Śledź nas

lifestyle

#FETYSZOWO: ILONA ŁEPKOWSKA WYZNAJE “JESTEM UWAŻANA ZA…”

Opublikowano

w dniu

Autorka, pisarka, scenarzystka, producentka, królowa seriali. Mieszkać w Polsce i nie wiedzieć kim jest Ilona Łepkowska to jak twierdzić, że prezydentem USA jest Caitlyn Jenner (oby mi się ta przepowiednia nigdy nie spełniła). To miała być taka kurtuazyjna rozmowa o serialach i telewizji, a wyszła epopeja, ale taka szczera, wyżyłowana z emocji i prawd, które rządzą show biznesem w kraju.

 

Fetysz: W Polsce mamy dwie caryce – obie telewizyjne – Ninę Terentiew i Panią. Jest też car Miszczak, ale to ponoć Pani, a przynajmniej takie krążą legendy – boją się najbardziej. Dlaczego?
Ilona Łepkowska: No bez żartów, co ja mogę w porównaniu z Niną i Miszczakiem?! Oni mają pod sobą całe staje telewizyjne, a ja miewałam pod sobą najwyżej dwa seriale na raz. Nina zrobiła gwiazdę z Ich Troje, a Miszczak z Małgorzaty Rozenek – mnie to by się na pewno nie udało, mimo największych nawet wysiłków. A jeśli ktoś mnie się bał, bo to raczej już przeszłość, to może dlatego, że ja wszystko załatwiałam sama  z otwartą przyłbicą, brałam na klatę najbardziej kontrowersyjne decyzje. Jak zabijałam jakąś postać to rozmawiałam o tym z aktorem, jak kasowałam jakiś wątek, to wprost mówiłam, że był nudny albo kiepsko grany. A prezesi mają od takiej brudnej roboty dziesiątki ludzi. Więc nic dziwnego, że Łepkowska uważana jest za podłą sukę. 

 

Polecamy: #FETYSZLIGHT: MACANKI CACANKI

 

Fetysz: Napisała Pani książkę, za którą serdecznie dziękuję, tak jak mówiłem w mailu, świetna pozycja na lato. „Pani Mnie Z Kimś Pomyliła” to opowieść Joanny, kobiety dojrzałej, ledwo wiążącej koniec z końcem, rozwódką, samotnie wychowującą córkę, której życie nagle przewraca się do góry nogami i wkracza do show biznesu. Ile jest Joanny w Ilonie Łepkowskiej?
Ilona Łepkowska: Sporo, nie będę ściemniać. Na szczęście nigdy nie byłam tak sławna i rozpoznawalna jak boja bohaterka, więc może dlatego i szum w głowie z powodu kariery i depresja, kiedy zorientowałam się, jakim regułami rządzi się ten świat i jaką płaci się za to cenę były mniejsze. Najważniejsze podobieństwo to takie, że mam czarnego teriera rosyjskiego i uważam, że pies jest lekiem na całe zło. Także zło show biznesu. Książkowa Joanna jest na początku naiwna i czysta jak dziecię przed Pierwszą Komunią Świętą, ja zanim zaczęłam być zaczepiana  na ulicy w celu rzucenia się w moje ramiona, ucałowania i pobrania autografu pracowałam w filmie dobrych kilka lat i sporo już widziałam. Więc ostrożniej stawiałam nogi na tym polu minowym i może dlatego z kariery celebrytki wyszłam z mniejszym szwankiem niż ona. Ale realia, anegdoty, zdarzenia – sama prawda, panie dzieju, sama prawda. Niestety. 
  

Fetysz: Układy, układziki, seks oferty, każdy z każdym, nie oszukujmy się, środowisko celebrytów, nie artystów, a celebrytów, to jeden wielki burdel. Jak Pani odnalazła się w show biznesie? Skąd się Pani w nim wzięła, co ją tam ciągnęło? Bo zaczęło się w latach 90-tych, najpierw “Radio Romans”, którego w ogóle nie kojarzę, a potem monumentalny “Klan”.
Ilona Łepkowska: No wcześniej jeszcze napisałam scenariusz do “Och Karol”, tego pierwszego i paru komedii… Ale wtedy nie było Pudelka i “Na żywo”, więc nikogo nie interesowały moje trzy rozwody, torebka, z jaką przyszłam na bankiet i dom, w którym mieszkam, tylko moja praca. Milej było, proszę mi wierzyć. Dym się zaczął rzeczywiście od “Klanu”, to był mega sukces. Potem poszły następne seriale, które też kupiła publiczność, jakiś dziennikarz powiedział, że jestem Midasem telewizji, bo czego się dotknę, to się zamienia w złoto, potem następy dorzucił królową polskich seriali i poszło. A ja się nie musiałam odnajdywać, bo bardzo, bardzo długo nie bywałam na eventach, nie stawałam na ściankach i nie udzielałam wywiadów. Nie dlatego, że byłam taka mądra i świadomie tego unikałam, tylko nikt nie proponował. Siedziałam w domu, gotowałam obiad córce, sprzątałam, prasowałam, robiłam zakupy, a pomiędzy tym stukałam odcinki. Potem reklama zaczęła mieć coraz większe znaczenie, większe czasami, niż sam produkt. Trzeba było mówić o nowym projekcie – to mówiłam, bo z tym nigdy nie miałam kłopotów. Chcieli zdjęcia – nie znoszę, ale jak trzeba, to trzeba. Zaprosili – no to pójdę, niegrzecznie nie pójść. Mnie się wydawało, że jak zacznę odmawiać, to znaczy, że się sadzę, wywyższam. I tak wdepnęłam w celebryctwo. Jedną nogą, ale zawsze. 
 

Fetysz: Sukces i pieniądze ogłupiają? Miała Pani moment sodówki? Pierdolę, jestem Łepkowska, mogę sobie robić, co chcę, nie będzie mi nawet żadna Matka Boska Kożuchowska podskakiwać?
Ilona Łepkowska: Moim zdaniem nie miałam, ale trudno być sędzią we własnej sprawie. Znajomi spoza branży, ci sami od lat , też tak mówią. I gdy wykorzystywałam swoją władzę, to nigdy nie chodziło o to, że to mnie nie wolno podskoczyć. Nigdy nie chodziło o mnie, tylko o projekt, którym kierowałam. To była zawsze sprawa tego, czy na przykład aktor jest fair w stosunku do serialu, który zrobił z niego mega gwiazdę. Jak nie był fair to ja często byłam tą karzącą ręką sprawiedliwości. Ale to nigdy nie było nic personalnego. Nie wymagałam  szacunku do siebie, wymagałam szacunku do swojej pracy. 

 

Polecamy: #FETYSZOWO: “ARTYŚCI SĄ SEZONOWYM PRODUKTEM…” MÓWI MONIKA JAROSIŃSKA I…

  

Fetysz: Mesjasz szans? Daje i odbiera. Mojżesz talentów? Odkrywa i grzebie. To Pani przypisuje się kariery wielu aktorów i aktorek – zresztą Kasia Cichopek czy bracia Mroczkowie, to Pani wytwory. Wielokrotnie krytykowani byli za brak warsztatu, za nazywanie się aktorami, za bycie telewizyjnym drewnem. Jak Pani, jako w zasadzie matka ich karier, się na tą krytykę zapatruje? Jak się czuje? To polska zazdrość?
Ilona Łepkowska: Pewnie, że tak. Jezu, ilu ja widziałam na castingach drewnianych aktorów z dyplomami magistra sztuki! Takich, którzy mieli mniej umiejętności aktorskich niż Kasia czy Rafał i Marcin i dużo, dużo mniej wdzięku, uroku osobistego, ale za to więcej przekonania, że są wspaniali, bo są ZAWODOWCAMI. Ilu ja poznałam kompletnie niezdolnych aktorów, którzy niczego się nie nauczyli w czasie pracy i po roku grania w serialu nadal byli tak samo drętwi, jak na początku. A zobaczcie, proszę, wy, wszyscy krytycy, jaki progres zrobiła Kasia Cichopek czy Mroczkowie! A poza tym mogę odpowiedzieć, że naprawdę trudno znaleźć osiemnastoletnich absolwentów studiów aktorskich, a tyle miały lat te dzieciaki, gdy zaczynali w “M jak miłość”. Miałam wziąć ich na pierwsze dwa lata, a potem wymienić na, nie wiem, Dereszowską, Kasprzykowskiego i Małaszyńskiego? I ja się mam przejmować takimi uwagami? To, jak mówił Michael Corleone, obraża moją inteligencję.
 

Fetysz: Karolina Korwin Piotrowska w swojej książce #SŁAWA przedstawia sławę jako narkotyk, koks za który każdy zapłacić jest w stanie bardzo dużo. Uzależnienie. Pani bohaterka z “Pani Mnie Z Kimś Pomyliła” też trochę wpada w ten wir, romanse z producentami, reklamy, ogromne pieniądze – do tego zaraz wrócę – samotność. Sukces wymaga samotności? Czy może sukces zawsze jest samotny?
Ilona Łepkowska: Myślę, że większości wypadków sukces oznacza samotność. Bo nikt, kto jest obok, nie rozumie w pełni, jak się czuje człowiek, którego serial ogląda 12 milionów widzów. Jak potrafi przytłoczyć taka świadomość. “Cywil” pomyśli, że to po prostu zajebiste, taki rząd dusz, a tak naprawdę to jest zajebiście niebezpieczne co najwyżej. Zajebiście ryzykowne. Bo jeśli napisałam w “Na dobre i na złe” odcinek o ewakuacji szpitala spowodowanej przez fałszywy alarm bombowy i następnego dnia po emisji dzwonią do mnie o 7.30 z PAP-u, że były wczoraj trzy takie alarmy wywołane przez dzieciaki, które obejrzały serial i uznały, że to super numer tak zadzwonić, to ja się pytam, czy ktoś ucierpiał przy tych ewakuacjach, czy komuś Boże broń się coś nie stało i zanim usłyszę odpowiedź, że nie, to sama nieomal umieram. No więc jeśli taki rząd dusz jest zajebisty, to bardzo proszę, ja się chętnie zamienię z kimś, kto go nie sprawuje. Ja się nie umawiałam na rząd dusz. Ja się umawiałam na pisanie bajek. I tyle. Więc to na przykład była cena mojego sukcesu. Ja nie jestem długonogą blondynką ze zrobionymi cyckami, ciałem wypracowanym w siłowni, ustami wypełnionymi kolagenem i zawsze nienagannym makijażem. Ja nie dostaję darmowych butów za zdjęcie na Instagramie mojej pęciny obutej w sandałek. Ja zapierdalałam przy komputerze po 18 godzin na dobę i przez kilkanaście lat wyjeżdżałam na maksimum tydzień urlopu w jednym kawałku. Ja – poza zarabianiem przyzwoitych pieniędzy – nie czerpałam profitów ze swojej sławy, bo żeby napisać kilkadziesiąt odcinków rocznie, wybrać do tego aktorów, poprawić montaż, zatwierdzić muzykę i tak dalej to trzeba poświęcić temu tyle czasu, że na ścianki już nie starcza. Reklamę mi kiedyś zaproponowano. Odmówiłam. Udział w jury talent show – tak samo. A sława oznaczała dla mnie miedzy innymi listy od widzów, z których wypadały niewykupione recepty z prośbą o pieniądze bo “pani jest taka dobra, jak pani wymyśla takie piękne historie”. No, dziękuję bardzo. Miło jest, jak na targu w Tarczynie pani mnie pozna i wybierze ładniejsze pomidory. Albo urzędniczka w Urzędzie Skarbowym pomoże mi zrobić korektę PIT-u. Ale ja jestem bardzo grzeczna w takich sytuacjach, więc myślę, że i bez tej sławy pomidory i PIT bym sprawnie załatwiła.
 

Fetysz: Pisze Pani o zawiści, wręcz chorej, tu uśmiechy, cmoki, a za plecami szambo, normalnie finałowa scena z “Carrie”, ale zamiast krwi, fekalia. Doświadczyła jej Pani? W końcu jest Pani tą babą na stanowisku – wiele razy pluto w Pani plecy?
Ilona Łepkowska: Owszem, czasem się dowiadywałam, kto i jak mi tyłek obrabiał. Kiedyś doświadczyłam nielojalności ze strony bardzo bliskiej współpracownicy. Dobiegały mnie ploty o tym z kim się przespałam żeby zrobić taką karierę. Jedna znana agentka gwiazd rozpuściła plotki, że sypiam z jednym aktorem – nie mogła znieść, że gra on równie fajną rolę, jak jej podopieczny, dużo bardziej znany. Wykombinowała, że przyczyna może być tylko jedna. Wiem, że mówią o tym, jaką żelazną ręką trzymam swoje zespoły scenariuszowe. Nie wiem tylko, dlaczego chyba każdy albo prawie każdy, kto ze mną pracował zawsze chętnie znów wraca pod moje skrzydła. I dlaczego jak się spotykam ze scenarzystami “Barw szczęścia” w dziesiątą rocznicę rozpoczęcia pracy nad serialem to wszyscy tak się dobrze bawimy razem, że ledwo trafiamy do domów… A na kolejną naradę scenariuszową zaprosiłam ich do swojego domu. Więc ich niech pytają, czy ja jestem taka straszna baba, czy owszem, ostra, ale sprawiedliwa. I zawsze wymagająca najwięcej od siebie. A tak całkiem szczerze – w dupie to mam, co o mnie mówili i mówią. 

 

Polecamy: #FETYSZOWO: “MAM WŁASNE WYBORY I KRYTERIA” – WYWIAD Z KRYSTYNĄ MAZURÓWNĄ

 

Fetysz: To jest zatem nasza cecha wspólna. Też mam w dupie. Kiedy zacząłem pracę nad swoim magazynem, modowym, pracowałem z dwójką fotografów. Oczywiście, nie mieliśmy budżetu, ale graliśmy do tej samej bramki, tak mi się wydawało. Załatwiłem modeli, ubrania, fryzjera, wizażystkę, światło, wystylizowałem sesję, byłem dyrektorem kreatywny, cały story board był mój. Sesja zrobiona, zdjęcia wysłali, ale jakieś takie inne niż, te które pamiętam. Trzy dni później, włoski VOGUE publikuje sesję zdjęciową – a tam – moje zdjęcia! Cały edytorial. Żadnych tagów, nazwisk, tylko imiona i nazwiska fotografów. Czyli chuje. Zdarzają się takie kradzieże pomysłów i w filmie, w show biznesie? Miała Pani kiedyś jakąś sprawę o plagiat czy przywłaszczenie pomysłu?
Ilona Łepkowska: Pewnie, że się zdarzają, czasem nawet byłam proszona o pomoc czy ekspertyzę przy takich sytuacjach. Ja sama nigdy nie wylądowałam z nikim w sądzie, ale raz było blisko. Tylko sprawa była skomplikowana formalnie – pod scenariuszem był podpisany nie ten, co ukradł. Uderzyłabym więc kogoś, kto – jak wiedziałam – sam dobrze oberwał od tego złodzieja. Uznałam więc, że byłoby to nieetyczne i odpuściłam. Mnie nikt niczego takiego nigdy nie zarzucił. Ja zresztą od lat jestem działaczką Stowarzyszenia ZAiKS zajmującego się ochroną praw autorskich, więc jak żona Cezara muszę być poza podejrzeniem. U mnie wszystko jest na stole, nic pod stołem jeśli chodzi na przykład o kasę. Jestem w tym uczciwa do bólu. I w pilnowaniu, czy czegoś niechcący nie kopiuję – też. 
 

Fetysz: Joanna robi bardzo głupią rzecz, która kosztuje ją prawie pół miliona. Nie chcę zdradzać co, pozostawmy to do odkrycia Czytelnikom. Dlaczego w każdej kobiecej książce, w każdym filmie (“Nigdy w Życiu”) jest ten zajebisty facet? Naoliwiony marzeniami rycerz na kucu Pony? Nie da się bez chłopa? Niezależna silna kobieta, samotna i z bańkami na koncie? Polska tego nie kupi? Bo na wsi bez chłopa to nie życie?
Ilona Łepkowska: Joanna robi głupią rzecz bo spotyka na swojej drodze złamasa, manipulanta i oszusta. Dostaje po dupie i kieszeni za dobroć i naiwność. Przedtem miała męża, który też okazał się niefajny. Miałam ją zostawić z takim doświadczeniem damsko-męskim? A do tego ze świadomością, że pracowała w branży średnio etycznej i sama nie zawsze była całkiem w porządku? Miałaby wtedy kasę, złamane serce, świadomość, że dała dupy, dosłownie i w przenośni jakiemuś sukinsynowi i po tym wszystkim kupiłaby sobie dom na wsi i byłaby szczęśliwa? Sorry, ale nie. No więc byłaby nieszczęśliwa, bo tak prawdziwiej?  Dziękuję, też nie, bo to byłby dół kompletny. A poza tym ja uważam, że dla większości ludzi bycie w parze jest lepsze niż bycie solo. Są soliści, ale ja do nich nie należę, więc i moja bohaterka też nie. Ja byłam niezależną, silną kobietą z pieniędzmi na koncie i z sukcesem i nie byłam nieszczęśliwa, ale szczęśliwa też nie. Tak już mam. I większość kobiet tak ma. Poza tym uważam, że Joannie należało się coś fajnego po mężu sukinsynie, gównianej karierze w show biznesie i tym draniu manipulancie. Choć oczywiście, najlepszym, co ją spotkało był pies.
 

Fetysz: O mężach sukinsynach to ja coś wiem. Ja zaliczam się do jednak solistów, duszę się w związkach, przytłaczają mnie, a już trzymanie kogoś za rękę uważam wręcz za szaleństwo, szczególnie latem. To jak zamiast balsamu używać smalcu i mówić, że nawilża. A zakochana kobieta to idiotka? Albo w ogóle taka niezakochana? Jak chłop zagra tak baba zatańczy? 
Ilona Łepkowska: A Joanna tańczy jak chłop zagra? Nie wdaje mi się. Ja też nigdy nie tańczyłam, jak mi chłop zagrał dłużej, niż chwilę, póki pierwszy dym w głowie z miłości nie opadł. Zakochanie jest stanem wyłączającym częściowo umysł, fakt. Szczęśliwie nie trwa długo, potem człowiek po prostu kocha i odzyskuje rozum, przynajmniej jego większą część.
 

Fetysz: W Pani powieści, prowadzący program, a potem i producent wydaje się być kukiełką w rękach jeszcze większych, prezesa, właściciela stacji – trzeba potem objeżdżać dupą wsie i centra handlowe, a kontrakt to normalnie pakt z diabłem. Bardzo się to różni od rzeczywistości? Bo tłumaczyłoby to istnienie tych tak zwanych celebrytów monopolowych, czyli 24h obecni w mediach. Dlaczego w Polsce wciąż promuje się te same twarze?
Ilona Łepkowska: Bo mają dużą klikalność. Dlatego. Poważnie mówię, to się bada. A jak ktoś ma klikalność, to – jeśli delikwent się zgadza – eksploatuje się go tak długo, aż klikalność spadnie, a wzrośnie komu innemu. Mało kto chce ryzykować. Rozenek dobrze się sprzedaje, to dostanie piąty program, no, może dla odmiany ten piaty będzie razem z Radosławem. Magda Gessler jest kochana – to wszystkie garnki i patenie są jej. Kurdej-Szatan jest słodką, głupia blondynką z reklam Play to ją wsadzimy do dwóch seriali i jeszcze damy do prowadzenia program w TVP. No i buty skutecznie zareklamuje i może coś innego też. Jak się zużyje po czterech sezonach, to się znajdzie nowa. Moja obsesja znajdowania nowych twarzy albo przypominania zapomnianych aktorów jest kompletnie wbrew obecnym trendom. Nikt nie pozwoliłby mi dzisiaj obsadzić tak “Barw szczęścia”. Nie mówię, że wszystko to były strzały w dziesiątkę, ale przynajmniej próbowałam urozmaicić paletę. A jeżdżenie po centrach handlowych to już zazwyczaj własne, samodzielnie zawierane kontrakty. W mojej książce bohaterka bierze udział w reklamie i w ramach kontraktu jest obwożona jak baba z brodą po całej Polsce – no, ale to jest czyściec, który musi przejść za karę. Nasi celebryci stają się twarzami centrum handlowego i uważają, że to super biznes, a nie czyściec. Jak ktoś z nich ciągnie za to łacha to powiedzą, że zarabiają na studia dla synów. Ok. Może i na studia a nie na wakacje na Malediwach. Szczęśliwie ja nie musiałam występować w centrach handlowych żeby córka skończyła studia. 

 

Polecamy: #FETYSZLIGHT: WYWIAD Z KAROLINA KORWIN-PIOTROWSKĄ – “RECENZOWANIE STAŁO SIĘ SPORTEM, KTÓRY …”

 

Fetysz: Jako autorka scenariuszy, ma Pani wpływ na obsadę? Jeśli tak – dlaczego do cholery w polskich serialach wszędzie są ci sami ludzie? Mam wrażenie, że jak sprawdzi się patent serialowi ojciec – córka, których grają w „O mnie się nie martw” – ja wiem, że to nie Pani serial – Domagańska i Zieliński, to potem idzie to lawinowo i jak zatrudnia się jedno to i drugie.
Ilona Łepkowska: Jako autorka scenariuszy miałam, ale niewielki. Ale od “M jak miłość” już byłam zawsze producentem i wtedy obsada była w dużej mierze efektem moich decyzji. Ja “odkryłam” Domagałę w serialu “Wszystko przed nami”. Teraz gra w serialu “Wszystko biorę”. Szkoda. Ale to powtarzanie obsad to nie tylko efekt “klikalności” oraz braku odwagi producentów w obsadzaniu nowymi twarzami. To też decyzja konkretnych  aktorów, żeby brać wszystko, co proponują. Nie wiem, o sławę chodzi, o strach, że już za rok ich nie będą brali, więc trzeba wycisnąć co się da? O kasę, bo to miłe, szczególnie, jak ktoś wyposzczony przez chude lata? Są aktorzy którzy mimo kredytu do spłacenia nie chcą grać pięć razy pod rząd takiej samej postaci. No, ale ja w powszechnej opinii robię ciągle podobne seriale, więc jestem ostatnia do oceniania
 

Fetysz: Moja przyjaciółka, aktorka, powiedziała mi kiedyś, że nie ma sensu chodzić nawet na castingi, bo albo ich nie ma, albo nie ma ról, albo zatrudnia się nie ze względu na talent, a przez to, kto z kim, w jakiej konfiguracji. Rzeczywiście w Warszawie, dla aktorów – pracy nie ma? Filmów nie kręci się przecież wiele, większość to gnioty, a jak już się nakręci jeden udany, jak na przykład „Sztukę Kochania” to promuje się go to usrania i Boczarska nagle z nikomu znanej bliżej aktorki staje się ikoną i ekspertką w sprawach seksu.
Ilona Łepkowska: Ja bardzo często zatrudniam aktorów na podstawie castingów. Moim zdaniem pracy jest sporo – filmów coraz więcej, od cholery seriali różnej jakości, ale jednak, teatry państwowe i off’owe, czytanie audiobooków, bajki dla dzieci grane po przedszkolach, lepsze i gorsze komedyjki małoobsadowe, z małymi dekoracjami, z którymi można zrobić rundę po nadmorskich kurortach latem… Aktor to jest wolny zawód, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Za wolność się płaci – często niepewnością, czy będzie za co zapłacić czynsz. W Stanach aktorzy kelnerują czekając na rolę. Nasi siedzą przy stoliku w restauracji i wołają kelnera. A potem narzekają, że nie mają kasy. To jest różnica.

