Gdy dowiedziałem się wczoraj, że nie żyje Anna Przybylska, rozpłakałem się. Dzieci straciły mamę, mężczyzna stracił partnerkę, widzowie stracili aktorkę. To przykre, smutne, okrutne. To bezsilność, która mimo tego, że tego nie chcemy, uczy nas pokory.

Nie wiedziałem przez dłuższy czas, jak napisać ten komentarz. Piszę o szczęściu, a wydarzyło się nieszczęście. Czy mimo takiej sytuacji, gdy jest źle, można odnaleźć element światła?

Przez cały dzisiejszy dzień myślałem o tym, czego bym najbardziej żałował gdybym umarł. Pomyślałem, jakby to było, gdybym wiedział, że mam ograniczony czas i co bym wtedy robił. Wyszło, że przestałbym pracować i spędzał go tylko z rodziną. Choć to było przykre, to jednak światłem jest wiedzieć, co jest dla mnie najważniejsze. 

Zauważyłem też kolejną rzecz na temat Polaków – taką, że tak jak hejtują i nienawidzą kogoś za życia, tak go potem idealizują po śmierci. To wzorzec dziejący się za każdym razem po odejściu kogoś – po wcześniejszych dewaluacjach następuje idealizacja. Mechanizm kompensacji jest fizyczny i zrozumiały, ale takie jego wydanie jest obrzydliwe. Tak jak najpierw brukowce, portale plotkarskie i hejterzy kogoś niszczą, tak potem zmieniają front w drugą stronę. Jakie to miałkie, płytkie, ohydne – nie umieć kochać, nie umieć nienawidzić, a jedynie iść nieświadomie za niewidzialnym wzorcem społecznym. Ciekawe, czy gdyby ktoś z nas umarł dzisiaj, to ci wszyscy ludzie, którzy latami wyrządzali krzywdę np. naszej rodzinie, nam, grozili, szydzili, pisali nieprawdę, kłamali, też by stwierdzili, że jednak byliśmy super. Niedobrze mi się robi, myśląc o tym.

Ale wiem, że nie możemy nic z tym zrobić. Że sromotnie przegrywamy z upływającym czasem; że nie odzyskamy straconych dni; że nie wrócimy do możliwości, których nie wykorzystaliśmy; że nie zmienimy osób, które tego nie chcą; że nie naprawimy zgwałconej kultury, która patologię uważa za normę; że ktoś z naszych bliskich może nagle umrzeć, a my zostaniemy ze stratą, z którą będziemy musieli żyć; że jakaś gazeta może napisać nieprawdę, by sprzedać większy nakład; jakiś nieświadomy człowiek wyzwać od najgorszych tylko dlatego, że nienawidzi swego życia i nic nie robi, by to zmienić; że możemy stracić zaoszczędzone pieniądze lub mieć wypadek, którego nie mogliśmy przewidzieć.

Jednocześnie, w tej beznadziejnej bezsilności wiem, że nie ma niczego, co mnie zatrzyma, dopóki ja też nie umrę. I aby to życie było coś warte, choć na pewnym poziomie nie mam absolutnie pojęcia po co, w jakim celu i dlaczego. I przypominam sobie o tym, gdy patrzę na zdjęcie kobiety, którą oglądałem wcześniej w telewizji. Myślę, że nasze życie ma wartość dopiero wtedy, gdy jest przydatne dla kogoś innego.

Anna Przybylska


Nie ma więcej wpisów