news
Rusza nowe “Sanatorium miłości” – poznajcie wszystkich uczestników
Nowy turnus w “Sanatorium miłości” ruszy już 20 marca o 21:15 w TVP1!
4 sezon “Sanatorium miłości” przyciągnął tłumy chętnych z Polski i z zagranicy, którzy zapragnęli znaleźć drugą połówkę. Wyłonienie uczestników z tak szerokiego, różnorodnego grona było niezwykle trudne, tym bardziej że wielu seniorów wykazało się kreatywnością. Śpiewali, recytowali wiersze, prezentowali na różne sposoby swoją tężyznę fizyczną, by zwrócić na siebie uwagę.
Niezawodna Marta Manowska i dwunastu uczestników przyjechali do tytułowego sanatorium w Polanicy. Każdy z nich ma inne doświadczenia życiowe, czasami bardzo trudne i bolesne. Łączy ich jedno – są samotni i wciąż poszukują nowych wyzwań, przyjaźni, a nawet miłości.
HOT NEWS- Edward Miszczak nie wiedział, że Małgorzata Rozenek chce być prowadzącą DD TVN!?
Poznajcie wszystkich uczestników:
Anna z Olsztyna, 62 lata.
„Zawsze jestem sobą…”
Ania to energetyczna, niezwykle towarzyska osoba, która lubi się bawić i aktywnie spędzać czas wolny. Przez wiele lat pracowała jako sekretarka medyczna w szpitalu, gdzie łączyła obowiązki biurowe z pielęgniarskimi. Niedawno przeszła na emeryturę i postawiła na samorealizację, której przez wiele lat jej brakowało. Ania tańczy, kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja, pasjonuje się także modą. Sama modyfikuje swoje ubrania i pomaga koleżankom w doborze stylizacji.
Mariola z New Jersey, 65 lat.
„Wiem ile mam lat, ale lubię dobrze wyglądać”
Mariola to przebojowa i odważna kobieta, która większość życia spędziła w Ameryce. Razem z mężem i niemowlęciem uciekła z Polski w stanie wojennym. 12 lutego 1982 roku wsiadła do samolotu, który zamiast we Wrocławiu, wylądował na lotnisku w Berlinie Zachodnim. Dziś Mariola jest nadal aktywna zawodowo. Pracuje jako managerka polskiego kompleksu sal bankietowych i baru. Kiedy miała 16-lat, zaczęła skakać ze spadochronem. Po wyjeździe z Polski zawiesiła swoją pasję, ale w 2008 roku do niej powróciła i wciąż aktywnie skacze. Ma na koncie ponad 1600 skoków, które wykonała w różnych miejscach na świecie. Mariola jest czuła na krzywdę, nie potrafi przejść obojętnie obok cierpiących ludzi. Przez kilkanaście lat była organizatorką cyklicznej imprezy charytatywnej na rzecz chorych dzieci. Od 38 lat mieszka w Stanach, ale nie zapomina o Polsce. Razem z córką dbają, żeby wnuczek mówił w ojczystym języku.
Mariola z Berlina, 62 lata.
„Mam taką energię i taki temperament, że nic dodać, nic ująć”
Mariola to kobieta o silnej osobowości, która wie, czego chce i idzie po swoje. Nie boi się mówić co myśli, chętnie też rozmawia o seksie. Jak sama o sobie mówi, jest „kocurem”. Jednak poza tą odwagą i bezpośredniością, drzemie w niej również wrażliwa dusza. Pisze wiersze, wzrusza ją opera i balet. Jest otwarta na nowe doświadczenia. Jeśli trzeba będzie skoczyć na spadochronie, skoczy. Chętnie podzieli pasję swojego przyszłego partnera.
Monika ze Szczecina, 65 lat.
„Potrafię coś uszyć, zaprojektować czy namalować, ale też i napisać”
Monika sama siebie nazywa ekstrawertyczką, ale jest w niej pewien rodzaj rezerwy. Ma w sobie dużo inicjatywy i potrafi być duszą towarzystwa, ale charakteryzuje ją też spokój i łagodność.
Z wykształcenia jest pedagogiem pracy socjalnej. Pracowała jako animatorka kultury: organizowała różne imprezy, pisała scenariusze, prowadziła festyny. Monika ma wiele zainteresowań, którym poświęca uwagę w zależności od nastroju. Pisze książki, maluje, szyje, projektuje. Uwielbia taniec i teatr. Pierwsza jej książka była swego rodzaju terapią po nieszczęśliwym małżeństwie. Teraz pracuje nad drugą, a trzecią napisze, jeśli w „Sanatorium miłości” zdarzy się coś wyjątkowego, na co czeka od wielu lat.
Natalia z Głogowa, 64 lata.
„Nigdy nie upadłam…”
Natalia to przebojowa, pełna energii kobieta, która potrafi zarażać innych entuzjazmem. Dużo i chętnie opowiada o swoim barwnym życiu. Rodzina i bliscy mówią do niej Natasza, bo to imię, które otrzymała na chrzcie w Sachalinie, gdzie przyszła na świat. Uważa, że to właśnie podwójna narodowość zbudowała w niej siłę, kiedy od najmłodszych lat musiała radzić sobie z odrzuceniem. Od zawsze też musiała polegać tylko na sobie. Żeby być niezależną, już w młodym wieku nauczyła się szyć. Jako ośmioletnie dziecko śniła o tym, żeby mieć dom, kolorowy telewizor i dużo ładnych ubrań. Miała smykałkę do przedsiębiorczości i nie bała się podejmowania nowych wyzwań. To ona założyła pierwszy w swoim regionie autoszrot. 13 lat pracowała również jako przedstawicielka agencji ubezpieczeniowej, prowadziła firmę z mechaniką samochodową, butik i bar. Z sukcesami grała na giełdzie. Życie jej nie oszczędzało, ale Natalia z dumą powtarza, że „nigdy niczego nie żałuje, a doświadczenie jest najważniejsze w życiu”.
Zofia z Łomży, 67 lat.
„Lubię, jak coś się dzieje, jak jest energia”
Zofia to wulkan pozytywnej energii, prostolinijność, pogoda ducha i podlaski zaciąg. W małżeństwie przeżyła z mężem 20 lat. W przeszłości pracowała jako zaopatrzeniowiec zabawek, ale kiedy przedsiębiorstwo upadło, wyjechała do Stanów, żeby utrzymać rodzinę. Spędziła tam kilkanaście lat. Wróciła, by zaopiekować się umierającą mamą. Wyjeżdżając do Ameryki, nie znała języka, a na miejscu miała tylko jedną osobę, która pomogła jej w znalezieniu pracy. Mimo to, Zofii nie brakowało odwagi: „Ja nie jestem z tych, żeby się bać”. Życie jest dla niej wielką przygodą, do której podchodzi z dziecięcym entuzjazmem. Żyje chwilą i uwielbia, kiedy dużo się wokół niej dzieje. Jest duszą towarzystwa, regularnie urządza tematyczne imprezy, uwielbia szaleć na parkiecie. Jej pasją jest ziołolecznictwo i zdrowe żywienie. Zofia jest kobietą głęboko wierzącą. Odbyła szesnaście pieszych pielgrzymek do amerykańskiej Częstochowy. Uważa, że najpiękniejsze rzeczy na tym świecie to: macierzyństwo, „babciństwo” i pielgrzymka.
Andrzej z Tomaszowa Mazowieckiego, 66 lat.
„Jeszcze zrobię dwadzieścia pompek na jednej ręce”
Andrzej to mężczyzna z artystycznym zacięciem. Większość swojego życia pracował jako dekorator wystaw i wnętrz sklepowych, sal weselnych oraz kościołów. Prowadził też sklepiki, był recepcjonistą w hotelu, a obecnie pracuje w sklepie ze sprzętem sportowym. Niedługo przechodzi na emeryturę i planuje wrócić do swojej pasji – rzeźbiarstwa. Andrzej jest osobą bardzo aktywną. Uważa, że im człowiek starszy, tym bardziej potrzebuje ruchu, aby utrzymać się w dobrej kondycji. Świetnie odnajduje się też na parkiecie. Unika ludzi, którzy prześcigają się w problemach zdrowotnych. Od kilku lat „amatorsko bawi się w film”. Gra epizodyczne role w kilku serialach. Zdobyta dzięki „szklanemu ekranowi” rozpoznawalność nie przełożyła się na jego relacje z kobietami.
Andrzej z Warszawy, 65 lat.
„To ważne, żeby w tym wieku dostarczyć sobie jeszcze tego dreszczyku emocji, wybuchu adrenaliny”
Andrzej to człowiek piłki nożnej. Swoją sportową przygodę zaczął w wieku dziesięciu lat w rodzinnym klubie Warmia Olsztyn. Potem grał w Gwardii Warszawa i Legii – gdzie jest członkiem Galerii Sław. Wystąpił też w kadrze Polski. Po trzech operacjach kolana przeszedł na piłkarską emeryturę, ale przez jakiś czas grał jeszcze w drugoligowych zespołach w Szwecji i Niemczech. Po skończonej karierze próbował sił jako biznesmen, zrozumiał jednak, że nie ma do tego talentu i wrócił do piłki. Obecnie jest trenerem w szkółce Barcelony w Warszawie. Pochodzi z wielodzietnej rodziny, ma pięcioro rodzeństwa. Ojciec pracował na budowie i rzadko bywał w domu. Mama, z pochodzenia Niemka, była zasadniczą, twardą kobietą. Cieszył się, gdy osiągał sukcesy jako junior, bo pomagał wtedy finansowo rodzicom i rodzeństwu. Andrzej mówi, że wyniósł stamtąd rodzinność oraz empatyczne podejście do ludzi.
Marek z Gdyni, 66 lat.
„Słowa są dla mnie bardzo ważne…”
Marek jest bardzo pogodny, emanuje naturalnym ciepłem. Mimo spokojnego usposobienia uwielbia imprezy. Jednak kiedy ktoś zachowuje się niekulturalnie, potrafi ostro zwrócić mu uwagę. Swoje życie zawodowe rozpoczął jako mechanik samochodowy, potem przebranżowił się na specjalistę od systemów parowych. Dzisiaj jest ekspertem w tej dziedzinie, prowadzi też szkolenia w tym zakresie. W wolnym czasie lubi wszystko, co związane ze sportem – szczególnie rower i wyczynowe rolki, ale też ping-ponga, siatkówkę i koszykówkę. W młodości trenował łyżwiarstwo szybkie i szermierkę. Po pracy sporo czasu spędza też towarzysko w zaprzyjaźnionym serwisie rowerowym.
W latach 80. podczas wyjazdu do Związku Radzieckiego poznał swoją żonę – Rosjankę. To była wielka miłość od pierwszego wejrzenia. Dwa lata zabiegał o jej względy, aż w końcu się udało i wzięli ślub. Niestety, żona zachorowała i po 23 latach małżeństwa zmarła. Marek do tej pory ma łzy w oczach, wspominając miłość swojego życia, która dała mu dwoje wspaniałych dzieci: syna i córkę.
Piotr Hubert z Siemianowic Śląskich, 65 lat.
„Kiedy jestem zakochany, jestem też totalnie sparaliżowany”
Piotr to typ wrażliwego poety. Studiował we Lwowie elektronikę, ale na piątym roku został wyrzucony, po tym, jak złożył kwiaty pod pomnikiem Adama Mickiewicza. Dokończył studia w Gliwicach i pracował w szkole jako nauczyciel. Później był sztygarem w kopalni i urzędnikiem. Jedenaście lat spędził w Niemczech, pracując jako taksówkarz. Wielkim hobby Piotra zawsze był teatr. Do dzisiaj z łezką w oku wspomina swoją rolę Chochoła w „Weselu” Wyspiańskiego, którą odegrał jako młody chłopak. Obecnie, po ciężkiej chorobie, z realizacją tej pasji ma pewne problemy. Mimo to nie poddaje się, śpiewa w chórze partie basu i tenora. Piotr praktycznie sam zbudował dom. Teraz własnoręcznie tworzy meble, które wkrótce zapełnią zaprojektowaną w autorski sposób domową przestrzeń. Mówi, że siłę, by walczyć z przeciwnościami losu, wyniósł z rodzinnego domu, który był pełen miłości. Mimo trudnych doświadczeń zdrowotnych Piotr jest bardzo sprawny fizycznie. Co roku wchodzi na Rysy, a „Pilsko robi na śniadanie”.
Piotr z Piaseczna, 63 lata.
„Jestem męski, ale też wrażliwy. Potrafię zaskakiwać”
Piotr ma w sobie dużo spokoju i pewnego rodzaju kojącą akceptację rzeczywistości. Jest pogodny i pełen apetytu na życie. Cechuje go też zdrowa pewność siebie, która pociąga kobiety. Sam siebie ceni za uczciwość, odpowiedzialność i wywiązywanie się ze składanych obietnic. W przeszłości prowadził salon samochodowy, potem zajmował się renowacją i handlem antykami, a obecnie jest kontrolerem jakości. Obecna praca sprawia mu satysfakcję. Poza tym lubi obcować z przyrodą. Jest wrażliwy na sztukę, gra w nim nuta romantyka. Piotr był żonaty przez 28 lat. Z tego związku ma dwójkę dzieci.
Roman z Gdańska, 73 lata.
„Jestem do tańca i do różańca…”
Roman to otwarty, towarzyski gawędziarz. Tancerz, imprezowicz, dusza towarzystwa i adorator. Jako młody chłopak grał profesjonalnie w piłkę nożną. Skończył technikum budowy okrętów. To go jednak nie pociągało i dzięki bratu zaczął pracować jako kelner. Miał do tego talent. Jak sam mówi, kelner „musi mieć pamięć i umieć czytać grę”. Przez piętnaście lat pracował w restauracji Viking, w tym przez 7 lat był osobistym kelnerem sekretarza Edwarda Gierka na Pomorzu. Pracował ponadto na wielkich „dyskotekowych statkach”.
Będziecie oglądać?
PrzeAmbitni dali dach nad głową dla 30 osób z Ukrainy (w tym 15 małych dzieci) – chcemy pomóc kolejnym, ale potrzebujemy pomocy: wesprzyj ZBIÓRKĘ www.zrzutka.pl/z/przeAmbitniUKRAINA




































Fot. Weronika Marczyk-Kiebasa/TVP
AW
news
WonerS został vlogerem! Pokazuje fanom kulisy koncertów i życie, którego nie widać ze sceny
Koncerty, nowe projekty, rozwój własnej strefy w Gdańsku Brzeźnie, a teraz jeszcze vlog. WonerS po raz kolejny udowadnia, że nie lubi stać w miejscu. Młody artysta, mimo napiętego koncertowego kalendarza, znalazł czas na nową aktywność, dzięki której fani mogą zajrzeć za kulisy jego życia i poznać go z zupełnie innej strony. Na jego vlogach nie brakuje spontanicznych sytuacji, humoru i historii, których próżno szukać na scenie.
WonerS od dawna pokazuje, że jego działalność nie kończy się na muzyce. Oprócz regularnego grania koncertów rozwija swoją Wonersową strefę w Gdańsku Brzeźnie i nieustannie angażuje się w nowe przedsięwzięcia. Teraz do tej listy dołączył również autorski vlog, który błyskawicznie zyskał zainteresowanie fanów. Co ciekawe, pomysł na jego stworzenie nie narodził się podczas planowania kolejnego projektu, lecz… podczas transmisji na żywo na TikToku. – Podczas któregoś live na TikToku ktoś mnie zapytał o zrobienie takiej serii vlogów z trasy i stwierdziłem, że to dobry pomysł – przyznał WonerS.
Tak rozpoczęła się nowa przygoda, która pozwala fanom towarzyszyć artyście niemal na każdym kroku. Zamiast wyreżyserowanych ujęć i perfekcyjnie przygotowanych scen WonerS postawił na naturalność. Jego vlogi pokazują prawdziwe życie w trasie – pełne śmiechu, nieprzewidzianych wydarzeń i codziennych sytuacji, które budują wyjątkową atmosferę całej ekipy. To właśnie ona jest dla niego najważniejsza. Myślę, że atmosferą, która u nas panuje, bo jest najlepsza!
POLEAMY: Woners przyłapany przy butelkomacie: „Biedni artyści na butelkach muszą sobie dorabiać”!
Jak się okazuje, widzowie najbardziej czekają nie na relacje z samych koncertów, ale na to, co dzieje się poza sceną. – Wydaje mi się, że bardziej od samej trasy, a nawet zdecydowanie bardziej interesują ich różne opowieści z backstage’u, a mój gitarzysta najlepszy w Polsce Tomek Lubert zawsze ma jakąś fajną historię do opowiedzenia – uśmiecha się Szymon Woner. I rzeczywiście – to właśnie kulisy koncertowego życia dostarczają najwięcej emocji. – Jedna z historii szczególnie zapadła fanom w pamięć. Ostatnia była fajna sytuacja jak graliśmy w woj. łódzkim. Był problem z wjazdem i zrobiliśmy korek na całą miejscowość, myślę, że całkiem zabawne – relacjonuje wokalista.
Choć prowadzenie vloga oznacza kolejne obowiązki, WonerS nie traktuje kamery jak dodatkowej pracy. Wręcz przeciwnie – nagrywanie sprawia mu autentyczną przyjemność. – Nie wiem skąd, ale wiem, że sprawia mi to przyjemność i nie trzeba mnie nigdy namawiać na tego typu aktywność. Raz kiedy odpuściłem, to podczas choroby ze względu na to, że nie mogłem nic mówić – tłumaczy artysta.
Nowy projekt pokazuje, że WonerS doskonale rozumie, jak ważny jest dziś kontakt z fanami. Nie ogranicza się jedynie do koncertów czy mediów społecznościowych. Dzięki vlogom zaprasza swoich odbiorców do świata, którego na co dzień nie widać – pełnego podróży, przygotowań do występów, żartów, nieoczekiwanych sytuacji i ludzi, którzy tworzą jego koncertową rodzinę. To kolejny dowód na to, że młody artysta potrafi łączyć wiele projektów jednocześnie. Gra koncert za koncertem, rozwija swoją działalność poza muzyką, tworzy miejsce dla fanów w Gdańsku Brzeźnie, a jednocześnie znajduje czas, by być z nimi jeszcze bliżej. I właśnie ta autentyczność sprawia, że jego vlog ma szansę stać się obowiązkową pozycją dla każdego, kto chce zobaczyć WonerSa nie tylko jako wokalistę, ale przede wszystkim jako wartościowego, pełnego pasji i marzeń człowieka.



Fot. archiwum prywatne
news
Wydał 90 TYSIĘCY na torebkę. Czy Bart Pniewski nadal utrzymuje córkę?
Bart Pniewski powiedział nam, ile realnie wydaje na ubrania… Czy Nicol Pniewska wciąż jest na jego utrzymaniu?
ZOBACZ TEŻ: Mija rok od śmierci Joanny Kołaczkowskiej. Trudno powstrzymać łzy
news
BUTY ZA 12 TYSIĘCY?! Wojtek Gola i Sofi zdradzają sekrety luksusowego życia
Wojtek Gola i Sofi Sivokha opowiedzieli nam, ile wydawali na ubrania… Czy Gola pojawi się w “Tańcu z Gwiazdami”?
POLECAMY: Doda WBIJA SZPILĘ Lewandowskiej i Chodakowskiej. Ostro?
news
Mija rok od śmierci Joanny Kołaczkowskiej. Trudno powstrzymać łzy
Mija rok od śmierci Joanny Kołaczkowskiej, a emocje wśród jej bliskich wciąż są niezwykle silne. W rocznicę odejścia artystki Dariusz Kamys podzielił się wzruszającymi słowami i pokazał coś, czego przez wiele miesięcy nie był w stanie stworzyć. Dowiedz się więcej!
Joanna Kołaczkowska odeszła 17 lipca 2025 roku w wieku 59 lat po walce z chorobą nowotworową. Informacja o jej śmierci wstrząsnęła nie tylko fanami kabaretu, ale również całym środowiskiem artystycznym. Wieloletnia gwiazda Kabaretu Hrabi pozostawiła po sobie ogromną pustkę, której – jak podkreślają jej najbliżsi współpracownicy – nie da się wypełnić.
Od tamtego dnia minął już rok. Dla wielu osób czas nie zdołał jednak ukoić bólu po stracie jednej z najbardziej charyzmatycznych postaci polskiej sceny kabaretowej. W rocznicę śmierci artystki głos zabrał jej wieloletni przyjaciel i sceniczny partner – Dariusz Kamys.
Artysta opublikował w mediach społecznościowych niezwykle osobisty wpis. Już pierwsze słowa pokazują, jak wielką stratą było odejście Joanny Kołaczkowskiej i jak bardzo wciąż jest obecna w myślach osób, które przez lata dzieliły z nią scenę.
“Rok. 17 lipca 2025 roku, o godzinie 0:18 Aśko wyszłaś z tego świata i przeszłaś tam, gdzie dla nas wszystko pozostaje jeszcze tajemnicą “- napisał.
POLECAMY: Sebastian Fabijański zamiast Julii Wieniawy w „Tańcu z Gwiazdami”? Padła jasna deklaracja
Rok bez Joanny Kołaczkowskiej. Dariusz Kamys opublikował wpis, który chwyta za serce
W dalszej części wpisu Dariusz Kamys przyznał, że choć wszyscy starają się żyć dalej i nadal występują przed publicznością, tęsknota za Joanną Kołaczkowską pozostaje niezmienna.
“Mija rok. Wierzymy, że kiedyś się spotkamy. To przekonanie daje spokój. Ale są chwile, kiedy mimo tej wiary po prostu jest trudno. Bo tęsknota nie słucha rozumu ani kalendarza. Przez ten rok nauczyliśmy się wychodzić na scenę bez Ciebie. Gramy dalej, śmiejemy się dalej, ale każdy z nas wie, że jest na scenie miejsce, którego nikt nie zajmie” – kontynuował.
Do wpisu dołączył także wyjątkowy obraz przedstawiający Joannę Kołaczkowską. Jak wyznał, namalowanie portretu zajęło mu wiele miesięcy. Nie dlatego, że brakowało umiejętności, lecz dlatego, że przez długi czas nie potrafił zmierzyć się z emocjami po jej odejściu.
“Przez ostatnie pół roku próbowałem namalować Twój portret. Stawałem przed płótnem i odchodziłem. Nie byłem gotowy. Było za ciemno. Z tej ciemności udało mi się wydobyć tylko obraz mrocznego Jokera. Myślę, że właśnie tyle wtedy we mnie było. Dopiero teraz zrobiło się jaśniej. I mogłem Cię namalować” – czytamy.
Artysta zdradził również, że nie chciał stworzyć pomnikowego wizerunku swojej przyjaciółki. Zależało mu na uchwyceniu tej Joanny Kołaczkowskiej, którą najlepiej znali członkowie Kabaretu Hrabi – pełnej ironii, błyskotliwego humoru i charakterystycznych min poprzedzających kolejne żarty.
“Nie taką, jaką znali wszyscy. Nie pomnikową. Taką, jaką znaliśmy Cię my- hrAbi. Z tą charakterystyczną miną, która prawie zawsze poprzedzała jakiś żart. Najczęściej sarkastyczny. Patrzę na ten obraz i doskonale wiem, co za chwilę nastąpi. Po tylu wspólnych latach rozpoznawaliśmy tę minę natychmiast. Za moment miało paść jedno zdanie. Celne. Przewrotne. I za chwilę wszyscy mieliśmy się śmiać. Dlatego ten obraz nie jest dla mnie tylko portretem. Jest chwilą zatrzymaną tuż przed puentą” – napisał Kamys.
Słowa Dariusza Kamysa poruszyły internautów, którzy licznie wspominali Joannę Kołaczkowską w komentarzach. Wielu z nich przyznało, że mimo upływu czasu nadal trudno pogodzić się z jej odejściem i że jej występy na zawsze pozostaną symbolem wyjątkowego poczucia humoru oraz niezwykłego talentu.
Śmierć Joanny Kołaczkowskiej była jednym z najbardziej wstrząsających wydarzeń w polskim świecie kabaretu. Choć od tamtych dramatycznych chwil minął już rok, pamięć o artystce pozostaje żywa zarówno wśród jej najbliższych, jak i milionów widzów. Wzruszający wpis oraz portret przygotowany przez Dariusza Kamysa pokazują, że są osoby, których obecności nie da się zastąpić – nawet po upływie wielu miesięcy.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Pędził ponad 220 km/h. Sędzia dosadnie podsumował Łukasza Żaka
A Wy jak wspominacie Joannę Kołaczkowską? Dajcie znać w komentarzu!


Autor: Szymon Jedynak
-
news5 dni temuPola Wiśniewska przerwała milczenie. Tak reaguje na związek Michała z Mandaryną
-
news5 dni temuWiśniewski i Mandaryna przyłapani na POCAŁUNKU. Nowe zdjęcie obiegło media
-
news5 dni temuSyn Wiśniewskiego i Mandaryny spodziewał się powrotu rodziców? Właśnie zabrał głos
-
showbiz5 dni temuZ kim Iza Kuna zatańczy w „Tańcu z Gwiazdami”? Właśnie WYPŁYNĘŁO nazwisko
-
news4 dni temuPolska podróżniczka ZJADŁA PSA w Indonezji. Joanna Opozda ją ZMIAŻDŻYŁA
-
news2 dni temuKolejne wieści od Anity i Adriana ze „ŚOPW”. Jest nowe oświadczenie rodziny
-
news3 dni temuCo z majątkiem Michała i Poli Wiśniewskich? Nowe ustalenia zaskakują
-
news2 dni temuGdzie mieszka Wiśniewski z Mandaryną? Są nowe ustalenia

Dodaj komentarz