 

Fetysz: Czyje kariery, uważa Pani za niewykorzystane? Ostatnio wypowiedziała się Pani ostro na temat Kożuchowskiej, zresztą nie boi się Pani mówić szczerze i o innych. Ja musze mieć to na papierze – kto i po jakiej ilości wódki wpadł na pomysł takiego uśmiercenia Hanki w „M jak Miłość”?! No na Boga, w kartony?!
Ilona Łepkowska: Bardzo proszę z tym pytaniem do mojej następczyni na fotelu szefa literackiego “M jak miłość”, Aliny Puchały. Ja nie miałam z tym nic wspólnego, powiem to po raz setny. Ja uważałam, że Hanka Mostowiak powinna umrzeć na naszych oczach jak bohaterka “Czułych słówek” – pożegnać się z mężem, dziećmi, rodziną i pięknie umrzeć na galopującą sepsę bez szansy ratunku. Kartony pewnie wymyślono, bo bano się, że Małgosia nie będzie chciała zagrać sceny swojej śmierci. Ale to jest przecież profesjonalna aktorka, odchodziła z własnej woli, n a pewno by zagrała! A tak ona wpadła w kartony a ja razem z nią, choć nie wiem, za co… 

 

Polecamy: #FETYSZLIGHT I DWUDZIESTOMETROWE ŚWIATŁA JUPITERÓW ŁUKASZA

 

Fetysz: Pani wybaczy! Ja taki ułom myślałem, że kartony to jeszcze Pani sprawka! Co dala Pani popularność?
Ilona Łepkowska: Czasem coś załatwię szybciej i sprawniej w urzędzie. Czasem dostanę jakieś zaproszenie do teatru albo na premierę. Czasem ktoś powie coś miłego – ostatnio najczęściej jestem chwalona ze felietony w “Tele Tygodniu”. I tyle.
 

Fetysz: Trzykrotna rozwódka. Muszę o to zapytać jako wieczny singiel, nie ma po tych rozwodach, po tych sercowych burzach, takiego, kurwa, dość, pierdolę, będę sama? Bo ja singlem jestem już lat dziesięć i się czasami zastanawiam, kiedy w końcu ja? Na miłość trzeba czekać? Czy może wcale nie jest tak, że każda potwora ma swojego stwora, czy jak to tam leci?
Ilona Łepkowska: Jak już powiedziałam wcześniej, nie jestem typem singla, choć też, po ostatnim mężu ponad dziesięć lat sama. Nie było najgorzej, ale bez szału. Miałam opór, by się znów pakować w stały związek, ze wspólnym mieszkaniem i tak dalej. Ale mój partner jest człowiekiem, który znany jest z tego, że umie przeprowadzić swoją wolę. No więc, skoro wpadł na pomysł, żebyśmy byli razem, to to przeprowadził, mimo mojego oporu.

 

Polecamy: #FETYSZLIGHT I MACY GRAY, CZYLI NIE KOLEJNA CELEBRYTKA!

 

Fetysz: Pieniądze szczęścia nie dają, czy jednak tak rozchwytywana scenarzystka jak Pani, wszystko może za nie kupić? Wyobrażam sobie, że w latach największej popularności „M jak Miłość” czy „Klanu” z kurka waliły miliony monet.
Ilona Łepkowska: No nie wszystko. Zdrowia kupić nie można, choć jak na przykład złamie człowiek nogę w trzech miejscach to go stać na prywatną klinikę ortopedyczną i roczną rehabilitację, co jest nie do przecenienia. Oraz nowe buty, bo w stare noga się nie mieściła. Nie jestem szczególnie rozrzutna, najłatwiej idzie mi wydawanie kasy na prezenty dla bliskich oraz cele charytatywne. Latam tanimi liniami, mieszkam w starannie wybranych, ale jednak trzygwiazdkowych hotelach. Piję wina średniej klasy. Rzadko jadam w restauracjach. Ostatnim samochodem jeździłam 8 lat. Był to zresztą samochód mojego psa – ja byłam tylko jego kierowcą.  Pożyczam pieniądze przyjaciołom czy rodzinie. Zostawiam sobie tyle, żebym nie musiała się bać, że na starość nie będzie mnie stać na taksówkę, lekarza, czy opiekunkę. I żeby coś zostało jeszcze dla mojej córki. 
 

Fetysz: Nie uważa Pani, że seriale w Polsce potrzebują odświeżenia? W ogóle i formuły i treści. Oglądałem polsatowski „Niania w Wielkim Mieście”. Dobry, wkręciłem się, świetna obsada, ale wydawało się, że to już było. Wiadomo, ściągnięty nawet tytuł z legendarnego „Seksu…”. Z kolei „Barwy Szczęścia” czy „M jak Miłość” to raczej takie seriale edukujące seniorów niż młodzież… I nagle wszechobecni geje. Taka nowa polska egzotyka. Trzeba widza oswajać z innością, bo nadal moher i Rydzyk wychodzą z głowy?
Ilona Łepkowska: W “Barwach” poza gejami są jeszcze syryjscy uchodźcy, proszę Pana. Teraz pracuję przy telenoweli historycznej, czyli czymś, czego u nas nigdy nie było. Znów coś nowego. Oczywiście wolałabym, żeby  budżet był 10 razy wyższy, ale mam nadzieję, że mimo biedy, na ekranie będzie dość efektownie. Ale to było wyzwanie, doprowadzić do rozpoczęcia zdjęć w tym serialu, którego historia powstawania nie była prosta i łatwa. Oby widz to kupił, bo się narobiliśmy nieźle no i na Woronicza  dwóch halach zbudowano wnętrza średniowiecznego Wawelu, to naprawdę coś! No więc będzie jakaś odmiana, Ale “Dynastii Tudorów” nie zrobimy przy naszym budżecie. Polski ” House of Cards” też nie powstanie, choć z innych powodów. “Gra o tron” – zapomnijmy o projektach tej skali. Jesteśmy za biedni. Musimy kombinować i wtedy powstaje “Wataha” – gdzie widać jakieś pieniądze, ale oczywiście i tak niewielkie. Są oczywiście pomysły takie jak “Bez tajemnic” – psychoterapeuta i pacjent, kanapa i fotel i jedna rozmowa. Na to nas stać. Choć oczywiście też nie da się tego nakręcić w półtora dnia. To znaczy – da się, ale to będzie wtedy masakra. No, ale mnie się nigdy nie udało wpaść na tak nośny pomysł, koleżankom i kolegom też nie, bo to izraelski format… 
 

Fetysz: Nie znam ani formatu, ani serialu. Seriale nadrabiam jak jestem w Polsce, bo mama ogląda. Ona ma taki rytuał, że umie zaliczyć wszystkie te duże produkcje, które lecą w poniedziałek, jeden po drugim, albo na innym kanale… Przerwy reklamowe w tym wypadku to naprawdę dar od losu. Bardzo popularny jest obecnie temat dopalaczy w serialach. Motyw przewodni chyba każdego. I zawsze tak samo, jedna kreska czy tam piguła i od razu OIOM i uzależnienie, a przecież wszyscy wiemy, że to nie tak działa, no i nie jest tajemnicą, że na salonach koks się sypie jak lukier na pączki w cukierniach. Wszystko dla ludzi. Skąd taka forma edukowania? Narkotyki są tak samo złe jak papierosy. A właśnie, dlaczego w serialach się nie pali?
Ilona Łepkowska: Ja nie wiem, jak działają dopalacze, bo nigdy nie próbowałam. Na salonach, na których ja bywam koks się nie sypie. Miałam w “Barwach” motyw narkotyków – chłopak pracuje w agencji reklamowej, chce być cały czas w super formie intelektualnej, musi być kreatywny, więc zaczyna wciągać. No i trzeba pokazać, że owszem, pomaga. Ale płaci się cenę. Niekoniecznie OIOM czy trwałe uzależnienie – bo tak kokaina nie działa – tylko rozpieprzenie więzi. To, że ktoś znany wciąga, nawet i mój kolega powiedzmy, nie oznacza dla mnie, że to jest dobre. W serialach się zasadniczo nie pali – szczególnie tych z TVP – bo nie chcemy pokazywać naszych bohaterów z papierochem w ustach, świadomie. A że olbrzymia część społeczeństwa pali, więc stwarzamy nieprawdziwy świat? Owszem, ale serial to jest generalnie bajka. Na to się z widzem umawiamy. A przy okazji jest delikatna edukacja. TVP, dla której pracuję, ma wypełniać misję. I tym według mnie wypełnia.
 

Fetysz: Skąd Pani pomysły na scenariusze i książki? Czym się Pani kieruje? Jak wygląda pisanie hitowego serialu? Bo ja sobie nie wyobrażam, że jest moment, o, o, mam to, teraz walnę hit i jest milionowa oglądalność. Jaka jest recepta na sukces?
Ilona Łepkowska: To będzie najnudniejsza odpowiedź w tym wywiadzie – ciężka praca. Oczywiście też jakiś rodzaj intuicji, wyczucia, co w tym akurat momencie “zażre”, na co ludzie czekają. Warsztat – to jest oczywiste, ale to jest potrzebne w każdej pracy. W wypadku telenowel emitowanych kilka razy w tygodniu nie da się tego napisać samemu, więc trzeba zbudować zespół i umieć nim pokierować. Wziąć od każdego z członków to, co w nim najlepsze, a jednocześnie lekko ujednolicać styl, żeby nie było widać “szwów” między odcinkami, żeby nie było różnicy w sposobie opowiadania, w charakterach postaci, ale dać każdemu z autorów choćby małą satysfakcję, że coś z jego “charakteru pisma” zostało.

 

Polecamy: #FETYSZLIGHT: SŁÓW KILKA O NACZELNYCH HEJTU W NECIE [FELIETON]

 

Fetysz: Po tylu latach w show biznesie polskim – co Panią wciąż najbardziej zaskakuje, czy szokuje?
Ilona Łepkowska: Dzisiaj najbardziej mnie zdumiewa, wciąż na nowo, że ważniejsza jest reklama, niż produkt. I że reklama bywa lepsza od produktu – przykładem był dla mnie serial “Belle Epoque”. Zapowiedzi stworzyły taki klimat, że oto zaraz będziemy świadkami wielkiego wydarzenia na światowym poziomie. No i mimo, że serial nie był wydarzeniem nawet na polskim rynku, to nadal utrzymuje się przekonanie, że to było coś fantastycznego.
 

Fetysz: Gdzie w Polsce szukać teraz talentów? Aktorskich, dziennikarskich, w ogóle artystycznych? No bo nie ma ich w mainstreamie. Nawet w książce szydzi Pani z euro-dziwek z ustami jak karp. Zresztą, ostatnio przecież mieliśmy aferę Dubajową, z klockami na klatę za torebkę i nagle okazało się, że czerwone dywany wyścielone są euro-dziwkami objazdówkami. Jak się tego pozbyć, a zapełnić telewizję, radio, prasę ludźmi myślącymi?
Ilona Łepkowska: Nie wiem, czy się da tę myśl i oryginalność wprowadzić do mainstreamu zamiast klonów, podróbek i dziennikarek nie umiejących pisać po polsku. Jak ktoś chce pomyśleć, niech zajrzy do niszy, off-u, podziemia. A w szerokim obiegu będzie lepsza lub gorsza – zazwyczaj gorsza – komercja i powielanie tego, co się sprzedaje. Oczywiście da się czasem zobaczyć wybitny film w multipleksie, ale raczej polecam kino Muranów. I rozjazd będzie coraz większy, bo pieniądz robi pieniądz, więc mainstream będzie coraz bogatszy, a off – coraz trudniej wiążący koniec z końcem. I te dwa światy będą się coraz rzadziej spotykać, to będą światy równoległe.
 

Fetysz: Nie sądzi Pani, że potrzeba nam rewolucji? Zastąpienia tego sztucznego blichtru, tych ploteczek, które nic nie znaczą jakimś głosem nowego pokolenia? Nie wszystkich przecież obchodzi, co robi Rozenek, Siwiec czy inna uzależniona od uwagi celebrytka. Czy może jesteśmy już tak ogłupieni przez medialne menu, że będziemy zamawiać coraz to bardziej debilniejsze dania, aż zejdziemy do poziomu asfaltu?
Ilona Łepkowska: Jak komuś – mimo czytania Pudelka – zostały jeszcze cztery szare komórki, to z troski o swoje zdrowie psychiczne, stan umysłu i po prostu z ciekawości i chęci odmiany sięgnie czasem po jakiś magazyn wydawany przez grupę szalonych pasjonatów albo pójdzie na przegląd młodego kina niezależnego i się odchami. Pozostali zejdą do poziomu asfaltu. 
 

Fetysz: Jak to jest ze stacjami telewizyjnymi? Naprawdę, jeśli jest się twarzą jednej stacji, to jest to już na wyłączność? Morda ekskluzywna? Nie ma odwrotu, a jak się pójdzie gdzie indziej, np. do „Tańca z Gwiazdami” to hello, bye bye? Krążą o Pani plotki, że Pani zdrad nie wybacza no i są potem kartony, albo i gorzej.
Ilona Łepkowska: Tu nie chodzi o zdradę, tylko elementarny szacunek dla widza. Uważa Pan, że ta sama aktorka może grać w tym samym czasie w “Barwach szczęścia” i w “Na Wspólnej”, emitowanych w tym samym paśmie? Widz TVN w przerwie na reklamy przełączy się na Dwójkę i zobaczy tę samą twarz, nawet peruki jej nie założą albo okularów, żeby się widzowi kompletnie popieprzyło? Dla widza twarz aktora grającego dużą rolę w telenoweli nakłada się z postacią. I on go w innej telenoweli nie powinien oglądać. Serial kostiumowy, kryminał, pacjent w Leśnej Górze – proszę bardzo. Ale nie dwa razy taka sama żona, którą mąż zdradza. Inny przykład – czy aktorka z ambicjami scenariopisarskimi, która gra w “Barwach szczęścia” i zaczyna pisać scenariusze do innej telenoweli może, nawet bezwiednie, skopiować jakieś watki, styl pisania, rysunek postaci do serialu robionego dla konkurencji? To jest przecież oczywiste. I jeśli mówi się takiej aktorce, że może pisać do serialu o innym charakterze, ale nie do konkurencyjnej telenoweli a ona mimo wszystko łamie ten zakaz, to co? Mam jej dać podwyżkę, czy usunąć ją ze swojej produkcji? Jaki pracodawca pozwoli pracować podwładnemu dla konkurencyjnej firmy? No więc ja nie pozwoliłam, a aktorka, która się do tego nie zastosowała wyleciała z serialu. Do “Tańca z gwiazdami”, mimo, że nie realizowała go nigdy TVP “wypożyczyliśmy” mnóstwo gwiazd. Do innych show także. Ja nie jestem idiotką. To pomagało i “Tańcowi z gwiazdami” i naszym serialom. 
 

Fetysz: Pracuje Pani w show biznesie, ale mieszka w lesie. Od tego splendoru, tych ścianek, trzeba się jednak odciąć? Zregenerować płuca, odraczyć mózg?
Ilona Łepkowska: No, nie w lesie, tylko we wsi, ale owszem, pół roku tam spędzam. Jeżdżę oczywiście do Warszawy, czasem nawet codziennie na jakieś spotkania, ale lepiej się jest obudzić i zasnąć w ciszy. Chociaż nasze warszawskie mieszkanie też jest ciche i spokojne, to jednak świadomość, że jest się  o 2 kilometry od Woronicza przeszkadza w nabraniu dystansu. Idzie człowiek na spacer z psem i chce czy nie chce zerknie na billboard z reklamą nowej farsy w “Komedii” i już się wie, gdzie człowiek pracuje…. A na wsi ogródek, bocian na gnieździe, komary, kominek, a jak już koniecznie trzeba coś napisać, to siedzi się z laptopem na tarasie i zerka co chwilę, czy irysy już się rozwinęły. I się wie, że zmienność pór roku, przyroda, mijający czas są ważniejsze niż kolejna premiera czy bankiet. 

 

Polecamy: #FETYSZLIGHT: ARTYSTA???

 

Fetysz: Jaki największy błąd popełniła Pani w dotychczasowej karierze?
Ilona Łepkowska: Zgodziłam się stworzyć projekt serialu na konkurs TVP przed paru laty. Powstał w wyniku tego scenariusz “Wszystko przed nami” . Konkurs wygraliśmy, ale jakoś dziwnie mnie to nie cieszyło. Potem obsadziliśmy – to nie był całkiem mój pomysł, ale podpisałam się pod nim, więc jestem współwinna – samych ślicznych, choć niekoniecznie super zdolnych aktorów i aktorki. Zbudowaliśmy im na hali śliczne mieszkanka, które nawet jak były niby nieurządzone, bo bohater na dorobku, to były tak ładnie nie urządzone, aż strach. No i ci śliczni w tych ślicznych wnętrzach przeżywali swoje poważne problemy, które nikogo nie interesowały. To jedyny mój serial z ostatniego dwudziestolecia, który nie został przedłużony po pierwszej, stuodcinkowej serii. Odchorowałam nie porażkę ale swój brak asertywności w pracy nad tym projektem.
 

Fetysz: Co daje Pani pisanie książek? Ostatnia, wywiad rzeka z ukochaną przez wszystkich Teresą Lipowską – ukazała się niedawno na rynku. Proszę opowiedzieć o tej współpracy. Czego można się dowiedzieć od takiej kobiety, aktorki jak Pani Teresa?
Ilona Łepkowska: Te rozmowy to był naprawdę miły, fajny czas, myślę, że dla nas obu. Poznałyśmy się bliżej, a książka powstała jakby przy okazji. I chyba naturalność tych rozmów wyczuwają też czytelnicy. Sama nigdy bym nie wpadła na pomysł współtworzenia takiej książki – ale Teresa poprosiła mnie, żebym to zrobiła i uznałam,  że nie powinnam odmawiać, a poza tym byłam ciekawa, bo po pisaniu przez 20 lat seriali lubię robić nowe rzeczy. A od Teresy można się dowiedzieć, jak żyjąc w środowisku artystycznym przez 60 lat można pozostać sobą, mieć zasady i stać mocno nogami na ziemi. 
 

Fetysz: Jakie seriale ogląda, podpatruje Ilona Łepkowska? I jakiego żałuje, że nigdy nie zrobiła, albo już nie zrobi?
Ilona Łepkowska: Polskie po jeden, dwa odcinki z obowiązku. Dla przyjemności “House of Cards” choć ostatnia seria dużo gorsza. Czeski serial “Pustkowie” na HBO. “Ania nie Anna” na Netflixie. “Tudorów” z DVD. “Wikingów” z wnuczką w czasie wakacji. 
 

Fetysz: Na koniec zacznę trochę od początku. Pamiętam Pani pierwszy komentarz pod moim felietonem. To było pod tekstem o książce Beaty Pawlikowskiej i jej wyjścia z niemocy depresji… Tak się poznaliśmy. Depresja to przekleństwo czy może i czasami matka sukcesu?
Ilona Łepkowska: Przekleństwo. Nawet, jeśli częściej dopada wrażliwców, a wrażliwcy lepiej sprawdzają się w zawodach artystycznych. Przekleństwo, bo to jest czarna dziura, z której nie można się wydobyć bez pomocy. Przekleństwo, bo bliscy, nawet najbardziej nas kochający potrafią powiedzieć: no kochanie, ale jesteś taka zdolna, osiągnęłaś zajebisty sukces, masz udaną córkę, oddanego faceta, dom, psa, przyjaciół i warzywnik, o co ci chodzi? Dlaczego mówisz, że nie chce ci się żyć? A ty im bardziej oni się dziwią tym bardziej masz ochotę wjechać rozpędzonym samochodem w drzewo 

 

Polecamy: #FETYSZLIGHT: KATE MOSS X RESERVED, CZYLI NAJLEPSZA SUPERMODELKA I ROLOWANIE

 

 

Rozmawiał: Bartek Fetysz

Zdjęcia: Ilona Łepkowska archiwum

lifestyle

Nicol Pniewska zdradza, że miłością do perfum zaraził ją chłopak – Lattafa Khamrah Waha: „Będzie naszym nowym faworyt”

Opublikowano

w dniu

przez

Warszawska premiera zapachu Lattafa Khamrah Waha okazała się prawdziwym magnesem dla gwiazd, które chętnie opowiadały o swoich perfumeryjnych fascynacjach. Jednym z gości wydarzenia była Nicol Pniewska, która nie ukrywała, że nowa kompozycja arabskiej marki zrobiła na niej ogromne wrażenie. Artystka zdradziła nam też, komu zawdzięcza swoją miłość do perfum i dlaczego nowość od Lattafy ma szansę na stałe zagościć w jej domu.

Miłość do perfum, która zaczęła się od… chłopaka

Dla Nicol Pniewskiej perfumy to nie chwilowa moda, lecz codzienny rytuał – i, jak sama przyznaje, pasja, którą zaraził ją ktoś bardzo bliski. Podczas premiery Lattafa Khamrah Waha influencerka opowiedziała nam o swojej zapachowej historii z rozbrajającą szczerością:

„Bardzo ładny zapach, naprawdę, jest prześliczny. Przez mojego chłopaka pokochałam perfumy i cały czas się czymś psikam, ale mam wrażenie, że to będzie nasz nowy faworyt” – mówiła Nicol Pniewska na premierze Lattafa Khamrah Waha.

Trudno o bardziej wymowny komplement – gdy osoba, która „cały czas się czymś psika”, od razu typuje nowość na numer jeden w swojej kolekcji, znaczy to, że kompozycja naprawdę się wyróżnia. A o wyrazistość i zapadające w pamięć nuty Lattafa dba jak mało która marka.

POLECAMY: Marcin Miller PORÓWNAŁ SIĘ do Skolima. Padły zaskakujące słowa

Jeden flakon, dwie osoby – siła zapachów unisex

W rozmowie z nami wokalistka poruszyła też wątek, który coraz częściej przewija się w dyskusjach o perfumach arabskich – ich uniwersalność. Okazuje się, że w związku Nicol zapachy nie mają przypisanej płci, a flakony krążą między nią a jej nowym partnerem Krystianem zupełnie naturalnie:

„Najczęściej używamy perfum unisex, więc na pewno będziemy się nimi dzielić” – zdradziła gwiazda.

To wyznanie idealnie trafia w charakter najnowszej propozycji LattafyKhamrah Waha powstała bowiem jako kompozycja unisex – równie dobrze układa się na skórze kobiety, jak i mężczyzny, co czyni ją idealnym kandydatem na wspólny, „parowy” zapach. Taki model dzielenia się perfumami to zresztą rosnący trend: zamiast dwóch osobnych półek – jedna wspólna kolekcja, z której każdy czerpie według nastroju.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dorota Wellman stworzy NOWY duet w „Dzień dobry TVN”. Kiedy debiut?

Khamrah Waha – oaza, która elektryzuje

Zapach, który oczarował Nicol Pniewską, to najświeższy rozdział kultowej już serii Khamrah. Słowo „Waha” w języku arabskim oznacza oazę, jednak Lattafa nie poszła tu w stronę sennego, spokojnego obrazka spośród wydm. Marka postawiła na koncept „Electric Oasis” – spotkanie rozgrzanego, pustynnego ciepła z zaskakującym, niemal mroźnym powiewem świeżości. Ten nieoczekiwany kontrast sprawia, że kompozycję trudno porównać do czegokolwiek innego – i jeszcze trudniej o niej zapomnieć.

Gdzie kupić perfumy Lattafa Khamrah Waha?

Nowość jest już dostępna w Polsce – flakon Lattafa Khamrah Waha zamówimy online w sklepie ScentCorner.pl w cenie 159,99 zł, a stacjonarnie znajdziemy go w drogeriach Super-Pharm i Drogerii Natura. Miłośnicy poprzednich odsłon serii – klasycznej Lattafa Khamrah oraz kawowej Lattafa Khamrah Qahwa – kupią je w sieci Hebe.

ProduktGdzie kupić
Lattafa Khamrah Waha (nowość)Super-Pharm, Drogeria Natura, ScentCorner.pl
Lattafa KhamrahHebe
Lattafa Khamrah QahwaHebe

Osoby, które przed zakupem wolą poznać zapach na żywo, mogą odwiedzić wyspy ScentCorner – w warszawskiej Galerii Młociny, w centrum Nowa Stacja w Pruszkowie oraz w poznańskim King Cross. To okazja, by przetestować nie tylko Wahę, ale i szerszy wybór perfum z Dubaju.

Fenomen arabskich perfum trwa w najlepsze

Popularność marki Lattafa Perfumes w Polsce nie bierze się znikąd. Dubajski dom perfumeryjny znalazł przepis na sukces, łącząc bliskowschodnią tradycję zapachową z nowoczesnym charakterem i cenami, które nie wymagają zaciskania pasa. Seria Khamrah – od słodko-korzennego oryginału, przez kawową Qahwę, po elektryzującą Wahę – udowadnia, jak wiele twarzy mogą mieć orientalne nuty. A entuzjastyczne reakcje gwiazd takich jak Nicol Pniewska, która już planuje dzielić nowy flakon ze swoim partnerem, tylko potwierdzają, że moda na perfumy arabskie nad Wisłą nie zamierza słabnąć.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Sebastian Fabijański z mocnym przesłaniem. Fani nie kryją wzruszenia

Fot. Paweł Wrzecion/AKPA

Nicol Pniewska – premiera perfum Lattafa Khamrah Waha

Fot. Paweł Wrzecion/AKPA

Nicol Pniewska – premiera perfum Lattafa Khamrah Waha

Fot. Paweł Wrzecion/AKPA

Nicol Pniewska – premiera perfum Lattafa Khamrah Waha

JS

Kontynuuj czytanie

lifestyle

Kuba Szmajkowski o nowym zapachu Lattafa Khamrah Waha: „Totalnie pasuje do vibe’u PORTO”

Opublikowano

w dniu

przez

Premiera nowej kompozycji Lattafa Khamrah Waha zgromadziła grono gwiazd chętnie dzielących się swoimi zapachowymi upodobaniami. Na evencie pojawił się również Kuba Szmajkowski, który – pytany o pierwsze wrażenie po kontakcie z nowym zapachem – nie krył ciekawości. Artysta zdradził nam, jak na co dzień podchodzi do wyboru perfum oraz dlaczego letni klimat Khamrah Waha świetnie koresponduje z jego najnowszą twórczością.

Kuba Szmajkowski otwarty na nowe zapachy

Wokalista przyznał, że na co dzień sięga po zupełnie inne kompozycje, jednak nowość od Lattafy, czyli Khamrah Waha zwróciła jego uwagę na tyle mocno, że zamierza dać jej szansę poza premierowym wydarzeniem. Taka reakcja to spory komplement dla marki, która stawia na wyraziste, zapadające w pamięć nuty:

„Super, rzeczywiście na co dzień używam nieco innych perfum, ale to jest bardzo ciekawy zapach i myślę, że będę go sobie testował” – mówił Kuba Szmajkowski na premierze Lattafa Khamrah Waha.

Tego rodzaju otwartość na eksperymentowanie z perfumami arabskimi to coś, co coraz częściej deklarują polskie gwiazdy – i co napędza rosnącą popularność perfum znad Zatoki Perskiej.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Ralph Kaminski usłyszał w Krakowie: „Zaraz dostaniesz w pysk”. Co tam się wydarzyło?

Sezonowe podejście do zapachów – lekko latem, ciężej zimą

Szmajkowski zdradził nam też swoją prywatną filozofię doboru perfum, która zmienia się wraz z porami roku. Okazuje się, że artysta traktuje zapach niemal jak element stylizacji dopasowanej do aury za oknem:

„Jak teraz zbliża się lato, to stawiam na takie lżejsze, a jak jest zima to lubię takie cięższe zapachy” – wyjaśnił muzyk.

To podejście pokrywa się z tym, co podpowiadają eksperci od perfum z Dubaju – cięższe, korzenne i głębokie kompozycje świetnie sprawdzają się w chłodniejszych miesiącach, natomiast latem warto sięgać po świeższe, elektryzujące warianty. Dokładnie taką rolę pełni najnowsza Khamrah Waha, łącząca pustynne ciepło z orzeźwiającym chłodem.

Zapach pasujący do vibe’u nowej piosenki

Najciekawszym wątkiem rozmowy okazało się jednak połączenie zapachu z twórczością artysty. Szmajkowski przyznał, że klimat Khamrah Waha doskonale współgra z energią jego najnowszego utworu “PORTO”:

„Taki letni klimat i taki zapach perfum totalnie pasuje do vibe’u mojej piosenki” – podsumował Kuba Szmajkowski.

To spostrzeżenie pokazuje, że dobrze skomponowany zapach potrafi stać się nie tylko osobistym akcentem, ale wręcz częścią artystycznego wizerunku – elementem, który dopełnia muzyczną narrację i buduje spójny, letni klimat wokół premiery.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Sebastian Fabijański długo TO ukrywał. W końcu wyznał prawdę o synu

Khamrah Waha – pustynny żar i lodowaty oddech w jednym flakonie

Kompozycja, która zrobiła wrażenie na Kubie Szmajkowskim, to najnowszy rozdział głośnej serii Khamrah. Nazwa „Waha” oznacza po arabsku oazę, ale Lattafa odeszła tu od obrazu sennego zakątka pośród piasków. Zamiast tego marka proponuje „Electric Oasis” – zderzenie pustynnego ciepła z nieoczekiwanym, mroźnym chłodem, który pobudza zmysły. Ten kontrast sprawia, że zapach trudno zaszufladkować i jeszcze trudniej przejść obok niego obojętnie.

Gdzie kupić perfumy Lattafa Khamrah?

Najnowsza Lattafa Khamrah Waha trafiła już do sprzedaży – można ją zamówić już za 159,99 zł. w sklepie ScentCorner.pl, a także kupić stacjonarnie w sieci Super-Pharm oraz w Drogerii Natura. Fani wcześniejszych odsłon serii sięgną po Lattafa Khamrah i Lattafa Khamrah Qahwa w drogeriach Hebe.

ProduktGdzie kupić
Lattafa Khamrah Waha (nowość)Super-Pharm, Drogeria Natura, ScentCorner.pl
Lattafa KhamrahHebe
Lattafa Khamrah QahwaHebe

Dodatkowo miłośnicy arabskich perfum nie muszą ograniczać się wyłącznie do zakupów online lub w dużych sieciówkach – najnowszą Lattafę Khamrah Waha można powąchać i kupić również stacjonarnie. Markę znajdziecie na wyspach ScentCorner w Galerii Młociny w Warszawie, w centrum Nowa Stacja w Pruszkowie oraz w poznańskim King Cross.

Dlaczego arabskie perfumy podbijają Polskę?

Sukces marki Lattafa Perfumes to nie przypadek. Dom perfumeryjny z Dubaju trafił w gust polskich klientów połączeniem trzech rzeczy: bogatej, bliskowschodniej tradycji zapachowej, nowoczesnego sznytu i cen, które nie odstraszają. Seria Khamrah – od słodko-korzennej klasyki, przez kawową Qahwę, aż po energetyczną Wahę – pokazuje, jak szeroki może być wachlarz orientalnych nut. A entuzjazm takich osób jak Kuba Szmajkowski, otwarcie deklarujący chęć testowania nowych kompozycji, tylko potwierdza, że moda na perfumy arabskie w Polsce ma się znakomicie i szybko nie minie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Maja Chwalińska PRZERWAŁA wywiad. Tego nikt się nie spodziewał

Na zdj.: Kuba Szmajkowski i Grzegorz Dobek, Fot. Paweł Wrzecion/AKPA
Na zdjęciu Kuba Szmajkowski. Fot. Paweł Wrzecion/AKPA
Na zdj.: Kuba Szmajkowski i Grzegorz Dobek, Fot. Paweł Wrzecion/AKPA

JS

fot. Paweł Wrzecion/AKPA

Kontynuuj czytanie

lifestyle

Ola Ciupa szczerze o Khamrah Waha: „Jestem bardzo wymagająca”. Wyznanie gwiazdy na premierze arabskich perfum Lattafa

Opublikowano

w dniu

przez

Premiera Lattafa Khamrah Waha w Warszawie przyciągnęła gwiazdy, które nie kryły emocji. Wśród zaproszonych gości pojawiła się Ola Ciupa – influencerka i osobowość telewizyjna znana z bezkompromisowego podejścia do stylu. Przy kontakcie z nowym zapachem arabskiej marki nie owijała w bawełnę: jest wybredna, wie, czego chce – i Khamrah Waha najwyraźniej zdała jej test.

Gdy perfumy muszą zasłużyć na uwagę

Nie każdy zapach trafia do kolekcji Oli Ciupy. Gwiazda, znana z wyrazistego stylu i bezkompromisowych opinii, już na wstępie postawiła sprawę jasno – jej próg wymagań jest wysoki.

„Ja jestem osobą bardzo wybredną, jeżeli chodzi o zapachy. Jak większość kobiet uwielbiam perfumy, natomiast jestem bardzo wymagająca. Lubię takie, które są nieoczywiste” – przyznała Ola Ciupa podczas premiery Lattafa Khamrah Waha.

To właśnie ta nieoczywistość – kontrast pustynnego ciepła z lodowatą, elektryzującą świeżością – sprawia, że Khamrah Waha wyróżnia się na tle innych orientalnych perfum dostępnych na polskim rynku.

POLECAMY: Tyle ma zarabiać Żurnalista za odcinek „TzG”. Inni mogą pozazdrościć?

Ola Ciupa: ten zapach to strzał w dziesiątkę

Kiedy ktoś tak wymagający jak Ola Ciupa daje perfumom zielone światło, to znaczy, że kompozycja naprawdę broni się sama. I tak właśnie było w przypadku najnowszej odsłony kultowej serii Lattafy.

„Ten zapach to może być strzał w dziesiątkę. Myślę, że większość kobiet uzna go za bardzo atrakcyjny” – stwierdziła gwiazda.

Opinia Ciupy wpisuje się w coraz głośniejszą rozmowę o tym, czego Polki szukają w perfumach – a szukają charakteru, trwałości i kompozycji, które zostają w pamięci długo po wyjściu z pomieszczenia. Dokładnie tego, z czego słyną arabskie perfumy.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Margaret nie wytrzymała po słowach Skolima. Ostro?

Nieoczywiste zapachy – dlaczego orientalne nuty przykuwają uwagę?

Upodobanie Oli Ciupy do zapachów nieoczywistych to klucz do zrozumienia fenomenu perfum arabskich w Polsce. Bliskowschodnie kompozycje nie starają się być dyskretne – są odważne, wielowarstwowe i wyraziste. Baza z oudu, ambry i piżma sprawia, że działają zupełnie inaczej niż lekkie, kwiatowe wody toaletowe znane z europejskich drogerii.

Khamrah Waha idzie o krok dalej – marka Lattafa zdecydowała się tu na kontrast, który w świecie perfumeryjnym zdarza się rzadko. Ciepło pustyni zderzone z nagłym, mroźnym powiewem tworzy kompozycję, którą trudno zaszufladkować. I właśnie dlatego trudno ją zignorować.

Khamrah Waha – elektryczna oaza w nowym wydaniu

Lattafa Khamrah Waha to najnowszy rozdział jednej z najpopularniejszych serii bliskowschodniej marki. Nazwa „Waha” oznacza po arabsku oazę – jednak Lattafa nie serwuje tu sielanki. To „Electric Oasis”, czyli doświadczenie, które pobudza zmysły i nie pozwala przejść obok siebie obojętnie.

Kompozycja w wersji unisex sprawdza się zarówno na skórze kobiety, jak i mężczyzny – i to właśnie jej wszechstronność robiła wrażenie na gościach premiery.

Gdzie kupić perfumy Lattafa Khamrah Waha?

Najnowsza Lattafa Khamrah Waha jest już dostępna w sklepie internetowym ScentCorner.pl w cenie 159,90 zł, a także stacjonarnie w sieci Super-Pharm i Drogerii Natura. Wcześniejsze odsłony serii – Lattafa Khamrah i Lattafa Khamrah Qahwa – znajdziecie w drogeriach Hebe. Markę warto też odwiedzić na wyspach ScentCorner w Galerii Młociny w Warszawie, w centrum Nowa Stacja w Pruszkowie oraz w poznańskim King Cross.

ProduktGdzie kupić
Lattafa Khamrah Waha (nowość)Super-Pharm, Drogeria Natura, ScentCorner.pl
Lattafa KhamrahHebe
Lattafa Khamrah QahwaHebe

Dlaczego arabskie perfumy nie wychodzą z mody?

Entuzjazm takich osób jak Ola Ciupa – znanych z tego, że nie chwalą byle czego – to najlepsza rekomendacja, jaką marka może dostać. Perfumy arabskie zdobyły polskie drogerie i serca Polek dzięki temu, co odróżnia je od europejskich odpowiedników: intensywności, trwałości, głębi i oryginalnym kompozycjom. Lattafa jako marka z Dubaju potrafi to wszystko połączyć z przystępną ceną – i właśnie dlatego kolejne odsłony serii Khamrah są rozchwytywane równie szybko, jak się pojawiają.

POLECAMY: Historyczny ruch w „Tańcu z Gwiazdami”? Tego nie było od lat

JS

fot. Paweł Wrzecion/AKPA

Kontynuuj czytanie

lifestyle

Collistar „Liberating Beauty”: nowa filozofia pielęgnacji ciała

Opublikowano

w dniu

przez

10 czerwca 2026 roku na 27. piętrze Skyworks27 w Warszawie, z widokiem na Pałac Kultury i Nauki, Collistar zaprezentowała nową odsłonę swojej marki. Hasło „Liberating Beauty – piękno, które daje wolność” to nie slogan na jeden sezon. To wyraźna deklaracja: koniec z nierealistycznymi standardami, czas na autentyczność, naturalność i komfort.

Sycylijski sekret w składzie: żywica Manny delle Madonie

Sercem nowej linii jest ekstrakt z żywicy Manny delle Madonie – składnik pozyskiwany wyłącznie z jesionów rosnących w sycylijskim regionie Madonie. Znany ze swoich właściwości nawilżających i regenerujących, połączony został z fitokompleksem z włoskich kwiatów dziewanny – bogatych w polifenole i składniki rozświetlające. Efekt? Skóra odzyskuje naturalny glow, a nie tylko chwilowy połysk.

SUPERSIERO SUBLIME: serum do ciała, które redefiniuje kategorię

Hero produktem nowej linii Collistar jest SUPERSIERO SUBLIME IDRA-ILLUMINANTE RINNOVATORE – ultralekie serum o aksamitnej konsystencji, które działa wielopoziomowo: nawilża, wygładza, optycznie wyrównuje koloryt i nadaje skórze subtelny, elegancki blask.

Już po pierwszej aplikacji skóra wygląda bardziej wypoczęta i świetlista – za ten efekt odpowiadają pigmenty soft-focus, które odbijają światło i wizualnie wygładzają powierzchnię. Formuła nie pozostawia tłustego filmu i wchłania się szybko, więc sprawdza się zarówno rano, jak i wieczorem. To podejście, które dotąd znaliśmy z zaawansowanej pielęgnacji twarzy – teraz przeniesione do body care.

Peeling, żel pod prysznic i pełen rytuał

Nowa linia Collistar to nie tylko serum. TALASSO SUBLIME IDRA-ILLUMINANTE to rozświetlająco-nawilżający peeling scrub łączący korzyści talasoterapii i aromaterapii. Mieszanka soli morskich o zróżnicowanej granulacji delikatnie złuszcza naskórek, a olej jojoba, witamina E i mikrocząsteczki rozświetlające odżywiają go w głąb. Efekt jest widoczny od razu: skóra gładka, ujednolicona, aksamitna.

Do codziennego oczyszczania ciała stworzono TALASSO DOCCIA ILLUMINANTE – satynowy, oleisty żel pod prysznic o subtelnych, czystych nutach zapachowych. Codzienny prysznic zamienia się w rytuał, który nie kończy się tylko na oczyszczeniu.

Sensoryczność jako wartość

Nowa odsłona Collistar wyróżnia się podejściem sensorycznym – produkty zachwycają teksturami (od satynowych oleo-żeli po lekkie sera) i subtelnymi kompozycjami zapachowymi inspirowanymi włoskim stylem życia. Pielęgnacja działa nie tylko na skórę, ale też na zmysły – i to jest świadomy wybór marki, nie przypadkowy dodatek.

Gdzie kupić nowe produkty Collistar?

Nowa linia pielęgnacji ciała Collistar dostępna jest wyłącznie w Perfumeriach Douglas oraz na douglas.pl.

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością