showbiz
Monika Mrozowska: Nie jestem perfekcyjna!
Pisze książki, prowadzi warsztaty kulinarne… Aktorka, której popularność przed laty przyniósł udział w serialu „Rodzina zastępcza” dziś sama jest matką trójki dzieci. Ostatnio zostawiła rodzinę, by na miesiąc wyjechać do Afryki na plan „Agenta”. Jak poradzili sobie bez niej najbliżsi?
Jak znajdujesz czas na to, żeby pracować, wychowywać dzieci i ciągle wyglądać tak pięknie. Czy ktoś Ci pomaga w domowych obowiązkach?
Nie mam żadnej pani do pomocy, moim dziećmi również nie zajmują się opiekunki. Czasem myślę sobie, że przydałoby się małe odciążenie w takich pracach jak pranie, czy prasowanie, ale z drugiej strony, wiem, że nikt by tego nie zrobił lepiej ode mnie (uśmiech). Moja mama też wszystko robiła sama, wiec dla mnie to jest naturalne, że na tyle, na ile czas mi pozwala, wykonuję wszystko sama.
Jesteś perfekcyjną panią domu?
Nie jestem perfekcyjna (śmiech). Zdarza mi się, że nie nadążam z pewnymi rzeczami. Nie walczę o to, by wszystko było idealne, bo są sprawy ważniejsze niż porządek. Przekazuję też to moim dzieciom, że pranie, czy odkurzanie może poczekać. Nic się nie stanie jak włączę pralkę i rozwieszę ubrania na drugi dzień. Nie zawsze jest na to siła. Lepiej też poczytać dziecku książkę, czy zrobić coś pysznego do jedzenia, bo to rzeczy, bardziej dla mnie priorytetowe.
Nie chcesz mieć pani do pomocy, bo nie wyobrażasz sobie, żeby ktoś dotykał Twoje rzeczy?
Dom jest dla mnie na tyle intymną przestrzenią, że nie chcę zastanawiać się nad tym, czy ktoś gąbką od naczyń, nie wytarł plamy na podłodze. Poza tym jak sama wkładam coś do szafek, to wiem, gdzie tego później szukać, nawet jeśli wkrada się na półki mały nieporządek. Natomiast jak w domu zaczyna się robić za duży bałagan, to jest sygnał, że pewnych rzeczy należy się pozbyć. Nie jestem typem chomika, który wszystko zbiera. Nie wyrzucam jednak wszystkiego, lecz przekazuję dalej. Najczęściej ubrania, z których moje dzieci już wyrosły.
Sama też korzystasz z tzw. rzeczy przechodnich, czy wszystko kupujesz nowe?
Jak najbardziej, sama również jestem otwarta na „prezenty”. Dziewięćdziesiąt procent ubranek, w których chodzi teraz mój syn dostałam od koleżanek. To jest podejście, zarówno ekologiczne, jak i ekonomiczne. Wszyscy są zadowoleni. Po moim Józku już przynajmniej trzy duże torby ubrań i zabawek wyjechały z domu i służą innym dzieciom.
Pozbywasz się ciuszków po niemowlaku, czyżby to oznaczało, że nie zamierzasz mieć już czwartego dziecka?
Czwartego malucha nie będzie. Ja w kwestii rodzenia dzieci wyrobiłam się ponad średnią krajową, więc nadszedł czas na innych (śmiech). Teraz mój brat ma półroczną córeczkę Dorotkę i Józio dzieli się z nią swoimi rzeczami.
Dzieciaki trochę Ci pomagają?
Uczę je dbania o porządek, ale wiadomo, że nie wszystko są jeszcze w stanie zrobić. Zależy mi jednak, żeby dorastały w przekonaniu, że nie można wyręczać się drugim człowiekiem. Można coś zrobić lepiej lub gorzej, ale samemu.
W codziennych obowiązkach możesz liczyć na pomoc swojego partnera Sebastiana?
Mój narzeczony absolutnie nie wymiguje się od codziennych obowiązków. Bardzo mi pomaga. Nie ma w naszej rodzinie podziału obowiązków. Każdy robi to, na co ma czas albo to, co mu najlepiej wychodzi.
Czy w Twoim domu każdy po sobie sprząta?
Z tym różnie bywa (śmiech). Najgorzej jest po obiedzie. Nie chce wytykać palcami, ale nie wszystkim chce się powkładać naczynia do zmywarki. Jest też jedna czynność, do której nikogo nie dopuszczam. Nie pozwalam nikomu wieszać prania. Mam na to opracowany swój specjalny system. Każdy ma swój oddzielny sznurek. Wieszam też ubrania w odpowiedniej kolejności według wielkości i według tkanin, z jakich są wykonane. Zdarzyło się, że próbowali mi w tym pomagać narzeczony i starsza córka, ale im było wszystko jedno, gdzie, co wisiało, więc musiałam po nich poprawiać.
Co z Twoim ślubem? Już kilka lat słyszy się, że wychodzisz za mąż, a ciągle obrączki na Twoim palcu nie widać.
Ślub będzie. Wszystko w swoim czasie. Nie zamierzamy jednak robić z naszej uroczystości wydarzenia medialnego.
W swoim czasie, czyli kiedy?
Na pewno nie w tym roku, bo mamy bardzo duże plany wakacyjne, mam też do skończenia drugą książkę i w zanadrzu trzecią, a moje córki zmieniają szkoły. Natomiast Józia trzeba będzie zapisać do żłobka. Przede mną wiec mnóstwo spraw urzędowych.
Wzięłaś udział w programie „Agent”. Czy Afryka Cię zachwyciła?
Afryka jest przepiękna. Wiele rzeczy mnie zaskoczyło i oczarowało. Polecam każdemu, może nie na urlop z dziećmi, ale na podróż we dwoje lub w gronie znajomych jak najbardziej.
Bardzo tęskniłaś za rodziną?
Bardzo, ale na szczęście przetrwałam tę rozłąkę. Wiedziałam też, że moje dzieci zostają w dobrych rękach.
Często kontaktowałaś się z bliskimi?
Nie tak często jak chciałam, bo przebywaliśmy w miejscach, gdzie nie działało wifi. Niektórym w Polsce było to trudno zrozumieć, ale takie były warunki.
Sebastian nie był zazdrosny, że opuściłaś go na tak długo?
Nie, mój udział w „Agencie” był naszą wspólną decyzją. Zanim zdecydowałam się na udział w programie przeprowadziłam rozmowy z rodziną. Zarówno moi rodzice, jak i rodzice Sebastiana obstawali za tym, bym wystąpiła w tym show. Jak już miałam ich aprobatę, musiałam wszystko dobrze zorganizować logistycznie. Zostawiłam kilkustronicową rozpiskę z planem zajęć dla dzieci na każdy dzień. Uwzględniłam nawet urodziny ich kolegów i koleżanek.
I jak się to udało?
Lepiej niż przypuszczałam (uśmiech). Sebastian nie wziął ani jednego dnia wolnego w pracy. Przy dziewczynkach pomagali mu trochę moi rodzice. Karolina i Jagoda były na wszystkich lekcjach i zajęciach dodatkowych, natomiast Józia zabrali na ten czas moi przyszli teściowie.
Rozmawiała Martyna Rokita dla “Twojego Imperium”
fot. screeny z facebooka / materiały prasowe
news
Łatwogang zebrał 12 MILIONÓW dla 8-letniego Maksia. Tak wyglądały kulisy
To miała być kolejna internetowa akcja charytatywna, ale bardzo szybko zamieniła się w wydarzenie, którym żyły tysiące ludzi w całym kraju. Łatwogang ponownie udowodnił, jak ogromną siłę mają media społecznościowe i internetowa społeczność. Tym razem influencer postawił sobie cel, który wielu wydawał się wręcz nierealny. Dowiedz się więcej o efektach końcowych!
Łatwogang jeszcze kilka tygodni temu zapowiadał, że zamierza zniknąć z internetu i zrobić sobie dłuższą przerwę od mediów społecznościowych. Po gigantycznym sukcesie poprzedniej zbiórki wielu fanów wierzyło, że rzeczywiście na chwilę odetnie się od sieci i odpocznie po ogromnym emocjonalnym wysiłku. Stało się jednak zupełnie inaczej.
23-letni influencer bardzo szybko wrócił z nowym pomysłem, który od pierwszych godzin przyciągnął gigantyczne zainteresowanie internautów. Tym razem Piotr Hancke, bo tak naprawdę nazywa się Łatwogang, postanowił wsiąść na rower i przejechać niemal całą Polskę, by pomóc choremu chłopcu. Akcja błyskawicznie zaczęła rozchodzić się po internecie.
Celem zbiórki była pomoc dla 8-letniego Maksia Tockiego, który choruje na dystrofię mięśniową Duchenne’a. To niezwykle ciężka choroba genetyczna prowadząca do stopniowego zaniku mięśni i pogarszania się stanu zdrowia dziecka. Szansą dla chłopca jest bardzo kosztowna terapia genowa w Stanach Zjednoczonych, której koszt wynosi aż 12 milionów złotych.
Właśnie tę astronomiczną kwotę postanowił zebrać Łatwogang. Influencer wystartował z Zakopanego i ruszył rowerem w stronę Gdańska. Cała trasa liczyła około 700 kilometrów i od początku była ogromnym wyzwaniem fizycznym oraz psychicznym. Internauci niemal bez przerwy śledzili transmisję na żywo, dopingując influencera w mediach społecznościowych.
„W dużym skrócie postanowiłem, że chcę przejechać całą Polskę na raz rowerem i to wszystko odbędzie się na żywo. Ale to nie koniec, ponieważ podczas całej transmisji będziemy zbierać pieniądze dla Maksa. Maks jest to 8-letni chłopak, którego dotknęła choroba, która powoduje zanik mięśni w jego organizmie. Na leczenie Maksa jest potrzebne aż 12 mln zł” – zapowiadał kilka dni temu.
Z każdą kolejną godziną akcja robiła się coraz większa. Na trasie zaczęły pojawiać się tłumy kibiców, którzy wspierali influencera okrzykami, transparentami i wspólną jazdą na rowerach. W wielu miejscowościach ludzie wychodzili z domów tylko po to, by choć przez chwilę zobaczyć przejeżdżającego Łatwoganga i okazać wsparcie całej akcji.
W sieci pojawiały się dziesiątki nagrań pokazujących skalę zainteresowania zbiórką. Internauci publikowali filmy, zdjęcia i relacje z przejazdu influencera przez kolejne miasta. Wiele osób pisało, że dawno żadna akcja internetowa nie zjednoczyła ludzi w tak ogromnym stopniu. Dla wielu widzów był to kolejny dowód na to, że internet może mieć ogromną siłę także w pomaganiu.
Nie brakowało jednak bardzo trudnych momentów. Podczas nocnej jazdy stan zdrowia influencera zaczął budzić niepokój zarówno ekipy, jak i widzów oglądających transmisję. Łatwogang zaczął skarżyć się na problemy z oddychaniem, ogromne zmęczenie i złe samopoczucie. W pewnym momencie musiał nawet zejść z roweru.
“Chwile po 2:30 w nocy Łatwogangowi zrobiło się lekko niedobrze na rowerze. Jak mówi, ciężko brało mu się oddech, więc zsiadł z roweru i przez dłuższą chwilę go prowadził. W trakcie pieszej wędrówki zmierzył sobie tętno, które wyszło bardzo dobrze. Po godzinie 3:00 Łatwogang powiedział, że jest już w porządku, ale ludzie zarówno towarzyszący mu, jak i oglądający transmisję zaczęli się o niego martwić” – przekazał na Facebooku Jakub Charchalis.
POLECAMY: Anna Karwan nie wytrzymała na scenie. Nagle zalała się łzami [RELACJA]
Łatwogang zabrał 12 milionów dla 8-letniego Maksia!
Jeszcze wcześniej influencer zapowiadał, że jeśli przed dotarciem do celu uda się zebrać pełne 12 milionów złotych, podejmie się dodatkowego wyzwania i ruszy dalej w trasę. Ostatecznie jednak przyznał, że jego organizm jest już skrajnie wyczerpany i nie będzie w stanie kontynuować jazdy po zakończeniu podstawowej trasy.
Mimo ogromnego zmęczenia finał akcji zakończył się wielkim sukcesem. O godzinie 8:44 licznik zbiórki pokazał upragnione 12 milionów złotych. W sieci natychmiast wybuchła fala komentarzy, gratulacji i wzruszenia. Wielu internautów pisało, że to jedna z najbardziej poruszających internetowych akcji charytatywnych ostatnich lat.
Sam Łatwogang nie krył emocji po zakończeniu zbiórki. Influencer podziękował wszystkim osobom, które wsparły akcję i zaangażowały się w pomoc dla chorego chłopca. Jego słowa szybko zaczęły krążyć po mediach społecznościowych.
“Piękna rzecz, że udało się tyle uzbierać” – mówił influencer.
Po czym dodał:
“Piękne macie serducha. Maks na pewno to ogląda albo obejrzy. Masa miłości dla ciebie, jesteś niesamowitym chłopakiem. To piękny dzień. Jestem dumny z nas. Brawa dla wszystkich. Pamiętajcie, zrobiliśmy to wszyscy razem. Zjednoczyliśmy się” – wyznał Łatwogang.
Cała akcja ponownie pokazała, że internetowe społeczności potrafią jednoczyć się w ważnych sprawach i realnie zmieniać ludzkie życie. Historia Łatwoganga i Maksia Tockiego już teraz nazywana jest jedną z najbardziej niezwykłych charytatywnych inicjatyw ostatnich miesięcy w Polsce.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Julia Wieniawa olśniła na festiwalu. Wyglądała niczym gwiazda Hollywood?
Podobała Wam się nowa akcja Łatwoganga? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!


Autor: Szymon Jedynak
news
Anna Karwan nie wytrzymała na scenie. Nagle zalała się łzami [RELACJA]
Koncert „Zostawili nam piosenki” od początku zapowiadał się jako jeden z najbardziej emocjonalnych momentów tegorocznego Polsat Hit Festiwal. W Operze Leśnej wybrzmiały największe przeboje legend polskiej muzyki, a publiczność od pierwszych minut reagowała niezwykle żywiołowo. Największe poruszenie wywołał jednak występ Anny Karwan, która po wykonaniu utworu Violetty Villas nie była w stanie ukryć wzruszenia. Dowiedz się więcej!
Koncert „Zostawili nam piosenki” był wyjątkowym muzycznym hołdem dla największych ikon polskiej sceny. Organizatorzy postawili na ponadczasowe przeboje artystów, których od lat nie ma już z nami, ale których twórczość nadal pozostaje niezwykle ważna dla kolejnych pokoleń słuchaczy. W Operze Leśnej ponownie zabrzmiały utwory takich legend jak Grzegorz Ciechowski, Marek Grechuta, Violetta Villas, Ryszard Riedel, Danuta Rinn czy Irena Jarocka.
Publiczność od początku koncertu reagowała bardzo emocjonalnie. Widzowie śpiewali razem z artystami, nagrywali występy telefonami i komentowali w mediach społecznościowych, że właśnie takie chwile tworzą prawdziwy klimat sopockiego festiwalu. Wielu internautów podkreślało, że połączenie klasycznych przebojów z nowoczesnymi aranżacjami potrafi wywołać ogromne wzruszenie.
Tegoroczna odsłona koncertu była również próbą połączenia różnych pokoleń artystów. Na scenie pojawili się młodzi wykonawcy, którzy zmierzyli się z repertuarem największych legend polskiej muzyki. Wśród nich znaleźli się między innymi Julia Wieniawa, Piotr Rogucki, Wiktor Waligóra, Andrzej Lampert oraz Ania Karwan.
Jednym z pierwszych występów wieczoru był utwór „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał”, który wykonał Wiktor Waligóra, oddając hołd Jackowi Zielińskiemu i zespołowi Skaldowie. Chwilę później na scenie pojawił się Piotr Rogucki, który zmierzył się z utworem „Szare miraże” z repertuaru Kory. Publiczność bardzo ciepło przyjęła nowe interpretacje znanych przebojów.
Duże zainteresowanie wzbudził również występ Julii Wieniawy, która zaśpiewała „Gdzie ci mężczyźni” z repertuaru Danuty Rinn. W dalszej części koncertu artystka wykonała także legendarny utwór Kaliny Jędrusik „Bo we mnie jest seks”. Internauci szybko zaczęli komentować jej sceniczną charyzmę oraz elegancką stylizację inspirowaną klimatem starego Hollywood.
POLECAMY: Julia Wieniawa olśniła na festiwalu. Wyglądała niczym gwiazda Hollywood?
Ania Karwan zalała się łzami na scenie [FOTO]
Najbardziej poruszającym momentem wieczoru okazał się jednak występ Ani Karwan. Artystka wykonała legendarny utwór Violetty Villas „Do ciebie, mamo”. Już od pierwszych dźwięków było widać, że emocje są ogromne. Wokalistka śpiewała niezwykle przejmująco, a publiczność w Operze Leśnej momentalnie zamilkła.


Po zakończeniu występu emocje całkowicie przejęły kontrolę nad artystką. Anna Karwan nie była w stanie powstrzymać łez i zalała się płaczem na oczach publiczności. Widzowie natychmiast zaczęli reagować owacjami, a w sieci pojawiły się setki komentarzy pełnych wsparcia i wzruszenia.
Internauci pisali między innymi: „Najpiękniejszy występ wieczoru”, „To było prawdziwe i szczere”, „Ciarki przez cały utwór”, „Ania zaśpiewała to sercem” czy „Takie momenty pokazują, czym jest muzyka”. Wielu widzów podkreślało, że właśnie występ Ani Karwan był najbardziej emocjonalnym punktem całego koncertu.
W dalszej części koncertu publiczność mogła usłyszeć również „Kawiarenki” w wykonaniu Wiktora Waligóry, „Wehikuł czasu”, który zaśpiewał EMO, a także dwa wyjątkowe wykonania Andrzeja Lamperta – „Ta ostatnia niedziela” oraz „Dni, których jeszcze nie znamy”. Każdy z występów wywoływał ogromne emocje i przypominał, jak wielkie znaczenie dla polskiej muzyki mają ponadczasowe przeboje dawnych legend.
Koncert „Zostawili nam piosenki” udowodnił, że muzyka potrafi łączyć pokolenia i wywoływać emocje, których nie da się podrobić. A wzruszenie Ani Karwan na scenie Opery Leśnej bez wątpienia zostanie jednym z najbardziej pamiętnych momentów tegorocznego Polsat Hit Festiwal.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Dramatyczne słowa Łatwoganga. Nie ukończy całej trasy rowerowej?
Który występ podczas tegorocznego Polsat Hit Festiwalu podobał Wam się najbardziej? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!













Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
moda
Julia Wieniawa olśniła na festiwalu. Wyglądała niczym gwiazda Hollywood?
Podczas koncertu „Zostawili nam piosenki” na Polsat Hit Festiwal emocji nie brakowało już od pierwszych minut. Widzowie zachwycali się nie tylko ponadczasowymi przebojami legend polskiej sceny, ale również gwiazdami młodego pokolenia, które pojawiły się tego wieczoru w Operze Leśnej. Szczególną uwagę przykuła jednak Julia Wieniawa, która swoim wejściem na czerwony dywan wywołała prawdziwe poruszenie. Dowiedz się więcej!
Koncert „Zostawili nam piosenki” od początku zapowiadał się jako jeden z najbardziej wzruszających momentów tegorocznego Polsat Hit Festiwal. To właśnie podczas tego segmentu artyści oddają hołd największym legendom polskiej muzyki, których twórczość mimo upływu lat nadal pozostaje niezwykle aktualna. W Operze Leśnej ponownie wybrzmiały utwory takich ikon jak Grzegorz Ciechowski, Marek Grechuta, Violetta Villas, Ryszard Riedel, Danuta Rinn czy Irena Jarocka.
Publiczność od pierwszych minut koncertu reagowała bardzo emocjonalnie. Widzowie śpiewali razem z artystami, nagrywali występy telefonami i komentowali w sieci, że właśnie takie momenty budują wyjątkowy klimat sopockiego festiwalu. Wiele osób podkreślało, że muzyczne wspomnienia połączone z nowoczesnymi aranżacjami potrafią wywołać ogromne emocje i przypomnieć, jak wielki wpływ na polską kulturę mieli dawni artyści.
Organizatorzy postawili tym razem na ciekawe połączenie pokoleń. Na scenie pojawili się młodzi wykonawcy, którzy zmierzyli się z repertuarem największych legend polskiej muzyki. Wśród nich znaleźli się między innymi Julia Wieniawa, Piotr Rogucki, Wiktor Waligóra oraz Andrzej Lampert. Już przed koncertem internauci przewidywali, że może to być jeden z najmocniejszych punktów całego festiwalu.
POLECAMY: Dramatyczne słowa Łatwoganga. Nie ukończy całej trasy rowerowej?
Julia Wieniawa zachwyciła swoją kreacją [FOTO]
Szczególnie dużo uwagi przyciągnęła jednak Julia Wieniawa, która pojawiła się na scenie w niezwykle eleganckiej stylizacji inspirowanej klimatem starego Hollywood. Aktorka i wokalistka postawiła na klasykę, ale w bardzo efektownym wydaniu. Jej kreacja momentalnie stała się jednym z najczęściej komentowanych tematów w mediach społecznościowych.
Gwiazda zaprezentowała się w dopasowanej czarnej sukni maxi, którą przełamywało efektowne biało-kremowe wykończenie dekoltu typu hiszpanka. Asymetryczny fason subtelnie odsłaniał ramiona i nadawał całej stylizacji wyjątkowej elegancji. Widzowie zwracali uwagę, że całość wyglądała niezwykle luksusowo i bardzo dojrzale.
Do kreacji Julia Wieniawa dobrała klasyczne czarne szpilki oraz delikatną diamentową biżuterię. Stylizację dopełniały perfekcyjnie ułożone fale w klimacie glamour, które dodatkowo podkreślały hollywoodzki charakter całego looku. W sieci nie brakowało komentarzy, że wokalistka wyglądała jak światowa gwiazda czerwonego dywanu.
Internauci szybko zaczęli publikować pierwsze reakcje na występ i wygląd artystki. Wielu fanów pisało, że tego wieczoru trudno było oderwać od niej wzrok. Pojawiały się komentarze takie jak: „Wygląda jak milion dolarów”, „Najpiękniejsza stylizacja wieczoru”, „Klasa sama w sobie” czy „Julia zrobiła efekt wow”.
Tegoroczny Polsat Hit Festiwal po raz kolejny udowadnia, że potrafi łączyć pokolenia i tworzyć widowiska, które wywołują ogromne emocje. A występ oraz stylizacja Julii Wieniawy bez wątpienia jeszcze długo będą szeroko komentowane w sieci i mediach społecznościowych.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Polsat Hit Festiwal 2026: Kto przyciągnął największą uwagę? [FOTO]
Podoba Wam się kreacja Julii Wieniawy? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!






Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
news
Dramatyczne słowa Łatwoganga. Nie ukończy całej trasy rowerowej?
Jeszcze kilka dni temu internet żył kolejną szaloną akcją Łatwoganga, który postanowił przejechać rowerem całą Polskę, by zebrać miliony na leczenie chorego chłopca. Wszystko szło zgodnie z planem aż do momentu, gdy influencer niespodziewanie nadał dramatyczny komunikat do swoich widzów. Fani są podzieleni, a w sieci rozpętała się gorąca dyskusja. Dowiedz się więcej!
Łatwogang w ciągu ostatnich tygodni wyrósł na jedną z najgłośniejszych postaci polskiego internetu. Jeszcze niedawno mało kto spodziewał się, że młody twórca internetowy będzie w stanie porwać miliony ludzi do wspólnego działania charytatywnego. Tymczasem jego poprzednia akcja okazała się absolutnym fenomenem, o którym mówiły nawet zagraniczne media. Wydarzenia z niewielkiej kawalerki influencera śledziła cała Polska, a internet praktycznie żył tylko jednym tematem.
Po gigantycznym sukcesie poprzedniej zbiórki wielu zastanawiało się, czy Łatwogang będzie w stanie jeszcze czymkolwiek zaskoczyć swoich odbiorców. Okazało się, że influencer bardzo szybko wrócił z nowym pomysłem. Tym razem postanowił połączyć ekstremalne wyzwanie fizyczne z pomocą dla chorego dziecka. 23-latek wsiadł na rower i zapowiedział trasę przez całą Polskę, aby nagłośnić zbiórkę dla 8-letniego Maksia Tockiego.
Nowa akcja od samego początku budziła ogromne emocje. Internauci śledzili każdy kilometr trasy, regularnie wpłacając pieniądze i motywując influencera do dalszej jazdy. Widzowie szybko zauważyli jednak, że wyzwanie jest znacznie trudniejsze, niż mogło się wydawać na początku. Wielogodzinne transmisje pokazywały zmęczenie, brak snu oraz coraz większe problemy organizmu influencera.
Mimo trudności zbiórka rozwijała się w błyskawicznym tempie. Kwota rosła praktycznie z godziny na godzinę, a tysiące osób ponownie zaangażowały się w akcję charytatywną. W sieci pojawiło się mnóstwo komentarzy wspierających Łatwoganga, a wielu internautów pisało wprost, że podziwia jego determinację i poświęcenie. Wszystko wskazywało na to, że influencer dopnie swego i zrealizuje ambitny plan do samego końca.
Wcześniej twórca zapowiedział, że jeśli przed dotarciem do Warszawy uda się zebrać 12 milionów złotych, pojedzie nie tylko do Gdańska, ale wróci także z nad morza aż do Zakopanego. Dla widzów była to kolejna motywacja do wpłat, a sam challenge zaczął przypominać internetowy maraton emocji, który z każdą godziną przyciągał nowych odbiorców.
„W dużym skrócie postanowiłem, że chcę przejechać całą Polskę na raz rowerem i to wszystko odbędzie się na żywo. Ale to nie koniec, ponieważ podczas całej transmisji będziemy zbierać pieniądze dla Maksa. Maks jest to 8-letni chłopak, którego dotknęła choroba, która powoduje zanik mięśni w jego organizmie. Na leczenie Maksa jest potrzebne aż 12 mln zł” – zapowiadał kilka dni temu.
POLECAMY: Polsat Hit Festiwal 2026: Kto przyciągnął największą uwagę? [FOTO]
Łatwogang przerywa nową akcję. Co się stało?
Sytuacja niespodziewanie zmieniła się jednak w sobotnie popołudnie. Około godziny 15:00 Łatwogang połączył się z fanami na streamie i przekazał wiadomość, której wielu kompletnie się nie spodziewało. Już po pierwszych słowach było widać, że influencer jest wyraźnie wyczerpany i ma problem z kontynuowaniem wyzwania.
“Taki troszeczkę cięższy temat. (…) Słuchajcie, sytuacja jest taka, że wydaje mi się, patrząc na to, jak się czuję i jak wszystko wygląda, biorąc pod uwagę, że mamy 360 kilometrów, to mam poczucie, że to, by wrócić z Gdańska do Zakopanego na cięższej trasie, będzie niemożliwe dla mnie fizycznie” – ogłosił podczas transmisji.
Influencer postanowił od razu szczerze wyjaśnić fanom, z czego wynika jego decyzja. Jak przyznał, organizm zaczął odmawiać mu posłuszeństwa. Długie godziny jazdy, brak odpowiedniej regeneracji i ogromne zmęczenie sprawiły, że dalsza część trasy mogłaby okazać się zwyczajnie zbyt niebezpieczna dla jego zdrowia.
“Chcę Wam powiedzieć to teraz, na tym etapie. Na pewno dojadę do Gdańska z Zakopanego. Dajcie znać, co o tym myślicie. Czy to jest jakkolwiek dla Was okej? (…) Przerosła mnie ta cała sytuacja, już widzę, że od trzech godzin mam problemy żołądkowe, odwadniam się bardzo silnie” – tłumaczył swoim widzom.
Po tych słowach internet momentalnie podzielił się na dwa obozy. Część internautów podkreślała, że zdrowie jest najważniejsze i nikt nie powinien oczekiwać od influencera przekraczania granic własnego organizmu. Inni zwracali jednak uwagę, że wcześniejsze deklaracje dotyczące przejazdu przez całą Polskę były bardzo konkretne i teraz czują się rozczarowani zmianą planów.
Nie zmienia to jednak faktu, że akcja Łatwoganga ponownie zgromadziła wokół siebie gigantyczną społeczność i pomogła nagłośnić zbiórkę dla chorego dziecka. Sam influencer wielokrotnie podkreślał, że najważniejszym celem całego przedsięwzięcia jest pomoc Maksiowi Tockiemu, a nie bicie rekordów czy udowadnianie czegokolwiek za wszelką cenę.
Choć dziś nie wiadomo jeszcze, jak dokładnie zakończy się cała wyprawa, jedno jest pewne – Łatwogang po raz kolejny udowodnił, że potrafi poruszyć internet i zmobilizować tysiące ludzi do działania. A emocje wokół jego rowerowego wyzwania prawdopodobnie jeszcze długo nie opadną.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Burza po występie Michała Wiśniewskiego. Widzowie nie gryzą się w język
Podobają Wam się akcje charytatywne Łatwoganga? Dajcie znać w komentarzu pod artykułem!



Autor: Szymon Jedynak
Dodaj komentarz
-
moda2 dni temu“Polsat Hit Festiwal”: Roxie w błękicie, Hyży z ręcznikiem na głowie, elegancki Cyms [RELACJA]
-
news2 dni temuWidzowie ZMIAŻDZYLI występ Skolima i Steczkowskiej. Słusznie?
-
news4 dni temuTVN podjął decyzję ws. „Mam Talent”. Widzowie długo na to czekali
-
news3 dni temuInternet znów oszaleje? Łatwogang rusza z nową zbiórką [SZCZEGÓŁY]
-
moda3 dni temuMaja Sablewska, Patrycja Markowska, Agnieszka Hyży i tłum gwiazd na premierze arabskich perfum Lattafa Khamrah Waha – kto się pojawił? [ZDJĘCIA]
-
news4 dni temuIlona Felicjańska WYGRAŁA “Królową Przetrwania”? DRAMY, SPINY, i Dominika Rybak
-
showbiz5 dni temuSkolim przerwał milczenie ws. „Tańca z Gwiazdami”. Zatańczy jesienią?
-
news5 dni temuKuba Wojewódzki publicznie zakpił z Dody. Przesadził?

Dodaj komentarz