news
„My chcemy walczyć muzyką, nie popularnością. Nie pojechaliśmy do Los Angeles dlatego, że jesteśmy popularni” – wywiad z Łukaszem Drapałą
Dopiero co wrócili z Global Rock Summit, wystąpią na tegorocznym Orange Warsaw Festival, a kilka dni temu pochwalili się, że współpracę podjął z nimi sam Mike Fraser.
Nie, nie jest to zespół amerykański. Nie, członkowie zespołu nie sprzedali swoich organów.
O potędze, a zarazem tragedii jaką są programy talent show, o tym, dlaczego media zamykają się na utalentowanych artystów, o krytyce i wielu innych porozmawiałyśmy z Łukaszem Drapałą, wokalistą zespołu CHEMIA.
Co ci się podoba najbardziej na naszym blogu?
Wywiad ze mną.
To nie było szczere, prawda?
To było bardzo szczere (śmiech). To był jedyny wywiad, który przeczytałem od początku do końca szukając głupot. Poza tym większość wywiadów przeprowadzacie z osobami, których kompletnie nie znam.
Bo ciebie nie kręci polski showbiznes!
Nie chodzi o to, że on mnie nie kręci. Po prostu się w nim nie orientuję. Ja mam taki problem, że ostatnio słucham bardzo mało naszej polskiej muzyki. Radia komercyjne kompletnie mnie nie jarają.
Więc gdzie Ty szukasz muzyki?
Słucham utworów, które podrzucają mi znajomi na facebooku, mailu itd. Bardzo lubię muzykę z lat 90. Może jednak zdarzyć się tak, że poznam za jakiś czas jakieś nowe, fajne zespoły, w których się zakocham.
Zagracie na Orange Warsaw Festival!
Tak! Było to dla nas ogromnym zaskoczeniem!
Nie wiedzieliście, że padnie propozycja, abyście wystąpili na OWF?
Zabiegaliśmy o to, ale ostatecznie i tak było to dla nas zaskoczeniem. Z chłopakami tworzymy bardzo silny menagement naszego zespołu, ponieważ nie mamy oficjalnego menadżera i zajmujemy się wszystkim sami. To my dbamy o wszystkie koncerty, festiwale, między innymi to dlatego udało się nam supportować Guns’nRoses. Orange Warsaw Festival również był atakowany przez nas mailami, ofertami, chociaż zakładaliśmy, że absolutnie nie mamy na to szans…
To ogromne wyróżnienie! Będziecie grać na tej samej scenie co Bring Me The Horizon i Limp Bizkit!
Nie, to oni będą grać na tej samej scenie co my, bo my gramy pierwsi (śmiech). A tak naprawdę, to wielkie wyróżnienie. Mamy nadzieję poznać chłopaków z wymienionych kapel.
Czym jednak jest OWF przy Global Rock Summit…
To taka Warszawa, tylko trochę dalej i bardziej (śmiech). To jest efekt działań The Agency Group, czyli grupy, która z nami współpracuje jako największa agencja koncertowa, gdzie ostatnio przydzielono nam specjalnego agenta. Wcześniej tak się nie działo i dopiero teraz można powiedzieć o bezpośrednim przełożeniu na współpracę. Widocznie materiał zaczął się podobać trochę bardziej i dlatego dostaliśmy taką propozycję. Tak naprawdę ta propozycja zagrania w Hollywood przyszła tak późno, że nie wiedzieliśmy, czy zdążymy to wszystko zorganizować. Nie spodziewaliśmy się, że tak szybko trafimy w ten rejon.
O co chodzi z tą stanikową aferą? Dlaczego chcieliście, żeby na jednym z koncertów fanki rzucały na scenę swoją bieliznę? My też powinnyśmy rzucić?
Tak. Jeśli chodzi o mnie, ja wolę towarzystwo kobiet bez staników, jestem przeciwnikiem staników. Najgorsze jest to, że gdy kobiety rzucają te staniki, to zawsze wszystkie lecą na Wojtka, jeszcze żaden nie poleciał na mnie. Wracając do sytuacji, o którą pytacie. Super Express znalazł teledysk, który istniał już 1,5 roku. Teledysk powstał w fajnych warunkach. Trafiliśmy na wybory Super Natural, gdzie były dziewczyny z całego świata. Później zabrano nas do pewnej chatki pod Koluszkami. Była fajna impreza (śmiech). I po jakimś czasie odkopali ten teledysk i zrobili z Wojtka Cycerona. A pomysł rzucania staników bezpośrednio wyszedł od zespołu V8, a nie od nas. Pomysł zacny.
No ale co się działo z tymi dziewczynami?
Nie powiem.
Aaaaa, skoro nie możesz powiedzieć, to znaczy, że coś się tam działo! Gdyby nic szczególnego się nie działo, to mógłbyś o tym opowiedzieć!
Nie! Odwrotnie! Bo jak okazuje się, że nic nie było, a ja miałbym o tym powiedzieć, to na co ja bym wyszedł? Jaki rock&roll?
Chemia wyznaje w czasie trasy koncertowej sex, drugs and rock&roll ?
Jak najbardziej (śmiech)!
To dlaczego teraz jest tak grzecznie?
No ale my nie możemy ciągle ćpać, czasami musimy robić przerwę!
Niedawno premierę miał wasz teledysk do piosenki Fire. Pokazujecie w nim swój koncert, fanów. Skąd taki pomysł?
Pomysł powstał tuż przed samą imprezą, na której kręcony był teledysk. Chcieliśmy też oszczędzić na operatorach (śmiech).
Ten teledysk jest nagrany telefonami?
Tak, ludzie przygotowali się do tej imprezy, mieli ze sobą telefony, aparaty. Najśmieszniej wyglądało to, jak zaczęliśmy grać Fire i zamiast ludzi widzieliśmy same aparaty. Ogólnie wydaje mi się, że teledysk wyszedł bardzo fajnie i myślę, że impreza będzie powtarzana corocznie
Odkryłyśmy robocze nazwy waszych piosenek. I tym sposobem mamy np. Kupę z Jamajki, Gdy umierają chomiki, Ssij…
Polega to na tym, że zawsze zanim zaczynamy grać próbę, mamy około godzinę na dyskusję na przeróżne tematy i zazwyczaj pojawiają się jakieś niestworzone historie. Np. Kupa z Jamajki dotyczy pewnego gościa z Jamajki, który przyjechał odwiedzić jednego z nas i zastanawialiśmy się, czy spodoba mu się toaleta naszego kolegi… Kiedy my piszemy piosenki, nigdy nie wiemy jak je nazwać, więc dajemy im nazwy robocze i stwierdziliśmy, że Kupa z Jamajki będzie nam się w tym wypadku dobrze kojarzyła.
Dlaczego jeszcze nie zobaczyliśmy was na kanapie u Kuby Wojewódzkiego?
Jeszcze do niego nie zadzwoniliśmy z informacją, że istniejemy. Ja myślę, że najpierw powinniśmy zagrać u niego pod koniec programu, a dopiero później usiąść na kanapie. Musimy sobie najpierw na to zasłużyć. Jak na wszystko.
Ale goście Kuby często nie mają na swoim koncie żadnych wybitnych osiągnięć…
Właśnie wskazałaś na pewien trend, a przede wszystkim tragedie tego, co dzieje się w ówczesnym świecie. Ludzie coraz bardziej lubią nicość. Niestety jest bardzo mało ludzi, którzy potrafią długo pracować i kształcić to, co potrafią robić najlepiej. Były czasy, kiedy człowiek widział swojego idola w kimś, kto pracował ciężko na coś, co mógł po jakimś czasie sobą reprezentować. Wydaje mi się, że dzisiaj wolimy oddawać cześć miernotom, dlatego, że nam jest łatwiej oceniać głupka, bo sami codziennie też zachowujemy się jak miernoty. To jest chore, to jest słabe i wynika z naszego lenistwa, szybkości naszego konsumowania. Co nie znaczy, że nie ma takich osób, które pracują na swój sukces i nie chcą robić kariery na skandalach. Nas na przykład nie interesuje gwiazdorstwo chociaż bardzo łatwo możemy to zrobić. Możemy pójść na jakiś bankiet i przyłożyć komuś ważnemu w ryj, zrobić ustawkę z paparazzi. Ale po co? Chcemy, żeby było o nas głośno dlatego, że wydajemy dobrą płytę, że zaprosili nas do Los Angeles i daliśmy radę. Chcemy być oceniani przez pryzmat naszej twórczości, a nie tego, że mamy spodnie w kanarkowe grochy.
Jesteście często krytykowani?
Pomijając zdrową krytykę, która jest i być musi, bo nie każdemu będziemy się podobać – ludzie często krytykują nas nie znając naszej twórczości, bądź też znając twórczość początkową, kiedy to Chemia szukała swojej drogi. Są media, które piszą o nas tylko źle, są takie, które w ogóle o nas nie piszą. Wydaje mi się, że po części są to media, które nawet nie słyszały tego, co robimy, ale krytykują bo przecież to jest niemożliwe, aby polski zespół odnosił jakikolwiek sukces na arenie międzynarodowej. Osobiście widzę, jak szefowie niektórych portali opiniotwórczych wychodzą z naszych koncertów… Najlepszym przykładem jest koncert z Deep Purple, kiedy to nazajutrz pojawiło się sporo pozytywnych opinii na nasz temat. Niektóre portale, aby nie pisać bzdur zamieściły relację pomijając nas kompletnie. Świetnie. Polski portal, wydawać się mogło wspierający nasz rynek, pisze tylko o gwieździe zagranicznej pomijając „swoich”. Problem nie tyczy się tylko nas oczywiście. Nasze media ciągle robią krzywdę rodzimym wykonawcom, bo to zagraniczne jest lepsze. Żenujące. Na szczęście to coraz mniejszy odsetek frustratów. Zresztą – o pomocy naszych mediów i włodarzy można sporo poczytać w wywiadach u niedoszłych gwiazd talent show.
Ale tak poza marudzeniem, mieliśmy ogromne szczęście spotkać również wspaniałych ludzi reprezentujących naszą branżę. Jest nadzieja, że dzięki nim będzie lepiej i czytelniej.
Uważacie się za najlepszy, polski zespół rockowy?
Jest mnóstwo lepszych zespołów od nas, ale może ludzie o nich nigdy nie usłyszą, bo nikt ich nie będzie wspierał. Biznes w tym kraju polega na czymś zupełnie innym. Wspiera się stare gwiazdy, które są sprawdzone. Gdzieś są jeszcze jakieś „układy”. Dzisiaj promowanie zespołów autentycznych, fajnych i niezależnych jest niebezpieczne, bo jest niedochodowe. Łatwiej jest promować kogoś kto jest ładny, znamy go np. z talent show i kto robi z siebie marionetkę, bo w programie śpiewa covery. Z całym szacunkiem do artystów tam występujących – nie uważam, żeby to była fajna i autentyczna droga do sukcesu.
I właśnie dlatego nie pojawiliście się w żadnym talent show?
Może trafimy kiedyś do jakiegoś programu pod warunkiem, że będziemy grać swoje piosenki. Dzisiaj talent show jest oknem dla wszystkich tych, którzy chcą stać się sławni i trzeba się w jakiś sposób z tym pogodzić. To jest robienie z siebie prostytutek, ale niestety stało się metodą na to, żeby gdzieś wypłynąć. Kiedyś podobnie obrażano się na radio, czy tv w sensie ogólnym.
I zaznaczę – jest różnica między talent show pokazującego artystę w pełnej krasie, jako samodzielnego twórcę, a śpiewającego coś, co mu każą. Ostatnio słyszałem, jak jedna z trenerek w takim programie z oburzeniem wyrzucała uczestniczce, że nie jest jej w stanie okiełznać i nie wie jak to teraz będzie, chyba będzie słabo. Co to w ogóle znaczy? Chore.
Zgadzam się z opinią Dave’a Grohla – idźcie do garażu i grajcie, póki nie będziecie mocni, potem pokażcie to światu. Ale po swojemu, a nie pod dyktando jakiegoś jury.
A nie macie takiego poczucia, że wam już trochę nie wypada pójść do takiego programu? Że jesteście zbyt znani?
A dlaczego? To nie tu leży problem. Na przykład zespół Lemon zbiera na swoich koncertach większą publiczność niż my. I mogłoby się wydawać, że my dostajemy zaproszenia z za granicy, że gramy na świecie, że fajni i znani ludzie pracują z nami, że jesteśmy „poważniejszym” zespołem w sensie globalnym. Prawda jest taka, że nadal spotykamy się z odbiorem ograniczonym. Media nie podłapują póki co naszego tematu, a to od nich wiele zależy. Media, szczególnie te największe blokują nas dość skutecznie. Problem polega na tym, że wszystko dziś kręci się wokół tych talent show. To nie jest fajne.
Macie jakiś pomysł, żeby to zmienić?
Ja myślę, że to, co my robimy jest dobre, wierzę w to, że idziemy w dobrym kierunku. Wprawdzie idziemy wolno, ale tak jak wspomniałem wcześniej, coś, co jest długo wypracowane jest cenniejsze. Z resztą rock&roll polega na tym, że nie jest się gwiazdą sezonową, tylko buduje się legendę, historię. My chcemy to zrobić. Nawiązując jeszcze do talent show. My dostaliśmy zaproszenie do tego typu programu, ale odmówiliśmy. I prawdopodobnie będziemy zawsze odmawiać, ale jestem też pewien, że zawsze, gdzieś tam z tyłu głowy będziemy się zastanawiać, czy zrobiliśmy dobrze, bo może to właśnie byłby strzał w dziesiątkę. Tak zwyczajnie, po ludzku będą targały nami wątpliwości.
My chcemy walczyć muzyką, nie popularnością. Nie pojechaliśmy do Los Angeles dlatego, że jesteśmy popularni, bo nie jesteśmy.
Podczas waszej wizyty w LA zostaliście bardzo docenieni. Czy uważasz, że polskie media podłapią temat i będą się o was chętniej i przychylniej wypowiadać?
Gdzieś tam już się ruszyło. W Pytaniu na Sniadanie otrzymaliśmy obietnicę wsparcia. To bardzo ważne, bo wsparcie to coś, czego potrzebujemy najbardziej. Potrzebujemy mediów i managementów, które zainwestują w nas całych sercem i portfelem (śmiech). My mamy determinację nie do złamania, mamy materiał i mamy doświadczenie. Czy się podobamy? Dajmy ludziom szansę nas posłuchać.
A co, gdyby pojawiła się propozycja nagrania utworu z kimś bardzo znanym, komercyjnym?
To zależałoby od wielu warunków. Od tego, kto pisze muzykę, kto pisze tekst. Na pewno chcielibyśmy być twórcami tego utworu, ale jeśli byłoby to bardzo dobre, to pewnie byśmy się zdecydowali bez problemu. Dla nas główną radością jest tworzenie. Odtwarzanie jest mniej fajne. Nawet jak kiedyś zrobimy cover, to nie będzie to odegrany materiał. Włożymy w to sporo Chemii.
Jak to się stało, że na współpracę z wami zdecydował się Mike Fraser?
Szukaliśmy kogoś z dobrą ręką do rockowej muzy. Z Mikiem poznaliśmy się już kiedyś w Kanadzie i fajnie nam się rozmawiało. Robił wtedy płytę AC/DC piętro nad nami. Ostatnio rozmawiał z nim Marc LaFrance i Mike zgodził się bez wahania. Znał nasz materiał i widocznie przypadł mu do gustu. Zależało nam na kimś z tamtego świata również dlatego, że rock, to jednak muza z tamtego świata. Nawet Jurek Owsiak powiedział mi ostatnio, że to w sumie dobrze, że wszystko drę się po angielsku. Bo to pasuje, jak stwierdził. No i ja się z tym całym sercem zgadzam.
Czym nowa płyta będzie wyróżniać się na tle pozostałych?
Pewnie dla każdego czymś innym. Tradycyjnie ocenę pozostawimy najważniejszemu jurorowi wszech czasów, czyli publiczności. To publiczność ma największą siłę, dlatego dużo gramy i dużo jeździmy. Jeżeli będzie nas, kibiców Chemii dużo, nie będzie na nas bata.
news
Krzysztof Cugowski zdradził wysokość emerytury. Na koncertach zarabia krocie
Krzysztof Cugowski nie ukrywa, że jego emerytura nie należy do wysokich. Były lider Budki Suflera otrzymuje co miesiąc około 1700 zł, ale nie zamierza z tego powodu rezygnować ze sceny. Artysta wciąż regularnie koncertuje, a za jeden występ ma otrzymywać około 80 tys. zł.
Krzysztof Cugowski od lat pozostaje aktywny zawodowo. Choć w 2014 roku rozstał się z Budką Suflera, nie zakończył muzycznej kariery. Nadal występuje przed publicznością, tym razem z zespołem określanym jako Zespół Mistrzów. Jego koncerty odbywają się w ramach trasy „Wiek to tylko liczba”.
Muzyk ma już 76 lat, jednak wciąż nie myśli o przejściu na artystyczną emeryturę. Jak sam podkreśla, dopóki pozwala mu na to zdrowie, zamierza śpiewać. Niewysokie świadczenie z ZUS-u nie jest dla niego powodem do narzekania, ponieważ główne dochody zapewnia mu działalność koncertowa.
POLECAMY: Budka Suflera ma nowego wokalistę. Cugowski oburzony: Demolowanie legendy
Krzysztof Cugowski dostaje 1700 zł emerytury
Krzysztof Cugowski nie ukrywa, że wysokość jego emerytury może zaskakiwać. Były lider Budki Suflera co miesiąc otrzymuje około 1700 zł. Artysta tłumaczył, że na wysokość świadczenia wpływ miała jego kariera rozpoczęta jeszcze w czasach PRL-u. W tamtym okresie zasady odprowadzania składek wyglądały inaczej niż obecnie, co dziś przekłada się na wysokość jego emerytalnych wpływów. Muzyk nie przedstawia jednak swojej sytuacji jako powodu do narzekania. Wręcz przeciwnie, podkreśla, że nie zamierza skupiać się na kwocie przelewanej przez ZUS. Krzysztof Cugowski wciąż jest aktywny zawodowo, regularnie pojawia się na scenie i czerpie dochody z koncertów. To właśnie dalsza praca pozwala mu zachować finansową niezależność.
W rozmowie z „Faktem” artysta zaznaczył, że dopóki zdrowie mu na to pozwala, nie zamierza rezygnować ze śpiewania. Nie ukrywa, że muzyka nadal jest dla niego nie tylko źródłem utrzymania, ale przede wszystkim ważną częścią życia.
Mam jednak tyle, ile mam, i dopóki dopisuje mi zdrowie i pracuję, wysokość tej emerytury w ogóle mnie nie interesuje. Mam z czego żyć i zgrzeszyłbym, gdybym miał pretensje. Zamierzam śpiewać do śmierci — powiedział „Faktowi”.
Dla niego znacznie większe znaczenie ma możliwość dalszego wykonywania zawodu. Dzięki koncertom pozostaje aktywny, spotyka się z publicznością i nadal może zarabiać na swojej wieloletniej pasji. Choć kwota 1700 zł miesięcznie nie jest wysoka, piosenkarz nie sprawia wrażenia osoby, która zamierza z tego powodu ograniczyć swoją działalność. Jego podejście jest jasne: skoro nadal może pracować i ma zaplanowane występy, wysokość emerytury nie stanowi dla niego najważniejszego problemu.
