Śledź nas

news

Maryla Rodowicz: Tęsknię za dawnymi czasami! [autoryzowany wywiad z piosenkarką]

Opublikowano

w dniu

Na polskiej estradzie króluje nieprzerwanie od czterdziestu pięciu lat. Nic więc dziwnego, że doczekała się tytułu Królowej Polskiej Piosenki. Wokalistka, którą znają niemal wszystkie pokolenia w tym kraju właśnie wydała, nie płytę, a książkę!

Pani najnowsza książka nosi tytuł „Maryla. Życie Marii Antoniny”. Maria Antonina to imiona, które widnieją w Pani dowodzie. Wiele osób jednak o tym fakcie nie wie. Dla tłumów jest Pani jednak Marylą. Czy to na potrzeby wizerunku artystycznego przestała Pani być Marią Antoniną, a stała się Marylą?

Odkąd pamiętam, przez mamę i babcię byłam nazywana Marylką i tak zostało do dziś. Koledzy i nauczyciele w szkołach też zwracali się do mnie Maryla. Jedynie mój mąż, kiedy jest na mnie lekko zły mówi „Maria”, szczególnie, kiedy chce mnie wyciągnąć z jakiegoś bankietu, wtedy to brzmi: „Maria idziemy do domu” (śmiech), albo „Maria pusta lodówka”.

Nie myli się Pani, kiedy przy wypełnianiu różnych dokumentów trzeba wpisać imię?

Czasem mam chwilę zastanowienia zanim wypełnię rubrykę z imieniem (uśmiech).

Czy były pomyłki, kiedy organizatorzy zagranicznych koncertów przysyłali dla Pani bilety lotnicze?

Zdarzało się, ale wszystko było jeszcze do odkręcenia, a jeśli to było polskie linie, to nie było większych problemów, bo przecież w końcu dla wszystkich jestem Marylą.

W książce „Maryla. Życie Marii Antoniny” znajomi, przyjaciele, współpracownicy i rodzina przytaczają różne anegdoty związane z Panią. Nie bała się Pani, że wyjawią jakieś sekrety, które nie powinny ujrzeć światła dziennego?

Absolutnie nie. Muszę jednak przyznać, że nasze życie show biznesowe sprzed lat było dużo bardziej barwne niż teraz. Naprawdę jest co wspominać. Z żalem stwierdzam, że obecnie jest nudnawo. Dziś wszyscy się gdzieś spieszą. Kiedyś po koncertach się biesiadowało, artyści integrowali się ze sobą, trasy koncertowe były długie, z różnymi zespołami nocowaliśmy w tych samych hotelach, a dyskusje toczyły się do białego rana. Były to chwile, kiedy zbliżaliśmy się do siebie, rodziły się nowe przyjaźnie. Dzisiaj mi tego brakuje.

Ma Pani przydomek Królowa Polskiej Piosenki? Czy zatem czuje się Pani tą królową?

Gdybym zaprzeczyła, byłaby to udawana skromność… Uczciwie zapracowałam sobie na ten tytuł. Na scenie jestem obecna od czterdziestu pięciu lat. Tysiącami zagranych koncertów i ogromną ilością sprzedanych płyt zasłużyłam na uznanie i szacunek ludzi. Skoro publiczność wciąż tłumnie zbiera się pod sceną i śpiewa razem ze mną, to chyba nie powinnam czuć się jak Kopciuszek (uśmiech).

Skoro już jesteśmy przy temacie sławy i zaszczytów, pozwolę sobie zapytać, czy był taki moment, że przysłowiowa woda sodowa uderzyła Pani do głowy?

Zdarza mi się strzelić focha, kiedy za kulisami jest coś nie tak. Nie mam zbyt wielkich wymagań. Potrzebuję tylko wody mineralnej określonej firmy i kawy z mlekiem. Zawsze proszę, żeby to było zwykłe mleko, a nie skondensowane. To tyle. No i garderoba powinna pomieścić wszystkie moje walizki z kostiumami. Zdarzyło mi się w czasie próby na festiwalu w Opolu zejść ze sceny, kiedy reżyser koncertu nie pozwolił mi powtórzyć utworu. Było to w ubiegłym roku. Piosenkę śpiewałam po raz pierwszy w życiu i wydawało mi się, że powinnam dostać szansę spróbowania po raz drugi. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Koncertowałam w różnych miejscach na całym świecie. Nie zawsze i nie wszędzie goszczono mnie jak królową. Nie raz warunki do pracy były trudne – zadymione kluby, ciasne garderoby lub w ogóle ich brak, czasem bywało za  zimno, albo za gorąco, a mimo to wychodziłam na scenę. Zdarzało mi się przebierać w kuchni, przy garach, w samochodzie, na korytarzu… Nie strzelałam wtedy fochów. No chyba, że chodziło o światło. Zależy mi, żeby koncerty i wywiady studyjne były dobrze oświetlone.

Dzisiaj wiele artystek rezygnuje z życia rodzinnego na rzecz rozwoju zawodowego. Jak Pani udało się urodzić troje dzieci i na dodatek zrobić tak oszałamiającą karierę?

Sama siebie podziwiam, że mi się to udało (śmiech). Kiedy przyszedł na świat mój pierwszy syn, a potem córka to był początek lat 80-tych, stan wojenny, brak pracy. Głównie siedziałam w domu, potem zaczęły się długie wyjazdy do klubów polonijnych w Stanach i na trasy do Związku Radzieckiego. Nie było mi łatwo rozstawać się z małymi dziećmi. Za to latem mogłam sobie pozwolić na dwumiesięczne siedzenie na Mazurach. Wynajmowałam dom nad jeziorem, zabierałam wanienki, nocniki, wózki i jazda nad wodę. Dzieci do tej pory mają sentyment do tamtych wakacji.

W latach 90 – tych, mimo że już była Pani gwiazdą, nikt nie chciał wydać Pani płyt. Wtedy z pomocą przyszedł Pani mąż Andrzej Dużyński.

Pewnego dnia wrócił ze sklepu i powiedział: „Słuchaj Maria, wszyscy artyści wydają już płyty kompaktowe, a ty masz na swoim koncie tylko czarne winyle”. Również w rozgłośniach radiowych niechętnie grano moje utwory. Andrzej stwierdził, że skoro nikt z branży się mną za bardzo nie interesuje, to on zacznie wydawać moje płyty. I dotrzymał słowa. Nagrałam więc „Marysię biesiadną”, z utworami ludowymi w swoim stylu, potem „Złotą Marylę”, a on chodził po rozgłośniach radiowych i kupował czas antenowy, na zasadzie wykupu reklam. To niestety było bardzo kosztowne.

Nie baliście się, że wspólna praca i biznes mogą was poróżnić?

Były obawy i jak się okazało, całkiem uzasadnione. Przez tę współpracę byliśmy już o krok od rozwodu. Mąż zostawił swoją dotychczasową pracę i zaczął wydawać moje płyty. W dzień biegał po radiach i redakcjach, a kiedy wieczorem przychodził do domu ja urządzałam mu przepytywanie, połączone z pretensjami, dlaczego nie załatwił tego, czy tamtego. W pewnym momencie nie wytrzymał i powiedział, że albo będzie moim menedżerem, albo się rozwiedziemy… I przestał być menedżerem, a nasze małżeństwo trwa nadal.

Miała Pani za to do niego żal?

Na początku czułam się mocno zawiedziona, ale patrząc z perspektywy czasu, wcale się nie dziwię. Nikt normalny, by tego dłużej nie wytrzymał. Nie mógł już słuchać moich pretensji i znosić wiecznego sprawdzania. Ja niestety zawsze i wszędzie lubię mieć wszystko pod kontrolą.

Ma Pani duże zaufanie do męża?

Tak, to on nadal czyta wszystkie moje umowy i kontrakty. Jest też świetnym doradcą nie tylko w sprawach zawodowych. Często pomaga mi rozwiązywać także inne problemy. Bardzo ważne, żeby mieć w kimś takie oparcie, jakie ja mam w Andrzeju. Nie każdemu udaje się łączyć pracę i życie prywatne.

Wielokrotnie wyjeżdżała Pani w długie trasy koncertowe. Czy dzieci były kiedyś zazdrosne o Pani pracę?

Szczególnie mój starszy syn Jasiek. Był zazdrosny nawet o ludzi, którzy ze mną rozmawiali, zresztą przekonała się o tym Agnieszka Osiecka, kiedy oberwała od niego kijem po głowie. Innym razem zabrałam go na koncert, gdzie było pełno dzieci, które weszły do mnie na scenę. Wtedy mój syn dostał szału, także znalazł się na podium i powyrywał kable z aparatury, poprzewracał statywy.

Na kartach książki znajdujemy wiele zdjęć, na których rodzina towarzyszyła Pani za kulisami koncertów. Często zabierała Pani ze sobą dzieci?

Zdarzało się zabierać ze sobą dzieci, ale na ogół zostawały w domu z zaufaną  opiekunką.

Czy trudno było Jaśkowi i Kasi zaakceptować Andrzeja?

Nie było łatwo. Dzieci miały problem z zaakceptowaniem mojego męża. Wprawdzie Andrzej nie zamieszkał z nami tak po prostu z dnia na dzień, bo jako mój narzeczony przez rok mnie odwiedzał, więc go znały, ale kiedy już zdecydowaliśmy, że będziemy razem różnie bywało.

Ostatnio prasa kolorowa rozpisywała się, że Pani młodszy syn spotyka się ze znaną stylistką Zosią Ślotałą. Coś rzeczywiście jest na rzeczy?

Zosia jest przyjaciółką Jędrka. Znają się od dzieciństwa i dobrze czują się w swoim towarzystwie. Ja również ją bardzo lubię. Ostatnio Jędrek spędzał Sylwestra zupełnie w innym towarzystwie, nie mogę za nim nadążyć. (uśmiech).

Czy w przyszłości potrafiłaby Pani odnaleźć się w roli teściowej?

Myślę, że nie miałabym z tym najmniejszego problemu. Lubię młodych ludzi. Pewnie będę miła dobre relacje z partnerami moich dzieci.

Rozmawiała Martyna Rokita

Fot. Materiały prasowe, zdjęcie głowne, screen z facebooka

news

Krzysztof Skiba UDERZYŁ w Donalda Trumpa. Padły wyjątkowo mocne słowa

Opublikowano

w dniu

przez

Finał Mistrzostw Świata 2026 dostarczył ogromnych emocji nie tylko na boisku. Chwilę po zakończeniu meczu w sieci zawrzało za sprawą wpisu Krzysztofa Skiby, który bez ogródek skomentował zachowanie Donalda Trumpa. Dowiedz się więcej, co napisał!

Tegoroczny finał Mistrzostw Świata w piłce nożnej odbił się szerokim echem nie tylko z powodu sportowych emocji. Po zakończeniu spotkania uwagę milionów widzów przykuło zachowanie Donalda Trumpa, który pojawił się na murawie podczas ceremonii dekoracji zwycięzców. Sytuacja błyskawicznie stała się tematem dyskusji w mediach społecznościowych i nie umknęła również Krzysztofowi Skibie.

Lider zespołu Big Cyc od lat słynie z ciętego języka i chętnie komentuje zarówno wydarzenia polityczne, jak i społeczne. Tym razem postanowił odnieść się do zachowania prezydenta Stanów Zjednoczonych, publikując na swoim profilu w mediach społecznościowych obszerny wpis. Nie zabrakło w nim uszczypliwości i mocnych określeń pod adresem Donalda Trumpa.

We wpisie muzyk zwrócił uwagę na zachowanie amerykańskiego przywódcy podczas ceremonii wręczania medali. Według Krzysztofa Skiby prezydent USA zrobił wszystko, aby znaleźć się w centrum uwagi i nie schodzić z pierwszego planu.

“Nie mogło zabraknąć także i jego. Pomarańczowy wręczał medale zawodnikom i zagadywał do nich wesoło. Nie wszyscy odpowiadali równie entuzjastycznie. Kilku piłkarzy mechanicznie podało rękę i szybko przeszło do kolejnej osoby” – zaczął.

POLECAMY: To, co zrobiła Shakira podczas finału Mistrzostw Świata, obiegło cały świat. Internauci są zgodni

Skiba zakpił z Donalda Trumpa po finale MŚ. “Naczelny narcyz świata”

Na tym jednak komentarz Krzysztofa Skiby się nie skończył. Muzyk przyznał, że od lat z rozbawieniem obserwuje polityków próbujących korzystać z sukcesów sportowców i pojawiać się obok nich w chwilach największego triumfu. W jego ocenie podobne sytuacje można zaobserwować nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale również w Polsce.

“To przytulanie się do sportowców w nadziei, że część blasku spadnie także na polityka, to zwyczaj i taktyka stosowana także u nas. Uśmiechanie się obok zwycięzcy, politycy mają we krwi, ale Donald Trump nie byłby sobą, gdyby nie poszedł krok dalej. Co innego wręczanie złotego medalu i gratulacje, a co innego wpychanie się na podium razem ze zwycięzcami. A tak zrobił “naczelny narcyz świata” – wtrącił.

W dalszej części wpisu Krzysztof Skiba nawiązał do momentu, który obiegł światowe media. Chodzi o sytuację, w której Donald Trump miał pozostać na murawie mimo sygnałów, że powinien opuścić podium i pozwolić świętować piłkarzom reprezentacji Hiszpanii. Zdaniem muzyka zachowanie prezydenta było próbą zwrócenia na siebie uwagi w jednym z najważniejszych momentów sportowego święta.

Artysta nie szczędził przy tym ironicznych porównań i kolejnych uszczypliwości. W jego opinii Donald Trump zrobił wszystko, aby znaleźć się w centrum wydarzeń, nawet jeśli głównymi bohaterami wieczoru byli mistrzowie świata.

“Śmiesznie wyglądał ten wyścig Trumpa o uwagę i grzanie się w blasku złota Hiszpanów. FIFA już dała mu swojego pokojowego “Nobla”, ale to widać za mało. Trump uwielbia nagrody. Kopacze piłki dostali swoje pozłacane blaszki, ale Trump wychodzi z założenia, że on też powinien. I nie wiadomo czy uległa jak seksowna pokojówka FIFA, nie da mu osobnego medalu za zdobycie mistrzostwa świata, wszak na tym mundialu FIFA zarobiła rekordową ilość kasy” – dodał Skiba.

Wpis Krzysztofa Skiby szybko zaczął krążyć po internecie i wywołał wiele emocji. Jedni przyznawali rację muzykowi i uznali jego komentarz za trafny, inni z kolei ocenili, że artysta po raz kolejny wykorzystał głośne wydarzenie do politycznej polemiki. Dyskusja pod jego postem błyskawicznie nabrała tempa.

Jedno jest pewne – finał Mistrzostw Świata 2026 będzie wspominany nie tylko z powodu sportowych rozstrzygnięć. Zachowanie Donalda Trumpa oraz mocna reakcja Krzysztofa Skiby sprawiły, że o ceremonii dekoracji zwycięzców mówi się równie dużo, jak o samym meczu. Wiele wskazuje na to, że ta internetowa wymiana opinii jeszcze długo będzie wzbudzać emocje.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Tak dziś wygląda zwyciężczyni „MasterChef Junior”. Trudno ją rozpoznać

Co uważacie o zachowaniu Donalda Trumpa? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Krzysztof Skiba (fot. TVP) – “Lato z Radiem i Telewizją Polską” z 18 lipca 2026
Donald Trump (fot. screen YouTube FOX Sport)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

To, co zrobiła Shakira podczas finału MŚ, obiegło cały świat. Internauci są zgodni

Opublikowano

w dniu

przez

Finał Mistrzostw Świata 2026 dostarczył kibicom nie tylko sportowych emocji. Historyczny halftime show przeszedł do historii, a największe poruszenie wywołał występ Shakiry, o którym wciąż mówi cały internet. Dowiedz się więcej!

Finał Mistrzostw Świata 2026 okazał się wyjątkowy nie tylko ze względu na wydarzenia na murawie. Po raz pierwszy w historii mundialu organizatorzy zdecydowali się na widowiskowe halftime show w amerykańskim stylu, które miało uświetnić najważniejszy mecz turnieju. Pomysł od początku budził ogromne emocje, a miliony kibiców z całego świata z niecierpliwością czekały na to, co zobaczą podczas przerwy.

Za oprawę muzyczną wydarzenia odpowiadał Chris Martin, lider zespołu Coldplay. Na scenie pojawiły się największe gwiazdy światowej muzyki, w tym Madonna, Justin Bieber, zespół BTS oraz Shakira, która wykonała oficjalny hymn tegorocznego mundialu – utwór „Dai Dai”. To właśnie jej występ błyskawicznie stał się najczęściej komentowanym momentem całego koncertu.

Kolumbijska gwiazda po raz kolejny udowodniła, że doskonale odnajduje się podczas największych piłkarskich wydarzeń. Dynamiczna choreografia, widowiskowa oprawa oraz charakterystyczna energia sprawiły, że publiczność na stadionie i przed telewizorami zareagowała niezwykle entuzjastycznie. W mediach społecznościowych niemal natychmiast pojawiły się tysiące wpisów zachwyconych fanów.

Internauci nie szczędzili Shakirze komplementów, podkreślając, że jej występ był jednym z najmocniejszych punktów całego finału. Wielu kibiców pisało, że to właśnie dla takich chwil warto było śledzić całe wydarzenie.

“To właśnie dla takich występów ogląda się finał mundialu”, “Shakira po raz kolejny udowodniła, że jest stworzona do piłkarskich hymnów”, “Nie da się oderwać od niej wzroku. Absolutna światowa klasa”, “Najlepszy moment całego halftime show”, “Królowa wróciła i znów zrobiła swoje”, “Energia, taniec i głos – wszystko było na najwyższym poziomie”, “To był występ godny finału mistrzostw świata”, “Shakira znów pokazała, dlaczego od lat jest ikoną mundialu” – pisali fani.

Na scenie Shakirze towarzyszył także Burna Boy, nigeryjski wokalista, kompozytor i laureat nagrody Grammy, uznawany za jednego z najważniejszych przedstawicieli współczesnego afrobeats. Wspólnie wykonali utwór, który miał być jednym z muzycznych symboli tegorocznego turnieju.

Ogromne uznanie zdobyła również grupa Triplets Ghetto Kids z ugandyjskiej Kampali. Młodzi tancerze zachwycili publiczność swoją energią i radością, stając się jednymi z największych bohaterów występu. Wielu internautów podkreślało, że ich obecność była niezwykle poruszającym elementem całego widowiska.

“Najpiękniejszy moment całego występu. Te dzieci skradły moje serce”, “To właśnie one dodały temu show prawdziwych emocji”, “Wspaniale, że Shakira dała im szansę zabłysnąć przed całym światem”, “Ich energia była zaraźliwa. Nie mogłem przestać się uśmiechać”, “Tak wygląda prawdziwa radość z tańca”, “Występ był piękny, ale dzieciaki zrobiły największe wrażenie”, “Shakira pokazała, że wielkie show może mieć też piękne przesłanie”, “To właśnie takie momenty zostają w pamięci na długo” – komentowali widzowie Mistrzostw Świata.

POLECAMY: Tak dziś wygląda zwyciężczyni „MasterChef Junior”. Trudno ją rozpoznać

Shakira skradła show, a Burna Boy pod ostrzałem. Widzowie nie gryźli się w język

Choć dominowały zachwyty, nie zabrakło także bardziej krytycznych opinii. Część internautów zwracała uwagę na występ Burny Boya, sugerując, że jego wykonanie nie wypadło tak przekonująco jak występ Shakiry. Pojawiły się również głosy, że tegoroczne show nie dorównało wcześniejszym występom.

“Czy tylko ja mam wrażenie, że spora część tego występu była z playbacku?”; “Wyglądało to bardziej na playback niż śpiew na żywo”; “Czy ten mikrofon był tylko rekwizytem?”; “Wstyd, Shakira świetna, a ten chłop to dramat” – komentowali widzowie z całego świata.

Jedno jest jednak pewne – historyczny halftime show podczas finału Mistrzostw Świata 2026 wywołał ogromne emocje i zapisał się w historii futbolu. A jeśli sądzić po liczbie komentarzy w sieci, to właśnie Shakira ponownie została największą gwiazdą piłkarskiego święta, udowadniając, że jej występy od lat są nieodłącznym elementem największych futbolowych wydarzeń.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Syn Dagmary Kaźmierskiej przekazał radosną nowinę. “Królowa życia” komentuje

A Wam się podobał występ Shakiry? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Shakira (fot. screen YouTube VIVA)
Shakira (fot. screen YouTube VIVA)
Shakira i Burna Boy (fot. screen YouTube VIVA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Tak dziś wygląda zwyciężczyni „MasterChef Junior”. Trudno ją rozpoznać

Opublikowano

w dniu

przez

Kiedy miała zaledwie 11 lat, wygrała jedną z najpopularniejszych kulinarnych produkcji w Polsce. Dziś, po kilku latach od triumfu, zdecydowała się wrócić do tamtych chwil i opowiedzieć o tym, czego widzowie nigdy nie zobaczyli na ekranie. Jedno wyznanie szczególnie pokazuje, z jak trudną sytuacją musiała się mierzyć. Dowiedz się więcej!

Program „MasterChef Junior” przez lata cieszył się ogromną popularnością wśród widzów. Kulinarne zmagania najmłodszych uczestników pokazywały nie tylko ich talent i kreatywność, ale też ogromną determinację. Właśnie w takim programie w czwartej edycji zwyciężyła Paulina Foremny, która jako 11-latka zachwyciła jurorów swoimi umiejętnościami w kuchni.

Triumf w popularnym show otworzył jej wiele drzwi. Po zwycięstwie Paulina Foremny wydała również własną książkę kulinarną, która ukazała się w 2019 roku. Dla młodej uczestniczki był to ogromny krok – niewiele osób w tak młodym wieku może pochwalić się własną publikacją kulinarną.

Od tamtego momentu minęło już prawie siedem lat. Z małej dziewczynki, która walczyła o tytuł najlepszego młodego kucharza w Polsce, Paulina Foremny stała się młodą kobietą. Niedawno pojawiła się w podcaście Mysite Polska, gdzie postanowiła wrócić wspomnieniami do czasu udziału w programie i zdradzić kulisy, o których wcześniej nie mówiła.

Jednym z najtrudniejszych momentów – jak przyznała – wcale nie był sam udział w programie ani gotowanie pod presją kamer. Największym wyzwaniem okazało się utrzymanie w tajemnicy wyniku programu przez długie miesiące po zakończeniu nagrań.

W rozmowie opowiedziała, że zwycięstwo przez długi czas musiało pozostać sekretem, o którym nie mogła powiedzieć nawet najbliższym znajomym ze szkoły.

Oczywiście, też nie mogłam nikomu powiedzieć przez jakiś czas. To było mniej więcej 4 miesiące […] Musiałam wrócić do szkoły z myślą, że nie mogę nikomu powiedzieć – wyznała.

Jak zdradziła, przez pewien czas nagroda była nawet w jej pokoju, jednak szybko zdała sobie sprawę, że to może być zbyt ryzykowne. Wystarczyłaby jedna wizyta koleżanki czy znajomego, by sekret wyszedł na jaw.

No właśnie, też w pokoju sobie postawiłam [czyt. statuetkę] na kilka dni i potem musiałam schować, bo jak ktoś do mnie przyjdzie, to on nie może zobaczyć. No, więc to chyba, to było najtrudniejsze w tym wszystkim, mi się wydaje – wspomniała.

POLECAMY: Syn Dagmary Kaźmierskiej przekazał radosną nowinę. “Królowa życia” komentuje

Dodatkową trudnością były pytania, które pojawiały się niemal każdego dnia. Paulina Foremny wspomina, że znajomi nieustannie próbowali dowiedzieć się, jak poszło jej w programie i czy to właśnie ona została zwyciężczynią.

Jak przyznała, sytuacja stała się jeszcze bardziej intensywna, kiedy rozpoczęła się emisja programu w telewizji. Wtedy zainteresowanie wokół niej znacząco wzrosło, a pytania o wynik pojawiały się praktycznie wszędzie – w szkole, wśród znajomych rodziców czy wśród koleżanek.

To było pierwsze pytanie, jakie ja słyszałam codziennie. Czy Ty wygrałaś? Jak ci poszło w “MasterChefie”? I jeszcze o tyle, jak aż nie było emisji, to aż tak nie pytali, a jak zaczęła się emisja, to przecież wszyscy znajomi moich rodziców i wszystkie moje koleżanki jakieś. To było standardowe pytanie codzienne – wspomniała.

Dziś od tamtych wydarzeń minęło już kilka lat, a życie Pauliny Foremny wygląda zupełnie inaczej. Z dziewczynki, którą poznali widzowie „MasterChef Junior”, wyrosła młoda kobieta rozwijająca swoją pasję do gotowania i mediów społecznościowych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Paulina Smaszcz przy jednym stole z Cichopek i Kurzajewskim? Postawiła jeden warunek

Brakuje Wam “Masterchefa Juniora” w TVN? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

@mysitepolska Czy pamiętasz wieczór po wygranej w MasterChef? W tym odcinku mysite talks Patryk Pijanowski rozmawia z Pauliną Foremny o mglistych wspomnieniach z dnia finału i presji utrzymania tajemnicy. Paulina zdradza, jak trudne było ukrywanie wyników przez kilka miesięcy. • Paulina wspomina wieczór po wygranej jako „mglisty”. • Utrzymanie tajemnicy wyników trwało kilka miesięcy. • Ludzie aktywnie dopytywali o finał podczas emisji. Ten fragment pokazuje, jak intensywne mogą być emocje po wielkim sukcesie. Obejrzyj całość, aby poznać szczegóły! #mysitetalks #podcast #MasterChef #PaulinaForemny #mysitetalks #podcast #MasterChef #PaulinaForemny ♬ original sound – Mysite Polska
Paulina Foremny (fot. screen YouTube TVN.pl)
Paulina Foremny (fot. screen Instagram Paulina Foremny)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Syn Dagmary Kaźmierskiej przekazał radosną nowinę. “Królowa życia” komentuje

Opublikowano

w dniu

przez

Przez lata kojarzono go przede wszystkim z występami u boku słynnej mamy. Dziś Conan Kaźmierski udowadnia, że obrał własną drogę i właśnie osiągnął sukces, który wywołał lawinę gratulacji w sieci. Dowiedz się więcej!

Conan Kaźmierski po raz pierwszy zyskał rozpoznawalność dzięki programowi „Królowe życia”, w którym pojawiał się u boku swojej mamy – Dagmary Kaźmierskiej. Choć od najmłodszych lat miał styczność z kamerami i światem show-biznesu, szybko okazało się, że jego życiowe plany wyglądają zupełnie inaczej niż mogłoby się wydawać.

Zamiast rozwijać telewizyjną karierę czy regularnie pojawiać się na branżowych imprezach, Conan Kaźmierski postawił na edukację. Wybrał wymagające studia medyczne na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu, jednej z najlepiej ocenianych uczelni medycznych w Polsce. Droga do zdobycia dyplomu wymagała wielu lat ciężkiej pracy, wyrzeczeń i ogromnej determinacji.

Znany z udziału w telewizyjnym show „Królowe życia” Conan Kaźmierski konsekwentnie realizował swój cel, nie rezygnując z nauki mimo zainteresowania mediów. Przez lata skupiał się przede wszystkim na studiach, a swoje sukcesy pokazywał fanom jedynie od czasu do czasu w mediach społecznościowych.

POLECAMY: Paulina Smaszcz przy jednym stole z Kasią Cichopek i Maciejem Kurzajewskim? Postawiła jeden warunek

Conan Kaźmierski został lekarzem. Lawina gratulacji

Teraz nadszedł moment, na który czekał od dawna. Conan Kaźmierski opublikował zdjęcia, na których z dumą prezentuje dyplom ukończenia studiów medycznych. Tym samym oficjalnie poinformował swoich obserwatorów o zakończeniu jednego z najważniejszych etapów w swoim życiu.

Pod fotografiami pojawił się krótki, ale wymowny wpis:

„Mamy pierwszego lekarza w rodzinie” – napisał Conan.

Na jednym ze zdjęć Conan Kaźmierski pozuje razem z Dagmarą Kaźmierską, która nie kryła wzruszenia i dumy z osiągnięcia syna. Uśmiechy na twarzach obojga wyraźnie pokazują, jak ważny był to dla nich moment. Gwiazda „Królowych życia” z radością towarzyszyła synowi podczas tego wyjątkowego wydarzenia.

Publikacja błyskawicznie przyciągnęła uwagę internautów. Pod postem zaczęły pojawiać się dziesiątki komentarzy, w których obserwatorzy gratulowali Conanowi Kaźmierskiemu ukończenia studiów i życzyli mu powodzenia w nowym etapie zawodowego życia.

„Gratulacje; Brawo; Jestem dumna; Kiedy można się umówić na wizytę; Wspaniała wiadomość” – pisali internauci.

Z kolei sama mama napisała pod wpisem syna:

“W końcu” – czytamy.

Komentujący zgodnie podkreślali, że decyzja Conana Kaźmierskiego o wyborze medycyny zasługuje na ogromny szacunek. Wielu zwracało uwagę, że syn Dagmary Kaźmierskiej nie poszedł najłatwiejszą drogą i zamiast korzystać z popularności zdobytej w telewizji, postawił na wymagający zawód, który wiąże się z wielką odpowiedzialnością.

Wygląda na to, że Conan Kaźmierski właśnie otworzył zupełnie nowy rozdział swojego życia. Choć widzowie poznali go jako syna jednej z najbardziej rozpoznawalnych bohaterek „Królowych życia”, dziś coraz częściej mówi się o nim przede wszystkim jako o młodym lekarzu. Sądząc po reakcjach internautów, jego sukces spotkał się z wyjątkowo ciepłym przyjęciem, a wielu trzyma kciuki za jego dalszą zawodową drogę.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: To ona dołącza do „Tańca z Gwiazdami”. Polsat właśnie to potwierdził

Chcielibyście trafić do gabinetu Conana? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Conan Kaźmierski i Dagmara Kaźmierska (fot. screen Instagram Conan Kaźmierski)
Conan Kaźmierski (fot. screen Instagram Conan Kaźmierski)
Conan Kaźmierski i Dagmara Kaźmierska (fot. screen Instagram Conan Kaźmierski)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością