Śledź nas

news

„Kamienie na szaniec” – wywiady z głównymi bohaterami filmu

Opublikowano

w dniu

Pozostając w temacie „Kamieni na szaniec” zapraszamy do przeczytania wywiadów z Tomaszem Ziętkiem, Marcelem Sabatem, Kamilem Szeptyckim i Arturem Żmijewskim.

Tomasz Ziętek –  Rudy

1376451_693214220720416_1702345945_n

Jak się przygotowywałeś do odegrania scen tortur? Wyglądało to bardzo realistycznie!

Na początku była to przede wszystkim kwestia pracy kaskaderskiej, gdzie zaznajamialiśmy się z możliwymi torturami, jakie mógł przejść Rudy, bo nie ma tego do końca udokumentowanego. Najpierw  było przygotowanie kaskaderskie, a już na samym planie moje propozycje. Sam ból jest sprawą indywidualną i nie ma możliwości stworzenia tego, w jaki sposób cierpiał Rudy,  więc musiałem to testować na sobie. Konsultowałem też wszystko z lekarzem, który był na planie. Pytałem go o to, jak zachowałby Rudy się np. po upadku ze schodów.

Jaka atmosfera panowała na planie podczas kręcenia tych ujęć?

Myślę , że udało się stworzyć na planie taką atmosferę, która pozwoliła nam na efektywną pracę. Duża zasługa należy też do Ewy Drobiec, która zajęła się charakteryzacją. My możemy różne rzeczy zagrać, ale ważne jest uwiarygodnienie poprzez charakteryzację.

211537_kamienie-na-szaniec_ch02-rudy_891-208x300Czy odgrywanie tak trudnych scen, odbija się w jakikolwiek sposób na psychice?

Myślę, że tak. Chociażby ze względu na ten indywidualizm odgrywanych scen. Nie mogłem się opierać na czyichś reakcjach,  musiałem sam na sobie je testować. Starałem się  zrozumieć i rozróżnić ból pod różnymi postaciami. Fakt, że dochodzi do takich urazów zewnętrznych…  Nie, ja nawet nie chcę wracać do tego rodzaju wspomnień, bo przyznam, że zostawiło to we mnie jakieś nieprzyjemne uczucie. Myślałem, że uda się przez to łatwo przebrnąć, a jednak tak łatwo nie było.

 

A jak wspominasz współpracę ze swoimi kolegami z planu?

Znaliśmy  się wcześniej z chłopakami z egzaminów. Nie byliśmy kumplami, dopiero na planie się zakolegowaliśmy. Myślę, że nasza znajomość  gdzieś tam później zaprocentowała. Umożliwiła nam zbudowanie takich, a nie innych relacji. Nie wszystko zostało pokazane w filmie, ale były świetne kreacje drugoplanowe całej drużyny, które niestety z powodu ograniczonego czasu filmu zostały wyeliminowane. Myślę, że wszyscy mieli fantastyczne zaplecze. Trudno nam też było się zapamiętać – imię i nazwisko aktora, imię i nazwisko postaci, do tego pseudonim postaci.  Dla ułatwienia posługiwaliśmy  się filmowymi pseudonimami (śmiech).  Na pierwszej próbie kaskaderskiej, na której się poznaliśmy, jeden z naszych instruktorów zaproponował grę w  futbol amerykański i to też bardzo zaprocentowało na planie.

Jak Ci się oglądało samego siebie po raz pierwszy na dużym ekranie?

Ciężko ogląda mi się sceny, w którym występuję (śmiech.) Nie przepadam za swoim wizerunkiem (śmiech).

 

Marcel Sabat – Zośka

1621685_693213670720471_1772374804_n

Czujesz presję w związku z tym, że zadebiutowałeś główną rolą w filmie „Kamienie na szaniec”?

Jest to dla mnie ogromna odpowiedzialność, ale mam nadzieje, że ten debiut pomoże  mi w karierze aktorskiej.  Mam też nadzieję, że dzięki temu filmowi, będę miał kolejne wyzwania zawodowe. Teraz skupiam się na tym, żeby dobrze poprowadzić swoją karierę.

Jak się przygotowywałeś do swej roli?

Przygotowywałem się czytając książki, oglądając filmy. Na przygotowania składały się  też nasze spotkania, długie rozmowy, wymienianie się nowymi informacjami, czy poglądami na ten temat. Cały czas się tym żyło. To był okres poszukiwań tych postaci.

211539_kamienie-na-szaniec_ch03-zoska_891-208x300Czy po powrocie z planu, do domu, dalej siedziałeś w swojej roli, czy potrafiłeś powrócić do siebie?

Mi w tym zawodzie bardzo zależy na tym, żeby oddzielać od niego życie prywatne. Zawsze staram się oddzielać od siebie te dwie płaszczyzny.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze do zagrania?

Najważniejsze dla mnie było, żeby wiarygodnie i z rozwagą pokazać sceny emocjonalne. Wydaje mi się, że istnieje minimalna granica między w złym tego słowa znaczeniu – patosem, a czymś, co może wzruszyć. Szczególną uwagę, zwracał nam też na to Robert Gliński.

W jakich rolach czujesz się najlepiej?

Nie ma to dla mnie znaczenia. Jestem aktorem i muszę dostawać różne role i walczyć o różne role, żeby też ten zawód sprawiał mi przyjemność. Jeżeli  będę grać jedno i to samo, to wtedy ten zawód nie będzie miał sensu (śmiech).

Z tego co widziałam, większość produkcji, w jakich się pojawiłeś była o tematyce wojennej.

Tak, ale jeśli nawiązujesz do „Persistence”  to  pamiętaj, że  to była etiuda wojenna. Ja  tam zagrałem naprawdę tylko epizod. Później wystąpiłem w serialu  „1920 wojna i miłość” i w zasadzie od tego się zaczęło. Może to dlatego, że dużo osób mi mówi, że mam przedwojenną urodę (śmiech) Ale nie zwracam na to szczególnie uwagi.

Jak Ci się podoba efekt końcowy „Kamieni…”?

Uważam, że jest to przekonywująca historia, działająca emocjonalnie na widza, która mam nadzieję,  zostanie zapamiętana na długo.

 

Kamil Szeptycki – Alek

1510502_693214580720380_2045764865_n

Po obejrzeniu „Kamieni…” mam poczucie, że Twojej postaci było tam zdecydowanie za mało!

Nie ty jedna masz takie poczucie (śmiech). Tych scen początkowo było sporo i naprawdę było w czym wybierać, ale niestety nie na wszystko mamy wpływ.  Troszkę jest mi przykro. Alek został pokazany jako  chłopak  zdeterminowany i gotowy do działania , ale miał też całą paletę innych kolorów swojej osobowości. Może innym razem uda się to pokazać. Z drugiej strony myślę, że mamy tam taki kolaż postaci, że nie żałujemy tego Alka aż tak bardzo, bo jego cechy ewidentnie są ukazane w innych postaciach. Ja byłem odtwórcą tej roli i nie mam takiego poczucia niedosytu, bo te wszystkie jego bardzo osobiste cechy są zawarte w tym filmie. Nie ma co rozpaczać! (śmiech).

211535_kamienie-na-szaniec_ch01-alek_891-208x300Ta rola to Twój wielki debiut!

Tak, tak to był mój debiut (śmiech) Ja to traktuję bardzo warsztatowo. Po raz pierwszy zetknąłem się z kamerą i to w takim wydaniu. Do tego Paweł Edelman! Myślę sobie: „Ooo! Z grubej rury zaczęliśmy to wszystko”  (śmiech) To  jest niesamowite doświadczenie. Widzę ile jeszcze trzeba się nauczyć, widzę, że trzeba cały czas szukać, nie odpuszczać sobie. To była dla mnie niesamowita przygoda, coś przepięknego, tym bardziej, że całość nagraliśmy w czasie wakacji, więc to były najlepsze wakacje jakie mógłbym sobie wymarzyć!

Jak dostałeś tę rolę?

Z castingu (śmiech) Ja byłem wzięty z zupełnie innego castingu, do zupełnie innego filmu. Już teraz nie pamiętam, co to było takiego… Pamiętam, że dostałem telefon ja i 19 innych osób ode mnie ze szkoły. Pojechaliśmy do Warszawy i na pierwszym castingu zagraliśmy scenki z moim kolegą, z którym nigdy się nie spotkałem na scenie, więc postanowiliśmy, że tutaj chociaż razem zagramy. No i musieliśmy powtórzyć swoją scenę – to było dziwne (śmiech) Nasze kochane kobiety , organizatorki castingu, nie wytrzymały napięcia i troszkę się wzruszyły… To było dla nas niesamowite.

Jaką scenę mieliście do zagrania?

Umieranie Rudego.

Jak się przygotowywałeś do tej roli? Słyszałam, że Robert Gliński zabrał Was na cmentarz, gdzie się bardzo wzruszyłeś…

Postać Alka, w którą się wcieliłem bardzo fajnie we mnie rosła. Przygotowywałem się do niej, opierając się głównie na dokumentach i przekazach, dziki którym mogłem zobaczyć charakter tego człowieka. Nie posągu, lecz prawdziwego człowieka. To było bardzo ciekawe przeżycie, dlatego że im więcej wiedziałem, im bardziej się poruszałem w temacie, tym bardziej mnie to dotyczyło. Doszedłem w końcu do takiego momentu, że nie byłem w stanie przerzucić kolejnych stron listów Basi do siostry Alka po jego śmierci. Zrozumiałem wtedy, że chyba w końcu jestem na dobrym tropie tego wszystkiego. Ważny był też dla mnie moment, kiedy pojechaliśmy z reżyserem i chłopakami na Powązki 1 sierpnia. To był dla mnie taki próg, który w końcu przeskoczyłem.

Czy były takie sceny, które sprawiały Ci szczególną trudność?

Ja w ogóle miałem problemy na samym początku (śmiech) To ciekawe, bo to jest bardzo „Alkowe” (śmiech) Miałem problemy z koncentracją, z tym, że tutaj muszę zrobić dwa i pół kroku, tutaj muszę spojrzeć w tym i w tamtym momencie, muszę być pokazany w kółku, plus do tego przeprowadzenie tematu… To był dla mnie bardzo duży wysiłek. Musiałem dużo pracy wykonać, żeby cały czas być w temacie i żeby na bieżąco wykorzystywać uwagi  Pawła Edelmana. Dużo się dzięki temu nauczyłem. Dla mnie osobiście, moment mojego postrzału w czasie powrotu spod Arsenału był też trudny… To był mój ostatni dzień zdjęciowy. Miałem poczucie, że to jest moje ostatnie ujęcie w tym filmie i bardzo mnie to dotknęło. Wiedziałem, że w momencie kiedy wyrzucam granat, będę postrzelony i to jest koniec tej przygody… I początek pewnie jakiejś innej…

Wzruszyłeś się widząc śmierć Twej postaci na ekranie?

Nie.  Myślę, że ta postać  nie miała za zadanie  wzruszyć. To była szybka akcja.  Mnie to może poruszyło, lecz na płaszczyźnie bardzo prywatnej.

Liczysz się z tym, że teraz zetkniesz się z popularnością?

Ja w ogóle o tym nie myślę (śmiech) Jest mi to zupełnie obce. Nigdy nie myślałem takimi kategoriami. Nie potrafię sobie tego wyobrazić! Myślę, że jest mi to szalenie dalekie i nie jest to żaden rodzaj kokieterii (śmiech) Jeśli jednak  przyjdzie taki dzień, to będę się musiał w tym odnaleźć!

Jak Ci się podoba efekt końcowy „Kamieni…”?

Uważam, że to jest dobry film. Nie potrafię sobie akurat zarzucić braku obiektywizmu. Takie jest moje zdanie. Nie będę jednak nikomu narzucał swojej opinii . Zapraszam do kin. Naprawdę warto!

 

Artur Żmijewski – Stanisław Bytnar, ojciec Rudego

1620886_693213774053794_1220586408_n1

Ostatnio widzę Pana często w roli „ojców”!

Czy to coś dziwnego? (śmiech).  Chyba jestem w takim wieku, że już po prostu pozostało mi grywać ojców (śmiech)

Teraz wcielił się Pan w rolę ojca „Rudego”

Ja  już niejednokrotnie grałem ojców (śmiech).  Jestem już w tym pokoleniu, które grywa ojców.  Nie mam z tym większych problemów (śmiech). Tutaj była inna tematyka, ponieważ był temat wojny, który zresztą jest nam gdzieś tam już dobrze znany. Każdy coś na ten temat wiedział, jeden mniej, drugi więcej. Ja miałem w swoim życiu moment, kiedy bardzo się tym interesowałem . „Kamienie na szaniec” również czytałem i to kilka razy. Zastanawiało mnie bardzo w jaki sposób zostanie to wszystko ujęte w scenariuszu. Przeczytałem scenariusz, a później już tylko realizowałem to, co reżyser mi wytyczył na planie, wykorzystując przy tym wyobraźnię, którą miałem na temat tej postaci.

0002PI88JHQBE25H-C116-F4-300x199Pan jest również ojcem w życiu prywatnym. Czy przygotowując się do swej roli, próbował Pan sobie wyobrazić, jak Pan zachowałby się będąc w takiej sytuacji, jak bohater, w którego Pan się wcielił?

Tak, jestem ojcem i to nawet trzykrotnym! Jednak nie chciałbym, żeby taka sytuacja, jaka spotkała mojego bohatera, spotkała kogokolwiek, dlatego wolałem sobie tego nawet nie wyobrażać. Nie miałem na pewno w głowie swoich synów i swojej córki.

Jak się Panu pracowało z młodymi, debiutującymi aktorami?
Fantastycznie! To są bardzo fajni, młodzi, otwarci ludzie, którzy pomimo swojego  młodego wieku,  mają bardzo wiele rzeczy „naumianych”, że tak powiem. Na prawdę sporo umieją, do tego potrafią słuchać i wyciągać wnioski, więc myślę, że to jest bardzo dobry prognostyk na przyszłość.

Jak się Panu podoba efekt końcowy filmu?

Moje zdanie na temat tego filmu jest jak najlepsze. Uważam, że to jest bardzo fajny film, który ma szanse trafić do bardzo młodych ludzi. Jestem też ciekaw, co powie mój syn po obejrzeniu tego filmu. Ale myślę, że trafi do niego, jak znam jego gusta.

Myśli Pan, że w dzisiejszych czasach, młodzież potrafiłaby się tak bohatersko zachować?

Ja bym wolał w taki sposób nie teoretyzować. Wolałbym, żeby żadna młodzież nie musiała stawać przed takim dylematem, brać broni do ręki i strzelać do kogokolwiek.  Wolałbym, żebyśmy umieli się dogadywać na zupełnie innym poziomie, a nie przy pomocy agresji.

Pytam głównie przez to, co dzieje się u naszych wschodnich sąsiadów

Myślę, że odpowiedź w tym kontekście też nie może być inna.  Z jednej strony, nie może być tak, żeby ktoś sobie wymyślił, że zajmie część suwerennego państwa, które jest jego sąsiadem, a z drugiej strony Ci młodzi ludzie, nie powinni mieć takiego imperatywu, by stawać do wojny z kimkolwiek.

news

Maria Sadowska GRAŁA do KOTLETA? “Zawsze robiłam SHOW!”

Opublikowano

w dniu

przez

Maria Sadowska GRAŁA do KOTLETA! “Zawsze robiłam SHOW!” – tym razem śpiewała w „Czerwonym Wieprzu”

Z Marią Sadowską udało się nam porozmawiać podczas 20-urodzin ikonicznej, warszawskiej restauracji “Czerwony Wieprz”.

fot. Piotr Podlewski/AKPA

POLECAMY: „Taniec z Gwiazdami” bez Sykut-Jeżyny i Ibisza? Te wieści mogą zaskoczyć

Kontynuuj czytanie

news

Patryk VEGA schudł 22 kg na diecie SZOK! Tak WALCZY Z GŁODEM w “Czerwonym Wieprzu”!

Opublikowano

w dniu

przez

Patryk VEGA schudł 22 kg na diecie SZOK! Tak WALCZY Z GŁODEM w “Czerwonym Wieprzu”!

Z Patrykiem Vegą udało się nam porozmawiać podczas 20-urodzin ikonicznej, warszawskiej restauracji “Czerwony Wieprz”.

POLECAMY: To może być koniec ich przygody w „TzG”? „Nie dam rady tańczyć” [KULISY]

Kontynuuj czytanie

news

Izabella Krzan niczym nimfa wyłania się z wody. Fani już komentują

Opublikowano

w dniu

przez

Izabella Krzan po raz kolejny przyciągnęła uwagę internautów. Gwiazda, która od kilku miesięcy rozwija swoją karierę w TVN, tym razem zachwyciła obserwatorów kadrami z wypoczynku w malowniczej, morskiej scenerii. Fani szybko zwrócili uwagę na jej sylwetkę. Dowiedz się więcej!

Izabella Krzan od kilku miesięcy jest jedną z twarzy programu „Dzień Dobry TVN”. Od około trzech miesięcy współprowadzi poranny format razem z Janem Pirowskim, a jej telewizyjna kariera nabrała w ostatnim czasie tempa. Prezenterka nie ogranicza się jednak wyłącznie do śniadaniówki i pojawia się także przy innych projektach stacji.

Jednym z nich jest „Azja Express”, który również prowadzi Izabella Krzan. Gwiazda doskonale odnalazła się w formacie wymagającym od prowadzącego energii, swobody i kontaktu z uczestnikami. Jej aktywność zawodowa sprawia, że widzowie coraz częściej mogą oglądać ją na antenie w różnych rolach.

Poza pracą przed kamerami Izabella Krzan chętnie pokazuje również fragmenty swojego życia w mediach społecznościowych. Prezenterka regularnie publikuje zdjęcia i nagrania, dzięki którym jej obserwatorzy mogą zobaczyć nie tylko telewizyjne kulisy, ale także bardziej prywatne momenty.

POLECAMY: To może być koniec ich przygody w „TzG”? „Nie dam rady tańczyć” [KULISY]

Izabella Krzan niczym bogini wyłania się z wody. Zachwycające kadry

Tym razem uwagę przyciągnęły kadry wykonane podczas wypoczynku. Izabella Krzan zaprezentowała się w wyjątkowo malowniczej, morskiej scenerii. Na opublikowanych ujęciach gwiazda spaceruje w przejrzystej, turkusowej wodzie, a w tle widać jasne skały oraz zakotwiczone łodzie.

Prezenterka postawiła na wakacyjny, naturalny look. Izabella Krzan miała na sobie dwuczęściowy, mieniący się srebrzyście strój kąpielowy o kroju bikini, który podkreślał jej smukłą sylwetkę. Całość uzupełniła eleganckimi okularami przeciwsłonecznymi oraz efektownym naszyjnikiem z krzyżykiem.

Nie zabrakło również naturalnych elementów stylizacji. Rozwiane przez wiatr włosy i słoneczna, morska sceneria stworzyły bardzo wakacyjny klimat. Na zdjęciach Izabella Krzan prezentuje się swobodnie i z dużym luzem, co szybko zostało zauważone przez jej obserwatorów.

Pod publikacją niemal od razu mogły pojawić się komentarze dotyczące wyglądu prezenterki. Fani chętnie komplementują jej formę i wakacyjny styl.

Wśród komentarzy można znaleźć między innymi: „Piękna i zmysłowa”, „Cudownie wyglądasz”, „Modeleczka”, „Słodki jeżu w malinach….. ten poziom zajebistości jest jeszcze legalny?”, „Figura marzenie” czy „Zazdroszczę”.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ida Nowakowska jako Cher w „TTBZ ”. Reakcja Gąsowskiego może zaskoczyć [WIDEO]

Lubicie Izę Krzan? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Izabella Krzan (fot. screen Instagram Izabella Krzan)
Izabella Krzan (fot. screen Instagram Izabella Krzan)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Krzysztof Cugowski zdradził wysokość emerytury. Na koncertach zarabia krocie

Opublikowano

w dniu

przez

Krzysztof Cugowski nie ukrywa, że jego emerytura nie należy do wysokich. Były lider Budki Suflera otrzymuje co miesiąc około 1700 zł, ale nie zamierza z tego powodu rezygnować ze sceny. Artysta wciąż regularnie koncertuje, a za jeden występ ma otrzymywać około 80 tys. zł.

Krzysztof Cugowski od lat pozostaje aktywny zawodowo. Choć w 2014 roku rozstał się z Budką Suflera, nie zakończył muzycznej kariery. Nadal występuje przed publicznością, tym razem z zespołem określanym jako Zespół Mistrzów. Jego koncerty odbywają się w ramach trasy „Wiek to tylko liczba”.

Muzyk ma już 76 lat, jednak wciąż nie myśli o przejściu na artystyczną emeryturę. Jak sam podkreśla, dopóki pozwala mu na to zdrowie, zamierza śpiewać. Niewysokie świadczenie z ZUS-u nie jest dla niego powodem do narzekania, ponieważ główne dochody zapewnia mu działalność koncertowa.

POLECAMY: Budka Suflera ma nowego wokalistę. Cugowski oburzony: Demolowanie legendy

Krzysztof Cugowski dostaje 1700 zł emerytury

Krzysztof Cugowski nie ukrywa, że wysokość jego emerytury może zaskakiwać. Były lider Budki Suflera co miesiąc otrzymuje około 1700 zł. Artysta tłumaczył, że na wysokość świadczenia wpływ miała jego kariera rozpoczęta jeszcze w czasach PRL-u. W tamtym okresie zasady odprowadzania składek wyglądały inaczej niż obecnie, co dziś przekłada się na wysokość jego emerytalnych wpływów. Muzyk nie przedstawia jednak swojej sytuacji jako powodu do narzekania. Wręcz przeciwnie, podkreśla, że nie zamierza skupiać się na kwocie przelewanej przez ZUS. Krzysztof Cugowski wciąż jest aktywny zawodowo, regularnie pojawia się na scenie i czerpie dochody z koncertów. To właśnie dalsza praca pozwala mu zachować finansową niezależność.

W rozmowie z „Faktem” artysta zaznaczył, że dopóki zdrowie mu na to pozwala, nie zamierza rezygnować ze śpiewania. Nie ukrywa, że muzyka nadal jest dla niego nie tylko źródłem utrzymania, ale przede wszystkim ważną częścią życia.

Mam jednak tyle, ile mam, i dopóki dopisuje mi zdrowie i pracuję, wysokość tej emerytury w ogóle mnie nie interesuje. Mam z czego żyć i zgrzeszyłbym, gdybym miał pretensje. Zamierzam śpiewać do śmierci — powiedział „Faktowi”.


Dla niego znacznie większe znaczenie ma możliwość dalszego wykonywania zawodu. Dzięki koncertom pozostaje aktywny, spotyka się z publicznością i nadal może zarabiać na swojej wieloletniej pasji. Choć kwota 1700 zł miesięcznie nie jest wysoka, piosenkarz nie sprawia wrażenia osoby, która zamierza z tego powodu ograniczyć swoją działalność. Jego podejście jest jasne: skoro nadal może pracować i ma zaplanowane występy, wysokość emerytury nie stanowi dla niego najważniejszego problemu.

POLECAMY: Krzysztof Cugowski: “Pewien jołop to w taką opinię wykuł…” O czym mówi wokalista “Budki Suflera”?

Tyle Krzysztof Cugowski może zarobić do końca roku

Choć emerytura Krzysztofa Cugowskiego nie należy do wysokich, artysta wciąż pozostaje aktywny zawodowo. Były lider Budki Suflera regularnie pojawia się na scenie i koncertuje z zespołem Mistrzów. Według informacji „Faktu” za jeden występ może otrzymywać około 80 tys. zł. Trzeba jednak pamiętać, że jest to kwota dotycząca całego koncertowego wynagrodzenia, a niekoniecznie pieniędzy, które trafiają bezpośrednio do kieszeni muzyka. Z takiej stawki trzeba bowiem pokryć między innymi koszty organizacyjne, techniczne oraz wynagrodzenia współpracowników.Z zapowiedzi koncertowych wynika, że Krzysztof Cugowski ma jeszcze przed sobą kilkanaście występów. „Fakt” informował o 18 zaplanowanych koncertach, co przy podanej stawce dawałoby łącznie około 1,4 mln zł przychodu brutto. To jedynie szacunkowe wyliczenie, ponieważ ostateczna kwota może zależeć od warunków poszczególnych umów, kosztów tras oraz liczby osób zaangażowanych w realizację wydarzeń.

Sam wokalista nie ukrywa, że mimo upływu lat nie zamierza rezygnować ze śpiewania. W rozmowie z „Faktem” podkreślił, że najważniejsze pozostają dla niego zdrowie, możliwość pracy oraz kontakt z publicznością. Jak zaznaczył:

Mam jednak tyle, ile mam, i dopóki dopisuje mi zdrowie i pracuję, wysokość tej emerytury w ogóle mnie nie interesuje. Mam z czego żyć i zgrzeszyłbym, gdybym miał pretensje. Zamierzam śpiewać do śmierci.

Artysta konsekwentnie pokazuje więc, że emerytura jest dla niego jedynie dodatkiem, a nie głównym źródłem utrzymania. Największe znaczenie ma nadal działalność artystyczna, koncerty i wieloletnia więź z publicznością. Jego przykład pokazuje również, że dla doświadczonych muzyków scena może pozostać ważną częścią życia zawodowego nawet wiele lat po rozpoczęciu kariery.

POLECAMY: Znane gwiazdy podczas Wielkiego Kolędowania z Polsatem: Górniak, Rodowicz, Hyży, Żugaj, Cugowski – zajrzyj za kulisy wydarzenia

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością