news
„Kamienie na szaniec” – wywiady z głównymi bohaterami filmu
Pozostając w temacie „Kamieni na szaniec” zapraszamy do przeczytania wywiadów z Tomaszem Ziętkiem, Marcelem Sabatem, Kamilem Szeptyckim i Arturem Żmijewskim.
Tomasz Ziętek – Rudy

Jak się przygotowywałeś do odegrania scen tortur? Wyglądało to bardzo realistycznie!
Na początku była to przede wszystkim kwestia pracy kaskaderskiej, gdzie zaznajamialiśmy się z możliwymi torturami, jakie mógł przejść Rudy, bo nie ma tego do końca udokumentowanego. Najpierw było przygotowanie kaskaderskie, a już na samym planie moje propozycje. Sam ból jest sprawą indywidualną i nie ma możliwości stworzenia tego, w jaki sposób cierpiał Rudy, więc musiałem to testować na sobie. Konsultowałem też wszystko z lekarzem, który był na planie. Pytałem go o to, jak zachowałby Rudy się np. po upadku ze schodów.
Jaka atmosfera panowała na planie podczas kręcenia tych ujęć?
Myślę , że udało się stworzyć na planie taką atmosferę, która pozwoliła nam na efektywną pracę. Duża zasługa należy też do Ewy Drobiec, która zajęła się charakteryzacją. My możemy różne rzeczy zagrać, ale ważne jest uwiarygodnienie poprzez charakteryzację.
Czy odgrywanie tak trudnych scen, odbija się w jakikolwiek sposób na psychice?
Myślę, że tak. Chociażby ze względu na ten indywidualizm odgrywanych scen. Nie mogłem się opierać na czyichś reakcjach, musiałem sam na sobie je testować. Starałem się zrozumieć i rozróżnić ból pod różnymi postaciami. Fakt, że dochodzi do takich urazów zewnętrznych… Nie, ja nawet nie chcę wracać do tego rodzaju wspomnień, bo przyznam, że zostawiło to we mnie jakieś nieprzyjemne uczucie. Myślałem, że uda się przez to łatwo przebrnąć, a jednak tak łatwo nie było.
A jak wspominasz współpracę ze swoimi kolegami z planu?
Znaliśmy się wcześniej z chłopakami z egzaminów. Nie byliśmy kumplami, dopiero na planie się zakolegowaliśmy. Myślę, że nasza znajomość gdzieś tam później zaprocentowała. Umożliwiła nam zbudowanie takich, a nie innych relacji. Nie wszystko zostało pokazane w filmie, ale były świetne kreacje drugoplanowe całej drużyny, które niestety z powodu ograniczonego czasu filmu zostały wyeliminowane. Myślę, że wszyscy mieli fantastyczne zaplecze. Trudno nam też było się zapamiętać – imię i nazwisko aktora, imię i nazwisko postaci, do tego pseudonim postaci. Dla ułatwienia posługiwaliśmy się filmowymi pseudonimami (śmiech). Na pierwszej próbie kaskaderskiej, na której się poznaliśmy, jeden z naszych instruktorów zaproponował grę w futbol amerykański i to też bardzo zaprocentowało na planie.
Jak Ci się oglądało samego siebie po raz pierwszy na dużym ekranie?
Ciężko ogląda mi się sceny, w którym występuję (śmiech.) Nie przepadam za swoim wizerunkiem (śmiech).
Marcel Sabat – Zośka

Czujesz presję w związku z tym, że zadebiutowałeś główną rolą w filmie „Kamienie na szaniec”?
Jest to dla mnie ogromna odpowiedzialność, ale mam nadzieje, że ten debiut pomoże mi w karierze aktorskiej. Mam też nadzieję, że dzięki temu filmowi, będę miał kolejne wyzwania zawodowe. Teraz skupiam się na tym, żeby dobrze poprowadzić swoją karierę.
Jak się przygotowywałeś do swej roli?
Przygotowywałem się czytając książki, oglądając filmy. Na przygotowania składały się też nasze spotkania, długie rozmowy, wymienianie się nowymi informacjami, czy poglądami na ten temat. Cały czas się tym żyło. To był okres poszukiwań tych postaci.
Czy po powrocie z planu, do domu, dalej siedziałeś w swojej roli, czy potrafiłeś powrócić do siebie?
Mi w tym zawodzie bardzo zależy na tym, żeby oddzielać od niego życie prywatne. Zawsze staram się oddzielać od siebie te dwie płaszczyzny.
Co było dla Ciebie najtrudniejsze do zagrania?
