Śledź nas

news

Damian Michałowski bez Pauliny Krupińskiej w “Dzień dobry TVN”? Niecodzienny duet przywitał widzów

Opublikowano

w dniu

Programy śniadaniowe od lat są porannym rytuałem milionów Polaków, ale nawet w tak stabilnej formule potrafią zaskoczyć. Widzowie „Dzień dobry TVN” znów przecierali oczy ze zdumienia, gdy na kanapie pojawił się nieoczekiwany duet. Co naprawdę stoi za tymi zmianami i dlaczego atmosfera w studiu była wyjątkowo „świąteczna”? Dowiedz się więcej!

Programy śniadaniowe od lat przyciągają widzów jak magnes, a ich prowadzący stają się niemal domownikami, towarzysząc Polakom podczas porannej kawy i pierwszych obowiązków dnia. Wśród nich niekwestionowanym liderem pozostaje „Dzień dobry TVN”, który tej jesieni świętował imponujące 20-lecie istnienia. Przez dwie dekady program zbudował silną więź z widzami, a jego sukces opiera się nie tylko na tematach, ale przede wszystkim na charyzmatycznych prowadzących i ich wzajemnej chemii na ekranie.

Choć skład prowadzących wydaje się stały, od czasu do czasu dochodzi do zmian wynikających z urlopów, innych zobowiązań zawodowych czy nowych projektów gwiazd TVN. Tak było również w ostatnich dniach, gdy Damian Michałowski nie pojawił się na antenie u boku Pauliny Krupińskiej-Karpiel, z którą na co dzień tworzy jeden z najbardziej lubianych duetów programu. Zamiast tego widzowie zobaczyli go w towarzystwie Marcina Prokopa, doskonale znanego z wieloletniej współpracy z Dorotą Wellman.

To jednak nie koniec zaskoczeń. We wtorkowy poranek widzowie ponownie byli świadkami nieoczekiwanej zmiany – obok Damiana Michałowskiego znów zabrakło Pauliny Krupińskiej-Karpiel, a jej miejsce zajął Krzysztof Skórzyński, który na co dzień prowadzi program razem z Ewą Drzyzgą. Taki zestaw prowadzących od razu wywołał lawinę komentarzy w mediach społecznościowych, bo widzowie przyzwyczajeni są do konkretnych par.

Nieobecność Pauliny Krupińskiej-Karpiel ma jednak bardzo konkretne powody. Właśnie ruszają nagrania do nowej edycji „Mam Talent”, gdzie modelka i prezenterka pełnić będzie funkcję prowadzącej. Niedawno oficjalnie ogłoszono, że to właśnie ona zastąpi Agnieszkę Woźniak-Starak, pojawiając się u boku Jana Pirowskiego. To ogromny krok w jej karierze i jednocześnie wyzwanie, które wymaga pełnego zaangażowania.

Wtorkowe wydanie „Dzień dobry TVN” rozpoczęło się w wyjątkowo luźnej, świątecznej atmosferze. Widzów powitali Damian Michałowski i Krzysztof Skórzyński, którzy od pierwszych sekund postawili na humor i dystans.

Dzień dobry, kłaniamy się Państwu bardzo nisko w tym świątecznym zestawieniu – powiedział Damian Michałowski.

Już po chwili zdradził, że redakcja programu dzień wcześniej świętowała tradycyjnego „śledzika”.

Proszę sobie wyobrazić, że wczoraj w TVN-ie mieliśmy Wigilię służbową, więc sami Państwo rozumieją – dodał Michałowski.

Chwilę później Skórzyński dorzucił żart, który szybko podchwycili internauci.

Damian nie śpi, bo od wczoraj trzyma dziadka do orzechów – zażartował Skórzyński.

Warto przypomnieć, że „Dzień dobry TVN” prowadzone jest przez kilka stałych duetów, które widzowie doskonale znają i cenią. Na ekranie regularnie pojawiają się: Dorota Wellman i Marcin Prokop, Paulina Krupińska-Karpiel i Damian Michałowski, Ewa Drzyzga i Krzysztof Skórzyński oraz Sandra Hajduk-Popińska i Maciej Dowbor. To właśnie różnorodność osobowości sprawia, że program nie nudzi się nawet po tylu latach emisji.

Choć czasami między duetami dochodzi do modyfikacji, widzowie rzadko narzekają. Wręcz przeciwnie – wielu z nich chętnie ogląda swoich ulubionych prowadzących w nieoczywistych zestawieniach, bo daje to świeżość i pozwala odkryć nowe relacje między prezenterami. Właśnie takie poranki, pełne niespodzianek i spontanicznych żartów, budują wyjątkowy klimat programu.

POLECAMY: Daniel Martyniuk nie ma dość afer? Wraca do hotelowej awantury i przy okazji obraża wiele osób

Czy będzie emisja “Dzień dobry TVN” w święta?

„Dzień dobry TVN” nie zamierza również zostawiać widzów samych w okresie świąteczno-noworocznym. Program będzie emitowany przez cały ten czas, pozostając wiernym towarzyszem poranków dla tysięcy rodzin. Ramówka prezentuje się następująco:

  • Wigilia: od 7:45 do 11:25.
  • Pierwszy i drugi dzień świąt: od 8:00 do 11:25.
  • Sylwester: od 7:45 do 11:25.
  • Nowy Rok: od 8:00 do 11:10.
  • 6 stycznia, Trzech Króli: od 7:45 do 11:15.

Dla wielu widzów śniadaniówka to coś więcej niż program telewizyjny – to stały element dnia, który daje poczucie normalności, nawet w świątecznym chaosie. Niezależnie od tego, kto akurat zasiada na kanapie, „Dzień dobry TVN” wciąż pozostaje jednym z najważniejszych porannych towarzyszy Polaków, a rotacje wśród prowadzących tylko podsycają zainteresowanie i rozmowy przed ekranami.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: TYLKO U NAS: Premiera trzeciej serii “Królowa przetrwania” pod znakiem zapytania? Ujawniamy kulisy startu

Którą parę w “Dzień dobry TVN” lubicie oglądać najczęściej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem oraz na Instagramie, Facebooku i TikToku!

Damian Michałowski i Krzysztof Skórzyński (fot. screen Player.pl) – 16 grudnia 2025
Damian Michałowski i Krzysztof Skórzyński (fot. screen Player.pl) – 16 grudnia 2025
Damian Michałowski (fot. screen Player.pl) – 16 grudnia 2025
Ewa Drzyzga i Krzysztof Skórzyński (zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)
Paulina Krupińska-Karpiel i Damian Michałowski (zdjęcie prasowe TVN Warner Bros Discovery)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

2 komentarze

1 komentarz

  1. India

    16 grudnia 2025 at 14:46

    Dzisiejszy męski duet był super fajny, ale świetnie odbieram duet Ewy i Krzysztofa!!!

  2. Anonim

    16 grudnia 2025 at 11:19

    Super duet. Chce się oglądać. Wnoszą tyle radości i uśmiechu, czego nam brakuje. Dziękuję Wam. Radosnych Świąt.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

news

Łatwogang zebrał 12 MILIONÓW dla 8-letniego Maksia. Tak wyglądały kulisy

Opublikowano

w dniu

przez

To miała być kolejna internetowa akcja charytatywna, ale bardzo szybko zamieniła się w wydarzenie, którym żyły tysiące ludzi w całym kraju. Łatwogang ponownie udowodnił, jak ogromną siłę mają media społecznościowe i internetowa społeczność. Tym razem influencer postawił sobie cel, który wielu wydawał się wręcz nierealny. Dowiedz się więcej o efektach końcowych!

Łatwogang jeszcze kilka tygodni temu zapowiadał, że zamierza zniknąć z internetu i zrobić sobie dłuższą przerwę od mediów społecznościowych. Po gigantycznym sukcesie poprzedniej zbiórki wielu fanów wierzyło, że rzeczywiście na chwilę odetnie się od sieci i odpocznie po ogromnym emocjonalnym wysiłku. Stało się jednak zupełnie inaczej.

