Śledź nas

news

„Ja w muzyce czuję się starym żeglarzem” – II część wywiadu z Marią Sadowską

Opublikowano

w dniu

Zapraszamy do przeczytania II części wywiadu z Marią Sadowską. Artystka opowiedziała nam o procesie tworzenia albumu, zamiłowaniu do projektowania oraz o tym, dlaczego kobiety powinny trzymać się razem ;)

Ludzie chyba nie mają pojęcia, że to tak wygląda…

Rzeczywiście, nie mają o tym pojęcia.

Kiedy zżywasz się z tymi ludźmi najbardziej?

Od pierwszego etapu, staram się spędzać z nimi jak najwięcej czasu. Organizujemy mój kalendarz tak, żebym mogła zrobić jak najwięcej dodatkowych lekcji i warsztatów, poza tym co przewiduje harmonogram programu. Najwięcej czasu spędzamy ze sobą na etapie live’ów. Nasze spotkania, to jak widzę, że chętnie się uczą, czerpią z mojej wiedzy i doświadczeń, ta wymiana energii, to wszystko dodaje mi ogromnych skrzydeł.

To Cię tak uskrzydliło, że nagrałaś kolejny album?

Tak, to dzięki ludziom miałam siłę, żeby nagrać „Jazz na ulicach”. Ta płyta wynika z dobrej energii ludzi. Jest spłatą emocjonalnego długu, który dostałam od tych ludzi. Ja im ciągle powtarzam – „program programem ale komponujcie swoje utwory wykorzystajcie umiejętnie szansę jaką Wam daje uczestnictwo w „The Voice”. To jest tylko program telewizyjny, on będzie trwał 3 miesiące, a potem nikt nie będzie o was pamiętał”. Czasem sobie myślałam, że kurcze, krzyczę na swoich podopiecznych, że trzeba robić,a sama autorskiej płyty nie wydałam od 4 lat. Postanowiłam więc, że skoro mówię innym, że mają wziąć się do roboty, to muszę sama być tego przykładem i w 2 miesiące nagraliśmy „Jazz na ulicach”.

2 miesiące?!

Dokładnie. Tyle trwały nagrania i komponowanie ostatnich utworów. Część materiału oczywiście miałam już wcześniej.

To jest realne?

To jest realne, ale trzeba mieć bardzo duże doświadczenie. Ja w muzyce czuję się starym żeglarzem. Nie boję się różnych wiatrów, burz, przeciwności, bo wiem jak się ten statek muzyczny prowadzi, dlatego mogę sobie pozwolić na intuicję i ryzyko, żeby coś takiego zrobić. Inaczej jest z filmem – w nim ciągle się czuję debiutantką. Jeden z nich mi udowodnił, jak wiele jeszcze nie wiem i ile jeszcze muszę się nauczyć. Dlatego np. robiłam film 4 lata. Mam nadzieję, że kolejny powstanie szybciej, max. 2 lata, to czas, który powinno się poświęcić na powstanie filmu. 4 to długo, ale usprawiedliwiam się tym, że  jeszcze nie umiem, nie wiem, muszę szukać i na 10 sposobów próbować. W muzyce ufam swojej intuicji, zamykam oczy i fru!

Wymyślasz utwór, wchodzisz do studia, nagrywasz i gotowe!

Są takie utwory, które powstały w ten sposób. Np. „Klikam” – będąc w Berlinie, chodząc po jego ulicach, napisałam refren, a zwrotki i melodię stworzyłam później w 2 godziny.

To bardzo szybko! My czasem czekamy latami na albumy ulubionych artystów.

Nie chcę żeby ktoś pomyślał, że ja to robię na kolanie. To jest proces artystyczny. Artysta nigdy nie ma wakacji, on cały czas tworzy, a ja nawet tworzę kiedy śpię. Gdzieś ta moja podświadomość cały czas pracuje. Kiedy decyduję się na robienie płyty, to całą energię kumuluję i skupiam tylko na tym. Wtedy nagle wszystkie rzeczy, które się we mnie nazbierały wybuchają. Otwieram jeden kanał i reszta sama przychodzi. Wypadają słowa, nuty itd. Gdzieś się w mojej głowie odkładają przemyślenia, pomysły, które czekają na  moment żeby wybuchnąć.

Głośno ostatnio było o Twoim nowym teledysku do singla „Life is a beat”.

To jest teledysk, który zrobiły siostry Bui. Jestem ich ogromną fanką i czekałam na odpowiedni moment, żeby zaproponować im współpracę. W pełni im zaufałam i od momentu, kiedy przedstawiły mi scenariusz, zaufałam im i praktycznie nie uczestniczyłam w jego tworzeniu. Moją scenę zrobiłyśmy w 20 minut i poza tym właściwie do samego końca nie wiedziałam co się dzieje na planie. Ostatecznie byłam bardzo zaskoczona, jak to zrobiły. Świetnie ujęły energię tego utworu i pogłębiły jego znaczenie. Dziś przygotowujemy już teledysk do „Jazzu na ulicach”, który będę reżyserować. Czekają nas 3 dni zdjęciowe, nie mogę się doczekać!

Zdradź coś więcej!

Nie mogę Wam za wiele powiedzieć, bo nie chcę zdradzić niespodzianki. To będzie opowieść o jazzowych terrorystach, czyli ludziach, którzy terroryzują miasto muzyką. Kręcimy go w mojej dawnej szkole filmowej w Łodzi, której już teraz chciałabym  bardzo podziękować za pomoc w realizacji tego klipu. Ogromnie wspierają mnie również przyjaciele i współpracownicy, którzy podjęli się pracy przy tym clipie z czystej miłości do muzyki, bez honorarium.

Czasem nie jest to kwestia pieniędzy, lecz pomysłu.

Dokładnie, teledysk musi mieć dobry pomysł. Jest to ciężkie, ponieważ jest miliony klipów i ciężko jest stworzyć coś, co się wyróżni. W Polsce nie jest tak źle, znam kilka świetnych reżyserów, którzy robią fantastyczne klipy np. Krzysiek Skonieczny. Zobaczcie sobie inne klipy sióstr Bui np. dla Łąki Łan. Są niezwykle ciekawe i wyglądają jakby kosztowały milion dolarów, a są zrobione wyłącznie z potrzeby tworzenia, zaangażowania twórców. Namawiam, żeby się im przyjrzeć, bo są one okupione ogromną pracą. Natomiast w nurcie popularnym, rzeczywiście większość klipów jest słabych i dziwi mnie, że odnoszą takie sukcesy mimo, że są strasznie miałkie i mają jeden schemat– impreza. Są robione na jedno kopyto.

0G8A6393

Mając 11 albumów na swoim koncie, potrafisz jeszcze zaskakiwać?

Nie mam z tym żadnego problemu! Ja mam jeszcze tyle pomysłów na albumy, że mogłabym właściwie siedzieć i tworzyć! Już teraz chciałabym nagrywać kolejny(śmiech). Marzy mi się np. album z kołysankami świata dla dzieci. Mam wrażenie, że jest za mało dobrej muzyki dla dzieci, sama jestem mamą i jak chcę coś puścić swojemu dziecku, to mam ogromny problem, bo jest bardzo dużo tandety. Piosenki dla dzieci trzeba robić lepsze niż dla dorosłych. To jest nasze przyszłe pokolenie, więc apeluję do młodych mam: błagam włączajcie dzieciom dobrą muzykę! To jest jak z jedzeniem – jak teraz przyzwyczaicie do złego jedzenia, to potem będzie ciężko tego oduczyć. Uważam, że dzieciom się należy sztuka na wysokim poziomie, która będzie miała w sobie taką prostotę, że będzie mogła do nich dotrzeć. Takie płyty nagrała Justyna Steczkowska, Grzegorz Tourmau, Dorota Miśkiewicz z piosenkami Witolda Lutosławskiego, ale to jest malutko jak na 40mln kraj. Prócz tego marzy mi się stricte jazzowa płyta w duecie z moim tatą, albo „Tribute to polish punk”… Nie brakuje mi inspiracji i pomysłów, ani przez chwilę!

Zadziwiające. Niewielu jest artystów, którzy działają w tak zawrotnym tempie.