Najważniejsze dla mnie było, żeby wiarygodnie i z rozwagą pokazać sceny emocjonalne. Wydaje mi się, że istnieje minimalna granica między w złym tego słowa znaczeniu – patosem, a czymś, co może wzruszyć. Szczególną uwagę, zwracał nam też na to Robert Gliński.
W jakich rolach czujesz się najlepiej?
Nie ma to dla mnie znaczenia. Jestem aktorem i muszę dostawać różne role i walczyć o różne role, żeby też ten zawód sprawiał mi przyjemność. Jeżeli będę grać jedno i to samo, to wtedy ten zawód nie będzie miał sensu (śmiech).
Z tego co widziałam, większość produkcji, w jakich się pojawiłeś była o tematyce wojennej.
Tak, ale jeśli nawiązujesz do „Persistence” to pamiętaj, że to była etiuda wojenna. Ja tam zagrałem naprawdę tylko epizod. Później wystąpiłem w serialu „1920 wojna i miłość” i w zasadzie od tego się zaczęło. Może to dlatego, że dużo osób mi mówi, że mam przedwojenną urodę (śmiech) Ale nie zwracam na to szczególnie uwagi.
Jak Ci się podoba efekt końcowy „Kamieni…”?
Uważam, że jest to przekonywująca historia, działająca emocjonalnie na widza, która mam nadzieję, zostanie zapamiętana na długo.
Kamil Szeptycki – Alek

Po obejrzeniu „Kamieni…” mam poczucie, że Twojej postaci było tam zdecydowanie za mało!
Nie ty jedna masz takie poczucie (śmiech). Tych scen początkowo było sporo i naprawdę było w czym wybierać, ale niestety nie na wszystko mamy wpływ. Troszkę jest mi przykro. Alek został pokazany jako chłopak zdeterminowany i gotowy do działania , ale miał też całą paletę innych kolorów swojej osobowości. Może innym razem uda się to pokazać. Z drugiej strony myślę, że mamy tam taki kolaż postaci, że nie żałujemy tego Alka aż tak bardzo, bo jego cechy ewidentnie są ukazane w innych postaciach. Ja byłem odtwórcą tej roli i nie mam takiego poczucia niedosytu, bo te wszystkie jego bardzo osobiste cechy są zawarte w tym filmie. Nie ma co rozpaczać! (śmiech).
Ta rola to Twój wielki debiut!
Tak, tak to był mój debiut (śmiech) Ja to traktuję bardzo warsztatowo. Po raz pierwszy zetknąłem się z kamerą i to w takim wydaniu. Do tego Paweł Edelman! Myślę sobie: „Ooo! Z grubej rury zaczęliśmy to wszystko” (śmiech) To jest niesamowite doświadczenie. Widzę ile jeszcze trzeba się nauczyć, widzę, że trzeba cały czas szukać, nie odpuszczać sobie. To była dla mnie niesamowita przygoda, coś przepięknego, tym bardziej, że całość nagraliśmy w czasie wakacji, więc to były najlepsze wakacje jakie mógłbym sobie wymarzyć!
Jak dostałeś tę rolę?
Z castingu (śmiech) Ja byłem wzięty z zupełnie innego castingu, do zupełnie innego filmu. Już teraz nie pamiętam, co to było takiego… Pamiętam, że dostałem telefon ja i 19 innych osób ode mnie ze szkoły. Pojechaliśmy do Warszawy i na pierwszym castingu zagraliśmy scenki z moim kolegą, z którym nigdy się nie spotkałem na scenie, więc postanowiliśmy, że tutaj chociaż razem zagramy. No i musieliśmy powtórzyć swoją scenę – to było dziwne (śmiech) Nasze kochane kobiety , organizatorki castingu, nie wytrzymały napięcia i troszkę się wzruszyły… To było dla nas niesamowite.
Jaką scenę mieliście do zagrania?
Umieranie Rudego.
Jak się przygotowywałeś do tej roli? Słyszałam, że Robert Gliński zabrał Was na cmentarz, gdzie się bardzo wzruszyłeś…
Postać Alka, w którą się wcieliłem bardzo fajnie we mnie rosła. Przygotowywałem się do niej, opierając się głównie na dokumentach i przekazach, dziki którym mogłem zobaczyć charakter tego człowieka. Nie posągu, lecz prawdziwego człowieka. To było bardzo ciekawe przeżycie, dlatego że im więcej wiedziałem, im bardziej się poruszałem w temacie, tym bardziej mnie to dotyczyło. Doszedłem w końcu do takiego momentu, że nie byłem w stanie przerzucić kolejnych stron listów Basi do siostry Alka po jego śmierci. Zrozumiałem wtedy, że chyba w końcu jestem na dobrym tropie tego wszystkiego. Ważny był też dla mnie moment, kiedy pojechaliśmy z reżyserem i chłopakami na Powązki 1 sierpnia. To był dla mnie taki próg, który w końcu przeskoczyłem.
Czy były takie sceny, które sprawiały Ci szczególną trudność?
Ja w ogóle miałem problemy na samym początku (śmiech) To ciekawe, bo to jest bardzo „Alkowe” (śmiech) Miałem problemy z koncentracją, z tym, że tutaj muszę zrobić dwa i pół kroku, tutaj muszę spojrzeć w tym i w tamtym momencie, muszę być pokazany w kółku, plus do tego przeprowadzenie tematu… To był dla mnie bardzo duży wysiłek. Musiałem dużo pracy wykonać, żeby cały czas być w temacie i żeby na bieżąco wykorzystywać uwagi Pawła Edelmana. Dużo się dzięki temu nauczyłem. Dla mnie osobiście, moment mojego postrzału w czasie powrotu spod Arsenału był też trudny… To był mój ostatni dzień zdjęciowy. Miałem poczucie, że to jest moje ostatnie ujęcie w tym filmie i bardzo mnie to dotknęło. Wiedziałem, że w momencie kiedy wyrzucam granat, będę postrzelony i to jest koniec tej przygody… I początek pewnie jakiejś innej…
Wzruszyłeś się widząc śmierć Twej postaci na ekranie?
Nie. Myślę, że ta postać nie miała za zadanie wzruszyć. To była szybka akcja. Mnie to może poruszyło, lecz na płaszczyźnie bardzo prywatnej.
Liczysz się z tym, że teraz zetkniesz się z popularnością?
Ja w ogóle o tym nie myślę (śmiech) Jest mi to zupełnie obce. Nigdy nie myślałem takimi kategoriami. Nie potrafię sobie tego wyobrazić! Myślę, że jest mi to szalenie dalekie i nie jest to żaden rodzaj kokieterii (śmiech) Jeśli jednak przyjdzie taki dzień, to będę się musiał w tym odnaleźć!
Jak Ci się podoba efekt końcowy „Kamieni…”?
Uważam, że to jest dobry film. Nie potrafię sobie akurat zarzucić braku obiektywizmu. Takie jest moje zdanie. Nie będę jednak nikomu narzucał swojej opinii . Zapraszam do kin. Naprawdę warto!
Artur Żmijewski – Stanisław Bytnar, ojciec Rudego

Ostatnio widzę Pana często w roli „ojców”!
Czy to coś dziwnego? (śmiech). Chyba jestem w takim wieku, że już po prostu pozostało mi grywać ojców (śmiech)
Teraz wcielił się Pan w rolę ojca „Rudego”
Ja już niejednokrotnie grałem ojców (śmiech). Jestem już w tym pokoleniu, które grywa ojców. Nie mam z tym większych problemów (śmiech). Tutaj była inna tematyka, ponieważ był temat wojny, który zresztą jest nam gdzieś tam już dobrze znany. Każdy coś na ten temat wiedział, jeden mniej, drugi więcej. Ja miałem w swoim życiu moment, kiedy bardzo się tym interesowałem . „Kamienie na szaniec” również czytałem i to kilka razy. Zastanawiało mnie bardzo w jaki sposób zostanie to wszystko ujęte w scenariuszu. Przeczytałem scenariusz, a później już tylko realizowałem to, co reżyser mi wytyczył na planie, wykorzystując przy tym wyobraźnię, którą miałem na temat tej postaci.
Pan jest również ojcem w życiu prywatnym. Czy przygotowując się do swej roli, próbował Pan sobie wyobrazić, jak Pan zachowałby się będąc w takiej sytuacji, jak bohater, w którego Pan się wcielił?
Tak, jestem ojcem i to nawet trzykrotnym! Jednak nie chciałbym, żeby taka sytuacja, jaka spotkała mojego bohatera, spotkała kogokolwiek, dlatego wolałem sobie tego nawet nie wyobrażać. Nie miałem na pewno w głowie swoich synów i swojej córki.
Jak się Panu pracowało z młodymi, debiutującymi aktorami?
Fantastycznie! To są bardzo fajni, młodzi, otwarci ludzie, którzy pomimo swojego młodego wieku, mają bardzo wiele rzeczy „naumianych”, że tak powiem. Na prawdę sporo umieją, do tego potrafią słuchać i wyciągać wnioski, więc myślę, że to jest bardzo dobry prognostyk na przyszłość.
Jak się Panu podoba efekt końcowy filmu?
Moje zdanie na temat tego filmu jest jak najlepsze. Uważam, że to jest bardzo fajny film, który ma szanse trafić do bardzo młodych ludzi. Jestem też ciekaw, co powie mój syn po obejrzeniu tego filmu. Ale myślę, że trafi do niego, jak znam jego gusta.
Myśli Pan, że w dzisiejszych czasach, młodzież potrafiłaby się tak bohatersko zachować?
Ja bym wolał w taki sposób nie teoretyzować. Wolałbym, żeby żadna młodzież nie musiała stawać przed takim dylematem, brać broni do ręki i strzelać do kogokolwiek. Wolałbym, żebyśmy umieli się dogadywać na zupełnie innym poziomie, a nie przy pomocy agresji.
Pytam głównie przez to, co dzieje się u naszych wschodnich sąsiadów
Myślę, że odpowiedź w tym kontekście też nie może być inna. Z jednej strony, nie może być tak, żeby ktoś sobie wymyślił, że zajmie część suwerennego państwa, które jest jego sąsiadem, a z drugiej strony Ci młodzi ludzie, nie powinni mieć takiego imperatywu, by stawać do wojny z kimkolwiek.
news
Oliwia ze „ŚOPW” przerwała milczenie. „Prawda jest znacznie bardziej bolesna”
Program miał dać jej szansę na miłość i nowe życie. Zamiast bajkowego zakończenia pojawiły się jednak doświadczenia, które odcisnęły piętno na kolejnych latach. Po latach jedna z najbardziej rozpoznawalnych uczestniczek „Ślubu od pierwszego wejrzenia” zdobyła się na szczere wyznanie. Dowiedz się więcej
„Ślub od pierwszego wejrzenia” od lat budzi ogromne emocje wśród widzów TVN. Jedni traktują program jako niepowtarzalną szansę na znalezienie miłości, inni zarzucają mu zbyt daleką ingerencję w życie uczestników. Bez względu na opinie, kolejne edycje reality show niezmiennie przyciągają przed telewizory tysiące fanów.
Jedną z najbardziej zapamiętanych bohaterek programu była Oliwia Ciesiółka, która w czwartej edycji została połączona z Łukaszem Kuchtą. Ich relacja od samego początku wzbudzała ogromne zainteresowanie widzów. Nie brakowało zarówno romantycznych momentów, jak i trudnych sytuacji, które wystawiały ich związek na próbę.
W trakcie emisji programu wiele osób wierzyło, że para ma szansę stworzyć trwałą relację. Po zakończeniu eksperymentu na świat przyszedł nawet ich syn Franek, co wydawało się potwierdzać, że eksperci trafnie dopasowali uczestników. Z czasem okazało się jednak, że codzienność zweryfikowała te nadzieje.
Po latach Oliwia Ciesiółka wróciła wspomnieniami do udziału w programie. W rozmowie z „Faktem” przyznała, że początkowo naprawdę chciała uwierzyć, że eksperci dokonali właściwego wyboru.
“Na początku chciałam wierzyć, że dobrze nas dobrano. Weszłam w ten program z nadzieją, więc naturalnie szukałam sensu w tym, że połączono akurat nas. Relacja to nie teoria na papierze. Dopiero czas, codzienne sytuacje i to, co wydarzyło się po programie, pokazały mi rzeczy, których na początku nie mogłam zobaczyć” – wyznała w rozmowie z “Faktem”.
POLECAMY: Polsat KOŃCZY produkcję kultowego hitu? Te wieści zasmucą fanów
Oliwia Ciesiółka ujawnia kulisy hitu TVN
Dziś była uczestniczka patrzy na cały eksperyment z dużo większym dystansem. Jak przyznaje, sam casting był jedynie początkiem emocjonalnej drogi, która miała okazać się znacznie trudniejsza, niż mogła przypuszczać. Prawdziwe wyzwanie zaczęło się dopiero wtedy, gdy przyszło jej stanąć na ślubnym kobiercu obok całkowicie obcego człowieka.
W najnowszym wywiadzie Oliwia Ciesiółka podkreśliła również, że nie zamierza obarczać winą za swoje doświadczenia producentów programu ani sposobu montażu odcinków. Jej zdaniem odpowiedzialność za decyzję o wejściu do reality show spoczywa przede wszystkim na samych uczestnikach.
“Nie chcę robić sensacji ani nikogo oskarżać. Mogę mówić tylko o sobie i o tym, jak udział w “Ślubu od pierwszego wejrzenia” wpłynął na moje życie. Weszłam w to z nadzieją na miłość, a wyszłam z dużą lekcją o sobie, relacjach i granicach. (…) Nie jesteśmy ofiarami programu telewizyjnego. Zwalenie wszystkiego na producentów i montaż jest zbyt proste. Prawda jest znacznie bardziej bolesna: sami się tam zgłosiliśmy. Na własne życzenie weszliśmy przed kamery, nie mając zielonego pojęcia, co to z nami zrobi. Byliśmy dwojgiem dzieciaków poturbowanych dzieciństwem, którym wydawało się, że telewizyjny eksperyment uleczy ich braki” – wyznała.
Była uczestniczka zwróciła również uwagę na kwestię wsparcia psychologicznego oferowanego uczestnikom. Choć formalnie taka pomoc była dostępna, jej zdaniem problem pojawiał się w momencie, gdy osoba przeżywająca kryzys sama musiała rozpoznać, że potrzebuje pomocy.
“Mieliśmy numery kontaktowe i możliwość skorzystania ze wsparcia. Tego nie neguję, ale dla mnie problem był inny: w praktyce to uczestnik musiał sam rozpoznać, kiedy już nie daje rady” – dodała.
W rozmowie z „Faktem” Oliwia Ciesiółka nie ukrywała także swojego spojrzenia na mechanizmy rządzące telewizyjnymi formatami. Jak zaznaczyła, programy tego typu powstają przede wszystkim po to, by budzić emocje i przyciągać uwagę widzów.
“Nie udawajmy, że telewizja jest prywatną poradnią małżeńską. Program musi mieć emocje i przyciągać widza” – stwierdziła.
Dziś influencerka twierdzi, że nie żałuje udziału w programie, choć koszt tej decyzji był znacznie wyższy, niż mogła przypuszczać. Swoje doświadczenia opisała w e-booku „BEZ CIĘĆ”, który ma być dla niej symbolicznym zamknięciem tego etapu życia.
“Dzisiaj już nie żałuję [udziału w programie], a e-book “BEZ CIĘĆ” ostatecznie zamyka dla mnie tamten rozdział. To nie jest pamiętnik ofiary. Telewizja dała mi rozpoznawalność i nie zamierzam udawać, że jest inaczej, ale brutalnie szczerze podsumowuję w nim potworny rachunek, jaki musiałam za to zapłacić. To twarda prawda o tym, że można odnieść wizerunkowy sukces, a za zamkniętymi drzwiami zapłacić najwyższą cenę – własnym zdrowiem psychicznym” – wspomniała.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Doda wybuchła po tym pytaniu. Nagle wypaliła ws. wyroków
Lubicie oglądać “Ślub od pierwszego wejrzenia”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
news
Polsat KOŃCZY produkcję kultowego hitu? Te wieści zasmucą fanów
To wiadomość, której fani programu z pewnością się nie spodziewali. Po latach nieprzerwanej obecności na antenie jeden z najpopularniejszych formatów rozrywkowo-sportowych znika z jesiennej ramówki Polsatu. Co stoi za tą decyzją i czy to definitywny koniec programu? Dowiedz się więcej!
Przez lata był jednym z najbardziej charakterystycznych programów w ofercie Telewizji Polsat. Widowiskowe tory przeszkód, emocjonująca rywalizacja i spektakularne wyczyny uczestników przyciągały przed telewizory setki tysięcy widzów. Teraz jednak stacja podjęła zaskakującą decyzję dotyczącą przyszłości formatu.
Jak ustalił portal Wirtualnemedia.pl, jesienią na antenie Polsatu nie pojawi się kolejny sezon programu „Ninja vs. Ninja”. To pierwsza taka sytuacja od 2020 roku, gdy produkcja była nieprzerwanie obecna w ramówce nadawcy. Informacja szybko wywołała poruszenie wśród fanów formatu.
Program zadebiutował w Polsacie w 2019 roku pod nazwą „Ninja Warrior Polska”. Format oparty na japońskim pierwowzorze błyskawicznie zdobył popularność i doczekał się kolejnych sezonów. Przez pierwszych dziewięć edycji widzowie śledzili zmagania zwykłych uczestników walczących z wymagającym torem przeszkód.
Z czasem produkcja przeszła metamorfozę. Ostatnie trzy sezony emitowano już jako „Ninja vs. Ninja”. W nowej formule do rywalizacji stawali nie tylko uczestnicy wcześniejszych edycji programu, ale również zawodnicy znani z zagranicznych odsłon formatu. Dzięki temu poziom zmagań był jeszcze wyższy, a emocji nie brakowało do samego końca.
Nieodłącznym elementem programu byli także prowadzący i komentatorzy. Rywalizację uczestników relacjonowali dziennikarz Polsat Sport Jerzy Mielewski oraz zawodnik MMA Łukasz “Juras” Jurkowski. Ich komentarze i energia stały się jednym z symboli programu.