23-letni influencer bardzo szybko wrócił z nowym pomysłem, który od pierwszych godzin przyciągnął gigantyczne zainteresowanie internautów. Tym razem Piotr Hancke, bo tak naprawdę nazywa się Łatwogang, postanowił wsiąść na rower i przejechać niemal całą Polskę, by pomóc choremu chłopcu. Akcja błyskawicznie zaczęła rozchodzić się po internecie.

Celem zbiórki była pomoc dla 8-letniego Maksia Tockiego, który choruje na dystrofię mięśniową Duchenne’a. To niezwykle ciężka choroba genetyczna prowadząca do stopniowego zaniku mięśni i pogarszania się stanu zdrowia dziecka. Szansą dla chłopca jest bardzo kosztowna terapia genowa w Stanach Zjednoczonych, której koszt wynosi aż 12 milionów złotych.

Właśnie tę astronomiczną kwotę postanowił zebrać Łatwogang. Influencer wystartował z Zakopanego i ruszył rowerem w stronę Gdańska. Cała trasa liczyła około 700 kilometrów i od początku była ogromnym wyzwaniem fizycznym oraz psychicznym. Internauci niemal bez przerwy śledzili transmisję na żywo, dopingując influencera w mediach społecznościowych.

„W dużym skrócie postanowiłem, że chcę przejechać całą Polskę na raz rowerem i to wszystko odbędzie się na żywo. Ale to nie koniec, ponieważ podczas całej transmisji będziemy zbierać pieniądze dla Maksa. Maks jest to 8-letni chłopak, którego dotknęła choroba, która powoduje zanik mięśni w jego organizmie. Na leczenie Maksa jest potrzebne aż 12 mln zł” – zapowiadał kilka dni temu.

Z każdą kolejną godziną akcja robiła się coraz większa. Na trasie zaczęły pojawiać się tłumy kibiców, którzy wspierali influencera okrzykami, transparentami i wspólną jazdą na rowerach. W wielu miejscowościach ludzie wychodzili z domów tylko po to, by choć przez chwilę zobaczyć przejeżdżającego Łatwoganga i okazać wsparcie całej akcji.

W sieci pojawiały się dziesiątki nagrań pokazujących skalę zainteresowania zbiórką. Internauci publikowali filmy, zdjęcia i relacje z przejazdu influencera przez kolejne miasta. Wiele osób pisało, że dawno żadna akcja internetowa nie zjednoczyła ludzi w tak ogromnym stopniu. Dla wielu widzów był to kolejny dowód na to, że internet może mieć ogromną siłę także w pomaganiu.

Nie brakowało jednak bardzo trudnych momentów. Podczas nocnej jazdy stan zdrowia influencera zaczął budzić niepokój zarówno ekipy, jak i widzów oglądających transmisję. Łatwogang zaczął skarżyć się na problemy z oddychaniem, ogromne zmęczenie i złe samopoczucie. W pewnym momencie musiał nawet zejść z roweru.

“Chwile po 2:30 w nocy Łatwogangowi zrobiło się lekko niedobrze na rowerze. Jak mówi, ciężko brało mu się oddech, więc zsiadł z roweru i przez dłuższą chwilę go prowadził. W trakcie pieszej wędrówki zmierzył sobie tętno, które wyszło bardzo dobrze. Po godzinie 3:00 Łatwogang powiedział, że jest już w porządku, ale ludzie zarówno towarzyszący mu, jak i oglądający transmisję zaczęli się o niego martwić” – przekazał na Facebooku Jakub Charchalis.

POLECAMY: Anna Karwan nie wytrzymała na scenie. Nagle zalała się łzami [RELACJA]

Łatwogang zabrał 12 milionów dla 8-letniego Maksia!

Jeszcze wcześniej influencer zapowiadał, że jeśli przed dotarciem do celu uda się zebrać pełne 12 milionów złotych, podejmie się dodatkowego wyzwania i ruszy dalej w trasę. Ostatecznie jednak przyznał, że jego organizm jest już skrajnie wyczerpany i nie będzie w stanie kontynuować jazdy po zakończeniu podstawowej trasy.

Mimo ogromnego zmęczenia finał akcji zakończył się wielkim sukcesem. O godzinie 8:44 licznik zbiórki pokazał upragnione 12 milionów złotych. W sieci natychmiast wybuchła fala komentarzy, gratulacji i wzruszenia. Wielu internautów pisało, że to jedna z najbardziej poruszających internetowych akcji charytatywnych ostatnich lat.

Sam Łatwogang nie krył emocji po zakończeniu zbiórki. Influencer podziękował wszystkim osobom, które wsparły akcję i zaangażowały się w pomoc dla chorego chłopca. Jego słowa szybko zaczęły krążyć po mediach społecznościowych.

“Piękna rzecz, że udało się tyle uzbierać” – mówił influencer.

Po czym dodał:

“Piękne macie serducha. Maks na pewno to ogląda albo obejrzy. Masa miłości dla ciebie, jesteś niesamowitym chłopakiem. To piękny dzień. Jestem dumny z nas. Brawa dla wszystkich. Pamiętajcie, zrobiliśmy to wszyscy razem. Zjednoczyliśmy się” – wyznał Łatwogang.

Cała akcja ponownie pokazała, że internetowe społeczności potrafią jednoczyć się w ważnych sprawach i realnie zmieniać ludzkie życie. Historia Łatwoganga i Maksia Tockiego już teraz nazywana jest jedną z najbardziej niezwykłych charytatywnych inicjatyw ostatnich miesięcy w Polsce.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Julia Wieniawa olśniła na festiwalu. Wyglądała niczym gwiazda Hollywood?

Podobała Wam się nowa akcja Łatwoganga? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)
Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Anna Karwan nie wytrzymała na scenie. Nagle zalała się łzami [RELACJA]

Opublikowano

w dniu

przez

Koncert „Zostawili nam piosenki” od początku zapowiadał się jako jeden z najbardziej emocjonalnych momentów tegorocznego Polsat Hit Festiwal. W Operze Leśnej wybrzmiały największe przeboje legend polskiej muzyki, a publiczność od pierwszych minut reagowała niezwykle żywiołowo. Największe poruszenie wywołał jednak występ Anny Karwan, która po wykonaniu utworu Violetty Villas nie była w stanie ukryć wzruszenia. Dowiedz się więcej!

Koncert „Zostawili nam piosenki” był wyjątkowym muzycznym hołdem dla największych ikon polskiej sceny. Organizatorzy postawili na ponadczasowe przeboje artystów, których od lat nie ma już z nami, ale których twórczość nadal pozostaje niezwykle ważna dla kolejnych pokoleń słuchaczy. W Operze Leśnej ponownie zabrzmiały utwory takich legend jak Grzegorz Ciechowski, Marek Grechuta, Violetta Villas, Ryszard Riedel, Danuta Rinn czy Irena Jarocka.

Publiczność od początku koncertu reagowała bardzo emocjonalnie. Widzowie śpiewali razem z artystami, nagrywali występy telefonami i komentowali w mediach społecznościowych, że właśnie takie chwile tworzą prawdziwy klimat sopockiego festiwalu. Wielu internautów podkreślało, że połączenie klasycznych przebojów z nowoczesnymi aranżacjami potrafi wywołać ogromne wzruszenie.

Tegoroczna odsłona koncertu była również próbą połączenia różnych pokoleń artystów. Na scenie pojawili się młodzi wykonawcy, którzy zmierzyli się z repertuarem największych legend polskiej muzyki. Wśród nich znaleźli się między innymi Julia Wieniawa, Piotr Rogucki, Wiktor Waligóra, Andrzej Lampert oraz Ania Karwan.

Jednym z pierwszych występów wieczoru był utwór „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał”, który wykonał Wiktor Waligóra, oddając hołd Jackowi Zielińskiemu i zespołowi Skaldowie. Chwilę później na scenie pojawił się Piotr Rogucki, który zmierzył się z utworem „Szare miraże” z repertuaru Kory. Publiczność bardzo ciepło przyjęła nowe interpretacje znanych przebojów.

Duże zainteresowanie wzbudził również występ Julii Wieniawy, która zaśpiewała „Gdzie ci mężczyźni” z repertuaru Danuty Rinn. W dalszej części koncertu artystka wykonała także legendarny utwór Kaliny Jędrusik „Bo we mnie jest seks”. Internauci szybko zaczęli komentować jej sceniczną charyzmę oraz elegancką stylizację inspirowaną klimatem starego Hollywood.

POLECAMY: Julia Wieniawa olśniła na festiwalu. Wyglądała niczym gwiazda Hollywood?

Ania Karwan zalała się łzami na scenie [FOTO]

Najbardziej poruszającym momentem wieczoru okazał się jednak występ Ani Karwan. Artystka wykonała legendarny utwór Violetty Villas „Do ciebie, mamo”. Już od pierwszych dźwięków było widać, że emocje są ogromne. Wokalistka śpiewała niezwykle przejmująco, a publiczność w Operze Leśnej momentalnie zamilkła.

Po zakończeniu występu emocje całkowicie przejęły kontrolę nad artystką. Anna Karwan nie była w stanie powstrzymać łez i zalała się płaczem na oczach publiczności. Widzowie natychmiast zaczęli reagować owacjami, a w sieci pojawiły się setki komentarzy pełnych wsparcia i wzruszenia.

Internauci pisali między innymi: „Najpiękniejszy występ wieczoru”, „To było prawdziwe i szczere”, „Ciarki przez cały utwór”, „Ania zaśpiewała to sercem” czy „Takie momenty pokazują, czym jest muzyka”. Wielu widzów podkreślało, że właśnie występ Ani Karwan był najbardziej emocjonalnym punktem całego koncertu.

W dalszej części koncertu publiczność mogła usłyszeć również „Kawiarenki” w wykonaniu Wiktora Waligóry, „Wehikuł czasu”, który zaśpiewał EMO, a także dwa wyjątkowe wykonania Andrzeja Lamperta„Ta ostatnia niedziela” oraz „Dni, których jeszcze nie znamy”. Każdy z występów wywoływał ogromne emocje i przypominał, jak wielkie znaczenie dla polskiej muzyki mają ponadczasowe przeboje dawnych legend.

Koncert „Zostawili nam piosenki” udowodnił, że muzyka potrafi łączyć pokolenia i wywoływać emocje, których nie da się podrobić. A wzruszenie Ani Karwan na scenie Opery Leśnej bez wątpienia zostanie jednym z najbardziej pamiętnych momentów tegorocznego Polsat Hit Festiwal.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dramatyczne słowa Łatwoganga. Nie ukończy całej trasy rowerowej?

Który występ podczas tegorocznego Polsat Hit Festiwalu podobał Wam się najbardziej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Ania Karwan (fot. Marcin Gadomski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Marcin Gadomski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Marcin Gadomski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Wiktor Waligóra, Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Wiktor Waligóra, Ania Karwan (fot. Przemysław Świderski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Dramatyczne słowa Łatwoganga. Nie ukończy całej trasy rowerowej?

Opublikowano

w dniu

przez

Jeszcze kilka dni temu internet żył kolejną szaloną akcją Łatwoganga, który postanowił przejechać rowerem całą Polskę, by zebrać miliony na leczenie chorego chłopca. Wszystko szło zgodnie z planem aż do momentu, gdy influencer niespodziewanie nadał dramatyczny komunikat do swoich widzów. Fani są podzieleni, a w sieci rozpętała się gorąca dyskusja. Dowiedz się więcej!

Łatwogang w ciągu ostatnich tygodni wyrósł na jedną z najgłośniejszych postaci polskiego internetu. Jeszcze niedawno mało kto spodziewał się, że młody twórca internetowy będzie w stanie porwać miliony ludzi do wspólnego działania charytatywnego. Tymczasem jego poprzednia akcja okazała się absolutnym fenomenem, o którym mówiły nawet zagraniczne media. Wydarzenia z niewielkiej kawalerki influencera śledziła cała Polska, a internet praktycznie żył tylko jednym tematem.

Po gigantycznym sukcesie poprzedniej zbiórki wielu zastanawiało się, czy Łatwogang będzie w stanie jeszcze czymkolwiek zaskoczyć swoich odbiorców. Okazało się, że influencer bardzo szybko wrócił z nowym pomysłem. Tym razem postanowił połączyć ekstremalne wyzwanie fizyczne z pomocą dla chorego dziecka. 23-latek wsiadł na rower i zapowiedział trasę przez całą Polskę, aby nagłośnić zbiórkę dla 8-letniego Maksia Tockiego.

Nowa akcja od samego początku budziła ogromne emocje. Internauci śledzili każdy kilometr trasy, regularnie wpłacając pieniądze i motywując influencera do dalszej jazdy. Widzowie szybko zauważyli jednak, że wyzwanie jest znacznie trudniejsze, niż mogło się wydawać na początku. Wielogodzinne transmisje pokazywały zmęczenie, brak snu oraz coraz większe problemy organizmu influencera.

Mimo trudności zbiórka rozwijała się w błyskawicznym tempie. Kwota rosła praktycznie z godziny na godzinę, a tysiące osób ponownie zaangażowały się w akcję charytatywną. W sieci pojawiło się mnóstwo komentarzy wspierających Łatwoganga, a wielu internautów pisało wprost, że podziwia jego determinację i poświęcenie. Wszystko wskazywało na to, że influencer dopnie swego i zrealizuje ambitny plan do samego końca.

Wcześniej twórca zapowiedział, że jeśli przed dotarciem do Warszawy uda się zebrać 12 milionów złotych, pojedzie nie tylko do Gdańska, ale wróci także z nad morza aż do Zakopanego. Dla widzów była to kolejna motywacja do wpłat, a sam challenge zaczął przypominać internetowy maraton emocji, który z każdą godziną przyciągał nowych odbiorców.

„W dużym skrócie postanowiłem, że chcę przejechać całą Polskę na raz rowerem i to wszystko odbędzie się na żywo. Ale to nie koniec, ponieważ podczas całej transmisji będziemy zbierać pieniądze dla Maksa. Maks jest to 8-letni chłopak, którego dotknęła choroba, która powoduje zanik mięśni w jego organizmie. Na leczenie Maksa jest potrzebne aż 12 mln zł” – zapowiadał kilka dni temu.

POLECAMY: Polsat Hit Festiwal 2026: Kto przyciągnął największą uwagę? [FOTO]

Łatwogang przerywa nową akcję. Co się stało?

Sytuacja niespodziewanie zmieniła się jednak w sobotnie popołudnie. Około godziny 15:00 Łatwogang połączył się z fanami na streamie i przekazał wiadomość, której wielu kompletnie się nie spodziewało. Już po pierwszych słowach było widać, że influencer jest wyraźnie wyczerpany i ma problem z kontynuowaniem wyzwania.

“Taki troszeczkę cięższy temat. (…) Słuchajcie, sytuacja jest taka, że wydaje mi się, patrząc na to, jak się czuję i jak wszystko wygląda, biorąc pod uwagę, że mamy 360 kilometrów, to mam poczucie, że to, by wrócić z Gdańska do Zakopanego na cięższej trasie, będzie niemożliwe dla mnie fizycznie” – ogłosił podczas transmisji.

Influencer postanowił od razu szczerze wyjaśnić fanom, z czego wynika jego decyzja. Jak przyznał, organizm zaczął odmawiać mu posłuszeństwa. Długie godziny jazdy, brak odpowiedniej regeneracji i ogromne zmęczenie sprawiły, że dalsza część trasy mogłaby okazać się zwyczajnie zbyt niebezpieczna dla jego zdrowia.

“Chcę Wam powiedzieć to teraz, na tym etapie. Na pewno dojadę do Gdańska z Zakopanego. Dajcie znać, co o tym myślicie. Czy to jest jakkolwiek dla Was okej? (…) Przerosła mnie ta cała sytuacja, już widzę, że od trzech godzin mam problemy żołądkowe, odwadniam się bardzo silnie” – tłumaczył swoim widzom.

Po tych słowach internet momentalnie podzielił się na dwa obozy. Część internautów podkreślała, że zdrowie jest najważniejsze i nikt nie powinien oczekiwać od influencera przekraczania granic własnego organizmu. Inni zwracali jednak uwagę, że wcześniejsze deklaracje dotyczące przejazdu przez całą Polskę były bardzo konkretne i teraz czują się rozczarowani zmianą planów.

Nie zmienia to jednak faktu, że akcja Łatwoganga ponownie zgromadziła wokół siebie gigantyczną społeczność i pomogła nagłośnić zbiórkę dla chorego dziecka. Sam influencer wielokrotnie podkreślał, że najważniejszym celem całego przedsięwzięcia jest pomoc Maksiowi Tockiemu, a nie bicie rekordów czy udowadnianie czegokolwiek za wszelką cenę.

Choć dziś nie wiadomo jeszcze, jak dokładnie zakończy się cała wyprawa, jedno jest pewne – Łatwogang po raz kolejny udowodnił, że potrafi poruszyć internet i zmobilizować tysiące ludzi do działania. A emocje wokół jego rowerowego wyzwania prawdopodobnie jeszcze długo nie opadną.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Burza po występie Michała Wiśniewskiego. Widzowie nie gryzą się w język

Podobają Wam się akcje charytatywne Łatwoganga? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)
Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)
Łatwogang (fot. screen YouTube Łatwogang)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

news

Burza po występie Michała Wiśniewskiego. Widzowie nie gryzą się w język

Opublikowano

w dniu

przez

Drugi dzień Polsat Hit Festiwal przyniósł widzom ogromną dawkę nostalgii i największych imprezowych hitów sprzed lat. To jednak właśnie występ Michała Wiśniewskiego i zespołu Ich Troje wywołał największe emocje w sieci. Jedni byli zachwyceni powrotem kultowych przebojów, inni nie zostawili na artyście suchej nitki. Dowiedz się więcej!

Drugi dzień Polsat Hit Festiwal od samego początku zapowiada się niezwykle sentymentalnie. Organizatorzy przygotowali dla widzów koncert „Gdzie się podziały tamte prywatki”, podczas którego scena Opery Leśnej ponownie zamienia się w prawdziwą muzyczną podróż do przeszłości. Publiczność już teraz może usłyszeć największe polskie imprezowe przeboje, które przez lata rozbrzmiewały na domówkach, weselach i wakacyjnych koncertach.

Na scenie pojawiają się gwiazdy doskonale znane polskim słuchaczom. Wśród wykonawców znaleźli się między innymi Wilki, HappySad, Tatiana Okupnik, Mezo, Liber, Wanda i Banda, Piersi oraz Ewelina Lisowska. Każdy z artystów przypomina utwory, które przed laty podbijały listy przebojów i do dziś wywołują ogromny sentyment wśród fanów.

Ogromne emocje budzi również koncert „Zostawili nam piosenki”. To właśnie podczas tego segmentu widzowie mogą usłyszeć nowe interpretacje utworów legend polskiej muzyki, których od lat nie ma już z nami. Na scenie wybrzmią kompozycje takich artystów jak Grzegorz Ciechowski, Marek Grechuta, Violetta Villas, Ryszard Riedel, Danuta Rinn czy Irena Jarocka.

W repertuarze koncertu pojawiają się także młodsi artyści, którzy mierzą się z ponadczasowymi przebojami największych gwiazd polskiej sceny. Publiczność będzie mogła zobaczyć między innymi Julię Wieniawę, Piotra Roguckiego, Wiktora Waligórę oraz Michała Szpaka. Już teraz wielu widzów podkreśla w sieci, że takie muzyczne połączenie pokoleń może okazać się jednym z najmocniejszych punktów tegorocznego festiwalu.

POLECAMY: Edyta Górniak zrobiła furorę na Polsat Hit Festiwal? Sieć zalała fala komentarzy

Widzowie podzieleni występem Michała Wiśniewskiego

Największy szum wywołało jednak otwarcie koncertu przez Michała Wiśniewskiego i zespół Ich Troje. Już od pierwszych sekund było wiadomo, że publiczność doskonale zna każdy wers kultowych hitów grupy. W Operze Leśnej wybrzmiały między innymi utwory “Zawsze z tobą chciałbym być” oraz “A wszystko to”, które natychmiast porwały zgromadzonych fanów do wspólnego śpiewania.

Atmosfera w Sopocie była niezwykle gorąca. Publiczność klaskała, śpiewała razem z zespołem i reagowała bardzo żywiołowo na każdy kolejny refren. Wielu widzów wyciągnęło telefony, by nagrać moment powrotu jednego z najbardziej charakterystycznych zespołów polskiej sceny muzycznej. Widać było, że dla części fanów był to prawdziwy powrót do czasów młodości.

Tuż po występie internet dosłownie zalała fala komentarzy. Pod nagraniami publikowanymi przez Polsat szybko pojawiły się setki opinii widzów. Spora część internautów nie kryła zachwytu nad tym, co wydarzyło się na scenie Opery Leśnej.

“Ta muzyka nie umiera”, “Najlepsza nuta”, “Świetny występ”, “Bombowe otwarcie drugiego dnia”, “Super”, “Szkoda, że tak mało”, “Jak za dawnych czasów” – pisali zachwyceni widzowie pod materiałami z koncertu.

Nie zabrakło jednak także głosów krytycznych. Część internautów zwracała uwagę na kwestie wokalne i problemy z nagłośnieniem. Niektórzy twierdzili nawet, że występ nie dorównywał dawnym koncertom zespołu Ich Troje, które lata temu przyciągały przed telewizory miliony Polaków.

“Położył ten występ”, “Chyba zapomniał jak się śpiewa na żywo”, “Tego się słuchać nie da”, “Gdzie to stare Ich Troje?”, “Czy Wy nie słyszycie, że coś jest nie tak z nagłośnieniem?” – komentowali krytycznie internauci w mediach społecznościowych stacji.

Mimo podzielonych opinii jedno nie ulega wątpliwości – występ Michała Wiśniewskiego i zespołu Ich Troje był jednym z najgłośniej komentowanych momentów drugiego dnia Polsat Hit Festiwal. Nostalgia, emocje i wielkie przeboje po raz kolejny pokazały, że muzyka sprzed lat nadal potrafi wywoływać ogromne emocje i przyciągać przed scenę tłumy fanów.

Tegoroczny Polsat Hit Festiwal ponownie udowodnił, że widzowie wciąż uwielbiają wracać do ponadczasowych hitów, które przez lata towarzyszyły im podczas najważniejszych momentów życia. A emocje po występie Ich Troje prawdopodobnie jeszcze długo nie ucichną w sieci.

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Widzowie ZMIAŻDZYLI występ Skolima i Steczkowskiej. Słusznie?

Jak Wam się podobał występ Michała Wiśniewskiego? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!

Michał Wiśniewski (fot. Marcin Gadomski/AKPA)
Ich Troje, Jacek Łągwa, Michał Wiśniewski (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Michał Wiśniewski (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Michał Wiśniewski (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Jacek Łągwa (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Michał Wiśniewski (fot. Przemysław Świderski/AKPA)
Michał Wiśniewski (fot. Przemysław Świderski/AKPA)

Autor: Szymon Jedynak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Kontynuuj czytanie

HITY

Copyright © 2019 Przeambitni.pl. Stworzona z miłością