Jest kilka osób w Polsce… Dużo płyt wydaje L.U.C, on wydaje tyle płyt, że trudno za nim nadążyć! Zdaję sobie sprawę, że jazz to nie jest muzyka dla wszystkich, tylko dla tych którzy poszukują i nie idą na łatwiznę. Tych płyt się teraz mniej sprzedaje, więc lepiej jest ich więcej wydawać. A jeśli do tego ma się pełno pomysłów, siłę i ochotę…

Jak duża jest sprzedaż Twoich płyt?

Na chwilę obecną jestem przeszczęśliwa, bo zajmujemy 24 miejsce na  OliS’ie, czyli jak na płytę jazzową, bardzo wysoko. To jest ogromny sukces. Bardzo się cieszę i dziękuję wszystkim którzy kupili tę płytę. „Jazz na ulicach” jest pięknie wydany, okładkę zaprojektował Mariusz Mrotek, który robi okładki do wszystkich moich płyt. Teraz miał duże pole do popisu, poprosiłam by namalował moją muzykę i on to zrobił! Ta płyta jest naprawdę ładnym przedmiotem, który warto mieć na półce. Pamiętajcie, że każdy zakup takiej płyty jest wielkim wsparciem dla naszej muzyki i dla nas polskich artystów, więc za każdym razem traktuję to z naszej strony jako mecenat artystyczny, który wy macie nad nami artystami.

Jesteś chyba trochę królową polskiego jazzu… Możemy tak powiedzieć?

Oj! Królową to chyba nie, jest mnóstwo innych wspaniałych artystek, np. Aga Zaryan, Dorota Miśkiewicz…

Ale w środowisku zwykłych ludzi, to chyba Twoje nazwisko jest najbardziej rozpoznawalne i to nie tylko dzięki The Voice…

Jest mi bardzo miło, ale chyba podzieliłabym się tym podium (śmiech). Na pewno dołączyłabym Agę Zaryan, Dorotę Miśkiewicz i Anię Serafińską… To rewelacyjne wokalistki, a Ania w dodatku jest  jedyną panią doktor z wokalistyki!

Widzimy, że masz ze sobą folkową bluzę, czy to jedna z tych, które zaprojektowałaś?

Zgadza się, chociaż projektowanie, to chyba za dużo powiedziane. To było tak, że pewnego dnia mi się te bluzy przyśniły. Uszyłam jedną dla siebie i dziewczyny zaczęły mnie zaczepiać na ulicy, nagle wszyscy chcieli mieć tę bluzę! To skłoniło mnie to stworzenia całej linii tych bluz. Zapraszam na naszą stronę www.sadowska-fashion.pl

Z tego co można zaobserwować, teraz panuje moda folk.

Tak, chociaż my te bluzy wprowadziliśmy już 2 lata temu! Muszę też zaznaczyć, że robimy bardzo niewielką ilość tych rzeczy, bo zależy nam żeby nie była to „masówka”, mimo że pojawiały się takie propozycje. Chcemy jednak, żeby każdy, kto będzie miał bluzę, był dumnym posiadaczem jednej z kilku.

Myślałaś może o pokazie mody?

Nie jestem projektantką, nie myślę o tym poważnie. Traktuję to jako czystą pasję. To jest po prostu moja 3 działalność traktowana bardzo po macoszemu.

Jesteś ambasadorką akcji „Niewykluczone”. Na czym ta akcja polega?

Bardzo mi się podoba hasło tej akcji, ponieważ kobiety bardzo często same się wykluczają na własne życzenie. Kobieta zawsze ma więcej empatii niż mężczyzna, ma mniejszą skłonność do egotyzmu i skupiania się na sobie. My zawsze chcemy wszystko oddać innym, to już leży w naszej naturze. Robimy wszystko dla wszystkich, tylko nie dla siebie, przez co same się wykluczamy. W tej akcji chodzi o wykluczenie fizyczne, przez to, że nie  dbamy o siebie, o swoje zdrowie. Rodzenie dzieci, to jest wielki wysiłek fizyczny dla kobiety. Każda kobieta, która urodziła dziecko wie, jak się człowiek czuje po porodzie. Wie też o tym, jak niektóre funkcje w organizmie przestają działać. Znam wiele kobiet, które z tego powodu się wycofują, łapią nagle kompleksy. Tak nie może być. To samo dotyczy wykluczenia psychologicznego. Nie możemy pozwolić sobie narzucić myślenia, że jesteśmy gorsze od mężczyzn a niestety zauważalne są przejawy takiej propagandy. Zwróćcie uwagę, że to często mężczyźni mówią o nas, że jesteśmy wobec siebie nielojalne, zazdrosne itp.

Z własnego doświadczenia wiemy, że właśnie nie do końca… Dziewczyny są wyjątkowo  zazdrosne i zawistne.

Ja tak nie mam. Pracuję z wieloma dziewczynami… Ludzie też są różni, są też i faceci, którzy są zazdrośni. Nie można tego rozdzielać na płcie. Ludzie są tacy i siacy. Zależy na kogo trafisz, mi się akurat świetnie pracuje z kobietami. Potrafię z nimi stworzyć wspólny krąg. My kobiety powinnyśmy trzymać się razem, bo mamy naprawdę jeszcze wiele do wywalczenia. I tak jest już dużo lepiej i nasz świat idzie do przodu, ale to nie jest tak, że nasze babcie i prababcie wszystko z nas zrobiły, bo nam załatwiły wolne wybory i to, że możemy sobie same wybrać zawód itd. Najgorsze, że my same siebie wykluczamy, ponieważ same o sobie źle myślimy i mówimy. Tak nie może być. Polecam wszystkim moją poprzednią płytę „Dzień kobiet”, każda jedna piosenka o tym mówi.

Czyli akcja „Niewykluczone” polega na tym, aby kobiety trzymały się razem?

Dokładnie i przede wszystkim, żeby się nie wykluczały, ponieważ nie ma takiego powodu. Żeby nigdy nie było tak, że pociąg odjechał, a ja zostałam sama na peronie…

 

Autor – ka-vox

news

Doda broni Roksany Węgiel. Tak podsumowała jej życiowe wybory

Opublikowano

w dniu

przez

Decyzja Roksany Węgiel o ślubie w wieku 19 lat od miesięcy budzi skrajne emocje. Teraz niespodziewanie w jej obronie stanęła Doda, która nie tylko poparła młodą wokalistkę, ale również ostro skomentowała podwójne standardy dotyczące kobiet i mężczyzn. Dowiedz się więcej!

Ślub Roksany Węgiel i Kevina Mgleja od samego początku należał do najgłośniejszych wydarzeń polskiego show-biznesu. Gdy para powiedziała sobie sakramentalne „tak” pod koniec sierpnia 2024 roku w malowniczej Dydni, internet natychmiast zalała fala komentarzy. Najwięcej emocji wzbudził młody wiek wokalistki, która w chwili zawarcia małżeństwa miała zaledwie 19 lat. Wielu internautów nie kryło zaskoczenia, inni otwarcie krytykowali jej decyzję.

Teraz do tej sprawy odniosła się Doda, która doskonale rozumie wybór młodszej koleżanki z branży. Sama po raz pierwszy wyszła za mąż za Radosława Majdana, mając zaledwie 21 lat, dlatego – jak przyznała – patrzy na całą sytuację z zupełnie innej perspektywy niż wiele osób komentujących życie gwiazd.

W rozmowie z portalem Eska.pl wokalistka nie kryła uznania dla postawy Roksany Węgiel. Jej zdaniem młoda artystka jest przykładem osoby, która konsekwentnie kieruje się własnymi wartościami i nie ulega presji otoczenia. Jednocześnie Doda zwróciła uwagę na nierówne traktowanie kobiet i mężczyzn, które – według niej – wciąż jest obecne w społeczeństwie.

“Jest dobrym przykładem, bo nie prowadzi hulaszczego trybu życia, zmieniając co pięć minut facetów. Nie szlaja się po imprezach, ma jednego męża. Jest to taka fajna przeciwwaga dla tych rockandrollowych dziewczyn, które mają takie same prawa jak faceci. Z drugiej strony uważam, że usprawiedliwianie facetów i uważanie za zupełnie normalne, że do pięćdziesiątki to on się musiał wyszaleć i wyr***ć wszystko, co na drzewo nie ucieka, ale teraz on taki dobry i spokojny, bo po 50. roku życia znalazł żonę i osiadł, a jak kobieta robi to samo, to ku*****on, nie jest okej. Nie ma podwójnych standardów i faktycznie powinniśmy wszystkich traktować tak samo” – wyznała Doda w rozmowie z portalem Eska.pl.

Artystka przyznała również, że obserwuje współczesne podejście młodych ludzi do relacji i związków. Choć doskonale rozumie, że każdy ma prawo żyć po swojemu, sama zdecydowanie bliższa jest modelowi opartemu na stabilizacji i budowaniu trwałego związku niż na imprezowym stylu życia.

“Jeżeli mam natomiast do wyboru te dwa modele, to bliżej mi do wczesnego małżeństwa” – dodała Rabczewska.

POLECAMY: Tyle pieniędzy zebrali Bedoes i Łatwogang dla Fundacji Cancer Fighters. Dużo?

Roxie Węgiel wprost o swoim małżeństwie

Sama Roksana Węgiel już wcześniej wyjaśniała, dlaczego nie miała wątpliwości, by tak wcześnie wyjść za mąż za Kevina Mgleja. Wokalistka podkreślała, że dla niej najważniejsze były wspólne wartości oraz przekonanie, że spotkała właściwą osobę. Nie zamierzała odkładać szczęścia tylko dlatego, że część opinii publicznej uważała ją za zbyt młodą na tak poważny krok.

“Mamy wartości, które nie są “za” opcją bycia z kimś, żeby sobie popróbować różnych rzeczy. W dzisiejszych czasach to faktycznie rzadko spotykane. Dużo osób się mnie pytało, czy nie chciałam się dłużej pobawić. Ja mówię: Czemu miałabym się chcieć dłużej bawić, skoro poczułam, poznając Kevina, że to jest to? Totalnie się w sobie zakochaliśmy, więc co miałam mu powiedzieć: Poczekaj jeszcze pięć lat, bo jestem za młoda? No nie…” – wyznała jakiś czas temu na kanapach w “Dzień Dobry TVN”.

Słowa Dody z pewnością wywołają gorącą dyskusję. Jedni przyklasną jej opinii i uznają, że każdy ma prawo decydować o swoim życiu we własnym tempie, inni ponownie wrócą do debaty o wieku Roksany Węgiel i różnicy lat dzielącej ją z Kevinem Mglejem. Jedno jest jednak pewne – temat ich małżeństwa wciąż budzi ogromne emocje i nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie miało się to zmienić.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: CASTING: Polsat szykuje NOWY program. To konkurencja dla „Nasz nowy dom”?

Kogo wolicie bardziej – Roxie Węgiel czy Dodę? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Roxie Węgiel (fot. screen Instagram Roxie Węgiel)
Doda (fot. AKPA/wakacyjna trasa TVP) – 20 czerwca 2026

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Tyle pieniędzy zebrali Bedoes i Łatwogang dla Fundacji Cancer Fighters. Dużo?

Opublikowano

w dniu

przez

To, co zaczęło się jako niepozorny internetowy stream, przerodziło się w wydarzenie bez precedensu. Dziś poznaliśmy oficjalny wynik zbiórki, który przeszedł do historii polskiego internetu i pokazał siłę wspólnego działania tysięcy ludzi. Dowiedz się więcej, ile udało się finalnie uzbierać!

Kwietniowy, dziewięciodniowy stream Łatwoganga już dawno został określony jako jedno z największych wydarzeń w historii polskiego internetu. Początkowo cała akcja wydawała się stosunkowo prosta – influencer zapowiedział, że przez wiele dni będzie słuchał utworu Bedoesa „Diss na raka”, jednocześnie prowadząc zbiórkę pieniędzy dla dzieci walczących z chorobami nowotworowymi. Nikt nie przypuszczał jednak, że inicjatywa osiągnie tak ogromną skalę.

Na początku cel zbiórki wynosił 500 tysięcy złotych. Choć już wtedy kwota wydawała się imponująca, z każdą kolejną godziną transmisji licznik wpłat zaczął rosnąć w błyskawicznym tempie. Do akcji dołączali kolejni internauci, streamerzy, influencerzy, twórcy internetowi i celebryci, a zainteresowanie wydarzeniem rosło praktycznie z minuty na minutę.

W kulminacyjnym momencie transmisję oglądało jednocześnie ponad milion osób. W mediach społecznościowych internauci pisali, że cała akcja przypomina „najlepszy serial na żywo”, którego scenariusza nie sposób przewidzieć. Każdy nowy gość, każda licytacja i każda kolejna wpłata natychmiast stawały się viralem.

Ogromny wpływ na sukces przedsięwzięcia miały znane nazwiska, które pojawiły się podczas streamu. W mieszkaniu Łatwoganga gościli między innymi Friz, Wersow, Agata Kulesza, Kasia Nosowska, Maciej Musiał, Małgorzata Kożuchowska, Tomasz Karolak, Grzegorz Hyży, Oskar Cyms, Dawid Kwiatkowski, sanah, Natalia Szroeder oraz Krzysztof Stanowski. Ich obecność dodatkowo napędzała zainteresowanie akcją.

Celebryci nie tylko odwiedzali transmisję, ale również aktywnie angażowali się w promocję zbiórki. Udostępniali linki do wpłat, publikowali relacje w mediach społecznościowych i zachęcali swoich fanów do wsparcia. Dzięki temu wydarzenie bardzo szybko wykroczyło poza świat internetu i stało się ogólnopolskim fenomenem, o którym mówiły również tradycyjne media.

POLECAMY: CASTING: Polsat szykuje NOWY program. To konkurencja dla „Nasz nowy dom”?

Niewiarygodny wynik! Bedoes i Łatwogang zebrali fortunę dla Fundacji Cancer Fighters

Teraz poznaliśmy oficjalny finał tej niezwykłej akcji. Fundacja Cancer Fighters poinformowała, że od kwietnia darczyńcy przekazali na zbiórkę 292 738 293,05 zł. To wynik, który przeszedł do historii i – jak podkreśla fundacja – jest rekordową zbiórką w historii polskiego internetu.

„Na końcowy wynik złożyły się wpłaty przekazane przez darczyńców, wpływy z licytacji, wydarzeń charytatywnych oraz inicjatyw partnerów i twórców, którzy dołączyli do akcji”- wyjaśnia Fundacja Cancer Fighters. 

O rekordowym wyniku fundacja poinformowała również w mediach społecznościowych. W opublikowanym nagraniu to właśnie podopieczni Cancer Fighters osobiście ogłosili końcową kwotę, dziękując wszystkim, którzy zaangażowali się w akcję. Film błyskawicznie obiegł internet i spotkał się z ogromnym odzewem internautów.

„Nie marnujemy ani sekundy – już teraz środki zmieniamy w realne działania. Codziennie pracujemy, żeby zamienić każdą Waszą złotówkę na sprzęt, leki i realną pomoc na oddziałach onkologicznych w całej Polsce, o wszystkim będziemy Was na bieżąco informowali i pokazywali, gdzie trafia wsparcie” – czytamy w opisie filmu.

Historia akcji „Diss na raka” pokazuje, jak ogromną siłę może mieć internet, kiedy łączy ludzi wokół wspólnego celu. To, co miało być dziewięciodniowym streamem jednego influencera, przerodziło się w największą internetową akcję charytatywną w historii Polski. Rekordowa kwota niemal 293 milionów złotych nie jest jedynie imponującą liczbą – to przede wszystkim realna szansa na zakup sprzętu, leków i wsparcie dzieci walczących z nowotworami w całym kraju.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kolejna gwiazda REZYGNUJE z udziału w „Tańcu z Gwiazdami”

Podobała Wam się akcja Łatwoganga? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Bedoes i Łatwogang (fot. screen Instagram Bedoes)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

WonerS został vlogerem! Pokazuje fanom kulisy koncertów i życie, którego nie widać ze sceny

Opublikowano

w dniu

przez

Koncerty, nowe projekty, rozwój własnej strefy w Gdańsku Brzeźnie, a teraz jeszcze vlog. WonerS po raz kolejny udowadnia, że nie lubi stać w miejscu. Młody artysta, mimo napiętego koncertowego kalendarza, znalazł czas na nową aktywność, dzięki której fani mogą zajrzeć za kulisy jego życia i poznać go z zupełnie innej strony. Na jego vlogach nie brakuje spontanicznych sytuacji, humoru i historii, których próżno szukać na scenie.

WonerS od dawna pokazuje, że jego działalność nie kończy się na muzyce. Oprócz regularnego grania koncertów rozwija swoją Wonersową strefę w Gdańsku Brzeźnie i nieustannie angażuje się w nowe przedsięwzięcia. Teraz do tej listy dołączył również autorski vlog, który błyskawicznie zyskał zainteresowanie fanów. Co ciekawe, pomysł na jego stworzenie nie narodził się podczas planowania kolejnego projektu, lecz… podczas transmisji na żywo na TikToku. – Podczas któregoś live na TikToku ktoś mnie zapytał o zrobienie takiej serii vlogów z trasy i stwierdziłem, że to dobry pomysł – przyznał WonerS.

Tak rozpoczęła się nowa przygoda, która pozwala fanom towarzyszyć artyście niemal na każdym kroku. Zamiast wyreżyserowanych ujęć i perfekcyjnie przygotowanych scen WonerS postawił na naturalność. Jego vlogi pokazują prawdziwe życie w trasie – pełne śmiechu, nieprzewidzianych wydarzeń i codziennych sytuacji, które budują wyjątkową atmosferę całej ekipy. To właśnie ona jest dla niego najważniejsza. Myślę, że atmosferą, która u nas panuje, bo jest najlepsza!

POLEAMY: Woners przyłapany przy butelkomacie: „Biedni artyści na butelkach muszą sobie dorabiać”!

Jak się okazuje, widzowie najbardziej czekają nie na relacje z samych koncertów, ale na to, co dzieje się poza sceną. – Wydaje mi się, że bardziej od samej trasy, a nawet zdecydowanie bardziej interesują ich różne opowieści z backstage’u, a mój gitarzysta najlepszy w Polsce Tomek Lubert zawsze ma jakąś fajną historię do opowiedzenia – uśmiecha się Szymon Woner. I rzeczywiście – to właśnie kulisy koncertowego życia dostarczają najwięcej emocji. – Jedna z historii szczególnie zapadła fanom w pamięć. Ostatnia była fajna sytuacja jak graliśmy w woj. łódzkim. Był problem z wjazdem i zrobiliśmy korek na całą miejscowość, myślę, że całkiem zabawne – relacjonuje wokalista.

Choć prowadzenie vloga oznacza kolejne obowiązki, WonerS nie traktuje kamery jak dodatkowej pracy. Wręcz przeciwnie – nagrywanie sprawia mu autentyczną przyjemność. – Nie wiem skąd, ale wiem, że sprawia mi to przyjemność i nie trzeba mnie nigdy namawiać na tego typu aktywność. Raz kiedy odpuściłem, to podczas choroby ze względu na to, że nie mogłem nic mówić – tłumaczy artysta.

CZYTAJ TAKŻE: nana wokalistka rusza po światowy tytuł. Małgorzata Szarek powalczy w Ameryce o koronę Mrs. International

Nowy projekt pokazuje, że WonerS doskonale rozumie, jak ważny jest dziś kontakt z fanami. Nie ogranicza się jedynie do koncertów czy mediów społecznościowych. Dzięki vlogom zaprasza swoich odbiorców do świata, którego na co dzień nie widać – pełnego podróży, przygotowań do występów, żartów, nieoczekiwanych sytuacji i ludzi, którzy tworzą jego koncertową rodzinę. To kolejny dowód na to, że młody artysta potrafi łączyć wiele projektów jednocześnie. Gra koncert za koncertem, rozwija swoją działalność poza muzyką, tworzy miejsce dla fanów w Gdańsku Brzeźnie, a jednocześnie znajduje czas, by być z nimi jeszcze bliżej. I właśnie ta autentyczność sprawia, że jego vlog ma szansę stać się obowiązkową pozycją dla każdego, kto chce zobaczyć WonerSa nie tylko jako wokalistę, ale przede wszystkim jako wartościowego, pełnego pasji i marzeń człowieka.

Fot. archiwum prywatne

Kontynuuj czytanie

news

Wydał 90 TYSIĘCY na torebkę. Czy Bart Pniewski nadal utrzymuje córkę?

Opublikowano

w dniu

przez

Bart Pniewski powiedział nam, ile realnie wydaje na ubrania… Czy Nicol Pniewska wciąż jest na jego utrzymaniu?

ZOBACZ TEŻ: Mija rok od śmierci Joanny Kołaczkowskiej. Trudno powstrzymać łzy

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością