz, a jej występ wywołał ogromne emocje. Natalia Szroeder nie ukrywała zaskoczenia wokalnym rozwojem finalistki, mówiąc: „Masz taki wokalny potencjał – ja nie byłam tego świadoma”.
Chwilę później atmosfera w studio całkowicie się zmieniła, gdy na scenie pojawił się tort dla Sebastiana Karpiela-Bułecki, a publiczność odśpiewała jurorowi „Sto lat”.
Kulminacyjnym momentem wieczoru było ogłoszenie ścisłej trójki finalistów: Imasleep, Piotra Odoszewskiego i Marceliny „Marcychy” Ruczyńskiej. Każdy z nich ponownie zaprezentował swój castingowy utwór, ale ostatecznie to właśnie Marcelina „Marcycha” Ruczyńska zdobyła serca widzów i zwyciężyła 13. edycję „Must Be The Music”. Drugie miejsce zajął Piotr Odoszewski, a trzecie przypadło zespołowi Imasleep.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Edyta Górniak oceniła Alicję Szemplińską. Wskazała jeden kluczowy szczegół
Lubicie oglądać “Must Be The Music’? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!































Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
showbiz5 dni temuMagdalena Tarnowska zniknie z „Tańca z Gwiazdami”? Tancerka przerwała milczenie
-
news4 dni temuFabijański pożegnał Stanisławę Celińską. Jego słowa chwytają za serce
-
news3 dni temuTYLKO U NAS: Gabi przerywa milczenie po „Kanapowczyniach” [WYWIAD]
-
showbiz1 dzień temuRewolucja w „Tańcu z Gwiazdami”? Dwie gwiazdy robią przerwę
-
news2 dni temuTo koniec domysłów ws. Gamou Fall. Właśnie wydano oficjalny komunikat
-
news4 dni temuEurowizja 2026: Czy Polska ma szansę na finał? Eksperci ocenili występ Alicji
-
news4 dni temuEurowizja 2026: Polska w finale. Alicja zabrała głos po ogłoszeniu wyników
-
news4 dni temuPotwierdziły się ustalenia. Z kim Błażej Król wystąpi w „Azja Express”?

Dodaj komentarz