news
Maryla Rodowicz: Tęsknię za dawnymi czasami! [autoryzowany wywiad z piosenkarką]
Na polskiej estradzie króluje nieprzerwanie od czterdziestu pięciu lat. Nic więc dziwnego, że doczekała się tytułu Królowej Polskiej Piosenki. Wokalistka, którą znają niemal wszystkie pokolenia w tym kraju właśnie wydała, nie płytę, a książkę!
Pani najnowsza książka nosi tytuł „Maryla. Życie Marii Antoniny”. Maria Antonina to imiona, które widnieją w Pani dowodzie. Wiele osób jednak o tym fakcie nie wie. Dla tłumów jest Pani jednak Marylą. Czy to na potrzeby wizerunku artystycznego przestała Pani być Marią Antoniną, a stała się Marylą?
Odkąd pamiętam, przez mamę i babcię byłam nazywana Marylką i tak zostało do dziś. Koledzy i nauczyciele w szkołach też zwracali się do mnie Maryla. Jedynie mój mąż, kiedy jest na mnie lekko zły mówi „Maria”, szczególnie, kiedy chce mnie wyciągnąć z jakiegoś bankietu, wtedy to brzmi: „Maria idziemy do domu” (śmiech), albo „Maria pusta lodówka”.
Nie myli się Pani, kiedy przy wypełnianiu różnych dokumentów trzeba wpisać imię?
Czasem mam chwilę zastanowienia zanim wypełnię rubrykę z imieniem (uśmiech).
Czy były pomyłki, kiedy organizatorzy zagranicznych koncertów przysyłali dla Pani bilety lotnicze?
Zdarzało się, ale wszystko było jeszcze do odkręcenia, a jeśli to było polskie linie, to nie było większych problemów, bo przecież w końcu dla wszystkich jestem Marylą.
W książce „Maryla. Życie Marii Antoniny” znajomi, przyjaciele, współpracownicy i rodzina przytaczają różne anegdoty związane z Panią. Nie bała się Pani, że wyjawią jakieś sekrety, które nie powinny ujrzeć światła dziennego?
Absolutnie nie. Muszę jednak przyznać, że nasze życie show biznesowe sprzed lat było dużo bardziej barwne niż teraz. Naprawdę jest co wspominać. Z żalem stwierdzam, że obecnie jest nudnawo. Dziś wszyscy się gdzieś spieszą. Kiedyś po koncertach się biesiadowało, artyści integrowali się ze sobą, trasy koncertowe były długie, z różnymi zespołami nocowaliśmy w tych samych hotelach, a dyskusje toczyły się do białego rana. Były to chwile, kiedy zbliżaliśmy się do siebie, rodziły się nowe przyjaźnie. Dzisiaj mi tego brakuje.
Ma Pani przydomek Królowa Polskiej Piosenki? Czy zatem czuje się Pani tą królową?
Gdybym zaprzeczyła, byłaby to udawana skromność… Uczciwie zapracowałam sobie na ten tytuł. Na scenie jestem obecna od czterdziestu pięciu lat. Tysiącami zagranych koncertów i ogromną ilością sprzedanych płyt zasłużyłam na uznanie i szacunek ludzi. Skoro publiczność wciąż tłumnie zbiera się pod sceną i śpiewa razem ze mną, to chyba nie powinnam czuć się jak Kopciuszek (uśmiech).
Skoro już jesteśmy przy temacie sławy i zaszczytów, pozwolę sobie zapytać, czy był taki moment, że przysłowiowa woda sodowa uderzyła Pani do głowy?
Zdarza mi się strzelić focha, kiedy za kulisami jest coś nie tak. Nie mam zbyt wielkich wymagań. Potrzebuję tylko wody mineralnej określonej firmy i kawy z mlekiem. Zawsze proszę, żeby to było zwykłe mleko, a nie skondensowane. To tyle. No i garderoba powinna pomieścić wszystkie moje walizki z kostiumami. Zdarzyło mi się w czasie próby na festiwalu w Opolu zejść ze sceny, kiedy reżyser koncertu nie pozwolił mi powtórzyć utworu. Było to w ubiegłym roku. Piosenkę śpiewałam po raz pierwszy w życiu i wydawało mi się, że powinnam dostać szansę spróbowania po raz drugi. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Koncertowałam w różnych miejscach na całym świecie. Nie zawsze i nie wszędzie goszczono mnie jak królową. Nie raz warunki do pracy były trudne – zadymione kluby, ciasne garderoby lub w ogóle ich brak, czasem bywało za zimno, albo za gorąco, a mimo to wychodziłam na scenę. Zdarzało mi się przebierać w kuchni, przy garach, w samochodzie, na korytarzu… Nie strzelałam wtedy fochów. No chyba, że chodziło o światło. Zależy mi, żeby koncerty i wywiady studyjne były dobrze oświetlone.
Dzisiaj wiele artystek rezygnuje z życia rodzinnego na rzecz rozwoju zawodowego. Jak Pani udało się urodzić troje dzieci i na dodatek zrobić tak oszałamiającą karierę?
Sama siebie podziwiam, że mi się to udało (śmiech). Kiedy przyszedł na świat mój pierwszy syn, a potem córka to był początek lat 80-tych, stan wojenny, brak pracy. Głównie siedziałam w domu, potem zaczęły się długie wyjazdy do klubów polonijnych w Stanach i na trasy do Związku Radzieckiego. Nie było mi łatwo rozstawać się z małymi dziećmi. Za to latem mogłam sobie pozwolić na dwumiesięczne siedzenie na Mazurach. Wynajmowałam dom nad jeziorem, zabierałam wanienki, nocniki, wózki i jazda nad wodę. Dzieci do tej pory mają sentyment do tamtych wakacji.
W latach 90 – tych, mimo że już była Pani gwiazdą, nikt nie chciał wydać Pani płyt. Wtedy z pomocą przyszedł Pani mąż Andrzej Dużyński.
Pewnego dnia wrócił ze sklepu i powiedział: „Słuchaj Maria, wszyscy artyści wydają już płyty kompaktowe, a ty masz na swoim koncie tylko czarne winyle”. Również w rozgłośniach radiowych niechętnie grano moje utwory. Andrzej stwierdził, że skoro nikt z branży się mną za bardzo nie interesuje, to on zacznie wydawać moje płyty. I dotrzymał słowa. Nagrałam więc „Marysię biesiadną”, z utworami ludowymi w swoim stylu, potem „Złotą Marylę”, a on chodził po rozgłośniach radiowych i kupował czas antenowy, na zasadzie wykupu reklam. To niestety było bardzo kosztowne.
Nie baliście się, że wspólna praca i biznes mogą was poróżnić?
Były obawy i jak się okazało, całkiem uzasadnione. Przez tę współpracę byliśmy już o krok od rozwodu. Mąż zostawił swoją dotychczasową pracę i zaczął wydawać moje płyty. W dzień biegał po radiach i redakcjach, a kiedy wieczorem przychodził do domu ja urządzałam mu przepytywanie, połączone z pretensjami, dlaczego nie załatwił tego, czy tamtego. W pewnym momencie nie wytrzymał i powiedział, że albo będzie moim menedżerem, albo się rozwiedziemy… I przestał być menedżerem, a nasze małżeństwo trwa nadal.
Miała Pani za to do niego żal?
Na początku czułam się mocno zawiedziona, ale patrząc z perspektywy czasu, wcale się nie dziwię. Nikt normalny, by tego dłużej nie wytrzymał. Nie mógł już słuchać moich pretensji i znosić wiecznego sprawdzania. Ja niestety zawsze i wszędzie lubię mieć wszystko pod kontrolą.
Ma Pani duże zaufanie do męża?
Tak, to on nadal czyta wszystkie moje umowy i kontrakty. Jest też świetnym doradcą nie tylko w sprawach zawodowych. Często pomaga mi rozwiązywać także inne problemy. Bardzo ważne, żeby mieć w kimś takie oparcie, jakie ja mam w Andrzeju. Nie każdemu udaje się łączyć pracę i życie prywatne.
Wielokrotnie wyjeżdżała Pani w długie trasy koncertowe. Czy dzieci były kiedyś zazdrosne o Pani pracę?
Szczególnie mój starszy syn Jasiek. Był zazdrosny nawet o ludzi, którzy ze mną rozmawiali, zresztą przekonała się o tym Agnieszka Osiecka, kiedy oberwała od niego kijem po głowie. Innym razem zabrałam go na koncert, gdzie było pełno dzieci, które weszły do mnie na scenę. Wtedy mój syn dostał szału, także znalazł się na podium i powyrywał kable z aparatury, poprzewracał statywy.
Na kartach książki znajdujemy wiele zdjęć, na których rodzina towarzyszyła Pani za kulisami koncertów. Często zabierała Pani ze sobą dzieci?
Zdarzało się zabierać ze sobą dzieci, ale na ogół zostawały w domu z zaufaną opiekunką.
Czy trudno było Jaśkowi i Kasi zaakceptować Andrzeja?
Nie było łatwo. Dzieci miały problem z zaakceptowaniem mojego męża. Wprawdzie Andrzej nie zamieszkał z nami tak po prostu z dnia na dzień, bo jako mój narzeczony przez rok mnie odwiedzał, więc go znały, ale kiedy już zdecydowaliśmy, że będziemy razem różnie bywało.
Ostatnio prasa kolorowa rozpisywała się, że Pani młodszy syn spotyka się ze znaną stylistką Zosią Ślotałą. Coś rzeczywiście jest na rzeczy?
Zosia jest przyjaciółką Jędrka. Znają się od dzieciństwa i dobrze czują się w swoim towarzystwie. Ja również ją bardzo lubię. Ostatnio Jędrek spędzał Sylwestra zupełnie w innym towarzystwie, nie mogę za nim nadążyć. (uśmiech).
Czy w przyszłości potrafiłaby Pani odnaleźć się w roli teściowej?
Myślę, że nie miałabym z tym najmniejszego problemu. Lubię młodych ludzi. Pewnie będę miła dobre relacje z partnerami moich dzieci.
Rozmawiała Martyna Rokita
Fot. Materiały prasowe, zdjęcie głowne, screen z facebooka
news
Michał Szpak ROZCZAROWANY występem w „Voice of Poland” [PRZED PREMIERĄ]
Po tygodniowej przerwie „The Voice of Poland” wraca z kolejnymi emocjonującymi „Bitwami”. Tym razem na scenie doszło do sytuacji, która wyraźnie poruszyła jednego z trenerów. Michał Szpak nie ukrywał, że występ jego podopiecznych nie spełnił oczekiwań, a później zdobył się na zaskakujące wyznanie. Dowiedz się więcej i zobacz przedpremierowe nagranie!
Już w sobotni wieczór widzowie TVP2 ponownie zobaczą zmagania uczestników 17. edycji „The Voice of Poland”. Program wraca po tygodniowej przerwie związanej z Eurowizją Junior i od razu zaserwuje kolejną dawkę muzycznych emocji. W nadchodzących „Bitwach” nie zabraknie trudnych decyzji, wymagających pojedynków i ocen, które mogą zaważyć na dalszym losie uczestników. Jedna z takich sytuacji szczególnie mocno dotknęła Michała Szpaka.
Na scenie stanęły Julia Matczak i Wiktoria Zjawiony, reprezentujące drużynę popularnego wokalisty. Zgodnie z decyzją swojego trenera uczestniczki zmierzyły się z utworem „II Most Wanted”, znanym z repertuaru Beyoncé i Miley Cyrus. To wymagająca kompozycja, która potrzebuje nie tylko odpowiednich umiejętności wokalnych, ale również wyczucia i dobrej współpracy między wykonawczyniami. Niestety, wspólny występ nie okazał się takim sukcesem, na jaki liczył ich szkoleniowiec.
Jako pierwsi swoje opinie przedstawili pozostali trenerzy, czyli Kuba Badach, Baron i Tomson. Ich komentarze nie pozostawiały złudzeń, że występ nie był pozbawiony problemów. Zwrócili uwagę na nierówny poziom prezentacji, co z pewnością nie ułatwiło sytuacji dziewczynom. W końcu przyszedł jednak moment, na który czekali wszyscy – głos zabrał Michał Szpak, który musiał odnieść się do występu swoich podopiecznych.
Trener nie ukrywał, że cała sytuacja jest dla niego wyjątkowo trudna. Przyznał, że miał wobec dziewczyn bardzo duże oczekiwania i liczył na znacznie więcej.
“Trudne to jest bardzo dlatego, że właśnie przez tę całą sytuację (…) moje oczekiwania względem tego, co ma się wydarzyć dzisiaj były naprawdę największe ze wszystkich” – wyjaśnił.
POLECAMY: Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki
Michał Szpak ROZCZAROWANY występem swoich podopiecznych? [ZOBACZ PRZED PREMIERĄ]
Największe zaskoczenie przyszło jednak chwilę później. Michał Szpak nie próbował zrzucać odpowiedzialności na uczestniczki ani tłumaczyć wszystkiego stresem czy trudnością wybranego utworu. Zamiast tego zaczął zastanawiać się nad własnymi decyzjami jako trenera.
“Mnie to trochę personalnie uderza, bo może to była zła decyzja, że sparowałem Was. Może to była zła decyzja, że ten utwór, że po prostu było to trudne do zinterpretowania” – kontynuował.
Wokalista otwarcie przyznał więc, że być może to właśnie jego wybory przyczyniły się do takiego rezultatu. Dobór uczestniczek do jednej bitwy i decyzja dotycząca piosenki to przecież odpowiedzialność trenera, który powinien odpowiednio dopasować repertuar do możliwości swoich podopiecznych. Tym razem Michał Szpak zaczął mieć wątpliwości, czy dobrze poradził sobie z tym zadaniem. Nie ukrywał przy tym emocji, a jego wypowiedź wyraźnie odbiegała od typowych komentarzy po muzycznych pojedynkach.
Najbardziej poruszające okazały się jednak słowa, w których trener wprost przyznał się do własnych błędów.
“Ja się biję w pierś po prostu, jako trener, że może tym razem – w ciągu tych siedmiu edycji – po prostu najzwyczajniej w świecie ja też sobie nie poradziłem z tą sytuacją” – dodał ze smutkiem.
Pozostaje jednak najważniejsze pytanie: co stanie się z Julią Matczak i Wiktorią Zjawiony? Ostateczna decyzja dotycząca ich dalszego udziału w programie należy do trenera, dlatego widzowie będą musieli poczekać na sobotni wieczór, by poznać rozstrzygnięcie. Kolejne „Bitwy” 17. edycji „The Voice of Poland” zostaną wyemitowane w sobotę o godz. 20:30 w TVP2, tuż po premierowym odcinku „Rodzinki.pl”.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Jolanta Kwaśniewska NOWĄ jurorką w „Tańcu z Gwiazdami”. Tak mówi o roli u boku Santor
Będziecie oglądać nowy odcinek w TVP? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!




Autor: Szymon Jedynak
news
Tak Polsat uczci pamięć Joanny Kołaczkowskiej. Warto przygotować chusteczki
To jedna z tych historii, które idealnie pokazują, jak nieprzewidywalne potrafi być życie artysty. Joanna Kołaczkowska miała na sobie kozaczki kupione za zaledwie 26 złotych, ale tuż przed występem odkryła coś, czego zupełnie się nie spodziewała. Kulisy legendarnego skeczu „Egzamin” zostaną przypomniane w wyjątkowym programie Polsatu. Dowiedz się więcej!
Skecz „Egzamin” Kabaretu Hrabi na stałe zapisał się w historii polskiej rozrywki. Śp. Joanna Kołaczkowska potrafiła rozbawić publiczność do łez, a jej charakterystyczna kreacja do dziś pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych odsłon kabaretowego talentu artystki. Niewielu widzów zdawało sobie jednak sprawę, że za jednym z najbardziej charakterystycznych elementów tego występu kryje się historia, która mogłaby posłużyć za scenariusz kolejnego skeczu. Wszystko zaczęło się od butów kupionych za niewielkie pieniądze.
Kozaczki, które miały pojawić się na scenie, kosztowały zaledwie 26 złotych. Joanna Kołaczkowska nie przymierzyła ich jednak przed zakupem, a konsekwencje tej decyzji poznała w najmniej odpowiednim momencie. Dopiero tuż przed występem okazało się, że buty są za ciasne i nie mieszczą się na jej stopach. W takich okolicznościach niejeden artysta zdecydowałby się na zmianę stroju lub rezygnację z niewygodnego elementu garderoby. Ona jednak nie zamierzała się poddawać.
Historia słynnych kozaczków zostanie przypomniana w programie „Póki my żyjemy”, który Polsat pokaże z okazji 1 listopada. To specjalne spotkanie poświęcone pamięci artystów, których nie ma już z nami, ale których twórczość i poczucie humoru wciąż pozostają żywe. Wśród wspomnień nie zabraknie opowieści o Joannie Kołaczkowskiej, jej wyjątkowej osobowości i sytuacjach, które za kulisami potrafiły rozbawić jej kabaretowych przyjaciół.
Artyści Kabaretu Hrabi zdradzą, jak wyglądały kulisy powstania jednego z najbardziej lubianych skeczy grupy. Widzowie zobaczą również fragment legendarnego „Egzaminu”, dzięki czemu będą mogli ponownie przypomnieć sobie komediowy talent Joanny Kołaczkowskiej. Tym razem jednak występowi będą towarzyszyć dodatkowe emocje, bo za dobrze znaną kreacją kryje się anegdota, której wielu fanów mogło dotąd nie znać. Okazuje się, że czasami nawet najbardziej kultowe sceniczne pomysły rodzą się zupełnie przypadkowo.
W programie pojawią się także wspomnienia o Zbigniewie Wodeckim. Grupa MoCarta przypomni jego słynne dowcipy i opowie o koncertowych przygodach muzyka. Jedna z historii dotyczyła sytuacji, w której artysta potrafił przyjąć zaproszenie na dwa występy tego samego dnia. Powód? Zawsze istniała przecież szansa, że jeden z koncertów zostanie odwołany. Takie opowieści pokazują, jak wielki dystans do rzeczywistości i poczucie humoru towarzyszyły mu również poza sceną.
POLECAMY: Jolanta Kwaśniewska NOWĄ jurorką w „Tańcu z Gwiazdami”. Tak mówi o roli u boku Santor
„Póki my żyjemy” – kiedy i gdzie oglądać?
Nie będzie to jednak wyłącznie spotkanie poświęcone dwóm wielkim postaciom polskiej rozrywki. Widzowie usłyszą również wspomnienia o Krzysztofie Respondku, Wojciechu Młynarskim i Krzysztofie Jaślarze. Każdy z tych artystów pozostawił po sobie dorobek, który na trwałe wpisał się w historię polskiej kultury. Ich twórczość, charakterystyczny styl i wyjątkowe poczucie humoru wciąż są obecne w pamięci publiczności oraz kolegów z branży.
Na scenie pojawią się znane i cenione kabarety oraz artyści, którzy wspólnie oddadzą hołd nieobecnym już mistrzom. Wśród zaproszonych wykonawców znajdą się między innymi Kabaret Ani Mru-Mru, Kabaret Moralnego Niepokoju i Kabaret Hrabi. Nie zabraknie również Waldemara Malickiego, Wojtka Kamińskiego oraz Klementyny Umer. To właśnie oni zadbają o to, by wieczór wypełniły zarówno humorystyczne wspomnienia, jak i chwile skłaniające do refleksji.
„Póki my żyjemy” ma być czymś więcej niż tylko programem rozrywkowym. To spotkanie z ludźmi, którzy przez lata tworzyli polską scenę kabaretową i muzyczną, a ich występy pozostawiły ślad w pamięci kolejnych pokoleń widzów. Wspominanie zmarłych artystów nie musi oznaczać wyłącznie smutku. Czasami najlepszym sposobem na oddanie im hołdu jest właśnie przypomnienie żartów, anegdot i momentów, dzięki którym tak wielu ludzi potrafiło się uśmiechnąć.
Szczególne miejsce w tym wieczorze zajmie Joanna Kołaczkowska, której talent i niepowtarzalna osobowość przez lata były znakiem rozpoznawczym Kabaretu Hrabi. Historia kozaczków za 26 złotych to tylko jedna z anegdot, które przypomną jej przyjaciele. Za kulisami scenicznych występów kryły się bowiem nie tylko próby i przygotowania, lecz także nieprzewidziane sytuacje, które z czasem stawały się częścią kabaretowej legendy.
Specjalny program „Póki my żyjemy” zostanie wyemitowany w sobotę 31 października o godz. 19:55 w Polsacie tuż przed dniem Wszystkich Świętych.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Anna Mucha ZNIKNIE z „M jak miłość”? Jest oficjalny komentarz
Będziecie oglądać? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Anna Mucha ZNIKNIE z „M jak miłość”? Jest oficjalny komentarz
Ciąża Magdy Budzyńskiej w „M jak miłość” wywołała ogromne emocje, a część widzów zaczęła obawiać się najgorszego. Bohaterka grana przez Annę Muchę ma za sobą poważne problemy zdrowotne, dlatego jej przyszłość w serialu stanęła pod znakiem zapytania. Teraz pojawiły się nowe informacje, a głos w sprawie zabrała również przedstawicielka produkcji. Dowiedz się więcej!
Anna Mucha od lat wciela się w Magdę Budzyńską w „M jak miłość”. Jej bohaterka przeszła na ekranie wiele trudnych chwil, a scenarzyści niejednokrotnie stawiali ją przed dramatycznymi wyzwaniami. Jednym z najpoważniejszych była walka o zdrowie i przeszczep serca. Wydawało się, że po takich doświadczeniach macierzyństwo może pozostać dla Magdy jedynie niespełnionym marzeniem. Tymczasem twórcy serialu postanowili zaskoczyć widzów i wprowadzili do jej historii wątek ciąży.
Informacja o tym, że Magda spodziewa się dziecka, szybko wywołała dyskusje wśród fanów produkcji TVP2. Widzowie doskonale pamiętają, że w „M jak miłość” nawet pozornie szczęśliwe wydarzenia potrafią prowadzić do dramatycznych zwrotów akcji. W przypadku bohaterki z tak poważną historią medyczną obawy o jej przyszłość wydają się szczególnie silne. W mediach społecznościowych pojawiły się komentarze sugerujące, że ciąża może zakończyć się tragedią.
Niepokój fanów podsycają wcześniejsze wydarzenia z serialu. Niedawno widzowie śledzili dramatyczną historię Franki, która urodziła dziecko Pawłowi Zduńskiemu, granemu przez Rafała Mroczka, a następnie zmarła. W postać Franki wcielała się Dominika Kachlik, która odeszła z produkcji. Tak tragiczny finał jednego z wątków sprawił, że część odbiorców zaczęła zastanawiać się, czy podobny los spotka teraz Magdę Budzyńską.
Wątpliwości dotyczą nie tylko przyszłości bohaterki, ale również dalszej obecności Anny Muchy w serialu. Widzowie zaczęli spekulować, czy scenarzyści nie szykują kolejnego dramatycznego pożegnania. Na razie nie ma jednak podstaw, by traktować takie przypuszczenia jako potwierdzony scenariusz wydarzeń. Wręcz przeciwnie – pojawiły się informacje, które powinny uspokoić fanów aktorki i jej bohaterki.
POLECAMY: Jolanta Kwaśniewska NOWĄ jurorką „Tańca z Gwiazdami”? Oto nowe ustalenia
Niepokój wokół Anny Muchy. Jest komentarz ws. premierowych odcinków „M jak miłość”
W 1957. odcinku „M jak miłość”, zaplanowanym na poniedziałek 16 listopada 2026 roku, Magda Budzyńska ma przejść specjalistyczne badania. Kardiolog uspokoi zarówno ją, jak i Andrzeja, wyjaśniając, że mimo konieczności zachowania szczególnej ostrożności bohaterka ma szansę bezpiecznie urodzić dziecko. Jej ciąża będzie wymagała odpowiedniej opieki, ale przedstawione informacje nie wskazują na przesądzony tragiczny finał. To ważna wiadomość dla widzów, którzy obawiali się najgorszego.
Dodatkowo, jak ustalił „Super Express”, Anna Mucha nie zniknie z „M jak miłość” i jest uwzględniona w scenariuszach kolejnych odcinków. To oznacza, że na ten moment nie ma potwierdzenia, by aktorka miała pożegnać się z serialem. Informacja może uspokoić fanów, choć nie zdradza wszystkich szczegółów dotyczących dalszych losów Magdy. Twórcy nadal mogą zaskoczyć widzów kolejnymi zwrotami akcji, a historia bohaterki pozostaje otwarta.
W sprawie pojawił się również komentarz Karoliny Baranowskiej z firmy produkującej serial. Przedstawicielka nie chciała ujawniać, jak dokładnie potoczą się wydarzenia w kolejnych odcinkach, ale odniosła się do licznych spekulacji pojawiających się wśród widzów. Jej wypowiedź pokazuje, że produkcja zdaje sobie sprawę z ogromnego zainteresowania losami bohaterów i emocji, jakie wywołują kolejne wątki.
„Jest mnóstwo przeróżnych komentarzy dotyczących “M jak miłość” i nie jesteśmy w stanie komentować wszystkich pomysłów widzów. Cieszymy się, że nasz serial niezmiennie od ponad 26 lat budzi tak wielkie emocje. Zapraszamy do oglądania kolejnych odcinków, a wkrótce będzie jasne jak potoczą się bieżące wątki” – stwierdziła Karolina Baranowska.
Premierowe odcinki „M jak miłość” można oglądać w poniedziałki i wtorki o godz. 20.50 w TVP2, po „Barwach szczęścia”. To właśnie w kolejnych epizodach widzowie będą mogli przekonać się, jak rozwinie się historia Magdy i czy jej ciąża przebiegnie zgodnie z nadziejami bohaterki. Jedno jest pewne: scenarzyści ponownie rozbudzili emocje publiczności, a pytanie o przyszłość Magdy Budzyńskiej z pewnością jeszcze przez jakiś czas będzie powracać w dyskusjach fanów.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Estelle François zdradziła prawdę o „Tańcu z Gwiazdami”. Nie każdy dałby sobie radę?
Lubicie oglądać “M jak miłość”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Jolanta Kwaśniewska NOWĄ jurorką „Tańca z Gwiazdami”? Oto nowe ustalenia
W najbliższym odcinku „Tańca z Gwiazdami” szykują się niespodzianki, jakich widzowie mogli się nie spodziewać. Oprócz Ireny Santor w studiu ma pojawić się również Jolanta Kwaśniewska. Jak ustalił Pudelek, w grę wchodzi nawet jej udział przy stole jurorskim. Dowiedz się więcej!
Jesienna edycja „Tańca z Gwiazdami” nie przestaje zaskakiwać. Produkcja Polsatu regularnie przygotowuje dla widzów nowe atrakcje, a nadchodzący odcinek zapowiada się wyjątkowo. W niedzielę, 1 listopada, uczestnicy zmierzą się z kolejnymi tanecznymi wyzwaniami, ale tym razem uwaga publiczności może skupić się również na gościach specjalnych. Według doniesień medialnych w studiu pojawią się dwie znane postacie, których obecność może nadać programowi zupełnie inny charakter.
Jedną z nich będzie Irena Santor, legenda polskiej sceny muzycznej. Wokalistka ma pojawić się w programie jako gość specjalny, a uczestnicy zaprezentują choreografie do jej największych przebojów. Przygotowania do występu już trwają, a o kreację artystki zadba projektantka Dorota Goldpoint. Wszystko wskazuje na to, że widzowie mogą liczyć na wieczór pełen muzycznych wspomnień, znanych melodii i wyjątkowych emocji na parkiecie.
To jednak nie koniec niespodzianek. Jak informuje Pudelek, w najbliższym odcinku „Tańca z Gwiazdami” ma pojawić się również Jolanta Kwaśniewska. Była pierwsza dama od lat cieszy się rozpoznawalnością i sympatią wielu Polaków, a jej obecność w popularnym programie rozrywkowym z pewnością wzbudziłaby zainteresowanie widzów. Na razie nie wiadomo jednak, w jakim dokładnie charakterze miałaby wystąpić.
POLECAMY: Estelle François zdradziła prawdę o „Tańcu z Gwiazdami”. Nie każdy dałby sobie radę?
Jolanta Kwaśniewska zastąpi Wieniawę w „TzG”. Wypłynęły nowe informacje
Największe emocje budzi możliwość, że Jolanta Kwaśniewska mogłaby zasiąść przy stole jurorskim. Według ustaleń Pudelka produkcja rozważa różne warianty jej udziału, a rozmowy w tej sprawie mają być na zaawansowanym etapie. Nie oznacza to jednak, że decyzja została już ostatecznie podjęta. Wciąż brane są pod uwagę różne scenariusze, dlatego szczegóły dotyczące obecności byłej pierwszej damy w programie mogą jeszcze ulec zmianie.
W nadchodzącym odcinku zabraknie natomiast Julii Wieniawy, która w tej edycji zasiada w jury. Jej nieobecność ma być jednorazowa, a produkcja przygotowała dodatkowe atrakcje, by widzowie nie odczuli braku jednej z jurorów. Ewentualne pojawienie się Jolanty Kwaśniewskiej mogłoby więc okazać się jednym z najgłośniejszych punktów niedzielnego wydania. Na razie nie wiadomo, czy rzeczywiście zastąpi ona Wieniawę, czy też pojawi się w innej roli.
Według informacji przekazanych przez informatora Pudelka rozważany jest także wariant, w którym Jolanta Kwaśniewska i Irena Santor zasiądą razem na specjalnej kanapie w studiu. Takie rozwiązanie pozwoliłoby obu gościniom uczestniczyć w wydarzeniu bez konieczności włączania byłej pierwszej damy do składu jurorskiego. Ostateczne ustalenia mają zapaść w najbliższym czasie, a produkcja bierze pod uwagę kilka możliwości.
„Rozmowy są na zaawansowanym etapie. Trwają ustalenia dotyczące tego, w jakim charakterze pojawi się w programie. Rozważany jest zarówno jej udział przy stole jurorskim, jak i występ w roli gościa specjalnego. Produkcja jest przygotowana na wariant, w którym Jolanta Kwaśniewska i Irena Santor zasiądą razem na specjalnej kanapie w studiu. Ostateczne decyzje mają zapaść niebawem” – mówi informator Pudelka.
Jeśli doniesienia się potwierdzą, nadchodzący odcinek może wyróżnić się na tle pozostałych wydań tej edycji. Irena Santor zapewni muzyczną oprawę wieczoru, a obecność Jolanty Kwaśniewskiej doda wydarzeniu dodatkowego prestiżu. Widzowie będą mogli zobaczyć, jak produkcja łączy taneczne widowisko z udziałem gości spoza świata muzyki i tańca. Na ostateczne potwierdzenie szczegółów trzeba jednak jeszcze poczekać.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Julia von Stein zdobyła się na wyznanie. Dwukrotnie chciała odebrać sobie życie
Lubicie Jolantę Kwaśniewską? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
showbiz3 dni temuPiotr Mróz OCENIŁ Julię Wieniawę w „TzG”. Na to zwrócił szczególną uwagę
-
showbiz3 dni temuTo będzie HIT nowej edycji „Tańca z Gwiazdami”. Zgodzi się na udział?
-
showbiz4 dni temuPrzyszłość Wieniawy w „Tańcu z Gwiazdami” przesądzona? Polsat podjął decyzję
-
showbiz4 dni temuZnana aktorka wystąpi wiosną w „Tańcu z Gwiazdami”? „Pani już zakontraktowana”
-
showbiz3 dni temuKamil Kuroczko zdradził prawdę o Ewie Kasprzyk za kulisami „TzG”. Zaskoczeni?
-
news2 dni temuTarnowska i Bagi wygrali milion w „Milionerach”? Zobacz, kiedy oglądać [WIDEO]
-
news3 dni temuMargareta i Mohamed robią furorę w TTV? Wyniki programu dają do myślenia
-
showbiz5 dni temuWidzowie oburzeni werdyktem w „Tańcu z Gwiazdami”. Smaruj i Tarnowska nie powinni odpaść?







Dodaj komentarz