Śledź nas

news

Skolim i Justyna Steczkowska potwierdzili plotki. Internet aż huczy

Opublikowano

w dniu

Jeszcze kilka miesięcy temu mało kto uwierzyłby, że Justyna Steczkowska i Skolim nagrają wspólny utwór. Dziś o ich duecie mówi niemal cały internet, a słowo „mezalians” odmieniane jest przez wszystkie przypadki. Artyści postanowili połączyć dwa zupełnie różne muzyczne światy i wygląda na to, że osiągnęli dokładnie to, co planowali. Dowiedz się więcej!

Występ Justyny Steczkowskiej i Skolima w programie „halo tu polsat” od początku wzbudzał ogromne zainteresowanie widzów. Już sam widok tych dwóch artystów siedzących obok siebie wywołał lawinę komentarzy w mediach społecznościowych. Dla wielu osób było to jedno z najbardziej zaskakujących muzycznych połączeń ostatnich miesięcy, bo oboje reprezentują zupełnie inne style, publiczność i sceniczną energię. Właśnie dlatego rozmowa o ich wspólnym utworze „Mamacita” od pierwszych minut budziła ogromne emocje.

Atmosferę dodatkowo podkręcił prowadzący Olek Sikora, który nie ukrywał, że taki duet był dla niego kompletnym zaskoczeniem. “Powiedzmy sobie wprost, bo tego w naszym bingo na 2026 rok na pewno nie było, że Justyna Steczkowska spotka się na scenie ze Skolimem” – mówił w studiu. Wielu widzów zgadzało się z tymi słowami, bo jeszcze do niedawna trudno było wyobrazić sobie artystkę kojarzoną z wielkimi widowiskami i eterycznym stylem obok króla latino i tanecznych hitów.

Sama Justyna Steczkowska przyznała jednak, że właśnie o taki efekt jej chodziło. Artystka nie ukrywała, że po ponad 30 latach kariery chciała zrobić coś, co wywoła emocje i sprawi, że ludzie zaczną mówić o jej nowym projekcie.

 “Po prostu stało się, obiecałam swoim fanom, na 30-lecie swojej pracy… no cóż ja jeszcze mogę zrobić? Już jestem tu 30 lat, a na scenie jestem 41 lat, to jest bardzo długo. Wymyślę coś, o czym wszyscy będą gadali, będą zwracali na to uwagę, więc powiedziałam: mezalians” – wyznała.

Najwięcej emocji wywołał jednak moment, w którym Justyna Steczkowska sama nazwała ich współpracę „mezaliansem”.

“A jest lepszy mezalians niż ja i Skolim? Myślę, że nie” – stwierdziła.

POLECAMY: Dokładnie rok temu zmarła Sonia Szklanowska. Fani wciąż pamiętają

Steczkowska i Skolim o kulisach swojej współpracy

Równie entuzjastycznie o współpracy wypowiadał się sam Skolim, który nie ukrywał ogromnego podziwu wobec starszej koleżanki po fachu.

“Jest wielka, jest cudowna, jest niesamowita” – mówił.

Wokalista podkreślał też, że właśnie takie połączenia dwóch różnych światów są w muzyce najciekawsze.

“To są najlepsze rzeczy, jakie mogą być. (…) Są ludzie, którzy przełamują bariery i jeszcze zwiększają swoje grono fanów, zaskakują ich” – tłumaczył w programie.

Podczas rozmowy sporo miejsca poświęcono również samemu tytułowi utworu „Mamacita”. Olek Sikora przypomniał, że w języku hiszpańskim słowo to ma bardzo charakterystyczne znaczenie i często kojarzy się z atrakcyjną kobietą. Wtedy głos zabrała Justyna Steczkowska, która postanowiła dokładnie wyjaśnić przesłanie piosenki.

“Chodzi o to, że to jest definicja dziewczyny, kobiety, ale już w dojrzałym wieku. (…) Bycie gorącym i przyciągającym uwagę po 40. roku życia zaczyna być coraz trudniejsze. Niektóre kobiety coś o tym wiedzą, niektóre odpuszczają, robią coś innego i każdy ma wybór…(…) Więc “Mamacita” to jest naprawdę gorąca, piękna kobieta, która jest świadoma, dojrzała” – dodała artystka.