W ostatnich sezonach doszło również do zmiany wśród prowadzących. Miejsce Karoliny Gilon zajęła dziennikarka Polsat Sport Marta Ćwierniewicz, która od jesieni ubiegłego roku współtworzyła program. Za realizację produkcji odpowiadała natomiast firma Jake Vision.
Choć format nadal miał wiernych widzów, jego wyniki oglądalności nie były już tak imponujące jak w najlepszych latach. Dwunasta edycja programu, emitowana tej wiosny we wtorkowe wieczory, gromadziła średnio około 590 tysięcy widzów, o czym informował serwis Wirtualnemedia.pl.
POLECAMY: Doda wybuchła po tym pytaniu. Nagle wypaliła ws. wyroków
Polsat kasuje format „Ninja Warrior Polska”?
Najwięcej pytań pojawiło się jednak wokół przyszłości programu. Jak informuje portal Wirtualnemedia.pl, Polsat nie ogłosił tegorocznych castingów, które tradycyjnie odbywały się przed nagraniami w Arenie Gliwice. Co więcej, nie zaplanowano tam również realizacji kolejnych odcinków.
Nie oznacza to jednak definitywnego końca formatu. Według nieoficjalnych informacji stacja nie zamknęła całkowicie drzwi przed powrotem programu. Po dwunastu edycjach nadawca chce jednak odświeżyć ofertę i zaproponować widzom coś nowego. Obecnie trwają analizy oraz prace nad zagospodarowaniem wtorkowego pasma.
“Polsat zawsze latem w hali w Arenie Gliwice nagrywał po dwa sezony formatu – w tym roku nie ogłoszono castingów i nie zaplanowano tam nagrań. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, stacja nie podjęła jednak decyzji o rezygnacji z formatu całkowicie, ale po 12 edycjach chce zaproponować widzom coś innego. Trwają aktualnie prace nad tym, co umieścić we wtorkowym paśmie” – czytamy na stronie Wirtualnemedia.pl.
Na ten moment nie wiadomo jeszcze, jaki format zastąpi „Ninja vs. Ninja” w jesiennej ramówce. Polsat nie ujawnił swoich planów, dlatego widzowie muszą uzbroić się w cierpliwość. Niewykluczone, że stacja postawi na zupełnie nowy program rozrywkowy lub serial, który ma przyciągnąć przed ekrany jeszcze większą publiczność. Jedno jest pewne – nadchodząca jesień przyniesie spore zmiany w ofercie Polsatu.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Gwiazdor „The Voice of Poland” ogłosił radosną nowinę. W sieci aż wrze
Będzie Wam brakować tego programu w Polsacie? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!









Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Doda wybuchła po tym pytaniu. Nagle wypaliła ws. wyroków
Wystarczyło kilka zdań wypowiedzianych ze sceny, by ponownie znalazła się w centrum uwagi. Doda podczas jednego z paneli dyskusyjnych otwarcie wróciła do głośnej sprawy sądowej i relacji z byłym partnerem. Jej słowa natychmiast wywołały falę komentarzy i podzieliły opinię publiczną. Dowiedz się więcej!
Tegoroczne Święto Wolności i Praw Obywatelskich w Gdańsku zgromadziło wielu przedstawicieli świata kultury, mediów i działalności społecznej. W programie nie zabrakło debat dotyczących współczesnych wyzwań związanych z wolnością słowa, odpowiedzialnością społeczną oraz funkcjonowaniem osób publicznych w przestrzeni publicznej.
Jednym z najgłośniejszych punktów wydarzenia okazał się panel zatytułowany „Granice wolności”. Wśród zaproszonych gości znalazła się Doda, która od lat wzbudza zainteresowanie nie tylko swoją działalnością artystyczną, ale również bezkompromisowymi wypowiedziami na tematy społeczne i obyczajowe.
Podczas rozmowy prowadzonej przez dziennikarkę Magdalenę Rigamonti pojawił się temat wyroku, który wokalistka usłyszała w związku z wieloletnim sporem ze swoim byłym partnerem, Emilem Haidarem. Pytanie dotyczyło tego, jak funkcjonuje dziś jako osoba publiczna po zakończeniu głośnego procesu.
Aby zrozumieć kontekst całej sytuacji, warto przypomnieć, że sprawa ciągnęła się przez wiele lat. Na początku 2024 roku Sąd Okręgowy w Warszawie wydał prawomocny wyrok, na mocy którego Doda została skazana na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz grzywnę. Proces dotyczył wydarzeń z 2017 roku związanych z konfliktem pomiędzy wokalistką a biznesmenem.
POLECAMY: Gwiazdor „The Voice of Poland” ogłosił radosną nowinę. W sieci aż wrze
Doda nie gryzła się w język ws. swoich wyroków!
W trakcie debaty artystka nie unikała trudnych tematów i otwarcie odniosła się do swojej przeszłości. Jednocześnie podkreślała, że jej działalność społeczna, charytatywna i zawodowa nie powinna być oceniana przez pryzmat prywatnych konfliktów sprzed lat.
“Nie przypominam sobie, żeby moje kłótnie z moimi byłymi partnerami, po których później dostałam wyrok, w jakikolwiek sposób źle zadziałały na psy w schronisku, albo na dzieci leżące onkologicznie w szpitalu. Czy te dzieci obchodzi jakiś mój były facet, któremu porysowałam samochód? Nie żałuję. Najwidoczniej zasłużył” – powiedziała prosto ze sceny.
Słowa Dody natychmiast zwróciły uwagę uczestników wydarzenia oraz internautów śledzących relacje z debaty. Wielu komentujących zwróciło uwagę na bezpośredni sposób, w jaki artystka mówiła o sprawie, która przez lata była szeroko opisywana przez media.
W dalszej części rozmowy gwiazda podkreśliła, że charakter jej przewinień był związany wyłącznie z życiem prywatnym. Zaznaczyła, że nie utożsamia swojej sytuacji z przestępstwami o znacznie poważniejszym charakterze i nie uważa, by miała być definiowana wyłącznie przez ten epizod.
“Ja nie dostałam wyroku za napaść, rozboje czy morderstwo. To są moje prywatne kwestie z moimi partnerami. No i okej, może jestem trochę nadpobudliwa i za bardzo emocjonalnie podchodzę, ale jestem artystką” – wyjaśniła.
Największe emocje wywołały jednak słowa, które padły pod koniec jej wystąpienia. Doda dała jasno do zrozumienia, że nie zamierza zmieniać swojego charakteru ani przepraszać za emocjonalne reakcje, które jak sama przyznała – są częścią jej osobowości.
“Może jeszcze będę miała 2 albo 3 wyroki, jak mnie jakiś facet wkurzy, ale nadal mam największe serce w tym kraju i największe zaangażowanie. I każdy o tym wie” – stwierdziła Rabczewska.
Wypowiedź wokalistki błyskawicznie obiegła media społecznościowe i portale internetowe, wywołując skrajne reakcje. Jedni chwalili ją za szczerość i odwagę w mówieniu o własnych błędach, inni zwracali uwagę na kontrowersyjny wydźwięk niektórych słów. Niezależnie od ocen jedno jest pewne – Doda po raz kolejny udowodniła, że potrafi przyciągnąć uwagę opinii publicznej i wywołać dyskusję, która jeszcze długo będzie komentowana.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Julia Wieniawa zaśpiewała hit Marka Grechuty. Widzowie TVP wydali werdykt
Doda ma rację? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Gwiazdor „The Voice of Poland” ogłosił radosną nowinę. W sieci aż wrze
Jeszcze niedawno mówiło się głównie o jego muzycznych sukcesach i kolejnych ambitnych projektach. Tym razem Dominik Dudek zaskoczył fanów informacją, której nikt się nie spodziewał. W mediach społecznościowych błyskawicznie zaroiło się od gratulacji i emocjonalnych komentarzy. Dowiedz się więcej!
Dominik Dudek należy dziś do grona najbardziej rozpoznawalnych młodych artystów w Polsce. Szeroka publiczność poznała go dzięki 13. edycji programu „The Voice of Poland”, którą wygrał w 2023 roku. Wokalista od początku zachwycał nie tylko swoim charakterystycznym głosem, ale również naturalnością i sceniczną charyzmą, które szybko zdobyły uznanie widzów oraz trenerów.
Podczas muzycznego show trafił do drużyny Tomsona i Barona, a jego występy regularnie zbierały bardzo pozytywne recenzje. Ostatecznie to właśnie on okazał się najlepszy w całej edycji programu, otwierając sobie drzwi do profesjonalnej kariery muzycznej.
Po zwycięstwie Dominik Dudek nie zamierzał spoczywać na laurach. Konsekwentnie rozwijał swoją karierę i prezentował kolejne autorskie utwory. Piosenki takie jak „Wydaje się”, „Be Good”, „Od kiedy jesteś” czy „Hold The Light” szybko znalazły swoich odbiorców i pozwoliły mu zbudować silną pozycję na rynku muzycznym.
Artysta wielokrotnie udowadniał również, że nie boi się ambitnych wyzwań. Już w 2023 roku próbował swoich sił w polskich preselekcjach do Konkursu Piosenki Eurowizji. Wówczas zaprezentował utwór „Be Good”, który spotkał się z dużym zainteresowaniem fanów, choć nie zapewnił mu awansu do konkursu.
To jednak nie zniechęciło młodego wokalisty. W kolejnych miesiącach nadal intensywnie pracował nad nową muzyką i rozwijał swoją twórczość. Rok później ponownie stanął do walki o eurowizyjny bilet, tym razem z utworem „Hold The Light”. Mimo że i tym razem nie udało mu się osiągnąć wymarzonego celu, pokazał, że potrafi wyciągać wnioski z niepowodzeń i konsekwentnie podąża własną drogą.
POLECAMY: Rozdano #Hashtagi Roku. Oto najwięksi zwycięzcy tegorocznej gali [LISTA]
Dominik Dudek wziął ślub. Kim jest jego partnerka?
Tym razem jednak nie jego działalność muzyczna przyciągnęła uwagę internautów. W niedzielne popołudnie Dominik Dudek opublikował w mediach społecznościowych zdjęcie, które natychmiast wywołało ogromne poruszenie. Na fotografii artysta zapozował w eleganckim garniturze, a u jego boku znalazła się Aleksandra Trzaska w efektownej sukni.
Do zdjęcia wokalista dodał krótki, ale niezwykle wymowny podpis: „Wzięliśmy ślub”. Te dwa słowa wystarczyły, by pod postem w ciągu kilku chwil pojawiły się setki reakcji oraz lawina komentarzy od fanów i znajomych z branży.
„OMG gratulacje. Wszystkiego dobrego dla Was”; „Buziaki dla Was”; „Cudownego życia”; „Wszystkiego co najpiękniejsze”; „Ale nas zaskoczyliście” – pisali zachwyceni internauci, którzy nie kryli wzruszenia i radości z powodu szczęścia swojego idola.
Wśród komentujących znalazła się również Natalia Zastępa, finalistka 9. edycji „The Voice of Poland”, która postanowiła w żartobliwy sposób odnieść się do tej wyjątkowej wiadomości. Pod wpisem zostawiła komentarz: „ONA TEMU WINNA ONA TENU WINNA”, czym rozbawiła zarówno samych nowożeńców, jak i obserwatorów.
Nie zabrakło również typowego dla fanów poczucia humoru. Jeden z internautów zwrócił uwagę na charakterystyczny element wizerunku wokalisty i zapytał: „Tak bez czapki?”. Komentarz szybko przyciągnął uwagę innych użytkowników, ponieważ Dominik Dudek od lat kojarzony jest właśnie z nakryciem głowy, które stało się jego znakiem rozpoznawczym.
Choć para przez długi czas chroniła swoją prywatność, nie jest tajemnicą, że Dominik Dudek i Aleksandra Trzaska, która na co dzień pracuje jako lekarz, od lat tworzyli szczęśliwy i zgodny związek. Teraz postanowili zrobić kolejny ważny krok i podzielić się swoim szczęściem z fanami. Wszystko wskazuje na to, że dla zwycięzcy „The Voice of Poland” rozpoczął się właśnie jeden z najpiękniejszych rozdziałów w życiu – zarówno prywatnym, jak i zawodowym.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Julia Wieniawa zaśpiewała hit Marka Grechuty. Widzowie TVP wydali werdykt
Którą piosenkę Dominika Dudka lubicie najbardziej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!





Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news3 dni temuMichał Szpak zatrzymany przez policję? „Ktoś zgłosił, że …”
-
news2 dni temuZalany łzami Łatwogang wrócił do bolesnych wspomnień [WIDEO]
-
news5 dni temuMama Viki Gabor opowiedziała o diagnozie córki. Publiczność zamarła
-
news4 dni temuDoda zabrała głos po rozmowie z rodziną Łukasza Litewki: „Dali do zrozumienia”
-
showbiz3 dni temuGłośne nazwisko w „Tańcu z Gwiazdami”? Fani są zachwyceni
-
moda5 dni temuOpole 2026: zjawiskowa Doda, stylowa Kukulska i odmieniona Wyszkoni [FOTO]
-
news4 dni temuRoxie Węgiel bezlitosna dla Steczkowskiej? „Bawienie się w wiedźmy”
-
moda4 dni temuGwiazdy na premierze kosmetyków Gojdzia: Figura, Senyszyn, Schreiber [FOTO]

Dodaj komentarz