POLECAMY: Krzysztof Cugowski: “Pewien jołop to w taką opinię wykuł…” O czym mówi wokalista “Budki Suflera”?
Tyle Krzysztof Cugowski może zarobić do końca roku
Choć emerytura Krzysztofa Cugowskiego nie należy do wysokich, artysta wciąż pozostaje aktywny zawodowo. Były lider Budki Suflera regularnie pojawia się na scenie i koncertuje z zespołem Mistrzów. Według informacji „Faktu” za jeden występ może otrzymywać około 80 tys. zł. Trzeba jednak pamiętać, że jest to kwota dotycząca całego koncertowego wynagrodzenia, a niekoniecznie pieniędzy, które trafiają bezpośrednio do kieszeni muzyka. Z takiej stawki trzeba bowiem pokryć między innymi koszty organizacyjne, techniczne oraz wynagrodzenia współpracowników.Z zapowiedzi koncertowych wynika, że Krzysztof Cugowski ma jeszcze przed sobą kilkanaście występów. „Fakt” informował o 18 zaplanowanych koncertach, co przy podanej stawce dawałoby łącznie około 1,4 mln zł przychodu brutto. To jedynie szacunkowe wyliczenie, ponieważ ostateczna kwota może zależeć od warunków poszczególnych umów, kosztów tras oraz liczby osób zaangażowanych w realizację wydarzeń.
Sam wokalista nie ukrywa, że mimo upływu lat nie zamierza rezygnować ze śpiewania. W rozmowie z „Faktem” podkreślił, że najważniejsze pozostają dla niego zdrowie, możliwość pracy oraz kontakt z publicznością. Jak zaznaczył:
Mam jednak tyle, ile mam, i dopóki dopisuje mi zdrowie i pracuję, wysokość tej emerytury w ogóle mnie nie interesuje. Mam z czego żyć i zgrzeszyłbym, gdybym miał pretensje. Zamierzam śpiewać do śmierci.
Artysta konsekwentnie pokazuje więc, że emerytura jest dla niego jedynie dodatkiem, a nie głównym źródłem utrzymania. Największe znaczenie ma nadal działalność artystyczna, koncerty i wieloletnia więź z publicznością. Jego przykład pokazuje również, że dla doświadczonych muzyków scena może pozostać ważną częścią życia zawodowego nawet wiele lat po rozpoczęciu kariery.





news
Andziaks zarobiła fortunę na YouTubie. Luka zdradził, ile dokładnie
Andziaks od lat pokazuje w internecie luksusowe życie, podróże i zakupy z najdroższych butików. Teraz wyszło na jaw, ile influencerka zarobiła w 2024 roku z samych wyświetleń na YouTubie. Wszystko ujawnił jej mąż Luka, czym wyraźnie zaskoczył celebrytkę.
Angelika Trochonowicz, znana w sieci jako Andziaks, od dawna należy do grona najbardziej rozpoznawalnych polskich influencerek. Jej kanał wypełniają materiały dotyczące codziennego życia, rodzinnych chwil, luksusowych wyjazdów i zakupów. Popularność w internecie przełożyła się nie tylko na rozpoznawalność, lecz także na bardzo konkretne wpływy finansowe.
O zarobkach youtuberki zrobiło się głośno przy okazji premiery dokumentalnego serialu „Girls of Warsaw” platformy Amazon Prime. Produkcja pokazuje kulisy życia popularnych influencerek, a jedną z jej bohaterek jest właśnie Andziaks. Widzowie mogli zobaczyć między innymi scenę, w której Luka bez większego zastanowienia mówi o dochodach swojej żony.
POLECAMY: Andziaks i Luka przekazali radosne wieści. Posypały się gratulacje
Luka zdradził, ile Andziaks zarobiła na YouTubie
W jednym z fragmentów programu mąż Andziaks ujawnił, że w 2024 roku influencerka zarobiła z samych wyświetleń na YouTubie aż dwa miliony złotych. Kwota nie obejmuje innych źródeł dochodu, takich jak współprace reklamowe, kontrakty sponsorskie czy działalność związana z własną marką.
Informacja szybko stała się jednym z najgłośniej komentowanych momentów przedpremierowych pokazów.
Nic więc dziwnego, że podczas premiery serialu reporterzy zapytali Andziaks, co sądzi o tak szczerym podejściu męża do kwestii jej finansów. Influencerka przyznała, że początkowo nie była zachwycona tym, że Luka tak otwarcie opowiedział o jej zarobkach. Jak tłumaczyła, sama nie planowała dzielić się z widzami tak szczegółowymi informacjami.
Na początku nie rozumiałam, po co on w ogóle o tym powiedział. A on mówi: „A co to ci za różnica, przecież to i tak nie są wszystkie twoje zarobki, więc możesz powiedzieć. To fajnie, żeby widz wiedział” — wyznała Andziaks.
Dodała również, że nie jest przekonana, czy publiczność rzeczywiście powinna znać wysokość części jej dochodów. Ostatecznie jednak informacja trafiła do szerszej grupy odbiorców, a sama influencerka musiała zmierzyć się z zainteresowaniem dotyczącym jej finansów.
POLECAMY: Roxie Węgiel świętowała z Andziaks i Luką. Tak wyglądał chrzest małego Franco [FOTO]
Andziaks zarabia jeszcze więcej
Dwa miliony złotych z wyświetleń robią wrażenie, ale nie jest to maksymalny poziom jej zarobków. Influencerka podkreśliła, że wskazana kwota dotyczy wyłącznie jednego źródła dochodu i nie uwzględnia pozostałych aktywności zawodowych. Zapytana o swoje finanse, zareagowała dość swobodnie. Określiła je jako „miłe i przyjemne”, a następnie zasugerowała, że w kolejnych latach jej sytuacja jeszcze się poprawiła.
Andziaks przyznała, że obecnie obserwuje u siebie „tendencję bardzo wzrostową”. Oznacza to, że jej dochody nie zatrzymały się na poziomie z 2024 roku, lecz nadal rosną.
Tendencja bardzo wzrostowa — podsumowała, odnosząc się do swoich aktualnych zarobków.
Influencerka nie zdradziła jednak dokładnej kwoty, którą obecnie osiąga.
Zaznaczyła za to, że dwa miliony złotych z samego YouTube’a nie stanowią całości jej przychodów. Do tego dochodzą między innymi współprace komercyjne oraz inne projekty realizowane poza platformą. Mimo rozmowy o dużych pieniądzach Andziaks starała się zachować umiarkowany ton. Zamiast skupiać się wyłącznie na kwotach, podkreśliła, że docenia swoją obecną sytuację i możliwości, które udało jej się wypracować dzięki działalności w internecie.
Kim jest Andziaks?
Andziaks, a właściwie Angelika Trochonowicz, z domu Zając, to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich influencerek. Urodziła się 10 listopada 1996 roku. Popularność zdobyła dzięki działalności w internecie, przede wszystkim na YouTubie i Instagramie, gdzie od lat pokazuje swoje życie prywatne, rodzinę, podróże, zakupy oraz codzienność w luksusowym wydaniu.
Swoją przygodę z internetem rozpoczęła jeszcze jako nastolatka. Początkowo publikowała materiały związane z modą, urodą i codziennym życiem. Z czasem jej kanały zaczęły przyciągać coraz większą liczbę odbiorców, a Andziaks stała się pełnoprawną celebrytką. Jej widzowie śledzą nie tylko przygotowywane przez nią filmy, lecz także relacje z wakacji, rodzinnych wydarzeń i zakupów. Influencerka zbudowała swoją markę na pokazywaniu życia w bardzo osobisty sposób. W jej materiałach pojawiają się zarówno momenty związane z macierzyństwem, jak i kosztowne podróże, designerskie dodatki czy zakupy w luksusowych butikach. Dzięki dużej popularności Andziaks współpracuje z markami i rozwija własne projekty biznesowe.
Andziaks od lat jest związana z Luką, którego widzowie znają jako jej męża i częstego bohatera publikowanych materiałów. Para chętnie pokazuje wspólne życie w mediach społecznościowych. W ich nagraniach pojawiają się rozmowy o codzienności, wychowywaniu dzieci, podróżach oraz prowadzeniu wspólnego biznesu. Andziaks i Luka są rodzicami dwojga dzieci. Ich starszą córką jest Charlotte, która przyszła na świat w 2020 roku. Dziewczynka ma obecnie około czterech lat i często pojawia się w rodzinnych publikacjach influencerki. Para doczekała się również syna, urodzonego 7 stycznia 2026 roku, który nosi imię Franco.




news
Marta Nawrocka powiedziała, na co przeznacza pieniądze Karola Nawrockiego
Marta Nawrocka w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim uchyliła rąbka tajemnicy na temat codziennego życia swojej rodziny. Pierwsza dama opowiedziała, jak wygląda zarządzanie pieniędzmi w jej małżeństwie z Karolem Nawrockim. Zdradziła również, co daje jej poczucie finansowego bezpieczeństwa po przejściu na emeryturę.
Marta Nawrocka wzięła udział w obszernym wywiadzie, w którym nie zabrakło pytań dotyczących zarówno życia publicznego, jak i prywatnej sfery jej codzienności. Bogdan Rymanowski poruszył między innymi temat funkcjonowania rodziny prezydenckiej, domowych obowiązków oraz pieniędzy. Jedno z pytań dotyczyło tego, kto w domu Nawrockich zajmuje się finansami. Choć małżonkowie mają wspólny budżet i nie wydzielają sobie pieniędzy, to właśnie ona odpowiada za opłacanie rachunków i bieżące gospodarowanie środkami.
Rozmowa zeszła również na temat zawodowej przeszłości Marty Nawrockiej. Zanim jej mąż objął urząd prezydenta, przez 18 lat pracowała w służbach celno-skarbowych. Na emeryturę przeszła w związku ze zmianą sytuacji rodzinnej i nowymi obowiązkami wynikającymi z pełnienia przez Karola Nawrockiego funkcji głowy państwa.
POLECAMY: Marta Nawrocka komentuje aferę ze Skolimem. Jej słowa mogą zaskoczyć
Marta Nawrocka zdradziła, kto zarządza pieniędzmi w domu
Bogdan Rymanowski zapytał Martę Nawrocką wprost, kto w jej małżeństwie odpowiada za domowy budżet. Pierwsza dama nie próbowała unikać odpowiedzi. Z jej słów wynika, że w rodzinie obowiązuje wspólnota finansowa, jednak za codzienną organizację wydatków odpowiada przede wszystkim ona.
Ja trzymam kasę. Mamy wspólne pieniądze, nikt nikomu nie wydziela, ale rachunki ja płacę, ja obracam tymi pieniążkami / powiedziała.
Nie oznacza to jednak, że oboje zajmują się dokładnie tymi samymi obowiązkami. To pierwsza dama pilnuje rachunków, kontroluje wydatki i decyduje o tym, na co w danym momencie przeznaczane są pieniądze.
Prowadzący postanowił dopytać, czy zdarza się, że Karol Nawrocki prosi żonę o pieniądze. Marta Nawrocka przyznała, że takie sytuacje rzeczywiście miały miejsce.
Tak się zdarzało. (…) Rachunki ja płacę, ja obracam tymi pieniążkami — dodała.
Jej odpowiedź sugeruje, że w domu Nawrockich funkcjonuje dość tradycyjny podział obowiązków związanych z finansami. Wspólne środki pozostają do dyspozycji obojga małżonków, ale jedna osoba zajmuje się ich praktycznym rozplanowaniem. W tym przypadku jest nią Marta Nawrocka.
Pierwsza dama o emeryturze
W dalszej części rozmowy pojawił się temat wynagrodzenia dla pierwszej damy. Małżonka prezydenta nie otrzymuje pensji za sam fakt pełnienia funkcji reprezentacyjnej. W przeszłości pierwsze damy nie miały również zagwarantowanego ubezpieczenia zdrowotnego związanego z wykonywaniem tej roli. Marta Nawrocka zaznaczyła, że pytanie o ewentualne wynagrodzenie dla pierwszej damy nie jest bezpośrednio skierowane do niej. Jednocześnie wyjaśniła, że jej sytuacja różni się od sytuacji kobiet, które wcześniej pełniły tę funkcję.
To nie jest pytanie do mnie. Nigdy pierwsza dama nie miała pensji, wcześniej nie miały też ubezpieczenia. Ja mam. Jestem w tak komfortowej sytuacji, że jestem emerytką, więc mam wynagrodzenie — stwierdziła.
Marta Nawrocka przez wiele lat była aktywna zawodowo. Przez 18 lat pracowała w Służbie Celnej oraz Krajowej Administracji Skarbowej. Dzięki temu po zakończeniu pracy zawodowej uzyskała prawo do świadczenia emerytalnego.
W rozmowie podkreśliła więc, że jej poczucie bezpieczeństwa finansowego nie wynika z wynagrodzenia za pełnienie funkcji pierwszej damy. Jest ono związane przede wszystkim z wcześniejszą pracą i emeryturą, którą obecnie otrzymuje.
Temat pieniędzy w rodzinie prezydenckiej może budzić zainteresowanie, ponieważ życie Marty i Karola Nawrockich od momentu objęcia urzędu przez prezydenta znajduje się w centrum uwagi opinii publicznej. Tym razem pierwsza dama opowiedziała jednak nie o wielkich decyzjach czy oficjalnych obowiązkach, lecz o zwyczajnych sprawach — płaceniu rachunków, zarządzaniu domowym budżetem i finansowym zapleczu rodziny.
Autorka:Klaudia Smyk
POLECAMY: Piotr Mróz o Nawrockim: „To dobry prezydent”. Podzielacie jego zdanie?




news
Ida Nowakowska jako Cher w „TTBZ ”. Reakcja Gąsowskiego może zaskoczyć [WIDEO]
W trzecim odcinku „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” uczestnicy ponownie zmierzą się z wymagającymi metamorfozami. Jedna z gwiazd już wzbudziła ogromne zainteresowanie przed emisją, a widzowie zobaczą kolejne wcielenia największych światowych i polskich artystów. Kto tym razem zachwyci jurorów i publiczność? Dowiedz się więcej!
W ubiegłym tygodniu widzowie zobaczyli drugi odcinek „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”. Zwycięzcą został 20-letni Marcin Maciejczak, który wcielił się w Korę i wykonał utwór „O! Nie rób tyle hałasu” z repertuaru zespołu Maanam. Jego występ spotkał się z ogromnym entuzjazmem jurorów, a szczególnego zachwytu nie kryła Justyna Steczkowska.
“Szał! Wyglądasz, jak młoda Kora, ale widać, że poświęciłeś bardzo dużo czasu na to, żeby wcielić się w jej postać. To znaczy, każdy twój ruch, głos, który zrobiłeś prawie 1:1, ale też cała aparycja i energia tej fantastycznej wokalistki. Bardzo się postarałeś, naprawdę trzeba przyznać, że to kawał dobrej roboty. Bardzo ci gratuluję, bo to było coś” – mówiła.
Za zwycięstwo Marcin Maciejczak otrzymał 15 tysięcy złotych. Artysta przekazał wygraną na rzecz Fundacji Itaka – Centrum Ludzi Zaginionych.
POLECAMY: „Taniec z Gwiazdami” bez Sykut-Jeżyny i Ibisza? Te wieści mogą zaskoczyć
Ida Nowakowska zaskoczy wcieleniem w Cher? [WIDEO]
W trzecim odcinku czeka nas kolejna porcja wymagających wcieleń. Marcin Maciejczak tym razem zmierzy się z postacią Damiano Davida, Rafał Brzozowski wcieli się w Pink, a Bryska spróbuje swoich sił jako Taylor Swift. Gabriel Fleszar zaprezentuje się jako Maggie Reilly, Ula Milewska wcieli się w Piotra Kupichę, Maria Sadowska zmierzy się z repertuarem Ewy Demarczyk, a Marcin Miller stanie przed zadaniem odwzorowania Kenny’ego Logginsa.
Szczególne emocje może wzbudzić jednak występ Idy, która ponownie otrzymała możliwość zmierzenia się z jedną z dwóch zaproponowanych gwiazd. W ramach zasady „masz wybór” uczestnik może dostać dwie propozycje i sam zdecydować, w kogo chce się wcielić. Z jednej strony jest to dodatkowa możliwość wpływania na swoją metamorfozę, z drugiej – decyzja pomiędzy dwiema wymagającymi postaciami może okazać się prawdziwym wyzwaniem.
W przypadku Idy w poprzednim losowaniu pojawiły się dwie wielkie gwiazdy – Shakira i Cher. Uczestniczka nie ukrywała, że marzy jej się pełna energii, taneczna metamorfoza w Shakirę. Ostatecznie musiała jednak zdecydować, czy wybrać właśnie ją, czy postawić na znacznie bardziej wymagające wcielenie w Cher.
Ostatecznie Ida zmierzyła się z utworem „Welcome to Burlesque”. Jej zadaniem było nie tylko zaśpiewanie piosenki, ale również oddanie charakterystycznego klimatu całego występu i stworzenie na scenie prawdziwego burleskowego show. Metamorfoza wymagała od niej pracy zarówno nad wokalem, jak i ruchem oraz sceniczną osobowością.
Występ Idy zrobił ogromne wrażenie na Piotrze Gąsowskim. Juror nie ukrywał emocji po zakończeniu wykonania i zdecydował się na wyjątkową reakcję.
“Byłaś fantastyczna, Ida! To mnie rozłożyło na łopatki, dlatego specjalnie chciałem cię zaskoczyć i nie wstawać po wykonaniu. Teraz za to stoję, klaszczę i się wzruszam. Jesteś fantastyczna, dziękuję bardzo” – zachwycał się Piotr Gąsowski.
Trzeci odcinek „Twoja Twarz Brzmi Znajomo” zapowiada się więc wyjątkowo różnorodnie. Na scenie pojawią się zarówno światowe gwiazdy, jak i polscy artyści, a uczestnicy po raz kolejny będą musieli udowodnić, że potrafią całkowicie zatracić się w swoich metamorfozach. Czy kolejny odcinek ponownie przyniesie niespodziewanego zwycięzcę? Odpowiedź widzowie poznają już w piątek o 19:55 w Polsacie.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Julia Suryś trafiła do lekarza po „Tańcu z gwiazdami”. Co z jej dalszym udziałem?
Lubicie oglądać “Twoja Twarz Brzmi Znajomo”? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!









Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
news2 dni temuKrzysztof Kwiatkowski długo ukrywał ukochaną. Jego partnerka to znana wokalistka
-
news4 dni temu„M jak miłość” żegna kolejne gwiazdy. Znane nazwiska odchodzą z serialu
-
showbiz3 dni temuZrezygnował z „Tańca z Gwiazdami”. Teraz przerwał milczenie
-
showbiz4 dni temuFilip Gurłacz PSIOCZY na „Taniec z Gwiazdami”. W tle Kaczorowska
-
showbiz3 dni temuKto odpadł z „Tańca z Gwiazdami”? Widzowie w szoku
-
news2 dni temuNowa czołówka „Na Wspólnej” wywołała burzę. Podoba się Wam?
-
news3 dni temuAndziaks i Luka przekazali radosne wieści. Posypały się gratulacje
-
news3 dni temuSyn Gąsowskiego wystąpił w „The Voice of Poland”. Nagle podzielił się smutną historią

Dodaj komentarz