Artystka zdradziła również, że ten przekaz został pokazany także w teledysku. Obok młodych tancerek pojawiły się w nim także dojrzałe kobiety, co nie było przypadkiem. Justyna Steczkowska chciała pokazać, że atrakcyjność, pewność siebie i kobiecość nie mają wieku.

“Stąd też w naszym teledysku, oprócz tych pięknych młodych dziewczyn, które zaprosił nasz król Latino, zaprosiliśmy kilka dojrzałych kobiet” – wtrąciła.

Nie zabrakło także żartów dotyczących różnicy wieku między artystami. Justyna Steczkowska z dużym dystansem podeszła do całej sytuacji i rozbawiła widzów swoim komentarzem.

“Gdybym bardzo się postarała, to Skolim mógłby być moim synem” – powiedziała z uśmiechem.

Bardzo ciekawie wyglądały również reakcje rodziny artystki na duet ze Skolimem. Justyna Steczkowska zdradziła, że jej dzieci były zachwycone współpracą z gwiazdorem latino. Szczególnie emocjonalnie zareagowała córka wokalistki, która od dawna jest jego fanką.

“Jako przykładna mama wszystko to zrobiłam. No jakżeż mogłam odmówić dziecku, skoro ma takiego idola?” – wyznała Steczkowska na antenie Polsatu.

Na koniec zarówno Skolim, jak i Justyna Steczkowska zgodnie podkreślali, że muzyka powinna przede wszystkim łączyć ludzi, a nie ich dzielić.

“Justyna bardzo dużo dała od siebie. Pomimo tego, że zaprosiłem ją do tego mojego świata, ona również dużo narzuciła, wiedziała, czego chce i jaką ma wizję na ten numer. Dała tej melodii bardzo dużo siebie. I tutaj ja bym życzył sobie takiej współpracy między artystami. Wyglądało to rewelacyjnie” – mówił Skolim.

Z kolei Justyna Steczkowska dodała:

“Muzyka przede wszystkim powinna łączyć. Naprawdę zawsze zanim zaczniemy krytykować artystę, który zrobił coś nie po naszych oczekiwaniach, musimy zadać sobie pytanie: czy to kogoś zraniło, obraziło lub wywołało ferment? No nie” – wyznała.

Już teraz wiadomo, że ich pierwszy wspólny występ na żywo podczas nadchodzącego Polsat Hit Festiwal będzie jednym z najmocniej komentowanych momentów całej imprezy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Eurowizja 2026: Kto zasiadał w polskim jury? To oni przyznali 12 punktów Izraelowi

Jak Wam się podoba ten duet? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Skolim i Justyna Steczkowska (fot. Dariusz Gałązka/AKPA)
Ola FIlipek i Olek Sikora (fot. Dariusz Gałązka/AKPA)
Skolim i Justyna Steczkowska (fot. Dariusz Gałązka/AKPA)
Skolim i Justyna Steczkowska (fot. Dariusz Gałązka/AKPA)
Skolim i Justyna Steczkowska (fot. Dariusz Gałązka/AKPA)
Skolim i Justyna Steczkowska (fot. Dariusz Gałązka/AKPA)
Skolim i Justyna Steczkowska (fot. Dariusz Gałązka/AKPA)
Skolim i Justyna Steczkowska (fot. Dariusz Gałązka/AKPA)
Olek Sikora, Skolim i Justyna Steczkowska (fot. Dariusz Gałązka/AKPA)
Skolim i Justyna Steczkowska (fot. Dariusz Gałązka/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Dokładnie rok temu zmarła Sonia Szklanowska. Fani wciąż pamiętają

Opublikowano

w dniu

przez

Jeszcze kilka lat temu zarażała widzów uśmiechem i wydawało się, że świat stoi przed nią otworem. Dziś, dokładnie rok po jej śmierci, internauci ponownie wracają do wspomnień o Soni Szklanowskiej i tragedii, która wstrząsnęła całą Polską. Jej odejście do dziś pozostaje dla wielu osób jednym z najbardziej poruszających wydarzeń ostatnich lat.

Kiedy Sonia Szklanowska pojawiła się w drugiej edycji „Hotelu Paradise”, niemal natychmiast zdobyła sympatię widzów. W reality show pełnym emocji, rywalizacji i konfliktów wyróżniała się spokojem, naturalnością i ogromną autentycznością. Fani szybko zaczęli podkreślać, że nie próbuje nikogo udawać i właśnie dzięki temu wydawała się tak bliska zwykłym ludziom oglądającym program.

Widzowie szczególnie pokochali jej szczerość oraz sposób, w jaki budowała relacje z innymi uczestnikami. Sonia Szklanowska nie szukała skandali ani taniej sensacji, które często stają się przepustką do popularności po reality show. Zamiast tego stawiała na emocje i prawdziwość, co sprawiło, że wiele osób widziało w niej jedną z najbardziej autentycznych uczestniczek programu.

Po zakończeniu „Hotelu Paradise” nie zniknęła z mediów, jak stało się w przypadku wielu innych uczestników podobnych formatów. Sonia Szklanowska konsekwentnie rozwijała swoją karierę i próbowała nowych zawodowych dróg. Szczególnie ważna okazała się dla niej muzyka. Artystka nagrywała własne utwory, a jeden z nich został nawet oficjalną piosenką otwierającą kolejną edycję programu, który przyniósł jej rozpoznawalność.

Z czasem zaczęła rozwijać się także telewizyjnie. Widzowie mogli oglądać ją w programie podróżniczym „Jedziemy na wakacje”, który współprowadziła z Rafałem Cieszyńskim. Dla wielu osób było to ogromne zaskoczenie, bo Sonia Szklanowska świetnie odnalazła się w roli prowadzącej. Jej energia, spontaniczność i naturalny kontakt z ludźmi sprawiały, że coraz więcej osób zaczynało postrzegać ją jako pełnoprawną osobowość telewizyjną.

Dlatego wiadomość, która pojawiła się 17 maja 2025 roku, była dla fanów ogromnym szokiem. Media poinformowały o śmierci Soni Szklanowskiej, która miała zaledwie 25 lat. W sieci niemal natychmiast pojawiły się tysiące komentarzy pełnych niedowierzania i bólu. Internauci przypominali jej ostatnie zdjęcia, nagrania i plany na przyszłość, które wydawały się dopiero nabierać rozpędu.

Początkowo niejasne były szczegóły śmierci, co potęgowało falę spekulacji i pytań. Dopiero po czterech miesiącach pojawiły się oficjalne ustalenia dotyczące tragedii. Z komunikatów wynikało, że „Bezpośrednią przyczyną śmierci było uduszenie poprzez zadzierzgnięcie, czyli samo powieszenie się”. Te informacje były dla wielu osób szokiem, bo całkowicie nie współgrały z wizerunkiem pełnej życia i planów dziewczyny, jaką znali jej fani.

Wielu internautów zaczęło zwracać uwagę na to, jak często media społecznościowe pokazują wyłącznie szczęśliwe momenty życia. Historia Soni Szklanowskiej dla wielu osób stała się bolesnym przypomnieniem, że nawet ludzie, którzy wydają się pełni energii i sukcesów, mogą mierzyć się z ogromnym cierpieniem, którego nie widać na zdjęciach czy filmach publikowanych w internecie.

POLECAMY: Eurowizja 2026: Kto zasiadał w polskim jury? To oni przyznali 12 punktów Izraelowi

Mija rok od śmierci Soni Szklanowskiej

Szczególnie poruszające okazały się słowa mamy celebrytki, Julii Szklanowskiej, która kilka miesięcy po śmierci córki opublikowała emocjonalny wpis z okazji jej 26. urodzin. Kobieta podzieliła się ogromnym bólem i tęsknotą, które towarzyszą rodzinie każdego dnia po stracie ukochanej osoby.

“Kochana Córeczko, dziś są Twoje urodziny. Dzień, w którym kiedyś wypełniał nasz dom śmiech, zapach ciasta i Twoje drobne dłonie obejmujące Nas z całych sił. Teraz cisza ma inny dźwięk – słychać w niej echo Twojego głosu, ciepło wspomnień, które nosimy jak najcenniejszy skarb. Tęsknimy córeczko. Za Twoim spojrzeniem, za tym, jak mówiłaś „kocham Cię” bez słów, tylko przytuleniem. Tęsknimy za zwyczajnym dniem – tym, który kiedyś wydawał się taki prosty, a teraz jest bezcenny w Naszej pamięci. Dziś zapalimy świecę i spojrzymy w niebo. Każdy jej płomień, każdy błysk gwiazdy – to Nasze życzenie dla Ciebie: byś wiedziała, że wciąż Cię kochamy. Nigdy nie przestaniemy” – napisała wówczas mama Soni.

Dziś, dokładnie rok po śmierci Soni Szklanowskiej, fani ponownie wracają do wspomnień związanych z jej osobą. W mediach społecznościowych pojawiają się archiwalne zdjęcia, fragmenty programów i pełne emocji wpisy osób, które nadal nie potrafią pogodzić się z jej odejściem. Dla wielu pozostanie symbolem autentyczności i dziewczyny, która mimo popularności nigdy nie przestała być sobą.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Eurowizja 2026: Które miejsce zajęła Polska? Występ Alicji podzielił widzów

Pamiętacie Sonię z “Hotelu Paradise”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Sonia Szklanowska (fot. screen Instagram Sonia Szklanowska)
Sonia Szklanowska (fot. screen Instagram Sonia Szklanowska)
Sonia Szklanowska (fot. screen Instagram Sonia Szklanowska)
Sonia Szklanowska (fot. screen Instagram Sonia Szklanowska)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Eurowizja 2026: Kto zasiadał w polskim jury? To oni przyznali 12 punktów Izraelowi

Opublikowano

w dniu

przez

Przez chwilę wydawało się, że Polska w końcu przeżywa jeden z najlepszych eurowizyjnych momentów od lat. Zachwyt zagranicznych jurorów nad występem Alicji Szemplińskiej wywołał prawdziwą euforię wśród fanów konkursu. Wszystko zmieniło się jednak w momencie ogłoszenia punktów przyznanych przez polskie jury. Dowiedz się więcej, kto znalazł się w tym gronie!

Tegoroczny finał Eurowizji od początku wzbudzał ogromne emocje wśród polskich widzów. Występ Alicji Szemplińskiej z utworem „Pray” był szeroko komentowany jeszcze przed rozpoczęciem konkursu, a wielu fanów uważało, że Polska po raz pierwszy od dawna ma realną szansę na naprawdę mocny wynik. Po występie wokalistki internet błyskawicznie zalały pozytywne komentarze.

Największe emocje pojawiły się jednak podczas ogłaszania punktów od jurorów z poszczególnych państw. Polska propozycja zaczęła zdobywać bardzo wysokie noty, co dla wielu fanów było ogromnym zaskoczeniem. Szczególną uwagę zwróciły maksymalne oceny (12 punktów)od Niemiec, Belgii, Mołdawii i Austrii. Internauci nie kryli radości, podkreślając, że tak dobre przyjęcie polskiego występu za granicą nie zdarza się często.

W mediach społecznościowych szybko pojawiły się komentarze mówiące o jednym z najlepiej przyjętych polskich występów ostatnich lat. Fani zwracali uwagę przede wszystkim na wsparcie ze strony Niemiec, które wcześniej rzadko wysoko oceniały polskich reprezentantów. Dla wielu osób był to sygnał, że Alicja Szemplińska rzeczywiście zdołała przekonać do siebie europejską publiczność i profesjonalne jury.

POLECAMY: Eurowizja 2026: Które miejsce zajęła Polska? Występ Alicji podzielił widzów

Kto zasiadał w polskim jury? To oni wręczyli 12 punktów Izraelowi [SZCZEGÓŁY]

Atmosfera euforii nie trwała jednak długo. Chwilę później rozpoczęło się ogłaszanie punktów przyznanych przez polskie jury innym krajom. Gdy okazało się, że Polska przekazała swoje 12 punktów Izraelowi, w sieci momentalnie rozpętała się prawdziwa burza komentarzy. Ten moment błyskawicznie stał się jednym z najgłośniej komentowanych wydarzeń całego finału.

Internauci zaczęli zadawać pytania o motywacje jurorów i sposób rozłożenia punktów przez polski skład oceniający. Kontrowersje były tym większe, że udział Izraela w Eurowizji od miesięcy budzi ogromne emocje i jest szeroko komentowany zarówno przez fanów konkursu, jak i media na całym świecie. W sieci pojawiły się zarówno głosy oburzenia, jak i komentarze broniące decyzji jury.

Tradycyjnie pełny skład polskiego jury został ujawniony dopiero po zakończeniu finału. W tym roku o przyznaniu punktów decydowali: Eliza Orzechowska, Filip Koncewicz, Viki Gabor, Staś Kukulski, Wiktoria Kida, Jasiek Piwowarczyk oraz Maurycy Żółtański. Po publikacji nazwisk dyskusja w internecie stała się jeszcze bardziej intensywna.

Część komentujących przekonywała, że Eurowizja powinna być oceniana wyłącznie pod kątem muzycznym, bez mieszania do konkursu kwestii politycznych czy światopoglądowych. Według wielu fanów jurorzy mieli prawo ocenić występ Izraela najwyżej, jeśli uznali go za najlepszy pod względem artystycznym. Takie komentarze szybko zaczęły jednak ścierać się z głosami osób rozczarowanych decyzją polskiego jury.

Nie brakowało także internautów, którzy twierdzili, że Polska mogła inaczej rozdzielić swoje punkty, szczególnie w kontekście emocji towarzyszących tegorocznej Eurowizji. W mediach społecznościowych pojawiały się wpisy sugerujące, że decyzja jury nie odzwierciedla opinii części widzów śledzących konkurs. Dyskusja szybko wyszła poza samą muzykę i przerodziła się w jedną z najgorętszych debat po finale.

Ostatecznie Izrael zakończył konkurs na drugim miejscu, natomiast zwycięstwo przypadło Bułgarii. Reprezentująca ten kraj Dara z utworem „Bangaranga” zdobyła największe poparcie i triumfowała w tegorocznym finale Eurowizji. Wyniki konkursu jeszcze długo po zakończeniu transmisji pozostawały głównym tematem rozmów wśród fanów wydarzenia.

Jedno jest pewne – tegoroczna Eurowizja dostarczyła polskim widzom ogromnych emocji. Od euforii po świetnych ocenach dla Alicji Szemplińskiej, aż po falę komentarzy po decyzji polskiego jury. A internet po raz kolejny udowodnił, że Eurowizja to dziś znacznie więcej niż tylko konkurs piosenki.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Conchita Wurst przeszła metamorfozę. Tak dziś wygląda zwyciężczyni Eurowizji

Polska dobrze zrobiła wręczając Izraelowi aż 12 punktów podczas Eurowizji? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Ola Budka (fot. screen YouTube Eurovision Song Contest)
No’am Bettan (fot. screen YouTube Eurovision Song Contest)
No’am Bettan (fot. screen YouTube Eurovision Song Contest)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Eurowizja 2026: Które miejsce zajęła Polska? Występ Alicji podzielił widzów

Opublikowano

w dniu

przez

Jeszcze kilka dni temu wielu fanów było przekonanych, że Polska może wreszcie wrócić do ścisłej czołówki Eurowizji. Po finale emocje jednak wcale nie opadły, a internet zalała fala komentarzy dotyczących głosowania i końcowego miejsca Alicji Szemplińskiej. Dla jednych to wielki sukces, dla innych kolejny dowód na to, że Eurowizja od lat rządzi się własnymi zasadami. Dowiedz się więcej o wynikach!

Droga Alicji Szemplińskiej do występu na eurowizyjnej scenie była wyjątkowo długa i pełna rozczarowań. Wokalistka już wcześniej próbowała reprezentować Polskę i wielu fanów uważało, że zasługiwała na tę szansę dużo wcześniej. Największy zwrot akcji nastąpił jednak w czasie pandemii, kiedy konkurs został odwołany, a marzenie artystki o występie przed milionami widzów musiało poczekać kolejne lata.

Sytuacja stała się jeszcze bardziej emocjonująca rok później, gdy Telewizja Polska zdecydowała się postawić na innego reprezentanta, a dokładnie Rafała Brzozowskiego. Wielu internautów otwarcie krytykowało wtedy decyzję o niewysłaniu ponownie Alicji Szemplińskiej, zwłaszcza że część państw pozostawiła swoich wcześniejszych kandydatów. W sieci przez długi czas pojawiały się komentarze, że wokalistka została potraktowana niesprawiedliwie.

W tym roku artystka wróciła jednak silniejsza niż wcześniej. Piosenka „Pray” bardzo szybko zdobyła popularność wśród polskich słuchaczy, a przed samym konkursem wiele osób uważało ją za jedną z najbardziej dopracowanych propozycji Polski od lat. Występ Alicji Szemplińskiej w Wiedniu zebrał wyjątkowo dobre opinie za granicą, a eksperci zwracali uwagę przede wszystkim na emocjonalny wokal i dojrzałość sceniczną artystki.

POLECAMY: Conchita Wurst przeszła metamorfozę. Tak dziś wygląda zwyciężczyni Eurowizji

Które miejsce zajęła Alicja Szemplińska?

Ogromnym zaskoczeniem okazały się wyniki głosowania jurorów. Polska propozycja została bardzo wysoko oceniona przez profesjonalne składy z różnych krajów, co zdarza się niezwykle rzadko. Alicja Szemplińska po głosowaniu jury zajmowała aż 7. miejsce z dorobkiem 133 punktów. Szczególnie szeroko komentowano maksymalne noty – 12 punktów Polska otrzymała od Niemiec, Belgii, Mołdawii i Austrii. Dodatkowo wysoko ocenili ją również jurorzy z Grecji i Litwy, przyznając po 10 punktów. To pierwszy raz w historii konkursu, gdy polska propozycja zdobyła tak duże uznanie między innymi ze strony Niemiec i Austrii, co wielu fanów uznało za prawdziwy przełom dla naszego kraju na Eurowizji.

Po ogłoszeniu punktów od jury sytuacja wyglądała wręcz sensacyjnie. Alicja Szemplińska znajdowała się w ścisłej czołówce i wiele osób zaczęło wierzyć, że Polska może zakończyć konkurs z jednym z najlepszych wyników w historii ostatnich lat. Emocje zmieniły się jednak błyskawicznie, gdy ujawniono głosy od widzów.

Publiczność przyznała Polsce zaledwie 17 punktów, co natychmiast wywołało ogromną dyskusję w internecie. Część fanów była w szoku, że występ tak dobrze oceniany przez ekspertów nie zdobył większego poparcia telewidzów. W mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się komentarze o „najbardziej niezrozumiałych wynikach wieczoru”.

Dla wielu osób sytuacja przypomniała wcześniejsze historie polskich reprezentantów, którzy również byli oceniani zupełnie inaczej przez jurorów i publiczność. Internauci szybko zaczęli porównywać wynik Alicji Szemplińskiej do sytuacji Michała Szpaka, który lata temu niemal został uratowany przez głosy widzów, mimo fatalnych ocen od jury.

W komentarzach wróciło także nazwisko Justyny Steczkowskiej, której eurowizyjna historia w ubiegłym roku wyglądała odwrotnie. Jej występ był jednym z najgłośniejszych i najbardziej komentowanych w całym konkursie, ale jurorzy ocenili go znacznie chłodniej niż publiczność. Wielu fanów zaczęło więc otwarcie pytać, czy obecny system głosowania rzeczywiście oddaje realne emocje widzów.

Mimo ogromnych kontrowersji wiele osób podkreśla jednak, że 12. miejsce Alicji Szemplińskiej to jeden z najlepszych polskich rezultatów ostatnich lat. Wokalistka zdobyła uznanie zagranicznych jurorów i po raz pierwszy od dawna sprawiła, że o Polsce zaczęto mówić jako o kraju wysyłającym naprawdę mocne propozycje muzyczne.

Jedno jest pewne – tegoroczny wynik Polski znów podzielił fanów Eurowizji. Dla jednych to dowód na wielki sukces Alicji Szemplińskiej, dla innych kolejny przykład tego, że konkurs od dawna budzi więcej pytań niż odpowiedzi. A emocje wokół „Pray” prawdopodobnie jeszcze długo nie ucichną.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Andrzej Piaseczny ujawnił sekret po latach. Długo milczał na ten temat

Co uważacie o tym systemie głosowania na Eurowizji? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Alicja (fot. screen YouTube Eurovision Song Contest)
Alicja (fot. screen YouTube Eurovision Song Contest)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Andrzej Piaseczny ujawnił sekret po latach. Długo milczał na ten temat

Opublikowano

w dniu

przez

Dla milionów widzów Eurowizja to kolorowe show i przepustka do wielkiej kariery. Jednak dla jednego z najpopularniejszych polskich wokalistów udział w konkursie stał się początkiem wyjątkowo trudnego okresu. Po latach Andrzej Piaseczny wrócił wspomnieniami do wydarzeń, które jak sam przyznaje – mocno odbiły się na jego życiu zawodowym i psychicznym. Dowiedz się więcej!

Wielki finał Eurowizji od lat budzi w Polsce ogromne emocje. Dla jednych to muzyczne święto, dla innych konkurs pełen politycznych kontrowersji i niespodziewanych rozczarowań. W tym roku oczy fanów ponownie zwrócone są na reprezentantkę Polski – Alicję Szemplińską, która wystąpi w finale 70. Konkursu Piosenki Eurowizji z utworem „Pray”. Jednak zanim młoda wokalistka stanęła przed eurowizyjną publicznością, podobną drogę przeszedł Andrzej Piaseczny, który do dziś bardzo dobrze pamięta emocje związane ze swoim występem.

W 2001 roku Andrzej Piaseczny reprezentował Polskę podczas konkursu w Kopenhadze z utworem „2 Long”. Wokalista był wówczas jednym z największych gwiazdorów polskiej sceny muzycznej i wielu liczyło na spektakularny sukces. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Polska zajęła dopiero 20. miejsce, a występ artysty szybko został uznany za jedno z największych eurowizyjnych rozczarowań tamtych lat. Do dziś najlepszym wynikiem Polski pozostaje drugie miejsce Edyty Górniak z 1994 roku i piosenka „To nie ja!”.

Choć dziś trener “The Voice Senior” podchodzi do tamtych wydarzeń z dużo większym dystansem, nie ukrywa, że sam udział w Eurowizji był dla niego ogromnym przeżyciem. „Oczywiście dla mnie to było wielkie doświadczenie, więc w ogóle nie żałuję tego, co się stało” – przyznał w rozmowie z „Faktem”. Wokalista podkreślił, że mimo wszystko udział w konkursie nauczył go bardzo wiele i pozwolił spojrzeć na swoją karierę z zupełnie innej perspektywy.

Artysta z humorem wspomniał również jeden z najbardziej pamiętnych momentów swojego występu – sceniczne zrzucenie futerka, które po latach stało się wręcz kultowym fragmentem polskiej historii Eurowizji. Andrzej Piaseczny postanowił podejść do sprawy z dystansem i zażartował: „Snoop Dogg zrobił to potem 50 razy i było fajnie. A ja tylko raz i nie poszło”. Ten komentarz błyskawicznie rozbawił fanów i pokazał, że wokalista potrafi dziś patrzeć na swoje eurowizyjne doświadczenie z dużo większym spokojem.

POLECAMY: Gamou Fall i Hanna Żudziewicz przerwali milczenie po finale “Tańca z Gwiazdami”. Ta deklaracja mówi wszystko

Andrzej Piaseczny długo milczał o tym, co przeżył po Eurowizji. Teraz powiedział wszystko

Po zakończeniu eurowizyjnej przygody rzeczywistość okazała się dla Andrzeja Piasecznego znacznie bardziej brutalna, niż mógł się spodziewać. Wokalista przyznał, że zamiast nowych propozycji i zawodowego rozpędu pojawiło się nagłe wyciszenie wokół jego osoby. Przez długi czas mierzył się z poczuciem niepewności i zastanawiał się, czy publiczność nadal chce oglądać go na scenie. To właśnie wtedy przyszły momenty zwątpienia, które jak sam podkreśla – były jednymi z najtrudniejszych w jego karierze.

“Nikt nie pamięta już tej mojej Eurowizji, bo po niej miałem taki moment, że miałem bardzo mocne pytanie w głowie. Choćby dlatego, że przestano mnie zapraszać na koncerty. W ogóle miałem dwa sezony niemalże puste. I wtedy człowiek musi sobie zadać pytanie, czy aby na pewno chcę robić to, co robił z tego powodu” – zaskoczył Piaseczny.

Ogromnym problemem okazał się również stres związany z samym konkursem. Dziś wielu artystów otwarcie mówi o presji, jaka towarzyszy Eurowizji, ale w tamtych czasach temat zdrowia psychicznego praktycznie nie istniał w przestrzeni publicznej. Zapytany o poziom napięcia przed występem, Andrzej Piaseczny odpowiedział krótko: „zdecydowanie za duży”. Wokalista nie ukrywa, że emocje związane z konkursem były momentami wręcz przytłaczające.

W najtrudniejszych chwilach ogromnym wsparciem okazała się dla niego rodzina i najbliżsi. Artysta wielokrotnie podkreślał, że właśnie dzięki nim udało mu się przetrwać zawodowy kryzys i odzyskać motywację do dalszego działania.

“Jeśli chodzi o kwestie osobiste, rodzinne i tak dalej, zawsze rodzina mnie wspierała i cieszę się, że mam takich ludzi, którzy są dla mnie bardzo, bardzo wyrozumiali” – wspomniał.

Andrzej Piaseczny zwrócił również uwagę na to, jak trudne bywa życie muzyka i jak bardzo różni się ono od codziennego rytmu większości ludzi. Artysta przyznał, że pogodzenie kariery scenicznej z życiem prywatnym wymaga ogromnej cierpliwości i zrozumienia ze strony partnerów oraz rodziny.

“My w domach jesteśmy gośćmi. Nie prowadzimy takiego życia rodzinnego jak wiele osób, że macie regularną pracę. Dlatego potrzebujemy partnerów, partnerek, którzy są wyrozumiali i przyjmują nas takimi, jacy jesteśmy. Z tym że często nas nie ma” – stwierdził.

Dziś historia Andrzeja Piasecznego pokazuje, że Eurowizja może być zarówno wielką szansą, jak i niezwykle trudnym doświadczeniem. Za błyszczącą sceną, światłami i milionami widzów często kryją się ogromna presja, stres i zawodowe ryzyko. Mimo bolesnych wspomnień artysta nie odwrócił się jednak od muzyki i udowodnił, że nawet po najtrudniejszych momentach można wrócić silniejszym.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Bogdan Trojanek przerwał milczenie ws. Viki Gabor. Padły mocne słowa

Cenicie twórczość Andrzeja Piasecznego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Andrzej Piaseczny (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polska)
Andrzej Piaseczny (fot. zdjęcie prasowe Telewizja Polska)
Andrzej Piaseczny (fot. Marcin Urban/zdjęcie prasowe Telewizja Polska) –  „Rozmowy (nie)wygodne” 

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością