Śledź nas

news

Maryla Rodowicz: Tęsknię za dawnymi czasami! [autoryzowany wywiad z piosenkarką]

Opublikowano

w dniu

Na polskiej estradzie króluje nieprzerwanie od czterdziestu pięciu lat. Nic więc dziwnego, że doczekała się tytułu Królowej Polskiej Piosenki. Wokalistka, którą znają niemal wszystkie pokolenia w tym kraju właśnie wydała, nie płytę, a książkę!

Pani najnowsza książka nosi tytuł „Maryla. Życie Marii Antoniny”. Maria Antonina to imiona, które widnieją w Pani dowodzie. Wiele osób jednak o tym fakcie nie wie. Dla tłumów jest Pani jednak Marylą. Czy to na potrzeby wizerunku artystycznego przestała Pani być Marią Antoniną, a stała się Marylą?

Odkąd pamiętam, przez mamę i babcię byłam nazywana Marylką i tak zostało do dziś. Koledzy i nauczyciele w szkołach też zwracali się do mnie Maryla. Jedynie mój mąż, kiedy jest na mnie lekko zły mówi „Maria”, szczególnie, kiedy chce mnie wyciągnąć z jakiegoś bankietu, wtedy to brzmi: „Maria idziemy do domu” (śmiech), albo „Maria pusta lodówka”.

Nie myli się Pani, kiedy przy wypełnianiu różnych dokumentów trzeba wpisać imię?

Czasem mam chwilę zastanowienia zanim wypełnię rubrykę z imieniem (uśmiech).

Czy były pomyłki, kiedy organizatorzy zagranicznych koncertów przysyłali dla Pani bilety lotnicze?

Zdarzało się, ale wszystko było jeszcze do odkręcenia, a jeśli to było polskie linie, to nie było większych problemów, bo przecież w końcu dla wszystkich jestem Marylą.

W książce „Maryla. Życie Marii Antoniny” znajomi, przyjaciele, współpracownicy i rodzina przytaczają różne anegdoty związane z Panią. Nie bała się Pani, że wyjawią jakieś sekrety, które nie powinny ujrzeć światła dziennego?

Absolutnie nie. Muszę jednak przyznać, że nasze życie show biznesowe sprzed lat było dużo bardziej barwne niż teraz. Naprawdę jest co wspominać. Z żalem stwierdzam, że obecnie jest nudnawo. Dziś wszyscy się gdzieś spieszą. Kiedyś po koncertach się biesiadowało, artyści integrowali się ze sobą, trasy koncertowe były długie, z różnymi zespołami nocowaliśmy w tych samych hotelach, a dyskusje toczyły się do białego rana. Były to chwile, kiedy zbliżaliśmy się do siebie, rodziły się nowe przyjaźnie. Dzisiaj mi tego brakuje.

Ma Pani przydomek Królowa Polskiej Piosenki? Czy zatem czuje się Pani tą królową?

Gdybym zaprzeczyła, byłaby to udawana skromność… Uczciwie zapracowałam sobie na ten tytuł. Na scenie jestem obecna od czterdziestu pięciu lat. Tysiącami zagranych koncertów i ogromną ilością sprzedanych płyt zasłużyłam na uznanie i szacunek ludzi. Skoro publiczność wciąż tłumnie zbiera się pod sceną i śpiewa razem ze mną, to chyba nie powinnam czuć się jak Kopciuszek (uśmiech).

Skoro już jesteśmy przy temacie sławy i zaszczytów, pozwolę sobie zapytać, czy był taki moment, że przysłowiowa woda sodowa uderzyła Pani do głowy?

Zdarza mi się strzelić focha, kiedy za kulisami jest coś nie tak. Nie mam zbyt wielkich wymagań. Potrzebuję tylko wody mineralnej określonej firmy i kawy z mlekiem. Zawsze proszę, żeby to było zwykłe mleko, a nie skondensowane. To tyle. No i garderoba powinna pomieścić wszystkie moje walizki z kostiumami. Zdarzyło mi się w czasie próby na festiwalu w Opolu zejść ze sceny, kiedy reżyser koncertu nie pozwolił mi powtórzyć utworu. Było to w ubiegłym roku. Piosenkę śpiewałam po raz pierwszy w życiu i wydawało mi się, że powinnam dostać szansę spróbowania po raz drugi. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Koncertowałam w różnych miejscach na całym świecie. Nie zawsze i nie wszędzie goszczono mnie jak królową. Nie raz warunki do pracy były trudne – zadymione kluby, ciasne garderoby lub w ogóle ich brak, czasem bywało za  zimno, albo za gorąco, a mimo to wychodziłam na scenę. Zdarzało mi się przebierać w kuchni, przy garach, w samochodzie, na korytarzu… Nie strzelałam wtedy fochów. No chyba, że chodziło o światło. Zależy mi, żeby koncerty i wywiady studyjne były dobrze oświetlone.

Dzisiaj wiele artystek rezygnuje z życia rodzinnego na rzecz rozwoju zawodowego. Jak Pani udało się urodzić troje dzieci i na dodatek zrobić tak oszałamiającą karierę?

Sama siebie podziwiam, że mi się to udało (śmiech). Kiedy przyszedł na świat mój pierwszy syn, a potem córka to był początek lat 80-tych, stan wojenny, brak pracy. Głównie siedziałam w domu, potem zaczęły się długie wyjazdy do klubów polonijnych w Stanach i na trasy do Związku Radzieckiego. Nie było mi łatwo rozstawać się z małymi dziećmi. Za to latem mogłam sobie pozwolić na dwumiesięczne siedzenie na Mazurach. Wynajmowałam dom nad jeziorem, zabierałam wanienki, nocniki, wózki i jazda nad wodę. Dzieci do tej pory mają sentyment do tamtych wakacji.

W latach 90 – tych, mimo że już była Pani gwiazdą, nikt nie chciał wydać Pani płyt. Wtedy z pomocą przyszedł Pani mąż Andrzej Dużyński.

Pewnego dnia wrócił ze sklepu i powiedział: „Słuchaj Maria, wszyscy artyści wydają już płyty kompaktowe, a ty masz na swoim koncie tylko czarne winyle”. Również w rozgłośniach radiowych niechętnie grano moje utwory. Andrzej stwierdził, że skoro nikt z branży się mną za bardzo nie interesuje, to on zacznie wydawać moje płyty. I dotrzymał słowa. Nagrałam więc „Marysię biesiadną”, z utworami ludowymi w swoim stylu, potem „Złotą Marylę”, a on chodził po rozgłośniach radiowych i kupował czas antenowy, na zasadzie wykupu reklam. To niestety było bardzo kosztowne.

Nie baliście się, że wspólna praca i biznes mogą was poróżnić?

Były obawy i jak się okazało, całkiem uzasadnione. Przez tę współpracę byliśmy już o krok od rozwodu. Mąż zostawił swoją dotychczasową pracę i zaczął wydawać moje płyty. W dzień biegał po radiach i redakcjach, a kiedy wieczorem przychodził do domu ja urządzałam mu przepytywanie, połączone z pretensjami, dlaczego nie załatwił tego, czy tamtego. W pewnym momencie nie wytrzymał i powiedział, że albo będzie moim menedżerem, albo się rozwiedziemy… I przestał być menedżerem, a nasze małżeństwo trwa nadal.

Miała Pani za to do niego żal?

Na początku czułam się mocno zawiedziona, ale patrząc z perspektywy czasu, wcale się nie dziwię. Nikt normalny, by tego dłużej nie wytrzymał. Nie mógł już słuchać moich pretensji i znosić wiecznego sprawdzania. Ja niestety zawsze i wszędzie lubię mieć wszystko pod kontrolą.

Ma Pani duże zaufanie do męża?

Tak, to on nadal czyta wszystkie moje umowy i kontrakty. Jest też świetnym doradcą nie tylko w sprawach zawodowych. Często pomaga mi rozwiązywać także inne problemy. Bardzo ważne, żeby mieć w kimś takie oparcie, jakie ja mam w Andrzeju. Nie każdemu udaje się łączyć pracę i życie prywatne.

Wielokrotnie wyjeżdżała Pani w długie trasy koncertowe. Czy dzieci były kiedyś zazdrosne o Pani pracę?

Szczególnie mój starszy syn Jasiek. Był zazdrosny nawet o ludzi, którzy ze mną rozmawiali, zresztą przekonała się o tym Agnieszka Osiecka, kiedy oberwała od niego kijem po głowie. Innym razem zabrałam go na koncert, gdzie było pełno dzieci, które weszły do mnie na scenę. Wtedy mój syn dostał szału, także znalazł się na podium i powyrywał kable z aparatury, poprzewracał statywy.

Na kartach książki znajdujemy wiele zdjęć, na których rodzina towarzyszyła Pani za kulisami koncertów. Często zabierała Pani ze sobą dzieci?

Zdarzało się zabierać ze sobą dzieci, ale na ogół zostawały w domu z zaufaną  opiekunką.

Czy trudno było Jaśkowi i Kasi zaakceptować Andrzeja?

Nie było łatwo. Dzieci miały problem z zaakceptowaniem mojego męża. Wprawdzie Andrzej nie zamieszkał z nami tak po prostu z dnia na dzień, bo jako mój narzeczony przez rok mnie odwiedzał, więc go znały, ale kiedy już zdecydowaliśmy, że będziemy razem różnie bywało.

Ostatnio prasa kolorowa rozpisywała się, że Pani młodszy syn spotyka się ze znaną stylistką Zosią Ślotałą. Coś rzeczywiście jest na rzeczy?

Zosia jest przyjaciółką Jędrka. Znają się od dzieciństwa i dobrze czują się w swoim towarzystwie. Ja również ją bardzo lubię. Ostatnio Jędrek spędzał Sylwestra zupełnie w innym towarzystwie, nie mogę za nim nadążyć. (uśmiech).

Czy w przyszłości potrafiłaby Pani odnaleźć się w roli teściowej?

Myślę, że nie miałabym z tym najmniejszego problemu. Lubię młodych ludzi. Pewnie będę miła dobre relacje z partnerami moich dzieci.

Rozmawiała Martyna Rokita

Fot. Materiały prasowe, zdjęcie głowne, screen z facebooka

news

Szymon Majewski odpowiada Edwardowi Miszczakowi. Padła mocna deklaracja

Opublikowano

w dniu

przez

Sprawa sprzed lat niespodziewanie wraca na pierwsze strony. Jedna wypowiedź wystarczyła, by wywołać reakcję Szymona Majewskiego, który zapowiada, że nie zostawi tego bez odpowiedzi. Tym razem może paść więcej, niż ktokolwiek się spodziewa. Dowiedz się więcej!

Jeszcze kilkanaście lat temu Szymon Majewski należał do ścisłej czołówki twarzy TVN-u i był jednym z filarów rozrywkowej ramówki stacji. Jego autorskie formaty przyciągały widzów i budowały jego silną pozycję w branży, a charakterystyczny styl prowadzenia sprawił, że stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych prezenterów w kraju.

Z czasem jednak jego obecność w stacji zaczęła się kończyć, a w 2012 roku doszło do rozstania, które przez długi czas pozostawało owiane niedopowiedzeniami. Choć temat wydawał się zamknięty, po latach wrócił za sprawą wypowiedzi Edwarda Miszczaka, który postanowił przypomnieć kulisy tamtych wydarzeń.

W podcaście Żurnalisty Edward Miszczak wrócił do relacji z dawnym współpracownikiem, podkreślając, że darzył go sympatią i uznaniem. Jednocześnie wskazał moment, który jego zdaniem miał kluczowe znaczenie dla dalszego przebiegu tej zawodowej historii.

Według jego relacji przełomem miała być decyzja o udziale w kampanii reklamowej banku. To właśnie ten krok – w opinii byłego dyrektora programowego – miał wpłynąć na pogorszenie relacji i doprowadzić do konsekwencji, które zakończyły współpracę.

Wokół tej sytuacji narosło wiele sprzecznych informacji, szczególnie dotyczących wynagrodzenia i przebiegu samej współpracy. Edward Miszczak zasugerował, że część z krążących przez lata przekazów nie miała pokrycia w rzeczywistości.

“Tak, dzięki mnie wygrał proces z TVN-em i zarobił bańkę. […] On się sam zniszczył. W tym sensie, że w pewnym momencie przyjął reklamę. […] Nigdy nie dostał tych pieniędzy. To jest taki bank, że różne funkcje pełnią różni ludzie. Tam rządził reklamą SLD, a PiS zarządzało bankiem. W sądzie po roku wygrał bańkę (za to), że go źle zwolniliśmy” – wyznał Edward Miszczak.

POLECAMY: Polsat wydał komunikat ws. „Tańca z Gwiazdami”. Widzowie podzieleni

Szymon Majewski odpowiada Miszczakowi. Zaskoczeni?

Słowa te szybko dotarły do Szymona Majewskiego, który zdecydował się zareagować niemal natychmiast. Zamiast jednak wydawać krótkie oświadczenie, postawił na bardziej bezpośrednią formę i zwrócił się do swojego byłego przełożonego w nagraniu opublikowanym w sieci.

Na swoim profilu Szymon Majewski dał do zrozumienia, że przedstawiona wersja wydarzeń nie oddaje w pełni tego, co rzeczywiście miało miejsce. Zasugerował przy tym, że w wypowiedzi pojawiły się elementy wymagające doprecyzowania.

“Mój drogi Edwardzie, wczoraj posłuchałem ciebie u Żurnalisty, no i myślę sobie, że nadszedł czas, żeby stanąć w prawdzie, zajrzeć przez wizjer prawdy, stając w jej świetle i wyjaśnić ćwierćprawdy i półprawdy, które pojawiły się w tym wywiadzie” – wyznał.

Prezenter nie ukrywał, że docenia pozytywne słowa, które padły pod jego adresem, jednak jednocześnie zaznaczył, że pełny obraz sytuacji wymaga szerszego kontekstu i dopowiedzenia kilku kluczowych kwestii.

” Są tam też wyrazy sympatii, ale myślę, że byłoby jej więcej, gdybyśmy byli w ramkach tejże prawdy, o to jutro zadbam” – dodał Majewski.

Zapowiedź rozwinięcia tematu natychmiast wzbudziła zainteresowanie odbiorców, którzy zaczęli spekulować, jakie szczegóły mogą zostać ujawnione. Powrót do sprawy sprzed lat pokazał, że emocje wokół niej wciąż nie opadły. Szymon Majewski poinformował, że szerzej odniesie się do całej sytuacji w jednym z odcinków swojego podcastu. To właśnie tam ma przedstawić własną wersję wydarzeń i odnieść się do wszystkich pojawiających się wątpliwości.

Na razie jednak wiele kwestii pozostaje otwartych, a opinia publiczna czeka na dalszy rozwój wydarzeń. Jedno jest pewne – temat rozstania Szymona Majewskiego z TVN-em ponownie wrócił do centrum uwagi i może jeszcze długo nie zniknąć z medialnych nagłówków.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Piotr Rubik na wózku inwalidzkim. Co się stało? [FOTO]

Brakuje Wam programów Szymona Majewskiego w telewizji? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Edward Miszczak (fot. Jacek Kurnikowski/AKPA) – “Taniec z Gwiazdami” (odcinek 6)
Szymon Majewski (fot. Wojciech Olkuśnik/fot. zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Piotr Rubik na wózku inwalidzkim. Co się stało? [FOTO]

Opublikowano

w dniu

przez

Nowe życie w USA miało być spokojnym etapem dla Piotra Rubika i jego rodziny, jednak najnowsze zdjęcie opublikowane przez jego żonę wywołało falę niepokoju. Internauci natychmiast zaczęli dopytywać, co się stało i czy wszystko jest w porządku. Dowiedz się więcej!

Od lata 2023 roku Agata Rubik i Piotr Rubik mieszkają w Miami, gdzie rozpoczęli zupełnie nowy rozdział swojego życia. Przeprowadzka była szeroko komentowana w mediach i szybko stała się jednym z najgłośniejszych wydarzeń w świecie polskich celebrytów, a decyzja o wyjeździe za ocean wzbudziła wiele emocji.

Nowa codzienność Agaty Rubik i Piotra Rubika od początku budzi ogromne zainteresowanie fanów, którzy chętnie śledzą ich życie za pośrednictwem mediów społecznościowych. Para regularnie pokazuje kulisy życia w Stanach Zjednoczonych, dzieląc się zarówno zwykłymi chwilami, jak i bardziej wyjątkowymi momentami.

Szczególnie aktywna w sieci jest Agata Rubik, która niemal każdego dnia publikuje relacje na Instagramie. Na jej profilu pojawiają się zdjęcia i nagrania ukazujące życie rodzinne, wychowanie dzieci oraz codzienne sytuacje, które często spotykają się z dużym odzewem obserwatorów.

Nie brakuje tam zarówno treści pełnych emocji i wzruszeń, jak i lżejszych, humorystycznych momentów. Dzięki temu fani mają poczucie bliskości z rodziną i mogą na bieżąco obserwować, jak wygląda ich życie w Miami.

POLECAMY: Pola Wiśniewska opublikowała wymowny wpis. To aluzja do Michała?

Piotr Rubik porusza się na wózku inwalidzkim

Tym razem jednak jeden z opublikowanych materiałów wywołał prawdziwe poruszenie. Agata Rubik zamieściła zdjęcie, na którym widać Piotra Rubika siedzącego na wózku inwalidzkim przed szpitalem, co natychmiast zaniepokoiło internautów.

Widok uśmiechniętego, ale znajdującego się w takiej sytuacji artysty mógł zaniepokoić wielu obserwatorów, którzy oglądali relację Agaty Rubik i zaczęli zastanawiać się, co dokładnie się wydarzyło.

Na szczęście Agata Rubik szybko rozwiała wszelkie wątpliwości, wyjaśniając, z czym zmaga się jej mąż i co dokładnie wydarzyło się tego dnia.

„Uśmiechnięty pacjent gotowy do zabrania do domu. Po dwóch miesiącach walki z rwą kulszową, dziś w końcu celowany zastrzyk w kręgosłup. Oby to był przełom” – napisała Agata.

Jak wynika z jej relacji, Piotr Rubik od dłuższego czasu zmagał się z dolegliwościami bólowymi związanymi z rwą kulszową, które znacząco utrudniały jego codzienne funkcjonowanie. Wykonany zabieg ma przynieść ulgę i być przełomowym momentem w procesie leczenia.

W ostatnim czasie o Agacie Rubik i Piotrze Rubiku było głośno także z innego powodu. W mediach pojawiły się doniesienia, że para miała otrzymać propozycję udziału w jesiennej edycji programu „Taniec z Gwiazdami”. Jak jednak wynika z dostępnych informacji, Agata Rubik i Piotr Rubik nie zdecydowali się na udział w show, głównie ze względu na swoje obecne życie w Miami. Ich córki uczą się tam i rozwijają, co sprawia, że przeprowadzka do Polski na czas programu byłaby dużym wyzwaniem.

“Mieliśmy zaproszenie do jesiennej edycji, ale to byłoby bardzo trudne logistycznie. Szczerze mówiąc, bardzo żałuję, bo to świetny program i być może trochę poprawiłabym swoje taneczne ruchy. Może jeszcze kiedyś się uda” – wyznała ostatnio Agata Rubik.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Nowe fakty ws. Bagiego ujrzały światło dzienne. Zaskoczeni?

Żałujecie, że Rubikowie nie wezmą udziału w “Tańcu z Gwiazdami”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Agata Rubik (fot. screen Instagram Stories Agata Rubik) – 15 kwietnia 2026
Piotr Rubik (fot. screen Instagram Stories Piotr Rubik) – 15 kwietnia 2026
Piotr Rubik i Agata Rubik (fot. screen Instagram Piotr Rubik)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

WonerS i Tomasz Lubert w „Pytaniu na Śniadanie”. Co łączy autora hitów Dody i 17-letniego wokalistę, który podbija sieć?

Opublikowano

w dniu

przez

Nie od dziś wiadomo, że muzyka łączy pokolenia. W czwartkowy poranek gośćmi „Pytania na Śniadanie” byli Tomasz Lubert, twórca największych przebojów Dody oraz Szymon Woner, czyli popularny WonerS. Od roku razem współpracują, a 17-letni wokalista idzie jak burza. Nastolatek wypuszcza hit za hitem, podbijając serwisy streamingowe i social media.

17-letni dziś WonerS w show-biznesie działa niemal od dziecka. Debiutował jako dziewięciolatek i od tego momentu konsekwentnie podąża ścieżką muzycznej kariery. Ma na swoim koncie takie hity jak: „Choć, dam Ci znak”, „Perfekcyjna”, „Góralski weekend” w duecie z Kordianem, „Zanim odejdziesz”, „Baby” czy „Daj mi serce” we współpracy z Malubą. Ambitny wokalista nieustannie rozwija się i wypuszcza coraz lepsze kawałki, które zdobywają setki tysięcy, a nawet miliony wyświetleń w serwisie YouTube i innych streamingach, a na Tik Toku stają się viralami. Nic dziwnego, że zainteresowało się nim również „Pytanie na Śniadanie”, gdzie na kanapie gościł razem z Tomaszem Lubertem. W śniadaniówce opowiadali o wspólnych przedsięwzięciach muzycznych.

POLECAMY: Nastoletni gwiazdor latino disco i gwiazda programu „Projekt Lady” razem! Co wykombinowali WonerS i Maluba?

Jakie relacje mają WonerS i Tomasz Lubert?

WonerS od roku współpracuje z kompozytorem i gitarzystą, który swego czasu założył i wypromował takie zespoły jak Virgin, Video i Volver. Obaj artyści są zadowoleni ze wspólnych projektów. Mimo że dzieli ich spora przepaść wiekowa, znaleźli wspólny język i zaprzyjaźnili się. – Tomek ma imponujący dorobek artystyczny. To fantastyczne, że ktoś, kto pracował z największymi gwiazdami w Polsce współpracuje również ze mną, a na dodatek jest świetnym, zawsze pomocnym człowiekiem i super kumplem. Spędzamy ze sobą sporo czasu przy okazji koncertów. Mogę śmiało powiedzieć, że Tomek jest moim „ziomem”. Jak pracujemy, czy rozmawiamy nie czuję żadnego dystansu związanego ze sporą różnicą wieku – mówi Szymon. – Najczęściej gadamy o piłce nożnej, ale przede wszystkim muzykujemy, podgrywamy coś na gitarze. Interesują mnie instrumenty, chociaż przyznam, że wolę skupiać się głównie na wokalu, nad którym regularnie pracuję – dodaje WonerS. Tomek Lubert od samego początku widzi ogromny potencjał w Szymonie. W czasach, kiedy większość młodzieży nie garnie się ani do nauki ani do pracy, WonerS jest przykładem nie tylko zdolnego, ale i poukładanego nastolatka, który nie spoczywa na laurach i każdy dzień poświęca na pracę nad swoim wokalem oraz tworzenie własnych kompozycji. Oczywiście nadal korzysta z rad i pomocy kolegów z branży, którzy nie szczędzą pozytywnych słów na jego temat. – Współpracujemy od ponad roku i z uznaniem patrzę, na postępy, które Szymon robi w muzyce i jak chętnie uczy się nowych rzeczy. Bardzo mu kibicuję. Zresztą mam taką zasadę, że pracuję z ludźmi, którzy się rozwijają i w których widzę potencjał, że w przyszłości osiągną sukcesy. Cieszę się, że w dzisiejszych czasach Internetu i AI, jest jeszcze młodzież, która ma realne zainteresowania i pasję do tego, co robi. Mam nadzieję, że ten zapał nigdy mu nie minie – opowiada Tomek Lubert.

ZOBACZ TAKŻE: Ten refren chodzi po głowie non stop! „Góralski weekend” już uzależnia

WonerS wydaje drugą płytę w przeciągu roku!

WonerS to popularny wokalista młodego pokolenia, który gra koncert za koncertem. W kwietniu 2025 roku wydał debiutancką płytę, zatytułowaną „MELOPOP”, a już 5 czerwca, zaledwie rok po premierze poprzedniej, ukaże się jego drugi album, pt. „Ciepło Zimno”. Krążek można nabyć na stronie gwiazdora, a tych, którzy zdecydują się go nabyć w preorderze czekają dodatkowe bonusy. Większość weekendów ma zajęte, bo koncertuje, grając zarówno w klubach, jak i gromadząc tłumy pod sceną, podczas występów plenerowych.

Przypomnijmy sobie ostatni klip WonerSa.

Fot. archiwum prywatne
Tekst: SM

Kontynuuj czytanie

news

Pola Wiśniewska opublikowała wymowny wpis. To aluzja do Michała?

Opublikowano

w dniu

przez

Kolejna odsłona życia prywatnego Michała Wiśniewskiego ponownie trafia na nagłówki mediów. Tym razem chodzi o rozstanie, które artysta sam zdecydował się ogłosić publicznie, zanim zrobiły to plotki. Od tego momentu każda jego wypowiedź oraz aktywność Poli Wiśniewskiej w mediach społecznościowych są analizowane i interpretowane przez internautów, którzy dopatrują się w nich nowych znaczeń i możliwych odniesień do zakończonej relacji. Dowiedz się więcej, co teraz napisała!

W połowie marca Michał Wiśniewski opublikował na Instagramie nagranie, w którym poinformował, że rozstał się ze swoją ukochaną, co następnie zostało potwierdzone przez samą zainteresowaną w osobnym oświadczeniu. Informacja szybko obiegła media i ponownie skierowała uwagę opinii publicznej na życie prywatne jednego z najbardziej rozpoznawalnych artystów w Polsce.

Michał Wiśniewski od lat pozostaje jedną z najbardziej charakterystycznych postaci polskiego show-biznesu, a jego wizerunek sceniczny oraz działalność muzyczna sprawiły, że stał się osobą stale obecną w przestrzeni medialnej. Równocześnie jego życie prywatne od dawna budzi ogromne zainteresowanie, często większe niż same projekty artystyczne.

Relacje uczuciowe Michała Wiśniewskiego wielokrotnie trafiały na pierwsze strony portali i magazynów, tworząc historię pełną intensywnych emocji i dynamicznych zwrotów akcji. Artysta brał ślub aż osiem razy, z czego pięć razy deklarował miłość „aż po grób”, co tylko podsycało zainteresowanie jego życiem osobistym.

W przeszłości kolejne związki Michała Wiśniewskiego często kończyły się publicznymi rozstaniami, które natychmiast stawały się tematem szerokich dyskusji w mediach i internecie. Każda taka sytuacja generowała falę komentarzy, analiz i spekulacji, które na długo utrzymywały się w przestrzeni publicznej.

Tym razem jednak Michał Wiśniewski zdecydował się przejąć kontrolę nad narracją i samodzielnie poinformować o zakończeniu małżeństwa. W opublikowanym oświadczeniu podkreślił, że jego celem było ucięcie plotek i uniknięcie dalszych nieporozumień medialnych wokół tej sytuacji.

Artysta zaznaczył, że nie chce pozostawiać miejsca na domysły i interpretacje, które mogłyby narastać wokół jego życia prywatnego. Jego wypowiedź miała charakter wyraźnego komunikatu informacyjnego, a nie emocjonalnego komentarza.

“Oświadczenia są po to, by uciąć spekulacje na przyszłość. To nie jest żadne tłumaczenie. To jest stwierdzenie po prostu faktu. Nie udało mi się uratować mojego małżeństwa, więc zanim wszyscy napiszą o tym, mówię o tym sam” – powiedział w połowie marca lider Ich Troje.

W swoim oświadczeniu Michał Wiśniewski zwrócił również uwagę na kwestie rodzinne, prosząc media oraz obserwatorów o ostrożność w komentowaniu sytuacji ze względu na dobro jego dzieci.

“To jest jedyny komentarz. Zdaję sobie sprawę, że to jest państwa praca i z tego żyjecie, żeby to komentować, ale bardzo serdecznie, gorąco państwa proszę ze względu na dwójkę moich małoletnich dzieci o wstrzemięźliwość w opiniach do czasu zakończenia postępowania. Z całego serca dziękuję i co mogę powiedzieć? Trzymam za moją jeszcze żonę i za siebie kciuki, żebyśmy przez to przeszli jak najmniej poranieni. Dziękuję bardzo” – zakończył wypowiedź.

POLECAMY: Michał Piróg dołącza do gwiazd Polsatu? Właśnie dostał nową fuchę

Wymowny wpis Poli Wiśniewskiej. Co ma na myśli?

W kolejnych dniach po ogłoszeniu rozstania atmosfera wokół sprawy nie uspokoiła się, a wręcz przeciwnie – w mediach społecznościowych zaczęto jeszcze uważniej śledzić aktywność zarówno Michała Wiśniewskiego, jak i jego byłej partnerki. Internauci analizują każdy ich wpis, doszukując się w nim możliwych odniesień do zakończonej relacji i próbując łączyć pojedyncze wypowiedzi w większą całość.

Pola Wiśniewska, która po ślubie z liderem Ich Troje rozwinęła swoją działalność w sieci jako influencerka, od dawna dzieli się z obserwatorami codziennością oraz przemyśleniami na różne tematy. Po informacji o rozstaniu jej publikacje zaczęły być jednak odbierane przez część internautów w zupełnie inny sposób – jako potencjalne, ukryte komentarze do sytuacji prywatnej.

W jednym z najnowszych wpisów Pola Wiśniewska zamieściła słowa, które szybko stały się przedmiotem dyskusji w sieci:

„Ludzie, którzy nie potrafią się komunikować, uważają, że wszystko jest kłótnią. Ludzie, którym brakuje odpowiedzialności, uważają, że wszystko jest atakiem” – napisała.

Cała sytuacja pokazuje, że rozstanie Michała Wiśniewskiego i Poli Wiśniewskiej przestało być wyłącznie prywatną sprawą, a stało się kolejnym medialnym tematem żyjącym własnym rytmem w internecie. Mimo że oboje starają się tonować przekaz i unikać dodatkowych komentarzy, zainteresowanie ich relacją wciąż pozostaje bardzo duże.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jan Pirowski zabrał głos ws. 10-latka. Co działo się po półfinale „Mam Talent”?

Jak myślicie, co miała na myśli Pola Wiśniewska? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Michał Wiśniewski (fot. Paweł Wrzecion/AKPA) – “Halo tu Polsat” z 21 marca 2026
Pola Wiśniewska (fot. screen Instagram Pola Wiśniewska)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością