news
„Kamienie na szaniec” – wywiady z głównymi bohaterami filmu
Pozostając w temacie „Kamieni na szaniec” zapraszamy do przeczytania wywiadów z Tomaszem Ziętkiem, Marcelem Sabatem, Kamilem Szeptyckim i Arturem Żmijewskim.
Tomasz Ziętek – Rudy

Jak się przygotowywałeś do odegrania scen tortur? Wyglądało to bardzo realistycznie!
Na początku była to przede wszystkim kwestia pracy kaskaderskiej, gdzie zaznajamialiśmy się z możliwymi torturami, jakie mógł przejść Rudy, bo nie ma tego do końca udokumentowanego. Najpierw było przygotowanie kaskaderskie, a już na samym planie moje propozycje. Sam ból jest sprawą indywidualną i nie ma możliwości stworzenia tego, w jaki sposób cierpiał Rudy, więc musiałem to testować na sobie. Konsultowałem też wszystko z lekarzem, który był na planie. Pytałem go o to, jak zachowałby Rudy się np. po upadku ze schodów.
Jaka atmosfera panowała na planie podczas kręcenia tych ujęć?
Myślę , że udało się stworzyć na planie taką atmosferę, która pozwoliła nam na efektywną pracę. Duża zasługa należy też do Ewy Drobiec, która zajęła się charakteryzacją. My możemy różne rzeczy zagrać, ale ważne jest uwiarygodnienie poprzez charakteryzację.
Czy odgrywanie tak trudnych scen, odbija się w jakikolwiek sposób na psychice?
Myślę, że tak. Chociażby ze względu na ten indywidualizm odgrywanych scen. Nie mogłem się opierać na czyichś reakcjach, musiałem sam na sobie je testować. Starałem się zrozumieć i rozróżnić ból pod różnymi postaciami. Fakt, że dochodzi do takich urazów zewnętrznych… Nie, ja nawet nie chcę wracać do tego rodzaju wspomnień, bo przyznam, że zostawiło to we mnie jakieś nieprzyjemne uczucie. Myślałem, że uda się przez to łatwo przebrnąć, a jednak tak łatwo nie było.
A jak wspominasz współpracę ze swoimi kolegami z planu?
Znaliśmy się wcześniej z chłopakami z egzaminów. Nie byliśmy kumplami, dopiero na planie się zakolegowaliśmy. Myślę, że nasza znajomość gdzieś tam później zaprocentowała. Umożliwiła nam zbudowanie takich, a nie innych relacji. Nie wszystko zostało pokazane w filmie, ale były świetne kreacje drugoplanowe całej drużyny, które niestety z powodu ograniczonego czasu filmu zostały wyeliminowane. Myślę, że wszyscy mieli fantastyczne zaplecze. Trudno nam też było się zapamiętać – imię i nazwisko aktora, imię i nazwisko postaci, do tego pseudonim postaci. Dla ułatwienia posługiwaliśmy się filmowymi pseudonimami (śmiech). Na pierwszej próbie kaskaderskiej, na której się poznaliśmy, jeden z naszych instruktorów zaproponował grę w futbol amerykański i to też bardzo zaprocentowało na planie.
Jak Ci się oglądało samego siebie po raz pierwszy na dużym ekranie?
Ciężko ogląda mi się sceny, w którym występuję (śmiech.) Nie przepadam za swoim wizerunkiem (śmiech).
Marcel Sabat – Zośka

Czujesz presję w związku z tym, że zadebiutowałeś główną rolą w filmie „Kamienie na szaniec”?
Jest to dla mnie ogromna odpowiedzialność, ale mam nadzieje, że ten debiut pomoże mi w karierze aktorskiej. Mam też nadzieję, że dzięki temu filmowi, będę miał kolejne wyzwania zawodowe. Teraz skupiam się na tym, żeby dobrze poprowadzić swoją karierę.
Jak się przygotowywałeś do swej roli?
Przygotowywałem się czytając książki, oglądając filmy. Na przygotowania składały się też nasze spotkania, długie rozmowy, wymienianie się nowymi informacjami, czy poglądami na ten temat. Cały czas się tym żyło. To był okres poszukiwań tych postaci.
Czy po powrocie z planu, do domu, dalej siedziałeś w swojej roli, czy potrafiłeś powrócić do siebie?
Mi w tym zawodzie bardzo zależy na tym, żeby oddzielać od niego życie prywatne. Zawsze staram się oddzielać od siebie te dwie płaszczyzny.
Co było dla Ciebie najtrudniejsze do zagrania?
Najważniejsze dla mnie było, żeby wiarygodnie i z rozwagą pokazać sceny emocjonalne. Wydaje mi się, że istnieje minimalna granica między w złym tego słowa znaczeniu – patosem, a czymś, co może wzruszyć. Szczególną uwagę, zwracał nam też na to Robert Gliński.
W jakich rolach czujesz się najlepiej?
Nie ma to dla mnie znaczenia. Jestem aktorem i muszę dostawać różne role i walczyć o różne role, żeby też ten zawód sprawiał mi przyjemność. Jeżeli będę grać jedno i to samo, to wtedy ten zawód nie będzie miał sensu (śmiech).
Z tego co widziałam, większość produkcji, w jakich się pojawiłeś była o tematyce wojennej.
Tak, ale jeśli nawiązujesz do „Persistence” to pamiętaj, że to była etiuda wojenna. Ja tam zagrałem naprawdę tylko epizod. Później wystąpiłem w serialu „1920 wojna i miłość” i w zasadzie od tego się zaczęło. Może to dlatego, że dużo osób mi mówi, że mam przedwojenną urodę (śmiech) Ale nie zwracam na to szczególnie uwagi.
Jak Ci się podoba efekt końcowy „Kamieni…”?
Uważam, że jest to przekonywująca historia, działająca emocjonalnie na widza, która mam nadzieję, zostanie zapamiętana na długo.
Kamil Szeptycki – Alek

Po obejrzeniu „Kamieni…” mam poczucie, że Twojej postaci było tam zdecydowanie za mało!
Nie ty jedna masz takie poczucie (śmiech). Tych scen początkowo było sporo i naprawdę było w czym wybierać, ale niestety nie na wszystko mamy wpływ. Troszkę jest mi przykro. Alek został pokazany jako chłopak zdeterminowany i gotowy do działania , ale miał też całą paletę innych kolorów swojej osobowości. Może innym razem uda się to pokazać. Z drugiej strony myślę, że mamy tam taki kolaż postaci, że nie żałujemy tego Alka aż tak bardzo, bo jego cechy ewidentnie są ukazane w innych postaciach. Ja byłem odtwórcą tej roli i nie mam takiego poczucia niedosytu, bo te wszystkie jego bardzo osobiste cechy są zawarte w tym filmie. Nie ma co rozpaczać! (śmiech).
Ta rola to Twój wielki debiut!
Tak, tak to był mój debiut (śmiech) Ja to traktuję bardzo warsztatowo. Po raz pierwszy zetknąłem się z kamerą i to w takim wydaniu. Do tego Paweł Edelman! Myślę sobie: „Ooo! Z grubej rury zaczęliśmy to wszystko” (śmiech) To jest niesamowite doświadczenie. Widzę ile jeszcze trzeba się nauczyć, widzę, że trzeba cały czas szukać, nie odpuszczać sobie. To była dla mnie niesamowita przygoda, coś przepięknego, tym bardziej, że całość nagraliśmy w czasie wakacji, więc to były najlepsze wakacje jakie mógłbym sobie wymarzyć!
Jak dostałeś tę rolę?
Z castingu (śmiech) Ja byłem wzięty z zupełnie innego castingu, do zupełnie innego filmu. Już teraz nie pamiętam, co to było takiego… Pamiętam, że dostałem telefon ja i 19 innych osób ode mnie ze szkoły. Pojechaliśmy do Warszawy i na pierwszym castingu zagraliśmy scenki z moim kolegą, z którym nigdy się nie spotkałem na scenie, więc postanowiliśmy, że tutaj chociaż razem zagramy. No i musieliśmy powtórzyć swoją scenę – to było dziwne (śmiech) Nasze kochane kobiety , organizatorki castingu, nie wytrzymały napięcia i troszkę się wzruszyły… To było dla nas niesamowite.
Jaką scenę mieliście do zagrania?
Umieranie Rudego.
Jak się przygotowywałeś do tej roli? Słyszałam, że Robert Gliński zabrał Was na cmentarz, gdzie się bardzo wzruszyłeś…
Postać Alka, w którą się wcieliłem bardzo fajnie we mnie rosła. Przygotowywałem się do niej, opierając się głównie na dokumentach i przekazach, dziki którym mogłem zobaczyć charakter tego człowieka. Nie posągu, lecz prawdziwego człowieka. To było bardzo ciekawe przeżycie, dlatego że im więcej wiedziałem, im bardziej się poruszałem w temacie, tym bardziej mnie to dotyczyło. Doszedłem w końcu do takiego momentu, że nie byłem w stanie przerzucić kolejnych stron listów Basi do siostry Alka po jego śmierci. Zrozumiałem wtedy, że chyba w końcu jestem na dobrym tropie tego wszystkiego. Ważny był też dla mnie moment, kiedy pojechaliśmy z reżyserem i chłopakami na Powązki 1 sierpnia. To był dla mnie taki próg, który w końcu przeskoczyłem.
Czy były takie sceny, które sprawiały Ci szczególną trudność?
Ja w ogóle miałem problemy na samym początku (śmiech) To ciekawe, bo to jest bardzo „Alkowe” (śmiech) Miałem problemy z koncentracją, z tym, że tutaj muszę zrobić dwa i pół kroku, tutaj muszę spojrzeć w tym i w tamtym momencie, muszę być pokazany w kółku, plus do tego przeprowadzenie tematu… To był dla mnie bardzo duży wysiłek. Musiałem dużo pracy wykonać, żeby cały czas być w temacie i żeby na bieżąco wykorzystywać uwagi Pawła Edelmana. Dużo się dzięki temu nauczyłem. Dla mnie osobiście, moment mojego postrzału w czasie powrotu spod Arsenału był też trudny… To był mój ostatni dzień zdjęciowy. Miałem poczucie, że to jest moje ostatnie ujęcie w tym filmie i bardzo mnie to dotknęło. Wiedziałem, że w momencie kiedy wyrzucam granat, będę postrzelony i to jest koniec tej przygody… I początek pewnie jakiejś innej…
Wzruszyłeś się widząc śmierć Twej postaci na ekranie?
Nie. Myślę, że ta postać nie miała za zadanie wzruszyć. To była szybka akcja. Mnie to może poruszyło, lecz na płaszczyźnie bardzo prywatnej.
Liczysz się z tym, że teraz zetkniesz się z popularnością?
Ja w ogóle o tym nie myślę (śmiech) Jest mi to zupełnie obce. Nigdy nie myślałem takimi kategoriami. Nie potrafię sobie tego wyobrazić! Myślę, że jest mi to szalenie dalekie i nie jest to żaden rodzaj kokieterii (śmiech) Jeśli jednak przyjdzie taki dzień, to będę się musiał w tym odnaleźć!
Jak Ci się podoba efekt końcowy „Kamieni…”?
Uważam, że to jest dobry film. Nie potrafię sobie akurat zarzucić braku obiektywizmu. Takie jest moje zdanie. Nie będę jednak nikomu narzucał swojej opinii . Zapraszam do kin. Naprawdę warto!
Artur Żmijewski – Stanisław Bytnar, ojciec Rudego

Ostatnio widzę Pana często w roli „ojców”!
Czy to coś dziwnego? (śmiech). Chyba jestem w takim wieku, że już po prostu pozostało mi grywać ojców (śmiech)
Teraz wcielił się Pan w rolę ojca „Rudego”
Ja już niejednokrotnie grałem ojców (śmiech). Jestem już w tym pokoleniu, które grywa ojców. Nie mam z tym większych problemów (śmiech). Tutaj była inna tematyka, ponieważ był temat wojny, który zresztą jest nam gdzieś tam już dobrze znany. Każdy coś na ten temat wiedział, jeden mniej, drugi więcej. Ja miałem w swoim życiu moment, kiedy bardzo się tym interesowałem . „Kamienie na szaniec” również czytałem i to kilka razy. Zastanawiało mnie bardzo w jaki sposób zostanie to wszystko ujęte w scenariuszu. Przeczytałem scenariusz, a później już tylko realizowałem to, co reżyser mi wytyczył na planie, wykorzystując przy tym wyobraźnię, którą miałem na temat tej postaci.
Pan jest również ojcem w życiu prywatnym. Czy przygotowując się do swej roli, próbował Pan sobie wyobrazić, jak Pan zachowałby się będąc w takiej sytuacji, jak bohater, w którego Pan się wcielił?
Tak, jestem ojcem i to nawet trzykrotnym! Jednak nie chciałbym, żeby taka sytuacja, jaka spotkała mojego bohatera, spotkała kogokolwiek, dlatego wolałem sobie tego nawet nie wyobrażać. Nie miałem na pewno w głowie swoich synów i swojej córki.
Jak się Panu pracowało z młodymi, debiutującymi aktorami?
Fantastycznie! To są bardzo fajni, młodzi, otwarci ludzie, którzy pomimo swojego młodego wieku, mają bardzo wiele rzeczy „naumianych”, że tak powiem. Na prawdę sporo umieją, do tego potrafią słuchać i wyciągać wnioski, więc myślę, że to jest bardzo dobry prognostyk na przyszłość.
Jak się Panu podoba efekt końcowy filmu?
Moje zdanie na temat tego filmu jest jak najlepsze. Uważam, że to jest bardzo fajny film, który ma szanse trafić do bardzo młodych ludzi. Jestem też ciekaw, co powie mój syn po obejrzeniu tego filmu. Ale myślę, że trafi do niego, jak znam jego gusta.
Myśli Pan, że w dzisiejszych czasach, młodzież potrafiłaby się tak bohatersko zachować?
Ja bym wolał w taki sposób nie teoretyzować. Wolałbym, żeby żadna młodzież nie musiała stawać przed takim dylematem, brać broni do ręki i strzelać do kogokolwiek. Wolałbym, żebyśmy umieli się dogadywać na zupełnie innym poziomie, a nie przy pomocy agresji.
Pytam głównie przez to, co dzieje się u naszych wschodnich sąsiadów
Myślę, że odpowiedź w tym kontekście też nie może być inna. Z jednej strony, nie może być tak, żeby ktoś sobie wymyślił, że zajmie część suwerennego państwa, które jest jego sąsiadem, a z drugiej strony Ci młodzi ludzie, nie powinni mieć takiego imperatywu, by stawać do wojny z kimkolwiek.
news
Pędził ponad 220 km/h. Sędzia dosadnie podsumował Łukasza Żaka
Jedna z najgłośniejszych spraw drogowych ostatnich miesięcy doczekała się finału przed sądem pierwszej instancji. Zapadł wyrok wobec kierowcy, który z ogromną prędkością doprowadził do tragicznego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. Słowa sędziego podczas uzasadnienia nie pozostawiły wątpliwości, jak ocenił zachowanie oskarżonego. Dowiedz się więcej!
Warszawski sąd ogłosił wyrok w sprawie tragicznego wypadku, do którego doszło na Trasie Łazienkowskiej. Na ławie oskarżonych zasiadł 28-letni Łukasz Żak, który odpowiadał za spowodowanie katastrofalnego w skutkach zdarzenia drogowego. Sprawa od samego początku budziła ogromne emocje ze względu na dramatyczny przebieg wypadku i jego konsekwencje.
Według ustaleń śledczych Łukasz Żak prowadził samochód marki Volkswagen Arteon, poruszając się z prędkością przekraczającą 220 kilometrów na godzinę. Dodatkowo znajdował się pod wpływem alkoholu. W pewnym momencie uderzył w samochód, którym podróżowała czteroosobowa rodzina.
Skutki zderzenia okazały się tragiczne. W wypadku zginął 37-letni mężczyzna, natomiast jego żona oraz dwoje dzieci odnieśli poważne obrażenia. Po zderzeniu sprawca nie udzielił pomocy poszkodowanym i uciekł z miejsca zdarzenia, co dodatkowo obciążyło jego sytuację procesową.
POLECAMY: Nowa jurorka „Tańca z Gwiazdami” ujawniona? To transfer roku
Sędzia nie gryzł się w język. Tak zwrócił się do Łukasza Żaka podczas wyroku
Podczas ogłaszania wyroku sędzia Maciej Mitera odniósł się nie tylko do samego przebiegu wypadku, ale również do wcześniejszego zachowania oskarżonego. W ustnym uzasadnieniu podkreślił, że oskarżony wielokrotnie wystawiał cierpliwość wymiaru sprawiedliwości na próbę.
“Uważam, że będzie to dla pana refleksja, wierzę w polski system penitencjarny. Wierzę, że tam pana nauczą. Przykro mi jest to mówić, ale pana tam powinni nauczyć zwykłej kindersztuby” – mówił sędzia.
Sędzia nie miał również wątpliwości, że wymierzona kara odpowiada wadze popełnionego czynu. W jego ocenie okoliczności sprawy nie pozostawiały miejsca na łagodniejszą ocenę zachowania kierowcy.
“Myślę, że wydałem tutaj orzeczenie sprawiedliwe” – podkreślił sędzia.
W uzasadnieniu wyroku sędzia Maciej Mitera zwrócił szczególną uwagę na prędkość, z jaką poruszał się samochód oskarżonego. Podkreślił, że przy ponad 220 kilometrach na godzinę kierowca praktycznie nie ma możliwości odpowiedniej reakcji na zagrożenie pojawiające się na drodze.
“Co trzeba mieć w głowie, żeby rozpędzić Arteona, to jest mały czołg, do prędkości ponad 200 kilometrów na godzinę?” – zapytał sędzia.
Po chwili sędzia dodał również krótkie, ale bardzo wymowne podsumowanie:
“Naprawdę nie ma szans reakcji” – wtrącił sędzia.
Choć wyrok został już ogłoszony, sprawa nie dobiegła jeszcze końca. Orzeczenie nie jest prawomocne, a pełnomocniczka Łukasza Żaka zapowiedziała złożenie apelacji. Oznacza to, że sprawą zajmie się jeszcze sąd wyższej instancji, który ponownie przeanalizuje zgromadzony materiał dowodowy.
Tragiczny wypadek na Trasie Łazienkowskiej stał się jedną z najgłośniejszych spraw dotyczących bezpieczeństwa na polskich drogach. Dramat rodziny, która w jednej chwili straciła bliską osobę, wywołał szeroką dyskusję na temat odpowiedzialności kierowców, nadmiernej prędkości oraz prowadzenia pojazdów pod wpływem alkoholu. Ostateczny finał tej sprawy poznamy dopiero po zakończeniu postępowania odwoławczego.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Polsat rozdziela Cichopek i Kurzajewskiego? Widzowie zobaczą nowe duety




Autor: Szymon Jedynak
news
Nowa jurorka „Tańca z Gwiazdami” ujawniona? To transfer roku
Jesienna edycja „Tańca z Gwiazdami” zbliża się wielkimi krokami, a produkcja wciąż odkrywa kolejne karty. Choć widzowie poznają już nazwiska uczestników, największa tajemnica dotyczy obsady jurorskiego stołu. Do mediów trafiły właśnie zaskakujące informacje, które mogą całkowicie odmienić oblicze programu. Dowiedz się więcej, kto zajmie miejsce Ewy Kasprzyk!
Jesienna edycja „Tańca z Gwiazdami” zapowiada się wyjątkowo emocjonująco. Produkcja sukcesywnie ogłasza kolejne gwiazdy, które już od września zawalczą o Kryształową Kulę. Jednocześnie wśród fanów nie milkną spekulacje dotyczące tego, kto zastąpi Ewę Kasprzyk, która po kilku edycjach pożegnała się z rolą jurorki.
Ewa Kasprzyk była związana z programem od lat. Najpierw sama wystąpiła na parkiecie jako uczestniczka trzeciego sezonu Polsatowskiej odsłony „Tańca z Gwiazdami”, gdzie w parze z Janem Klimentem zajęła czwarte miejsce. Dziewięć lat później wróciła do formatu jako jurorka i zasiadała za stołem jurorskim w latach 2024–2026.
W czerwcu tego roku Polsat oficjalnie poinformował, że aktorka kończy swoją przygodę z programem. Z komunikatu wynikało, że decyzja była związana z jej innymi zobowiązaniami zawodowymi. Niemal natychmiast ruszyła lawina spekulacji dotyczących nazwiska osoby, która zajmie jej miejsce.
Informację o odejściu aktorki potwierdził także sam Edward Miszczak, który nie szczędził jej ciepłych słów. Dyrektor programowy Polsatu podkreślił, że przez ostatnie lata wnosiła do programu nie tylko wiedzę artystyczną, ale także ogromną dawkę humoru i luzu.
„Dziękuje Ewie za te pięć edycji „Tańca z Gwiazdami” podczas których z pasją i ogromnym zaangażowaniem pełniła rolę jurorki. Znajomość kunsztu aktorskiego pozwoliła jej oceniać nie tylko taneczne umiejętności naszych gwiazd, ale też ogólny wyraz artystyczny ich występów. Jako jurorka zasłynęła z błyskotliwego poczucia humoru a swoimi komentarzami potrafiła rozładować każdą stresującą sytuację” – mówi dyrektor programowy Polsatu Edward Miszczak.
W mediach pojawiały się kolejne kandydatury. Wśród potencjalnych następczyń wymieniano między innymi Edytę Górniak, Idę Nowakowską, Agatę Kuleszę, Kayah, Annę Muchę czy Beatę Kozidrak. Żadne z tych nazwisk nie zostało jednak oficjalnie potwierdzone przez produkcję.
POLECAMY: Polsat rozdziela Cichopek i Kurzajewskiego? Widzowie zobaczą nowe duety
Julia Wieniawa nową jurorką w “Tańcu z Gwiazdami”?
Tymczasem, jak ustalił Kozaczek, wybór miał paść na osobę, której wcześniej niemal nikt nie typował. Według zakulisowych informacji nową jurorką „Tańca z Gwiazdami” ma zostać Julia Wieniawa. To właśnie ona miałaby zająć miejsce Ewy Kasprzyk podczas nadchodzącej edycji programu.
Jak przekazuje portal, decyzja miała już zapaść, a Julia Wieniawa otrzymała propozycję, która wiązała się z ważnym wyborem zawodowym. Według informacji zza kulis aktorka miała zdecydować się na współpracę z Polsatem kosztem dalszego udziału w „Mam Talent!”.
“To już jest oficjalne! Julia Wieniawa będzie nową jurorką „Tańca z Gwiazdami”. Aktorka dostała niełatwe ultimatum: albo taneczne show Polsatu, albo „Mam talent!”. Nie wahała się nawet przez chwilę. Sama ma ogromny sentyment do tego programu. Sama zajęła drugie miejsce w 11. edycji „Tańca z Gwiazdami”. Jest po szkole musicalowej, więc wie, jak ważna jest umiejętność łączenia ekspresji z tańcem na scenie” – przekazał informator stacji na łamach Kozaczka.
Nie byłby to zresztą pierwszy kontakt Julii Wieniawy z tanecznym show. Aktorka wystąpiła w 11. edycji programu jesienią 2020 roku. Jej partnerem był Stefano Terrazzino, a para zachwycała zarówno jurorów, jak i widzów. Ostatecznie dotarli aż do finału, zajmując drugie miejsce.
Dodatkowym argumentem przemawiającym za takim wyborem może być również doświadczenie jurorskie Julii Wieniawy. Przez trzy ostatnie sezony zasiadała w jury programu „Mam Talent!”, gdzie oceniała uczestników u boku Agnieszki Chylińskiej, Marcina Prokopa i Agustina Egurroli. Dla wielu widzów była jedną z twarzy odświeżonej odsłony formatu.
Kilka dni temu Julia Wieniawa oficjalnie pożegnała się z programem TVN, publikując emocjonalny wpis w mediach społecznościowych.
“To były trzy lata pełne emocji, wzruszeń, śmiechu i spotkań z niezwykle utalentowanymi ludźmi. Jestem ogromnie wdzięczna, że mogłam być częścią tego programu i przeżyć tyle pięknych chwil. Dziękuję widzom za to, że byliście z nami przez ten czas. Dziękuję wszystkim uczestnikom za odwagę i serce, które zostawiali na tej scenie. I dziękuję całej ekipie — przed kamerą i za kulisami — za wspólnie spędzone sezony. W życiu wszystko ma swój czas. Każdy rozdział kiedyś się kończy, żeby mógł zacząć się kolejny. Odchodzę z wdzięcznością, pięknymi wspomnieniami i ogromną ciekawością tego, co przede mną. Dziękuję za tę przygodę. Do zobaczenia” – informowała Julia Wieniawa.
Na razie Telewizja Polsat nie odniosła się oficjalnie do doniesień dotyczących Julii Wieniawy i nie potwierdziła składu jury 19. edycji „Tańca z Gwiazdami”. Jeśli jednak zakulisowe informacje okażą się prawdziwe, będzie to jedna z największych niespodzianek przed startem nowego sezonu. Była finalistka programu miałaby bowiem wrócić na parkiet w zupełnie nowej roli – tym razem jako osoba oceniająca występy kolejnych gwiazd.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Kolejne wieści od Anity i Adriana ze „ŚOPW”. Jest nowe oświadczenie rodziny
Będzie Wam brakować Ewy Kasprzyk? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Muzycznie Zakręceni – nowy projekt łączący koncert, kabaret i spotkanie z artystami. Wielka premiera w Lędzinach
Muzyka na żywo, humor, znani artyści śląskiej sceny rozrywkowej i publiczność, która staje się częścią widowiska – tak zapowiada się premierowa odsłona projektu „Muzycznie Zakręceni”. To autorski format estradowy, który zadebiutuje 27 września w sali Piast w Lędzinach i ma szansę stać się jedną z najciekawszych propozycji koncertowo-rozrywkowych na Śląsku, a także w całej Polsce i zagranicą. Organizatorzy stawiają na emocje, świetną muzykę, spontaniczność oraz atmosferę, która sprawi, że każdy uczestnik będzie czuł się częścią wydarzenia. Zapowiada się prawdziwa muzyczna petarda, o niezapomniane emocje widzów zadbają: Beathris, Edek Dworniczek, Zbyszek Lemański, Krzysztof “Kris” Knapek.
Nowa jakość na scenie rozrywkowej
Rynek wydarzeń kulturalnych nieustannie się rozwija, a publiczność coraz częściej oczekuje czegoś więcej niż klasycznego koncertu. Właśnie z tej potrzeby narodził się projekt „Muzycznie Zakręceni” – autorska inicjatywa, która łączy koncert, program rozrywkowy, humor, rozmowy z artystami oraz aktywny udział publiczności. To wydarzenie stworzone z myślą o widzach, którzy chcą nie tylko posłuchać dobrej muzyki, ale także poznać wykonawców od bardziej prywatnej strony, usłyszeć historie zza kulis, wspólnie się pośmiać i spędzić wieczór w wyjątkowej atmosferze. Premierowa odsłona projektu odbędzie się w sali Piast w Lędzinach przy ul. Lędzińskiej 55, gdzie scena zamieni się w miejsce pełne pozytywnej energii, muzycznych emocji i niezapomnianych spotkań. – Cała nasza czwórka bardzo się lubi. Spotykaliśmy się w różnych programach przy okazji wywiadów i koncertów. Zdecydowaliśmy się połączyć siły i stworzyć wspólny projekt, za którym stoi Divinita Event. Cieszymy się na spotkania z publicznością i już nie możemy się ich doczekać – mówi Beata Jastrzębska, czyli Beathris, znana z takich hitów jak „Bieszczadzkie sny” czy „Krupówki”.
Muzyka i humor – duet idealny
Twórcy projektu wychodzą z założenia, że najlepsze koncerty to te, podczas których publiczność czuje się swobodnie. Dlatego “Muzycznie Zakręceni” nie będzie serią kolejnych występów następujących po sobie, lecz spójnym widowiskiem scenicznym.
W programie znajdą się: największe przeboje zaproszonych artystów, premierowe kompozycje, wspólne wykonania utworów, rozmowy z wykonawcami, anegdoty z życia estradowego, humorystyczne sytuacje, spontaniczne interakcje z publicznością, niespodzianki przygotowane specjalnie na ten wieczór. Całość została zaplanowana tak, aby widz ani przez chwilę się nie nudził. Dynamiczna forma sprawi, że koncert stanie się widowiskiem pełnym emocji, śmiechu i wzruszeń.
Publiczność będzie częścią wydarzenia
Jednym z najważniejszych założeń projektu jest stworzenie wyjątkowej relacji pomiędzy sceną a publicznością. Organizatorzy podkreślają, że widzowie nie będą jedynie obserwatorami wydarzeń. To właśnie oni staną się integralną częścią koncertu poprzez wspólną zabawę, rozmowy, śpiew i spontaniczne reakcje, które stworzą niepowtarzalny klimat każdego występu. Dzięki temu każda edycja “Muzycznie Zakręconych” będzie inna i jedyna w swoim rodzaju.
Projekt, który można zorganizować wszędzie
Choć premiera odbędzie się w Lędzinach, twórcy od początku zakładają, że projekt będzie miał charakter mobilny. Program został przygotowany w taki sposób, aby można było go realizować zarówno podczas kameralnych koncertów, jak i największych wydarzeń plenerowych w Polsce i na świecie. “Muzycznie Zakręceni” doskonale sprawdzą się podczas: wydarzeń organizowanych przez domy i ośrodki kultury, świąt miast i gmin, festynów rodzinnych, imprez plenerowych, koncertów okolicznościowych, wydarzeń firmowych, spotkań integracyjnych, eventów promocyjnych. Każda realizacja może zostać dopasowana do charakteru imprezy oraz oczekiwań organizatora.
Za projektem stoi Divinita Event
Pomysłodawcą i organizatorem projektu jest Divinita Event – firma specjalizująca się w kompleksowej organizacji wydarzeń kulturalnych, koncertów, imprez plenerowych oraz eventów firmowych. Marka od lat realizuje przedsięwzięcia obejmujące nie tylko organizację wydarzeń, ale również pełną obsługę techniczną. W jej ofercie znajdują się profesjonalne sceny, systemy nagłośnienia, oświetlenie koncertowe, ekrany LED oraz kompleksowa realizacja techniczna widowisk. Za Divinita Event stoi Dawid – pasjonat muzyki i organizacji wydarzeń, od wielu lat współpracujący z artystami oraz instytucjami kultury. Misją firmy jest tworzenie wydarzeń, które pozostają w pamięci uczestników, budują emocje i integrują ludzi wokół dobrej muzyki.
“Muzycznie Zakręceni” są naturalnym rozwinięciem tej filozofii, projektem, który ma dostarczać widzom nie tylko koncertowych emocji, ale również wyjątkowych wspomnień.
Gospodarz wieczoru – Maciej Jabłoński
Całość poprowadzi Maciej Jabłoński, jeden z najbardziej doświadczonych konferansjerów współpracujących ze śląską sceną rozrywkową. Jego ogromne doświadczenie sceniczne, błyskotliwość oraz poczucie humoru sprawiają, że potrafi błyskawicznie nawiązać kontakt z publicznością. Przez lata współpracował z wieloma czołowymi polskimi artystami, prowadząc zarówno kameralne wydarzenia, jak i duże koncerty oraz festiwale. To właśnie on będzie spoiwem całego widowiska, łącząc występy artystów z rozmowami, żartami i interakcjami z publicznością.

Więcej o artystach projektu „Muzycznie zakręceni”
Beathris – niesamowita energia prosto z Bieszczad
Jedną z gwiazd projektu będzie Beathris, czyli Beata Izabela Jastrzębska – wokalistka pochodząca z Bieszczad, od wielu lat związana ze Śląskiem. Publiczność zna ją z takich utworów jak „Bieszczadzkie sny”, „Krupówki”, „Wakacje w Bieszczadach”, „Zakochana cała” czy „Chłopca poznałam”. Jej koncerty wyróżniają się ogromną energią, naturalnością oraz znakomitym kontaktem z publicznością.
Artystka aktywnie angażuje się również w działalność społeczną. Jest ambasadorką kilku Domów Pomocy Społecznej, uczestniczy w akcjach charytatywnych i została czterokrotnie wyróżniona w plebiscycie „Osobowość Roku” za działalność artystyczną i społeczną.

Edek Dworniczek – showman z ogromnym doświadczeniem
Na scenie wystąpi także Edek Dworniczek, charyzmatyczny wokalista i twórca projektu Edek Dworniczek Art. Przez dziesięć lat był liderem zespołu Blue Party, koncertując na najważniejszych scenach w Polsce. Publiczność mogła oglądać go m.in. w programie „Must Be The Music”, podczas występów w Amfiteatrze w Opolu czy Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu. Obecnie rozwija autorską działalność muzyczną, współpracując z uznanymi kompozytorami i aranżerami. Jego koncerty słyną z ogromnej energii, profesjonalizmu oraz widowiskowego charakteru.

Zbyszek Lemański – artysta, który od lat tworzy przeboje
Kolejnym uczestnikiem projektu będzie Zbyszek Lemański – wokalista, kompozytor, aranżer oraz producent muzyczny. Jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci śląskiej sceny szlagierowej. Od najmłodszych lat związany z muzyką, stworzył wiele przebojów cenionych zarówno przez publiczność, jak i środowisko muzyczne. Do jego najbardziej znanych utworów należą między innymi „Zapraszam Cię na taras”, „Zróbmy imprezę na sianie” oraz „Jak Anioł stróż”. Na scenie zachwyca nie tylko muzykalnością, ale również niezwykłą łatwością budowania relacji z publicznością. W swoich koncertach łączy tradycję z nowoczesnym brzmieniem, tworząc repertuar trafiający do odbiorców w każdym wieku.

Krzysztof „KRIS” Knapek – nowe spojrzenie na klasykę
Publiczność usłyszy również Krzysztofa „KRIS” Knapka – wokalistę, autora tekstów, muzyka i aranżera. Od ponad osiemnastu lat związany jest z estradą. Brał udział w takich programach telewizyjnych jak „X Factor”, „Must Be The Music”, „Mam Talent” oraz „Mosz Grajfka – Zostań Gwiazdą”. Artysta ma na swoim koncie tysiące kilometrów tras koncertowych u boku wykonawców śląskiej i ogólnopolskiej sceny muzycznej. Od 2022 roku realizuje projekt „Krzysztof K śpiewa Krzysztofa K”, będący muzycznym hołdem dla Krzysztofa Krawczyka. Wydana przy tej okazji płyta „Estyma” spotkała się z dużym zainteresowaniem słuchaczy, a koncerty projektu pokazują, że klasyczne przeboje w nowoczesnej odsłonie wciąż potrafią wzruszać i porwać publiczność.

Początek nowej muzycznej tradycji
“Muzycznie Zakręceni” mają ambicję stać się wydarzeniem cyklicznym, które będzie gościło na scenach domów kultury, podczas miejskich świąt oraz największych imprez plenerowych w całej Polsce. To projekt, który udowadnia, że koncert może być czymś znacznie więcej niż tylko występem muzycznym. To spotkanie ludzi, emocji i dobrej energii, podczas którego śmiech przeplata się z muzyką, a artyści i publiczność wspólnie tworzą wyjątkową atmosferę. Premiera w Lędzinach będzie pierwszą okazją, aby przekonać się, jak wygląda widowisko, którego najważniejszymi bohaterami są muzyka, humor i ludzie kochający dobrą zabawę. „Muzycznie Zakręceni” to propozycja dla wszystkich, którzy cenią dobrą muzykę, uśmiech i spotkania z artystami w niepowtarzalnej atmosferze. To projekt, który już od pierwszej edycji zapowiada się jako jedna z najbardziej interesujących inicjatyw rozrywkowych na Śląsku. Bilety już do nabycia.




Fot. materiały prasowe
news
Polsat rozdziela Cichopek i Kurzajewskiego? Widzowie zobaczą nowe duety
Widzowie „Halo tu Polsat” muszą przygotować się na spore zaskoczenie. W najbliższy weekend na ekranie pojawią się zupełnie nowe pary prowadzących, a Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski po raz pierwszy od dawna nie wystąpią razem. Czy to początek większych zmian? Odpowiedź może zaskoczyć. Dowiedz się więcej!
Program „Halo tu Polsat wakacje” od początku lata odwiedza kolejne zakątki Polski, pokazując widzom najpiękniejsze regiony kraju. W specjalnych wakacyjnych wydaniach prowadzący przenoszą się do plenerowych studiów, skąd łączą się na żywo z głównym studiem w Warszawie. Tym razem ekipa śniadaniówki zawita do malowniczej Szczawnicy.
Już 18 i 19 lipca plenerowe studio programu zostanie zlokalizowane na Placu Dietla – w samym sercu Pienin. To właśnie stamtąd prowadzący będą rozmawiać z gośćmi, prezentować atrakcje regionu i zachęcać widzów do wakacyjnych podróży. Część programu tradycyjnie będzie realizowana również ze studia w Warszawie.
Największą niespodzianką okażą się jednak nowe konfiguracje prowadzących. Produkcja zdecydowała się na zmianę duetów, co z pewnością zwróci uwagę stałych widzów programu.
POLECAMY: Kolejne wieści od Anity i Adriana ze „Ślubu od pierwszego wejrzenia”. Jest nowe oświadczenie rodziny
Nadchodzą ROSZADY w “Halo tu Polsat” [KULISY]
W najbliższy weekend Katarzyna Cichopek nie pojawi się u boku swojego partnera, Macieja Kurzajewskiego. Aktorka po raz pierwszy poprowadzi wakacyjne wydanie programu razem z Aleksandrą Filipek. To właśnie one będą gospodyniami plenerowego studia w Szczawnicy.
Z kolei Maciej Kurzajewski stworzy zupełnie nowy duet z Pauliną Sykut-Jeżyną. Oboje pozostaną w warszawskim studiu, skąd będą łączyć się z prowadzącymi w Szczawnicy i rozmawiać z zaproszonymi gośćmi. Dla widzów będzie to okazja, by zobaczyć prezenterów w zupełnie nowych konfiguracjach.
Choć zmiana może wydawać się zaskakująca, ma ona związek wyłącznie z wakacyjną formułą programu. W specjalnych letnich wydaniach produkcja często eksperymentuje z duetami prowadzących, dopasowując je do lokalizacji i charakteru poszczególnych odcinków. Nie oznacza to więc, że Katarzyna Cichopek i Maciej Kurzajewski zostali na stałe rozdzieleni.
Na widzów czeka również imponująca lista gości. W warszawskim studiu pojawi się między innymi Piotr Kędzierski, który opowie o swojej nowej roli prowadzącego program „Hitster. Muzyczna gra przebojów”. Nie zabraknie także znanych twarzy ze świata filmu i telewizji.
Przed kamerami zobaczymy również Barbarę Bursztynowicz z mężem, Annę Dereszowską, Karola Strasburgera oraz Joannę Trzepiecińską. Każdy z gości opowie o swoich aktualnych projektach i planach zawodowych, dzięki czemu weekendowe wydania śniadaniówki zapowiadają się wyjątkowo atrakcyjnie.
Na tym jednak nie koniec niespodzianek. Produkcja przygotowała także coś dla fanów programu „Taniec z Gwiazdami”. Pod koniec niedzielnego wydania Polsat oficjalnie ujawni nazwisko kolejnej gwiazdy, która jesienią zawalczy o Kryształową Kulę. To jedna z najbardziej wyczekiwanych zapowiedzi ostatnich dni.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Gdzie mieszka Michał Wiśniewski z Mandaryną? Są nowe ustalenia
Lubicie oglądać “Halo tu Polsat”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news4 dni temuPola Wiśniewska przerwała milczenie. Tak reaguje na związek Michała z Mandaryną
-
news4 dni temuWiśniewski i Mandaryna przyłapani na POCAŁUNKU. Nowe zdjęcie obiegło media
-
news3 dni temuSyn Wiśniewskiego i Mandaryny spodziewał się powrotu rodziców? Właśnie zabrał głos
-
news4 dni temuMichał Wiśniewski POTWIERDZIŁ związek z Mandaryną. Wydał specjalne oświadczenie
-
news5 dni temuBURZA po występie Skolima w TVP. Fani nie kryli rozczarowania
-
news3 dni temuPolska podróżniczka ZJADŁA PSA w Indonezji. Joanna Opozda ją ZMIAŻDŻYŁA
-
showbiz4 dni temuZ kim Iza Kuna zatańczy w „Tańcu z Gwiazdami”? Właśnie WYPŁYNĘŁO nazwisko
-
news4 dni temuMagdalena Stużyńska schudła 10 kg. Nie uwierzycie, czego NIE robiła

Dodaj komentarz